 |
Trochę wiedzy oddala od Boga.Dużo wiedzy sprowadza do niego z powrotem Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-03-2007 00:14 | Świerzak | Trochę wiedzy oddala od Boga.Dużo wiedzy sprowadza do niego z powrotem | Trochę wiedzy oddala od Boga. Dużo wiedzy - sprowadza do Niego z powrotem. Ludwik Pasteur chciałbym podystkutować o tym cytacie , czy nie uważacie Racjonaliści , że coraz popularniejszy ateizm jest wynikiem posiadania własnie "troche wiedzy" - nasłucha sie człowiek o ewolucjach , DNA ,itp.itd tego Boga dotknąć,zobaczyć , obejrzeć na Discovery, sie nie da - no ! ewidentnie Go nie ma ! oczywiście tym wszystkim "wyznawcom" ateizmu Bóg jawi sie jako starzec siedzący na tronie i spoglądający na ludzi z nieba , po czym decydujący że ten pojdzie do nieba a ten do piekła ( wskazują na to często spotykane argumenty typu : wczoraj modliłem sie o słońce , a padał deszcz wiec Bóg nie istnieje) ,łatwo więc jest im powiedzieć kategorycznie , że nie istnieje . Dochodzimy to takiego pytania - czy ateizm nie jest w rzeczywistości w wiekszosci przypadków skrajnym , radykalnym buntem przeciwko religii ( w Polsce przeciw kościołowi katolickiemu i klerowi) , a nie rzeczywistym, popartym logiką przekonaniem o nieistnieniu istoty wyższej ? W końcu w historii filozofii ( nie biorąc pod uwage czasu post ) naprawde niewiele jest koncepcji zakładających brak Boga, w każdym razie niewiele znanych ... większość zakłada istnienie takiej czy innej siły wyższej - absolut , pierwszy poruszyciel , daimonion jak zwał tak zwał , myśle że większość ateistów nie ma o tym pojecia , zresztą tak jak i wiekszość wierzących.
|
| szukacz | Odp: Trochę wiedzy oddala od Boga.Dużo wiedzy sprowadza do niego z pow | >W końcu w historii filozofii ( nie biorąc pod uwage czasu post ) naprawde niewiele jest >koncepcji zakładających brak Boga, w każdym razie niewiele znanych ... A jakie to ma znaczenie.W historii świata niewielu mamy kosmonautów. W Polsce niewielu mamy ateistów. Ateiści raczej nie budują swoich przekonań wyłącznie na naiwnych przesłankach jakie wymieniasz.
|
|
 | | Kornowski (835 punktów) | >Ateiści raczej nie budują swoich przekonań wyłącznie na naiwnych przesłankach jakie wymieniasz.
Z ateistami jest jak z teistami - są wśród nich zarówno mądrzy ludzie jak i głupi, więc i tacy jakich wymienił autor tej dyskusji znajdzie się sporo.
Ateizm często jest jednak owocem jakiegoś przemyślenia - choćby i zainicjowanego przez Discovery, ale lepsze to niż bezrefleksyjne iście na skróty w stylu "po co zastanawiać się nad powstaniem świata, skoro można założyć że jakiś nadrzędny byt go stworzył".
Szkoda że nasz przedmówca - sądząc z jego wpisu - najwyraźniej należy do tej grupy. W każdym razie nie zadał sobie trudu aby dojść do istoty agnostycyzmu czy ateizmu.
|
|
| Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
>Trochę wiedzy oddala od Boga. >Dużo wiedzy - sprowadza do Niego z powrotem. >Ludwik Pasteur
* * * * * * * *
Nie ma tak głupiego człowieka, aby mądrego zdania nie zdarzyło mu się powiedzieć. Nie znalazł się też mędrzec, aby nie powiedział jakiejś głupoty!
* * *
Nie wiem, czy jest to cytat z Pasteura, wiem, że jest to wybitnie głupie stwierdzenie, którym pocieszają się teiści. Cytaty za cytat. Przedstawiam wyimki artykułów Izdebskiego z Racjonalisty.pl:
"W "Res Humana" 6/2005 znany polski filozof Zdzisław Cackowski pisze: "O człowieku, o jego powstawaniu i istnieniu wiemy już bardzo dużo. Wobec tej wiedzy marnieją biblijne opowieści o stworzeniu człowieka. Podtrzymywanie w tych warunkach tradycyjnego nauczania biblijnego o człowieku jest już nie do utrzymania. Takie nauczanie jest czymś w rodzaju nowej afery Galileusza, o wiele poważniejszej od tej siedemnastowiecznej".
Niedawno przeczytałem Francisa Wheena "Jak brednie podbiły świat". Książkę ogromnie tendencyjną. Ukazującą współczesne nagromadzenie głupoty, która nas otacza, a nawet osacza. Konsekwentnie piętnuje wszelakie odstępstwa od najważniejszej zdobyczy Oświecenia - wiary w rozum. Znalazłem tam cytat artykułu sprzed 80 lat - "Homo Neanderthalensis" H. L. Menckena. "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych.(...) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie". Nie chce się wierzyć, że od napisania tego tekstu prawie wiek minął, że dotyczył on ludzi z gminu. Proszę dziś w Polsce posłuchać wybitnych polityków z prawej strony, a nawet tych lewej. Pooglądać telewizję, posłuchać radia, poczytać prasę. Zastanowić nad oświeceniową misją współczesnych polskich intelektualistów. Z jak wielką odwagą w obronie wolności słowa potrafią zaatakować brody i turbany i jak im się trzęsą portki przed każdym krzyżykiem.
Barbara Stanosz: "Fałszywe są, zdaniem ateisty, mitologiczne i naiwne wersje tezy teizmu, które przedstawiają Boga czy bogów jako istoty cielesne; niezrozumiałe natomiast są jej wersje teologiczne i filozoficzne, które opisują Boga jako bezcielesny absolut, istnienie samoistne czy byt realny sam z siebie, a więc definiują go za pomocą wyrażeń, które same nie mają sensu".
Według soborowej "Konstytucji o Kościele i świecie współczesnym" nie istnieje jednoznaczna definicja ateizmu i wymienia jego wiele postaci: odrzucanie prawdy absolutnej, zaprzeczanie istnieniu Boga, zniekształcanie idei Boga, odrzucanie idei Boga jako protest przeciw złu, stawianie człowieka na miejscu Boga, ubóstwianie niektórych dóbr czy wartości ludzkich, wyolbrzymianie autonomii i wolności człowieka przy jednoczesnym zaprzeczaniu zależności człowieka od Boga, tłumaczenie rzeczywistości świata z punktu widzenia nauk przyrodniczych. Kościół odrzuca całkowicie "boleśnie zgubną doktrynę i jej działalność, a Paweł VI określa ateizm jako najgroźniejsze zjawisko naszych czasów".
Sadzę, że zrozumienie wiary przez niewierzących jest bardzo trudne, ale na podstawie dotychczas poznanej literatury przedmiotu uważam, że zrozumienie przez wierzących ateistów, "dla których jakakolwiek wiara nie jest do niczego potrzebna" - jest niemożliwe.
Zadowalający dla ludzi religijnych podział na teistów, ateistów i agnostyków jest podziałem socjologicznie nieuzasadnionym. Tak naprawdę w tych kwestiach bardziej prawdziwym jest dychotomiczny podział na fideistów afideistów. Wierzących - niezależnie od tego, w co wierzą (np. w to, że Bóg nie istnieje), oraz niewierzących (opierających swą wiedzę wyłącznie na nauce, ale nawet wobec niej sceptycznych).
Teologowie, od czasów Darwina znajdujący się w defensywie, w naukowym dyskursie stawiają tezę, że nauka zajmuje się tak wieloma sprawami, iż nie można mówić o spójnym światopoglądzie naukowym i przedstawiają kolejne zagadnienia, na które dzisiejsza nauka nie zna jeszcze odpowiedzi. Nie godzą się na "Boga białych plam", (trafnego określenia Isaaca Newtona), ale powołują się na Boga wszędzie tam, gdzie jeszcze w naukowym zrozumieniu świata pozostają luki. Agresywni publicyści zajmujący się popularyzacją nauki ośmieszają ten pogląd używając określenia "Bóg-zapchajdziura". Bardziej stonowany młody filozof Piotr Bylica W 20/2005 numerze Forum Klubowego stawia tezę, "że współczesna nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy (...), ani w porządku świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne. I kończy wywody stwierdzeniem: Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, to warto pamiętać, że to z jej założeń wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie.
Pstryk i wszystko jasne! No, może jednak nie tak bardzo, gdyż do dziś nie ma teorii w sposób przekonujący wyjaśniającej dlaczego ludzie wierzą w Boga. Dlaczego jest ich tak wielu, a wśród nich osoby wysoko wykształcone. Prawdopodobnie ten fenomen jest splotem wielu przyczyn, z których najważniejsze to proces socjalizacji i chyba jakieś uwarunkowania genetyczne."
Proszę to przemyśleć. Serdecznie pozdrawiam.
.
|
|
 | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | .
Ciąg dalszy.
@@@
>Teologowie, od czasów Darwina znajdujący się w defensywie, w naukowym dyskursie stawiają tezę, że nauka zajmuje się tak wieloma sprawami, iż nie można mówić o spójnym światopoglądzie naukowym i przedstawiają kolejne zagadnienia, na które dzisiejsza nauka nie zna jeszcze odpowiedzi. (...) młody filozof Piotr Bylica (...) stawia tezę, "że współczesna nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy (...), ani w porządku świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne. I kończy wywody stwierdzeniem: Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, to warto pamiętać, że to z jej założeń wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie.
****************************************************
Opieram swój światopogląd na nauce (naturalizmie ontologicznym) i bardzo proszę o wskazanie mi tych obszarów wiedzy, w których przez ich powiekszanie - >Dużo wiedzy - zostałbym sprowadzonym do Niego z powrotem. Jestem otwarty!
Proszę to przemyśleć. Serdecznie pozdrawiam.
.
|
|
|  | | Losec | > Teologowie, od czasów Darwina znajdujący się w defensywie, w naukowym dyskursie...Teoria doboru naturalnego Darwina, tłumaczy wiele, ale nie wszystko, a już na pewno, w żadnym wypadku, nie podważa istnienia Stwórcy! > młody filozof Piotr Bylica (...) stawia tezę, "że współczesna nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy (...), ani w porządku świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne. I kończy wywody stwierdzeniem: Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, to warto pamiętać, że to z jej założeń wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie.Piotr Bylica bardzo się myli. O osiągnięciach nauki, powinien wypowiadać się naukowiec, a nie filozof! W miarę poznawania świata, istnienie czegoś poza materią, zdaje się być coraz bardziej prawdopodobne. > Opieram swój światopogląd na nauce (naturalizmie ontologicznym) i bardzo proszę o wskazanie mi tych obszarów wiedzy, w których przez ich powiekszanie -> zostałbym sprowadzonym do Niego z powrotem. Jestem otwarty!Jeśli mogę coś zasugerować, to proponuję m.in. następujące obszary wiedzy: teorię doboru naturalnego, teorię Wielkiego Wybuchu, teorię kwantową, Model Standardowy cząstek elementarnych, zasadę nieoznaczoności Heisenberga, oraz twierdzenie Godla. Mogę polecić to .
Pozdrawiam. Do zobaczenia w niebie.
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
>>Teologowie, od czasów Darwina znajdujący się w defensywie, w naukowym dyskursie... >Teoria doboru naturalnego Darwina, tłumaczy wiele, ale nie wszystko, a już na pewno, w żadnym wypadku, nie podważa istnienia Stwórcy! Przykro mi, ale z tego co Pan tu napisał wnoszę, że nie ma Pan pojęcia o teori Darwina, nie mówiąc już o neodarwinizmie.
>Piotr Bylica bardzo się myli. O osiągnięciach nauki, powinien wypowiadać się naukowiec, a nie filozof! W miarę poznawania świata, istnienie czegoś poza materią, zdaje się być coraz bardziej prawdopodobne. Piotr Bylica jest filozofem nauki, o ile słyszał Pan o takiej specjalności.
>Jeśli mogę coś zasugerować, to proponuję m.in. następujące obszary wiedzy: teorię doboru naturalnego, teorię Wielkiego Wybuchu, teorię kwantową, Model Standardowy cząstek elementarnych, zasadę nieoznaczoności Heisenberga, oraz twierdzenie Godla. Nawet lubię sugestie, ale jak Pana wiedza na ten temat jest taka sama jak o Darwinizmie, to ja dziękuję. Tak poważnie, to znam nawet katolickie interpretacje przywołanych tu przez Pana teorii.
> Pozdrawiam. Do zobaczenia w niebie.
Aż tak źle mi Pan życzy. Pozdrawiam i życzę Panu realizacji swoich zamierzeń, tak teraz jak i po - oby najpóźniejszej - śmierci.
.
|
|
| | |  | | Losec | >Przykro mi, ale z tego co Pan tu napisał wnoszę, że nie ma Pan pojęcia o teori Darwina, nie mówiąc już o neodarwinizmie. Ja jestem tylko skromnym chirurgiem, ukończyłem tylko jedną uczelnię, i na pewno nie wiem o darwiniźmie wszystkiego, gdzie mi tam do wiedzy Szanownego Pana... A już zupełnie nie dorównuję Mu w intuicji... >Piotr Bylica jest filozofem nauki, o ile słyszał Pan o takiej specjalności. On może być Profesorem Wszechnauk, ale nie znaczy to, że jest nieomylny... Pisząc, >"Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, to warto pamiętać, że to z jej założeń wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie... zdołał w jednym zdaniu popełnić kilka błędów... >Nawet lubię sugestie, ale jak Pana wiedza na ten temat jest taka sama jak o Darwinizmie, to ja dziękuję. >Tak poważnie, to znam nawet katolickie interpretacje przywołanych tu przez Pana teorii. Obawiałem się, że będę żałował ( wbrew Pańskiej opinii o otwartości ), że ośmielam się zakłócić Szanownemu Panu spokój. Podejrzewałem, że znów raczy się Pan odnieść raczej do mnie ( ad personam), albo do mojej mamusi i tatusia, albo żonusi... A jednak przez chwilę, w swej bezdennej naiwności - liczyłem, na jakąś wymianę rzeczowych argumentów... Ech, ja głupi... Mimo wszystko:
Pozdrawiam. Do zobaczenia w niebie.
|
|
| | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
Nawet gdy człowiek jest bardzo otwartym i pełnym dobrej woli, to jak dyskutować z człowiekiem, który nawet własnych tekstów nie czyta.
************************
>>>>Przykro mi, ale z tego co Pan tu napisał wnoszę, że nie ma Pan pojęcia o teorii Darwina, nie mówiąc już o neodarwinizmie. >Ja jestem tylko skromnym chirurgiem, ukończyłem tylko jedną uczelnię, i na pewno nie wiem o darwinizmie wszystkiego, gdzie mi tam do wiedzy Szanownego Pana... A już zupełnie nie dorównuję Mu w intuicji... Odpowiem Pańskim tekstem: może Pan być Profesorem Wszechnauk, ale nie znaczy to, że jest nieomylny...
Darwinizm jest zdecydowanie - ateistycznym naturalizmem metodologicznym i ile banalnym jest Pańskie stwierdzenie: "Teoria doboru naturalnego Darwina, tłumaczy wiele, ale nie wszystko", to zdecydowanie nieprawdą jest że: "w żadnym wypadku, nie podważa istnienia Stwórcy!" Prawdopodobnie (ale to tylko moje spekulacje) Darwinizm pomylił się Panu z ewolucjonizmem teistyczno-naturalistycznym. (W Polsce bp Życiński).
Napisał Pan: >"Piotr Bylica bardzo się myli. O osiągnięciach nauki, powinien wypowiadać się naukowiec, a nie filozof!"
Na co odpowiedziałem: >>>>Piotr Bylica jest filozofem nauki, o ile słyszał Pan o takiej specjalności.
A Pan: > On może być Profesorem Wszechnauk, ale nie znaczy to, że jest nieomylny... Pisząc, >>>>"Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, to warto pamiętać, że to z jej założeń wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie... >zdołał w jednym zdaniu popełnić kilka błędów...
Czy według Pana jest to: "jakaś wymiana rzeczowych argumentów..."? Miałaby ona polegać, że Pan będzie twierdził iż naturalizm nie odpowiada na stawiane przez Pana pytania i tym samym błądzi, a ja będę mówił, że moim ma rację, gdyż nie tylko, że odpowiada na szereg istotnych pytań, ale te odpowiedzi są weryfikowane przez praktykę.
Wielce Szanowny Panie, za przedstawianymi tu poglądami stoją konkretni ludzie reprezentujący swoje grupy społeczne. Nie nadużywam (ad personam), a nawet używam tego argumentu niebywale rzadziej, niż używany jest wobec mnie, ale nie mam zamiaru, w niektórych polemikach z niego nie korzystać. Szczególnie, gdy ktoś sam do tego prowokuje.
Nie chciałbym znaleźć się pod opieką lekarza, który swoje działania warunkowałby by ideologią, a wiedzę biologiczną miał tak słabą, że nie wiedział, iż od Kopernika nikt nie zadał bardziej celnego ciosu religii jak Darwin i dlatego zdecydowanie prawdziwe są poniższe stwierdzenia: Teologowie, od czasów Darwina znajdujący się w defensywie, w naukowym dyskursie stawiają tezę, że nauka zajmuje się tak wieloma sprawami, iż nie można mówić o spójnym światopoglądzie naukowym i przedstawiają kolejne zagadnienia, na które dzisiejsza nauka nie zna jeszcze odpowiedzi. Nie godzą się na "Boga białych plam", (trafnego określenia Isaaca Newtona), ale powołują się na Boga wszędzie tam, gdzie jeszcze w naukowym zrozumieniu świata pozostają luki.
Bardzo chętnie rozmawiam na tematy o których mam jakieś tam pojęcie, ale ponieważ pamięć jest zawodną, to jeszcze lubię sprawdzić. Nie lubię chadzać po imienijnych imprezach i dyskusje na poziomie "rozmowy u cioci na imieninach" mnie nie bawią. Odpowiadam za to co napisałem i potrafię przeprosić za błędy, głupoty, niezręczności, czy też niegrzeczności (wszystkim się zdarzają), ale proszę o konkretne zastrzeżenia do rzetelnie podanych cytatów.
Miłego dnia i ciekawych refleksji.
.
|
|
| | | | |  | | Losec | Szanowny Panie! Poniżej przedstawiam Panu krótką i zapewne niekompletną wybiórkę pańskich tzw. argumentów skierowanych do mnie. Nie robię tego po to by, wywołać przeprosiny, bo jako chrześcijanin potrafię wybaczyć bliźniemu wiele i bez przeprosin, ( nawet to, jak się Pan odnosi do moich Rodziców) tylko po to, by udowodnić Panu, jaką retorykę stosował Pan w rozmowach ze mną, sam bardzo się oburzając, gdy ( zgodnie z wygodnym zwyczajem panującym w sieci) ośmieliłem się zwrócić do Szanownego Pana "per Ty". >Dzięki Ci Panie, gdyż poprzez Twoją wypowiedź, poznaliśmy sprawę godną najwyższej wagi: >Jak sobie Jasiu Boga i wiarę w Niego wyobraża. >Dzieki wspaniałej opatrzności czuwającej nad naszym krajem, to i Pański Tatuś może i Mamusia może i Żonusia może i dzieciątka, które Bozia dała, też >mogą się modlić i w domku i w kościółku... >Nie przepraszam ani nie jest mi przykro (nawet, gdy ktoś poczuje się nimi urażony i obrażony), za złośliwości, które tu wyrażam.... >Nie ma tak łatwo! To nie rekolekcje. Tu trzeba trochę wysilić łepetynę.... >Zupełnie mnie Szanowny Pan, jego poglądy i jego poziom intelektualny nie interesują... >Takich, którzy moje teksty - dla Pana niezrozumiałe - potrafią łatwo zrozumieć... >Pan - służy mi tylko jako egzemplifikacja pewnych postaw społecznych. Moim zdaniem, bardzo groźnych... >Przykro mi, ale z tego co Pan tu napisał wnoszę, że nie ma Pan pojęcia o teori Darwina, nie mówiąc już o neodarwinizmie... >Nawet lubię sugestie, ale jak Pana wiedza na ten temat jest taka sama jak o Darwinizmie, to ja dziękuję... >Prawdopodobnie (ale to tylko moje spekulacje) Darwinizm pomylił się Panu z ewolucjonizmem teistyczno-naturalistycznym.... >Nie chciałbym znaleźć się pod opieką lekarza, który swoje działania warunkowałby by ideologią, a wiedzę biologiczną miał tak słabą, że... >jak dyskutować z człowiekiem, który nawet własnych tekstów nie czyta.
I jeszcze jeden cytat: >Nie nadużywam (ad personam), a nawet używam tego argumentu niebywale rzadziej, niż używany jest wobec mnie,
Szanowny Panie! To czy Szanowny Pan lubi chodzić na imieniny i co ewentualnie raczy opowiadać na imieninach swojej cioci, to mnie zupełnie nie interesuje. To, do jakiego lekarza Pan chodzi, to też jest pańska prywatna sprawa, choć zapewniam Pana, że moja Wiara pomaga mi leczyć ludzi. Jeśli nie widzi Pan błędów popełnionych w wypowiedzi Piotra Bylicy, którą Pan raczył zacytować, to proponuję Panu małe Rekolekcje: >"Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, od kiedy to "nauka" decyduje o tym, co isnieje, a co nie? Zapewniam Szanownego Pana, że wiele rzeczy istniało, istnieje i istnieć będzie na świecie, zupełnie niezależnie od tego, co na ten temat ma do powiedzenia nauka. Nauka nie potrafi wyjaśnić jak powstał wszechświat, co było przyczyną Wielkiego Wybuchu, co było przed nim, czy w ogóle było jakieś "przed", ale to nie znaczy, że Wielkiego Wybuchu nie było! >to warto pamiętać, że to z jej założeń... z jakich założeń? Czy jakakolwiek dziedzina nauki, może podpierać się własnymi założeniami? Czy przypadkiem nie należy się opierać na wynikach badań, a nie na jakichś bliżej niesprecyzowanych założeniach? >...wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie... i wreszcie trzecie "pobożne życzenie" materialistów! Z żadnej udowodnionej teorii nie wynika, że Boga nie ma. Nikt jak dotąd nie udowodnił naukowo, że nie można luk istniejących w poznaniu świata wypełnić Stwórcą. Nikt również nie udowodnił, że Stwórca jest, bo to jest coś, co leży poza możliwościami dowodzenia. Wynika to z twierdzenia Gödla. Podobnie jest z teorią doboru naturalnego. Ona nie przeczy istnieniu Boga, bo nie można temu istnieniu zaprzeczyć. I, choć zapewniam Szanownego Pana, jestem głęboko przekonany, że i Pan i ja i szympans i goryl, i koń i euglena zielona mamy wspólnego przodka, teoria ta nie tłumaczy dostatecznie wszystkiego, np. "eksplozji kambryjskiej" i powstania niektórych zdolności naszych mózgów. Zdolności zupełnie nieprzydatnych człowiekowi pierwotnemu.
Proszę mi wierzyć, za tymi opiniami, też stoją grupy społeczne, nie tylko ja:
"Dzisiejsza nauka, nieskrępowana skrupułami "mitologicznymi", dziedziczy po tradycyjnych religiach wszystkie ich najgorsze cechy - dogmatyzm i fanatyzm, zaś świadomie pozbywa się najlepszych - pokory i woli samodoskonalenia" Joanna Tokarska-Bakir - antropolog kultury, wykładowca Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW, fragment pochodzi z artykułu "Nauka prędko gnije", który ukazał się w GW z 17-18 czerwca ub.roku.
Pozdrawiam i jak zwykle z pełnym przekonaniem mówię - do zobaczenia w niebie
|
|
| | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | Szanowny panie Omeprazol - w pyskówki między panem a mister Bogusławskim nie będę się wtrącał, ale radzę zmienić nick - bo jeszcze dziarscy chłopcy w kominiarkach w asyście CBA, prokuratora i kamerzystów wywloką pana z bloku operacyjnego jak Mirosława G., zakują w kajdanki i wysmażą akt oskarżenia - "przyjmowanie korzyści majątkowych za promowanie handlowej nazwy leku".
Ostatnio na łapiduchów trwa nagonka...
|
|
| | | | | | |  | | Losec | Przyznaję się do winy  Jak wybierałem sobie nick do poczty, to najpierw wypróbowałem wszystkie znane mi postaci z Trylogii Sienkiewicza i Tolkiena, z Gwiezdnych Wojen i paru innych filmów i wszystko było już zajęte. Wtedy wpadłem na pomysł by wybrać nazwę jakiegoś leku, bo pomyślałem, że te nazwy mało kto zna. Żeby było łatwo wybrałem Losec, a nie np. Pentaerythritol compositum... Pozdrowienia P.S. Kolega farmakolog?? Czy też może wrzodowiec?
|
|
| | | | | | | |  | | Kortez (142 punktów) |
Dlaczego nie pantoprazol? Pachnie mi korupcją ze strony Astry-Zeneki.
|
|
| | | | | | | | |  | | Losec | Ooo. Widzę że więcej tu ludzi z branży... Dlatego Losec , że brzmi trochę podobnie do mojego imienia.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Kortez (142 punktów) | Jednak to kryptoreklama.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Losec | >Jednak to kryptoreklama. Ale kto ją robi? Ja, czy Wy?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Kortez (142 punktów) | Oczywiście, że Ty. Twój nick to nazwa handlowa. Ludzie, w tym lekarze, patrzą i przez wdrukowanie, następnego dnia podświadomie piszą na receptach: Losec, zamiast np. CONTROLOC
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Losec | > Oczywiście, że Ty.> Twój nick to nazwa handlowa. Ludzie, w tym lekarze, patrzą i przez wdrukowanie, następnego dnia podświadomie piszą na receptach: Losec, zamiast np. CONTROLOC  Nie opowiadaj. Lekarze piszą dany lek nie przez "wdrukowanie", tylko przez coś zupełnie innego...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Kortez (142 punktów) | Oczywiście masz na myśli względy merytoryczne: trudny wybór pomiędzy farmakokinetyką, bezpieczeństwem terapii i klinicznie potwierdzoną skutecznością a względami farmakoekonomicznymi?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Losec | > Oczywiście masz na myśli względy merytoryczne: trudny wybór pomiędzy farmakokinetyką, bezpieczeństwem terapii i klinicznie potwierdzoną skutecznością a względami farmakoekonomicznymi?No jasne!  A niby co mogłem mieć na myśli?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Kortez (142 punktów) | Nie wiem i nie chcę wiedzieć  A może i wiem, ale nie powiem. W końcu nie jestem kapuś - Oleksy. Jednak jeśli merytoryka to nie Losec odpada.
|
|
| | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Dlaczego nie pantoprazol? Pachnie mi korupcją ze strony Astry-Zeneki.<
Pantoprazol też pachnie korupcją:D, bo w Polsce jest dopuszczony do obrotu tylko jeden preparat pantoprazolu. Natomiast omeprazoli mamy chyba już z dziesięć - dlatego taki zaproponowałem na nick dla pana L.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Kortez (142 punktów) | Pana informacje są już nieaktualne. W tym roku do obrotu został dopuszczony pierwszy generyk pantoprazolu.
|
|
| | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
>Szanowny Panie! Poniżej przedstawiam Panu krótką i zapewne niekompletną wybiórkę pańskich tzw. argumentów skierowanych do mnie.(...) Wiem, że jest Pan wierzącym, ale czy wierzy Pan, że będzie mi się chciało teraz wyszukiwać Pańskie teksty, którymi Pan sprowokował mnie do takich wypowiedzi? Te moje zdania wyrwane z kontekstu mają tu niewielkie znaczenie, a znając siebie uważam, że zostały dosyć celnie użyte, czego potwierdzeniem jest, że zabolały.
*********************
Szanowny Panie, wielokrotnie powtarzałem, że z wiarą nie ma dyskusji. Skąd ja biedny niedouczony naturalista ontologiczny znajdę na Pańskie poniższe zdanie dobry kontrargument.
>od kiedy to "nauka" decyduje o tym, co isnieje, a co nie? Ma Pan rację: mamy mądre święte księgi, mamy kapłanów i świętych mędrców, proroków, no i mieliśmy "Naszego Papieża", co tam uczeni mogą wiedzieć?
>Czy jakakolwiek dziedzina nauki, może podpierać się własnymi założeniami? No i jak mogę Panu wytłumaczyć, że w nauce obowiązują ściśle określone procedury metodologiczne, jedną z nich jest naturalizm, następnymi weryfikacja i falsyfikacja itd, itd.
>Nikt jak dotąd nie udowodnił naukowo, że nie można luk istniejących w poznaniu świata wypełnić Stwórcą. Można je wypełniać, czym kto sobie życzy, Bylica jeno zauważył, że tych luk coraz mniej.
>Nikt również nie udowodnił, że Stwórca jest, bo to jest coś, co leży poza możliwościami dowodzenia. I tu ten "piesek jest pogrzebany": Stwórca, który leży poza możliwościami dowodzenia i nie daje się w jakikolwiek sposób doświadczyć w rzeczywistości, dla nauki nie ma i nie może mieć jakiegokolwiek znaczenia. Ja opieram swój światopogląd na nauce, a Pan na wierze w Stwórcę.
*********************************
Wykazałem w poprzednim poście jak wygląda polemika z Panem. Teraz Pan dokłada nowe wątki:
Losec: >Teoria doboru naturalnego Darwina, tłumaczy wiele, ale nie wszystko, a już na pewno, w żadnym wypadku, nie podważa istnienia Stwórcy!
Bogusławski: Przykro mi, ale z tego co Pan tu napisał wnoszę, że nie ma Pan pojęcia o teorii Darwina, nie mówiąc już o neodarwinizmie.
Losec: >Ja jestem tylko skromnym chirurgiem, ukończyłem tylko jedną uczelnię, i na pewno nie wiem o darwinizmie wszystkiego, gdzie mi tam do wiedzy Szanownego Pana... A już zupełnie nie dorównuję Mu w intuicji...
Bogusławski: Darwinizm jest zdecydowanie - ateistycznym naturalizmem metodologicznym i o ile banalnym jest Pańskie stwierdzenie: "Teoria doboru naturalnego Darwina, tłumaczy wiele, ale nie wszystko", to zdecydowanie nieprawdą jest że: "w żadnym wypadku, nie podważa istnienia Stwórcy!" Prawdopodobnie (ale to tylko moje spekulacje) Darwinizm pomylił się Panu z ewolucjonizmem teistyczno-naturalistycznym. (W Polsce bp Życiński).
Losec - teraz: >Podobnie jest z teorią doboru naturalnego. Ona nie przeczy istnieniu Boga, bo nie można temu istnieniu zaprzeczyć.
Bogusławski - teraz: I co ja biedny mogę: Darwin przeczył i to mówiłem. Biskup Życiński nie przeczy i to podpowiedziałem. Ja jestem naturalistą ontologicznym i zgadzam się z dorobkiem współczesnej biologii ewolucyjnej (neodarwinizmu).
Mnie, w pozostałe jeszcze dziurki, już Bóg się nie mieści. Jak dla Pana Doktora ma jeszcze dużo miejsca - to niech się Pan cieszy.
*********************************************
Powołuje się Pan na autorytet profesor Joanny Tokarskiej-Bakir, to dołożę Panu fizyka Jacynę Onyszkiewicza, a znam jeszcze paru podobnych uczonych. Są dla mnie takimi samymi autorytetami jak Pan.
Dlatego, gdy chciałby Pan rozmawiać, to proszę tylko o rzetelność. Przeczytanie, co powiedział polemista i odnoszenie się właśnie do tego. Sprawdzenie też tego, w jakiś źródłach, co się samemu mówi.
Wierzyć, to Panu wolno we wszystko, w co tylko sobie Pan życzy. Ja tu nie mam nic do powiedzenia. Mówię tylko o faktach, które dają się "jakoś" sprawdzić.
Jak wykazałem, w tym i "wyższych" postach Pan, a i inni - mniej lub bardziej - wierzący, pisujący na naszym forum, straszliwie "kuglują", co mnie irytuje. Stąd moje drobne, choć czasem i większe, złośliwości. Za co, od niektórych (jeszcze nie od Pana) spotyka mnie chamska prymitywna agresja. Jak brak argumentów, to jeszcze kij został.
Miłego wieczoru.
.
|
|
| | | | | | |  | | Losec | Szanowny Panie! Niezmiernie cieszę się, że udało się Panu tym razem powściągnąć nieco swe ostre pióro i nie wypróbował Pan na mnie swych wszystkich kijów. Uważam, że ci, którzy reprezentując tu ludzi wierzących, posuwają się do atakowania dyskutantów przy pomocy obelg - błądzą, ale proszę mnie nie czynić za nich odpowiedzialnymi! Panu wolno używać takiego języka, jaki się Panu spodoba, mnie - chrześcijaninowi - nie! Cieszę się również dlatego, że znalazłem coś, co mnie i Pana łączy. Napisał Pan, że: >No i jak mogę Panu wytłumaczyć, że w nauce obowiązują ściśle określone procedury metodologiczne, jedną z nich jest naturalizm, następnymi weryfikacja i falsyfikacja itd, itd. Jako komentarz do fragmentu zdania: >to warto pamiętać, że to z jej (nauki) założeń... Otóż ja jestem dokładnie takiego samego zdania! Uważam, że można podpierać się tym, co zweryfikowane i zaprzeczać temu, co zostało sfalsyfikowane! ( i temu dałem wyraz, jak łatwo może sprawdzić kto ciekaw) natomiast niedopuszczalne jest jako argumentu w dyskusji użycie terminu założenia nauki , bo owe założenia nie muszą wcale okazać się prawdziwe. Gdyby sporne zdanie brzmiało tak: "...to warto pamiętać, że to z jej dowodów wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie" to byłoby to zdanie logiczne, choć dalej nieprawdziwe, ponieważ takich dowodów nie ma. Zapewne przez niedopatrzenie nie raczył Pan zauważyć kilku rzeczowych argumentów w moich tekstach, ( składam to na karb późnej pory ), takich jak np. zastrzeżenia do darwinizmu - niezdolność teorii do wytłumaczenia "eksplozji kambryjskiej" i sposobu oraz tempa w jakim powstał ludzki rozum. Proszę się nie unosić, gdy piszę, że Boga nie da się wykluczyć metodami naukowymi. Po prostu my chrześcijanie wierzymy w Boga, który istnieje poza czasem i pozostałymi trzema wymiarami. Proszę zauważyć, że jest to broń obosieczna, bo nie możemy również istnienia naszego Boga udowodnić! Zapewniam Pana, że nie zamierzam Szanownego Pana na nic nawracać, bo nie dysponuję odpowiednią wiedzą ani też przygotowaniem, staram się tylko na miarę swych skromnych możliwości obalić niektóre fałszywe przekonania, znajdujące się w Pańskich wypowiedziach, by inny czytający nie nabrali fałszywego przekonania o ich słuszności. Proszę jednak nie wymagać ode mnie, bym, jak na Rekolekcjach wyłuszczał Panu oprócz twierdzeń dla mnie korzystnych, również opinie przeciwne, nawet, jeżeli niektóre z nich są mi znane. Nie śmiałbym Szanownego Pana w tym wyręczać i odbierać Szanownemu Panu przyjemności zadania mi jakiegoś celnego ciosu. Trudno jednak nazwać odpowiedzią, to, jak potraktował Pan fragment o nauce. Żadnego merytorycznego odniesienia, tylko argument ad personam, tym razem skierowany do Pani Joanny Tokarskiej-Bakir. Czy zamiast odnosić się do autorów stwierdzeń, mógłby Pan, choć od czasu do czasu odnieść się do meritum? Nie jest również prawdą, jakoby nie istniały wcale żadne przesłanki skłaniające nas do uznania istnienia Stwórcy. Taką przesłanką, choć oczywiście nie dowodem, jest tzw. dowód istnienia Projektanta, wynikający z istnienia projektu. Nie chciałbym obrażać pańskiej inteligencji, ale może dla innych czytelników, napiszę, o co chodzi. Otóż w miarę poznawania wszechświata, zasad nim rządzących, okazuje się, że gdyby prawa natury były tylko trochę inaczej pomyślane (sic!), to świat wyglądałby diametralnie inaczej, i życie w nim rodzaju ludzkiego byłoby całkiem niemożliwe. Z badań nad tymi prawami wynika, że w chwili, gdy nauka wyjaśnia jakąś zasadę, jakieś prawo, to zawsze okazuje się, że pierwotną przyczyną tego porządku, był jeszcze wcześniejszy porządek rzeczy. W istocie nasz świat jest tak doskonale uporządkowany, ż trudno rozsądnemu człowiekowi uznać to za przypadek. Np. trudno nie zauważyć porządku rządzącego ruchami planet, które jak wiemy krążą po eliptycznych orbitach.. Z czego wynika ten porządek - z jeszcze głębszego porządku - z zasad grawitacji, które odnoszą się nie tylko do planet, ale do wszystkich ciał, jak to wykazał Newton. Gdyby siła grawitacji była tylko trochę słabsza, lub silniejsza, a nie malała wraz z kwadratem odległości, orbity planet byłyby znacznie bardziej skomplikowane, w większości nie mogłyby być krzywymi zamkniętymi. Drugie prawo Keplera mówi, że w drodze wokół gwiazd, planety zakreślają równe powierzchnie w równym czasie. Ta zasada, ma swe głębsze uzasadnienie w zasadzie zachowania momentu pędu, która również ma zastosowanie w wytłumaczeniu, dlaczego wszystkie orbity planet leżą w jednej płaszczyźnie, a także "umożliwia" stały ruch planety wokół swej osi, co oczywiście nie jest bez znaczenia dla żyjących na niej stworzeń. Gdyby nie istniała - życie w obecnym kształcie, z całą pewnością nie byłyby możliwe.
Pozostaję z szacunkiem, życzę również miłego dnia i do zobaczenia w niebie!
|
|
| | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
>Szanowny Panie! >Niezmiernie cieszę się, że udało się Panu tym razem powściągnąć nieco swe ostre pióro i nie wypróbował Pan na mnie swych wszystkich kijów. Już pierwsza różnica, jestem złośliwy, kpię, ironizuję, wbijam szpileczki, a nawet czasem kogoś przyszpilę. Natomiast, gdy chce Pan poszukać kijów, pał i tym podobnych argumentów, to proszę poszukać wśród swoich ideowych przyjaciół. Np. Rabarbar.
>Uważam, że ci, którzy reprezentując tu ludzi wierzących, posuwają się do atakowania dyskutantów przy pomocy obelg - błądzą, ale proszę mnie nie czynić za nich odpowiedzialnymi! Panu wolno używać takiego języka, jaki się Panu spodoba, mnie - chrześcijaninowi - nie! W słowach każdemu wolno robić co chce - pod warunkiem, że godzi się na odpowiedzialność za swoje słowo. Tu każdy z nas kompromituje się na własną rękę.
>Zapewniam Pana, że nie zamierzam Szanownego Pana na nic nawracać, bo nie dysponuję odpowiednią wiedzą ani też przygotowaniem, staram się tylko na miarę swych skromnych możliwości obalić niektóre fałszywe przekonania, znajdujące się w Pańskich wypowiedziach, by inny czytający nie nabrali fałszywego przekonania o ich słuszności. Proszę jednak nie wymagać ode mnie, bym, jak na Rekolekcjach wyłuszczał Panu oprócz twierdzeń dla mnie korzystnych, również opinie przeciwne, nawet, jeżeli niektóre z nich są mi znane. Nie śmiałbym Szanownego Pana w tym wyręczać i odbierać Szanownemu Panu przyjemności zadania mi jakiegoś celnego ciosu. No cóż, Pańskim zdaniem z Pańskich tekstów bije sama chrześcijańska słodycz, mnie takowe stwierdzenia pobudzają do riposty. Na ogół celnej. Gdy Pan obrywa, to czysto po katolicku Pan pyta: A za co? Jestem przecież - dobroczyniącym i słodycz głoszącym - chrześcijaninem!
>Trudno jednak nazwać odpowiedzią, to, jak potraktował Pan fragment o nauce. Żadnego merytorycznego odniesienia, tylko argument ad personam, tym razem skierowany do Pani Joanny Tokarskiej-Bakir. Czy zamiast odnosić się do autorów stwierdzeń, mógłby Pan, choć od czasu do czasu odnieść się do meritum? A cóż złego napisałem o osobie, która doktorat zrobiła z etnologii, a habilitację z literaturoznawstwa i sama mówi o sobie, że jest etnografką, a tu wypowiada się o nauce. Powiedziałem, że ma dla mnie taki sam autorytet jak Pan. Gdzie Pan odnajduje tam argument - ad personam, przecież nigdzie się do pani profesor nie odnoszę, czy nie jest to znowu Pańska manipulacja. To przecież Pan napisał, że filozof nie ma prawa wypowiadać się o nauce. (Choć ja znam taką specjalność jak - filozofia nauki i takich filozofów, którzy są także uczonymi różnych specjalności). A gdyby dla mnie nie miał Pan jakiegoś autorytetu, to na pewno bym nie odpisywał.
Nie mogę odnieść się do zacytowanego przez Pana fragmentu pani profesor, gdyż nie znam całego artykułu, który może ten fragment uzasadniać. Pan lubi wyrywać zdania z kontekstu (zauważyłem to po moich tekstach). Oceniając sam ten (oderwany) fragment jest on tak wielką bzdurą, że nie sposób do niego merytorycznie się odnieść.
*********************
Na razie tyle o rozpiętościach pomiędzy ostrym piórem a kijem. Znowu Pan manipuluje tekstami innych, zamiast uczynić bardziej merytorycznymi (a dobrze by było i dowcipnymi) własne. Odpowiadam za to co piszę, ale pod warunkiem, że będzie to to, co ja napisałem, a nie to, co Pan z mojego tekstu uczynił.
*********************
Co do różnicy pomiędzy metodologicznym założeniami nauki, a wynikającymi z badań naukowych wynikami, napiszę w następnym poście. Nie wiem, czy naprawdę Pan nie potrafi tego zrozumieć, czy też, już z założenia, nie chce Pan zrozumieć. Istnieją metodologiczne założenia nauki (np. naturalistyczny porządek świata) i nie są to żadne dogmaty, jak usiłuje mam wmówić np. Teresa.
Miłego wieczoru.
|
|
| | | | | | | | |  | | Losec | >Co do różnicy pomiędzy metodologicznym założeniami nauki, a wynikającymi z badań naukowych wynikami, napiszę w następnym poście. Drżę z niecierpliwości... >Istnieją metodologiczne założenia nauki (np. naturalistyczny porządek świata) i nie są to żadne dogmaty, jak usiłuje mam wmówić np. Teresa. Więc proszę ich nie traktować jak dogmaty! Założenia mają to do siebie, że bywają błędne. Inaczej jest z dowodami te bywają prawdziwe częściej, o ile nie są oparte na błędnych założeniach! Nie może Pan używać "naturalistycznego porządku świata" jako założenia, by udowodnić "naturalistyczny porządek świata".
Do zobaczenia w niebie P.S. Popełnił Szanowny Pan trzydzieści siedem linijek tekstu, z czego ostatnie trzy odnoszą się do meritum dyskusji... O "dowodzie z istnienia Projektanta", też ani be, ani me, ani...
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Losec | To po co komentujesz?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | Nie sam dowód komentowałem, tylko ciągłe piski: "mam dowód, mam dowód". To, że coś jest ładne,użyteczne czy po prostu jest nie jest jeszcze dowodem na to, że zostało zaprojektowane. Już o tym rozmawialiśmy w wątku Paradoks Boga. Nie masz nawet definicji projektu, która pasowałaby do tego "dowodu". NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
>Popełnił Szanowny Pan trzydzieści siedem linijek tekstu, z czego ostatnie trzy odnoszą się do meritum dyskusji... O "dowodzie z istnienia Projektanta", też ani be, ani me, ani... Wielce Szanowny Panie, rozumiem, że zgodnie z założeniami średniowiecznych dysput religijnych, to Pan decyduje, co jest meritum.
Wybaczy Pan, ale nie zgadzam się z tym i o ile chce Pan sobie podyskutować o "dowodzie z istnienia Projektanta", to niech Pan założy nowy wątek, może ktoś podejmie z Panem dyskusję. Mnie ona - jak na razie - nie interesuje. Dla ułatwienia, to o czym Pan tu mówi nazywane jest "teorią antropiczną". Nie ma naukowego potwierdzenia tej spekulacji, a tym bardziej "teorii inteligentnego projektanta". (Co prawda omawiane było już to tu kilkakrotnie, ale może Pan zacząć jeszcze raz.)
>Zapewne przez niedopatrzenie nie raczył Pan zauważyć kilku rzeczowych argumentów w moich tekstach, ( składam to na karb późnej pory ), Przeczytałem za dnia jeszcze dwa razy i powoli, chyba zbyt nierozgarnięty jestem, gdyż nadal >kilku rzeczowych argumentów w Pańskich tekstach nie zauważyłem.
Zauważyłem natomiast pewną prawidłowość na naszym forum: Gdy przeprowadzi się (i zakończy) dyskusję z jednym teistycznym Nickiem wówczas do rozmowy włącza się Nick następny z tymi samymi, choć lepiej zmanipulowanymi argumentami, aż do zmęczenia przeciwnika. Zaś redakcja forum w imię tolerancji, otwartości i wolności słowa dopuszcza tu wszystkie - niezależnie od poziomu merytorycznego - posty. Moim zdaniem, prowadzi to do tego, że niedługo racjonaliści na tym forum będą stanowili mniejszość, a poziomem merytorycznym dorównamy apologetycznym portalom. Proszę porównać ile racjonalistyczno-ateistycznych postów znajdziemy na fideistycznych portalach.
>Proszę się nie unosić, gdy piszę, że Boga nie da się wykluczyć metodami naukowymi. Po prostu my chrześcijanie wierzymy w Boga, który istnieje poza czasem i pozostałymi trzema wymiarami. Ja się nie unoszę, ja na temat Pańskiej wiary nie mam nic do powiedzenia. Panu wolno wierzyć we wszystko. Wielokrotnie tu powtarzałem, że wiarą nie ma dyskusji. "Wy chrześcijanie" i Losec osobiście macie w wolnym kraju wolność religijną. My racjonaliści prosimy tylko dla nas o wolność od religii. Mojego postu nie znajdzie Pan na żadnej z teistycznych stron, a i innych racjonalistów niewielu, a Was chrześcijan aż nadmiar na racjonalistycznych forach.
***************************************
Wróćmy do Pańskich "Drżęń z niecierpliwości..." Wiem, że to co tu napisze i tak "Was chrześcijan" z naszego portalu nie przekona, ale jeszcze trochę racjonalistów tu pozostało i może im się to przyda.
Przypomnijmy:
Bogusławski >>>>No i jak mogę Panu wytłumaczyć, że w nauce obowiązują ściśle określone procedury metodologiczne, jedną z nich jest naturalizm, następnymi weryfikacja i falsyfikacja itd, itd.
Losec >Jako komentarz do fragmentu zdania: >>>>to warto pamiętać, że to z jej (nauki) założeń... >Otóż ja jestem dokładnie takiego samego zdania! Uważam, że można podpierać się tym, co zweryfikowane i zaprzeczać temu, co zostało sfalsyfikowane! ( i temu dałem wyraz, jak łatwo może sprawdzić kto ciekaw) natomiast niedopuszczalne jest jako argumentu w dyskusji użycie terminu założenia nauki , bo owe założenia nie muszą wcale okazać się prawdziwe. >Gdyby sporne zdanie brzmiało tak: "...to warto pamiętać, że to z jej dowodów wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie" to byłoby to zdanie logiczne, choć dalej nieprawdziwe, ponieważ takich dowodów nie ma.
Bogusławski >>>>Istnieją metodologiczne założenia nauki (np. naturalistyczny porządek świata) i nie są to żadne dogmaty, jak usiłuje mam wmówić np. Teresa.
Losec
>Więc proszę ich nie traktować jak dogmaty! Założenia mają to do siebie, że bywają błędne. Inaczej jest z dowodami te bywają prawdziwe częściej, o ile nie są oparte na błędnych założeniach! Nie może Pan używać "naturalistycznego porządku świata" jako założenia, by udowodnić "naturalistyczny porządek świata".
Wielce Szanowny Panie Losec, tak, założenie nie jest dogmatem i można je zmienić, ale od Darwina uczonym - jak pisze Niles Eldredgre - "wolno formułować tylko takie idee, które odnoszą się do materialnego* wszechświata, a mogą je formułować tylko w taki sposób, który pozwala na ich testowanie za pomocą świadectw empirycznych wykrywalnych dla naszych zmysłów."
I cholera sprawdza się to założenie we wszystkich aspektach badań naukowych i praktycznej weryfikacji wyników. I o tych założeniach mówił Piotr Bylica i nie ma tam żadnego miejsca dla Transcendentalnej inteligencji.
*Koncepcja "materii" jest czystym tworem myśli - abstrakcją, pod nazwą której rozumiemy istniejącą fizycznie obiektywną rzeczywistość daną nam we wrażeniach.
Miłego dnia.
.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Losec | >Wybaczy Pan, ale nie zgadzam się z tym i o ile chce Pan sobie podyskutować o "dowodzie z istnienia Projektanta", to niech Pan założy nowy wątek, może ktoś podejmie z Panem dyskusję. Mnie ona - jak na razie - nie interesuje. Przypomnę Szanownemu Panu, że ten wątek nosi tytuł "Trochę wiedzy oddala od Boga.Dużo wiedzy sprowadza do niego z powrotem" i zamieszczony został w dziale Forum, który nosi tytuł "Wiara". "Dowód z istnienia Projektanta jak i "koincydencja antropiczne" doskonale wpisują się w temat dyskusji, choć oczywiście nikt nikogo do odpowiadania nie zmusza, to jest - jak Pan słusznie zauważył - wolny kraj. Szanowny Pan napisał nieco wyżej tak: >Opieram swój światopogląd na nauce (naturalizmie ontologicznym) i bardzo proszę o >wskazanie mi tych obszarów wiedzy, w których przez ich powiekszanie - >Dużo wiedzy - zostałbym sprowadzonym do Niego z powrotem. Jestem otwarty Więc jak Szanowny Pan pojmuje tę swoją otwartość i prośbę o wskazanie obszarów wiedzy? Najwyraźniej inaczej niż ja... >Dla ułatwienia, to o czym Pan tu mówi nazywane jest "teorią antropiczną". Nie ma naukowego potwierdzenia tej spekulacji, a tym bardziej "teorii inteligentnego projektanta". Z tym się akurat zgadzam. Nidgy nie twierdziłem nic innego, a jeśli tak, to sie myliłem. >(Co prawda omawiane było już to tu kilkakrotnie, ale może Pan zacząć jeszcze raz.) Cieszę się, ża Szanowny Pan mi pozwala. Nie znalazłem w Regulaminie Racjonalisty przepisu, który mówiłby, że argumenty których można używać są jednorazowe. >Zauważyłem natomiast pewną prawidłowość na naszym forum: Gdy przeprowadzi się (i zakończy) dyskusję z jednym teistycznym Nickiem wówczas do rozmowy włącza się Nick następny z tymi samymi, choć lepiej zmanipulowanymi argumentami, aż do zmęczenia przeciwnika. Zaś redakcja forum w imię tolerancji, otwartości i wolności słowa dopuszcza tu wszystkie - niezależnie od poziomu merytorycznego - posty. W imię tej tolerancji i wolności również ateistom, wolno - jak rozumiem - powtarzać kilka razy to samo? I bardzo dobrze! I poziom merytoryczny ateistów też bywa - jak wykazałem - różny, ale cieszę się że ilość linijek poświęconych argumentacji w porównaniu do ilości linijek poświęconych atakowaniu mnie - rośnie!
>Wielce Szanowny Panie Losec, tak, założenie nie jest dogmatem i można je zmienić, ale od Darwina uczonym - jak pisze Niles Eldredgre - "wolno formułować tylko takie idee, które odnoszą się do materialnego* wszechświata, a mogą je formułować tylko w taki sposób, który pozwala na ich testowanie za pomocą świadectw empirycznych wykrywalnych dla naszych zmysłów." Nonsens. Już to kiedyś napisałem, ale fajny przykład, więc powtórzę: Promieniowanie tła przewidziano znacznie wcześniej niż je udowodniono. Śmiem twierdzić, że promieniowanie tła było tak samo prawdziwe, było tak samo faktem, przed doświadczalnym potwierdzeniem, jak i po nim. Przez fakt wykrycia tego tła empirycznie, ono nie stało się nagle, z dnia na dzień prawdą. Ono było prawdą znacznie wcześniej, zanim narodzili się naukowcy. Argument Eldredgre'a przypomina mi wymóg Huma, który ma znaczenie raczej historyczne. Skoro dyskutujemy o możliwości istnienia niematerialnego, nie moża Pan narzucać dyskusji ram, które "z definicji" wyznaczają ograniczenia do istnienia matrialnego. >I cholera sprawdza się to założenie we wszystkich aspektach badań naukowych i praktycznej weryfikacji wyników. Tak sprawdza się. Podobnie jak w pewnym czasie i w pewnym zakresie sprawdza się fizyka newtonowska i euklidesowa geometria. Dla ruchów planet i spadających jabłek, była, jest i będzie wystarczać ale już dla wyjaśnienia zjawisk toczących się w jądrach aotmów, trzeba było sięgnąć po fizykę kwantową, która z kolei nie nadaje się do wyjaśnienia ruchów planet. >*Koncepcja "materii" jest czystym tworem myśli - abstrakcją, pod nazwą której rozumiemy istniejącą fizycznie obiektywną rzeczywistość daną nam we wrażeniach. Tu się właśnie różnimy, ja jestem przekonany o tym, że jest coś poza doświadczeniem.
Do zobaczenia w niebie
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
@@@
>Tu się właśnie różnimy, ja jestem przekonany o tym, że jest coś poza doświadczeniem. Przepraszam, ale czy wierzy Pan, że ta rozmowa pomiędzy nami cokolwiek daje. To jest zabawa w "strzyżono-golono". Postępuje Pan ze mną podobnie jak ze swoim Bogiem. W moich wypowiedziach szuka Pan dziury dla niego. Ja tak, to Pan tak. Jeżeli wytłumaczę jakoś Panu jedno, to szuka Pan luki w drugim. Opanował Pan sztukę kręcenia na poziomie profesjonalnych teologów. Istnieje jakaś definicja chrześcijańskiego Boga (nie bardzo albo i wcale nie konkluzywna, ale jest), gdy przymierzy się ten mit do nauki, to szybko widać, że to tylko fajna bajeczka. Zaczynają się wówczas definicje Bogów filozofii, przez dłuższy czas się one jakoś się broniły, ale nauka wyjaśniła już tyle kwestii, że pozostały jeno dziury i teraz zaczyna się upychanie, a może tu, a może tam, gdyż tu jeszcze nie wszystko wiecie, a tego jeszcze do końca nie rozumiecie.
Tak, Wielce Szanowny Panie, dziur w nauce jeszcze dużo. Myślę, że nigdy do końca nie zostaną zapełnione, ale nie ma tam już miejsca na żadnego wyspekulowanego Boga, nie mówiąc już o Bogach przeróżnych religii. Z punktu widzenia nauki - Bóg jest to totalna bzdura! I jest tak pomimo grupy uczonych, którym udaje się godzić wiarę z uprawianiem nauki. Dla mnie są coraz śmieszniejsi, ale to ich wybór.
Nie Mój Panie - nauka jest ogromnie skomplikowana, a ja jej zaledwie liznąłem (zajmując się tylko jej popularyzacją). Pan podrzuci tu jakąś bzdurę, a ja będę zastanawiał się nad poważną rzetelnie sprawdzoną odpowiedzią, a wtedy Pan powie, zobaczcie: a tu jeszcze jest szparka. To fajnie! Schowaj Pan sobie w tą szparkę swojego - niewiadomo już z jakiej bajki - Boga i wierz Pan, że nauka nie może przedstawić dowodów na jego nieistnienie.
Panu nie można przedstawić żadnych dowodów. Zresztą może warto samemu poszukać. Mnie to już zupełnie nie bawi. A poza tym jutro - o to samo, choć trochę i innej strony, zapyta mnie jakiś "kapusta", "rabarbar", czy sam głos boga. Dziękuję - aż tak głupi, to ja nie jestem.
Rozkoszy w trakcie adoracji teistycznych myślicieli życzę.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Losec | >Istnieje jakaś definicja chrześcijańskiego Boga (nie bardzo albo i wcale nie konkluzywna, ale jest), gdy przymierzy się ten mit do nauki, to szybko widać, że to tylko fajna bajeczka. >Zaczynają się wówczas definicje Bogów filozofii, przez dłuższy czas się one jakoś się broniły, ale nauka wyjaśniła już tyle kwestii, że pozostały jeno dziury i teraz zaczyna się upychanie, a może tu, a może tam, gdyż tu jeszcze nie wszystko wiecie, a tego jeszcze do końca nie rozumiecie. >Tak, Wielce Szanowny Panie, dziur w nauce jeszcze dużo. Myślę, że nigdy do końca nie zostaną zapełnione, ale nie ma tam już miejsca na żadnego wyspekulowanego Boga, nie mówiąc już o Bogach przeróżnych religii. >Z punktu widzenia nauki - Bóg jest to totalna bzdura! I jest tak pomimo grupy uczonych, którym udaje się godzić wiarę z uprawianiem nauki. >Dla mnie są coraz śmieszniejsi, ale to ich wybór. >Nie Mój Panie - nauka jest ogromnie skomplikowana, a ja jej zaledwie liznąłem (zajmując się tylko jej popularyzacją). >Pan podrzuci tu jakąś bzdurę, a ja będę zastanawiał się nad poważną rzetelnie sprawdzoną odpowiedzią, a wtedy Pan powie, zobaczcie: a tu jeszcze jest szparka. Szanowny Panie! Niewątpliwie nasza - i inne - dyskusje - znajdzie prędzej czy później ( oby jak najpóźniej ) swoje definitywne rozwiązanie. I tym i poprzednimi postami złożył Pan tutaj bardzo piękne Wyznanie Wiary! Jak każde Wyznanie Wiary i to też zasługuje na szacunek i zapewniam Pana o moim, dla jego Wiary najgłębszym poważaniu. Jeżeli w czymś Panu uchybiłem - przepraszam. Pozostaję z szacunkiem, pański uniżony sługa, Losec.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | Gdybyś był zalogowany, dałabym plusa. Ponieważ nie jesteś - napiszę go: PLUS Plus nie jest za ostatnią wypowiedz, tylko jako podsumowanie całego dialogu, a dokładnie za: wytrwałość, cierpliwość, wiarę że warto. Co prawda skuteczność oceniam na 0, ale to absolutnie nie twoja wina. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Losec | PLUS to chyba dobrze, tak? Bo ja nie za bardzo orientuję się w tych zasadach. W każdym razie myślę, że to dobrze i dziękuję. Wesołych Świąt (można na stronach racjonalisty życzyć Wesołych Świąt, czy to jest gafa?)
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Losec | Zapewniam Cię, że znane mi są zastrzeżenia do "antropicznych koincydencji", ale nie zamierzam nikogo wyręczać w przedstawianiu argumentów. Sam fakt opublikowania tych "wyjaśnień", na forum Racjonalisty, nie jest wystarczający, by bez dyskusji uznać ich prawdziwość...
Do zobaczenia w niebie
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | >Zapewniam Cię, że znane mi są zastrzeżenia do "antropicznych koincydencji", ale nie zamierzam nikogo wyręczać w przedstawianiu argumentów.
Powyższe artykuły nie zawierają zastrzeżeń do antropicznych koincydencji. Prezentują kilka hipotez wyjaśniających owe antropiczne koincydencje bez sięgania do świata nadprzyrodzonego. Te hipotezy zawierają odpowiedzi na Twoje pytania - alternatywne w stosunku do tych, które Ty proponujesz. Nie jest więc tak, jak próbowałeś sugerować w swoich postach, że jedynym możliwym wyjaśnieniem tych "zbiegów okoliczności" jest interwencja boga-demiurga - okazuje się, że istnieją naukowe hipotezy, które próbują to sensownie wytłumaczyć. I jeśli się z nimi nie zgadzasz, to po prostu napisz dlaczego - wskaż w nich miejsca według Ciebie wątpliwe i wówczas możemy dyskutować.
>Sam fakt opublikowania tych "wyjaśnień", na forum Racjonalisty, nie jest wystarczający, by bez dyskusji uznać ich prawdziwość...
Zapewne sam siebie uznajesz za większego znawcę kosmologii od profesora Jerzego Sikorskiego, skoro jego artykuł zbywasz pogardliwym określeniem "wyjaśnienie". Gwoli ścisłości, ta praca opublikowana została nie tylko w tym portalu - między innymi można ją (jak i kilka innych) znaleźć na stronach Uniwersytetu Mikołaja Kopernika oraz paru innych instytucji i organizacji.
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | >W miarę poznawania świata, istnienie czegoś poza materią, zdaje się być coraz bardziej prawdopodobne.
To fakt. Antymateria. Nie wiadomo dokładnie, czy istnieje gdzieś we Wszechświecie, ale fizycy doświadczalni potrafią wytworzyć antycząstki. Pomijając fakt, że współczesna fizyka nie widzi potrzeby nawet definiowania pojęcia "materia", najczęściej określa się tym mianem wszystko, co zakrzywia czasoprzestrzeń. Można więc się uprzeć, że poza materią isnieje czasoprzestrzeń. Poza tym jest antymateria.
>Jeśli mogę coś zasugerować, to proponuję m.in. następujące obszary wiedzy: teorię doboru naturalnego, teorię Wielkiego Wybuchu, teorię kwantową, Model Standardowy cząstek elementarnych, zasadę nieoznaczoności Heisenberga, oraz twierdzenie Godla.
Wszechświat jest niesamowity, często [raczej zawsze, biorąc pod uwagę liczbę wątpliwości, publikacji i dysput] dla nas niepojęty. Ale to, że my uważamy [kto uważa, ten uważa] coś za niemożliwe bez ingerencji siły bodźcowej z zewnątrz jest nieuzasadnione. To skrajny antropocentryzm. Nie potrafisz sam zrobić drzewa, więc stwierdzasz "To niemożliwe, żeby samo się stworzyło! Musi stać za tym bóg. Co prawda, jest niewidzialny, na pewno istnieje poza Wszechświatem." Bezpieczne, bo nie do obalenia. Jakim prawem negujesz możliwość samoistnienia i samodziałania Wszechświata? Nie wiesz, jak on naprawdę wygląda, ponieważ od pewnego poziomu może to być dla człowieka po prostu nie do pojęcia. Co widzimy przy granicach współczesnej nauki. Być może to kwestia czasu. Poczekamy, zobaczymy.
> Pozdrawiam. Do zobaczenia w niebie.
Mam pytanie odnośnie, do Teisty, którym się mi jawisz. Czy według teologii religii, jaką wyznajesz, wszyscy będą zbawieni? Jeśli tak, to pytanie drugie: załóżmy, że usilnie chciałabym nie być zbawiona, iść świadomie do piekła. Ot, taki kaprys indywidualistki. Co Bóg na to? Przychyli się do mego pragnienia, czy będzie nieugięty, choćbym nie wiem jak Go przeklinała?
|
|
| | |  | | AstralStorm (558 punktów) | >>W miarę poznawania świata, istnienie czegoś poza materią, zdaje się być coraz bardziej prawdopodobne. >To fakt. Antymateria.
Antymateria to inny rodzaj materii. Tylko przeciwny spin.
>Nie wiadomo dokładnie, czy istnieje gdzieś we Wszechświecie, ale fizycy doświadczalni potrafią wytworzyć antycząstki.
Pewnie tu i ów znajduje się, przynajmniej na krótko.
>Pomijając fakt, że współczesna fizyka nie widzi potrzeby nawet definiowania pojęcia "materia", najczęściej określa się tym mianem wszystko, co zakrzywia czasoprzestrzeń. Można więc się uprzeć, że poza materią isnieje czasoprzestrzeń. Poza tym jest antymateria.
Racja.
|
|
| | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Antymateria to inny rodzaj materii. Tylko przeciwny spin.Nie tylko. Ładunki i chyba coś jeszcze, ale neffamind  Jasne że to tylko taka inna materia, chciałam się pobawić słowami. Według mnie hasło "istnieje coś poza materią" samo się prosi  Dlatego, że materia to pojęcie nieokreślone. > >Nie wiadomo dokładnie, czy istnieje gdzieś we Wszechświecie, ale fizycy doświadczalni potrafią wytworzyć antycząstki.> Pewnie tu i ów znajduje się, przynajmniej na krótko.Przyznaję, że nie kojarzę, czy zaobserwowano spontaniczne tworzenie się we Wszechświecie par czątek i antycząstek, ale nie przeczę, że takie akty mogą mieć miejsce. A co do tego zakrzywiania czasoprzestrzeni, to jak to jest? Znasz się na tym?  Zawsze mi się wydawało, że czasoprzestrzeń to produkt wtórny materii, tak jakby jej cecha, że nie ma absolutnej czasoprzestrzeni, która ma wymiary i można ją zakrzywiać. Myślę, że to kwestia matematyki, tym bardziej że jak wiele osób na świecie nie potrafię sobie uzmysłowić, w jaki sposób by ta czterowymiarowa przestrzeń się zakrzywiała
|
|
| | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > A co do tego zakrzywiania czasoprzestrzeni, to jak to jest? Znasz się na tym? Zawsze mi się wydawało, że czasoprzestrzeń to produkt wtórny materii,Niecałkiem. Trudno określić, czy pierwotna jest czasoprzestrzeń, czy energia. Aby do tego dojść, trzeba poznać proces powstania wszechświata wraz ze wszystkimi szczegółami. Jeszcze trochę do tego brakuje. Matematyka nie na moim poziomie. Spytaj S. Hawkinga. > tak jakby jej cecha, że nie ma absolutnej czasoprzestrzeni, która ma wymiary i można ją zakrzywiać. Myślę, że to kwestia matematyki, tym bardziej że jak wiele osób na świecie nie potrafię sobie uzmysłowić, w jaki sposób by ta czterowymiarowa przestrzeń się zakrzywiała  Numer polega na tym, że to nie jest zakrzywienie per-se. To jest immanentna cecha tej przestrzeni (topologii), że jej kształt po sprowadzeniu do czterech wymiarów euklidesowych zależy od energii pola w danym punkcie. A ta zależy od masy spoczynkowej i prędkości. Stąd pozorne zakrzywienie. Jest jeden niezmiennik - interwał czasoprzestrzenny, używany jako metryka tej przestrzeni. Istnieje na niego bardzo prosty wzór... ale akurat zapomniałem. Wikipedia go pewnie ma.
|
|
| | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Trudno określić, czy pierwotna jest czasoprzestrzeń, czy energia.Ale są to całkiem różne przedmioty? A co z teorią wielu wymiarów? Tłumaczyłaby i czasoprzestrzeń, i energię, i materię jako przejawy tych wymiarów? A zresztą, masz rację, poszukam sama. To może byc ciekawe  > Spytaj S. Hawkinga."A masz do niego gg?"  > Numer polega na tym, że to nie jest zakrzywienie per-se.I knew it!
|
|
| | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > >Trudno określić, czy pierwotna jest czasoprzestrzeń, czy energia.> Ale są to całkiem różne przedmioty?Jeśli tak, to pewnie związane... ale tak naprawdę nie wiadomo jeszcze. > A co z teorią wielu wymiarów? Tłumaczyłaby i czasoprzestrzeń, i energię, i materię jako przejawy tych wymiarów?"Naiwne" teorie wielowymiarowe zostały już podważone różnymi szczegółami eksperymentalnymi, tak jak i teoria superstrun, tzn. p-bran (membran jednowymiarowych). Natomiast rozwijane są M-teorie (które są wielowymiarowe, niektóre nawet nieskończenie wymiarowe), teoria pętlowej grawitacji kwantowej (typowa czasoprzestrzeń), parę innych mniej znaczących. Matematyka zbyt zaawansowana dla świetnych matematyków. Obecnie tylko dla wybitnych. Nie poczuwam się do ich grona. :> > A zresztą, masz rację, poszukam sama. To może byc ciekawe  Curiosity killed the (Schrödinger's) cat.  > >Spytaj S. Hawkinga.> "A masz do niego gg?"  Chciałbym, ale jest bardzo trudno osiągalny inaczej, niż osobiście. A na wyjazd do Kalifornii mnie nie stać.
|
|
| | |  | | Losec | > To fakt. Antymateria. Nie wiadomo dokładnie, czy istnieje gdzieś we Wszechświecie, ale fizycy doświadczalni potrafią wytworzyć antycząstki.> Pomijając fakt, że współczesna fizyka nie widzi potrzeby nawet definiowania pojęcia "materia", najczęściej określa się tym mianem wszystko, co zakrzywia czasoprzestrzeń. Można więc się uprzeć, że poza materią isnieje czasoprzestrzeń. Poza tym jest antymateria.Nie o antymaterię tu chodzi... > To skrajny antropocentryzm. Nie potrafisz sam zrobić drzewa, więc stwierdzasz "To niemożliwe, żeby samo się stworzyło! Musi stać za tym bóg. Co prawda, jest niewidzialny, na pewno istnieje poza Wszechświatem." Bezpieczne, bo nie do obalenia. Jakim prawem negujesz możliwość samoistnienia i samodziałania Wszechświata? Nie wiesz, jak on naprawdę wygląda, ponieważ od pewnego poziomu może to być dla człowieka poprostu nie do pojęcia. Co widzimy przy granicach współczesnej nauki. Być może to kwestia czasu. Poczekamy, zobaczymy.Nie chciałbym Ci wypominać, ale to Ty - o ile się nie mylę, pisałaś mi niedawno, o jakichś kosmitach, którzy Twoim zdaniem przylecieli tu rzekomo w poszukiwaniu taniej siły roboczej i przypadkowo przyczynili się do powstania rozumnej rasy ludziej?  Ja nic nie neguję. Ja dopuszczam pewne możliwości. To właśnie Wy, materialiści, uparcie negujecie istnienie Boga, Wolnej Woli, Duszy. Jakim prawem? Na jakiej podstawie? > Mam pytanie odnośnie, do Teisty, którym się mi jawisz. Czy według teologii religii, jaką wyznajesz, wszyscy będą zbawieni? Jeśli tak, to pytanie drugie: załóżmy, że usilnie chciałabym nie być zbawiona, iść świadomie do piekła. Ot, taki kaprys indywidualistki. Co Bóg na to? Przychyli się do mego pragnienia, czy będzie nieugięty, choćbym nie wiem jak Go przeklinała?Bóg dał nam wolną wolę, więc i do nieba nie będzie Cię zmuszał, choć jestem przekonany, że jeszcze zmienisz zdanie. Do zobaczenia w niebie
|
|
| | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Nie o antymaterię tu chodzi...Poza materią może istnieć wiele różnych rzeczy, co do których nigdy nie będziemy mieć przesłanek, bo po prostu my - najprawdopodobniej - nie możemy postrzegać niczego, co jest poza materią. Możesz tam wkładać swojego boga, ale inni mogą tam wkładać całe Wszechświaty z innej materii niż nasza. > Nie chciałbym Ci wypominać, ale to Ty - o ile się nie mylę, pisałaś mi niedawno, o jakichś kosmitach, którzy Twoim zdaniem przylecieli tu rzekomo w poszukiwaniu taniej siły roboczej i przypadkowo przyczynili się do powstania rozumnej rasy ludziej?  Pisałam, chociaż nie przyznałam, że to moje zdanie. Chciałam takim sposobem pokazać, że aby wyjaśnić pewne zagadki, w które chętnie wciska się transcendentnych bogów, można się odwołać do naszego Wszechświata i naszej materii. Jest różnica między kosmitami a bogiem, a to że dla niektórych [większości?] to pierwsze jest bardziej niesamowite, to już chyba takie paradoksalne skrzywienie kulturowe. Ja, pomimo że pochodzę z rodziny katolickiej i przeszłam indoktrynację i kilka sakramentów, uwolniłam się od tego skrzywienia, co mnie raduje wielce. Bóg nie jest dla mnie koniecznością. Czasem nawet sądzę, że żaden bóg naprawdę nie istnieje i nie może, a my się kłócimy o jakieś popularne wymysły, jakby było o co. Dysputy nie na temat faktycznego istnienia czegoś, ale rozważania na temat czyichś nierealnych pomysłów. Wracając do meritum, często większym szacunkiem darzę tych, którzy angażują kosmitów czy Atlantów, starając się - z powodzeniem - wyjaśnić wiele na pozór nie związanych i zagadkowych faktów, niż tych, którzy na każdy problem rzucą tylko "To sprawka boga". Jendakowoż nie zastępuję domniemanego boga kosmitami, bo to nie usuwa problemu powstania Wszechświata i jego działania. Oczywiście np. dla mnie "taki problem to nie problem", Wszechświat działa i już. Nie należę do tych, którzy nie mogą się nadziwić "jak ta woda sama spada", i chodzą dookoła wodospadu, szukając prowodyra, a nie znajdując uznają, iż zapewne jest on niewidzialny. > Ja nic nie neguję. Ja dopuszczam pewne możliwości. To właśnie Wy, materialiści, uparcie negujecie istnienie Boga, Wolnej Woli, Duszy. Jakim prawem? Na jakiej podstawie?Jeśli to było do mnie, to chciałam zapytać na jakiej podstawie uważasz mnie za materialistkę? Nie neguję Twojego postulatu "istnienia czegoś poza materią". Wyjaśniłam, że po prostu nic nam do tego, nigdy się nie dowiemy, a tam gdzie jest niewiadoma, jest możliwość manipulacji i wciskania kitu  Jestem Agnostykiem, nieraz powtarzałam. Nie mam nic do niczego, co jest poza moim doświadczeniem zmysłowym i logicznym. Nie mówiliśmy jeszcze o Wolnej Woli. IMO każdy z nas ma wolną wolę, tylko niektórzy w jej akcie przyjmują wolę innych, np. autorytetów religijnych. Paradoksik?  Co to jest Dusza? Istnieje konieczność zdefiniowania pojęcia niepierwotnego, o którym zamierzasz podyskutować  > Bóg dał nam wolną wolę, więc i do nieba nie będzie Cię zmuszał, choć jestem przekonany, że jeszcze zmienisz zdanie.Ale pytałam, o ilość zbawionych. Bo w katolicyzmie podobno wszyscy mają być zbawieni, w luteranizmie jest predestynacja, a u Świadków Jehowy jakaś konkretna liczba boksów w niebie. To jest istotne, bo jeśli wg Ciebie i tak będę zbawiona [załóżmy, że nie kłócę się na razie o to piekło], i my wszyscy ci okropni Ateiści z Forum, to dlaczego nas próbujesz nawracać? Działanie typu "Nawróćcie się, ale w sumie i tak będziecie zbawieni" nie jest efektywne. Powinieneś raczej nas straszyć, że pochłonie nas ogień czy cuś. O wolnej woli w wydaniu boskim nieraz dyskutowano. Wybór w stylu "Wybieraj: albo zbawienie, albo potępienie" w połączeniu z grzesznym pięknem tego świata, na którym mam dokonać wyboru, jest niehumanitarnym gestem ze strony Boga. > Do zobaczenia w niebieChyba się rozminiemy  Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | | Losec | >To jest istotne, bo jeśli wg Ciebie i tak będę zbawiona [załóżmy, że nie kłócę się na razie o to piekło], i my wszyscy ci okropni Ateiści z Forum, to dlaczego nas próbujesz nawracać? Działanie typu "Nawróćcie się, ale w sumie i tak będziecie zbawieni" nie jest efektywne. Powinieneś raczej nas straszyć, że pochłonie nas ogień czy cuś. Myślę, że będziesz zbawiona, o ile będziesz miała taką wolę. Jeszcze raz powtarzam, nikogo nie nawracam, bo nie jestem taki mądry. Dają tylko pewne świadectwo Prawdzie, wobec ewidentnych przekłamań, które się tu da przeczytać, np. takich jak to, że nauka podważa istnienie Boga. Jest wręcz przeciwnie... >O wolnej woli w wydaniu boskim nieraz dyskutowano. Wybór w stylu "Wybieraj: albo zbawienie, albo potępienie" w połączeniu z grzesznym pięknem tego świata, na którym mam dokonać wyboru, jest niehumanitarnym gestem ze strony Boga. Nie odbieraj Bogu prawa do decydowania, zwłaszcza, że odbierasz mu prawo do istnienia. Do zobaczenia w niebie
|
|
| | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Myślę, że będziesz zbawiona, o ile będziesz miała taką wolę.A co dla tych, którzy nie mają takiej woli, ale też nie wyrażają woli bycia potępionym? > Jeszcze raz powtarzam, nikogo nie nawracam, bo nie jestem taki mądry.Mądrość nie jest zawsze konieczna do nawracania. Zależy na kogo się trafi. Wybrałeś sobie odporne obiekty  > Dają tylko pewne świadectwo Prawdzie, wobec ewidentnych przekłamań, które się tu da przeczytać, np. takich jak to, że nauka podważa istnienie Boga. Jest wręcz przeciwnie...Ja się z takim stwierdzeniem jeszcze tu nie spotkałam, ale nie mogłam też przeczytać wszystkiego. Prosiłabym o linka, jeśli to możliwe. Nauka kwestionuje wpływ boga na zjawiska ziemskie, ponieważ co i rusz wyjaśnia zagadki, w które zwykle się boga wkładało. Podobnie jak słynna odpowiedź Laplace'a na pytanie Napoleona, dlaczego w jego traktacie o mechanice niebios nie ma wzmianki o bogu: "Sir, ta hipoteza nie była mi potrzebna". Wyjaśnienia naukowe przeciwstawiają się nie samemu bogu, tylko ludzkim próbom wyjaśniania wszystkiego przez siły nadprzyrodzone, nie tylko zresztą boga. Boga się nauka nie ima, skoro jest on "poza materią". A jeśli gdzieś w gazecie zobaczysz podane przez Ciebie stwierdzenie, to możesz włożyć to do szuflady "demagogia" i "jak zwracać uwagę ludzi i podburzać Teistów"  > Nie odbieraj Bogu prawa do decydowania, zwłaszcza, że odbierasz mu prawo do istnienia.Nie odbieram mu żadnego prawa, kto wówczas byłby czyim bogiem? Twoja sentencja niesie, w moim odczuciu, ciekawy obraz Boga. Jawi się On jako biedna istota, na którą większy wpływ ma to, co ludzie o niej myślą. Wówczas zresztą nie dziwiłabym się, że religie tak zabiegają o wyznawców  W tym sensie perfidnie się czuję, odbierając smokom i leprekaunom prawo do istnienia. Jestem bez serca... Nie, nie weźmiesz mnie na litość. Porozmawiajmy o tym typowym Bogu. Może On sobie spokojnie istnieć, skoro nas stworzył, to co mu zrobi moje myślenie? Chciałam tylko powiedzieć, co sądzę o Jego wolnej woli. Obrazowo to ujmując, jakbym dała dziecku lizaka i powiedziała: "Zjesz to, spiorę ci cztery litery, nie zjesz, będzie fajnie", czułabym się podle i nie miałabym szacunku do siebie, więc uznaję, że takiemu bogu również on się nie należy. Dla typowego małego dziecka pojęcie przyszłych zysków jest abstrakcyjne bądź niezrozumiałe. To, co dobre, to tylko lizak. Może my nie jesteśmy już dziećmi, ale abstrakcyjne bądź niezrozumiałe jest dla nas pojęcie szczęścia w niebie. Natomiast wyjątkowo dobrze większość z nas zna radość życia doczesnego. Uważam, że stworzenie człowieka, dla którego uwierzenie w lepszą jakość "życia wiecznego" jest tak uczuciowo trudne, jest okrucieństwem ze strony stwórcy, chyba że postanowi on i tak wszystkich zbawić [stąd moje pytanie do Ciebie, na które ściśle wciąż nie uzyskałam odpowiedzi], a "tak się tylko popatrzy" jak nam się żyje.
|
|
| | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | > Ale pytałam, o ilość zbawionych. Bo w katolicyźmie podobno wszyscy mają być zbawieni, w luteraniźmie jest predestynacja, a u Świadków Jehowy jakaś konkretna liczba boksów w niebie.Prawie. U Świadków jest ograniczona ilość boksów dla kadry kierowniczej w Niebie(144.000)gdzie pójdą ci nailepsiejsi. Ale cała reszta też może być zbawiona tyle,że będą żyć w Raju na ziemi(sami będą ja uprawiać etc.) po Armagedonie. U Świadków Raj i Niebo, to dwa różne miejsca. NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | O, a to ciekawe  Widocznie nie doczytałam dokładnie gazetek od tych przemiłych starszych pań...  Myślałam, że Niebo to u nich właśnie ten Raj Na Ziemi, co tak kolorowo wygląda na ich obrazkach  Dzięki za cynk.
|
|
| | | | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | Możliwe, że tam tego wcale nie było, takie rozróżnienia podkreślane są raczej w ich książkach, nie w ulotkach. Wyższa szkoła jazdy  . NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | |  | | Balkowski | >Ale pytałam, o ilość zbawionych. Bo w katolicyźmie podobno wszyscy mają być zbawieni, w luteraniźmie jest predestynacja, a u Świadków Jehowy jakaś konkretna liczba boksów w niebie. W luteranizmie nie ma predestynacji. Jeśli już to w kalwinizmie.
|
|
| |  | | AstralStorm (558 punktów) | > Teoria doboru naturalnego Darwina, tłumaczy wiele, ale nie wszystko, a już na pewno, w żadnym wypadku, nie podważa istnienia Stwórcy!Nie da się podważyć istnienia bądź nieistnienia czegokolwiek, gdyż są to wysoce płynne pojęcia.  Nic nie dokumentuje też istnienia Stwórcy, zatem po co coś podważać? > Piotr Bylica bardzo się myli. O osiągnięciach nauki, powinien wypowiadać się naukowiec, a nie filozof!Racja. Jest ich dużo, nadal wiele nie wiemy, będziemy z całą pewnością za jakiś czas wiedzieć więcej. Potrzeba większej liczby geniuszy. > W miarę poznawania świata, istnienie czegoś poza materią, zdaje się być coraz bardziej prawdopodobne.Niestety, nie. Zdefiniuj istnienie, to pogadamy. Jesli definiujesz istnienie jako wykrywalne przez oddziaływanie, to niestety, muszę się z tobą nie zgodzić. > Jeśli mogę coś zasugerować, to proponuję m.in. następujące obszary wiedzy: teorię doboru naturalnego,Ma się dobrze. :> I działa nawet. Tylko model nie jest taki prosty, jak ten podawany w podstawówce - istnieje wiele czynników mutagennych m.in. > teorię Wielkiego Wybuchu,Rozwijana dalej, nadal nie wiadomo, co było w chwili zero. Nie znaczy to, że zapchajdziury potrzeba  > teorię kwantową,> Model Standardowy cząstek elementarnych,> zasadę nieoznaczoności Heisenberga,Działa w praktyce. Coś jeszcze? > twierdzenie Godla.No co, nakłada ograniczenia na wiedzę, na modele abstrakcyjne. Nic nie mówi o możliwości istnienia "wszechwiedzy" czy czegoś innego. Co postulują teiści. Jeśli definiujesz Boga jako byt, który jakoś mija te ograniczenia, nic mi o takim nie wiadomo. Nikt nic takiego nie zarejestrował. Istnieje możliwość, że jest, ale nie ma dowodów, więc dajmy sobie spokój. Wiara przeszkadza naukowcowi, np.: - wiara w pomyślne przeprowadzenie eksperymentu - wiara w uzyskanie danych wyników (np. niektórzy teoretycy)
|
|
| | |  | | Losec | > Nie da się podważyć istnienia bądź nieistnienia czegokolwiek, gdyż są to wysoce płynne pojęcia.  > Nic nie dokumentuje też istnienia Stwórcy, zatem po co coś podważać?Przecież nic innego nie robi materializm, jak uparte podważanie istnienia czegokolwiek, poza materią. Nie mówię tu o podważaniu istnienia Boga Chrześcijan, czy Żydów, tylko w ogóle o podważaniu wszystiego, co nie jest materią!> >W miarę poznawania świata, istnienie czegoś poza materią, zdaje się być coraz bardziej prawdopodobne.> Niestety, nie. Zdefiniuj istnienie, to pogadamy.> Jesli definiujesz istnienie jako wykrywalne przez oddziaływanie, to niestety, muszę się z tobą nie zgodzić.Niestety tak! Czy masz jakieś wątpliwości co do tego, że Ty istniejesz? Czy jesteś przekonany, że masz wolną wolę i wpływasz na świat poprzez świadome działanie i wolny wybór? Otóż, jeśli istnieje wyłącznie materia, nic innego tylko materia, to wszystko - w myśl teorii kwantowej - jest przypadkiem, przypadkowym wynikiem procesów dziejących się na poziomie kwantowym. Jeżeli istnieje tylko materia, to nie ma miejsca na wolną wolę. Wtedy wolna wola jest wyłącznie naszym wspólnym złudzeniem. > Ma się dobrze. :> I działa nawet. Tylko model nie jest taki prosty, jak ten podawany w podstawówce - istnieje wiele czynników mutagennych m.in.Ma się dobrze, wiele tłumaczy, ale nie wszystko. Np. nie tłumaczy w zadowalający sposób tzw. "eksplozji kambryjskiej", czyli okresu w dziejach ziemi, w którym nagle, gwałtownie wzrosła ilość gatunków. Nie tłumaczy wystarczająco szybkiego rozwoju ludzkiego mózgu, i nie tłumaczy sposobu powstania jego niektórych zdolności, zupełnie nieprzydatnych człowiekowi pierwotnemu. Teoria Doboru Naturalnego, to nie tylko czynniki mutagenne, o których uczyli Cię w podstawówce... > Jeśli definiujesz Boga jako byt, który jakoś mija te ograniczenia, nic mi o takim nie wiadomo. Nikt nic takiego nie zarejestrował. Istnieje możliwość, że jest, ale nie ma dowodów, więc dajmy sobie spokój.> Wiara przeszkadza naukowcowi, np.:> - wiara w pomyślne przeprowadzenie eksperymentu> - wiara w uzyskanie danych wyników (np. niektórzy teoretycy).To, że rację mają materialiści, to też jest wiara , i to wiara opierająca się na wątłych przesłankach. Na nieznajomości wniosków płynących z ostatnich i nie tylko ostatnich osiągnięć nauki.
|
|
| | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | [ Glupie Chello zdecydowało, że DNS musi nie działać przez chwilę. Toteż post piszę drugi raz. ]
>Przecież nic innego nie robi materializm, jak uparte podważanie istnienia czegokolwiek, poza materią. Nie mówię tu o podważaniu istnienia Boga Chrześcijan, czy Żydów, tylko w ogóle o podważaniu wszystiego, co nie jest materią!
Materializm to jest hipoteza oparta na rozumowaniu indukcyjnym. Za Lagrange'em - ta hipoteza nie jest mi do niczego potrzebna.
Choć dosyć mocnym argumentem na jej rzecz jest brak argumentów przeciwko. (dowód nie wprost)
>>>W miarę poznawania świata, istnienie czegoś poza materią, zdaje się być coraz bardziej prawdopodobne. >>Niestety, nie. Zdefiniuj istnienie, to pogadamy. >>Jesli definiujesz istnienie jako wykrywalne przez oddziaływanie, to niestety, muszę się z tobą nie zgodzić. >Niestety tak! Czy masz jakieś wątpliwości co do tego, że Ty istniejesz?
W sensie kartezjańskim, tak, bo czasem nie myślę, a przynajmniej nie świadomie. Inna sprawa, że istnienie to aksjomat - dowodów nieprzetworzonych (niewytworzonych) przez siebie nie masz. Solipsyzm poznawczy się kłania.
>Czy jesteś przekonany, że masz wolną wolę i wpływasz na świat poprzez świadome działanie i wolny wybór?
Wpływam na świat każdym swoim oddechem. Jaki będzie efekt tego oddziaływania, nie wiem. Świadomie też można wiele zmienić. O, w tej chwili świadomie wpłynąłem na przepływ elektronów w twoim mózgu.
>Otóż, jeśli istnieje wyłącznie materia, nic innego tylko materia, to wszystko - w myśl teorii kwantowej - jest przypadkiem, przypadkowym wynikiem procesów dziejących się na poziomie kwantowym.
Poprawka - wszystko _wywodzi_ się z przypadku. Obecnie mamy procesy chaotyczne (w sensie matematycznym) i lokalnie uporządkowane.
>Jeżeli istnieje tylko materia, to nie ma miejsca na wolną wolę. Wtedy wolna wola jest wyłącznie naszym wspólnym złudzeniem.
Czemu? Czy ja coś mówiłem o determinizmie? Mylisz materializm z determinizmem.
>>Ma się dobrze. :> I działa nawet. Tylko model nie jest taki prosty, jak ten podawany w podstawówce - istnieje wiele czynników mutagennych m.in. >Ma się dobrze, wiele tłumaczy, ale nie wszystko. Np. nie tłumaczy w zadowalający sposób tzw. "eksplozji kambryjskiej", czyli okresu w dziejach ziemi, w którym nagle, gwałtownie wzrosła ilość gatunków.
Kilka hipotez - "przeludnienie" wymusiło zmianę, jakiś niekorzystny czynnik zewnętrzny (np. asteroid) lub wewnętrzny (np. masowe ruchy górotwórcze).
>Nie tłumaczy wystarczająco szybkiego rozwoju ludzkiego mózgu, i nie tłumaczy sposobu powstania jego niektórych zdolności, zupełnie nieprzydatnych człowiekowi pierwotnemu.
Których? Jeśli chodzi o matematykę, wywodzi się ona z rozpoznawania przestrzennego najprawdopodobniej, połączonego z komunikacją werbalną - obie rzeczy przydatne do planowania polowań.
>Teoria Doboru Naturalnego, to nie tylko czynniki mutagenne, o których uczyli Cię w podstawówce...
Oczywiście. Dobór płciowy, ewentualne ataki retrowirusów. I wiele innych ciekawych czynników. Co nie znaczy, że dobór naturalny nie występuje.
To tak, jakbyś twierdził, że termodynamika nie ma racji bytu, bo nie opisuje dokładnie zjawisk fizycznych. (jak np. fizyka kwantowa) Opisuje, ale statystycznie, dla dużych liczb.
>To, że rację mają materialiści, to też jest wiara , i to wiara opierająca się na wątłych przesłankach. Na nieznajomości wniosków płynących z ostatnich i nie tylko ostatnich osiągnięć nauki.
Wymień te odkrycia. Bo te wcześniejsze mówią co najwyżej o determinizmie, nie materializmie.
|
|
| | | | |  | | Losec | Bardzo wiele wątków zostało już tu poruszonych. Zbyt dużo, by móc je dalej wszystkie rozstrzygać. Jeśli pozwolisz, skoncentruję się na jednym, a do reszty możemy wrócić w każdej chwili. Chciałbym zająć się zagadnieniem istnienia człowieka i wolnej woli. Dobrze?
Ustalmy najpierw "warunki początkowe", przyjmijmy za pewne, że istniejemy , że nasz byt nie jest czyimś złudzeniem, bo w przeciwnym wypadku nie ma w ogóle o czym dyskutować. Więc zakładamy, że istniejemy, jesteśmy istotami ludzkimi, składamy się z atomów ( węgla, tlenu, wapnia, azotu i paru innych ). Zgadzamy się, że na poziomie subatomowym, materia zachowuje się zgodnie z teorią kwantową, w sposób określany jako probabilistyczny. Nic nie jest pewne. Istnieje tylko prawdopodobieństwo, że coś się wydarzy, i dopóki się to nie wydarzy, nikt nie może przewidzieć, kiedy się to stanie. Napisałeś, że w chwili gdy czytam Twój tekst, to wskutek Twojego działania, popłynęły elektrony w moim mózgu. I to może być prawda, ale jak to się stało, że wyzwoliłeś najpierw ruch elektronów w Swoim mózgu. Co, jaka siła spowodowała określoną zmianę w materii Twojego mózgu, który następnie ( co już jest proste do wyjaśnienia ) wysłał odpowiednie impulsy nerwowe do Twych palców, powodując, że klepnąłeś w klawisze i napisałeś tekst, który potem zadziałał na mnie? Czy uważasz, że za to wszystko ospowiada wyłącznie materialna część Ciebie? Napisałeś: >Poprawka - wszystko _wywodzi_ się z przypadku. Obecnie mamy procesy chaotyczne (w sensie matematycznym) i lokalnie uporządkowane. Co konkretnie powoduje to chwilowe uporządkowanie chaotycznych procesów? Co "sprzeciwiło się" chaosowi wynikającemu z teorii kwantowej?
Pozdrawiam. Czekam niecierpliwie na odpowiedź.
|
|
| | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > Bardzo wiele wątków zostało już tu poruszonych. Zbyt dużo, by móc je dalej wszystkie rozstrzygać. Jeśli pozwolisz, skoncentruję się na jednym, a do reszty możemy wrócić w każdej chwili. Chciałbym zająć się zagadnieniem istnienia człowieka i wolnej woli. Dobrze?Wolna wola, czy też funkcjonowanie ludzkiej świadomości jest wypadkową bardzo wielu czynników, tak skomplikowaną, że praktycznie nierozkładalną. Przynajmniej narazie. > Ustalmy najpierw "warunki początkowe", przyjmijmy za pewne, że istniejemy , że nasz byt nie jest czyimś złudzeniem, bo w przeciwnym wypadku nie ma w ogóle o czym dyskutować.Założenie przyjęte. Nie zmienia to faktu, że nie wiemy nic o tym. :> > Więc zakładamy, że istniejemy, jesteśmy istotami ludzkimi, składamy się z atomów ( węgla, tlenu, wapnia, azotu i paru innych ). Zgadzamy się, że na poziomie subatomowym, materia zachowuje się zgodnie z teorią kwantową, w sposób określany jako probabilistyczny. Nic nie jest pewne.Ale są rzeczy wielce prawdopodobne. Szczególnie w dużej skali. Weźmy np. organizm ludzki - pracuje zgodnie z opisami biochemicznymi, bardzo szczególnymi i precyzyjnymi. Oczywiście zdarzają się usterki i wypadki. :> Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń. (chyba do podpisu to wstawię, podoba mi się) > Istnieje tylko prawdopodobieństwo, że coś się wydarzy, i dopóki się to nie wydarzy, nikt nie może przewidzieć, kiedy się to stanie.Przewidywanie oznacza ustalenie prawdopodobieństwa oraz błędu pomiaru. W innym przypadku jest to wiedza, pewność, stwierdzenie, determinizm. Inna kategoria. > Napisałeś, że w chwili gdy czytam Twój tekst, to wskutek Twojego działania, popłynęły elektrony w moim mózgu. I to może być prawda, ale jak to się stało, że wyzwoliłeś najpierw ruch elektronów w Swoim mózgu. Co, jaka siła spowodowała określoną zmianę w materii Twojego mózgu, który następnie ( co już jest proste do wyjaśnienia ) wysłał odpowiednie impulsy nerwowe do Twych palców, powodując, że klepnąłeś w klawisze i napisałeś tekst, który potem zadziałał na mnie?Hm. Pewnie to ciekawy bardzo proces rozpoczęty podczas życia płodowego, modulowany przez środowisko, rodziców, szkołę, przyjaciół, wymieniając tylko czynniki największej skali. To atom na wierzchołku góry lodowej - te czynniki same w sobie są wyjątkowo skomplikowane... choć jednak przewidywalne na dłuższą metę. > Czy uważasz, że za to wszystko ospowiada wyłącznie materialna część Ciebie?Nie wiem, co odpowiedzieć na to pytanie. Z pewnością nie odczułem "działania boskiej siły", "natchnienia" i takich tam. Byłbym bardzo ostrożny z wysuwaniem tezy o istnieniu jakichś niematerialnych "części" - nikt ich jak dotąd nie zaobserwował, ani nie zarejestrował. Co do motywacji, to raczej kieruję się ciekawością i umiłowaniem do wiedzy, nauki. ....................... > Napisałeś:> >Poprawka - wszystko _wywodzi_ się z przypadku.> Obecnie mamy procesy chaotyczne (w sensie matematycznym) i lokalnie uporządkowane.> Co konkretnie powoduje to chwilowe uporządkowanie chaotycznych procesów?Chodzi o samorzutne powstawanie wzorów w ścisłym chaosie (nie mówię o losowości, chociaż i tam w przypadku dużej liczby danych pojawią się układy uporządkowane). Miałem taki fajny wzór wygenerowany losowym algorytmem komputerowym - znalazł się w jego wykresie sam w postaci bitmapy w pewnym zakresie. Przykłady: pl.wikipedia.org/wiki/Algorytm_genetycznywww.biophysj.org/cgi/content/full/77/3/1327en.wikiped(*)arity_and_Fractional_Dimensionwww.theclaystudio.org/artist/resident/choi.phpen.wikipedia.org/wiki/Brownian_motionen.wikipedia.org/wiki/Fractal> Co "sprzeciwiło się" chaosowi wynikającemu z teorii kwantowej?Nic. Jeśli mówimy o chaosie matematycznym, a'la ruchy Browna. Stawiam hipotezę, że wszędzie w przyrodzie występuje chaotyczny wzór: od ruchów bakterii (z wyłączeniem fototrofizmu i ruchu do pożywienia), przez konstrukcję ludzkiego organizmu, społeczeństw, układów słonecznych oraz gwiazdozbiorów. Wzór ten może być albo bardzo prosty, jednak dający bardzo skomplikowane rezultaty (np. wielowymiarowy), albo wysoce zawikłany, bardzo trudny do analizy. Pełnej losowości jakoś nie widać - prawa fizyki byłyby nic nie warte.  Ale oczywiście nie mieszajmy bytów niekoniecznych do matematyki i fizyki.
|
|
| | | | | | |  | | Losec | >Wolna wola, czy też funkcjonowanie ludzkiej świadomości jest wypadkową bardzo wielu czynników, tak skomplikowaną, że praktycznie nierozkładalną. Przynajmniej narazie. Wolna wola, jeżeli jest, musi - niezależnie od mechanizmów, które ją wytworzyły, czy od jej szczegółowych mechanizmów działania, prowadzić do prostych wyborów , albo przynajmniej dawać możliwość wyboru. Przecież nie raz podejmujesz decyzję w ułamku sekundy, na przykład prowadząc samochód. Materializm zakłada, że: 1. nie istnieje nic poza materią, 2. materia jest rządzona wyłącznie przez prawa fizyki i nic więcej. Prawa fizyki są albo deterministyczne ( w skali makro ) albo probabilistyczne ( w skali kwantowej), czyli to co dzieje się z materią ( czyli m.in. z Twoim i moim mózgiem i elektronami w tych naszych mózgach )jest albo oparte na sztywnych zdeterminowanych regułach, albo na zupełnej przypadkowości, albo na kombinacji tych dwóch możliwości. Zaś Wolna Wola to takie działanie, które nie jest ani zdeterminowane przez konieczność ani przypadkowe, ale jest efektem świadomego, dobrowolnego wyboru! >>Więc zakładamy, że istniejemy, jesteśmy istotami ludzkimi, składamy się z atomów ( węgla, tlenu, wapnia, azotu i paru innych ). Zgadzamy się, że na poziomie subatomowym, materia zachowuje się zgodnie z teorią kwantową, w sposób określany jako probabilistyczny. Nic nie jest pewne. >Ale są rzeczy wielce prawdopodobne. Szczególnie w dużej skali. W dużej skali to jest raczej determinizm niż prawdopodobieństwo. Znając prędkość kuli bilardowej, jej kierunek i zwrot, układ innych kul na stole i mając odrobinę doświadczenia, można dość dokładnie przewidzieć efekt uderzenia. Najlepiej świadczą o tym niewiarygodne pozornie triki, które robią mistrzowie bilardu. Znając warunki początkowe, np. układu słonecznego, można posługując się fizyką Newtonowską, tak dowcipnie wystrzelić satelitę że grawitacja poszczególnych ciał niebieskich może "wystrzelić" go poza układ słoneczny! >Weźmy np. organizm ludzki - pracuje zgodnie z opisami biochemicznymi, bardzo szczególnymi i precyzyjnymi. Ale to znaczy, ponieważ biochemia nie może być sprzeczna z zasadami fizyki, że zgodnie z materialistycznym podejściem do życia, nic nie da się zmienić, w tych szczególnych i precyzyjnych procesach, nic nie podlega wolnej woli, wszystko jest z góry określone, a >Oczywiście zdarzają się usterki i wypadki. :> usterki i wpadki są efektami przypadkowych zmian na poziomie kwantowym! A jak ma się do tego fakt, który ja w swej pracy obserwuję niemal na codzień. To, że niektórzy ludzie, silni psychicznie, zdrowieją szybciej, niż ludzie o słabej odporności psychicznej, chorzy na taką samą chorobę? W jaki sposób konstrukcja psychiczna człowieka, wpływa na zdeterminowane fizyką procesy biochemiczne w naszych organizmach, albo na procesy kwantowe? >Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń. >(chyba do podpisu to wstawię, podoba mi się) W jaki sposób działając rozumem możemy wpływać na prawdopodobieństwo zdarzeń. > Co, jaka siła spowodowała określoną zmianę w materii Twojego mózgu, który następnie ( co już jest proste do wyjaśnienia ) wysłał odpowiednie impulsy nerwowe do Twych palców, powodując, że klepnąłeś w klawisze i napisałeś tekst, który potem zadziałał na mnie? >Hm. Pewnie to ciekawy bardzo proces rozpoczęty podczas życia płodowego, modulowany przez środowisko, rodziców, szkołę, przyjaciół, wymieniając tylko czynniki największej skali. >To atom na wierzchołku góry lodowej - te czynniki same w sobie są wyjątkowo skomplikowane... choć jednak przewidywalne na dłuższą metę. Co to znaczy "przewidywalne na dłuższą metę? Uważasz, że coś co ma swój początek w życiu płodowym, jest przewidywalne na dłuższą metę? >Co do motywacji, to raczej kieruję się ciekawością i umiłowaniem do wiedzy, nauki. No, ale kierujesz się, to oznacza, że sam wybierasz, a wyżej napisałeś, że wszystko jest przewidywalne na dłuższą metę, a poniżej napisałeś że chodzi o samorzutne powstawanie wzorów w ścisłym chaosie? No, to albo - albo. Albo "kieruję się", albo ścisły chaos! Albo "motywacja", która zakłada wolny wybór, albo " chaos matematyczny, a'la ruchy Browna"!
Pozdrawiam. Do zobaczenia w niebie
|
|
| | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > Prawa fizyki są albo deterministyczne ( w skali makro ) albo probabilistyczne ( w skali kwantowej), czyli to co dzieje się z materią ( czyli m.in. z Twoim i moim mózgiem i elektronami w tych naszych mózgach )jest albo oparte na sztywnych zdeterminowanych regułach, albo na zupełnej przypadkowości, albo na kombinacji tych dwóch możliwości.Jeśli w ogóle, to to ostatnie, ale jest jeden problem. Człowiek jest układem samostabilizującym. Są w nim tysiące mechanizmów, które sprowadzają się do zmniejszenia prawdopodobieństwa niepożądanych zdarzeń. > Zaś Wolna Wola to takie działanie, które nie jest ani zdeterminowane przez konieczność ani przypadkowe, ale jest efektem świadomego, dobrowolnego wyboru! Wybór dobrowolny jest już zdeterminowany wolą dokonującego go, a ta jest zdeterminowana przez wiele czynników - od pogody aż po osobowość pradziadka. Suma tych czynników daje bardzo nieprzewidywalny chaos, aczkolwiek nie całkowity przypadek. > >>Więc zakładamy, że istniejemy, jesteśmy istotami ludzkimi, składamy się z atomów ( węgla, tlenu, wapnia, azotu i paru innych ). Zgadzamy się, że na poziomie subatomowym, materia zachowuje się zgodnie z teorią kwantową, w sposób określany jako probabilistyczny. Nic nie jest pewne.No nie jest, ale czy 0.000000000000000000000000000000000000000000000000000000000 00000000000000000000000000000000000000000000000000000000... 00000000000000000000000000000000000000000000000000000000001% (np. 10^-77) prawdopodobieństwa jest interesujące? > W dużej skali to jest raczej determinizm niż prawdopodobieństwo.Nadal prawdopodobieństwo, choć niewiarygodnie bliskie pewności. > Znając warunki początkowe, np. układu słonecznego, można posługując się fizyką Newtonowską, tak dowcipnie wystrzelić satelitę że grawitacja poszczególnych ciał niebieskich może "wystrzelić" go poza układ słoneczny.Oczywiście, w granicach błędu pomiarowego i obliczeniowego. I tak trzeba do tego stosować komputery i bardziej skomplikowane niż Newtonowskie wzory. > usterki i wpadki są efektami przypadkowych zmian na poziomie kwantowym!Nie tylko, choć również. (np. składanie protein, a priony) Efekty makroskopowe w stylu oddziaływania promieniowania X czy UV są łatwiej dostrzegalne. > A jak ma się do tego fakt, który ja w swej pracy obserwuję niemal na codzień. To, że niektórzy ludzie, silni psychicznie, zdrowieją szybciej, niż ludzie o słabej odporności psychicznej, chorzy na taką samą chorobę?Nadal nie są w pełni znane możliwości samonaprawy organizmu ludzkiego, a są one naprawdę duże. Nie zwalajmy tego od razu na jakieś "zdolności pozazmysłowe". > W jaki sposób konstrukcja psychiczna człowieka, wpływa na zdeterminowane fizyką procesy biochemiczne w naszych organizmach, albo na procesy kwantowe?Np. modyfikując biochemię za pomocą neuroprzekaźników i hormonów, co uruchamia reakcję kaskadową? > >Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.> >(chyba do podpisu to wstawię, podoba mi się)> W jaki sposób działając rozumem możemy wpływać na prawdopodobieństwo zdarzeń.Chodzi o działanie rozumne, nie sam rozum. Losowe działania są zbliżone do szumu tła, te rozumne, bardziej uporządkowane, mają większy wpływ na otoczenie. > Co to znaczy "przewidywalne na dłuższą metę? Uważasz, że coś co ma swój początek w życiu płodowym, jest przewidywalne na dłuższą metę?Narazie nie, jak już pisałem. Bardzo skomplikowane do przewidzenia, a jednak możliwe. Np. można wnioskować _z pewnym prawdopodobieństwem_ na podstawie kodu genetycznego o przyszłych predyspozycjach i zawodzie. Jak również o chorobach. Oczywiście, to nie wszystko. > No, ale kierujesz się, to oznacza, że sam wybierasz, a wyżej napisałeś, że wszystko jest przewidywalne na dłuższą metę, a poniżej napisałeś że chodzi o samorzutne powstawanie wzorów w ścisłym chaosie?Chaos matematyczny jest przewidywalny, choć jeśli nie możesz dojść funkcji, jest często równie dobry, co losowość. Dlatego mamy w komputerach niezłe algorytmiczne generatory liczb pseudolosowych. > No, to albo - albo. Albo "kieruję się", albo ścisły chaos!> Albo "motywacja", która zakłada wolny wybór, albo " chaos matematyczny, a'la ruchy Browna"!Jedno nie wyklucza drugiego. Rozpatrując moje motywacje jako funkcję matematyczną (bardzo bardzo uproszczony model), dostaniesz funkcję chaotyczną. Na większym poziomie szczegółowości możliwe są conajwyżej drobne modyfikacje. W rzeczywistości wolna wola wydaje się wolna dlatego, że jest wypadkową wielu zdarzeń. Niektóre z nich są bardzo trudne do przewidzenia. (nawet te skali makro!) Nie da się zatem zrobić idealnego modelu, ale da się z dość dużym prawdopodobieństwem przewidzieć niektóre decyzje. Oczywiście istnieją modele uproszczone i tzw. ludzie przewidywalni. Np. wielu z nas ma wbudowany instynkt samozachowawczy i w przypadku zagrożenia życia będzie się starało usunąć zagrożenie. Nawet decyzje, choć znacznie trudniej przewidywalne, mogą podlegać podobnym regułom. Np. wiadomo (z bardzo dużym prawdopodobieństwem), że szef firmy nie zadecyduje przeciwko sobie - choć decyzja jest podjęta świadomie. > Do zobaczenia w niebieAlbo i nie. 
Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
|
|
| | | | | | | | |  | | Losec | Wszystkie te czynniki, które wymieniłeś, funkcje matematyczne, funkcje chaotyczne, chaos matematyczny, homeostaza, czyli to co nazwałeś układem samostabilizującym, efekty makroskopowe w stylu oddziaływania promieniowania X czy UV, są albo czynnikami losowymi, działającymi wewnątrz naszych organizmów, albo niezależnymi od nas czynnikami zewnętrznymi. Ani jedne, ani drugie, nie mają znaczenia w dyskusji o Wolnej Woli, ponieważ Wolna Wola musi być, definicji czymś zupełnie niezależnym od przypadku i od czynników zewnętrznych. Już to raz napisałem, ale przykład prosty, więc powtórzę: Wyobraź sobie, że Cię poproszę o mrugnięcie okiem w chwili, gdy czytasz ten tekst. Dowolnym okiem, jednym z dwóch, które zapewne posiadasz. Czy możesz powiedzieć, że wybór tego oka, którym mrugniesz, zależy od pogody, albo osobowości pradziadka, albo od czegokolwiek innego? Nonsens. Dokonując prostego, nic nieznaczącego wyboru, zaprezentowałeś - moim zdaniem - Akt Wolnej Woli. Dokonałeś Wolnego Wyboru Oka Do Mrugnięcia Do Mnie. Jeżeli wolna wola jest wynikiem, wypadkową wielu zdarzeń, z których niektóre są trudne do przewidzenia, ale wszystkie są kombinacją przypadku i zewnętrznych niezależnych od nas czynników, to nie jest niczym innym jak złudzeniem. Do zaistnienia Aktu Wolnej Woli, niezbędne jest coś istniejące poza materią.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | >[...]Ani jedne, ani drugie, nie mają znaczenia w dyskusji o Wolnej Woli, ponieważ Wolna Wola musi być, definicji czymś zupełnie niezależnym od przypadku i od czynników zewnętrznych.
Nadal nie możesz przyjąć, że "wolna" wola nie jest tak wolna, jak nam się wydaje? Że jest tylko splotem nieprzewidywalnych czynników? Że po prostu taki wyidealizowany obiekt nie istnieje?
>Już to raz napisałem, ale przykład prosty, więc powtórzę: >Wyobraź sobie, że Cię poproszę o mrugnięcie okiem w chwili, gdy czytasz ten tekst. Dowolnym okiem, jednym z dwóch, które zapewne posiadasz. Czy możesz powiedzieć, że wybór tego oka, którym mrugniesz, zależy od pogody, albo osobowości pradziadka, albo od czegokolwiek innego? Nonsens. Dokonując prostego, nic nieznaczącego wyboru, zaprezentowałeś - moim zdaniem - Akt Wolnej Woli. Dokonałeś Wolnego Wyboru Oka Do Mrugnięcia Do Mnie.
Wiesz co? Trudno mi stwierdzić, czy wybór był spowodowany jakąś preferencją, czy był (pseudo-)losowy. Raczej to drugie. Mogłem ciebie też oszukać (nie zrobiłem tego), lub wcale nie mrugnąć. Ale jak widzisz, lubię takie eksperymenty.
Nawet, gdybym się zastanowił mocno, którym okiem chciałbym mrugnąć, nie zmienia to faktu, że to _ja_ decydowałem. A na _ja_ składa się wiele różnych rzeczy.
Np. decydując o tym, co zjem na obiad, kieruję się jakimiś preferencjami i czynnikami. Idąc gdziekolwiek, droga jaką pójdę też jest splotem paru czynników (np. ludzie z zasady wolą chodzić chodnikiem lub wydeptaną ścieżką oraz drogą krótszą bądź szybszą, bądź też mniej zatłoczoną)
Nawet decyzja, czy pójdę do Kościoła święcić jakieś coś (osobiście nie), jest wynikiem wielu wielu zdarzeń, np. tego, że czytam duzo literatury, że wiem, iż to jest pogański rytuał zaanektowany przez Kościół, jak również tego, że jestem agnostykiem. (na co z kolei składa się multum innych czynników...)
No ale nie zmieniajmy tematu.
>Jeżeli wolna wola jest wynikiem, wypadkową wielu zdarzeń, z których niektóre są trudne do przewidzenia, ale wszystkie są kombinacją przypadku i zewnętrznych niezależnych od nas czynników, to nie jest niczym innym jak złudzeniem. Do zaistnienia Aktu Wolnej Woli, niezbędne jest coś istniejące poza materią.
Dlatego nie ma takiego obiektu jak idealna wolna wola. Wola nie jest idealnie wolna, tylko jest zależna od bardzo różnych czynników. Niektórych probabilistycznych o małym prawdopodobieństwie, zatem trudno przewidywalnych, innych nieznanych badającemu.
Wymyśl eksperyment (może być myślowy), który wykaże inaczej, może mnie przekonasz.
[Do moderatora: może wynieść ten wątek do osobnego tematu?]
Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Losec | To nie jest eksperyment, który ja wymyśliłem, ale proszę bardzo. Zakładając zgodnie z tym co piszesz, że nie ma wolnej woli i wszystko co się dzieje w ludzkim mózgu jest albo losowe, albo zdeterminowane przez prawa fizyki, istnieje możliwość, że w przyszłości człowiek będzie w stanie skonstruować maszynę myślącą tak bardzo skomplikowaną jak ludzki rozum. Maszyna taka, będzie zdolna wykonywać wszystkie czynności myślowe, jakie zdolny jest wykonywać człowiek. W istocie, choć niekoniecznie musi być zbudowana z białka, będzie równoważna człowiekowi. Czy uważasz, że to jest możliwe? Napisałem też kawałek tekstu o wolnej woli w innej dyskusji, nie chcę pisać dwa razy tego samego, więc proszę jeśli możesz zajrzyj tu . Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > Zakładając zgodnie z tym co piszesz, że nie ma wolnej woli i wszystko co się dzieje w ludzkim mózgu jest albo losowe, albo zdeterminowane przez prawa fizyki, istnieje możliwość, że w przyszłości człowiek będzie w stanie skonstruować maszynę myślącą tak bardzo skomplikowaną jak ludzki rozum. Maszyna taka, będzie zdolna wykonywać wszystkie czynności myślowe, jakie zdolny jest wykonywać człowiek. W istocie, choć niekoniecznie musi być zbudowana z białka, będzie równoważna człowiekowi. Czy uważasz, że to jest możliwe?A czemu ma nie być możliwe? Oczywiście, że tak uważam. Inna sprawa, że jeszcze kawał drogi przed nami, zanim to osiągniemy, a reakcja pewnych grup społecznych będzie... burzliwa. > Napisałem też kawałek tekstu o wolnej woli w innej dyskuzji, nie chcę pisać dwa razy tego samego, więc proszę jeśli możesz zajżyj tu .Stosunki społeczno-gospodarcze świadczą na rzecz istnienia genialnych muzyków takich jak Chopin - oraz oczywiście czas - im dłużej czekać, tym większe prawdopodobieństwo pojawienia się kogoś takiego. Czy syn chłopa, który musi pracować na roli, zostanie wybitnym pianistą? Małe prawdopodobieństwo. Dobrowolne oddanie życia przez Kolbego było przecież spowodowane przeświadczeniem o wartości takiego postępowania. Wynikającym po części z religii, po części ze struktury osobowości. Człowiek to skomplikowana bestia, nie sądzisz? Co do przypadkowości w fizyce kwantowej... to zależy od interpretacji tej fizyki, jaką przyjmiemy. W teoriach kopenhaskiej występuje niedeterminizm, natomiast w niektórych innych, nie. Co do niemożności przewidzenia dokładnie stanu kwantowego - to jest spójne we wszystkich.
Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Losec | >A czemu ma nie być możliwe? Oczywiście, że tak uważam. >Inna sprawa, że jeszcze kawał drogi przed nami, zanim to osiągniemy, a reakcja pewnych grup społecznych będzie... burzliwa. A temu, że to prowadzi do pewnych sprzeczności zgodnie z twierdzeniem Gödla i argumentem Lucasa-Penrosa! Można, przy odrobinie starania dowieść tego, że człowiek nie jest tylko programem komputerowym! >Stosunki społeczno-gospodarcze świadczą na rzecz istnienia genialnych muzyków takich jak Chopin - oraz oczywiście czas - im dłużej czekać, tym większe prawdopodobieństwo pojawienia się kogoś takiego. NIe, nie! Nie chodzi o to, że narodził się geniusz, który potrafił grać na klawiszach! Ja w odróżnieniu od Ciebie, nie wierzę, choć nie mam na to dowodu, że oba koncerty fortepianowe Chopina, ( każda ich poszczególna nutka ) powstały wskutek przypadku, albo w efekcie działania jakichś praw natury. Twierdzę że były one efektem geniuszu ludzkiego! >Czy syn chłopa, który musi pracować na roli, zostanie wybitnym pianistą? Małe prawdopodobieństwo. Zaraz zaraz. To czy syn chłopa zostanie pianistą, to przecież nie zależy od chłopa, ani od jego syna, ale jest efektem mieszaniny przymusu i ślepego przypadku? Tak? >Dobrowolne oddanie życia przez Kolbego było przecież spowodowane przeświadczeniem o wartości takiego postępowania. >Wynikającym po części z religii, po części ze struktury osobowości. Ależ nasza religia nie wymaga od nas poświęcenia własnego życia. Można wytłumaczyć instynktem ofiarowanie życia przez matkę za dziecko. Można powiedzieć że to Samolubny Gen. Ale jak wytłumaczysz to, że tak wielu ludzi ryzykowało życiem w obronie życia Żydów? Tak bardzo mieli "wdrukowaną" miłość do Narodu Żydowskiego, że aż stawiali na szali swoje życie i życie swych rodzin? Nie sądzę. Po prostu dokonywali wyboru, który uznawali za słuszny. Świadomego, dobrowolnego wyboru. Tak myślę... Pozdrowienia i o ile nie jest to jakaś gafa, to życzę Wesołych Zaanektowanych Przez Chrześcijaństwo Pogańskich Obrzędów, zwanych potocznie Świętami Wiekiej Nocy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > A temu, że to prowadzi do pewnych sprzeczności zgodnie z twierdzeniem Gödla i argumentem Lucasa-Penrosa! Można, przy odrobinie starania dowieść tego, że człowiek nie jest tylko programem komputerowym!Co ma tw. Gödla o systemach aksjomatycznych do sztucznej inteligencji? Przecież inteligencja to z definicji zbiór otwarty - nieskończony, ewoluujący. Kto powiedział, że sztuczna inteligencja musi opierać się na ścisłych aksjomatach? Że musi umieć wyjaśnić wszystko? My tutaj nie mówimy o wyroczni, tylko sztucznej inteligencji. Może się ona np. opierać na logice rozmytej i maksymalną wartość przekonania o prawdziwości przypisywać tylko niektórym, rzadkim twierdzeniom. Czy ty może to umiesz? Ja nie potrafię.  Jeśli zaś chodzi o argument dot. nieprzeliczalności - to też nie ma nic do rzeczy. Problemy NP-zupełne można rozwiązywać właśnie metodami AI: algorytmami genetycznymi, ewolucyjnymi, sieciami neuronowymi, SVM, metodami statystycznymi czy też zwykłą heurystyką, nawet tak prostą, jak metoda zachłanna. Oczywiście są możliwe warianty znacznie bardziej wyszukane. Rozwiązanie nie będzie zawsze poprawne (optymalne), oczywiście, ale z reguły dostatecznie dobre. > NIe, nie! Nie chodzi o to, że narodził się geniusz, który potrafił grać na klawiszach! Ja w odróżnieniu od Ciebie, nie wierzę, choć nie mam na to dowodu, że oba koncerty fortepianowe Chopina, ( każda ich poszczególna nutka ) powstały wskutek przypadku, albo w efekcie działania jakichś praw natury. Twierdzę że były one efektem geniuszu ludzkiego!Geniusz ludzki wymaga wielu lat pracy w celu oszlifowania. Chopin też nie wyrósł w głuszy - we Francji jak i Polsce miał dostęp do dzieł najznakomitszych kompozytorów, także i muzyków epoki. Zresztą, geniusz w danej dziedzinie to po części cecha wrodzona. > Zaraz zaraz. To czy syn chłopa zostanie pianistą, to przecież nie zależy od chłopa, ani od jego syna, ale jest efektem mieszaniny przymusu i ślepego przypadku? Tak?Nie. Właśnie nie do końca całkowicie ślepego przypadku, chociaż sumę aż tylu sprzyjających bądź niesprzyjających czynników można nazwać przypadkiem. > >Dobrowolne oddanie życia przez Kolbego było przecież spowodowane przeświadczeniem o wartości takiego postępowania.> >Wynikającym po części z religii, po części ze struktury osobowości.> Ależ nasza religia nie wymaga od nas poświęcenia własnego życia.Ale bardzo popiera takiego typu działania - męczeństwo. > Ale jak wytłumaczysz to, że tak wielu ludzi ryzykowało życiem w obronie życia Żydów?Nie wytłumaczę, bo nie mam jeszcze żadnej hipotezy. Mogę narazie chwilowo włączyć argument, że wielu ludzi z natury ma wbudowaną chęć współpracy i pomocy innym. > Tak bardzo mieli "wdrukowaną" miłość do Narodu Żydowskiego, że aż stawiali na szali swoje życie i życie swych rodzin?Nie wszyscy, powiem wręcz, że wyjątki. > Nie sądzę. Po prostu dokonywali wyboru, który uznawali za słuszny. Świadomego, dobrowolnego wyboru. Tak myślę...Możliwe, choć na ile on był świadomy i dobrowolny... przecież właśnie w tych sprawach rządzi impuls. Dlatego jedni biegną w ogień ratować ludzi, a inni nie. > Pozdrowienia i o ile nie jest to jakaś gafa, to życzę Wesołych Zaanektowanych Przez Chrześcijaństwo Pogańskich Obrzędów, zwanych potocznie Świętami Wiekiej Nocy.  I ja również.
Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
|
|
| | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Przecież nic innego nie robi materializm, jak uparte podważanie istnienia czegokolwiek, poza materią.Pojęcia "istnienie" i "materia" są nieokreślone, co więcej - można je od biedy określać jedno przez drugie, z czego w sumie nic sensownego nie wynika. > Jeżeli istnieje tylko materia, to nie ma miejsca na wolną wolę. Wtedy wolna wola jest wyłącznie naszym wspólnym złudzeniem.To jest możliwe. Na to mogą wskazywać tzw. potocznie "efekty rezonansowe" w zdarzeniach. Ale jakoś to mnie nie smuci. Świat działa jak działa. To, co nazywamy wolną wolą, jest może >wynikiem całkiem materialnych praw funkcjonowania człowieka. To zrozumiałe, skoro żyjemy w materialnym świecie. Wolę nawet tak, bo czyż wiemy jakby to wyglądało z autentyczną wolną wolą? Niezależność myśli od materii? Brr. > Ma się dobrze, wiele tłumaczy, ale nie wszystko.Najzabawniejsze jest to, [wiem z obserwacji] że do im większej ilości wyjaśnionych faktów jakaś teoria pretenduje, tym bardziej podejrzana jest  Mówi się potocznie "zbyt piękne, aby było prawdziwe". Ludzi to nic nie zadowoli! > Np. nie tłumaczy w zadowalający sposób tzw. "eksplozji kambryjskiej", czyli okresu w dziejach ziemi, w którym nagle, gwałtownie wzrosła ilość gatunków.Bo od tego są inne teorie, które się nią podpierają. > Nie tłumaczy wystarczająco szybkiego rozwoju ludzkiego mózgu, i nie tłumaczy sposobu powstania jego niektórych zdolności, zupełnie nieprzydatnych człowiekowi pierwotnemu.Ale teoria o kosmitach to tłumaczy  Były też głosy o błędnym wyznaczaniu czasu wyewoluowania człowieka. > Teoria Doboru Naturalnego, to nie tylko czynniki mutagenne, o których uczyli Cię w podstawówce...Dobór naturalny generalnie niewiele ma wspólnego z czynnikami mutagennymi. Jest to powszechnie uznane zjawisko, ale dlaczego znajdujesz luki, za pomocą których chciałbyś obalić jego prawidłowość? Dziej świata żywego to nie tylko dobór naturalny, o którym uczyli Cię w podstawówce. Wydaje mi się, że niektórzy ludzie za bardzo pragną tłumaczyć wszystko jedną teorią, podczas gdy Wszechświat jest skomplikowany i wieloaspektowy. > To, że rację mają materialiści, to też jest wiara ,Ostatecznie wszystko opiera się na aksjomatach. Każdy sobie rzepkę skrobie. Dlaczego Teiści muszą nam wchodzić w życie ze swoją wiarą? Sami nie dają sobie z nią rady? Racjonaliści ze swoją jakoś żyją. > i to wiara opierająca się na wątłych przesłankach.Przesłanka realnego istnienia jedynie materii jest wątła? To ja nie wypowiem się może o bogu... > Na nieznajomości wniosków płynących z ostatnich i nie tylko ostatnich osiągnięć nauki.Domyślam się, że owe wnioski definitywnie prowadzą do uznania isnienia boga? Proszę o przykłady.
|
|
| | | | |  | | Losec | >>To, że rację mają materialiści, to też jest wiara , >Ostatecznie wszystko opiera się na aksjomatach. Każdy sobie rzepkę skrobie. Dlaczego Teiści muszą nam wchodzić w życie ze swoją wiarą? Sami nie dają sobie z nią rady? Racjonaliści ze swoją jakoś żyją. Po raz kolejny przypominam Ci - Ten wątek ma taki tytuł jaki ma, ten dział Forum ma tytuł Religie i to Ty zaczęłaś komentować moje posty, a nie ja Twoje, więc przestań proszę czepiać się mnie ciągle o to samo. >>i to wiara opierająca się na wątłych przesłankach. >Przesłanka realnego istnienia jedynie materii jest wątła? To ja nie wypowiem się może o bogu... Przesłanka, że nic poza materią nie istnieje, jest wątła. >>Na nieznajomości wniosków płynących z ostatnich i nie tylko ostatnich osiągnięć nauki. >Domyślam się, że owe wnioski definitywnie prowadzą do uznania isnienia boga? >Proszę o przykłady. Nie definitywnie. Istnienia Stwórcy nie da się udowodnić, tak jak nie da się temu istnieniu zaprzeczyć. Możemy tylko oceniać co jest - w świetle wyników badań naukowych bardziej prawdopodobne, jego istnienie, czy też nieistnienie. Ja twierdzę, że to pierwsze. Po jednym przykładzie będę Ci sączył, żeby nie za dużo na raz. Posłużę się tym, co napisałem przed chwilą do Pana Bogusławskiego, a czego on nie raczył skomentować:
Taką przesłanką, choć oczywiście nie dowodem, jest tzw. dowód istnienia Projektanta, wynikający z istnienia projektu. Otóż w miarę poznawania wszechświata, zasad nim rządzących, okazuje się, że gdyby prawa natury były tylko trochę inaczej pomyślane (sic!), to świat wyglądałby diametralnie inaczej, i życie w nim rodzaju ludzkiego byłoby całkiem niemożliwe. Z badań nad tymi prawami wynika, że w chwili, gdy nauka wyjaśnia jakąś zasadę, jakieś prawo, to zawsze okazuje się, że pierwotną przyczyną tego porządku, był jeszcze wcześniejszy porządek rzeczy. W istocie nasz świat jest tak doskonale uporządkowany, że trudno rozsądnemu człowiekowi uznać to za przypadek. Np. trudno nie zauważyć porządku rządzącego ruchami planet, które jak wiemy krążą po eliptycznych orbitach.. Z czego wynika ten porządek - z jeszcze głębszego porządku - z zasad grawitacji, które odnoszą się nie tylko do planet, ale do wszystkich ciał, jak to wykazał Newton. Gdyby siła grawitacji była tylko trochę słabsza, lub silniejsza, a nie malała wraz z kwadratem odległości, orbity planet byłyby znacznie bardziej skomplikowane, w większości nie mogłyby być krzywymi zamkniętymi. Drugie prawo Keplera mówi, że w drodze wokół gwiazd, planety zakreślają równe powierzchnie w równym czasie. Ta zasada, ma swe głębsze uzasadnienie w zasadzie zachowania momentu pędu, która również ma zastosowanie w wytłumaczeniu, dlaczego wszystkie orbity planet leżą w jednej płaszczyźnie, a także "umożliwia" stały ruch planety wokół swej osi, co oczywiście nie jest bez znaczenia dla żyjących na niej stworzeń. Gdyby nie istniała - życie w obecnym kształcie, z całą pewnością nie byłyby możliwe.
Pozdrawiam i do zobaczenia w niebie
|
|
| | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Przesłanka, że nic poza materią nie istnieje, jest wątła.Z punktu widzenia człowieka żyjącego w materialnym świecie - nie jest. > Taką przesłanką, choć oczywiście nie dowodem, jest tzw. dowód istnienia Projektanta, wynikający z istnienia projektu.Tia, słyszałam. A skąd wziął się projektant? > Otóż w miarę poznawania wszechświata, zasad nim rządzących, okazuje się, że gdyby prawa natury były tylko trochę inaczej pomyślane (sic!), to świat wyglądałby diametralnie inaczej, i życie w nim rodzaju ludzkiego byłoby całkiem niemożliwe.To też słyszałam. Wciąż mnie bawi takie podejście do sprawy. Feynman niegdyś ładnie zobrazował, dlaczego nie należy sprawdzać teorii za pomocą tych samych środków służących do jej sformułowania, przez prawdopodobieństwo właśnie. "Zobaczyłem dziś na parkingu auto o numerze rejestracyjnym [XXX]. Pomyślcie, co za niesamowita historia! Jakie było prawdopodobieństwo, że spośród tak wielkiej liczby aut zobaczę właśnie to?" [cyt. z pamięci] To oczywiste, że jeśli prawa natury byłyby inne o infinitezymalnie małe szczegóły, nie byłoby nas tutaj i nie rozmawialibyśmy o tym! Ale prawa są jakie są i dlatego tu jesteśmy, co nie oznacza, że ktoś to zaplanował.> W istocie nasz świat jest tak doskonale uporządkowany, że trudno rozsądnemu człowiekowi uznać to za przypadek.Bo myśli ludzkimi kategoriami. Już o tym pisałam. Porządek może wynikać z samej natury świata. A co powiesz na temat wzrastającej entropii? > Ta zasada, ma swe głębsze uzasadnienie w zasadzie zachowania momentu pędu, która również ma zastosowanie w wytłumaczeniu, dlaczego wszystkie orbity planet leżą w jednej płaszczyźnie, a także "umożliwia" stały ruch planety wokół swej osi, co oczywiście nie jest bez znaczenia dla żyjących na niej stworzeń. Gdyby nie istniała - życie w obecnym kształcie, z całą pewnością nie byłyby możliwe.A słyszałeś pogląd "Taki wielki, pusty Wszechświat, aby dać miejsce małemu człowiekowi - cóż za marnotrawstwo!"  Nie sprzeciwiam się idei boga, bo uznaję, że to nie ma znaczenia. Jednak próby wmówienia nauce odkrywania argumentów na jego istnienie są nadużyciem.
|
|
| | | | | | |  | | Losec | > >Przesłanka, że nic poza materią nie istnieje, jest wątła.> Z punktu widzenia człowieka żyjącego w materialnym świecie - nie jest.Z punktu człowieka, który choć żyje materialnym świecie, dopuszcza możliwość istnienia czegoś niematerialnego, nie będąc ograniczonym przez materialistyczną ideologię (sic!) - jest wątła! > >Taką przesłanką, choć oczywiście nie dowodem, jest tzw. dowód istnienia Projektanta, wynikający z istnienia projektu.> Tia, słyszałam. A skąd wziął się projektant?Czy wiesz skąd wziął się projektant mostu Golden Gate? Kim był, gdzie się urodził? A mimo tego, most stoi... > >Otóż w miarę poznawania wszechświata, zasad nim rządzących, okazuje się, że gdyby prawa natury były tylko trochę inaczej pomyślane (sic!), to świat wyglądałby diametralnie inaczej, i życie w nim rodzaju ludzkiego byłoby całkiem niemożliwe.> To też słyszałam. Wciąż mnie bawi takie podejście do sprawy. Feynman niegdyś ładnie zobrazował, dlaczego nie należy sprawdzać teorii za pomocą tych samych środków służących do jej sformułowania, przez prawdopodobieństwo właśnie.> "Zobaczyłem dziś na parkingu auto o numerze rejestracyjnym [XXX]. Pomyślcie, co za niesamowita historia! Jakie było prawdopodobieństwo, że spośród tak wielkiej liczby aut zobaczę właśnie to?" [cyt. z pamięci]Czy Ty na prawdę nie widzisz różnicy między sytuacją wszechświata a samochodami w przykładzie Feynmana? Naprawdę nie widzisz? Przecież to tam stoi jak wół napisane! Problem leży w liczbie aut. Liczba aut, to miliony, a wszechświat jest jeden. Feynman trafił jak kulą w płot z tym przykładem. Gdyby dwa tygodnie wcześniej przewidział numer samochodu - to co innego. Ale tak - pośród iluśtam aut na parkingu musiał zobaczyć jakieś auto z jakimś numerem - po prostu śmiech na sali...  To jest jak z Totolotkiem. Nic dziwnego nie ma w tym, że ktoś trafi, skoro zagra milion ludzi. Dziwne byłoby, gdyby w skali całej Polski, zagrała jedna osoba, i wygrała kumulację. To byłoby porównanie do sytuacji wszechświata! > >W istocie nasz świat jest tak doskonale uporządkowany, że trudno rozsądnemu człowiekowi uznać to za przypadek.> Bo myśli ludzkimi kategoriami. Już o tym pisałam. Porządek może wynikać z samej natury świata. A co powiesz na temat wzrastającej entropii?Porządek może wynikać ze strunktury wszechświata, ale dlaczego jest akurat taki a nie inny? Co konkretnie mam sądzić o entropii? > A słyszałeś pogląd "Taki wielki, pusty Wszechświat, aby dać miejsce małemu człowiekowi - cóż za marnotrawstwo!"  Jeśli Stwórca był wszechmocny, to dla niego wielkość jest bez znaczenia. Teraz Ty myślisz antropocentrycznie! Dla niego, który żyje poza czasem i wymiarami, wielkość może nie być istotna! > Nie sprzeciwiam się idei boga, bo uznaję, że to nie ma znaczenia. Jednak próby wmówienia nauce odkrywania argumentów na jego istnienie są nadużyciem.Jeszcze większym nadużyciem, jest twierdzenie, jakoby w miarę postępu nauki, istnienie Boga stało się coraz mniej prawdopodobne! Do zobaczenia w niebie
|
|
| | | | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | > Czy wiesz skąd wziął się projektant mostu Golden Gate? Kim był, gdzie się urodził? A mimo tego, most stoi...Joseph Baermann Strauss (January 9, 1870 - May 16, 1938) was an American engineer and designer. He was born in Cincinnati, Ohio to an artistic family, having a mother who was a pianist and a father who was a writer and painter. He graduated from the University of Cincinnati in 1892, serving as both class poet and president. Upon graduating from the University of Cincinnati, Strauss worked at the Office of Ralph Modjeski, where he began to innovate the design of bascule bridges. He was Chief Engineer of the Golden Gate Bridge in San Francisco, California. He placed a brick from the demolished McMicken Hall at the University of Cincinnati in the south anchorage before the concrete was poured. Strauss was also designer of the Burnside Bridge (1926) and the Lewis and Clark Bridge (1930). He also wrote a poem saluting the Sequoia of Northern California and Southern Oregon. He died in Los Angeles, California.[żródło: en.wikipedia.org/wiki/Joseph_B_Strauss] Czy jestes w stanie podać takie informacje o projektancie wszechświata?
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| | | | | | | | |  | | Losec | > >Czy wiesz skąd wziął się projektant mostu Golden Gate? Kim był, gdzie się urodził? A mimo tego, most stoi...> Joseph Baermann Strauss (January 9, 1870 - May 16, 1938) was an American engineer and designer.> He was born in Cincinnati, Ohio to an artistic family, having a mother who was a pianist and a father who was a writer and painter. He graduated from the University of Cincinnati in 1892, serving as both class poet and president. Upon graduating from the University of Cincinnati, Strauss worked at the Office of Ralph Modjeski, where he began to innovate the design of bascule bridges. He was Chief Engineer of the Golden Gate Bridge in San Francisco, California. He placed a brick from the demolished McMicken Hall at the University of Cincinnati in the south anchorage before the concrete was poured. Strauss was also designer of the Burnside Bridge (1926) and the Lewis and Clark Bridge (1930). He also wrote a poem saluting the Sequoia of Northern California and Southern Oregon. He died in Los Angeles, California.> [żródło: en.wikipedia.org/wiki/Joseph_B_Strauss]> Czy jestes w stanie podać takie informacje o projektancie wszechświata?Dobra. Ugodziłeś mnie, w samo serce...  A czy możesz zrobić to samo w odniesieniu do Twórców np. Stonehenge??? . . . . .No popatrz, a mimo to Stonehenge nadal stoi! I chyba raczej nie powstało samo... Do zobaczenia w niebie
|
|
| | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > A czy możesz zrobić to samo w odniesieniu do Twórców np. Stonehenge???  Można określić przybliżony czas powstawnia. Nawet znamy cel, w jakim została ta budowla postawiona. Jest to kalendarz astronomiczny, bardzo użyteczny dla rolników. en.wikipedia.org/wiki/StonehengeCzapki z głów, jeśli podasz sens istnienia wszechświata.
Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Losec | >Czapki z głów, jeśli podasz sens istnienia wszechświata. Homo sapiens?
|
|
| | | | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | > Czy Ty na prawdę nie widzisz różnicy między sytuacją wszechświata a samochodami w przykładzie Feynmana? Naprawdę nie widzisz? Przecież to tam stoi jak wół napisane! Problem leży w liczbie aut.Nie, nieprawda. Feynmanowi nie chodziło o liczbę samochodów na parkingu. Jego przykład miał pokazać bezsensowność rozważania prawdopodobieństwa zajścia jakiegokolwiek zdarzenia po tym, jak już to zdarzenie zaszło. > To jest jak z Totolotkiem. Nic dziwnego nie ma w tym, że ktoś trafi, skoro zagra milion ludzi. Dziwne byłoby, gdyby w skali całej Polski, zagrała jedna osoba, i wygrała kumulację. To byłoby porównanie do sytuacji wszechświata!> W istocie nasz świat jest tak doskonale uporządkowany, że trudno rozsądnemu człowiekowi uznać to za przypadek.Problem polega na tym, że doskonałe uporządkowanie wszechświata jest mitem. Prof. Senger w jednym ze swoich artykułów zauważył z lekką złośliwością, że jeśli w ogóle mówić o jakimkolwiek projektancie wszechświata, to trzeba powiedzieć, że jest to niezbyt inteligentny projektant. 
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
> Prof. Senger w jednym ze swoich artykułów zauważył z lekką złośliwością, że jeśli w ogóle mówić o jakimkolwiek projektancie wszechświata, to trzeba powiedzieć, że jest to niezbyt inteligentny projektant. <Również Stanisław Lem w jednej ze swych Bajek Robotów zauważył, że Wszechświat wygląda jak dzieło idioty - gdy weźmie się pędzel i chlapnie farbą na kartkę, to wychodzi łudząco podobny obraz rozgwieżdżonego nieba. Maszyna, która rzekomo stworzyła świat miała być superinteligentna, ale nadmiar skomplikowania jej inteligencji spowodował, że zamiast przemyślanych i skomplikowanych dziwów natury zaczęły jej, idiotce, wychodzić tylko mniejsze i większe kule - najprostsze z figur geometrycznych, wywalone w przestrzeń bez ładu i składu.
|
|
| | | | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Z punktu człowieka, który choć żyje materialnym świecie, dopuszcza możliwość istnienia czegoś niematerialnego, nie będąc ograniczonym przez materialistyczną ideologię (sic!) - jest wątła!Przesłanką nie powinny być domysły, tylko realność. Inaczej mogłabym się domyślać istnienia Latającego Potwora Spaghetti i byłoby to dla mnie mocną przesłanką do uznania jego istnienia, a negowanie przez innych tej możliwości uznałabym za opierające się na wątłych przesłankach - wszak sama dopuszczam taką możliwość. Tak brzmi Twoje argumentowanie, choć nie przeczę, że jest sensowne - ale tylko dla Ciebie, czyli ogólnie - tylko z punktu widzenia oceniającego przesłankę. > Czy wiesz skąd wziął się projektant mostu Golden Gate? Kim był, gdzie się urodził? A mimo tego, most stoi...Kwestia sprawdzenia i przytoczenia, co zrobił już Pan Tau. Co do Stonehenge, nie chcę wchodzić znów na teren kosmitów...  Sądzę iż jest diametralna różnica między budynkami czy budowlami, ponieważ wiemy z doświadczenia, że są robione przez ludzi, i wiemy jak jest to możliwe, a Wszechświatem. Nie mamy pojęcia, jak można coś takiego zmontować, więc uznanie, że skoro jest, to ktoś go musiał "wyprodukować", jest nieco na wyrost. Nie znamy praw rządzących ponad Wszechświatem. > Czy Ty na prawdę nie widzisz różnicy między sytuacją wszechświata a samochodami w przykładzie Feynmana? Naprawdę nie widzisz? Przecież to tam stoi jak wół napisane! Problem leży w liczbie aut. Liczba aut, to miliony, a wszechświat jest jeden. Feynman trafił jak kulą w płot z tym przykładem. Gdyby dwa tygodnie wcześniej przewidział numer samochodu - to co innego. Ale tak - pośród iluśtam aut na parkingu musiał zobaczyć jakieś auto z jakimś numerem - po prostu śmiech na sali...  Czy Ty naprawdę nie widzisz, że tam nie chodziło o problem liczby aut? Sądziłam, że rozsądni ludzie potrafią odczytać alegorie. Nie stoi jak wół, ale i tak chyba jest dość oczywiste. Liczba aut to miliony i liczba możliwych Wszechświatów [ułożenia praw natury itp.] to może i więcej. Któreś auto trafiło się Feynmanowi i któryś Wszechświat trafił się nam. Jakim prawem, wyśmiewając się z tego uczonego, który przekornie podniecał się zaistniałym zdarzeniem losowym, sam uważasz podobnie co do Wszechświata? Gdybyś przed Big Bangiem przewidział wszystkie prawa natury dla naszego Wszechświata tak, abyśmy mogli zaistnieć dokładnie w tej postaci jak teraz jesteśmy - to co innego. Pisałam już - i się nie chciałabym powtarzać - że w przeciwnym razie by nas po prostu nie było. Zresztą, można to wyjaśnić nie wychodząc poza ramy nauk o prawdopodobieństwie. Prawdopodobieństwo, że zdarzenie zajdzie, jest zawsze mniejsze od 1. Prawdopodobieństwo zdarzenia, które zaszło, jest równe 1.Kolejność: BB - zaistnienie warunków do powstania życia - życie - ewolucja jest co najmniej równoprawna z kolejnością: bóg - obliczenia - plan - Wszechświat. > To jest jak z Totolotkiem. Nic dziwnego nie ma w tym, że ktoś trafi, skoro zagra milion ludzi. Dziwne byłoby, gdyby w skali całej Polski, zagrała jedna osoba, i wygrała kumulację. To byłoby porównanie do sytuacji wszechświata!Nie, bo nie wiemy jakie są możliwości co do liczby innych "grających o zaistnienie z człowiekiem w ekipie" Wszechświatów, z których jeden wygrał. Poza tym, z prawdopodobieństwem to jest tak, że pięknie jak nic tuszuje prawdziwy obraz. Niebezpodstawne jest twierdzenie, iż prawdopodobieństwo zajścia każdego zdarzenia jest tak naprawdę jak 1:1 - zajdzie albo nie. Albo wygra, albo nie wygra. Jeśli grają 2 miliony osób po 6 skreśleń to myślimy sobie, że wobec 13 983 816 możliwości pewnie z jedna osoba utrafi. Jednak zdarza się często, że "szóstka" nie pada, a 30 marca 1994 padło aż 80. > Porządek może wynikać ze strunktury wszechświata, ale dlaczego jest akurat taki a nie inny?Bo jakby był inny, to by nas nie było, co sam przyznałeś. > Co konkretnie mam sądzić o entropii?Entropia Wszechświata, wyrażająca się w nieuporządkowaniu jego elementów, rośnie. Obecnie nie wiadomo, czy można mówić o uporządkowaniu; to określenie dość względne. Dla mnie ogólnie Wszechświat to bałagan, a pozorne "uporządkowanie" to tylko stałe prawa fizyczne. > >A słyszałeś pogląd "Taki wielki, pusty Wszechświat, aby dać miejsce małemu człowiekowi - cóż za marnotrawstwo!"  > Jeśli Stwórca był wszechmocny, to dla niego wielkość jest bez znaczenia. Teraz Ty myślisz antropocentrycznie!To nie mój pogląd; nawet przytoczyłam go w cudzysłowie. Autor poglądu nawet nie angażował wszechmocnego boga, tylko polemizował z uznaniem istnienia Wszechświata takiego jakim jest tylko w celu zaistnienia człowieka. Szczerze to chyba mu nawet chodziło o cywilizacje pozaziemskie, ale nie pamiętam dokładnie. > >Nie sprzeciwiam się idei boga, bo uznaję, że to nie ma znaczenia. Jednak próby wmówienia nauce odkrywania argumentów na jego istnienie są nadużyciem.> Jeszcze większym nadużyciem, jest twierdzenie, jakoby w miarę postępu nauki, istnienie Boga stało się coraz mniej prawdopodobne!Ponawiam swoją prośbę o wskazanie miejsc, gdzie ktoś dokładnie tak twierdzi, bo ja się nie spotkałam, a o całym sformułowaniu już pisałam co myślę. Nauka nie ma nic do boga, tylko wyjaśnia zjawiska w inny sposób niż za pomocą sił nadprzyrodzonych. Jeśli dla kogoś miernikiem prawdopodobieństwa istnienia boga są zjawiska, które może nim wyjaśnić, to jego problem i ograniczenie. Bóg może istnieć mimo to, może nawet te zjawiska wywoływać, a my myślimy, że to natura tak pięknie działa sama. Niemniej jednak, działa. > Do zobaczenia w niebieDziwne, że dopiero teraz skojarzyłam, iż brzmi to zupełnie jak "Do zobaczenia w sądzie!"  No i tak w ogóle - w niebie ludzie się widzą? Czyli mają oczy? Czyli to jest materialne niebo?
|
|
| | | | | | | | |  | | Losec | > >Czy wiesz skąd wziął się projektant mostu Golden Gate? Kim był, gdzie się urodził? A mimo tego, most stoi...> Kwestia sprawdzenia i przytoczenia, co zrobił już Pan Tau. Co do Stonehenge, nie chcę wchodzić znów na teren kosmitów... Sądzę iż jest diametralna różnica między budynkami czy budowlami, ponieważ wiemy z doświadczenia, że są robione przez ludzi, i wiemy jak jest to możliwe, a Wszechświatem. Nie mamy pojęcia, jak można coś takiego zmontować, więc uznanie, że skoro jest, to ktoś go musiał "wyprodukować", jest nieco na wyrost. Nie znamy praw rządzących ponad Wszechświatem.Nie da się wykluczyć że Stonehenge zbudowali kosmici. Może to był Kaczor Donald, nie wiadomo. Rzecz w tym, że z całą pewnością nie powstało samo. I to, że nie wiemy kto je stworzył, i nie wiemy kto stworzył tego stwórcę nie może być argumentem przeciw "dowodowi z istnienia projektu! Napisałaś coś takiego: > Tia, słyszałam. A skąd wziął się projektant?I jak widzisz, elementarna logika mówi, że fakt niewiedzy skąd wziął się projektant, nie może być dowodem, na jego nieistnienie! > >Czy Ty na prawdę nie widzisz różnicy między sytuacją wszechświata a samochodami w przykładzie Feynmana? Naprawdę nie widzisz? Przecież to tam stoi jak wół napisane! Problem leży w liczbie aut. Liczba aut, to miliony, a wszechświat jest jeden. Feynman trafił jak kulą w płot z tym przykładem. Gdyby dwa tygodnie wcześniej przewidział numer samochodu - to co innego. Ale tak - pośród iluśtam aut na parkingu musiał zobaczyć jakieś auto z jakimś numerem - po prostu śmiech na sali...  > Czy Ty naprawdę nie widzisz, że tam nie chodziło o problem liczby aut? Sądziłam, że rozsądni ludzie potrafią odczytać alegorie. Nie stoi jak wół, ale i tak chyba jest dość oczywiste. Liczba aut to miliony i liczba możliwych Wszechświatów [ułożenia praw natury itp.] to może i więcej. Któreś auto trafiło się Feynmanowi i któryś Wszechświat trafił się nam. Jakim prawem, wyśmiewając się z tego uczonego, który przekornie podniecał się zaistniałym zdarzeniem losowym, sam uważasz podobnie co do Wszechświata? Gdybyś przed Big Bangiem przewidział wszystkie prawa natury dla naszego Wszechświata tak, abyśmy mogli zaistnieć dokładnie w tej postaci jak teraz jesteśmy - to co innego. Pisałam już - i się nie chciałabym powtarzać - że w przeciwnym razie by nas po prostu nie było.No, to gdzie jest ten milion wszechświatów? Rozglądamy się i jakoś nie widać! Choć nawet gdyby udowodniono istnienie innych niż nasz wszechświatów, to jeszcze by nie wystarczyło, one - te wszechświaty - musiały by się jeszcze zasadniczo różnić prawami fizyki w nich obowiązującymi, żeby można było ten fakt uznać za wytłumaczenie takiego a nie innego przypadkowego układu praw i stałych fizycznym w naszym wszechświecie! Oczywiście Ty i pan Feynman możecie wierzyć sobie w milion wszechświatów, jakkolwiek Wiara w Boga czasami uzdrawia ludzi, a nie słyszałem nic takiego o Wierze w Milion Wszechświatów. Również o wierze w Latającego Potwora Spaghetti nie słyszałem nic takiego! Jak można pisać, o jakichś milionach wszechświatów, których jakoś nikt nie widział, i jednocześnie coś takiego: > Przesłanką nie powinny być domysły, tylko realność...Albo, albo... > Zresztą, można to wyjaśnić nie wychodząc poza ramy nauk o prawdopodobieństwie. Prawdopodobieństwo, że zdarzenie zajdzie, jest zawsze mniejsze od 1.> Niebezpodstawne jest twierdzenie, iż prawdopodobieństwo zajścia każdego zdarzenia jest tak naprawdę jak 1:1 - zajdzie albo nie. Albo wygra, albo nie wygra. Jeśli grają 2 miliony osób po 6 skreśleń to myślimy sobie, że wobec 13 983 816 możliwości pewnie z jedna osoba utrafi. Jednak zdarza się często, że "szóstka" nie pada, a 30 marca 1994 padło aż 80.Przykro mi ale niestety nie masz pojęcia o rachunku prawdopodobieństwa... > Entropia Wszechświata, wyrażająca się w nieuporządkowaniu jego elementów, rośnie. Obecnie nie wiadomo, czy można mówić o uporządkowaniu; to określenie dość względne. Dla mnie ogólnie Wszechświat to bałagan, a pozorne "uporządkowanie" to tylko stałe prawa fizyczne.No. i...? > >>A słyszałeś pogląd "Taki wielki, pusty Wszechświat, aby dać miejsce małemu człowiekowi - cóż za marnotrawstwo!"  No, na temat wielkości wszechświata i tego, że jego wymiary nie mog być zasadniczo mniejsze, już raz tu pisałem, nie będęsię powtarzał...
>Ponawiam swoją prośbę o wskazanie miejsc, gdzie ktoś dokładnie tak twierdzi, bo ja się nie spotkałam, a o całym sformułowaniu już pisałam co myślę. Nauka nie ma nic do boga, tylko wyjaśnia zjawiska w inny sposób niż za pomocą sił nadprzyrodzonych. Jeśli dla kogoś miernikiem prawdopodobieństwa istnienia boga są zjawiska, które może nim wyjaśnić, to jego problem i ograniczenie. Bóg może istnieć mimo to, może nawet te zjawiska wywoływać, a my myślimy, że to natura tak pięknie działa sama. Niemniej jednak, działa. Proszę .
Do zobaczenia w niebie
|
|
| | | | | | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | >Nie da się wykluczyć że Stonehenge zbudowali kosmici. Może to był Kaczor Donald, nie wiadomo. Rzecz w tym, że z całą pewnością nie powstało samo. I to, że nie wiemy kto je stworzył, i nie wiemy kto stworzył tego stwórcę nie może być argumentem przeciw "dowodowi z istnienia projektu!
Oczwiście że nie, jednak napisałam już jaka jest różnica między "projektami" co do których wiemy, jak mogą być "zaprojektowane" w obrębie świata, w którym istnieją, a Wszechświatem, ponieważ nie wiemy jak to jest poza nim. Nie neguję możliwości istnienia takiego projektanta, na zasadzie jakichś praw tam istniejących. Ale jeśli nad naszym Wszechświatem jest świat, któego prawa pozwalają na zaprojektowanie go, to być może nad nim jest jeszcze jakiś... Gdzie się to kończy?
>>liczba możliwych Wszechświatów [ułożenia praw natury itp.] >>[...] >>Któreś auto trafiło się Feynmanowi i któryś Wszechświat trafił się nam.
>No, to gdzie jest ten milion wszechświatów? Rozglądamy się i jakoś nie widać!
Chyba czytasz pobieżnie moje posty. "Możliwe Wszechświaty [ułożenie praw natury itp.]" to są możliwe warianty tego Wszechświata. Nie widać ich, bo "trafił nam się ten jeden", tak jak Feynmanowi jedno auto. Jako że niewłaściwie odebrałeś moje stwierdzenia, to resztę tekstu o Wszechświatach zostawię bez komentarza, w szczególności to do przesłanek, domysłów i realności. Poza jednym...
>one - te wszechświaty - musiały by się jeszcze zasadniczo różnić prawami fizyki w nich obowiązującymi, żeby można było ten fakt uznać za wytłumaczenie takiego a nie innego przypadkowego układu praw i stałych fizycznym w naszym wszechświecie!
A nie pisałeś gdzieś, że gdyby te prawa choć trochę się różniły od naszych...?
>>Zresztą, można to wyjaśnić nie wychodząc poza ramy nauk o prawdopodobieństwie. Prawdopodobieństwo, że zdarzenie zajdzie, jest zawsze mniejsze od 1.
>Przykro mi ale niestety nie masz pojęcia o rachunku prawdopodobieństwa...
Chętnie się dowiem, jak ów rachunek wygląda wg Ciebie. Prawdopodobieństwo zdarzenia, które zaszło, jest równe ile?
>>Entropia Wszechświata, wyrażająca się w nieuporządkowaniu jego elementów, rośnie. Obecnie nie wiadomo, czy można mówić o uporządkowaniu; to określenie dość względne. Dla mnie ogólnie Wszechświat to bałagan, a pozorne "uporządkowanie" to tylko stałe prawa fizyczne. >No. i...?
To tylko odnośnie uporządkowania. Średni argument do stwierdzenia konieczności istnienia boga.
>>Ponawiam swoją prośbę o wskazanie miejsc, gdzie ktoś dokładnie tak twierdzi, bo ja się nie spotkałam, a o całym sformułowaniu już pisałam co myślę.
Wciąż nie podałeś mi miejsca, gdzie ktoś twierdzi, że nauka podważa istnienie boga. W tej książce podobno jest wręcz na odwrót.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Losec | >Chyba czytasz pobieżnie moje posty. "Możliwe Wszechświaty [ułożenie praw natury itp.]" to są możliwe warianty tego Wszechświata. Nie widać ich, bo "trafił nam się ten jeden", tak jak Feynmanowi jedno auto. Ale przecież Feynmanowi nie trafiło się jedo auto, tylko wybrał sobie jedno spośród wielu na parkingu, i podał za przykład! >>one - te wszechświaty - musiały by się jeszcze zasadniczo różnić prawami fizyki w nich obowiązującymi, żeby można było ten fakt uznać za wytłumaczenie takiego a nie innego przypadkowego układu praw i stałych fizycznym w naszym wszechświecie! >A nie pisałeś gdzieś, że gdyby te prawa choć trochę się różniły od naszych...? Gdyby np. wielkość oddziaływań jądrowych, których rolą jest utrzymywanie w całości jąder atomowych, była mniejsza o ok. 10 % to po wielkim wybuchu nie powstałby żaden pierwiastek poza wodorem, ponieważ siła oddziaływań jądrowych byłaby zbyt słaba by utrzymać w całości jądra deuteru. Gdyby natomiast oddziaływania jądrowe były mocniejsze o ok. 4 % to wodór w gwiazdach spalałby się gwałtownie i gwiadzy istniałyby zbyt krótko by powstać mogło życie. Jak widać niewielka zmiana w stałej fizycznej powoduje zasadnicze zmiany w charakterze i wyglądzie wszechświata. Co Było Do Udowodnienia! (CBDU) >>>Zresztą, można to wyjaśnić nie wychodząc poza ramy nauk o prawdopodobieństwie. Prawdopodobieństwo, że zdarzenie zajdzie, jest zawsze mniejsze od 1. >>Przykro mi ale niestety nie masz pojęcia o rachunku prawdopodobieństwa... >Chętnie się dowiem, jak ów rachunek wygląda wg Ciebie. Prawdopodobieństwo zdarzenia, które zaszło, jest równe ile? Prawdopodobieństwo, że wskutek rzutu monetą wypadnie orzeł równe jest 1/2. Zawsze! Jak rzucisz monetą i wypadnie rzeczywiście orzeł, to nadal prawdopodobieństwo matematyczne wypadnięcia orła było, jest i będzie równe 1/2! Istnieją takie zdarzenia, których prawdopodobieństwo - wbrew temu co napisałaś - nie jest mniejsze od 1, tylko równe 1! Np. prawdopodobeństwo, że w wyniku rzutu monetą wypadnie orzeł lub wypadnie reszka jest równe jeden. (CBDU) >>>Ponawiam swoją prośbę o wskazanie miejsc, gdzie ktoś dokładnie tak twierdzi, bo ja się nie spotkałam, a o całym sformułowaniu już pisałam co myślę. >Wciąż nie podałeś mi miejsca, gdzie ktoś twierdzi, że nauka podważa istnienie boga. W tej książce podobno jest wręcz na odwrót.
Stephen Barr autor książki "Fizyka współczesna a wiara w Boga" tym różni się od przeciętnego ateisty komentującego tutaj rzeczywistość, że przedstawia obie strony medalu. Znajdziesz tam również przedstawione poglądy przeciwników Boga.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Ale przecież Feynmanowi nie trafiło się jedo auto, tylko wybrał sobie jedno spośród wielu na parkingu, i podał za przykład!Z treści nic takiego nie wynika, jednak nie zamierzam się kłócić, bo to tylko alegoria. Wolę się zastanowić, co z tego wynika, niż rozważać, ile aut mogło być na parkingu przed jego uczelnią. > >>one - te wszechświaty - musiały by się jeszcze zasadniczo różnić prawami fizyki w nich obowiązującymi, żeby można było ten fakt uznać za wytłumaczenie takiego a nie innego przypadkowego układu praw i stałych fizycznym w naszym wszechświecie!> >A nie pisałeś gdzieś, że gdyby te prawa choć trochę się różniły od naszych...?> Jak widać niewielka zmiana w stałej fizycznej powoduje zasadnicze zmiany w charakterze i wyglądzie wszechświata. Co Było Do Udowodnienia! (CBDU)Ok, już widzę o co Ci chodziło. Prawa fizyki nie są jednak zasadniczo różne, jak pisałeś ["niewielka zmiana"], a dopiero to, co z nich wynika [wygląd Wszechświata] różni się zasadniczo. qed  > Prawdopodobieństwo, że wskutek rzutu monetą wypadnie orzeł równe jest 1/2. Zawsze! Jak rzucisz monetą i wypadnie rzeczywiście orzeł, to nadal prawdopodobieństwo matematyczne wypadnięcia orła było, jest i będzie równe 1/2! Prawdopodobieństwo wypadnięcia 5 orłów pod rząd, gdy 4 już wypadły, jest równe 0.5, a nie 1/32. Prawdopodobieństwo, że cała ta sytuacja się zdarzy, było równe 1/32. Prawdopodobieństwo, że się zdarzyła, skoro piąty orzeł wypadł, jest równe 1. Rozróżniam prawdopodobieństwo, że coś zajdzie, nawet jeśli jest to prawdopodobieńtswo w przeszłości, od prawdopodobieństwa, że coś zaszło, mam nadzieję, że Ty też. Co do tego drugiego wypowiada się Feynman, zresztą z tego co pamiętam nie tylko on. Mylenie tych pojęć prowadzi właśnie do takiego zdziwienia "małym prawdopodobieństwem". Jednak dopóki jest większe niż 0, to może się zdarzyć. Jeśli nie, gdzie byłaby granica? > Istnieją takie zdarzenia, których prawdopodobieństwo - wbrew temu co napisałaś - nie jest mniejsze od 1, tylko równe 1!Racja, tu się zapędziłam - powinnam była napisać mniejsze bądź równe, ale to akurat nie było ważne dla moich rozważań.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Losec | > >Prawdopodobieństwo, że wskutek rzutu monetą wypadnie orzeł równe jest 1/2. Zawsze! Jak rzucisz monetą i wypadnie rzeczywiście orzeł, to nadal prawdopodobieństwo matematyczne wypadnięcia orła było, jest i będzie równe 1/2! > Prawdopodobieństwo wypadnięcia 5 orłów pod rząd, gdy 4 już wypadły, jest równe 0.5, a nie 1/32. Prawdopodobieństwo, że cała ta sytuacja się zdarzy, było równe 1/32. Prawdopodobieństwo, że się zdarzyła, skoro piąty orzeł wypadł, jest równe 1.> Rozróżniam prawdopodobieństwo, że coś zajdzie, nawet jeśli jest to prawdopodobieńtswo w przeszłości, od prawdopodobieństwa, że coś zaszło, mam nadzieję, że Ty też. Co do tego drugiego wypowiada się Feynman, zresztą z tego co pamiętam nie tylko on. Mylenie tych pojęć prowadzi właśnie do takiego zdziwienia "małym prawdopodobieństwem". Jednak dopóki jest większe niż 0, to może się zdarzyć. Jeśli nie, gdzie byłaby granica?Nie, nie i jeszcze raz nie masz racji! Prawdopodobieństwo zdarzenia, nie zależy od tego, czy się ono wydarzyło, czy nie! Prawdopodobieństwo określa częstość uzyskania jakiegoś wyniku, przy szeregu losowych próbach. Jeżeli jakieś zdarzenie, bardzo mało prawdopodobne, się zdarzyło, to to absolutnie nie oznacza, że nagle, jego prawdopodobieństwo skoczyło z 1/999999999999999 - na 1! To prawdopodobieńswo dalej wynosi 1/999999999999999! Uzyskanie jakiegoś wyniku prób losowych zależy od ilości powtórzeń. Przy dostatecznej ilości prób, uzyskasz nie pięć, ale pięćset orłów pod rząd. Jak ludzkość dostatecznie długo będzie grać w brydża, to ktoś, kiedyś dostanie trzy razy z rzędu trzynaście pików do ręki, ale prawdopodobieństwo takiego zdarzenia, będzie nadal takie samo! Zakładając teoretycznie, że prawdopodobieństwo powstania wszechświata z jego tak akuratnie pasującymi prawami i stałymi fizycznymi, wynosi 1/X ( pod X podstaw sobie pasującą Ci liczbę  ) fakt, że taki wszechświat istnieje, nie zmieni tego prawdopodobieństwa ani o ułamek promila! Możemy tylko powiedzieć że prawdopodobieństwo powstania takiego wszechświata wyniosło 1/X, wynosi 1/X i będzie wynosiło 1/X!Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | Nie da się wykluczyć że Stonehenge zbudowali kosmici. Może to był Kaczor Donald, nie wiadomo. Rzecz w tym, że z całą pewnością nie powstało samo. I to, że nie wiemy kto je stworzył, i nie wiemy kto stworzył tego stwórcę nie może być argumentem przeciw "dowodowi z istnienia projektu!Dyskutujecie o projekcie bez definicji. I jak długo jej mieć nie będziecie, zaginać was będzie. Istnienie projektanta ma być potwierdzone istnieniem projektu, jeżeli nie znamy projektanta, to ani jedna ani druga strona na "znajomości" powoływać się nie powinna. Ustalcie inne cechy projektu, osobę projektanta zostawcie w spokoju jest ona celem, nie metodą. Co projektem jest, a co nie jest? NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | | | | | |  | | Losec | >Ustalcie inne cechy projektu, osobę projektanta zostawcie w spokoju jest ona celem, nie metodą. Tak. Tak dokładnie. Dlatego właśnie napisałem, że nie można nieznajomością pochodzenia Projektanta, uzasadniać jego nieistnienia. >Co projektem jest, a co nie jest? Nie wiem dokładnie, zgadzam się że Wszechświat nie musi być Projektem, jak coś wymyślę, albo przeczytam, to napiszę. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | | Losec | Acha, jeszcze jedno, a'propos wielkości wszechświata. Wszechświat jest akurat taki duży, jak trzeba, żeby mogło zaistnieć w nim Życie.Gdyby wszechświat był mniejszy, o średnicy rzędu miliona kilometrów, to - o ile rację miał Einstein, wiek wszechświata nie przekroczyłby kilku sekund. W chwilę po Wielkim Wybuch, wszechświat zapadłby się w sobie. Wszechświat o wymiarach naszej Galaktyki, też nie trwałby wystarczająco długo, zapadłby się po kilkuset tysiącach lat - też za mało dla powstania życia. Piszesz, że my, ludzie jesteśmy mali w skali Wszechświata. I to prawda. Ale w porównaniu z rozmiarem atomu jesteśmy wielcy! W istocie, nasz wymiar plasuje się gdzieś w środku między tym, co małe - jak atom - a tym co wielkie - jak galaktyka! Okazuje się, że nic nie jest tu przypadkowe. Dla uczonych nie jest to nic dziwnego. "Stan pośredni" jest naciekawszy i najbezpieczniejszy. Co pradwa nie leżymy w geometrycznym środku Wszechświata - od czasów Kopernik - ale w sensie rozmiarów, nadal jesteśmy w środku! I wszytko to "przez przypadek"?
|
|
| | | | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | >I wszytko to "przez przypadek"?
A rzeczywiście czytałeś te artykuły, do których linki ostatnio Tobie podesłałem? Bo powyższe pytanie sugeruje, że jeśli nawet je przeczytałeś, to bardzo nieuważnie.
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| | | | | | | | |  | | Losec | Nie, nie czytałem ich wszystkich tutaj. Znam te zastrzeżenia z innych źródeł.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | >Nie, nie czytałem ich wszystkich tutaj. Znam te zastrzeżenia z innych źródeł.
Ach, jasne. Wygląda na to, że niepotrzebnie tracę czas.
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Losec | >>Nie, nie czytałem ich wszystkich tutaj. Znam te zastrzeżenia z innych źródeł. >Ach, jasne. Wygląda na to, że niepotrzebnie tracę czas. > "ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni" Dobra, dobra, chociaż czytałem o tym gdzie indziej i rozumiem, że są to argumenty do którch trzeba podchodzić poważnie, obiecuję, że uzupełnię braki w racjonalistycznej edukacji i przeczytam wszystko jeszcze raz, ale nie rozumiem, czy ja mam przedstawiać tu argumenty przeczące moim tezom? Samoobsługa, czy co?
|
|
| | | | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | Problem, który się tu jawi, można streścić następująco: Czy Wszechświat jest taki jaki jest, żebyśmy istnieli? A może my istniejemy, bo Wszechświat jest taki jaki jest?Uważam, że dyskusja w tej kwestii jest bezsensowna. Aczkolwiek pozwolę sobie tylko zauważyć, że jednak Wszechświat był pierwszy. Wiem, że to nie bije opozycji na głowę, ale to jeden z tych argumentów, na które można się przypadkiem nabrać  > W istocie, nasz wymiar plasuje się gdzieś w środku między tym, co małe - jak atom - a tym co wielkie - jak galaktyka!Czy jesteśmy takich rozmiarów dlatego, żebyśmy mogli funkcjonować tak jak funkcjonujemy, czy może funkcjonujemy tak jak funkcjonujemy, bo jesteśmy takich rozmiarów? W biologii jest oczywiste, że funkcja elementu, narządu jest ściśle skorelowana z budową. Ale pytanie: Co było pierwsze, jajko czy kura? to już filozofowanie. > Okazuje się, że nic nie jest tu przypadkowe.Poza efektami na poziomie kwantowym. Cała reszta - makroskopowa - wynika z tego, co przypadkowo zaszło. > I wszytko to "przez przypadek"?Niektórzy są zdania, że "konieczność", ale wciąż nie trzeba tu ingerencji producenta. Z natury Wszechświata może wynikać to, że musiało powstać życie - nowa forma organizacji materii - ale wygląd i zasady działania tego życia to już osobna kwestia.
|
|
 | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Nie znalazł się też mędrzec, aby nie powiedział jakiejś głupoty!<
A czy Pasteur był mędrcem? Tylko odkrywcą, a to nie jedno i to samo. Wykazał, że obecnie z materii nieożywionej nie może powstać życie, obalając teorie trwajacego rzekomo obecnie samorództwa. Ale był przy tym tak tak tępy, że nie umieścił słowa "obecnie" i arbitralnie uznał, że tak nie tylko jest teraz, ale było zawsze. Nie potrafił sobie wyobrazić, że w warunkach, jakie panowały na Ziemi dawniej, jednak życie mogło powstać z materii nieożywionej.
Tym się różni mędrzec od odkrywcy - odkrywca coś odkrywa i gapi się na odkryte przez siebie zjawisko jak cielę na malowane wrota, gdy mędrzec potrafi wykorzystać odkryte zjawisko do inteligentnych hipotez czy przynajmniej spekulacji, które mogą dalej naukę popchnąć do przodu.
|
|
|  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
>>>>Nie znalazł się też mędrzec, aby nie powiedział jakiejś głupoty! >A czy Pasteur był mędrcem? >Tylko odkrywcą, a to nie jedno i to samo.(...) >Tym się różni mędrzec od odkrywcy - odkrywca coś odkrywa i gapi się na odkryte przez siebie zjawisko jak cielę na malowane wrota, gdy mędrzec potrafi wykorzystać odkryte zjawisko do inteligentnych hipotez czy przynajmniej spekulacji, które mogą dalej naukę popchnąć do przodu.
************************************************
Forumowy superspecjalista od manipulacji zechciał zauważyć mój post.
Wielce Szanowny Panie, przedmiotem naszej rozmowy nie był Pasteur. Ja nawet nie wiem, czy ten cytat napewno pochodzi od niego. Nie rozmawiawialiśmy też o różnicach pomiędzy różnego rodzajami działalności intelektualnej. O których Pan dalej pisze. W poszerzaniu wiedzy naukowej potrzebne są różne specjalności, gdyż zasadniczym weryfikatorem i tak jest doświadczalne ich potwierdzenie.
Myślę, że swoim miejscu i czasie Pasteura do "mędrców" zaliczyć można, ale sprzeczać się, na ten temat, nie mam zamiaru.
Natomiast tu została nam przedstawiona "myśl mędrca". "uzasadniająca" wysokim poziomem wiedzy wiarę w Boga i tylko do tej myśli się odniosłem.
(PS. Mam w domu wspaniały zbiór cytatów: "Uczeni o Bogu", wszyscy robią tam za "mędrców" uznających wielkość Boga.)
Miłego dnia.
.
|
|
| |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >przedmiotem naszej rozmowy nie był Pasteur.<
To po cholerę go pan jako pierwszy wspominasz w invocatio? Czyżby potrzebował pan wątkowych "zapchajdziur", a może to nerwica natręctw?
|
|
| | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
@@@
>>>>przedmiotem naszej rozmowy nie był Pasteur. >To po cholerę go pan jako pierwszy wspominasz w invocatio? >Czyżby potrzebował pan wątkowych "zapchajdziur", a może to nerwica natręctw?
******************************
Dyskusja na naszym forum polega nie tyle na pisaniu tego, "co mi się zdaje", ale albo przedstawieniu własnych, albo po przeczytaniu (ze zrozumieniem) ustosunkowaniu się do czyjś racji.
Trudno jest mi Panu wytłumaczyć: >"To po cholerę go pan jako pierwszy wspominasz w invocatio?" gdyż to wytłumaczenie jest na poziomie przedszkolnym, a to forum dla racjonalistów. Co inteligentniejsi ludzie, a takich tu zdecydowana większość, bez problemu rozumieją o czym była rozmowa. Proponuję, aby Pan spokojnie, od początku ten wątek przeczytał i jestem przekonanym, że Pan też to zrozumie, aż takie trudne to nie jest.
I przy okazji: udział w dyskursie na tym forum nie polega na manipulacjach terminologicznych i historycznych, przekręcaniu wypowiedzi innych, epitetowaniu i tym podobnych popisach, które zdołał już Pan nam przedstawić. Tu można jeszcze sporo nie wiedzieć, ale tu już trzeba myśleć.
Lekarzu, spróbuj uleczyć najpierw samego siebie i nie szukaj słomki w oku moim. Dostrzeżenie własnych dolegliwości w Pańskiej chorobie, będzie świadczyło o zdrowieniu.
Spokoju i szybkiego powrotu do zdrowia Panu serdecznie życzę.
.
|
|
| | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | Dobry człowieku, jak masz inklinacje lub nawyki stalinowskiego politruka, to polecam emigrację do KRLD - tam będziesz mógł innym dyktować, o czym można, o o czym nie wolno pisać.
I nie bądź pan śmieszny - sam podsuwasz temat w pierwszym zdaniu, a potem dąsasz się jak urażona pensjonarka, że to do tematu nie należało. Zakaz nie poparty siłą ani logiką jest tylko żałosny, radzę o tym pamiętać.
|
|
| | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
>Zakaz nie poparty siłą ani logiką jest tylko żałosny, radzę o tym pamiętać. Całkowita zgoda, ale czego to się tyczy? Skąd Pan to wyrwał i do czego chce Pan to przyczepić?
*****************************
>Dobry człowieku, jak masz inklinacje lub nawyki stalinowskiego politruka, to polecam emigrację do KRLD - tam będziesz mógł innym dyktować, o czym można, o o czym nie wolno pisać. To tak piękne, iż żadnego komentarza nie potrzebuje, natomiast warto to podkreślić ze względu na kulturę i wysoki poziom merytoryczny tej wypowiedzi.
*********************************************
>I nie bądź pan śmieszny - sam podsuwasz temat w pierwszym zdaniu, a potem dąsasz się jak urażona pensjonarka, że to do tematu nie należało. Mam prośbę do Moderatora, aby wytłumaczył Panu Michałowi Stanislawkiewiczowi, zasady jakie na tym forum panują. Tzn, że najistotniejszym w dyskusji jest tekst inicjujący wątek, a kolor zielony oznacza cytat poprzednika, do którego się odwołujemy. Próbowałem to zrobić (proszę zerknąć wyżej), ale upierdliwa agresywność przesłania temu Panu nawet minimalną refleksyjność potrzebną do jakiejkolwiek rozmowy.
Znalazło się na naszym forum paru troli i dzięki nim osiągnęliśmy poziom szczytowania.
Miłego dnia.
.
|
|
| | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | Teraz rozumiem - pan "miłego dnia życzę" Bogusławski szczytuje. Podczas szczytowania górę biorą emocje, zwłaszcza, gdy szczytuje coraz rzadziej - no bo panu Bogusłwaskiemu latka lecą, starość nie radość, wyciąg z miłorzębu japońskiego nie Bebico, Viagra nie Cebion, trumna nie inkubator. Zatem miłego i tym razem nie ostatniego w życiu szczytowania życzę, a jak pan Bogusławski szczytować przestanie, to niech o tym napisze. Może wtedy da się z nim pogadać
|
|
| | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
Jest Pan bliski przekonania mnie, że siła mojej słownej perswazji jest niewielka. Proszę jednak pamiętać, że oprócz perswazji słownej mam jeszcze do dyspozycji inne środki dyscyplinujące i nie zmuszać mnie do ich użycia.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | | Tomasz Dec | Powziąłem swego czasu decyzję - po pewnej wymianie zdań z Panem, kiedy to m.in. skarżył się Pan na "ucisk" jaki gotują niewierzącym wierzący w Polsce, i kiedy na moje pytanie na czym polega ten "ucisk" i "dyskomfort" pochwalił mi się Pan w odpowiedzi swoją dochodową i ciekawą pracą, bogatą biblioteczką i w ogóle do pozazdroszczenia komfortem życia - że nie będę więcej z Panem rozmawiał, ale skoro czasem zaglądam na Racjonalistę aby "poćwiczyć" umysł, to nic mi nie szkodzi skomentować to i owo - także Pańskiego autorstwa.
Konkretnie: najpierw chcę się odnieść do niejakiego filozofa Bylicy... "(...)współczesna nauka nie pozostawia żadnych luk ani w naszej wiedzy (...), ani w porządku świata, których wyjaśnienie wymagałoby odwołania do jakiejś nadnaturalnej, transcendentnej sfery postulowanej przez religie teistyczne (...) Skoro to nauka decyduje dziś o tym, co istnieje, a co nie, to warto pamiętać, że to z jej założeń wynika, iż nie istnieją luki ani w porządku przyrodniczym, ani w naszej wiedzy, w którym byłoby miejsce dla jakiegoś bóstwa działającego w materialnym świecie" Może Pana zaskoczę, ale zgadzam się z tymże Bylicą. Rzeczywiście nauka nie pozostawia żadnych luk które wymagałyby odwołania do Boga. I powiem Panu dlaczego (pewnie sam Pan doskonale wie) - kiedy naukowiec znajduje lukę w swojej wiedzy (a nie ma i NIE BĘDZIE takiego który by takich luk nie znalazł) to mówi: nie wiem i ewentualnie szuka bardziej zadawalającej odpowiedzi. Zupełnie bez znaczenia jest tu okoliczność czy naukowiec ten wierzy w Boga czy też nie. Jeśli wierzy w Boga jako Praprzyczynę, to i tak szuka mechanizmów wyjaśnanego zajwiska z zakresu "materialnego" (jak to Pan Bylica mówi). Nie mówi: "To sparwa Boga" bo taki język jest nieuprawniony w wywodzie nauki ścisłej, a znaczy tyle co "Nie wiem". To tak jakbyśmy mówili o miłości, dobru czy pięknie w na wykładzie z fizyki. Stawiam wyraz materialny w cudzysłów, bo podział intuicyjny na rzeczy materialne (ziemskie) i niematerialne (boskie) musi być sztuczny przy założeniu ze Bóg istnieje. Oba światy - doczesny i boski - muszą być bowiem spójne wjakiś tam sposób (nie wiem, w jaki), aby współisniały. No wiec zgadzam się z Bylicą co do powyższego ale nie mogę nie zauważyć że jego pogląd na wiarę wierzących (tą w wydaniu głębszym - nie zaś "kmiecim" - wszak nie każdy jest równie obdarzonym intelektualnie) jest...potoczny. Stąd jego wnioski (podobnie jak i Pana i wielu Panu podobnych) są moim zdaniem błędne.
Podobnie wnioskuje wspomniany niejaki Pan Cackowski, Wheen. Jak czytam te Pana "cytaty" ( w tym: "teoria Darwina zadała celny cios religii" - moim zdaniem jedynie pewnym wyobrażeniom i interpretacjom!) to przypomina mi się triumfalizm nauki XIX wiecznej: "Odkryliśmy już wszystko co było do odkrycia!".
Zatem pozwalam sobie stwierdzić, ze Pańskie "Nie wiem, czy jest to cytat z Pasteura, wiem, że jest to wybitnie głupie stwierdzenie" i walka "cytat za cytat" były conajmniej chybione. Głupie jest jednostronne, powierzchowne i kategoryczne interpretowanie takiego lakonicznego stwierdzenia.
Acha, jeszcze jedno w tym kontekście: Sadzę, że zrozumienie przez wierzących ateistów jest bardzo trudne, ale na podstawie dotychczas poznanej literatury przedmiotu (i wizyt na Racjonaliście.pl) uważam, że zrozumienie przez niewierzących wierzących, którym do życia nie wystarcza tylko WIEDZA - jest niemożliwe."
I jeszcze zagadka dla żartu ale i refleksji: Co przemawia przez wypowiadającego następujące zdanie: "Z jak wielką odwagą w obronie wolności słowa potrafią zaatakować brody i turbany i jak im się trzęsą portki przed każdym krzyżykiem" a) humanizm i empatia, b) nienawiść i złość, c) obojetność i oziębłość.?
Proszę to przemyśleć. Pozdrawiam.
|
|
|  | | AstralStorm (558 punktów) | > Powziąłem swego czasu decyzję - po pewnej wymianie zdań z Panem, kiedy to m.in. skarżył się Pan na "ucisk" jaki gotują niewierzącym wierzący w Polsce, ...Ucisku narazie nie ma, ale notujemy pewne bardzo niepokojące działania ze strony rządu i społeczeństwa. Mogące w efekcie do niego prowadzić. > Podobnie wnioskuje wspomniany niejaki Pan Cackowski, Wheen. Jak czytam te Pana "cytaty" ( w tym: "teoria Darwina zadała celny cios religii" - moim zdaniem jedynie pewnym wyobrażeniom i interpretacjom!) to przypomina mi się triumfalizm nauki XIX wiecznej: "Odkryliśmy już wszystko co było do odkrycia!".Bogu ciosu zadać się nie da z samej jego definicji. Jeśli nie ma go, to nie ma czemu zadać ciosu. Jesli jest i jest taki wszechmocny, też się nie da.  > Sadzę, że zrozumienie przez wierzących ateistów jest bardzo trudne, ale na podstawie dotychczas poznanej literatury przedmiotu (i wizyt na Racjonaliście.pl) uważam, że zrozumienie przez niewierzących wierzących, którym do życia nie wystarcza tylko WIEDZA - jest niemożliwe."Ja bardzo dobrze rozumiem wierzących. Oni przyjmują często (wyjątki istnieją, ale są w znacznej mniejszości!) istnienie jakiegoś wyobrażenia własnego Boga (uformowanego w dzieciństwie, choć w pewnym stopniu podatnego na modyfikacje) za aksjomat. Wiążą się z tym oczywiście emocje, następnie efekty psychogenne. > I jeszcze zagadka dla żartu ale i refleksji: Co przemawia przez wypowiadającego następujące zdanie: "Z jak wielką odwagą w obronie wolności słowa potrafią zaatakować brody i turbany i jak im się trzęsą portki przed każdym krzyżykiem"> a) humanizm i empatia, b) nienawiść i złość, c) obojetność i oziębłość.?Podejrzewam, że autorowi chodziło o napiętnowanie hipokryzji coniektórych intelektualistów. Ortodoksyjnych samozwańców-samobójców nie należy zwalczać z powodu religii, tylko z powodu postępowania, czynienia zagrożenia. Zasadniczy minus turbanów jest taki, że psują fryzurę
|
|
|  | -1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
Początkowo chciałem skorzystać z cytatu z Pańskiej niższej wypowiedzi na tym wątku: >Co to za brednie?? Może mi Pan wytłumaczyć? Ale przeczytałem jeszcze raz Pańską polemikę z moim tekstem i doszedłem do wniosku, że Pańskie komentarze do mojego tekstu są tak jasne, iż jakiekolwiek uzupełnienia są zupełnie zbyteczne.
>Powziąłem swego czasu decyzję, że nie będę więcej z Panem rozmawiał. A nie mógłby Pan być bardziej konsekwentnym. Proponuję też "poćwiczyć" swój umysł, może nie tyle na mnie i innych racjonalistach, co na przykład na forum apologetyki.pl. Znacznie łatwiej zostanie Pan tam zrozumiany, a jego wiedza i intelekt docenione.
Miłego dnia.
.
|
|
| |  | | Tomasz Dec | No cóż...można i tak...eh
|
|
|  | | placownik (17853 punktów) |
> kiedy naukowiec znajduje lukę w swojej wiedzy (a nie ma i NIE BĘDZIE takiego który by takich luk nie znalazł) to mówi: nie wiem i ewentualnie szuka bardziej zadawalającej odpowiedzi. Zupełnie bez znaczenia jest tu okoliczność czy naukowiec ten wierzy w Boga czy też nie Jestem przekonany, że w większości przypadków rzeczywiście tak jest. Czyli innymi słowy, wiara bądź niewiara nie ma żadnego związku z działalnością zawodową ludzi nauki i z tego punktu widzenia jest ich sprawą prywatną. Dziwi mnie jedynie, dlaczego władze wielu naszych wyższych uczelni tak usilnie starają się, aby o tym zapomnieć. Fragment relacji z inauguracji 643 roku akademickiego zamieszczonej w ubiegłorocznym, listopadowym numerze miesięcznika Uniwersytetu Jagiellońskiego Alma Mater. "(...)Zgodnie z tradycją uroczystości inauguracyjne poprzedziła msza Św., którą w kolegiacie św. Anny odprawił kardynał Stanisław Dziwisz. Metropolita krakowski życzył wszystkim zgromadzonym, by potrafili łączyć odwagę poszukiwania prawdy z miłością bliźniego. Dokładnie o godz. 9.45 nad Krakowem rozległ się dźwięk dzwonu Zygmunta, obwieszczając rozpoczęcie nowego roku akademickiego na najstarszej polskiej Uczelni, a także na wszystkich innych polskich szkołach wyższych, w murach których, będzie się w sumie kształcić w tym roku około dwa miliony młodych ludzi. - Stanowimy jedną rodzinę i dłatego o symboliczne, wspólne rozpoczęcie roku akademickiego w całym kraju poprosiłi kardynała Stanisława Dziwisza rektorzy akademickich szkół Polski - wyjaśniał rektor UJ Karol Musioł. -1 października 2006 roku Zygmunt zabrzmiał z tej okazji po raz pierwszy, ałe od tej pory za zgodą księdza kardynała stanie się to tradycją. Po mszy św. profesorowie udali się do Collegium Maius, by stamtąd wyruszyć w orszaku do Auditorium Maximum. Pochód kilkuset przedstawicieli Uniwersytetu Jagiellońskiego, ubranych w odświętne togi, przeszedł ul. św. Anny i Plantami pod Collegium Novum, gdzie pod Dębem Wolności rektor UJ złożył wiązankę kwiatów.(...)" Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Na szczęście Wrocław jeszcze pion trzyma.  "Jeszcze"? Mam nadzieję, że "już" i to na zawsze  Ale kolorowo i tak nie jest.
|
|
| | | |  | | LEGION (3161 punktów) | Jakieś wieści? Bo się wybieram, i ten pion jest dla mnie dosyć ważny. NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | To zależy w jakie środowisko się trafi - Wrocław duży jest - ale na zewnątrz chyba nie jest źle. W sensie że bardziej się narzucają Świadkowie Jehowy [agresywni jednak nie są  ] niż Katolicyzm, ale może mam szczęście omijać pechowe miejsca; nie wiem jak "przestrzeń się zakrzywia" w pobliżu kościołów, bo unikam  Irytuje mnie trochę np. to, że wykładowca z filozofii zdaje się uważać wszystkich na sali podług statyski - za Katolików, chociaż nie wygląda na fanatyka, ale to ja i moja duma
|
|
| | | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | > Irytuje mnie trochę np. to, że wykładowca z filozofii zdaje się uważać wszystkich na sali podług statyski - za Katolików, chociaż nie wygląda na fanatyka, ale to ja i moja duma  Nie strasz! Ty jesteś na... Ochronie środowiska? Chemii? :D A ja miałem takiego prawoskrętnego, zapytał kiedyś (ze 40 sztuk nas tam siedziało) ilu jest na sali chrześcijan?... Nikt się nie odezwał. NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | Ty jesteś na... Ochronie środowiska? Chemii? Biotechnologii. > :D A ja miałem takiego prawoskrętnego,zaleciało biochemią  > zapytał kiedyś (ze 40 sztuk nas tam siedziało) ilu jest na sali chrześcijan?... Nikt się nie odezwał. Ciekawe ilu by u nas wyszło, tylko że więcej jednostek mamy na sali. Właściwie to nic szkodliwego z tego nie wynika, ale to takie krzywdzenie mniejszości i dyskryminacja  Wiem, że nie można mówić za każdym razem do każdej ze 140 osób z osobna, sztuka kompromisu. Przypomina mi się ta sytuacja z filmu Life of Brian z "Lorettą": "Dear brothers... and sister...", "Every man... or woman..."  Choć mam nadzieję, że niechrześcijanie bądź nawet Ateiści nie okazaliby się być mniejszością w takiej grupie
|
|
| | | | | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | Tak, ale ok. 70% tej grupy to "chrześcijanie"  wstydzili się przyznać, czy co... NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > Tak, ale ok. 70% tej grupy to "chrześcijanie" wstydzili się przyznać, czy co...W przeciwieństwie do znacznej części ogółu Polaków, nie skłamali, byli szczerzy. Podobno wystarczy nie brać udziału w coniedzielnej mszy przez dłuższy okres czasu, i nie masz faktycznie prawa do tego epitetu.
Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
|
|
| |  | | Tomasz Dec | Szczerze?
Nie rozumien, w czym problem. Nie wiem jak się ma przytoczony przez Pana cytat do kwestii poruszanej przeze mnie. Gdyby wskazał Pan na przykład odstępstwa od zasady o której mówiłem fizyka prof. Jacynę-Onyszkiewicza i niektóre jego przemylenia jako efektu pracy naukowej, to bym się zgodził że miesza on pojęcia i "magisteria". Ale Pański przykład....Mam wrażenie że jest w tym kontekście ni przypiął ni wypiął...
Kto powiedział że profesor z racji pełnionej funkcji nie może występować jako obywatel, jako wierzący, nawet w todze? Gdyby przed tekstem publikacji naukowej ten sam profesor zamiast abstractu wypisywał invocatio Dei, no to zgdziłbym się że coś mu sie pomyliło - ale nawet to mu wolno - ryzykuje nieprzyjęcie pracy do publikacji.
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
Przywołanie przez Pana przykładu profesora Jacyny-Onyszkiewicza upewnia mnie, że jesteśmy zgodni co do tego, że przekonania religijne nie powinny mieć wpływu na działalność zawodową ludzi nauki. Co więcej, w swoim poście wyraziłem przekonanie, że w większości przypadków w istocie tak jest, co chyba nie budzi Pańskiego sprzeciwu. Tymczasem uważa Pan za rzecz zupełnie naturalną, aby ci sami ludzie nauki rozpoczynali kolejny rok swojej działalności zawodowej od oficjalnego uczestnictwa w uroczystościach religijnych. Rzeczywiście nie widzi tu Pan żadnej sprzeczności?
>Nie rozumien, w czym problem.
No właśnie. I to jest problem znacznie poważniejszy niż oficjalne uczestnictwo władz uczelni w Mszy Świętej. Problem polegający na tym, że takie zachowania, dawniej zarezerwowane dla członków ochotniczych straży pożarnych w pełnej gali mundurowej, stają się coraz bardziej powszechne i naturalne, a za nienaturalne zaczyna się uważać poglądy sugerujące, że zachowania owe gwałcić mogą konstytucyjną zasadę wolności sumienia i wyznania.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| Pandorra (1289 punktów) | >Trochę wiedzy oddala od Boga. >Dużo wiedzy - sprowadza do Niego z powrotem. >Ludwik Pasteur >chciałbym podystkutować o tym cytacie , czy nie uważacie >Racjonaliści , że coraz popularniejszy ateizm jest wynikiem >posiadania własnie "troche wiedzy" - nasłucha sie człowiek o >ewolucjach , DNA ,itp.itd tego Boga dotknąć,zobaczyć , >obejrzeć na Discovery, sie nie da - no ! ewidentnie Go nie >ma ! oczywiście tym wszystkim "wyznawcom" ateizmu Bóg jawi >sie jako starzec siedzący na tronie i spoglądający na ludzi >z nieba , po czym decydujący że ten pojdzie do nieba a ten >do piekła ( wskazują na to często spotykane argumenty typu >: wczoraj modliłem sie o słońce , a padał deszcz wiec Bóg >nie istnieje) ,łatwo więc jest im powiedzieć kategorycznie >, że nie istnieje . Dochodzimy to takiego pytania - czy >ateizm nie jest w rzeczywistości w wiekszosci przypadków >skrajnym , radykalnym buntem przeciwko religii ( w Polsce >przeciw kościołowi katolickiemu i klerowi) , a nie >rzeczywistym, popartym logiką przekonaniem o nieistnieniu >istoty wyższej ? >W końcu w historii filozofii ( nie biorąc pod uwage czasu >post ) naprawde niewiele jest koncepcji zakładających brak >Boga, w każdym razie niewiele znanych ... >większość zakłada istnienie takiej czy innej siły wyższej - >absolut , pierwszy poruszyciel , daimonion jak zwał tak zwał >, myśle że większość ateistów nie ma o tym pojecia , zresztą >tak jak i wiekszość wierzących. > I znów ten sam pogląd, prezentujący ateistę jako niedouka, ktory "liznął" trochę wiedzy, "nasłuchal" się o ewolucji i DNA. Jako naiwną duszyczkę, która musi mieć personifikację boga, bo inaczej nie umie o nim myśleć. Jednym slowem jako malego Jasia, któremu trzeba łagodnie wytłumaczyć, że jest w błędzie, a jeśli będzie w nim trwał, to najlepiej napiętnować (koniecznie z ambony) i wykazać nieuctwo i brak kwalifikacji moralnych ( przyznaję - tego ostatniego punktu w poście zabrakło). Kiedy teiści zrozumieja, że odmiennośc poglądów nie świadczy o niedorozwoju umysłowym i zgniliźnie moralnej.
|
|
| jarekland (142470 punktów) | > W końcu w historii filozofii ( nie biorąc pod uwage czasu> post ) naprawde niewiele jest koncepcji zakładających brak> Boga, w każdym razie niewiele znanych ...> większość zakłada istnienie takiej czy innej siły wyższej -> absolut , pierwszy poruszyciel , daimonion jak zwał tak zwał> , myśle że większość ateistów nie ma o tym pojecia , zresztą> tak jak i wiekszość wierzących.Jestem agnostykiem ale mam dziwne wrażenie że Twoje słowa są skierowane także do mnie. Myślę że mnie nie doceniasz. I wcale nie o to chodzi ze mnie niewymieniłeś ale o to że uważasz że o tym nie mam pojęcia. Piszę w liczbie pojedyńczej ponieważ nie ma takiego czegoś jak ogół racjonalistów, ateistów, agnostyków, panteistów, deistów (w sensie filozofii XVIII w.). Uwazam również że również wierzący nie są jednością. Jest przecież, coraz powszechniejsza postawa, wierzącego-niepraktykującego (lub jak kto woli: wierzącego na własny rachunek), także wśród tych którzy uczęszczają do Kościoła (mówię tutaj o KRK) są podziały: zwolenicy toruńskiej rozgłośni i tych bardziej liberalnych. Ponieważ niewierzący (mniej lub bardziej) nie podporządkowują się prostym wytłumaczeniom typu: w to masz wierzyć i koniec a szukają odpowiedzi są oni w znacznym stopniu uświadomieni (czyt: otwarci na świat). Na szczęście częsc wierzących również myśli, częsć wierzących także jest antyklerykałami. Pozdrowienia
|
|
 | | Tomasz Dec |
>Na szczęście częsc wierzących również myśli, częsć wierzących także jest antyklerykałami.
Większa część postu była ciekawa i sensowna, ale ww. zdaniem się Pan odkrył zupełnie i skompromitował. Czy mam zrozumieć że bycie antyklerykałem to jest coś "na szczęście". Czy mam zrozumieć że "wierzący" jest synonimem "niemyślącego samodzielnie", a wyjątkami jest ww. część wierzących? Co to za brednie?? Może mi Pan wytłumaczyć?
|
|
|  | | Jarek Kubaszewski | > Może mi Pan wytłumaczyć? Chciałem tylko powiedzieć że nie ma prostych podziałów na niewierzących i wierzących.
|
|
|  | -1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
>Czy mam zrozumieć że "wierzący" jest synonimem "niemyślącego samodzielnie", a wyjątkami jest ww. część wierzących?
Jako uogólnienie ma Pan całkowicie rację. Tak właśnie jest!
Czy mogę wytłumaczyć? Tak w uproszczeniu: religijność wymaga pokory, a aby odrzucić powszechne poglądy (np religijne), to trzeba być niepokornym. Myśleć samodzielnie. Być wolnomyślicielem!
Takie są fakty, potwierdzone socjologicznie i tzw poprawność polityczna nic tu nie daje.
.
|
|
| |  | | Tomasz Dec | >Być wolnomyślicielem!
I jesteśmy w domu...
>Tak w uproszczeniu: religijność wymaga pokory, a aby odrzucić powszechne poglądy (np religijne), to trzeba być niepokornym. >Myśleć samodzielnie. >Być wolnomyślicielem!
Z cyklu: "Zagadki-Pomyśl": Załóżmy że jestem urzędnikiem , człowiekiem religijnym żyjącym we Fracji i odrzucam panujące powszechnie poglądy związane z powszechną laicyzacją życia publicznego, np. poprzez noszenie w klapie w trakcie pracy krzyżyka, wystawianie choinki na świetą przed dom, publiczne wypowiedzi o charakterze religijnym itp. Pytanie: czy jestem niepokornym wolnomyślicielem - czy myślę samodzielnie? Jeśli nie to dlaczego - czy pokora wobec poprawności politycznej jest czymś lepszym niż pokora wobec zasad religijnych? A może nie jestem człowiekiem religijnym? A może odrzucenie totalne wszystkich powszechnych poglądów (na jakikolwiek temat) gwarantuje mi dopiero stanie się wolnomyślicielem? A jak mnie Pan nazwie jeśli nie chcę odrzucić jakiegoś powszechnego poglądu?
Proszę mi pomóc w odpowiedzi na te pytania...bo sie już pogubiłem....
|
|
| | |  | -1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@ > >>>Być wolnomyślicielem!> I jesteśmy w domu...> >>>Tak w uproszczeniu: religijność wymaga pokory, a aby odrzucić powszechne poglądy (np religijne), to trzeba być niepokornym.> >>>Myśleć samodzielnie.> >>>Być wolnomyślicielem! * * * * * > Z cyklu: "Zagadki-Pomyśl":> Załóżmy że jestem urzędnikiem, człowiekiem religijnym żyjącym we Francji i odrzucam panujące powszechnie poglądy związane z powszechną laicyzacją życia publicznego, np. poprzez noszenie w klapie w trakcie pracy krzyżyka, wystawianie choinki na święta przed dom, publiczne wypowiedzi o charakterze religijnym itp. Pytanie: czy jestem niepokornym wolnomyślicielem - czy myślę samodzielnie?Bardzo mi się to pytanie podoba. Niby śliczne i logiczne, ale dlaczego tak się nie dzieje? Zastanówmy się? Czy tą religijną postawę francuski urzędnik osiągnął po świadomym odrzuceniu poglądów otoczenia, a jeszcze bardziej po odrzuceniu poglądów wyniesionych z domu rodzinnego? No, pomyślmy? O ile samodzielne myślenie mamy jeszcze możliwe? > Jeśli nie to dlaczego - czy pokora wobec poprawności politycznej jest czymś lepszym niż pokora wobec zasad religijnych?A kto tak twierdzi? Ja np uważam, że wszystkie poglądy należy przyjmować dopiero po ich krytycznym przemyśleniu. Tyle, że religijne znacznie trudniej odrzucić od innych, są znacznie mocniej w procesie socjalizacji zaszczepione. > A może nie jestem człowiekiem religijnym?Każdy sam sobie musi udzielić tu odpowiedzi. > A może odrzucenie totalne wszystkich powszechnych poglądów (na jakikolwiek temat) gwarantuje mi dopiero stanie się wolnomyślicielem?Tak, jak wyżej napisałem, nie jest to konieczne. Koniecznym jest ich krytyczne przemyślenie, co przy postawie fideistycznej nie jest możliwe. > A jak mnie Pan nazwie jeśli nie chcę odrzucić jakiegoś powszechnego poglądu?Różnie, w zależności od motywacji, ale pierwszym co się nasuwa to "konformista". > Proszę mi pomóc w odpowiedzi na te pytania...bo się już pogubiłem....Znowu istnieje tu socjologiczna prawidłowość im wyższe wykształcenie, tym mniejsza religijność. (Oczywiście nie dotyczy to konkretnych ludzi. Mamy tu na przykład papieży). Ponieważ nie bardzo wiadomo czym jest inteligencja, to o ile wiem, nigdy nie zrobiono badań dotyczących korelacji pomiędzy religijnością a inteligencją. Ale należy podejrzewać, że tu fideiści wszystkich wyznań znacznie by górowali. Socjologiczne prawidłowości nic nam nie mówią o konkretnych ludziach. Tu warto sięgnąć do psychologii religii. Znajdziemy tam też ciekawe ustalenia. Polecam zacząć np od Władysława Witwickiego i jego "Wiary oświeconych". (Recenzja książki: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4775)
Uwaga, to co Pan robi zaczyna być niebezpiecznym. Zaczął Pan stawiać pytania. Na razie innym, ale jak zacznie Pan stawiać sobie, to Pan też może stać się wolnomyślicielem. Oczywiście tak źle, to Panu nie życzę. Miłego dnia!.
|
|
| | | |  | | Tomasz Dec | Muszę Pana rozczarować. Nie zdołał mnie Pan obrazić. > Czy tą religijną postawę francuski urzędnik osiągnął po świadomym odrzuceniu poglądów otoczenia, a jeszcze bardziej po odrzuceniu poglądów wyniesionych z domu rodzinnego?No, pomyślmy? O ile samodzielne myślenie mamy jeszcze możliwe? No właśnie - pomyślmy. A jeżeli osiągnąl ten stan po krytycznej ocenie dominującego, zdehumanizowanego (aborcja, eutanazja, legalizacja stręczycielstwa itp. itd.) modelu społecznego i doszedł do wniosku (być może drogą różnych doświadczeń) że to religia i zasady moralne i życiowe z niej wypływające (nie będe komentował tu rewelacji Dawkinsa o samolubnym genie itd- ale tylko dlatego, ze musiałbym zadać pytanie: a co jeśli to Bóg "zaprojektował" mechanizm opisany przez Dawkinsa) dają mu poczucie pełni życia i zgody z samym sobą (możemy też nazwać: z prawem naturalnym)? Nie pytam retorycznie tak jak Pan: > O ile samodzielne myślenie mamy jeszcze możliwe?Bo nie śmiałbym zarzucić Panu niemocy umysłowej... > Tyle, że religijne [przekonania] znacznie trudniej odrzucić od innych, są znacznie mocniej w procesie socjalizacji zaszczepione.A jednak udało się Panu pozbyć tych natręctw katolickich które Panu indoktrynowała rodzina (?) i otoczenie. Winszuję sukcesu. Owszem - poglądy religijne są zaszczepiane w "procesie socjalizacji", ale dzieje się tak z wieloma "rodzajami" poglądów (tożsamość narodowa, ogólnie przyjęte zasady współżycia społecznego itd.). > Koniecznym jest ich krytyczne przemyślenie, co przy postawie fideistycznej nie jest możliwe. Niech Pan najpierw KRYTYCZNIE PRZEMYŚLI treść powyższego zdania - zanim zacznie je wypowiadać. Smiesznie absurdalnym jest przyjmowanie dogmatów w kwestiach, które łatwo rozstrzygnąć drogą wyłącznie logicznego rozumowania, ale również pewnej otwartości na doświadczenie innych ludzi i ich rzeczywiste motywacje, bez tendencyjności interpretacj jaka się objawia np. u Witwickiego (uzasadnienie poniżej). Nie mam wątpliwości że być może nawet wieksza część polskich katolików (oczywiście nie tych wyłącznie nominalnych) nie dojdzie nigdy do takiego momentu w życiu, w którym zapyta siebie czy "socjalizacja" (żeby posłużyć się pańskim terminem), której ulegli niesie ze sobą RZECZYWIŚCIE coś więcej (poza przyzwyczajeniem) dla nich osobiście - na tyle, aby zaryzykować (w końcu mówimy o wierze a nie o wiedzy) stwierdzenie: tak, to jest PRAWDA. Widać że Pan spotykał tylko takich katolików (czy fideistów). Ale zaręczam Pana, że jest wielu innych, którzy jak najbardziej - poddali rozsądnej ocenie swoje dziecinne przyzwyczjenia i WYBRALI ŚWIADOMIE. ALe Pan zdaje sie tego nie pojmować...Pan poddał krytyce swoje przyzwyczajenia i doszedł do wniosku że są dla Pana funta kłaków nie warte - wolno Panu, dokonał Pan świadomego i wolnego wyboru. Ale dlaczego odmawia mi Pan przymiotu wolności i samodzielności tylko dlatego ze ja po takich przemyśleniach postanowiłem świadomie pozostać przy wierze??????? > Znowu istnieje tu socjologiczna prawidłowość im wyższe wykształcenie, tym mniejsza religijność.Niech się Pan nie ośmniesza. Sam Pan wie doskonale że mądrość i inteligencja wcale nie idzie w parze z wykształceniem - zwłaszcza teraz gdy "magistrzy" stają się poważną w rozmiarach grupą społeczną w Polsce. Sa Pan wie, jaki poziom reprezentuje duża część z nich... Z zaproponowanego linku odniosę się do anegdotki o wierze i kochaniu się w idiotce, jako że autor recenzji,a może sam Witwicki uznał ją za przedstawiającą sedno (jak mi się zdaje): > Autor tekstu: Andrzej B. Izdebski; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4775"Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze" Otóż z gruntu fałszywe to porównanie i może tylko obrazować ograniczenie - przepraszam za mocne słowa, ale takie mam skojarzenie - Izdebskiego, względnie Witwickiego (a moze jednego i drugiego). Otóż zakochany delikwent WIE że się sam oszukuje, natomiast wierzący WIERZY że jest prawdą to w co wierzy (i wcale nie wbrew temu co widzi - no bo co takiego może widzieć co by DOWODZIŁO że Boga nie ma????!!!). I tym się właśnie różni supozycja od wiary.
|
|
| | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@
>Muszę Pana rozczarować. Nie zdołał mnie Pan obrazić. To raczej trudne, nie używam odpowiednich do tego słów, a to co napisałem, to i tak, dla Pana, nie jest zrozumiałe.
> Otóż z gruntu fałszywe to porównanie i może tylko obrazować ograniczenie - przepraszam za mocne słowa, ale takie mam skojarzenie - Izdebskiego, względnie Witwickiego (a moze jednego i drugiego). Otóż zakochany delikwent WIE że się sam oszukuje, natomiast wierzący WIERZY że jest prawdą to w co wierzy (i wcale nie wbrew temu co widzi - no bo co takiego może widzieć co by DOWODZIŁO że Boga nie ma????!!!). I tym się właśnie różni supozycja od wiary. Oczywiście, przy Decu, to Witwicki idiota nie mówiąc już o Izdebskim, czy Bogusławskim, ale ja przy nich już pozostanę. Uważając Władysława Witwickiego za jednego z nawybitniejszych polskich intelektualistów, a Deca - no, cóż - za Deca, Tomasza zresztą.
Życzę długiego pozostawania przy posiadanej pewności własnej racji, gdyż o wyższy stopień to już trudno! Miłego wieczoru!
.
|
|
| | | | | |  | | Tomasz Dec | Łączy nas jedno: obaj czasem w przypływie emocji w mniej lub bardziej zawoalowany używamy sekwencji słów które czasem mogą być odczytywane jako obraźliwe lub co najmniej "zaczepne".
Dzieli nas bardzo wiele: ja chciałbym zrozumieć Pana, a Pan mi tego nie ułatwia nie racząc odnieść się do moich argumentów. Pan nie chce jak mi się zdaje zrozumieć mnie - również przez uporczywą obstrukcję (odnosi się Pan co najwyżej do fragmentów "zaczepnych") nie widząc argumentów. Choćby były one w rzeczywistości nie trafione, musi Pan wiedzieć że przywołują je kierując się wyłącznie chęcią poszukiwania wyjaśnień, a to jest lepsze niż zamykanie się na argumenty drugiej strony,a poprzestawanie wyłącznie na epitetach - choćby bardzo zawoalowanych.
Jeśli za daleko sie posunąłem w ocenie dokonań - w końcu przecię w oparciu tylko o recenzję jednej książki - kogoś kto dla Pana jest wzorem (w jakimkolwiek sensie) to przepraszam. Sam Pan wie że czasem trudno poskromić emocje - zwłaszcza gdy widzi się tendencyjność i budowanie stwierdzeń na podstawie fałszywych przesłanek.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | @@@ > Łączy nas jedno ...)> Dzieli nas bardzo wiele: (...)> Sam Pan wie że czasem trudno poskromić emocje - zwłaszcza gdy widzi się tendencyjność i budowanie stwierdzeń na podstawie fałszywych przesłanek.**************************** Nie! Szanowny Panie, Władysław Witwicki nie jest dla mnie wzorem, to tylko jeden z najwybitniejszych polskich intelektualistów. Można postawić Go obok Infelda, Kotarbińskiego, Tatarkiewicza, Tischnera Kołakowskiego i kilkudziesięciu innych, ale kilkudziesięciu, no może kilkuset, lecz na pewno nie tysięcy. Łatwym jest wybaczenie, iż Pan tego nie wiedział, znacznie trudniejszym jest to, że brnie Pan w to dalej. Może warto zobaczyć kiedy żył, jaki miał dorobek, jakie poglądy, a i poznanie biogramu by nie zaszkodziło. Właśnie takie autorytety jak Witwicki - mimo że osobiście Go nie znałem i znać nie mogłem - uczyły mnie, abym do wszystkich łącznie z samym sobą był sceptycznym i abym wszystko permanentnie weryfikował. Jak i tego, abym umiał się przyznać do błędu, czy popełnionej głupoty, a najważniejsze nauczono mnie szacunku do naukowej wiedzy. Przykro mi, ale trudno znaleźć mi cokolwiek, co mogło by nas łączyć. Poza oczywistościami: Jesteśmy mężczyznami, Polakami itp. Natomiast nawet pisząc w tym samym języku, używamy innych "sekwencji słów", co innego uważamy za kpinę, ironię, a co innego za epitetowanie i formy obraźliwe. Przez lata pracy zawodowej nabyłem doświadczenia i umiejętności w, w miarę szybkim, rozumieniu tekstu oraz rozpoznawaniu jego merytorycznego poziomu. Jak większość ludzi, nawet wśród najwybitniejszych umysłów, mam spore luki w wiedzy, ale odwrotnie setki lektur, poważnej literatury (do której, gdy próbowałem się tu odwołać, to wołano: "pisz od siebie"!), pozwalają mi na znajomość znakomitej większości argumentów "przeciwnej strony". Gdy ktoś prowadzi ze mną ostrą polemikę, w której nie zauważam merytorycznych odniesień do moich postów, nie mówiąc już o przyznaniu mi, choć czasem, ewidentnie widocznej racji, to nie chce mi się z jego tekstu życzliwie wyłuskiwać "zasadnych argumentów". Tym bardziej, gdy takie łuskanie jest dosyć trudne. Jeżeli zaczyna się polemikę, to wcześniej trzeba umieć myśli i zawarte w nich argumenty, tak artykułować, aby były jasne dla większości czytelników. Mam szacunek dla polemistów, mam szacunek dla czyjejś wiedzy, a nawet dla niewiedzy też mam szacunek, ale gdy ktoś próbuje mnie prymitywnie ograć, manipulując uprzednimi tekstami, a co najbardziej irytujące zniekształcając tendencyjnie moje wypowiedzi, to się bronię, a że umiem to zrobić i czynię to boleśnie, to już taka moja osobista wada. Taki już jestem i nie chcę być innym. Nie mam ochoty na nierzetelną bezproduktywną dyskusję, nawet gdy wiem, że parę osób doskonale mnie rozumie i jestem im jakoś tam potrzebnym. Powtórzę tu to, co mówiłem już wielokrotnie: Nikt z nas nie zrobi lepiej idioty, niż czynimy to sami. Każdy, kto tu pisuje wygłupia się na własną rękę i poddaje się krytycznej ocenie czytelników. Jeżeli Pana czytelnicy rozumieją i przyznają rację Pańskim wywodom, to ma Pan sukces i nie mają wówczas żadnego znaczenia kpiny i złośliwości innych. Jeżeli pisuje się tu wbrew większości czytelników, to świadczy to o patologii, chorobie, albo silnym poczuciu misji. Gdy dyskusja wnosi do naszego racjonalistycznego dyskursu coś ciekawego, lub gdy forumowicz ewidentnie kłamie, manipuluje, czy mnie rozśmiesza - wówczas się odzywam. Nie gniewam się na nikogo, choć przed niektórymi uciekam. Dla mnie ciągle jest to tylko zabawa. Na pewno bardziej rozwijająca jak krzyżówki, ale na pewno mniej niż czytanie książek i dlatego wiem, że powinienem zająć się czymś poważniejszym. Gdy coś się robi, to warto wiedzieć po co to robimy, a ja nie bardzo wiem.
Pozdrawiam. .
|
|
| zenek | >Trochę wiedzy oddala od Boga. >Dużo wiedzy - sprowadza do Niego z powrotem. >Ludwik Pasteur >chciałbym podystkutować o tym cytacie , czy nie uważacie >Racjonaliści , że coraz popularniejszy ateizm jest wynikiem >posiadania własnie "troche wiedzy" - nasłucha sie człowiek o >ewolucjach , DNA ,itp.itd tego Boga dotknąć,zobaczyć , >obejrzeć na Discovery, sie nie da - no ! ewidentnie Go nie >ma !
Cycat ten sugeruje, że głęboka wiedza naukowa pozwala przynajmniej domniemywać istnienia Boga. Zatem proszę o wskazanie, w jakiej dziedzinie wiedzy przyrodniczej mamy do czynienia z taką sytuacją. Mówiąc wprost - pytam nie o to, czego dziś nie wiemy w danej dziedzinie, ale co dziś wskazuje na istnienie Boga. Druga sprawa - gdyby to była prawda, większość naukowców powinna być ludźmi wierzącymi.
>oczywiście tym wszystkim "wyznawcom" ateizmu Bóg jawi >sie jako starzec siedzący na tronie i spoglądający na ludzi >z nieba , po czym decydujący że ten pojdzie do nieba a ten >do piekła ( wskazują na to często spotykane argumenty typu >: wczoraj modliłem sie o słońce , a padał deszcz wiec Bóg >nie istnieje) ,łatwo więc jest im powiedzieć kategorycznie >, że nie istnieje .
Ciekawie obserwować, jak wizja Boga ewoluuje, ale to osobna sprawa. Z mojej perspektywy dobrotliwy dziadzio nie jest w niczym gorszy (ani lepszy) od jakiejś abstrakcji.
>Dochodzimy to takiego pytania - czy >ateizm nie jest w rzeczywistości w wiekszosci przypadków >skrajnym , radykalnym buntem przeciwko religii ( w Polsce >przeciw kościołowi katolickiemu i klerowi) , a nie >rzeczywistym, popartym logiką przekonaniem o nieistnieniu >istoty wyższej ?
Nie wiem jak jest w większości przypadków. Ja jestem "ateistą klerykalnym", jeśli można się tak wyrazić - Kościoła nie uważam za najgorsze zło. Prawdopodobnie, gdyby moje doświadczenia z ludźmi kościoła były złe, mógłbym być kimś w rodzaju antyklerykała. Na pewno ateizm pozwala na Kościół spojrzeć chłodniejszym okiem, bez poczucia potrzeby obrony "naszych". Wówczas łatwiej dostrzec negatywy.
>W końcu w historii filozofii ( nie biorąc pod uwage czasu >post ) naprawde niewiele jest koncepcji zakładających brak >Boga, w każdym razie niewiele znanych ... >większość zakłada istnienie takiej czy innej siły wyższej - >absolut , pierwszy poruszyciel , daimonion jak zwał tak zwał >, myśle że większość ateistów nie ma o tym pojecia , zresztą >tak jak i wiekszość wierzących.
Nie jest to specjalnie mocny argument. Koncepcje filozoficzne nie tworzą rzeczywistości i ich liczność jest bez znaczenia - poza tym, że mówi nieco o potrzebach ludzi.
|
|
| Totus | >Trochę wiedzy oddala od Boga. >Dużo wiedzy - sprowadza do Niego z powrotem.
A pełnia wiedzy?
>Ludwik Pasteur Jan Kowalski-Nowak
|
|
 | | AstralStorm (558 punktów) | >>Trochę wiedzy oddala od Boga. >>Dużo wiedzy - sprowadza do Niego z powrotem. >A pełnia wiedzy? Czyli wszechwiedza? hmm... chyba byś był sprowadzony sam do siebie. Bardzo zdrowe podobno.
>>Ludwik Pasteur >Jan Kowalski-Nowak
|
|
|  | | Totus (1201 punktów) | >Czyli wszechwiedza? hmm... chyba byś był sprowadzony sam do siebie. Bardzo zdrowe podobno. Podobno, ale czy wypada wierzyc Jezusowi?
|
|
| Mesetchina (119 punktów) |
>chciałbym podystkutować o tym cytacie , czy nie uważacie >Racjonaliści , że coraz popularniejszy ateizm jest wynikiem >posiadania własnie "troche wiedzy" - nasłucha sie człowiek o >ewolucjach , DNA ,itp.itd tego Boga dotknąć,zobaczyć , >obejrzeć na Discovery, sie nie da - no ! ewidentnie Go nie >ma !
Nie spotkałam się jeszcze z ateistą, który do swojego ateizmu doszedł oglądając Discovery. Jest tu jednak pewne cenne spostrzeżenie. Ateizm to postawa charakteryzująca ludzi lepiej wykształconych, bastionem teizmu są mimo wszystko ludzie, których to szczęście nie spotkało. Można w sposób uzasadniony wysnuć tezę, że wiedza prowadzi do ateizmu, ale stwierdzenie "trochę wiedzy" to już uzurpacja. Te "trochę wiedzy" to zwykle długotrwały proces kształcenia w przeróżnych dziedzinach, ciężka praca i żmudne intelektualne poszukiwania. Dla lepszego wzajemnego zrozumienia proszę o doprecyzowanie wyrażenia "trochę wiedzy".
> oczywiście tym wszystkim "wyznawcom" ateizmu Bóg jawi >sie jako starzec siedzący na tronie i spoglądający na ludzi >z nieba , po czym decydujący że ten pojdzie do nieba a ten >do piekła ( wskazują na to często spotykane argumenty typu >: wczoraj modliłem sie o słońce , a padał deszcz wiec Bóg >nie istnieje) ,łatwo więc jest im powiedzieć kategorycznie >, że nie istnieje .
Powyższy opis bardziej mi psuje do wierzącego katolika niż do ateisty.
>Dochodzimy to takiego pytania - czy >ateizm nie jest w rzeczywistości w wiekszosci przypadków >skrajnym , radykalnym buntem przeciwko religii ( w Polsce >przeciw kościołowi katolickiemu i klerowi) , a nie >rzeczywistym, popartym logiką przekonaniem o nieistnieniu >istoty wyższej ?
Owszem, w wielu przypadkach ateizm jest wyrazem rozgoryczenia lub zawodu, jakiego doznało się w stosunku do KK i kleru. Myślę jednak, że to za mało by być ateistą. Ludzie obrażeni na kościół stają się raczej "wierzącymi niepraktykującymi" . Chyba stworzyłeś sobie wyobrażenie-chimerę ateisty, by dostarczyć sobie argumentów w dyskusji (z braku innych?)
>W końcu w historii filozofii ( nie biorąc pod uwage czasu >post ) naprawde niewiele jest koncepcji zakładających brak >Boga, w każdym razie niewiele znanych ... >większość zakłada istnienie takiej czy innej siły wyższej - >absolut , pierwszy poruszyciel , daimonion jak zwał tak zwał >, myśle że większość ateistów nie ma o tym pojecia , zresztą >tak jak i wiekszość wierzących. > U Sokratesa dajmonion nie jest bogiem tylko wewnętrznym głosem pochodzącym od boga. Sokratejski bóg nie jest źródłem wartości i moralności, jest ich "protektorem"(określenie G.Realego) i w pewnym sensie podporządkowany jest im tak samo jak ludzie. To taka mała uwaga na marginesie wypowiedzi o ateistach niemających pojęcia o filozofii.
|
|
 | | Tomasz Dec | >Ateizm to postawa charakteryzująca ludzi lepiej wykształconych, bastionem teizmu są mimo wszystko ludzie, których to szczęście nie spotkało.
A część naszej inteligencji żyje w bezpodstawnym przekonaniu, iż jest uciśnioną grupą nieskazitelnych, otoczoną przez hołotę. Ma natomiast bezpodstawnie bardzo duże poczucie własnej wartości, połączone z pogardą dla gorzej wykształconych - czy te zdania mogą być charakterystyką tej wspomnianej przez Panią grupy lepiej wykształconych? Sołżenicyn mówił o przedstawicielach tej grupy per "wykształciuchy". Wykształciuch to taki osobnik, który nauczył się już "tabliczki mnożenia i alfabetu" i jest z tego bardzo dumny, ale nie uczynił jeszcze nawet małego kroczka w kierunku pokornego sokratejskiego "wiem, że nic nie wiem". Niestety część z tzw. racjonalistów i ich postawa jest zbliżona do przytoczonej wyżej charakterystyki. Mam nadzieję że nie zalicza się Pani do nich.
>Nie spotkałam się jeszcze z ateistą, który do swojego ateizmu doszedł oglądając Discovery Proponuję zatem pobywać trochę częściej na forum Racjonalisty.pl. Tu można spotkać sporo "nastolatków" co to twierdzą zażarcie że powiedzenie "Jeśli Bóg jest wszechmogący to może stworzyć kamień którego nie będzie mógł podnieść" jest szczytem wiedzy i dowodem na nieistnienie Boga. Taka wiedza i wyczucie może to rzeczywiście pochodzić tylko ze źródeł tej rangi co Discovery.
Pozdrawiam
|
|
|  | | Mesetchina (119 punktów) |
>A część naszej inteligencji żyje w bezpodstawnym przekonaniu, iż jest uciśnioną grupą nieskazitelnych, otoczoną przez hołotę.
Owszem, zgadzam się. Znam kiilku takich i bardzo ich nie lubię.
>Ma natomiast bezpodstawnie bardzo duże poczucie własnej wartości, połączone z pogardą dla gorzej wykształconych - czy te zdania mogą być charakterystyką tej wspomnianej przez Panią grupy lepiej wykształconych?
Nie, określeniem"pogarda" nie można charakteryzować inteligencji. Można ją opisać tylko w mniej więcej następujący sposób: "grupa ludzi z wyższym wykształceniem" , albo węziej "grupa ludzi pracująca umysłowo" ale na pewno nie "ludzie pogardzający gorzej wykształconymi od siebie".
Sołżenicyn mówił o przedstawicielach tej grupy per "wykształciuchy". Wykształciuch to taki osobnik, który nauczył się już "tabliczki mnożenia i alfabetu" i jest z tego bardzo dumny, ale nie uczynił jeszcze nawet małego kroczka w kierunku pokornego sokratejskiego "wiem, że nic nie wiem".
Dodałabym jeszcze: "wykształciuch to taka negatywna postawa, mniej lub bardziej częsta w gronie inteligentów, która charakteryzuje się....(tu opis Sołżenicyna).
Niestety część z tzw. racjonalistów i ich postawa jest zbliżona do przytoczonej wyżej charakterystyki. Mam nadzieję że nie zalicza się Pani do nich.
Nie musi mieć Pan nadziei. Proszę dokładniej przeczytać moją poprzednią wypowiedź i spróbować znaleźć cokolwiek co wskazywałoby na moją pogardę wobec ludzi gorzej wykształconych.
>>Nie spotkałam się jeszcze z ateistą, który do swojego ateizmu doszedł oglądając Discovery >Proponuję zatem pobywać trochę częściej na forum Racjonalisty.pl. Tu można spotkać sporo "nastolatków" co to twierdzą zażarcie że powiedzenie "Jeśli Bóg jest wszechmogący to może stworzyć kamień którego nie będzie mógł podnieść" jest szczytem wiedzy i dowodem na nieistnienie Boga. Taka wiedza i wyczucie może to rzeczywiście pochodzić tylko ze źródeł tej rangi co Discovery.
Można i takich spotkać. I mają prawo tak twierdzić. Tak samo jak katolicy mają pełne prawo głosić swoją naukę. A propos dyskusji w wątku "paradoks boga", bo o nim Pan wspomniał, nie przypominam sobie ani jednej wypowiedzi, z której mogłoby wynikać, że ta średniowieczna zagadka kogokolwiek przekonała do nieistnienia Najwyższego.
To prawda, że częsta jest wśród ateistów zażarta wrogość nie tylko do katolicyzmu, ale i do idei boga. Niemniej jednak tyle samo znajdzie Pan tej wrogości wśród wierzących wobec ateizmu. Jedyne sensowne rozwiązanie to dialog. Bez zbędnych emocji. Coś takiego odbywa się właśnie tu, chociaż nie zawsze wychodzi, bo czytelnicy (wśród nich i ja) są tylko ludźmi i nerwy czasem puszczają. Ale na pewno nie powiedziałabym, że racjonalista.pl to grono samoadorujących się ateistów, którzy w wolnych chwilach zamiast iść na piwo wygrażają na KK
|
|
| |  | | Tomasz Dec | >Ale na pewno nie powiedziałabym, że racjonalista.pl to grono samoadorujących się ateistów, którzy w wolnych chwilach zamiast iść na piwo wygrażają na KK
To pewnie Pan Koraszewski, Agnosiewicz, a zwłaszcza Pan Paradowski, ale też wielu innych trafili tu zupełnie przez przypadek, i pisują tu jeszcze tylko dlatego że admin nie czyta ich artykułów, bo gdyby czytał to by im powiedział "Żegnam" argumentując: "Racjonalista.pl to nie grono samoadorujących się ateistów, którzy w wolnych chwilach zamiast iść na piwo wygrażają na KK". Poszuka Pani sama linków czy podać?
|
|
| Tofik (5585 punktów) | Moim zdaniem wielu historycznych filozofów wierzyło z dwóch powodów: nie wiedzieli jak wyjaśnić sprawy, które już są wyjaśnione, badź wyjaśniane i byliby (gdyby pokazali się ze swoimi poglądami) przynajmniej wygnani z miasta (zależy od praw konkretnej ery). Uważam, że właśnie większość nie wierzyła, tylko nie mówili o tym głośno (gdyby tak nie było to w wielu sprawach zaprzeczaliby sobie samym)
"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."
|
|
 | | Mesetchina (119 punktów) | Oj, to chyba zbyt daleko idące spekulacje...
>Moim zdaniem wielu historycznych filozofów wierzyło z dwóch powodów: nie wiedzieli jak wyjaśnić sprawy, które już są wyjaśnione, badź wyjaśniane
Filozofia narodziła się właśnie w taki sposób - ludziom nie wystarczało mitologiczne wyjaśnienie świata i zaczęli go tłumaczyć tylko i wyłącznie o własnych siłach, racjonalnie. Filozofia powstała zatem poprzez odrzucenie religijnych kosmogonii i teogonii. Fakt, że wielu filozofów wierzyło w boga(bogów) i umieszczało go w pewnym punkcie swojego systemu filozoficznego nie oznacza wcale, że nie wiedzieli jak coś wyjaśnić. Teologia to także element wiedzy filozoficznej. To dzięki filozofom z prymitywnego antropomorfizmu doszliśmy do bardzo wysublimowanych idei boga. I to, że mozolnie rozwijali kwestię transcendencji, pytali i szukali rozwiązań dowodzi tego, że nie korzystali z idei boga jak z wypełniacza dziur w wiedzy.
>i byliby (gdyby pokazali się ze swoimi poglądami) przynajmniej wygnani z miasta (zależy od praw konkretnej ery).
Więc po co zostawali filozofami? Żeby snuć bajki, w które sami nie wierzą? Mogli zająć się np. handlem - z pewnością przyniosłoby to im więcej korzyści.
> Uważam, że właśnie większość nie wierzyła, tylko nie mówili o tym głośno (gdyby tak nie było to w wielu sprawach zaprzeczaliby sobie samym).
Na jakich podstawach tak uważasz? Ale proszę o konkretne informacje - artykuły i cytaty a nie argumenty w stylu, że mądry musi być niewierzący. I dlaczego zaprzeczali by sobie samym? Pamiętaj, że w idea chrześcijańskiego boga nie jest jedyna i że społeczeństwa na przestrzeni wieków wykształciły przeróżne koncepcje siły wyższej.
|
|
 | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Uważam, że właśnie większość nie wierzyła, tylko nie mówili o tym głośnoJak było, nie wiemy, ale krótki look na współczesność może dać do myślenia. Ileż to osób jest Ateistami, a najbliższe otoczenie nic o tym nie wie? Albo chociażby wąpiącymi - nawet nie tyle w Boga, co w KK - a na msze zasuwa z rodziną? Prawda jest taka, że w wielu przypadkach otoczenie by delikwenta zjadło żywcem. Czy Twoi rodzice wiedzą o Twojej apostazji? [O ile dobrze pamiętam, pochodzisz z rodziny katolickiej]. Ja też się nie ujawniałam mniej więcej do ukończenia 18 lat, a oficjalnie odstąpiłam po wyprowadzeniu się*). Jednak wciąż obawiam się o moje społeczno-towarzyskie relacje i nie mogę postawić wszystkiego na głowie. Dlatego pojadę do domu na Wielkanoc i będę wsuwać święcone jajka z babciami [notabene, jedną antyklerykalną] i ciociami. Sztuka kompromisu  *) Słowo "oficjalnie" może mylić. Pewien xiądz powiedział mi, że do ostąpienia wystarczy mniej czy bardziej publiczne wygłoszenie swego stanowiska. Niestety, to nie wypisuje od razu z ksiąg [wieczystych?]. Z racji, że przy formalnej procedurze potrzebni są świadkowie - rodzice lub chrzestni - to jestem uziemiona
|
|
|  | |
| |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | O, widocznie miałam trochę stare info  Poczekam na razie na decyzję z centrali KK, a potem pomyślę o tym na poważnie, aby wyczyścić sobie teczkę  Kwestia niemiecka, odnośnie tego zamieszania z nagłym zainteresowaniem apostazją w Niemczech, daje do myślenia. Jakby wprowadzić u nas taki podatek od bycia w związku wyznaniowym, to byśmy zobaczyli, ile naprawdę jest gorliwych Katolików  Jednakże nie byłabym za takim rozwiązaniem, ponieważ podatkiem trzeba by obarczyć wszystkie rodzaje stowarzyszeń. Jestem - co nie powinno dziwić - za takim oddzieleniem Kościoła [każdego] od pańtwa, by nie mógł on pobierać żadnych od władz pieniędzy i innych środków. Musiałby sam sobie radzić, jak każde stowarzyszenie. Zwiększyłyby się - już wówczas zapewne przymusowe - datki, bo KK to nie byle jakie kółko gospodyń, ale potężna majętna machina, no i dałoby to chyba taki sam rezultat. Najpierw odeszliby "niepraktykujący", potem ci, którzy zdziwiliby się, jak wielkie środki ta machina pochłania. Łatwiejjest przymykać oko na pozycję majątkową xięży i przepych budynków kościelnych, gdy "nie widać", skąd idzie na to kasa i ile, gorzej gdy widzimy, jak setki naszych złociszków idą na tę instytucję, nam nie dając nic w zamian poza mglistą obietnicą zbawienia. Sorki za offtopic
|
|
| Marian (5438 punktów) | >Trochę wiedzy oddala od Boga. >Dużo wiedzy - sprowadza do Niego z powrotem. >Ludwik Pasteur >chciałbym podystkutować o tym cytacie , czy nie uważacie >Racjonaliści , że coraz popularniejszy ateizm jest wynikiem >posiadania własnie "troche wiedzy" Zapewne pewną nowością będzie dla Ciebie fakt, że według badań opublikowanych w Nature bodaj w 1997 r. 85% członków amerykańskiej National Academy of Sciences odrzuca ideę osobowego boga. Kiedyś twierdzenie Pasteura rzeczywiście miało sens. Tak rzeczywiście było. Większość wybitnych naukowców przed wiekiem XIX była wierząca. Nauka była jeszcze zbyt prosta i prymitywna, by mogła być alternatywą dla idei boga. Dzisiaj patrzymy wstecz, z jaką pewnością ci ludzie formułowali swoje sądy na ten temat i widzimy, że byli w błędzie. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę jeden z moich ulubionych cytatów z Principii Newtona: [...] but it is not to be conceived that mere mechanical causes could give birth to so many regular motions [...] This most beatiful system of the sun, planets and comets, could only proceed from the counsel and dominion of an inteligent and powerfull Being. [...] Dalej mamy prawie dwustronicowy, bardzo piękny opis idei boga, ale to jedyne miejsce, gdzie znajdziemy jakiekolwiek odniesienie do boga. Dziś wiemy, że Newton się mylił. Nie potrafił zagwarantować stabilności Układu Słonecznego przy pomocy swojego prawa grawitacji, więc zatrudnił do tego boga. Dopiero 100 lat później ten problem rozwiązał Laplace wynajdując rachunek perturbacyjny. Sam Laplace miał odpowiedzieć na pytanie Napoleona (który był w owym czasie członkiem Fracuskiej Akademii Nauk i podobno przeczytał Mécanique Celeste od deski do deski) "Jaką rolę w tym wszystkim gra bóg?": "Sir, ta hipoteza nie była mi potrzebna". Dokładnie. Dzisiaj nie potrzebujemy hipotezy boga.
>oczywiście tym wszystkim "wyznawcom" ateizmu Bóg jawi >sie jako starzec siedzący na tronie i spoglądający na ludzi >z nieba , po czym decydujący że ten pojdzie do nieba a ten >do piekła Wolne żarty.
|
|
 | | machejno (761 punktów) | Na stronach forum Racjonalisty udzielam się od niedawna, ale zauważam, ze jednym z najczęściej dyskutowanych tematów jest wszystko co wiąże się z bogiem. Gdyby porównać jakieś forum wyznawców jakiejkolwiek religii, myślę, ze o bogu byłoby mniej. Ci co o bogu ciągle muszą pisać, to chyba szukają uzasadnienia dla swojej postawy, obojętnie czy akceptującej, czy odrzucającej. Być może niektórzy prowadzą działalność nawracania. I tez w obydwie strony jedni do akceptacji religii (nawet boga nie napiszę), drudzy do odrzucenia. Ludziska, proponuję dać spokój bogom, nic o nich nie wymyślimy. Proponuję przesunąć ich bogów w sferę zjawisk indywidualno-estetycznych i niech każdy z nas przestrzega reguły, że chcąc sie komunikować, musimy ustalić język i zasady dyskusji. Mówienie o bogu to jak mówienie o pięknie w mgłach spowijających nieznany szczyt w Hindukuszu (na przykład). Choć i tu obawiam się byłoby łatwiej o porozumienie. Jak ktoś chce, niech wierzy w drugą stronę lustra Alicji, jak ktoś chce niech wierzy w możliwość spotkania ufoludków, ale do jasnej choinki najwyższy czas dać spokój bogom. Nie sądzę, żeby od naszego pisania zmieniły się statystyki wyznawców i niewyznawców. Działalnosć misyjną zostawmy misjonarzom. Pozdrowienia
|
|
|  | | Karolina | > Na stronach forum Racjonalisty udzielam się od niedawna, ale zauważam, ze jednym z najczęściej dyskutowanych tematów jest wszystko co wiąże się z bogiem. Gdyby porównać jakieś forum wyznawców jakiejkolwiek religii, myślę, ze o bogu byłoby mniej.<Też udzielam się na Forum rzadko, ale właśnie tematy o wierze są najciekawsze. Może i te dyskusje nie prowadzą do żadnych jednoznacznych wniosków, ale pozwalają wyrazić swoje opinie. Osobiście czytanie przemyśleń innych pozwala mi zastanowić się nad własnym punktem widzenia (często też dowiedzieć się mądrych rzeczy
|
|
| |  | | machejno (761 punktów) | No zgadzam się, ale ile można? Ale w sumie masz rację, jak mi się nie podoba, to mogę nie czytać, jeśli ktoś to lubi, to to musi być. "Trza" być tolerancyjnym, to i przepraszam. Pozdrawiam. Wszystkim przy okazji donoszę, że dziś w moim karmniku (dla ptaków) spożywał obiad i późną kolację przepiękny samiec Zięby jer. Mam nadzieję go jutro znowu zobaczyć.
|
|
| | |  | | jarekland (142470 punktów) | > No zgadzam się, ale ile można? Ale w sumie masz rację, jak mi się nie podoba, to mogę nie czytać, jeśli ktoś to lubi, to to musi być. "Trza" być tolerancyjnym, to i przepraszam.Na forum racjonalista.pl istnieja różne działy. Pozdrawiam
|
|
|  | | Marian (5438 punktów) | Bogowie bardzo chcieliby, żebyśmy dali im spokój i przestali ich gnębić  Uważam, że tematy związane z bogami nie powinny być tabu; jeśli tylko ktoś chce o tym porozmawiać, wyjaśnić swoje wątpliwości, podzielić się przemyśleniami to dlaczego mielibyśmy traktować to jako coś niestosownego, bo użył słowa zakazanego - "bóg"? Żyjemy w kraju, w którym zdecydowana większość ludzi wierzy w jakichś bogów (za zwyczaj jednego, zunifikowanego), to jest wszędzie na około nas. Nie wiedzę powodów, żeby ignorować ten fakt. Mnie osobiście bardzo interesuje w co ludzie wierzą i dlaczego. Na forum Racjonalisty.pl piszą dość często wierzący i to jest naprawdę ciekawe poznać sposób myślenia kogoś o odmiennych poglądach. Jeśli ktoś chce poznać moje zdanie na temat bogów, czy innych istot supernaturalnych, to jestem otwarty na dyskusję.
|
|
| waldmarc | >Trochę wiedzy oddala od Boga. >Dużo wiedzy - sprowadza do Niego z powrotem. >Ludwik Pasteur
To pewnie dlatego najwięcej ateistów zasiada na katedrach uniwersyteckich i w akademiach nauk, a z kolei najbardziej wierzące są babki w moherowych beretach, po 4 klasach szkoły powszechnej.
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Trochę wiedzy oddala od Boga. >Dużo wiedzy - sprowadza do Niego z powrotem.
weź często spotykany wariant polskiej religijności: dziecko ochrzczone zgodnie z tradycją (babci dewotki), potem delikatnie zmuszane do celebrowania wszystkich katolickich sakramentów. zero rozwoju, myślenia na ten temat, a jeśli, to w granicach dogmatu i lęku. i tenże człowiek podejmuje studia, zdobywa kolejne stopnie naukowe, powiedzmy - z matematyki (opisuje autentyczny przypadek). zostaje profesorem, jego wiedza na temat geometrii różniczkowej i jej zastosowaniach budzi respekt w naukowych annałach. tym niemniej jego światopogląd pozostaje na poziomie parafialnej szkółki. nawet przez myśl mu nie przeszło, że techniki meta-matematycznej argumentacji, dowodu, precyzji pojęć - należałoby odnieść do tego, czego w niedzielę wysłuchuje na kazaniu. a kiedy umiera: oczywiście jest kadzidło, kropidło i krzyż. ot, cała jego schizofreniczna filozofia życia, tak typowa dla wielu polaków. do czego zmierzam? bóg nie jest wnioskiem w jakimś rodzaju rozumowana (chyba, że komuś odpowiadają drogi świętego tomasza...), a raczej rezultatem odpowiedniej (często nieświadomej) indoktrynacji. dużo wiedzy (w sensie ilościowym, encyklopedycznym) nie prowadzi donikąd, a tym bardziej nie prowadzi do czegoś, co nazywasz "siłą wyższą", a co jako zbitka słowna stanowi zabawną sprzeczność: z jednej strony chcesz mieć siłę (jako coś wyłącznie naturalnego), a z drugiej aby była wyższa, tzn. nadnaturalną. no i wychodzi z tego surrealizm, taka polska próba niezależnego myślenia w podkolanówkach po pierwszej komunii...
|
|
| krzat (123 punktów) | Wiedza może odrzucić co najwyżej religię, boga w dowolnej postaci nie potrafi. Ateizm "wykrztałciuchów" bierze się z obalenia osobistej religii. Otóż według pewnej zupełnie nieznanej religii bóg ulepił sobie duszę i wepchnął ją każdemu człowiekowi. Osoba poznając zasady działania mózgu może wysnuć zatem wniosek "Nie ma tu duszy, nie ma więc i boga". W ten sposób ludzie odrzucają swoje płytkie wierzenia i zostają ateistami. Można się tu posłużyć przykładem: Zakładamy, że jakaś osoba dysponuje w pełni rozwiniętym umysłem, chociaż wszystkie jej zmysły są nieaktywne od zawsze. Osoba taka myśli, chociaż nie ma pojęcia o otaczającym ją świecie. Czy może w jakiś sposób udowodnić istnienie świata zewnętrznego nie posiadając żadnej wiedzy o nim? Czy widać tu jąkąś analogię między umysłem-myślami, a wszechświatem-człowiekiem?
|
|
 | | Świerzak | Witam , Cuż mam odpowiedzieć hmmm , po pierwsze część piszących chyba nie za dobrze zrozumiała moją myśl ( przyznaje dość nieudolnie sformułowaną , ale obecny poziom intelektualny na wiecej mi nie pozwala - Świerzak) , lub wzieła mnie za jakiegoś obrońce teizmu lub kogos kto chce przekonać kogokolwiek do idei boga- nic z tych rzeczy ( po to pisze na tym portalu , a nie na np "13RP.pl" by nie być szufladkowanym) , ale na moje szczeście ktoś mnie wyręczył zamieszczając cytat dokładnie odzwierciedlający to co miałem na myśli . To raz. O Pasteurze moge powiedziec tyle, że nie wiem czy to rzeczywiście jego słowa , nie wiem co mial na mysli mowiąc to i nie wiem czy wogóle istniał- nie znam delikwenta, nie rozmawialem z nim...  . > [ Natomiast tu została nam przedstawiona "myśl mędrca". "uzasadniająca" wysokim poziomem wiedzy wiarę w Boga i tylko do tej myśli się odniosłem. ] na końcu zróbcie krope , ta kropka to człowiek , przedłużcie nieco ramiona znaku i zakreskujcie przestrzeń miedzy nimi , to ludzkie poznanie(to czym zajmują sie fizycy jądrowi , mikrobiolodzy,genetycy itd) , postawcie kilka kropek poza ramionami znaku , i teraz rzecz z ateistami jest taka ,że wyrokują o nie istnieniu tego co poza ramionami znaku tylko i wyłącznie na podstawie tego co zakreskowane takie rozumowanie wydaje mi sie cokolwiek bardzo pochopne, niech mi ktos udowodni że tak nie jest ....
|
|
|  | | Świerzak | ehhh mały błąd znak mniejszości/większości na tym forum to cytat i dlatego sie poo....rozwalało troszku(przepraszam za dublowanie postów) miało byc tak : Witam , Cuż mam odpowiedzieć hmmm , po pierwsze część piszących chyba nie za dobrze zrozumiała moją myśl ( przyznaje dość nieudolnie sformułowaną , ale obecny poziom intelektualny na wiecej mi nie pozwala - Świerzak) , lub wzieła mnie za jakiegoś obrońce teizmu lub kogos kto chce przekonać kogokolwiek do idei boga- nic z tych rzeczy ( po to pisze na tym portalu , a nie na np "13RP.pl" by nie być szufladkowanym) , ale na moje szczeście ktoś mnie wyręczył zamieszczając cytat dokładnie odzwierciedlający to co miałem na myśli . To raz. O Pasteurze moge powiedziec tyle, że nie wiem czy to rzeczywiście jego słowa , nie wiem co mial na mysli mowiąc to i nie wiem czy wogóle istniał- nie znam delikwenta, nie rozmawialem z nim...  . > [ Natomiast tu została nam przedstawiona "myśl mędrca". "uzasadniająca" wysokim poziomem wiedzy wiarę w Boga i tylko do tej myśli się odniosłem. ]< - i o to w gruncie rzeczy chodziło. To dwa, i chyba tyle w gwoli wyjaśnienia. Teraz do rzeczy...wspomniany cytat : Barbara Stanosz: "Fałszywe są, zdaniem ateisty, mitologiczne i naiwne wersje tezy teizmu, które przedstawiają Boga czy bogów jako istoty cielesne; niezrozumiałe natomiast są jej wersje teologiczne i filozoficzne, które opisują Boga jako bezcielesny absolut, istnienie samoistne czy byt realny sam z siebie, a więc definiują go za pomocą wyrażeń, które same nie mają sensu". i tak po prawdzie z tego co czytam to nikt tej opini jednoznacznie nie obalił , a to meritum sprawy... może zróbmy tak : weźcie kartke narysujcie znak większości/mniejszości na końcu zróbcie krope , ta kropka to człowiek , przedłużcie nieco ramiona znaku i zakreskujcie przestrzeń miedzy nimi , to ludzkie poznanie(to czym zajmują sie fizycy jądrowi , mikrobiolodzy,genetycy itd) , postawcie kilka kropek poza ramionami znaku , i teraz rzecz z ateistami jest taka ,że wyrokują o nie istnieniu tego co poza ramionami znaku tylko i wyłącznie na podstawie tego co zakreskowane... takie rozumowanie wydaje mi sie cokolwiek bardzo pochopne, i w tym sęsie "dużo wiedzy" pozwala (jak to ładnie ujął mój prof. od HDP) "wychynąć" z siebie i zobaczyć to czego nie da sie zmierzyć , czego nie da sie udowodnic w żaden logiczny dla człowieka sposób , i głupotą, no... powiedzmy nierozsądkiem jest oczekiwanie takiego dowodu... . Dlatego nie podam tu żadnego przykładu "ziemskiego" zjawiska którego nie dało by sie wyjaśnić i gdzie musiałby wkroczyć bog bo takowego nie ma , a przebijające z większości wypowiedzi żądanie by takie zjawisko wskazac , jest najlepszym dowodem na to iż więlszośc ateistów posiada "troche wiedzy" , skupiają sie na tym co "zakreskowane" i krzyczą patrzcie nie ma tu miejsca dla boga !! I tylko dlatego , że nikomu nie udało sie, i prawdopodobnie nie uda "wychynąć" z siebie i poznac "boga" , .......zostałem agnostykiem  a ateistów nazwałbym "hasydami wśród racjonalistów" inaczej mówiąc - radykałami, z góry serdecznie przepraszam jeśli ktoś poczuł sie dotkniety i tak żeby zakończyć "górnolotnie" bo szczerze to czuje sie nieco intelektualnie złajany , należałoby cofnąć sie 2500 tys lat , i uświadomić tym wszystkim fizykom jądrowym , biomechanikom , genetykom itp.itd, że tak naprawde... - "niczego nie wiedzą" i może nawet skłonić ich by spojrzeli w ...."chmury" . Przecierz nie mówimy tu o wiedzy w sensie czy ktoś ma przed nazwiskiem mgr. czy prof.dr hab , nie trzeba daleko szukac by sie przekonac ze to z wiedza nie ma za duzo wspolnego...kwa kwa(sory nie mogłem sie powstrzymac) dlatego tez argument ze 85 % członkow amerykańskiej akadami nauk jest ateistami choc rzeczywiscie zaskakujący nie wydaje mi sie duzo wart - banda sofistów i nic więcej... ;P zasadniczo napisałem tu , zaintrygowany jednym wykładem i "wspomnianym" tam zaledwie czasem POST [patrz.Nietsche] który polega także na powrocie do zasady "homo mensura" i no... jakby nieco pokombinować to można by ją połaczyć z ateizmem , ale to już zupełnie inna sprawa i ja skromny Świerzak sobie za to "ręki uciąć nie dam". pozdrawiam
|
|
| |  | | AstralStorm (558 punktów) | > weźcie kartke narysujcie znak większości/mniejszości na końcu zróbcie krope , ta kropka to człowiek , przedłużcie nieco ramiona znaku i zakreskujcie przestrzeń miedzy nimi , to ludzkie poznanie(to czym zajmują sie fizycy jądrowi , mikrobiolodzy,genetycy itd) , postawcie kilka kropek poza ramionami znaku , i teraz rzecz z ateistami jest taka ,że wyrokują o nie istnieniu tego co poza ramionami znaku tylko i wyłącznie na podstawie tego co zakreskowane...> takie rozumowanie wydaje mi sie cokolwiek bardzo pochopne,> i w tym sęsie "dużo wiedzy" pozwala (jak to ładnie ujął mój prof. od HDP) "wychynąć" z siebie i zobaczyć to czego nie da sie zmierzyćKtórym niemierzalnym zmysłem?  Bo wymyślać to mogę bardzo bardzo różne dziwne rzeczy. Nie sprawia to, że "istnieją" gdziekolwiek poza moim umysłem. > czego nie da sie udowodnic w żaden logiczny dla człowieka sposóbRzeczy nieudowadnialne nie zostawiają nic do dyskusji, zatem można je w niej pominąć. > i głupotą, no... powiedzmy nierozsądkiem jest oczekiwanie takiego dowodu...> więlszośc ateistów posiada "troche wiedzy" , skupiają sie na tym co "zakreskowane" i krzyczą patrzcie nie ma tu miejsca dla boga !!Rację mają. Błąd czynią teiści, że próbują Boga włączyć do tego obszaru. Jeszcze raz spytam, którym niemierzalnym zmysłem chcesz dosięgnąć Boga?  > I tylko dlatego , że nikomu nie udało sie, i prawdopodobnie nie uda "wychynąć" z siebie i poznac "boga" , .......zostałem agnostykiem Zdefiniuj "wychynąć z siebie". Bo narazie brzmi jak poezja abstrakcyjna, nie język polski. > i tak żeby zakończyć "górnolotnie" bo szczerze to czuje sie nieco intelektualnie złajany , należałoby cofnąć sie 2500 tys lat , i uświadomić tym wszystkim fizykom jądrowym , biomechanikom , genetykom itp.itd, że tak naprawde... - "niczego nie wiedzą"Ależ prawdziwy porządny naukowiec wie, że mało wie. Albo nawet się myli. Chociaż... np. Newton się nie mylił, tylko badał przypadek powszechny, ale szczególny. > Przecierz nie mówimy tu o wiedzy w sensie czy ktoś ma przed nazwiskiem mgr. czy prof.dr hab , nie trzeba daleko szukac by sie przekonac ze to z wiedza nie ma za duzo wspolnego...> ...Występuje pewna korelacja... choć sugerowanie się _samymi_ tytułami nie jest przejawem sprytu.
|
|
| Patty Matheson (2087 punktów) | > wskazują na to często spotykane argumenty typu> : wczoraj modliłem sie o słońce , a padał deszcz wiec Bóg> nie istniejeZabawne, że właśnie kiedy w najmniej odpowiednim momencie spada deszcz, sądzę, że bóg jednak istnieje  Bóg bogu nierówny. Być może Pasteur też to wiedział. Smutne, ale przynajmniej w naszym wspaniałym (k)raju pierwszy kontakt mamy z religią katolicką i z Bogiem w postaci takiej a nie innej, w dodatku poprzez intensywną indoktrynację w wieku dziecięcym na całe życie zostaje coś z wizji Bozi-staruszka na niebiesiech rozdzieającego dusze. Bóg ten jest wymysłem ludzi, i każdy kto choć trochę poszerzy wiedzę i umysł, zauważy to. Jednak w miarę zagłębiania się zaczną go dręczyć wątpliwości, ponieważ okaże się, że Wszechświat jest niesamowicie zrobiony. Dojdzie do pewnej formy niezrozumiałego dlań Piękna. I myślę, że wsadzanie tam typowego boga jest nieporozumieniem. Ja miałam podobnie, z tym, że pojęcie bóg jest dla mnie wyprane i nie do użytku. Naprawdę potrafię zrozumieć boskość Wszechświata samego w sobie. Nazwijmy to jak chcemy, zresztą np. angielskie God już nie brzmi dla mnie tak pusto. > Dochodzimy to takiego pytania - czy> ateizm nie jest w rzeczywistości w wiekszosci przypadków> skrajnym , radykalnym buntem przeciwko religii ( w Polsce> przeciw kościołowi katolickiemu i klerowi) , a nie> rzeczywistym, popartym logiką przekonaniem o nieistnieniu> istoty wyższej ?Czy katolicyzm nie jest w większości przypadków pozostaniem w religii i kulturze, w której człowiek się narodził, a nie rzeczywistym i dogłębnym zrozumieniem zasad chrześcijańsko-katolickich? Dlaczego tak wielu katolików "traci wiarę"? Problem nie leży w samej religii, tylko w jej nieadekwatności do ludzi, którym jest narzucana. Stąd zresztą postawy ateistyczne "powierzchowne" Jak w przypadku każdego poglądu, są wyznawcy autentyczni, "zakorzenieni" i "rzepy" czepiające się tego, co im spasuje. > W końcu w historii filozofii ( nie biorąc pod uwage czasu> post ) naprawde niewiele jest koncepcji zakładających brak> Boga, w każdym razie niewiele znanych ...> większość zakłada istnienie takiej czy innej siły wyższej -> absolut , pierwszy poruszyciel , daimonion jak zwał tak zwał> , myśle że większość ateistów nie ma o tym pojecia , zresztą> tak jak i wiekszość wierzących.Sądzę, że wielu przed nami doszło do tego, że zakładanie istnienia daimonionów, absolutów i Latających Potworów Spaghetti poza naszym Wszechświatem, a także ich negacja, to rzucanie słów-haseł, z których nic nie wynika. Może lepiej skupić się na doczesności? Jest naprawdę wspaniała. Nie trzeba drążyć rzeczywistości do części atomów, aby odnaleźć Boga. Rozejrzyj się. A jeśli to Ci nie wystarcza, żądasz boga rzeczywistego [materialnego?]... Cóż, chyba muszę Cię zostawić z tym problemem. Pozdrawiam.
|
|
| outsider (2469 punktów) | Na pytanie czy świat został stworzony odpowiadam nie wiem - na pytanie czy istnieje Bóg odpowiadam nie. Trzeba bowiem rozróżniać świat od naszego o nim wyobrażenia - otóz wszelcy bogowie należą do dziedziny wyobrażeń o świecie a nie do świata samego w sobie. I dość jest historycznych przyczyn powstawania bogów - aby nie szukać w nich jakiejkolwiek wiedzy o niewiadomym.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
 | | koluska (1 punktów) | To, że wiekszość wierzy w siłę, która nad nimi czuwa, nie oznacza, że ja też muszę. Demokracja rządzi się opinią większości, własne poglady kształtujemy sami. W dziedzinie "wierzyć, czy nie?" nie obowiązują zasady demokracji. Przykro mi... Odpowiadam w ten sposób na pierwszą wypowiedź.
|
|
|  | | outsider (2469 punktów) | Bufetowa wierzy, że ta zdzira Jola z rachuby z kierownikiem... Nigdy ich na niczym nie przyłapała - ale ta wiara nurtuje ją: jak uczynić wiarę pewnością? Rozgłasza wszem i wobec, że ta zdzira Jola i kierownik...
Słuchacze na ogół słuchają, specjalnie się w temat nie angażując, czasem ktoś o podobnym jak Bufetowa typie percepcji rzeczywistości przytaknie - wtedy wchodzą w szczegóły i sprawa w szczegóły owe obrasta; z czasem jest już naprawdę o czym mówić, toteż i słuchacze bardziej się angażują. A Bufetowa promienieje - jako ta, która rzecz całą wykryła.
Z czasem każdy, kto w prawdę oczywistą uwierzyć nie chce, zostanie zadziobany - Jolę zadziobano już wcześniej: a kierownik?
Zawsze to facet. A do tego, jak już wszystkie panie wiedzą - nie od tego.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| Vincen Van Gore (179 punktów) | Ateizm jest popularny ponieważ jest wygodny. Ludzie twierdza że są ateistami, ponieważ mają "trochę wiedzy", jednocześnie nie potrafią pojąć zadnej religi. Mówią ze są mądrzy, nie wierzą w Boga a tak naprawde to nie potrafią tego zrozumieć. Tylko prosze mnie nie brać za jakiegoś Chrześcijanina.
|
|
 | | LEGION (3161 punktów) | To ciekawe. Co jest potrzebne, by pojąć religię? Co jest potrzebne, by zrozumieć bogów? NIE KLIKAĆ
|
|
 | | stormrider (206 punktów) | >Ateizm jest popularny ponieważ jest wygodny. Ludzie twierdza że są ateistami, ponieważ mają "trochę wiedzy", jednocześnie nie potrafią pojąć zadnej religi. Mówią ze są mądrzy, nie wierzą w Boga a tak naprawde to nie potrafią tego zrozumieć. Tylko prosze mnie nie brać za jakiegoś Chrześcijanina.
Powiedziałbym raczej, że to wiara jest wygodna. Dostajesz gotowe odpowiedzi na wszystkie pytania i przyjmujesz, że są prawdziwe, bez żadnych wątpliwości, a twoje życie się "po prostu" toczy. Ateizm wymaga samodzielnego szukania odpowiedzi, nie wiem czy to jest takie wygodne...
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie. W.Stoczkowski
|
|
 | | Jarek (418 punktów) | >Ateizm jest popularny ponieważ jest wygodny. Ludzie twierdza że są ateistami, ponieważ mają "trochę wiedzy", jednocześnie nie potrafią pojąć zadnej religi. Mówią ze są mądrzy, nie wierzą w Boga a tak naprawde to nie potrafią tego zrozumieć. Tylko prosze mnie nie brać za jakiegoś Chrześcijanina.
Witam Ateizm jest wygodny?? Co to znaczy nie potrafią pojąć żadnej religii?? Czego nie potrafią zrozumieć?? Nie brać Cię za jakiegoś chrześcijanina, a za kogo chcesz być brany??
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|