>
Sfotografowano tutaj zderzenie galaktyk w momencie gdy bardziej zwarta przelatuje przez centrum>
większej.>
apod.nasa.gov/apod/image/1801/cartwheel_hst.jpg>
Zderzanie się (przy okazji) ich gazu międzygwiezdnego skutkuje nagłym powstawaniem nowych gwiazd,>
których jasnoniebieski kolor tworzy jasną pozorną obręcz, tu akurat w kształcie zbliżonym do koła.>
Na szczęście powstają przy tej okazji też gwiazdy mniejsze.>
Wiadomo, że gwiazdy mniej masywne żyją dłużej czyli dają więcej czasu ich planetom na ewentualne>
powstanie i rozwój życia.>
Formalnie najlepsze dla życia byłyby prawie wieczne "leciutkie" czerwone karły ale znane są ze>
sporadycznych mocnych rozbłysków rentgenowskich co trochę utrudnia powstawanie życia - zwłaszcza>
płytko w wodzie lub poza wodą. Dlatego bardziej życiodajne wydają się pomarańczowe i żółte (jak>
Słonce) karły.>
Dla astronomów obserwatorów ostatecznym skutkiem zderzenia (i zlania się) dwóch typowych prawie od>
zarania w kosmosie galaktyk spiralnych jest mało ciekawa galaktyka eliptyczna czyli jajowatego>
kształtu żółtawa mgiełka. Tak stanie się z naszą galaktyką czyli Drogą Mleczną po zlaniu się za>
około 5 miliardów lat z galaktyką Andromedy (Messier 31).Mechanizmy tak misternie ustalonego dotąd "porządku" ruchu ciał w jednej galaktyce "zaatakowanej" inną galaktyką ulegną destrukcji. Trudno wyciągać zdecydowane wnioski jakie będą efekty takich galaktycznych "ataków". Nawet gdybyśmy mieli dokładną wiedzę co się stać może za 5 mld. lat, to i tak będziemy bezsilni, bo:
1. populacja ludzi może już dawno wyginąć z różnych innych powodów.
2. na proces "zderzenia się" galaktyk człowiek nie posiada żadnych możliwości obrony i najprawdopodobniej nie będzie miał nigdy.
3. jedyną ewentualnością będzie wtedy ucieczka z rodzimej planety tylko......gdzie?
4. więc z praktycznych powodów taka wiedza jest nam w tej chwili niepotrzebna. Owszem poza spektakularnym widowiskiem, budzącym wyobraźnię.
>
Podczas takich "zderzeń" gwiazdy praktycznie nigdy nie zderzają się bo są i tak średnio bardzo>
daleko od siebie (zaledwie dwa razy gęściej niż przedtem).Dla mas gwiazd już jest to znaczące. Ale teoretyczna masa galaktyki, to też i ciała "nie świecące"
>
Galaktyki są stosunkowo dużymi obiektami w kosmosie i przerwy między nimi nie są tak względnie>
ogromne jak między gwiazdami.Tego stwierdzenia nie rozumiem. Jeżeli odległości są wielkościami względnymi, to w stosunku do czego? Jeśli traktujemy galaktykę jako zbiór materii (świecącej i nieświecącej) jak i kupę różnego rodzaju śmiecia jak wodór, protony, molekuły, komety, okruchy skalne, resztki rozerwanych mniejszych planet w skutek siły Roche'a, będące zawsze, dotąd tworzące swoistą "jedność" galaktyczną i zakładamy ingerencję bezpośrednią (nawet zderzenie "czołowe") przez inną galaktykę, to powstaje nowy twór galaktyczny, w którym wszystko zaczyna się od zamtuza (burdelu), czyli po nowemu, bo prawa ruchu (choćby newtonowskie) są uniwersalne we Wszechświecie. A gwiazdy też podlegają tym prawom i nie widzę powodu, by nie reagowały na siebie (zważywszy ich masy).
>
Miedzy dwiema gwiazdami da się umieścić pewnie z miliard lub więcej gwiazd (w szeregu).Śmiałe stwierdzenie. Może między dwiema znajdującymi się na przeciwległych krańcach galaktyki?
>
Miedzy dwiema bliskimi galaktykami często raptem zaledwie kilkanaście podobnych galaktyk.Może te "małe" galaktyki są efektem już przeszłych kataklizmów zderzeń? Są "odpadem" po jakimś kataklizmie? No może nie wszystkie.
>
Dlatego>
ich przypadkowe dryfowania w kosmosie muszą często doprowadzać do kolizji. Rachunek>
prawdopodobieństwa się kłania.>
Oczywiście dywagacje o naszej tak odległej przyszłości - z konieczności już nie na Ziemi (i badania>
kosmosu) są zdaniem księży zbędne bo Biblia każe nam spodziewać się końca świata na Ziemi.Nie powołuj tu w sprawach tak ważnych, opinii części zwyrodniałej umysłowo ludzkości.
>
Generalnie oczywiście niewierzący w boga księża (nierzadko homoseksualni pedofile) żyjący cynicznie>
z oszukiwania ludzi bajkami o Jahwe i Jezusie zdecydowanie wolą transfer publicznych pieniędzy na>
remonty świątyń, a przy okazji ich zaplecza lokalowego niż na badania kosmosu.To zrozumiałe. A kto lubi konkurencję? Konkurencję wszelkimi sposobami się usuwa, nawet stosując niedozwolone chwyty (co zresztą w wypadku "uczonych" kościoła nie jest zaskoczeniem zważywszy jego głęboko zdemoralizowaną istotę istnienia). Ty mówisz o przyszłości dla ludzkości nieznanej (bo nas i nie tylko nas ale całe życie na Ziemi może unicestwić planetoidka o średnicy tylko 200 km). Będzie wtedy koniec wszystkiego. Więc oni bardziej są pragmatyczni. Póki co, to mościć sobie syte i spokojne życie nieroba, mając tylko na celu utrzymywać istniejący stan posiadania (także nad umysłami).
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.