 |
Jak to z Beskidem było http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,755954 Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-02-2018 00:56 | Totek (19 punktów) | Jak to z Beskidem było http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,755954
5 na 5 | Czyli Bzdury na temat cudowności Beskida, Warszawy 210, Coupe 1100 i podobnych PRLowskich ulep które nie miały szansy na produkcje, a były tylko wprawkami stylistycznymi studentów wzornictwa przemysłowego w dodatku wtórnymi i bardzo źle wykonanymi. Polemika z dyskusja w wątku "Nie żyje twórca Beskida inż. Wiesław Wiatrak" www.racjonalista.pl/forum.php/s,755954Beskid to zerżnięta bryła Mitsubishi Commuter z 1980 roku, Citroen SA-103, SA-109, Xenia z 1981 roku. Twingo natomiast to Renault Vesta I z 1981 oraz Vesta II z 1986 roku która była już jednobryłowa i przez kolejne dwa lata objeżdżała wystawy. Biorąc pod uwagę długość życia modeli na ówczesnym rynku samochodowym, rozwiązania stylistyczne z aut prototypowych trafiały do produkcji seryjnej z opóźnieniem jednej dekady. Warto więc propagując racjonalizm wspominać przy każdej okazji ze Renault nie miał powodu by interesować się jakimś PRLowskim zlepkiem z 1986 roku, bo miał modele prototypowe o dekadę wcześniejsze. Nikt z siewców legend PRLu nie jest w stanie podać także co takiego mogło być przedmiotem owego mitycznego patentu na nadwozie Beskida, które charakteryzuje się oczywistością techniczną więc nie ma zdolności patentowej. Nie są w stanie podać numeru tego patentu. Poniżej wyjaśnienia techniczne. www.zlomni(*)rchiwum/?p=4744#comment-109412www.poznaj(*)e-rozwiazanie-kwestii-beskida/Z punktu widzenia ekonomicznego, żaden samochód który nie był produkowany na licencji w PRL, nie miałby szansy na sprzedaż zagraniczną. Dlatego takie pojazdy jak Beskid czy Wars mogłyby najwyżej zastąpić krajowy wyrób samochodopodobny czyli FSM Syrena 105. To było po prostu nieopłacalne. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | Odp: Jak to z Beskidem było http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,755 | Co masz do Syrenki? Przynajmniej drobiu umiało toto nałapać jadąc przez obejście!
|
|
 | | Totek (19 punktów) | >Co masz do Syrenki? Przynajmniej drobiu umiało toto nałapać jadąc przez obejście!
Była jaka była ale na lata 50. Podobne samochody w tamtym czasie produkowali też Francuzi i także 2suwowe. Chociaż w porównaniu do Citroena 1948 to było wstecznictwo. Ale ono dotyczyło wszystkich produktów z powojennej Europy.
|
|
 | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Co masz do Syrenki? Przynajmniej drobiu umiało toto nałapać jadąc przez obejście!
A nawet robiła za porodówkę... Zaryła się w polu i trza było działać ...
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 3 na 3 | Drobner (19539 punktów) | >Co masz do Syrenki?
"Ani to usmażyć, ani to wyruchać..."
Pojechać po niej, owszem, można
Drobner, za nieodżałowanym Z. Maklakiem na brzegu Wisły...
|
|
6 na 6 | Paolo Monstro (6146 punktów) | Zgadzam się w 100%. Polska technika była w każdej dziedzinie zacofana w porównaniu do tzw. Zachodu. Wg mnie wynikało to z następujących faktów: 1) brak gospodarki wolnorynkowej wymuszającej konkurencję - cokolwiek się nie wyprodukowało można było bez problemów sprzedać - po co wprowadzać nowy produkt gdy stary 'rozchodzi się jak ciepłe bułeczki'? 2) własność publiczna, która jest mniej wydajna i innowacyjna niż własność prywatna 3) sterowanie polityczne - gdy polityka przeważa na inżynierią skutki są marne co widać po locie do Smoleńska. 4) jakość personelu robotniczego - 'klasa przewodnia narodu' (nie ujmując wszystkim tym robotnikom, którzy tego zjawiska nie prezentowali) oferowała bardzo niską jakość - czystość (np. b. ważna w elektronice), kradzieże, niedokładność, bylejakość, spożywanie alkoholu w pracy i nie przestrzeganie przepisów ani procedur - z taką załogą ciężko było uzyskać jakość porównywalną do zachodniej. W dziedzinach high-tech niestety precyzja ma kluczowe znaczenie. 5) brak współpracy międzynarodowej - większość profesorów polskich uczelni nie miała możliwości komunikacji międzynarodowej (po prostu nie znali języka angielskiego, który po wojnie stał się językiem nauki), polscy studenci i potem inżynierowie uczyli się z polskich książek a wiedza w nich była już przestarzała w stosunku do podręczników dla studentów z zachodu. Do tego doszło embargo po stanie wojennym oraz brak dewiz dzięki polityce Gierka i kraj pozbawiony technologii z zachodu nie był w stanie poradzić sobie samodzielnie - dla przykładu taśmy magnetofonowe produkowane w latach 80tych 'umierały' szybciej niż te produkowane w latach 70tych (przed embargiem). Polscy inżynierowie mieli potencjał (dobre podstawy teoretyczne, które nie zmieniają się aż tak szybko) ale nie znali języków, nie mieli dostępu do nowinek, innowacji, inspiracji, nie mieli też 'czym' produkować w niezdyscyplinowanej i rozpitej klasie robotniczej oraz upolitycznionej, zbiurokratyzowanej i źle zarządzanej gospodarce. Oto przykład 'polskiego' magnetowidu domowego na kasety VHS: unitraklub.pl/node/2333Produkcję rozpoczęto w 1987 czyli 11 lat po tym gdy produkcję rozpoczęło JVC. Co ciekawe Polacy nie potrafili sami skonstruować najbardziej precyzyjnych elementów (głowicy i mechaniki) ani wyprodukować elektroniki do tego urządzenia. Więc de-fakto wrzuciliśmy w polską obudowę zachodnią technologię. Produkt był niedostępny dla przeciętnego zjadacza chleba. A oto przykład znanego starszym użytkownikom forum lampowo-tranzystorowego Neptuna popularnego w latach 80-tych: stare-tele(*)lika.pl/katalog/neptun429.htmlPolskie TV działały. Jednak technologia lampowo-tranzystorowa wymarła na zachodzie w latach 70tych (w zastosowaniach domowych)a my w Polsce produkowaliśmy takie cacka niemal do końca PRLu. Polska telewizja kolorowa pojawiła się z niewielkim opóźnieniem w stosunku do zachodu (oficjalnie koniec 1971 choć Polska nie produkowała wtedy telewizorów kolorowych) ale postęp ten zawdzięczaliśmy myśli zachodniej i ekipie Gierka, która sprowadziła technologię do kraju -polska TV opierała się na francuskim systemie SECAM (Polacy nie zdołali stworzyć własnego pomysłu kodowania sygnału). Zaletą tej technologii był fakt, że można było oglądać telewizję kolorową na czarno-białym telewizorze co było standardem do końca lat 70tych. Kolor pojawił się w polskich domach na dobre w latach 80tych, po otworzeniu fabryki kineskopów kolorowych w Piasecznie, także dzisiejsi 50 latkowie oglądali wieczorynki na czarno-biało. Podsumowując innowacyjność PRLowskiej gospodarki była dużo niższa niż gospodarek zachodnich. Większość nowoczesności kopiowaliśmy po prostu z zachodu. W przeciwieństwie jednak do Japończyków (którzy też tak zaczynali) nigdy nie zdołaliśmy opanować jakości ani myśli technicznej do tego stopnia by prześcignąć mistrza. Młodsi użytkownicy forum tego nie pamiętają ale w czasach PRL turyści z Niemiec czy USA robili sobie zdjęcia z polskimi TV czy samochodami niczym w skansenie. Pojawiające się dzisiaj głosy 'jak to w PRL byliśmy potęgą' dotyczą być może wolumenów produkcji w rolnictwie, górnictwie czy przemyśle okrętowym ale nie innowacyjności i jakości. Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
 | 1 na 1 | Totek (19 punktów) | >Zgadzam się w 100%. >Polska technika była w każdej dziedzinie zacofana w porównaniu do tzw. Zachodu. Wg mnie wynikało to z następujących faktów: >1) brak gospodarki wolnorynkowej wymuszającej konkurencję - cokolwiek się nie wyprodukowało można było bez problemów sprzedać - po co wprowadzać nowy produkt gdy stary 'rozchodzi się jak ciepłe bułeczki'? >2) własność publiczna, która jest mniej wydajna i innowacyjna niż własność prywatna >3) sterowanie polityczne - gdy polityka przeważa na inżynierią skutki są marne co widać po locie do Smoleńska. > > Generalnie to bredzisz jak potłuczony Paolo. Tak się składa, że te innowacyjne samochody francuskie były innowacyjne dlatego ze były państwowe lub państwo rozwinęło etatyzm wspierający gospodarkę. Więc nie wyskakuj tą pseudoliberalną zaśpiewką szmatokapitalistów, którzy zdeindustrializowali gospodarkę PRLowską, tylko po to by mogli rządzić tak długo. Bez likwidacji wielkich zakładów pracy już w 1993 roku III RP by się skończyła, bo szmatoliberałów pod wezwaniem Balcerowicza robotnicy by na taczkach z sejmu wywieźli, taka do była siła. Jeden zakład przędzalniczy w Łodzi zatrudniał 15tys. osób na trzy zmiany. Kiedy zmiana wychodziła z pracy to przez pół godziny nie można się było chodnikiem przecisnąć, jakby Stadion Narodowy się opróżniał. To trzeba było zniszczyć, bo inaczej szmatoliberałowie nie porządziliby zbyt długo.
Marność owych wszystkich prototypów samochodowych w PRLu spowodowana była tym, że przemysł ich nie potrzebował. Nie miałby komu ich sprzedać, bo PRL był izolowany od gospodarki rynkowej, pieniądz był niewymienialny, a produkcja miała zaspokajać potrzeby militarne Układu Warszawskiego. Co do kolorowej TV to pierwszymi były Rubiny wprost z Rosji a potem produkowane w Polsce - i był to system kineskopu Philipsa. Telewizor był koszmarnie drogi ale nawet kolega mojego ojca - zwykły robol, mechanik na przędzalni, był w stanie go kupić. W 1974 roku miał taki TV. Miał tez pralkę automatyczną Polar, i jeszcze parę wytworów skromnego konsupcjonizmu epoki Gierka.
W PRLu naukowcy, styliści, inżynierowie którzy nie bardzo mieli gdzie pracować żyli sobie dość dobrze z ćwiczenia się we wprawkach w rodzaju Beskida, do którego nie mieli silnika, Warszawy 210, która była przebranym Fordem Falconem, czy Syreny Sport, która była przebranym Panhardem Dyna. Nie chodziło o to żeby coś wyprodukować tylko o to żeby żyć z nieustannego eksperymentowania, mimo iż wiadome było, że nic z tego nie będzie, bo jest niepotrzebne.
Nie ma to nic wspólnego z takim czy innym ustrojem politycznym, a już na pewno nic z własnością kapitału. Jeżeli z czymś ma to z niska kulturą i służalczością "Władzy Ludowej" PRLu, która była może i ludu ale nie polskiego.
Znany jest przypadek silnika foka do wiecznie projektowanego samolotu Wilk z czasów II RP - gdzie gospodarka była jak najbardziej prywatna ale za to tak mizerna iż poważne inwestycje mogło prowadzić tylko Państwo. Silnik foka był niemożliwy do realizacji, a konstruktor wiedział dobrze, że nie może działać ze względu na niewłaściwe założenia termiczne. Mimo tego kolejne zespoły projektowe wyciągały pieniądze na niekończące się prace rozwojowe.
W czasach III RP -więc jak mniemam już od 27 lat w twoim rozumieniu gospodarki zdrowej rynkowej i tak dalej (pierdu pierdu) - podobnych skasowanych projektów wojskowych i bzdur "rozwijanych" przez pseudo-inżynierów jest znacznie więcej. Tylko nikogo one nie obchodzą. Czasem pryszczate gimbusy się podniecają po przeczytaniu jakichś materiałów promocyjnych tego czy owego fałszywego wynalazcy w rodzaju samolotu Bielik który nie latał, czy Orka która ładnie wyglądała na lotnisku, Silnika JSSX4 który nie miał technicznych możliwości działania lepiej niż silniki przedwojennych DKW - albo nabredzom coś o grafenie i niebieskim laserze.
Beskida można obejrzeć w muzeum. Widać, że to jest ręcznie wyklepana ulepa. Nic w nim nie trzyma linii, maska odstaje, światła jakieś zapadnięte jakby po uderzeniu w słup i wyklepaniu w warsztacie u Wieśka, jakaś guma na błotnikach udająca nakola. Obraz nędzy i rozpaczy. Było by to zrozumiałe gdyby mieli zamiar włożyć pod maskę silnik z syreny i zastąpić nim FSM 105. Ale pitolenie po rożnych forach internetowych, że oto jest genialny samochód tak odkrywczy, że nadwozie opatentowano (LOL) i Francuzi musieli kopiować te cudowne kształty jakby nie mieli swoich o dekadę wcześniejszych - jest po prostu śmieszne. To jest taki sam poziom bredzenia jaki Ty zaprezentowałeś.
|
|
|  | Šemū' el Lönneberg (1919 punktów) (zablokowany) | Odp: Jak to było z ASem | >Marność owych wszystkich prototypów samochodowych w PRLu spowodowana była tym, że przemysł ich nie potrzebował. Nie miałby komu ich sprzedać, bo PRL był izolowany od gospodarki rynkowej, pieniądz był niewymienialny, a produkcja miała zaspokajać potrzeby militarne Układu Warszawskiego. A czy możesz napisać jak to było z fabryką powozów i bryczek braci Węgrzeckich w Szydłowcu, która należała niegdyś do największych w Polsce? Zakład produkował również nadwozia do samochodu AS, współpracując z firma Jana Łaskiego w Warszawie. Konstruktorem tych pojazdów był inż. Aleksander Liberman. Zespoły napędowe sprowadzano z Francji, a podwozia wykonywano w Warszawie. W latach 1927-1930 firma wyprodukowała ponad 150 samochodów. Model S-1 od 1928 roku służył Warszawie jako pierwsza polska taksówka. W roku 1939 zakład przeszedł pod zarząd niemiecki, a po wojnie został zlikwidowany.
|
|
| |  | | Totek (19 punktów) | > >Marność owych wszystkich prototypów samochodowych w PRLu spowodowana była tym, że przemysł ich nie potrzebował. Nie miałby komu ich sprzedać, bo PRL był izolowany od gospodarki rynkowej, pieniądz był niewymienialny, a produkcja miała zaspokajać potrzeby militarne Układu Warszawskiego.> A czy możesz napisać jak to było z fabryką powozów i bryczek braci Węgrzeckich w Szydłowcu, która należała niegdyś do największych w Polsce?> Zakład produkował również nadwozia do samochodu AS, współpracując z firma Jana Łaskiego w Warszawie. Konstruktorem tych pojazdów był inż. Aleksander Liberman. Zespoły napędowe sprowadzano z Francji, a podwozia wykonywano w Warszawie. W latach 1927-1930 firma wyprodukowała ponad 150 samochodów. Model S-1 od 1928 roku służył Warszawie jako pierwsza polska taksówka.> W roku 1939 zakład przeszedł pod zarząd niemiecki, a po wojnie został zlikwidowany.Po wojnie w PRL nie chcieli już produkować bryczek z francuskimi silnikami???  ) Do końca 20-lecia międzywojennego w całej Polsce było 30tys. samochodów. O czym więc szeleścisz??? Co to ma wspólnego z bylejakością prototypów samochodów w czasach PRL? Temat jest o tym, że pryszczaci specjaliści od techniki po ZPT w gimnazjum pierdzielą koszopały na temat cudowności jakichś PRLowskich zlepków typu Beskid, Warszawa 210, Syrena Sport, Coupe 110 itp. Które były wtórne w stosunku do zachodnich, bez szans na produkcje, bez zaplecza technicznego, bez możliwości sprzedaży i tworzone tylko w celu zajmowania czymś inżynierów z ośrodków badawczo-rozwojowych przemysłu samochodowego, który w tym czasie produkował przestarzałe licencyjne pojazdy. PS. Jedynym powojennym sensownym projektem samochodowym był Fiat 125 Coupe z lat 70.. Czyli nadwozie z rur i laminatu na podwoziu fiata 125. Koncepcja ładna a przynajmniej tania lecz bzdurna. Po pierwsze na przestarzałej mechanice - miałaby sens gdyby mechanika była przynajmniej od Fiata 124-Łada-Ziguli, ale jak wiemy nie było w tamtym czasie praktycznie żadnej współpracy pomiędzy fabrykami samochodów z demoludów. Po drugie taki samochód był mało użyteczny. Po trzecie gdyby powstała jego lepsza wersja to i tak nie maiłby kto jej dystrybuować i sprzedawać na zachodzie, bo trzeba było mieć licencję Fiata, jego zgodę i jego zaplecze techniczne w krajach dostawy.
|
|
| | |  | 1 na 1 Šemū' el Lönneberg (1919 punktów) (zablokowany) | >Po wojnie w PRL nie chcieli już produkować bryczek z francuskimi silnikami??? Nie było polskich? >Do końca 20-lecia międzywojennego w całej Polsce było 30tys. samochodów. O czym więc szeleścisz??? Ile z nich wyprodukowano w Polsce? >Co to ma wspólnego z bylejakością prototypów samochodów w czasach PRL? Staram się dowiedzieć czy owa bylejakość PRLu ma korzenie przedwojenne. >Temat jest o tym, że pryszczaci specjaliści od techniki po ZPT w gimnazjum pierdzielą koszopały na temat cudowności jakichś PRLowskich zlepków typu Beskid, Warszawa 210, Syrena Sport, Coupe 110 itp. Które były wtórne w stosunku do zachodnich, bez szans na produkcje, bez zaplecza technicznego, bez możliwości sprzedaży i tworzone tylko w celu zajmowania czymś inżynierów z ośrodków badawczo-rozwojowych przemysłu samochodowego, który w tym czasie produkował przestarzałe licencyjne pojazdy. A czy polskie pojazdy międzywojenne i ich projekty miały szanse w konkurencji z Fordem, Fiatem, Oplem i Citroenem?
|
|
| | | |  | | Totek (19 punktów) | >>Po wojnie w PRL nie chcieli już produkować bryczek z francuskimi silnikami??? >Nie było polskich? >>Do końca 20-lecia międzywojennego w całej Polsce było 30tys. samochodów. O czym więc szeleścisz??? >Ile z nich wyprodukowano w Polsce? >>Co to ma wspólnego z bylejakością prototypów samochodów w czasach PRL? >Staram się dowiedzieć czy owa bylejakość PRLu ma korzenie przedwojenne. >>Temat jest o tym, że pryszczaci specjaliści od techniki po ZPT w gimnazjum pierdzielą koszopały na temat cudowności jakichś PRLowskich zlepków typu Beskid, Warszawa 210, Syrena Sport, Coupe 110 itp. Które były wtórne w stosunku do zachodnich, bez szans na produkcje, bez zaplecza technicznego, bez możliwości sprzedaży i tworzone tylko w celu zajmowania czymś inżynierów z ośrodków badawczo-rozwojowych przemysłu samochodowego, który w tym czasie produkował przestarzałe licencyjne pojazdy. >A czy polskie pojazdy międzywojenne i ich projekty miały szanse w konkurencji z Fordem, Fiatem, Oplem i Citroenem? > Pytam raz jeszcze o czym bredzisz??? Co to ma wspólnego z pierdzieleniem na temat cudowności prototypowych zlepków z czasów PRLu??? Idź może do łatwiejszych tematów bo tego chyba nie rozumiesz.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 Šemū' el Lönneberg (1919 punktów) (zablokowany) | >Pytam raz jeszcze o czym bredzisz??? Pytam np. o to jak to było z samochodem CWS T-1? Czy Polski Fiat 508 był lepszy od rodzimej konstrukcji z Centralnych Warsztatów Samochodowych?
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Totek (19 punktów) | >>Pytam raz jeszcze o czym bredzisz??? >Pytam np. o to jak to było z samochodem CWS T-1? Czy Polski Fiat 508 był lepszy od rodzimej konstrukcji z Centralnych Warsztatów Samochodowych? > Chłopcze idź się doucz czytać. Widocznie potrzebujesz więcej nauki, by zrozumieć co jest tematem tego wątku.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 Šemū' el Lönneberg (1919 punktów) (zablokowany) | >Chłopcze idź się doucz czytać. Widocznie potrzebujesz więcej nauki, by zrozumieć co jest tematem tego wątku. Tematem tego wątku są "bzdury na temat cudowności Beskida, Warszawy 210, Coupe 1100 i podobnych PRLowskich ulep które nie miały szansy na produkcje", a ja pytam jak to było przed PRLem tj. czy w tamtym okresie też istniały "cudowne projekty" polskiej myśli technicznej. Jeśli nie wiesz to nie odpowiadaj. Zapytam kogoś innego.
|
|
| | | | | | | |  | | Totek (19 punktów) | >>Chłopcze idź się doucz czytać. Widocznie potrzebujesz więcej nauki, by zrozumieć co jest tematem tego wątku. >Tematem tego wątku są "bzdury na temat cudowności Beskida, Warszawy 210, Coupe 1100 i podobnych PRLowskich ulep które nie miały szansy na produkcje", a ja pytam jak to było przed PRLem tj. czy w tamtym okresie też istniały "cudowne projekty" polskiej myśli technicznej. Jeśli nie wiesz to nie odpowiadaj. Zapytam kogoś innego.
Załóż sobie osobny watek na ten temat i nie troluj w tym.
CWS1 a Fiata 508 dzieli ponad dekada w produkcji i ze dwie dekady w technologii. Konkurentem Fiata miał być PZInż Lux Sport, ale był od niego kilka razy droższy - więcej - był droższy nawet od amerykańskich samochodów tej samej klasy sprowadzanych do Polski.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 Šemū' el Lönneberg (1919 punktów) (zablokowany) | >>Chłopcze idź się doucz czytać. >Załóż sobie osobny watek na ten temat i nie troluj w tym. Już rozumiem twoje argumenty.
|
|
|  | 2 na 4 | Paolo Monstro (6146 punktów) | Odp: Jak to z Beskidem było http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,755 | >Generalnie to bredzisz jak potłuczony Paolo. Nie jestem nieomylny, jednak podałem listę argumentów, których Ty nie zaatakowałeś.
Twierdzę, że gospodarka PRL była nisko innowacyjna i oferowała b. niską jakość, podałem przykłady i sam to po części opisałeś. Podałem Ci też moją opinię o powodach. Co tu jest 'generalnym bredzeniem' ?
>Tak się składa, że te innowacyjne samochody francuskie były innowacyjne dlatego ze były państwowe ...Więc nie wyskakuj tą pseudoliberalną zaśpiewką szmatokapitalistów, którzy zdeindustrializowali gospodarkę PRLowską, ...To trzeba było zniszczyć, bo inaczej szmatoliberałowie nie porządziliby zbyt długo.
To jest inny temat niż innowacyjność ale w ekonomii przyjmuje się, że przedsiębiorstwo publiczne jest 60% mniej wydajne niż prywatne. Jest to obserwacja efektu na wielu przedsiębiorstwach - nie oznacza to, że nie może istnieć wydajne przedsiębiorstwo publiczne. Francuski model nie opiera się na ingerencji w zarządzenie przedsiębiorstwem ale na wyznaczaniu kierunków - rząd francuski stawia priorytety i motywuje (np. finansowo) sektor prywatny do działania w jakimś kierunku - np. teraz jest to energia odnawialna. To NIE JEST ten sam model co w PRLu i nie oznacza, że państwo rządzi w przedsiębiorstwach. Model francuski nie jest adekwatnym przykładem dla PRL.
>Nie ma to nic wspólnego z takim czy innym ustrojem politycznym, a już na pewno nic z własnością kapitału. To jest Twoja opinia tylko, nie wiem skąd bierzesz pewność siebie- możesz podać jakieś argumenty?
>>Polscy inżynierowie mieli potencjał (dobre podstawy teoretyczne, które nie zmieniają się aż tak szybko)
>Guzik mieli a nie potencjał.
Próbujesz dowieść, że nie byli w stanie wykonywać pracy inżyniera?
Porównaj sobie programy politechniki polskiej do lat 90tych, z uniwersytetami w UK na przykład. Zależy to od kierunku i konkretnej szkoły ale w UK raczej będziesz miał znacznie większą specjalizację i dużo mniej ogólnej teorii i mniej godzin wykładowych. W Polsce będziesz miał dużo więcej matematyki, podstaw teoretycznych ale będzie problem z aktualnymi technologiami. Matematyka w PRL stała na lepszym poziomie niż w Europie Zachodniej. Matura z matematyki w PRL była na poziomie niejednego uniwerka w UK. Matematyka nie była nawet przedmiotem obowiązkowym w szkole średniej w UK (jedynie 1 rok). W efekcie absolwent brytyjski był lepiej przygotowany do natychmiastowej pracy ale znał mniej teorii. Rekrutacja w systemie anglosaskim opiera się na testach, które próbuja zbadać jak szybko i detalicznie znasz jeden konkretny wyrywek tematu ale nie testuje niczego 'głębiej' czy rozumiesz to co robisz.
Mówiąc 'potencjał' mam na myśli zdolność do innowacyjności. Technologia się zmienia szybko, teoria zmienia się dużo wolniej a (prawie) każda nowa technologia jest jakąś implementacją starszej teorii. Dlatego polscy inżynierowie mieli podstawy teoretyczne do zrozumienia i wykorzystania nowych technologii, mieli też zdolność tworzenia technologii. Barierą była nieznajomość języków obcych i inne problemy, które wymieniłem. Dobrą ilustracją potencjału polskich inżynierów są mistrostwa świata w programowaniu. Dopóki odbywały się w systemie anglosaskim królował tam Harvard. Po otwarciu na świat polskie uniwerytety zajmowały wielokrotnie miejsce na podium i biły Harvard, nadal są w czołówce choć podium to Rosja i Chiny. Mimo tego, większość nowych technologii w IT rozwija się w firmach amerykańskich. Nawet tych, których źródło jest w Europie.
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
| |  | | Totek (19 punktów) | >>Generalnie to bredzisz jak potłuczony Paolo. >Podałem Ci też moją opinię o powodach. >Co tu jest 'generalnym bredzeniem' ?
Bredzeniem jest twoja opinia o powodach. Generalnie wzięta z dupy albo z wprawki do pracy magisterskiej studenta SGPiS noszącego teczkę za Balcerowiczem czyli Rysia Petru.
Gospodarka była zamknięta, pieniądz niewymienialny, brak rynku zbytu wewnętrznego. Więc innowacyjność była mitem. Nie ma to nic wspólnego ze struktura własności środków produkcji, a nawet z takim czy innym ustrojem. Po prostu państwo nie rozwijało gospodarki bo jedynym dużym rynkiem zbytu był rosyjski rynek surowcowy, a wymiana produktów za surowce mimo wszystko była ograniczona. Musielibyśmy sprzedawać rosyjską ropę na zachód wtedy byłoby to opłacalne, ale produkowanie za sama ropę było niemożliwe.
Produkcja rozwijała się tam gdzie były licencje spłacane na zachód wyrobami. Ale nadal nie było w tym miejsca na realizacje własnych pomysłów rynkowych. Wiec kadra była taka jak ten przemysł - masowa i byle jaka. PRL w latach 70. stał się takimi Chinami Europy.
Potem kapitał przeniósł produkcje na wschód PRL był już nie potrzebny zachodowi. W latach 80. nałożono embargo technologiczne i potem już zaczęła się bieda z nędza jeśli chodzi o rozwój elektroniki czy motoryzacji.
|
|
| | |  | 4 na 6 | Paolo Monstro (6146 punktów) | >>>Generalnie to bredzisz jak potłuczony Paolo. >>Podałem Ci też moją opinię o powodach. >>Co tu jest 'generalnym bredzeniem' ? >Bredzeniem jest twoja opinia o powodach. Generalnie wzięta z dupy albo z wprawki do pracy magisterskiej studenta SGPiS noszącego teczkę za Balcerowiczem ...
Widzę, że wolisz kogoś zwyzywać zamiast zaatakować argumenty - które podałem w postaci listy i wystarczyło na nie odpowiedzieć. Być może wyzwiska to jedyny sposób w jaki umiesz 'dyskutować'.
Nie mam czasu ani chęci na pyskówki -musisz poszukać sobie innego 'partnera' do wyzwisk. Z tego co zauważyłem jest tu trochę nastolatków zaprawionych w takich potyczkach.
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
| | | |  | 1 na 1 | niestadny (2492 punktów) |
> Nie mam czasu ani chęci na pyskówki -musisz poszukać sobie innego 'partnera' do wyzwisk. Z tego co zauważyłem jest tu trochę nastolatków zaprawionych w takich potyczkach.Sorry, ale będę adwokatem diabła. Gdzie wyzywanie? Wyraził jedynie opinię o Twojej opinii, nazywając ją bredzeniem, przechodząc następnie do argumentów, do których z kolei Ty nie zechciałeś się odnieść, skupiając się na domniemanym wyzywaniu. Gratuluję zgrabnego uniku, hehe. 
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | |  | 1 na 3 | Paolo Monstro (6146 punktów) | > >Nie mam czasu ani chęci na pyskówki -musisz poszukać sobie innego 'partnera' do wyzwisk. Z tego co zauważyłem jest tu trochę nastolatków zaprawionych w takich potyczkach.> Sorry, ale będę adwokatem diabła. Gdzie wyzywanie?Tutaj: Cytat:Więc nie wyskakuj tą pseudoliberalną zaśpiewką szmatokapitalistów, którzy zdeindustrializowali gospodarkę PRLowską, tylko po to by mogli rządzić tak długo. Bez likwidacji wielkich zakładów pracy już w 1993 roku III RP by się skończyła, bo szmatoliberałów pod wezwaniem Balcerowicza...
Nie masz pojęcia o czym, a już na pewno nie na podstawie "obserwacji" tylko teoretyzowania różnych durniów liberalnych, którzy zajmowali się propagandą sukcesu w latach 90. Nieszczęściem są właśnie takie lemingi łykające jakieś bzdurne uzasadnienia pseudonaukowców, piszących o pseudo-gospodarce i podniecający się pseudo-inżynierami oraz ich pseudo-wynalazkami. Gawiedź łyka te pierdoły, bo przeciętny czytelnik jest zwyczajnie za głupi żeby odróżnić wynalazek od manii wynalazczej.
pryszczaci specjaliści od techniki po ZPT w gimnazjum pierdzielą koszopały ... Ten człowiek (Totek) nie podał kontr-argumentów na moje argumenty (upolitycznienie, niska jakość klasy robotniczej/picie w pracy/kradzieże/fuchy/olewactwo, brak zachęty rynkowej do innowacyjności, wysoki poziom ogólnych teorii na studiach magisterskich { w PRL na politechnice nie dało się studiować 3 /3.5 roku}, brak nowoczesnych technologii i możliwości komunikacji /znajomości języków, niższa wydajność przedsiębiorstw publicznych) w zamian za to podaje argumenty lub własne, nie poparte argumentami opinie w innej dyskusji (co mogę akurat zaakceptować). Problemem, który odbiera mi chęć dyskusji, jest atak mnie i na ludzi mających inną opinię (lemingi, szmatoliberałowie, 'bredzący' , 'nie mający pojęcia') a nawet założenia dot. moich doświadczeń czy edukacji. (nie jestem mistrzem ekonomii ani nie pracowałem w wielu zakladach PRL ale nie widzę powodu dyskutowania z Totkiem wartości moich dyplomów czy prawdziwości moich doświadczeń w PRL). (Marko)Ekonomia to nie jest teoria matematyczna ale zbiór zalożeń i przypuszczeń nt zachowania mas ludzkich. Nie da się niczego dowieść odnośnie rzeczywistości. Można dowodzić czegoś w ramach jakiegoś konkretnego założenia teoretycznego (np. monetaryzm) ale nie wiadomo czy to założenie jest prawdziwe a raczej nie wiadomo kiedy przestanie być uznawane za prawdziwe. Dlatego obrażanie, czy wyśmiewanie kogoś za jego opinie jest naiwne, bo żadna ze stron nie znajdzie żelaznych argumentów. Ja dyskutuję na forum dla przyjemności i tylko gdy mam na to czas. Religijne pyskówki nt lemignów, szmatoliberałów i mojego 'bredzenia' mi przyjemności nie sprawiają. Nie zależy mi na zmianie opinii Totka. Nie mam na to czasu ani chęci - zresztą z wypowiedzi nie wygląda na człowieka, gotowego do zmiany opini na podstawie argumentów ale raczej na rozemocjonowanego, religijnego wyznawcę jakiejś opinii. Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
| | | | | |  | 1 na 3 | Totek (19 punktów) |
> Tutaj:> Cytat:Więc nie wyskakuj tą pseudoliberalną zaśpiewką szmatokapitalistów, którzy zdeindustrializowali gospodarkę PRLowską, tylko po to by mogli rządzić tak długo. Bez likwidacji wielkich zakładów pracy już w 1993 roku III RP by się skończyła, bo szmatoliberałów pod wezwaniem Balcerowicza... >Nie masz pojęcia o czym, a już na pewno nie na podstawie "obserwacji" tylko teoretyzowania różnych durniów liberalnych, którzy zajmowali się propagandą sukcesu w latach 90. Nieszczęściem są właśnie takie lemingi łykające jakieś bzdurne uzasadnienia pseudonaukowców, piszących o pseudo-gospodarce i podniecający się pseudo-inżynierami oraz ich pseudo-wynalazkami. >Gawiedź łyka te pierdoły, bo przeciętny czytelnik jest zwyczajnie za głupi żeby odróżnić wynalazek od manii wynalazczej. > pryszczaci specjaliści od techniki po ZPT w gimnazjum pierdzielą koszopały ... > Ten człowiek (Totek) nie podał kontr-argumentów na moje argumenty (upolitycznienie, niska jakość klasy robotniczej/picie w pracy/kradzieże/fuchy/olewactwo, brak zachęty rynkowej do innowacyjności, wysoki poziom ogólnych teorii na studiach magisterskich { w PRL na politechnice nie dało się studiować 3 /3.5 roku}, brak nowoczesnych technologii i możliwości komunikacji /znajomości języków, niższa wydajność przedsiębiorstw publicznych) w zamian za to podaje argumenty lub własne, nie poparte argumentami opinie w innej dyskusji (co mogę akurat zaakceptować). Problemem, który odbiera mi chęć dyskusji, jest atak mnie i na ludzi mających inną opinię (lemingi, szmatoliberałowie, 'bredzący' , 'nie mający pojęcia') a nawet założenia dot. moich doświadczeń czy edukacji (nie jestem mistrzem ekonomii ani nie pracowałem w wielu zakladach PRL ale nie widzę powodu dyskutowania z Totkiem wartości moich dyplomów czy prawdziwości moich doświadczeń w PRL).> Pozdrawiam> Paolo Monstro> Wyłożyłem Ci powody dla których gospodarka PRLu była taka a nie inna. I to były kontrargumenty na Twoje brednie dotyczące porównywania efektywności gospodarki na podstawie struktury własności. Opowiadanie o niskiej jakości "klasy robotniczej" zacofaniu technologicznym itp. itd to jest opowiadanie o SKUTKACH, a nie o PRZYCZYNACH tego stanu rzeczy. Jako PRZYCZYNĘ wymieniłeś niską efektywność gospodarki państwowej względem prywatnej. Dlatego odpisałem Ci że BREDZISZ powtarzając slogany propagandowe Balcerowicza i jego kolesi neo-liberalnych z SGPiS z lat 90. To jest poziom Ryszarda Petru. Gospodarki europejskie i dalekowschodnie rozwijały się dzięki interwencji państwa i inwestycjom państwowym. Wiec brednie Balcerowicza można sobie o kant d... potłuc....... PRL był słaby ekonomicznie przez narzucenie sowieckiej ideologii, uzależnienie surowcowe i polityczne od ZSRR i wrzucenie Polski do zamkniętego sytemu demoludów porządku jałtańskiego. A nie dlatego, że przedsiębiorstwa były państwowe. W II RP też były państwowe przedsiębiorstwa - były one większe, podejmowały wszystkie wielkie inwestycje, których prywatne by nie robiły albo twierdziły, że się im nie opłaca. ....... Podobnie jest obecnie - dziesięć lat temu minister ówczesny Lewandowski chciał sprzedać KGHM za 300mln USD - dzisiaj z jednego podatku od kopalin KGHM odprowadza 2,4mld zł i osiąga 5mld zł. zysku, PLL LOT miało być sprzedane za złotówkę Lufthansie z powodu nierentowności - dzisiaj przewoźnik osiąga zyski i odzyskuje utracone rynki i tak dalej. Wystarczyło zmienić władze na taką, która nie szkodzi. ...... Przyczyna słabej sytuacji gospodarczej PRL była analogiczna - zła władza, podległa Moskwie, zależność gospodarcza i militarna od mocarstwa, nastawienie gospodarki na zbrojenia przy braku zewnętrznych rynków zbytu z powodu izolacji politycznej wschodu z zachodem. Dla kogo miał się w PRL rozwijać przemysł samochodowy jeżeli władza nie robiła planu inwestycji w tę dziedzinę bo ważniejszy był przemysł ciężki produkujący czołgi, maszyny górnicze, statki morskie. Produkowano to co było niezbędne dla wojska i nie mogło być sprowadzone z ZSRR albo było mu potrzebne a nie można było sprowadzić z zachodu (głównie ze względu na niewymienialność złotówki)- dlatego rozwinęły np. polskie półprzewodniki CEMI. Dopiero E.Gierek nieco otworzył rynek ale na zasadzie "przerobu" (bardzo popularnej metody do tej pory w Bangladeszu). Na trochę wyższym poziomie bo spłacania licencji produkowanymi wyrobami (do dzisiaj analogicznie rozlicza się cenę prac B+R z JBRami - zapłata za koszty z ceny sprzedaży produktów). Czyli nic, co byłoby wymyślone w Polsce nie miało szansy eksportu na zachód, a na wschód można było tylko sprzedawać za rozliczenia wzajemne. Co PRL mogło robić dostając w zamian tanią ropę, jeżeli nie mogło za nią kupić nic na zachodzie??? Geopolityka pojałtańska TO JEST PRZYCZYNA słabego rozwoju gospodarki i rynku konsumpcyjnego w PRL. A to co Ty opisujesz, to już są jej skutki.
|
|
| | | |  | -2 na 2 | Totek (19 punktów) | >>>>Generalnie to bredzisz jak potłuczony Paolo. >>>Podałem Ci też moją opinię o powodach. >>>Co tu jest 'generalnym bredzeniem' ? >>Bredzeniem jest twoja opinia o powodach. Generalnie wzięta z dupy albo z wprawki do pracy magisterskiej studenta SGPiS noszącego teczkę za Balcerowiczem ... >Widzę, że wolisz kogoś zwyzywać zamiast zaatakować argumenty - które podałem w postaci listy i wystarczyło na nie odpowiedzieć. Być może wyzwiska to jedyny sposób w jaki umiesz 'dyskutować'. >Nie mam czasu ani chęci na pyskówki -musisz poszukać sobie innego 'partnera' do wyzwisk. Z tego co zauważyłem jest tu trochę nastolatków zaprawionych w takich potyczkach. >Pozdrawiam >Paolo Monstro > Odpowiedziałem Ci we wpisach powyżej - już dwa razy. Na trudności ze zrozumieniem pisanego Ci nie poradzę.
|
|
| |  | | Totek (19 punktów) | >To jest inny temat niż innowacyjność ale w ekonomii przyjmuje się, że przedsiębiorstwo publiczne jest 60% mniej wydajne niż prywatne. Jest to obserwacja efektu na wielu przedsiębiorstwach - nie oznacza to, że nie może istnieć wydajne przedsiębiorstwo publiczne. Francuski model nie opiera się na ingerencji w zarządzenie przedsiębiorstwem ale na wyznaczaniu kierunków - rząd francuski stawia priorytety i motywuje (np. finansowo) sektor prywatny do działania w jakimś kierunku - np. teraz jest to energia odnawialna. To NIE JEST ten sam model co w PRLu i nie >
GDZIE SIĘ PRZYJMUJE??? Chyba na SGPiSie u Balcerka i na wykładach w gazecie wyborczej. Zacznijmy od tego że do zmierzenia wydajności trzeba najpierw użyć porównywalnych wskaźników, a takie nie istnieją bo gospodarki socjalistyczna i kapitalistyczna były od siebie mocno odseparowane i miały też inne priorytety. PP nie miało właściciela osobowego i w gospodarce zamkniętej nie musiało tworzyć i dzielić zysku, samo swoją działalnością już realizowało niektóre cele budżetowe. Było w tym bardziej wydajne od prywatnego, które musiałoby zarobić jeszcze na właściciela kapitału.
Rząd francuski nie wyznaczał tylko interweniował bezpośrednio lub pośrednio w gospodarkę tworząc własne firmy lub zasilając je przez fundusze i zamówienia publiczne - jak zresztą każdy rząd w powojennej Europie. Koreańczycy na bezpośrednich inwestycjach konsorcjów państwowo-militarnych i programie budowy mieszkań wytworzyli dobrobyt i zbudowali cały przemysł samochodowy. A ich programy socjalne wykraczały o kilka długości od tego co było w PRLu. Nie wspominając o modelu skandynawskim, który na socjale wyciągnął te gospodarki z biedy.
Na ten temat bredzisz. Nie masz pojęcia o czym, a już na pewno nie na podstawie "obserwacji" tylko teoretyzowania różnych durniów liberalnych, którzy zajmowali się propagandą sukcesu w latach 90. Nieszczęściem są właśnie takie lemingi łykające jakieś bzdurne uzasadnienia pseudonaukowców, piszących o pseudo-gospodarce i podniecający się pseudo-inżynierami oraz ich pseudo-wynalazkami. Gawiedź łyka te pierdoły, bo przeciętny czytelnik jest zwyczajnie za głupi żeby odróżnić wynalazek od manii wynalazczej.
Konstruktorzy samochodów z OBRów przy FSM, FSO zajmowali się tworzeniem konceptów, które nigdy nie miały być skierowane do produkcji. I wychodziło im to również słabo. Ale zgnębiony naród łykał ich newsy reklamowe z cyklu "Polak potrafi", bo każdy chce się poczuć lepiej.
Beskid nie był opatentowany - nie było w nim nic do opatentowania, a Reanult nie skopiował go bo nie musiał i sam miał lepsze prototypy już wcześniej.
Zderzak łagiewki nie jest odkryciem i działa gorzej od każdego innego zderzaka, Turbinka Kowalskiego nie obniża lecz podwyższa spalanie. Warszawy 210 nie ukradli "ruskie" bo skopiować Forda Falcona potrafili sami... I tak dalej
|
|
|  | 2 na 4 | Paolo Monstro (6146 punktów) | >Co do kolorowej TV to pierwszymi były Rubiny wprost z Rosji a potem produkowane w Polsce - i był to system kineskopu Philipsa. Telewizor był koszmarnie drogi ale nawet kolega mojego ojca - zwykły robol, mechanik na przędzalni, był w stanie go kupić. W 1974 roku miał taki TV. Miał tez pralkę automatyczną Polar ...
Jak dobrze znasz realia PRLu? Być może Twój znajomy mechanik na przędzalni miał Rubina ale to nie był standard w 1974 roku. TV był drogi (ok roku średnich dochodów). Cena była i tak sztucznie zaniżona ale dodatkową barierą była dostępność. Nie zapominaj też, że rozpiętość dochodów była niewielka a robotnicy mieli jeszcze dodatkowo możliwość kradzieży (lub robienia fuch sprzętem i materiałami zakładowymi) więc 'zwykły mechanik na przędzalni' nie znaczy tego samego co dzisiaj. Robotnika było stać na pralkę - przy jakimś wysiłku mógł ją załatwić, zwłaszcza jak miał znajomą w sklepie ale to nie znaczy, że pralka była nowocześniejsza niż w Niemczech!
Co do Rubina - to mówisz poważnie? Nie użyłem tego argumentu bo nie był to produkt polski ale skoro Ty go podajesz to się ustosunkuję:
To był przestarzały, lampowo-transystorowy TV produkowany w Posce na licencji ZSRR (714p), posiadał wielkie gabaryty i masę (w wyniku egzotycznych rozwiązań zasilania - wielki, ciężki tranformator na wiele napięć), o bardzo wysokiej awaryjności (znany np. z palenia się bo wysokie napięcia do zasilania lamp, podwawane na potencjometry ceramiczne generowały często łuk elektryczny, który w połączeniu z kurzem i papierową izolacją = pożar). Jest to doskonały przykład niskiej jakości i zacofania gospodarki - w tym przypadku radzieckiej. Rubin był telewizorem bardziej przestarzałym niż polskie Neptuny czy Jowisze! Co do kineskopu to na 100% nie był produkowany przez Philipsa, co najwyżej mógł być zerżnięty od Philipsa. Philips był liderem w produkcji kineskopów. Kineskopy w Rubinach były bardzo awaryjne, przestarzałe typu delta (w odróżnieniu od nowszych Neptunów, które miały już kineskopy typu PIL), pracowały z wyjątkowo wysokim napięciem co dodatkowo zwiększało liczbę zagrożeń - zapytaj jakiegokolwiek starszego serwisanta - RUBIN i ELEKTRON to były najniebezpieczniejsze TV. B. powszechnym problemem w tych kineskopach była też zbieżność kolorów - nie widziałeś 1 kolorowej lini tylko 3 kolory obok siebie. Skąd wytrzasnąłeś te informacje - zamiast atakować moje argumenty jeszcze je wzmacniasz 'wyjeżdżając' z Rubinem? I do tego absurdalnie twierdzisz, że 'bredzę' ?
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
| |  | | Totek (19 punktów) | >>Co do kolorowej TV to pierwszymi były Rubiny wprost z Rosji a potem produkowane w Polsce - i był to system kineskopu Philipsa. Telewizor był koszmarnie drogi ale nawet kolega mojego ojca - zwykły robol, mechanik na przędzalni, był w stanie go kupić. W 1974 roku miał taki TV. Miał tez pralkę automatyczną Polar ... >Jak dobrze znasz realia PRLu? Być może Twój znajomy mechanik na przędzalni miał Rubina ale to nie był standard w 1974 roku. TV był drogi (ok roku średnich dochodów). Cena była i tak sztucznie zaniżona ale dodatkową barierą była dostępność. Nie zapominaj też, że rozpiętość dochodów była niewielka a robotnicy mieli jeszcze dodatkowo możliwość kradzieży (lub robienia fuch sprzętem i materiałami zakładowymi) więc 'zwykły mechanik na przędzalni' nie znaczy tego samego co dzisiaj. Robotnika było stać na pralkę - przy jakimś wysiłku mógł ją załatwić, zwłaszcza jak miał znajomą w sklepie ale to nie znaczy, że pralka była nowocześniejsza niż w Niemczech! >Co do Rubina - to mówisz poważnie? Nie użyłem tego argumentu bo nie był to produkt polski ale skoro Ty go podajesz to się ustosunkuję: >To był przestarzały, lampowo-transystorowy TV produkowany w Posce na licencji ZSRR (714p), posiadał wielkie gabaryty i masę (w wyniku egzotycznych rozwiązań zasilania - wielki, ciężki tranformator na wiele napięć), o bardzo wysokiej awaryjności (znany np. z palenia się bo wysokie napięcia do zasilania lamp, podwawane na potencjometry ceramiczne generowały często łuk elektryczny, który w połączeniu z kurzem i papierową izolacją = pożar). Jest to doskonały przykład niskiej jakości i zacofania gospodarki - w tym przypadku radzieckiej. Rubin był telewizorem bardziej przestarzałym niż polskie Neptuny czy Jowisze! Co do kineskopu to na 100% nie był produkowany przez Philipsa, co najwyżej mógł być zerżnięty od Philipsa. Philips był liderem w produkcji kineskopów. Kineskopy w Rubinach były bardzo awaryjne, przestarzałe typu delta (w odróżnieniu od nowszych Neptunów, które miały już kineskopy typu PIL), pracowały z wyjątkowo wysokim napięciem co dodatkowo zwiększało liczbę zagrożeń - zapytaj jakiegokolwiek starszego serwisanta - RUBIN i ELEKTRON to były najniebezpieczniejsze TV. B. powszechnym problemem w tych kineskopach była też zbieżność kolorów - nie widziałeś 1 kolorowej lini tylko 3 kolory obok siebie. Skąd wytrzasnąłeś te informacje - zamiast atakować moje argumenty jeszcze je wzmacniasz 'wyjeżdżając' z Rubinem? I do tego absurdalnie twierdzisz, że 'bredzę' ? >Pozdrawiam >Paolo Monstro
Temat jest o Beskidzie i pieprzeniach ze francuzi go skopiowali. A Ten znowu o Rubinie.
Tak miał Rubina rosyjskiego i nie musiał kraść wystarczyło ze nie chlał i wziął kredyt z zakładu pracy. Tak popsuł mu się dwa razy i dwa razy był wymieniony. Za trzecim razem na polskiego a za czwartym na Rubina 202p który był już polski. Rubina 202p miał mój ojciec i nie było to nic innego jak Neptun czy Jowisz - Neptuna miał w tym czasie ojciec mojego kolegi. W czasach Rubina 714 nikt nie słyszał jeszcze o Jowiszach, a zbieżność była do dupy nawet w Sony z 1990 roku produkcji irlandzkiej.
I co to ma do tematu pierdzielenia koszopałów na temat Beskida???
|
|
 | | Totek (19 punktów) |
>Polscy inżynierowie mieli potencjał (dobre podstawy teoretyczne, które nie zmieniają się aż tak szybko)
Guzik mieli a nie potencjał. Żyli dobrze tylko dzięki temu ze Państwo dawało im jakieś robótki, a oni udawali że coś innowacyjnego wykonują. W czasach PRL każdy większy zakład musiał na przykład zatrudniać plastyka i płacić mu za dzieła które wykonywał. Dlatego w biurowcach socjalistycznych zakładach pracy stały jakieś nowoczesne rzeźby czy instalacje naścienne. Tak samo wyglądała ta innowacyjność w ośrodkach badawczo-rozwojowych fabryk samochodów. Inżynierowie i styliści języki znali, wystarczająco żeby pracować dla Fiata, BMW czy Jaguara i ich fabryk na całym świecie. Ale stylistyka samochodowa to żadna wielka dziedzina przemysłu a najwyżej marketingu - typowe handełe.
>Większość nowoczesności kopiowaliśmy po prostu z zachodu. W przeciwieństwie jednak do Japończyków (którzy też tak zaczynali) nigdy nie zdołaliśmy opanować jakości ani myśli technicznej do tego stopnia by prześcignąć mistrza. >Pozdrawiam >Paolo Monstro >
Japończycy mieli rynek zbytu w USA i Europie i osiągnęli to także dzięki interwencji państwowej w gospodarkę a nie mitycznemu wolnemu rynkowi. PRL też produkował dobrze tam gdzie miał otwarty rynek zbytu - czyli na wyroby licencyjne
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|