Nie ma w nauce niczego co mogłoby wskazywać na kres życia bez możliwości jego przywrócenia. To co się dzieje bardziej przypomina kołowrót zdarzeń, niż coś co ma się skończyć na zawsze. Ciała się składają i rozsypują, ale prawo nie znika bez śladu. Rzeczywistość ukazała świadomości nieusuwalny obraz istniejących praw. Nawet gdyby te prawa wyłoniły się z chaosu możliwości, i tak oznacza to, że świat jaki obserwujemy zawarty jest w rzeczywistości jako możliwy do zaistnienia, i możliwości tej nie da się usunąć. Jest jak dowolna liczba w matematyce, jak ktoś będzie jej potrzebował, ona się zmaterializuje. Idąc w tym kierunku, można pomyśleć, że dowolna rzecz istnieje ponieważ ktoś jej potrzebował, tak jakby wyłowił ją z oceanu wszechmożliwości. A kiedy rozpowszechnił o tej rzeczy informację, ona stawała się realnie istniejącym przedmiotem.
Czy to możliwe, że pierwszy umysł który pomyślał o istnieniu innych planet, tak naprawdę stworzył je? Czy historia może być kreowana wstecznie? Wydaje się, że historia i planeta istnieją niezależnie od umysłu, ale jak wyjaśnić zbieżność zainteresowań z biegiem zdarzeń? Odkąd sięgam pamięcią interesuje mnie kosmos i postęp technologiczny. Czy to "przypadek" że obserwuję ogromny postęp w badaniach kosmosu i technologii? Co by się stało gdybym interesował się od początku życia np. wędkarstwem? Czy świat zapełniłby się niezliczoną liczbą strumyków, rzek, jezior i sposobów budowania wędki, a cała reszta znajdowałaby się w stanie potencjalnym, do możliwego zmaterializowania?
Nie jest jasne czym jest, jak działa i co może umysł/rozum, a czego w ogóle nie może. Przyznam, że to co piszę jest tak odległe od codziennego doświadczenia, że zahacza o rodzaj szaleństwa.

Człowieka interesuje śmierć, horror, katastrofa, dlatego rzeczywistość je generuje. Jeśli jest bezwładna, to może jedynie dostosować się do potrzeb, władzę ma umysł.
Jeśli zamiast nicości zniszczenia i chaosu, człowiek wybierze wzrost mocy twórczej, budowanie przyjaznego środowiska, to tak się stanie.