Ontologia – nauka o naturze bytu. Ktoś może powiedzieć, że wprowadzanie takiego terminu nie ma sensu. Jeśli tak robi to nawet nie wie, że tkwi w schizofrenicznym błędzie, który polega na zrównaniu tego co myślimy z tym co jest naprawdę. Czy mamy bezpośredni dostęp do prawdy? Zdecydowanie nie. Prawda to pojęcie językowe, które jest opisem tego jak jawią nam się fakty, lub tego jakie te fakty są w rzeczywistości.
Wszystkim faktom, które istnieją (ich przeciwieństwem jest nieistnienie czyli brak istnienia) odpowiada ogólny system formalny będący opisem wszystkiego. Chodzi o to, że wszystko co jest da się teoretycznie opisać. Istniałby więc opis 1:1 (dokładny, idealny), ale byłby on mega rozwlekły. Ponadto pewne elementy tego ciągu nie wynikałyby z pozostałych, lecz tworzyłyby odrębne systemy formalne. Ontologiczna prawda X może zawierać prawdy z, k, l, które są od siebie niezależne. Jednak w X wszystkie się przenikają i oddziałują na siebie wzajemnie (są splątane) lub są skorelowane.
Epistemologia czyli poznanie jest częściowo zależne od ontologii, ale częściowo też jest czymś niezależnym i odrębnym, czyli poznajemy subiektywnie obiektywną rzeczywistość. System formalny X odpowiadający prawdzie ontologicznej jest kompletny i domknięty, natomiast system odpowiadający naszemu poznaniu jest otwarty i niekompletny. Można wyobrazić sobie kółko, które miejscami jest pokolorowane, a miejscami zawiera „dziury” spowodowane brakami pikseli w danym miejscu.
Umysł tworzy spontaniczne wersje robocze dla wypełnienia tego kółka. W umyśle prymitywnym powstaje jednak tylko jedna wersja możliwości jego wypełnienia i taki umysł przedstawia to jako jedyną słuszną prawdę objawioną. Tak działa mechanizm racjonalizacji. Racjonalizacja może być prymitywna, ale też można ją negować i ta, która się obecnie utrzymuje to wynik złożonej negacji i przetwarzania wiedzy. Nowe dane, które uzupełniają kółko, powiększają je (wzrost wiedzy), powodując powstawanie nowych niewiadomych.
Faktycznym danym towarzyszy opis. Umysł tworzy bieżący językowy komentarz do aktualnych czynności. Ów komentarz jest treścią racjonalizacji. Jeśli treścią racjonalizacji jest sprzeczność, umysł szuka niesprzecznej racjonalizacji, która u ludzi inteligentniejszych ma status roboczy, a u głupszych staje się „prawdą objawioną”. U najgłupszych przyjmowane są sprzeczne racjonalizacje, do których powstają piętrowe racjonalizacje, do których ad hoc powstają nowe teorie. Te teorie wynikają z zafiksowania lingwistycznego – umysły niektórych osób kierują się bardziej emocjami niż rozumem. Tymczasem w języku możliwe do sformułowania są możliwe rzeczy niemożliwe w rzeczywistości lub nieprawdziwe, ale na gruncie językowym mogą powstawać różne teorie.
W umyśle istnieją niezależne od siebie prawdy, które wydają się być ze sobą wzajemnie niespójne. Wyobraźmy to sobie jako teorię prawą y (niebieską) i lewą x (czerwoną). Z x nie da się dojść do tego jakie jest y, a z y nie da się dojść do tego jakie jest x. Są to prawdy niezależne od siebie. W rzeczywistości (a także w umyśle) istnieją jednak obok siebie, wraz ze sobą. Umysł więc tworzy dla takich prawd skalę/miarkę. To tak jakby z lewej strony płynęło ciepło, a z prawej chłód – w środku jest więc neutralna temperatura. Powstają nowe teorie, których zadaniem jest optymalizacja, sublimacja i równowaga. Czymś takim jest np. dobro i zło. Można więc podzielić myślenie na poziom prawdy i poziom ponadprawdy, czyli wartości. Te jednak muszą być oparte na prawdzie, ale do tej realnie nie mamy faktycznego dostępu. Oceniamy więc (ocena to poziom wartości, ponadprawdy) to do połowy puste koło. Problem leży w tych niewypełnionych pikselach – wielu ludzi ocenia nie prawdę, a swoje wypełnione losowymi pikselami kółko (lub nie losowymi, a włożonymi tam za pomocą manipulacji). Ci ludzie tkwią w iluzji i fiksują się lingwistycznie, tworząc racjonalizacje dla swoich ocen (wierzeń).
A propos języka – odpowiada mu inny system formalny niż prawdzie. Język służy jedynie do roboczego (spłyconego) zapisu, którego celem jest obiektywizacja tego co subiektywne, by ludzie mogli się porozumieć na płaszczyźnie intersubiektywnej.
Wyobraźmy sobie teraz system formalny odpowiadający umysłowi (skoro umysł istnieje i działa, to odpowiada mu algorytmiczny opis). Na poziomie języka (który jest niezależnym czynnikiem z) teorie y i x są sprzeczne ze sobą. W rzeczywistości nie istnieje ta sprzeczność, a x i y istnieją obok siebie, niezależnie od siebie i w dodatku wzajemnie na siebie oddziałują (to oddziaływanie nazwijmy czynnikiem q). No i teraz można powiedzieć, że mając daną prawdę y i x i traktując język z jako element roboczy, uzależniony od kontekstu (by nie popaść w zafiksowanie lingwistyczne wynikające z idealizacji językowej na poziomie ontologicznym, co zrównywałoby ontologię i epistemologię), zyskujemy empiryczny czynnik q, który jest transcendentny wobec poznającego podmiotu. Czynnik q leży z definicji poza znaną teorią (epistemologią), ale jest włączany po czasie w jej obręb. Za to poza czasem istnieje ontologicznie (prawda ontologiczna jest ponad czasem i poznaniem). Sama obserwacja w czasie prowadzi do poszerzania się epistemologii o nieznane dotychczas fakty ontologiczne.
Natomiast na poziomie języka x, y i q wydają się być sprzeczne. Dlatego ludzie z zafiksowaniem lingwistycznym oddalają się od rzeczywistości (koncentracji na tu i teraz, która wiąże się z odpowiednim lub wyższym poziomem serotoniny) i popadają w różne teoretyczne koncepty, w których niejasności tłumaczą najczęściej albo czymś „mistycznym” (bóg, duch umysłu etc), albo stawiając ego i swoje emocje w centrum (ego czyli „ja” to też konstrukt językowo-emocjonalny, który nie istnieje w chwili obecnej na poziomie obserwatora). |