W stolicy unii wschodniej o Białorusi piszą niemal dokładnie te same rzeczy, co w stolicy unii zachodniej piszą o Polsce: że wykazuje odchylenie nacjonalistyczne, że pasożytuje na rosyjskich dotacjach, że szkodzi rosyjskim interesom i wciąż opiera się przed zacieśnianiem integracji. Jesteśmy w identycznym położeniu. Po to bowiem hegemon unii wschodniej buduje sojusz energetyczny przez Bałtyk z hegemonem unii zachodniej, by mogli dokończyć dzieła całkowitego podporządkowania byłych ziem krnąbrnej Rzeczypospolitej. Szkoda że przez te ziemie przebiega dziś w zasadzie potrójna żelazna kurtyna.
Rzeczony tekst:
rusplt.ru/(*)y-federalnyiy-okrug-32283.htmlkresy24.pl:Białoruski Okręg Federalny ?
Rosyjski analityczno - informacyjny portal "Russkaja Planeta" opublikował materiał pod upokarzającym tytułem "Białoruski Okręg Federalny". W swoim artykule Andriej Karelin oskarżył władze białoruskie o akceptowanie działań antyrosyjskich, "białorutenizację" i pasożytowanie na Rosji i wezwał do przeformatowania stosunków rosyjsko-białoruskich.
Autor twierdzi, że relatywnie wysoki standard życia na Białorusi (w porównaniu z sąsiednimi regionami Rosji) osiągnięto przede wszystkim dzięki niekończącym się subsydiom z Rosji. Karelin uważa, że Białoruś jest de facto subsydiowanym regionem Rosji, a nawet używa w cudzysłowie słowa "niepodległość" w odniesieniu do Białorusi.
Dziennikarz "Russkiej Planety" oskarża Białoruś o to, że pomimo potężnych dotacji z Rosji, jest najbardziej z zawodnych sojuszników Rosji, ponieważ zignorował wschodniego sąsiada nie uznając niepodległości Abchazji, Osetii Południowej i przyłączenia Krymu do Rosji.
Karelin zwraca również uwagę na stosunki białorusko-ukraińskie w sferze militarno-przemysłowym. Wypomina Białorusinom, że dostarczają Ukrainie sprzęt używany przeciwko prorosyjskim rebeliantom na Donbasie. "W siłach zbrojnych "niezależnej" (chodzi o Ukrainę) nagle zaczynają pojawiać się białoruskie MAZ-y. Czy to USA je dostarczają?"
Andreij Karelin, którego nazwisko na portalu wskazane jest jako redaktor kreatywny i komentator kulturalny, zwraca uwagę na procesy, które rzekomo mają miejsce w białoruskim społeczeństwie. Według autora białoruscy "świadomi" i "narodowi rewizorzy" angażują się w systematyczne prześladowanie rosyjskojęzycznych sprzedawców, kelnerów, kierowców autobusów i drobnych urzędników.
Autor wieszczy, że w sytuacji, gdy Rosja przyjdzie wreszcie po rozum do głowy, zamknie na dobre granice, przywróci tam kontrole i wprowadzi wizy dla Białorusinów, Aleksander Łukaszenka sam poprosi o włączenie Białorusi w skład Federacji Rosyjskiej jako "szósty obwód, lub jeden z ... Białoruskich Okręgów Federalnych".
I komentarz do tej sprawy:
Tomasz Kosa Kosinski:STRACONE ZŁUDZENIA
Jeszcze kilka lat temu brałem udział w wielu akcjach społecznych organizowanych przez Amnesty International, Human Rights i inne miedzynarodowe organizacje.
Walczyliśmy o uwolnienie Aung San Suu Kyi, trzymanej w areszcie domowym przez juntę wojskową, która dziś niestety jako pani prezydent sama każe strzelać do ludzi.
Wspieraliśmy opozycję na Białorusi, a nawet pojechałem tam sam, przekonać się jak jest naprawdę. Objechałem autobusami cały kraj. Zobaczylem całkiem sprawnie funkcjonujący organizm państwowy i ludzi, którzy cieszą się każdą nowo wyremontowaną drogą, dumnych, że ich kraj nie ma długów w zachodnich bankach i z prezydenta, nie dającemu sobie nikomu w kaszę dmuchać, także Rosjanom, którzy teoretycznie mogliby ich zjeść na śniadanie.
Trzymałem kiedyś kciuki za Kosowo, bo nam media przedstawiały tamtą wojnę jako walkę o niepodległość ze złą Serbią. Pojechałem tam niedługo po wojnie i nie widziałem kosowskich flag tylko albańskie. Widziałem za to ruiny wysadzonych w powietrze cerkwi i kościołów po wejściu pod ochroną sił KFOR albańskich Kosowarów. NATO bez rezolucji ONZ zbombardowało wcześniej całą Serbię, testowano tam broń chemiczną i biologiczną. Amerykanie urządzili sobie poligon wojenny przed inwazjami w innych krajach. Jak zwykle NATO nie broniło swojego członka, co ma zapisane w misji. Nawet tam nie było ropy. Poza doświadczeniami z poligonu, zdobyli po cichu jednak także bezcenne organy dla rodzin swojej generalicji i weterenów z pokrojonych na operacyjnych stołach w Tiranie 30 tys. serbskich jeńców, 19-20 letnich, młodych, silnych mężczyzn.
Ostatnio przekonałem się na przykładzie Filipin, gdzie mieszkam od prawie roku, jak Amnesty International kłamie i manipuluje za banksterskie amerykańskie pieniądze na temat sytuacji w tym kraju.
Takich rozczarowań było dużo więcej. Dlatego nabrałem wielkiego dystansu do tych spraw i każdemu to mogę doradzić. Zwłaszcza młodym, naiwnym aktywistom. Nie nakręcajcie się tak bardzo w to zbawianie świata, nie osądzajcie pochopnie innych, bo możecie się przyjechać na tym, w co dzisiaj święcie wierzycie i was media z różnymi działaczami i politykami w to wkręcają. Zadajcie sobie i innym pytania "kto to finansuje?", "kto tak naprawdę na tym korzysta?", "o co tu tak właściwie chodzi?" Szukajcie wiedzy z różnych źródeł. Pojedźcie tam, gdzie się toczy cała akcja i przekonajcie się osobiście jak jest naprawdę. Otworzą wam się oczy i zrozumiecie wiele rzeczy.
Przypomina mi się historia członków The Beatles, jak uwierzyli jednemu hinduskiemu guru, że osiągną nirwanę, płacili mu ogromne sumy, siedzieli godzinami w workach konopnych w jakichś piwnicach, a guru jak się okazało, za ich pieniądze latał sobie helikopterem na zakupy.
Takich historii znamy setki. Stracone złudzenia bolą i smucą, ale powinny nas też uczyć. Amen