Jak już patrzymy w przyszłość, to ja widzę raczej brak takich problemów, lub ich marginalizacje. Stoimy w u progu biotechnologicznej rewolucji. Projektowanie dzieci może stać się czymś powszechnym. A jeśli nie projektowanie, to przynajmniej zamiana "niekorzystnych, słabych" sekwencji, a czasami pojedynczych liter kodu genetycznego, na syntetyczne, lub pozyskane i skopiowane od innych ludzi, już na etapie zygoty. Taki sposób poprawy jakości gatunku ludzkiego, może przybrać formę prawnego nakazu, a kto wie, może z czasem będzie wykonywany jako rutynowy zabieg.
Jednak taki stan rzeczy będzie wymagał również "zaprojektowanych czynników środowiskowych", tzn rozwiązań systemowych odnośnie szkoły i edukacji. I tu się pojawia główny problem - polityka. Choć jestem optymistycznie nastawiony do rozwoju biotechnologii, to pesymistycznie patrzę na politykę, od której zależeć będzie możliwość używania takich narzędzi do edycji. Boję się, że dopóki w Polsce panuje mentalność, rzekłbym, archaiczna, dopóty nie ma co liczyć na rewolucje tego typu.
|