Już od 2014 roku "cyberżołnierze" przez cały dzień, za pośrednictwem fałszywych kont w mediach społecznościowych, zasilało blogi i prowadziło wątki sławiące Putina, politykę Kremla i jego przyjaciół oraz oczerniające różnych wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. Śledztwo przeprowadzone przez niezależną gazetę "Nowaja Gazieta" ujawniło wtedy powiązania między "fabryką trolli" a petersburskim biznesmenem Jewgienijem Prigoginą. Znany jako "kucharz Putina" i słynący z bliskich relacji z Kremlem restaurator był podobno głównym inwestorem w "fabryce". Jego firmy zajmowały się obsługą ważnych wydarzeń, w tym inauguracji prezydenckiej, a Prigogine osobiście serwował posiłki Władimirowi Putinowi, który gościł głowy państw w Moskwie i Sankt Petersburgu. Jego Grupa Concorde jest również właścicielem restauracji w dwóch dużych miastach Rosji, w tym Białego Domu w Moskwie, w którym mieści się siedziba rządu. Struktury Prigogine'a regularnie wygrywają lukratywne przetargi na obsługę bankietów wojskowych, szkolnych i innych uroczystości państwowych. Kreml stanowczo temu zaprzecza. "Nigdy o tym nie słyszeliśmy, nie wiemy. Co więcej, nie mamy z tym nic wspólnego" - mówi rzecznik prezydenta Dmitrij Peskow. Prosimy o niełączenie się z tą historią na Facebooku". Andriej Soldatow, niezależny ekspert i specjalista ds. bezpieczeństwa cybernetycznego, twierdzi, że jest dokładnie odwrotnie. Według niego, wszystkie takie operacje są ustalane i organizowane przez otoczenie Putina. Wszystko jest bardzo scentralizowane i wszystko jest ustalane na Kremlu" . W przeciwieństwie do czasów sowieckich, kiedy istniał bardzo wyraźny podział na operacje na terytorium kraju i za granicą oraz rozdział między wykonawcami...". Dodaje: "Dziś ci sami ludzie zarządzają wnętrzem i zewnętrzem, i są w administracji prezydenckiej".
Decyzja o ingerencji w amerykański proces wyborczy została, według niego, podjęta dość spontanicznie. To prawda, że od 2015 r. trwał cały okres zbierania informacji. Jednak według niego dopiero po aferze Panama Papers, gdzie w kwietniu 2016 roku ujawniono 11,5 mln poufnych dokumentów z kancelarii Mossack Fonseca, co jeszcze bardziej odsłoniło całun tajemnicy nad majątkiem rosyjskiego prezydenta, Putin, "spragniony zemsty", "podjął decyzję" o ingerencji w wybory w krajach zachodnich. Decyzja ta miałaby zatem charakter czysto taktyczny, a nie strategiczny. I kontynuuje Soldatov: "To oczywiście nie wyklucza faktu, że już w 2014 roku płacono ludziom za działania na portalach społecznościowych w Europie i Stanach Zjednoczonych."
Zapytam głównego trolla Putina na tym portalu - Armi mówi ci to coś:
Cytat:Było wiadomo już 2017 roku, że działania hakerów, wymierzone w domeny należące do Trumpa, prowadziły do natychmiastowego przekierowywania użytkowników odwiedzających strony powiązane ze zhakowanymi adresami na serwery znajdujące się w Petersburgu. Miało się na nich znajdować złośliwe oprogramowanie, powszechnie wykorzystywane do wykradania haseł bądź szyfrowania plików w celu uzyskania okupu przez cyberprzestępców, jednak - jak do tej pory - nie pojawiły się informacje o ofiarach tych dwóch typów działań w powiązaniu z aktywnością hakerów na stronach Trumpa.
A tak przy okazji - NIKT w rodzinie Bidena nie jest oskarżony ani badany za przestępstwo, ale wszyscy wokół Trumpa SĄ.
Armi mówi ci to coś:pbs.twimg.(*)AoDcnt?format=jpg&name=360x360