Mam wrażenie, że w przyrodzie można dostrzec pewien powtarzający się mechanizm: rozwój określonej cechy może początkowo zwiększać możliwości organizmu czy całego systemu, ale w pewnych warunkach ta sama cecha może stać się źródłem jego podatności na kryzys. Można to obrazowo nazwać efektem "potwora pożerającego własny ogon" - albo szerzej: sytuacją, w której sukces zaczyna generować własną słabość.
Spektakularnym przykładem jest tu tak zwane "uderzenie wody sodowej do głowy" - w tym przypadku wielki sukces finansowy oraz medialny często-gęsto prowadzi na manowce uzależnienia od używek i innych patologicznych zachowań.
Ciekawym przykładem mogą być dinozaury. Nie chodzi oczywiście o tezę, że "wyginęły, bo były za duże" - byłoby to zbyt dużym uproszczeniem. Istnieją natomiast przesłanki, że duży rozmiar, wysokie zapotrzebowanie energetyczne i określona pozycja w sieci pokarmowej mogły zwiększać podatność części dużych zwierząt na gwałtowne załamanie ekosystemu. Po uderzeniu asteroidy Chicxulub doszło do silnego zaciemnienia i ochłodzenia atmosfery oraz załamania produkcji pierwotnej, czyli podstawy wielu łańcuchów pokarmowych. W takich warunkach duże zwierzęta, potrzebujące znacznych ilości energii, mogły znajdować się w trudniejszej sytuacji niż organizmy mniejsze i bardziej ekologicznie elastyczne.
Można więc przedstawić ten mechanizm mniej więcej tak: rozwój i specjalizacja → wzrost możliwości → większa zależność od określonych warunków → gwałtowna zmiana środowiska → cecha, która wcześniej była przewagą, może stać się obciążeniem.
I zastanawiam się, czy podobnego mechanizmu nie można rozpatrywać również w odniesieniu do naszej cywilizacji.
Im bardziej rozwinięty i złożony staje się system, tym większe może być jego uzależnienie od bardzo wielu współdziałających elementów: globalnych łańcuchów dostaw, infrastruktury energetycznej, rolnictwa przemysłowego, komunikacji, technologii informacyjnych czy względnej stabilności klimatu i geopolityki.
W normalnych warunkach ta ogromna złożoność jest źródłem naszej przewagi. Pozwala nam produkować i przemieszczać ogromne ilości żywności, energii i dóbr, a także utrzymywać populację liczącą miliardy ludzi. Ale można postawić pytanie, czy przy przekroczeniu pewnego poziomu zaburzeń ta sama złożoność nie zaczyna działać w przeciwnym kierunku.
Szczególne znaczenie ma tutaj scenariusz wojny nuklearnej. Nie chodzi wyłącznie o bezpośrednie zniszczenia spowodowane eksplozjami. Modele klimatyczne i żywnościowe wskazują, że duża wojna nuklearna mogłaby poprzez sadzę dostającą się do stratosfery doprowadzić do znacznego ograniczenia światła słonecznego, ochłodzenia i spadku produkcji rolnej, a w konsekwencji do globalnych niedoborów żywności.
W tym sensie można dostrzec pewną analogię: im bardziej rozbudowany i wydajny jest system, tym więcej może zyskać w stabilnych warunkach - ale jednocześnie jego awaria może mieć większy zasięg, ponieważ coraz więcej elementów jest ze sobą wzajemnie powiązanych.
Nie oznacza to oczywiście, że "rozwój prowadzi nieuchronnie do samozagłady". To byłoby już zbyt mocne twierdzenie. Bardziej interesuje mnie pytanie o istnienie pewnego progu podatności:
czy system może dojść do momentu, w którym dalsze zwiększanie jego rozmiaru, wydajności i złożoności zaczyna zwiększać również ryzyko katastrofalnej awarii?
I właśnie w tym sensie analogia z wymieraniem dinozaurów wydaje mi się ciekawa - nie jako dosłowne porównanie człowieka do dinozaura, lecz jako pytanie o to,
czy cechy będące źródłem sukcesu w stabilnym środowisku mogą w warunkach gwałtownej zmiany stać się źródłem podatności na wyginięcie.
Zamiast puenty
Wnioski? "Każdy sobie (swoją) rzepkę (swoich wniosków) skrobie"
Zapraszam do wyrażania opinii oraz refleksji w tym obszarze.
.
S pozdravem, Cienki Lolek
Zwierzęta podobnie jak ludzie mają BARDZO SILNY INSTYNKT ŻYCIA oraz ODCZUWAJĄ CIERPIENIA. Im więcej myślę o tym jak powstał Wszechświat tym bardziej utwierdzam się w swoim AGNOSTYCYŹMIE !
|