Dla każdego początkującego gitarzysty "Dom wschodzącego słońca" był obowiązkowym wstępem w drodze do opanowania gry na tym instrumencie. Nie inaczej było ze mną. Grałem już trochę na klawiszach, więc teoretycznie nie byłem zielony. Wydobyć jednak czysty a-mol na gitarze, trzeba wielu, bardzo wielu prób, a to jest i tak jeden z najłatwiejszych akordów. Dopiero po kilku tygodniach moje pierwsze riffy przypominały oryginały. Co prawda byli tacy, którzy za bardzo nie rozumieli muzyki w moim wykonaniu i tym musiałem wyjaśniać, ale ze swoim słuchem akurat nigdy by nie wystąpili w programie jaka to melodia, więc się nie zrażałem. Palce parzyły od strun niemiłosiernie, jak bym je do ognia włożył, a to mogło być też - tak myślę - powodem, że bywałem czasami mało wyrazisty muzycznie. Może gdybym akompaniował gwiżdżąc, ale najzwyczajniej nie umiałem i nie umiem gwizdać, a śpiew... Nie było łatwo mi głos zsynchronizować z gitarą, więc "szlifowałem" go w samotności. Nie dlatego, że wstydziłem się śpiewać, nie. Już w przedszkolu, na Dzień Kobiet, piosenkę we własnym wykonaniu mojej pierwszej dziewczynie zadedykowałem, I tak mając 7 lat zaśpiewałem Nie Płacz Kiedy Odjadę, którą mnie pewna wspaniała kobieta nauczyła. A potem był pierwszy pocałunek dziewczyny... w policzek, i łzy szczęścia, że tekstu nie zapomniałem.
Początki z gitarą..., to była chyba bardziej droga przypominająca drogę przez mękę, niż jakąś zwariowaną, szaloną miłość. Był ból paluchów i były rozstania - te chwile, gdy stała oparta o ścianę, a ja z utęsknieniem czekałem kiedy znowu będę mógł po jej gryfie opuszkami palców przejechać i w końcu były powroty. I tak na przemian, dopóki się nie dotarliśmy. Przetrwaliśmy jeszcze później parę burzliwych, ale już nie groźnych momentów, i tak do dzisiaj, to już 45 lat dokładnie.
A teraz słów kilka o utworze który zapoczątkował moją "wielką" przygodę z gitarą.
"Szukaliśmy piosenki, która przyciągnie uwagę ludzi" - powiedział piosenkarz Animals Eric Burdon. Znaleźli starą amerykańską balladę ludową "The House of the Rising Sun". W 1962 roku Bob Dylan zaśpiewał tę ponurą opowieść o dziewczynie z Południa uwięzionej w burdelu w Nowym Orleanie. The Animals, z angielskiego miasta węglowego Newcastle, zmienili płeć w tekstach, a klawiszowiec Price stworzył nową aranżację, zdobywając tym uznanie kompozytora. Price dodał także solo organowe inspirowane hitem Jimmy'ego Smitha "Walk on the Wild Side"
Jest dom tam daleko w Nowym Orleanie
Nazywają go Domem Wschodzącego Słońca
Stał się ruiną dla wielu biednych dziewczyn
A ja, o Boże, jestem jedną z nich
www.youtub(*)annel=TheAnimalsTributeChannelA tutaj ciekawa wersja instrumentalna
www.youtub(*)9cdr3o4&ab_channel=JamieDupuis