Racjonalista - Strona głównaDo treści
O humbugu cyfryzacji i manowcach Muska

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Świat
NapisanoAutorTytuł
03-04-2021 18:40Arminius (25555 punktów)O humbugu cyfryzacji i manowcach Muska
Ocena 3 na 3
W dzisiejszej GW jest dobry wywiad, pt. "Jedenaste, nie marnotraw", z Vaclavem Smilą, ekologiem, który po 1968 r. wyjechał z Czech i obecnie jest profesorem na kanadyjskim uniwersytecie. Rzecz traktuje o oszczędzaniu i oszczędnym trybie życia jako remedium na kryzys ekologiczny, który jest daleko bardziej poważnym problemem, niż tylko globalne ocieplenie. Smila jest "w świetle jupiterów" - bo jego opiniami jest wielce zainteresowany Bill Gates.
Cały tekst jest warty przeczytania, tutaj tylko zasygnalizuję jego dwa fragmenty, w których Smila trafnie zdemaskował dwie popularne iluzje, które zwodzą wielu i mają negatywny wpływ na należytą politykę ekologiczna:

"Cyfrowa rewolucja jest możliwa ale ludzie przeceniają jej wpływ.Najważniejsze jest to, że nasza cywilizacja opiera się na takich materiałach jak stal, cement, tworzywa sztuczne, miedź i amoniak niezbędny w nawozach. Nie ma w tym żadnej cyfryzacji.Musisz wykopać rudę żelaza, przetopić ją, a następnie zamienić w stal.Możesz zdigitalizować proces zarządzania surowcami ale nie same surowce. One pozostają niezmienne. Sam pomysł że sama cyfryzacja doprowadzi w jakiś sposób do dematerializacji gospodarki jest śmieszny. Przeciętny amerykański samochód waży dwie tony. Do jego wykonania potrzeba setek kilogramów stali, plastiku, szkła. Może być naszpikowany cyfrowymi bajerami, możesz nawet oglądać tv podczas prowadzenia go, ale to auto wciąż będzie się składało z dwóch ton surowca".

Tak więc cyfryzacja to humbug. Poniekąd to prawda oczywista - ale mam wrażenie, iż wielu, bardzo wielu myśli, że z komputerami, internetem, aplikacjami, programami komputerowymi - tworzymy jakąś kompletnie nową jakość. To nieprawda

"Nawet pomijając globalne ocieplenie, biosfera jest w stanie fatalnym. Zarządzanie biosferą winno być naszym największym zmartwieniem, bo to jedyna biosfera jaką mamy. Nie skolonizujemy na razie Marsa, pomimo entuzjazmu Elona Muska. Wyjaśnijmy to sobie: Musk obiecuje, że wyśle tam załogową misję do 2024 r. Więcej: projektuje ogromne statki, które transportowałyby na Marsa tysiące ludzi. Boże, przecież to jakiś absurd. To śmieszne. Jedyna biosfera jaką mamy jest na Ziemi i musimy o nią zadbać tu i teraz"

Że projekty Muska są absurdalne - to też nihil novi sub sole. Ale dobrze się dzieje, iż taki autorytet jak Smila rwie sobie włosy z głowy patrząc na wyczyny niewydarzonego Piotrusia Pana. Bo to ma już pewną siłę rażenia. Smila obnaża prawdziwe oblicze Muska. To watażka, który wytycza ludzkości szlak prowadzący prosto w najdziksze manowce.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

szarley (54913 punktów)
Polecam też:
Tomáą Sedláček
Ekonomia dobra i zła
Studio EMKA
Warszawa 2012

Druga część tej książki (jednej z najczęściej kupowanych w Czeskiej republice opisuje właśnie motyw nadmiernej konsumpcji

( Przypadek, że obydwaj kończyli Uniwersytet Karola? )

Z jednej strony konsumpcja zapewnia wzrost PKB który dla wielu jest niemal boskim totemem, choć niewielu z jego wyznawców zauważa, że wzrost średniego poziomu życia nie jest przesadnie skorelowany ze wzrostem PKB. Niemniej nie trudno zauważyć, że spadek konsumpcji zazwyczaj oznacza wzrost bezrobocia a to już krok w stronę biedy.
A przecież pomiędzy biedą a nadmierną konsumpcją jest jeszcze złoty środek

Z drugiej strony konsumpcja niszczy zasoby planety

Cyfryzacja w niewielkim stopniu zmniejsza zużycie zasobów, może trochę mniej lasów wycinamy pod produkcję papieru, ale w znacznym stopniu zwiększa zużycie energii

Ile energii kosztuje spotkanie czterech koleżanek w kafejce w Krakowie, podczas którego każda 10 razy przegląda pocztę w telefonie i wysyła 20 smsów?
A przecież takie scenki widzieliśmy przed zarazą niemal codziennie

Jak mądrze konsumować nie niszcząc planety, to pytanie dla wielu poważnych naukowców. Niestety pierwszą odpowiedź jaką usłyszymy, usłyszymy nie od naukowców ale od polityków w tym tzw "zielonych"

Drobny szkic:
1 Zużycie surowców.
Wielki biznes nie dopuści do tego, aby produkty przemysłu były po prostu trwalsze. To ograniczy dochody i zmniejszy ceny akcji na giełdach, ale też spowoduje ograniczenie zatrudnienia. Jak to wypośrodkować? A może pomocne jest założenie, że warto rzeczy naprawiać, kto poradzi rzecz wytworzyć naprawić też poradzi.

2 Zużycie energetycznych surowców
2.1 Nic nie da zamykanie kopalń, jeśli nie ograniczymy wprzódy popytu na węgiel. Można sobie wymodlić model w którym każdy ma w domu gaz, ale jak zmusić emeryta nawet ze średnią emeryturą żeby podciągnął gaz do swojego domu jeśli zam przyłącz w Polsce kosztuje 2400 + 100 zł za każdy metr? A przecież gaz też kosztuje, to nie jest inwestycja, która przyniesie zysk. Wielu ludzi przekwalifikuje piece na "paliwa niekopalne, alternatywne" czyli butelki PET wystawiane co tydzień przez sąsiadów i eksplorację wysypisk śmieci przy warsztatach wymiany opon.
2.1.1 Bogate wielkomiejskie japiszony mają swój ulubiony argument z mercedesem i tramwajem, ale nie można go odnieść do minimum egzystencji jakim jest ogrzanie domu
2.1.2 Bogate wielkomiejskie japiszony mają swój ulubiony argument, ale same jeżdżą samochodami z 4-litrowymi silnikami nawet jeśli jadą wzdłuż linii metra i kosztuje ich to więcej czasu i pieniędzy
2.2 Polska jest wzorem do nienaśladowania
2.2.1 likwidacja kolei, najpierw poprzez ograniczenie możliwości dojazdów do pracy tylko do grup kolejarzy a potem fizyczne likwidowanie linii
2.2.2 Likwidacja linii trolejbusowych - najbardziej ekologicznych
2.3 Dlaczego nie wolno rolnikowi "obsiać" pola słonecznymi panelami i sprzedawać energii sąsiadom? Państwowi monopoliści zmuszają do marnowania tej energii. Dlaczego nie da się powoływać małych energetycznych spółdzielni, w których mieszkańcy jednej wsi zbudują wspólnie kilka wiatraków?

3 Generowanie odpadów
Kiedyś obudzimy się na wielkim wysypisku i żadne unijne dyrektywy nas przed tym nie obronią. I nie ma tu wielkiej winy przemysłu, jest tu niemal wyłączna wina KONSUMENTÓW.
3.1 W T....o stoją obok siebie czekoladki zawinięte w papierek, połączony z aluminiową folią. Każda czekoladka z nalepką a wszystkie zapakowane w polwęglanowe pudełko wyłożone papierem
Ktoś to kupuje

Ktoś to kupuje
3.2 W każdym europejskim kraju funkcjonują tzw "zieloni", ale nikomu z nich w Polsce (a i niewielu w Europie) przychodzi do głowy żeby zunifikować część opakowań. np butelki na piwo. Może będzie na sklepowych półkach mniej kolorowo, ale każda butelka będzie kaucjonowana i zwrotna. Dlaczego nie kaucjonuje się puszek na napoje? Miastowy grzybiarz nie ma ciężko zanieść do lasu pełną puszkę piwa, nie miałby ciężko nieść pustą, gdyby była warta złotego

4 Hałas
Temat niedawno poruszany

5 Świetlny smog
Czy naprawdę musimy niszczyć zasoby oświetlając puste ulice, którymi nikt nie chodzi jak w Kleszczowie? Czy naprawdę musimy oświetlać ulice w nocy, kiedy niemal wszyscy śpią?
A przecież światło to też skażanie środowiska

6 Moda i próżność
Kiedyś pewna 16-(?)letnia dama spostponowała w pociągu mojego przyjaciela - chemika, że skaża środowisko. Odpowiedział jej krótko a na temat: gdybyś nie kupowała szminek nie produkowałbym chemikaliów do ich produkcji. Cóż w poprzednich pokoleniach 16-tki nie malowały ust, a buty nosiło się, póki nosiło, a nie póki nie wyszły z mody.

Każdy sam na swoim podwórku powinien przyjrzeć się ile zużywa i co może zmniejszyć.

Może warto kupować jedynie towary w prostszym opakowaniu i piwo w zwrotnych butelkach?
Może warto pochodzić w butach rok dłużej?
Może warto wsiąść do metra, pociągu?
Może warto kupować towary produkowane w pobliżu, na transport których zużyto mniej energii?
Może warto pogonić "zielonych" chodzących na pasku wielkiego biznesu?


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
03-04-2021 20:35 
 Ocena 2 na 2
Arminius (25555 punktów)warto
>Może warto kupować jedynie towary w prostszym opakowaniu i piwo w zwrotnych butelkach?
>Może warto pochodzić w butach rok dłużej?
>Może warto wsiąść do metra, pociągu?
>Może warto kupować towary produkowane w pobliżu, na transport których zużyto mniej energii?
>Może warto pogonić "zielonych" chodzących na pasku wielkiego biznesu?

Oczywiście, że warto. I mógłbym dopisać więcej owych, "że warto". Tylko jest problem w tym, żeby takie zachowania stały się masowe - bo inaczej one nie przełożą się na presję zmuszającą wielkie korpo do modyfikacji swych strategii.
Niestety, wdrażając program jak wyżej plus szereg innych ekologiczno - ekonomicznych zachowań - uchodzę w swoim środowisku za freaka,tym bardziej że przecież stać mnie na to, abym miał auto, drogie ciuchy, często zmieniane, częste pranie tych ciuchów i tak dalej. A ja zamiast drogiego auta przemieszczam się albo 16 letnim rowerem albo transportem publicznym - no wariat!!!
Megakonsumpcjonizm, o którym traktuje Simla, jest porażający tak w swej zachłanności jak i głupocie oraz...braku empatii.
Moje zachowanie daj mi satysfakcję i czyste sumienie ale nie niestety jestem przy tym świadomy, że na razie nie ma ono wpływu na stan środowiska wokół mnie.
03-04-2021 21:17 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)Odp: O humbugu cyfryzacji i manowcach Muska
>(...)Cyfryzacja w niewielkim stopniu zmniejsza zużycie zasobów (...) ale w znacznym stopniu zwiększa zużycie energii(...)

Warto spojrzeć ile kosztuje nas Bitcoin:

www.scienc(*)lectricity-here-s-how-it-works

Mam tu trochę "schadenfreude", bo kiedy mówiłem, że Bitcoin zamiast w złocie ma pokrycie w kWh to co niektórzy pukali się w czoło.

>(...)2.3 Dlaczego nie wolno rolnikowi "obsiać" pola słonecznymi panelami i sprzedawać energii sąsiadom?

Najpierw byłem zdziwiony tym co piszesz, bo dla mnie od strony technicznej jedynym problemem jest ewentualne sprzężenie z siecią energetyczną. Gdyby jednak mieć drugą, własną lokalną sieć, to w czym problem?

Potem trochę poszukałem... i o bogowie....

www.prawo.(*)eby-podlega-akcyzie,17602.html (być może już nie aktualne)

www.ptzp.o(*)yk_pdf_2018/T1/2018_t1_356.pdf (strona 359)

>(....) A może pomocne jest założenie, że warto rzeczy naprawiać, kto poradzi rzecz wytworzyć naprawić też poradzi.(...)

Nie jest to prawdą. Każdy produkt da się naprawić, ale ze względów czysto technicznych naprawa wielu z nich może być droższa, a zatem bardziej zasobo-chłonna, niż wyprodukowanie nowego. I nie mówię tu o żadnych manipulacjach kosztami części tylko o czystym technicznym koszcie wytworzenia i naprawy.

>(...)każda butelka będzie kaucjonowana i zwrotna.(...)

Kiedyś czytałem, niestety nie pomnę gdzie, ile syfu i ryzyka generuje proces czyszczenia butelek zwrotnych przed ich ponownym użyciem. Ostatecznie najbezpieczniej było je przemielić i przerobić na nowe. Czyli recykling odpadów.

Opakowania zwrotne generują jeszcze inne problemy: Gdzie je zwrócić? Jak je tam dotransportować? Na jaką odległość trzeba dostarczyć zwrócone opakowania? No i jak poradzić sobie z sytuacją, gdy jeden punkt handlowy jest ulokowany tak, że dominuje w nim sprzedaż butelkowanych produktów, a inny tak, że przyjmuje o rząd wielkości więcej zwrotów niż wynosi jego sprzedaż?

Podejście typu "wyrzuć do śmieci i zróbmy ich recykling" rozwiązuje te wszystkie problemy. Oczywiście tym skuteczniej im skuteczniej odpady są sortowane u źródła ich wytworzenia.

Tomasz Sztejka
03-04-2021 22:28 
 Ocena 3 na 3
Arminius (25555 punktów)dlaczego nie naprawiać?
>Nie jest to prawdą. Każdy produkt da się naprawić, ale ze względów czysto technicznych naprawa >wielu z nich może być droższa, a zatem bardziej zasobo-chłonna, niż wyprodukowanie nowego. I nie >mówię tu o żadnych manipulacjach kosztami części tylko o czystym technicznym koszcie wytworzenia >i naprawy.

Ale to jest właśnie ów schemat, krytykowany przez Simla. Produkowanie tak "badziewnych" i krótkotrwałych produktów, że nie opłaca się ich naprawiać, lepiej kupić nowe. Jest prosta zasada, im produkt lepszy, tym trwalszy i warty naprawy. Mój rower to dobry sprzęt, służy mi już 16 lat i nadal jest w dobrym stanie. Kilka razy go naprawiałem, wymieniałem części. To się mi nadal zdecydowanie opłaca, zamiast kupować nowego. Gdybym kupił badziewie, musiałbym po kilku lat wyrzucić go na złom i kupić nowy. Simla daje w wywiadzie jak wyżej przykład samochodu, który może służyć 40-45 lat z jedną naprawą/wymianą silnika i zużywanych części. Więc to jest możliwe - tylko chodzi o zmianę mentalności i strategii działania długofalowego firm produkujących sprzęt.
04-04-2021 00:41 
 Ocena 3 na 3
sztejkat (4743 punktów)Odp: dlaczego nie naprawiać?
>Ale to jest właśnie ów schemat, krytykowany przez Simla. Produkowanie tak "badziewnych" i krótkotrwałych produktów, (...)

I tu zarówno ów Pan jak i Ty się mylicie. Rzecz nie wynika z badziewności tylko z optymalizacji procesu produkcji. Pracuję w branży elektronicznej, gdzie koszt niektórych komponentów jest tak niski, że pracownik, który schyli się po detal, który spadł na podłogę wyda na ten ruch więcej kasy niż warta jest ta część. Maszyna składa z takich komponentów nowy detal w ciągu niecałej minuty. W wypadku prostych wyrobów całkowity nakład czasowy na wykonanie sztuki to około kilkunastu minut. Jeżeli zestawisz to z kosztem pracy serwisanta (licząc po stronie przedsiębiorcy koło stówy za godzinę), kosztem (także ekologicznym) dostawy części i odbioru odpadu, to naprawdę z ekologicznego punktu widzenia niektórych rzeczy naprawiać się nie opłaca.

Oczywiście możesz mi zarzucić, że używam tu pojęcia "kosztu" w sensie finansowym i zestawiam go z kosztem w sensie ekologicznym. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że w sytuacji gdy mówimy o kosztach finansowych w produkcji wielko-seryjnej to dość proporcjonalnie odzwierciedlają one zarówno wydatek materiałowy, energetyczny jak i produkowane odpady.

Co innego, gdyby założyć na etapie projektu, że wyrób ma być "łatwo serwisowalny". W takim wypadku sytuacja mogła by się odwrócić. Na przykład zamiast zgrzać obudowę ultradźwiękowo wtłoczyć sześć nakrętek i skręcić na śrubki i uszczelkę. Tyle tylko, że wyrób taki byłby w produkcji znacznie bardziej energo i materiało chłonny, a zatem także droższy. Zwykle więc robi się tak tylko przy produktach w cenie kilka tysięcy złociszy plus lub w produkcji jednostkowej.

Oczywiście istnieją branże, w których dalsza sensowna optymalizacja produkcji nie jest możliwa i wtedy nie pozostaje nic innego niż ciąć jakość. I tu masz rację. Rower jest w tym wypadku dobrym przykładem, bo trwałość części zależnie od modelu może różnić się kilkanaście razy. Wiem, byłem, przerabiałem to. Oczywiście trwałe części były, o ile pamiętam pięć razy droższe od standardowych - zwykła piasta kosztowała wtedy około 25zł i wytrzymywała 1000km. Taka za 120 wytrzymała jakieś 10'000km zanim się popsuła. Niestety nie dałem rady jej naprawić.

>(...) przykład samochodu, który może służyć 40-45 lat z jedną naprawą/wymianą silnika i zużywanych części (...)

I tu znowu jest kłopot. Trzydzieści lat temu moja rodzina miała Trabanta 601. Jak na tamte czasy auto całkiem takie sobie. Dobrze serwisowane dało by radę jeździć do dzisiaj. Czyli teoretycznie z ekologicznego punktu widzenia oszczędzilibyśmy sporo... tylko czy aby na pewno? Trwałość ówczesnych materiałów stosowanych w tej konstrukcji była na tyle niska, że mój ojciec musiał remontować silnik raz na dwa lata.

No i te kłęby niebieskiego dymu, jakie za sobą zostawialiśmy. Nie powiem, lubiłem ten zapach i do dziś kojarzy mi się nostalgicznie z dzieciństwem.

Czy eksploatacja Trabanta do dnia dzisiejszego naprawdę była by eko?

Istnieje coś takiego jak postęp techniki. Owszem, czasem jest to krok wstecz, czasem są to ślepe zaułki ewolucji technicznej. W wypadku samochodów można jednak stwierdzić z całą pewnością, że dzisiejsze auta są kilka, o ile nie kilkanaście razy trwalsze od swoich poprzedników i znacznie mniej śmierdzą. A, i mają hamulce a nie "spowalniacze prędkości".

>(...)Więc to jest możliwe - tylko chodzi o zmianę mentalności i strategii działania długofalowego firm produkujących sprzęt (...)

Zatem nie. To tylko utopia pasująca do tylko kilku wybranych przykładów.

Moim zdaniem haczyk tkwi gdzie indziej.

Idea "wolnego rynku" jako samo-regulującego się mechanizmu ukierunkowanego na "robienie lepiej", cokolwiek by to "lepiej" nie znaczyło, oparta jest na założeniu równego dostępu do rynku i pełnej informacji. I w takim hipotetycznym, nieistniejącym środowisku faktycznie "wolny rynek" mógłby prowadzić do pozytywnego rozwoju.

Tak jednak nie jest. Dostęp do rynku nie jest w pełni wolny, a o pełni informacji o ofercie można całkowicie zapomnieć. A brak informacji oznacza, że klienci nie mogą w swoich wyborach kierować się jakąkolwiek racjonalną analizą.

I tu możemy wrócić do "cyfryzacji", a konkretnie do internetu i handlu internetowego.

W początkowej fazie rozwoju sieci naiwnie uważałem, że będzie to świetne źródło informacji. Że przed zakupem będzie można dokładnie zapoznać się z instrukcją produktu, przeczytać materiały serwisowe, sprawdzić ceny i dostępność części zamiennych.... A tu guzik. Handlowcy bardzo szybko odkryli, że lepiej sprzedaje brak informacji. "Sadzenie trawy" na forach, marketing szeptany, influencerzy... cały ten szlam epoki informacji, który sterowanymi emocjami zastępuje informację.

Wszystko to prowadzi do tego, że kupujemy rzeczy, które nie są tym, czym nam się wydaje, że są. Ba, coraz częściej cieszymy się, że w ogóle działają!

To jednak nie jest wina producentów jako twórców przedmiotów, a procesu sprzedaży. Naprawdę doskonałe produkty są sprzedawane przy pomocy dokładnie takiego samego informacyjnego chłamu jak wyroby o zerowej wartości. Nie ma żadnej racjonalnej przesłanki by wybrać jeden zamiast drugiego. Jedyne co pozostaje to kupić oba i wypróbować, a to raz, że kosztuje, a dwa z definicji produkuje 50-procentowy odpad.

Tomasz Sztejka
04-04-2021 10:43 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)
>I tu znowu jest kłopot. Trzydzieści lat temu moja rodzina miała Trabanta 601. Jak na tamte czasy auto całkiem takie sobie. Dobrze serwisowane dało by radę jeździć do dzisiaj. Czyli teoretycznie z ekologicznego punktu widzenia oszczędzilibyśmy sporo... tylko czy aby na pewno? Trwałość ówczesnych materiałów stosowanych w tej konstrukcji była na tyle niska, że mój ojciec musiał remontować silnik raz na dwa lata.
>No i te kłęby niebieskiego dymu, jakie za sobą zostawialiśmy. Nie powiem, lubiłem ten zapach i do dziś kojarzy mi się nostalgicznie z dzieciństwem.
>Czy eksploatacja Trabanta do dnia dzisiejszego naprawdę była by eko?
Na obecny pogląd "zielonych" nie na pewno. To kwestia technicznego rozwiązywania napędu pojazdu. Otóż, co ponoć było tańsze w produkcji, małe samochody "rodzinne" dla rodzin średnio zarabiających, proponowano silniki dwusuwowe. Takie miał Trabant, Syrenka i praktycznie wszystkie motocykle i8 motorowery produkowane we wschodniej części Europy. Istota prostoty polegała na "okrojeniu" konstrukcji silnika pozbawiając go zaworów sterującym dawkowaniem paliwa. W "dwusuwie" rolę zaworów sterujących spełniał tłok w komorze cylindra. Stąd i brak osobnego układu smarowania wymuszał zasilanie silnika mieszanką paliwa i oleju (tzw. smarowanie mieszankowe). Duża więc część paliwa i nie spalonego oleju była "wypluwana" na zewnątrz silnika. Tak właśnie powstawał ten "niebieski dymek". Efektywność spalania w silniku dwusuwowym była zawsze mniejsza niż w czterosuwie. W Australii ponoć jeden z inżynierów pomyślał zastosować w silniku dwusuwowym jeden zawór, ale pomysł spodziewanych efektów wyraźnie się nie przyjął.
>Istnieje coś takiego jak postęp techniki. Owszem, czasem jest to krok wstecz, czasem są to ślepe zaułki ewolucji technicznej. W wypadku samochodów można jednak stwierdzić z całą pewnością, że dzisiejsze auta są kilka, o ile nie kilkanaście razy trwalsze od swoich poprzedników i znacznie mniej śmierdzą. A, i mają hamulce a nie "spowalniacze prędkości".
Oczywiście. Na tej samej dawce paliwa co w silniku dwusuwowym przejedzie się mniej kilometrów, co w czterosuwowym tej samej pojemności komory spalania, nie "kopci", co jednak kosztuje rozbudowę silnika, a więc i koszt wytwarzania.
>>(...)Więc to jest możliwe - tylko chodzi o zmianę mentalności i strategii działania długofalowego firm produkujących sprzęt (...)
>Zatem nie. To tylko utopia pasująca do tylko kilku wybranych przykładów.
>Moim zdaniem haczyk tkwi gdzie indziej.
>Idea "wolnego rynku" jako samo-regulującego się mechanizmu ukierunkowanego na "robienie lepiej", cokolwiek by to "lepiej" nie znaczyło, oparta jest na założeniu równego dostępu do rynku i pełnej informacji. I w takim hipotetycznym, nieistniejącym środowisku faktycznie "wolny rynek" mógłby prowadzić do pozytywnego rozwoju.
>Tak jednak nie jest. Dostęp do rynku nie jest w pełni wolny, a o pełni informacji o ofercie można całkowicie zapomnieć. A brak informacji oznacza, że klienci nie mogą w swoich wyborach kierować się jakąkolwiek racjonalną analizą.
>I tu możemy wrócić do "cyfryzacji", a konkretnie do internetu i handlu internetowego.
>W początkowej fazie rozwoju sieci naiwnie uważałem, że będzie to świetne źródło informacji. Że przed zakupem będzie można dokładnie zapoznać się z instrukcją produktu, przeczytać materiały serwisowe, sprawdzić ceny i dostępność części zamiennych.... A tu guzik. Handlowcy bardzo szybko odkryli, że lepiej sprzedaje brak informacji. "Sadzenie trawy" na forach, marketing szeptany, influencerzy... cały ten szlam epoki informacji, który sterowanymi emocjami zastępuje informację.
Telewizor kupowany w sklepie miał nawet standardowo dołączany schemat elektryczny układu przetwarzania fali e.-m. na obraz. Bo to były urządzenia techniczne które w pewnym dość dużym zakresie można było naprawiać w domu i koszty takiej naprawy nie były duże i strawialne w stosunku do ceny gotowego wyrobu.
>Wszystko to prowadzi do tego, że kupujemy rzeczy, które nie są tym, czym nam się wydaje, że są. Ba, coraz częściej cieszymy się, że w ogóle działają!
Oczywiście.
>To jednak nie jest wina producentów jako twórców przedmiotów, a procesu sprzedaży. Naprawdę doskonałe produkty są sprzedawane przy pomocy dokładnie takiego samego informacyjnego chłamu jak wyroby o zerowej wartości. Nie ma żadnej racjonalnej przesłanki by wybrać jeden zamiast drugiego. Jedyne co pozostaje to kupić oba i wypróbować, a to raz, że kosztuje, a dwa z definicji produkuje 50-procentowy odpad.
Przesłanką sterującą wyborem produktu jest niestety sytuacja ekonomiczna "masowego" kupca. Pamiętacie zegarki naręczne produkcji ówczesnego NRD pod nazwą "Ruhla"? Czas użytkowania takich nie był dłuższy jak dwa lata. Później nie było siły by je zmusić do "chodzenia". Były po prostu "bezkamieniowe". Zegarmistrze nawet na nie patrzyli na nie. Ale miały tą "zaletę" że były bardzo tanie.

Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
z Mantopy (3643 punktów)
(zablokowany)
>> Stąd i brak osobnego układu smarowania wymuszał zasilanie silnika mieszanką paliwa i oleju (tzw. smarowanie mieszankowe). Duża więc część paliwa i nie spalonego oleju była "wypluwana" na zewnątrz silnika. Tak właśnie powstawał ten "niebieski dymek". Efektywność spalania w silniku dwusuwowym była zawsze mniejsza niż w czterosuwie. W Australii ponoć jeden z inżynierów pomyślał zastosować w silniku dwusuwowym jeden zawór, ale pomysł spodziewanych efektów wyraźnie się nie przyjął.
>>

przypomniałem sobie, że miałem w planie poznać budowę silnika lotniczego, który miał głowice na dole. Pracował odwrotnie jak silnik w samochodzie. Jak taki silnik jest smarowany ?
04-04-2021 13:38 
 Ocena 2 na 2
Wenancjusz (16441 punktów)
>>> Stąd i brak osobnego układu smarowania wymuszał zasilanie silnika mieszanką paliwa i oleju (tzw. smarowanie mieszankowe). Duża więc część paliwa i nie spalonego oleju była "wypluwana" na zewnątrz silnika. Tak właśnie powstawał ten "niebieski dymek". Efektywność spalania w silniku dwusuwowym była zawsze mniejsza niż w czterosuwie. W Australii ponoć jeden z inżynierów pomyślał zastosować w silniku dwusuwowym jeden zawór, ale pomysł spodziewanych efektów wyraźnie się nie przyjął.
>>>
>przypomniałem sobie, że miałem w planie poznać budowę silnika lotniczego, który miał głowice na dole. Pracował odwrotnie jak silnik w samochodzie. Jak taki silnik jest smarowany ?

Jeśli starasz się poznać wadę silników dwusuwowych to na pewno jest właśnie sposób smarowania. Nie pozwalało to hamować silnika w pojeździe kompresją. Zamyka się w ten sposób dopływ paliwa (mieszanki paliwowej) i może doprowadzić do zatarcia silnika, bo zamyka się również dopływ oleju smarującego.
Ułożenie głowicy nie ma wpływu na jakość pracy silnika spalinowego , bo czy to układ rzędowy, czy typu V czy przeciwstawne typu "boxer" silnik pracuje tak samo, bo nie spala paliwa w postaci cieczy, a raczej pary tego paliwa. W samolocie problemem jest tylko zapobieganie ucieczki paliwa ze zbiornika (grawitacja przy akrobacjach) ale jednocześnie równomierne dostarczanie paliwa do cylindrów.


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
05-04-2021 20:52 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>przypomniałem sobie, że miałem w planie poznać budowę silnika lotniczego, który miał głowice na dole. Pracował odwrotnie jak silnik w samochodzie. Jak taki silnik jest smarowany ?
W silnikach lotniczych praktycznie nie stosuje się otwartych układów smarowania z 'mokrą' misą olejową, tak jak na przykład w samochodach. Tam są zwykle układy zamknięte (tzw. z 'suchą' misą olejową), gdzie olej krąży z zamkniętym obiegu z ciśnieniową instalacją i jest naturalnie tracony do smarowania cylindrów.
Zresztą czy głowica jest na dole, czy na górze nie ma znaczenia dla silników lotniczych, bo przecież taki silnik nie zawsze pracuje w normalnej pozycji. No i nie mówiąc o konstrukcjach typu silnik gwiazdowy. W silnikach małych mocy spotyka się także konstrukcje bez układów smarowania (mieszanka paliwowo-olejowa przepływa przez skrzynię korbowo-tłokową, odkładając olej na współpracujących częściach) i to zarówno dwu-, jak i czterosuwowych silników, ale te nie mają zastosowania do silników o większej mocy. Ot, do małego motocykla czy modelu latającego się nadaje, bo skrajnie prosty, ale do niczego więcej.
z Mantopy (3643 punktów)
(zablokowany)
>>
>Zresztą czy głowica jest na dole, czy na górze nie ma znaczenia dla silników lotniczych, bo przecież taki silnik nie zawsze pracuje w normalnej pozycji.
>

upload.wik(*)mons/5/54/Argus_As_411_A_1.jpg

Obróć silnik samochodowy czterosuwowy i go odpal. Olej się zbierze na dole tam gdzie pracują tłoki i będzie problem z jego usuwaniem. Tłoki mogą mieć na dole pierścien olejowy ale to nie rozwiąże problemu z wirującymi masami w kąpieli olejowej.
06-04-2021 08:06 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
>Obróć silnik samochodowy czterosuwowy i go odpal. Olej się zbierze na dole tam gdzie pracują tłoki i będzie problem z jego usuwaniem. Tłoki mogą mieć na dole pierścien olejowy ale to nie rozwiąże problemu z wirującymi masami w kąpieli olejowej.

Nie czytałeś mojej wypowiedzi, nie rozumiesz słowa pisanego czy masz problem z kojarzeniem?

Cytat:
W silnikach lotniczych praktycznie nie stosuje się otwartych układów smarowania z 'mokrą' misą olejową,


Ciekawe czemu sucha misa olejowa jest sucha.. i co z takiej misy miałoby się wylać na dół tam gdzie pracują tłoki.
05-04-2021 14:44 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Wiem, pamiętam, cóż więcej można powiedzieć?

Chciałbym się jednak odnieść do jednego Twojego zdania, bo dość mocno się z nim nie zgadzam.

>Przesłanką sterującą wyborem produktu jest niestety sytuacja ekonomiczna "masowego" kupca (...)

Powyższe zdanie jest tylko pozornie prawdziwe. Terry Pratchett w swojej "Straży nocnej" napisał, że bogatego stać na dobre buty, które przekazuje wnukom w spadku, a biedny kupuje nowe co roku. I miał drań rację. Ja, osobiście, jestem ciężkim sknerą, a przynajmniej wielu tak by mnie określiło. Mój brat natomiast cenił dobre rzeczy i wybulił kiedyś tam kasę na porządne zimowe buciory, tak na oko siedem razy tyle co ja byłem gotów wyłożyć. Brata nie ma na tym świecie od kilkunastu lat, a ja nadal w nich chodzę. Zwróciły się już trzy razy.

Istnieje też takie powiedzenie, że biednego nie stać na tanie rzeczy.

Zatem, moim zdaniem nie jest to bezpośrednio kwestia sytuacji ekonomicznej, a raczej innego czynnika psychologicznego.

Zauważyłem, że każdy z nas, zależnie od poziomu zarobków, oszczędności czy światopoglądu i wychowania dzieli pod względem ceny produkty na trzy kategorie: takie, na które nawet się nie patrzy bo mnie nie stać, takie które można kupić po starannym rozważeniu, i takie, które są tak tanie, że można je kupić, wyrzucić i nawet okiem nie mrugnąć.

Ten ostatni segment to "zakupy impulsywne", kopalnia złota wszelkiego handlu. To dlatego nie można w Castoramie kupić porządnego wiertła. Klient by się zastanawiał, czy 50zł za wiertło to rozsądna cena, a za 5zł kupi i nie będzie mu się chciało wracać z reklamacją.

Jeśli jednak chcemy wyjść poza "zakupy impulsywne" w kierunku racjonalnego wyboru, to rewolucja cyfrowa w tym nam nie pomaga. I nic dziwnego, po przejście klienta z zachowań impulsywnych na racjonalne sprawiłoby... że w połowie wypadków zrezygnowałby z zakupu i pożyczył wiertło od sąsiada.

To także z tego powodu nakłania się nas do obrotu bezgotówkowego, bo nic tak nie powstrzymuje przed durnymi zakupami jak włożenie do portfela przed wyjściem do sklepu ograniczonej ilości pieniędzy.

Zatem, moim zdaniem, to nie do końca tak, że sytuacja majątkowa klienta decyduje o wszystkim. To także handel, który wyczuwa i bada próg "zakupów impulsywnych" i stara się o maksymalizację oferty w tym zakresie i usunięcie oferty z segmentu "racjonalnego".


Tomasz Sztejka
z Mantopy (3643 punktów)
(zablokowany)
>>
>Wszystko to prowadzi do tego, że kupujemy rzeczy, które nie są tym, czym nam się wydaje, że są. Ba, coraz częściej cieszymy się, że w ogóle działają!
>

Polscy milionerzy, producenci komponentów roślinnych i zwierzęcych dla producentów masy do trawienia, których dziadkowie byli ROLNIKAMI teraz używają sprzętu z XXI w. Przesiedli się z capków na najnowocześniejsze ciągniki, maszyny z elektroniką tylko ich umysły i kultura techniczna nie zrobiła przeskoku do przodu o 5O lat. Skończyły się czasy, że mechanik samouk z POM-u coś naprawi za parę groszy i flaszkę. Chłopi próbują sami naprawiać nowoczesny sprzęt na chłopski rozum. Jeden kupił opryskiwacz z ekranem i nawigacją, do podłączenia w ciągniku dwa kable czerwony plus i czarny minus. Plus podlączył do plusa na akumulatorze na którym w czasie rozruchu pojawia się 24V i już sprzęt stoi. Drugi pospawał coś przy prasie rolującej i elektronikę sterującą mechanizmem wiązania spalił. Nowoczesne skrzynie biegów w ciągnikach, których naprawa kosztuje kilkadziesiąt tysięcy, przerażają chłopskich milionerów. Wioska przechodzi teraz kosztowną samoedukację z nowoczesną techniką.
04-04-2021 05:33 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)Odp: O humbugu cyfryzacji i manowcach Muska
>>(....) A może pomocne jest założenie, że warto rzeczy naprawiać, kto poradzi rzecz wytworzyć naprawić też poradzi.(...)
>Nie jest to prawdą. Każdy produkt da się naprawić, ale ze względów czysto technicznych naprawa wielu z nich może być droższa, a zatem bardziej zasobo-chłonna, niż wyprodukowanie nowego. I nie mówię tu o żadnych manipulacjach kosztami części tylko o czystym technicznym koszcie wytworzenia i naprawy.
"wielu nich" to jest słowo - klucz

>>(...)każda butelka będzie kaucjonowana i zwrotna.(...)
>Kiedyś czytałem, niestety nie pomnę gdzie, ile syfu i ryzyka generuje proces czyszczenia butelek zwrotnych przed ich ponownym użyciem.

I tak kiedyś było.

>Opakowania zwrotne generują jeszcze inne problemy: Gdzie je zwrócić? Jak je tam dotransportować? Na jaką odległość trzeba dostarczyć zwrócone opakowania?
Do najbliższego sklepu
Nawet jeśli puszki po napojach miałyby być mielone to tak lepiej niż gdyby zostały w lesie czy na plaży
Butelki PET w Niemczech są już kaucjonowane

>No i jak poradzić sobie z sytuacją, gdy jeden punkt handlowy jest ulokowany tak, że dominuje w nim sprzedaż butelkowanych produktów, a inny tak, że przyjmuje o rząd wielkości więcej zwrotów niż wynosi jego sprzedaż?
To jednak duża rzadkość

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
04-04-2021 10:56 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)
>>>(....) A może pomocne jest założenie, że warto rzeczy naprawiać, kto poradzi rzecz wytworzyć naprawić też poradzi.(...)
>>Nie jest to prawdą. Każdy produkt da się naprawić, ale ze względów czysto technicznych naprawa wielu z nich może być droższa, a zatem bardziej zasobo-chłonna, niż wyprodukowanie nowego. I nie mówię tu o żadnych manipulacjach kosztami części tylko o czystym technicznym koszcie wytworzenia i naprawy.
>"wielu nich" to jest słowo - klucz
>>>(...)każda butelka będzie kaucjonowana i zwrotna.(...)
>>Kiedyś czytałem, niestety nie pomnę gdzie, ile syfu i ryzyka generuje proces czyszczenia butelek zwrotnych przed ich ponownym użyciem.
>I tak kiedyś było.
>>Opakowania zwrotne generują jeszcze inne problemy: Gdzie je zwrócić? Jak je tam dotransportować? Na jaką odległość trzeba dostarczyć zwrócone opakowania?
>Do najbliższego sklepu
>Nawet jeśli puszki po napojach miałyby być mielone to tak lepiej niż gdyby zostały w lesie czy na plaży
>Butelki PET w Niemczech są już kaucjonowane
>>No i jak poradzić sobie z sytuacją, gdy jeden punkt handlowy jest ulokowany tak, że dominuje w nim sprzedaż butelkowanych produktów, a inny tak, że przyjmuje o rząd wielkości więcej zwrotów niż wynosi jego sprzedaż?
>To jednak duża rzadkość

Obecne rządy "widzą" ten problem i wydalają z siebie określone zarządzenia i instrukcje. Niestety uważają, że działają. Nie dociera do nikogo, że trzeba egzekwować takie zrządzenia. Ażeby egzekwować należy odpowiednio przygotować się do tego. Mam na myśli wprowadzanie polityki recyklingu, a to jest cały przemysł. I tu ani "zieloni", ani urzędnicy nie widzą jak do tego się zabrać. Oczywiście są ograniczenia, gdy się przyjrzy stanowi energetycznemu Polski, strukturze inwestycji, organizacji zbiórek odpadów, zawsze brak forsy. Same zarządzenia nie mogą być egzekwowalne, więc i nieskuteczne.

Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
z Mantopy (3643 punktów)
(zablokowany)
>>>>
>Obecne rządy "widzą" ten problem i wydalają z siebie określone zarządzenia i instrukcje. Niestety uważają, że działają. Nie dociera do nikogo, że trzeba egzekwować takie zrządzenia. Ażeby egzekwować należy odpowiednio przygotować się do tego. Mam na myśli wprowadzanie polityki recyklingu, a to jest cały przemysł. I tu ani "zieloni", ani urzędnicy nie widzą jak do tego się zabrać. Oczywiście są ograniczenia, gdy się przyjrzy stanowi energetycznemu Polski, strukturze inwestycji, organizacji zbiórek odpadów, zawsze brak forsy. Same zarządzenia nie mogą być egzekwowalne, więc i nieskuteczne.
>

"W roku 1939 Feder napisał rozprawę pt. "Nowe miasto" ("Die Neue Stadt"). Przedstawił w niej własną koncepcję miasta-ogrodu. Proponował tworzenie "zielonych miast", zamieszkanych średnio przez 20 tys. ludzi. Miasta te miały być podzielone na dziewięć samodzielnych jednostek i otoczone terenami rolniczymi. Według jego zamysłu, każde z tych miast powinno być w pełni niezależne i samowystarczalne. Szczegółowe plany dotyczące codziennego życia w takich miejscowościach do dnia dzisiejszego są przedmiotem dyskusji. W przeciwieństwie do większości teoretyków idei miasta-ogrodu, Feder uważał, że obszary miejskie powinno się przekształcać poprzez podział istniejącej zabudowy na pomniejsze, samowystarczalne gminy. Koncepcja tworzenia samodzielnych osiedli, tworzących wspólnie średniej wielkości miasta, została zrealizowana w Japonii przez Uzo Nishiyamę. Zastosowano ją również w epoce budowy tzw. "nowych miast" w Japonii."

To mi się podoba, miasto samowystarczalne generuje dużo mniej śmieci, bo ma tylko swoje śmieci i ogranicza napływ z zewnątrz.
04-04-2021 23:17 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)

>To mi się podoba, miasto samowystarczalne generuje dużo mniej śmieci, bo ma tylko swoje śmieci i ogranicza napływ z zewnątrz.

Nawet niektóre kraje nie są samowystarczalne (a raczej prawie żadne nie są), jakim więc cudem malutkie miasta miałyby być samowystarczalne?
05-04-2021 08:33 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>To mi się podoba, miasto samowystarczalne generuje dużo mniej śmieci, bo ma tylko swoje śmieci i ogranicza napływ z zewnątrz.
>Nawet niektóre kraje nie są samowystarczalne (a raczej prawie żadne nie są), jakim więc cudem malutkie miasta miałyby być samowystarczalne?

Idea miasta - ogrodu nie zakładała samowystarczalności na poziomie gospodarczym, jak dziś rozumiemy samowystarczalność państw, ale samowystarczalność pod względem bytowym ludności

Nie wiem, skąd z Mantopy wytrzasnął 1939 rok jako narodziny tej idei. Pierwsze miasta - ogrody powstawały już na początku XX wieku na podstawie idei sformułowanej jeszcze w wieku XIX. Przy czym idea ta, nie dotyczyła willowych podmiejskich dzielnic dla klasy średniej, bo te powstawały już dużo wcześniej, ale miast, a raczej miasteczek dla urzędników lub lepiej sytuowanego proletariatu.

Przykładami takich miast - ogrodów są podkatowickie osiedla Giszowiec i Nikiszowiec dla górników, Wilcze Gardło k. Gliwic i Nowy Zbąszyń (dziś Zbąszynek) dla kolejarzy

Samowystarczalność polegała na dostępie mieszkańców do szkoły, przedszkola, sklepów, pralni, magla, piekarni (w tym pieców do samodzielnego wypieku) kościołów, łaźni, parków, placów zabaw ... i dobrym zbiorowym skomunikowaniu z miejscem pracy i centrum miasta

Największy rozkwit tej koncepcji przypadł na lata ... dyktatur (wyjątkiem wrocławska WuWa - doskonałe zilustrowanie idei. Nawet trudno wymienić miasta - ogrody powstające dla robotników w Niemczech po 1933. W Polsce pod dyktaturą powstawały Tychy i Nowa Huta. Niestety w latach 60-tych XX zarzucono tę ideę budując blokowiska. Niektóre co prawda jak katowickie 1000-lecie, czy zabrska Helenka udanie zachowały resztki tej koncepcji, inne jak sosnowieckie Zagórze, osiedla Warszawy czy nowsza rozbudowa Tych stały się jej zaprzeczeniem i powrotem do koncepcji XIX wieku, z którą Howard czy Zilmannowie walczyli

Błędem jest nazywanie miastami - ogrodami Podkowy Leśnej czy Milanówka, ponieważ to są po prostu willowe podmiejskie osiedla bogatych ludzi, którzy są właścicielami swoich domów, a chodziło o to, żeby stwarzając godne warunki życia społecznym nizinom (no, może nie tym całkiem z dołu) wyciągać je ze zdrowotnego i moralnego upadku.

Dziś koncepcja miasta - ogrodu stawia inne wymagania. Konieczne zostały przedszkole i szkoła ale nie musi już być pralnia, ani magiel, do sklepów też można dojechać do centrum. Niezbędnym elementem pozostaje kontakt z terenami zielonymi i rekreacyjnymi i ... spokój w miejscu zamieszkania

Najlepszą urbanistyczną realizacją ostatnich lat są osiedla zachodniej części Zielonej Góry : Wyczółkowskiego - Malczewskiego, Cegielnia...

Nie jest natomiast miastem - ogrodem urbanistyczny chlew północnych dzielnic Krakowa, wyrywanych po kawałku terenów pod zabudowę przez warszawskich deweloperów, nowa, wielorodzinna zabudowa Wrocławia, czy Poznania, w której każdy deweloper kupuje 2 hektary i buduje po swojemu, ten modernizm, tamten neogotyk, inny warsztat, a po środku rolnik nie sprzedał obory.
Krakowskie Tonie to przykład miejsca, w którym nie chce się wychodzić z domu nawet do własnego ogrodu

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
05-04-2021 14:18 
 Ocena 2 na 2
DyktaFon (9281 punktów)
Aaaa... jeśli tak rozumiemy samowystarczalność, że po wszystko, co komu brakuje jedziemy gdzie indziej, to i owszem. Nawet moje mieszkanie jest samowystarczalne. Do sklepu pojadę do miasta, do pracy - też. Ale mieszkanie jest samowystarczalne.
Tylko jak to by miało zmniejszyć ilość śmieci? W moim mieszkaniu zmniejszy, to fakt - bo wywiozę do lasu obok.
05-04-2021 15:00 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Aaaa... jeśli tak rozumiemy samowystarczalność, że po wszystko, co komu brakuje jedziemy gdzie indziej, to i owszem. Nawet moje mieszkanie jest samowystarczalne. Do sklepu pojadę do miasta, do pracy - też. Ale mieszkanie jest samowystarczalne.
>Tylko jak to by miało zmniejszyć ilość śmieci? W moim mieszkaniu zmniejszy, to fakt - bo wywiozę do lasu obok.

Proponuję, przeczytaj dyskusję w której uczestniczysz

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Hamerlik Konopka (19903 punktów)
>"W roku 1939 Feder napisał rozprawę pt. "Nowe miasto" ("Die Neue Stadt"). Przedstawił w niej własną koncepcję miasta-ogrodu. Proponował tworzenie "zielonych miast", zamieszkanych średnio przez 20 tys. ludzi. Miasta te miały być podzielone na dziewięć samodzielnych jednostek i otoczone terenami rolniczymi. Według jego zamysłu, każde z tych miast powinno być w pełni niezależne i samowystarczalne. Szczegółowe plany dotyczące codziennego życia w takich miejscowościach do dnia dzisiejszego są przedmiotem dyskusji. W przeciwieństwie do większości teoretyków idei miasta-ogrodu, Feder uważał, że obszary miejskie powinno się przekształcać poprzez podział istniejącej zabudowy na pomniejsze, samowystarczalne gminy. Koncepcja tworzenia samodzielnych osiedli, tworzących wspólnie średniej wielkości miasta, została zrealizowana w Japonii przez Uzo Nishiyamę. Zastosowano ją również w epoce budowy tzw. "nowych miast" w Japonii."
>To mi się podoba, miasto samowystarczalne generuje dużo mniej śmieci, bo ma tylko swoje śmieci i ogranicza napływ z zewnątrz.

Taka koncepcja nie współgra z ludzką naturą.
Ludzką naturą jest zdobywanie a nie trwanie, co wyraźnie pokazuje umiłowanie przez ludzkość igrzysk.

Nie ma mowy, żeby coś podobnego mogło się udać.
Ludzie pragną Nowych Jorków ze wszystkimi ich problemami a nie spokoju na wsi.
05-04-2021 14:21 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>(...)"wielu z nich" to jest słowo - klucz(...)

Wielu. Niektóre można naprawić, niektóre opłaca się naprawiać, a niektóre jesteśmy gotowi naprawić nawet jeżeli się to nie opłaca z innych względów, takich chociażby jak sentyment czy przyzwyczajenie. Lubię to robić, ale tylko wtedy, kiedy jestem w stanie to zrobić samemu i nie muszę oddawać przedmiotu do serwisu.

>(...)
>To jednak duża rzadkość (...)

Na tyle duża, że w swoim czasie butelki zwrotne były przyjmowane "tylko na wymianę" albo za okazaniem paragonu. To raz. Dwa, systemy prawne nie mogą być konstruowane tak, że z założenia mielą na miazgę tych, co wpadają w "przypadki brzegowe".

No, ale wracając do meritum. Zastanawiałeś się, dokąd musi trafić opakowanie zwrotne? Jaką drogę musi przebyć do producenta, a jaką do pobliskiego punktu przetwarzania? Oczywiście sytuacje mogą być różne, jednak w okolicy dużych miast punkty przetwarzania odpadów są naturalną koniecznością, podczas gdy produkcja wyrobów gotowych już nie koniecznie.

Co oczywiście pokazuje jeszcze jedną słabość ekologiczną naszej gospodarki. Efektywność produkcji wymaga jej masowości. Masowość oznacza, że jedna fabryka jest w stanie pokryć zapotrzebowanie olbrzymiej ilości klientów. A to oznacza rosnące koszty, także ekologiczne, transportu.

Warto też zauważyć, że koncentracja produkcji w jednym miejscu sprawia, że rośnie ryzyko, że jedna drobna awaria pozbawi jakiegoś, kto wie, może krytycznego zasobu olbrzymią ilość ludzi, ale to z pro-środowiskowym modelem życia nie ma nic wspólnego.

>(...)lepiej niż gdyby zostały w lesie czy na plaży(...)

Aby to osiągnąć wystarczy... tadam! ... nie wyrzucać ich do lasu. Proste?

To kwestia kultury, a nie tresury. Za taką urągającą tresurę uważam wszelkie "pro-eko" polityki w stylu: "walniemy po kieszeni to się debile nauczą, bo rządowi tatusie wiedzą lepiej".

Wolałem na przykład płacić za odbiór odpadów nie sortowanych zamiast sortowanych, bo przy przejrzystości regulaminu w moim mieście nie można ich sortować i mieć pewności, że nikt się nie przypieprzy. To podnieśli mi cenę dwa razy. Olałem to, stać mnie. No to na końcu zmusili do odbioru sortowanego... w cenie wyższej niż wcześniej za odpady niesortowane. Najpierw tresura, potem w mordę, a potem i tak dymanko. A jak pytałem, dlaczego zasady sortowania w ulotce informacyjnej są inne niż w regulaminie, a groźby prawne takie same, to odpowiedź była: niech pan sam rozstrzygnie do czego ma się pan stosować.


Tomasz Sztejka
05-04-2021 15:18 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>(...)"wielu z nich" to jest słowo - klucz(...)
>Wielu. Niektóre można naprawić, niektóre opłaca się naprawiać,
Konstrukcja wielu urządzeń, zwłaszcza do niezawodowego użytku zakłada, że ma się nie opłacać naprawa. Kiedyś padła mi żarówka w samochodzie. Serwis zaproponował mi wymianę całej lampy, a pytany o cenę wymiany żarówki podał cenę zaporową - wyższą!!
To o takie przypadki chodzi, a są coraz częstsze. Konsument nie zna się na rzeczach, które kupuje. Inna rzecz to solidność wykonania i idąca za tym cena. A może warto?

>No, ale wracając do meritum. Zastanawiałeś się, dokąd musi trafić opakowanie zwrotne? Jaką drogę musi przebyć do producenta, a jaką do pobliskiego punktu przetwarzania? Oczywiście sytuacje mogą być różne, jednak w okolicy dużych miast punkty przetwarzania odpadów są naturalną koniecznością, podczas gdy produkcja wyrobów gotowych już nie koniecznie.
Celowo użyłem przykładu butelek po piwie. Chyba nie ma w Europie miejsca w którym do browaru byłoby dalej niż 100 km.
Skoro opłaca się wozić piwo, to puste butelki pojadą pustym samochodem. Nikt nie organizuje zwrotnych ładunków w piwowozach

>Co oczywiście pokazuje jeszcze jedną słabość ekologiczną naszej gospodarki. Efektywność produkcji wymaga jej masowości. Masowość oznacza, że jedna fabryka jest w stanie pokryć zapotrzebowanie olbrzymiej ilości klientów. A to oznacza rosnące koszty, także ekologiczne, transportu.
>Warto też zauważyć, że koncentracja produkcji w jednym miejscu sprawia, że rośnie ryzyko, że jedna drobna awaria pozbawi jakiegoś, kto wie, może krytycznego zasobu olbrzymią ilość ludzi, ale to z pro-środowiskowym modelem życia nie ma nic wspólnego.

Tak!!
Masowość oznacza redukcję ilości fabryk.
Skutek uboczny bywa opłakany. Ostatnio "padła" jedna z fabryk kwasu azotowego w Niemczech. Cała europejska gospodarka dostanie w d.pę. Co prawda liberałowie twierdzą, że wzrośnie cena, co napędzi podaż, ale cena wzrosła a na wzrost podaży trzeba poczekać kilka lat. Budowa takich instalacji jest bardzo czasochłonna

>>(...)lepiej niż gdyby zostały w lesie czy na plaży(...)
>Aby to osiągnąć wystarczy... tadam! ... nie wyrzucać ich do lasu. Proste?
>To kwestia kultury, a nie tresury.
Albo opłacalności. Gdyby puszki po napojach były kaucjonowane 1 zł, to niektórzy grzybiarze wynosiliby z lasu znalezione puszki

>Za taką urągającą tresurę uważam wszelkie "pro-eko" polityki w stylu: "walniemy po kieszeni to się debile nauczą, bo rządowi tatusie wiedzą lepiej".
Kaucja nie bije po kieszeni, ale państwo powinno mieć możliwości proekologicznego działania także przez kieszeń
Dorosłego też wychowuje się czasem paskiem (tzw pasek wypłaty)
Przykład akcyzy na opakowania kombinowane
Przykład akcyzy na toaletowy papier inny niż makulaturowy
Przecież nikt nie zakazuje pakowania tubki z pastą dodatkowo w pudełko (potrzebne tylko sieciom handlowym) tylko klient mniej chętnie kupi

>Wolałem na przykład płacić za odbiór odpadów nie sortowanych zamiast sortowanych, bo przy przejrzystości regulaminu w moim mieście nie można ich sortować i mieć pewności, że nikt się nie przypieprzy.
Tu akurat nie czuj się osamotniony.
Tego jeszcze długo trzeba będzie urzędników uczyć


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
05-04-2021 17:19 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>To o takie przypadki chodzi, a są coraz częstsze.

Tak, w takim wypadku masz zdecydowanie rację. Konstrukcje bywają nieprzemyślane pod kątem serwisowania, czasem też serwis bywa nieodpowiednio przeszkolony, a czasem ktoś po prostu chce ogolić frajera.

>Celowo użyłem przykładu butelek po piwie. Chyba nie ma w Europie miejsca w którym do browaru byłoby dalej niż 100 km.

Do konkretnego browaru, który wyprodukował to piwo od którego zwracana jest butelka znaczy się? Chociaż tu zapewne masz rację. W mojej głowie były w tym wypadku puszki napojowe, których to fabryk w Polsce, o ile się orientuję, są dwie.

>(...)Budowa takich instalacji jest bardzo czasochłonna (...)

Podobna sytuacja dotyczyła kiedyś przemysłu elektronicznego (chyba pierwszy "kryzys cen RAM") i padu jakiejś fabryki chemii do obudów scalaków. Kiedyś też, o ile mnie pamięć nie myli, awaryjne wyłączenie jednego z dwu reaktorów eksperymentalnych produkujących izotopy dla medycyny wstrząsnęło światem diagnostyki.

>(...)Albo opłacalności. Gdyby puszki po napojach były kaucjonowane 1 zł, to niektórzy grzybiarze wynosiliby z lasu znalezione puszki.

Znów sięgając do Pratchetta: W jego fikcyjnym mieście była plaga szczurów. Władze miejskie wyznaczyły nagrodę, za każdego przyniesionego martwego szczura. A szczurów tylko przybywało. Rozwiązanie: Opodatkować szczurze fermy.

Już widzę, jak puszki krążą w cyklu zamkniętym: złomowisko-sklep-złomowisko-sklep....

Wynoszenie z lasu czegokolwiek to... właściwie to do kogo należą śmieci? I czy za stare puszki też zwracać kaucję? Nie... nie lubię takich fikcyjnych rozwiązań, w których stwarza się sztuczne obciążenia finansowe powyżej wartości wyrobu którego dotyczą.

>Kaucja nie bije po kieszeni,(...)

Daj spokój. Możesz zgubić, musisz przynieść, musisz przechowywać... czas i inne zaosby też kosztują.

>(...)ale państwo powinno mieć możliwości proekologicznego działania także przez kieszeń

Czyli, na przykład jakie? Dopłaty solarów, które moc nominalną osiągają przez dwa dni w roku i mimo zainstalowanych megawatów musimy mieć elektrownie zapasowe o takiej samej mocy? Czy może dopłaty do aut elektrycznych, które są tyle razy droższe, ile kosztuje nowa benzyna?

Może... kto wie, może przychyliłbym się do taki pomysłów, gdybym mógł ufać temu, że ci, którzy je wymyślają są rozsądni. Gdybym mógł zobaczyć wyniki testów regulacji prawnych, a nie czytać ekspertyzy i interpretacje, których autorzy w bardzo delikatny sposób sugerują, że ktoś miał coś nie po kolei w głowie. No i przede wszystkim, gdyby potrafili publikować prawo przed wejściem w życie.

>Przecież nikt nie zakazuje pakowania tubki z pastą dodatkowo w pudełko (potrzebne tylko sieciom handlowym) tylko klient mniej chętnie kupi.

W tym wypadku masz rację, choć nie jest prawdą, że klient mniej chętnie kupi. Nic tak mnie nie irytuje jak opakowania, które od razu muszę targać do śmietnika.

A propos opłat służących "robieniu dobrze": Jak ci się podoba 1.7% do ceny dla CD-R używanego do backupu, 1% od dysku twardego w twoim kompie, 3% do skanera, którego używasz do kopiowania zdjęć prababci i 1,2% od każdej kartki A4 na której robisz notatki?

źródło (komercyjne, bo rządowe wymięka):

sip.lex.pl(*)uzacych-do-utrwalania-17033883


Tomasz Sztejka
05-04-2021 17:46 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>To o takie przypadki chodzi, a są coraz częstsze.
>Tak, w takim wypadku masz zdecydowanie rację. Konstrukcje bywają nieprzemyślane pod kątem serwisowania, czasem też serwis bywa nieodpowiednio przeszkolony, a czasem ktoś po prostu chce ogolić frajera.
Raczej chodzi o celowe projektowanie tak, aby serwis był nieopłacalny.
Przysłowiowa śrubka zalana w tworzywo, której nie można dokręcić, trzeba wymienić wraz z tworzywową otoczką

>>Celowo użyłem przykładu butelek po piwie. Chyba nie ma w Europie miejsca w którym do browaru byłoby dalej niż 100 km.
>Do konkretnego browaru, który wyprodukował to piwo od którego zwracana jest butelka znaczy się?
Wprost przeciwnie. Standaryzacja miałaby doprowadzić do tego, że każdy pobliski browar mógłby umyć i napełnić butelki przywiezione jako pełne z końca Europy. Obniżka kosztów i ekonomicznych i ekologicznych

>>(...)Albo opłacalności. Gdyby puszki po napojach były kaucjonowane 1 zł, to niektórzy grzybiarze wynosiliby z lasu znalezione puszki.
>Znów sięgając do Pratchetta: W jego fikcyjnym mieście była plaga szczurów. Władze miejskie wyznaczyły nagrodę, za każdego przyniesionego martwego szczura. A szczurów tylko przybywało. Rozwiązanie: Opodatkować szczurze fermy.
Tylko puszki się nie namnażają

>Już widzę, jak puszki krążą w cyklu zamkniętym: złomowisko-sklep-złomowisko-sklep....
Da się.
Złomowisko - przetwórnia złomu - browar - sklep - złomowisko

>Wynoszenie z lasu czegokolwiek to... właściwie to do kogo należą śmieci? I czy za stare puszki też zwracać kaucję? Nie... nie lubię takich fikcyjnych rozwiązań, w których stwarza się sztuczne obciążenia finansowe powyżej wartości wyrobu którego dotyczą.
Widzisz inne wyjście?
Przecież jeśli idziesz na grzyby i zabierasz puszkę z piwem, a potem oddajesz ją w sklepie, nie ponosisz dodatkowych kosztów.

>>Kaucja nie bije po kieszeni,(...)
>Daj spokój. Możesz zgubić, musisz przynieść, musisz przechowywać... czas i inne zaosby też kosztują.
Sortuję w domu śmieci. Nawet puszki po napojach idą osobno, potem przyjeżdżają leśne ludki i romantycznym barytonem pytają "Kierowniku, mocie złóm?"
Uczciwie na swoje pół litra zarabiają

>>(...)ale państwo powinno mieć możliwości proekologicznego działania także przez kieszeń
>Czyli, na przykład jakie? Dopłaty solarów, które moc nominalną osiągają przez dwa dni w roku i mimo zainstalowanych megawatów musimy mieć elektrownie zapasowe o takiej samej mocy? Czy może dopłaty do aut elektrycznych, które są tyle razy droższe, ile kosztuje nowa benzyna?
Nie, nie takie, choć może powinni się wypowiadać lepsi ode mnie specjaliści.
Podałem przykłady kombinowanych (zbędnie) opakowań

>A propos opłat służących "robieniu dobrze": Jak ci się podoba 1.7% do ceny dla CD-R używanego do backupu, 1% od dysku twardego w twoim kompie, 3% do skanera, którego używasz do kopiowania zdjęć prababci i 1,2% od każdej kartki A4 na której robisz notatki?
Nie podoba mi się i nie o to chodzi. Przykład pasty do zębów, kiedyś był nawet wykorzystywany w reklamie "pan płaci, pani płaci..." dlaczego więc w sklepach rzadkością jest pasta bez dodatkowego, zbędnego z użytkowego punktu widzenia pudełka?
Bo na sklepowych pólkach zajmuje więcej miejsca, podnosząc koszta dla handlowych sieci. A to jest ważniejsze niż oszczędzanie zasobów środowiska.
Tu jest rola państwa.

Niemniej zaczyna się od tych dwóch Czechów, od których zaczyna się ten wątek. Obydwaj namawiają do jednego: zapytaj siebie po co kupujesz, czy jest ci to na pewno potrzebne?"

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
06-04-2021 08:32 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> (...)ale państwo powinno mieć możliwości proekologicznego działania także przez kieszeń
> Czyli, na przykład jakie? Dopłaty solarów, które moc nominalną
> osiągają przez dwa dni w roku i mimo zainstalowanych megawatów
> musimy mieć elektrownie zapasowe o takiej samej mocy?

Moc wyprodukowana blisko miejsca jej konsumpcji (wyprodukowana na dachu domu i konsumowana przez domowników lub sąsiadów podłączonych do tej samej sieci niskiego napięcia) jest bardziej opłacalna. Mniejsze straty, mniej urzadzeń przetwarzających typu transformatory, linie, rodzielnie itd.

Nie bardzo wiem, o co chodzi z "moc nominalną osiągają przez dwa dni w roku" - praktycznie żadne urządzenie łącznie z tymi w elektrowni, nie osiąga jej w sposób ciągły.

Zdecydowanie wyżej cenione sa elektrowne, które potrafią oddać moc wtedy, kiedy jej najbardziej potrzeba: np. gazowe, szczytowo-pompowe itd.

Szczególnych wad w przypadku "szczytowosci" elektrowni słonecznych bym nie upatrywał. Wiadomo, iż nigdy nie będa miały udziału rzędu 90% produkcji energi w panstwie.
Poza tym produkują energię przez cały dzień nasłonecznienia a ten chwilowy szczyt to ułamek ich zdolnosci produkcyjnych energii.

Liczy się energia, a nie moc szczytowa.

Są panstwa w których regulacje prawne zabraniają oddawania energii do sieci. Wówczas falownik PV może tak regulowac oddawanie mocy, żeby pokrył częściowe zapotrzebowanie tylko własnego domu.

> Czy może dopłaty do aut elektrycznych, które są tyle razy
> droższe, ile kosztuje nowa benzyna?

Nie bronię tej technologii szczególnie dlatego, że ogniwa są tyleż drogie, co nieekologiczne. Ale zobaczymy, co pokaże przyszłosć.

> mimo zainstalowanych megawatów
> musimy mieć elektrownie zapasowe o takiej samej mocy?

To nie są elektrownie zapasowe, tylko po prostu elekrownie pokrywające resztę zapotrzebowania, także w nocy. Jeden z użytkowników na tym forum linkował artykuł do budowanegocw USA banku energii na akumulatorwach Li-pol w okolicy 1 GW wiec i problem dystrybucji mocy z baterii słonecznych na czas wieczoru czy nocy, może zostać wkrótce znacznie poprawiony.

Zresztą znam ludzi, którzy budują sobie w domu własne banki energii. Oczywiście mają dalej problemy typu starzenie się ogniw itd. ale idzie to wszystko do przodu a ceny spadają.

Przykład: kupujesz sobie zuzytą baterię do e-bike, która normalnie kosztuje 2 tys PLN.
Płacisz 100 PLN, wymieniasz ogniwa na nowe markowe za 600 PLN u człowieka ze zgrzewarką. I jeździsz kolejne 8 lat do pracy 20 km w jedną stronę dopedałowując dla zdrowia i oszczędzając na paliwie / biletach, za prąd płacąc grosze.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Że projekty Muska są absurdalne - to też nihil novi sub sole. <<
Wysłanie ludzi na Marsa to pryszcz w porównaniu z zapewnieniem im warunków przeżycia. Chyba że chce wysyłać ich w jedną stronę. Bo w końcu nie ma mowy o tym, jak tych ludzi przywieźć z powrotem.
Arminius (25555 punktów)tandeta science fiction?
>>>Że projekty Muska są absurdalne - to też nihil novi sub sole. <<
>Wysłanie ludzi na Marsa to pryszcz w porównaniu z zapewnieniem im warunków przeżycia. Chyba że chce wysyłać ich w jedną stronę. Bo w końcu nie ma mowy o tym, jak tych ludzi przywieźć z powrotem.
>

Tak. To jakiś absurd przy obecnych możliwościach i ograniczeniach technologicznych i kosztach. Brzmi to jak scenariusz tandetnego filmu science fiction.
04-04-2021 11:03 
 Ocena 2 na 2
Wenancjusz (16441 punktów)Odp: O humbugu cyfryzacji i manowcach Muska
>>>Że projekty Muska są absurdalne - to też nihil novi sub sole. <<
>Wysłanie ludzi na Marsa to pryszcz w porównaniu z zapewnieniem im warunków przeżycia. Chyba że chce wysyłać ich w jedną stronę. Bo w końcu nie ma mowy o tym, jak tych ludzi przywieźć z powrotem.

Musk i jego buńczuczne zapowiedzi nie są na razie nic warte. Za dużo poważnych problemów. A desperatów na kuli ziemskiej masz mało by lecieć tylko w jedną stronę? Nie rozwiązane są dwa podstawowe problemy (nawet przez Muska). To dostęp do nieskażonej wody i produkcji tlenu na Marsie. A że chce robić masowe wycieczki, to jeszcze do tego nie dorósł. Za tym stoją wydatki niewyobrażalne.


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.

Wróć do listy wątków działu Świat
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365