Przedwojenną Polskę zamieszkiwało około 750 tysięcy Niemców. I jak wszyscy obywatele II RP podlegali oni służbie wojskowej. Władze, zdając sobie sprawę z niechęci niemieckich żołnierzy do walki z ich pobratymcami z Niemiec, starały się umieszczać ich w jednostkach stacjonujących na wschodzie kraju. Szacuje się, iż we wrześniu 1939 roku około 4 tysięcy Niemców walczyło w szeregach Korpusu Ochrony Pogranicza. I tak jak na zachodzie niemieccy poborowi niechętnie konfrontowali się z niemieckim wojskiem i często dezerterowali - ta na wschodzie przypadków dezercji w zasadzie nie było, a żołnierze jak wyżej do końca, chlubnie, wypełnili swój obowiązek, biorąc udział w wielu starciach z sowieckim agresorem. Część z nich dostała się do sowieckiej niewoli i tam została zgładzona ( żołnierze KOP byli szczególnie przez Sowietów znienawidzeni). Cześć miała szczęście i została uratowana przez niemieckie komisje, w ramach współpracy sowiecko - niemieckiej na mocy paktu z 23 sierpnia 1939 r.
Spośród tych którzy mieli więcej szczęścia i dostali się do niewoli niemieckiej - wymienić bezwzględnie należy kontradmirała Unruga - dowódcę obrony polskiego wybrzeża. Postać ta zasługuje na odrębne potraktowanie, ze względu na jej barwny życiorys oraz wierność Polsce, pomimo niemieckiego pochodzenia. Zainteresowanym podrzucam jego biogram z Wikipedii.
"Władze polskie zdawały sobie sprawę z tego, że nie mogą liczyć na propolską postawę żołnierzy pochodzenia niemieckiego, zwłaszcza gdyby mieli oni walczyć przeciw Wehrmachtowi. Dlatego też prawie połowa ze zmobilizowanych została wcielona do odtwarzanych na wschodniej granicy jednostek Korpusu Ochrony Pogranicza. Była to formacja powołana do życia w 1924 r. z zadaniem ochrony wschodniej granicy Rzeczypospolitej. Ze względu na specyfikę służby znakomitą większość jej żołnierzy, bo aż 95%, stanowili rdzenni Polacy i to głównie z zachodniej i centralnej części kraju. Do jednostek KOP nie przyjmowano Ukraińców i Białorusinów. Ale w 1939 r. znalazło się w nim najprawdopodobniej ponad 4 tys. polskich Niemców. Służyli oni głównie w szwadronach kawalerii oraz jednostkach saperów i stanowili ponad 20% żołnierzy tej formacji, strzegącej we wrześniu 1939 r. wschodniej granicy Polski.
Takie potraktowanie zmobilizowanych Niemców było zgodne z polską racją stanu. Przeniesienie na obcy etnicznie teren wykluczało w zasadzie ucieczki (dezercje) żołnierzy, co zdarzało się po zachodniej stronie Bugu, zwłaszcza w drugiej połowie kampanii. Żołnierze polscy - w tym także ci pochodzenia niemieckiego - nie znali szczegółów paktu Ribbentrop-Mołotow, w tym oczywiście jego tajnej części. Nie wchodziło więc w grę również przechodzenie na stronę Armii Czerwonej.
Zresztą nie zanotowano przypadków porzucania szeregów KOP w czasie walk na Kresach. Jednostki KOP-u praktycznie do końca działań bojowych utrzymywały się jako zwarte oddziały. Dla nich odwrót w głąb terytorium polskiego w szeregach tej formacji był właściwie jedyną szansą na ocalenie życia. Oprócz jednostek Armii Czerwonej czyhały tam na małe grupki żołnierzy zrewoltowane bandy miejscowej ludności, które zaczęły tworzyć się na wschodnich obszarach w połowie września - część z nich samorzutnie, ale część powstała na wieść o wkroczeniu Sowietów. Rozstrzeliwały one schwytanych polskich żołnierzy i oficerów, którzy z różnych przyczyn odłączyli się od swoich oddziałów, napadały na polskie majątki. Szanse obrony miały tylko zwarte oddziały, które wykazywały stanowczość i wolę walki.
Udziałem żołnierzy pochodzenia niemieckiego były zapewne wszystkie walki stoczone przez KOP w obronie granicy wschodniej. Po wykonaniu (niewykonalnego) zadania obrony polskich strażnic i pozycji nadgranicznych część oddziałów KOP została rozbita i wzięta do niewoli, a część szukała schronienia poza granicami kraju. Jednostki te po kilkugodzinnych lub kilkudniowych walkach z Armią Czerwoną przeszły na Litwę, Łotwę, a nawet do Rumunii."
ioh.pl/art(*)mcy-w-polskich-mundurach,1075/pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Unrug