Przy sobocie, co prawda pracującej, wrzucam temat lekki, choć ciężki. Kiedy moja nadświadomość jest w dobrym humorze sama mi takie prezenty robi. Cofnęli mnie do wspomnienia traumtycznego wcielenia. Tak powiedzieli. Faktycznie tą brukowaną drogę, gdzieś w miasteczku, zalaną deszczem i spowitą ciemnością już widziałam kiedyś, ale nie zobaczyłam głównego bohatera. A bohater siedział sam w ciemnym pokoju przy świeczce i pluł krwią. Ubrany był tak jak Panowie z obrazka. Następnie zobaczyłam bohatera leżącego w łóżku, kadr na zapaloną świecę i nagłe jej zgaszenie. Koniec życia. Nie wiem jaka to trauma była, ale podobno wcale nie musiałam tego ponownie przeżywać, podświadomość wie i to wystarczy. Lubię takie atrakcje.  |