>
To był dopiero wielki, czysty logicznie, bez ułatwień, filozof.>
Siema>

Całkiem nieźle mu poszła ta analiza jak na 400 lat do tyłu.
Dziś wiemy, iż nieskończoność wszechświata nie da się udowodnić. Nasze Słońce ma początek, tym samym wszystkie inne gwiazdy również a wraz z nimi światło. Czy wszechświat mógł istnieć bez światła? Może i mógł, lecz dla ludzkości brak światła(lub śladu po nim) to brak możliwości poznawczych.
Życie rozumne na innych planetach jako wniosek, iż każda gwiazda widziana na nieboskłonie, może być potencjalnie kolejnym Słońcem...eee, zbyt proste i naiwne myślenie.
Ja tu bym poszedł w drugą stronę, również bardzo prosto. Czy możliwe jest, że jakiś nieskończenie inteligentny dziadek rozpisał sobie z nudów zadanie i zechciał stworzyć istoty żywe i do tego rozumne? Oczywiście stworzenie warunków wymagało użycia niezliczonej ilości dobranych do siebie parametrów, praw, zależności i h wie co jeszcze. Hmmm...śmiem wątpić, iż taki kozak istnieje.
To co, przypadek? Nie, no jak k....takie myślenie to jeszcze większe szaleństwo.
To jak inaczej? Przecież na tym niebie niezliczona ilość gwiazd.
Kurka wodna, my takie durne ludziki, ale uczyć się potrafimy.
A może wszechświat opiera się na jakimś własnym systemie informacyjnym, potrafi się uczyć i przenosić informacje a taka mnogość gwiazd to po prostu jedno wielkie laboratorium?
Może sens powstania wszechświata dopełnia się dopiero, gdy zaistnieje życie, a życie rozumne to wisienka na torcie? hehe.
Pozdro.