(...) Co więc potrafiłoby ułożyć sobie kolejną opowieść o muzyce w oparciu o niektóre cytaty. Dziś niech to będzie ( nie pamiętam czyja) po za o nazwie "pojutrze będzie dwa dni jak nie piję".
Sam zwrot autorstwa jakiegoś zwycięzcy reality show. Bardzo użyteczny zwrot gdy ktoś nas zastaje w 40 urodziny z podejrzeniem braku jakichś refleksji z niepowodzenia "no future" bo przyszłość dopadła Cię tak bez wielkiego dzwonu - po prostu nadeszła. Użyteczny o tyle o ile nie konczy imprezy ale jest wyjsciem kompromisowym gdy cos lub mowi ze juz najwyzsza pora. Jednocześnie w swej istocie jest szowizdrzalskim upłynnieniem jakiegoś problemu lub jego podejrzenia. Z drugiej może w zamyśle było formą autoreklamy tylko i informacja że problemu nie ma. Tak czy inaczej z ochotą to cytuje bo dość trzeźwym okiem patrzę na moralizatorstwo do takiej defensywy zmuszającą czasem. Wyszło komuś przypadkiem ale warto pochylić się jak nad pewnym przebłyskiem intelektu. No co - zamiast odpowiadać na pytanie czy jesteś pijany - kochanie tylko kilka kieliszków jedziesz jak wzory skróconego mnożenia mówisz że tak - bez nazywania problemu po imieniu. Ale to w warunkach domowych bez ciśnienia na błyskotliwą wymianę zdań.
PS. Nie wiedziałem w którym dziale forum to umieścić więc tekst ląduje tutaj tak po prostu. To bynajmniej nie szukanie kącika AA albo innego przytuliska co szukanie z kimś debaty na tematy lekko oderwane od codzienności ale jednocześnie nie rozłączne jak wypadkowa uczciwości intelektualnej i definicji wolnomyślicielstwa leżące na przeciwnym biegunie. Bo o ile papier zwykł przyjmować wszystko tak moje prywatne filtry te wolnomyślicielstwo powściągają. Nie w podmiotowości, a co pewnym respektem wobec własnej w tej domenie sprawności. Jej ograniczeniach tym co ma uzasadnienie. No dobra - zamydlam pierwotną myśl bo zdarzyło się, że wątpiłem w moją elastyczność. Nie przedłużając podaje to tutaj. Może znajdą się ludzie skłonni podjąć się rozmowy wokół. |