Racjonalista - Strona głównaDo treści
Sensacyjne konsekwencje ewentualnych rozmiarów wszechświata

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
07-07-2018 16:20MaxGolonko2 (438 punktów)Sensacyjne konsekwencje ewentualnych rozmiarów wszechświata
Ocena 2 na 2
Czy wiesz człowieku, gdzie kończy się kosmos?
Czy wiesz ile jest we wszechświecie planet podobnych do Ziemi z istotami podobnymi do Ciebie jak dwie krople wody (czyli praktycznie bliźniaków)?
Otóż nie jest przesądzone czy wszechświat jest czy nie jest nieskończony (obecnie przeważa hipoteza, że jest objętościowo skończony ale nie jest uznana za absolutnie pewną w świecie naukowym - choćby dlatego, że możemy żyć w bąblu kosmosu o nietypowej dla całego kosmosu gęstości pewnych rzeczy [Weinberg]).

Jeśli jest nieskończony to gdzieś musi powtarzać się dokładnie taki układ barionów (w szczególności protonów i neutronów) w sześcianie na przykład sto miliardów x sto miliardów lat świetlnych - jak w naszym sześcianie.

Nawet sonda DAWN

tylkoastro(*)sta-to-ceres.jpg?itok=6p5nGF2q

z dokładnie taką samą nazwą musi się gdzieś powtórzyć.

Nie da się bowiem wymyślić tylko niepowtarzalnych układów protonów/neutronów w kostkach przestrzeni jeśli tych kostek jest niekończona ilość (jeśli za tożsame położenie środka protonu uznamy położenie nie dalsze niż - na przykład - jedna centylionowa mikrona - od położenia tutaj).

Źródło: Scientific American wersja polska kilka lat temu.

Pozdrawiam
Max (ateista).
p.s.
Funkcjonariuszom światowej stolicy pedofilii (Watykanu) odkrycie nieskończoności wszechświata i kopii ludzi może być nie na rękę
Kopie Jezusa? Kopie dusz?

Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Kulmin (4007 punktów)
>Jeśli jest nieskończony to gdzieś musi powtarzać się dokładnie taki układ barionów (w szczególności
>protonów i neutronów) w sześcianie na przykład sto miliardów x sto miliardów lat świetlnych - jak w
>naszym sześcianie.

To zależy jaką nieskończoność ma się na myśli. Nasz wszechświat może być dla nas, istot trójwymiarowych, nieskończony tak jak nieskończona jest powierzchnia kuli dla istot dwuwymiarowych (o tej koncepcji opowiada Michio Kaku). Taka hipoteza wydaje mi się bardziej racjonalna niż ta z nieskończonymi rozmiarami, bo w takiej hipotezie pojawia się problem tożsamości - jeśli wszechświat jest nieskończonych rozmiarów to musi istnieć nieskończona ilość mnie, to którym w takim razie jestem ja, a moze jestem wszystkimi? W łeb również biorą aksjomaty identyczności w logice: x=x≡∀x(x=x)
A wtedy co zamiast tego?

>Funkcjonariuszom światowej stolicy pedofilii (Watykanu) odkrycie nieskończoności wszechświata i
>kopii ludzi może być nie na rękę
>Kopie Jezusa? Kopie dusz?
>
Myślę, że bardzo nie na rękę by im to było. Myślę, że cokolwiek nauka nowego odkrywa to jest im nie na rękę - najlepiej jakby doszło do kataklizmu cofającego nas w rozwoju, wtedy kościół by odzyskał swą moc.
07-07-2018 17:49 
 Ocena 1 na 1
MaxGolonko2 (438 punktów)
Analogią może być szachownica 8x8 i możliwe ustawienia bierek na niej jeśli cały wszechświat byłby niekończoną szachownicą i rozpatrywalibyśmy kolejne jego kawałki (64-polowe kwadraty). W końcu układy muszą zacząć się powtarzać.

Oczywiście w realnym przypadku bok szachownicy, a raczej krawędź sześcianu kosmosu sąsiaduje ze 100 miliardów lat świetlnych / (jedna centylionową mikrona) pól.

To bardzo duża ale skończona liczba (sic!).
MaxGolonko2 (438 punktów)
Najsłynniejsze zdjęcie świata unaocznia myśl tego wątku!

scontent-f(*)6597640a02965978f2&oe=5BD3D442

Pozdrawiam
Max (ateista)
Robson696 (379 punktów)
Co do liczby cywilizacji we Wszechświecie... Kiedyś też uważałem, że musi istnieć ich wiele, w końcu jest tyle galaktyk... Natomiast dzisiaj uważam wręcz przeciwnie. Hipoteza rzadkiej Ziemi wygląda mi na najbardziej prawdopodobną

pl.wikipedia.org/wiki/Hipoteza_rzadkiej_Ziemi
Wenancjusz (16441 punktów)
>Co do liczby cywilizacji we Wszechświecie... Kiedyś też uważałem, że musi istnieć ich wiele, w końcu jest tyle galaktyk... Natomiast dzisiaj uważam wręcz przeciwnie. Hipoteza rzadkiej Ziemi wygląda mi na najbardziej prawdopodobną
>pl.wikipedia.org/wiki/Hipoteza_rzadkiej_Ziemi

W sumie nie rzadkiej Ziemi, bo ona nie taka rzadka, ale wyjątkowa. Ja natomiast, nie mając dowodów wierzę, że życie we Wszechświecie jest wręcz powszechne. O nim jeszcze nie wiemy. Bo jeszcze jesteśmy (ludzkość) za słabi technicznie i technologicznie. Wraz z postępem przyjdzie informacja o istnieniu innych form życia. To nie znaczy, kontakty z inną inteligencją. Ziemia jest niczym nie wyróżnioną planetą, gdzie życie zaistniało (życie jakkolwiek to rozumiesz). A wiesz co jest przeszkodą? POTWORNE odległości i czas by je pokonać. Wierzę więcej jak w Boga, którego śladu na tej ziemi nie widać. W co wierzysz to mnie nie obchodzi. Ja, nie mając dowodów, wierzę, że Ziemia nie jest wyjątkiem, tak jak ci co mówią, że Bóg istnieje nie mając na to dowodów nieodpartych.

Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Robson696 (379 punktów)
>W sumie nie rzadkiej Ziemi, bo ona nie taka rzadka, ale wyjątkowa.

Właśnie, że "rzadkiej". Nie ma hipotezy "wyjątkowej Ziemi". "Rare Earth hypothesis" z angielskiego tłumaczymy jako "Hipoteza rzadkiej Ziemi". W hipotezie chodzi o to, że takie planety jak Ziemia występują rzadko we Wszechświecie. Stąd nazwa. "Wyjątkowość" oznacza zupełnie co innego

>Ja natomiast, nie mając dowodów wierzę, że życie we Wszechświecie jest wręcz powszechne. O nim jeszcze nie wiemy. Bo jeszcze jesteśmy (ludzkość) za słabi technicznie i technologicznie. Wraz z postępem przyjdzie informacja o istnieniu innych form życia. To nie znaczy, kontakty z inną inteligencją.

Informacja przyjdzie, jeżeli będziemy w ogóle w stanie stworzyć technologię, która nam to umożliwi. Obawiam się, że pewne rzeczy leżą poza naszym zasięgiem poznania i nauka nie jest i nie będzie w stanie odpowiedzieć nam na pewne pytania (Obym się mylił). Kontakty z inną inteligencją? He he O ile w ogóle istnieją i o ile w ogóle będą chcieli się nam "ujawnić", (a co dopiero kontaktować ) To wg hipotezy rzadkiej Ziemi najbliższe życie inteligentne znajduje się (o ile w ogóle się znajduje) nie w naszej galaktyce i zapewne także nie w sąsiednich, lecz trochę dużo lat świetlnych stąd

>Ziemia jest niczym nie wyróżnioną planetą, gdzie życie zaistniało (życie jakkolwiek to rozumiesz). A wiesz co jest przeszkodą? POTWORNE odległości i czas by je pokonać. Wierzę więcej jak w Boga, którego śladu na tej ziemi nie widać. W co wierzysz to mnie nie obchodzi. Ja, nie mając dowodów, wierzę, że Ziemia nie jest wyjątkiem, tak jak ci co mówią, że Bóg istnieje nie mając na to dowodów nieodpartych.

Ziemia jest zwykłym kawałkiem skały, ale warunki panujące na niej, które umożliwiły powstanie życia już takie zwykłe czy częste nie są. Właśnie o tym mówi hipoteza rzadkiej Ziemi. A co do boga... Bóg jest urojeniem, o którym nie mam nawet ochoty dyskutować. Ale jeśli chcesz, to mogę...
Wenancjusz (16441 punktów)
>Właśnie, że "rzadkiej". Nie ma hipotezy "wyjątkowej Ziemi". "Rare Earth hypothesis" z angielskiego tłumaczymy jako "Hipoteza rzadkiej Ziemi". W hipotezie chodzi o to, że takie planety jak Ziemia występują rzadko we Wszechświecie. Stąd nazwa. "Wyjątkowość" oznacza zupełnie co innego

No widzisz sam jak to jest z ułomnościami języka. Robisz rozprawkę z czym? Pojęcie określane słowem "rzadki" ma wieloznaczne znaczenie. Zależy w jakim kontekście zdaniowym je użyjesz i poza tym jak je odbiorca przyjmuje. "Rzadki": nieczęsty incydentalny, czasem, niekiedy, nieczęsto ale też i "rzadki" to nie gęsty, zbity, ubity, twardy. Stąd tytuł w tłumaczeniu nie jest jednoznaczny. Skąd więc wiesz, że Ziemia nie stanowi, jak dotąd, o swej wyjątkowości przez istnienie na niej form życia (chemii organicznej ożywionej), czyli form umiejących się bronić przed środowiskiem chemii nieorganicznej. (Umiejętność dostosowawcza podobnych form życia do różnych warunków środowiskowych, co ponoć jest jedną z cech inteligencji). Tym bardziej, iż istniejące formy życia potrafią już te środowisko zmieniać/na nie wpływać.

>Informacja przyjdzie, jeżeli będziemy w ogóle w stanie stworzyć technologię, która nam to umożliwi. Obawiam się, że pewne rzeczy leżą poza naszym zasięgiem poznania i nauka nie jest i nie będzie w stanie odpowiedzieć nam na pewne pytania (Obym się mylił).

Więcej optymizmu, bo do pesymizmu jeszcze daleko. Fakt, że nie mamy jeszcze ani technicznych warunków, ani związanej z tym technologii, ale nie zgadzam się że nigdy takich możliwości (cały czas mowa o możliwości odkrywania osobliwych form życia-bakterii też) mieć nie będziemy. Cały czas są to stwierdzenia warunkowe. Co to oznacza? Ano to, że się ludzkość przed tym sama nie wytłucze "do nogi" lub nie zmiecie Ziemi jakiś kataklizm kosmiczny..

>Kontakty z inną inteligencją? He he O ile w ogóle istnieją i o ile w ogóle będą chcieli się nam "ujawnić", (a co dopiero kontaktować ) To wg hipotezy rzadkiej Ziemi najbliższe życie inteligentne znajduje się (o ile w ogóle się znajduje) nie w naszej galaktyce i zapewne także nie w sąsiednich, lecz trochę dużo lat świetlnych stąd

Założenia masz rzeczywiście przeżarte pesymizmem. Nie masz powodów by tak twierdzić. Wyobraź sobie tylko jak wielką galaktyką jest "nasza" Droga Mleczna. A to, że musimy pokonać pierwszą przeszkodę w postaci pokonania niewyobrażalnych odległości, mieć dostęp do WIELKICH energii, dysponować nią, zapanować tak by służyła tylko określonym celom, no i "oszukać" czas, to jest oczywiste. Nawet w "naszej" Galaktyce. Czy potrafisz sobie wyobrazić abstrakcyjną sytuację, że budzisz się pewnego dnia w czasie 500 lat późniejszym jak nasz? Jak mógłby wyglądać nasz świat? Ja się nie podejmuję, bo futurologia przypomina raczej zabawę a nie szaradę. A "inne" życie inteligentne to na razie temat pisarzy fantastów.

>Ziemia jest zwykłym kawałkiem skały, ale warunki panujące na niej, które umożliwiły powstanie życia już takie zwykłe czy częste nie są.

To nie taki zwykły kawałek skały. Gdyby to był zwykły kawałek skały, to by życia na Ziemi nie było. Dlaczego? No chyba wiesz co to jest pole magnetyczne Ziemi i czego jest efektem? Płynne, gorące, jądro żelaza. Więc Ziemia nie jest jeszcze martwym zimnym kawałkiem skały. Ziemia jak najbardziej jest obiektem żywym. Procesy górotwórcze jeszcze trwają. Przed czym to pole nas chroni, nas białkowców (u S. Lema to bladawce i lepniaki), z lewoskrętnym DNA? Promieniowanie twardych cząstek Słońca, promieniowanie kosmiczne, nie pozwoliłyby formować komórek białkowych. Swoją drogą życie może powstać również na bazie krzemu, drugiego pierwiastka zdolnego do tworzenia łańcuchowych związków chemicznych. Jak by wtedy wyglądało? W jakim środowisku mogłoby powstać? Widzisz jak mało jeszcze wiemy. Więc wszelkie spory odrzucam. Na obecną chwilę jeszcze spekulujemy. Ale jak spekulujemy to róbmy to tak, by nie oddalać się za bardzo od rozsądku. Słuchajmy raczej głosu rozsądku i racjonalnie myślmy. Bo było nie było ludzkość już wie dość dużo, co nie oznacza by popadać w euforię i się ośmieszać zarozumialstwem. Postęp wiedzy zaczął progresywnie narastać od czasu, gdy Kościołowi odebrano monopol na wiedzę, odsuwając go od decydowania o wiedzy bezdogmatycznej. Średniowiecze jaśniało nie tylko stosami całopalenia ale i palonymi/utraconymi bezpowrotnie książkami uznanymi jako nieprawomyślne. To się zaczęło jakieś 500 lat temu. Stąd i moje pytanie jak będzie "nasz" świat wyglądał za 500 lat, przy takim progresie postępu?
Czyli właśnie potwierdzasz wyjątkowość tej niewielkiej, w skali kosmicznej, planetki. Zbieg przypadkowych zdarzeń stworzył takie sprzyjające warunki. A co powiesz, gdy się okaże, że i Mars miał/ma swoje formy życia? A może Europa, księżyc Jowisza?
To nie oznacza, że takich planet nie może być więcej. Nawet w naszej Galaktyce. Jeśli nastąpi odkrycie choćby jednej żywej bakterii to tylko może być kłopot. Przywleczenie jej na Ziemię może okazać się tragiczne dla życia na Ziemi. I to stanowi element niebezpieczny także.. Bo jedna bakteria może tylko oznaczać, że ich odmian jest więcej.

>Właśnie o tym mówi hipoteza rzadkiej Ziemi. A co do boga... Bóg jest urojeniem, o którym nie mam nawet ochoty dyskutować. Ale jeśli chcesz, to mogę...

Ja też nie potrzebuję. Ten temat mnie nie interesuje, bo mistyka mnie nie interesuje. Do takiej dyskusji nie kusiłem i uważam je za stratę czasu z różnych względów (zasadniczy, że z religiantami nie można się porozumieć po trzeźwemu).


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Robson696 (379 punktów)
>No widzisz sam jak to jest z ułomnościami języka. Robisz rozprawkę z czym? Pojęcie określane słowem "rzadki" ma wieloznaczne znaczenie. Zależy w jakim kontekście zdaniowym je użyjesz i poza tym jak je odbiorca przyjmuje. "Rzadki": nieczęsty incydentalny, czasem, niekiedy, nieczęsto ale też i "rzadki" to nie gęsty, zbity, ubity, twardy. Stąd tytuł w tłumaczeniu nie jest jednoznaczny. Skąd więc wiesz, że Ziemia nie stanowi, jak dotąd, o swej wyjątkowości przez istnienie na niej form życia (chemii organicznej ożywionej), czyli form umiejących się bronić przed środowiskiem chemii nieorganicznej. (Umiejętność dostosowawcza podobnych form życia do różnych warunków środowiskowych, co ponoć jest jedną z cech inteligencji). Tym bardziej, iż istniejące formy życia potrafią już te środowisko zmieniać/na nie wpływać.

Nie robię żadnej rozprawki... Po prostu poprawiłem błędne sformułowanie i wyjaśniłem o co chodzi, żeby nie było wątpliwości. Właśnie po to wcześniej umieściłem odnośnik do wikipedii, żeby można było samemu poczytać i zrozumieć o co chodzi w hipotezie, a także to, że słowo "rzadki" ma tutaj jasny i zrozumiały kontekst... Czyli "rzadki": nieczęsty. Od angielskiego słowa "rare"... Ale żeby to zajarzyć, trzeba kliknąć w angielską wersję artykułu... W sumie to też mogłem przylinkować...

>Więcej optymizmu, bo do pesymizmu jeszcze daleko. Fakt, że nie mamy jeszcze ani technicznych warunków, ani związanej z tym technologii, ale nie zgadzam się że nigdy takich możliwości (cały czas mowa o możliwości odkrywania osobliwych form życia-bakterii też) mieć nie będziemy. Cały czas są to stwierdzenia warunkowe. Co to oznacza? Ano to, że się ludzkość przed tym sama nie wytłucze "do nogi" lub nie zmiecie Ziemi jakiś kataklizm kosmiczny..

Uważam, że ani optymizm ani pesymizm nie jest tutaj odpowiednim nastawieniem, lecz zdrowy sceptycyzm. Sceptycyzm naukowy. Nie chodzi mi o to, że nauka nie odpowie na pewne rzeczy ponieważ nigdy nie będzie dostatecznie zaawansowana. Chodzi mi raczej o to, że pewne rzeczy mogą leżeć (choć nie muszą) poza możliwością odkrycia nawet przez najbardziej zaawansowanych naukowców przyszłości. Szybki przykład: Jesteśmy w stanie "zajrzeć" jedynie na pewną odległość w głąb Wszechświata, a nigdy nie będziemy w stanie zaobserwować co jest poza nim, bo wtedy światło musiało by mieć prędkość nadświetlną. Chodzi mi o to, że pewne rzeczy są limitowane przez samą fizykę. Natomiast obecnie bliżej nam do samozagłady niż eksploracji Wszechświata.

>Założenia masz rzeczywiście przeżarte pesymizmem. Nie masz powodów by tak twierdzić. Wyobraź sobie tylko jak wielką galaktyką jest "nasza" Droga Mleczna. A to, że musimy pokonać pierwszą przeszkodę w postaci pokonania niewyobrażalnych odległości, mieć dostęp do WIELKICH energii, dysponować nią, zapanować tak by służyła tylko określonym celom, no i "oszukać" czas, to jest oczywiste.

Tak jak napisałem wyżej - moje założenia są raczej sceptyczne niż pesymistyczne. Nie ma powodu do nieuzasadnionego optymizmu jak i pesymizmu. Za to sceptycyzm? Jak najbardziej. Nasza galaktyka jest wielka, zdaję sobie z tego sprawę. Zdaję sobie sprawę również z tego, że w porównaniu z niektórymi największymi galaktykami jest niemal niewidoczna. Cóż to zmienia? Niewiele. Prawdopodobieństwo wystąpienia parametrów pozwalających na powstanie i przeżycie najprostszych form życia w tym nieprzyjaznym i zabójczym dla życia Wszechświecie jest równie niskie. Jednak czasami się zdarza. Pytanie jak często. Uważam, że nieczęsto - planety takie jak Ziemia (o ile są jeszcze takie - pewnie są) dzielą niewyobrażalnie duże odległości... Z resztą mój punkt widzenia już znasz...


>>Ziemia jest zwykłym kawałkiem skały, ale warunki panujące na niej, które umożliwiły powstanie życia już takie zwykłe czy częste nie są.
>To nie taki zwykły kawałek skały. Gdyby to był zwykły kawałek skały, to by życia na Ziemi nie było. Dlaczego? No chyba wiesz co to jest pole magnetyczne Ziemi i czego jest efektem? Płynne, gorące, jądro żelaza. Więc Ziemia nie jest jeszcze martwym zimnym kawałkiem skały. Ziemia jak najbardziej jest obiektem żywym. Procesy górotwórcze jeszcze trwają.

Chodziło mi o to, że Ziemia jest zwykłym kawałkiem skały jak każda inna planeta typu skalistego, których jak już wiemy od jakiegoś czasu - jest we Wszechświecie wszędzie pełno, jak również materiałów z których się składają te planety. Niestety każda albo spalona, albo zamrożona. (Tak wiem - tego jeszcze nie wiemy o wszystkich tych odkrytych planetach, ale tak właśnie jest z tymi, o których wiemy, że takie są...) Do odnalezienia prawdziwej "drugiej Ziemi" raczej daleko.


>Czyli właśnie potwierdzasz wyjątkowość tej niewielkiej, w skali kosmicznej, planetki. Zbieg przypadkowych zdarzeń stworzył takie sprzyjające warunki. A co powiesz, gdy się okaże, że i Mars miał/ma swoje formy życia? A może Europa, księżyc Jowisza?
>To nie oznacza, że takich planet nie może być więcej. Nawet w naszej Galaktyce. Jeśli nastąpi odkrycie choćby jednej żywej bakterii to tylko może być kłopot.

Chyba się nie zrozumieliśmy... Ja to potwierdzam od samego początku, opowiadając się za słusznością hipotezy, która to stwierdza... Tak jak piszesz - zbieg przypadkowych, nawet bardzo przypadkowych zdarzeń stworzył te sprzyjające warunki. Nie sądzę, aby takie samo szczęśliwie przypadkowe biegi zdarzeń miały miejsce zbyt często... Mam nadzieję, że na Marsie były bakterie - chociaż nie sądzę, że były.
Hufdobitny (186 punktów)
Kleć nad kleciami. Aż mi krew wzwiera jak słyszę te szarlatańskie rojenia o "kopiach" ożenione z jakimś pseudonaukowym bełkotem. Nigdy w tym żadnej logiki; gdyby miał być to celowy zabieg mający na celu ośmieszyć i zaprzeczyć możność i ochotę do jakkolwiek świadomego myślenia u człowieka, to podwyż tej bzdury nic już nie mogłoby stać. Istna zgłada racjonalizmu.

Zakładając "totalną" nieskończoność wszechświata, "idea" mówiąca o tym, że "coś się gdzieś musi (dokładnie) powtórzyć" to jakieś szczytowo schematyczne kuglarstwo. Nieskończoność w pierwszeństwie sugeruje, iż coś do granicy możliwości łudząco podobne (do czegoś) nie może tym czymś być, ani tego dokładną kopią. Nawet jeśli te dwie rzeczy będą pod każdym względem identyczne z pozorów, włącznie z ich zachowaniem, to i tak będą w jakimś sensie podzielone i inne. Nieskończony rozwój w końcu niechybnie doprowadzi do podziału i rozbieżnych cech tych rzeczy; nie można mówić o nieskończonej stagnacji i braku podziału, bo to byłby koniec. Nawet jeśli coś jest w niby-wiecznej stagnacji i "sklonowane", to i tak predestynuje do bycia odmiennym. Może i sobie trwać pierdylion kopii czegoś przez gorylion pierdylionów lat, a i tak każda z cząstek tego będzie miała w ramach nieskończoności nieskończenie odmienne predestynacje.
18-08-2018 23:29 
 Ocena-1 na 1
MaxGolonko2 (438 punktów)
>Kleć nad kleciami. Aż mi krew wzwiera

Kolego przecież napisałem, że za tożsamą z praktycznego puntu widzenia uznajemy pozycję protonu nie dalszą niż o jedną centylionową mikrona. To bardzo mało.

Jak nie rozumiesz przedmiotów ścisłych to nie odpływaj w "polonistyczno-filozoficzne" dywagacje bo to absurdalne.
My o chlebie ty o Odzie do Młodości Mickiewicza

To jest dział "Nauka" przypominam.

Pozdrawiam
Max (ateista)
Hufdobitny (186 punktów)
Układy protonów nie zbierają się w żadne "kostki przestrzeni" albo musiałbyś to udowodnić, więc to Ty chcesz odpłynąć, a nawet nie wiesz jak się za to zabrać. Bo chyba nie nazwiesz tego naukową teorią? To na razie nie jest nawet hipotezą, aż tak brzmi abstrakcyjnie.
Jeśli jakiś układ, nazwijmy to kostką, jest "aż tak" podobny do innego i dajmy na to, że nawet wielkości obserwowalnego wszechświata (więc słowo "kostka" nie ma tutaj sensu, ale co tam), to myślisz, że w takiej skali, gdyby spojrzeć na całość, układy te nie różniłyby się diametralnie? A jeśli wziąć pod uwagę znacznie mniej obszerny układ, to czy bliskie zupełności podobieństwo nie będzie po prostu raczej trywialnym lokalnym wspólnym mianownikiem, który po krótkim czasie wyprowadzi wiele odmiennych rezultatów?

Ad hominem to nie nauka; nauka bez filozofii to nie nauka.
MaxGolonko3 (3459 punktów)
Nie rozumiesz.
Może rysunek ci to pozwoli zrozumieć. Masz tu w załączniku. Kliknij.
Pozdrawiam
max(ateista)
p.s.
I jeszcze drobiazg. Przeoczyłeś, a wspominałem, że takie same konkluzje i rozumowanie były kilka lat temu w sporym artykule w Scietific American.
Ja je tylko zobrazowałem "szachowo" ale w 3-D jest tak samo.

[Załącznik]
Hufdobitny (186 punktów)
>Nie rozumiesz.

Czego nie rozumiem?

>Może rysunek ci to pozwoli zrozumieć. Masz tu w załączniku. Kliknij.

To "rozumowanie" jest dokładnie tym, jakie we wcześniejszym poście krytykowałem.
"Przesunięcie" protona w jednym układzie ("kwadracie"), nawet gdyby ten kwadrat miał być 1/64 obserwowalnego wszechświata, spowodowałoby tak duże zmiany, że w znacznej większości ten wszechświat potoczyłby się odmiennymi losami. Efekt motyla. Logiczna konkluzja, brzytwa Ockhama. Einstein w ogóle by się nie urodził, gdyby takie różnice występowały już wcześnie.

>I jeszcze drobiazg. Przeoczyłeś, a wspominałem, że takie same konkluzje i rozumowanie były kilka lat temu w sporym artykule w Scietific American.

No i co z tego? Dojść do wniosku tylko można, że naiwna metodologia pseudo-naukowa wykorzystywana jest na ogólak do tworzenia "ciekawostek" mącących baczność w tych gazetkach "naukowych", w których większość rzeczy jest nic nie warta i łatwo dostępna gdzie indziej.
Gdybym miał ten artykuł przed sobą, to chociaż wiedziałbym jakim konkretnie bzdurnym rozumowaniem przesłania tego typu banialuki. W Twoim wypadku mam nie wiele do roboty, bo jedynym wnioskiem, który wprowadziłeś jest "kostka" zawierająca protony -- i na tym zaprzestałeś. Nie wiem jakbyś szczegółowo musiał opisać tę kostkę (ale na pewno wiarygodnie), żeby w ogóle ona cokolwiek miała wykazywać o tendencjach w entropii czy porządku, a co dopiero o powtarzalności tych tendencji. Sam tego nie wiesz, więc rysujesz szachownicę. Czy Ty to rozumiesz?

>Ja je tylko zobrazowałem "szachowo" ale w 3-D jest tak samo.

Czyli, że jak? Bijemy konia i posuwamy królową?
Poważnie, zastanów się jaki diabeł tkwi w szczegółach i czy jest wobec tego sens w takim "egzorcyzmie". Może i jest i nie należy tak do tego podchodzić. Racjonalnym podejściem (do kwestii "powtarzalności") byłoby obmyślenie czynników kosmogonicznych na podstawie filozoficznego, teistycznego, cyklicznego rozumowania. To już by nie musiało być zaklinaniem diabła przez mszarza (naukowego).
20-08-2018 14:58 
 Ocena-1 na 1
MaxGolonko3 (3459 punktów)
> "Przesunięcie" protona w jednym układzie ("kwadracie"), nawet gdyby ten kwadrat miał być 1/64 obserwowalnego wszechświata

TY KOMPLETNIE NIE umiesz myśleć matematycznie i nic a nic nie rozumiesz z tego co czytasz.

Przesuniecie protonów (jak pisałem) w innym miejscu wszehchświata o
jedną centylionową mikrona, to jest jego przesunie o nikły ułamek procenta jego średnicy.

Czyli o tyle co nic.

No poproś kolegę co ma choć mature i wie co to jest jedna centylionowa mikrona.

1/100 mikrona to sto razy mniejsza odległośc niż mikron czyli tylko pod dobrym mikroskopem taki odcinek jest dostrzegalny.

potem mamy 1/1000 1/100000000000000000000000000000000000000000000000 itd

Czyli tu i tam Albert Einstein potem nie zrobi nic dziwnego bo jest z nim (jego mózg) praktycznie identyczny. !
Hufdobitny (186 punktów)
Implikujesz, że przesunięcie protonów to inaczej "stworzenie nowego wszechświata", w którym zaistnieje Einstein. Jeśli to przesunięcie wynika z czegokolwiek logicznego, to jasnym jest, iż będzie to diametralnie odmienny wszechświat, co wynika z "nikłego ułamka", bo ów "nikły ułamek" nie jest w ogóle nikły na skalę wszechświata i powoduje efekt motyla.
Wbij to sobie do łba, że musiałbyś jakoś zaprzeczyć efektowi motyla i wprowadzić rozwidlenie dopiero wtedy, kiedy Einstein już się urodził, żeby mówić o "kopii". A nawet zresztą jeśli nie stworzymy żadnej kopii opartej na przesunięciu, a "zaledwie" cofniemy czas np. do urodzin Einsteina, to wtedy, mimo że układ protonów będzie identyczny do stanu z naszej przeszłości, to historia potoczyć się może diametralnie inaczej. Tak też by się stało, bo to się moim zdaniem kwalifikuje pod brzytwę Ockhama -- kreacja rzeczywistości, nawet jeśli kieruje się predeterminizmem, nawet w udowodnionej "cyklicznej powtarzalności" potrafi podążyć inną drogą za każdym razem.

>No poproś kolegę co ma choć mature i wie co to jest jedna centylionowa mikrona.

Co ma piernik do wiatraka? Czy Ty dostałeś jakiegoś udaru mózgu?
Pomniejsz sobie tę różnicę o 999999999999999⁵⁰, a wciąż nie udowodnisz dlaczego miałaby się ona opierać na osobnym wszechświecie, dzięki któremu zaistniała, a od którego się nie różni. Jedyna możliwość, że ten wszechświat różni się "tyle, co nic" może zaistnieć w wypadku bardzo krótkiego czasu po zaistnieniu różnicy. Najmniejsza nawet możliwa różnica, a nawet jej brak i po prostu powtórzenie się czegoś sprawi, że różnice w układach będą rosły w tempie błyskawicznym, a wtedy "tyle, co nic" staje się bzdurą.
20-08-2018 20:26 
 Ocena 1 na 1
MaxGolonko3 (3459 punktów)
Na Darwina.

Nie obchodzi nas co będzie dalej, że historie się rozejdą.

Pewnie nie wiesz, że nasz wszechświat jest probabilistyczny
(mechanika kwantowa to odkryła) i nawet gdyby ułożyć idealnie wszystko tak samo
to historie i tak się rozejdą bo nie ma determinizmu!

Nawet Bóg (gdyby był) znajac wszystko o wszystkim nie wie co się stanie
bo natura losuje co zajdzie w ostatniej chwili (np jak kwant wpada na elektron)

Przecież napisano w 1-szym poście.

Bierzemy dwa sześciany o gigantycznej wielkości - np o boku 90 mld lat świetlnych.

W obu wszystkie protony (oraz puste miejsca) są ułożone tak samo.

Z dokładnością do jednej centylionowej mikrona.

Czyli w praktyce TAK SAMO.

teoretycznie mikroskopijnie inne położenie jakiegoś protonu tu a tam zmienia sytuację
ale to "inne" położenie jest nie dalsze niz o niebywale mały odcieneczek, stanowiący tyle co nic.

Dlatego jeśli tak zdefinujemy dokładność(potniemy wielki 90 mld lś swiat na mikrokomórki o rozmiarze zaledwie 1/centylion mikrona czyli ultra-mikroskopijnej wielkosci) to musimy mieć co jakiś czas dokładną kopie naszego wszechświata (czyli tego co widzimy dziś).

To tak jakbyś na kartce kratkowanego papieru co ma siatkę co 5 mm kładł
głazy o wielkości stu kilometrów i spierał się że głaz położony o dwa milimetry dalej
lezy znacząco inaczej.

NIE LEŻY. BO SKORO SIATKA JEST CO 5MM TO JEGO pozycję (od lewej) definiuje linia od której jest o 2 mm bo nastepna jest o 3 mm dalej czyli dalej!

Na tych dwóch szachownicach pionki sa nieco przesuniete.
czy masz wątpliwości na jakich polach one leżą? Nie!
To są takie same (praktycznie) pozycje i tak samo dwa Alberty Einsteiny będą tak samo zbudowane z materii. Obaj pozostaną co do swej genialności tacy sami.

Hufdobitny (186 punktów)
>Dlatego jeśli tak zdefinujemy dokładność(potniemy wielki 90 mld lś swiat na mikrokomórki o rozmiarze zaledwie 1/centylion mikrona czyli ultra-mikroskopijnej wielkosci) to musimy mieć co jakiś czas dokładną kopie naszego wszechświata (czyli tego co widzimy dziś).

Kto to mówi? Ty?
Gdzie jest ta kopia? Czym oddzielona?
Skąd te rozwidlenie?

>To tak jakbyś na kartce kratkowanego papieru co ma siatkę co 5 mm kładł
>głazy o wielkości stu kilometrów i spierał się że głaz położony o dwa milimetry dalej
>lezy znacząco inaczej.

Leży tak znacząco inaczej, że może teoretycznie odmienić los miliardów fenomenów po zaledwie kilku minutach istnienia. Prawdopodobnie zaniżone oszacowanie, bo fenomenów w danej chwili człowiek doświadcza więcej niż tysiące miliardów.

>NIE LEŻY. BO SKORO SIATKA JEST CO 5MM TO JEGO pozycję (od lewej) definiuje linia od której jest o 2 mm bo nastepna jest o 3 mm dalej czyli dalej!

Jeśli Twoja składnia leży tak nisko i nie jesteś w stanie nawet tego wyczuć, no to po prostu Eureka, Alleluja i do przodu.

>Na tych dwóch szachownicach pionki sa nieco przesuniete.

Dziękuję, wnikliwa percepcja.

>czy masz wątpliwości na jakich polach one leżą? Nie!

No właśnie, bo nie leżą na dwóch zupełnie innych polach. Leżą na jednym polu w innym czasie. Są innymi pionkami, mimo, że wyglądają identycznie.

>To są takie same (praktycznie) pozycje i tak samo dwa Alberty Einsteiny będą tak samo zbudowane z materii. Obaj pozostaną co do swej genialności tacy sami.

Jako ktoś, kto w stanie jest wyobrazić sobie nieskończoną ilość Einsteinów o nieskończonej ilości cech, niestety muszę Cię z przykrością pouczyć, że nie ma absolutnie dwóch takich samych Albertów Einsteinów i nigdy nie będzie.
Nie musisz jednak poprzestawać. Może w końcu uda Ci się dobrnąć do celu i postawić jakiś fundament pod logiczną hipotezę.
MaxGolonko3 (3459 punktów)
>>Dlatego jeśli tak zdefinujemy dokładność(potniemy wielki 90 mld lś swiat na mikrokomórki o rozmiarze zaledwie 1/centylion mikrona czyli ultra-mikroskopijnej wielkosci) to musimy mieć co jakiś czas dokładną kopie naszego wszechświata (czyli tego co widzimy dziś).
>Kto to mówi? Ty?
>Gdzie jest ta kopia? Czym oddzielona?
>Skąd te rozwidlenie?

Napisano w pierwszym poście i w Świat Nauki.

Arbitralnie rozpatrujemy kolejne gigantyczne sześciany wycięte z niekończonego kosmosu.

W końcu sytuacje muszą zacząć się powtarzać. Chyba że jakiś fart spowoduje że

ktoś wymusi że sześcian w którym ty żyjesz zostanie unikatem.

Wtedy powtarzane będą inne wielkie porcje nieskończongo wszechswiata z wyjatkiem tej naszej (magicznie chronionej) Kopernik by się zawstydził.
Hufdobitny (186 punktów)
Świat Nauki? Dobrze się czujesz?
Ty jesteś Świat Nauki?

Dlaczego miały by istnieć wszechświaty oddzielone "magicznie", a powtarzające to, co tutaj sie dzieje? Skąd ma wpływać do nich informacja, która prowadzi do metafizycznej natury kosmosu zespalającą jakiś inny wszechświat z naszą? Z Twoich wywodów?
A może jednak są to światy odmienne, posiadające jednakże naturę zespalającą nasz świat z niektórymi. Być może w tych światach istnieją Twoi "bliscy". Ale żebyś istniał tam Ty w tym samym dokładnie odzwierciedleniu? To jest po prostu szczyt egotyzmu i jakiś totalnie chory solipsyzm.

"Ktoś wymusił sześcian", dla Twojej wiadomości mógł to być Świętowid.
21-08-2018 00:01 
 Ocena 1 na 1
MaxGolonko3 (3459 punktów)
ty kompletnie nie rozumiesz tego wątku.

zakładamy że nasz wszechświat jest NIESKOŃCZONY wiec możemy go sobie (jego przestrzeń) podzielić na sześciany o boku 90 miliardów lat świetlnych.

Potem okazuje się że w każdym z takich sześcianów istnieje skonczona ilość kombiancji wypełnienia ich przestrzeni barionami (np protonami).

Wiec skoro jest tych wielkich sześcianów też nieskończenie wiele to jakieś (całe) muszą się powtarzać.


Może jakoś dłużej czytaj i od początku ....

bo zacznę ignorować twoje pisarstwo

Mój czas jest cenny.
Hufdobitny (186 punktów)
Uparłeś się, że coś się musi gdzieś powtarzać, bo tak. To nie wynika z żadnej nieskończoności. Nieskończoność logicznie implikuje, że żaden układ nie będzie się powtarzał dosłownie. Pisałem to w pierwszej odpowiedzi. Jeśli coś się powtarza z pozoru albo i nawet z absolutną dokładnością, czyli według Twojego punktu widzenia wszelkie cząsteczki mogą być nawet identycznie ułożone, to w dwóch takich układach po ułamkach sekundy, w danych miejscach, wystąpią zupełnie odmienne zdarzenia. To jest zasada nieskończoności. Aby coś się musiało powtórzyć, musi się najpierw skończyć, bo jeśli się nie skończy, to przy próbie "sklonowania" tego nie dojdzie do rozwidlenia i odmiennych zjawisk "predestynujących" -- po prostu nie dojdzie do "sklonowania".
Druga rzecz to, jeśli wbrew powyższej logiki wciąż chcesz twierdzić, że istnieją kopie, to w takim razie jak krótko? Po co? Ile? Kopia dokładna taka powstaje i po chwili zaczynają dziać się w niej inne rzeczy, a jeszcze po chwili w ogóle jest już to diametralnie inny świat? Dlaczego kopia miałaby powstać w danym momencie -- bo tak podyktowała "skończona ilość kombinacji wypełnienia przestrzeni"? Spójrz jakie to absurdalne: nieskończony metafizyczny ocean nieskończenie dzielić można po równo na kwadraty. Racjonalnie myślący człowiek wywnioskowałby, że nawet jeśli zaistniałby taki sam kwadrat, to byłby on jednak pod wpływem całej masy rzeczy, które odróżniają go od innego kwadratu. Bo nawet jeśli cząsteczki wody i powietrza i klasyczne fizyczne proporcje między dwoma kwadratami są takie same, to i tak wystąpią pewne kwantowe drogi nieustannie ciągnące w stronę osobliwości.

Nie potrafisz odpowiedzieć nawet na jedno z filozoficznych pytań, jakie zadaję. To nie jest niespodziewane, bo niesamowitą naiwnością byłoby stwierdzenie, np. że "wszechświatów powtarzających się może być nieskończenie wiele, a wszechświatów może być nieskończenie wiele, bo wydaje mi się, że układy barionów w jednym wszechświecie są ograniczone". No tak, tylko, że takie stwierdzenie na razie reprezentujesz i dobrze to nie wygląda.

A teraz w końcu powiem wprost jaki jest jeszcze jeden Twój fundamentalny błąd, przez który mijasz się z celem. Nieskończoność (w sensie przestrzennym) to nie jest zasadnie "przestrzeń bez granic". To byłby w ogóle błąd językowy. Przestrzeń bez granic należałoby określić poprawnie "przestrzeń, której granice nieskończenie wykraczają poza percepcję [jaką?]" , co zawierałoby logiczne przeświadczenie o tym, że wszystkie przestrzenie mają jakieś granice. Zasadnie, przestrzeń, której granice się wciąż rozszerzają, jest nieskończona. Mogą to być granice dostrzegalne -- wystarczy, że poszerzają przestrzeń.
21-08-2018 12:24 
 0 na 2
MaxGolonko3 (3459 punktów)
>kopie, to w takim razie jak krótko? Po co? Ile? Kopia dokładna taka powstaje i po chwili zaczynają dziać się w niej inne rzeczy

Napisałem że to nie ma znaczenia a ty udajesz czy nie masz czasu czytać co zostało napisane?

Kopie (w sensie obiektów fizycznych z dokładnością do atomu itp) całych wielkich porcji kosmosu są nieuchronne, a to że w każdej z nich dalsza historia przebiegnie potem nieco inaczej to dywagacje nie na temat.

Pzdr
p.s.
Wspomniałeś coś o "metafizycznym oceanie". To idź ze swoimi teoriami na inne portale bo tu w dziale nauka to z definicji bzdura. Metafizyka w dyskusji o kosmosie to ultra żenujący wtręt - nikt sprawny intelektualnie nie wierzy w metafizykę ani też osobowego boga z galerii znanych i interesujących się naszym życiem.

Wierzysz w boga? Rozumiesz poniższe punkty i zgadzasz się z nimi?

1. Kara piekła jest zbyt okrutna. Wiekuiste męki za skończoną ilość przestępstw jakie najgorszy nawet człowiek może popełnić to jakiś patologiczny, głupi sadyzm.

2. Bóg aby panować nad światem musiałby być wszechwiedzący, a więc też znający całą przyszłość już jak stwarzał świat. Wiedziałby zatem już wtedy kto jaki grzech popełni. Karanie zatem za grzechy byłoby nonsensem.

3. Czasami rodzi się dziecko mniej sprawne umysłowo od szympansa. Tak samo zdarzało się, że pierwsze Homo Erectusy nieraz wydawały na świat dzieci mniej inteligentne niż żyjące wtedy jeszcze na świecie Australopiteki, od których pochodzimy. To ośmiesza koncepcję duszy nieśmiertelnej bo w niebie musiałyby być też pra-małpy i tak dalej.

4. Sposób powstania spisanych Ewangelii jest znany. Arbitralnie wybrano jednego z kilku znanych "guru" gdyż cesarz Konstantyn chciał uspokoić waśnie religijne w cesarstwie i potrzebował nowej religii (poprzednia, oficjalna w Rzymie, już nikogo nie przekonywała).

5. Biblia jest dramatycznie niezgodna z nauką. Nie tylko o ewolucji ale też o powstaniu planet (Ziemia powstała ze zderzenia dwóch planet), powstaniu słońca i wielkim wybuchu.

6. Człowiek całe życie się zmienia, miewa mikrowylewy, zatrucia aluminium, itp. Dlatego na starość może być bardzo innym człowiekiem od tego, który zgrzeszył czymś jako 25-latek, albo odwrotnie wtedy był super człowiekiem a potem nie. Nie ma sensu zatem kontynuacja jego istnienia w postaci duszy bo dusza w chwili śmierci może być infantylna poglądowo i emocjonalnie czyli niereprezentatywna. Nie można natomiast cofnąć jej do czasu świetności bo wtedy odebrałoby się człowiekowi jego tożsamość, ważne wspomnienia i poglądy z dalszych lat.

7. Zalecenia religijne odnośnie seksu są sprzeczne z biologią człowieka, a zatem prawdziwy bóg takich by nie podpowiedział prorokom.
Brak częstych ejakulacji u mężczyzn zwiększa znacząco prawdopodobieństwo raka prostaty, a z oczywistych względów, trudno im w pewnych sytuacjach lub na pewnych etapach posiadać żonę.
Kobiecy erotyzm jest skomplikowany i konkretny pierwszy partner może okazać fatalnym dla niej rozwiązaniem. Prawdziwy bóg nie projektowałby przyjemności seksualnej u kobiet gdyby miały być aseksualne. Czasem partner okazuje się też po wspólnym zamieszkaniu nie do życia z innych względów, a rozwód jest zakazany!

8. Ostatni argument jest statystyczny. Praktycznie wszyscy wybitni uczeni (90%) są niewierzący (ankieta wśród wiodących uczonych amerykańskich - Świat Nauki 1999/11)

bioslawek.(*)1_naukowcy_a_religia_w_usa.pdf
Hufdobitny (186 punktów)
Nieuchronność cykliczności wszechświata -- nieskończonej -- jest nieuchronnością.
Nieuchronność tworzenia się kopii wszechświata opartych o naszą -- też jest, ale nie w Twoim wydaniu. Na szczęście. I nie jest to wydanie naukowe, ani metafizyczne. Jest po prostu do kitu.
Żal rozmawiać z opętańcem.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365