Slavoj Zizek - globalny guru lewicy ze Słowenii, zawsze miał stosunek cokolwiek ambiwalentny względem Izraela i jego polityki względem Palestyńczyków. W ciągu ostatnich kilku lat jednakże postaw Zizka w tym względzie bardzo mocno się zradykalizowała. Obecnie Zizek ma jeszcze wątpliwości natury etycznej co do zasadności akcji bojkotowania Izraela i firm kooperujących z tym państwem, jednakże stanowczo kwestionuje tezą o antysemickim aspekcie owego ruchu. O samym zaś Izraelu i jego polityce względem Palestyńczyków mówi wprost, że jest apartheidem.
Co więcej Zizek analizując sytuację polityczną w Izraelu ukuł termin "syjonistyczny antysemityzm". Jest on w jakimś sensie rozwinięciem konceptu "self - hating jew" tak ulubionego przez wszelkiej maści ultrasyjonistów i hasbarowców.
Przez "syjonistyczny antysemityzm" Zizek rozumie wrogą postawę obecnej ultrasyjonistycznej i rasistowskiej ekipy Beniamina Netanyahu, rządzącej Izraelem, której istotą jest wściekle wrogi stosunek do Żydów lewicowo - liberalnych piętnujących ich rasistowską politykę i opowiadających się za diametralnie innym rozwiązaniem kwestii palestyńskiej.
Żydzi z redakcji izraelskiej gazety "Haaretz" czy Filip Mondoweissa - z którego blogu bardzo często czerpię materiał do moich wątków "żydowskich" - to cel owego syjonistycznego antysemityzmu wykreowanego przez ultrasyjonistów. Co więcej - i to szczególnie oburz Zizka - ultrasyjoniści jak wyżej w celu skuteczniejszego zwalczania lewicowo - liberalnych Żydów zawiązali taktyczny sojusz z europejską i światową prawicą, często populistyczną, często do bólu także....antysemicką. W ocenie ultrasyjonistów owi "prawicowi antysemici" jak wyżej są - jak się wydaje - zdecydowanie mniej groźni, niż lewicowo - liberalni Żydzi, stąd taki krok jak wyżej. Jak owi "prawicowi antysemici" są w owym dealu traktowani przez ultrasów żydowksich - strona Polska miała okazję już kilka razy w tym roku przekonać się boleśnie na własnej skórze.
Zainteresowanych problemem - odsyłam do podlinkowanego materiału.
"Israeli criticism of the Boycott, Divestment and Sanctions (BDS) campaign is somewhat justified, but those who won't equally blast the apartheid politics of the state of Israel have no moral high ground from which to preach.
First off, a confession. I've always had a problem with the BDS movement which promotes various forms of embargoes against Israel until it meets its obligations under international law (which are withdrawal from the occupied territories, removal of the separation barrier in the West Bank and full equality for Arab-Palestinian citizens of Israel).
While I fully support these goals, my reluctance towards BDS was based on two main reasons. One, in the current situation when anti-Semitism really is alive in Europe, it's dangerous to play with the idea of blacklisting. Two, why should we not also boycott China for what the Chinese state is doing to Uyghurs?
"However, when, in May 2019, the German Bundestag passed a non-binding resolution declaring BDS anti-Semitic, alarm bells began to ring. Because the idea of BDS being anti-Semitic is questionable.
For instance, all my links to BDS are through Jewish friends who are part of it, and this was the idea from the beginning: a joint action of West bank Palestinians with Israeli Jews who oppose the occupation of the West Bank.
Thus, quite obviously, something else is going on here: an obscene and diabolical pact between Zionists and true European racists. As a consequence, the sacred memory of the Holocaust is being mobilized to legitimize the corrupted politics of today: the apartheid practiced against Palestinians. And it's those who do it who are the true desecrators of the Holocaust."
www.rt.com(*)anti-semitic-bds-israel-zizek/