 |
Czas na "maskulinizację" szkolnictwa??? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-09-2017 10:20 | Arminius (25555 punktów) | Czas na "maskulinizację" szkolnictwa???
-1 na 1 | W Wielkiej Brytanii mężczyźni stanowią 26 % wszystkich nauczycieli w szkołach średnich i podstawowych, z czego na średnie szkolnictwo przypada 38 %, na podstawowe 15 %. Nie znam dokładnych danych jak wyżej, odnoszących się do Polski, ale najpewniej są one podobne - a nie jest wykluczone iż nauczycieli - mężczyzn w polskim szkolnictwie podstawowym i średnim jest jeszcze mniej. Stan rzeczy jak wyżej - czyli totalnie sfeminizowana oświata - jest kwalifikowaną patologią. Bowiem dzieci ( w szczególności chłopcy) edukowane i wychowywane li tylko i wyłącznie przez nauczycielki opuszczają szkoły z brakami edukacyjnymi oraz psychicznymi i emocjonalnymi. Na poziomie żłobków i przedszkoli sytuacja jest tragiczna. Tam praktycznie nie ma wogóle meżczyzn - a próby zatrudniania się mężczyzn w owych instytucjach są przyjmowane ze zgrozą i wyśmiewane przez czynniki decyzyjne - zdominowane przez kobiety. Sytuacja zdecydowanie dojrzała do tego - aby władze panstwowe wprowadziły obligatoryjną dyskryminację pozytywną (ststem kwot) przy przyjmowaniu mężczyzn do pracy w szeroko pojętej oświacie - w celu - przynajmniej częściowego - zbalansowania dysproporcji jak wyżej. Na początek wystarczyłoby wprowadzić regułę, iż w danej placówce (żłobku, przedzkolu, szkole podstawoej i średniej) mężczyźni muszą stanowić 20-25% siły roboczej, dając na osiągnięcie pułapu jak wyżej kilka - kilkanaście lat. W praktyce oznaczałoby to, iż przez ten okres czasu w bardzo wielu placówkach kobiety zostałyby wyeliminowane z procesu pozyskiwania nowej siły roboczej - ale skala patologii jak wyżej jest tak duża, iż jak najbardziej uzasadnia stanowcze kroki w tym zakresie. A oto kilka argumantów przemawiających za "maskulinizacją" szkolnictwa: · Children need to be taught by a range of different people, as school is meant to be a reflection of the world in general. At the moment this is not happening. A quarter of primary schools in the United Kingdom do not have a male teacher and the number of males teaching in secondary schools is dwindling. · If pupils are taught mostly by female teachers there is a risk that young people could associate education with females solely. This could significantly limit the type of person that stays in school past the compulsory leaving age. · All professions need a gender balanced workforce and this includes teaching. If pupils don’t come across a gender balanced workforce they may feel that teaching is only for a specific type of person. · Recent studies show that parents want their children to be educated by both male and female teachers. They would welcome a change in the current gender imbalance. · Male teachers can sometimes provide a different point of view. They may have different opinions about learning and teaching. These views could be valuable to pupils and other teachers alike. · Male teachers have one thing that female teachers don’t. They were once young male pupils. Their personal experiences could provide ideas and innovations that education is currently missing out on. · Children learn from good role models. Both male and female teachers can be good role models. However, it is possible that some pupils may respond better to male role models. They should be given the opportunity to access these. · Some young people do not have any positive male figures in their lives. That is not to suggest that male teachers have to become a “father figure”, but they certainly can show young people what a responsible, caring and fun man looks like. · A big issue in education at the moment is male underachievement. It has been recognized that male teachers could have a potential role in helping to change this. · Female and male teachers may approach teaching in different ways. Male teachers may be able to reach students who are disengaged in a way that female teachers can’t. . A study conducted by the TDA found that 50% of male pupils were more likely to approach a male teacher about bullying or problems with school work. 51% admitted that they behave better with a male teacher and one in four boys claim their favourite teacher is a man. www.bbc.com/news/education-37552056www.malesi(*)e need male teachers.pdf | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) | Przczyna dominacji kobiet w szkolnictwie - w Polsce też występująca - jest banalna: kilkakrotnie więcej kobiet, niż mężczyzn, rozpoczyna i kończy studia pedagogiczne. Kobiety częściej są nauczycielami, bo częściej chcą, i tyle. Jeśli nawet zgodzimy się (a zgodzimy się) ze większa obecność mężczyzn w tym zawodzie niosłaby pewne pozytywne skutki, to właściwą receptą na to byłaby raczej kampania społeczna skierowana do licealistów płci męskiej, że bycie nauczycielem jest kul. To zaś wymaga pewnego... zwiększenia prestiżu nauczyciela, bo mało kto z jajami wybierze posadę popychadła między dyrektorem, rodzicami i politykami, do tego jeszcze notorycznie oskarżanego o bycie idiotą, co lepszej pracy nie mógł znaleźć i leniem patentowanym, co pracuje przez pięć godzin dziennie i obija się na wakacjach, gdy uczciwy człowiek na niego płaci podatki.
Jakiekolwiek byłyby korzyści ze zmiany proporcji płciowych, nie jest to powodem do ustanowienia USTAWOWEJ NIERÓWNOŚCI PŁCI, bo do tego sprowadzają się wszelkie parytety i "punkty za genitalia". To absurd. Równie dobrze moglibyśmy zażądać, żeby co drugi policjant był kobietą, a czy przejdzie testy kondycyjne i psychologiczne, czy nie, to nieistotne. A przecież obecność kobiet w policji też jakieś tam korzyści przynosi i może nie byłoby źle, gdyby było więcej. Równość płci polega na tym, aby obu plciom stawiać takie same wymagania, a nie na tym, żeby wszędzie było wszystkich po równo.
|
|
 | | Arminius (25555 punktów) | Równość płci | >Przczyna dominacji kobiet w szkolnictwie - w Polsce też występująca - jest banalna: kilkakrotnie więcej kobiet, niż mężczyzn, rozpoczyna i kończy studia pedagogiczne. Kobiety częściej są nauczycielami, bo częściej chcą, i tyle.
Gratuluję, odkrył Pan Amerykę!!! Chodzi przecież o to, żeby ten model zmienić, żeby zachęcić meżczyzn do studiowania pedagogiki i zatrudniania się w szkołach i żeby - uwaga - zniechęcić kobiety w rzucaniu im kłód pod nogi gdy tego chcą. I właśnie dyskryminacja pozytywna powina być jednym z elementów owej kampanii.
>Jeśli nawet zgodzimy się (a zgodzimy się) ze większa obecność mężczyzn w tym zawodzie niosłaby pewne pozytywne skutki....
Tu nie ma żadnego "jeśli". To jest oczywiste i udowodnione. Odsyłam raz jeszcze do wątku przewodniego.
>to właściwą receptą na to byłaby raczej kampania społeczna skierowana do licealistów płci męskiej, że bycie >nauczycielem jest kul.
I owszem, może być to element kampani jak wyżej.
>To zaś wymaga pewnego... zwiększenia prestiżu nauczyciela, bo mało kto z jajami wybierze posadę popychadła >między dyrektorem, rodzicami i politykami, do tego jeszcze notorycznie oskarżanego o bycie idiotą, co lepszej pracy >nie mógł znaleźć i leniem patentowanym, co pracuje przez pięć godzin dziennie i obija się na wakacjach, gdy >uczciwy człowiek na niego płaci podatki.
Prestiż nauczyciel już jakiś ma. Nie zarabia najgorzej, sporo wolnego, ogrom przywilejów z Karty Nauczyciela. Chodzi o to, aby odfeminizować - także w wymiarze postrzegania tego zawodu - profesję nauczyciela. Pozytywna dyskryminacja odziaływałaby właśnie w tym kierunku.
>Jakiekolwiek byłyby korzyści ze zmiany proporcji płciowych, nie jest to powodem do ustanowienia USTAWOWEJ >NIERÓWNOŚCI PŁCI, bo do tego sprowadzają się wszelkie parytety i "punkty za genitalia".
Jak kobiety są traktowane jak w moim postulacie - to jest mowa o pozytywnej dyskryminacji i wyrównywaniu wiekowych krzywd. Więc bądź Pan konsekwentny i traktuj RÓWNO obydwie płcie.
>To absurd. Równie dobrze moglibyśmy zażądać, żeby co drugi policjant był kobietą, a czy przejdzie testy kondycyjne >i psychologiczne, czy nie, to nieistotne. A przecież obecność kobiet w policji też jakieś tam korzyści przynosi i może >nie byłoby źle, gdyby było więcej.
Jest wskazane żeby w policji było trochę kobiet - oczywiście że tak. Tak samo jak w branży budowlanej czy w górnictwie. Tamte branże należy ździebko sfeminizować - a oświatę zmaskulinizować.
>Równość płci polega na tym, aby obu plciom stawiać takie same wymagania, a nie na tym, żeby wszędzie było >wszystkich po równo.
Takich samych wymagań chyba nie można stawiać - bo są różnice biologiczne między płciami. natomiast należy - w ramach równości płci - stwarzać im takie same szanse. W tej chwili na froncie oświatowym i problem w tym mężczyźni nie mają takich samych szans jak kobiety.
|
|
|  | 5 na 5 | Tomasz Balcerski (82 punktów) | Odp: Równość płci | >Prestiż nauczyciel już jakiś ma. Nie zarabia najgorzej, sporo wolnego, ogrom przywilejów z Karty Nauczyciela. Chodzi o to, aby odfeminizować - także w wymiarze postrzegania tego zawodu - profesję nauczyciela. Pozytywna dyskryminacja odziaływałaby właśnie w tym kierunku.
Faktem jest, że nie zarabia najgorzej, ale wydaje mi się, że nie chodzi o to, żeby zarabiać nie najgorzej, lecz żeby zarabiać zadowalającą kwotę. Nie mam tu na myśli nie wiadomo jakich kokosów, ale takich pieniędzy, żeby się po prostu nie martwić o podstawowe sprawy. Obecnie jestem w czwartej klasie technikum i z nauczycielami mam bardzo dobry kontakt, więc śmiało mogę powiedzieć, że nie jest tu różowo. Zdarzało mi się myśleć o przyszłości w tym zawodzie i zwracałem się z prośbą o opinię właśnie do nich rzecz jasna, i co? Totalny brak aprobaty - głównym powodem są właśnie mało zadowalające zarobki i nie ważne, czy rozmawiałem z nauczycielem, który uczy dziesięć lat, czy trzydzieści. Jak się okazało (to też wiem z bezpośredniej relacji nauczyciela) - wielu nauczycieli w ostatnich latach musiało sobie zrobić jeszcze drugi kierunek, bo ucząc jednego po prostu były zbyt małe zarobki.
Wolne to oczywiście bardzo istotny atut, ale też nie przesadzałbym - należy pamiętać, że praca nauczyciela nie kończy się w szkole. Ojciec mojego dobrego przyjaciela jest nauczycielem fizyki (i chyba matematyki) i ów przyjaciel raz mi się przyznał, że rzadko widuje ojca śpiącego - znaczną część nocy jest zmuszony poświęcać na sprawdzanie różnego rodzaju testów.
Niestety, problemy z pieniędzmi to nie koniec. Tak jak wspomniał ZaKotem - nauczyciele muszą często stawiać czoła naprawdę dużemu niezrozumieniu i to nie tylko ze strony rodziców, ale również samych uczniów rzecz jasna. Wiele zależy tutaj od tego czy mowa o podstawówce czy szkole średniej, a także od poziomu szkoły. W placówkach bardziej elitarnych - z uczniami da się pracować bez większego problemu, ale co jeśli mowa o przeciętnych klasach w przeciętnych zawodówkach? Jak już wspomniałem - jestem na poziomie szkoły średniej i mam dużo znajomych z różnych szkół, a także znam nauczycieli zawodówek (moje technikum znajduje się w jednej placówce z zawodówką) i muszę przyznać, że nauka w takich klasach potrafi stanowić nie lada wyzwanie. Co jednak warto zauważyć - nauczyciele sobie radzą lepiej z takimi klasami od nauczycielek. Oczywiście w tym aspekcie mam na myśli głównie moją szkołę. Moja obecna wychowawczyni w drugiej klasie wzięła sobie roczny urlop (ważna zaleta zawodu) otwarcie przyznając się do tego, że musi odpocząć od uczniów (jej poprzednia klasa - jak twierdzi - była tragiczna pod względem zachowania).
Co do głównego problemu omawianego w tym wątku - przyznaję, że nauczyciele mają "to coś" czego nie mają nauczycielki. Niby zawód ten sam ale rzeczywiście różnica jest zauważalna. Odnoszę jednak wrażenie, że tutaj trzeba czegoś więcej. Czy mężczyzna naprawdę pasuje do roli przedszkolanka (jest w ogóle takie słowo?)? Kobiety chyba mają trochę lepszą rękę do tak małych dzieci albo sam program spędzania czasu w przedszkolu jest bardziej przystosowany do naturalnych predyspozycji kobiety. Takie odnoszę wrażenie, gdy myślę o swoich czasach przedszkolnych i obecnych - mojego rodzeństwa. Być może nauka temu już zdążyła zaprzeczyć - chętnie bym się zapoznał z wynikami badań na ten temat.
|
|
| |  | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | w żłobku była frajda | > Odnoszę jednak wrażenie, że tutaj trzeba czegoś więcej. Czy mężczyzna naprawdę pasuje >do roli przedszkolanka (jest w ogóle takie słowo?)? Kobiety chyba mają trochę lepszą >rękę do tak małych dzieci...Są mężczyźni, którzy jak najbardziej pasują - i wtedy są świetni w przedszkolu, żłobku. Podrzucam fragment, i zachęcam do poczytania podlinkowanej całości: "W trakcie edukacji młodszej raz udało mi się natrafić na "pana źłobianka". Po pierwszym tygodniu podeszła do mnie pani(!) dyrektor i zadała pytanie, czy nie mam nic przeciw, że moim dzieckiem zajmuje się facet. Uznałem to za jakiś nieśmieszny żart. Odpowiedz była prosta: "dziecko wychowywane przez same kobiety nie może być normalne - potrzeba równowagi". Z ulgą się uśmiechnęła. Okazało się, że kilkoro rodziców zabrało swoje dzieci z placówki, bo "facet na pewno jest pedofilem". Nie wiem, jak chory trzeba mieć umysł i jakie doświadczenia życiowe, że doszło się do takich wniosków, ale dzieciom tych osób serdecznie współczuję (rodzicom jeszcze bardziej). Moja córka też miała problem, bo nie wiedziała jak się zwracać do tego pana. Pouczyłem ją, że skoro do wszystkich wszystkich innych osób w żłobku mówi "ciocia", to teraz ma "wujka". "Wujek" przetrwał 3 miesiące. W tym czasie dzieciaki były zachwycone. Zabawy w klaskanie i chodzenie w kółeczko zostały urozmaicone o "sporty ekstremalne" jak układanie z poduszek zamków, namiotów, skoki z wysokości itp. Nikomu nic się nie stało. A zachwycona młodzież czerpała z niego garściami. Nagle zniknął. Oczywiście zapytałem, co się stało i odpowiedzi miałem dwie. Oficjalna: nie dał rady fizycznie (podobno sen nie dawał mu pełnej regeneracji). Mniej oficjalna: "kochane ciocie" poczuły się zagrożone brakiem atencji dzieci i pan dostał najgorszy zestaw zadań: kupy, pieluchy, sprzątanie poza kolejką itd. Plotka czy nie, widać było, że panie są zazdrosne. Podobno przeszedł do przedszkola. Będę go zawsze podziwiać - swoją pracę wykonuje z pasją. Nie mam na to żadnego podparcia naukowego i nawet mi się szukać nie chce, ale jako raczej zdrowo myślący człowiek uważam, że mężczyzna powinien otaczać dziecko na każdym etapie rozwoju tak samo jak kobieta. Nie wiem czemu mężczyzn nie ma w przedszkolach. Argument, że zarobki w oświacie są dla mężczyzn zbyt niskie, moim zdaniem odpada, ponieważ w dużych miastach, zarobki prywatnej przedszkolanki są wyższe od wielu tzw. męskich zawodów. Wiem również, że praca z dziećmi wymaga wielu poświęceń i cierpliwości, ale jeżeli dajemy radę jechać z wami, kobietami, do IKEA i wybierać przez trzy godziny kolor poduszki to i z gromadką dzieci sobie mentalnie i fizycznie poradzimy." www.edziec(*)ianek___czemu_ich_nie_ma_.html
|
|
| | |  | | Rafał Poniecki (7132 punktów) | Odp: w żłobku była frajda | >>Nie wiem czemu mężczyzn nie ma w przedszkolach. Argument, że zarobki w oświacie są dla mężczyzn zbyt niskie, moim zdaniem odpada, ponieważ w dużych miastach, zarobki prywatnej przedszkolanki są wyższe od wielu tzw. męskich zawodów.<< Tutaj kłania się nasza natura. Małymi dziećmi zawsze zajmowały się kobiety. Podrośnięci chłopcy trafiali pod opiekę mężczyzn. Dzisiaj, gdy próbuje panować Политическая корректность, to już może być HGW.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Tomasz Balcerski (82 punktów) | Dziękuję za ten podlinkowany fragment Arminiusie - właśnie liczyłem na coś takiego. Przyznaję, że źle dobrałem słowa mówiąc Czy mężczyzna naprawdę pasuje >do roli przedszkolanka (jest w ogóle takie słowo?)? - nie chciałem żeby to zabrzmiało tak, jakby mężczyźni w ogóle nie pasowali do tej posady. Uważam jednak, że kobiety statystycznie lepiej się w tym sprawdzają i nie ze względu na jakieś predyspozycje wrodzone (choć chyba coś w tym może być, ale nie mam dowodów, więc zostawmy to), lecz przez ogólnie przyjęty model rodziny, w którym opieka nad mniejszymi dziećmi jest zadaniem głównie należącym do matki. Podkreślam jednak po raz kolejny, że mam tu na myśli jedynie statystyczną większość - absolutnie nie próbuję wykluczyć możliwości istnienia mężczyzn, którzy radzą sobie w tym zawodzie równie dobrze, a nawet lepiej - ba, jestem przekonany, że tacy są, lecz... mało, za mało.
Zgadzam się, że mężczyzna powinien otaczać dziecko opieką na każdym etapie rozwoju tak jak kobieta. Jednak uważam, że niestety jest to bardzo trudne do zrealizowania skoro już od tak dawna funkcjonuje wspomniany przeze mnie model. Wszyscy się do tego bardzo przyzwyczaili.
>Nie wiem czemu mężczyzn nie ma w przedszkolach. Argument, że zarobki w oświacie są dla mężczyzn zbyt niskie, moim zdaniem odpada, ponieważ w dużych miastach, zarobki prywatnej przedszkolanki są wyższe od wielu tzw. męskich zawodów. Wiem również, że praca z dziećmi wymaga wielu poświęceń i cierpliwości, ale jeżeli dajemy radę jechać z wami, kobietami, do IKEA i wybierać przez trzy godziny kolor poduszki to i z gromadką dzieci sobie mentalnie i fizycznie poradzimy."
Wspomniałeś o zarobkach przedszkolanki, ale prywatnej. Chyba ogólnie prywatni nauczyciele i przedszkolanki są opłacani lepiej, co jest zresztą oczywiste - ja jednak miałem na myśli przedszkola publiczne, bo to do nich, jak sądzę, uczęszcza zdecydowana większość dzieci.
"10% konfliktów spowodowanych jest różnicą zdań. 90% konfliktów spowodowanych jest niewłaściwym tonem głosu." Eckhart Tolle
|
|
|  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | Odp: Równość płci | >>Prestiż nauczyciel już jakiś ma. Nie zarabia najgorzej, sporo wolnego, ogrom przywilejów z Karty Nauczyciela.
... poza tym, w ramach prestiżu uczniowie traktują go jak "idiotę" a sam zainteresowany (nauczyciel) nie może nic zrobić. Jakakolwiek "interwencji", czy to w wychowanie ucznia, czy w jego wykształcenie kończy się co najmniej lekceważeniem ze strony ucznia i jego rodziców. Zbyt "mocne wcinanie się" (jak to mówią czy mówili uczniowie) kończy się szukaniem "haka", a niekiedy prowokacjami. Byle tylko móc szantażować, lub nawet oskarżyć nauczyciela o "czyny karalne lub niemoralne". Mam w rodzinie kilka nauczycieli i dość się nasłuchałem na temat tego jak się muszą pilnować w relacjach z uczniami. Tak łatwo uczniowie i ich rodzice szafują oskarżeniami o przemoc psychiczną. Uczniowie potrafią nawet naruszać "nietykalność cielesną" nauczyciela, by sprowokować go i oskarżyć o "przemoc fizyczną...
... ŚWIAT NIE JEST RÓŻOWY...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | 3 na 3 | szarley (54913 punktów) | >Prestiż nauczyciel już jakiś ma. W jednych środowiskach ma w innych nie ma Z moich obserwacji (także jako - przez krótki czas - nauczyciela) wynika, że najłatwiej o prestiż nauczyciela na wsi
>Nie zarabia najgorzej, To znaczy? Wolałbym przeczytać jakieś statystyki. Ile zarabia nauczyciel z 10-letnim stażem w porównaniu z innymi grupami zawodowymi, dla których jest wymagane wyższe wykształcenie? Kierownikiem w urzędzie? inżynierem w fabryce, kopalni? na kolei? lekarzem? oficerem policji czy wojska? prawnikiem?
Jakie stanowisko (i jak opłacane) jest dostępnym szczytem kariery nauczyciela? (pomijam że może zostać posłem lub wójtem - każdy może) I znów porównaj płacę dyrektora szkoły z płacą prezesa w spółce, naczelnika stacji, dyrektora kopalni, ordynatora, generała w wojsku, czy inspektora policji.
Masz rację, nie zarabia najgorzej w porównaniu z salową, sklepową, robotnikiem przy taśmie, czy podajworkiem na budowie, ale to nie ta liga.
No i ostanie: w stosunku do pracy jaką wykonuje, zarabia słabo.
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
|  | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) |
>Takich samych wymagań chyba nie można stawiać - bo są różnice biologiczne między płciami. No i te różnice biologiczne sprawiają, że niewielu mężczyzn ma ochotę na zawód pielęgniarza albo przedszkolanka, a niewiele kobiet chce być mechaniczkami samochodowymi czy instalatorkami anten. Zawsze znajdą się odstępstwa od statystycznej normy, ale to będzie mniejszość, tak samo jest wszędzie, choćby w Szwecji, która jest kojarzona z maksymalnym poziomem oficjalnego feminizmu. Feminizm pomaga z tych wyjątków zdjąć odium "dziwadła", ale nie sprawia, że stają się częstsze (wbrew zboczonym fantazjom antyfeministow, którzy snują dystopijne wizje o eurokołchozowym zmuszaniu mężczyzn do pracy w żłobkach, a kobiet do wycinki drzew).
>natomiast należy - w ramach równości płci - stwarzać im takie same szanse. W tej chwili na froncie oświatowym i problem w tym mężczyźni nie mają takich samych szans jak kobiety. No to już trzeba by jakoś udowodnić. Znam kilku nauczycieli mężczyzn i jakoś żaden się nie skarżył na jakieś trudności w wykonywaniu swego zawodu, których nie mają kobiety. Nie ma żadnych przesłanek do twierdzenia, że mężczyzna chcący być nauczycielem zazwyczaj przegrywa konkurencję z kobietą o takiej samej aspiracji. Mężczyzn nauczycieli jest mniej, bo mniej się o to stara.
|
|
| |  | | Arminius (25555 punktów) | kobiety dyskryminują | >Mężczyzn nauczycieli jest mniej, bo mniej się o to stara.
W przypadku mężczyzn starających się o pracę w żłobku lub przedszkolu - ma miejsce jawna dyskryminacja ze strony sfeminizowanych struktur decydujących o zatrudnieniu ( Wydział Eedukacji w Gminie, Kuratorium, itp). Kobiety mające głos decydujący po prostu bez ogródek stwierdzają iż nie jest to praca dla mężczyzn - bo mężczyźni się do niej nie nadają.
Polecam uważnej lekturze:
"W trakcie edukacji młodszej raz udało mi się natrafić na "pana źłobianka". Po pierwszym tygodniu podeszła do mnie pani(!) dyrektor i zadała pytanie, czy nie mam nic przeciw, że moim dzieckiem zajmuje się facet. Uznałem to za jakiś nieśmieszny żart. Odpowiedz była prosta: "dziecko wychowywane przez same kobiety nie może być normalne - potrzeba równowagi". Z ulgą się uśmiechnęła. Okazało się, że kilkoro rodziców zabrało swoje dzieci z placówki, bo "facet na pewno jest pedofilem". Nie wiem, jak chory trzeba mieć umysł i jakie doświadczenia życiowe, że doszło się do takich wniosków, ale dzieciom tych osób serdecznie współczuję (rodzicom jeszcze bardziej). Moja córka też miała problem, bo nie wiedziała jak się zwracać do tego pana. Pouczyłem ją, że skoro do wszystkich wszystkich innych osób w żłobku mówi "ciocia", to teraz ma "wujka". "Wujek" przetrwał 3 miesiące. W tym czasie dzieciaki były zachwycone. Zabawy w klaskanie i chodzenie w kółeczko zostały urozmaicone o "sporty ekstremalne" jak układanie z poduszek zamków, namiotów, skoki z wysokości itp. Nikomu nic się nie stało. A zachwycona młodzież czerpała z niego garściami. Nagle zniknął. Oczywiście zapytałem, co się stało i odpowiedzi miałem dwie. Oficjalna: nie dał rady fizycznie (podobno sen nie dawał mu pełnej regeneracji). Mniej oficjalna: "kochane ciocie" poczuły się zagrożone brakiem atencji dzieci i pan dostał najgorszy zestaw zadań: kupy, pieluchy, sprzątanie poza kolejką itd. Plotka czy nie, widać było, że panie są zazdrosne. Podobno przeszedł do przedszkola. Będę go zawsze podziwiać - swoją pracę wykonuje z pasją.
Nie mam na to żadnego podparcia naukowego i nawet mi się szukać nie chce, ale jako raczej zdrowo myślący człowiek uważam, że mężczyzna powinien otaczać dziecko na każdym etapie rozwoju tak samo jak kobieta.
Nie wiem czemu mężczyzn nie ma w przedszkolach. Argument, że zarobki w oświacie są dla mężczyzn zbyt niskie, moim zdaniem odpada, ponieważ w dużych miastach, zarobki prywatnej przedszkolanki są wyższe od wielu tzw. męskich zawodów. Wiem również, że praca z dziećmi wymaga wielu poświęceń i cierpliwości, ale jeżeli dajemy radę jechać z wami, kobietami, do IKEA i wybierać przez trzy godziny kolor poduszki to i z gromadką dzieci sobie mentalnie i fizycznie poradzimy."
www.edziec(*)ianek___czemu_ich_nie_ma_.html
|
|
| | |  | | ZaKotem (8733 punktów) | Odp: kobiety dyskryminują | > >Mężczyzn nauczycieli jest mniej, bo mniej się o to stara. >W przypadku mężczyzn starających się o pracę w żłobku lub przedszkolu - ma miejsce jawna dyskryminacja ze strony sfeminizowanych struktur decydujących o zatrudnieniu ( Wydział Eedukacji w Gminie, Kuratorium, itp). Kobiety mające głos decydujący po prostu bez ogródek stwierdzają iż nie jest to praca dla mężczyzn - bo mężczyźni się do niej nie nadają.
Zgoda, w przypadku żłobków i przedszkoli istotnie występują bardzo szkodliwe stereotypy i słuszna jest walka z nimi. Ale mówiliśmy o SZKOLNICTWIE, tam zaś nie występują, przynajmniej w zauważalnej ilości. Nie mylmy tematów.
|
|
2 na 2 | Wera (1540 punktów) | Odp: Czas na "maskulinizację" szkolnictwa??? | Jaka różnica, czy uczy chłop, czy baba? Nauczyciele nie są od wychowywania dzieci, mają tylko dobrze uczyć przedmiotu. Od wychowywania są rodzice.
Ten wątek to doskonały przykład zidiociałej, socjalistycznej postawy: to państwo/inni ludzie powinni się troszczyć o moje dzieci, nie ja! Jeśli coś jest nie tak, to ewidentnie wina państwa/innych ludzi! *tupnięcie nogą*
|
|
 | 2 na 2 | Tomasz Balcerski (82 punktów) | >Jaka różnica, czy uczy chłop, czy baba? Nauczyciele nie są od wychowywania dzieci, mają tylko dobrze uczyć przedmiotu. Od wychowywania są rodzice. >Ten wątek to doskonały przykład zidiociałej, socjalistycznej postawy: to państwo/inni ludzie powinni się troszczyć o moje dzieci, nie ja! Jeśli coś jest nie tak, to ewidentnie wina państwa/innych ludzi! *tupnięcie nogą*
Szkoła z definicji jest jednostką oświatowo-wychowawczą, więc teoretycznie powinna również wychowywać. Oczywiście są aspekty wychowania, które należą i będą należeć do rodziców, ale szkoła może (i moim zdaniem powinna) je uzupełniać jako drugi (po rodzicach) "wychowawca". Mało kto z rodziców uczy historii czy polskiego, a chyba jest to istotny element wychowania, nieprawdaż?
A tak na marginesie... Trochę uderza mnie, gdy rodzice podkreślają, że dzieci są "ich". Ich są pod tym względem, że są ich rodzicami, ale w rzeczywistości człowiek w pewnym stopniu należy do trochę szerszych społeczności aniżeli tylko te rodzinne i z całą pewnością powinien się przystosowywać do życia również w nich. Szkoła w tym powinna (moim zdaniem) pomagać i w jakimś stopniu się jej to udaje jak sądzę.
"10% konfliktów spowodowanych jest różnicą zdań. 90% konfliktów spowodowanych jest niewłaściwym tonem głosu." Eckhart Tolle
|
|
|  | | dajmonion (3663 punktów) | > Szkoła z definicji jest jednostką oświatowo-wychowawczą, więc teoretycznie powinna również >wychowywać.I "wychowuje". Raczej w każdym przypadku. Przynajmniej ja nie znam przestrzeni neutralnej kulturowo. Pytanie tylko: do czego? W tym materiale (od 6:40): www.youtube.com/watch?v=5rgl7SmPqcY możesz się na przykład dowiedzieć jak postawy nauczycieli w sposób nieuświadomiony wpływają na wybierane przez uczniów metody opanowania materiału. www.youtube.com/watch?v=Yo30sWzoy80
|
|
 | 1 na 3 | szarley (54913 punktów) | >Jaka różnica, czy uczy chłop, czy baba?
Nie-chłop to chłopka albo szlachcic
>Nauczyciele nie są od wychowywania dzieci, mają tylko dobrze uczyć przedmiotu. Od wychowywania są rodzice. Tak, główna odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, bo to oni ponoszą najważniejsze konsekwencje, ale wychowanie odbywa się też poza rodziną, w szkole, na podwórku, przez telewizję, internet... Społeczeństwo wychowuje jako całość.
>Ten wątek to doskonały przykład zidiociałej, socjalistycznej postawy: to państwo/inni ludzie powinni się troszczyć o moje dzieci, nie ja! Ktoś chcąc lepszej szkoły chce pani Korvin-Mikkowej zabrać odpowiedzialność za dzieci? Ach ci wredni zidiociali socjaliści! W dodatku jeszcze wymyślili że dziecko musi chodzić do szkoły o może korzystać z opłacanego z podatków uniwersytetu. Cóż za zidiocenie.
A może powinnaś podejść inaczej, szkoła powinna wspierać to, co rodzice mają pozytywnego do przekazania w wychowaniu, nauczaniu, przygotowaniu do życia w rodzinie i społeczeństwie (wsi, gminie, państwie)?
>Jeśli coś jest nie tak, to ewidentnie wina państwa/innych ludzi! *tupnięcie nogą* Jeśli coś jest nie tak, bo dziecko wyniosło to z rodziny, to szkoła powinna to naprostowywać. Np uczniowie, którzy wynieśli z domu jedynie brak kultury w zwracaniu się do innych, szkoła powinna to naprawiać, oczywiście (znów ten wredny zidiociały socjalizm) szkoła niezależna od rodziców, szkoła w której rodzic nie ma prawa powiedzieć "Płacę i odfajdol się od mojego syna".
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
 | 1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Jaka różnica, czy uczy chłop, czy baba? Nauczyciele nie są od wychowywania dzieci, mają tylko dobrze uczyć przedmiotu. Od wychowywania są rodzice.<<
DOKŁADNIE! A żeby jeszcze nauczycielom OPŁACAŁO SIĘ być nauczycielami, to trzeba im odpowiednio zapłacić. A jak jest, wiemy aż nazbyt dobrze. I żadna "szczerzuja"-Zalewska niczego nie zmieni.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|