 |
Życie spełnione/życie szczęśliwe Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-08-2020 16:05 | a-teistka (21 punktów) | Życie spełnione/życie szczęśliwe
2 na 2 | Jako osoba bardzo młoda — weszłam bowiem niedawno w wiek pełnoletności — mam od jakiegoś czasu nieubłaganą świadomość kruchości życia ludzkiego i tego jak bardzo jest ono krótkie. Ze swojej śmiertelności zdałam sobie sprawę już jakiś czas temu, pewnego dnia po prostu się obudziłam z myślą: "a co by było, gdybym jednak dzisiaj się nie obudziła?". Ogromne przerażenie, coraz więcej czytania, próby zrozumienia, zaakceptowania śmierci. Wtedy dużo bardziej zaczęłam interesować się nauką, także technologiami przyszłości i tego, co może nam w przyszłości pomóc w poprawieniu jakości życia. Ale to temat na inny raz. Tutaj chciałabym poruszyć tę ważną, chyba niemal od początku istnienia rasy ludzkiej, kwestię szczęścia. Oczywiście, warto się w życiu cieszyć, nawet z tych najmniejszych rzeczy i być szczęśliwymi generalnie z siebie, czy swoich osiągnięć. Jednakże moje podejście jest w tej materii dość przykre. Łączenie się w pary przez ludzi, płodzenie potomstwa, dobre jedzenie, używki, czy hedonizm — to wszystko daje nam jedynie wydmuszkę prawdziwego życia. Dziś świat szaleje, przez co nie potrafimy żyć w pełni bo skupiamy się na przetrwaniu w tym dojącym kasę systemie. I dlatego tak wielu wybiera normalne życie, bez większych osiągnięć. Skoro i tak musi zapierniczać, żeby mieć co jeść, może dzielić ten ból z drugą osobą. Taki sposób życia absolutnie do mnie nie trafia. To właśnie największy problem — z jednej strony chcę mieć pieniądze, takie, abym w przyszłości mogła pozwolić sobie na godne życie, na zdrowie, a może nawet na rewolucje technologiczne, które są zapowiadane. Z drugiej jednak, bez pieniędzy moje życie byłoby dużo pełniejsze. Wielokrotnie wyobrażałam sobie siebie na rowerze, przejeżdżającą połowę świata zupełnie sama, jedynie z bagażem doświadczeń. Życie na łonie natury. I tak jak wiem, że te światy da się połączyć, tak wciąż uważam, że żyjemy za krótko, aby zrobić wszystko co pragniemy. Tutaj więc pytanie: czy warto iść za tym szczęściem, bardziej pewnym i stabilnym, ale może nie do końca satysfakcjonującym, czy żyć na maksa, być może dużo krócej, jednak bardziej "pełnie"? Żeby było jasne: nie chcę być trzymana za rączkę. Ciekawią mnie odpowiedzi ludzi dużo starszych ode mnie, którzy coś przeżyli. Ja mam szmat życia przed sobą, co też mnie cieszy, a jednocześnie zasmuca — nie wiem, w którą stronę pójdziemy, żyję nadzieją, nie jakąś przesadzoną i pamiętam, że umrę niemal każdego dnia mojego życia.
Z optymizmem, ateistka | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Berzerac (5671 punktów) | >Jako osoba bardzo młoda - weszłam bowiem niedawno w wiek pełnoletności - mam od >jakiegoś czasu nieubłaganą świadomość kruchości życia ludzkiego i tego jak bardzo jest ono krótkie.
Poczekaj aż skończysz 50, 60 lat. To dopiero będzie z górki, jak równia pochyła. Jak miałem 18-20 lat myślałem, że jestem nieśmiertelny, nie do zdarcia.
W Twoim wieku jest czas na zabawę, na spełnianie się, samorealizację. Proza życia przyjdzie później i jeszcze zdążysz ją niejednokrotnie przekląć. Przyjdzie tez czas na refleksję nad kruchością życia. Skąd u tak młodej osoby tego typu przemyślenia? Carpe Diem.
|
|
 | 1 na 1 | a-teistka (21 punktów) |
>Poczekaj aż skończysz 50, 60 lat. To dopiero będzie z górki, jak równia pochyła. Jak miałem 18-20 lat myślałem, że jestem nieśmiertelny, nie do zdarcia.
Chciałabym tak myśleć, ale za dużo widziałam, czułam i przeczytałam. Życie jest krótkie, pędzi, a ja wiecznie młoda nie będę. Można się łudzić, że nauka coś wymyśli do czasu mojego zejścia, ale tego również nie potrafię. >W Twoim wieku jest czas na zabawę, na spełnianie się, samorealizację. Proza życia przyjdzie później i jeszcze zdążysz ją niejednokrotnie przekląć. Przyjdzie tez czas na refleksję nad kruchością życia. Skąd u tak młodej osoby tego typu przemyślenia? Carpe Diem.
Ja po prostu nie potrafię żyć. Przez szesnaście lat mojego życia "egzystowałam". Traciłam czas na bzdetach. I teraz boję się śmierci wszystkich dookoła, łącznie ze sobą. Nie wiem, czy nie wolałabym się nie urodzić, to dosyć kłopotliwe zagadnienie. Wiem natomiast, że nigdy już tych myśli o umieraniu się nie pozbędę. I na ile wiem, strach przed śmiercią to nic złego, byleby właśnie nie przyćmił tego jedynego życia, które mamy. Ja mu się nie dam.
|
|
|  | | Henryk.K (2246 punktów) |
>Ja po prostu nie potrafię żyć. Przez szesnaście lat mojego życia "egzystowałam". Traciłam czas na bzdetach. I teraz boję się śmierci wszystkich dookoła, łącznie ze sobą. Nie wiem, czy nie wolałabym się nie urodzić, to dosyć kłopotliwe zagadnienie. Wiem natomiast, że nigdy już tych myśli o umieraniu się nie pozbędę. I na ile wiem, strach przed śmiercią to nic złego, byleby właśnie nie przyćmił tego jedynego życia, które mamy. Ja mu się nie dam.
Droga Pani, jest Pani żal 16 lat życia, ponieważ spędzała go Pani na beztroskach. Taka jest młodość. Ja dopiero około trzydziestki zacząłem się ogarniać. Dzisiaj to już jestem prawie poważny, ale nie za bardzo. Jest Pani w tej trudniejszej sytuacji, ponieważ nie wierzy, że posiada nieśmiertelną duszę. Ja wierzę, że będę już istniał zawsze, czy jako duch, czy też w nowym ciele po zmartwychwstaniu. Często się zastanawiam, czy życie po tysiącu, miliardzie lub trylionie lat mi się nie znudzi? Z drugiej strony na tamtym świecie będzie żyło niewyobrażalnie dużo ludzi i aniołów, to na poznanie ich wszystkich zejdzie za pewnie parę trylionów lat. A potem to się zobaczy. Prawda, że wspaniała perspektywa. Cóż to jet te nędzne sto lat na Ziemi.
Trzeba podważyć wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, co podważyć się nie da. Tadeusz Kotarbiński ,, Traktat o dobrej robocie"
|
|
| |  | 1 na 1 | a-teistka (21 punktów) | >>Ja > Droga Pani, jest Pani żal 16 lat życia, ponieważ spędzała go Pani na beztroskach. >Taka jest młodość. Ja dopiero około trzydziestki zacząłem się ogarniać. >Dzisiaj to już jestem prawie poważny, ale nie za bardzo. >Jest Pani w tej trudniejszej sytuacji, ponieważ nie wierzy, że posiada nieśmiertelną duszę. Ja wierzę, że będę już istniał zawsze, czy jako duch, czy też w nowym ciele po zmartwychwstaniu.
Ja nie wierzę i nie uwierzę, żeby "sobie ulżyć".
>Często się zastanawiam, czy życie po tysiącu, miliardzie lub trylionie lat mi się nie znudzi? >Z drugiej strony na tamtym świecie będzie żyło niewyobrażalnie dużo ludzi i aniołów, to na poznanie ich wszystkich zejdzie za pewnie parę trylionów lat. A potem to się zobaczy. >Prawda, że wspaniała perspektywa.
>Cóż to jet te nędzne sto lat na Ziemi.
Marność. Natomiast jedyna szansa, żeby zaistnieć świadomie. Jeżeli kiedykolwiek będę chciała być dłużej to tylko metodami naukowymi.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Berzerac (5671 punktów) |
>Marność. Natomiast jedyna szansa, żeby zaistnieć świadomie. Jeżeli kiedykolwiek będę chciała być dłużej to tylko metodami naukowymi.
Uważam, że masz po prostu depresję. Bez urazy, ale powinnaś się zgłosić do specjalisty. To żaden wstyd - ja przez kilkanaście lat walczyłem z tą chorobą. W końcu udało się jakoś ją zaleczyć.
Niestety ta choroba zwana też "cywilizacyjną" dotyka coraz młodszych ludzi. Depresja często jest chorobą współistniejącą z innym schorzeniem. Uważaj, nieleczona na pewno doprowadzi do tragedii.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | a-teistka (21 punktów) |
>Uważam, że masz po prostu depresję. Bez urazy, ale powinnaś się zgłosić do specjalisty. To żaden wstyd - ja przez kilkanaście lat walczyłem z tą chorobą. W końcu udało się jakoś ją zaleczyć.
Chyba można uznać, że byłam i pani psycholog nic w tym kierunku nie powiedziała. Także być może taki mój po prostu "urok".
>Niestety ta choroba zwana też "cywilizacyjną" dotyka coraz młodszych ludzi. Depresja często jest chorobą współistniejącą z innym schorzeniem. Uważaj, nieleczona na pewno doprowadzi do tragedii.
To znaczy samobójstwa? Nie wydarzy się. Za bardzo ogarnia mnie strach przed śmiercią, więc nie jest to możliwe.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Berzerac (5671 punktów) |
>Chyba można uznać, że byłam i pani psycholog nic w tym kierunku nie powiedziała. Także być może taki mój po prostu "urok".
Zgłoś się do psychiatry, bo może się okazać, że konieczne jest zastosowanie farmakologii.
>To znaczy samobójstwa? Nie wydarzy się. Za bardzo ogarnia mnie strach przed śmiercią, więc nie jest to możliwe.
Tak ci się tylko wydaję. Nie należy bać się śmierci. Należy bać się zniedołężnienia na starość, osamotnienia oraz tego, aby nie być dla nikogo ciężarem.
|
|
|  | 2 na 2 | Arminius (25555 punktów) | spłyną przez panią dni na przestrzał? | > Ja po prostu nie potrafię żyć. Przez szesnaście lat mojego życia "egzystowałam". Traciłam czas >na bzdetach. I teraz boję się śmierci wszystkich dookoła, łącznie ze sobą.Czy stany uczuć jak wyżej nie zostały przypadkiem wygenerowane przez koronahisterię i koronaparanoję? Jezeli chodzi o meritum sprawy - proszę się nie bać śmierci, zwłaszcza jeżeli przyjmuje pani ateistyczną perspektywę. Gdy jest śmierć, to pani już nie ma. Śmierć to niebyt, nieczucie, nieistnienie - słowem - optymalny raj, nirwana wręcz. Nie ma najmniejszej potrzeby żywienia obawy przed takim scenariuszem. Inna sprawa to ból i cierpienie, które może towarzyszyć momentowi (czasem wcale długiemu) przedśmiertnemu. Ale to jest przecież odrębny problem. I współczesna medycyna paliatywna jest w stanie temu zaradzić. Zna pani pieśń Woźniaka o "Zegarmistrzu światła purpurowym"? Jak nie, to polecam. W moim odczuciu to kojący balsam na takie obawy jak u Pani : "A kiedy przyjdzie także po mnie Zegarmistrz światła purpurowy By mi zabełtać błękit w głowie To będę jasny i gotowy... Spłyną przeze mnie dni na przestrzał Zgasną podłogi i powietrza. Na wszystko jeszcze raz popatrzę I pójdę nie wiem gdzie - na zawsze." www.youtube.com/watch?v=obvizJRnezA
|
|
| |  | 1 na 1 | okragly (21676 punktów) | Odp: spłyną przez panią dni na przestrzał? | > > teraz boję się śmierci wszystkich dookoła, łącznie ze sobą.> Czy stany uczuć jak wyżej nie zostały przypadkiem wygenerowane przez koronahisterię? proszę się nie bać śmierci Gdy jest śmierć, to pani już nie ma. Śmierć to rajateistyczni e patrząc, życie być wieczne, musi tylko spłodzić potomstwo, jej życie w jej dzieciach, wnukach Dbajac o swoje dzieci, wnuki zadba o swoje życie wieczne. (ale autorka nie chce, znaczy nie będzie żyć wiecznie) Przykładowo moje życie trwa już 80 000 lat, jestem Adamem z raju, znaczy 3207 wcieleniem  i jeszcze pożyje, przynajmniej drugie tyle, wieczność. Biblia pisała prawdę, że w raju żyli tysiące lat
szukanie raju, moim celem
|
|
| | |  | 3 na 3 | a-teistka (21 punktów) |
> ateistyczni e patrząc, życie być wieczne, musi tylko spłodzić potomstwo, jej życie w jej dzieciach, wnukach Dbajac o swoje dzieci, wnuki zadba o swoje życie wieczne. (ale autorka nie chce, znaczy nie będzie żyć wiecznie) Przykładowo moje życie trwa już 80 000 lat, jestem Adamem z raju, znaczy 3207 wcieleniem i jeszcze pożyje, przynajmniej drugie tyle, wieczność. Biblia pisała prawdę, że w raju żyli tysiące latByć może jestem nowa na forum, ale za każdym razem, kiedy widzę Twoje wypowiedzi, to nie wiem czy się śmiać czy płakać. Fajnie, że godzisz się ze swoim losem, znalazłeś sposób na życie, przy czym mam wrażenie, że uważasz swoją prawdę za jedyną słuszną. A gdyby ktoś dał Ci szansę żyć tysiąc lat jako ty, w dobrym zdrowiu, ze swoją rodziną? W trakcie tego czasu mógłbyś oczywiście przerwać swoją egzystencję.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | okragly (21676 punktów) |
> Fajnie, że godzisz się ze swoim losem,jest rosyjskie słowo- sudba, znaczy los, przeznaczenie Jesteś strzałą wystrzeloną 18 lat temu, nie masz wpływu gdzie wylądujesz, zależy to od czynnikow zewnętrznych, np wiatr, burza. Nie masz wolnej woli, To, że subiektywnie ja odczuwasz nie dowodzi, że ona istnieje. Wszechświatem a więc i Tobą steruje ciąg przyczynowo-skutkowy. Np jeśli zobaczysz 40 latka który zaczął biegać (wcześniej nigdy nie biegał) to znaczy, że ma kochankę a nie jego wolna wola, Przyczyna- skutek  Jakby na drodze twojego lotu, los postawił dobrego kochanka, to wiatr w plecy, wtedy lecisz i lecisz  do raju
szukanie raju, moim celem
|
|
| |  | 1 na 1 | a-teistka (21 punktów) |
>Czy stany uczuć jak wyżej nie zostały przypadkiem wygenerowane przez koronahisterię i koronaparanoję?
W żadnym wypadku - ten stan ma miejsce z przerwami od dwóch lat.
>Jezeli chodzi o meritum sprawy - proszę się nie bać śmierci, zwłaszcza jeżeli przyjmuje pani ateistyczną perspektywę. Gdy jest śmierć, to pani już nie ma. Śmierć to niebyt, nieczucie, nieistnienie - słowem - optymalny raj, nirwana wręcz.
Nie jestem nihilistą i wieczne nieistnienie niespecjalnie mnie cieszy, czy uspokaja. Zdaję sobie sprawę, że to naturalne. Nie zmienia to faktu, że niemal żaden człowiek nie chce umierać. A rzadko się zdarza to co człowiek chce. Ja chciałabym mieć wybór: żyć ile chcę, a jak mi się znudzi, odejść bez żalu. To byłby kompromis doskonały na moją sytuację. Natomiast w obecnej chwili nierealny.
>Nie ma najmniejszej potrzeby żywienia obawy przed takim scenariuszem. Inna sprawa to ból i cierpienie, które może towarzyszyć momentowi (czasem wcale długiemu) przedśmiertnemu. Ale to jest przecież odrębny problem. I współczesna medycyna paliatywna jest w stanie temu zaradzić.
Medycyna na pewno rozwinie się jeszcze bardziej przez trwanie mojego życia. Mogę jedynie żyć z nadzieją i w niej trwać.
>Zna pani pieśń Woźniaka o "Zegarmistrzu światła purpurowym"? Jak nie, to polecam. W moim odczuciu to kojący balsam na takie obawy jak u Pani
Znam. Z tym, że ów pieśń jest bardzo przewrotna. Bohater nie do końca godzi się ze swoim losem, przynajmniej na początku. Później stopniowo wygląda na to jakby było mu wszystko jedno.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | pogodna, stoicka rezygnacja | >Nie jestem nihilistą i wieczne nieistnienie niespecjalnie mnie cieszy, czy uspokaja. Zdaję sobie >sprawę, że to naturalne. Nie zmienia to faktu, że niemal żaden człowiek nie chce umierać.
Nie chce umierać - bo działa instynkt samozachowawczy, który jest do oswojenia. Nie chodzi o to żeby chcieć umierać. Rzecz w tym aby ze spokojną, wyrozumiałą, przemedytowaną rezygnacją godzić się pogodnie na to co nieuchronne i na co nie ma się żadnego wpływu. I w tym momencie wstąpiliśmy do ogródka stoików. To najlepsza z istniejących opcji filozoficznych do zaakceptowania - plus wyrafinowany epikureizm. Polecam na duchowe rozterki "Rozmyślania" Marka Aureliusza.
>Ja chciałabym mieć wybór: żyć ile chcę, a jak mi się >znudzi, odejść bez żalu. To byłby >kompromis doskonały na moją sytuację. Natomiast w obecnej >chwili nierealny.
Niepoprawna z Pani optymistka - to przywilej młodości. Życie zweryfikuje tę roszczeniową postawę.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | a-teistka (21 punktów) | Odp: pogodna, stoicka rezygnacja |
>Nie chce umierać - bo działa instynkt samozachowawczy, który jest do oswojenia. Nie chodzi o to żeby chcieć umierać. Rzecz w tym aby ze spokojną, wyrozumiałą, przemedytowaną rezygnacją godzić się pogodnie na to co nieuchronne i na co nie ma się żadnego wpływu. >I w tym momencie wstąpiliśmy do ogródka stoików. To najlepsza z istniejących opcji filozoficznych do zaakceptowania - plus wyrafinowany epikureizm. Polecam na duchowe rozterki "Rozmyślania" Marka Aureliusza.
Ależ to chyba normalne, że ludzie nie chcą umierać. To że ktoś się z tym godzi nie oznacza, że tego chce, nie ma innego wyjścia jak tylko się pogodzić.
>Niepoprawna z Pani optymistka - to przywilej młodości. Życie zweryfikuje tę roszczeniową postawę.
Być może zweryfikuje, być może nie, ale wiem na pewno jedno - nie nazwałabym tego niepoprawnym optymizmem. Nie zakładam, że jestem nieśmiertelna, czy z pewnością będę tyle żyć, po prostu warto żyć jak najdłużej w dobrym zdrowiu i szczęściu. I gdybym taką szansę dostała, nie widzę potrzeby, aby odmawiać.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | istota problemu | >Być może zweryfikuje, być może nie, ale wiem na pewno jedno - nie nazwałabym tego niepoprawnym >optymizmem. Nie zakładam, że jestem nieśmiertelna, czy z pewnością będę tyle żyć, po prostu >warto żyć jak najdłużej w dobrym zdrowiu i szczęściu. I gdybym taką szansę dostała, nie widzę >potrzeby, aby odmawiać.
To oczywiste. Ale przecież nie o tym debatujemy. Rozmawiamy o tym, jak sobie radzić z uświadomieniem sobie swojej skończoności, czy też raczej jak neutralizować nastrój - jaki wywołuje owo uświadomienie sobie.
|
|
| | | |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | Odp: pogodna, stoicka rezygnacja | > Nie chce umierać - bo działa instynkt samozachowawczy, który jest do oswojenia. Nie chodzi o to żeby chcieć umierać. Rzecz w tym aby ze spokojną, wyrozumiałą, przemedytowaną rezygnacją godzić się pogodnie na to co nieuchronne i na co nie ma się żadnego wpływu.Egzystencja ludzka jest tak zaprogramowana, że z biegiem czasu przybywa ciężarów życia, a jego uroki zastępuje cierpienie w różnych postaciach. To zdecydowanie ułatwia "oswajanie" instynktu samozachowawczego, a może właśnie nim jest. Dlatego medytacje na temat konieczności, rezygnacji i akceptacji najczęściej nie są potrzebne. Chyba że dany osobnik ma skłonności do filozoficznych rozważań. Wszelkie rozważania na temat uświadomienia sobie konieczności co miałoby uczynić konieczność wolnością (F.Engels) można potraktować z przymrużeniem oka.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Berzerac (5671 punktów) | Odp: spłyną przez panią dni na przestrzał? |
>W żadnym wypadku - ten stan ma miejsce z przerwami od dwóch lat. >>Jezeli chodzi o meritum sprawy - proszę się nie bać śmierci, zwłaszcza jeżeli przyjmuje pani ateistyczną perspektywę. Gdy jest śmierć, to pani już nie ma. Śmierć to niebyt, nieczucie, nieistnienie - słowem - optymalny raj, nirwana wręcz. >Nie jestem nihilistą i wieczne nieistnienie niespecjalnie mnie cieszy, czy uspokaja. Zdaję sobie sprawę, że to naturalne. Nie zmienia to faktu, że niemal żaden człowiek nie chce umierać. A rzadko się zdarza to co człowiek chce. Ja chciałabym mieć wybór: żyć ile chcę, a jak mi się znudzi, odejść bez żalu.
Wiem, że to trudne aby pogodzić się z własną śmiertelnością. Wierzący mają łatwiej, gdyż przyjmują wszystko na "wiarę", wierząc że śmierć to nie koniec a jedynie początek nowego życia. W swoim życiu widziałem wiele. Wiem, że w wielu przypadkach śmierć jest wybawieniem, dobrodziejstwem. Czasami ludzie nawet modlą się o śmierć, w krajach gdzie jest to legalne poddają się eutanazji. Mówisz, że czekasz na jakiś przełom w nauce. Zauważ ilu ludzi do tej pory zmarło na raka, na Aids, na inne nieuleczalne jak dotąd choroby. Myślisz, że oni nie liczyli na przełom w nauce, na to że jednak znajdzie się skuteczne lekarstwo? Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia, a kiedy tej nadziei już nie ma, to co pozostaje? Ból, cierpienie, rezygnacja. Wówczas śmierć jest błogosławieństwem. Na śmiertelność dzięki Bogu "tabletki" nigdy nie będzie. Budka Suflera ma taką piosenkę; "Nic nie boli tak jak życie" Depresja jest zaleczalna, tylko trzeba przyjąć pomoc. Przede wszystkim należy zrozumieć bardzo stare przesłanie;
"Mieć pogodę ducha, aby godzić się z tym, czego zmienić nie mogę odwagę, aby zmieniać, to co mogę zmienić mądrość, aby odróżnić jedno od drugiego"
|
|
| | | |  | | a-teistka (21 punktów) |
>Wiem, że to trudne aby pogodzić się z własną śmiertelnością. Wierzący mają łatwiej, gdyż przyjmują wszystko na "wiarę", wierząc że śmierć to nie koniec a jedynie początek nowego życia.
Nie tylko wierzący. Profesorowie, biolodzy, doktorzy fizyki, osoby, które mają jakiś kontakt ze śmiercią - im wszystkim jest łatwiej. Widocznie po prostu rozumieją, znają procesy organizmu i łatwiej im myśleć o tym, że to życie kiedyś się skończy.
>W swoim życiu widziałem wiele. Wiem, że w wielu przypadkach śmierć jest wybawieniem, dobrodziejstwem. Czasami ludzie nawet modlą się o śmierć, w krajach gdzie jest to legalne poddają się eutanazji.
Tak, jednak często nie jest to w pełni świadoma decyzja, a bardziej uwarunkowana "bólem". Mają go dość i uważają śmierć za najszybsze, najmniej kosztowne wybawienie.
>Mówisz, że czekasz na jakiś przełom w nauce. Zauważ ilu ludzi do tej pory zmarło na raka, na Aids, na inne nieuleczalne jak dotąd choroby. Myślisz, że oni nie liczyli na przełom w nauce, na to że jednak znajdzie się skuteczne lekarstwo? Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia, a kiedy tej nadziei już nie ma, to co pozostaje? Ból, cierpienie, rezygnacja. Wówczas śmierć jest błogosławieństwem.
Na pewno liczyli i się zawiedli. Dlatego wybierali śmierć. Nauka powinna dużo lepiej się rozwijać, a tymczasem państwa wolą wydawać pieniądze na armię i broń biologiczną, niż na naukowe projekty. Nadzieja nigdy nie powinna umrzeć. Jeżeli umiera, wiadomo, że popada się w apatię i niechęć do życia. A czasem skreślenie czegoś z góry, skreśla szansę na całe życie.
>Na śmiertelność dzięki Bogu "tabletki" nigdy nie będzie.
Dlaczego "dzięki Bogu" i skąd ta pewność?
>Depresja jest zaleczalna, tylko trzeba przyjąć pomoc.
Ja się na żadną depresję w moim życiu nie godzę i kropka. Szkoda mi czasu chorować.
|
|
| | | | |  | | Berzerac (5671 punktów) |
>Dlaczego "dzięki Bogu" i skąd ta pewność?
Ponieważ narodziny i śmierć to odwieczne prawo natury, którego nie da się "obejść" To cykl, któremu podlegają wszystkie organizmy żywe na Ziemi od zarania dziejów. Tak było, jest i będzie.
|
|
| | | | | |  | | a-teistka (21 punktów) |
>Ponieważ narodziny i śmierć to odwieczne prawo natury, którego nie da się "obejść" To cykl, któremu podlegają wszystkie organizmy żywe na Ziemi od zarania dziejów. Tak było, jest i będzie.
Nie mogę się zgodzić. My już od dawna jesteśmy "sztuczni" i śmiejemy się naturze w twarz. Bodajże nawet Lem w jednym ze swoich felietonów pisał, że jest do zachłanne pragnienie ludzkości, wyrażał obawę, ale nie stwierdzał, że to niemożliwe. Według mnie nie ma co się zasłaniać naturą - gdybyśmy przekroczyli granicę, już dawno by się zemściła. A do teraz tego nie zrobiła, gdy w naszym DNA zapisano żyć około czterdziestu lat. Nie twierdzę też, że "nieśmiertelności" należy pożądać, ale ludzie muszą żyć coraz dłużej, jeżeli chcą przetrwać jako gatunek.
|
|
| | | | | | |  | | a-teistka (21 punktów) |
>Nie mogę się zgodzić. My już od dawna jesteśmy "sztuczni" i śmiejemy się naturze w twarz. Bodajże nawet Lem w jednym ze swoich felietonów pisał, że jest do zachłanne pragnienie ludzkości, wyrażał obawę, ale nie stwierdzał, że to niemożliwe. Według mnie nie ma co się zasłaniać naturą - gdybyśmy przekroczyli granicę, już dawno by się zemściła. A do teraz tego nie zrobiła, gdy w naszym DNA zapisano żyć około czterdziestu lat. Nie twierdzę też, że "nieśmiertelności" należy pożądać, ale ludzie muszą żyć coraz dłużej, jeżeli chcą przetrwać jako gatunek.
Dodatkowo mamy też kontrolę nad "narodzinami" - czyli zabieg aborcji, antykoncepcja. W tym momencie też natura przegrywa.
|
|
| | | | | | |  | | Berzerac (5671 punktów) |
>Nie mogę się zgodzić. My już od dawna jesteśmy "sztuczni" i śmiejemy się naturze w twarz. Bodajże nawet Lem w jednym ze swoich felietonów pisał, że jest do zachłanne pragnienie ludzkości, wyrażał obawę, ale nie stwierdzał, że to niemożliwe. Według mnie nie ma co się zasłaniać naturą - gdybyśmy przekroczyli granicę, już dawno by się zemściła.
Poczekaj jeszcze trochę, zobaczysz jak natura z nas zadrwi. Uświadomi nam wkrótce, że jesteśmy niczym wobec jej potęgi. Ciekawe co ludzkość zaradzi na ocieplenie klimatu, na topniejące lodowce na biegunach, na wycinanie lasów, skażenie wód. Są to procesy już nieodwracalne. Naukowcy przewidują, że życie na planecie będzie znośne do 2040-2050 roku. Skaziliśmy środowisko, osłabiliśmy nasz układ immunologiczny tak że byle wirus nas zabija. Natura od jakiegoś czasu stara się nas wyeliminować, gdyż zakłócamy jej harmonię.
Ludzkość nie będzie miała czasu, aby zrealizować wizje autorów science fiction.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | msyku (454 punktów) | > >Nie mogę się zgodzić. My już od dawna jesteśmy "sztuczni" i śmiejemy się naturze w twarz. Bodajże nawet Lem w jednym ze swoich felietonów pisał, że jest do zachłanne pragnienie ludzkości, wyrażał obawę, ale nie stwierdzał, że to niemożliwe. Według mnie nie ma co się zasłaniać naturą - gdybyśmy przekroczyli granicę, już dawno by się zemściła.> Poczekaj jeszcze trochę, zobaczysz jak natura z nas zadrwi. Uświadomi nam wkrótce, że jesteśmy niczym wobec jej potęgi. Ciekawe co ludzkość zaradzi na ocieplenie klimatu, na topniejące lodowce na biegunach, na wycinanie lasów, skażenie wód. Są to procesy już nieodwracalne. Naukowcy przewidują, że życie na planecie będzie znośne do 2040-2050 roku. Skaziliśmy środowisko, osłabiliśmy nasz układ immunologiczny tak że byle wirus nas zabija. Natura od jakiegoś czasu stara się nas wyeliminować, gdyż zakłócamy jej harmonię.> Ludzkość nie będzie miała czasu, aby zrealizować wizje autorów science fiction.Niestety się z Tobą zgadzam. Większości z nas wydaje się, że świat za sto lat, będzie taki sam jak teraz, z tą różnicą, że technologia i nauka rozwiną się bardziej, a do tego będziemy bogatsi. Zmiany klimatu sprawią jednak, że niedługo staniemy przed olbrzymimi problemami, a wraz z nimi przyjdzie znaczny spadek bogactwa, spowolnienie rozwoju naukowo-technicznego. Jeżeli dalej się nie opamiętamy to przyjdzie poważny regres w rozwoju, a ostatecznie - kto wie? - może nawet ostateczna zagłada ludzkości albo cywilizacji.
Prowadzę bloga filozoficznego: filozofia.blog
|
|
1 na 1 | Henryk.K (2246 punktów) | Odp: Życie spełnione/życie szczęśliwe |
Poszukiwanie, pogoń za szczęściem jest naturalne, lecz zgubne. Ludzie najczęściej mylą szczęście z przyjemnością. Oba pojęcia nie mają praktycznie nic ze sobą wspólnego. Na tym bożym świecie jest niezmiernie mało osób, które potrafią je oddzielić od siebie. Szczęście jest nagrodą za życie, a nie celem życia. Kto to wie, już mu jest lżej.
Trzeba podważyć wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, co podważyć się nie da. Tadeusz Kotarbiński ,, Traktat o dobrej robocie"
|
|
 | 1 na 1 | Gruby Rycho (532 punktów) | > Poszukiwanie, pogoń za szczęściem jest naturalne, lecz zgubne. >Ludzie najczęściej mylą szczęście z przyjemnością. Oba pojęcia nie mają praktycznie nic ze sobą wspólnego. >Na tym bożym świecie jest niezmiernie mało osób, które potrafią je oddzielić od siebie. > Szczęście jest nagrodą za życie, a nie celem życia.Kto to wie, już mu jest lżej.
Jak zwykle, nie rozumie nic z przesłania. Udziela rad jak jakiś cudotwórca, więc uniwersalny bajacz.
|
|
| hanging_bishop (1112 punktów) | "Poznaj samego siebie" to maksyma, która podobno znajdowała się na frontonie świątyni delfickiej. Musisz poznać jakim Jahusem jesteś - tylko tyle i aż tyle. Poznanie siebie pomaga poznać też innych Jahusów a przez to lepiej rozumieć motywy i zachowania tego gatunku.
|
|
1 na 1 | okragly (21676 punktów) |
> ... szczęście. warto się w życiu cieszyć, nawet z tych najmniejszych rzeczy i być szczęśliwymi generalnie z siebie, czy swoich osiągnięć. Łączenie się w pary, płodzenie, dobre jedzenie, używki, czy hedonizm to wszystko wydmuszka musisz znależć swoje stado, inaczej sie zatracisz, będziesz sie błąkać jak zagubiona owieczka (pasłem owce, ta która sie zgubi głupieje i cierpi, jest nieszczęśliwa, podatna na alkohol i inne używki które pomagają zapomnieć na chwilę o cierpieniu). Ludzie są wyżej od owieczek, potrzebujemy zażyłego stada, to podstawa do szczęście i długie życie.
liberalizm (indywidualizm i wolność) jest trującym cukierkiem, tym nas karmią, chcą żebyś była samotną owieczką, wtedy jesteś głupia, łatwa do wykorzystania, zniewolenia.
|
|
3 na 3 | Duch Prawdy (14790 punktów) | >Z drugiej jednak, bez pieniędzy moje życie byłoby dużo pełniejsze. Co byś jadła, w co się ubrała, gdzie mieszkała? >czy warto iść za tym szczęściem, bardziej pewnym i stabilnym, ale może nie do końca satysfakcjonującym, czy żyć na maksa, być może dużo krócej, jednak bardziej "pełnie"? Co lubisz robić? 1. ............. 2. ............. 3. ............. 4. ............. 5. ............. 6. ............. 7. ............. 8. ............. 9. .............
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | W kwestii szczęścia w życiu da się zauważyć pewien paradoks - szczęścia nikt nam dać nie może, a jednocześnie żeby być szczęśliwym samotnie to niełatwo, trzeba chyba mieć specjalne predyspozycje. Szczęście to nie są piękne chwile, jak to niegdyś w piosenkach piano. To 'podskórna' radość że się żyje również wtedy, kiedy te chwile są niekoniecznie najszczęśliwsze. Lubienie i ciekawość życia.
|
|
1 na 1 | Pawel077 (1855 punktów) | >Łączenie się w pary przez ludzi, płodzenie potomstwa, dobre jedzenie, używki, czy >hedonizm - to wszystko daje nam jedynie wydmuszkę prawdziwego życia.
To nie żadna wydmuszka, tylko właśnie prawdziwe życie.
>Dziś świat szaleje, przez co nie potrafimy żyć w pełni bo skupiamy się na przetrwaniu w tym dojącym kasę systemie.
Życie zawsze polegało głównie na przetrwaniu. To właśnie dzisiaj mniej czasu musimy poświęcać na zdobywanie środków do życia, a więcej możemy przeznaczyć na rozrywkę.
>I dlatego tak wielu wybiera normalne życie, bez większych osiągnięć.
To nie jest wybór, tylko konieczność. Większość ludzi jest normalna (przeciętna) i nawet gdyby chciała, to niczego wielkiego nie osiągnie.
>Tutaj więc pytanie: czy warto iść za tym szczęściem, bardziej pewnym i stabilnym, ale może nie do końca satysfakcjonującym, czy żyć na maksa, być może dużo krócej, jednak bardziej "pełnie"?
To zależy od osobowości. Nikt ci nie odpowie na to pytanie za ciebie. Życie jest zwykle na tyle długie, że można spróbować obu opcji. Nie trzeba ich zresztą próbować po kolei - sama napisałaś, że "te światy da się połączyć". I wielu ludzi tak próbuje żyć - łącząc stabilizację z jakąś dawką szaleństwa, spontaniczności, przygody.
Wydaje mi się, że twój problem polega na tym, że masz nierealne oczekiwania wobec życia.
|
|
 | | a-teistka (21 punktów) |
>Życie zawsze polegało głównie na przetrwaniu. To właśnie dzisiaj mniej czasu musimy poświęcać na zdobywanie środków do życia, a więcej możemy przeznaczyć na rozrywkę.
I tak odczuwam pewien dyskomfort z tego względu.
>>Tutaj więc pytanie: czy warto iść za tym szczęściem, bardziej pewnym i stabilnym, ale może nie do końca satysfakcjonującym, czy żyć na maksa, być może dużo krócej, jednak bardziej "pełnie"? >To zależy od osobowości. Nikt ci nie odpowie na to pytanie za ciebie. Życie jest zwykle na tyle długie, że można spróbować obu opcji. Nie trzeba ich zresztą próbować po kolei - sama napisałaś, że "te światy da się połączyć". I wielu ludzi tak próbuje żyć - łącząc stabilizację z jakąś dawką szaleństwa, spontaniczności, przygody.
A więc widocznie trzeba spróbować i nie żałować.
>Wydaje mi się, że twój problem polega na tym, że masz nierealne oczekiwania wobec życia.
Tak również może być.
|
|
1 na 1 | okragly (21676 punktów) | >Życie spełnione/życie szczęśliwe szczęście (też sprawność mózgu) zależy od odżywiania. Organizm to wielka fabryka chemiczna, w raju wykorzystywali na pożywienie kilkanaście tysięcy roślin Dzisiaj są to 3 zboża -pszenica, kukurydza i soja, które nie występowały w raju Czy nasz organizm kształtowany miliony lat może w ciągu kilku dziesięcioleci dostosować się do śmieciowych warunków? Każda fabryka, która dostaje surowce inne, co do rodzaju zacznie się "sypać" Wprowadźmy surowce do naszego ciała z raju, od poczęcia, to fabryka będzie działała optymalnie i uzyskamy najlepszy efekt końcowy. Adekwatne pożywienie (z raju) daje więcej szczęścia niż pieniądze
poza tym wprowadź minimalizm, w raju nic nie mieli w raju nie było czasu Źródłem dramatu ludzkości jest liberalizm (indywidualizm, wolność, egoizm, narcystyczne JA). JA samo z siebie nie istnieje, to produkt patoelit celem zniewolenia owieczki (ciebie) ogranicz przyjmowanie informacji, to śmiecie, nie oglądaj TV, nie czytaj tego co jutro zapomnisz nawet okrągłego
szukanie raju, moim celem
|
|
2 na 2 | msyku (454 punktów) | Osobiście kiedy oceniam swoje życie i patrzę w przyszłość, staram się przyjmować perspektywę ogólną, to znaczy myślę o tym, że nie istniałem przez miliardy lat, będę żył jeszcze kilkadziesiąt lat i dalej nie będę istnieć przez kolejne miliardy lat. Taka perspektywa działa trzeźwiąco. Pozwala na dostrzeżenie tego co najważniejsze i pominięcie spraw mniej istotnych. Kiedy tak patrzę na życie to zdaje sobie sprawę, że nie chcę być bezdomny i samotny, także muszę pracować aby zapewnić utrzymanie sobie i rodzinie. Część mojego czasu poświęcam zatem na pracę. Resztę czasu jednak, staram się wykorzystać możliwie jak najlepiej. Dla mnie oznacza to poświęcanie go filozofii oraz spędzanie miłych chwil z najbliższymi.
Prowadzę bloga filozoficznego: filozofia.blog
|
|
1 na 1 | witamziomy (536 punktów) | > Jako osoba bardzo młoda - weszłam bowiem niedawno w wiek pełnoletności - mam od> jakiegoś czasu nieubłaganą świadomość kruchości życia ludzkiego i tego jak bardzo jest ono krótkie.> Ze swojej śmiertelności zdałam sobie sprawę już jakiś czas temu, pewnego dnia po prostu się> obudziłam z myślą: "a co by było, gdybym jednak dzisiaj się nie obudziła?". Ogromne przerażenie,> coraz więcej czytania, próby zrozumienia, zaakceptowania śmierci. Wtedy dużo bardziej zaczęłam> interesować się nauką, także technologiami przyszłości i tego, co może nam w przyszłości pomóc w> poprawieniu jakości życia. Ale to temat na inny raz.> Tutaj chciałabym poruszyć tę ważną, chyba niemal od początku istnienia rasy ludzkiej, kwestię> szczęścia. Oczywiście, warto się w życiu cieszyć, nawet z tych najmniejszych rzeczy i być> szczęśliwymi generalnie z siebie, czy swoich osiągnięć. Jednakże moje podejście jest w tej materii> dość przykre. Łączenie się w pary przez ludzi, płodzenie potomstwa, dobre jedzenie, używki, czy> hedonizm - to wszystko daje nam jedynie wydmuszkę prawdziwego życia. Dziś świat szaleje, przez> co nie potrafimy żyć w pełni bo skupiamy się na przetrwaniu w tym dojącym kasę systemie. I dlatego> tak wielu wybiera normalne życie, bez większych osiągnięć. Skoro i tak musi zapierniczać, żeby mieć> co jeść, może dzielić ten ból z drugą osobą. Taki sposób życia absolutnie do mnie nie trafia.> To właśnie największy problem - z jednej strony chcę mieć pieniądze, takie, abym w przyszłości> mogła pozwolić sobie na godne życie, na zdrowie, a może nawet na rewolucje technologiczne, które są> zapowiadane. Z drugiej jednak, bez pieniędzy moje życie byłoby dużo pełniejsze. Wielokrotnie> wyobrażałam sobie siebie na rowerze, przejeżdżającą połowę świata zupełnie sama, jedynie z bagażem> doświadczeń. Życie na łonie natury. I tak jak wiem, że te światy da się połączyć, tak wciąż uważam,> że żyjemy za krótko, aby zrobić wszystko co pragniemy.> Tutaj więc pytanie: czy warto iść za tym szczęściem, bardziej pewnym i stabilnym, ale może nie do> końca satysfakcjonującym, czy żyć na maksa, być może dużo krócej, jednak bardziej "pełnie"? Żeby> było jasne: nie chcę być trzymana za rączkę. Ciekawią mnie odpowiedzi ludzi dużo starszych ode mnie,> którzy coś przeżyli. Ja mam szmat życia przed sobą, co też mnie cieszy, a jednocześnie zasmuca> - nie wiem, w którą stronę pójdziemy, żyję nadzieją, nie jakąś przesadzoną i pamiętam, że umrę> niemal każdego dnia mojego życia.> Z optymizmem,> ateistkaJeżeli nie wiesz, którą drogą iść aby "odnaleźć" szczęście czy spełnienie to wsłuchaj się bardziej w swoje emocje, idź za głosem serca, za tym co siedzi w Tobie głębiej, co jest Ci bliższe, co cię ekscytuje i pociąga i zrób ku temu krok. Pamiętaj, że w życiu nie chodzi o cel(np. szczęście) a o drogę. Szczęście przyjdzie samo, jeżeli będziesz szła odpowiednią drogą. I nie powiem Ci jaka droga jest dla Ciebie najlepsza, bo nie ma jednej właściwej drogi,jest ich nieskończona ilość. Co jest ważniejsze to Twoje nastawienie, wyciąganie wniosków i rozwój. Fundamentem tego nastawienia powinna być otwartość na to co znane i nieznane, spontaniczna ciekawość i uważna obserwacja. Pisząc o śmierci podjęłaś się trudnego tematu i powinnaś dać sobie pewien kredyt zaufania. Życie zawiera w sobie pewną tajemnicę, śmierć również, wyciąganie zbyt szybko, daleko idących wniosków może być dla człowieka ciężkim brzemieniem. Jeżeli intensywnie o tym myślisz to uznaj iż ciało umiera, bo jesteśmy w stanie to zaobserwować a umysł lub świadomość nie koniecznie, nikt tego jeszcze nie udowodnił. To ,że świadomość wzięła się z umysłu a umysł z mózgu to nieudowodniona, naukowa teoria, która wywodzi się z materialistycznej koncepcji rzeczywistości, a ona sama zmierza wielkimi krokami w otchłań nietrafionych idei i błędnych założeń. Masz 18 lat i nie musisz już ustalać i planować swojego całego życia. Jeżeli chcesz zrobić następny krok a nie wiesz jaki to daj sobie trochę czasu. Wycieczka rowerowa w samotności to dobry pomysł i przejechanie pasma Beskidów ( nie koniecznie połowę świata  ) może być tym co doda Ci jasności, perspektywy czy innego, świeżego, głębszego spojrzenia w siebie, swoje pragnienia, marzenia. Pozdrawiam
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|