Norman Salsitz - Żyd, który spędził dzieciństwo w przedwojennej Kolbuszowej ( Rzeszowszczyzna) - w swych wspomnieniach ("A Jewish Boyhood in Poland: Remembering Kolbuszowa") zawarł, między innymi, taką relację: "Latem na rynku chłopi (polscy - Arminius) sprzedawali poziomki, czernice i maliny, które wystawiali na sprzedaż w wielkich, ciężkich koszach. Część z tych jagód nigdy nie została przez nich sprzedana - padała bowiem łupem młodocianych wyrostków specjalizujących się w ich "podwędzaniu" - do których także ja się zaliczałem. Wespół z mym przyjacielem wykorzystywaliśmy każdą okazję aby podkraść się do koszów, znienacka chwycić garść jagód, a następnie salwować się błyskawiczną ucieczką. Dlaczego to robiliśmy? Jagody oczywiście były smaczne - ale jeszcze bardziej podniecało nas napięcie związane z aktem kradzieży, szczególnie jeżeli pokrzywdzeni chłopi podejmowali - bezskutecznie - próby pościgu za nami, w celu odzyskania utraconego dobra. Kradzież nie stanowiła dla mnie problemu natury etycznej - większy wyrzut sumienia wzbudzał we mnie fakt miażdżenia - przy okazji - dużej ilości jagód." Wyczyny Salsitza i jego żydowskich kumpli należy - najpewniej - zaklasyfikować w kategorii łobuzerskich, niewinnych żartów. Mój niepokój wzbudza jednakże coś innego Otóż obawiam się, iż identyczne żarty - tylko a rebours - czyli ze strony polskich łobuziaków względem żydowskich handlarzy byłyby/są traktowane przez egzaltowanych filosemitów, w tym profesjonalnych historyków, jako przejawy antysemickich postaw wśród Polaków. Ale czy mają oni rację??? Czy wybryki Salsitza et consortes należałoby - w takiej formule - ujmować w kategoriach antypolonistycznych zachowań żydowskiej młódzi??? www.goodre(*)244-a-jewish-boyhood-in-poland |