>>Działo się to na sam koniec ubiegłego stulecia w roku pańskim 1999, na głębokiej prowincji. >>Po zakończeniu wigilijnej wieczerzy biesiadnicy, jako że zima w tych stronach dopisała i śniegu >>było pod dostatkiem, ruszyli na tradycyjną 'pasterkę'. Wyprawa tam i z powrotem odbywała się saniami >>które ciągnęły konie. Na jednych z zaprzęgów powożący saniami, aby ponaglić wolnego konia >>smagnął go batem. Koń ten niespecjalnie się tym przejął i nie przyśpieszył. Został smagnięty >>ponownie, ale wtenczas odwrócił łeb do powożącego i ludzkim głosem powiedział: >>- jak mnie jeszcze raz uderzysz batem, to jak ci kopytem 'wyświece'......... >>pośród osób będących na saniach zapadło milczenie, zaś powożący aby jakoś przywrócić poprzedni >>nastrój rzekł: - pierwsze słyszę, aby koń gadał ...., a pies który biegł w tę noc obok sań odezwał >>się ludzkim głosem jakby sam do siebie: - ja też(pierwsze słyszę). >Co to jest? Białe jak śnieg i długie jak szosa? To broda od tego kawału. Kain dlatego Abla zabił, bo zamęczał go starymi kawałami. > Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Faktycznie broda jest taka, że jej końca(a może początku) nie widać, ale z okazji śniegu i nadchodzących świąt warto o takich historiach pamiętać - to jest dość dobrze opowiedziana tradycja ustna katolickiego kraju.
|