Mocą woli kruszę głazy leniwe, Niewzruszony jestem na jęki ckliwe, Pędzę tak wciąż za orszakiem Bachusa, Może którejś z Menad skradnę całusa, Wieczne powroty chwil w tej epopei, Nie żywię urazy, gdy ktoś mnie zdzieli Obuchem obłudy. Trwa przedstawienie! Natury swej żywej na nic nie zmienię, To misterium życia, taniec płomieni, Na przekór szaremu zimnu kamieni, Płonąć i spalić się całym do szczętu, Oddaje się teraz winnemu świętu! |