Podrzucam link do nader interesującego tekstu szwedzkiego autora o twórczości Reymonta, w tym przede wszystkim o "Ziemi Obiecanej". Pochodzi on z 1920 roku (Tygodnik Ilustrowany) - więc nie jest pokiereszowany polityczną poprawnością. Szwed uznając wielkość i oryginalność twórczości Reymonta koncentruje się następnie na "obrazie wielkiego miasta, powstałego w zachodniej Polsce na iście amerykańską modłę..." o którym wiekopomny fresk namalował nasz pisarz.
Zainteresowanych problemem - odsyłam do podlinkowanego materiału.
"Ten odrębny świat, dziwaczna mieszanina Ameryki i Wschodu, występuje w powieści Reymonta w jasno określonych konturach i malowany jest jaskrawemi farbami. Świat to mało znany Europie zachodniej. Podczas wojny uchylono zasłonę.Kopenhaga zwłaszcza miała sposobność zapoznać się znacznie bliżej, aniżeli byłaby sobie tego życzyła, z wyższemi warstwami mieszkańców Łodzi; w stolicy duńskiej bowiem skupiła się większość bogatych aferzystów niemieckich i żydowskich, którzy tam chronili się przed okupacyą niemiecką.
Książka Reymonta przekonywa nas, że to nie jest specyalnie sympatyczna klasa ludzi."
"Finansowi patrycyusze łódzcy uosabiają mamonizm w jego najdoskonalszej formie. Żydowska żądza zysku wycisnęła na życiu gospodarczem miasta piętno bezwzględności i cynizmu, wobec których bledną wszelkie afery w Ameryce. W książce Reymonta roi się od przykładów tego wpływu, jaki konkurencya żydowska wywiera na obyczaje i moralność."
retropress(*)y/glosy-szwedzkie-o-reymoncie/"Dominującemi postaciami w książce są Żydzi i to jest w porządku rzeczy: zbyt to charakterystyczne profile, żeby się nie odcinały z całą wyrazistością na podobnem tle.
Scena zalotów Moryca Weltsa o bogatą Grünspanównę jest poprostu niezapomnianą. Inny jeszcze obraz porywa oryginalnością swojego humoru.
Stary arcy-milioner, Szaja Mendelson, odprawia nabożeństwo domowe. We wspaniałym, elektrycznością oświetlonym pałacu, pełnym wytwornych gości, w odległym, ciemnym pokoju siedzi Szaja samotny, otulony w płaszcz rytualny, a przy nim dwóch śpiewaków z synagogi zawodzi żałosne hebrajskie melodye.
Połączenie bezgranicznej zdolności asymilatorskiej i zaciętego tradycyonalizmu jest tu przedziwnie scharakteryzowane, a końcowa pointe’a: ekonomiczny układ między milionerem a kantorami z synagogi, olśniewa pełnym realizmu humorem."