Wędrówka po polskiej wsi to - z ekologicznego punktu widzenia - doświadczenie wcale traumatyczne.
Po pierwsze w korycie cieku wodnego - jeżeli takowy płynie przez miejscowość - znaleźć można przysłowiowę "szwarc, mydło i powidło" - gdyż bywa ono traktowane przez mieszkańców wsi jako wysypisko smieci znajdujace się tuż pod ręką. Woda, wiadomo, jak w "kinie kolskim" to święty i...czysty żywioł - wszelkie badziewie obmyje i zabierze w siną dal, przy najblizszym przyborze. Najkoszmarniej - w mym sybiektywym odczuciu - prezentują się plastikowe reklamówki, które przybór wody osadza na gałęziach drzew i krzewów - tworząc wielce specyficzny, antropopresyjny chochoł powodziowy. I jak powieje wiatr mocniej - wszystkie te reklamówki zaczynają powiewać i szeleścić - niczym flagi modlitewne przy klasztorach buddyjskich.
Secundo, na obrzeżach wsi, w przylaskach, na polach wiejskich, przy stawach, itd, co chwila człek się natyka lub potyka o dzikie wysypisko śmieci typu, tym razem, lądowego. I znów jest jak w dobrze zaopatrzonym sklepiku kolonialnym - znajdziemy tam wszystko czego dusza zapragnie, od karoserii starych aut czy skorup sprzętu AGD - po zużyte pampersy i podpaski.
Po trzecie, na wsi palą najgorszym węglem plus wsad do pieca w postaci wielu śmieci. Skutek jest taki, iż w mroźny a bezwietrzny dzień - smog wiejski bywa groźniejszy od krakowskiego czy ślaskiego, co łatwo odnotować metodą organoleptyczną i natężeniem bólu głowy.
Wreszcie last but not least - wiejskie ścieki. Chodząc po wielu wsiach , co chwila widzi się gnojówkę ludzką w rowach, widok niemiły oku, że nie wspomnę o organie powonienia oraz o kwestiach natury zdrowotno - higienicznej. Wprawne oko potrafi także dostrzec wyloty rur - niejednokrotnie wcale udatnie zamaskowane - stanowiące przyczynę obecności scieków w rowach jak wyżej. Bo są gospodarstwa, które nie mają szamba - i bez żenady odprowadzają scieki do rowów czy w pola i są też takowe, które szamba mają - ale z powodów oszczędnościowych także często dokonują z nich upustów.
Zresztą bądżmy sprawiedliwi - patologie jak wyżej, dotyczą także polskich miast. O tej ostatniej z czterech powyżej wymienionych traktuje podlinkownay tekst.
www.gazeta(*)ckiej-prosto-do-rowu,id,t.html