Racjonalista - Strona głównaDo treści
Teoria ewolucji a istnienie życia poza Ziemią.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
24-07-2010 14:44Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)Teoria ewolucji a istnienie życia poza Ziemią.
Ocena 5 na 5
Istnieje taka bardzo popularna teoria obrazująca prawdopodobieństwo istnienia życia pozaziemskiego w ogóle, a życia inteligentnego w szczególności. Skoro we wszechświecie istnieją biliony gwiazd, wokół których krążą miliardy planet, to przynajmniej kilkaset milionów z tych planet nadaje się do życia, na milionach to życie powstało, a przynajmniej na tysiącach życie to wyewoluowało w formy inteligentne.
Z drugiej strony TE mówi, że istoty żywe powstały i rozwinęły się na drodze zupełnie przypadkowych mutacji genetycznych, utrwalanych bądź też eliminowanych przez warunki środowiskowe. Rozwój organizmów od najprymitywniejszej bakterii do człowieka wymagało więc miliardów przypadków. Czy rzeczywiście jest prawdopodobne, że taki lub podobny, prowadzący do powstania istoty inteligentnej, łańcuch przypadków mógł się gdzieś powtórzyć? O ile powstanie materii organicznej zgodnie z koncepcją Oparina, mogło zajść gdziekolwiek we wszechświecie, o tyle dalsza jej ewolucja w formy inteligentne jest bardzo mało prawdopodobna. Może teoria panspermii mogłaby tłumaczyć istnienie podobnego życia w całym kosmosie (została odrzucona, potem powróciła do łask, kiedy okazało się, że mikroorganizmy są w stanie przetrwać promieniowanie kosmiczne, ale obecnie uchodzi raczej za obaloną), o tyle rozwinięcie się życia (w szczególności inteligentnego) niezależnie na wielu planetach, graniczy z jakimś cudem.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jeśli założyć, że szansa na powstanie życia organicznego w układzie słońce-planety wynosi 1/1020 dla istnienia układu, to potrzebujesz tych układów około 1020 by rozważać powstanie życia organicznego za prawdopodobne.
Niestety ilość układów słońce-planety (lub dwa słońca-planety, co jest bardzo częste!!!) jest wyliczona teoretycznie i dopiero od niedawna udaje nam się namierzać planety za pomocą (radio)teleskopów, więc nie podam Ci przybliżonej ilości takich układów w Galaktyce. Wydaje się jednak ona ogromna.
Problemem jest, że żeby wykryć życie potrzebujemy, według dzisiejszego stanu wiedzy, sztucznej aktywności radiowej o dużej mocy. Nasza, ludzkości, taka aktywność nie trwa nawet stu lat (powiedziałbym, że prowadzimy ją od około 1970), co w skali czasu podróży z prędkością światła między układami gwiezdnymi jest mniej niż mgnieniem oka.
Pozdrawiam

Jednakże wraz z lepszym poznaniem budowy i zjawisk mikroświata okazało się, że pole magnetyczne nie jest realnie istniejącym obiektem, a tylko teoretycznym tworem ułatwiającym opis zjawisk dokonujących się w zmiennym polu elektrycznym.
24-07-2010 16:50 
 Ocena 2 na 2
webmaster (moderator)
>Problemem jest, że żeby wykryć życie potrzebujemy, według dzisiejszego stanu wiedzy, sztucznej aktywności radiowej o dużej mocy.
Niekoniecznie. Wystarczy widmo planety które odbiega od standardu. Przykładowo, Ziemia ma bardzo dziwne widmo - niemożliwe bez udziału życia. To życie właśnie zmieniło skład atmosfery Ziemi, a przez to i jej widmo (np. duża ilość tlenu). Podobnie jest z temperaturą (zdaje się, że byłaby wyższa gdyby nie życie, ze względu na dużą ilość CO2).
24-07-2010 16:57 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Problemem jest, że żeby wykryć życie potrzebujemy, według dzisiejszego stanu wiedzy, sztucznej aktywności radiowej o dużej mocy.
>Niekoniecznie. Wystarczy widmo planety które odbiega od standardu. Przykładowo, Ziemia ma bardzo dziwne widmo - niemożliwe bez udziału życia. To życie właśnie zmieniło skład atmosfery Ziemi, a przez to i jej widmo (np. duża ilość tlenu). Podobnie jest z temperaturą (zdaje się, że byłaby wyższa gdyby nie życie, ze względu na dużą ilość CO2).
Ale planetę typu Ziemia bardzo, bardzo trudno zobaczyć z naszymi możliwościami technicznymi. O wiele łatwiej wykryć fale radiowe wysłane przez cywilizację.

Pozdrawiam

Jednakże wraz z lepszym poznaniem budowy i zjawisk mikroświata okazało się, że pole magnetyczne nie jest realnie istniejącym obiektem, a tylko teoretycznym tworem ułatwiającym opis zjawisk dokonujących się w zmiennym polu elektrycznym.
24-07-2010 17:03 
 Ocena 2 na 2
webmaster (moderator)
>Ale planetę typu Ziemia bardzo, bardzo trudno zobaczyć z naszymi możliwościami technicznymi. O wiele łatwiej wykryć fale radiowe wysłane przez cywilizację.
Trochę łatwiej, bo pewne długości fal są słabiej absorbowane przez obiekty po drodze (gazy, pył). Ale to na razie jedyna metoda wykrywania życia, które nie słucha jeszcze list przebojów

PS www.livesc(*)ode-first-life-bts-100723.html
25-07-2010 12:12 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
>> Problemem jest, że żeby wykryć życie potrzebujemy, według dzisiejszego stanu wiedzy, sztucznej aktywności radiowej o dużej mocy. >
> Niekoniecznie. Wystarczy widmo planety które odbiega od standardu. Przykładowo, Ziemia ma bardzo dziwne widmo - niemożliwe bez udziału życia. To życie właśnie zmieniło skład atmosfery Ziemi, a przez to i jej widmo (np. duża ilość tlenu). Podobnie jest z temperaturą (zdaje się, że byłaby wyższa gdyby nie życie, ze względu na dużą ilość CO2). >

Stwierdzenie w widmie atmosfery braku tlenu nie wyklucza istnienia życia na planecie. Nawet na Ziemi występują wielokomórkowe organizmy używające do oddychania siarkowodór. Na przykład żyjące w Morzu Śródziemnym małe kolczugowce.
Stwierdzisz brak tlenu w atmosferze i zawyrokujesz, że tam nie ma życia być może w tym momencie, gdy ktoś na dalekiej planecie stwierdzi: jej kolczuga jest mi niezbędna do życia jak siarkowodór i metan.
webmaster (moderator)
Bosz.. "Przykładowo (..) np. duża ilość tlenu"
25-07-2010 13:24 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
> Bosz.. "Przykładowo (..) np. duża ilość tlenu" >

news.astronet.pl/4689

A to Bosz.. to jakaś grzecznościowa forma? Coś jak "uważajemyj" na forum ONZ?
webmaster (moderator)
Wiem o tym, toteż podałem tylko jeden przykład a nie wszystkie kryteria..
25-07-2010 14:30 
 Ocena 2 na 2
plodzien (7378 punktów)
>Wiem o tym, toteż podałem tylko jeden przykład a nie wszystkie kryteria..

Napisałeś:
> Wystarczy widmo planety które odbiega od standardu >

Jak widac w przypadku Saturna nie wystarczy.

Zwrócę się więc do Ciebie zgodnie z nieznanymi mi standardami, ale chyba obowiązującymi tutaj
Bosz... Byłeś niedokładny i wprowadziłeś w błąd forumoą brac. Podobnie jak z lawą poduszkową, która jakoby miała powstawac w lodzie.
webmaster (moderator)
>Podobnie jak z lawą poduszkową, która jakoby miała powstawac w lodzie.
However, pillow lava can also form when lava is erupted beneath thick glacial ice.
25-07-2010 18:22 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
>>Podobnie jak z lawą poduszkową, która jakoby miała powstawac w lodzie.
>However, pillow lava can also form when lava is erupted beneath thick glacial ice.
Ok
Słyszałem tylko o podwodnej proweniencji
26-07-2010 09:37 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
>> Podobnie jak z lawą poduszkową, która jakoby miała powstawac w lodzie. >
> However, pillow lava can also form when lava is erupted beneath thick glacial ice. >
Całe życie się uczymy.
We wspaniałym japońskim serialu "Cudowna planeta" i książce "Geologiczna historia Ziemi" (nie pamiętam autora) nie wspomniano o lodowcowym pochodzeniu lawy poduszkowej.
Podobnie gdy wpiszemy hasło w internecie.
Ty znalazłeś poszerzając moją wiedzę i za to dziękuję! : ))
Ale i tak wydaje mi się, że jeśli taka lawa jest na Araracie to powstała pod oceanem, bo przecież teren ten nie był objęty zlodowaceniem, jak Islandia. A do powstania lawy poduszkowej potrzebne jest ogromne ciśnienie wody czy (zgoda) - lodu. Mam wątpliwości czy lodu na wysokiej górze było wystarczająco, żeby mogła powstać.
No sam nie wiem. Potrzebna opinia geologa.
29-07-2010 13:09 
 Ocena-4 na 4
Logik (812 punktów)
BZDURA.

Oczywiście mogą istnieć stworzenia nie potrzebujące tlenu, ale one by NIGDY NIE POWSTAŁY, gdyby wcześniej nie istniały te, które tlen zużywają.

To samo dotyczy bakterii wytrzymujących promieniowanie, wysokie temperatury itp.

Istnieją takie, ale jako EFEKT powstania życia, a nie same dzięki sobie !!!

A życie potrzebuje tlenu - każdy, kto zna chemię i wie, co to są wiązania chemiczne, energia wiązań itp., ten rozumie, że tlen MUSI BYĆ ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
29-07-2010 16:22 
 Ocena 4 na 4
Michał (2046 punktów)
>Oczywiście mogą istnieć stworzenia nie potrzebujące tlenu, ale one by NIGDY NIE POWSTAŁY, gdyby wcześniej nie istniały te, które tlen zużywają.

   Najpierw w atmosferze musiał pojawić się tlen, żeby organizmy mogły go wykorzystywać. W pierwotnej atmosferze wolny tlen nie istniał, jest zbyt reaktywny. Cały ziemski wolny tlen wytwarzany jest z rozkładu wody w wyniku fotosyntezy.

   Istnieje nawet więcej (pod względem masy) organizmów nie potrzebujących tlenu, niż organizmów go zużywających. A dla wielu organizmów tlen jest toksyczny - żeby wykorzystywać tlen, trzeba najpierw nauczyć się przed nim bronić.

>A życie potrzebuje tlenu - każdy, kto zna chemię i wie, co to są wiązania chemiczne, energia wiązań itp., ten rozumie, że tlen MUSI BYĆ ...

   Tlen jest wykorzystywany jako akceptor elektronów w łańcuchu oddechowym - ta własność czyni go przydatnym dla organizmów. Jest cały szereg innych akceptorów, które były bardziej "na topie", gdy tlen nie występował na naszej planecie.

   Ponadto toksyczność tlenu jest na tyle duża, że wręcz niemożliwe byłoby powstanie znanych form życia, gdyby tlen istniał w pierwotnej atmosferze.
Vytautas (4394 punktów)
>   Najpierw w atmosferze musiał pojawić się tlen, żeby organizmy mogły go wykorzystywać. W pierwotnej atmosferze wolny tlen nie istniał, jest zbyt reaktywny. Cały ziemski wolny tlen wytwarzany jest z rozkładu wody w wyniku fotosyntezy.
   Jesteś w błędzie. W atmosferze Ziemi zachodzi mniej wydajny, niż fotosynteza, ale istniejący wcześniej niż życie proces produkcji tlenu cząsteczkowego. Para wodna jako lżejsza niż azot przedostaje się do górnych warstw atmosfery. W jonosferze pod wpływem obfitego tam promieniowania nadfioletowego cząsteczki wody rozpadają się na atomy i jony jednoatomowe tlenu i wodoru. Ponieważ atomy i jony wodoru są lekkie, a energia kinetyczna cząstek jest proporcjonalna do temperatury bezwzględnej, poruszają się z prędkościami niemal trzykrotnie większymi niż atomy i jony tlenu. Niektóre z cząstek wodoru mają prędkość większą niż druga kosmiczna, więc opuszczają atmosferę Ziemi bezpowrotnie. 'Osierocone' cząstki tlenu łączą się w ciężkie cząsteczki dwuatomowe i opadają ku powierzchni Ziemi. Mechanizm ten powodował powstawanie O2 od początku istnienia Ziemi i jest obecnie jedynym mechanizmem produkcji tlenu na Marsie, w którego atmosferze też tlen wykryto.

>   Istnieje nawet więcej (pod względem masy) organizmów nie potrzebujących tlenu, niż organizmów go zużywających. A dla wielu organizmów tlen jest toksyczny - żeby wykorzystywać tlen, trzeba najpierw nauczyć się przed nim bronić.
   Z owego bogatego świata organizmów beztlenowych (anaerobów) nigdy by tlenowe (aeroby) nie wyewoluowały, gdyby nie konieczność obrony przed toksycznym dla anaerobów tlenem.
29-07-2010 20:47 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>Oczywiście mogą istnieć stworzenia nie potrzebujące tlenu, ale one by NIGDY NIE POWSTAŁY, gdyby wcześniej nie istniały te, które tlen zużywają.

Bzdura, radzę sobie doczytać o katastrofie tlenowej.
Vytautas (4394 punktów)
>>Oczywiście mogą istnieć stworzenia nie potrzebujące tlenu, ale one by NIGDY NIE POWSTAŁY, gdyby wcześniej nie istniały te, które tlen zużywają.
>Bzdura, radzę sobie doczytać o katastrofie tlenowej.
   Faktycznie, to anaeroby powstały wcześniej, niż aeroby, a nie odwrotnie. Tylko po co w dyskusji używać takich brzydkich słów jak 'bzdura', żeby dyskusja przekształciła się w kłótnię?
Vytautas (4394 punktów)
>>Problemem jest, że żeby wykryć życie potrzebujemy, według dzisiejszego stanu wiedzy, sztucznej aktywności radiowej o dużej mocy.
>Niekoniecznie. Wystarczy widmo planety które odbiega od standardu. Przykładowo, Ziemia ma bardzo dziwne widmo - niemożliwe bez udziału życia. To życie właśnie zmieniło skład atmosfery Ziemi, a przez to i jej widmo (np. duża ilość tlenu). Podobnie jest z temperaturą (zdaje się, że byłaby wyższa gdyby nie życie, ze względu na dużą ilość CO2).
   Czy nie zauważyliście, że każdy z was pisze o czym innym. Aktywność radiowa świadczy o rozumie mieszkańców planety, duża ilość O2 o fotosyntezie w roślinach zielonych, a stężenie CO2 zależy także od procesów chemicznych i zjawisk wulkanicznych.
Vytautas (4394 punktów)
Usunięte przez moderatora
24-07-2010 18:36 
 Ocena 3 na 3
Jacholek (5699 punktów)
>Jeśli założyć, że szansa na powstanie życia organicznego w układzie słońce-planety wynosi 1/1020 dla istnienia układu, to potrzebujesz tych układów około 1020 by rozważać powstanie życia organicznego za prawdopodobne.
>Niestety ilość układów słońce-planety (lub dwa słońca-planety, co jest bardzo częste!!!) jest wyliczona teoretycznie i dopiero od niedawna udaje nam się namierzać planety za pomocą (radio)teleskopów, więc nie podam Ci przybliżonej ilości takich układów w Galaktyce. Wydaje się jednak ona ogromna.
>Problemem jest, że żeby wykryć życie potrzebujemy, według dzisiejszego stanu wiedzy, sztucznej aktywności radiowej o dużej mocy. Nasza, ludzkości, taka aktywność nie trwa nawet stu lat (powiedziałbym, że prowadzimy ją od około 1970), co w skali czasu podróży z prędkością światła między układami gwiezdnymi jest mniej niż mgnieniem oka.
Polecam strone z oszacowaniem liczby gwiazd w obserwowalnej czesci Wszechswiata
astronomy.swin.edu.au/~gmackie/billions.html
Jesli wiec tylko ok 1% gwiazd moze posiadac planety z warunkami sprzyjajcymi powstaniu zyciu to i tak dostaje sie liczbe "astronomiczna".
24-07-2010 21:02 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Polecam strone z oszacowaniem liczby gwiazd w obserwowalnej czesci Wszechswiata
>astronomy.swin.edu.au/~gmackie/billions.html
Ale w naszej galaktyce jest (?) tylko 4*1011 gwiazd.
>Jesli wiec tylko ok 1% gwiazd moze posiadac planety z warunkami sprzyjajcymi powstaniu zyciu to i tak dostaje sie liczbe "astronomiczna".
Oszacowanie "życiodajności" planet jest wzięte od czapy. Nie mamy danych obserwowalnych by wyciągać jakiekolwiek dobrze podparte hipotezy na ten temat. Brakuje nam techniki, by "dobrze, dokładniej przyjrzeć się" planetom, które znajdujemy w kosmosie.

Pozdrawiam

Jednakże wraz z lepszym poznaniem budowy i zjawisk mikroświata okazało się, że pole magnetyczne nie jest realnie istniejącym obiektem, a tylko teoretycznym tworem ułatwiającym opis zjawisk dokonujących się w zmiennym polu elektrycznym.
24-07-2010 22:32 
 Ocena 2 na 2
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>Oszacowanie "życiodajności" planet jest wzięte od czapy. Nie mamy danych obserwowalnych by wyciągać jakiekolwiek dobrze podparte hipotezy na ten temat. Brakuje nam techniki, by "dobrze, dokładniej przyjrzeć się" planetom, które znajdujemy w kosmosie.
Całkowicie się z tobą zgadzam. Nie mamy żadnego dowodu na to, że istnieje choćby jedna (poza Ziemią) planeta zdatna dla powstania życia. Nie znaczy to oczywiście, że takiej niedługo nie znajdziemy, bo jeszcze niedawno nie było pewności, czy w ogóle poza układem słonecznym istnieją jakiekolwiek planety. Dziś odkrywane są już hurtowo, ale nadal nie ma możliwości badania obserwowania planet małych, nie mówiąc już o obserwacji warunków na nich panujących.
spray (5875 punktów)
Jeśli uwzględni się skalę Wszechświata, zarówno w przestrzeni, jak i czasie - to żaden cud. Najwyżej rzadkie zjawisko. Cudem byłoby raczej istnienie inteligentnego życia tylko na Ziemi.
24-07-2010 22:36 
 Ocena 4 na 4
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>Jeśli uwzględni się skalę Wszechświata, zarówno w przestrzeni, jak i czasie - to żaden cud. Najwyżej rzadkie zjawisko. Cudem byłoby raczej istnienie inteligentnego życia tylko na Ziemi.
Oznacza to, że człowiek może nigdy nie odkryć istot żywych poza Ziemią. Nie dlatego, że życie na innych planetach jest niemożliwe, a właśnie dlatego, że nie zgramy się w czasie z żadną odpowiednio zaawansowaną formą życia biologicznego (na tyle zaawansowaną, że chociażby możliwą do fizycznego zaobserwowania).
25-07-2010 01:46 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)

>Oznacza to, że człowiek może nigdy nie odkryć istot żywych poza Ziemią.
Nie, to nic takiego nie oznacza.
"może" jest tu niewłasciwie użyte.

>Nie dlatego, że życie na innych planetach jest niemożliwe, a właśnie dlatego, że nie zgramy się w czasie z żadną odpowiednio zaawansowaną formą życia biologicznego (na tyle zaawansowaną, że chociażby możliwą do fizycznego zaobserwowania).

Nie dlatego.
To znaczy, że statystyczne prawdopodobieństwo spotkania III stopnia jest naprawdę znikome, zwłaszcza dla takich efemeryd, jak człowiek.
25-07-2010 03:25 
 Ocena 2 na 2
zachaj (5239 punktów)
Możliwe , że oni wcale nie chcą z nami rozmawiać i nie chcą być , przez nas , usłyszani. Chciałabyś rozmawiać z kimś kto wierzy w duchy i dysponuje bronią nuklearną ?
Uważam , że te cywilizacje istniejące ponad milion lat odezwą się do nas jak my będziemy gotowi... Teraz byłaby to , katastrofa.
25-07-2010 22:39 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)
>Możliwe , że oni wcale nie chcą z nami rozmawiać i nie chcą być , przez nas , usłyszani. Chciałabyś rozmawiać z kimś kto wierzy w duchy i dysponuje bronią nuklearną ?

No, toć!
Już kiedyś pisałam, że najlepszym dowodem na istnienie inteligentnych istot w kosmosie jest to, że się z nami nie kontaktują
finerbijk (17282 punktów)
>Może teoria panspermii mogłaby tłumaczyć istnienie
>podobnego życia w całym kosmosie (została odrzucona, potem powróciła do łask, kiedy okazało się, że mikroorganizmy są w stanie przetrwać promieniowanie kosmiczne, ale obecnie uchodzi raczej za
>obaloną),
Teoria ta ma się całkiem dobrze.
www.wprost.pl/ar/170421/Zycie-z-kosmosu/
albo o meteorycie Murchisona.

>o tyle rozwinięcie się życia (w szczególności inteligentnego) niezależnie na wielu
>planetach, graniczy z jakimś cudem.
Patrząc na skalę wszechświata niesamowitym cudem by było gdybyśmy byli sami. Z drugiej strony, możemy nigdy nikogo nie spotkać, bo albo są za daleko, albo już wyginęli a może nadejdą po nas.
24-07-2010 16:57 
 Ocena 1 na 1
webmaster (moderator)
Panspermia ma jeden problem: skalę odległości w kosmosie. Mogłaby działać w skali w lokalnej grupy gwiazd, ale już nie galaktyki. Ucieczka czegokolwiek naturalnego poza galaktykę jest już praktycznie niemożliwa (prędkości komet dochodzą do około 70km/s a optymistyczna prędkość ucieczki z galaktyki to około 130km/s).
finerbijk (17282 punktów)
Raczej jest mało prawdopodobne, aby życie docierało do każdej grupy gwiazd albo galaktyki.
Jednak problem ucieczki z galaktyki nie jest tu problemem, bo same galaktyki pędzą z wielkimi prędkościami (nawet ponad 1000 km/s) przez kosmos, wpadają na siebie i się mieszają. Nasza też ponoć się zderzy z M31 za parę miliardów lat.

Komety mogłyby być tylko transportem lokalnym
24-07-2010 18:43 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Panspermia ma jeden problem: skalę odległości w kosmosie. Mogłaby działać w skali w lokalnej grupy gwiazd, ale już nie galaktyki.

Oprócz atomów wodoru, wszystkie inne pierwiastki, z których składają się nasze ciała, powstały we wnętrzu gwiazd, które wybuchły jako supernowe. Pozostałości takiego wybuchu tworzące Mgławicę Kraba rozprzestrzeniają się z prędkością 1500 km/s, czyli c/200. Ponieważ Galaktyka ma średnicę 100 tys. lat świetlnych, więc w mniej niż 20 milionów lat te pozostałości dotrą do wszystkich zakątków Galaktyki. W skali kosmicznej to chwila.
webmaster (moderator)
A wiesz jaka temperatura panuje w fali uderzeniowej supernowej? Mówimy tu o przeniesieniu życia, a więc wszelkie ekstrema są wykluczone. Musiałoby podróżować w dość komfortowym wnętrzu komety, chronione przed skrajnymi temperaturami i silnym promieniowaniem. Trudno powiedzieć, czy coś złożonego przetrwałoby supernową i jednocześnie mogło być przez nią wyrzucone z dużą prędkością. Oczywiście w skali kosmosu nie można wykluczyć nawet najbardziej nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności, który spowodowałby wyrzucenie fragmentu zawierającego życie w kierunku innego systemu planetarnego.
25-07-2010 16:19 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> A wiesz jaka temperatura panuje w fali uderzeniowej supernowej? Mówimy tu o przeniesieniu życia, a więc wszelkie ekstrema są wykluczone. Musiałoby podróżować w dość komfortowym wnętrzu komety, chronione przed skrajnymi temperaturami i silnym promieniowaniem.

Faktycznie, masz rację, jeżeli roznosić życie oparte nad DNA lub RNA to chyba tylko w kometach lub podobnym im ciałach. Niemniej komety mogą przemierzyć naszą Galaktykę w ciągu ok. 1 miliarda lat [100E3 lat świetlnych * c / (30 km/s)], czyli w czasie ok. 10 razy krótszym niż okres od powstania Galaktyki do początków życia na Ziemi.

> Trudno powiedzieć, czy coś złożonego przetrwałoby supernową i jednocześnie mogło być przez nią wyrzucone z dużą prędkością.

O ile mi wiadomo, fala uderzeniowa supernowej gra istotną rolę w zagęszczaniu chłodnych obłoków gazowo-pyłowych w przestrzeni międzygwiezdnej. Tylko po takim wstępnym zagęszczeniu może nastąpić zapaść grawitacyjna obłoku prowadząca do powstania gwiazd drugiej generacji, planet i komet.

Obłoki międzygwiezdne są bogate w związki organiczne i chociaż spektroskopia dużych cząsteczek jest trudna, to pośrednie badania wskazują na istnienie aminokwasów w tych obłokach. Jest całkiem prawdopodobne, że naszą kolebką jest nie Ziemia a przestrzeń międzygwiezdna.

> Oczywiście w skali kosmosu nie można wykluczyć nawet najbardziej nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności, który spowodowałby wyrzucenie fragmentu zawierającego życie w kierunku innego systemu planetarnego.

Może kiedyś w Ziemię uderzy jakaś większa kometa lub planetoida i życie znów rozpryśnie się po kosmosie.
Vytautas (4394 punktów)
>> Panspermia ma jeden problem: skalę odległości w kosmosie. Mogłaby działać w skali w lokalnej grupy gwiazd, ale już nie galaktyki.
>Oprócz atomów wodoru, wszystkie inne pierwiastki, z których składają się nasze ciała, powstały we wnętrzu gwiazd, które wybuchły jako supernowe.

   Oj, chyba trochę przesadziłeś. Już w gwiazdach tak lekkich i 'chłodnych' jak nasze Słońce powstaje hel. W gwiazdach ciężkich, a gorących np. typu O, B, A, a nawet F ciągu głównego syntetyzowane są metale o masach atomowych mniejszych niż żelazo. Supernowe mają monopol na wytwarzanie jąder cięższych niż żelaza.
25-07-2010 16:24 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Oprócz atomów wodoru, wszystkie inne pierwiastki, z których składają się nasze ciała, powstały we wnętrzu gwiazd, które wybuchły jako supernowe.

> Oj, chyba trochę przesadziłeś. Już w gwiazdach tak lekkich i 'chłodnych' jak nasze Słońce powstaje hel. W gwiazdach ciężkich, a gorących np. typu O, B, A, a nawet F ciągu głównego syntetyzowane są metale o masach atomowych mniejszych niż żelazo. Supernowe mają monopol na wytwarzanie jąder cięższych niż żelaza.

No ale te lżejsze pierwiastki też muszą się jakoś wydostać z gwiazd zanim utworzą planety. Wyrzuca je wybuch supernowej.
25-07-2010 03:37 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
>Panspermia ma jeden problem: skalę odległości w kosmosie. Mogłaby działać w skali w lokalnej grupy gwiazd, ale już nie galaktyki. Ucieczka czegokolwiek naturalnego poza galaktykę jest już praktycznie niemożliwa (prędkości komet dochodzą do około 70km/s a optymistyczna prędkość ucieczki z galaktyki to około 130km/s).

Nie zapominaj o lokalnej grupie galaktyk. Nasza Droga Mleczna w swojej przeszłości wchłonęła już inną mniejszą galaktykę. Tak powstała najbliższa gromada kulista Omega Centauri. Naszą lokalną jest Andromeda , która za kilka miliardów lat zderzy się w kosmicznym tańcu z naszą galaktyką. Obyśmy tylko znaleźli się gdzieś w spokojnych ramionach pływowych...
25-07-2010 08:22 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
która za kilka miliardów lat zderzy się w kosmicznym tańcu z naszą galaktyką. Obyśmy tylko znaleźli się gdzieś w spokojnych ramionach pływowych...
Podejrzewam, że "nam" (czyli mnie osobiście, gatunkowi ludzkiemu, być może całej planecie i może nawet Układowi Słonecznemu) będzie już wszystko jedno...
25-07-2010 13:52 
 Ocena 2 na 2
zachaj (5239 punktów)
>...planecie i może nawet Układowi Słonecznemu) będzie już wszystko jedno...

A ja jestem optymistą i liczę , że urodzą się jeszcze "giganci" , którzy pokonają czas i przestrzeń , wynosząc na swoich barkach lud do gwiazd...

DKnoto (982 punktów)
>>...planecie i może nawet Układowi Słonecznemu) będzie już wszystko jedno...
>A ja jestem optymistą i liczę , że urodzą się jeszcze "giganci" , którzy pokonają czas i przestrzeń , wynosząc na swoich barkach lud do gwiazd...
>
Przeczytaj sobie opowiadanie "Cyfry życia" w Fantastyce, myślę, że to był numer specjalny z 2005.
Też tak myślę i uważam, że będziemy pierwszym gatunkiem, który skończy na sobie eksperyment zwany ewolucją naturalną
30-08-2010 17:15 
 Ocena 2 na 2
zachaj (5239 punktów)

>Też tak myślę i uważam, że będziemy pierwszym gatunkiem, który skończy na sobie eksperyment zwany ewolucją naturalną

Tak uważa Dawkins. Tak naprawdę już walczymy z bezwzględnym i bezlitosnym doborem naturalnym , który stworzył umysł zdolny do tego. Ewolucja i dobór naturalny jest procesem ślepym i z tego właśnie powodu nie "przewidział" on , że w wyniku jego działania powstaną istoty , które mogą mu się przeciwstawić , wręcz znieść i opanować jego potęgę. Nie ma tu krzty inteligentnego projektu , inteligentne projekty powstają jedynie w naszych głowach.
24-07-2010 21:03 
 Ocena 1 na 1
Guzik (2020 punktów)
Patrząc na skalę wszechświata niesamowitym cudem by było gdybyśmy byli sami.

RECENZJA Z NIE NAPISANEGO WIERSZA
Wisława Szymborska -

W pierwszych słowach utworu
autorka stwierdza, że Ziemia jest mała,
niebo natomiast duże do przesady,
a gwiazd, cytuj: "więcej w nim niż trzeba."

W opisie nieba czuć pewną bezradność,
autorka gubi się w strasznym przestworze,
uderza ją martwota wielu planet
i wkrótce w jej umyśle (dodajmy: nieścisłym)
zaczyna rodzić się pytanie,
czy aby jednak nie jesteśmy sami
pod słońcem, pod wszystkimi na świecie słońcami?

Na przekór rachunkowi prawdopodobieństwa!
I powszechnemu dzisiaj przekonaniu!
Wbrew niezbitym dowodom, które lada dzień
mogą wpaść w ludzkie ręce! Ach, poezja.

Tymczasem nasza wieszczka powraca na Ziemię,
planeta, która może "toczy się bez świadków,"
jedynym "science fiction, na jak stać kosmos."
Rozpacz Pascala (1623-1662, przyp. nasz)
wydaje się autorce nie mieć konkurencji
na żadnej Andromedzie ani Kasjopei.
Wyłączność wyolbrzymia i zobowiązuje,
wyłania się więc problem jak żyć et caetera,
albowiem "pustka tego za nas nie rozstrzygnie."
"Mój Boże, woła człowiek do Samego Siebie,
ulituj się nade mną, oświeć mnie" ...

Autorkę gnębi myśl o życiu trwonionym tak lekko,
jakby go było w zapasie bez dna.
O wojnach, które - jej przekornym zdaniem -
przegrywane są zawsze po obydwu stronach.
O "pastwieniu się" (sic!) ludzi nad ludźmi.
Przez utwór prześwituje intencja moralna.
Pod mniej naiwnym piórem rozbłysłaby może.

Niestety, cóż. Ta z gruntu ryzykowna teza
(czy aby jednak nie jesteśmy sami
pod słońcem, pod wszystkimi na wiecie słońcami)
i rozwinięcie jej w niefrasobliwym stylu
(mieszanina wzniosłości z mową pospolitą)
sprawia, że któż temu wiarę da?
Z pewnością nikt. No właśnie.


No właśnie... To ryzykowna teza mówić, że jesteśmy sami
Wyłączność bowiem zobowiązuje.
A człowiek przecież nadal pyta:
"Jak żyć?"
rudyment (3233 punktów)
Nie wiemy, jak powstało życie, bo nie wiemy, jakie warunki panowały w chwili, gdy się pojawiło. Jeśli kiedyś uda nam się życie wyprodukować, to będziemy wiedzieli co najwyżej, jak mogło powstać. Ale niekoniecznie od razu, że tak akurat powstało to nasze, ziemskie. Tutaj jesteśmy skazani na domysły - zwłaszcza że jak dotąd nie ma zgody, co to właściwie takiego - to życie.
Wykrycie życia gdzieś w Kosmosie także pozostaje problemem nieposilnym, bo nawet wygląd planet, rzekomo zmieniany przez istoty żywe, wcale efektem ich działalności być nie musi: wolny azot, tlen, węglowodory czy zgoła bardziej złożone substancje nagminnie powstają droga abiotyczna w różnych miejscach Wszechświata (np. taki Tytan ze swoja azotowa atmosfera powinien kipieć od życia, a jakoś nie kipi).
Co do rozumu, to z tym już łatwiej - na Ziemi żyje obecnie wiele gatunków ex definitione rozumnych, (małpy, papugi, krukowate, delfiny, słonie, ośmiornice) a wiele ich pewnie wymarło. Bo nie człowiek jedyny tej sztuki dostąpił, chociaż z dziś żyjących może w najwyższym stopniu.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
spellbinder (8577 punktów)
No jakieś życie może i sobie istnieje. Ale dziwi mnie jedno - jak człowiek wchodzi do dżungli, to nie powinien drzeć gęby na całe gardło, wołać "juhuu, jestem tu, jak ktoś jest to niech przyjdzie". Oczywiście są Amerykanie, którzy nie znajdują nic lepszego do roboty od łażenia za dzikim bizonem, w celu zrobienia mu zdjęcia, ale rozsądek podpowiada, żeby jednak siedzieć cicho...

Oczywiście fajnie jest myśleć, że cały wszechświat myśli tak jak kwiat ludzkiej nauki i tylko by się wymieniał zdobyczami, ale tak wcale niekoniecznie musi być
24-07-2010 23:59 
 Ocena 2 na 2
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>No jakieś życie może i sobie istnieje. Ale dziwi mnie jedno - jak człowiek wchodzi do dżungli, to nie powinien drzeć gęby na całe gardło, wołać "juhuu, jestem tu, jak ktoś jest to niech przyjdzie". Oczywiście są Amerykanie, którzy nie znajdują nic lepszego do roboty od łażenia za dzikim bizonem, w celu zrobienia mu zdjęcia, ale rozsądek podpowiada, żeby jednak siedzieć cicho...
>Oczywiście fajnie jest myśleć, że cały wszechświat myśli tak jak kwiat ludzkiej nauki i tylko by się wymieniał zdobyczami, ale tak wcale niekoniecznie musi być

Właśnie! A już wysłanie w kosmos tych tabliczek z rysunkami ludzi i umiejscowieniem Ziemi we wszechświecie, to był kompletny brak wyobraźni. Wystarczyło Star Trek'a obejrzeć, żeby zrozumieć, że taka mapka może wpaść w łapy jakiegoś Borga albo innych technologicznie zaawansowanych "ludziojadów".
www.racjonalista.pl/forum.php/s,323605#w323705
25-07-2010 00:08 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>>No jakieś życie może i sobie istnieje. Ale dziwi mnie jedno - jak człowiek wchodzi do dżungli, to nie powinien drzeć gęby na całe gardło, wołać "juhuu, jestem tu, jak ktoś jest to niech przyjdzie". Oczywiście są Amerykanie, którzy nie znajdują nic lepszego do roboty od łażenia za dzikim bizonem, w celu zrobienia mu zdjęcia, ale rozsądek podpowiada, żeby jednak siedzieć cicho...
>>Oczywiście fajnie jest myśleć, że cały wszechświat myśli tak jak kwiat ludzkiej nauki i tylko by się wymieniał zdobyczami, ale tak wcale niekoniecznie musi być
>Właśnie! A już wysłanie w kosmos tych tabliczek z rysunkami ludzi i umiejscowieniem Ziemi we wszechświecie, to był kompletny brak wyobraźni. Wystarczyło Star Trek'a obejrzeć, żeby zrozumieć, że taka mapka może wpaść w łapy jakiegoś Borga albo innych technologicznie zaawansowanych "ludziojadów".
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,323605#w323705

Swoją drogą jak już o Borgach mowa, to można się w nich dopatrzeć cech pewnych ludzi. Najpierw nadstawiają drugi policzek i spokojnie kopiują dane z komputera - jak zabili jednego, to przylazł drugi. Ubrani na czarno... ciągle to samo powtarzają. Wypisz wymaluj - ksiądz.
25-07-2010 16:38 
 Ocena 2 na 2
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Szanse na to, że jakiś kosmita byłby w stanie zjeść człowieka (i odwrotnie) są niesłychanie bliskie zeru. Uważam, że fizyczny kontakt przedstawicieli różnych biosfer (i bardziej mam na myśli różne bakterie i inne proste organizmy niż formy inteligentne) jest raczej niemożliwy. Dlatego wszelkie badania obcych światów będą wyłącznie zadaniem maszyn. Do potencjalnej kolonizacji pozostają jedynie martwe planety.
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Sądzę, że jest odwrotnie. Powstanie życia jest w dużym stopniu dziełem przypadku (choć, z braku danych, nie ośmielę się nawet szacować prawdopodobieństwa) natomiast proces ewolucji powinien z dużym prawdopodobieństwem prowadzić do powstania form inteligentnych.
Życie ewoluuje (zgodnie z definicją) a w procesie ewolucji występuje bardzo silny efekt uboczny w postaci wzrostu złożoności. Niektóre organizmy będą osiągały kolejne szczeble organizacji. Kultura powinna się, jako naturalny szczebel hierarchii, w końcu pojawić.
Problem jest tylko jeden. Ewolucja do istot inteligentnych to niezwykle długi proces, co więcej większość czasu zajmuje osiągnięcie pierwszych szczebli. (Na Ziemi około 2 mld lat zajęło wytworzenie komórki eukariotycznej a następny miliard powstanie struktur wielokomórkowych, kultura ludzka to zaledwie ostatnie 30 tysięcy lat) Dlatego, jeśli natkniemy się na inną biosferę, istnieje bardzo duża szansa na to, że będzie ona we wczesnym stadium ewolucji.
THG303 (370 punktów)
A ja się zawsze zastanawiam, dlaczego zakładamy, że potencjalna obca cywilizacja będzie potrafiła odczytać nasze sygnały radiowe. Albo my ich. O ile sygnał dotrze, a nie zmieni się po drodze w zwyczajny kosmiczny szum, to musimy wziąć poprawkę na to, że Oni mogą nie znać nawet kodu dwójkowego. Ich radioteleskopy mogą opierać się na całkowicie innych zasadach działania. Może być też tak, że nie odkryli w ogóle fal radiowych. Ich technologia może być tak zasadniczo różna od naszej, że zajmie nam 200 lat nim pojmiemy zasady działania "ichniego" komputera.

Jak w tym dowcipie:

Kosmici złapali faceta, przeanalizowali na wszelkie możliwe sposoby, na koniec opowiedzieli co nieco o sobie i wypuścili. Facet jest sławny, wywiady, wizyty w zakładach pracy itepede. I w czasie jednego wywiadu zapytano go:
- Wie pan może, jak ci kosmici doszli do tego, że odbywają podróże międzygwiezdne?
- Wiecie, na początku nasza i ich ścieżka rozwoju była podobna. Ogień, koło, sraty-pierdaty aż do samochodu. Potem nasze drogi się rozeszły. My wymyśliliśmy sygnalizację świetlną, a oni poszli w kierunku światów równoległych i teleportacji.


Przy potencjalnym kontakcie, nasze naukowe teorie dotyczące życia poza Ziemią bardzo by zbladły. Tak sądzę.
salek (4701 punktów)
>A ja się zawsze zastanawiam, dlaczego zakładamy, że potencjalna obca cywilizacja będzie potrafiła odczytać nasze sygnały radiowe.

Myślisz, że 'ich' pi będzie różniło się wartością od 'naszych' ~3.1415?
wsx666 (1067 punktów)
Przeczytałem kiedyś wypowiedź znanego fizyka nazwiska nie jestem teraz pewien zapytanego o to co sądzi na temat istnienia możliwości życia na innych planetach.Odpowiedział że według jego stanu wiedzy to istnieja jedynie dwie równie prawdopodobne odpowiedzi na to pytanie.Życie istnieje jedynie na planecie ziemia lub jest ono bardzo ale to bardzo powszechne we wszechświecie.Ja również podzielam jego pogląd jednak przychylam się w stronę drugiej ewentualności czyli że życie jest bardzo powszeczhne we wszechswiecie gdyż sami go doświadczamy wiec jesteśmy częścią procesu jakiemu podlega wszechswiat od początku swojego istnienia czyli jeżeli cechą obserwowanego przez nas wszechświata i zachodzących (w nim) procesów jest FAKT że istniejemy więc nie widzę powodów dla których traktować życie jako istnienie nas za coś wyjątkowego.Wszechświat rozmiarami przytłacza nasze pojęcia wielkości i myśle że tak naprawdę nikt nawet najtęższe umysły tego świata tak naprawdę nie są w stanie (ogarnąć) rozmiarów i odległości we wszechświecie a istnieją także teorie o mnogości (całej populacji) wszechświatów.Oczywiście istnieją różne porównania skal wielkości wszechświata do skal jakie nasze umysły są w stanie (ogarnąć) jednak porównania takie nie wnoszą tak naprawdę niczego konkretnego.Porównanie typu że galaktyk jest więcej niż ziarenek piasku na ziemi ndaje pewien obraz w głowie człowieka ale tak naprawdę mówi nam to jedynie że jest ich naprawdę dużo!Myślę jednak że tak naprawdę skupić powinniśmy się nie na rozmiarach a na właściwościach wszechświata jako procesu który zachodzi,ma miejsce,dzieje się.Pomijając kwestie etyczne,moralne,religijne za fakt należy uznać że jedną z cech materii będącej matriałem budowlanym wszystkiego jest cecha pozwalająca na formowanie obiektów takich z jakimi mamy do czynienia na codzień (ludzie,zwierzęta,woda,słońce) to jeżeli materia tego wszechświata ma taka cechę to teraz majac niejako przed oczami ogrom wszechświata nie widzę przeciwwskazań by ta materia formowała się również i (gdzie indziej) w podobne formy jak my i formy których ludzie doświadczają.
Logik (812 punktów)
Sprawa jest trochę bardziej zagmatwana (ale rozumiem, że nie każdy jest w stanie to ogarnąć swoim rozumkiem) ...

Otóż możliwości jest WIĘCEJ:
- życie jest tylko na Ziemi
- życie jest w innych miejscach Wszechświata, ale inteligencja tylko na Ziemi
- życie i inteligencja nie tylko na Ziemi

Do tego możliwe jest, że życie jest zarówno bardzo rozpowszechnione, jak i bardzo mało rozpowszechnione ...

Dodatkowo należy się zastanowić, dlaczego stałe fizyczne są akurat takie, jakie są (czyli takie, jakie są potrzebne, aby życie zaistniało)

Zasada antropiczna mówi jedynie, że skoro istniejemy, to muszą być takie ... Ale JA w takim razie pytam się: a więc dlaczego istniejemy ?!

Jeżeli istnieje tylko JEDEN wszechświat, to szansa, że te stałe są akurat takie, a nie inne jest tak ogromnie mała, że praktycznie można powiedzieć RÓWNA ZERU ...

Czyli:
- albo wszechświatów jest więcej, a my żyjemy w tym "antropicznym"
- albo ktoś CELOWO te wartości tak ustawił, żebyśmy mogli się pojawić

Rozumiem, że racjonaliści w cuda nie wierzą, więc trzeciej możliwości nie ma ...

A więc patrząc na wszechświat, osoba RACJONALNA musi uznać, że albo mamy nieskończenie wiele wszechświatów, albo istnieje ktoś, kto nas stworzył ...

Obie wersje są RÓWNIE prawdopodobne ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
06-08-2010 12:53 
 Ocena 1 na 1
Mateusz (879 punktów)
>Jeżeli istnieje tylko JEDEN wszechświat, to szansa, że te stałe są akurat takie, a nie inne jest tak ogromnie mała, że praktycznie można powiedzieć RÓWNA ZERU ...

Pójdę chyba po rozum do głowy, bo nijak nie mogę wymyślić skąd takie szacunki.

Nie masz żadnej wiedzy, co do probabilistyki, szans czy w ogóle czegokolwiek spoza naszego wszechświata i nigdy takiej wiedzy mieć nie będziesz, więc nie sil się na takie zarozumiałe sądy.

Przecież przykładowo obszar poza naszym Wszechświatem może istnieć w jakimś zupełnie dla nas nieosiągalnym mentalnie stanie, który wyklucza - kontynuując przykład - wszystkie znane nam prawidła, zasady i intuicje poznawcze. Logika, na której się próbujesz opierać, jest tam być może całkowicie inna, sprzeczna z naszą, lub jej w ogóle nie ma.

>A więc patrząc na wszechświat, osoba RACJONALNA musi uznać, że albo mamy nieskończenie wiele wszechświatów, albo istnieje ktoś, kto nas stworzył ...

>Obie wersje są RÓWNIE prawdopodobne ...

Guzik prawda, to jak gadanie, że albo Bóg jest, albo go nie ma, więc szanse są na poziomie 50%.
06-08-2010 13:07 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
Czy ty sob ie zdajesz sprawę, o czym my rozmawiamy ?
Czy wiesz, czym są stałe fizyczne ? (te pierwotne)
Czy wiesz, jak różne wartości mogą mieć ?
Czy wiesz, że jakakolwiek zmiana praktycznie uniemożliwia powstanie atomów, a tym samym czegoś, co można nazwać życiem ?

Oczywiście, że kombinacji wartości stałych pozwalających na zaistnienie życia może być wiele, ale nie tak wiele, jak kombinacji, które nie pozwalają na powstanie życia ...

Różnica tych prawdopodobieństw jest tak wielka, że nie ma żadnego innego zdarzenia we wszechświecie, które byłoby mniej prawdopodobne ...

W kwestii 50%: to nie jest tak: prawdopodobieństwo, że Bóg jest lub go nie ma nie wyraża się z procentach. Bo on albo JEST, albo Go NIE MA ...
Problem leży w tym, że zgodnie z Moją analizą, na bazie obecnej wiedzy nie da się bardziej uprawdopodobnić żadnej z wersji ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
06-08-2010 15:08 
 Ocena 2 na 2
Mateusz (879 punktów)
>Czy ty sob ie zdajesz sprawę, o czym my rozmawiamy ?

Stale próbuję pojąć, mistrzu.

>Różnica tych prawdopodobieństw jest tak wielka, że nie ma żadnego innego zdarzenia we wszechświecie, które byłoby mniej prawdopodobne ...

Znowu objawiasz, tym razem kolejna wielka prawda, - co jest najbardziej nieprawdopodobne we wszechświecie. Jednak trochę to kulawe, bo akurat wariant jest dobry i jesteśmy zdolni określić, że życie jest.

>W kwestii 50%: to nie jest tak: prawdopodobieństwo, że Bóg jest lub go nie ma nie wyraża się z procentach. Bo on albo JEST, albo Go NIE MA ...

To wszystko wyjaśnia.

>Problem leży w tym, że zgodnie z Moją analizą, na bazie obecnej wiedzy nie da się bardziej uprawdopodobnić żadnej z wersji ...

Rozumiem. Tak z ciekawości, dlaczego wielką literą?
28-08-2010 20:39 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
>Rozumiem. Tak z ciekawości, dlaczego wielką literą?

Piszę "MOJĄ" z dużej litery z szacunku dla SWOJEJ Osoby ... To wynika z Mojego dobrego wychowania i kultury osobistej, nic więcej ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
29-08-2010 09:35 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Piszę "MOJĄ" z dużej litery z szacunku dla SWOJEJ Osoby ... To wynika z Mojego dobrego wychowania i kultury osobistej, nic więcej ...

>W kwestii 50%: to nie jest tak: prawdopodobieństwo, że Bóg jest lub go nie ma nie wyraża się z procentach. Bo on albo JEST, albo Go NIE MA ...

To jakiś kabaret?
06-08-2010 15:58 
 Ocena 2 na 2
TyDraniu (6569 punktów)
>Czy wiesz, że jakakolwiek zmiana praktycznie uniemożliwia powstanie atomów, a tym samym czegoś, co można nazwać życiem ?

Ta twoja analiza prawdopodobnie jest błędna. Autor powyższej opinii nie znał się na kalibracji danych. Parę lat temu opublikowałem pracę dotyczącą modelowania pewnego zjawiska. Miałem dane doświadczalne oraz model teoretyczny, zawierający osiem niezależnych parametrów. Osiem, to mniej więcej tyle, co ilość tych elementarnych stałych fizycznych. No i napisałem program, który wyznaczał mi moje parametry przy pomocy funkcji minimalizującej.

Okazało się, że otrzymałem setki zestawów tych parametrów. Każdy z nich sprawiał, że model niemal idealnie przylegał do danych doświadczalnych. Jeżeli podniosłem wartość początkową jednego parametru dwukrotnie, to trzy inne trochę spadały, dopasowując się do danych. Można się było tak bawić do śmierci.

Myślę, że z tymi stałymi elementarnymi jest podobnie. Nie ma sensu zmiana jednej z tych stałych i mówienie, że teraz już atomy, gwiazdy, galaktyki i życie nie powstaną. Właśnie, że powstaną; a raczej: powstały. Zestawów parametrów, które to umożliwiają, jest prawdopodobnie dużo.

Na zakończenie lektura:
1. A. Jenkins i G. Perez, Looking for Life in the Multiverse: Universes With Different Physical Laws Might Still Be Habitable, "Scientific American" (styczeń 2010): 42-49
2. Czy wytwarzanie węgla w gwiazdach jest dostrojone do życia?
06-08-2010 16:49 
 Ocena-1 na 1
kombi (1112 punktów)
(zablokowany)
> Miałem dane doświadczalne oraz model teoretyczny, zawierający osiem niezależnych parametrów. Osiem, to mniej więcej tyle, co ilość tych elementarnych stałych fizycznych.

Nie ma ośmiu podstawowych stałych w fizyce.
Zwykle podają c, h, G, k - stała elektryczna, oraz k_B - Boltzmanna; jeszcze ładunek: e.

Bezwymiarowe: alpha = 1/137; stosunek mas proton / elektron = 1836.

Przecież te stałe są powiązane, np.: alpha/2pi = ke^2/hc;

>Okazało się, że otrzymałem setki zestawów tych parametrów. Każdy z nich sprawiał, że model niemal idealnie przylegał do danych doświadczalnych. Jeżeli podniosłem wartość początkową jednego parametru dwukrotnie, to trzy inne trochę spadały, dopasowując się do danych. Można się było tak bawić do śmierci.
>Myślę, że z tymi stałymi elementarnymi jest podobnie. Nie ma sensu zmiana jednej z tych stałych i mówienie, że teraz już atomy, gwiazdy, galaktyki i życie nie powstaną. Właśnie, że powstaną; a raczej: powstały. Zestawów parametrów, które to umożliwiają, jest prawdopodobnie dużo.

Miałeś powiązane te parametry, czyli za dużo swobody.

Tak samo jest teraz w fizyce - nawymyślali pełno zbytecznych głupot, i teraz niemal wszystko można wyliczyć i na kilka różnych sposobów, pomimo że wiedza jest praktycznie taka sama jak w średniowieczu.
Paolo Monstro (6146 punktów)

>Jeżeli istnieje tylko JEDEN wszechświat, to szansa, że te stałe są akurat takie, a nie inne jest tak ogromnie mała, że praktycznie można powiedzieć RÓWNA ZERU ...
Myślę, że wszechświat nie przejmuje się naszymi stałymi fizycznymi, to ludzki sposób wytłumaczenia sobie świata i stałe te nie mają nic wspólnego z powstaniem życia - bo to życie właśnie samo je sobie ustaliło. Stałe powstają gdy nie możemy wytłumaczyć jakiegoś zjawiska albo, gdy na podstawie naszych modeli i stałych dane zjawisko nie powinno mieć miejsca, wtedy powstaje nowy model i czasem jakaś nowa stała. A nie na odwrót: jeśli jakieś zjawisko nie pasuje do stałych i naszych modeli to zjawisko się nie zmienia ... Gdy nie mieliśmy żadnych modeli ani stałych ziemia kręciła się tak samo.
Dlatego argument ze stałymi jest kompletnie chybiony- stałe zostały ustalone przez ludzi w ich modelach fizycznych tłumaczących nasze otoczenie, a nie "powstały losowo" jak sugerujesz - tu nie ma mowy o prawdopodobieństwie.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365