„Sądzę, że pretensje fanatyków naukowości są co najmniej przedwczesne. Doświadczenia, które poznaliśmy w ciągu ostatniej godziny (a większość innych doświadczeń religijnych jest bardzo do nich podobna), wyraźnie ujawniają, że wszechświat jest sprawą dużo bardziej wielostronną, niż wydaje się to jakiej bądź sekcie, choćby nawet była to sekta naukowa.
Bo i czymże są wszystkie nasze sprawdzenia, jeśli nie doświadczeniami zgodnymi z pewnym mniej lub więcej wyodrębnionym i przez nasze umysły zbudowanym systemem pojęć? Lecz czemuż w imię zdrowego rozsądku mamy przyjąć, że prawdziwy jest tylko jeden taki system pojęć? Z całości naszego doświadczenia wynika, że świat traktować możemy podług wielu systemów pojęć i że traktują go tak różni ludzie, osiągając zysk, poszukiwany przez jakiś system, i opuszczając lub odrzucając jednocześnie inny rodzaj zysku. Nauka daje nam wszystkim telegrafy, elektryczne oświetlenie i diagnozę i pozwala zapobiegać lub leczyć pewną liczbę chorób. Religia w postaci ducholecznictwa daje niektórym z nas pogodę, równowagę moralną, i szczęście, zapobiegając nie gorzej od nauki pewnym postaciom choroby, a u pewnego rodzaju ludzi nawet lepiej niż nauka. Widoczne jest więc, że i nauka i religia są prawdziwymi kluczami do otwarcia skarbca świata w rękach tego, kto umie posługiwać się nimi. I widoczne jest także, że żadna z nich nie wyczerpuje całości i nie może mieć praw wyłącznych. I dlaczegóż wreszcie nie mielibyśmy uważać świata za coś tak skomplikowanego, że złożony jest on z przenikających się nawzajem dziedzin rzeczywistości, do których kolejno zbliżać się możemy przez użycie różnych pojęć i przyjmowanie różnych postaw, podobnie jak matematycy traktują ten sam fakt liczbowy lub przestrzenny za pomocą geometrii, geometrii analitycznej, algebry, arytmetyki lub kwaternionów, otrzymując za każdym razem ten sam dobry wynik? Z tego punktu widzenia religia i nauka, sprawdzane we właściwy sobie sposób, z godziny na godzinę, i z żywota na żywot byłyby sobie współwieczne.
Myśl pierwotna z jej wiarą w zindywidualizowane siły osobowe dzisiaj co najmniej jest daleka od zupełnego wyparcia jej przez naukę. Liczni ludzie wykształceni ciągle jeszcze znajdują w niej najbardziej bezpośrednie łożysko doświadczalne, przez które płynie ich stosunek z rzeczywistością.”
(William James, Doświadczenia religijne)
Moja odpowiedź: James był pragmatystą i trudno dyskutować z jego zdaniem, że widział, iż religia ma wpływ na ludzi tak w ujęciu jednostkowym jak i społecznym. Ciekawe jak podchodziłby do religii w obecnych czasach, gdzie dane są takie, że wraz ze wzrostem rozwoju społeczeństw spada ich religijność (wyjątkiem jest tu USA, dla zwięzłości przyczyny można pominąć). Jeżeli spadek religijności jest, w jakimś stopniu (być może na zasadzie sprzężenia zwrotnego) także przyczyną rozwoju społeczeństw to jako pragmatysta prawdopodobnie opowiadałby się za działaniami stymulującymi przyśpieszenie tempa spadku religijności.
Trzeba tu uwzględnić, że kultura nie jest statyczna - zmienia się. Niewątpliwie Religia odegrała, poza ewidentnie szkodliwymi, także pozytywne role w trakcie rozwoju kultury. Najprawdopodobniej trzeba uznać, że skoro istniała od początków człowieczeństwa to odpowiada na jakieś zapotrzebowanie człowieka. Najprawdopodobniej jest też tak, że była niezbędnym krokiem w trakcie rozwoju kultury od grup łowców-zbieraczy do obecnego społeczeństwa technologicznego. Nie dało się go pominąć aby dojść tu, gdzie teraz jesteśmy. To jednak nie oznacza, że religia jest całościowo korzystnym zjawiskiem podobnie jak inne kroki w historii kultury taki jak niewolnictwo czy monarchie. Religia, w którymś momencie historii mogła być niezbędna, pytanie - czy tak jest nadal? czy obecnie nie stanowi reliktu przeszłości, który ze względu na jakby "historyczną bezwładność" (potężny czynnik nie może szybko się zatrzymać) trwa dalej przynosząc więcej szkód niż pożytku?
Moim zdaniem kultura zmienia umysły. Mimo, że biologicznie nasze mózgi nie różnią się od mózgów pierwszych ludzi (czyli gdyby przenieść w czasie noworodka z początków gatunku i wychować go w naszej kulturze to byłby obecnym człowiekiem) to pod względem sposobu funkcjonowania człowieka kultura nas zmieniła. Obecnie mamy inne potrzeby umysłowe niż łowcy-zbieracze, Wiemy na tyle dużo o świecie, że nie musimy tłumaczyć sobie pozostałych niewiadomych na sposób religijny. Religia przestała być potrzebna, nie istnieje ten jedyny czynnik, o który chodziło Jamesowi - działanie Oczywiście można tak mówić jedynie w ujęciu statystycznym - o wiele mniej osób potrzebuje takich wyjaśnień niż kiedyś. Można to ująć tak - kiedyś była to na tyle liczna grupa (zapewne znaczna większość), że decydowała o niezbędności obecności religii w głównym nurcie kultury. Obecnie zmierza to w stronę mniejszości i może oznaczać, że religia wprawdzie nie zniknie całkowicie, bo zawsze będzie istniał jakiś odsetek osób mających naturalne predyspozycje do widzenia świata na sposób religijny, ale stanie się marginalna podobnie do obecności np. magii w obecnej kulturze.
Z powyższego wynika, że uwzględniając zmienność warunków w czasie, w skali stuleci, i idące za tym zmiany kultury, postulowana przez Jamesa, swego rodzaju równość religii wobec nauki, jest już nieaktualna.
A jak wy odpowiecie Jamesowi? |