No dobra. Podzieliłeś się swoimi frustracjami na tym forum i teraz do dzieła! Chrzest Ciebie nie czyni członkiem jakiejkolwiek społeczności wierzącej bo został odczyniony na nieświadomym jeszcze człowieczku. W związku z tym jest nieważny. Nie założono Tobie żadnego chomąta. Dla dodania Tobie ducha powiem, że ja, również ochrzczony na co wpływu nie miałem, już praktycznie w dziewiątym roku życia publicznie (rodzicom) oświadczyłem, że nie wierzę i każde ich działanie czy to prośbą czy to siłą (bicie) nie zmienią mojego stanowiska. Bo? Widziałem postawę naszego proboszcza, który właśnie pokazał, że Boga nie ma. A skąd widziałem to, co nie dla każdych oczu dostępne? Wyobraź sobie że byłem ministrantem i widziałem co wyrabia proboszcz w zachrystii i swoim mieszkaniu. Na pytanie czy to zgodne z tym co głosi z ambony, zostałem wyrzucony, obrzucony wyzwiskami gdzie "pohaniec" było najłagodniejszym. Nie wiedział biedak, że także wyrzucił mnie ze społeczności wyznającej wiarę. Teraz czuję się naprawdę wolny i szybko się nauczyłem odpowiedzialności za własne postępowanie, nie łącząc go z żadnymi "siłami nadprzyrodzonymi". To tyle i tylko tyle.
Okazuje się, że zrzucenie tego pęta wiary nie jest trudne, a i ostracyzmu społecznego nie czuję. Mało. Czytając kuriozalne nieraz wypowiedzi niektórych uczestników tego forum, zdumiewa mnie bezkrytyczna postawa ich do siebie, wypowiadających bez żadnej żenady bajkowe, wręcz mityczne, historyjki, tworząc, w ich pojęciu, tematy wręcz frapujące. Stać mnie na trzeźwiejsze spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Wiara jako taka, nie jest przymusem. Więc wypowiedzenie jej nie jest symptomem heroicznej odwagi. Po co się zadręczać niepotrzebnymi frustracjami i wmawiać sobie jakieś kompleksy? Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|