Od 3 lutego do 11 lutego Arminius poświęcił 11 wątków raportowi Amnesty International. Przez ten czas moje odpowiedzi kasował twierdząc, że zawierają hejt. Dzisiaj każdy może się przekonać, że tu nie chodzi o żaden hejt, gdyby tak było człowiek ten zamieściłby nie jeden cytat mój, ponieważ sposób jego działania na tym forum jest podobny do sposobu działania islamskich terrorystów - terroryzować i jednocześnie grać ofiarę.
Ale wróćmy do raportu, tak jak poprzednio Armi moje odpowiedzi kasował odnośnie tego tematu, tak teraz panicznie wstawia nowe wątki by nikt prawdy się nie dowiedział. Arminius wielokrotnie próbował mój głos zagłuszyć, początkowo kasując moje odpowiedzi, a teraz znalazł inny sposób destrukcji.
Niedawny raport Amnesty International, w którym uznano, że w Izraelu panuje apartheid, został potępiony i odrzucony przez władze nie tylko Izraela, ale także USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec.
Nie zdarza się właściwie, żeby rządy reagowały na wymierzone w kogo innego raporty organizacji praw człowieka. Krytyka ze strony Waszyngtonu, Londynu i Berlina to - paradoksalnie - dla Amnesty komplement, świadczy ona bowiem, że z jej opinią rządy się liczą do tego stopnia, że protestują, gdy Amnesty mówi bzdury. Najważniejsza krytyka raportu przyszła jednak z Jerozolimy.
"Nie powiedziałbym, że to apartheid - oświadczył przywódca partii Ra'am. - Wolę opisywać rzeczywistość w sposób obiektywny. Jeżeli w jakiejś dziedzinie jest dyskryminacja, to powiemy, że w tej dziedzinie jest dyskryminacja". Łatwo oczywiście zbyć jego słowa, Ra'am jest bowiem partią koalicji rządzącej. Tyle tylko że jest to arabska partia islamistyczna. Gdyby w Izraelu panował apartheid, jak twierdzi Amnesty, Ra'am z definicji nie mogłaby być częścią rządzącej koalicji czy w ogóle zasiadać w Knesecie. Gdyby jej przywódca Mansur Abbas poparł stanowisko Amnesty, to byłoby tak, jakby oświadczył, że został niedawno zamordowany.
Można oczywiście twierdzić, że Ra'am to listek figowy rządzącej koalicji mający ukryć dyskryminację Arabów. Rzeczywistość jest inna. Bez Ra'am koalicja nie miałaby większości, zaś partia Abbasa zgodziła się wejść w jej skład, by realizować swój program, w którym na pierwszym miejscu jest właśnie walka z dyskryminacją Arabów będącą w Izraelu realnym problemem. Ale to jeszcze nie apartheid, a jeśli dopuszczenie dyskryminowanych do władzy jest listkiem figowym, to daj Boże cały las takich figowców.
Na razie jednak Ra'am Abbasa (3,8 proc. głosów) jest w koalicji, a Tkuma Becalela Smotricza (5,1 proc.) w opozycji. Gdyby partia ta była u władzy, oskarżenia Amnesty stałyby się zapewne w pełni uzasadnione: Smotricz twierdzi, że Arabowie są izraelskimi obywatelami "na razie", bo "szkoda, że w 1948 r. Ben Gurion nie »dokończył roboty«" ich wypędzania.
Pragnąc poprawić swoje notowania, Smotricz udał się właśnie w podróż do europejskich gmin żydowskich, poczynając od Londynu, gdzie Rada Przedstawicieli Brytyjskich Żydów wydała w związku z tym oświadczenie. Reprezentująca większość Żydów i ponadćwierćwiekową tradycję Rada wypowiada opinię konsensusu; jej oświadczenia są więc z reguły do bólu nudne i oczywiste. Smotriczowi Rada powiedziała: "Wracaj do samolotu, na zawsze bądź zapamiętany jako hańba".
Żydowski rasizm jak każdy inny jest hańbą, ale Rada nie dlatego wydała oświadczenie, że właśnie doszła do tego oczywistego wniosku, ale dlatego, że naprawdę znakomita większość Żydów brytyjskich, podobnie jak izraelskich, nie chce mieć ze Smotriczem nic wspólnego, choć on uważa, że reprezentuje ich interesy. Lepsze przyjęcie może czekać przywódcę Tkumy we Francji, gdzie Żyd - francuski rasista, Éric Zemmour startuje w wyborach prezydenckich z podobnym jak Smotricz programem.
wyborcza.p(*)ain_topic_2-K.C-B.3-L.1.glowka