W propagandzie przedsiębiorstwa holokaust - istotną rolę odgrywa wątek powojennego antysemityzmu Polaków. Według obowiązującej ciągle kliszy propagandowej, Polacy po zakończeniu II wojny nadal przejawiali skrajny antysemityzm - pomimo faktu holokaustu, który dopiero co miał miejsce "na ich oczach". Przejawem owego, nadal utrzymującego się antysemityzmu, były liczne zabójstwa i pogromy Żydów, którzy mieli być mordowani przez Polaków li tylko i wyłącznie z powodu ich etnicznego pochodzenia. Rzecz jasna zdarzenia jak wyżej mogły mieć miejsce - jednakże nie występowały w żadnym wypadku w skali masowej. Zabójstwa Żydów w tym okresie były skutkiem rozpowszechnionej po wojnie "bandyterki" (która tak samo jak Żydów uderzała też przedstawicieli innych nacji zamieszkujących Polskę) oraz likwidowania przez podziemie bardzo licznych Żydów - reprezentantów reżimu komunistycznego - przy czym w tym drugim wypadku przesłanką likwidacji nie była taka czy inna narodowość delikwenta, tylko jego ideologiczny profil.
Przykładem zakłamania panującego w tym względzie jest tzw. "pogrom w Parczewie", który miał mieć miejsce w lutym 1946 roku. W rzeczywistości oddział WiN-u zajął miasteczko i zlikwidował trzech Żydów - najbardziej zatwardziałych komunistów. W trakcie walki zginął Polak - plutonowy milicji. Nikomu spośród pozostałych ponad 170 - ciu Żydów zamieszkujących miejscowość - włos z głowy nie spadł, który to fakt przesądza o braku podstaw do kwalifikowania zdarzenia jak wyżej w kategoriach pogromu.
Zainteresowanych problemem odsyłam do podlinkowanego materiału.
"Po przejściu frontu i przegnaniu niemieckiego okupanta, ocaleni z niemieckiego Holokaustu Żydzi znaleźli się na uprzywilejowanym miejscu. Część z nich (często byłych partyzantów AL.) mocno włączyła się w umacnianie władzy ludowej. Kilkudziesięciu Żydów z Parczewa tworzyło uzbrojoną grupę samoobrony miasteczka, współdziałającą z UB i MO. Dochodziło do tego, że Żydzi ci chodzący zwykle z bronią w ręku, nie podlegali praktycznie żadnej władzy i mogli bezkarnie szkalować Polaków i grabić ich mienie. Nawet miejscowy komunistyczny starosta z Włodawy kilkakrotnie zwracał swym przełożonym na to uwagę. Pisał m. in., że Żydzi opanowali całkowicie miejscowy handel (handlując nielegalnie), że "wdzierają się" do MO, że "podszywają pod miano partyzantów".
I w dalszej części: ) wielu Żydów, nie należących do kadr Milicji Obywatelskiej, afiszuje się posiadaniem broni palnej, kiedy element polski nawet nie myśli o potrzebie uzbrojenia dla własnego bezpieczeństwa. (...) Ludność żydowska jest zupełnie obojętna na sprawy ogólnopaństwowe i społeczne. Interes osobisty i pogoń za pieniądzem prawie wyłącznie wypełnia jej treść działalności."
Do poakowskiej konspiracji również dochodziły głosy Polaków skarżących się na bezprawne działanie komunistycznych żydowskich bojówkarzy z Parczewa. Konflikt od dłuższego czasu wisiał na ostrzu noża i akcja, która rozegrała się zimowym popołudniem 5 lutego 1946 r. nie powinna być dla żadnej ze stron zaskoczeniem. Do takich wniosków można dojść chłonąc kolejne strony tej pasjonującej opowieści.
Po zapoznaniu się z recenzowaną pozycją książkową, należy bezwzględnie odrzucić propagandowy slogan o pogromie Żydów w Parczewie. Partyzanci WiN pod dowództwem Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" wpadli do miasteczka nie po to, by wymordować w nim Żydów (zginęło zaledwie trzech spośród 178 żydowskich mieszkańców), lecz aby ukarać nazbyt gorliwych komunistycznych funkcjonariuszy oraz pokazać miejscowym Polakom, że walka z Bolszewią ciągle trwa."
historia.o(*)tego-1946-r-m-bechta-recenzja/