Racjonalista - Strona głównaDo treści
GORALENVOLK

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
01-09-2017 14:29kondor (1 punktów)GORALENVOLK
Goralenvolk.
Jak górale kolaborowali z nazistowskimi Niemcami
Goralenvolk był zawsze tematem tabu.
Na lekcji historii powtarza się jak mantrę: Polska to jedyny kraj, w którym nie istniała kolaboracja z niemieckim okupantem. Nieprawda. Była kolaboracja, a Goralenvolk jest tego najlepszym przykładem.
Goralenvolk [niemiecki] - naród góralski - to nazwa akcji germanizacyjnej w czasie II wojny światowej, której poddani zostali polscy górale
7 listopada Wacław Krzeptowski w asyście innych górali złożył przybyłemu na Wawel gubernatorowi Hansowi Frankowi wyrazy uznania, zapewniając o swoim oddaniu.
Kenkarty z literą "G" przyjęło około 20 procent ludności Podhala. W niektórych miejscowościach jak Łopuszna czy Rogoźnik odsetek ten był marginalny; dla porównania w Szczawnicy wyniósł ok. 90 proc.
Gdy go wieszali 20 stycznia 1945 r., mógł jeszcze spojrzeć na ośnieżony krzyż Giewontu. Od jesieni 1944 r. Wacław Krzeptowski, lider Goralenvolku na Podhalu, ukrywał się w kolibie nad Przełęczą Iwaniacką. Jego tropami szli partyzanci akowscy, radzieccy i gestapo.*
We wrześniu 1939 roku Niemcy zajmują Podhale. Z Zakopanego udaje się na Jasną Górę pielgrzymka górali. Kilka tygodni później Wacław Krzeptowski w asyście innych składa hołd przybyłemu na Wawel gubernatorowi Hansowi Frankowi. Niemcy zwracają się do niego per Goralenfurst – góralski książę. Szybko reaktywowany zostaje przedwojenny Związek Górali, który przekonuje, że pierwsi osadnicy pod Tatrami byli Ostrogotami uciekającymi przed zastępami Hunów. Na dodatek o germańskim pochodzeniu mają świadczyć góralskie spinki oraz symbol krzyżyka niespodzianego, który w wyglądzie przypomina nazistowską swastykę.
Historycy podają dziś, że kolaborację z nazistowskimi Niemcami podjęło około 20 procent ludności Podhala. Ci, którzy przyjęli kenkarty z literą "G", wierzyli w wielkie Niemcy albo obietnice lepszego traktowania. Inni zaś brali, bo brali wszyscy w wiosce. Historia zna również przypadki, że góralska kenkarta nie przeszkadzała w działalności konspiracyjnej.
29 stycznia 1945 roku w Zakopanem skończyła się okupacja niemiecka. Jednak dla zakopiańczyków sprawa Goralenvolku do dziś nie jest zamknięta.
Skąd się wzięła swastyka na Podhalu na początku XX wieku? Zofia i Witold Paryscy tak napisali o swastyce w Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej: Jako znak niewątpliwie symboliczny (magiczny?) krzyżyk pojawia się od dawna na Podhalu jako tzw. krzyżyk niespodziany, w nie rzucających się w oczy miejscach danego przedmiotu (od spodu, od tyłu) […]. Według starych górali krzyżyk niespodziany umieszczony w niepokaźnym miejscu, chroni od złego budynek lub sprzęt i jego właściciela. […] Na przełomie XIX i XX w. […] swastykę zaczęto w ówczesnej literaturze coraz bardziej łączyć z góralszczyzną podhalańską.*
Jednak kolaboracja górali z nazistowskimi Niemcami raczej nie wpisuje się w realizowaną przez polski rząd politykę historyczną, bo to zdecydowanie ciemna karta naszej historii.
Gdy reszta kraju lizała powojenne rany, w Gorcach, w okolicach Nowego Targu, na północnych zboczach Gubałówki wciąż wojowano; działania oddziału "Ognia" zaczynały cechować coraz większe bezwzględność i radykalizm.
Wacław Krzeptowski, jeden z głównych niechlubnych bohaterów książki w sylwestra 1938 roku podejmował prezydenta Mościckiego w Jaworzynie, a po kilku miesiącach podejmował Hansa Franka w Zakopanem. Ten sam człowiek robił zbiórki dla polskiej armii, a później wydawał wiernopoddańczy list do Gubernatora Franka, w którym pisał, że "przez 20 lat jęczeliśmy pod polskim zaborem, a teraz wracamy pod wielkie skrzydła państwa niemieckiego". Na tym polega ten paradoks.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

ZaKotem (8733 punktów)

Teza o braku polskiej kolaboracji nie oznacza, że nie istnieli polscy kolaboranci - było ich tysiące, nie tylko wśród Górali. Oznacza, że nigdy nie było żadnego uznanego przez Niemców polskiego niby rządu współpracującego z III Rzeszą. Nie jest to zresztą żadna zasługa Polaków, ale... Niemców, którzy po prostu nie byli zainteresowani tworzeniem marionetkowego państwa polskiego. Naród polski miał być rządzony bezposrednio przez Niemców, a w dalszej przyszłości miał zniknąć. A może i w bliższej, bo gdyby z Żydami plan się udał, to czemu by nie pójść za ciosem i wykorzystać doświadczenie do ostatecznego rozwiązania innych problemów.
Góralom Niemcy dali szansę autonomii i niektórzy z niej skorzystali. Łatwo ich nazwać zdrajcami, ale co my byśmy powiedzieli, gdyby okupant powiedział nam: wolisz być w grupie uprzywilejowanej, czy zniewolonej? Możesz sobie wybrać. Bo ja na przykład nie wiem. Tym bardziej, jeśli tu nie tylko o moje dobro chodzi, ale moze o życie moich dzieci. To, że TYLKO co piąty Góral zdecydował się na to świadczy właśnie o ogromnym polskim patriotyzmie tej grupy. Ilu "rdzennych" Polaków podjeloby taką samą decyzję, GDYBY Niemcy dali im szansę?
Wenancjusz (16441 punktów)
>Jednak kolaboracja górali z nazistowskimi Niemcami raczej nie wpisuje się w realizowaną przez polski
>rząd politykę historyczną, bo to zdecydowanie ciemna karta naszej historii.
>Gdy reszta kraju lizała powojenne rany, w Gorcach, w okolicach Nowego Targu, na północnych zboczach
>Gubałówki wciąż wojowano; działania oddziału "Ognia" zaczynały cechować coraz większe bezwzględność
>i radykalizm.

Stąd i odpowiedź dlaczego w Zakopanem burmistrz nie protestował specjalnie przed oddolnym ruchem zorganizowania zbiórki na wykonanie popiersia Józefa Kurasia ps. "Ogień" i wystawienia go na znaczącym miejscu Zakopanego. Rzecz się działa współcześnie za rządów PO. Owszem, zrobiła się burza medialna, gdzie masowo odbierano góralom rozum a przynajmniej zdrowy rozsądek. Presja społecznego nacisku była jednak tak duża, że pomysł umarł na etapie "in statu nascendi". Jak to się mówi umarł zanim się urodził. Musiał burmistrz zareagować! Był w TVP nawet reportaż-wywiad wśród górali miejscowych, mający opowiedzieć jak widzą to miejscowi (górale) i każdy otwarcie nie mówił, zachowując skąpe i zdystansowane odpowiedzi, bynajmniej bez głosów jednoznacznego potępienia w stosunku do Tej postaci.

>Wacław Krzeptowski, jeden z głównych niechlubnych bohaterów książki w sylwestra 1938 roku podejmował
>prezydenta Mościckiego w Jaworzynie, a po kilku miesiącach podejmował Hansa Franka w Zakopanem. Ten
>sam człowiek robił zbiórki dla polskiej armii, a później wydawał wiernopoddańczy list do Gubernatora
>Franka, w którym pisał, że "przez 20 lat jęczeliśmy pod polskim zaborem, a teraz wracamy pod wielkie
>skrzydła państwa niemieckiego". Na tym polega ten paradoks.

Nie można posądzać, że górale kierowali się pospolitym pragmatyzmem i lepili się do "silniejszego"(zupełnie jak Episkopat polski w przekroju dziejów naszej historii). Nie wiemy, bo to rzeczywiście czarna strona naszej historii. Nikt jak dotąd nie podjął się ściślejszego opisu tych zdarzeń, bo albo nie pozwalano, albo już teraz nie ma możliwości z powodu naturalnego zejścia świadków mogących coś na ten temat powiedzieć. Może i to chodziło właśnie?


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Kwestia jest ciekawa i warta badania, ale nie burzy ona obrazu braku polskiej kolaboracji, bo Polakami owa garstka góralów się nie czuła i nie deklarowała. Uważali się za Germanów. Może coś w tym było, bo przecież w górach od średniowiecza osadzano Sasów, a może po prostu owa swastyka ich zwiodła. Koloniści niemieccy generalnie dobrze się zintegrowali, uważam zresztą że mogli być wcześniej zgermanizowaną słowiańską ludnością połabską. A swastyka to w naszej części Europy symbol o wielotysięcznej historii, którego przechowanie dobrze o Podhalu świadczy, tym niemniej gdy Niemcy sobie upatrzyli swastykę, część Podhalaków mogła się dać zbałamucić.

Dobrze o nich świadczy, że zdezerterowali w czasie formowania góralskiej jednostki SS.
Wenancjusz (16441 punktów)
>Kwestia jest ciekawa i warta badania, ale nie burzy ona obrazu braku polskiej kolaboracji, bo Polakami owa garstka góralów się nie czuła i nie deklarowała. Uważali się za Germanów. Może coś w tym było, bo przecież w górach od średniowiecza osadzano Sasów, a może po prostu owa swastyka ich zwiodła. Koloniści niemieccy generalnie dobrze się zintegrowali, uważam zresztą że mogli być wcześniej zgermanizowaną słowiańską ludnością połabską. A swastyka to w naszej części Europy symbol o wielotysięcznej historii, którego przechowanie dobrze o Podhalu świadczy, tym niemniej gdy Niemcy sobie upatrzyli swastykę, część Podhalaków mogła się dać zbałamucić.
>Dobrze o nich świadczy, że zdezerterowali w czasie formowania góralskiej jednostki SS.

No właśnie! Dziwny ten "naród góralski". Język ludowy z wyraźnymi naleciałościami słowackiego i czeskiego, sympatie niemieckie i polskie, w zależności od kierunku wiania halnego, muzyka ludowa oryginalna i nawet ładna, ale taka jakaś inna niż "obowiązująca" charakterem w Polsce, a i mentalność czasem egzotyczna, co staje się przedmiotem z gruntu niezłośliwych dowcipów. Ludzie tak naprawdę nieuczeni i prości ale szczerzy i gdy trzeba, to pół beczki krwi swojej utoczą gdy mają się podjąć tobie pomocy.. Ot regionalna fascynacja tych co chcą ich rozumieć. Popierający tzw. kurierów wojennych a jednocześnie kryjących kryminalny, masowy przemyt, czyli to tak do końca Polacy, czy coś po środku?
Pozdrawiam.

Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Arminius (25555 punktów)Mózg Krzeptowskiego
>Wacław Krzeptowski, jeden z głównych niechlubnych bohaterów książki....

Jakiej książki? Może "Goralenvolk. Historia zdrady", autorstwa Wojciecha Szatkowskiego, potomka dr. Henryka Szatkowskiego - który był mózgiem całej koncepcji i który pod koniec II wojny rozmył się jak widmo w tatrzańskich mgłach?
Grzegorz (5685 punktów)Odp: GORALENVOLK
>Kenkarty z literą "G" przyjęło około 20 procent ludności Podhala.(...)
>Historycy podają dziś, że kolaborację z nazistowskimi Niemcami podjęło około 20 procent ludności Podhala. Ci, którzy przyjęli kenkarty z literą "G", wierzyli w wielkie Niemcy albo obietnice lepszego traktowania. Inni zaś brali, bo brali wszyscy w wiosce.

No jak dla mnie samo przyjęcie karty - zwłaszcza w sytuacji nieco wymuszonej kiedy wszyscy biorą, a nie wiadomo jak bardzo dyskryminowani będą ci którzy jej nie przyjmą - to trochę słaba definicja na kolaborację.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj 
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365