Racjonalista - Strona głównaDo treści
doświadczenie Boga

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
19-12-2017 19:06ekurii (0 punktów)
(zablokowany)
doświadczenie Boga
Ocena 1 na 1
Jestem przytępiony i oszpecony intelektukualnie, pozatym mierzę się z okupacją mojego umysłu... Są w nim ciała obce... które powtarzają mi i dają odczuć, że nie mam wyboru w świetle wiary... cały czas powtarzają mi, że ich nie pokonam...a po każdej mojej myśli pojawia się ich odzew, który ukierunkowuje moje myśli w ich strone. Istoty, te znęcają się na demną powtarzając przy tym, że nie czynią mi krzydy... w związku z czym nie jestem w stanie zagospodarować swojego umysły jakbym chciał... Są uodpornione ma moje argumenty... rozmowa z nimi nie ma senus nie mogę się ich pozbyć. Chcą żyć w moim umyśle...czasami wszczepiają mi wnioski odnośnie różnych spraw.... Potrzebuje pomocy... a zarazem zdaje sobie sprawę z tego, że 99 % ludzi nie świecie nie jest wstanie mi w tym pomóc... Każdego dnia coś tracę i czuję się coraz bardziej ułomny.... Teraz gdy to piszęe jak jestem przekonany do tego, że jest to złe... ale zwykle jest tak, że gdy już uformułuje sobie jakieś spostrzeżenie nie sprzyjające ich interesą to jest one przez nich neutralizowane. Cierpię tak od roku czasu... to krzywdzi mnie już tak od roku czasu... Staję się coraz bardziej bezradny... coraz mnie wolny... moje myśli i spostrzeżenia są coraz słabsze i coraz mniej przekonywujące. Praktycznie sam nie mogę się nawet przekonać do czego kolwiek. Istota ta jest silniejsza odemnie i może w nieskączoność komplikować mi życie swoimi odzywkami... Istota ta twierdzi, że jest Bogiem... stwarza otoczkę, że wie co jest dla mnie dobre...a za największe dobro uważa siebie.... Sęk w tym, że ja nic niechce czerpać od Boga... inspiracja Boska wydaje mi się obrzydliwa... to obrzydliwe i szpetne gdy inna istota niżeli ja sam ma formułować moje myśli... Jestem przekonany, że inspiracja Boska w głębszym rozumowaniu oszpeca człowieka a ta istota po złości wszczepia mi swoją inspirację w związku z czym nie mogę żyć w harmoni z moimi spostrzeżeniami i czuje się nieatrakcyjny... bo unimożliwa mi ona bycie spójnym z tym co myślę. Ta istota cały czas przy mnie jest... a mężczyzna nie jest atrakcyjny gdy nie panuje nad swoim życiem a co dopiero umysłem. Ja nie lubię przegrywać chciałbym znależć sposób żeby wyplewić to ustroństwo... jednak od roku czasu przegrywam każdą batalię...w związku z czym czuje się coraz słabsz coraz bardziej bezrady... coraz mniej atrakcyjny... ta istota odbiera mi wiele atrybutów... które uważam, że są cenne i podnoszą poczucie własnej wartości.... straciłem całą swoją godność... przez co czuje się coraz mniej pomysłowy... nie straciłbym tej godności gdybym był w stanie opuścić tą istotę. Najgorze, że wszyscy sobie myślą, że ze schizofrenią sobie nie radzę... a to wszystko przez tą istotę... nie mogę udowodnić sobie jak i innym, że dam sobie z tym radę... w związku z czym chęć życia i moje ambicje coraz niższe. Ta istota niszczy we mnie wszystko co uważam za swoje dobro intelektualne
Od tego czasu całemu otoczeniu wydaje się być coraz głupszy
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Wenancjusz (16441 punktów)
No dobra. Podzieliłeś się swoimi frustracjami na tym forum i teraz do dzieła! Chrzest Ciebie nie czyni członkiem jakiejkolwiek społeczności wierzącej bo został odczyniony na nieświadomym jeszcze człowieczku. W związku z tym jest nieważny. Nie założono Tobie żadnego chomąta. Dla dodania Tobie ducha powiem, że ja, również ochrzczony na co wpływu nie miałem, już praktycznie w dziewiątym roku życia publicznie (rodzicom) oświadczyłem, że nie wierzę i każde ich działanie czy to prośbą czy to siłą (bicie) nie zmienią mojego stanowiska. Bo? Widziałem postawę naszego proboszcza, który właśnie pokazał, że Boga nie ma. A skąd widziałem to, co nie dla każdych oczu dostępne? Wyobraź sobie że byłem ministrantem i widziałem co wyrabia proboszcz w zachrystii i swoim mieszkaniu. Na pytanie czy to zgodne z tym co głosi z ambony, zostałem wyrzucony, obrzucony wyzwiskami gdzie "pohaniec" było najłagodniejszym. Nie wiedział biedak, że także wyrzucił mnie ze społeczności wyznającej wiarę.
Teraz czuję się naprawdę wolny i szybko się nauczyłem odpowiedzialności za własne postępowanie, nie łącząc go z żadnymi "siłami nadprzyrodzonymi". To tyle i tylko tyle.

Okazuje się, że zrzucenie tego pęta wiary nie jest trudne, a i ostracyzmu społecznego nie czuję. Mało. Czytając kuriozalne nieraz wypowiedzi niektórych uczestników tego forum, zdumiewa mnie bezkrytyczna postawa ich do siebie, wypowiadających bez żadnej żenady bajkowe, wręcz mityczne, historyjki, tworząc, w ich pojęciu, tematy wręcz frapujące. Stać mnie na trzeźwiejsze spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Wiara jako taka, nie jest przymusem. Więc wypowiedzenie jej nie jest symptomem heroicznej odwagi. Po co się zadręczać niepotrzebnymi frustracjami i wmawiać sobie jakieś kompleksy?
Pozdrawiam.


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Szukasz terapeutów w sieci? To niebezpieczne.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365