Jak skolonizować kosmos?
Najprościej tak:
Wysyłać poza swój układ planetarny rakiety z kilkoma bryłami lodu w kilku rozmiarach opakowane w cienki płaszcz z blachy.
W lodzie zamrozić różne organizmy - na przykład tego typu jak nasze sinice, drożdże, pantofelki, ...
Skała wpadająca w atmosferę bardzo się rozgrzewa, a podczas zderzenia z gruntem miażdży się i zarazem miażdżą się organizmy schowane w środku.
Natomiast odpowiednio wielka ale nie za wielka bryła lodu być może spowalnia w taki sposób, że już blisko gruntu uwalnia najmniejsze grudki lodu z bakteriami i one spokojnie opadają jak grad.
W ten sposób po setkach tysięcy lat nasze wysyłane na oślep rakiety wpadną na jakąś planetę pod inną gwiazdą i zapoczątkują tam ewolucję gatunkową, która zapewne doprowadzi w końcu do dużych jak my istot inteligentnych.
Jeden cel rakiet jest oczywisty. Czerwony karzeł wiszący w kosmosie zaledwie około 4 lata świetlne od Warszawy.
Inna okazja nadejdzie kiedyś.
Jak ku Słońcu będzie powoli nadlatywać jakaś gwiazda to już wcześniej można wysłać ku niej bryły lodu by zasiać tam życie białkowe - najlepiej tleno-wydobywcze, z którego skorzystają nasi koloniści jak ta gwiazda wraz z jej planetami nadleci bliżej.
Duchowni wielkich religii tego nie pochwalą.
Bóg ich pomysłu ma nagle zakończyć życie, które powstało tylko po to by służyć ludziom - unikalnym - na jego podobieństwo.
Umyślne rozplenianie życia jest zatem dla duchownych herezją, a przynajmniej bezsensownym marnotrawieniem środków, które państwa powinny przeznaczyć dla nauczycieli religii, remonty świątyń, budowę pseudo-muzeów o religii, uczelnie pod władzą religijnych dyrektorów. Im nigdy dość państwowych na takie, "zbożne" cele.
Miłego wieczoru
