Silphium ( sylfion) warty był tyle złota ile ważył. I dlatego Rzymianie przevchowywali go w swoich skarbcach na równi ze złotem, srebrem, kamieniami szlachetnymi. Występował na stosunkowo małym obszarze wokół Cyreny w Cyrenajce ( obecna Libia). Zbiór rośliny i handel nią objęty był nadzorem i monopolem państwowym. Sylfion był podręcznikowym przykładem panaceum - miał wszechstronne zastosowanie. Konsumowano go na wszelkie sposoby, używano jako środek antykoncepcyjny, poronny, antyseptyczny, przeczyszczający, jako przyprawę. Mięso owiec pasionych na owym zielu miało specyficzny smak i aromat i traktowane było jako wyjątkowa delicja. Sylfion występował tylko w stanie dzikim. Próby jego "udomowienia" zakończyły się fiaskiem. O roślinie wspominają źródła pisane z epki. Jej wizerunek znajduje się na ceramice z okresu oraz monetach. Syflionu obecnie już nie ma. Jest z nim trochę tak jak z drontem dodo. Wszystko wskazuje na to, iż sylfion został wytrzebiony w 100 lat po przejęciu Cyrenajki przez Rzym - z powodu nadmiernej eksploatacji. Botanicy mają nadzieję, iż gdzieś w regionie M. Sródziemnego występują nadal odosobnione populacje owej rośliny, czekając na swoje ponowne odkrycie.
Los sylfionu jest wielce symptomatyczny i złowieszczy. Żyjemy bowiem w czasach wielkiego wymierania gatunków tak zwierzęcych jak i roślinnych - i z lasów tropikalnych i nie tylko takich, znikają rośliny, których właściwości (przydatnych człowiekowi) nie będziemy już mieli okazji poznać.
Zainteresowanych detalami - polecam podlinkowany materiał.
"Long ago, in the ancient city of Cyrene, there was a herb called silphium. It didn’t look like much – with stout roots, stumpy leaves and bunches of small yellow flowers – but it oozed with an odiferous sap that was so delicious and useful, the plant was eventually worth its weight in gold.
To list its uses would be an endless task. Its crunchable stalks were roasted, sauteed or boiled and eaten as a vegetable. Its roots were eaten fresh, dipped in vinegar. It was an excellent preservative for lentils and when it was fed to sheep, their flesh became delectably tender.
Perfume was coaxed from its delicate blooms, while its sap was dried and grated liberally over dishes from brains to braised flamingo. Known as “laser”, the condiment was as fundamental to Roman haute cuisine as eating your food horizontally in a toga."
"But today, silphium has vanished – possibly just from the region, possibly from our planet altogether. Pliny wrote that within his lifetime, only a single stalk was discovered. It was plucked and sent to the emperor Nero as a curiosity sometime around 54-68AD. With just a handful of stylised images and the accounts of ancient naturalists to go on, the true identity of the Romans’ favourite herb is a mystery. Some think it was driven to extinction, others that it’s still hiding in plain sight as a Mediterranean weed. How did this happen? And could we bring it back?"
www.bbc.co(*)mystery-of-the-lost-roman-herb