Racjonalista - Strona głównaDo treści
Antygender, czyli soft power

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
22-04-2022 08:38romaro (25211 punktów)Antygender, czyli soft power
Płeć i seksualność zajmują centralne miejsce w rosyjskiej kampanii przeciwko Unii Europejskiej i Zachodowi. Można wręcz powiedzieć, że sprzeciw wobec rzekomemu rozpasaniu i moralnej degeneracji Zachodu, które ukrywają się pod słowem "gender", to rosyjska soft power. Zachód przedstawiany jest w rosyjskich mediach nie tylko jako polityczny przeciwnik, ale też jako "świat na opak", który dąży do samozagłady i sprzeciwia się zdrowemu rozsądkowi. Kraje Unii Europejskiej opisuje się ze zgrozą jako miejsca, w których odbiera się dzieci normalnym rodzinom, by oddać je gejom i pedofilom, gdzie rozbija się małżeństwa, bałamutnie przekonując, że tego wymaga obrona kobiet przed przemocą; gdzie wreszcie przymusowo zmienia się płeć nastolatkom w imię chorej "ideologii gender". Zgodnie z propagandą Kremla, powtarzaną przez Cerkiew moskiewską, to szaleństwo jest podstępnie eksportowane na Wschód - geje rządzą Europą (a właściwie Gejropą), a sterroryzowane przez nich instytucje unijne wymuszają parady równości w krajach, które są wciągane w orbitę Zachodu. Gdy Putin mówił o "skancelowanej" za transfobię J.K. Rowling, w istocie chodziło mu o udręczoną przez Zachód Rosję - dramat pisarki ma być "dowodem na to, że Zachód lubi »unieważniać« ludzi, a teraz z tym samym mierzy się Rosja". W globalnej wojnie dobra ze złem Ukraina - stawiająca na sojusz z Zachodem i starająca się o wejście do Unii Europejskiej - ustawiona jest w roli źródła zagrożenia, a jednocześnie kraj skolonizowany, który Rosja musi zbawić. W całej tej opowieści kwestia płci i seksualności odgrywa rolę kluczową, a nie marginalną. W obliczu kolonialnej agresji Zachodu i jego sojuszników w regionie konieczna jest samoobrona. Tej właśnie wizji jasno dał wyraz patriarcha Cyryl, gdy 6 marca 2022 r. wyjaśnił konieczność putinowskiej "operacji specjalnej". Warto tę wypowiedź przytoczyć in extenso, bo jej ton i retoryka wiele mówią o sposobie myślenia władców współczesnej Rosji: "Od ośmiu lat próbuje się zniszczyć to, co istnieje w Donbasie. Tylko dlatego, że ta ziemia stanowczo odrzuca tak zwane wartości oferowane przez tych, którzy roszczą sobie prawo do władzy nad światem. Istnieje dziś swoisty test na lojalność wobec tej władzy, swego rodzaju przepustka do »szczęśliwego« świata, świata nadmiernej konsumpcji, świata fałszywej wolności. Czy wiecie na czym polega ów test? To proste i straszne zarazem: to parada gejowska. Żądanie, by odbyć gejowską paradę, stanowi sprawdzian lojalności wobec tego potężnego świata, my zaś wiemy, że jeśli ludzie lub państwa opierają się temu żądaniu, to zostają przez ów świat odrzuceni, potraktowani jako obcy".
Przyjrzyjmy się tej opowieści nieco bliżej. Oto wartości proponowane przez Zachód okazują się pozorne, fałszywe, konsumpcyjne. Zachód pozostaje jednak potęgą, a jej ofiarami są prości ludzie, na których wymusza się zło. Rosja ma do spełnienia wielką misję cywilizacyjną: jej zadaniem ochrona lokalnych społeczności przed złowrogą zachodnią kolonizacją, a w dalszej perspektywie - moralne odnowienie chrześcijańskiego świata, uratowanie Zachodu przed nim samym. To właśnie Rosja ma stanowić repozytorium wartości, które kiedyś stanowiły oś świata zachodniego, a które Zachód zaprzepaścił. Prawdziwe wartości - te, których próbuje bronić Donbas, oczywiście z pomocą Rosji - to tradycja (w tym tzw. tradycyjna rodzina), naturalny porządek płci, jasna hierarchia społeczna i dominująca rola religii, która pozwala na oddzielenie występku od cnoty. O tym wszystkim Zachód zapomniał omamiony wizją fałszywej wolności propagowaną przez Freuda, Marksa, a potem kontrkulturę, feminizm i ruchy LGBT. Sprzeciw wobec "ideologii gender" jest w Rosji integralną częścią dyskursu imperialnego.
Putin zwrócił się ku tak rozumianemu konserwatyzmowi w latach 2011-13 w reakcji na zmasowane protesty przeciwko fałszerstwom wyborczym, które doprowadziły do jego trzeciej kadencji prezydenckiej. Ruch ten okazał się niezwykle skuteczny przede wszystkim dlatego, że już wcześniej przygotowano pod niego grunt: rosyjskie elity akademickie i intelektualne lansowały wizję nowego konserwatyzmu opartą na połączeniu antyzachodniego nacjonalizmu ze sprzeciwem wobec socjalizmu i odwołaniem do tzw. tradycyjnych wartości. W ramach tej wizji transformacja naszego regionu po 1989 roku to efekt dominacji liberalnego Zachodu, ciąg upokorzeń dla Wschodu. Jest to znana nam dobrze retoryka "wstawania z kolan", obrony suwerenności, oporu przed globalizmem i odmowy imitacji. W przypadku Rosji podszyta jest ona imperialną nostalgią i megalomanią.
Poglądy te od lat płyną wartkim strumieniem nie tylko z rosyjskich mediów. O szczególnej misji Rosji w antygenderowej krucjacie wypowiadała się np. niemiecka socjolożka Gabriele Kuby, sztandarowa postać europejskiego ruchu wojującego z "ideologią gender". W jednym z wywiadów stwierdziła wprost, że "Rosja to dziś jedyny kraj, w którym istnieje możliwość, aby Kościół i państwo odbudowały fundamenty rodziny". Istnieją też wersje opowieści o zgniłym Zachodzie dostosowane do potrzeb lokalnych. Wybawcą okazuje się na przykład Chorwacja albo Polska. Zdaniem amerykańskiego katolickiego ultrakonserwatysty, znanego z antysemickich publikacji E. Michaela Jonesa, to właśnie Polacy zostali wybrani, by bronić Zachodu - za czasów Sobieskiego przed zagrożeniem islamskim, a dziś przed szaleństwem ateizmu i gender.
Mamy tu do czynienia z dwoma równoległymi procesami. Po pierwsze, "wojna z gender" sięga po coraz radykalniejsze środki, a jej propagatorzy skłonni są do usprawiedliwiania przemocy, przedstawiając agresję jako obronę konieczną. Z drugiej strony dyskurs militarystyczny i autorytarny jest coraz bardziej nasycony retoryką płci i rodziny. Dotyczy to nie tylko Rosji, ale też populistycznej prawicy w całej Europie. Słowa patriarchy Cyryla czy liczne wypowiedzi Putina o zagrożeniu ze strony Gejropy są skrajnym przykładem na to, co może się wydarzyć, kiedy te dwie tendencje się spotykają.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

romaro (25211 punktów)C.D.
Pomysł, że Rosja broni tradycyjnej rodziny, mordując cywili w Ukrainie, może się wydać całkowicie absurdalny komuś, kto śledzi tę wojnę w zachodnich mediach i widział choćby zdjęcia zgwałconych dzieci z Buczy. A jednak to coś więcej niż metafora. Dla odbiorcy rosyjskich mediów ta argumentacja pozostaje przekonująca: w obliczu wieloletniej ekspansji Zachodu "interwencja" w Ukrainie staje się aktem samoobrony. Chodzi nie tylko o integralność terytorialną Rosji w obliczu ewentualnego poszerzania NATO, ale też walkę dobra ze złem, rozsądku z szaleństwem, dziedzictwa duchowego z moralną degeneracją.
Wiosną 2019 roku z ust prezesa PiS padły pamiętne słowa o tym, że "ruch LGBT i gender zagrażają naszej tożsamości, zagrażają naszemu narodowi, zagrażają polskiemu państwu". Argumenty podobne do tych, których używa Kaczyński, można znaleźć w wypowiedziach polityków partii prawicowych takich jak Fidesz na Węgrzech, Lega we Włoszech, Vox w Hiszpanii czy AfD w Niemczech, choć nie wszędzie są one równie skuteczne. W zależności od kontekstu zmienia się też retoryka: o ile polskie kampanie antygenderowe, trwające z różnym natężeniem od 2012 r., są otwarcie homofobiczne, o tyle np. w Niemczech czy Szwecji prawica zwalcza studia genderowe i queerowy feminizm, jednocześnie demonizując uchodźców i migrantów z krajów muzułmańskich jako zagrożenie dla białych kobiet i "naszych gejów". W krajach zachodnich prawica nie broni prawa mężczyzn do bicia swoich żon, nie proponuje też - jak w Polsce - całkowitego zakazu aborcji, ale chętnie piętnuje wynaturzenia feminizmu, który rzekomo "poszedł za daleko" w politykach równościowych.
Skrajną prawicę i ultrakonserwatywne ruchy łączy nie tylko wspólny pogląd na kwestię płci. Jak pokazuje raport Neila Datty z Europejskiego Forum Parlamentarnego, w latach 2009-19 ruch antygenderowy w Europie zasiliło co najmniej 188 milionów dolarów z Federacji Rosyjskiej. Pieniądze te płyną przez organizacje pozarządowe oraz rozmaite "pralnie pieniędzy", a pochodzą głównie z kieszeni rosyjskich oligarchów. Nie oznacza to, że Rosja to jedyny czy główny sponsor kampanii zwalczających "ideologię gender" - w tym samym okresie 437 milionów dolarów udało się pozyskać w samej UE, a 81 milionów pochodziło z USA, głównie od konserwatywnych think tanków. Przepływy finansowe pokazują jednak, kogo w Europie łączą z Putinem poglądy i pieniądze.

Do lutego 2022 r. fascynacje tych środowisk putinowską Rosją nie stanowiły specjalnej tajemnicy, dziś jednak stanowią wstydliwe obciążenie: Marine Le Pen musiała wyrzucić ponad milion ulotek wyborczych, na których pozowała z Putinem, a Matteo Salvini chętnie zapomniałby o zdjęciach, na których występuje w koszulce z wizerunkiem rosyjskiego prezydenta. Liderzy hiszpańskiej partii Vox, znanej z sympatii dla Putina, w pierwszej chwili odmówili potępienia rosyjskiej napaści na Ukrainę, by po chwili zmienić kurs i porównać samych siebie do Zełenskiego.
Co na to wszystko Watykan? Dlaczego papież milczy? Istotnie, trudno to pojąć, jeśli nie traktuje się poważnie podziałów kulturowych. Watykan jest jednym z głównych inicjatorów wojny kulturowej wokół kategorii "gender" i pozostaje jednym z głównych rozgrywających. Od lat 90. Kościół katolicki zwalcza "genderową agendę" - czyli prawa kobiet, prawa mniejszości i liberalizm obyczajowy - jako niebezpieczne wymysły zachodniej "cywilizacji śmierci". Na początku drugiej dekady XXI wieku zarówno ówczesny papież, jak i kolejne Episkopaty - w tym także polski - potępiały "gender", widząc w nim zagrożenie dla cywilizacji. W lutym 2016 r. doszło do historycznego spotkania Franciszka i Cyryla na Kubie - wydali wtedy wspólną deklarację potępiającą równość?małżeńską. Papież Franciszek nie odwiedził, co prawda, Światowego Kongresu Rodzin w Weronie w 2019 r., zaś wrogą mu brazylijską ultrakonserwatywną organizację TFP traktuje z chłodnym dystansem. Od czasu do czasu dystansuje się też publicznie od otwartej homofobii. Jednak nie zdecydował się na otwartą konfrontację z ultrakonserwatywnym skrzydłem Kościoła i nie dyscyplinuje katolickich biskupów, którzy - jak Jędraszewski - mówią publicznie o "tęczowej zarazie" i popierają homofobiczną przemoc. Wręcz przeciwnie, sam wielokrotnie przestrzegał przed "kolonizacją przez gender".
Milczenie głowy Kościoła katolickiego wobec barbarzyństwa Rosji nie wynika zatem jedynie z długiej tradycji neutralności i chęci wystąpienia w roli negocjatora. Watykan i Patriarchat Moskiewski łączy przekonanie o tym, że konserwatywny Wschód stanowi przeciwwagę dla liberalnego Zachodu. A że zdaniem Rosji obrona "prawdziwych wartości" wymaga ofiar cywilnych? Papież zapewne nad tą koniecznością ubolewa, ale nic nie wskazuje na to, by miał zamiar zmienić front.
wyborcza.p(*)a_wyborcza.pl-K.C-B.5-L.1.maly
Hamerlik Konopka (19903 punktów)Odp: C.D.
Różnice kulturowe sprowadzają się w zasadzie do różnicy uczuć, które sterują umysłami przedstawicieli różnych kultur.

Ze sprzecznych uczuć wyrastają sprzeczne pojęcia dobra i zła między różnymi kulturami.

System emocjonalny kopiowany jest w procesie wychowania przez wychowanków od wychowawców. Psyche wychowanka w praktyce staje się kopią psyche wychowawcy. Wszyscy stajemy się umysłowo własnymi rodzicami.

Odmienne i sprzeczne kultury zawsze nawzajem będą postrzegały się jako zło.
Znaczenie ma tu stopień rozbieżności uczuć. Przy małych rozbieżnościach uczuć może dojść do integracji, przy dużej rozbieżności emocji musi dojść do walki, to tylko kwestia czasu.

Z memami jest podobnie jak z genami. Zbliżone łączą się i synchronizują, odległe odrzucają się i zwalczają jak obce ciało.

Konfliktu kulturowego nie da się rozwiązać żadnymi środkami.
Jeżeli nie są zdolne współistnieć to jedna musi pokonać drugą, przy czym zwycięska zapewne ulegnie kolejnym podziałom i konflikt kulturowy wróci.

Walka i dobór naturalny to przymioty życia.

Europa w konflikcie kulturowym z Rosją jest zbyt tchórzliwa.
Mam nadzieję, że za parę miesięcy przystąpi do wojny z Rosją w obronie europejskich wartości na terenie Ukrainy.

Miałem nie iść na wojnę z nikim ale na wojnę z Ruskimi pójdę, bo to są zwierzęta a nie ludzie.
Nie mogę dopuścić do tego, żeby jakiś Cyryl pozbawił mnie gejowskiego strumienia z Netflixa i za to mogę zginąć.

youtu.be/5VCiU1osa3w

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365