 |
Drogi myślących - Michał Heller Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-03-2007 09:30 | waligóra (961 punktów) | Drogi myślących - Michał Heller | Niejednokrotnie na forum wspominano (wspominałem) o profesorze M. Hellerze. Jak zapewne wiadomo jest on znanym kosmologiem, co nie przeszkadza mu ponadto w pełnieniu posługi kapłańskiej. Jego opinie bywają zazwyczaj przywoływane w kontekscie sporów związanych z tematem "Nauka-Wiara". Ostanio nieco przez przypadek natrafiłem na relacje z okazji 70-tych urodzin prof. Hellera (wiem, wiem to było pół roku temu ) Pod podanym linkiem można się zapoznać z felietonem upamiętniającym to wydarzenie. www.tarnow.pl/proponujemy/wszechswiat.phpJa chciałbym zwrócić szczególną uwagę na rozmowę J. Baczyńskiego z M. Hellerem (wersja dźwiękowa). Poruszona jest tam min. kwestia stosunku jubilata do kanonu wiary chrześcijańskiej. W moim odczuciu ks. Heller prezentuje bardzo racjonalny światopogląd jednak tak naprawdę jest on na pograniczu katolicyzmu - zwłaszcza katolicyzmu w polskim wydaniu, w którym dziewica Boża rodzicielka wraz z plejadą świętych przyćmiewają samego Boga Ojca  Mówi bowiem raczej o Bogu filozofów niż o Bogu Nowego Testamentu. No i właśnie czy "Bóg" (słowo Bóg w cudzysłowiu) Platona,Spinozy,Einsteina itp może być pogodzony z obrazem Boga prezentowanym przez kościół katolicki ? Czy kontemplacja obrazu natury wystarcza do poznania Boga ? Co ogólnie o tym sądzicie ? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 Dalej..| aristojos (16 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | Jestem agnostykiem i powiem Ci, że koncepcja Boga filozofów bardziej mi odpowiada jako racjonaliście, niz koncepcja Boga chrześcijańskiego, muzułmańskiego czy judaistycznego. We wszystkich tych religiach Bóg jest przedstawiany jako Absolut, ale nijak to sie ma do opisu tegoż Boga w świętych księgach. Jeżeli Bóg istnieje to myslę, że bardziej cieszy się z tego, że staramy się wykorzystywać nasz rozum niż ślepo Weń wierzyć. Absolut nie może być tak małostkowy, żeby kazać składac sobie ofiary, kazać budować świątynie, itp. Dość ciekawe są opisy przeżyć osób, które doświadczyły śmierci klinicznej. Niezależnie od tego gdzie się wychowały, jakiej są rasy czy wyznania, opisy są bardzo zbieżne. Być może to jest jakaś poszlaka?
|
| Patty Matheson (2087 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > No i właśnie czy> "Bóg" (słowo Bóg w cudzysłowiu) Platona,Spinozy,Einsteina> itp może być pogodzony z obrazem Boga prezentowanym przez> kościół katolicki ?Bóg katolicki ma dość ludzki charakter. Wydaje mi się [no, w sumie to nie mój pomysł, ale jestem "za"  ], że jest to projekcja ludzkich marzeń, dążeń, lęków... Zawsze zastanawiał mnie jeden malutki problemik. Różnicy między człowiekiem a zwierzęciem [bez komentarzy jeszcze, proszę  ]. Dla katolickiego Boga zwierzątka są, hmm... Fajne, stworzył je i luzik, ale... nie przedstawiają chyba większej wartości. Ot, zamiast Izaaka - baranka zarżnąć. Nie pojmuję tego niehumanitaryzmu. Widok bezbronnego baranka, króliczka, wróbelka, powoduje we mnie tak niesamowite wzruszenie, że nie potrafię zrozumieć. Zakładając, że nie jestem wybrakowanym pod tym względem produktem stworzenia, nie rozumiem, jak Bóg mógł stworzyć we mnie uczucia, których sam nie zna i/lub nie pochwala? Tłumaczenie, że miłość [platoniczna  ] do zwierząt jest złem i dziełem Szatana nie wytrzymuje krytyki. Dla mnie to pójście na łatwiznę, co zresztą robią autorytety religijne w większości przypadków. > Czy kontemplacja obrazu natury wystarcza do poznania Boga ?Czy jeśli czepię się przyjętej definicji boga będę nudna?  Jak dla mnie, jeśli bóg istnieje poza Wszechświatem, nie jest możliwe poznanie go w ogóle. A jeśli jakoś w tym Wszechświecie, to wystarczy poczekać na wymyślenie/ulepszenie odpowiednich detektorów  Skoro pytasz, co ja sądzę o bogu; jestem agnostyczna i wystarczy mi kontemplacja obrazu natury do poznania tejże natury. A jak to nazwiemy, to nie ma znaczenia.
Lepiej mieć niż nie mieć. |
| IQ955 (2355 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > Widok bezbronnego baranka, króliczka, wróbelka, powoduje we mnie tak niesamowite wzruszenie, że nie potrafię zrozumieć. Zakładając, że nie jestem wybrakowanym pod tym względem produktem stworzenia, nie rozumiem, jak Bóg mógł stworzyć we mnie uczucia, których sam nie zna i/lub nie pochwala?Lubię zwierzęta (sam miałem niejednego psa) i uważam, że nie należy ich krzywdzić. Do skorpiona, czy grzechotnika już mniej mam sympatii, choć także nie skrzywdziłbym ich bez potrzeby (chyba w obronie własnej). Choć z drugiej strony nadmierny sentymentalizm w stosunku do zwierząt często łączy sie z okrucieństwem w stosunku do ludzi (to jedynie moja obserwacja). Najbardziej cenię sobie wyważony stosunek do tych spraw. Jako (dość koszmarną) wyczytaną gdzieś "ciekawostkę" mogę dodać, że szkolenie niektórych formacji Hitlerjugend obejmowało opiekę nad psem, którego potem własnoręcznie należało ukatrupić. Szło o wychowanie tak zwanych "silnych osobowości oddanych sprawie". Zabijanie współczucia dla zwierząt było treningiem w zabijaniu współczucia dla ludzi. Wnioski - chyba oczywiste.
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek] |
| Ocykan (3528 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > Widok bezbronnego baranka, króliczka, wróbelka, powoduje we mnie tak niesamowite wzruszenie, że nie potrafię zrozumieć.Zakładam, że jesteś wegetarianką. Jednak większość ludzi (nawet ateistów i racjonalistów) rozumie, że bezbronnego baranka i króliczka czasem trzeba zarżnąć. Zarżnięcie wróbelka, ze względu na jego niską wartość kulinarną, byłoby oczywiście aktem ze wszech miar niehumanitarnym. |
| Patty Matheson (2087 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > Lubię zwierzęta (sam miałem niejednego psa) i uważam, że nie należy ich krzywdzić. Do skorpiona, czy grzechotnika już mniej mam sympatii, choć także nie skrzywdziłbym ich bez potrzeby (chyba w obronie własnej).Nie wnikajmy może za bardzo w nasze uczucia do zwierząt. Są, jakie są, nie wiem czy mogą podlegać dyskusji. Mam arachnofobię i nic tego nie zmieni. Skorpionów nie lubię z powodu śmiercionośności, choć czuję dziwną niby-sympatię, bo to mój znak zodiaku  Ciężko też lubić rekiny. Dlatego nie chciałabym ekstrapolować tego przykładu na całą faunę  Chodziło mi o barwny przykład sprzeczności między "moją moralnością", a "bożą moralnością", nie wymagający nawet użycia pojęcia moralności sytuacyjnej, odnoszący się tylko do uczuć. > Choć z drugiej strony nadmierny sentymentalizm w stosunku do zwierząt często łączy sie z okrucieństwem w stosunku do ludzi (to jedynie moja obserwacja).Masz rację, ale to są sytuacje ekstremalne. [Ilość możliwych dewiacji daje pojęcie o nieskończoności  ] Zwierzęta jakoś jednak się od ludzi różnią. Fanatycy tych pierwszych przelewają całe dobro na nie, zło zostawiając ludziom. > Szło o wychowanie tak zwanych "silnych osobowości oddanych sprawie". Zabijanie współczucia dla zwierząt było treningiem w zabijaniu współczucia dla ludzi. Wnioski - chyba oczywiste.Czyżby mi się to kojarzyło z jakąś religią?...  W przykładzie Izaaka było podobnie; wartość bogobojności trzeba ustawiać nad wszelkie fizyczne wartości, np. ziemskiego życia z dawna oczekiwanego syna. Oczywiście uczucia współczujące i miłościwe dla istot żywych miałyby być stworzone jako specjalna przeszkoda do przejścia, nadająca tym większej wartości naszym wyrzeczeniom. Chyba każdy widzi niedorzeczność tej sytuacji? Bozia ma za nic nasze duchowe cierpienie [bo że fizyczne, to oczywista]. Jakbym słyszała go mówiącego "Dawaj, mała, dawaj, pocierpisz trochę, ale potem będziesz szcześliwa w życiu wiecznym ze mną". Zaprawdę nie wiem, jak wielkie musiałoby być owo szczęście, które by mi zrekompensowało konieczność zamordowania malusiego, bezbronnego baranka ot tak dla jego kaprysu. Bóg daje, bóg odbiera. Ale niech się mną nie wysługuje. Zresztą, skoro mnie stworzył, to i tak zrobi ze mną co zechce. Nie będę konformistką walczącą w szczurzym wyścigu o lepszy boks w niebiesiech. Wybaczcie moje rozlanie się, ale przed północą robię się bardziej emocjonalna  Życzę podobnej odwagi wszystkim tkwiącym w idei chrześcijańskiego, a także judaistycznego, boga Niniejszym serdecznie pozdrawiam 
Lepiej mieć niż nie mieć. |
| Patty Matheson (2087 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > Zakładam, że jesteś wegetarianką.To tak ze mnie promieniuje?  Masz rację, mięsa nie jadam, ale bo ja wiem, czy ze względów humnitarnych... Nie lubię i tyle. Nie zjem tak z rekina, którego sympatią nie darzę, jak i ze wspomnianego króliczka. > Jednak większość ludzi (nawet ateistów i racjonalistów) rozumie, że bezbronnego baranka i króliczka czasem trzeba zarżnąć.Nie zaznaczałam nigdzie, że wzruszenie na widok baranka jest dane jednakowo wszystkim ludziom. To był tylko przykład, jak wyjaśniłam post temu. > Zarżnięcie wróbelka, ze względu na jego niską wartość kulinarną, byłoby oczywiście aktem ze wszech miar niehumanitarnym.A widzisz, na każdego twardziela zawsze się znajdzie jakiś gatunek go wzruszający  A tak na poważnie, takie podejście jest już racjonalne [kwestia korzyści, tu: kulinarnych], a mi chodziło o uczucia, aby wykazać sprzeczność moich uczuć z bożą moralnością. Bo że rozum jest sprzeczny z bozią to nie sztuka stwierdzić 
Lepiej mieć niż nie mieć. |
| LEGION (3161 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > Czy kontemplacja obrazu natury wystarcza do poznania Boga ?> Co ogólnie o tym sądzicie ?Bardzo ciekawy człowiek, na pierwszy rzut ucha. Nigdzie w naturze nie znajdziemy czegoś co miałoby napis "made in God". Mam nadzieję , że nie przekręciłem za bardzo. Skoro nie znajdziemy tu śladu obecności, to obserwacja może prowadzić do poznania tylko i wyłącznie wtedy, gdy jesteśmy pewni istnienia boga. To droga tylko dla wierzących. Dla ateistów, czy agnostyków bezwartościowa. Racjonalizm prof.Hellera na gruncie naukowym - bardzo możliwe(nie czytałem), Natomiast światopoglądowo: wierzy w coś, czego istnienia nie można udowodnić. NIE KLIKAĆ |
| IQ955 (2355 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > W przykładzie IzaakaTę i inne smakowite historyjki bardzo trafnie a dowcipnie komentował w swoich "Opowieściach biblijnych" Leszek Kołakowski. Polecam (jeśli nie znane). > Zaprawdę nie wiem, jak wielkie musiałoby być owo szczęście, które by mi zrekompensowało konieczność zamordowania malusiego, bezbronnego baranka ot tak dla jego kaprysu.To chyba nie tak. Myślę, że przeszłego cierpienia NIC I NIGDY nie może post factum "skompensować". No, bo jak? Dlatego jedyne, na co nas stać - to prewencja i minimalizowanie (jeśli nie da się inaczej). > Zresztą, skoro mnie stworzył, to i tak zrobi ze mną co zechce.Ja, zamiast "stworzył" - używam raczej "spartaczył". Można tu także zapytać po co (przy wszechmocy!) to "testowanie" na ziemi? Nie dało sie od razu dobrze? > Nie będę konformistką walczącą w szczurzym wyścigu o lepszy boks w niebiesiech.To tam też jest business class ?! Nie wiedziałem.
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek] |
| Marian (5438 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > Dość ciekawe są opisy przeżyć osób, które doświadczyły śmierci klinicznej. Niezależnie od tego gdzie się wychowały, jakiej są rasy czy wyznania, opisy są bardzo zbieżne. Być może to jest jakaś poszlaka? Chciałbym zwrócić uwagę na mniej niezwykłe wytłumaczenie tego fenomenu, niż np. życie pośmiertne. Zauważmy na początek, że jeśli uda nam się znaleźć naturalne wytłumaczenie, to wszystko stanie się jasne: ludzie mają (niemal) jednakowe mózgi, więc "śmierć" doświadczają z grubsza jednakowo. Dlaczego widzą tunel? Według mnie to objaw niedotlenienia mózgu. Wiadomo, że podczas dużego dodatniego przeciążenia, podczas którego krew odpływa z mózgu pole widzenia zawęża się i występuje tzw. widzenie tunelowe. Sądzę, że podobny efekt miałby miejsce w przypadku niedotlenienia spowodowanego ustaniem akcji serca. Niedotlenieniu mogą też towarzyszyć inne efekty, powodujące, że człowiek czuje się dość niezwykle (w końcu nie co dzień doznaje się niedotlenienia), co może być przez niektórych interpretowane jako np. przeżycie religijne. |
| aristojos (16 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | Zauważmy, że religie usilnie starają się nam wmówić, że tylko one maja monopol na prawdę i życie wieczne. Myślę, że poprzez kontemplację natury, wewnętrzna refleksję, która rozwija i kształtuje naszą moralność i życie w zgodzie z tą moralnością też można dojść do Boga. No bo faktycznie, czy Bóg - Absolut, Stwórca Wszechświata, może kazać zabijać i sładać sobie ofierze małe baranki, po to żeby poczuł się bardziej dowartościowany? Absurd. Podobnie z moralnością. Ludzie mądrzy, inteligentni i skłonni do refleksji nie potrzebują kamiennych płyt z nakazami i zakazami, ponieważ poprzez własny duchowy rozwój, prędzej czy później, dojdą do właściwych wniosków, np. że zabijanie jest złe. Życie ateisty czy agnostyka przypomina linię prostą. Życie, np. katolika, przypomina krzywą w kształcie łuku - katolik rodzi się i już wmawia mu się, że popełnił grzech (odchylenie), a potem wmawia mu się, że musi płaszczyć się, modlić do Boga i błagać, żeby go nie zniszczył (powrót do poziomu).
|
| Patty Matheson (2087 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > Tę i inne smakowite historyjki bardzo trafnie a dowcipnie komentował w swoich "Opowieściach biblijnych" Leszek Kołakowski. Polecam (jeśli nie znane).Dawno temu natknęłam się na "Opowieści biblijne", acz nie pamiętam czytego autora, w rodzinnej biblioteczce. Dziękuję za cynk, zainteresuję się przynajbliższej okazji  > To chyba nie tak. Myślę, że przeszłego cierpienia NIC I NIGDY nie może post factum "skompensować". No, bo jak? Dlatego jedyne, na co nas stać - to prewencja i minimalizowanie (jeśli nie da się inaczej).Jeśli przyjmujemy, że boga nie ma [a w pewnym sensienawet jeśli jest], to raczej nic nie może skompensować cierpienia. Z tym że bóg jakimś cudem mógłby sprawić, że wszelkie cierpienia odejdą w niepamięć, albo inaczej: to wielkie szczęście każe nam tylko cieszyć się z doznanych w celu jego osiągnięcia cierpień. W takim sensie chodziło mi o kompensację. Nie potrafię sobie tego wyobrazić, ale w końcu sam bóg jest nie do ogarnięcia. Jeśli natomiast boga nie ma i po śmierci nie ma nic, to nie ma kompensacji, ale i nie ma problemu; po śmierci nie pamięta się cierpień  Są to więc tylko wytwory chwili i tylko na czas życia [niektóre krócej] istotne. Dlatego oczywiście powiniśmy ich unikać. > Ja, zamiast "stworzył" - używam raczej "spartaczył".No i właśnie. Po co bóg miałby partaczyć ludzi? Przeczyłby sam swojej genialności. Chyba że ludzie uznawani przez nas za spartaczonych, pod jakimkolwiek względem - wyznania, stanu umysłowego i in. - nie są wcale w jego mniemaniu spartaczeni. Może o to mu chodziło? Więc nie powinniśmy się przejmować, że nasza moralność jest insza niż boska, wszak jesteśmy stworzeniem doskonałym. Mały problem: spróbujmy teraz uznać ludzi "z natury złych" [predysponowanych do zła] za pełnoprawne idealne stworzenie. > Można tu także zapytać po co (przy wszechmocy!) to "testowanie" na ziemi? Nie dało sie od razu dobrze?Hehe, a to jest chyba pytanie zasadnicze i stare jak świat. Najsensowniejsza odpowiedź sprowadza się do tego, że bozi się nudziło [nie dziwota  ]. Ale takie zachowanie przeczy przyjmowanej miłości bozi do ludzi. > To tam też jest business class ?!"Taki mały, taki duży, może świntym być"
Lepiej mieć niż nie mieć. |
| Jan B (383 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > Nigdzie w naturze nie znajdziemy czegoś co miałoby napis "made in God".Zgadza się, to zdanie o filozoficznym "poznaniu przez naturę" wymyślili apologeci chrześcijaństwa, bo o filozofii nie mieli większego pojęcia. (Warto poczytać ich teksty, bo są po prostu śmieszne. Justyn na przykład pisze, że odszedł albo został wyrzucony z każdej istniejącej szkoły filozoficznej.) Nie wiem czemu wciąż jest ono uznawane przez katolickich myślicieli. Cały antyk to poznanie przez rozum, Platon i Arystoteles dowodzili Boga ze struktur rozumowania a nie z przyrody. Ciekawe że sami filozofowie wcale nie garneli się ze swoimi teoriami do kościoła, to raczej kościół potrzebował filozoficznej podbudowy, nazwanej później teologią. |
#13 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52279 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | @@@ Profanowi (czasem też filozof) się zdaje, że świat istnieje niezależnie od ludzkiego poznania, a filozofom zbyt często się zdawało się i nadal się zdaje, że świat jest własnie takim, jakim oni go opisują. Najbardziej genialne intelektualne spekulacje (rozum), są tylko spekulacjami (hipotezami) dopóki nie zostaną zweryfikowane przez praktykę. Dlatego najlepszym narzędziem ludzkiego poznania jest nauka. Korzystając z naukowych narzędzi ludzie rozwiązują różne problemy, wśród nich także dylematy filozoficzne. Dopóki w danej problematyce nie można było stosować innych metod niż spekulatywne większą rolę odgrywała filozofia, ale dziś, gdy nauka pozwala nam na uzyskanie odpowiedzi znacznie głębszych i bardziej wiarygodnych, to choć pytania pozostają podobne, lub nawet te same, hierarchia ważności odpowiedzi na nie uległa zmianie. I aczkolwiek istnieją nadal zagadnienia, których próby rozwiązań przy pomocy współczesnych narzędzi poznawczych są bardziej spekulacją niż wiedzą, zaś nauka w przeciwieństwie do wiary nie udziela nam bezspornych odpowiedzi i uczeni poddając weryfikacji różnorodne hipotezy muszą zadowolić się zaledwie przybliżoną prawdą, to dzisiaj do rozwiązywania kwestii filozoficznych w coraz większym stopniu stosuje się wyłącznie metody naukowe.. |
| IQ955 (2355 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller | > Dawno temu natknęłam się na "Opowieści biblijne",Także dawno temu czytałem inne "Opowieści biblijne" - Zenona Kosidowskiego. Te są po prostu próbą wyjaśnienia cudów biblijnych w racjonalny sposób; zdaje mi się, że były onegdaj wręcz na kościelnym indeksie. Ale książka ta raczej mnie nie zachwyciła; Kołakowskiego za to polecam serdecznie jeszcze raz (także i inne jego rzeczy!) > Z tym że bóg jakimś cudem mógłby sprawić, że wszelkie cierpienia odejdą w niepamięć, albo inaczej: to wielkie szczęście każe nam tylko cieszyć się z doznanych w celu jego osiągnięcia cierpień.Logika tego fragmentu budzi niejakie podejrzenia. Oczywiście bywa tak, że ktoś decyduje sie na cierpienie z jakimś wzniosłym celem na widoku. Ofiara Chrystusa jest tego najlepszym przykładem. Tyle, że "ktoś decyduje się", a nie "ktoś decyduje za kogoś". To po pierwsze. Ponadto ktoś może się zdrowo na ziemi nacierpieć, ale "za mało na niebo". Co wtedy? > Nie potrafię sobie tego wyobrazić, ale w końcu sam bóg jest nie do ogarnięcia.No i "mamy, co lubimy". Pieczątka: "wyroki boskie sa niezbadane" - załatwia sprawę. Dzieciom, kiedy zadają kłopotliwe pytania też odpowiada się "nie garb się!", albo "zapnij guzik!". > Jeśli natomiast boga nie ma i po śmierci nie ma nic, to nie ma kompensacji, ale i nie ma problemu; po śmierci nie pamięta się cierpień Są to więc tylko wytwory chwili i tylko na czas życia [niektóre krócej] istotne. Dlatego oczywiście powiniśmy ich unikać.Przy okazji - w moim pisemku internetowym "AdRem!" (tutaj) w numerze IV - "Niezbędnik agnostyka", dział "Esej" - przetłumaczyłem przepiękny esej Raymonda Smullyana (matematyka i etyka) o tych właśnie rzeczach. Mój komentarz do tego znajduje sie w artykule "Tao" w tym samym numerze, w dziale "Temat miesiąca". Myślę, że tam napisałem to znacznie lepiej i staranniej, niż mógłbym tu teraz zaimprowizować. Zapraszam > Mały problem: spróbujmy teraz uznać ludzi "z natury złych" [predysponowanych do zła] za pełnoprawne idealne stworzenie.Myślę, że nie ma ludzi, ani "z natury złych", ani "z natury dobrych". Po prostu jedna z tych możliwości bierze górę. > Hehe, a to jest chyba pytanie zasadnicze i stare jak świat. Najsensowniejsza odpowiedź sprowadza się do tego, że bozi się nudziło [nie dziwota ].No dobrze, ale ja obrywam. Czy to w porządku? > Ale takie zachowanie przeczy przyjmowanej miłości bozi do ludzi.No, właśnie... > >To tam też jest business class ?!> "Taki mały, taki duży, może świntym być"Nie rozumiem.
>Lepiej mieć niż nie mieć. AIDS też?!
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek] |
| Patty Matheson (2087 punktów) | Odp: Drogi myślących - Michał Heller |
> Oczywiście bywa tak, że ktoś decyduje sie na cierpienie z jakimś wzniosłym celem na widoku. Ofiara Chrystusa jest tego najlepszym przykładem. Tyle, że "ktoś decyduje się", a nie "ktoś decyduje za kogoś". To po pierwsze. Ponadto ktoś może się zdrowo na ziemi nacierpieć, ale "za mało na niebo". Co wtedy?Zadajesz mi pytania oskarżające zasady chrześcijańskie o brak logiki. Stoimy po tej samej stronie barykady! Nie potrafię odpowiedzieć, bo dla mnie to też nielogiczne. Obrona wyimaginowanego świata boskiego należy do wyznawców. > No i "mamy, co lubimy". Pieczątka: "wyroki boskie sa niezbadane" - załatwia sprawę. Dzieciom, kiedy zadają kłopotliwe pytania też odpowiada się "nie garb się!", albo "zapnij guzik!".To jest najprostszy sposób zbywania wnikliwych pytań. Nikt nijak nie podważy odpowiedzi "bozia ma plan". > Myślę, że nie ma ludzi, ani "z natury złych", ani "z natury dobrych". Po prostu jedna z tych możliwości bierze górę.Oczywiście, ludzie zwykle wybierają zło świadomie, zwalmy to na Szatana. Ok. Ale są ludzie niezdolni do świadomych wyborów, nie potrafiący odróżnić dobra od zła. Tych miałam na myśli. > >Hehe, a to jest chyba pytanie zasadnicze i stare jak świat. Najsensowniejsza odpowiedź sprowadza się do tego, że bozi się nudziło [nie dziwota ].> No dobrze, ale ja obrywam. Czy to w porządku?Jeśli założymy istnienie boga, to i tak Cię stworzył i jego prawo. Właśnie dlatego ja za takiego boga serdecznie podziękuję. > >"Taki mały, taki duży, może świntym być"> Nie rozumiem.Święci to chyba taka klasa business w niebie, ale ja się nie znam. Trzeba by jakiegoś klechę zapytać  > >Lepiej mieć niż nie mieć.> AIDS też?!Nie dacie mi spokoju z tymi tekstami w stopce?  To nie była sentencja ogólna, tylko sytuacyjna.
Lepiej mieć niż nie mieć. |
1 2 3 Dalej..
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|