O specyficznym, z gruntu patologicznym, statusie myśliwych w Polsce była już kiedyś mowa, chociażby w wątku "Łowca Wszechmogący"
(
www.racjonalista.pl/forum.php/s,717770). Od tamtego czasu zmian na lepsze raczej nie odnotowano - chyba że za takowe uważać sondaże na temat myśliwych i myslistwa, w których myśliwi zostali zmasakrowani jak w polowaniu z nagonką. Co więcej, odnosi się wrażenie iż łowiectwo staje się "trendy". Powrót do polowań zapowiedział były prezydent Komorowski - że nie wspomnieć o wyczynach w tym zakresie dygnitarzy obecnej ekipy rządzącej. Warto więc znów wrócić do tematu - bo jest on wieloaspektowy - a przez to szczególnie interesujący. Podrzucam więc link do wywiadu z byłym myśliwym, autorem ksiązki "Farba znaczy krew", który na problem jak wyżej potrafi spojrzeć "obrotowo", to znaczy z pozycji i myśliwego i przeciwnika myślistwa. Tymczasem warto przynajmniej szkieletowo zasygnalizować dwie kwestie. Mysliwi uzasadniają potrzebę swojego istnienia dwoma argumentami. Raz, że muszą strzelać do zwierza - bo jak nie to będą wielkie szkody w rolnictwie i dwa, że w przyrodzie pełnią bardzo pozyteczną i wskazaną rolę drapieżnika.
Jeżeli chodzi o pierwszy argument - owe szkody w uprawach to 1.78 zł. w przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski - czyli praktycznie nic. Co wiecej spora cześć tych szkód jest czyniona przez zwierzynę, którą myśliwi dokarmiają ( żeby później do niej kropić z dwururek) i ktorej z tego powodu jest za dużo - bo nie działa naturalny samoregulator. Karma jak wyżej wystarczyłaby do wyhodowania 250 tysięcy świń. Mamy więc tu do czynienia z typowym błędnym kołem. Jeżeli chodzi o drugi argument - jest jeszcze lepiej, czyli gorzej. Drapieznik naturalny w przyrodzie selekcjonuje najsłabsze osobniki i je zabija. Wilk przez kilkaset metrów biegnie za jeleniem - i w tym czasie się wyjaśnia, czy jeleń jest słaby, chorowity, raniony - i jako taki stanie się jego ofiarą, czy też nie - i wtedy wilk zaprzestaje pościgu. Myśliwy - często d..ty i brzuchaty nie jest w stanie przebiec 10 m. za zwierzyną jakąkolwiek. On siedzi na ambonie i wali z dwurury w zwierza, który wychodzi pod lufę - nie mając żadnej wiedzy na temat stanu zdrowia i kondycji zwierza.
Trudno w to uwierzyć - ale myśliwi mają znikomą wiedzę o przyrodzie i relacjach w niej zachodzących. Intensywne polowania na lisy uzasadniają tym, iż chcą chronić zające. Nie jest to prawda bo do zajęcy także strzelają - a lis przecież żywi się głównie gryzoniami ( dyndowanie ktoś widział?) - czyli jest naturalnym sprzymierzeńcem...rolnika, któremu mysliwi chcą pomagać....strzelając do zwierzyny, która rzekomo niszczy im zbiory na potegę. A nie mówiłem, iz jest to circulus vitiosus!!!
Życzę inspirującej lektury!
"W tej chwili myśliwi polują na lisy bardzo intensywnie mówiąc, że trzeba zabijać lisy bo one niszczą zające. 25-30 lat temu w Polsce zabijało się około 1 200 000 zajęcy rocznie. Lecz populacja zajęcy w Polsce gwałtownie się załamała. Ale myśliwi nie przestali ich zabijać, bo jeszcze gdzieniegdzie są - i obecnie zabijają ich piętnaście tysięcy rocznie. Jak tak można?! Myśliwi zabijają lisy, jak mówią, dla ochrony zajęcy. Tym samym taką argumentacją pokazują swój żenujący poziom wiedzy przyrodniczej. Nie mają pojęcia o rzeczywistych relacjach pomiędzy populacją lisów a populacją zajęcy. I nie znają roli, jaką lisy spełniają w przyrodzie. Co można powiedzieć o ludziach, którzy z taką wiedzą i karabinami gotowymi do strzału idą do lasu i na pola, "pomagać naturze bo się rozregulowała"?
dzikiezyci(*)-rozmowa-z-zenonem-kruczynskim