>Czyz to nie paradoks? Żaden paradoks.
W kulturze często mamy podwójne rytuały: jeden świecki, społeczny, pełen radości i zabawy; drugi religijny. Oba funkcjonują równolegle, czasem w napięciu.
Przykład Nowego Roku i Bożego Narodzenia, oba mają swoje korzenie w odmiennych tradycjach, ale spotykają się w kalendarzu jako dwa akty jednego dramatu: sakralnego i świeckiego. Babilończycy (ok. 2000 p.n.e.) świętowali Akitu - początek roku wiosną. Rzymianie od 153 r. p.n.e. przesunęli początek roku na 1 stycznia (dedykowany Janusowi - bóstwu przejść). Chrześcijaństwo przejęło i przekształciło elementy wcześniejszych świąt zimowych (Saturnalia w Rzymie, święto Sol Invictus - "Niezwyciężonego Słońca")
Innym przykładem Halloween. Wielu sądzi, że Halloween jest wymysłem Amerykanów, bo właśnie w USA przybrało swoją współczesną, komercyjną i rozrywkową formę. I nic bardziej mylnego - Halloween swoje genealogiczne korzenie ma w Europie (Samhain, All Hallows' Eve) choć jego współczesna forma została ukształtowana w Ameryce. Samhain, to starożytne święto Celtów z Irlandii, Szkocji i Walii obchodzone na przełomie października i listopada. Symbolizowało koniec lata i początek "ciemnej połowy roku". Celtowie wierzyli, że w noc z 31 października na 1 listopada granica między światem żywych a umarłych staje się cienka, co pozwala duchom powracać na ziemię. W tym czasie palono ogniska, składano ofiary i zakładano maski, aby odstraszyć złe duchy. A nawiasem mówiąc, niektóre tereny dzisiejszej Polski również zamieszkiwali Celtowie.
Jeszcze raz powtórzę - Żaden paradoks. Można wskazać wiele dowodów historyczno‑kulturowych, że Kościołowi nie udało się całkowicie wyrugować rytuałów zakorzenionych w naturze człowieka. W średniowieczu śmiech budził podejrzliwość i często był kojarzony z czymś niebezpiecznym, niepoważnym, a nawet demonicznym. W regułach zakonnych często zalecano powagę i unikanie głośnego śmiechu. Uważano, że chrześcijanin powinien naśladować Chrystusa, który w Ewangeliach nigdy nie został opisany jako śmiejący się. Kościół nie utożsamiał śmiechu wprost z diabłem, ale traktował go jako potencjalnie niebezpieczny, bo mógł prowadzić do lekceważenia sacrum, rozluźnienia obyczajów czy bluźnierstwa.
|