Diane Keaton w swoim testamencie zapisała swojemu ukochanemu psu Reggiemu aż 5 milionów dolarów, które zostaną przeznaczone na jego utrzymanie i opiekę.
W liberalnym porządku prawnym majątek jest własnością jednostki, a testament to ostatni akt jej woli. W tym sensie "to jej pieniądze" jest argumentem nie do podważenia. Jednak bogactwo gwiazd nie powstaje w próżni. To efekt globalnego systemu konsumpcji.
Śmierć zamyka biografię, a zamknięta historia łatwiej staje się legendą. Wtedy na scenę wchodzi "mowa uwielbienia", która scala życie w spójną narrację, często pomijając sprzeczności. I dzieje się tak za każdym razem gdy umiera gwiazda, gwiazdka, celebrytka, celebryta. Krytyka w takim momencie wydaje się "niestosowna", więc zostaje odłożona na później. Dlatego pytam - czy już można powiedzieć, że w swoich wyborach publicznych są całkowicie odrealnieni? Że w przypadku gwiazd - takich jak Diane Keaton - izolacja od codzienności, a tym samym rzeczywistości, jest niemal wpisana w rolę. Podobne przypadki miały miejsce wcześniej - np. projektantka mody Karl Lagerfeld zapisała część majątku swojej kotce Choupette.
Z ust Julii Wieniawy - aktorki i wokalistki - usłyszeliśmy, że "bieda to stan umysłu". Myślę, że to przejaw próżności i zepsucia celebryckiego świata, w którym luksus staje się normą.
|