 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-01-2018 13:11 | Arminius (25555 punktów) | W "wyzwolonej" Warszawie
1 na 1 | Dziewięć dni temu minęła kolejna rocznica zajęcia Warszawy przez wojska sowieckie w 1945 roku. W PRL - u, owo "wyzwolenie" obchodzone było hucznie i miało swój jednoznaczny walor propagandowy. Upamiętniając owo zdarzenie podsyłam zainteresowanym link do opowiadania Bohdana Korzeniowskiego zatytułowanego "Wyzwolenie" - opublikowanego na łamach paryskiej "Kultury". Autor - reżyser, krytyk teatralny i literacko, historyk teatru, profesor PWST - był także wcale wziętym pisarzem, znajdującym upodobanie w wycyzelowanych, krótkich formach. Opowiadanie które państwu polecam - to majstersztyk, po prostu mistrzowsko wypolerowany diament. Dla zaostrzenia apetytu, zamieszczam poniżej jego fragment: "W ogromnej pustej sali róg długiego stołu obsiadło p1ęciu żołnierzy. Wszyscy byli zadziwiająco do siebie podobni. Brodaci,posiwiali, ubrani w bardzo zniszczony i połatany przyodziewek na pół wojskowy. Wyglądu wojskowego me przydawały im nawet karabiny, które oparli obok siebie o ławę albo położyli na stole. W chwili, kiedy wszedłem, jeden z nich w samym środku trzymał uniesioną nad stołem wielką mątwę ociekającą płynem i przyglądał się jej z badawczą uwagą. Drugi przychylał do ust oburącz szklane naczynie, w którym ten okaz był zakonserwowany.Inni patrzyli na pijącego z pytaniem w oczach. Wszystko to robili z powolnością, jaką czasami widuje się we śnie. Moje wejście ledwie zechcieli dostrzec, chociaż wbiegłem gwałtownie. - Co ty robisz, człowieku? - krzyknąłem podbiegając do stołu. - Otrujesz się. Przecież to formalina. Żołnierz ostrożnie postawił naczynie, jakby to była miska z zupą, otarł wierzchem dłoni obfity zarost i niedbale sięgnął po karabin leżący tuż pod ręką. Nawet go nie podniósł. Przesunął tylko lufę w moją stronę. - Paszo! won, durak - powiedział z tą cierpliwą wyrozumiałością,z jaką traktuje się dzieci albo idiotów. - To nie żadna formalina. To spirytus. Wtedy wszyscy zwrócili do mnie twarze zupełnie pozbawione wyrazu, jakby byli zaprzątnięci jakąś żmudną myślą, która odgradza od rzeczywistości. W niczyich oczach nie pojawił się błysk świadczący, że mnie widzą· Zasnuwała je trudna do nazwania zaduma. Była w niej nuda, cierpliwość i tęsknota do czegoś, co nie jest z tego świata. Podobne tępe cierpienie pojawia się w oczach zwierzęcia utkwionych w księżycu, kiedy zanosi żałosną i beznadziejną skargę. Brodacz trzymający wciąż mątwę w podniesionej ręce wolno zbliżył ją do nosa, powąchał i z westchnieniem zawodu położył na stole. - Lepiej dla ciebie będzie, człowieku - powiedział życzliwie w moim kierunku, nie obdarzając mnie nawet spojrzeniem - jeżeli sobie zwyczajnie stąd pójdziesz. Pewnie wiesz, że jest wojna i nikt nie musi się tłumaczyć, jak strzeli i nawet, jak kogo zabije. Po co ci to? Z upływem wielu lat nie zatarło się we mnie uczucie żałości,jakiego wówczas doznałem. Nie było ono ani litością, która się rodzi na widok cudzego upośledzenia, a więc i własnej wyższości, ani nawet zwyczajną ludzką solidarnością we wspólnej niedoli. Z mojej żałości, dokuczliwej jak tępy ból, przebijało zdurnienie, że los dla wielu ludzi na ziemi bywa zawsze jednakowo bezlitosny. Nie chce zelżyć swojej srogiej ręki nawet wtedy, kiedy zmienia się historia. Zastępuje bowiem jednych ciemiężycieli innymi, jeszcze bardziej pozbawionymi miłosierdzia." static.kul(*)e52a397906ed364bfd.pdf#page=27 | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Mam pewne obiekcje co do cudzysłowu; a że wyzwoliciele byli nienajwyższych manier i higieny - ha, trudno - jeśli ów diament podaje fakty.
Ja wolę abstrahować od polityki i pamiętać, zwłaszcza w epoce pomnikoklazji, że poległo ich tu ponad pół miliona, i nie ma dla mnie znaczenia, czy szeregowcy wiedzieli, że przyszła Polska będzie w orbicie wpływów ZSRR. Faktem jest, że zginęli i że byli naszymi sojusznikami w czasie IIWŚ. Od lata 1941 - gwoli ścisłości, bo nie musi nam się podobać to, co robili wcześniej.
W tym sensie rozumiem Rosjan, których ta rozwałka zwyczajnie boli. Szczególnie, że - biorąc znów pod uwagę, co wyczyniali w kwestii wywózek i masowych egzekucji - pozwalali polskiej stronie bodaj na wszystko w kwestiach (a) wglądu w akta - Jelcyn-Wałęsa, (b) ekshumacji, (c) upamiętnienia.
|
|
 | | Arminius (25555 punktów) | szeregowcy | > Ja wolę abstrahować od polityki i pamiętać, zwłaszcza w epoce pomnikoklazji,> że poległo ich tu ponad pół miliona, i nie ma dla mnie znaczenia, czy szeregowcy> wiedzieli, że przyszła Polska będzie w orbicie wpływów ZSRR.O szeregowcach jest sporo ( i bardzo ciekawie) w opowiadaniu. Autor raczej im współczuje niż ich potępia, co nie oznacza w żadnym wypadku iż żywi jakąkolwiek aprobatę dla ich barbarzyńskich zachowań. > Faktem jest, że zginęli i że byli naszymi sojusznikami w czasie IIWŚ. Od lata 1941 >gwoli ścisłości, bo nie musi nam się podobać to, co robili wcześniej.Z tym sojuszem to teza dosyć ryzykowna. Zbyt często bowiem sowieci zachowywali się jak okrutny okupant. Co do pomników - to temat trochę odrębny - i wiele zależy od konkretnego kontekstu i postaci jaka dany monument upamiętnia. W każdym razie pomnik Czerniachowskiego w Pieniężnie należało zlikwidować - bo był to likwidator polskiego podziemia. "17 lipca 1944 w ramach tajnej operacji rozbrajania żołnierzy Armii Krajowej gen. Iwan Czerniachowski wraz z gen. Iwanem Sierowem, przysłanym przez NKWD, prowadził rozmowy z dowództwem AK. Podstępem wezwani na odprawę do budynku dowództwa Frontu Białoruskiego komendant ppłk Aleksander Krzyżanowski "Wilk" i szef sztabu mjr Teodor Cetys "Sław" zostali rozbrojeni i aresztowani. Tego samego dnia w godzinach popołudniowych w miejscowości Bogusze miała się odbyć odprawa dowódców oddziałów partyzanckich, na którą zapowiedział przybycie zarówno ppłk "Wilk", jak i gen. Iwan Czerniachowski. Odprawa zakończyła się jednak rozbrojeniem oficerów przez oddział NKWD." pl.wikipedia.org/wiki/Iwan_Czerniachowski
|
|
|  | wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: szeregowcy | >>Ja wolę abstrahować od polityki i pamiętać, zwłaszcza w epoce pomnikoklazji, >>że poległo ich tu ponad pół miliona, i nie ma dla mnie znaczenia, czy szeregowcy >>wiedzieli, że przyszła Polska będzie w orbicie wpływów ZSRR. >O szeregowcach jest sporo ( i bardzo ciekawie) w opowiadaniu. Autor raczej im współczuje niż ich potępia, co nie oznacza w żadnym wypadku iż żywi jakąkolwiek aprobatę dla ich barbarzyńskich zachowań.
Bynajmniej nie spodziewam się aprobaty.
>>Faktem jest, że zginęli i że byli naszymi sojusznikami w czasie IIWŚ. Od lata 1941 >gwoli ścisłości, bo nie musi nam się podobać to, co robili wcześniej. >Z tym sojuszem to teza dosyć ryzykowna. Zbyt często bowiem sowieci zachowywali się jak okrutny okupant.
Z sojuszem teza jest o tyle trywialna, że jest to fakt. A że ludzie na wojnie zachowują się jak się zachowują - no, tak, i to pewnie jest pewien dysonans dla tych, którzy "wojenkę" traktują jako przygodę dla dużych chłopców.
>Co do pomników - to temat trochę odrębny - i wiele zależy od konkretnego kontekstu i postaci jaka dany monument upamiętnia.
Nie mówię o konkretnych postaciach. Zdjęcie - choć z innej epoki przecież - tow. Feliksa z cokołu jakoś tam rozumiem, ale ma to także wydźwięk czarno-humorystyczny ("mało który z Polaków zabił tylu komunistów").
Po prostu uważam, że w obustronnych relacjach - szlag, ale powiem to: w (od)chrześcijańskiej kulturze - takie obiekty wymagają wzajemnego poszanowania. Więc jeśli czegoś od tamtej strony oczekujemy, to nie podkładajmy się tak ewidentnie. Nie mówię, że w imię lukrowanej miłości między narodami - tylko normalnych/unormowanych relacji z sąsiadami.
>W każdym razie pomnik Czerniachowskiego w Pieniężnie należało zlikwidować - bo był to likwidator polskiego podziemia. >"17 lipca 1944 w ramach tajnej operacji rozbrajania żołnierzy Armii Krajowej gen. Iwan Czerniachowski wraz z gen. Iwanem Sierowem, przysłanym przez NKWD, prowadził rozmowy z dowództwem AK. Podstępem wezwani na odprawę do budynku dowództwa Frontu Białoruskiego komendant ppłk Aleksander Krzyżanowski "Wilk" i szef sztabu mjr Teodor Cetys "Sław" zostali rozbrojeni i aresztowani. Tego samego dnia w godzinach popołudniowych w miejscowości Bogusze miała się odbyć odprawa dowódców oddziałów partyzanckich, na którą zapowiedział przybycie zarówno ppłk "Wilk", jak i gen. Iwan Czerniachowski. Odprawa zakończyła się jednak rozbrojeniem oficerów przez oddział NKWD."
Przeczytamy, rozsądzimy.
Whoa...!
Według innej wersji pocisk za odjeżdzającym samochodem z generałem wystrzeliła załoga czołgu Armii Czerwonej w rewanżu za zastrzelenie przez generała ich dowódcy na oczach załogi[2][3].
|
|
| |  | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | wróg nie sojusznik | >Z sojuszem teza jest o tyle trywialna, że jest to fakt.
jak sojusznik zachowuje się tak - jak Sowieci względem Akowców na wschodzie czy też względem najwyższych reprezentantów państwa sojuszniczego ( proces 16 - tu) to przestaje być jakimkolwiek sojusznikiem a staje się wyrafinowanym wrogiem.
|
|
| | |  | wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: wróg nie sojusznik | Trafne, ale nie do końca - bo podatne na oskarżenia z tamtej strony; i jeśli postawa AK nie starczy, dokładamy NSZ... Więc chyba nie tędy droga - przynajmniej dla mnie. Przy czym nie udaję, że idzie mi o obiektywizm, ale o nieco przekornego "biasu" w drugą stronę.
|
|
 | 1 na 1 | Iznogud (314 punktów) | Odp: W "wyzwolonej" Warszawie | Byli najeźdcami, wystarczy, że mają swoje groby, co zresztą należy się każdemu. Nie wyzwalali, podbijali, a i zemścili się ochydnie za klęskę w poprzedniej wojnie, jak to tylko Moskale potrafią.
Nie rozumiem tych wszystkich kłótni między fundamentalnymi chrześcijanami a naukowcami o wyższość religii nad nauką. Ten spór zakończył się przecież z chwilą zamontowania pierwszego piorunochronu w kościele.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|