Wędrując rowerem po Opolszczyźnie trafiłem także do byłego obozu jenieckiego w Łambinowicach. Wystawa muzealna jest taka sobie, bardzo interesujący natomiast jest cmentarz jeniecki, stanowiący cześć kompleksu muzealnego. Miłośnicy turystyki nekropolicznej bezwzględnie winni tutaj zaglądnąć. Po "odzyskaniu wolności" pociągnąłem w plener nad Nysę, żeby trochę pomoczyć tyłek i w trakcie jazdy, pod wpływem obejrzanych filmów i fotografii - nawiedziła mnie pewna refleksja. Otóż oficerowie w oflagach zwolnieni byli od obowiązku pracy. Z kolei szeregowi i podoficerowie w stalagach - generalnie byli do takiej pracy zobowiązani. Pozornie oficerowie mieli wielki przywilej, podkreślający ich wyższą szarzę i uprzywilejowany status. Ale przecież gdy ktoś siedzi np. 6 lat w obozie i nie pracuje, to - jeżeli nie narzuci sobie ostrej samodyscypliny ćwiczeń fizycznych i wysiłku intelektualnego - może ulec całkowitej degrengoladzie psycho - fizycznej. Praca, rzecz jasna nie wycieńczająca, jest w takich okolicznościach błogosławieństwem. Tak więc instytucja która miał być przywilejem, mogła w określonych kontekstach nabierać znamion przekleństwa. Bo przecież podoficer, który pracował u jakiegoś ludzkiego bauera, który (to warunek sine qua non) go nie katował nadludzką praca - miał o niebo lepiej niż oficer siedzący cały czas w jednym miejscu i kiszący się w swoim własnym sosie przez całe lata. Miał odpowiednią porcję wysiłku fizycznego ( mens sana in corpore sano), lepsze jedzenie, więcej kontaktów towarzyskich, możliwość przebywania w różnych miejscach. Z materiałów muzealnych nie dowiedziałem się, czy oficer na własną prośbę mógł być skierowany do pracy, jeżeli odczuwał taką potrzebę. Ale nawet jeżeli tak było - to zdecydowana większość z nich nie korzystała z takiej możliwości ze względów na konwenanse socjalne oraz presję innych oficerów, dbających o status i prestiż grupy. |