Racjonalista - Strona głównaDo treści
Od muzyki do nieszczęścia jest blisko

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
03-12-2025 10:51romaro (25211 punktów)Od muzyki do nieszczęścia jest blisko
Ocena 3 na 3
Stres jest jak dramaturgiczna scena, na której każdy z nas wybiera własną rolę. Jedni sięgają po sport, inni po muzykę, jeszcze inni po rozmowę czy medytację. Czasami to nie wystarcza, więc sięgamy po środki, które nie prowadzą do twórczej transformacji, tylko raczej do ryzyka i destrukcji.

Stres u niektórych pobudza apetyt, u innych go blokuje.
Jedzenie może być formą ukojenia, ale też czynnością, którą stres "odcina", bo ciało skupia się na walce/ucieczce.
Ktoś, kto nauczył się regulować emocje przez jedzenie, sięga po przekąski; ktoś inny reaguje odwrotnie, tracąc apetyt.
Jedni palą - papieros staje się rytuałem oddychania: wdech-wydech, jak mantra. Dym daje poczucie chwilowego uspokojenia
Inni piją, bo alkohol rozluźnia, rozprasza napięcie, pozwala "rozpuścić" granice. Iluzja katharsis - chwilowe oczyszczenie emocji, które jednak często prowadzi do pogłębienia chaosu.
Niemal każdy człowiek wykształca jakiś nawyk odstresowujący, choć jego forma może być bardzo różna. To naturalny mechanizm radzenia sobie z napięciem - ciało i umysł szukają gestu, który przywraca równowagę.

Jak każdy miewam również gorsze chwile, zwykle wtedy biorę gitarę albo siadam przy klawiszach. Moje chaotyczne brzdęgolenie nie musi być melodią, wystarczy dźwięk, który rozprasza napięcie przechodząc w improwizacje. Spontaniczny monolog, nie potrzebujący słów. Dźwięk staje się metaforą emocji, których nie muszę tłumaczyć. Czasami z tego chaosu wyłania się powtarzalny motyw. Palce zaczynają wracać do jednego układu, jednego rytmu. To moment, gdy chaos staje się strukturą, a katharsis dokonuje się w moim wnętrzu.
I właśnie na muzyce, jako środku odstresowującym, chciałem się skupić. I zaznaczam - nie jestem artystą, raczej muzykiem amatorem wyciągającym wnioski z własnego doświadczenia i z obserwacji otoczenia.

Dla wielu muzyków katharsis jest tylko pierwszym etapem, a nie ostatecznym spełnieniem. Samo oczyszczenie emocji daje ulgę, ale nie daje wizji. Niektórzy twórcy chcą sięgnąć dalej: ku doświadczeniu mistycznemu, ku poczuciu absolutu.
Uzależnienia były i są bardzo częstym zjawiskiem w świecie rocka. Alkohol, narkotyki, a nawet nietypowe nałogi stały się częścią mitu "sex, drugs & rock'n'roll", który od lat towarzyszy temu gatunkowi. Ale częścią mitu jest też to, że tylko rock'n'roll'owi towarzyszą używki.

"Miles Davis stał się żywym wcieleniem rebelii w stylu cool, gdzie oznaką buntu nie była agresja, lecz obojętność. Przy czym obojętność ta w dużej mierze wynikała z heroiny, którą trębacz zażywał nałogowo. Heroina była wówczas częścią życia sceny bebopowej, do której Davis należał jako członek zespołu Charliego Parkera. Bebop wywołał największą rewolucję w nowoczesnym jazzie. Deliryczne skoki energii i dzikie galopady saksofonowych improwizacji Parkera, które były sygnałem przełomu, odbijały pęd i nerwowość swoich czasów, miały też swoją cenę. "Żyłem zawsze w pewnego rodzaju panice" - mówił Parker. Przecierając nowe ścieżki uczynił z heroiny, speedów i alkoholu odskocznię od brutalnej rzeczywistości. Gdy w 1955 roku zmarł nagle, lekarze, którzy przeprowadzali sekcję zwłok, ocenili jego wiek na pięćdziesiąt trzy lata i nie mogli uwierzyć, gdy okazało się, że w chwili śmierci miał trzydzieści pięć lat."*
*Fragment z reportażu Księżyka Rafała - Wywracanie kultury

Energia, ekstaza, oświecenie czyli kiedy przychodzi wszystko to, za czym goni hipster, pojawia się nowe wyzwanie: jak sobie radzić z tą intensywnością?
Muzyka sama w sobie nie popycha do sięgania po środki psychodeliczne - ale w historii rocka, popu czy jazzu często była sceną, na której takie środki odgrywały rolę.
Można powiedzieć, że muzyka nie jest przyczyną, lecz katalizatorem - tworzy przestrzeń, w której środki psychodeliczne stają się częścią rytuału. To nie dźwięk popycha, ale mit, wspólnota i presja, które muzyka jedynie wzmacnia, działając jak kosmogonia i apokalipsa jednocześnie: dla jednych jest katharsis i odrodzeniem, dla innych - chaosem, który ich pochłania. "Słabe jednostki" nie są niszczone przez sam dźwięk, lecz przez mit i rytuał, które muzyka uruchamia.
Zależnie od kontekstu, intensywności i tego, jak ją przeżywamy, od muzyki do nieszczęścia jest blisko, jeśli nie kontrolujemy jej wpływu.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

haish (2904 punktów)
>Stres jest jak dramaturgiczna scena, na której każdy z nas wybiera własną rolę. Jedni sięgają po
..............

Stres jest częścią życia, stres powstaje z nagromadzonych emocji, które nie mogą znaleźć ujścia. Na stres najlepszy jest intensywny wysiłek fizyczny - po nimi jesteśmy zmęczeni, wyczerpani i fizjologia ciała domaga się snu i odpoczynku, przy okazji którego organizm powraca do równowagi.
Wszelkie leki na stres tylko pogarszają sprawę, - pozornie wyciszają, a problemy nie znikają. Podobnie działają wszelkie używki typu alkohol i substancje odurzające.
Co do muzyki jest ona bardzo istotnym czynnikiem dla ludzkości. Rymowane wypowiedzi(posiadające rytm i harmonię) są łatwiej zapamiętywane, a śpiewane potęgują efekt zapamiętywania.
Tak więc zanim ludzkość wymyśliła pismo i księgi, korzystała z technik mnemonicznych aby przekazywać wiedzę przez kolejne pokolenia. Przedpotopowi królowie z Sumeryjskiej Listy Królów miel bardzo długie okresy panowania liczone w dziesiątkach tysięcy lat, co wydaje się się irracjonalne i niemożliwe. Ale jeśli przetłumaczymy ich imiona na język polski dowiadujemy się o co starożytnym mieszkańcom Międzyrzecza chodziło - pierwszy na tej liście jest Alulim co po polsku znaczy dosłownie Pieśń, kolejne nazwy są mniej więcej takie - Pieśń Pracy, Świetlista Pieśń, Świetlista Pieśń Pracy. To nic innego jak nazwy technik mnemonicznych stosowane przez ludzkość w okresie przedcywilizacyjnym(zanim wymyślono znaki pisma). Po drodze zapewne powstawały i były udoskonalane instrumenty muzyczne aby wzmacniać oddziaływanie śpiewu.

>Można powiedzieć, że muzyka nie jest przyczyną, lecz katalizatorem - tworzy przestrzeń, w >której środki psychodeliczne stają się częścią rytuału. To nie dźwięk popycha, ale mit, >wspólnota i presja, które muzyka jedynie wzmacnia, działając jak kosmogonia i apokalipsa >jednocześnie: dla jednych jest katharsis i odrodzeniem, dla innych - chaosem, który ich >pochłania. "Słabe jednostki" nie są niszczone przez sam dźwięk, lecz przez mit i rytuał, które >muzyka uruchamia.

Muzyka uruchamia przyzwyczajenia, ale każdy ma inne przyzwyczajenia dla przykładu - ćpun przywykł do ćpania i w głowie ćpuna dzieje się to co opisał Pawłow, w głowie zakupoholika muzyczka w centrum handlowym działa według Pawłowa. Reklamy działają według Pawłowa.

>Zależnie od kontekstu, intensywności i tego, jak ją przeżywamy, od muzyki do nieszczęścia jest >blisko, jeśli nie kontrolujemy jej wpływu.

Ja zawsze jak słucham Rysia Riedla nie podniecam się, ale odczuwam dla niego współczucie i litość. To nie talent, ale kalectwo i ułomność na własne życzenie, oraz sprowadzanie na siebie nieszczęść będące wynikiem błędów poznawczych.
03-12-2025 13:41 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)
>Ja zawsze jak słucham Rysia Riedla nie podniecam się, ale odczuwam dla niego współczucie i litość.
Niepotrzebnie. Powinieneś nie jemu współczuć, a tej części społeczeństwa, które nie zdawało sobie sprawy, że jest zniewolone.
Przez brak podporządkowania się normom PRL, Riedl stał się symbolem człowieka poza systemem. Stał się kimś, kim Paweł Kukiz udaje, że jest.

>To nie talent, ale kalectwo i ułomność na własne życzenie, oraz sprowadzanie na siebie nieszczęść będące wynikiem błędów poznawczych.

Rzecz w tym, że talent staje się obsesją, która wypala ciało. Wielki talent często wiąże się z ogromną wrażliwością.

Kompozytor Franz Schubert żył w kręgu przyjaciół artystów, często w biedzie, w atmosferze ciągłych spotkań, koncertów i biesiad. Jego środowisko było mocno związane z winem i piwem, co odbijało się na kondycji fizycznej. Nie miał stałej pracy ani zabezpieczenia finansowego, co prowadziło do stresu i zaniedbań zdrowotnych. Historycy wskazują, że prawdopodobnie zaraził się kiłą, która osłabiła jego organizm i przyczyniła się do przedwczesnej śmierci w wieku 31 lat.
haish (2904 punktów)
>>Ja zawsze jak słucham Rysia Riedla nie podniecam się, ale odczuwam dla niego współczucie i litość.
>Niepotrzebnie. Powinieneś nie jemu współczuć, a tej części społeczeństwa, które nie zdawało sobie sprawy, że jest zniewolone.
> Przez brak podporządkowania się normom PRL, Riedl stał się symbolem człowieka poza systemem. Stał się kimś, kim Paweł Kukiz udaje, że jest.
>>To nie talent, ale kalectwo i ułomność na własne życzenie, oraz sprowadzanie na siebie nieszczęść będące wynikiem błędów poznawczych.
>Rzecz w tym, że talent staje się obsesją, która wypala ciało. Wielki talent często wiąże się z ogromną wrażliwością.

Staje się obsesją poprzez niezdolność do samodzielnego rozpoznania własnych błędów poznawczych
- taki efekt 'błędnego koła' z którego nie ma wyjścia według możliwości umysłowych osobnika. Nie każdego stać na sięgniecie do przyczyny problemu, podczas gdy on sam i otoczenie tkwi w okowach symptomów(objawów).
W pojedynkę niestety, ale nie da się wiele osiągnąć i współczucie zniewolonym, którzy wykazują cechy syndromu sztokholmskiego staje się obsesją 'don Kichote'a'.
Człowiek jest okrutną bestią - gdy nic nie może, często wybiera pogodzenie się ze zastanym 'status quo'.
Można sobie ulżyć na ten przykład pisząc na forum Racjonalisty - tylko tyle i aż tyle.
A w kwestji talentu i wrażliwości - na ten przykład taki Marek Piekarczyk niewątpliwie na brak talentu nie narzekał i mało tego zespół TSA(to skrót od tajne stowarzyszenie abstynentów), a utworu 'Yodyna' nie powstydziłby się David (ten od psalmów). Na drugim biegunie jest Kazik - ma w repertuarze piosenki antyalkoholowe i anty wódczane, a mimo to co jakiś czas podczas występów jest nawalony jak tramwaj w Boże Narodzenie w czasach głębokiego PRL.

>Kompozytor Franz Schubert żył w kręgu przyjaciół artystów, często w biedzie, w atmosferze ciągłych spotkań, koncertów i biesiad. Jego środowisko było mocno związane z winem i piwem, co odbijało się na kondycji fizycznej. Nie miał stałej pracy ani zabezpieczenia finansowego, co prowadziło do stresu i zaniedbań zdrowotnych. Historycy wskazują, że prawdopodobnie zaraził się kiłą, która osłabiła jego organizm i przyczyniła się do przedwczesnej śmierci w wieku 31 lat.
>
Nie on pierwszy i nie ostatni - ci bardziej sprytni zawsze zarabiają na artystach 'lekkoduchach' i ich słabościach. A wielkich artystów komercja kreuje przeważnie po ich śmierci,
........................
co by był gdyby ? - 'Kolacja na Cztery Ręce'- Teatr Telewizji 1990 -> www.youtube.com/watch?v=5u6FcQ-merk
03-12-2025 17:40 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)

>>>To nie talent, ale kalectwo i ułomność na własne życzenie, oraz sprowadzanie na siebie nieszczęść będące wynikiem błędów poznawczych.
>>Rzecz w tym, że talent staje się obsesją, która wypala ciało. Wielki talent często wiąże się z ogromną wrażliwością.
>Staje się obsesją poprzez niezdolność do samodzielnego rozpoznania własnych błędów poznawczych
Musisz być geniuszem skoro nigdy ni powtórzyłeś tego samego błędu.
Mamy zdolność samodzielnego rozpoznania własnych błędów poznawczych, a mimo to je powielamy.
To jest jedna z największych ironii ludzkiego poznania - świadomość błędu nie chroni nas przed jego powtarzaniem. Psychologia poznawcza pokazuje, że mechanizmy myślenia są głęboko zakorzenione i często działają automatycznie, poza naszą kontrolą. Emocje są silniejsze niż racjonalna korekta. Strach, nadzieja czy gniew mogą "przykryć" świadomość błędu.
haish (2904 punktów)
>>>>To nie talent, ale kalectwo i ułomność na własne życzenie, oraz sprowadzanie na siebie nieszczęść będące wynikiem błędów poznawczych.
>>>Rzecz w tym, że talent staje się obsesją, która wypala ciało. Wielki talent często wiąże się z ogromną wrażliwością.
>>Staje się obsesją poprzez niezdolność do samodzielnego rozpoznania własnych błędów poznawczych
>Musisz być geniuszem skoro nigdy ni powtórzyłeś tego samego błędu.
>Mamy zdolność samodzielnego rozpoznania własnych błędów poznawczych, a mimo to je powielamy.
>To jest jedna z największych ironii ludzkiego poznania - świadomość błędu nie chroni nas przed jego powtarzaniem. Psychologia poznawcza pokazuje, że mechanizmy myślenia są głęboko zakorzenione i często działają automatycznie, poza naszą kontrolą. Emocje są silniejsze niż racjonalna korekta. Strach, nadzieja czy gniew mogą "przykryć" świadomość błędu.

Nie do końca, - nie powiem miałem sporo szczęścia w życiu i nawet w sytuacjach w które z początku wydawały się 'dpoustem bożym' lub pechem po upływie jakiegoś czasu w moim odczuciu były mi przeznaczone. Zawsze szukałem zrozumienia mechanizmów tego co mnie spotyka i co jest moim udziałem i po którymś tam zakręcie życiowym 'neurony w moim mózgu zaczęły intuicyjnie korygować swe połączenia tak abym korzystając z wiedzy nabytej z nauki i doświadczania życia nie popełniał błędów w przyszłości. Jako dziecko i tak mniej więcej do 55 roku życia miałem często 'pod górkę', ale udawało mi się jakoś zawsze spadać na cztery łapy.
03-12-2025 18:40 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)

>Nie do końca, - nie powiem miałem sporo szczęścia w życiu i nawet w sytuacjach w które z początku wydawały się 'dpoustem bożym' lub pechem po upływie jakiegoś czasu w moim odczuciu były mi przeznaczone. Zawsze szukałem zrozumienia mechanizmów tego co mnie spotyka i co jest moim udziałem i po którymś tam zakręcie życiowym 'neurony w moim mózgu zaczęły intuicyjnie korygować swe połączenia tak abym korzystając z wiedzy nabytej z nauki i doświadczania życia nie popełniał błędów w przyszłości. Jako dziecko i tak mniej więcej do 55 roku życia miałem często 'pod górkę', ale udawało mi się jakoś zawsze spadać na cztery łapy.

W domu od zawsze było pianino, a ja nigdy się nie przykładałem do nauki gry na tym instrumencie, to raczej była obsesja mojej mamy. W szkole podstawowej był taki przedmiot - wychowanie muzyczne. Parodia jak cała ta nazwa. Szkoła instytucjonalna vs szkoła życia to nie to samo. Pod koniec podstawówki kumpel włączył Radio Luksemburg i się zaczęła moja obsesja na punkcie najpierw rocka, a później innych gatunków. Muzyka w życiu pomagała mi budować relacje i do dziś działa jak narzędzie regulacji nastroju.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365