Racjonalista - Strona głównaDo treści
Funkcja dogmatów

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
13-02-2009 21:20osko (291 punktów)Funkcja dogmatów
Ocena 2 na 2
Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim, np o wniebowstąpieniu Maryi? Czy są ustalane w celach czysto teologicznych, czy też mają jakąś praktyczną funkcję w sprawowaniu kontroli nad "trzodą"? Mi dokładanie co pewien czas nowych rzeczy do religii wydaje się niepraktyczne - ludzie niezbyt lubią zmiany w wielowiekowych tradycjach i mogą z podejrzliwością podchodzić do nowych "odkryć".
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Radon (29 punktów)Odp: funkcja dogmatów
>np o wniebowstąpieniu Maryi?

Maryja jako osoba bez grzechu nie miała obowiązku umierać. Stąd dogmat, również o wiecznej dziewicy. Reszta wiernych, nawet mimo odpuszczenia grzechu pieworodnego ma taki obowiązek.
Matek Jezusa, Maryj Świętych jest kilkanaście ...

"R"
rudyment (3233 punktów)
>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim, np o
>wniebowstąpieniu Maryi? Czy są ustalane w celach czysto teologicznych, czy też mają jakąś praktyczną
>funkcję w sprawowaniu kontroli nad "trzodą"? Mi dokładanie co pewien czas nowych rzeczy do religii
>wydaje się niepraktyczne - ludzie niezbyt lubią zmiany w wielowiekowych tradycjach i mogą z
>podejrzliwością podchodzić do nowych "odkryć".

Myślę, że chodzi tu nie o jakieś odkrycia, tylko właśnie o próbę zapobieżenia wątpliwościom owieczek - no i wykazanie, że do nieba najkrótsza droga poprzez znajomości lub pokrewieństwo.

"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
13-02-2009 21:50 
 Ocena 2 na 2
osko (291 punktów)
>>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim, np o
>>wniebowstąpieniu Maryi? Czy są ustalane w celach czysto teologicznych, czy też mają jakąś praktyczną
>>funkcję w sprawowaniu kontroli nad "trzodą"? Mi dokładanie co pewien czas nowych rzeczy do religii
>>wydaje się niepraktyczne - ludzie niezbyt lubią zmiany w wielowiekowych tradycjach i mogą z
>>podejrzliwością podchodzić do nowych "odkryć".
>Myślę, że chodzi tu nie o jakieś odkrycia, tylko właśnie o próbę zapobieżenia wątpliwościom owieczek - no i wykazanie, że do nieba najkrótsza droga poprzez znajomości lub pokrewieństwo.
>
"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)

Myślę że wątpliwości mogą zacząć się właśnie po ustanowieniu dogmatu
"to nie mogli tego wszystkiego od razu w biblii napisać, tylko teraz papież co pewien czas musi coś dodawać?". Niektórzy moi wierzący znajomi uważają Katolicyzm za "pewną" religię z powodu tego jakoby przez stulecia stała twardo niczym monolit, nie zmieniona od czasów Chrystusa. Nie chcą przyjąć do wiadomości że przez setki lat bez przerwy było coś dokładane do ich religii tak że teraz niezbyt przypomina ona swej pierwotnej postaci.
13-02-2009 22:00 
 Ocena 4 na 4
Radon (29 punktów)

>Myślę że wątpliwości mogą zacząć się właśnie po ustanowieniu dogmatu

Tak, zgadzam się. Rola dogmatu jest oczywista: "musisz tak myśleć i zamknij gębę".
I to działało, w okresie, gdy tylko KK nauczał, wydzielał dostęp do wiedzy, miał monopol.

Swobony przepływ informacji zmienił to.

"R"
13-02-2009 22:41 
 Ocena 5 na 5
aenigma (455 punktów)
Właśnie czytam: andsol.blox.pl/2009/02/Landslide.html
Zmówiliście się czy co?

>Rola dogmatu jest oczywista: "musisz tak myśleć i zamknij gębę".
Pewnie tak... zwłaszcza że według katolików sprzeciwianie się dogmatowi podchodzi pod grzech przeciwko duchowi świętemu i "nie będzie wybaczone ani w tym życiu, ani w przyszłym".
Fajnie się musi tak manipulować owieczkami
14-02-2009 11:35 
 Ocena 3 na 3
Jacek Cieslicki (1555 punktów)
(zablokowany)

>>Rola dogmatu jest oczywista: "musisz tak myśleć i zamknij gębę".
>Pewnie tak... zwłaszcza że według katolików sprzeciwianie się dogmatowi podchodzi pod grzech przeciwko duchowi świętemu i "nie będzie wybaczone ani w tym życiu, ani w przyszłym".
>Fajnie się musi tak manipulować owieczkami

Eee tam, wy Ateiści wszędzie widzicie tylko manipulację! A żaden z Was nie zada sobie trudu wyobrażenia jak czaso- i pracochłonne jest zakładanie przez proboszcza każdej owieczce kagańca na dziób...

Pozdrawiam
dziadek Jacek
*******
Goje wszystkich krajów, łączmy się!
MichaQ (1056 punktów)
>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim, np o
>wniebowstąpieniu Maryi? Czy są ustalane w celach czysto teologicznych, czy też mają jakąś praktyczną
>funkcję w sprawowaniu kontroli nad "trzodą"? Mi dokładanie co pewien czas nowych rzeczy do religii
>wydaje się niepraktyczne - ludzie niezbyt lubią zmiany w wielowiekowych tradycjach i mogą z
>podejrzliwością podchodzić do nowych "odkryć".

Ponoć swoja interpretacją Biblii.
Grzegorz (2117 punktów)
>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim,...

Każda chyba religia posiada jakaś własną doktrynę. Doktryna ta stanowi treść rozmaitych poglądów na sprawy ważne dla ich wyznawców. Jak wszędzie tak i tu ludzie wyrażając poglądy mogą dochodzić do sprzecznych wniosków, muszą zatem, jak sądzę, istnieć jakieś mechanizmy uzgadniające czy nawet statuujące pewne poglądy jako obowiązujące dla całości, jako że religia to nie jest twór o charakterze demokratycznym czy pluralistycznym.
Dogmaty to zatem, według mnie, takie wiążące rozstrzygnięcia wątpliwych kwestii religijnych czy teologicznych. Ich zadaniem jest ustalenie tego co jest, a co nie jest treścią doktryny danej religii. Zauważ, że katolickie dogmaty to często rozstrzygnięcia pewnych sporów, które toczyły się w przeszłości.
Wątkiem przewodnim zatem byłaby integralność i zapobieżenie rozwojowi herezji czy rozłamów. Mechanizm takich wiążących interpretacji jest obecny z resztą także np. w islamie czy judaizmie.

Pozdrawiam
osko (291 punktów)
>>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim,...
>Każda chyba religia posiada jakaś własną doktrynę. Doktryna ta stanowi treść rozmaitych poglądów na sprawy ważne dla ich wyznawców. Jak wszędzie tak i tu ludzie wyrażając poglądy mogą dochodzić do sprzecznych wniosków, muszą zatem, jak sądzę, istnieć jakieś mechanizmy uzgadniające czy nawet statuujące pewne poglądy jako obowiązujące dla całości, jako że religia to nie jest twór o charakterze demokratycznym czy pluralistycznym.
>Dogmaty to zatem, według mnie, takie wiążące rozstrzygnięcia wątpliwych kwestii religijnych czy teologicznych. Ich zadaniem jest ustalenie tego co jest, a co nie jest treścią doktryny danej religii. Zauważ, że katolickie dogmaty to często rozstrzygnięcia pewnych sporów, które toczyły się w przeszłości.
>Wątkiem przewodnim zatem byłaby integralność i zapobieżenie rozwojowi herezji czy rozłamów. Mechanizm takich wiążących interpretacji jest obecny z resztą także np. w islamie czy judaizmie.
>Pozdrawiam

To brzmi logicznie, jednak z drugiej strony czy określenie jasnego stanowiska kościoła w danej sprawie nie może właśnie spowodować rozłamu i odejścia z kościoła tych wiernych którym ta decyzja się nie spodoba, ew. przejścia na pozycje "wierzący, w Boga nie kościół"? Może to zależy od "karności" owieczek i stopnia ich strachu przed ogniami piekielnymi w razie zlekceważenia woli namiestników pana b. Czyli krótko mówiąc w dziesiejszych czasach dogmaty nie odgrywają już tak ważnej roli jak kiedyś (przynajmniej jeśli chodzi o katolicyzm).

Swoją drogą, czy inne odłamy Chrześcijaństwa ustanawiają swoje dogmaty?
14-02-2009 00:37 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz (2117 punktów)
>To brzmi logicznie, jednak z drugiej strony czy określenie jasnego stanowiska kościoła w danej sprawie nie może właśnie spowodować rozłamu i odejścia z kościoła tych wiernych którym ta decyzja się nie spodoba, ew. przejścia na pozycje "wierzący, w Boga nie kościół"?

A jakże i niejednokrotnie do tego dochodziło weźmy choćby trójcę z którą wielu jakoś nie chciało się godzić. Wydaje mi się, że chodziło często o to aby jasno pokazać kto jest "prawowierny", a kto się wyłamuje. Dogmat kończy dyskusje i stawia granicę dopuszczalnym polemikom. Można rzec, że dogmat to broń przeciw heretykom.

>Czyli krótko mówiąc w dziesiejszych czasach dogmaty nie odgrywają już tak ważnej roli jak kiedyś (przynajmniej jeśli chodzi o katolicyzm).

Rola jest chyba nadal ta sama tyle, że chyba już dość dawno nie sięga się do tego narzędzia, jego funkcję przejęły nieco łagodniejsze formy np, encykliki czy katechizm

>Swoją drogą, czy inne odłamy Chrześcijaństwa ustanawiają swoje dogmaty?

Niektóre dogmaty były przyczynami powstania owych odłamów więc, jak sądzę, jeśli nawet są tam obecne jakieś ich odpowiedniki, to chyba forma nieomylnego dekretu, jest typowo katolicka, choćby z braku odpowiedników papieża. Nie wiem jak się sprawa ma w prawosławiu gdzie wszak jest zawsze jakiś patriarcha.
Generalnie myślę że dogmaty są wszędzie i wszędzie wspiera je jakiś autorytet czy założyciel nie wszędzie jednak mają formę taką jak w rzymskim katolicyzmie. W islamie dla przykładu takie rozstrzygnięcia mają formę wyroków, nie są nieomylne i mogą być nawet cofnięte ale to już nie chrześcijaństwo

Pozdrawiam
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim, np o
>wniebowstąpieniu Maryi?
Z Maria Kościół ma kłopot od bardzo dawna.
Nie mając pojęcia jak powstaje człowiek w Biblii przyjęto twierdzenie, że "sprawcą" człowieka były plemniki, kobieta była inkubatorem.
Stąd zapłodnienie przez Boga. I idiotyczne dopasowywanie rodowodu Józefa do Starego Testamentu. O rodowodzie Marii napisano mało i późno.
Biorąc pod uwagę to co obecnie wiemy Jezus był co najwyżej półbogiem.
Zgodnie z obowiązującym w tamtych czasach i na tamtych ziemiach prawem, Maria powinna zostać u kamieniowana, gdyż zaszła w ciąże pozamałżeńską. Józef uratował jej życie nie odsyłając jej. Jezus w rozumieniu obowiązujących przepisów był bękartem.
Jezus swojej matki ani nie kochał ani nie szanował. Nigdzie w Biblii nie ma jednego słowa by otaczał ją miłością.
A wręcz przeciwnie jest kilka akapitów gdzie Jezus pokazuje jej lekceważenie wręcz nienawiść.
Następna sprawa.
Jak kobieta która zapłodnił Bóg mogłaby współżyć z człowiekiem?
Sam pomysł okazał się bluźnierstwem. W związku z tym w kolejnych tłumaczeniach pozbawiono życia braci i siostry Jezusa ( zamieniono ich na kuzynów)
Kobieta, która współżyła z bogiem nie miała prawa poznać smaku normalnego seksu. Stąd dziewicza ciąża i dziewicze urodzenie dziecka.
Jak katolicy mogą uwierzyć , że błona dziewicza pozostała nienaruszona po urodzeniu główki dziecka ( obwód 51-55 cm)przy równoczesnym twierdzeniu, że błona dziewicza Marii jest dowodem , że nie współżyła z człowiekiem ( max 14 cm) tego nie rozumiem.
Do tego dochodzi sprawa urodzenia samej Marii.
Wybrana przez boga kobieta musiała się urodzić bez grzechu pierworodnego ( a więc zostać poczęta bez przyjemności) czyli zostać niepokalanie poczęta.
Jak już rozprawiono się z poczęciem Marii, poczęciem Jezusa, po zamordowaniu jego braci (siostrami się nie przejmowano) to nie pozostało nic innego jak wyekspediować ją do nieba bezpośrednio.Stąd wniebowstąpienie.
Jak jeszcze weźmie się pod uwagę, że Maria jako matka nie dopełniła swoich podstawowych rodzicielskich obowiązków i nie znalazła dla Jezusa żony w wieku 13 lat. W stanie wolnym w tamtych czasach pozostawały jedynie osobniki zdecydowanie do małżeństwa się nie nadające ( np. nienormalne).
Czego brakowało Jezusowi? Nie wiadomo.
Wobec tylu wątpliwości kościołowi nie pozostało nic innego jak ogłosić dogmaty i zamknąć gęby pytającym, by nie musieć odpowiadać na pytania na które nie ma mądrej odpowiedzi.
14-02-2009 07:23 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Czego brakowało Jezusowi? Nie wiadomo.

Ale wiadomo, czego dziś mu nie brakuje - a raczej kogo.
14-02-2009 07:58 
 Ocena 2 na 2
Jacek Cieslicki (1555 punktów)
(zablokowany)
>
>Czego brakowało Jezusowi? Nie wiadomo.

Eee tam, babskie gadanie... Przecież wiadomo, że brakowało Jezusowi napletka...

Serdecznie pozdrawiam
dziadek Jacek
*******
Goje wszystkich krajów, łączmy się!
14-02-2009 13:38 
 Ocena 2 na 2
Totus (1201 punktów)
>Z Maria Kościół ma kłopot od bardzo dawna.

Jak i z wiernymi, którym jest ona do czegokolwiek nadal potrzebna. Można obronić bez problemu tezę, że podtrzymanie "kultu maryjnego" jest zasadne z racji jego "wstawienniczej" efektywności w świecie nizin intelektualnych. Odbiorcą haseł typu: "Przez Maryję do Jezusa" ma być osoba słaba psychicznie, zalękniona, której w ewentualnej konfrontacji z Jezusem infekcja maryjna odegra rolę stabilizatora.
W czasach ostatecznych kult maryjny zostanie zaliczony oczywiście do brudów, które ludzie usuwać będą w ramach apokaliptycznego płukania szat.

Paradoksy związane z dziewictwem czy w ogóle postacią Maryi, które muszą oczywiście się pojawiać nie powinny dziwić osoby dorosłej, która musi wiedzieć, że "maryjność" jest formą integracji idei chrześcijańskiej z upośledzeniem niedorozwojowym uniemożliwiającym jej właściwe przyjęcie, które najprościej nazwać dzieciuchostwem.

Dziecko jak wiemy jest pocieszne, Pani pewnie też uśmiecha się gdy mówi głupoty bo jest przez to zabawne, ALE, gdy osoba pełnoletnia zachowuje się podobnie w sensie światopoglądowym to wtedy chyba zgodzimy się, że jest to wstrętne - nie może jednak być mowy o otwartej pogardzie tego zjawiska i to jest odpowiedź na pytanie dlaczego kościół bawi z tym nowotworem. Radykalne odcięcie tego guza poprzedzone diagnozą, że jest to w ogóle rak, z którym trzeba walczyć by organizm Kościoła, metafizycznego Ciała Jezusa ozdrowiał, mogłoby skutkować niebezpieczną wręcz gorączką jeśli nie agonią.

>Jezus swojej matki ani nie kochał ani nie szanował. Nigdzie w Biblii nie ma jednego słowa by otaczał ją miłością.
>A wręcz przeciwnie jest kilka akapitów gdzie Jezus pokazuje jej lekceważenie wręcz nienawiść.

Szanuję Panią za wieledziesiąt trafnych wypowiedzi na forum ale to co Pani napisała w tych trzech powyższych zdaniach to niestety bzdura. W oparciu o co Pani tak twierdzi?

>Następna sprawa.
>(...) Stąd wniebowstąpienie.
Maryja nie dostąpiła wniebowstąpienia bo zwyczajnie nie była do niego zdolna. Została w_niebo_wzięta i ktoś kto świadomie broni tego dogmatu wie, że posiedzi tam sobie do czasu apokaliptycznych żniw. Gdy przyjdzie moment oddzielania ziarna od plew skończy z tymi drugimi. Pani na szczęście nie będzie przykro z tego powodu jako wykształconej europejce.

>Jak jeszcze weźmie się pod uwagę, że Maria jako matka nie dopełniła swoich podstawowych rodzicielskich obowiązków i nie znalazła dla Jezusa żony w wieku 13 lat. W stanie wolnym w tamtych czasach pozostawały jedynie osobniki zdecydowanie do małżeństwa się nie nadające ( np. nienormalne).
>Czego brakowało Jezusowi? Nie wiadomo.

Ale ja wiem! Człowiek takiego formatu jak Jezus nie mógłby wejść w związek małżeński gdyż jest on dla Niego i reprezentowanego przezeń systemu wartości nieetyczny. Musi też Pani wiedzieć, że jeżeli uczynił z jakiejś kobiety Człowieka płci żeńskiej to mogli ze sobą swobodnie współżyć o ile nie uniemożliwiał im tej swobody brak woli posiadania potomstwa. Zakładając że Jezus nie był Bogiem od dziecka a zaistniał w Żydzie ożenionym przez matkę jako dziecko nieco później, to to co porabiał przed przemianą jest niemal zupełnie nieistotne. Oczywiście w takiej sytuacji, gdyby dopuszczać taki wariant moglibyśmy współczuć "porzuconej" w imię ratowania ludzkości byłej żonie byłego Żyda.

>Wobec tylu wątpliwości kościołowi nie pozostało nic innego jak ogłosić dogmaty i zamknąć gęby pytającym, by nie musieć odpowiadać na pytania na które nie ma mądrej odpowiedzi.

Czyzby?
.
osko (291 punktów)
>>Z Maria Kościół ma kłopot od bardzo dawna.
>Jak i z wiernymi, którym jest ona do czegokolwiek nadal potrzebna. Można obronić bez problemu tezę, że podtrzymanie "kultu maryjnego" jest zasadne z racji jego "wstawienniczej" efektywności w świecie nizin intelektualnych. Odbiorcą haseł typu: "Przez Maryję do Jezusa" ma być osoba słaba psychicznie, zalękniona, której w ewentualnej konfrontacji z Jezusem infekcja maryjna odegra rolę stabilizatora.
>W czasach ostatecznych kult maryjny zostanie zaliczony oczywiście do brudów, które ludzie usuwać będą w ramach apokaliptycznego płukania szat.
>Paradoksy związane z dziewictwem czy w ogóle postacią Maryi, które muszą oczywiście się pojawiać nie powinny dziwić osoby dorosłej, która musi wiedzieć, że "maryjność" jest formą integracji idei chrześcijańskiej z upośledzeniem niedorozwojowym uniemożliwiającym jej właściwe przyjęcie, które najprościej nazwać dzieciuchostwem.
>Dziecko jak wiemy jest pocieszne, Pani pewnie też uśmiecha się gdy mówi głupoty bo jest przez to zabawne, ALE, gdy osoba pełnoletnia zachowuje się podobnie w sensie światopoglądowym to wtedy chyba zgodzimy się, że jest to wstrętne - nie może jednak być mowy o otwartej pogardzie tego zjawiska i to jest odpowiedź na pytanie dlaczego kościół bawi z tym nowotworem. Radykalne odcięcie tego guza poprzedzone diagnozą, że jest to w ogóle rak, z którym trzeba walczyć by organizm Kościoła, metafizycznego Ciała Jezusa ozdrowiał, mogłoby skutkować niebezpieczną wręcz gorączką jeśli nie agonią.
>>Jezus swojej matki ani nie kochał ani nie szanował. Nigdzie w Biblii nie ma jednego słowa by otaczał ją miłością.
>>A wręcz przeciwnie jest kilka akapitów gdzie Jezus pokazuje jej lekceważenie wręcz nienawiść.
>Szanuję Panią za wieledziesiąt trafnych wypowiedzi na forum ale to co Pani napisała w tych trzech powyższych zdaniach to niestety bzdura. W oparciu o co Pani tak twierdzi?
>>Następna sprawa.
>>(...) Stąd wniebowstąpienie.
>Maryja nie dostąpiła wniebowstąpienia bo zwyczajnie nie była do niego zdolna. Została w_niebo_wzięta i ktoś kto świadomie broni tego dogmatu wie, że posiedzi tam sobie do czasu apokaliptycznych żniw. Gdy przyjdzie moment oddzielania ziarna od plew skończy z tymi drugimi. Pani na szczęście nie będzie przykro z tego powodu jako wykształconej europejce.
>>Jak jeszcze weźmie się pod uwagę, że Maria jako matka nie dopełniła swoich podstawowych rodzicielskich obowiązków i nie znalazła dla Jezusa żony w wieku 13 lat. W stanie wolnym w tamtych czasach pozostawały jedynie osobniki zdecydowanie do małżeństwa się nie nadające ( np. nienormalne).
>>Czego brakowało Jezusowi? Nie wiadomo.
>Ale ja wiem! Człowiek takiego formatu jak Jezus nie mógłby wejść w związek małżeński gdyż jest on dla Niego i reprezentowanego przezeń systemu wartości nieetyczny. Musi też Pani wiedzieć, że jeżeli uczynił z jakiejś kobiety Człowieka płci żeńskiej to mogli ze sobą swobodnie współżyć o ile nie uniemożliwiał im tej swobody brak woli posiadania potomstwa. Zakładając że Jezus nie był Bogiem od dziecka a zaistniał w Żydzie ożenionym przez matkę jako dziecko nieco później, to to co porabiał przed przemianą jest niemal zupełnie nieistotne. Oczywiście w takiej sytuacji, gdyby dopuszczać taki wariant moglibyśmy współczuć "porzuconej" w imię ratowania ludzkości byłej żonie byłego Żyda.
>>Wobec tylu wątpliwości kościołowi nie pozostało nic innego jak ogłosić dogmaty i zamknąć gęby pytającym, by nie musieć odpowiadać na pytania na które nie ma mądrej odpowiedzi.
>Czyzby?
>.
Pytam z ciekawości, jaki odłam Chrześcijaństwa jest twoją religią?
14-02-2009 14:25 
 Ocena 7 na 7
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Szanuję Panią za wieledziesiąt trafnych wypowiedzi na forum ale to co Pani napisała w tych trzech powyższych zdaniach to niestety bzdura. W oparciu o co Pani tak twierdzi?

W wieku 12 lat"gubi" się rodzicom na całe trzy dni. Gdy go znajdują Jezus nie znajduje dla nich dobrego słowa a wręcz niegrzecznie się odzywa.
Kiedy w trakcie przemowy informują go, że matka czeka za drzwiami i go wzywa - lekceważy to żadanie.
Wynika to też z przypowieści o weselu w Kanie.
Tyle w tej chwili mogę sobie przypomnieć. Ale ważniejsze jest, że nie ma w Biblii słów przeciwnych. Jezus nie naucza o miłości rodziców a wręcz przeciwnie mówi, że jego słuchacze mają "mieć ich w nienawiści".
Pozdrawiam
16-02-2009 16:26 
 Ocena 1 na 1
Totus (1201 punktów)
Witam.
Dobrym uzupełnieniem tego o czym Pani pisze byłby np. artykuł M.A. www.racjonalista.pl/kk.php/s,1047 , ALE, , spróbujmy pomyśleć też na sposób Boży :

Każdy człowiek jest mi, Bogu, bliski, jednak moja rodzina to rodzina Synów Bożych płci obojga i każdy z owych bliskich mi ludzi może wejść do Królestwa Niebieskiego stając się jednym z członków mojej rodziny.

W mojej rodzinie relacja pomiędzy Synem Bożym afroamerykaninem a Synem Bożym eskimosem, którzy spotkali się na herbatce to dzielenie się radością z tego kim się jest, to dzielenie się jednością w jestestwie. To by pozyskać kogoś do tej jedności jest oczywistym pragnieniem Syna Bożego względem bliźniego - KAŻDEGO! Nikt dla Boga nie jest niegodny tego by nie usiąść przy tym samym stole i cieszyć się i dzielić mistycznym chlebkiem, droga koleżanko, Pani również to dotyczy. Oczywiście by do tego stołu zasiąść i ucztować nie wystarczy chcieć - fotele są dość wysokie, trędowaci cierpiący na przygarb (ludzie innych wyznań) nawet nie spojrzą w ich kierunku, mogą chcieć coś tam, ale bez lekarza i operacji (Jezus uzdrawiacz trędowatych - cudotwórca), po prostu się nie uda.

Więc jeżeli jakieś zwierzęce odruchy czy kulturowe obyczaje stają nam na drodze do pojednania to nie mogę pogodzić się z faktem, iż to mogłoby murem stanąć między nami - jestem gotów to "nienawidzieć". Nie ma bowiem rzeczy wartościowszej od tego co chcę aby stało się i Pani udziałem. Ani macierzyństwo, ani małżeństwo, ani rodzicielstwo, ani pokrewieństwo nie są ważniejsze dla Boga od usynowienia jednostki. Ale zaraz - czemu w ogóle miałyby kolidować?
Czy "miłość rodziców" to coś innego niż "Miłość Boga do człowieka"?

Poczucie człowieczeństwa jakie proponuje Chrystus każdemu, a więc też wolność, to skarb, dar z jakim wita nas z wyciągniętymi rękami gdy do nas przemawia nad morzem skamieniałych głów pełen nadziei, że gdzieś tam jest choćby jedna, z glebą podatną by ziarno wydało plon.

Będąc w trakcie swojego płomiennego przemówienia do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z nim mówić. (Mt 12,46) To w jaki sposób Jezus wybrnął z tego nietaktownego zachowania własnej rodziny, którego źródłem mogło być jedynie złe nastawienie cementowane ignorancją - to majstersztyk i akt miłosierdzia.
i dalej:
Kto pełni wolę Ojca mojego, ten mi jest bratem, siostrą, matką (Mt 12,50) - a Ci ludzie, ta biologiczna rodzina, która być może przyszła pełna pretensji, że nie ma kto w domu np. wydoić krowy, wręcz przeciwnie, ośmiela się przeszkadzać Ojcu mojemu w pełnieniu Jego woli ! Warto też zaznaczyć, że osoba, która przyniosła tę informację Jezusowi została pouczona pierwszoplanowo, gdyż ona również nie pełniła woli Ojca skoro nie poradziła rodzinie, że ich zachowanie jest wysoce nieetyczne i jeśli nie mają ochoty stanąć w gronie słuchaczy to lepiej będzie jeśli wrócą skąd przyszli albo poczekają łaskawie na uboczu aż syn skończy przemawiać.

Może na tym przerwę i poczekam na Pani opinię.

>Pozdrawiam
Również.
16-02-2009 18:53 
 Ocena 2 na 2
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Witam.
>Dobrym uzupełnieniem tego o czym Pani pisze byłby np. artykuł M.A. www.racjonalista.pl/kk.php/s,1047 , ALE, , spróbujmy pomyśleć też na sposób Boży :
>Każdy człowiek jest mi, Bogu, bliski, jednak moja rodzina to rodzina Synów Bożych płci obojga i każdy z owych bliskich mi ludzi może wejść do Królestwa Niebieskiego stając się jednym z członków mojej rodziny.
>W mojej rodzinie relacja pomiędzy Synem Bożym afroamerykaninem a Synem Bożym eskimosem, którzy spotkali się na herbatce to dzielenie się radością z tego kim się jest, to dzielenie się jednością w jestestwie. To by pozyskać kogoś do tej jedności jest oczywistym pragnieniem Syna Bożego względem bliźniego - KAŻDEGO! Nikt dla Boga nie jest niegodny tego by nie usiąść przy tym samym stole i cieszyć się i dzielić mistycznym chlebkiem, droga koleżanko, Pani również to dotyczy.
Witam.
Gdybyż chrześcijaństwo można było sprowadzić do jednego przykazania "miłuj bliźniego swego jak siebie samego" czy "nie rób bliźniemu swemu co tobie niemiło" byłoby religią do przyjęcia.
Tyle , że nie ma tego wśród dziesięciu przykazań.
A cała historia chrześcijaństwa zaprzecza właśnie temu jedynemu sensownemu przykazaniu, które starczyłoby za wszystko.
Chrześcijańska miłość bliźniego jest jednak mocno wybiórcza.
Już bardziej wyznawcami tegoż przykazania są ateiści bo nie mają tylu pretekstów do nienawiści.
Pozdrawiam.
Głąbiński (3538 punktów)
>...
>..."miłuj bliźniego swego jak siebie samego" ....
>A cała historia chrześcijaństwa zaprzecza właśnie temu jedynemu sensownemu przykazaniu, ...
"Cała" historia to przesada. Były i nadal zdarzają się - całkiem zresztą liczne - wyjątki.


Stach M. G.
18-02-2009 12:38 
 Ocena 1 na 1
Totus (1201 punktów)
>Witam.
Tłem niech będzie popularny fragment: Mt 10,34-39

>Gdybyż chrześcijaństwo można było sprowadzić do jednego przykazania "miłuj bliźniego swego jak siebie samego"

Do tego się sprowadza i z tego wyrasta nauka Jezusowa. Miłość to nie jest tu puste słowo ale konkrety. Nie rodzimy się zdolni do miłowania siebie i bliźniego i to jest istota grzechu pierworodnego. "Uzdalniaczem" jest/ma być tu Jezus lub inny Syn Boży i z miłości do bliźniego wznieca on spór o niego, burdę jeśli trzeba, latają talerze i szklanki, jedna z nich trafia nauczyciela w głowę ale On nadal niesie krzyż rozmowy z opętanym inną (wrogą ludzkości) wizją świata - rozmówcą.
Zauważ akt szczerości i miłosierdzia w zdaniu:
"Miłuję Cię matko więc chcąc być z Tobą szczerym muszę zwrócić Ci uwagę, że źle postępujesz i mało tego wiele wskazuje na to, iż potrzebujesz pomocy ode Mnie bo jesteś umysłowym i moralnym zwyrodnialcem".
I co myślisz, że Nauczyciela to bawi? Matka cierpi i On cierpi razem z nią. Narzucił jej krzyż, jej własny, a czy dziś będzie on ciężki? - to zależy w co matka wierzyła, bo jeśli jest ateistką z cechami feministki to będzie bardzo zadowolona z nauki syna, ba, dumna wręcz, z kolei zdewociała polsko-katoliczka może skończyć w szpitalu psychiatrycznym po udzielonej jej lekcji moralności chrześcijańskiej.

>czy "nie rób bliźniemu swemu co tobie niemiło" byłoby religią do przyjęcia.

To hasło to co innego, tu nie ma zbytnio mowy o miłości a jedynie jest wezwanie do tolerancji. To jest bardzo ludzkie hasło ale niegodne Boga:
To coś jak: "Nie mów bliskim, że są plemieniem żmijowym bo jak byś się czuł na ich miejscu gdyby ciebie ktoś tak zwyzywał?". Oczywiście Syn Boży gdyby ktoś tak go nazwał od razu poprosiłby o merytoryczne uzasadnienie i riposta byłaby okrutna i poniżająca dla oskarżyciela. Pół biedy jeśli potem podali by sobie ręce na zgodę, bo zbesztany nie wyrzekał by się wewnętrznej cnoty jaką jest szacunek dla logicznego myślenia.

>Tyle , że nie ma tego wśród dziesięciu przykazań.

Jakim trzeba być dzieckiem Bożym by nie znać najważniejszego przykazania. Pani je podała niepełne a pełnowartościowe brzmi: "Będziesz miłował Pana Boga swego, a bliźniego swego jak siebie samego". Popularny dekalog to przystawka podana, jak powiedziałby Jezus o poczynaniach Mojżesza by go nie przekreślać by jednocześnie nie stracić słuchaczy w swoich czasach - podana "przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych".
Było może tak i siak ale do teraz - bo od teraz wszystko czynię NOWE.

>A cała historia chrześcijaństwa zaprzecza właśnie temu jedynemu sensownemu przykazaniu, które starczyłoby za wszystko.

Zagadka ma komuś do czegoś starczyć ? - tajemnicą się gra dokąd się nie wyda. To co się w międzyczasie dzieje to dramat - i tragedia i komedia w jednym. Jak się tajemnica wyda zapanuje wielka cisza, cisza przed burzą opisaną w Apokalipsie.

>Chrześcijańska miłość bliźniego jest jednak mocno wybiórcza.

Jak wyżej.

>Już bardziej wyznawcami tegoż przykazania są ateiści bo nie mają tylu pretekstów do nienawiści.

Im bardziej Bóg Ch. przestaje być tajemniczy tym bardziej ostatni stają się pierwszymi - choć to śmieszne to nie żart.

>Pozdrawiam.
Wzajemnie
.
18-02-2009 13:53 
 Ocena 2 na 2
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Witam.
> Tłem niech będzie popularny fragment: Mt 10,34-39
>>Gdybyż chrześcijaństwo można było sprowadzić do jednego przykazania "miłuj bliźniego swego jak siebie samego"
>Do tego się sprowadza i z tego wyrasta nauka Jezusowa. Miłość to nie jest tu puste słowo ale konkrety.

>Nie rodzimy się zdolni do miłowania siebie i bliźniego i to jest istota grzechu pierworodnego.
Rodzimy się niezdolni do nienawiści to dopiero wychowanie uczy nas jak i kogo nienawidzić. Natomiast miłości nie trzeba nas uczyć jest naturalną potrzebą człowieka. Naturalna i niezależna od religii jest miłość rodziców i dziecka, miłość pomiędzy partnerami seksualnymi, miłość do współplemieńców...

>Zauważ akt szczerości i miłosierdzia w zdaniu:
>"Miłuję Cię matko więc chcąc być z Tobą szczerym muszę zwrócić Ci uwagę, że źle postępujesz i mało tego wiele wskazuje na to, iż potrzebujesz pomocy ode Mnie bo jesteś umysłowym i moralnym zwyrodnialcem".

Tego nie znam. Okrutna to wypowiedź. Z miłością mało ma wspólnego.

>I co myślisz, że Nauczyciela to bawi? Matka cierpi i On cierpi razem z nią. Narzucił jej krzyż, jej własny, a czy dziś będzie on ciężki? - to zależy w co matka wierzyła, bo jeśli jest ateistką z cechami feministki to będzie bardzo zadowolona z nauki syna, ba, dumna wręcz, z kolei zdewociała polsko-katoliczka może skończyć w szpitalu psychiatrycznym po udzielonej jej lekcji moralności chrześcijańskiej.

>>czy "nie rób bliźniemu swemu co tobie niemiło" byłoby religią do przyjęcia.
>To hasło to co innego, tu nie ma zbytnio mowy o miłości a jedynie jest wezwanie do tolerancji. To jest bardzo ludzkie hasło ale niegodne Boga:
>>Tyle , że nie ma tego wśród dziesięciu przykazań.

>Jakim trzeba być dzieckiem Bożym by nie znać najważniejszego przykazania. Pani je podała niepełne a pełnowartościowe brzmi: "Będziesz miłował Pana Boga swego, a bliźniego swego jak siebie samego".

Taką wersję znalazłam. Według katechizmu to jest obowiązujący zestaw przykazań.

Jam jest Pan Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli.

1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
2. Nie będziesz brał imienia Boga twego nadaremno.
3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
4. Czcij ojca swego i matkę swoją.
5. Nie zabijaj.
6. Nie cudzołóż.
7. Nie kradnij.
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
10. Nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest

>>Już bardziej wyznawcami tegoż przykazania są ateiści bo nie mają tylu pretekstów do nienawiści.
>Im bardziej Bóg Ch. przestaje być tajemniczy tym bardziej ostatni stają się pierwszymi - choć to śmieszne to nie żart.
No to mnie pocieszyłeś, jednak raj mnie nie ominie. Mam nadzieję, że nie będzie tam nudno

Pozdrawiam.
20-02-2009 12:31 
 Ocena 1 na 1
Totus (1201 punktów)
>>Nie rodzimy się zdolni do miłowania siebie i bliźniego i to jest istota grzechu pierworodnego.
>Rodzimy się niezdolni do nienawiści to dopiero wychowanie uczy nas jak i kogo nienawidzić.
Zgoda, to samo jednak może i dotyczy miłości.

>Natomiast miłości nie trzeba nas uczyć jest naturalną potrzebą człowieka.
Otóż nie sądzę. Miłość musi zawierać akceptację stanu faktycznego położenia człowieka w świecie gwarantującego mu pewny i stabilny rozwój. W chrześcijaństwie pada koncepcja takiego stanu i zostaje wygenerowany człowiek idealny (Bóg Prawdziwy). Ewangelia to głównie jego przygody w świecie ludzi, którym - dlatego, że obejmuje ich jego miłość do samego siebie - musi pomóc.

>Naturalna i niezależna od religii jest miłość rodziców i dziecka, miłość pomiędzy partnerami seksualnymi, miłość do współplemieńców...

Chrześcijaństwo koncentruje się na uniwersalnej miłości człowieka do siebie a w tym bliźniego. Ukazuje jego trudną i pełną wyzwań sytuację samotności w świecie i potrzebę brania losu we własne ręce. Nauka Jezusa niejako optymalizuje postrzeganie jednostki przez samą siebie skazując ją na konieczność doskonałego usamodzielnienia się na Boże podobieństwo - wręcz absolutnego. Tak, zgadzam się z Panią, że jeżeli to prawda to religie jakie znamy wydają się być farsą zbudowaną na tym fundamencie. No bo o jakie życie po śmierci chodzi? O zombie w niebiesiech czy o narodziny komórki Królestwa Niebieskiego, które jest w nas i czeka na odkrycie? (Mt 13,44-46) Jezus mówi, że nie przyszedł by do nas gdybyśmy byli zdrowi, nie zabierał by nam cennego czasu, a tymczasem choć i wtedy mówiono pewnie o "naturalnej miłości" Jezus uznał, że jest bardzo potrzebny. (J 15,22-26)

>Tego nie znam. Okrutna to wypowiedź. Z miłością mało ma wspólnego.

Pewnie, że zbyt okrutna. Nie efektywna choć prawdziwa. Pismo przestrzega by nie wyrywać pszenicy razem z chwastem, który ją ogranicza - i ma rację. Ale jaki poziom startowy będzie dobry? Może Jezusek z serduszkiem promieniującym i zniewalającym opiekuńczością wyrazem twarzy? Jako poświęcony przez księdza obrazek dobry by nosić go np. w portfelu.

>>Jakim trzeba być dzieckiem Bożym by nie znać najważniejszego przykazania. Pani je podała niepełne a pełnowartościowe brzmi: "Będziesz miłował Pana Boga swego, a bliźniego swego jak siebie samego".
>Taką wersję znalazłam. Według katechizmu to jest obowiązujący zestaw przykazań.

Ten, podobny do historycznego, anachroniczny dekalog to symboliczna pamiątka będąca częścią Boga Człowieka w tym sensie, że odniósł się do niego zastawszy go, sam podkreślając i nauczając tylko jednego przykazania, do którego rzeczywiście wszystko się sprowadza w jego nauczaniu. Dekalog okazał się być użyteczny w nauczaniu i przez to nadal jest wartościowy tym bardziej im bardziej ludzie nadają mu boskie pochodzenie.

>No to mnie pocieszyłeś, jednak raj mnie nie ominie. Mam nadzieję, że nie będzie tam nudno

Są pewne wymagania dla tych, którzy chcą wejść do Królestwa Niebieskiego.
Na przykład Mt 5,20

Pozdrawiam.
14-02-2009 18:06 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)

> Można obronić bez problemu tezę, że podtrzymanie "kultu maryjnego" jest zasadne z racji jego "wstawienniczej" efektywności w świecie nizin intelektualnych.
>
Podoba mi się ta teza. To czyni z Marii postać Pierwszej Lobbystki. Ciekawe, czy wstawi się także u prokuratorów i sędziów za swoim naśladowcą, Markiem Dochnalem, Pierwszym Lobbystą III Rzeczypospolitej.
Radon (29 punktów)
>>Z Marią Kościół ma kłopot od bardzo dawna.
(...)
>Ale ja wiem! Człowiek takiego formatu jak Jezus nie mógłby wejść w związek małżeński gdyż jest on dla Niego i reprezentowanego przezeń systemu wartości nieetyczny.
(...)

Nie taka rola była przeznaczona Jezusowi, aby na ziemi płodzić dzieci!
Współżyć z kobietami ?

A tak dla draki:
- co by było, gdyby spłodził święte dzieci ? A może spłodził ?
osko (291 punktów)
>>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim, np o
>>wniebowstąpieniu Maryi?
>Z Maria Kościół ma kłopot od bardzo dawna.
>Nie mając pojęcia jak powstaje człowiek w Biblii przyjęto twierdzenie, że "sprawcą" człowieka były plemniki, kobieta była inkubatorem.
>Stąd zapłodnienie przez Boga. I idiotyczne dopasowywanie rodowodu Józefa do Starego Testamentu. O rodowodzie Marii napisano mało i późno.
>Biorąc pod uwagę to co obecnie wiemy Jezus był co najwyżej półbogiem.
>Zgodnie z obowiązującym w tamtych czasach i na tamtych ziemiach prawem, Maria powinna zostać u kamieniowana, gdyż zaszła w ciąże pozamałżeńską. Józef uratował jej życie nie odsyłając jej. Jezus w rozumieniu obowiązujących przepisów był bękartem.
>Jezus swojej matki ani nie kochał ani nie szanował. Nigdzie w Biblii nie ma jednego słowa by otaczał ją miłością.
>A wręcz przeciwnie jest kilka akapitów gdzie Jezus pokazuje jej lekceważenie wręcz nienawiść.
>Następna sprawa.
>Jak kobieta która zapłodnił Bóg mogłaby współżyć z człowiekiem?
>Sam pomysł okazał się bluźnierstwem. W związku z tym w kolejnych tłumaczeniach pozbawiono życia braci i siostry Jezusa ( zamieniono ich na kuzynów)
>Kobieta, która współżyła z bogiem nie miała prawa poznać smaku normalnego seksu. Stąd dziewicza ciąża i dziewicze urodzenie dziecka.
>Jak katolicy mogą uwierzyć , że błona dziewicza pozostała nienaruszona po urodzeniu główki dziecka ( obwód 51-55 cm)przy równoczesnym twierdzeniu, że błona dziewicza Marii jest dowodem , że nie współżyła z człowiekiem ( max 14 cm) tego nie rozumiem.
>Do tego dochodzi sprawa urodzenia samej Marii.
>Wybrana przez boga kobieta musiała się urodzić bez grzechu pierworodnego ( a więc zostać poczęta bez przyjemności) czyli zostać niepokalanie poczęta.
>Jak już rozprawiono się z poczęciem Marii, poczęciem Jezusa, po zamordowaniu jego braci (siostrami się nie przejmowano) to nie pozostało nic innego jak wyekspediować ją do nieba bezpośrednio.Stąd wniebowstąpienie.
>Jak jeszcze weźmie się pod uwagę, że Maria jako matka nie dopełniła swoich podstawowych rodzicielskich obowiązków i nie znalazła dla Jezusa żony w wieku 13 lat. W stanie wolnym w tamtych czasach pozostawały jedynie osobniki zdecydowanie do małżeństwa się nie nadające ( np. nienormalne).
>Czego brakowało Jezusowi? Nie wiadomo.
>Wobec tylu wątpliwości kościołowi nie pozostało nic innego jak ogłosić dogmaty i zamknąć gęby pytającym, by nie musieć odpowiadać na pytania na które nie ma mądrej odpowiedzi.
>
Dziękuję za tak rozbudowaną odpowiedź. Co do błony dziewiczej - może to zabrzmi śmiesznie, ale słyszałem kiedyś całkiem proste wytłumaczenie - niepokalanie poczęte dziecko nie mogły by zniszczyć symbolu dziewictwa, stąd też Maryja błonę zachowała nawet po porodzie. Czyli krótko mówiąc - cud. Coś jak np. bilokacja ojca Pio. WIdać niektórym takie tłumaczenie wystarcza.
16-02-2009 07:38 
 Ocena 2 na 2
Jacek Cieslicki (1555 punktów)
(zablokowany)

>Dziękuję za tak rozbudowaną odpowiedź. Co do błony dziewiczej - może to zabrzmi śmiesznie, ale słyszałem kiedyś całkiem proste wytłumaczenie - niepokalanie poczęte dziecko nie mogły by zniszczyć symbolu dziewictwa, stąd też Maryja błonę zachowała nawet po porodzie. Czyli krótko mówiąc - cud.

Gubi Cię wiara w cuda, Osko, połączona z nadmierną dosłownością, bo każdy jezuita wytłumaczy Ci, że Maryja błonę zachowała, po skrupulatnym zdjęciu jej z łebka dziecka i dokładnym zasuszeniu nad ogniskiem domowym...

Pozdrawiam,
dziadek Jacek
*******
Goje wszystkich krajów, łączmy się!
Głąbiński (3538 punktów)
>... Maryja błonę zachowała nawet po porodzie.
Dogmat - mam wrażenie - nie dotyczy błony, ale wyłącznie odnosi się do odbycia stosunku płciowego.

Stach M. G.
lotrek (14275 punktów)
>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim, np o
>wniebowstąpieniu Maryi?
Papieże też mają swoje "bziki" a mając możliwości z racji swojej władzy, więc wcielają je w życie w formie dogmatów. Bo jak wiemy, nad dogmatami się nie dyskutuje, nie krytykuję, więc nikt im nie podskoczy. Swoiste kuriozum...
www.slowni(*)DD7CCEE320412565B900588C7E.php

A najlepszy jest dogmat o nieomylności papieża w sprawach wiary, ten dogmat załatwia wszystko:
pl.wikiped(*)nieomylności_papieża


Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
14-02-2009 14:32 
 Ocena 2 na 2
a.szubert (411 punktów)

>A najlepszy jest dogmat o nieomylności papieża w sprawach wiary, ten dogmat załatwia wszystko...

Czytałem w książce Davida A. Yallopa o manipulacjach towarzyszących uchwaleniu dogmatu nieomylności papieża. Według niego większość biskupów była temu dogmatowi przeciwna. Sobór niby zakończono, ale pocztą pantoflową powiadomiono mniejszość biskupów przychylnych papieżowi, aby Rzymu nie opuszczali. Po wyjeździe biskupów oponentów przeprowadzono kolejne głosowanie na temat nowego dogmatu. Szkieletowy "sobór" zdecydowaną większością głosów uchwalił dogmat o nieomylności papieża.
Miłujący prawdę (1541 punktów)Odp: Funkcja dogmatów
>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim, np o
>wniebowstąpieniu Maryi?
Dla wyjaśnienia należałoby sięgnąć do korzeni KK. Nie ma on nic wspólnego z Biblia a głównie związany jest z tradycjami pozabiblijnymi, z pogańskimi wierzeniami.
Konstantyn Wielki widząc rozpadające sie cesarstwo szukał sposobu na przedłużenie powiązań wewnętrznych. Poszukał małą sektę, nic nie znacząca, wziął ją na garnuszek państwa - Kościół Katolicki stał się religią państwową.
Narzucił Kościołowi dogmaty i elementy wiary.
Temu wizerunkowi Kościół jest wierny do dziś. Biblia została potępiona i była niszczona na wszelkie sposoby. Nikomu nie wolno było jej mieć i czytac. Ludzie czytający Biblię byli paleni na stosach z ta Księgą zawieszona na szyi, a przedtem torturowani.
W XX wieku Kościół nie może już tak działać, dlatego wziął się na sposób i zmienia, i fałszuje, treść Biblii w coraz to nowych i bardzo licznych przekładach.
Przekładów Biblii Tysiąclecia jest już chyba sześć, dalej wypuszcza inne jak Ekumeniczny Przekład, albo Biblia Jerozolimska, wypuszcza tez Biblie bez Pism Hebrajskich (ST) - w cale nie tłumacząc się z takich kroków.
Dzisiaj z powodu dużej aktywności Świadków Jehowy wielu zwraca uwage na Biblię i słowa tam zapisane demaskujące poczynania Kościoła, słowa przeciwko dogmatom Kościoła.
Kościół w dalszym ciągu traktuje swoich wiernych jako "parafian"[określenien to w słownikach wskazuja na najbardziej głupich i zacofanych ludzi].
Ponieważ nic co jest w Kosciele Katolickim nie ma pokrycia i podstawy w Biblii.
Nad Biblia górować ma papież i dlatego tak bardzo podkreśla sie jego nieomylność.
Jednak na nic to się zda, bo dzisiaj ludzie - wszyscy umieja już czytać a Biblia jest ogólnie dostepna..
Jednak chodzi raczej teraz o wysiłek indywidualny, by te rzeczy sprawdzić jak sie one mają.
16-02-2009 08:06 
 Ocena 1 na 1
Jacek Cieslicki (1555 punktów)
(zablokowany)
>>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim, np o
>>wniebowstąpieniu Maryi?
>Dla wyjaśnienia należałoby sięgnąć do korzeni KK. Nie ma on nic wspólnego z Biblia a głównie związany jest z tradycjami pozabiblijnymi, z pogańskimi wierzeniami.

Kościół przejmował, przy każdej okazji, wierzenia pogańskie, było to postępowanie "biznesowe", a więc uzasadnione, nieszczęściem było tylko to, że wymordowywano pogan, opierających się Dobrej Nowinie - a korzeń Koścoła jest tylko jeden: Kajfasz.

>Temu wizerunkowi Kościół jest wierny do dziś. Biblia została potępiona i była niszczona na wszelkie sposoby. Nikomu nie wolno było jej mieć i czytac. Ludzie czytający Biblię byli paleni na stosach z ta Księgą zawieszona na szyi, a przedtem torturowani.

Nadal nie można się dziwić Kościołowi, że przez tyle wieków nie dopuszczał wiernych do Bblii: jakby wyglądał jego "biznes" gdyby każdy przeczytał Nowy Testament? Kto by wierzył w Żyda, niepiśmiennego schizofrenika, którego własna matka chce pojmać, aby uniemożliwić Mu nauczanie?

> Ponieważ nic co jest w Kosciele Katolickim nie ma pokrycia i podstawy w Biblii.

Jestem łagodniejszym od Ciebie, ja bym to ujął tak: obecny KK jest tak zdegenerowany, że jego działania nie mają pokrycia i podstawy w Biblii, czyniąc go największym wrogiem inteligentnego odłamu chrześcijaństwa.

Pozdrawiam,
dziadek Jacek
*******
Goje wszystkich krajów, łączmy się!
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Jak sądzicie, czym kierują się papieże ustalając dogmaty w kościele katolickim, np o wniebowstąpieniu Maryi? Czy są ustalane w celach czysto teologicznych, czy też mają jakąś praktyczną funkcję w sprawowaniu kontroli nad "trzodą"? Mi dokładanie co pewien czas nowych rzeczy do religii wydaje się niepraktyczne - ludzie niezbyt lubią zmiany w wielowiekowych tradycjach i mogą z podejrzliwością podchodzić do nowych "odkryć".

Dogmaty w Kościele są po to, by wierni o nic nie pytali, by przyjęli rzecz jako absolutny pewnik. To czego przedstawiciele Kościoła nie potrafią wytłumaczyć swoim wiernym (i sami też zapewne tego nie rozumieją) staje się z woli tegoż Kościoła dogmatem popartym autorytetem papieża.
Poza tym dogmaty ograniczają tzw. wolność badań teologów katolickich. W ich pracach brak jest owej wolności badań, gdyż nie wolno im wykraczać poza ustalenia dogmatów, co traktowane byłoby jako wykroczenie przeciwko autorytetowi Kościoła. Słynna niemiecka teolożka katolicka, prof. Uta Ranke-Heineman została pozbawiona katedry na uniwersytecie za krytykowanie dogmatu o "dziewiczego poczęcia Marii".

Szczególną rolę wśród dogmatów zajmują tzw. dogmaty maryjne. Treść żadnego z nich nie wynika z Nowego Testamentu. Są całkowicie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i sprowadzają się do zjawisk nadprzyrodzonych. Są absurdalne i nielogiczne.

Tymczasem we wszystkich ewangeliach Maria potraktowana została raczej fragmentarycznie. Ewangeliści nie dopatrzyli się w niej niczego szczególnego. W Dziejach Apostolskich Maria pojawiła się tylko jeden raz.
Nawet Jezus zwracał się do niej z wyraźną niechęcią. Jak napisał jeden z bardziej znanych niemieckich badaczy, Jezus kochał wiele kobiet, matki swojej jednak nie kochał. Zwracając się do niej nigdy nie użył słowa "matka". O jakichkolwiek zdrobnieniach tego słowa w ogóle nie było mowy. Używa za to słowa "niewiasto". To nie brzmiało zbyt ładnie. W ten sposób Jezus zwracał się do swojej matki na weselu w Kanie (J 2, 4) oraz podczas ukrzyżowania (J 19, 26).

Przykładowo o dziewictwie Marii wspominają jedynie dwie ewangelie: według Mateusza i według Łukasza. Czynią to jedynie we wstępach, później ewangeliści Ci o rzekomym dziewictwie Marii zapominają, a dalsze części ich ewangelii świadczą o czymś zgoła przeciwnym: że Jezus miał młodsze rodzeństwo (czworo braci i co najmniej dwie siostry) oraz, że jego ojcem był Józef (w tym przypadku o dziewiczym poczęciu raczej mowy być nie może). Pozostali dwaj ewangeliści o dziewictwie Marii nic nie słyszeli, nie słyszał o tym też ap. Paweł z Tarsu, autor najstarszych pism nowotestamentowych.
Chrześcijanie nie słyszeli również o dziewictwie Marii aż do III wieku. Wielcy ojcowie Kościoła, tacy jak np. Tertulian czy Ireneusz z Lyonu (obaj z przełomu II i III wieku) uważali, że bracia i siostry Jezusa byli jego rodzeństwem, a nie żadnym kuzynostwem, czy tez dziećmi Józefa z jakiegoś wymyślonego pierwszego małżeństwa.
Niemniej już w V w. (na Wschodzie) i w VII w. (na Zachodzie) ogłoszony został dogmat o wiecznym dziewictwie Marii, matki Jezusa: owo słynne ante partum, in partu oraz post partum. I tak już zostało.

Inne niemniej znane dogmaty maryjne, to również abstrakcja nie mająca żadnego potwierdzenia w NT, jak choćby dogmat o niepokalanym poczęciu (1854 r.), czy też cielesnym wniebowzięciu Marii (1951 r.).

Coraz częściej mówi się o kolejnym dogmacie Maryjnym, który uczynić ma z Marii współodkupicielkę rodzaju ludzkiego (na równi z Jezusem). Byłoby to równoznaczne z uznaniem, że Maria jest kolejną osoba Trójcy Świętej, z tym że nie byłaby to już Trójca.
Madman (7811 punktów)
>Coraz częściej mówi się o kolejnym dogmacie Maryjnym, który uczynić ma z Marii współodkupicielkę rodzaju ludzkiego (na równi z Jezusem). Byłoby to równoznaczne z uznaniem, że Maria jest kolejną osoba Trójcy Świętej, z tym że nie byłaby to już Trójca.
Głupia konsekwencja jest postrachem małych umysłów . R. W. Emerson
16-02-2009 08:15 
 Ocena 1 na 1
Jacek Cieslicki (1555 punktów)
(zablokowany)
>>Coraz częściej mówi się o kolejnym dogmacie Maryjnym, który uczynić ma z Marii współodkupicielkę rodzaju ludzkiego (na równi z Jezusem). Byłoby to równoznaczne z uznaniem, że Maria jest kolejną osoba Trójcy Świętej, z tym że nie byłaby to już Trójca.

Chrześcijanie będą musieli złożyć się na mikrobus dla Nieba!
A potem na przyczepkę do niego: na słup, gdy przyjdzie czas na awans dla Świętego Szymona...

Pozdrawiam,
dziadek Jacek
*******
Goje wszystkich krajów, łączmy się!
gon.zo (228 punktów)

>Poza tym dogmaty ograniczają tzw. wolność badań teologów katolickich. W ich pracach brak jest owej wolności badań, gdyż nie wolno im wykraczać poza ustalenia dogmatów,

Każdego ogranicza światopogląd. Ateistę też, on nigdy nie skłoni się do takiego podejścia w tych sprawach jak nie-ateista.

>Tymczasem we wszystkich ewangeliach Maria potraktowana została raczej fragmentarycznie. Ewangeliści nie dopatrzyli się w niej niczego szczególnego. W Dziejach Apostolskich Maria pojawiła się tylko jeden raz.

I wystarczy. Ewangelie dotyczyły przede wszystkim Jezusa. To nie były Ewangelie o Marii. Tak samo Dzieje Apostolskie.

>Nawet Jezus zwracał się do niej z wyraźną niechęcią. Jak napisał jeden z bardziej znanych niemieckich badaczy, Jezus kochał wiele kobiet, matki swojej jednak nie kochał. Zwracając się do niej nigdy nie użył słowa "matka". O jakichkolwiek zdrobnieniach tego słowa w ogóle nie było mowy. Używa za to słowa "niewiasto". To nie brzmiało zbyt ładnie. W ten sposób Jezus zwracał się do swojej matki na weselu w Kanie (J 2, 4) oraz podczas ukrzyżowania (J 19, 26).

Eeee tam, powtarzasz jakiegoś schematyczne obiegowe rozumowanie, mało to przemyślane. Zwracanie się do matki kobieto (gr. gynai ) nie musi być objawem niegrzeczności. Jezus wypowiadał się w ten sposób także do innych kobiet, wobec których nie żywił jakiejś wrogości, czy niechęci. Tak mamy w J 4,21; 8,10; 20,15; Łk 13,12. Warto też zwrócić uwagę na pewien tekst z Septuaginty, w którym to samo słowo słowo gynai pada w bardzo życzliwym kontekście:

"A Holofernes rzekł do niej: Odwagi, niewiasto [gynai]! Niech się nie lęka twoje serce! Ja nigdy nie uczyniłem nic złego człowiekowi, który postanowił służyć Nabuchodonozorowi, królowi całej ziemi" (Jdt 11,1, BT).

Również apokryficzna 4 księga Machabejska, zawarta w Septuagincie, używa terminu "niewiasto" w pochlebnym znaczeniu:

"O jedyna kobieto [gynai] pobożność doskonałą rodząca!" (4 Mch 15,17).

"[...] kobieto [gynai], wytrzymałością nawet tyrana zwyciężyłaś, a w czynach i słowach mocniejszą się okazałaś niż mężowie" (4 Mch 16,14).

Mamy zatem w tych starożytnych semickich tekstach jawne przykłady zastosowania słowa "kobieto" i "niewiasto" w bardzo życzliwych kontekstach, zatem wiemy już, że zwracanie się przez Jezusa za pomocą tego słowa do Jego Matki nie musiało mieć w żadnym wypadku nieżyczliwego wydźwięku. Powyższy zarzut oparty na użyciu przez Jezusa słowa gynai w J 2,4 jest więc zwyczajnie chybiony.

>Przykładowo o dziewictwie Marii wspominają jedynie dwie ewangelie: według Mateusza i według Łukasza. Czynią to jedynie we wstępach,

I wystarczy.

>później ewangeliści Ci o rzekomym dziewictwie Marii zapominają, a dalsze części ich ewangelii świadczą o czymś zgoła przeciwnym: że Jezus miał młodsze rodzeństwo (czworo braci i co najmniej dwie siostry) oraz, że jego ojcem był Józef (w tym przypadku o dziewiczym poczęciu raczej mowy być nie może).

Nic takiego w NT nie ma.

>Pozostali dwaj ewangeliści o dziewictwie Marii nic nie słyszeli, nie słyszał o tym też ap. Paweł z Tarsu, autor najstarszych pism nowotestamentowych.

Raczej nie napisał (najwyraźniej wykraczało to poza tematykę lego listów). Do "nie słyszał" tu jeszcze daleko. Jest to typowe błędne rozumowanie ex silentio.

>Chrześcijanie nie słyszeli również o dziewictwie Marii aż do III wieku. Wielcy ojcowie Kościoła, tacy jak np. Tertulian czy Ireneusz z Lyonu (obaj z przełomu II i III wieku) uważali, że bracia i siostry Jezusa byli jego rodzeństwem, a nie żadnym kuzynostwem, czy tez dziećmi Józefa z jakiegoś wymyślonego pierwszego małżeństwa.

Pewna opinia, pewien pogląd. Przed nimi już Protoewangelia Jakuba wyrażała zgoła odmienny pogląd.

>Niemniej już w V w. (na Wschodzie) i w VII w. (na Zachodzie) ogłoszony został dogmat o wiecznym dziewictwie Marii, matki Jezusa: owo słynne ante partum, in partu oraz post partum. I tak już zostało.

Oficjalnie zatwierdzono tylko pogląd jaki istniał już wcześniej.

>Coraz częściej mówi się o kolejnym dogmacie Maryjnym, który uczynić ma z Marii współodkupicielkę rodzaju ludzkiego (na równi z Jezusem). Byłoby to równoznaczne z uznaniem, że Maria jest kolejną osoba Trójcy Świętej, z tym że nie byłaby to już Trójca.

?????

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365