Pierwszego dnia sierpnia 1944r. wybuchło Powstanie Warszawskie. Przez pierwszy tydzień panował entuzjazm - także wśród ludności cywilnej Warszawy, która w pełni utożsamiała się z czynem zbrojnym powstańców. Potem - wraz z niefortunnym rozwojem sytuacji - drogi powstańców i cywilów zaczęły się rozchodzić. W połowie września było już bardzo źle. Wśród ludności cywilnej panował nastrój niechęci czy też nawet wrogości względem powstańców - których obarczano współodpowiedzialnością za straszliwe tragedie.
Ów rozziew w postawach pomiędzy wojskiem a cywilami w Powstaniu Warszawskim - znany był od dawna historykom. Jest on także potwierdzany przez bardzo liczne źródła z epoki.
Tym niemniej jednak zarówno komuniści w PRL-u jak i strona niepodległościowa starali się ów brak monolitycznej postawy Polaków w Powstaniu Warszawskim - ukrywać i wyciszać, aby nie przedostał się on do szerokiej świadomości społecznej. W Muzeum Powstania Warszawskiego byłem już wieki temu. I nie natrafiłem tam na jakikolwiek ślad wskazujący na ową dychotomię postaw i poglądów jak wyżej. Nie wiem jak tam jest teraz - ale nie zdziwiłbym się, gdyby w tym względzie niewiele się zmieniło. Dotykamy w tym momencie intrygującego problemu. A mianowicie czy muzea mają być instytucjami, które w swej działalności edukacyjnej kierują się kryteriami warsztatu naukowego - czy też mają prawo odłożyć na bok owe kryteria i przekształcić się - de facto - w instytucje promujące określoną politykę historyczną/propagandę państwowotwórczą?
Zainteresowanych problem odsyłam do podlinkowanych materiałów.
natemat.pl(*)ludzie-mowili-idzcie-juz-sobiewww.historycy.org/index.php?showtopic=71060"Oto co napisał Aleksander Kamiński (autor "Kamieni na szaniec" - Arminius) w książce "Zośka i Parasol":
31 sierpnia i 1 września, ostatnie dni powstańczej Starówki, były bardzo złymi dniami. Do straszliwych bombardowań lotniczych i artyleryjskich, do męki ludzi ginących pod gruzami dołączyły się teraz groźne początki rozprzężenia. Zaczęło się to już 31 sierpnia, po nieudanej próbie wyłamania się do Śródmieścia. Wielki tłum, nie wiadomo jak i kiedy skupiony, ruszył ku barykadzie powstańczej, zbudowanej u wylotu Bonifraterskiej przy placu Krasińskich, i powiewając białymi płachtami, ręcznikami, chusteczkami usiłował przedostać się przez tę barykadę w kierunku Żoliborza, na teren opanowany przez nieprzyjaciela.
Mimo wezwań i ostrzeżeń oszalałego z podniecenia dowódcy odcinka kobiety i mężczyźni prą naprzód i poczynają rozrzucać barykadę.
- Ludzie, opamiętajcie się, wpuścicie Niemców do środka Starówki!
- Milcz, zbrodniarzu przeklęty!
- Oszaleliście, Niemcy was pomordują. Stójcie!
Gorączkowe niszczenie barykady trwa. - Zbrodniarze! - krzyczą podnieceni rozpaczą ludzie do grupy powstańców. - Wojujcie sami! - Czoło tłumu, przebywszy barykadę górą, powiewając bielą, zsuwa się ku stronie niemieckiej.
Gdy Jeremi, który widział tę scenę z okien gmachu sądu, pobiegł ku barykadzie z chwyconą naprędce grupą "Parasola" rozległy się jedna po drugiej krótkie serie broni maszynowej i po chwili krzyki rozpaczy. "Za późno" -błysnęło w mózgu Jeremiego, lecz nie przerwał biegu. Widział, jak tłum ucieka w panice, pozostawiając na jezdni i na barykadzie kilkanaście ciał.
Jeremi dopadł zdyszany dowódcy odcinka. Ten, leżąc we wnęce rozwalonej bramy, trzymał wciąż jeszcze w ręku dymiący cekaem. Popatrzył na Jeremiego wąską szparą oczu o nabrzmiałych powiekach-świadectwo szeregu nie przespanych nocy i dni.
- Nie dało się inaczej, panie poruczniku. Starałem się w nogi...
Rozprzężenie ogarniało nie tylko ludność cywilną. Oddziały powstańcze, niekiedy najlepsze w dotychczasowych walkach, samowolnie opuszczały swoje odcinki i naruszając ustalony porządek ewakuacji, próbowały ujść kanałami.
Dowództwo Starego Miasta przynaglane koniecznością nieprzerwanie kontynuowało ewakuację kanałową. Aby uniknąć masakry i zdradzenia ruchu przed lotnikami, żandarmeria powstańcza usiłowała trzymać kolumny oczekujące ewakuacji tylko w piwnicach lub w głębi ruin. Gdy nie było w pobliżu samolotów, oficer przy włazie dawał znak i kolejna grupa starała się jak najszybciej dostać z bramy do otworu włazowego.
Po nieudanej próbie przebicia się załogi Starówki do Śródmieścia istotnie nastąpiło załamanie morale. Pisze o tym płk "Wachnowski" w swym meldunku, zamieszczonym w pracy Piotra Stachiewicza:
"Nastrój bardzo pesymistyczny. Wszyscy żywili nadzieję w możliwość przebicia się, z chwilą gdy to upadło, żołnierze są gotowi na wszystko. Są jednak wypadki, że dezerterują z oddziałów. Wśród ludności cywilnej kompletne załamanie, ludność zbiera się w gromady. Wysyła delegacje do dowództw, żąda poddania się i wywiesza białe flagi. W kilku wypadkach byłem zmuszony użyć siły."