 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Świat
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-04-2018 19:18 | Morvoren (311 punktów) | Save Alfie Evans
1 na 1 | #SaveAlfieEvans. Tysiące komentarzy rozemocjonowanych osób na bardziej lub mniej znanych portalach internetowych, masowy spaming - głównie Polaków - na facebook'owych stronach rodziny królewskiej, tudzież brytyjskich polityków. Czuwania modlitewne, protesty w prawie każdym wojewódzkim mieście w kraju, misie pod brytyjskim konsulatem, ambasadą (...) Bardzo dosadne - choć w moim odczuciu nie niosące za sobą nic rzeczowego - hasła o lekarzach mordercach, masońskich, gejowskich sędziach, których jedyną przyjemnością jest "skazywanie na tortury i śmierć niewinnych dzieci". Szum ogromny, jednak poza emocjonalnymi i jakże romatycznymi hasłami - żadnych konkretów. Nie rozumiem. Od czego chce URATOWAĆ świat Alfie'go Evans'a? Czy ktokolwiek z protestujących miał wgląd do dokumentacji medycznej? Pomijając portale o zabarwieniu tak zwanym prawicowym, czy też portale katolickie, nawet na WP, czy też na ONECIE można przeczytać jedynie romantyczne wywody o cierpiącym chłopcu i walecznych rodzicach, bez podania faktów, bądź też ograniczenia ich do minimum. Jedynie udało mi się znaleźć na portalu tvn24 informację, iż "Mózg chłopca składa się teraz praktycznie tylko z wody i płynu mózgowo-rdzeniowego. ( www.tvn24.pl)" oraz, że postępujące zmiany degenaryjne mózgu są nieodwracalne, a za oddychanie odpowiada jedynie rdzeń przedłużony, który nie spełnia żadnej funkcji, która byłaby odpowiedzialna za towrzenie ludzkiej świadomości, bądź też ŚWIADOMEGO odbierania bodźców. Moim zdaniem to, co robią obecnie lekarze z Alder Hey to uporczywa terapia. Szpital we Włoszech, także zaproponował jedynie opiekę paliatywną. Nikt nie dał przecieź we Włoszech gwarancji, że chłopca da się WYLECZYĆ! Bardzo chciałabym podjąć dyskusję z osobami, które mają choćby minimalne pojęcie o medycynie, bądź potrafią wyciągnąć z zaistniałej - jakże dramatycznej sytuacji - racjonalne wnioski. Byłabym bardzo wdzięczna. Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
8 na 8 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Dziś właściwie każde życie można podtrzymywać dowolnie długo. To rodzi nieznane problemy. Przerwanie uporczywej terapii nie jest problemem katolickim, gdyż w Katechizmie z 1983 a więc wprowadzonym przez Jana Pawła II mamy pełne uzasadnienie przerwania uporczywej terapii: Cytat:2278 Zaprzestanie zabiegów medycznych kosztownych, ryzykownych, nadzwyczajnych lub niewspółmiernych do spodziewanych rezultatów może być uprawnione. Jest to odmowa "uporczywej terapii". Nie zamierza się w ten sposób zadawać śmierci; przyjmuje się, że w tym przypadku nie można jej przeszkodzić. Decyzje powinny być podjęte przez pacjenta, jeśli ma do tego kompetencje i jest do tego zdolny; w przeciwnym razie - przez osoby uprawnione, zawsze z poszanowaniem rozumnej woli i słusznych interesów pacjenta. Tutaj nie chodzi jednak o ten przypadek. Tutaj chodzi raczej o swoiste uwięzienie w szpitalu. Szpital ma podstawy do przerwania terapii - ok, przerywa. Ale jeśli rodzice nie podzielają tego przekonania i mają środki by na własną rękę zapewnić dalszą terapię, to ich prawo. Szpital powinien zwolnić dziecko, które rodzice będą dalej leczyć na własną rękę. Niezgoda na to uwolnienie jest jakimś kuriozalnym przypadkiem, który bardzo dużo złego zrobi dla wizerunku medycyny. I to jest problem. Dla mnie niezgoda na zwolnienie dziecka jest zupełnie niezrozumiała. Pojawiły się głosy, że ów szpital leczył go w dziwny sposób i może boją się ujawnienia dokumentacji medycznej innej placówce. Podsumujemy: nie powinno się kontynuować uporczywej terapii, jeśli są do tego mocne i pewne diagnozy medyczne. Ale nie powinno też się pozbawiać rodziców prawa do dalszej terapii, jeśli sami to zorganizują.
|
|
 | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
>Podsumujemy: nie powinno się kontynuować uporczywej terapii, jeśli są do tego mocne i pewne diagnozy medyczne. Ale nie powinno też się pozbawiać rodziców prawa do dalszej terapii, jeśli sami to zorganizują.
Z etologicznego punktu widzenia jest to zrozumiałe. Ludzkie dzieci są wyjątkowo trudne w chowaniu, więc instynkt opieki nad potomstwem jest u ludzi - na tle innych zwierzęcych form życia - wyjątkowo silny, bardzo mocno wpływając na ludzkie postawy w aspekcie poznawczym, emocjonalnym i behawioralnym. Instynkt opieki nad potomstwem w formie wysublimowanej przyjmuje w wielu religiach postać kultu.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
 | 1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Dziś właściwie każde życie można podtrzymywać dowolnie długo. To rodzi nieznane problemy. Przerwanie uporczywej terapii nie jest problemem katolickim, gdyż w Katechizmie z 1983 a więc wprowadzonym przez Jana Pawła II mamy pełne uzasadnienie przerwania uporczywej terapii:...<<
Primo: powinniśmy raczej mówić o podtrzymywaniu tylko pewnych funkcji życiowych. Ten Alfie to już może tylko służyć jako dawca organów do przeszczepów. To już nawet nie zombie. Secundo: JP-II sam zrezygnował z przedłużania leczenia, chociaż w jego wypadku to jeszcze była szansa na przeżycie jakiegoś czasu. Może więc patrząc na jego przykład ci wszyscy obrońcy życia za wszelką cenę przestali by wygłupiać się.
|
|
|  | 2 na 2 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Primo: powinniśmy raczej mówić o podtrzymywaniu tylko pewnych funkcji życiowych.
Nie powinniśmy mówić o żadnym podtrzymywaniu życia. Szpital może go odłączyć i nic nie podtrzymywać. Ale nie powinien zabraniać rodzicom podtrzymywać życia dziecka, jeśli sami to sobie organizują. Nie nasza to sprawa, jeśli nie z naszych pieniędzy.
>Secundo: JP-II sam zrezygnował z przedłużania leczenia, chociaż w jego wypadku to jeszcze była szansa na przeżycie jakiegoś czasu.
Racjonalna decyzja niezgody na bycie warzywem. Ale tutaj jednak mamy nieco odmienną sytuację.
|
|
| |  | 1 na 1 | Morvoren (311 punktów) |
>Nie powinniśmy mówić o żadnym podtrzymywaniu życia. Szpital może go odłączyć i nic nie podtrzymywać. Ale nie powinien zabraniać rodzicom podtrzymywać życia dziecka, jeśli sami to sobie organizują. Nie nasza to sprawa, jeśli nie z naszych pieniędzy. Z punktu widzenia stricte ekonomicznego jest to rozsądne. Jednak sędziowie stwierdzili, że dalsza terapia i ewentualny transport "nie leżą w interesie dziecka". Czyli dziecko mogłoby jeszcze bardziej cierpieć. Pytanie kluczowe brzmi lecz: Czy ono w ogóle jeszcze coś "czuje"? Myślę, że to jest meritum sprawy. Ja odpowiedzi na to pytanie nie znam...
|
|
| | |  | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Z punktu widzenia stricte ekonomicznego jest to rozsądne. Jednak sędziowie stwierdzili, że dalsza terapia i ewentualny transport "nie leżą w interesie dziecka".
Dla mnie jest to etycznie sprzeczne wyjaśnienie. Czy zagłodzenie dziecka w stanie wegetatywnym jest bardziej w jego interesie niż podróż do innego szpitala. Wydaje mi się oczywiste, że jest to jedynie pretekstowe wyjaśnienie odmowy.
Poza tym łapki państwa nie powinny tak głęboko sięgać w nasze życie. Rozumiem ingerencję w prawa rodzicielskie, gdy Świadek Jehowy odmawia transfuzji dla dziecka (choć nie jest to chyba żadnym standardem na zachodzie i takie odmowy są wciąż uznawane), ale nie rozumiem ingerencji, gdy rodzice chcą kontynuować podtrzymywanie życia. Uważam, że racjami przerywania uporczywych terapii są wyłącznie kwestie finansowe - jako społeczeństwo nie powinniśmy finansować terapii, które pozbawione są sensu leczniczego. Ale gdy rodzice sami zapewniają finansowanie tego, to brytyjski szpital powinien zdecydowanie odpuścić. Choćby z czysto pragmatycznych powodów. Oni naprawdę mocno zniechęcą do medycyny spore rzesze społeczne. Robią bardzo złą robotę.
|
|
| | | |  | Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | >Dla mnie jest to etycznie sprzeczne wyjaśnienie.
Pytanie, i to dobre pytanie, brzmi - czy możliwe są wyjaśnienia etycznie niesprzeczne? Być może to zbyt prędkie przeskakiwanie do nieuprawnionych konkluzji, ale wydaje się, że tak. Tyle tylko, że musi to być wyjaśnienie nie z poziomu danego systemu etyki, który nigdy nie może być pozbawiony jakiejś niekompletności czy sprzeczności, ale sponad lub spoza tego systemu. Takich wyjaśnień dostarczają nauki przyrodnicze, nieuwikłane w przedmiocie swojego zainteresowania w różne moralne czy etyczne dylematy (w potocznym sensie tego słowa). Na przykład antropoetologia i socjobiologia.
>Czy zagłodzenie dziecka w stanie wegetatywnym jest bardziej w jego interesie niż podróż do innego szpitala. (...). Oni naprawdę mocno zniechęcą do medycyny spore rzesze społeczne. Robią bardzo złą robotę.
Takie stanowisko byłoby uprawnione, gdyby zabiegi służące podtrzymywaniu życia nie powodowały cierpienia. Zachodzi pewność, że tak jest w istocie?
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
| | | |  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Uważam, że racjami przerywania uporczywych terapii są wyłącznie kwestie finansowe - jako społeczeństwo nie powinniśmy finansować terapii, które pozbawione są sensu leczniczego. Ale gdy rodzice sami zapewniają finansowanie tego, to brytyjski szpital powinien zdecydowanie odpuścić. Choćby z czysto pragmatycznych powodów. Oni naprawdę mocno zniechęcą do medycyny spore rzesze społeczne. Robią bardzo złą robotę.Lekarze funkcjonują w specyficznym "poczuciu mocy" wskutek czego rośnie ich apetyt na władzę, a w tym wypadku pogubili się i nie zachowali pozorów; podobnie było pół roku temu w Polsce, gdy nadmierną presją wywieraną na rodzicach wywołano zdarzenie okrzyknięte w mediach jako "porwanie wcześniaka".
Cza być oszczędnym.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Małymi kroczkami ograniczane są nasze przestrzenie wolności. Jak zawsze pod hasłami naszego dobra.
|
|
| | | | | |  | | farmer (22440 punktów) | >Małymi kroczkami ograniczane są nasze przestrzenie wolności. Jak zawsze pod hasłami naszego dobra.
"Gruby hajs" i morda w kubeł patrz Michael Schumacher. Do dziś nie wiadomo co i jak.
|
|
| | | | | |  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Małymi kroczkami ograniczane są nasze przestrzenie wolności. Jak zawsze pod hasłami naszego dobra. Przykłady wcześniaka z Białogardu i Alfiego pokazują, że formalnie neutralna grupa ma realną władzę.
Cza być oszczędnym.
|
|
|  | 1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | >Primo: powinniśmy raczej mówić o podtrzymywaniu tylko pewnych funkcji życiowych...
Podchodząc do sprawy z etologicznego punktu widzenia, trzeba zwrócić uwagę, że u niemowląt tzw. schemat dziecięcości w budowie ciała, zwłaszcza głowy, silnie oddziałuje na emocjonalne reakcje bliższego i dalszego otoczenia społecznego dziecka. Co więcej, w niektórych stanach patologicznych schemat dziecięcości ulega nawet jakby wyostrzeniu, co dodatkowo sprzyja ekspresji opiekuńczości wobec małego dziecka dotkniętego taką przypadłością.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Patrząc na sprawę z perspektywy etologicznej, nie można się dziwić, że taki fakt, jak śmierć dziecka, wywołuje na poziomie psychologicznym tak bardzo silne reakcje zaprzeczania. Można to uznać za przejaw rozwiniętej w toku ewolucji biologicznej u niektórych form życia dyspozycji biopsychicznej, a mianowicie - instynktu opieki nad potomstwem.
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Dodajmy do tego jeszcze jeden aspekt: brytyjska służba zdrowia nie jest z pewnością firmą, która może się chwalić naukowym podejściem do leczenia - przez całe lata, aż do 2017 roku finansowali "leczenie" homeopatyczne, pomimo że angielska medycyna już w 2010 zdyskwalifikowała je jako nienaukowe.
|
|
 | 1 na 1 | Morvoren (311 punktów) | > Dodajmy do tego jeszcze jeden aspekt: brytyjska służba zdrowia nie jest z pewnością firmą, która może się chwalić naukowym podejściem do leczeniaNiestety sam szpital również nie jest "firmą", która nie ma nic na sumieniu: en.wikipedia.org/wiki/Alder_Hey_organs_scandal
|
|
2 na 2 | Wenancjusz (16441 punktów) | Właściwie to dokładnie obnażyłaś jak widzą życie poczęte i całą obłędną filozofię pod to pojęcie podpiętą w oczach oszołomionych bezkrytycznie religiantów w polskim wydaniu. Tu Kościół winien zacierać ręce i z zapałem ciągnąć dalej ogłupiającą indoktrynację. Jakoś się nie włącza w temat zaiste. Z punktu widzenia rozważań filozoficznych, to pojęcie życia jest nie możliwe do zdefiniowania. I to im większy postęp wiedzy o świecie, tym gorzej w próbach tego dokonać. Owszem pojęcie życia wykazuje się pewnymi cechami, które są wspólne, ale nie stanowi to definicji życia czyli w swej istocie ożywienia martwej chemii nieorganicznej w chemię organiczną umiejącą stworzyć granicę oddzielającą ją od otoczenia, a to przecież nie wszystko. Poza sprawami materii pozostają kwestie niematerialne (inteligencja, rozbudzona ciekawość świata, umiejętność nauki na doświadczeniach, umiejętność radzenia sobie/pokonywania problemów itd.) jak i zdolność adaptacji do zmian warunków otoczenia. Kościół mało że autokratycznie zdefiniował "życie", to wprowadził pojęcie życia poczętego. Nie dziw się więc, że w polskich mass mediach i sieci internetowej taki oddźwięk wypadek angielski wywołał. A reakcje polskich katolików, lub tych idących z aktualnym trendem poznawczym świata (rzekłbym poprawnościową modą), nie powinny Ciebie zaskakiwać. Znów będzie europejska szopka w wykonaniu Polaków. Znów będzie się ignorować fakty (przykładowa katastrofa smoleńska), po to by pokazać światu co?.... No właśnie co?... Po co ten tragizujący obelżywy język do inwektyw się posuwający? Tu trudno nawet próbować wymieniać uwagi. Zostawiłbym to zdarzenia bez komentarza i poczekał na to co zafunduje nam dzień jutrzejszy. Zostawił bym nawet komentarz gdy do akcji "uwolnienia" (właśnie problem od czego) włączył się polski "detektyw" Rutkowski. Dlaczego nie włączył się do sprawy wyjaśnienia zamachu smoleńskiego skoro z niego taki spec (spec nad spece na centralne i na piece)? Lepiej w tym miejscu pozostać i popatrzeć na następną kompromitację Polaków. Ja tego nie życzę, ale co mam zrobić na upór szaleńców? Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
3 na 3 | Jan Rylew (3965 punktów) | Nie jestem "religiantem" ani zwolennikiem ruchu Pro Life, uprzedzam ew oponentów, którzy chcieliby zaatakować mnie zamiast temat. Mnie bulwersują w tej sprawie przede wszystkim dwie rzeczy, jakieś pominięcie, unieważnienie roli rodziców dziecka, pozbawienie ich prawa do współdecydowania o losie ich dziecka co według mnie świadczy o kompletnym wyeliminowaniu sfery ich uczuciowości jako nieistotnej. Mogę sobie wyobrazić, że odtąd w niedalekiej przyszłości urzędnik w todze będzie decydował o terminie śmierci naszych bliskich z encefalopatią. Łatwo mu to przyjdzie bo to nie jego dziecko, matka czy żona. Czy to nie zbyt daleko posunięta ingerencja w sferę prywatności i uczuciowości ludzi. Skąd prawo do tego rodzaju wyroków ? Dorosły może sam zdecydować, podpisać oświadczenie o niestosowaniu u niego zabiegów podtrzymujących życie w przypadku lekarskiego orzeczenia. Dziecko nie może. Kto zatem ma mieć to prawo i dlaczego nie rodzice. Rodzą się wątpliwości, bo brak sądowych jasnowidzów, istnieje wiele przypadków błędów lekarskich są przypadki spontanicznego wyleczenia lub poprawy stanu zdrowia. Tutaj zastosowano znany klucz do sprawy: Dla dobra dziecka lub w interesie dziecka. Podejrzane wyjaśnienie, podejrzane bo znam wiele faktów nadużyć w tym zakresie. Szybka śmierć będzie najlepsza dla dziecka, ale dziecko nie chce umierać, żyje dalej, więc co robić - zagłodzić. Głód nie jest najlepszym z doznań, u mnie powoduje nieopisany ból w nadbrzuszu i uczucie potrzeby wymiotowania. Jak odczuwać to będzie skazany pacjent tego nie wiemy. O dobru rodziców i ich prawach nikt już nie dywaguje, w końcu dziecko po przyjściu na świat to już odrębna "jednostka ludzka". Rodzice zrobili swoje i im już nic nie przysługuje. Odmowa wydania dziecka rodzicom, bez istotnych powodów to jest moim zdaniem rodzące się w krajach tzw. liberalnej demokracji współczesne barbarzyństwo. www.tvp.in(*)en-byc-wypuszczony-ze-szpitala
|
|
 | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > pominięcie, unieważnienie roli rodziców dziecka, pozbawienie ich prawa do współdecydowania o losie ich dziecka co według mnie świadczy o kompletnym wyeliminowaniu sfery ich uczuciowości jako nieistotnej.To przykre, ale czasami emocjonalną sferę trzeba wykluczyć. Serce podpowiadałoby rodzicom utrzymywanie przy życiu tworów, które z medycznego punktu widzenia mają zerową szansę na wprowadzenie do ludzkiej społeczności. Mędrca szkiełko i oko, a nie bóg czy miłość, bywa w takich sytuacjach rozstrzygające. Człowiek to pewna konwencja. > Mogę sobie wyobrazić, że odtąd w niedalekiej przyszłości urzędnik w todze będzie decydował o terminie śmierci naszych bliskich...Zwykle prawo sięga po orzeczenie eksperta-medyka. To decyzje - w cywilizowanych warunkach - wieloetapowe, co oczywiście nie znaczy, że nie dojdzie do tragicznych nadużyć. > Szybka śmierć będzie najlepsza dla dziecka...Nie zawsze na świat przychodzą dzieci... Oto uwaga dla zwiedzających muzeum historii medycyny Charité w Berlinie założone przez Virchowa: Cytat:The permanent exhibition of the Berlin Museum of Medical History at the Charité shows numerous pathological-anatomical specimens. These objects make a very strong impression, therefore young people under 16 years of age are permitted to the museum only when accompanied by a parent or legal guardian. www.bmm-charite.de/www.google(*)xCH8Q_AUICygC&biw=1062&bih=586
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>To przykre, ale czasami emocjonalną sferę trzeba wykluczyć. W kwestiach naukowych zawsze, a że emocje nie muszą być pozytywne, niekoniecznie ich eliminowanie jest przykre.
>Nie zawsze na świat przychodzą dzieci... Trącącego czułostkowością i nadużywanego w retoryce kościelnej określenia "dzieci" też warto nie nadużywać, w tym wypadku chodzi przecież o to, że nie zawsze na świat przychodzą "ludzie".
Cza być oszczędnym.
|
|
| |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >>...czasami emocjonalną sferę trzeba wykluczyć. >W kwestiach naukowych zawsze,...
Nie byłbym pewny owego zawsze... Zwrócenie na coś uwagi, co następnie będzie badane metodą naukową, zawiera jakiś pierwiastek emocjonalny: budzi ciekawość, zainteresowanie, intryguje... Ta emocja jest również elementem struktury nauki, bez której prawdopodobnie by nie powstała. Oczywiście na dalszych etapach procedur emocje są redukowane, nawet wbrew emocjom.
>...w tym wypadku chodzi przecież o to, że nie zawsze na świat przychodzą "ludzie".
Zgoda. To lepiej powiedziane.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 1 na 1 | Jan Rylew (3965 punktów) | >>pominięcie, unieważnienie roli rodziców dziecka, pozbawienie ich prawa do współdecydowania o losie ich dziecka co według mnie świadczy o kompletnym wyeliminowaniu sfery ich uczuciowości jako nieistotnej. >To przykre, ale czasami emocjonalną sferę trzeba wykluczyć. Serce podpowiadałoby rodzicom utrzymywanie przy życiu tworów, które z medycznego punktu widzenia mają zerową szansę na wprowadzenie do ludzkiej społeczności. Mędrca szkiełko i oko, a nie bóg czy miłość, bywa w takich sytuacjach rozstrzygające. Człowiek to pewna konwencja. "Wykluczyć sferę emocjonalną" - łatwo powiedzieć gdy sprawa nie dotyczy naszej własnej sfery uczuć. Tego się nie da zrobić, rozwinieta uczuciowość jest nieodłączną cechą człowieczeństwa, innymi słowy - należy do konwencji. Rodzice oprócz "serca" mają zwykle także intuicję, która może im wskazać, że nie powinno się utrzymywać dalej dziecka sztucznie przy życiu, albo że nie zrobili jeszcze wszystkiego dla jego ratowania. W tym drugim przypadku odmowa wydania rodzicom dziecka, które według orzeczenia lekarzy nie ma szans na życie z uzasadnieniem że transport do innego szpitala mógłby narazić go na niepotrzebne cierpienie jest kuriozalne jeśli wcześniej wydano opinię, że dziecko praktycznie nie ma mózgu, straciło zmysły wzroku, słuchu, smaku i czucia po prostu żywy trup w którego interesie wystąpił ten zespół medyczny.
>>Mogę sobie wyobrazić, że odtąd w niedalekiej przyszłości urzędnik w todze będzie decydował o terminie śmierci naszych bliskich... >Zwykle prawo sięga po orzeczenie eksperta-medyka. To decyzje - w cywilizowanych warunkach - wieloetapowe, co oczywiście nie znaczy, że nie dojdzie do tragicznych nadużyć. Tak, tak nadzwyczajna kasta medyczna razem z całkiem nadzwyczajną kastą sędziowską posługującą się prawem kaduka ma decydować o życiu lub śmierci bliskiej osoby ludzkiej lub mnie samego... To ja już dziękuję takiej cywilizacji, obsłużę się sam.
>>Szybka śmierć będzie najlepsza dla dziecka... >Nie zawsze na świat przychodzą dzieci... Ja mówię o dzieciach.
|
|
3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | > "Mózg chłopca składa się teraz praktycznie tylko z wody i płynu mózgowo-rdzeniowego. Cytat:Po prywatnej audiencji u papieża Franciszka jego [Alfiego] ojciec, 21 letni Tom Evans, powiedział: Tylko z tej racji, że jego mózg jest uszkodzony, nie wolno pozwolić Alfiemu umrzeć. www.focus.(*)eatmungsgeraet_id_8825225.htmlIdąc tym tokiem rozumowania, należałoby podtrzymywać przy życiu przypadki anancefalii (ok. 1 na 10 000 urodzeń), w których rozwinie się szczątkowe mózgowie, czego z oczywistych względów się nie praktykuje. www.poradn(*)-wada-cewy-nerwowej_45608.htmlTakim przypadkom nie nadaje się medialnego rozgłosu. O religijnym (katolickim) tle przypadku Alfie Evansa: www.vox.co(*)fie-evans-toddler-uk-explained
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
2 na 2 | szarley (54913 punktów) | >Nie rozumiem. Od czego chce URATOWAĆ świat Alfie'go Evans'a?
Wg jednych od śmierci, wg innych od prawa sędziów o decydowaniu o czyimś prawie do życia, wg jeszcze innych chce uratować rodziców od odebrania im dziecka. Jeszcze inni są przerażeni, faktem, że KTOKOLWIEK ma prawo zabrać rodzicom kochane przez nich dziecko, nad którym się nie znęcali i oddać zwłoki. Rozumiem, że lekarze nie poradzą wyleczyć każdej choroby, ale dla mnie przerażająca jest taka wizja, że podejmują świadome decyzje, których konsekwencji nie ponoszą.
Jestem zwolennikiem prawa do eutanazji, ale jedynie na wyraźne życzenie chorego człowieka, a w przypadku takim jak ten, jego bliskich. Żaden sąd, żaden lekarz, żaden polityk, ksiądz, hydraulik czy kajakarz...
Uporczywa terapia może trwać nawet kilka lat. Czy jeśli w tym czasie medycyna odkryje sposób leczenia tego dziecka, sędziowie/lekarze przywrócą dziecku życie?
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|