 |
odwrócone twierdzenia Pascala Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-06-2017 17:44 | k.łyszczyński (23 punktów) | odwrócone twierdzenia Pascala | Dzisiaj zastanawiałem się nad treścią słynnego twierdzenia Pascala, które jest dla wielu teistów podstawowym argumentem na potrzebę wiary. Doszedłem do wniosku, że dla wnikliwego, inteligentnego człowieka, Kościół sam sobie tym twierdzeniem strzela w stopę. W oryginalnej wersji 2 ponieważ ryzykujemy tylko czas życia, który jest zazwyczaj krótki, a nagrodą może być życie wieczne. Spróbujmy spojrzeć na to z innej perspektywy: załóżmy, że jestem pozytywnym, dobrym, uprzejmym i współczującym człowiekiem. Czasami pobaraszkuję w myślach z koleżanką z klasy, czasami przeklnę głośno lub zdenerwuję się na kogoś bez powodu, jednak nikogo nie krzywdzę w większym. Prowadzę własne życie, i nikomu się nie wtrącam w jego własne. W takim wypadku, jeżeli Boga nie ma, to - nie chodząc do kościoła i nie modląc się - oszczędzam mnóstwo czasu, który można przeznaczyć na produktywniejsze rzeczy. Jeżeli natomiast Bóg istnieje, to oczywiście nie może mnie skazać na wieczne męki za to, że jestem ateistą, chociaż nic szczególnie złego w życiu nie zrobiłem. W przeciwnym razie jest potworem, który za używanie antykoncepcji w trakcie epidemii AIDS - co może uratować dziesiątki tysięcy istnień ludzkich - każe wiecznymi torturami. Najwidoczniej nie ma lepszego zajęcia, niż patrzenie, czy ludzie nie wykonują skądinąd naturalnych czynności, takich jak masturbacja czy pożądanie inwentarza bliźniego swego. Mało tego! Jak przeciętny człowiek wyobraża sobie Niebo, w założeniu krainę wiecznej szczęśliwości? Według opisu biblijnego naszym głównym zadanie tam jest śpiewanie hymnów ku Jahwe i nieustanne adorowanie go, by zaspokoić jego megalomanię. I tak przez nieskończoność. Moje pytanie brzmi więc: czy wiara ma jakikolwiek sens? Jeżeli Bóg nie istnieje - nie. Jeżeli jest miłosierny, przebacza ludziom niewiarę, a ty jesteś w miarę porządnym człowiekiem, który popełnia błędy, ale nie wyrządza innym krzywdy - nie, bo i tak się dostaniesz do nieba. Jeżeli istnieje i jest w stanie cię ukarać za fantazje seksualne, a jak już zdasz jego egzamin, każe ci przez wieczność podziwiać go i komplementować - nie. Mówiąc krótko - wiara nie ma sensu. Co o tym sądzicie i czy myślicie, że to dobry argument przeciwko teistom? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Wenancjusz (16441 punktów) | To nie jest takie proste. Oczywiście będę wyjaśniał na podstawie własnych spostrzeżeń. Człowiek to taka dziwna istota, która w procesie rozwoju swojej osobowości, nabył o wiele więcej możliwości na polu wyobraźni, umiejętność myślenia abstrakcyjnego oraz racjonalnego, co było motorem postępu i dalszego rozwoju. Niestety jak to bywa w naturze, zawsze pozostaje coś z czasów, gdy jednostka ludzka, jeszcze nieco tylko niewiele różniąca się od zwierząt, wyryła trwały ślad W UMYSŁOWOŚCI. Wierzono już w okresie, gdy powszechnym miejscem pobytu była naturalna jaskinia, z której już potrafił wypędzić inne zwierzęta, lub gdy wędrował za pożywieniem i budował swe legowiska mające charakter tymczasowy, jednak tak by zapewnić sobie i swojemu potomstwu jak najlepsze warunki przetrwania. Widział i ocierał się o zjawiska dla niego wtedy niewytłumaczalne, mające tą cechę, iż nie miał na to wpływu. Na pewno syty i spokojny popatrzył wtedy w nieboskłon, zaczął się zastanawiać nad istotą niszczącego pioruna, może i nawet nad sensem swego bytu ale nie w filozoficzny jeszcze sposób. Toż to już mały kroczek, by sobie wyjaśniać dlaczego on nie ma na to wpływu. Tak rodziła się wiara w jakieś nadprzyrodzone siły. Oczywiście zaraz znaleźli się cwaniacy upewniając go, że istnieją siły kontrolujące człowieka. tworzyły się bóstwa, istoty nadprzyrodzone, posiadające niezwykłe moce. Nadawano imię takim bóstwom i przekonywano, że tylko oni mają zdolność porozumiewania się z nimi. No to mamy już pradzieje religii i pradzieje powstania pośredników, leserów i nierobów. Bo jak się okazywało, to bóstwa te potrzebowały darów by ich przebłagać i prosić o pomyślność. Taki pośrednik zauważył bardzo szybko iż można wtedy sobie nieźle żyć, nie potrzeba wtedy pracować organicznie na rzecz grupy społecznej, a tylko odpowiednio zakręcić w głowach tej grupy. Czasem taki leser używał odpowiednio dawkowanych roślinnych środków halucynogennych, gdyż każde ceremonie inicjowane przez takich cwaniaków były podpierane piciem napojów różnych jak i spożywaniem jadła specjalnego. Jeśli członek stada ludzkiego dał się przekonać, to tylko trzeba było dorobić odpowiednią ideologię i mitologię. Tak na pewno urodziła się wiara i religia. Mówi się, że natura człowieka, ciągle szukającego wyjaśnień, dociekającego prawdy, stawiającego sobie pytania, jest taka, że uwierzy w każde prawdopodobne niewytłumaczalne zdarzenia należy tylko umiejętnie je podać. Rósł wtedy autorytet cwaniaczków występujących pierwej pod nazwą szamanów, by później przekształcić się w kapłanów. Kapłan tym się wyróżniał, że nie pozwalał, by jego tajemnice zdradzić. Dla kapłana niesforne, swobodne myślenie uderzało w fundamenty wierzeń jakie narzucał grupie/plemieniu. Zawsze powodował, że Takiego wolnomyśliciela społeczność szczuta przez kapłana, zabijała/usuwała ze swojego towarzystwa, jako niebezpiecznego. Kapłan zawsze był "niewinny". Przeciętny członek społeczności musiał być na tyle głupi, by łykać bez czkawki największe nawet bzdury wymyślone przez kapłana/szamana na potrzebę chwili. Musiał więc pozyskać zaufanie takiej grupy. Grupa musiała to robić co on zechciał. A robił to zaiste podstępnie, podkreślając odpowiednią i łagodną melodyką wypowiedzi, hipnotyzująco wręcz, a kto nie chciał słuchać został ostrzeżony o potępieniu wiecznym. Co ciekawe, wszystko nie na tym świecie (nagrody i kary), których nie można było skonsumować, zobaczyć choćby. Co ciekawe, zatruty umysł nie był w stanie zweryfikować tego, że on wie choć jest tylko takim samym człowiekiem jak ja, a ja nie wiadomo dlaczego tego nie wiem. Takie właśnie zachowania religijnego guru miały być powodem, bez zbędnych tłumaczeń że jest lepszym/wybrańcem, niźli szeregowy wyznawca wiary. Jaka jest rzeczywistość, to dziś w dobie szybkiego przepływu informacji, wszyscy widzą. Bardzo szybko się obnaża cel i metoda utrzymywania takiego stanu rzeczy, przez wszelkie organizacje religijne. Zbudowano więc potężną nadbudowę,/infrastrukturę mająca na celu trzymanie w ryzach wierzących, wnikając w najgłębsze zakamarki człowieczej psychiki. To co napisałem jest poniekąd również historią powstania religii chrześcijańskiej oraz każdej innej. To są fakty historyczne już nam znane i same pchające się "do ręki". Z tego co zauważyłem, największy okres zastoju rozwoju myśli, sprowadzanie do postaw zachowawczych, ksenofobicznych właśnie w historii ludzkości na przykładzie Europy, był w okresie średniowiecza, gdzie kościół miał niezaprzeczalnie największą władzę. Kościół jest śmiertelnym wrogiem postępu i wolnej od dogmatów religijnych wiedzy. A to było zabójstwo lub co najmniej eutanazja dokonywana celowo i świadomie na narodach Europy, czynionych na posiadającym swoją wolę człowieku. W moim odczuciu wiara religijna jako taka, nie jest potrzebna nikomu, lecz jeśli są jeszcze i tacy, którzy zachowują się jak człowiek pierwotny ze swoją mentalnością, to niech sobie wierzą w swoje mity. Niech tylko nie zarażają publicznej przestrzeni państwa wieloreligijnego i nie włażą mi na siłę w moje prywatne sprawy i próbują moją osobowość przymuszać tak bym manifestował, że jestem "po linii i na bazie", bo to jest zwyczajne chamskie ograniczanie mojej wolności wyboru i wewnętrznego spokoju. I to na tyle na razie. Pozdrawiam
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
2 na 2 | exeqtor (359 punktów) |
> Co o tym sądzicie i czy myślicie, że to dobry argument przeciwko teistom?
Chcesz mieć dobry argument przeciwko teistom ? Czy też rozpatrujesz czy warto jest żyć łatwiej nie po Bożemu bo nie jesteś pewien czy Bóg jest i czy będą z tego konsekwencje czy ich brak ?
> W oryginalnej wersji 2 ponieważ ryzykujemy tylko czas życia, który jest zazwyczaj krótki, a nagrodą może być życie wieczne.
Jeśli weźmie się to matematycznie pod uwagę to doczesność jest nieskończenie mała w stosunku do wieczności i jeśli myśli się kategoriami ryzyka to ten skończony doczesny wysiłek życia po Bożemu jaki trzeba by było "zapłacić" za wieczność to wysiłek bliski zeru w relacji do wiecznych możliwości, o ile one istnieją. > Jeżeli natomiast Bóg istnieje, to oczywiście nie może mnie skazać na wieczne męki za to, że jestem ateistą, chociaż nic szczególnie złego w życiu nie zrobiłem. W przeciwnym razie jest potworem, który za używanie antykoncepcji w trakcie epidemii AIDS - co może uratować dziesiątki tysięcy istnień ludzkich - każe wiecznymi torturami.
Od czego miałyby być uratowane te dziesiątki tysięcy istnień, przecież w tej koncepcji życie na Ziemi jest jednym z etapów życia a śmierć jest naturalną koniecznością naszego życia czy to od AIDS czy też z innych powodów zamiast na Ziemi to w tej koncepcji będą żyć w tym czasie gdzieś indziej. Jaką szkodę robi im antykoncepcja ? Brak egzystencji. To już problem filozoficzny alternatywnych sytuacji co by było gdyby... typu - czy jeśli nie mam dzieci to swoją biernością jestem odpowiedzialny za ich nieistnienie, bądź po prostu czy mając zdolność tworzenia rzeczy dobrych przy zaniechaniu ich stworzenia ponosi się jakąś odpowiedzialność ?
|
|
 | | exeqtor (359 punktów) | > Co o tym sądzicie i czy myślicie, że to dobry argument przeciwko teistom?
Chcesz mieć dobry argument przeciwko teistom ? Czy też rozpatrujesz czy warto jest żyć łatwiej nie po Bożemu bo nie jesteś pewien czy Bóg jest i czy będą z tego konsekwencje czy ich brak ?
> W oryginalnej wersji 2 ponieważ ryzykujemy tylko czas życia, który jest zazwyczaj krótki, a nagrodą może być życie wieczne. Jeśli weźmie się to matematycznie pod uwagę to doczesność jest nieskończenie mała w stosunku do wieczności i jeśli myśli się kategoriami ryzyka to ten skończony doczesny wysiłek życia po Bożemu jaki trzeba by było "zapłacić" za wieczność to wysiłek bliski zeru w relacji do wiecznych możliwości, o ile one istnieją.
> Jeżeli natomiast Bóg istnieje, to oczywiście nie może mnie skazać na wieczne męki za to, że jestem ateistą, chociaż nic szczególnie złego w życiu nie zrobiłem. W przeciwnym razie jest potworem, który za używanie antykoncepcji w trakcie epidemii AIDS - co może uratować dziesiątki tysięcy istnień ludzkich - każe wiecznymi torturami.
Od czego miałyby być uratowane te dziesiątki tysięcy istnień, przecież w tej koncepcji życie na Ziemi jest jednym z etapów życia a śmierć jest naturalną koniecznością naszego życia czy to od AIDS czy też z innych powodów zamiast na Ziemi to w tej koncepcji będą żyć w tym czasie gdzieś indziej. Jaką szkodę robi im antykoncepcja ? Brak egzystencji. To już problem filozoficzny alternatywnych sytuacji co by było gdyby... typu - czy jeśli nie mam dzieci to swoją biernością jestem odpowiedzialny za ich nieistnienie, bądź po prostu czy mając zdolność tworzenia rzeczy dobrych przy zaniechaniu ich stworzenia ponosi się jakąś odpowiedzialność ?
Myślę że o sądzeniu co komu być powinno wedle sprawiedliwości to daleko nam do pewnych wniosków. Bo jak uwzględnić czynniki wpływające na człowieka których jest tyle że w głowa mała, od społecznych po genetycznie strukturalne po nawet żywieniowe. Choćby taki czynnik, wyobraź sobie że wieczność istnieje i ktoś Ci teraz przypadkowo utwierdził w rozsądności czynów niemoralnych dla osiągnięcia przyjemności co mogło mieć negatywny wpływ na Twoje czyny i czym to mierzyć ?
|
|
2 na 2 | wsx666 (1067 punktów) |
>Moje pytanie brzmi więc: czy wiara ma jakikolwiek sens?
Niestety mylisz nieco pojęcie WIARY, wiary w cokolwiek. Nie możesz 'wybrać' sobie czy w coś wierzysz czy nie. Albo wierzysz albo nie wierzysz, nie masz na to wpływu. To trochę tak jak z chorobami psychicznymi, nie możesz człowiekowi choremu psychicznie wytłumaczyć, że w pokoju obok nie ma Elvisa, on wierzy, że jest, ba jest święcie o tym przekonany. Wiara to choroba psychiczna, prawdziwej wiary nie można ani udawać ani wyleczyć. Tego się po prostu nie kalkuluje na zimno, albo wierzysz albo nie.
Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|