 |
Hipotezy matematyczne, a hipoteza istnienia boga. Analogia. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 03-06-2019 13:53 | Kulmin (4007 punktów) | Hipotezy matematyczne, a hipoteza istnienia boga. Analogia.
5 na 5 | Czołem, chciałbym przedstawić w moim odczuciu ciekawy aspekt rzeczywistości i coś na bazie tego spróbować wyjaśnić.
W nauce występuje szczególna kontaminacja matematyki z fizyką. Pisało o tym wielu, z naszego podwórka dużo prof. Michał Heller, który wysnuł tezę o matematyzowalności świata, czyli, że wszechświat posiada taką szczególną cechę, która sprawia, że jego regularności dają się ująć w proste, matematyczne symbole (M. Heller, "Czy świat jest matematyczny?"). Od czasów oświecenia w fizyce obowiązuje metoda matematyczno-eksperymentalna, postulowana przez Archimedesa, ale zapomniana na ponad milenium, która polega w dużym skrócie na testowaniu matematycznych hipotez dotyczących struktury świata na drodze eksperymentów empirycznych (O. Pedersen, "Konflikt, czy symbioza?"). Metoda ta spowodowała lawinowy rozwój nauki, a jej największymi triumfami jest "wyliczenie" czarnych dziur (Einstein/Schrodinger), pozytonów (Dirac), czy fal grawitacyjnych (Einstein), których istnienie jak wiemy, zostało empirycznie potwierdzone. (Uwaga, posty o Einsteinie-kłamcy i fizyce-bredni za 3,2,1...) Co ciekawe, w matematyce tworzy się również konstrukcje całkowicie wyabstrahowane z rzeczywistości: Godfrey Hardy pisał: "Nigdy nie zrobiłem nic 'przydatnego'. Żadne z moich odkryć w najmniejszym nawet stopniu nie wpływa (i nie zanosi się na to by wpłynęło) - dobrze lub źle, pośrednio lub bezpośrednio - na urok naszego świata" (G. H. Hardy, "Apologia Matematyki", cyt) To pokazuje, że matematyka, zasadniczo, jest niezwykle skutecznym narzędziem opisu świata, ale jak każde narzędzie nie musi być stosowana zgodnie z przeznaczeniem. Ostatecznym dowodem potwierdzającym matematyczną hipotezę, jest obserwacja empiryczna obiektu/zjawiska, którego istnienie wynika z równań. Do czasu potwierdzenia hipotezy, nie da się uniknąć fałszu mówiąc, że postulowany obiekt istnieje.
Przejdźmy teraz do części nudnej, oklepanej, ale ważnej - twierdzenie o istnieniu boga (które miałoby mieć jakieś fizyczne znaczenie i wartość) wymaga dowodu, ale nie dowodu w sensie logicznego dowodzenia, tylko empirycznego potwierdzenia. Do czasu potwierdzenia hipotezy, nie ma racjonalnych powodów by twierdzić, iż bóg istnieje.
I teraz ważna rzecz: Dopóki nie zostały sformułowane przez Diraca równania postulujące istnienie antycząstek, kwestia ich nieistnienia nie podlegała debacie - tzn dopiero po sformułowaniu hipotezy, mogło powstać jej zaprzeczenie (to oczywiste). Gdyby nie zdobyto dowodów na istnienie pozytonów, to nie byłoby racjonalnych powodów by twierdzić, iż istnieją. W takiej sytuacji, to matematyczne dowodzenie stałoby się jednym z wielu twierdzeń wyabstrahowanych z rzeczywistości i nawet nie byłoby powodów by szukać dowodów potwierdzających kontrhipotezę.
Na hipotezę o istnieniu boga, od czasów jej świadomego sformułowania, nie zdobyto dowodów empirycznych potwierdzających. Nie było więc racjonalnych powodów by twierdzić, że istnieje. Kontrhipoteza przez długi czas była jedynie logiczną możliwością i nikt jej nie formułował, ale w starożytności pojawiły się powody by ją postawić, bowiem zdano sobie sprawę z tego, że to co jest czystej wody hipotezą, uznawane było przez ludzi za oczywisty fakt (analogicznie, gdyby uznawano istnienie antycząstek za fakt, mimo braku dowodów potwierdzających równania Diraca, pojawiłyby się powody by postawić kontrhipotezę). Niektóre osoby to z pewnością zanegują, ale empiryczne dowody potwierdzające ową kontrhipotezę są ludzkości już znane, a mianowicie są to odkrycia archeologiczne (figurki bożków, ołtarze do składania ofiar, pisma mitologiczne) świadczące o tym, że "bóg" jest jedynie koncepcją protofilozoficzną, prymitywną konceptualizacją, prostym i wczesnoludzkim narzędziem poznania, a równocześnie emanacją strachu i zagubienia człowieka w brutalnym świecie, co pozwala na twierdzenie, że bóg nie istnieje realnie, w sensie fizycznym, a co najwyżej jako umysłowy konstrukt. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | od sasa do lasa??? | >Niektóre osoby to z pewnością zanegują, ale empiryczne dowody potwierdzające ową kontrhipotezę >są ludzkości już znane, a mianowicie są to odkrycia archeologiczne (figurki bożków, ołtarze do >składania ofiar, pisma mitologiczne) świadczące o tym, że "bóg" jest jedynie koncepcją >protofilozoficzną, prymitywną konceptualizacją, prostym i wczesnoludzkim narzędziem poznania, a >równocześnie emanacją strachu i zagubienia człowieka w brutalnym świecie, co pozwala na >twierdzenie, że bóg nie istnieje realnie, w sensie fizycznym, a co najwyżej jako umysłowy >konstrukt.
Ale ta "kontrhipoteza" nie ma nic wspólnego z matematyką? Rozprawiał Pan cały czas na gruncie matematyki, po czem nagle ni stąd ni zowąd zjechał finalnie do poletka archeologii antropologii kulturowej czy religioznawstwa. Proszę spróbować "zmatematyzować" problem i ująć ową kontrhipotezę w solidne ramy matematyki. Nikomu się to nie udało jak do tej pory - może Pan będzie miał więcej szczęścia. Dlatego też powiada się, iż brak dowodu na nieistnienie boga jest najlepszym (z dosyć marnych) dowodów na jego istnienie. Słowem bóg zawdzięcza swoje istnienie....niedoskonałości matematyki/logiki???
|
|
 | 2 na 2 | Kulmin (4007 punktów) | Odp: od sasa do lasa??? |
>Ale ta "kontrhipoteza" nie ma nic wspólnego z matematyką? >Rozprawiał Pan cały czas na gruncie matematyki, po czem nagle ni stąd ni zowąd zjechał finalnie do poletka archeologii antropologii kulturowej czy religioznawstwa. >Proszę spróbować "zmatematyzować" problem i ująć ową kontrhipotezę w solidne ramy matematyki. >Nikomu się to nie udało jak do tej pory - może Pan będzie miał więcej szczęścia. Dlatego też powiada się, iż brak dowodu na nieistnienie boga jest najlepszym (z dosyć marnych) dowodów na jego istnienie. Słowem bóg zawdzięcza swoje istnienie....niedoskonałości matematyki/logiki???
Owszem - hipoteza boga i jej zaprzeczenie są wyrażane w języku naturalnym i z matematyką nie mają nic wspólnego. Zestawienie z matematyką ma służyć zobrazowaniu jaki jest problem: Gdyby matematyczna hipoteza nie znalazła ani jednego empirycznego dowodu potwierdzającego, lub nawet pośredniego, to odeszłaby po prostu do muzeum. W przykładowej sytuacji, gdyby nie zdobyto żadnych dowodów na istnienie pozytonów, to nikt poważny nie twierdziłby, że one istnieją i na tym by się skończyło. Ale gdyby większość ludzi twierdziła mimo to, że pozytony istnieją, to postawienie kontrhipotezy stałoby się uzasadnione.
Taka sytuacja jednak w fizyce nie zachodzi, ale zachodzi w debacie o bogu:
Nie ma dowodów empirycznych na potwierdzenie hipotezy boga, ale ludzie mimo to utrzymują, że ten istnieje. Postawiono więc kontrhipotezę, którą empirycznie uzasadniono - wykazano na podstawie materialnych źródeł, że "bóg" jest jedynie koncepcją, umysłową konstrukcją, ewolucyjnym reliktem/błędem.
|
|
|  | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | kropka nad i | >Postawiono więc kontrhipotezę, którą empirycznie uzasadniono - wykazano na podstawie >materialnych źródeł, że "bóg" jest jedynie koncepcją, umysłową konstrukcją, ewolucyjnym >reliktem/błędem.
To jest "tylko" hipoteza. I zwłaszcza na gruncie matematyki/logiki widać jej brak- to jest niemożność postawienia finalnej kropki nad "i". Nie można udowodnić w 100 procentach nieistnienia wróżek. Tak sam jest z bogiem.
|
|
| |  | 4 na 4 | Springus (1174 punktów) | Odp: kropka nad i | Wszystko zależy od definicji boga. Jeżeli jest jasno wyartykułowana, to nadaje się do obalania/potwierdzania.
|
|
|  | 1 na 1 | mancziz (1830 punktów) | Odp: od sasa do lasa??? | > Owszem - hipoteza boga i jej zaprzeczenie są wyrażane w języku naturalnym i z matematyką nie mają nic wspólnego.A co powiesz na to? zfn.edu.pl/index.php/zfn/article/download/291/280/Dywagacje są co prawda czysto teoretyczne, ale niby matematycznie poprawne. Nie jest to dowód indukcyjny tylko czysto dedukcyjny, ale sam fakt jego przeprowadzenia jest ciekawy i dość symptomatyczny. > Gdyby matematyczna hipoteza nie znalazła ani jednego empirycznego dowodu potwierdzającego, lub nawet pośredniego, to odeszłaby po prostu do muzeum.Myślę, że powinno się tu zaliczyć hipotezy (fizyczne ale oparte na konkretnej matematyce) o dodatkowych wymiarach przestrzennych, wieloświatach, podróżach w czasie i podobnych. Tyle, że zamiast do muzeum trafiają do mainstreamu.
|
|
2 na 2 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | Odp: Hipotezy matematyczne, a hipoteza istnienia boga. Analogia. | >>W nauce występuje szczególna kontaminacja matematyki z fizyką. <<
A może owa przydatność matematyki do opisu fizycznej rzeczywistości wynika tylko z faktu, że nie mamy lepszego narzędzia do tego opisu? A gdy na jakimś etapie były problemy, to wymyślało się nową dziedzinę matematyki. Tyle że pewnie niczego lepszego od matematyki nie wymyśli się na potrzeby opisu fizycznych zjawisk.
>>Przejdźmy teraz do części nudnej, oklepanej, ale ważnej - twierdzenie o istnieniu boga <<
To nie jest twierdzenie w znaczeniu naukowym, co najwyżej hipoteza. I zawsze będę upierał się przy tym, że pierwotnym pojęciem była idea duszy jako czegoś co miało wyjaśniać fenomen życia, również w aspekcie umysłowym, a te wszystkie bogi to zostały wymyślone jako nadrzędne duchy. N.B. w buddyzmie poprzestano na duchach. A skoro dzisiejsza nauka jest w stanie dość dobrze, chociaż nie we wszystkich szczegółach wyjaśnić fenomen życia, to idea niematerialnych duchów niech pozostanie w domenie ludzi, którzy wolą bajki od wiedzy naukowej.
|
|
 | 1 na 1 | Kulmin (4007 punktów) | >A może owa przydatność matematyki do opisu fizycznej rzeczywistości wynika tylko z faktu, że nie mamy lepszego narzędzia do tego opisu? A gdy na jakimś etapie były problemy, to wymyślało się nową dziedzinę matematyki. Tyle że pewnie niczego lepszego od matematyki nie wymyśli się na potrzeby opisu fizycznych zjawisk.
Trudno wyrokować, tylko, że no właśnie - trudno sobie wyobrazić narzędzie skuteczniejsze. Ja jednak bardziej skłaniałbym się ku poglądowi, że matematyka jest nie tylko możliwym językiem opisu przyrody, lecz jest także tym właściwym, ponieważ posiada szczególne cechy odróżniające ją od języków naturalnych, które sprawiają, że umożliwia tak skuteczny rozwój nauki.
>To nie jest twierdzenie w znaczeniu naukowym, co najwyżej hipoteza. >I zawsze będę upierał się przy tym, że pierwotnym pojęciem była idea duszy jako czegoś co miało wyjaśniać fenomen życia, również w aspekcie umysłowym, a te wszystkie bogi to zostały wymyślone jako nadrzędne duchy. N.B. w buddyzmie poprzestano na duchach.
Też mi to przyszło na myśl, że koncept "boga" był wtórny wobec konceptu duszy, czy duchów.
>A skoro dzisiejsza nauka jest w stanie dość dobrze, chociaż nie we wszystkich szczegółach wyjaśnić fenomen życia, to idea niematerialnych duchów niech pozostanie w domenie ludzi, którzy wolą bajki od wiedzy naukowej.
Ot co.
|
|
1 na 1 The Bear Jew (2544 punktów) (zablokowany) | Jaką widzisz analogię między hipotezą istnienia boga, a np. hipotezą Riemanna? Ja widzę, że jedna jest jasno określona, a druga nie.
|
|
1 na 3 | okragly (21676 punktów) |
Żeby wyjaśnić koncepcje boga trzeba cofnąć sie do raju, który jest źródłem poznania.
Zrobisz większe poruszenie wymyślając magie, której nam ogromnie brakuje (w raju wszystko było magią, słońce z jednej strony wschodzi z drugiej zachodzi, księżyc (zmienia kształt), sklepienie niebieskie, narodziny (łono wielkiej matki), zwierzęta, drzewa, nawet kamienie. Brakuje nam magii a nie wyjaśniania.
daj magię! dla dzikusa -jak okrągły -a nie fizyka atomowego.
... my chcemy magi, my chcemy magi, my chcemy magi, my chcemy magi, my chcemy magi, my chcemy magi, my chcemy magi, my chcemy magi, my chcemy magi, my chcemy magi ....
szukanie raju, moim celem
|
|
5 na 5 | mancziz (1830 punktów) | >W nauce występuje szczególna kontaminacja matematyki z fizyką. Pisało o tym wielu, z naszego >podwórka dużo prof. Michał Heller, który wysnuł tezę o matematyzowalności świata, czyli, że >wszechświat posiada taką szczególną cechę, która sprawia, że jego regularności dają się ująć w >proste, matematyczne symbole (M. Heller, "Czy świat jest matematyczny?").
Uważam, że jest dokładnie odwrotnie - to nie świat jest matematyczny ale matematyka jest jego odbiciem. Niby w sumie to samo ale nie ta kolejność. Twierdzenie iż "matematyzowalnosć" wszechświata jest jakąś jego immanentną cechą, którą po prostu z jakichś tajemniczych powodów posiada, jest wyrazem prymatu świadomości nad rzeczywistością (Platon, Kant itd.). Jednak to nie świat ma matematyczne cechy ale człowiek stworzył logikę i matematykę w takiej a nie innej postaci, gdyż obserwował rzeczywistość i dostosowywał do niej te języki opisu aby poznać prawdę (Arystoteles, Archimedes, Newton i in.). Matematyka istnieje tylko w naszych umysłach, podobnie jak wizja matematycznego świata. Prymat rzeczywistości jest niepodważalny. Jej naturę poznajemy tworząc właśnie te języki opisu - aby nasz umysł był w stanie to wszystko jakoś spójnie uporządkować i zrozumieć.
|
|
 | 3 na 3 | Kulmin (4007 punktów) | >Uważam, że jest dokładnie odwrotnie - to nie świat jest matematyczny ale matematyka jest jego odbiciem. Niby w sumie to samo ale nie ta kolejność. Twierdzenie iż "matematyzowalnosć" wszechświata jest jakąś jego immanentną cechą, którą po prostu z jakichś tajemniczych powodów posiada, jest wyrazem prymatu świadomości nad rzeczywistością (Platon, Kant itd.). Jednak to nie świat ma matematyczne cechy ale człowiek stworzył logikę i matematykę w takiej a nie innej postaci, gdyż obserwował rzeczywistość i dostosowywał do niej te języki opisu aby poznać prawdę (Arystoteles, Archimedes, Newton i in.). Matematyka istnieje tylko w naszych umysłach, podobnie jak wizja matematycznego świata. Prymat rzeczywistości jest niepodważalny. Jej naturę poznajemy tworząc właśnie te języki opisu - aby nasz umysł był w stanie to wszystko jakoś spójnie uporządkować i zrozumieć.
Hmm, no właśnie. Stanowisko Hellerowskie wydało mi się podejrzanie metafizyczne. A znane jest Ci Quain'owskie kryterium istnienia? Wydaje się być dość mocny argumentem za platonizmem matematycznym, ponieważ tworzy wobec nas silne zobowiązanie ontologiczne. Stawia nam ultimatum, że jeśli uznajemy za prawdziwe zdania matematyki, to musimy uznawać za realnie istniejące zmienne (liczby) które w nich występują, a jeśli nie uznajemy owych zmiennych za istniejące, to nie możemy uważać jakiegokolwiek zdania matematyki za prawdziwego.
|
|
|  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | > A znane jest Ci Quain'owskie kryterium istnienia? Wydaje się być dość mocny argumentem za platonizmem matematycznym, ponieważ tworzy wobec nas silne zobowiązanie ontologiczne.
Kryterium Quine'a mówi jedynie o potencjalnym istnieniu obiektów opisywanych przez daną teorię. Czy te obiekty rzeczywiście istnieją można zbadać tylko doświadczalnie. Na przykład, zarówno pozytony jak i tachiony spełniają kryterium Quine'a, ale tylko tych pierwszych istnienie wykazano. (Podobne argumenty degradują również platonizm matematyczny.)
> Stawia nam ultimatum, że jeśli uznajemy za prawdziwe zdania matematyki, to musimy uznawać za realnie istniejące zmienne (liczby) które w nich występują, a jeśli nie uznajemy owych zmiennych za istniejące, to nie możemy uważać jakiegokolwiek zdania matematyki za prawdziwego.
Ale to jest błąd ekwiwokacji! Prawda matematyczna, w sensie logicznej poprawności rachunku zdań, to zupełnie co innego niż prawda w sensie zgodności tych zdań ze światem rzeczywistym. Aby zweryfikować tę ostatnią, konieczne jest odwołanie się do doświadczenia.
A co do Boga, to choćby nie wiem jak teologowie fikali w sferach logiki, to - co sam podreślasz - jego hipotetyczne istnienie można wykazać jedynie w konfrontacji z rzeczywistością. Historia uczy, że hipoteza ta poniosła sromotną klęskę.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Duch Prawdy (14787 punktów) | > A Miłość Boża,czyli co, gdzie, kiedy? > cuda,jw. > zawrócenia zmarłych u bram Niebios z powrotem na Ziemię?na niebiosach widuję tęczową bramę LGBT, czy to z niej zmarli są zawracani? > Przecież to wszystko zostało bardzo dobrze zbadane, tfu! doświadczone!  osobiste doświadczenia duchowe nie są dowodem naukowym... Nie ma Miłości bez solidarności. ...człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Duch Prawdy (14787 punktów) | > No niestety, mi nie udało się doświadczyć cudu właściwego odczytania przez innych charakteru mojej wypowiedzi  No właśnie udało, dlatego obaliłem sarkazm osobistym doświadczeniem...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | bartech (554 punktów) | > >No niestety, mi nie udało się doświadczyć cudu właściwego odczytania przez innych charakteru mojej wypowiedzi  > No właśnie udało, dlatego obaliłem sarkazm osobistym doświadczeniem...Hurra!... o w mordę, mam nadzieję, że to nie pójdzie w świat i nie będę siłą zaciągnięty przed oblicze jakiejś Papieskiej Komisji Badania Cudów, żeby potwierdzić to doświadczenie
|
|
|  | 4 na 4 | Drobner (19539 punktów) | > A znane jest Ci Quain'owskie kryterium istnienia? Wydaje się być dość mocny argumentem za platonizmem matematycznym, ponieważ tworzy wobec nas silne zobowiązanie ontologiczne. Stawia nam ultimatum, że jeśli uznajemy za prawdziwe zdania matematyki, to musimy uznawać za realnie istniejące zmienne ( liczby) które w nich występują, a jeśli nie uznajemy owych zmiennych za istniejące, to nie możemy uważać jakiegokolwiek zdania matematyki za prawdziwego.Tak to już jest, gdy 'filozofowie' wespną się tak wysoko, że nie widzą ziemi... Przecież 'liczby' były już na długo przed jakąkolwiek matematyką... Istnienie liczebników we wszystkich językach świata (nawet bez pisma) wskazuje, że jednak praprzodkowie wiedzieli o czym mówią... A to jest dowód... istnienia. Wynaleziona później matematyka zajęła się funkcjonującymi już wcześniej 'liczbami' (i nie tylko). Poroniony 'podział na przedmioty szkolne' przypisuje owe ogólnokulturowe dobro - 'liczby' - wyłącznie matematyce.
'Duch Prawdy' Mankiewicz: " Jestem jak Mikołaj Kopernik, który samotnie stanął naprzeciwko Kościoła i powiedział; "Mylicie się wszyscy. Ziemia jest okrągła." " www.oczko.xtreemhost.com/oczko/27/list/?i=1
|
|
|  | 3 na 3 | mancziz (1830 punktów) | > A znane jest Ci Quain'owskie kryterium istnienia?Myślę, że filozofowie pokroju Quine'a niepotrzebnie komplikują cały problem. Przykładowe cytaty: Cytat:"Istnieje pięć sposobów powiedzenia tej samej rzeczy: "Istnieje coś takiego jak zapalenie wyrostka robaczkowego", "Wyrażenie 'zapalenie wyrostka robaczkowego' ma desygnat", "Wyrażenie 'zapalenie wyrostka robaczkowego' jest nazwą", "Wyrażenie 'zapalenie wyrostka robaczkowego' jest zamienialne na zmienną", "Choroba zapalenia wyrostka robaczkowego jest wartością zmiennej." Uniwersum przedmiotów jest zakresem wartości zmiennych. Być to być wartością zmiennej." Cytat:"Nasze pytanie brzmiało: jakich przedmiotów teoria wymaga? A odpowiedź brzmi: tych przedmiotów, które muszą być wartościami zmiennych, by teoria ta była prawdziwa. Oczywiście teoria może - w jakimś sensie - nie wymagać żadnych przedmiotów, a pomimo to nie tolerować pustego uniwersum dyskursu, gdyż może być spełniona (fulfilled) przez dwa wzajemnie wykluczające się uniwersa. Jeśli, dla przykładu, teoria implikuje zdanie '(∃x)(x jest psem)', nie toleruje ona pustego uniwersum; jednocześnie może ona być spełniona przez uniwersum, które zawiera jamniki, a nie spaniele - lub odwrotnie. Można więc zatem - z punktu widzenia ontologii - powiedzieć więcej o teorii niż to tylko, jakich przedmiotów wymaga. Możemy także zapytać, jakie uniwersa byłyby wystarczające. Określone wymagane przedmioty to te, które są wspólne wszystkim tym uniwersom." Quine w zasadzie opisuje tu sposób, w jaki tworzymy konkretne pojęcia - hierarchię abstrakcji (konkretne kategorie itp.). Problem polega na tym, iż zdaje się on (jeśli dobrze go rozumiem) nie rozróżniać między sobą twierdzeń typu np. 1. Istnieje coś takiego jak wyrostek. 2. Istnieje coś takiego jak zapalenie wyrostka. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z konkretnym bytem, gdzie desygnatem jest część ludzkiego ciała. W drugim mamy do czynienia z procesem, w którym głównym elementem jest wspomniany byt. Pojęcie "istnieć" ma różne konteksty w obu tych przypadkach i utożsamianie ich ze sobą jest wg mnie ekwiwokacją. Postulowanie istnienia np. liczb czy procesów w oderwaniu od konkretnych bytów, nie ma ontologicznego sensu. Czyli mówiąc językiem Quine'a - teorie nie wymagające istnienia konkretnych przedmiotów (jak w matematyce) mogą być prawdziwe "uniwersalnie" (poprawne dedukcyjnie w oparciu o konkretne aksjomaty - element aprioryczny) ale niekoniecznie prawdziwe w sensie ontologicznym - czyli mogą wyłożyć się na indukcyjnej weryfikacji. Twierdzenie, że istnieje coś takiego jak "piętnaście" lub "pi" ma mniej więcej tyle samo sensu co twierdzenie, że istnieje "zapalenie","falowanie", "krzywizna", "czerwień", "symetria" itp. itd. To są wszystko abstrakcje wyższego rzędu, które jeśli nie zostaną powiązane z konkretnymi bytami (ograniczonymi w przestrzeni fragmentami materii - czyli tego, co istnieje w najpierwotniejszym sensie) nie będą miały "ontologicznego statusu". Zauważ, że dowolne słowo (pojęcie) o jakim sobie tylko pomyślisz, ma swoje pierwotne źródło w obiektywnej rzeczywistości - tego, co odbierasz swoimi zmysłami. Tak się uczyłeś języka i poznawałeś świat, tak ludzie przed Tobą tworzyli ten język. Zawsze punktem wyjścia była rzeczywistość zewnętrzna w stosunku do świadomości. Quine i inni wprawdzie identyfikują ten proces ale poprzez mieszanie różnych kontekstów dochodzą do wniosku, iż to świadomość ma tutaj prymat (tak w dużym skrócie). Popraw mnie jeśli źle zinterpretowałem tutaj jego argument. > Stawia nam ultimatum, że jeśli uznajemy za prawdziwe zdania matematyki, to musimy uznawać za realnie istniejące zmienne (liczby) które w nich występująW pewnym sensie możemy uznać istnienie czegoś takiego jak "trójkąt" czy "gęstość" czy "pi". W pewnym sensie. Kontekst jest tu najważniejszy. W sensie ontologicznym "trójkąt" zaistnieje jak np. weźmiemy pędzel i go namalujemy fizyczną farbą na fizycznej ścianie. Tak samo z różnymi teoriami - sprawdzamy ich ontologiczny status poprzez zmysłową obserwację rzeczywistości. Dokonujemy pomiarów (indukcja) i je interpretujemy (dedukcja). Nie odwrotnie jak zdaje się myśleć Quine. Tutaj jest ciekawie opisany proces tworzenia pojęć: courses.aynrand.org/works/concept-formation/pdfs.seman(*)18137626ef7390ba87b4ef7de0.pdf
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|