Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dawkinowskie pomyłki w Bogu urojonym

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
06-07-2009 21:00Daniel (783 punktów)Dawkinowskie pomyłki w Bogu urojonym
Ocena 1 na 3
Autor Boga urojonego popełnia w książce o tym samym tytule wiele błędów

BŁĄD 1

Pisze on: "Łukasz popełnił jeszcze jeden błąd...Otóż rzeczywiście za czasów Kwiryniusza przeprowadzono dla celów podatkowych spis powszechny...w roku 6 Anno Domini" (Bóg urojony, W-wa2008, s.139). Oto prosta odpowiedź z naszej strony (strona w trakcie poprawek i chwilowo nieaktywna): "Czy ewangelia Łukasza podaje, że spis ludności był za czasów gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz czy nie?. Sugeruje się, że jeśli był to spis za Kwiryniusza to był to spis o którym pisze Józef Flawiusz , a który to był datowany na ok.7 r n.e. Tak więc sugeruje się błąd ponieważ Jezus wtedy musiałby się narodzić ok. 7 r n.e. Fragment Ew. Łukasza 2:2 podaje jednak w grece: "Aute he apographe prote egeneto hegemoneuontos tes Syrias Kyreniu". Greckie "prote" nie odnosi się do "apographe" ("pierwszy spis") lecz oznacza "proton" (odpowiednik łac. prius): "wpierw". Zdanie znaczyłoby: "Spis ten odbył się zanim (wpierw nim) namiestnikiem Syrii był Kwiryniusz.". Taka interpretacja czyni zbędnymi poszukiwania okresu namiestnictwa Kwiryniusza w Syrii w momencie nadchodzących narodzin Jezusa" (materiał nasz). Co do spisu za czasów Jezusa ok. 3 p.n.e warto zapoznać się z inskrypcją z Paphlagonii (ale to na kiedy indziej i w innym wątku).

BŁĄD 2

Dawkins pisze w książce Bóg urojony na str. 330, że Jefte spalił swoją córkę (Sędziów 11:31-40) a w związku z tym, że w tekście czytamy, że był z nim Duch Jahwe, to było to straszne, biorąc pod uwagę, że wymieniono go potem jako męża wiary, który służył Bogu miłości (Hebr. 11:32). Okazuje się jednak, że taki wniosek można wysnuć tylko wtedy kiedy nie zna się Biblii i nie nazbyt dobrze operuje się językiem hebrajskim. W zdaniu, które padło z ust Jeftego: "co wyjdzie na spotkanie z drzwi mojego domu" hebrajski czasownik jest rodzaju męskiego!. Jako, że Jefte nie posiadał synów, z pewnością nie mógł zatem myśleć o człowieku (pamiętajmy, że w hebr. nie ma rodzaju nijakiego-jeśli myślał o zwierzęciu mógł użyć rodz. męskiego). Jednak okazało się, że w rezultacie musiał się zmierzyć z zupełnie nieoczekiwanym obrotem zdarzeń, ponieważ "oto córka jego wyszła na jego spotkanie". Czy będzie gotowy złożyć ją na całopalenie, jak obiecał? I tu przychodzi nam na pomoc Prawo Mojżeszowe. Przewidywało ono możliwość zastąpienia ludzi odpowiednią kwotą pieniężną: "Mów do synów izraelskich i powiedz im tak: Jeżeli kto składa Panu jakieś szczególne ślubowanie dotyczące jakichś osób według twojej oceny, to twoja ocena będzie taka: za mężczyznę od dwudziestu lat do lat sześćdziesięciu będzie twoja ocena wynosiła pięćdziesiąt sykli srebra według sykla świątynnego. Jeżeli to jest kobieta, to twoja ocena będzie wynosiła trzydzieści sykli" (3 Moj. 27:2-4). Co się zatem stało z córką Jefty? A no nie wyszła za mąż i pozostała bezpotomna. Była to surowa kara w Izraelu. Wszystkie kobiety modliły się, aby stać się matkami "nasienia" mającego błogosławić Izrael. Córka Jeftego nie miała tej szansy. Bezpłodność była uważana za przekleństwo, macierzyństwo natomiast, za wielkie błogosławieństwo. Córka Jeftego pozostała oczywiście przy życiu. Tekst podaje: "Rokrocznie schodzą się dziewczęta izraelskie, aby przez cztery dni w roku nucić pieśni ku czci córki Jefty Gileadczyka" (Sędz. 11:40). Tekst ten można również przetłumaczyć: " rok w rok córki Izraela przez cztery dni w roku chodziły udzielać pochwał córce Jeftego Gileadczyka".

BŁĄD 3

Dawkins pisze: "Koran, święta księga islamu zawiera analogiczną opowieść o poświęceniu syna przez Abrahama, tyle, że tam mowa jest nie o Izaaku, a o drugim synu-Smaelu" (Tamże, s.329). Tu pan Dawkins widocznie nie zna Koranu. Koran nigdzie nie podaje, że Abraham ofiarował Ismaela. NIGDZIE!!! Przeczytajcie surę 37-as Saffat. W wierszu 101 czytamy o zapowiedzeniu chłopca (chłopiec obietnicy). Kto nim był? W tej samej Surze czytamy w wierszu 112: " I obwieściliśmy mu radosną wieść: Izaaka, proroka spośród sprawiedliwych". W jednej z hadis, rzekomo wiarygodnych mamy wspomniane także o potomku. Zgadnijcie jak miał na imię? حدثنا ‏ ‏يونس ‏ ‏أخبرنا ‏ ‏حماد ‏ ‏عن ‏ ‏عطاء بن السائب ‏ ‏عن ‏ ‏سعيد بن جبير ‏ ‏عن ‏ ‏ابن عباس ‏
‏أن رسول الله ‏ ‏صلى الله عليه وسلم ‏ ‏قال ‏ ‏إن ‏ ‏جبريل ‏ ‏ذهب ‏ ‏بإبراهيم ‏ ‏إلى ‏ ‏جمرة العقبة ‏ ‏فعرض له الشيطان فرماه بسبع حصيات ‏ ‏فساخ ‏ ‏ثم أتى ‏ ‏الجمرة الوسطى ‏ ‏فعرض له الشيطان فرماه بسبع حصيات ‏ ‏فساخ ‏ ‏ثم أتى ‏ ‏الجمرة القصوى ‏ ‏
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Mariusz Agnosiewicz (moderator)Odp: dawkinowskie pomyłki w Bogu urojonym
>Dawkins pisze w książce Bóg urojony na str. 330, że Jefte spalił swoją córkę (Sędziów 11:31-40) a w związku z tym, że w tekście czytamy, że był z nim Duch Jahwe, to było to straszne, biorąc pod uwagę, że wymieniono go potem jako męża wiary, który służył Bogu miłości (Hebr. 11:32). Okazuje się jednak, że taki wniosek można wysnuć tylko wtedy kiedy nie zna się biblii i nie nazbyt dobrze operuje się językiem hebrajskim.

Opisuję to szczegółowo tutaj: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2076
Jeśli całość tej krytyki jest utrzymana w podobnym bełkotliwym klimacie to nie ma się czym podniecać...
06-07-2009 22:27 
 Ocena-1 na 1
Daniel (783 punktów)

>>Dawkins pisze w książce Bóg urojony na str. 330, że Jefte spalił swoją córkę (Sędziów 11:31-40) a w związku z tym, że w tekście czytamy, że był z nim Duch Jahwe, to było to straszne, biorąc pod uwagę, że wymieniono go potem jako męża wiary, który służył Bogu miłości (Hebr. 11:32). Okazuje się jednak, że taki wniosek można wysnuć tylko wtedy kiedy nie zna się biblii i nie nazbyt dobrze operuje się językiem hebrajskim.
>Opisuję to szczegółowo tutaj: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2076
>Jeśli całość tej krytyki jest utrzymana w podobnym bełkotliwym klimacie to nie ma się czym podniecać...

To co podałem jest bardzo proste i omówiłem znaczące i konkretne błędy Dawkinsa, a to co ty podajesz to jest zestaw porównań powyrywanych z kontekstu (zresztą nie związanych z omawianymi fragmentami- spójrz proszę jaki założyłem temat). Stronka, którą podałeś zawiera błędy myślowe i logiczne. Po pierwsze Stary Testament i prawo w nim zawarte wiązało się ściśle z zawarciem przymierza z Izraelem. To on zaaprobował warunki, które miały ich chronić przed nadużyciami i niemoralnością (Powt. Pr. 5:27,BT). Tak samo były traktowane sąsiednie plemiona, które miały być ukarane zgodnie z tamtymi realiami -tamtej sprawiedliwości (Powt. Pr. 12:29-31,BT). Piszesz: :"już sam początek stanowi zakaz zabijania, co się tłumaczy jako zakaz bezwzględny, choć w rzeczywistości dotyczył chyba tylko "plemienia wybranego" . Warto podkreślić, że zwrot z dekalogu nie tłumaczy się "nie zabijaj", ale "nie morduj". To zupełnie inny zwrot i użyty nie bez powodu. To co Bóg wykonywał na obcych narodach, to była kara za wiekowe nadużycia przez które pokazali brak chęci jakiejkolwiek poprawy. Na nich nie został dokonany mord, ale kara śmierci, wyrok (zabójstwo) a nie morderstwo. Tekst, który cytujesz a szkoda, że nie podajesz przypisu, to Ps 44:6 BT "Dzięki Tobie nacieramy na naszych wrogów i naszych napastników depczemy w imię Twoje." Jest to nawiązanie do zwyczajów wojny zdobywczej praktykowanej na całym wschodzie. Tutaj jednak podano, to przenośnie o zwycięstwie. Wiersz siódmy mówi "od wybawienia od wrogów". Nie była to więc walka bez uzasadnienia-mordercza. Dalej piszesz, że Jezus nakazuje nadstawić drugi policzek i nie mścić się, ale zapominasz dodać, że dodaje pośrednio, by samemu się nie mścić. Kiedy zaś przytaczasz fragment księgi Kapłańskiej w której napisano "ząb za ząb" , to zapominasz, że to Bóg dokonywał zemsty a nie sami Izraelici (człowiek sam nie dokonywał obrachunku-były po to sądy). Takie były warunki przymierza. Poza tym nie rozumiesz moim zdaniem co oznacza forma semicka , by nadstawiać drugi policzek. Jeśli ciebie to interesuje, to przeczytaj Jana 18:22,23. Omówiono tam zasadę sądową. Nie chodzi o to by dawać się okładać ani samemu wymierzać sprawiedliwość. Jeśli uważnie przeczytasz Prawo w kwestii ząb za ząb, to zobaczysz, że nie nadano go po to by samowolnie wykonywać karę równoważną za poniesioną krzywdę. Do rozstrzygnięcia były sądy (pomijam sąd Jezusa-wielka farsa), ale sąd w ST był monitorowany przez samego Jahwe. Poza tym nawet w wypadku poważnego przestępstwa brano pod uwagę środki łagodzące. Przypomnijmy sobie Dawida, którego Bóg nie zabił w przeciwieństwie do Saula. Dlaczego? Dlatego, że cały czas chodzi tu o nastawienie serca. O pokutę i skruchę. pamiętasz cudzołożnicę z ew. Jana? Również i jej Jezus przebaczył. Bóg i Jezus nie mają dwojakich odważników (tak jak nad Kanaanem dokonano kary tak i w przyszłości nad tym światem dokona się wyrok- Obj. 11:19).
06-07-2009 22:27 
 Ocena-1 na 3
Daniel (783 punktów)
>>Dawkins pisze w książce Bóg urojony na str. 330, że Jefte spalił swoją córkę (Sędziów 11:31-40) a w związku z tym, że w tekście czytamy, że był z nim Duch Jahwe, to było to straszne, biorąc pod uwagę, że wymieniono go potem jako męża wiary, który służył Bogu miłości (Hebr. 11:32). Okazuje się jednak, że taki wniosek można wysnuć tylko wtedy kiedy nie zna się biblii i nie nazbyt dobrze operuje się językiem hebrajskim.
>Opisuję to szczegółowo tutaj: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2076
>Jeśli całość tej krytyki jest utrzymana w podobnym bełkotliwym klimacie to nie ma się czym podniecać...

Dalej w swoim artykule, który podałeś cytujesz Mesliera, który podważa miłosierdzie Boga. Kiedy spojrzymy na to, że to człowiek odszedł od Boga a nie On od niego, to uświadomimy sobie, że to człowiek zrezygnował z raju. Ja widzę Boga raju. Bóg gniewny jest dla bojących się go-to kombinatorzy boją się Boga i zwracają uwagę tylko na kary zamiast na wiele błogosławieństw-1 J 4:18 Bw "W miłości nie ma bojaźni, wszak doskonała miłość usuwa bojaźń, gdyż bojaźń drży przed karą; kto się więc boi, nie jest doskonały w miłości.". Bóg chciał ratować kogo się da z Sodomy i Gomory, Bóg chciał nawrócenia Kanaanejczyków, Bóg chciał by wypuszczono Izraela i nie zabijano im dzieci, Bóg chciał ratować osoby z Jerycha- każdego kto był prawy, każdego kto był gotów. Bóg jest miłosierny. Bóg chce tylko byśmy nauczyli się pokutować i starać się zmienić w lepszych ludzi (pomijam nadużycia w kościele przepowiedziane tez przez Biblię). Piszesz dalej o bezwzględnym posłuszeństwie matce i ojcu (kwestia dekalogu). A powiedz mi, co w tym jest takiego bezwzględnego?. Autorytet jest ważny-zwłaszcza był ważny w tamtych czasach. Tylko ktoś kto nie wydoskonalił się w miłości drży przed karą. Nie rozumiesz tego?. A każdy kto pokutuje za błąd tego kara nie dotknie. Piszesz także o tym , że Jezus oschle potraktował swoją matkę. A możesz wskazać gdzie napisano, że oschle? Może chodzi ci o Mat. 12:49?. Poszukaj więc tam słowa "oschle". To jest tylko i wyłącznie twoja projekcja. Chyba się na oglądałeś zbyt dużo kiepskich filmów biblijnych. Jeśli zaś chodzi ci o Jana 2:4 to greka oddaje to : " co mi i tobie niewiasto (kobieto lub żono)" ?. To jest typowy semityzm i nie ma tu nic oschłego. Cytujesz także: "Łk 14:26 BT "Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem." Jest to tekst źle przetłumaczony. Z języka greckiego brzmi: " Jeśli ktoś przychodzi do mnie i nienawidzi (ouk misei) ojca swego i matki i żony i dzieci i braci i sióstr więc i duszy swej nie może być mym uczniem". Prawda, że inaczej brzmi? Jeśli nienawidzisz innych, to nie możesz być uczniem Jezusa. Jeśli zaś chodzi o ten fragment który przytaczasz a dotyczy on przyniesienia przez Pana Jezusa miecza, to nie jest to znak do burzenia ładu społecznego co wyczytasz z całej ewangelii. Jezus wskazuje tylko, że prawda o nim będzie burzyć rodziny. Wiele osób wykluczano z synagog przez wiarę w Jezusa. To był ten miecz (por. Hebr. 4:12). Jak widzisz mylisz konteksty i pojęcia. Przejdźmy jednak dalej. Mateusz 10:34-37 porusza kwestię miecza, ale i w innej wersji, czyli w innym momencie nauk Pana Jezusa. We fragmencie podanym przeze mnie jest tam poruszony temat nie tyle nienawidzenia osób , które błędnie rozumiałeś w innym fragmencie, ale kochania bardziej. Tutaj nie występuje słowo 'ouk misei'. Tutaj mamy kwestie miłości na zasadzie 'co powie rodzic'. Nie sprzeciwia się to przykazaniu "czcij matkę i ojca", bowiem na pierwszym miejscu jest cześć Bogu. Tak więc następuje tu ważny wybór-iść za Bogiem i jego Mesjaszem , czy usłuchać niewierzących w Mesjasza rodziców. Nie napisano tu tak na marginesie o nastolatkach. Jezus trafiał do sumienia człowieka i nie proponował budowania sekty w naszym rozumieniu tego słowa (forma zdeprecjonowana).

C.D.N
06-07-2009 23:06 
 Ocena 10 na 10
Sylwek (15472 punktów)

>Bóg chciał ratować kogo się da z Sodomy i Gomory, Bóg chciał nawrócenia Kanaanejczyków, Bóg chciał by wypuszczono Izraela i nie zabijano im dzieci, Bóg chciał ratować osoby z Jerycha- każdego kto był prawy, każdego kto był gotów. Bóg jest miłosierny. Bóg chce tylko byśmy nauczyli się pokutować i starać się zmienić w lepszych ludzi (pomijam nadużycia w kościele przepowiedziane tez przez biblię).

Dość dobrze znasz Boga. W jakim klubie go poznałeś? Bo zazdroszczę ci takiego chłopaka, który tyle może i wie takie rzeczy.
Daniel (783 punktów)
>>Bóg chciał ratować kogo się da z Sodomy i Gomory, Bóg chciał nawrócenia Kanaanejczyków, Bóg chciał by wypuszczono Izraela i nie zabijano im dzieci, Bóg chciał ratować osoby z Jerycha- każdego kto był prawy, każdego kto był gotów. Bóg jest miłosierny. Bóg chce tylko byśmy nauczyli się pokutować i starać się zmienić w lepszych ludzi (pomijam nadużycia w kościele przepowiedziane tez przez biblię).
>Dość dobrze znasz Boga. W jakim klubie go poznałeś? Bo zazdroszczę ci takiego chłopaka, który tyle może i wie takie rzeczy.

O tym w Biblii napisano. W samych relacjach dowiadujesz sie o tym.
14-07-2009 19:27 
 Ocena 1 na 1
axid (147 punktów)
>>>Bóg chciał ratować kogo się da z Sodomy i Gomory, Bóg chciał nawrócenia Kanaanejczyków, Bóg chciał by wypuszczono Izraela i nie zabijano im dzieci, Bóg chciał ratować osoby z Jerycha- każdego kto był prawy, każdego kto był gotów. Bóg jest miłosierny. Bóg chce tylko byśmy nauczyli się pokutować i starać się zmienić w lepszych ludzi (pomijam nadużycia w kościele przepowiedziane tez przez biblię).
>>Dość dobrze znasz Boga. W jakim klubie go poznałeś? Bo zazdroszczę ci takiego chłopaka, który tyle może i wie takie rzeczy.
>O tym w Biblii napisano. W samych relacjach dowiadujesz sie o tym.

czyli nie wiesz, czego chciał bóg,
tylko czego, według piszących biblię, chciał bóg.
Daniel (783 punktów)
>>>>Bóg chciał ratować kogo się da z Sodomy i Gomory, Bóg chciał nawrócenia Kanaanejczyków, Bóg chciał by wypuszczono Izraela i nie zabijano im dzieci, Bóg chciał ratować osoby z Jerycha- każdego kto był prawy, każdego kto był gotów. Bóg jest miłosierny. Bóg chce tylko byśmy nauczyli się pokutować i starać się zmienić w lepszych ludzi (pomijam nadużycia w kościele przepowiedziane tez przez biblię).
>>>Dość dobrze znasz Boga. W jakim klubie go poznałeś? Bo zazdroszczę ci takiego chłopaka, który tyle może i wie takie rzeczy.
>>O tym w Biblii napisano. W samych relacjach dowiadujesz sie o tym.
>czyli nie wiesz, czego chciał bóg,
>tylko czego, według piszących biblię, chciał bóg.

Biblia podaje czego chcial Bog. Rozwazajac Biblie musisz brac pod uwage jej swiadectwo. Inaczej rozumowanie bedzie pelne nonsensow jak ten ktory starasz sie sugerowac.
Daniel (783 punktów)
>>Dawkins pisze w książce Bóg urojony na str. 330, że Jefte spalił swoją córkę (Sędziów 11:31-40) a w związku z tym, że w tekście czytamy, że był z nim Duch Jahwe, to było to straszne, biorąc pod uwagę, że wymieniono go potem jako męża wiary, który służył Bogu miłości (Hebr. 11:32). Okazuje się jednak, że taki wniosek można wysnuć tylko wtedy kiedy nie zna się biblii i nie nazbyt dobrze operuje się językiem hebrajskim.
>Opisuję to szczegółowo tutaj: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2076
>Jeśli całość tej krytyki jest utrzymana w podobnym bełkotliwym klimacie to nie ma się czym podniecać...

Oto dalsza część omówienia twojego artykułu (napisz proszę jednak następnym razem coś w kontekście tematu-pomyłek dawkinowskich)

Piszesz na temat fragmentu Pawła, co do rady pozostania bez żony. Zapominasz jednak jak zresztą moi poprzedni rozmówcy o kontekście . Kontekst: 1Kor "A co do panien, nakazu Pańskiego nie mam, ale wyrażam zdanie jako ten, który dzięki miłosierdziu Pańskiemu zasługuje na wiarę. (26) Sądzę więc, że w obliczu groźnego położenia dobrze jest człowiekowi pozostać takim, jakim jest. 7:27 Bw "Jesteś związany z żoną? Nie szukaj rozłączenia. Nie jesteś związany z żoną? Nie szukaj żony." Paweł pisze o szczególnej sytuacji prześladowań. O tym zapomniałeś. Piszesz także w swoim artykule o tak zwanej powściągliwości seksualnej wyrażonej w radykalny sposób cytując Mt 18:9 BT "I jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego.". Jeśli nie zauważyłeś , to jest hiperbola. Nie znamy żadnych przypadków w NT, by praktykowano wyłupywanie sobie oka, czy odrąbywanie ręki. Oni dobrze to rozumieli. Dlatego zasada czystej ekspozycji miała taką silną moc, a zarazem nie obarczała kalectwem (pomijam Orygenesa i późniejszych ludzi, którym się poprzewracało w głowie). Tak samo w ST zasada oko za oko działała. Nie znamy Izraela jako bezokich i kuternogich ludzi. Trzeba jednak przyznać, że u Jezusa jest to hiperbola a w ST to był straszak i to skuteczny dla oprychów i wynaturzeńców. Miłujący Boga nie bali się kar.

To na razie tyle

Pozdrawiam
Daniel

Rigoletto (3891 punktów)
Z zaciekawieniem przeczytałem (jakiś rok temu)książkę "Bóg urojony" R. Dawkinsa, tym bardziej, że interesuję się biologią i czytałem jego poprzednie publikacje. Dzięki niemu też dowiedziałem się, że jestem "trójką" na osi ateizm-teizm (czyli agnostycznym neutrałem) .

Nie chcę sie odnosić do tez autora tego wątku, bo szczerze mówiąc mało mnie interesuje czy Pan Dawkins zna hebrajski, czy nie. Natomiast mam kilka uwag co do treści przedstawionych w "Bogu urojonym".
Po pierwsze zastanawiam się po co, uznany w końcu naukowiec, zajmuje się tak irracjonalnymi działaniami jak wojna z religią? No chyba, że chodziło mu o rozgłos i pieniądze, jak tak to w porządku, jasna sprawa.
Po drugie zastanawiam się czy Dawkins jest taki naiwny czy prowokuje, wtedy kiedy pisze, że świat oparty na darwinizmie (w sensie etyki zbudowanej na światopoglądzie naukowym, zwłaszcza z uwględnieniem darwinizmu) będzie (przynajmniej teoretycznie) lepszy od tego opartego na religijnych systemach wartości? Przecież to absurd! Skoro systemy etyczne oparte na wierzeniach religijnych, które przynajmniej teoretycznie zachęcają do dobrego postępowania wobec innych ludzi(chrześcijaństwo czy islam, są pełne frazesów o miłości, miłosierdziu itd...), zostały wykorzystane do ogranizowania świętych wojen, stosów czy prześladowań, to co dopiero będzie wtedy, kiedy etykę oprzemy na ewolucjonizmie? Przecież wtedy najbardziej godne pochwały będzie credo Dzyngis-chana, że największym szczęściem w życiu człowieka jest pokonać wroga i posiąść jego bogactwa, kobiety i konie (czy jak tam w "Tajnej Historii Mongołów" było). Zresztą ideologie, które czerpały czy to z darwinizmu (nazistowska teoria nierówności ras) czy to z marksizmu, a więc wytworów szeroko pojętego racjonalizmu, okazały sie faktycznie znacznie gorsze od tych opartych na religiach. Abstrahuję od quasireligijnej otoczki nazizmu i komunizmu, ale faktem jest, że ich fundamenty opierały się na racjonalizmie (przynajmniej wtedy tak uważano) i były to ideologie, które ustawiały się przeciwko tradycyjnym systemom moralnym, opartym m. in. na religii.
Uważam, że Dawkins powinien to zauważyć, a nie opowiadać głodnych kawałków o szczęśliwym świecie bez religii.
Z całym szacunkiem, ale to już mi przypomina rojenia o komunistycznym raju w społeczeństwie bezklasowym...
Tak więc R.Dawkins przez takie podejście, stracił nieco w moich oczach, jako naukowiec (może po prostu nauki społeczne, to nie jego działka).

No i na koniec została mi jeszcze sprawa tzw. memów. To nieco zabawne, że Dawkins najpierw opowiada o latających czajniczkach, a potem wyskakuje z czymś podobnym, czyli z teorią memów. Jak przeczytałem ostatnio, memetyka zwinęła się już jakiś czas temu (jedyny biuletyn naukowy zajmujący się memetyką, upadł z uwagi na brak nowych artykułów), natomiast całkiem niedawno słyszałem jak Pani Profesor Środa opowiadała o memach, jakby to był udowodniony fakt naukowy... Właśnie tak z nieudowodnionych do końca koncepcji naukowych, powstają tzw. "modne bzdury".
06-07-2009 23:01 
 Ocena 1 na 1
rudyment (3233 punktów)
Dawkins, sam o tym nie wiedząc (jak wielu przed nim i mu współczesnych) usiłuje po prostu zastąpić religie teistyczną nonteistyczną.
Co do memetyki, to trudno ją nazwać modną, skoro już z mody wyszła. Bzdurą też nie. Jest tylko anachroniczna - jak badania Mendla, które o pół wieku wyprzedziły genetykę. Gdy kiedyś znajdzie zastosowanie, zostanie odgrzebana lub wymyślona na nowo.


Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Rigoletto (3891 punktów)
>Dawkins, sam o tym nie wiedząc (jak wielu przed nim i mu współczesnych) usiłuje po prostu zastąpić religie teistyczną nonteistyczną.

Może wie. Może chciałby być "nonteistycznym" papieżem? JUż go widzę jak odmawia litanię do "Samolubnego Genu"...

>Co do memetyki, to trudno ją nazwać modną, skoro już z mody wyszła. Bzdurą też nie.

Pani Środa posługuje się w swojej argumentacji teorią memów, co ma nadać jej wywodom pozorów naukowosci. To jest bzdura.

>Jest tylko anachroniczna - jak badania Mendla, które o pół wieku wyprzedziły genetykę. Gdy kiedyś znajdzie zastosowanie, zostanie odgrzebana lub wymyślona na nowo.

Ale jak może znaleźć zastosowanie coś, czego nie ma?
07-07-2009 08:31 
 Ocena-1 na 1
Daniel (783 punktów)
>>Dawkins, sam o tym nie wiedząc (jak wielu przed nim i mu współczesnych) usiłuje po prostu zastąpić religie teistyczną nonteistyczną.
>Może wie. Może chciałby być "nonteistycznym" papieżem? JUż go widzę jak odmawia litanię do "Samolubnego Genu"...
>>Co do memetyki, to trudno ją nazwać modną, skoro już z mody wyszła. Bzdurą też nie.
>Pani Środa posługuje się w swojej argumentacji teorią memów, co ma nadać jej wywodom pozorów naukowosci. To jest bzdura.
>>Jest tylko anachroniczna - jak badania Mendla, które o pół wieku wyprzedziły genetykę. Gdy kiedyś znajdzie zastosowanie, zostanie odgrzebana lub wymyślona na nowo.
>Ale jak może znaleźć zastosowanie coś, czego nie ma?
>

Co do memów, to ostatnio w artykule, który dopiero wyjdzie napisałem coś takiego:

MEM RELIGIJNY?
Richard Dawkins pisząc o memach , zgodnie z wyznawaną przez siebie prawdą o memach nie powinien się dziwić, że inne osoby zwyczajnie nie przyjmą jego punktu widzenia co do ewolucji. Dlaczego?. Pisze on " Bóg istnieje, przynajmniej jako mem o dużej zdolności przetrwania, czy też wybitnej zaraźliwości, w środowisku tworzonym przez kulturę człowieka" (R. Dawkins, Samolubny gen , W-wa 2006, s. 245). Ja się z nim nie zgadzam, ale w waszej teorii drodzy ewolucjoniści moglibyście wziąć to pod uwagę i nie dziwić się, że walka między memami będzie trwać (zgodnie z założeniem Dawkinsa). Co najciekawsze pisze on dalej : "podobnie jak ja, [moi koledzy], przechodzą do porządku dziennego nad wieloma wątpliwościami" ( Tamże, s. 245) . Pisze także: "Rozważmy ideę Boga. Nie wiem skąd się wzięła w puli memów" (Tamże, s.245). Jest to kolejna rzecz, której nie wie a nie przeszkadza mu to w teoretyzowaniu i spekulowaniu.

No cóż-może on po prostu podjął krucjatę przeciw religijnym memom?. Jego książki czyta mi się świetnie, ale jednak zawierają doś dużo takich zwrotów jak: "podobnie jak ja, [moi koledzy], przechodzą do porządku dziennego nad wieloma wątpliwościami" ( Tamże, s. 245) . Pisze także: "Rozważmy ideę Boga. Nie wiem skąd się wzięła w puli memów" (Samolubny gen). : "początki nawet prostego Wszechświata są dość trudne do wyjaśnienia" (s.39). I dalej: "Opis powstania życia, który zaprezentuję, jest z konieczności spekulatywny" (s.41) itd.
09-07-2009 13:03 
 Ocena 1 na 1
Madman (7811 punktów)
>No cóż-może on po prostu podjął krucjatę przeciw religijnym memom?. Jego książki czyta mi się świetnie, ale jednak zawierają doś dużo takich zwrotów jak: "podobnie jak ja, [moi koledzy], przechodzą do porządku dziennego nad wieloma wątpliwościami" ( Tamże, s. 245) . Pisze także: "Rozważmy ideę Boga. Nie wiem skąd się wzięła w puli memów" (Samolubny gen). : "początki nawet prostego Wszechświata są dość trudne do wyjaśnienia" (s.39). I dalej: "Opis powstania życia, który zaprezentuję, jest z konieczności spekulatywny" (s.41) itd.
To nie jego wina, że religijni apologeci nie mają żadnych wątpliwości, wiedzą wszystko i nie muszą spekulować.
07-07-2009 11:14 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)

>Ale jak może znaleźć zastosowanie coś, czego nie ma?

Przykładów mamy wiele, jak można je znaleźć. Rozpoznasz je w każdym kościele, meczecie, synagodze...

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
dnak (1340 punktów)
>Przykładów mamy wiele, jak można je znaleźć. Rozpoznasz je w każdym kościele, meczecie, synagodze...

Ale to tylko potwierdza słowa ludzi krytyujących Dawkinsa. Nie ma znaczenia, czy ideologia jest świecka, religijna, czy pseudoreligijna. Różni się ona tylko odmawianą formułką, ale nie strukturami, sposobem działania i celami.
07-07-2009 14:09 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)
>>Przykładów mamy wiele, jak można je znaleźć. Rozpoznasz je w każdym kościele, meczecie, synagodze...
>Ale to tylko potwierdza słowa ludzi krytyujących Dawkinsa. Nie ma znaczenia, czy ideologia jest świecka, religijna, czy pseudoreligijna. Różni się ona tylko odmawianą formułką, ale nie strukturami, sposobem działania i celami.

Dawkins jest biologiem, więc dla swoich naukowych twierdzeń, jakieś podstawy chyba ma (abstrahuję tu od memów).
W odróżnieniu od tych z kościołów, meczetów..., którzy takowych nie mają. Różnica więc jest.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
dnak (1340 punktów)
>Dawkins jest biologiem, więc dla swoich naukowych twierdzeń, jakieś podstawy chyba ma (abstrahuję tu od memów).
>W odróżnieniu od tych z kościołów, meczetów..., którzy takowych nie mają. Różnica więc jest.

Nieduża. Bo nie o Dawkinsa chodzi, a o ludzi, którzy za nim idą. Każdy może ogłosić się papieżem, ale czy ktokolwiek pójdzie za kimś, kto w jedno południe uznał, że pasowałby na głowę religii?
Większość ludzi idących za nim o biologii ma takie pojęcie, jakie wyczytali z jego książki + kilka lekcji z ogólniaka.
Jego filozofia, jakkolwiek racjonalniejsza, staje się więc podobnym, oderwanym od świata tworem, za którym idą masy. Poza tym znajdziesz też racjonalne podstawy religii, pomijając oczywiście bóstwa. Są one ostoją konserwatyzmu (rozumianego w pozytywnym tego słowa znaczeniu - jako siły stabilizującej postęp), a jeśli trzeba - awangardą rewolucji. Można je więc traktować w pełni racjonalnie jako świeckie twory dążące do odniesienia pewnych korzyści dla swoich członków. A że elementem jednoczącym jest jakieśtam efemeryczne bóstwo? Bywa, ale równie ulotne rzeczy stanowią o przynależności, są one więc jedynie środkiem do osiągnięcia celu, a nie celem samym w sobie.
07-07-2009 15:04 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
>>Dawkins jest biologiem, więc dla swoich naukowych twierdzeń, jakieś podstawy chyba ma (abstrahuję tu od memów).
>>W odróżnieniu od tych z kościołów, meczetów..., którzy takowych nie mają. Różnica więc jest.
>Nieduża. Bo nie o Dawkinsa chodzi, a o ludzi, którzy za nim idą. Każdy może ogłosić się papieżem, ale czy ktokolwiek pójdzie za kimś, kto w jedno południe uznał, że pasowałby na głowę religii?
>Większość ludzi idących za nim o biologii ma takie pojęcie, jakie wyczytali z jego książki + kilka lekcji z ogólniaka.

Nikt nie opanuje dzisiaj całości zagadnień nauki, ale to jest wiedza, nie wiara - ona jest i jeśli będziesz chciał ją poznać, to to zrobisz. Czegoś, co nie istnieje, nie poznasz nigdy. Dla mnie to ogromna różnica

>Jego filozofia, jakkolwiek racjonalniejsza, staje się więc podobnym, oderwanym od świata tworem, za którym idą masy. Poza tym znajdziesz też racjonalne podstawy religii, pomijając oczywiście bóstwa. Są one ostoją konserwatyzmu (rozumianego w pozytywnym tego słowa znaczeniu - jako siły stabilizującej postęp), a jeśli trzeba - awangardą rewolucji. Można je więc traktować w pełni racjonalnie jako świeckie twory dążące do odniesienia pewnych korzyści dla swoich członków. A że elementem jednoczącym jest jakieśtam efemeryczne bóstwo?

To, jak go nazywasz, efemeryczne bóstwo (a właściwie przekonanie ludzi o jego istnieniu) jest głównym gwarantem wypełniania przez wiernych "regulaminów" głoszonych z kolei przez "twory świeckie". I to odwołanie się do zaplecza w postaci nieistniejącej siły jest skrajnie nieuczciwe, a przez to zupełnie odmienne od podejścia naukowego.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
Rigoletto (3891 punktów)
>>>Dawkins jest biologiem, więc dla swoich naukowych twierdzeń, jakieś podstawy chyba ma (abstrahuję tu od memów).
>>>W odróżnieniu od tych z kościołów, meczetów..., którzy takowych nie mają. Różnica więc jest.
>>Nieduża. Bo nie o Dawkinsa chodzi, a o ludzi, którzy za nim idą. Każdy może ogłosić się papieżem, ale czy ktokolwiek pójdzie za kimś, kto w jedno południe uznał, że pasowałby na głowę religii?
>>Większość ludzi idących za nim o biologii ma takie pojęcie, jakie wyczytali z jego książki + kilka lekcji z ogólniaka.
>Nikt nie opanuje dzisiaj całości zagadnień nauki, ale to jest wiedza, nie wiara - ona jest i jeśli będziesz chciał ją poznać, to to zrobisz. Czegoś, co nie istnieje, nie poznasz nigdy. Dla mnie to ogromna różnica

Jeśli ktoś coś przyjmuje na wiarę, ponieważ nie rozumie o co chodzi w teoriach naukowych, to nie różni się to niczym od wiary w bóstwa (zmienia się tylko obiekt wiary). Tym bardziej, że Dawkins na podstawie udokumentowanych empirycznie obserwacji, głosi zupełnie już nieuprawnione (bo nie możliwe do zweryfikowania) teorie. Czym to się różni od dowodzenia istnienia Boga, na podstawie obserwacji świata?

>>Jego filozofia, jakkolwiek racjonalniejsza, staje się więc podobnym, oderwanym od świata tworem, za którym idą masy. Poza tym znajdziesz też racjonalne podstawy religii, pomijając oczywiście bóstwa. Są one ostoją konserwatyzmu (rozumianego w pozytywnym tego słowa znaczeniu - jako siły stabilizującej postęp), a jeśli trzeba - awangardą rewolucji. Można je więc traktować w pełni racjonalnie jako świeckie twory dążące do odniesienia pewnych korzyści dla swoich członków. A że elementem jednoczącym jest jakieśtam efemeryczne bóstwo?
>To, jak go nazywasz, efemeryczne bóstwo (a właściwie przekonanie ludzi o jego istnieniu) jest głównym gwarantem wypełniania przez wiernych "regulaminów" głoszonych z kolei przez "twory świeckie". I to odwołanie się do zaplecza w postaci nieistniejącej siły jest skrajnie nieuczciwe, a przez to zupełnie odmienne od podejścia naukowego.

Ale właśnie na podstawie tego jak piszesz "naukowego podejścia", niektórzy ludzie doszli do wniosku, że można zamykać burżujów i kułaków w łagrach lub, że rasa aryjska jest lepsza od innych ras ludzkich.
07-07-2009 15:39 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)

>Jeśli ktoś coś przyjmuje na wiarę, ponieważ nie rozumie o co chodzi w teoriach naukowych, to nie różni się to niczym od wiary w bóstwa (zmienia się tylko obiekt wiary).

Ależ różni się, bo ta wiedza jest. trzeba tylko po nią sięgnąć.

>Tym bardziej, że Dawkins na podstawie udokumentowanych empirycznie obserwacji, głosi zupełnie już nieuprawnione (bo nie możliwe do zweryfikowania) teorie.

Toteż wobec takich teorii (nieuprawnionych) należy zachować postawę agnostyka.

>Czym to się różni od dowodzenia istnienia Boga, na podstawie obserwacji świata?

W bogów ludzie (święcie) wierzą. Moje "uczucia naukowe" nie zostaną urażone, kiedy któraś z teorii zostanie zakwestionowana. Bo teorie nie mają statusu świętości. I to zasadniczo różni te dwa podejścia.

>Ale właśnie na podstawie tego jak piszesz "naukowego podejścia", niektórzy ludzie doszli do wniosku, że można zamykać burżujów i kułaków w łagrach lub, że rasa aryjska jest lepsza od innych ras ludzkich.

A niektórzy tworzyli rzeczy wielkie i piękne


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
Rigoletto (3891 punktów)
>>Jeśli ktoś coś przyjmuje na wiarę, ponieważ nie rozumie o co chodzi w teoriach naukowych, to nie różni się to niczym od wiary w bóstwa (zmienia się tylko obiekt wiary).
>Ależ różni się, bo ta wiedza jest. trzeba tylko po nią sięgnąć.
>>Tym bardziej, że Dawkins na podstawie udokumentowanych empirycznie obserwacji, głosi zupełnie już nieuprawnione (bo nie możliwe do zweryfikowania) teorie.
>Toteż wobec takich teorii (nieuprawnionych) należy zachować postawę agnostyka.

I ja to robię. Ale są tacy, którzy wierzą święcie w to co powie/napisze "Pan Naukowiec", bez weryfikacji.

>>Czym to się różni od dowodzenia istnienia Boga, na podstawie obserwacji świata?
>W bogów ludzie (święcie) wierzą. Moje "uczucia naukowe" nie zostaną urażone, kiedy któraś z teorii zostanie zakwestionowana. Bo teorie nie mają statusu świętości. I to zasadniczo różni te dwa podejścia.

Teorie z zakresu nauk ścisłych czy przyrodniczych, nie mają statusu "świętości", ale te z zakresu nauk społecznych często przekształcają się w ideologie, a te już mogą mieć status "świętości".

>>Ale właśnie na podstawie tego jak piszesz "naukowego podejścia", niektórzy ludzie doszli do wniosku, że można zamykać burżujów i kułaków w łagrach lub, że rasa aryjska jest lepsza od innych ras ludzkich.
>A niektórzy tworzyli rzeczy wielkie i piękne

A z pobudek religijnych nie stworzono rzeczy wielkich i pięknych?
07-07-2009 18:17 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)

>I ja to robię. Ale są tacy, którzy wierzą święcie w to co powie/napisze "Pan Naukowiec", bez weryfikacji.
>>>Czym to się różni od dowodzenia istnienia Boga, na podstawie obserwacji świata?

To dobrze. Zresztą nie chodzi nawet o to, by wszystko weryfikować, ale o to, żeby mieć chociaż świadomość tego, że dana teoria może kiedyś zastąpiona przez inną, lepszą.

>Teorie z zakresu nauk ścisłych czy przyrodniczych, nie mają statusu "świętości", ale te z zakresu nauk społecznych często przekształcają się w ideologie, a te już mogą mieć status "świętości".
>>>Ale właśnie na podstawie tego jak piszesz "naukowego podejścia", niektórzy ludzie doszli do wniosku, że można zamykać burżujów i kułaków w łagrach lub, że rasa aryjska jest lepsza od innych ras ludzkich.

Owszem, podobnie jak doszli do tego, że można zabijać niewiernych.

>>A niektórzy tworzyli rzeczy wielkie i piękne
>A z pobudek religijnych nie stworzono rzeczy wielkich i pięknych?

Nie napisałam, że nie.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
07-07-2009 16:17 
 Ocena 5 na 5
Pan Tau (1237 punktów)
Rigoletto napisał:
Jeśli ktoś coś przyjmuje na wiarę, ponieważ nie rozumie o co chodzi w teoriach naukowych, to nie różni się to niczym od wiary w bóstwa (zmienia się tylko obiekt wiary).

Nieprawda, różni się. Brak zrozumienia jakiejś teorii naukowej, nie jest równoznaczny z brakiem możliwości jej zrozumienia. Każda teoria naukowa jest wytłumaczalna i właściwie każdy, przy odrobinie chęci i samozaparcia, może dojść do tego, o co w niej chodzi. Wiara w teorię naukową jest zatem całkowicie racjonalna.
Wiara w bóstwa, wiara irracjonalna jest zupełnie innym zjawiskiem - ona z założenia nie poddaje się zrozumieniu i jest niewytłumaczalna. Chęci poznawcze i samozaparcie nie mają tu żadnego znaczenia.

Rigoletto napisał:
Tym bardziej, że Dawkins na podstawie udokumentowanych empirycznie obserwacji, głosi zupełnie już nieuprawnione (bo nie możliwe do zweryfikowania) teorie. Czym to się różni od dowodzenia istnienia Boga, na podstawie obserwacji świata?

O jakie teorie chodzi i dlaczego są niemożliwe do zweryfikowania?

Rigoletto napisał:
Ale właśnie na podstawie tego jak piszesz "naukowego podejścia", niektórzy ludzie doszli do wniosku, że można zamykać burżujów i kułaków w łagrach lub, że rasa aryjska jest lepsza od innych ras ludzkich.

"Naukowe podejście" komunizmu i nazizmu jest tylko "naukowe", z nauką, doświadczeniem i racjonalizmem nie ma nic wspólnego.
Jeśli twierdzisz, że jest inaczej, to bardzo proszę o argumenty.
 
Rigoletto (3891 punktów)
>Rigoletto napisał:
Jeśli ktoś coś przyjmuje na wiarę, ponieważ nie rozumie o co chodzi w teoriach naukowych, to nie różni się to niczym od wiary w bóstwa (zmienia się tylko obiekt wiary).

>Nieprawda, różni się. Brak zrozumienia jakiejś teorii naukowej, nie jest równoznaczny z brakiem możliwości jej zrozumienia. Każda teoria naukowa jest wytłumaczalna i właściwie każdy, przy odrobinie chęci i samozaparcia, może dojść do tego, o co w niej chodzi. Wiara w teorię naukową jest zatem całkowicie racjonalna.
>Wiara w bóstwa, wiara irracjonalna jest zupełnie innym zjawiskiem - ona z założenia nie poddaje się zrozumieniu i jest niewytłumaczalna. Chęci poznawcze i samozaparcie nie mają tu żadnego znaczenia.
>Rigoletto napisał:
Tym bardziej, że Dawkins na podstawie udokumentowanych empirycznie obserwacji, głosi zupełnie już nieuprawnione (bo nie możliwe do zweryfikowania) teorie. Czym to się różni od dowodzenia istnienia Boga, na podstawie obserwacji świata?

>O jakie teorie chodzi i dlaczego są niemożliwe do zweryfikowania?

Memetyki jakoś nie udało się udowodnić.

>Rigoletto napisał:
Ale właśnie na podstawie tego jak piszesz "naukowego podejścia", niektórzy ludzie doszli do wniosku, że można zamykać burżujów i kułaków w łagrach lub, że rasa aryjska jest lepsza od innych ras ludzkich.

>"Naukowe podejście" komunizmu i nazizmu jest tylko "naukowe", z nauką, doświadczeniem i racjonalizmem nie ma nic wspólnego.

Więc Twoim zdaniem były to tylko "błędy i wypaczenia" racjonalizmu? Ideologowie katoliccy również mówią, że Inkwizycja i Wyprawy Krzyżowe to były wypaczenia i z prawdziwą wiarą nie miały nic wspólnego.
Marksizm opierał się na całkiem racjonalnej historycznej analizie społeczeństwa. Do dzisiaj opis formacji społecznych, którego autorem był Marks, znajduje zastosowanie w naukach społecznych. Niestety Marksowi zachciało sie dodać "optymalny" etap społeczeństwa bezklasowego. Zaczął od racjonalnego opisu świata, skończył na ideologi,i która pochłonęła więcej ofiar, niż mógłby sobie wymarzyć jakiś fanatyczny inkwizytor czy krzyżowiec.
07-07-2009 20:34 
 Ocena 4 na 4
Pan Tau (1237 punktów)
Rigoletto napisał:
PAN TAU: O jakie teorie chodzi i dlaczego są niemożliwe do zweryfikowania?
Memetyki jakoś nie udało się udowodnić.

To prawda, nie oznacza to jednak, że nie jest możliwa do zweryfikowania. Zdania na ten temat są co najmniej podzielone, nie wiem więc na jakiej podstawie tak autorytatywnie stwierdzasz nieweryfikowalność memetyki?
I owszem, Dawkinsa można uważać za twórcę pojęcia "mem", pomysłodawcę analogii z genetyką, jednak przypisywanie mu jej autorstwa to już chyba trochę zbyt wiele, tym bardziej, że pewne założenia memetyki w gruncie rzeczy są sprzeczne z założeniami dawkinsowskiej teorii "samolubnego genu".
Odłóżmy na razie na bok memetykę. Jakie więc są kolejne nie możliwe do zweryfikowania teorie Dawkinsa?

Rigoletto napisał:
PAN TAU: "Naukowe podejście" komunizmu i nazizmu jest tylko "naukowe", z nauką, doświadczeniem i racjonalizmem nie ma nic wspólnego.
Więc Twoim zdaniem były to tylko "błędy i wypaczenia" racjonalizmu? Ideologowie katoliccy również mówią, że Inkwizycja i Wyprawy Krzyżowe to były wypaczenia i z prawdziwą wiarą nie miały nic wspólnego. [...]

Nie, napisałem wyraźnie: "z nauką, doświadczeniem i racjonalizmem nie ma nic wspólnego". Nie mając niczego wspólnego z racjonalizmem, nie może też być jego wypaczeniem.

Rigoletto napisał:
[...] Marksizm opierał się na całkiem racjonalnej historycznej analizie społeczeństwa. Do dzisiaj opis formacji społecznych, którego autorem był Marks, znajduje zastosowanie w naukach społecznych. Niestety Marksowi zachciało sie dodać "optymalny" etap społeczeństwa bezklasowego. Zaczął od racjonalnego opisu świata, skończył na ideologi,i która pochłonęła więcej ofiar, niż mógłby sobie wymarzyć jakiś fanatyczny inkwizytor czy krzyżowiec.

Być może marksowska historyczna analiza społeczeństwa była racjonalna, jednak wnioski, które z niej wyciągał Marks trudno takimi uznać, nawet przy bardzo pobłażliwym traktowaniu racjonalizmu. A to właśnie te wnioski - choćby koncepcja walki klas czy proletariatu jako motoru wszechświatowej rewolucji antykapitalistycznej - były fundamentami, na których próbowano budować komunistyczne ideologie.
Tyle o komunizmie.
A jak z kolei przedstawiają się racjonalistyczne podstawy nazizmu?
 
Rigoletto (3891 punktów)
>Rigoletto napisał:
PAN TAU: O jakie teorie chodzi i dlaczego są niemożliwe do zweryfikowania?
Memetyki jakoś nie udało się udowodnić.

>To prawda, nie oznacza to jednak, że nie jest możliwa do zweryfikowania. Zdania na ten temat są co najmniej podzielone, nie wiem więc na jakiej podstawie tak autorytatywnie stwierdzasz nieweryfikowalność memetyki?
>I owszem, Dawkinsa można uważać za twórcę pojęcia "mem", pomysłodawcę analogii z genetyką, jednak przypisywanie mu jej autorstwa to już chyba trochę zbyt wiele, tym bardziej, że pewne założenia memetyki w gruncie rzeczy są sprzeczne z założeniami dawkinsowskiej teorii "samolubnego genu".
>Odłóżmy na razie na bok memetykę. Jakie więc są kolejne nie możliwe do zweryfikowania teorie Dawkinsa?

Używanie prawdopodobieństwa (w sensie matematycznym) przy dowodzeniu istnienia lub nieistnienia Boga.

>Rigoletto napisał:
PAN TAU: "Naukowe podejście" komunizmu i nazizmu jest tylko "naukowe", z nauką, doświadczeniem i racjonalizmem nie ma nic wspólnego.
Więc Twoim zdaniem były to tylko "błędy i wypaczenia" racjonalizmu? Ideologowie katoliccy również mówią, że Inkwizycja i Wyprawy Krzyżowe to były wypaczenia i z prawdziwą wiarą nie miały nic wspólnego. [...]

>Nie, napisałem wyraźnie: "z nauką, doświadczeniem i racjonalizmem nie ma nic wspólnego". Nie mając niczego wspólnego z racjonalizmem, nie może też być jego wypaczeniem.
>Rigoletto napisał:
[...] Marksizm opierał się na całkiem racjonalnej historycznej analizie społeczeństwa. Do dzisiaj opis formacji społecznych, którego autorem był Marks, znajduje zastosowanie w naukach społecznych. Niestety Marksowi zachciało sie dodać "optymalny" etap społeczeństwa bezklasowego. Zaczął od racjonalnego opisu świata, skończył na ideologi,i która pochłonęła więcej ofiar, niż mógłby sobie wymarzyć jakiś fanatyczny inkwizytor czy krzyżowiec.

>Być może marksowska historyczna analiza społeczeństwa była racjonalna, jednak wnioski, które z niej wyciągał Marks trudno takimi uznać, nawet przy bardzo pobłażliwym traktowaniu racjonalizmu. A to właśnie te wnioski - choćby koncepcja walki klas czy proletariatu jako motoru wszechświatowej rewolucji antykapitalistycznej - były fundamentami, na których próbowano budować komunistyczne ideologie.
>Tyle o komunizmie.
>A jak z kolei przedstawiają się racjonalistyczne podstawy nazizmu?

Nazizm opierał się na antropologicznych teoriach nierówności rasowej Arthura de Gobineau, H.S. Chamberlain'a i G. de Lapouge'a, którzy "twórczo" rozwinęli teorię doboru naturalnego Darwina. Ich "naukowe" koncepcje (które jednak w tamtych czasach były traktowane przez wielu rozsądnych i racjonalnych ludzi zupełnie poważnie), przeszczepiły ewolucjonizm do antropologii i dowodziły, że jedne rasy są lepsze niż inne. Do czego to doprowadziło w rezultacie, wiemy wszyscy...
08-07-2009 09:32 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Nazizm opierał się na antropologicznych teoriach nierówności rasowej Arthura de Gobineau, H.S. Chamberlain'a i G. de Lapouge'a, którzy "twórczo" rozwinęli teorię doboru naturalnego Darwina. Ich "naukowe" koncepcje (które jednak w tamtych czasach były traktowane przez wielu rozsądnych i racjonalnych ludzi zupełnie poważnie), przeszczepiły ewolucjonizm do antropologii i dowodziły, że jedne rasy są lepsze niż inne. Do czego to doprowadziło w rezultacie, wiemy wszyscy...
Z teorią doboru naturalnego i ogólnie ewolucjonizmem jest jak z nożem: można go użyć do pokrojenia chleba albo do zabicia człowieka. Każdą myśl, każdy wynalazek, każdą ideę i każdą teorię można użyć dobrze lub źle. I darwinizmu, i chrześcijaństwa. Użycie elementów ewolucjonizmu w teorii nierówności rasowej, która stała się następnie podstawą niechlubnej działalności nazistów, w żadnym wypadku nie deprecjonuje ewolucjonizmu jako takiego.
06-07-2009 23:09 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Po drugie zastanawiam się czy Dawkins jest taki naiwny czy prowokuje, wtedy kiedy pisze, że świat oparty na darwinizmie (w sensie etyki zbudowanej na światopoglądzie naukowym, zwłaszcza z uwględnieniem darwinizmu) będzie (przynajmniej teoretycznie) lepszy od tego opartego na religijnych systemach wartości? Przecież to absurd!

Ale Dawkins pisze, zarówno w "Bogu urojonym" jak i bodaj nawet w "Samolubnym genie" coś dokładnie odwrotnego - że próba przekładania mechanizmów ewolucji na normy etyczne doprowadziłaby do niegodziwości.
Ale rzeczywiście wielu jego czytelników, z jakiegoś powodu tego nie widzi, sam na tym forum spierałem się z kimś, kto święcie wierzył, że dobrze jest wypełniać swoje ewolucyjne cele.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Po drugie zastanawiam się czy Dawkins jest taki naiwny czy prowokuje, wtedy kiedy pisze, że świat oparty na darwinizmie (w sensie etyki zbudowanej na światopoglądzie naukowym, zwłaszcza z uwględnieniem darwinizmu) będzie (przynajmniej teoretycznie) lepszy od tego opartego na religijnych systemach wartości? Przecież to absurd!
>Ale Dawkins pisze, zarówno w "Bogu urojonym" jak i bodaj nawet w "Samolubnym genie" coś dokładnie odwrotnego - że próba przekładania mechanizmów ewolucji na normy etyczne doprowadziłaby do niegodziwości.
>Ale rzeczywiście wielu jego czytelników, z jakiegoś powodu tego nie widzi, sam na tym forum spierałem się z kimś, kto święcie wierzył, że dobrze jest wypełniać swoje ewolucyjne cele.

W porządku, ale tu jest właśnie sprzeczność. Skoro etyka (nazwijmy ją umownie tradycyjną) jest sprzeczna z mechanizmami ewolucji, to znaczy, że hołdowanie jej zasadom jest kompletnie bez sensu. Zresztą w zasadzie coś takiego jak "sens" też nie istnieje, ale to inna sprawa.
spray (5875 punktów)

>W porządku, ale tu jest właśnie sprzeczność. Skoro etyka (nazwijmy ją umownie tradycyjną) jest sprzeczna z mechanizmami ewolucji, to znaczy, że hołdowanie jej zasadom jest kompletnie bez sensu. Zresztą w zasadzie coś takiego jak "sens" też nie istnieje, ale to inna sprawa.
Taki sens istnieje, a zajmuje sie nim m.in. antropologia kulturowa.
Dzielnie ja wspomaga Dawkins uzasadniajac na gruncie nauk scislych podloze nie tylko slepego mechanizmu, ale logicznie tez dowodzac, jakie zachodza zwiazki miedzy jednym, a drugim.
Nie bedzie to nigdy widoczne dla kogos, kto uwaza, ze istnieje jakis znaczacy blad polegajacy na niepokrywaniu sie dat w Pismie i w wynikach badan historycznych. Zwlaszcza, gdy za nieomylne przyjmuje Pismo Sw.
A przeciez juz z badan i obliczen Keplera wynika, ze jesli Chrystus (jako Zbawiciel poprzedzony zjawiskami w skali kosmicznej) w ogole sie narodzil, to musialo to nastapic wlasnie cztery do szesciu lat B.C. !!!
Pozniejsze i nam wspolczesne obliczenia wskazuja nawet dosc dokladnie koniukcje Jowisza i Saturna w gwiazdozbiorze Pisces, ewentualnie przejscie komety Halleya (?chyba?).
No i schluss.
Jesli przy tym nie zapomnimy, ze kalendarz wspolny dla calego swiata jest wynalazkiem bardzo nowym, polowa wyzej wypisanych madrosci straci sens wszelki.
Rigoletto (3891 punktów)
>>W porządku, ale tu jest właśnie sprzeczność. Skoro etyka (nazwijmy ją umownie tradycyjną) jest sprzeczna z mechanizmami ewolucji, to znaczy, że hołdowanie jej zasadom jest kompletnie bez sensu. Zresztą w zasadzie coś takiego jak "sens" też nie istnieje, ale to inna sprawa.
>Taki sens istnieje, a zajmuje sie nim m.in. antropologia kulturowa.

Hmm? A czy przypadkiem nie jest to "sens urojony"?

>Dzielnie ja wspomaga Dawkins uzasadniajac na gruncie nauk scislych podloze nie tylko slepego mechanizmu, ale logicznie tez dowodzac, jakie zachodza zwiazki miedzy jednym, a drugim.

Chyba nie chodzi o nauki ścisłe. Piszesz, że logicznie dowodzi jakie zachodzą związki. Może i logicznie, tylko dlaczego nie stosuje podobnej miary do religii. Przecież również religijność można spokojnie uznać za przystosowanie ewolucyjne.
Poza tym, skoro już wiemy, że zasady moralne to wytwór doboru naturalnego, to dlaczego nie mamy ich zakwestionować i wybrać to co nam (jednostkom) pasuje?

>Nie bedzie to nigdy widoczne dla kogos, kto uwaza, ze istnieje jakis znaczacy blad polegajacy na niepokrywaniu sie dat w Pismie i w wynikach badan historycznych. Zwlaszcza, gdy za nieomylne przyjmuje Pismo Sw.

Tu chyba nie odpisujesz na mój post? Nie wiem jaki to ma związek z tym co pisałem powyżej?
spray (5875 punktów)

>>Taki sens istnieje, a zajmuje sie nim m.in. antropologia kulturowa.
>Hmm? A czy przypadkiem nie jest to "sens urojony"?
Jest.
Przypadkiem w takim samym sensie, jak pojmowanie czasu przez istoty od czasu zalezne, a jedoczesnie calkiem niezle sobie z nimi radzace.

>>Dzielnie ja wspomaga Dawkins uzasadniajac na gruncie nauk scislych podloze nie tylko slepego mechanizmu, ale logicznie tez dowodzac, jakie zachodza zwiazki miedzy jednym, a drugim.
>Chyba nie chodzi o nauki ścisłe. Piszesz, że logicznie dowodzi jakie zachodzą związki. Może i logicznie, tylko dlaczego nie stosuje podobnej miary do religii. Przecież również religijność można spokojnie uznać za przystosowanie ewolucyjne.
Dawkins wlasnie tak to traktuje. Logike stosuje tam, gdzie ja nalezy zastosowac.

>Poza tym, skoro już wiemy, że zasady moralne to wytwór doboru naturalnego, to dlaczego nie mamy ich zakwestionować i wybrać to co nam (jednostkom) pasuje?
To nie jest wytwor , tylko narzedzie doboru naturalnego !
Ale gdyby nawet przyjac Twoja sugestie , to ona nic innego nie czyni, jak wlasnie to, co wydaje Ci sie nielogiczne.
Pomysl... Dlaczego cos nam pasuje?
Dlatego, ze nam milo, a calej reszcie nie?
A nie jest troche inaczej?
Ze milo nam wtedy, gdy nasza milosc genetycznie nas warunkuje na milosc te , a nie inna?

>>Nie bedzie to nigdy widoczne dla kogos, kto uwaza, ze istnieje jakis znaczacy blad polegajacy na niepokrywaniu sie dat w Pismie i w wynikach badan historycznych. Zwlaszcza, gdy za nieomylne przyjmuje Pismo Sw.
>Tu chyba nie odpisujesz na mój post? Nie wiem jaki to ma związek z tym co pisałem powyżej?
Jesli przeczytasz calosc mojej wypowiedzi, a nie tylko ten fragment, to zwiazek sam Ci sie objawi
Kapler! Kepler!!!
Albo... bo ja wiem ?
"Klucz do Biblii" Harringtona?
To ostatnie z punktu widzenia protestantyzmu.
Dla porzadku przypomne, ze raczej ateistka jestem. A dokladniej: agnotyczka.
To jeszcze gorsze swinstwo, niz ateizm.
Powaznie.
Rigoletto (3891 punktów)
>>>Taki sens istnieje, a zajmuje sie nim m.in. antropologia kulturowa.
>>Hmm? A czy przypadkiem nie jest to "sens urojony"?
>Jest.
>Przypadkiem w takim samym sensie, jak pojmowanie czasu przez istoty od czasu zalezne, a jedoczesnie calkiem niezle sobie z nimi radzace.

Czy możesz to sprecyzować? Bo mnie chodziło o to, że nie ma czegoś takiego jak obiektywny sens życia człowieka. Sens zakłada celowość, a tej patrząc obiektywnie, nie ma (chociaż subiektywnie jednostki tworzą sobie cele życiowe, które nadają sens ich życiu). Innymi słowy każdy tworzy sobie własny system wierzeń, rozumiany jako wyznaczenie sobie celu w życiu. Dla jednych może to być system oparty na religii, dla innych nie, ale nie można ich w żaden sposób wartościować, bo nie ma jakiegoś "wzorca" sensu życia.

>>>Dzielnie ja wspomaga Dawkins uzasadniajac na gruncie nauk scislych podloze nie tylko slepego mechanizmu, ale logicznie tez dowodzac, jakie zachodza zwiazki miedzy jednym, a drugim.
>>Chyba nie chodzi o nauki ścisłe. Piszesz, że logicznie dowodzi jakie zachodzą związki. Może i logicznie, tylko dlaczego nie stosuje podobnej miary do religii. Przecież również religijność można spokojnie uznać za przystosowanie ewolucyjne.
>Dawkins wlasnie tak to traktuje. Logike stosuje tam, gdzie ja nalezy zastosowac.

Dawkins stosuje logikę na takiej zasadzie jak Akwinata udowadniał istnienie Boga. To, że ktoś przedstawi jakieś swoje przemyślenia i że ich efekt jest prawdopodobny, nie oznacza jeszcze, że ma to coś wspólnego z naukami ścisłymi.

>>Poza tym, skoro już wiemy, że zasady moralne to wytwór doboru naturalnego, to dlaczego nie mamy ich zakwestionować i wybrać to co nam (jednostkom) pasuje?
>To nie jest wytwor , tylko narzedzie doboru naturalnego

Wytwór w sensie takim, że pojawiły się w efekcie doboru naturalnego. A czy to jest dobre narządzie? Chyba nie do końca, bo najwięcej potomstwa pozostawili po sobie ludzie bezwzględni, tacy jak wspominany wcześniej przeze mnie Dzyngis-chan lub August II Mocny...

>Ale gdyby nawet przyjac Twoja sugestie , to ona nic innego nie czyni, jak wlasnie to, co wydaje Ci sie nielogiczne.
>Pomysl... Dlaczego cos nam pasuje?
>Dlatego, ze nam milo, a calej reszcie nie?
>A nie jest troche inaczej?
>Ze milo nam wtedy, gdy nasza milosc genetycznie nas warunkuje na milosc te , a nie inna?

Oj, romantyczka z Ciebie . Nie wszyscy ludzie myślą w taki sposób, a już napewno nie myślą tak ci, dla których sensem życia jest zdobycie władzy i hołdowanie własnym zachciankom.

>>>Nie bedzie to nigdy widoczne dla kogos, kto uwaza, ze istnieje jakis znaczacy blad polegajacy na niepokrywaniu sie dat w Pismie i w wynikach badan historycznych. Zwlaszcza, gdy za nieomylne przyjmuje Pismo Sw.
>>Tu chyba nie odpisujesz na mój post? Nie wiem jaki to ma związek z tym co pisałem powyżej?
>Jesli przeczytasz calosc mojej wypowiedzi, a nie tylko ten fragment, to zwiazek sam Ci sie objawi
>Kapler! Kepler!!!
>Albo... bo ja wiem ?
>"Klucz do Biblii" Harringtona?
>To ostatnie z punktu widzenia protestantyzmu.

Dalej nie rozumiem o co Ci chodzi. W ogóle nie odnosiłem się do Biblii w swoich postach. Czy w ogóle czytałaś co napisałem w pierwszej swojej wypowiedzi w tym wątku?

>Dla porzadku przypomne, ze raczej ateistka jestem. A dokladniej: agnotyczka.
>To jeszcze gorsze swinstwo, niz ateizm.
>Powaznie.

Ja również.
Używaj proszę polskich znaków. Alt sobie zalałaś herbatą, czy co?
Daniel (783 punktów)

>Nie bedzie to nigdy widoczne dla kogos, kto uwaza, ze istnieje jakis znaczacy blad polegajacy na niepokrywaniu sie dat w Pismie i w wynikach badan historycznych. Zwlaszcza, gdy za nieomylne przyjmuje Pismo Sw.
>A przeciez juz z badan i obliczen Keplera wynika, ze jesli Chrystus (jako Zbawiciel poprzedzony zjawiskami w skali kosmicznej) w ogole sie narodzil, to musialo to nastapic wlasnie cztery do szesciu lat B.C. !!!

Nie potrzebne są do tego wyliczenia Keplera

Ustalenie narodzin Jezusa

Śmierć Heroda w ok. 1 r. n.e.
________________________________________
Zbadałem dokumenty co do śmierci Heroda. Nad Jerozolimą Herod zaczął rządzić w okresie po 185 olimpiadzie a jest to rok 36-35 p.n.e.(Dawne Dzieje Izraela, księga 14, rozdz. 16, ak. 4). Panował nad nią 34 lata (Dawne Dzieje Izraela, księga 17, rozdz.8, ak. 1). Tak więc 36/35 p.n.e. plus do przodu 34 lata rządów to wynika z tego że Herod umiera 2-1 p.n.e/1 n.e. Inne datowanie śmierci Heroda jest błędne gdyż brano pod uwagę jego okres rządzenia licząc go od momentu dania mu władzy przez Rzym, ale jeszcze nie podbił wtedy Jerozolimy (Dawne Dzieje Izraela, księga 14, rozdz.14, ak. 5- 184 olimpiada).

Ps. Olimpiada pierwsza była w 776 p.n.e (patrz PWN 1997) i odbywały się kolejne co 4 lata.
Daniel (17:32)


Narodziny Jezusa w czasach panowania Heroda Wielkiego tj. w ok. 3. r. p.n.e.

Co do obliczania proroctwa Daniela 9:24-27, to chodzi tam o pojawienie się nie tyle Jezusa jako małego dziecka, ale Mesjasza, czyli ochrzczonego w Jordanie dziedzica tronu. Z poniższego materiału dowiesz się, że kiedy stał się Mesjaszem miał ok. 30 lat a był to rok 26/27 n.e. wg. rachuby syryjskiej (lata żydowskie mają różne okresy). Cofając się od ok. 26/27 n.e. wstecz o 30 lat wyjdzie ci ok. 3 r p.n.e-narodziny Jezusa. Zaleziono tablice, że w ok. 3 p.n.e był spis ludności. Znaleziona w Paphlagoni (wschodnia Turcja) inskrypcja datuje ten połączony z przysięgą spis ludności na 3 r. p.n.e. Armeński historyk, Moses of Khoren, podaje, że był przeprowadzany przez rzymskich agentów w Armenii gdzie oni zakładali obraz Augustusa Cesarz w każdej świątyni . Podobieństwo tego języka jest pokrewne do formułowania na napisie z Paphlagoni.

Proroctwo Daniela 9:24-27

Najdosadniej relację o Jezusie z Nazaretu przedstawia nam Nowy Testament, który potwierdza spełnione proroctwo księgi Daniela i ukazuje dokładne pojawienie się Mesjasza w historii po proroczych tygodniach omówionych w księdze Daniela:

W wierszach księgi Daniela 9:24-27 mamy mowę o okresie proroczym 70 tygodni. Czyli 70 razy jeden tydzień czyli 70x7=490 dni proroczych(lat). Proroczy dzień wobec proroctwa co do żydów to jeden rok(patrz 4 Mojż. 14:34; Ez. 4:5,6; Dan. 12:4). Czyli sumując mamy mowę o 490 latach. Pytanie jeszcze brzmi od kiedy liczyć te lata aż do ich spełnienia i pojawienia się Mesjasza?. Napisano wyraźnie, że mamy liczyć nie od odbudowy świątyni, ale dokładnie od odbudowy jego państwowości czyli Jerozolimy (Dan. 9:24-25).

C.D.N
07-07-2009 22:22 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)

> Najdosadniej relację o Jezusie z Nazaretu przedstawia nam Nowy Testament, który potwierdza spełnione proroctwo księgi Daniela

Wiesz, na tej samej zasadzie działają przepowiednie Nostradamusa. Po fakcie zawsze można wszystko tak zinterpretować, że będzie się zgadzało. Szkoda, że żaden wróżbita nie podaje jednoznacznych proroctw. Takich, których nie można naciągać jak komu wygodnie.
Daniel (783 punktów)
>> Najdosadniej relację o Jezusie z Nazaretu przedstawia nam Nowy Testament, który potwierdza spełnione proroctwo księgi Daniela
>Wiesz, na tej samej zasadzie działają przepowiednie Nostradamusa. Po fakcie zawsze można wszystko tak zinterpretować, że będzie się zgadzało. Szkoda, że żaden wróżbita nie podaje jednoznacznych proroctw. Takich, których nie można naciągać jak komu wygodnie.
W tym sęk, że najstarsza kopia księgi Daniela znaleziona w Qumran jest datowana na ok. II w p.n.e. Wiesz co to znaczy?. Oznacza to, że proroctwo Daniela 9:24-27 nie zostało spisane po czasie.
pavvel (8272 punktów)

> W tym sęk, że najstarsza kopia księgi Daniela znaleziona w Qumran jest datowana na ok. II w p.n.e. Wiesz co to znaczy?. Oznacza to, że proroctwo Daniela 9:24-27 nie zostało spisane po czasie.

Nostradamusa przepowiednie też nie były spisane po czasie. Wiesz co to znaczy? Tylko tyle że im ktoś bardziej niejednoznacznie się wypowiada tym łatwiej później powiedzieć, że jego przepowiednia się sprawdziła. Moim zdaniem wiązanie Jezusa z przepowiedniami starobiblijnymi do takich właśnie należy. Nie przepowiednia się sprawdza tylko chciejstwo interpretatorów.

A w ogóle co do sprawdzalności przepowiedni - jeżeli będziesz rzucał monetą to w przybliżeniu jedna osoba na tysiąc poda ci dokładnie wyniki dziesięciu kolejnych rzutów. Tak więc nawet statystyka wymaga, żeby czasem niektóre przepowiednie się sprawdziły.
Daniel (783 punktów)
>> W tym sęk, że najstarsza kopia księgi Daniela znaleziona w Qumran jest datowana na ok. II w p.n.e. Wiesz co to znaczy?. Oznacza to, że proroctwo Daniela 9:24-27 nie zostało spisane po czasie.
>Nostradamusa przepowiednie też nie były spisane po czasie. Wiesz co to znaczy? Tylko tyle że im ktoś bardziej niejednoznacznie się wypowiada tym łatwiej później powiedzieć, że jego przepowiednia się sprawdziła. Moim zdaniem wiązanie Jezusa z przepowiedniami starobiblijnymi do takich właśnie należy. Nie przepowiednia się sprawdza tylko chciejstwo interpretatorów.
>A w ogóle co do sprawdzalności przepowiedni - jeżeli będziesz rzucał monetą to w przybliżeniu jedna osoba na tysiąc poda ci dokładnie wyniki dziesięciu kolejnych rzutów. Tak więc nawet statystyka wymaga, żeby czasem niektóre przepowiednie się sprawdziły.
>

Nie znam się na Nostradamusie i nic mnie on nie obchodzi. Możesz omówić ze mną Biblię. Na dobry początek podałem Daniela 9:24-27. Spełniło się wszystko perfekcyjnie.
09-07-2009 21:09 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)

>Nie znam się na Nostradamusie i nic mnie on nie obchodzi.
A może powinieneś poczytać? Podobny stopień precyzji przepowiedni. Podobno nawet wszystkich papieży przepowiedział. Przynajmniej co więksi jego fani tak twierdzą. Może też był natchniony, jak pisarze biblii?

> Możesz omówić ze mną Biblię. Na dobry początek podałem Daniela 9:24-27.

Czytałem to już kiedyś, ale żeby być pewnym o czym piszę przeczytałem jeszcze raz.
Trzeba naprawdę bardzo dużych chęci, żeby we dopatrywać się w tych kawałkach przepowiedni czegokolwiek związanego z Jezusem.

>S pełniło się wszystko perfekcyjnie.

Potwierdzasz tym samym moją tezę:
    nie ważne co prorok czy inny wróżbita powie - ważne co interpretatorzy zechcą po fakcie wyczytać.
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>> W tym sęk, że najstarsza kopia księgi Daniela znaleziona w Qumran jest datowana na ok. II w p.n.e. Wiesz co to znaczy?. Oznacza to, że proroctwo Daniela 9:24-27 nie zostało spisane po czasie.

O ile faktycznie dotyczyło Jezusa (zgodnie z interpretacją chrześcijańską), a nie Cyrusa (według interpretacji żydowskiej). Można by to stwierdzić, gdyby tekst był jednoznaczny, ale - podobnie jak w przepowiedniach Nostradamusa - niestety nie jest.

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"Przecz każdy sądzi, gdy usłyszy słowa, że muszą też zawierać jakiś sens". (Faust)
Daniel (783 punktów)
>>> W tym sęk, że najstarsza kopia księgi Daniela znaleziona w Qumran jest datowana na ok. II w p.n.e. Wiesz co to znaczy?. Oznacza to, że proroctwo Daniela 9:24-27 nie zostało spisane po czasie.
>O ile faktycznie dotyczyło Jezusa (zgodnie z interpretacją chrześcijańską), a nie Cyrusa (według interpretacji żydowskiej). Można by to stwierdzić, gdyby tekst był jednoznaczny, ale - podobnie jak w przepowiedniach Nostradamusa - niestety nie jest.
>
Pozdrawiam,

>Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
>"Przecz każdy sądzi, gdy usłyszy słowa, że muszą też zawierać jakiś sens". (Faust)

Coś nieprawdopodonego. I znowu odzywa się do mnie Horacy-a taki był uradowany, że mnie wyłączył . Wracając do tematu, to wyjaśnia go bardzo czytelnie książka pt. CO RABINI WIEDZĄ O MESJASZU-autor: Rachimiel Frydland. Z jego argumentacji jasno wynika, że interpretacja z Cyrusem jest nietrafna. Gorąco polecam tę książkę.

Pozdrawiam
Daniel
11-07-2009 18:53 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)

>Coś nieprawdopodonego. I znowu odzywa się do mnie Horacy-a taki był uradowany, że mnie wyłączył .

Masz rację, że nieprawdopodobne, bo odpowiedział na mój post.
Twoja interpretacja postu Horacego jest dokładnie taka sama jak Twoja interpretacja Biblii. Chciałbyć, aby było tak jak myślisz, że jest i będziesz uważał, że wszystko potwierdza Twoją wersję.

> Wracając do tematu, to wyjaśnia go bardzo czytelnie książka pt. CO RABINI WIEDZĄ O MESJASZU-autor: Rachimiel Frydland.

Nie żebym miał zamiar czytać, ale z ciekawości zapytam - kim jest autor?

Pozdrawiam
Daniel (783 punktów)

>> Wracając do tematu, to wyjaśnia go bardzo czytelnie książka pt. CO RABINI WIEDZĄ O MESJASZU-autor: Rachimiel Frydland.
>Nie żebym miał zamiar czytać, ale z ciekawości zapytam - kim jest autor?
>Pozdrawiam
>

Wystarczy wpisać w google-na ile jesteś ciekawy?
12-07-2009 19:26 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)

>>
>Wystarczy wpisać w google-na ile jesteś ciekawy?
>

Byłem ciekawy co Ty o tym autorze powiesz. Ciekawość jednak już mi przeszła.
14-07-2009 20:03 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)

>Wystarczy wpisać w google-na ile jesteś ciekawy?
Ja też teraz na wszystkie Twoje pytanie będę odpowiadać: wpisz sobie w Google. OK?
Daniel (783 punktów)
>A przeciez juz z badan i obliczen Keplera wynika, ze jesli Chrystus (jako Zbawiciel poprzedzony zjawiskami w skali kosmicznej) w ogole sie narodzil, to musialo to nastapic wlasnie cztery do szesciu lat B.C. !!!

C.D

Tekst z księgi Daniela 9:25

"Z wyjściem Słowa o powrocie odbudowania Jerozolimy do Władcy Pomazańca będzie siedem tygodni i sześćdziesiąt dwa tygodnie. Zostaną odbudowane: ulica (dziedziniec) i mury (2742. charuwts (khaw-roots')-http://strongsnumbers.com/hebrew/2742.htm w czasach pełnych ucisku".

Kiedy powrócił naród Izraela do swojej ziemi w takiej formie?. Kiedy to nastąpiło? Księga Ezdrasz 7:7,8,13 mówi, że był to siódmy rok Artakserksesa. A siódmy rok Artakserksesa wg. kanonu Ptolemeusza tj. rok 457 p.n.e. Czyli mamy już wszystkie dane by obliczyć kiedy rozpoczęło i skończyło się 70 proroczych tygodni aż do śmierci Mesjasza.

457 p.n.e------------490 lat------31 śmierć-----33 r n.e (bez roku zerowego-koniec 70 tygodni)

Mesjasz miał się pojawić w historii świata jako namaszczony po proroczych 69 tygodniach (siedem tygodni i sześćdziesiąt dwa tygodnie to razem 69 tygodni).

457p.n.e---------483 (dni) lat żydowskich---------26 n.e

Ewangelia Łukasza 3:1,22,23 podaje czas w którym pojawił się Mesjasz i skończył wtedy 30 lat. Był to 15 rok Tyberiusza. Według rachuby syryjskiej był to okres między 1 X 27 do 1 X 28. Widać ,że dokładnie po skończeniu się 69 tygodni pojawił się Mesjasz.

Dla pewności tekstu podaje tłumaczenie z hebrajskiego ( Dan. 9:26-27):

"I po tygodniach sześćdziesięciu dwóch on będzie zabity (plus 7 tyg. z Dan.9:25) namaszczony (Mesjasz) i tam nie będzie go (zmartwychwstanie) . I miasto i święte miejsce będzie (czas przyszły w 70 r n.e.) ruiną przez ludzi wysokiego urzędnika władzy wykonawczej nadchodzącego i koniec od niego w powodzi (atak na Jerozolimę- patrz powódź w Dan. 11:10) i uprawianie wojny do końca jest zdecydowane spustoszenie. I musi być mistrzem przymierza (mesjasz). W połowie tygodnia (czyli po 3,5 roku tj. 3,5 dnia proroczego) powód przerwania-ofiara (hebr. zbch tj. poświęcenie ofiarnicze) i stałe . I na skrzydle obrzydzeń podniesie się spustoszenie i do końca zadecydowana ona(ofiara) musi być rozlana naprzód do (przed) spustoszeniem (tj. przed 70 rokiem n.e.).

W Talmudzie babilońskim w traktacie Sanhedryn: " W przeddzień Paschy powieszono Jezusa nazorejczyka[...], ponieważ praktykował magię, uwiódł Izraela i poprowadził lud na błędne drogi" (Talmud babiloński, traktat Sanhedrin 43a, w przekładzie A. Świderkówna).

Retrospekcja Daniela 9:26,27

W Daniela 9:27 jest retrospekcja co do Daniela 9:26 tak jak w Izajasza 53:7,BT do Izaj. 5:5. Może być tak że najpierw jest opis śmierci Mesjasza a potem w kolejny fragmencie powrót do historii przed śmiercią.

"Retrospekacja, to odwoływanie się do wcześniejszych faktów lub wcześniejszych stadiów jakiegoś zjawiska..." (PWN, tom III od R-Z, W-wa 1981).

Spis ludności za czasów narodzin Jezusa był zanim Kwiryniusz był namiestnikiem Syrii

Czy ewangelia Łukasza podaje, że spis ludności był za czasów gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz czy nie?. Sugeruje się, że jeśli był to spis za Kwiryniusza to był to spis o którym pisze Józef Flawiusz datowany na ok.7 r n.e. Tak więc sugeruje się błąd ponieważ Jezus wtedy musiałby się narodzić ok. 7 r n.e.
Fragment Ew. Łukasza 2:2 podaje grec. "Aute he apographe prote egeneto hegemoneuontos tes Syrias Kyreniu". Greckie "prote" nie odnosi się do "apographe" ("pierwszy spis") lecz oznacza "proton" (odpowiednik łac. prius): "wpierw". Zdanie znaczyłoby: "Spis ten odbył się zanim (wpierw nim) namiestnikiem Syrii był Kwiryniusz.". Taka interpretacja czyni zbędnymi poszukiwania okresu namiestnictwa Kwiryniusza w Syrii w momencie nadchodzących narodzin Jezusa.

Czy prześladowanie rodziców Jezusa i jego samego było za czasów panowania Heroda Archelausa czy Heroda Wielkiego-Mat.2:16-22?
Tekst z Mateusza 3:16-22 mówi raczej o "Herodzie" Wielkim. Nie mówi o spisie, ale o tym ,że od okresu narodzin Jezusa minęło już co najmniej 2 lata. Co do Archelausa syna Heroda Wielkiego który wg. niektórych rządził czytamy w Wikipedii: "Herod Archelaus (ur. ok. 27 lub 23 p.n.e., zm. po 6 n.e.) - tetrarcha Judei, Samarii i Idumei w latach 4 p.n.e. -6 n.e". Należy wiedzieć jednak, że Horod Wielki dał mu władzę- swojemu synowi. Potem ją zabrał i były rożne sytuacje związane z tymi dwoma postaciami i ich władaniem nad określonymi krainami (patrz teksty w Dawne Dzieje Izraela autorstwa Józefa Flawiusza). Historia nie wyklucza władania przez Heroda krainami za czasów narodzin Jezusa. Warto też wspomnieć o tak zwanym proroctwie, że płacz miał pokazać się w Rama (8 km. od Jerozolimy) -ze względu na rzeź niewiniątek urządzoną przez Heroda. Pytanie więc brzmi -To co z Betlejem (Mat.2:16-16)?.Tak. Płacz rozległ się aż do Rama, bo to niedaleko od Betlejem. Wieści o makabrach roznoszą się szybko.

To tak w nawiązaniu co do błędu Dawkinsa na podstawie Łukasza 2:2 i treści jaką podał dla DER SPIEGEL: "

PYTANIE: Świętuje pan Boże Narodzenie?
ODPOWIEDŹ: Tak, w tym sensie, że kupujemy dzieciom prezenty (FORUM 24.09.-30.09.2007, s.7)

No cóż- Panie Dawkinsie niech pana memy się nie poddają-niech walczą z tym a nie ulegają konformizmowi
07-07-2009 09:52 
 Ocena 2 na 2
Aleksander Głowacki (1725 punktów)
Ustalanie daty narodzin na podstawie proroctwa - czegoś takiego jescze nie widziełem. "Dni prorocze" to lata - a lata to pewnie kwartały, kwartał to zapewne tydzień a tydzień to rok. Już wkrótce będzie trzeba przetasować daty w całej historii, tak żeby zgadzały się z wizjami proroka.
Daniel (783 punktów)
>Ustalanie daty narodzin na podstawie proroctwa - czegoś takiego jescze nie widziełem. "Dni prorocze" to lata - a lata to pewnie kwartały, kwartał to zapewne tydzień a tydzień to rok. Już wkrótce będzie trzeba przetasować daty w całej historii, tak żeby zgadzały się z wizjami proroka.

Przykład Lb 14:34 BT "Poznaliście kraj w przeciągu czterdziestu dni; każdy dzień teraz zamieni się w rok i przez czterdzieści lat pokutować będziecie za winy i poznacie, co to znaczy, gdy Ja się oddalę."

Inny w Ezechiela 4:6.
Głąbiński (3538 punktów)
>... Tekst z Mateusza 3:16-22 mówi raczej o "Herodzie" Wielkim. ...
Moja uwaga dotyczy tematu, a do nin. forum nie pasuje w ogóle, jednak sprawa mnie interesuje. Chętnie na ten temat porozmawiałbym obszerniej w innym miejscu.
Chodzi o to, że o ile tekst Łukasza ma silne oparcie jako relacja samej Marii, to Mateusz prawdopodobnie korzystał z opowiadania jakiegoś chrześcijanina, który, gdy był dzieckiem, słuchał rozmowy starszych, wśród których znajdował się również Józef, a w wątek tej pogawędki wplecione były wyjaśnienia J. co do losów jego rodziny w czasie nieobecności w Nazarecie. Takie okoliczności sprawiają, że do opisu M. powinno się podchodzić z dużym sceptycyzmem.

Stach M. G.
Daniel (783 punktów)
>>Po drugie zastanawiam się czy Dawkins jest taki naiwny czy prowokuje, wtedy kiedy pisze, że świat oparty na darwinizmie (w sensie etyki zbudowanej na światopoglądzie naukowym, zwłaszcza z uwględnieniem darwinizmu) będzie (przynajmniej teoretycznie) lepszy od tego opartego na religijnych systemach wartości? Przecież to absurd!
>Ale Dawkins pisze, zarówno w "Bogu urojonym" jak i bodaj nawet w "Samolubnym genie" coś dokładnie odwrotnego - że próba przekładania mechanizmów ewolucji na normy etyczne doprowadziłaby do niegodziwości.
>Ale rzeczywiście wielu jego czytelników, z jakiegoś powodu tego nie widzi, sam na tym forum spierałem się z kimś, kto święcie wierzył, że dobrze jest wypełniać swoje ewolucyjne cele.

Myślę, że Dawkins cały czas krystalizuje swoje poglądy. W wywiadzie DER SPIEGEL podaje:

PYTANIE: "Czy z biegiem lat stał się pan bardziej radykalny w swej krytyce religii?
ODP. Prawdopodobnie tak... (FORUM, 24.09.-30.09.2007,s.4). Z tekstu wynika, że sytuacja na świecie i to na czym się skupił, to jest wojny religijne, doprowadziły właśnie do wzmożenia się jego radykalizmu. To prawda, że w Samolubnym genie, W-wa 2006,s. 29 podaje: "jeśli podobnie jak ja pragniesz budować społeczeństwo, w którym jednostka z ochotą i bez egoizmu współpracują dla wspólnego dobra, nie oczekuj wskazówek od biologii". Jednakże czytając to zastanawiam się co oznacza w jego mniemaniu "bez egoizmu współpracują ze sobą". W swojej książce przedstawia samolubny gen, ale podobnie jak Daniel Goleman który pisze o tym, że temperament nie jest wyrokiem przeznaczenia, tak i Dawkins chce uzmysłowić na tej samej stronie, że podobnie można okiełznać samolubny gen. Nieodparte jednak wrażenie pozostaje mi gdy czytam, że walka jednak memów trwa i wygra najsilniejszy. Jak on to ujął: "one z kolei znajdą się u władzy" (Samolubny gen, s.246).
07-07-2009 00:19 
 Ocena 11 na 11
dstr (1474 punktów)
Kościół Czcicieli Ewolucji Dziobaka pod wezwaniem Świętego Richarda D. od nauki przekazuje do publicznej wiadomości co następuje:

>Po pierwsze zastanawiam się po co, uznany w końcu naukowiec, zajmuje się tak irracjonalnymi działaniami jak wojna z religią?

A widzieliście ostatnio w wiadomościach, jak Dawkins wziął księdza na widły i zaatakował z bojówką ateistów idącą pielgrzymkę?

>No chyba, że chodziło mu o rozgłos i pieniądze, jak tak to w porządku, jasna sprawa.

Uważny czytelnik pewnie wyłapał, że w "Bogu urojonym" Dawkins piętnuje negatywne zjawiska społeczne związane z działalnością religijną. "Wojna z religią" o której piszesz to tylko próba zepchnięcia religii do sfery prywatnej i nie widzę w takim działaniu nic irracjonalnego, szczególnie w społeczeństwach, w których powinna obowiązywać zasada rozdziału religii i państwa.

>Po drugie zastanawiam się czy Dawkins jest taki naiwny czy prowokuje, wtedy kiedy pisze, że świat oparty na darwinizmie (w sensie etyki zbudowanej na światopoglądzie naukowym, zwłaszcza z uwzględnieniem darwinizmu) będzie (przynajmniej teoretycznie) lepszy od tego opartego na religijnych systemach wartości? Przecież to absurd! Skoro systemy etyczne oparte na wierzeniach religijnych, które przynajmniej teoretycznie zachęcają do dobrego postępowania wobec innych ludzi(chrześcijaństwo czy islam, są pełne frazesów o miłości, miłosierdziu itd...), zostały wykorzystane do ogranizowania świętych wojen, stosów czy prześladowań, to co dopiero będzie wtedy, kiedy etykę oprzemy na ewolucjonizmie?

Mam nadzieję, że masz coś ciekawego do powiedzenia, a nie tylko często wałkowane bzdury. Pozwól, że wyprowadzę Cię z błędu. Z tego co wiem "ideologia ewolucjonizmu" jako taka nie istnieje. Ewolucja zapewnia doskonały opis zjawisk w naszym świecie i argument przeciwko niektórym kosmogonicznym mitom. Nikt nie twierdzi, że interes naszych genów jest najważniejszy - najważniejsze jest to czego sami chcemy i potrzebujemy ("If my genes don't like it, they can go jump in the lake" - Steven Pinker, cytat ostatnio przytaczany przez Dawkinsa).

>Przecież wtedy najbardziej godne pochwały będzie credo Dzyngis-chana, że największym szczęściem w życiu człowieka jest pokonać wroga i posiąść jego bogactwa, kobiety i konie (czy jak tam w "Tajnej Historii Mongołów" było). Zresztą ideologie, które czerpały czy to z darwinizmu (nazistowska teoria nierówności ras) czy to z marksizmu, a więc wytworów szeroko pojętego racjonalizmu, okazały sie faktycznie znacznie gorsze od tych opartych na religiach. Abstrahuję od quasireligijnej otoczki nazizmu i komunizmu, ale faktem jest, że ich fundamenty opierały się na racjonalizmie (przynajmniej wtedy tak uważano) i były to ideologie, które ustawiały się przeciwko tradycyjnym systemom moralnym, opartym m. in. na religii.

Nnnnnnnnnniiieeeeeeeeee... Nie. Ten argument już był tyle razy wałkowany. Jak wyżej - ewolucja = opis. Dawkins pytany o Hitlera zazwyczaj przyznaje, że świat, w którym zasady dzikiej przyrody kierowałyby życiem społeczeństw byłby bardzo nieprzyjemnym miejscem do życia.

>Uważam, że Dawkins powinien to zauważyć,

... i zauważa...

>a nie opowiadać głodnych kawałków o szczęśliwym świecie bez religii.

>Z całym szacunkiem, ale to już mi przypomina rojenia o komunistycznym raju w społeczeństwie bezklasowym...

Być może, ale nikt nie mówi o tym, żeby wszyscy nagle zostali bezwyznaniowi (po raz kolejny: religia -> strefa prywatna).

>Tak więc R.Dawkins przez takie podejście, stracił nieco w moich oczach, jako naukowiec (może po prostu nauki społeczne, to nie jego działka).

A ja sądzę, że taka książka była potrzebna. To nie jest książka naukowa. To jest książka do przestudiowania argumentów, do poczytania do poduszki, do poddenerwowania religiantów i jest świetna jako materiał do słabych wywodów dla ludzi, którzy serwują przyśpiewki ludowe po śmierci znanych osób, panie Rigoletto .

Szczerze mówiąc - nie wiem ile przytoczonych wyżej informacji znajduje się w samym "Bogu urojonym", ale po wydaniu tej książki przetoczyło się publicznie tyle argumentów i kontrargumentów po obu stronach barykady, że już trudno temu sprostać. Jedna książka i tak tych wszystkich dyskusji nie pomieści.

Pomimo uprzednich uszczypliwości pozdrawiam.
07-07-2009 01:20 
 Ocena 5 na 5
spray (5875 punktów)
>(...)
>Szczerze mówiąc - nie wiem ile przytoczonych wyżej informacji znajduje się w samym "Bogu urojonym", ale po wydaniu tej książki przetoczyło się publicznie tyle argumentów i kontrargumentów po obu stronach barykady, że już trudno temu sprostać. Jedna książka i tak tych wszystkich dyskusji nie pomieści.
>Pomimo uprzednich uszczypliwości pozdrawiam.
>
Moze sie myle, ale uwazam, ze wiecej i wczesniej napisal Lem.
Dawkins , jako pisarz anglojezyczny i pozniejszy ma duze fory.
Zreszta, nie ma to wiekszego znaczenia.
Najwazniejsze,ze cos bardzo istotnego trafia pod strzechy. I jest ogromnie wazne, ze akurat o to i Lemowi, i Dawkinsowi chodzilo, jak mniemam...
Daniel (783 punktów)
Cytat:
>Uważny czytelnik pewnie wyłapał, że w "Bogu urojonym" Dawkins piętnuje negatywne zjawiska społeczne związane z działalnością religijną. "Wojna z religią" o której piszesz to tylko próba zepchnięcia religii do sfery prywatnej i nie widzę w takim działaniu nic irracjonalnego, szczególnie w społeczeństwach, w których powinna obowiązywać zasada rozdziału religii i państwa.


Tak, to prawda, przynajmniej pozornie. Skoro jak sam powiedział dla czasopisma DER SPIEGEL, że z czasem stał się bardziej radykalny, to skąd wiemy, że nie stanie się bardziej? Władz odbija. Skąd wiemy, że nie jest to początek tego co czytamy w Samolubnym genie: "one z kolei znajdą się u władzy". Mowa o memach, które wg. niego wyrugują ten błąd jakim jest produkt uboczny ewolucji a przejawiający się w wierze w Boga. Oczywiście popieram jego entuzjazm dla piętnowania wojny-ale te wojny to nie wiara w Boga, ale szaleństwo ludzi u władzy. Wiara w Boga jeśli chodzi o ST skończyła się na Izraelu i karach za grzech Sodomii w szerokim znaczeniu. Krucjaty nie były karami za grzech Sodomii, palono często niewinnych ludzi chrześcijan czytających biblię i kobiety, które zajmowały się ziołami a uznane za czarownice itd. Ale to inny temat-odstępstwa kościoła od prawdy Biblii (Dziej Ap. 20:30).

Cytat:
Zresztą ideologie, które czerpały czy to z darwinizmu (nazistowska teoria nierówności ras) czy to z marksizmu, a więc wytworów szeroko pojętego racjonalizmu, okazały się faktycznie znacznie gorsze od tych opartych na religiach. Abstrahuję od quasi religijnej otoczki nazizmu i komunizmu, ale faktem jest, że ich fundamenty opierały się na racjonalizmie (przynajmniej wtedy tak uważano) i były to ideologie, które ustawiały się przeciwko tradycyjnym systemom moralnym, opartym m. in. na religii.


Osobiście sprostowałbym kwestię Hitlera i np. Stalina. Jeden miał zaburzenia psychiczne i drugi. Tak więc niezależnie czy czytali Biblie, Bhagavad Gitę czy książkę Darwina, to mogli by je użyć w złym celu. Wiele tajnych dokumentów, które ujrzały światło dzienne nawiązywało do zlepku teorii o selekcji i religii. Jeden z nich tj. Hitler pochodził z rodziny kazirodczej i był maltretowany fizycznie. Kiedy ojciec pobił go prawie na śmierć on ani razu nie zapłakał-prawdopodobnie nigdy nie płakał-to jego ojca rozwścieczało najbardziej. Matka nie była mu wsparciem (Adolfowi). Tak powstał prawdopodobnie socjopata (studiowaliśmy jego przypadek na psychologii-do tej pory ciężko nam go zaklasyfikować do kategorii DSM-IV). Jeśli chodzi o Stalina, to gość studiował teologię, a mechanizm jaki panował w kościele katolickim wykorzystał do prowadzenia własnej polityki-prawdopodobnie go zmodyfikował. Śmiem jednak twierdzić, że późniejsze badanie lekarskie jakie ujawniło, że ma paranoje i budził się z drżeniem serca i cały oblany potem-z myślami że ktoś mu odbierze władzę miało swój początek o wiele wcześniej. Tak więc podawanie ich jako przykłady, które wykorzystały książkę Darwina , czy może samą myśl jest raczej na wyrost. Mogę się mylić, ale osoby chore psychicznie mając biblię też mogą zabić , i powiedzą , że Bóg im tak kazał zrobić. Wracając jednak do Dawkinsa , który jak widzę bardzo angażuje się w debaty, to mam wrażenie, że jednak chce ograniczyć myślenie o Bogu do minimum. Moim zdaniem integralne szkoły na zasadzie wielu wiar i religii mogą jedynie dziecku wprowadzić zamieszanie do głowy. Ja jako dorosły zwiedziłem wiele religii i ledwo sobie poradziłem z argumentami z każdej strony-gdyby nie studiowanie psychologii i odrobina poczucia humoru, to bym chyba zwariował. Teizm i ateizm jak sam Dawkins pisze zawsze będą jako memy w sprzeczności -walka trwa. Możemy ją jednak uczynić godną tj. stosować się do takich norm moralnych jak uprzejmość, opanowanie itd. Tak myślę. Każdemu chrześcijaninowi polecam konkretne zasady, bo wstyd mi słuchać jak posługują się wyzwiskami wobec Dawkinsa- Tytusa 3:1-2. Jesteśmy niedoskonali i czasem popełnimy błąd, ale uczmy się.
Rigoletto (3891 punktów)
> Cytat:
Zresztą ideologie, które czerpały czy to z darwinizmu (nazistowska teoria nierówności ras) czy to z marksizmu, a więc wytworów szeroko pojętego racjonalizmu, okazały się faktycznie znacznie gorsze od tych opartych na religiach. Abstrahuję od quasi religijnej otoczki nazizmu i komunizmu, ale faktem jest, że ich fundamenty opierały się na racjonalizmie (przynajmniej wtedy tak uważano) i były to ideologie, które ustawiały się przeciwko tradycyjnym systemom moralnym, opartym m. in. na religii.

>Osobiście sprostowałbym kwestię Hitlera i np. Stalina. Jeden miał zaburzenia psychiczne i drugi.

A ty nie masz takich zaburzeń? Znam ludzi, którzy po otrzymaniu władzy zmienili się nie do poznania. Przypuszczam, że gdyby cofnęli się w czasie, nie byliby lepsi od Kaliguli czy Tyberiusza...

>Tak więc niezależnie czy czytali Biblie, Bhagavad Gitę czy książkę Darwina, to mogli by je użyć w złym celu.

Właśnie o tym piszę.

>Wiele tajnych dokumentów, które ujrzały światło dzienne nawiązywało do zlepku teorii o selekcji i religii. Jeden z nich tj. Hitler pochodził z rodziny kazirodczej i był maltretowany fizycznie. Kiedy ojciec pobił go prawie na śmierć on ani razu nie zapłakał-prawdopodobnie nigdy nie płakał-to jego ojca rozwścieczało najbardziej. Matka nie była mu wsparciem (Adolfowi). Tak powstał prawdopodobnie socjopata (studiowaliśmy jego przypadek na psychologii-do tej pory ciężko nam go zaklasyfikować do kategorii DSM-IV). Jeśli chodzi o Stalina, to gość studiował teologię, a mechanizm jaki panował w kościele katolickim

Stalin nie był nigdy katolikiem i nie studiował teologii katolickiej.

>wykorzystał do prowadzenia własnej polityki-prawdopodobnie go zmodyfikował. Śmiem jednak twierdzić, że późniejsze badanie lekarskie jakie ujawniło, że ma paranoje i budził się z drżeniem serca i cały oblany potem-z myślami że ktoś mu odbierze władzę miało swój początek o wiele wcześniej. Tak więc podawanie ich jako przykłady, które wykorzystały książkę Darwina , czy może samą myśl jest raczej na wyrost. Mogę się mylić, ale osoby chore psychicznie mając biblię też mogą zabić , i powiedzą , że Bóg im tak kazał zrobić.

Właśnie o tym pisałem. Chodziło mi o to, że zarówno opieranie się na racjonalnych jak i irracjonalnych podstawach może jednakowo prowadzić do zła. Dawkins podkreśla, że zło wynika z religii.

>Ja jako dorosły zwiedziłem wiele religii i ledwo sobie poradziłem z argumentami z każdej strony-gdyby nie studiowanie psychologii i odrobina poczucia humoru, to bym chyba zwariował.

Nie żartuj. Dlaczego?

>Teizm i ateizm jak sam Dawkins pisze zawsze będą jako memy w sprzeczności -walka trwa. Możemy ją jednak uczynić godną tj. stosować się do takich norm moralnych jak uprzejmość, opanowanie itd. Tak myślę. Każdemu chrześcijaninowi polecam konkretne zasady, bo wstyd mi słuchać jak posługują się wyzwiskami wobec Dawkinsa- Tytusa 3:1-2. Jesteśmy niedoskonali i czasem popełnimy błąd, ale uczmy się.

Brawo. "Make peace not war"!
Daniel (783 punktów)
Cytat:
>> [cytat]Zresztą ideologie, które czerpały czy to z darwinizmu (nazistowska teoria nierówności ras) czy to z marksizmu, a więc wytworów szeroko pojętego racjonalizmu, okazały się faktycznie znacznie gorsze od tych opartych na religiach. Abstrahuję od quasi religijnej otoczki nazizmu i komunizmu, ale faktem jest, że ich fundamenty opierały się na racjonalizmie (przynajmniej wtedy tak uważano) i były to ideologie, które ustawiały się przeciwko tradycyjnym systemom moralnym, opartym m. in. na religii.

>>Osobiście sprostowałbym kwestię Hitlera i np. Stalina. Jeden miał zaburzenia psychiczne i drugi.
>A ty nie masz takich zaburzeń? [/cytat]

Pytając mnie czy nie mam zaburzeń, to chyba nie wiesz na czym polega klasyfikacja DSM-IV o której pisałem. Wykazujesz nieznajomość tematu. Nie szkodzi. Ich sklasyfikowano, może nie dokładnie, ale jednak -socjopatia i paranoia z urojeniami wielkościowymi i prześladowczymi. Tak przynajmniej opracowaliśmy ich na studiach.



Cytat:
Znam ludzi, którzy po otrzymaniu władzy zmienili się nie do poznania. Przypuszczam, że gdyby cofnęli się w czasie, nie byliby lepsi od Kaliguli czy Tyberiusza...


Takie ogóle twierdzenie nic nie wnosi. Nie wiemy jakie mieli dzieciństwo, więc odwoływanie się tylko do tego , że dostali władze i przekręciło im się w głowie to za mało.

>Stalin nie był nigdy katolikiem i nie studiował teologii katolickiej.

Najpierw Od 1888 roku J. Stalin uczęszczał do szkoły parafialnej w Gori, a potem "od 1894 roku kształcił się w seminarium duchownym w Tyflisie" ( pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Stalin ). studiowanie teologii obejmuje wiele dzieł w tym katolickie- nie tylko prawosławne. system podobny.

Cytat:
może jednakowo prowadzić do zła. Dawkins podkreśla, że zło wynika z religii.


Religios z łac. oznacza "więź". Nie wszystkie więzi prowadzą do zła. Pozornie Dawkins piętnuje religię, ale wkracza dalej i mówi Bóg jest urojeniem. Rozumiesz różnice?. Promuje nowy trend myślenia i to jest jasne.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Osobiście sprostowałbym kwestię Hitlera i np. Stalina. Jeden miał zaburzenia psychiczne i drugi.
>>A ty nie masz takich zaburzeń? [/cytat]
>Pytając mnie czy nie mam zaburzeń, to chyba nie wiesz na czym polega klasyfikacja DSM-IV o której pisałem. Wykazujesz nieznajomość tematu. Nie szkodzi. Ich sklasyfikowano, może nie dokładnie, ale jednak -socjopatia i paranoia z urojeniami wielkościowymi i prześladowczymi. Tak przynajmniej opracowaliśmy ich na studiach.

Co z tego, że Hitler i Stalin byli chorzy psychicznie. A ci wszyscy, którzy pomagali im dojść do władzy a potem w zbrodniach też byli chorzy psychicznie? Nie. Byli otumanieni przez ideologie.

> Cytat:
Znam ludzi, którzy po otrzymaniu władzy zmienili się nie do poznania. Przypuszczam, że gdyby cofnęli się w czasie, nie byliby lepsi od Kaliguli czy Tyberiusza...

>Takie ogóle twierdzenie nic nie wnosi. Nie wiemy jakie mieli dzieciństwo, więc odwoływanie się tylko do tego , że dostali władze i przekręciło im się w głowie to za mało.

Wnosi wiedzę, że władza demoralizuje. Zwalanie wszystkich problemów z psychiką na trudne dzieciństwo, to stary freudowski mit podważany przez wielu późniejszych psychologów.

>>Stalin nie był nigdy katolikiem i nie studiował teologii katolickiej.
>Najpierw Od 1888 roku J. Stalin uczęszczał do szkoły parafialnej w Gori, a potem "od 1894 roku kształcił się w seminarium duchownym w Tyflisie" ( pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Stalin ).

To były prawosławne szkoły. Gruzini wyznają prawosławie.

>studiowanie teologii obejmuje wiele dzieł w tym katolickie- nie tylko prawosławne. system podobny.

Z pewnością. Świadkowie Jehowy i Mormoni to też właściwie to samo.

> Cytat:
może jednakowo prowadzić do zła. Dawkins podkreśla, że zło wynika z religii.

>Religios z łac. oznacza "więź". Nie wszystkie więzi prowadzą do zła. Pozornie Dawkins piętnuje religię, ale wkracza dalej i mówi Bóg jest urojeniem. Rozumiesz różnice?. Promuje nowy trend myślenia i to jest jasne.

Nie wiem co dla Ciebie jest jasne. Dawkins piętnuje religię, ale ateizm nie jest nowym trendem w myśleniu.
Daniel (783 punktów)
Cytat:
A ci wszyscy, którzy pomagali im dojść do władzy a potem w zbrodniach też byli chorzy psychicznie? Nie. Byli otumanieni przez ideologie.


Dziś mnóstwo jest psychopatów, którzy chodzą w garniturach i zdobywają wysokie stanowiska. Nie muszą zabijać. Jeden człowiek, może mieć wpływ na rzesze. Hitler stosował socjotechnikę i wpływa na ludzi-jak to ująłeś można otumanić ludzi.


Cytat:
>Wnosi wiedzę, że władza demoralizuje. Zwalanie wszystkich problemów z psychiką na trudne dzieciństwo, to stary freudowski mit podważany przez wielu późniejszych psychologów.


Nie chodzi o zwalanie wszystkiego na dzieciństwo, bo to jest tylko część tematu. Są jeszcze geny i środowisko (różne mechanizmy zależnie od sytuacji).

Cytat:
>>>Stalin nie był nigdy katolikiem i nie studiował teologii katolickiej.
>>Najpierw Od 1888 roku J. Stalin uczęszczał do szkoły parafialnej w Gori, a potem "od 1894 roku kształcił się w seminarium duchownym w Tyflisie" ( pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Stalin ).
>To były prawosławne szkoły. Gruzini wyznają prawosławie.


Zgadza się-a wiesz ile w nim systemu katolickiego? Różnica w pisowni Pop a papież. Jedna głowa.

Cytat:
>>studiowanie teologii obejmuje wiele dzieł w tym katolickie- nie tylko prawosławne. system podobny.
>Z pewnością. Świadkowie Jehowy i Mormoni to też właściwie to samo.


Zgadzam się-system. Szkoda, że prosta rada Jezusa została zaprzepaszczona. Bądźcie sługami innych. Kiedy patrzę z perspektywy czasu, to cieszę się, że już nie jestem w żadnej "organizacji". Spotykam się z Chrystianami. Rozumiemy swoje różnice, nikt nikomu nie rozkazuje a wszystko ma ręce i nogi


>> Cytat:
[cytat] może jednakowo prowadzić do zła. Dawkins podkreśla, że zło wynika z religii.

>>Religios z łac. oznacza "więź". Nie wszystkie więzi prowadzą do zła. Pozornie Dawkins piętnuje religię, ale wkracza dalej i mówi Bóg jest urojeniem. Rozumiesz różnice?. Promuje nowy trend myślenia i to jest jasne.
>Nie wiem co dla Ciebie jest jasne. Dawkins piętnuje religię, ale ateizm nie jest nowym trendem w myśleniu.
>[/cytat]
Myślę, że jego koncepcja walczących memów dość szeroko rozpowszechniona staje się jakimś trendem. Jego książki u nas w mieście znikają jak bułki. Zaraża nią innych, gdyż jest dobrym pisarzem. Wiele jednak tam jest jak on to ujął "spekulacji". To jest religia. Niestety kolejna ubrana w słowo "Nauka".
Rigoletto (3891 punktów)
> Cytat:
A ci wszyscy, którzy pomagali im dojść do władzy a potem w zbrodniach też byli chorzy psychicznie? Nie. Byli otumanieni przez ideologie.

>Dziś mnóstwo jest psychopatów, którzy chodzą w garniturach i zdobywają wysokie stanowiska. Nie muszą zabijać. Jeden człowiek, może mieć wpływ na rzesze. Hitler stosował socjotechnikę i wpływa na ludzi-jak to ująłeś można otumanić ludzi.
> Cytat:
>Wnosi wiedzę, że władza demoralizuje. Zwalanie wszystkich problemów z psychiką na trudne dzieciństwo, to stary freudowski mit podważany przez wielu późniejszych psychologów.

>Nie chodzi o zwalanie wszystkiego na dzieciństwo, bo to jest tylko część tematu. Są jeszcze geny i środowisko (różne mechanizmy zależnie od sytuacji).

Nie wierzysz w wolną wolę?

> Cytat:
>>>Stalin nie był nigdy katolikiem i nie studiował teologii katolickiej.
>>>Najpierw Od 1888 roku J. Stalin uczęszczał do szkoły parafialnej w Gori, a potem "od 1894 roku kształcił się w seminarium duchownym w Tyflisie" ( pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Stalin ).
>>To były prawosławne szkoły. Gruzini wyznają prawosławie.

>Zgadza się-a wiesz ile w nim systemu katolickiego? Różnica w pisowni Pop a papież. Jedna głowa.

No ile? To, że pisownia słowa pop i pope jest zbliżona, to nie oznacza, że prawosławni to katolicy. Poza tym prawosławni nie uznają Papieża, więc nie wiem o co Ci chodzi z tą "jedną głową" (chyba, że masz na myśli Chrystusa ).

> Cytat:
>>studiowanie teologii obejmuje wiele dzieł w tym katolickie- nie tylko prawosławne. system podobny.
>>Z pewnością. Świadkowie Jehowy i Mormoni to też właściwie to samo.

>Zgadzam się-system. Szkoda, że prosta rada Jezusa została zaprzepaszczona. Bądźcie sługami innych. Kiedy patrzę z perspektywy czasu, to cieszę się, że już nie jestem w żadnej "organizacji". Spotykam się z Chrystianami.
Rozumiemy swoje różnice, nikt nikomu nie rozkazuje a wszystko ma ręce i nogi

>>> Cytat:
[cytat] może jednakowo prowadzić do zła. Dawkins podkreśla, że zło wynika z religii.

>>>Religios z łac. oznacza "więź". Nie wszystkie więzi prowadzą do zła. Pozornie Dawkins piętnuje religię, ale wkracza dalej i mówi Bóg jest urojeniem. Rozumiesz różnice?. Promuje nowy trend myślenia i to jest jasne.
>>Nie wiem co dla Ciebie jest jasne. Dawkins piętnuje religię, ale ateizm nie jest nowym trendem w myśleniu.
>>[/cytat]
> Myślę, że jego koncepcja walczących memów dość szeroko rozpowszechniona staje się jakimś trendem. Jego książki u nas w mieście znikają jak bułki. Zaraża nią innych, gdyż jest dobrym pisarzem. Wiele jednak tam jest jak on to ujął "spekulacji". To jest religia. Niestety kolejna ubrana w słowo "Nauka".

Zgadzam się, chociaż zamiast słowa "religia" wolał bym użyć słowa zabobon.
Rigoletto (3891 punktów)
>Kościół Czcicieli Ewolucji Dziobaka pod wezwaniem Świętego Richarda D. od nauki przekazuje do publicznej wiadomości co następuje:
>>Po pierwsze zastanawiam się po co, uznany w końcu naukowiec, zajmuje się tak irracjonalnymi działaniami jak wojna z religią?
>A widzieliście ostatnio w wiadomościach, jak Dawkins wziął księdza na widły i zaatakował z bojówką ateistów idącą pielgrzymkę?

>>No chyba, że chodziło mu o rozgłos i pieniądze, jak tak to w porządku, jasna sprawa.
>Uważny czytelnik pewnie wyłapał, że w "Bogu urojonym" Dawkins piętnuje negatywne zjawiska społeczne związane z działalnością religijną.

Faktycznie, może przesadziłem z tą "wojną". W sumie to książka Dawkinsa ma zupełnie inny wydźwięk w Stanach, gdzie kreacjonizm święci tryumfy i trudno nawet odebrać jakąś nagrodę bez publicznych podziękowań dla Stwórcy.

>"Wojna z religią" o której piszesz to tylko próba zepchnięcia religii do sfery prywatnej i nie widzę w takim działaniu nic irracjonalnego, szczególnie w społeczeństwach, w których powinna obowiązywać zasada rozdziału religii i państwa.

A kto powiedział że powinna? Jeśli większość ludzi chce inaczej, to dlaczego na siłę wprowadzać coś wbrew nim?
(Żeby była jasność, nie twierdze, że to mi odpowiada, ale dlaczego niby rozdział religii od państwa jest obiektywnie lepszy od modelu, który łączy religię z państwem?)

>>Po drugie zastanawiam się czy Dawkins jest taki naiwny czy prowokuje, wtedy kiedy pisze, że świat oparty na darwinizmie (w sensie etyki zbudowanej na światopoglądzie naukowym, zwłaszcza z uwzględnieniem darwinizmu) będzie (przynajmniej teoretycznie) lepszy od tego opartego na religijnych systemach wartości? Przecież to absurd! Skoro systemy etyczne oparte na wierzeniach religijnych, które przynajmniej teoretycznie zachęcają do dobrego postępowania wobec innych ludzi(chrześcijaństwo czy islam, są pełne frazesów o miłości, miłosierdziu itd...), zostały wykorzystane do ogranizowania świętych wojen, stosów czy prześladowań, to co dopiero będzie wtedy, kiedy etykę oprzemy na ewolucjonizmie?
>Mam nadzieję, że masz coś ciekawego do powiedzenia, a nie tylko często wałkowane bzdury. Pozwól, że wyprowadzę Cię z błędu. Z tego co wiem "ideologia ewolucjonizmu" jako taka nie istnieje. Ewolucja zapewnia doskonały opis zjawisk w naszym świecie i argument przeciwko niektórym kosmogonicznym mitom. Nikt nie twierdzi, że interes naszych genów jest najważniejszy - najważniejsze jest to czego sami chcemy i potrzebujemy ("If my genes don't like it, they can go jump in the lake" - Steven Pinker, cytat ostatnio przytaczany przez Dawkinsa).

To prawda co piszesz, ale mnie chodzi o coś innego. Skoro zasady moralne mają tylko wartość subiektywną, to uznawanie ich za wartości uniwersalne, jest również czymś w rodzaju wiary. A wiarę można przecież zmienić, najlepiej na taką, która odpowiada subiektywnym potrzebom danych jednostek czy grup. W taką przestrzeń można wsadzić właśnie ideologię opartą na darwinizmie - czyli w zwulgaryzownej wersji - dobre jest to co jest dobra dla mnie. Inna sprawa, że wielcy tego świata (niezależnie czy ateiści czy teiści) stosują te zasady od zawsze .

>>Przecież wtedy najbardziej godne pochwały będzie credo Dzyngis-chana, że największym szczęściem w życiu człowieka jest pokonać wroga i posiąść jego bogactwa, kobiety i konie (czy jak tam w "Tajnej Historii Mongołów" było). Zresztą ideologie, które czerpały czy to z darwinizmu (nazistowska teoria nierówności ras) czy to z marksizmu, a więc wytworów szeroko pojętego racjonalizmu, okazały sie faktycznie znacznie gorsze od tych opartych na religiach. Abstrahuję od quasireligijnej otoczki nazizmu i komunizmu, ale faktem jest, że ich fundamenty opierały się na racjonalizmie (przynajmniej wtedy tak uważano) i były to ideologie, które ustawiały się przeciwko tradycyjnym systemom moralnym, opartym m. in. na religii.
>Nnnnnnnnnniiieeeeeeeeee... Nie. Ten argument już był tyle razy wałkowany. Jak wyżej - ewolucja = opis. Dawkins pytany o Hitlera zazwyczaj przyznaje, że świat, w którym zasady dzikiej przyrody kierowałyby życiem społeczeństw byłby bardzo nieprzyjemnym miejscem do życia.
>>Uważam, że Dawkins powinien to zauważyć,
>... i zauważa...

Patrz wyżej.

>>a nie opowiadać głodnych kawałków o szczęśliwym świecie bez religii.
>>Z całym szacunkiem, ale to już mi przypomina rojenia o komunistycznym raju w społeczeństwie bezklasowym...
>Być może, ale nikt nie mówi o tym, żeby wszyscy nagle zostali bezwyznaniowi (po raz kolejny: religia -> strefa prywatna).

W porządku, ale od naukowca oczekuje konkretów, a nie kolejnej dawki ideologii. Ale to moje osobiste zdanie i tyle.

>>Tak więc R.Dawkins przez takie podejście, stracił nieco w moich oczach, jako naukowiec (może po prostu nauki społeczne, to nie jego działka).
>A ja sądzę, że taka książka była potrzebna. To nie jest książka naukowa. To jest książka do przestudiowania argumentów, do poczytania do poduszki, do poddenerwowania religiantów i jest świetna jako materiał

>do słabych wywodów dla ludzi,

Chyba nie chciałeś mnie urazić?

>którzy serwują przyśpiewki ludowe po śmierci znanych osób, panie Rigoletto .

Co w tym złego, jeśli mnie to bawi? Nie słyszałeś o czymś takim jak wisielczy humor?

>Szczerze mówiąc - nie wiem ile przytoczonych wyżej informacji znajduje się w samym "Bogu urojonym", ale po wydaniu tej książki przetoczyło się publicznie tyle argumentów i kontrargumentów po obu stronach barykady, że już trudno temu sprostać. Jedna książka i tak tych wszystkich dyskusji nie pomieści.
>Pomimo uprzednich uszczypliwości pozdrawiam.

No właśnie, problem polega na tym, że ja czytałem kilka lat temu "Samolubny gen" i rok temu "Boga urojonego" i tam nie ma wszystkich odpowiedzi, na zadane przeze mnie pytania (a przynajmniej takie jakie by mnie zadowalały). Być może Dawkins odpowiedział na nie później.
07-07-2009 14:25 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>A kto powiedział że powinna?
No... na przykład ja...?
>Jeśli większość ludzi chce inaczej, to dlaczego na siłę wprowadzać coś wbrew nim?
Dlatego, że to nie jest "wprowadzanie na siłę", tylko "niewprowadzanie". A także dlatego, że istnieje mniejszość (? jeśli nawet rzeczywiście jest to tylko mniejszość, to dość istotna mniejszość), która nie życzy sobie splatania religii z państwem. Demokracja wcale nie polega na tratowaniu mniejszości przez większość podkutym butem.
>(Żeby była jasność, nie twierdze, że to mi odpowiada, ale dlaczego niby rozdział religii od państwa jest obiektywnie lepszy od modelu, który łączy religię z państwem?)
Państwo jest dla wszystkich, a jego obywatele niekoniecznie wyznają tę samą religię bądź wyznają jakąkolwiek. Model państwa połączonego z religią (jedną) jest krzywdzący dla innowierców i niewierzących, zmuszając ich do praktykowania obcych rytuałów. Dlatego dojrzałe demokracje starannie rozgraniczają sprawy państwowe od religijnych.
>No właśnie, problem polega na tym, że ja czytałem kilka lat temu "Samolubny gen" i rok temu "Boga urojonego" i tam nie ma wszystkich odpowiedzi, na zadane przeze mnie pytania (a przynajmniej takie jakie by mnie zadowalały). Być może Dawkins odpowiedział na nie później.
Nie jestem tego pewna. Nikt nie wymaga od Dawkinsa, żeby dał gotową odpowiedź na wszystkie pytania, jakie komuś mogą przyjść do głowy podczas lektury. Też ich miałam kilka, ale nie oczekuję ani od Dawkinsa, ani od nikogo podania mi wyjaśnień na tacy. Hm... takie wymagania stawiają chrześcijanie Biblii... Żeby odpowiedziała na wszystkie pytania i nie pozostawiła wątpliwości. Bo ja wiem... Zapewne tak by było łatwiej.
Pozdrawiam
Rigoletto (3891 punktów)
>>A kto powiedział że powinna?
>No... na przykład ja...?
>>Jeśli większość ludzi chce inaczej, to dlaczego na siłę wprowadzać coś wbrew nim?
>Dlatego, że to nie jest "wprowadzanie na siłę", tylko "niewprowadzanie". A także dlatego, że istnieje mniejszość (? jeśli nawet rzeczywiście jest to tylko mniejszość, to dość istotna mniejszość), która nie życzy sobie splatania religii z państwem. Demokracja wcale nie polega na tratowaniu mniejszości przez większość podkutym butem.

Czy w jakimś demokratycznym kraju ludzie niewierzący mają mniejsze prawa od wierzących?

>>(Żeby była jasność, nie twierdze, że to mi odpowiada, ale dlaczego niby rozdział religii od państwa jest obiektywnie lepszy od modelu, który łączy religię z państwem?)
>Państwo jest dla wszystkich, a jego obywatele niekoniecznie wyznają tę samą religię bądź wyznają jakąkolwiek. Model państwa połączonego z religią (jedną) jest krzywdzący dla innowierców i niewierzących, zmuszając ich do praktykowania obcych rytuałów. Dlatego dojrzałe demokracje starannie rozgraniczają sprawy państwowe od religijnych.

To ostatnie zdanie to jakiś kanon, jak przykazanie z dekalogu? USA jakoś słabo rozgranicza te sprawy a przecież nikt nie powie, że nie jest dojrzałą demokracją (choć z drugiej strony co to w ogóle znaczy?).

>>No właśnie, problem polega na tym, że ja czytałem kilka lat temu "Samolubny gen" i rok temu "Boga urojonego" i tam nie ma wszystkich odpowiedzi, na zadane przeze mnie pytania (a przynajmniej takie jakie by mnie zadowalały). Być może Dawkins odpowiedział na nie później.
>Nie jestem tego pewna. Nikt nie wymaga od Dawkinsa, żeby dał gotową odpowiedź na wszystkie pytania, jakie komuś mogą przyjść do głowy podczas lektury. Też ich miałam kilka, ale nie oczekuję ani od Dawkinsa, ani od nikogo podania mi wyjaśnień na tacy. Hm... takie wymagania stawiają chrześcijanie Biblii... Żeby odpowiedziała na wszystkie pytania i nie pozostawiła wątpliwości. Bo ja wiem... Zapewne tak by było łatwiej.

Dlatego zadałem pytania i doczekałem się poniekąd odpowiedzi.
07-07-2009 20:37 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
>

>>>(Żeby była jasność, nie twierdze, że to mi odpowiada, ale dlaczego niby rozdział religii od państwa jest obiektywnie lepszy od modelu, który łączy religię z państwem?)
>>Państwo jest dla wszystkich, a jego obywatele niekoniecznie wyznają tę samą religię bądź wyznają jakąkolwiek. Model państwa połączonego z religią (jedną) jest krzywdzący dla innowierców i niewierzących, zmuszając ich do praktykowania obcych rytuałów. Dlatego dojrzałe demokracje starannie rozgraniczają sprawy państwowe od religijnych.
>To ostatnie zdanie to jakiś kanon, jak przykazanie z dekalogu? USA jakoś słabo rozgranicza te sprawy a przecież nikt nie powie, że nie jest dojrzałą demokracją (choć z drugiej strony co to w ogóle znaczy?).

Wyobraź sobie, że jesteś katolikiem w kraju muzułmańskim. Wyobraź sobie, że wymagają od Twojej żony, żeby chodziła w czarnej chuście i z zasłoniętą twarzą. Wyobraź sobie, że nie kupisz w sklepie schabu, bo wiepszowina jest nieczystym mięsem. Wyobraź sobie, że musisz przestrzegać wszystkich nakazów i zakazóe, a przynajmniej otwarcie ich nie łamać. Wyobraź sobie, że większość mówi, że wszystko jest OK, bo przecież nie ma obowiązku rozdziału religii od państwa.

Chciałbyś tak żyć?

No to teraz wyobraź sobie, że ateista podobnie patrzy na obrzędowośc katolicką.

Nadal uważasz, że nalezy ludzi przymuszać do uczestniczenia w życiu religijnym?
Bo brak rozdziału religii od państwa właśnie tak powinno się traktować.

>>>No właśnie, problem polega na tym, że ja czytałem kilka lat temu "Samolubny gen" i rok temu "Boga urojonego" i tam nie ma wszystkich odpowiedzi, na zadane przeze mnie pytania (a przynajmniej takie jakie by mnie zadowalały). Być może Dawkins odpowiedział na nie później.
>>Nie jestem tego pewna. Nikt nie wymaga od Dawkinsa, żeby dał gotową odpowiedź na wszystkie pytania, jakie komuś mogą przyjść do głowy podczas lektury. Też ich miałam kilka, ale nie oczekuję ani od Dawkinsa, ani od nikogo podania mi wyjaśnień na tacy. Hm... takie wymagania stawiają chrześcijanie Biblii... Żeby odpowiedziała na wszystkie pytania i nie pozostawiła wątpliwości. Bo ja wiem... Zapewne tak by było łatwiej.
>Dlatego zadałem pytania i doczekałem się poniekąd odpowiedzi.
>

Odpowiedzi na swoje wszystkie pytania nie dostaniesz prawdopodobnie nigdy. Bo w raz z pojawieniem się odpowiedzi na obecne pytania, pojawi sie wiele nowych. Nieważne jak daleko sięgnie nauka, zawsze mozna będzie zapytać: dlaczego tak jest, skąd to prawo się wzięło, dlaczego ta cząstka jest taka, a nie inna. Religia próbuje przeciąć ten ciąg pytań wstawiając jako odpowiedź boga. Tylko, że gdybyśmy chciali uznać tę odpowiedź za ostateczną, to do dzisiaj bogowie ciskaliby piorunami i zsyłali potopy. A przynajmniej większość byłaby głęboko przekonana, że to robią, bo nie potrafilibyśmy inaczej wyjaśnic tych zjawisk. Mozesz mi teraz podać przykłady wierzących naukowców. Tak, będziesz miał rację, nie wszyscy naukowcy to ateiści. Na szczęście jednak swoją wiarę w większości potrafią oddzielić od tego czym się zajmują, od pracy naukowej. A gdyby było inaczej? Wyobraź sobie, że Newton zastanawiając się dlaczego jabłko spadło odpowiedziałby sobie: proste - przecież bóg tak chciał. Podobnie brzmią dla mnie dzisiaj argumenty kreacjonistów. Nie ma w nich nauki - jest tylko droga na skróty. Po co wyjaśniać, po co myśleć, jeżeli można powiedzieć, że jest tak ponieważ bóg tak chciał.

Pozdrawiam

P.S. Dla wszystkich wrażliwych oznajmiam, że bóg piszę z małej litery nie dlatego, żeby kogoś urazić, a tylko dlatego że nie mam żadnego konkretnegp boga na myśli i każdemu religijnemu zostawiam miejsce do wstawienia jego własnego wyobrazenia boga.

Krócej: bóg jest pojęciem szerszym niż Bóg, a ja nie chcę zawężać tematyki.
Rigoletto (3891 punktów)
>>>>>(Żeby była jasność, nie twierdze, że to mi odpowiada, ale dlaczego niby rozdział religii od państwa jest obiektywnie lepszy od modelu, który łączy religię z państwem?)
>>>Państwo jest dla wszystkich, a jego obywatele niekoniecznie wyznają tę samą religię bądź wyznają jakąkolwiek. Model państwa połączonego z religią (jedną) jest krzywdzący dla innowierców i niewierzących, zmuszając ich do praktykowania obcych rytuałów. Dlatego dojrzałe demokracje starannie rozgraniczają sprawy państwowe od religijnych.
>>To ostatnie zdanie to jakiś kanon, jak przykazanie z dekalogu? USA jakoś słabo rozgranicza te sprawy a przecież nikt nie powie, że nie jest dojrzałą demokracją (choć z drugiej strony co to w ogóle znaczy?).
>Wyobraź sobie, że jesteś katolikiem w kraju muzułmańskim. Wyobraź sobie, że wymagają od Twojej żony, żeby chodziła w czarnej chuście i z zasłoniętą twarzą. Wyobraź sobie, że nie kupisz w sklepie schabu, bo wiepszowina jest nieczystym mięsem. Wyobraź sobie, że musisz przestrzegać wszystkich nakazów i zakazóe, a przynajmniej otwarcie ich nie łamać. Wyobraź sobie, że większość mówi, że wszystko jest OK, bo przecież nie ma obowiązku rozdziału religii od państwa.

Pytałem o państwa demokratyczne. W Turcji, która jest krajem demokratycznym, nie ma obowiązku paradowania w chustach. Za to we Francji jest zakaz chodzenia w chustach np. w szkołach, to chyba też nie dobrze?

>Chciałbyś tak żyć?
>No to teraz wyobraź sobie, że ateista podobnie patrzy na obrzędowośc katolicką.
>Nadal uważasz, że nalezy ludzi przymuszać do uczestniczenia w życiu religijnym?
>Bo brak rozdziału religii od państwa właśnie tak powinno się traktować.

W którym katolickim kraju, zmusza się ludzi do uczestniczenia w życiu religijnym?

>>>>No właśnie, problem polega na tym, że ja czytałem kilka lat temu "Samolubny gen" i rok temu "Boga urojonego" i tam nie ma wszystkich odpowiedzi, na zadane przeze mnie pytania (a przynajmniej takie jakie by mnie zadowalały). Być może Dawkins odpowiedział na nie później.
>>>Nie jestem tego pewna. Nikt nie wymaga od Dawkinsa, żeby dał gotową odpowiedź na wszystkie pytania, jakie komuś mogą przyjść do głowy podczas lektury. Też ich miałam kilka, ale nie oczekuję ani od Dawkinsa, ani od nikogo podania mi wyjaśnień na tacy. Hm... takie wymagania stawiają chrześcijanie Biblii... Żeby odpowiedziała na wszystkie pytania i nie pozostawiła wątpliwości. Bo ja wiem... Zapewne tak by było łatwiej.
>>Dlatego zadałem pytania i doczekałem się poniekąd odpowiedzi.
>>
>Odpowiedzi na swoje wszystkie pytania nie dostaniesz prawdopodobnie nigdy. Bo w raz z pojawieniem się odpowiedzi na obecne pytania, pojawi sie wiele nowych. Nie ważne jak daleko sięgnie nauka, zawsze mozna będzie zapytać: dlaczego tak jest, skąd to prawo się wzięło, dlaczego ta cząstka jest taka, a nie inna. Religia próbuje przeciąć ten ciąg pytań wstawiając jako odpowiedź boga. Tylko, że gdybyśmy chciali uznać tę odpowiedź za ostateczną, to do dzisiaj bogowie ciskali by piorunami i zsyłali potopy. A przynajmniej większość byłaby głęboko przekonana, że to robią, bo nie potrafilibyśmy inaczej wyjaśnic tych zjawisk. Mozesz mi teraz podać przykłady wierzących naukowców. Tak, będziesz miał rację, nie wszyscy naukowcy to ateiści. Na szczęście jednak swoją wiarę w większości potrafią oddzielić od tego czym się zajmują, od pracy naukowej. A gdyby było inaczej? Wyobraź sobie, że Newton zastanawiając się dlaczego jabłko spadło odpowiedziałby sobie: proste - przecież bóg tak chciał. Podobnie brzmią dla mnie dzisiaj argumenty kreacjonistów. Nie ma w nich nauki - jest tylko droga na skróty. Po co wyjaśniać, po co myśleć, jeżeli można powiedzieć, że jest tak ponieważ bóg tak chciał.

Oczywiście, że to co wygadują kreacjoniści to absurd, ale nie wszyscy ludzie wierzący to kreacjoniści.

>P.S. Dla wszystkich wrażliwych oznajmiam, że bóg piszę z małej litery nie dlatego, żeby kogoś urazić, a tylko dlatego że nie mam żadnego konkretnegp boga na myśli i każdemu religijnemu zostawiam miejsce do wstawienia jego własnego wyobrazenia boga.
>Krócej: bóg jest pojęciem szerszym niż Bóg, a ja nie chcę zawężać tematyki.

Dla mnie nie ma problemu.
07-07-2009 21:50 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)

>Pytałem o państwa demokratyczne.
Pisałem o państwach demokratycznych.
Przecież wszelkie nakazy i zakazy mogą byc wprowadzone demokratycznie, zgodnie z wolą większości.

> W Turcji, która jest krajem demokratycznym,
Turcja jest może najbardziej tolerancyjnym krajem islamskim, ale do demokracji w sensie europejskim raczej jej trochę brakuje.

> Za to we Francji jest zakaz chodzenia w chustach np. w szkołach, to chyba też nie dobrze?
Jest zakaz chodzenia w chustach do szkoły. Powiedzmy, że ten zakaz jest akurat dyskusyjny. Bo mimo, że to wyraźne afiszowanie się z religijnością, krzywdy tym nikomu nie czyni i jest formą indywidualnej religijności. Ale już zakaz zasłaniania twarzy byłby jak najbardziej na miejscu. Zastanawia mnie czasem jak wygląda procedura identyfikacji takich zamaskowanych kobiet. Powiedzmy, ze prowadzi samochód i jest kontrola policyjna.

>W którym katolickim kraju, zmusza się ludzi do uczestniczenia w życiu religijnym?
Pochody w Boże Ciało coraz częściej powodujące korki w miastach, codzienne uciążliwe bicie w dzwony i szykany za próby interwencji, zamknięte sklepy w święta, finansowanie budowy świątyń z budżetu, dostosowywanie kodeksu karnego do katechizmu...
Pewnie dałoby się wymienić jeszcze coś, ale nie chodzi mi o to żeby się licytować.
Dla ludzi religijnych niektóre rzeczy są naturalne, dla mnie to coś, co mi przeszkadza. Ja swoją aktywnością staram sie nie sprawiać innym problemów. Jeżeli sprawiam, to są na to paragrafy. Nie mogliby się ludzie religijni zajmować swoją religijnością trochę ciszej? Przecież żaden z bogów chyba głuchy nie jest? Czyżby religijność była na pokaz?

>Oczywiście, że to co wygadują kreacjoniści to absurd, ale nie wszyscy ludzie wierzący to kreacjoniści.
Kreacjoniści to był tylko przykład. Chodziło mi o to, że naukowiec w pracy ma się zajmować nauką, a nie szukaniem bądź obalaniem boga. Ma szukać naukowych odpowiedzi, na kolejne pytania z nauki płynące.
Dawkins w swoich książkach zajmuje się głównie publicystyką światopoglądową.
Mowi o wnioskach, jakie on wyciąga z nauki. Moim zdaniem nie powinien być dla nikogo wyrocznią. Zresztą, ja jeszcze niedawno nie miałem pojęcia kto to jest Dawkins. Nawet dzisiaj jego twórczość znam tylko z pobieżnego przejrzenia e-booków.
Wolę raczej rzeczy mniej określone światopoglądowo. Książka naukowa lub popularnonaukowa ma mi dostarczyć wiedzy o świecie. Wnioski wyciągam sam.
Czego każdemu, niezależnie od światopoglądu życzę.
Nawet jeżeli ktoś odczuwa instynkt stadny, niech najpierw świadomie sobie stado wybierze.

Pozdrawiam
07-07-2009 23:14 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>>Pytałem o państwa demokratyczne.
>Pisałem o państwach demokratycznych.
>Przecież wszelkie nakazy i zakazy mogą byc wprowadzone demokratycznie, zgodnie z wolą większości.
>> W Turcji, która jest krajem demokratycznym,
>Turcja jest może najbardziej tolerancyjnym krajem islamskim, ale do demokracji w sensie europejskim raczej jej trochę brakuje.
>> Za to we Francji jest zakaz chodzenia w chustach np. w szkołach, to chyba też nie dobrze?
>Jest zakaz chodzenia w chustach do szkoły. Powiedzmy, że ten zakaz jest akurat dyskusyjny. Bo mimo, że to wyraźne afiszowanie się z religijnością, krzywdy tym nikomu nie czyni i jest formą indywidualnej religijności. Ale już zakaz zasłaniania twarzy byłby jak najbardziej na miejscu. Zastanawia mnie czasem jak wygląda procedura identyfikacji takich zamaskowanych kobiet. Powiedzmy, ze prowadzi samochód i jest kontrola policyjna.
>>W którym katolickim kraju, zmusza się ludzi do uczestniczenia w życiu religijnym?
>Pochody w Boże Ciało coraz częściej powodujące korki w miastach, codzienne uciążliwe bicie w dzwony i szykany za próby interwencji, zamknięte sklepy w święta, finansowanie budowy świątyń z budżetu, dostosowywanie kodeksu karnego do katechizmu...

Zmusza Cię ktoś do udziału w procesji? Często stoję w korkach, ale jeszcze nigdy nie stałem w korku z powodu procesji.
Dzwony to już większy problem, ale to zależy od kultury danego proboszcza. Mój znajomy mieszka koło koscioła i udało mu się dogadać z plebanem, tak że problem udało się zminimalizować. Ja za to mam nie kulturalnego sąsiada, który lubi sobie od czasu do czasu urządzić rykowisko do 3 w nocy i nie ma na to rady.
Zamknięte sklepy w święta? No cóż, w święta państwowe też są zamknięte.
Finansowanie Światyni Opatrzności Bożej to faktycznie skandal (ze względu na to, że są ważniejsze wydatki), ale nie wydaje mi się żeby podpadało to pod zmuszanie kogoś do uczestniczenia w życiu religijnym. Po prostu różne grupy wpływów w ramach społeczeństwa wpływają na sposób wydawania pieniędzy z budżetu. Na różne inicjatywy organizowane przez organizacje niereligijne, państwo też daje dotacje.
Z tym dostosowaniem kodeksu karnego do katechizmu, masz pewnie na myśli kwestie aborcji. Moim zdaniem ustawa antyaborcyjna, jest pewnym kompromisem. Gdyby dostosować ją zupełnie do doktryny KK, to aborcja byłaby karana tak jak morderstwo z premedytacją, a tak nie jest (co też nie podoba się różnym fundmentalistom katolickim).

>Pewnie dałoby się wymienić jeszcze coś, ale nie chodzi mi o to żeby się licytować.
>Dla ludzi religijnych niektóre rzeczy są naturalne, dla mnie to coś, co mi przeszkadza. Ja swoją aktywnością staram sie nie sprawiać innym problemów. Jeżeli sprawiam, to są na to paragrafy. Nie mogliby się ludzie religijni zajmować swoją religijnością trochę ciszej? Przecież żaden z bogów chyba głuchy nie jest? Czyżby religijność była na pokaz?
>>Oczywiście, że to co wygadują kreacjoniści to absurd, ale nie wszyscy ludzie wierzący to kreacjoniści.
>Kreacjoniści to był tylko przykład. Chodziło mi o to, że naukowiec w pracy ma się zajmować nauką, a nie szukaniem bądź obalaniem boga. Ma szukać naukowych odpowiedzi, na kolejne pytania z nauki płynące.
>Dawkins w swoich książkach zajmuje się głównie publicystyką światopoglądową.
>Mowi o wnioskach, jakie on wyciąga z nauki. Moim zdaniem nie powinien być dla nikogo wyrocznią. Zresztą, ja jeszcze niedawno nie miałem pojęcia kto to jest Dawkins. Nawet dzisiaj jego twórczość znam tylko z pobieżnego przejrzenia e-booków.
>Wolę raczej rzeczy mniej określone światopoglądowo. Książka naukowa lub popularnonaukowa ma mi dostarczyć wiedzy o świecie. Wnioski wyciągam sam.
>Czego każdemu, niezależnie od światopoglądu życzę.
>Nawet jeżeli ktoś odczuwa instynkt stadny, niech najpierw świadomie sobie stado wybierze.

O to właśnie mi chodzi z Dawkinsem.
08-07-2009 14:43 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>..., masz pewnie na myśli kwestie aborcji. ... Gdyby dostosować ją zupełnie do doktryny KK, ...
Rozumiem, że w przydługim postcie trzeba korzystać z upraszczających skrótów, a dodatkowo sprawa nie dotyczy tematu, jednak pozwolę sobie dodać, że wolałbym w tym zdaniu zastąpić różnie rozumiane określenie "doktryma KK". Proponuję "poglądy aktualnego papieża". Co prawda w sprawie aborcji stanowisko Watykanu utrzymuje się niezmienione od dłuższego czasu, lecz jeśli chodzi o całość tego, co rozumiesz przez dKK, to różnice między poszczególnymi pontyfikatami są wyraźne, a zmienność jest tym bardziej widoczna, im dłuższy okres przeskakujemy dokonując porównania. Szczegółowe wyjaśnienia pomijam, gdyż - jak wspomniałem - poruszona kwestia Dawkinsa nie dotyczy.

Stach M. G.
07-07-2009 20:39 
 Ocena 3 na 3
Pan Tau (1237 punktów)
Rigoletto napisał:
Czy w jakimś demokratycznym kraju ludzie niewierzący mają mniejsze prawa od wierzących?

Choćby w Polsce - przekonania osób wierzących (tzw. "uczucia religijne") są w szczególny sposób traktowane przez prawo. Przekonania osób niewierzących już nie.
Rigoletto (3891 punktów)
>Rigoletto napisał:
Czy w jakimś demokratycznym kraju ludzie niewierzący mają mniejsze prawa od wierzących?

>Choćby w Polsce - przekonania osób wierzących (tzw. "uczucia religijne") są w szczególny sposób traktowane przez prawo. Przekonania osób niewierzących już nie.

No ale w jaki sposób można obrazić "uczucia niereligijne"? Więc jak można ścigać prawnie za coś czego nie sposób zrobić?
08-07-2009 09:51 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>No ale w jaki sposób można obrazić "uczucia niereligijne"? Więc jak można ścigać prawnie za coś czego nie sposób zrobić?
Owszem, "sposób". Na przykład wprowadzając do państwowego Kodeksu Karnego zapisy żywcem wywodzące się z systemu religijnego, z natury bardzo restrykcyjnego obyczajowo. Jeszcze nie tak dawno zdrada małżeńska (kobiety) była karana, rozwody zakazane (gdzieniegdzie w Europie nadal są), a w Polsce i na świecie jakiś czas temu podniosła się wrzawa wokół badań nad komórkami macierzystymi i wciąż nie ustaje. Na szczęście w polskim KK takie zapisy nie figurują (już nie i jeszcze nie). Jeśli wyrzucenie na śmietnik krucyfiksu ktoś odbierze jako "obrazę uczuć religijnych", chociaż nikt na tym nie ucierpi, to jako "obrazę uczuć niereligijnych" można potraktować odsunięcie na margines życia szkolnego dziecka z ateistycznej rodziny i uniemożliwienie mu wzięcia udziału w wycieczce klasowej do Krakowa i Częstochowy (z powodu wizyty w tej ostatniej). Oba przykłady autentyczne, chociaż żadna z sytuacji nie skończyła się w sądzie, w 1 przypadku była awantura sąsiedzka, w drugim - szkolna.
Rigoletto (3891 punktów)
>>No ale w jaki sposób można obrazić "uczucia niereligijne"? Więc jak można ścigać prawnie za coś czego nie sposób zrobić?
>Owszem, "sposób". Na przykład wprowadzając do państwowego Kodeksu Karnego zapisy żywcem wywodzące się z systemu religijnego, z natury bardzo restrykcyjnego obyczajowo. Jeszcze nie tak dawno zdrada małżeńska (kobiety) była karana, rozwody zakazane (gdzieniegdzie w Europie nadal są), a w Polsce i na świecie jakiś czas temu podniosła się wrzawa wokół badań nad komórkami macierzystymi i wciąż nie ustaje.

Zagadnienie zdrady małżeńskie chyba nie ma się nijak do uczuć religijnych czy niereligijnych. Nie sądzę aby ateiści nie uważali zdrady za coś nagannego. W dalszym ciągu w prawie polskim, jest to powód do orzeczenia winy którejś ze stron, w przypadku rozwodu. Chyba nie uważasz, że osoba krytykowana przez kogoś za popełnienie zdrady małżeńskiej powinna być chroniona prawnie przed taką krytyką, bo będzie jej przykro i urazi to jej uczucia.
Jak zakaz badań nad komórkami macierzystymi, może obrażać czyjeś uczucia? Zaiste nie wiem.

>Na szczęście w polskim KK takie zapisy nie figurują (już nie i jeszcze nie). Jeśli wyrzucenie na śmietnik krucyfiksu ktoś odbierze jako "obrazę uczuć religijnych", chociaż nikt na tym nie ucierpi, to jako "obrazę uczuć niereligijnych" można potraktować odsunięcie na margines życia szkolnego dziecka z ateistycznej rodziny i uniemożliwienie mu wzięcia udziału w wycieczce klasowej do Krakowa i Częstochowy (z powodu wizyty w tej ostatniej). Oba przykłady autentyczne, chociaż żadna z sytuacji nie skończyła się w sądzie, w 1 przypadku była awantura sąsiedzka, w drugim - szkolna.

Jedno i drugie jest naganne, ale myślę, że w tym drugim opisanym przez Ciebie przypadku, jest możliwość dochodzenia praw tego dziecka od szkoły, na gruncie obowiązujących przepisów (dyskryminacja ze względu na przekonania).
09-07-2009 14:51 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Zagadnienie zdrady małżeńskie chyba nie ma się nijak do uczuć religijnych czy niereligijnych.
Nie chodzi o zdradę jako taką, ale o traktowanie jej z religijnych pozycji. W chwili obecnej zdrada nie jest traktowana jak przestępstwo, to oczywiste. Powtarzam - jeszcze niedawno była, a to dlatego, że na państwowy kodeks karny przenoszono rozwiązania religijne - zdrada była "grzechem", który zostanie "ukarany" (przy czym w ostatnich latach obowiązywania takich paragrafów w Europie surowiej traktowano "grzech" kobiecy, w przeciwieństwie do średniowiecza, gdzie za zdradę żony odpowiadał mąż - bo jej nie dopilnował. Oznacza to, że w XIX wieku przyznano kobiecie prawo do posiadania wolnej woli w kwestii "grzeszenia", ale surowiej karano za skorzystanie z tego prawa).
Nie chodzi o krytykę zdrady jako powodu do rozwodu, tylko o wklepywanie w prawne rozwiązania państwowe zasad rodem z moralności religijnej. Zakaz badań nad komórkami macierzystymi sam w sobie niczego nie obraża (prócz zdrowego rozsądku), obraża motywacja takiego zakazu.
No, jaśniej nie potrafię.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Zagadnienie zdrady małżeńskie chyba nie ma się nijak do uczuć religijnych czy niereligijnych.
>Nie chodzi o zdradę jako taką, ale o traktowanie jej z religijnych pozycji.

Nie zgodzę się, że kara za zdradę małżeńską jest przeniesiona z religii. To panujący w większości kultur system społeczny promował małżeństwo i piętnował zdradę, co z kolei przenikneło do większości religii (w starożytnej Grecji zdrada też była surowo karana, chociaż taki np. Zeus wzorcem wierności nie był ).

>W chwili obecnej zdrada nie jest traktowana jak przestępstwo, to oczywiste. Powtarzam - jeszcze niedawno była, a to dlatego, że na państwowy kodeks karny przenoszono rozwiązania religijne - zdrada była "grzechem", który zostanie "ukarany" (przy czym w ostatnich latach obowiązywania takich paragrafów w Europie surowiej traktowano "grzech" kobiecy, w przeciwieństwie do średniowiecza, gdzie za zdradę żony odpowiadał mąż - bo jej nie dopilnował. Oznacza to, że w XIX wieku przyznano kobiecie prawo do posiadania wolnej woli w kwestii "grzeszenia", ale surowiej karano za skorzystanie z tego prawa).

We wszystkich znaczących kulturach, kobieta była/jest surowiej karana za zdradę, ale to nie wynika z religii, tylko z systemu społecznego, który przez długie wieki czynił kobiety "własnością" męża.

>Nie chodzi o krytykę zdrady jako powodu do rozwodu, tylko o wklepywanie w prawne rozwiązania państwowe zasad rodem z moralności religijnej. Zakaz badań nad komórkami macierzystymi sam w sobie niczego nie obraża (prócz zdrowego rozsądku), obraża motywacja takiego zakazu.
>No, jaśniej nie potrafię.

No ale jak ta motywacja Cię obraża? Jak to się objawia? Spać nie możesz (pytam poważnie)?
15-07-2009 13:42 
 Ocena 4 na 4
darlove (2804 punktów)
>We wszystkich znaczących kulturach, kobieta była/jest surowiej karana za zdradę, ale to nie wynika z religii, tylko z systemu społecznego, który przez długie wieki czynił kobiety "własnością" męża.

Mozna sie usmiac... Zapomniales dodac, ze systemu spolecznego popieranego i wspieranego przez religijne barachlo w postaci wszelkiej masci kaplanow i czarownikow. Czy to aby nie Biblia czyni kobiete wlasnoscia meza, prawie rzecza? Czyz nieprawda jest, ze kobiecie przyznano prawa na rowni z mezczyznami dopiero wowczas, gdy panowanie religiantow sie zaczelo konczyc? To nie czarnoksieznicy uznali rownosc czlowieka wzgledem czlowieka, a wlasnie ci, ktorych owi chorzy z urojenia scigali, skazywali i zabijali w imie - o zgrozo - milosiernego i kochajacego boga... Czlowieku, ocknij sie.

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Daniel (783 punktów)
>>We wszystkich znaczących kulturach, kobieta była/jest surowiej karana za zdradę, ale to nie wynika z religii, tylko z systemu społecznego, który przez długie wieki czynił kobiety "własnością" męża.
>Mozna sie usmiac... Zapomniales dodac, ze systemu spolecznego popieranego i wspieranego przez religijne barachlo w postaci wszelkiej masci kaplanow i czarownikow. Czy to aby nie Biblia czyni kobiete wlasnoscia meza, prawie rzecza? Czyz nieprawda jest, ze kobiecie przyznano prawa na rowni z mezczyznami dopiero wowczas, gdy panowanie religiantow sie zaczelo konczyc? To nie czarnoksieznicy uznali rownosc czlowieka wzgledem czlowieka, a wlasnie ci, ktorych owi chorzy z urojenia scigali, skazywali i zabijali w imie - o zgrozo - milosiernego i kochajacego boga... Czlowieku, ocknij sie.
>
Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.


Kobieta w Biblii jest wlsnosia meza tak samo jak maz kobiety. Wszystko zalezy jak rozumiesz okreslenie wlasnosc. Dziecko jest twoja wlasnoscia, ale nie stanowi to o rodzaju pogardy dla niego, ani o jakims niewolnictwie. Mezczyzna jest np. wlasnosia Boga, ale nie znaczy to ze w zlym sensie. Biblia uczy ze kobieta i mezczyzna sa jednym cialem. Poznijsza degradacja tego znaczenia dala bledny obraz zwierzchnictwa. Kobieta w Biblii ma nad soba glwe tj. meza tylko wtedy i na takich warunkach gdy mezczyzna uznaje Jezusa za swoja glowe i szanuje kobiete jak wlasne cialo. Wtedy to bycie glowa kobiety przez mezczyzne znaczy tyle co miec glowe na karku i dbac o zone i z nia wspolpracowac. Oczywiscie przy omawianiu kwestii ST nalzezy pamietac, ze kobiety traktowano rownie z czcia- Przys. 31:28, 31 BT. Niektore zachowania kulturowe niezrozumiane przez laikow daja im bledne rozumienie tematu ST-np. nieczystosc kobiety. Dlaczego np. posiadajac dziewczynke potrzeba jej wiecej czasu na bycie w nieczystosci. Chodzi tu o roznice pologu w warunkach nomadycznych co do plci. Ma to swoje uzasadnienie medyczne co nalezy dobrze zrozumiec z jezykiem wiary przez ktory to kobiety nie czyly sie gorsze. O tym jednak na naszej stronie byc moze za kilka miesiecy. Biblia uznaje rownosc mezczyzny i kobiety juz od Edenu, jak i podkresla roznice w swojej innosci tj. co moze wniesc mezczyzna do zwiazku a co kobieta-uzupelnienie.
08-07-2009 16:12 
 Ocena 2 na 2
Pan Tau (1237 punktów)
Rigeletto napisał:
No ale w jaki sposób można obrazić "uczucia niereligijne"?
Więc jak można ścigać prawnie za coś czego nie sposób zrobić?

Dlaczego nie sposób? Mechanizm jest dokładnie taki sam, jak w przypadku uczuć religijnych. Jedyne, co najpierw trzeba zrobić to je zdefiniować, a, jako że i tu, i tam jedynym rzeczywistym kryterium jest subiektywne odczucie osoby odczuwającej "obrazę", z pewnością nie będzie z tym najmniejszego problemu.

O ile jednak dobrze pamiętam, w Twojej poprzedniej wypowiedzi nie chodziło o zagadnienie wyrównywania praw, a o sam fakt istnienia w krajach demokratycznych nierówności między wierzącymi a niewierzącymi.
Moje pytania wyglądają więc tak:
Dlaczego prawo krajów demokratycznych nierówno traktuje osoby wierzące i niewierzące?
Dlaczego akurat uczucia religijne, czymkolwiek by one nie były, mają być wyróżnione i traktowane w tak szczególny sposób?
 
Rigoletto (3891 punktów)
>Rigeletto napisał:
No ale w jaki sposób można obrazić "uczucia niereligijne"?
>Więc jak można ścigać prawnie za coś czego nie sposób zrobić?

>Dlaczego nie sposób? Mechanizm jest dokładnie taki sam, jak w przypadku uczuć religijnych. Jedyne, co najpierw trzeba zrobić to je zdefiniować, a, jako że i tu, i tam jedynym rzeczywistym kryterium jest subiektywne odczucie osoby odczuwającej "obrazę", z pewnością nie będzie z tym najmniejszego problemu.

Czyżby? No to spróbuj zdefiniować "obrazę uczuć niereligijnych". Moim zdaniem, ludzie o poglądach niereligijnych są chronieni przez prawo, na zasadzie ochrony godności danej osoby przed napaścią słowną czy czynną. Z uczuciami religijnymi jest łatwiej, bo łatwiej je zdefiniować, no i istnieje mocno ugruntowana tradycja szacunku do religii, której też nie można bagatelizować.

>O ile jednak dobrze pamiętam, w Twojej poprzedniej wypowiedzi nie chodziło o zagadnienie wyrównywania praw, a o sam fakt istnienia w krajach demokratycznych nierówności między wierzącymi a niewierzącymi.
>Moje pytania wyglądają więc tak:
>Dlaczego prawo krajów demokratycznych nierówno traktuje osoby wierzące i niewierzące?
>Dlaczego akurat uczucia religijne, czymkolwiek by one nie były, mają być wyróżnione i traktowane w tak szczególny sposób?

A dlaczego państwa i społeczeństwa dają niektórym grupom przywileje, a innym wręcz przeciwnie? Dlaczego ludzie więcej zarabiający muszą płacić wyższe podatki a w polskiej telewizji nie lecą na dole ekeranu napisy w językach mniejszości narodowych? Można się z takimi zasadami nie zgadzać, ale są one efektem wypracowania pewnego modus vivendi pomiędzy grupami interesów w ramach danego spółeczeństwa. Można starać się zmienić punkt ciężkości tego kompromisu, ale wartościowanie, że któreś rozwiązanie jest lepsze niż inne, jest bezsensowne.
09-07-2009 14:39 
 Ocena 4 na 4
Pan Tau (1237 punktów)
Rigoletto napisał:
Czyżby? No to spróbuj zdefiniować "obrazę uczuć niereligijnych".

Tylko na czym polega problem? Poczucie obrazy jest przecież czymś absolutnie subiektywnym. Jestem w stanie wymienić mnóstwo zachowań, które mogę potraktować jako obrazę i wiele z nich może mieć związek z moim światopoglądem. Przykłady? Proszę bardzo: powtarzające się co jakiś czas stwierdzenia najwyższych hierarchów pewnej popularnej w naszym kraju organizacji religijnej o tym, że ateiści są wykolejeńcami, ludźmi nienormalnymi i niemoralnymi a ateizm jest światopoglądem antyludzkim i promującym "cywilizację śmierci". O słynnych "szczekających pieskach" innego hierarchy chyba nawet nie ma co wspominać. A o podobnych odczuciach pisał tutaj kiedyś M. Agnosiewicz, mam więc prawo przypuszczać, że nie ja jedyny tak mógłbym to odbierać: "Z każdej ambony obraża się moje uczucia osobiste, znieważa mnie ze względu na moją bezbożność! Księża krzyczą, z wyuczonym w seminarium mentorstwem w głosie, że jestem zabłąkaną owieczką ich Boga i jeśli nie będę brać udziału w ich ceremoniach, łykać opłatków, opowiadać im o swoich grzechach to spotka mnie zasłużona kara, która będzie bardzo okrutna i długotrwała. [...]"
To samo zatem może zrobić każdy niewierzący. Pozostałoby więc tylko uzgodnić wspólny zestaw takich obraźliwych zachowań, wprowadzić odpowiednie zapisy do Kodeksu Karnego i... skazywać

Tyle, że w rzeczywistości ja wcale nie jestem zwolennikiem karania kogokolwiek za ideologiczne "obrazy", co zresztą pisałem wcześniej. Owszem, jestem za równymi prawami, ale tę równość można również osiągnąć likwidując wszelkie zapisy tego rodzaju. I to moim zdaniem byłoby rozwiązanie jednocześnie najprostsze i najlepsze.

Rigoletto napisał:
Moim zdaniem, ludzie o poglądach niereligijnych są chronieni przez prawo, na zasadzie ochrony godności danej osoby przed napaścią słowną czy czynną.

To dlaczego w ten sam sposób nie chroni się ludzi niewierzących?

Rigoletto napisał:
Z uczuciami religijnymi jest łatwiej, bo łatwiej je zdefiniować [...]

To nieprawda - każde uczucia definiuje się tak samo łatwo i tak samo trudno. Pisałem o tym powyżej.

Rigoletto napisał:
[...] no i istnieje mocno ugruntowana tradycja szacunku do religii, której też nie można bagatelizować.

Zapomniałeś dodać, że z tą tradycją szacunku do religii (ale nie każdej, żeby nie było nieporozumień) nierozerwalnie jest związana tradycja braku szacunku do niereligijności, a w szczególności do ateizmu. Tego też nie można bagatelizować.

Rigoletto napisał:
A dlaczego państwa i społeczeństwa dają niektórym grupom przywileje, a innym wręcz przeciwnie? Dlaczego ludzie więcej zarabiający muszą płacić wyższe podatki a w polskiej telewizji nie lecą na dole ekeranu napisy w językach mniejszości narodowych?. [...]

Fakt istnienia jakiegoś akceptowanego przez społeczeństwo zróżnicowania prawnego pewnych grup społecznych względem innych grup nie może być argumentem uzasadniającym dowolne inne zróżnicowanie.

Rigoletto napisał:
Można się z takimi zasadami nie zgadzać, ale są one efektem wypracowania pewnego modus vivendi pomiędzy grupami interesów w ramach danego spółeczeństwa. Można starać się zmienić punkt ciężkości tego kompromisu, ale wartościowanie, że któreś rozwiązanie jest lepsze niż inne, jest bezsensowne.

Zaraz, zaraz, o jakim kompromisie mówisz? Przez kogo i w jaki sposób został on wypracowany? Jakie środowiska reprezentujące niewierzących brały udział w tych pracach? Czy przeprowadzono jakieś referendum, czy choćby nawet konsultacje społeczne?
A niezależnie od wszystkich powyższych pytań, na które jedyne odpowiedzi to najprawdopodobniej słowa "żaden", "nie" i "nikt", i tak taki zapis prawny jest sprzeczny z deklarowaną w Konstytucji RP bezstronnością państwa w sprawach religijnych i światopoglądowych. Oczywiście światopoglądowej większości ten rozjazd między deklaracjami a rzeczywistością wcale nie uwiera.

Zastanawia mnie jednak jedna rzecz. Kilka wypowiedzi wcześniej zadałeś pytanie "Czy w jakimś demokratycznym kraju ludzie niewierzący mają mniejsze prawa od wierzących?". Być może niewłaściwie je zrozumiałem, ale odniosłem wrażenie, że chcesz za jego pomocą zasugerować, że w żadnym kraju demokratycznym ludzie niewierzący nie mają mniejszych praw od wierzących.
To jak to w końcu jest według Ciebie? Dla ułatwienia pozostańmy przy przykładzie naszego kraju. Czy niewierzący są w Polsce tak samo traktowani przez prawo jak wierzący?
 
Rigoletto (3891 punktów)
>Rigoletto napisał:
Czyżby? No to spróbuj zdefiniować "obrazę uczuć niereligijnych".

>Tylko na czym polega problem? Poczucie obrazy jest przecież czymś absolutnie subiektywnym. Jestem w stanie wymienić mnóstwo zachowań, które mogę potraktować jako obrazę i wiele z nich może mieć związek z moim światopoglądem. Przykłady? Proszę bardzo: powtarzające się co jakiś czas stwierdzenia najwyższych hierarchów pewnej popularnej w naszym kraju organizacji religijnej o tym, że ateiści są wykolejeńcami, ludźmi nienormalnymi i niemoralnymi a ateizm jest światopoglądem antyludzkim i promującym "cywilizację śmierci". O słynnych "szczekających pieskach" innego hierarchy chyba nawet nie ma co wspominać. A o podobnych odczuciach pisał tutaj kiedyś M. Agnosiewicz, mam więc prawo przypuszczać, że nie ja jedyny tak mógłbym to odbierać: "<czy>w ten sam sposób nie chroni się ludzi niewierzących?

Właśnie napisałem, że chroni każdego, więc również ludzi niewierzących.

>Rigoletto napisał:
Z uczuciami religijnymi jest łatwiej, bo łatwiej je zdefiniować [...]

>To nieprawda - każde uczucia definiuje się tak samo łatwo i tak samo trudno. Pisałem o tym powyżej.
>Rigoletto napisał:
[...] no i istnieje mocno ugruntowana tradycja szacunku do religii, której też nie można bagatelizować.

>Zapomniałeś dodać, że z tą tradycją szacunku do religii (ale nie każdej, żeby nie było nieporozumień) nierozerwalnie jest związana tradycja braku szacunku do niereligijności, a w szczególności do ateizmu. Tego też nie można bagatelizować.

Nie można twierdzić, że każdy przejaw obecności religii w życiu społecznym jest obrażaniem ludzi niewierzących. To tak jakby powiedzieć, że wywieszanie flag narodowych 11 listopada, może obrażać mniejszości narodowe, albo ludzi którzy nie identyfikują się z państwem.

>Rigeletto napisał:
A dlaczego państwa i społeczeństwa dają niektórym grupom przywileje, a innym wręcz przeciwnie? Dlaczego ludzie więcej zarabiający muszą płacić wyższe podatki a w polskiej telewizji nie lecą na dole ekeranu napisy w językach mniejszości narodowych?. [...]

>Fakt istnienia jakiegoś akceptowanego przez społeczeństwo zróżnicowania prawnego pewnych grup społecznych względem innych grup nie może być argumentem uzasadniającym dowolne inne zróżnicowanie.

Każdy fakt jest uzasadniony swoim własnym istnieniem. Ja nie pisze, że to jest dobre tylko, że takie są mechanizmy w państwach demokratycznych.

>Rigoletto napisał:
Można się z takimi zasadami nie zgadzać, ale są one efektem wypracowania pewnego modus vivendi pomiędzy grupami interesów w ramach danego spółeczeństwa. Można starać się zmienić punkt ciężkości tego kompromisu, ale wartościowanie, że któreś rozwiązanie jest lepsze niż inne, jest bezsensowne.

>Zaraz, zaraz, o jakim kompromisie mówisz? Przez kogo i w jaki sposób został on wypracowany? Jakie środowiska reprezentujące niewierzących brały udział w tych pracach? Czy przeprowadzono jakieś referendum, czy choćby nawet konsultacje społeczne?

Został on wypracowany przez osoby wybrane w demokratycznych wyborach. Nic nie stało na przeszkodzie aby niewierzący znaleźli poparcie dla swoich idei, wygrali wybory i wprowadzili zasady jakie im odpowiadają (zresztą cały czas mogą to zrobić).

>A niezależnie od wszystkich powyższych pytań, na które jedyne odpowiedzi to najprawdopodobniej słowa "żaden", "nie" i "nikt", i tak taki zapis prawny jest sprzeczny z deklarowaną w Konstytucji RP bezstronnością państwa w sprawach religijnych i światopoglądowych. Oczywiście światopoglądowej większości ten rozjazd między deklaracjami a rzeczywistością wcale nie uwiera.

Zgadzam się z tym, że ateistom może nie podobać się wpływ KK na życie społeczne w Polsce. Ale od tego również są sądy, TK aby rozwiązywać takie kwestie. Niestety, przepisy prawa mają to do siebie, że mogą być rozmaicie interpretowane. Dla jednej osoby msza z okazji święta państwowego będzie naruszeniem neutralności światopoglądowej państwa, dla kogoś innego tylko nieszkodliwym, wynikającym z tradycji, dodatkiem do uroczystości.

>Zastanawia mnie jednak jedna rzecz. Kilka wypowiedzi wcześniej zadałeś pytanie "Czy w jakimś demokratycznym kraju ludzie niewierzący mają mniejsze prawa od wierzących?". Być może niewłaściwie je zrozumiałem, ale odniosłem wrażenie, że chcesz za jego pomocą zasugerować, że w żadnym kraju demokratycznym ludzie niewierzący nie mają mniejszych praw od wierzących.
>To jak to w końcu jest według Ciebie? Dla ułatwienia pozostańmy przy przykładzie naszego kraju. Czy niewierzący są w Polsce tak samo traktowani przez prawo jak wierzący?

Uważam, że na gruncie prawa tak samo. Praktyka może być inna, ale to wynika z czego
09-07-2009 22:35 
 Ocena 3 na 3
Pan Tau (1237 punktów)
Rigoletto napisał:
PAN TAU: To dlaczego w ten sam sposób nie chroni się ludzi niewierzących?
Właśnie napisałem, że chroni każdego, więc również ludzi niewierzących.

Ależ ja wcale temu nie przeczę. Owszem, zgadzam się, chroni każdego, ale czy każdego w tym samym stopniu? Czy każdego w ten sam sposób?
Czy czasem w polskim prawie nie występują zapisy uzależniające stopień i sposób ochrony od tego czy chodzi o osobę wierzącą czy też niewierzącą?

Rigoletto napisał:
Nie można twierdzić, że każdy przejaw obecności religii w życiu społecznym jest obrażaniem ludzi niewierzących. To tak jakby powiedzieć, że wywieszanie flag narodowych 11 listopada, może obrażać mniejszości narodowe, albo ludzi którzy nie identyfikują się z państwem.

Niczego podobnego nie napisałem. Oczywiście można się zastanawiać, czy niektóre religie i wyznania z założenia nie obrażają ludzi niewierzących, ale to zagadnienie samo w sobie mogłoby być tematem dłuższej dyskusji.
W tym miejscu chcę tylko zwrócić uwagę na to, że im więcej w społeczeństwie szacunku dla religii i wiary religijnej, tym większe społeczne pozwolenie na brak szacunku dla niewiary. I żeby się o tym przekonać, nie trzeba długo przeszukiwać internetu - bardzo łatwo można znaleźć różne wypowiedzi dotyczące niewierzących i niewiary, które łączy jedno - nieprzychylność (mówiąc bardzo delikatnie), a których autorami są osoby zajmujących znaczące miejsca w hierarchii KRK.

Rigeletto napisał:
Każdy fakt jest uzasadniony swoim własnym istnieniem. Ja nie pisze, że to jest dobre tylko, że takie są mechanizmy w państwach demokratycznych.

Owszem, ale istnienie pewnego faktu nie może być uzasadnieniem istnienia dowolnego innego faktu.
I tak, takie mechanizmy są w państwach demokratycznych, z tym, że z nowoczesną demokracją nie mają nic wspólnego.

Rigoletto napisał:
Został on wypracowany przez osoby wybrane w demokratycznych wyborach. Nic nie stało na przeszkodzie aby niewierzący znaleźli poparcie dla swoich idei, wygrali wybory i wprowadzili zasady jakie im odpowiadają (zresztą cały czas mogą to zrobić).

Czy Twoja definicja kompromisu to: wygrać wybory i narzucić swoje przekonania?

Rigoletto napisał:
PAN TAU: Czy niewierzący są w Polsce tak samo traktowani przez prawo jak wierzący?
Uważam, że na gruncie prawa tak samo. Praktyka może być inna, ale to wynika z czego

Jeśli twierdzisz, że "na gruncie prawa [są traktowani] tak samo", to znaczy, że według Ciebie w prawie polskim nie istnieje żaden zapis, który w szczególny sposób traktowałby wierzących?
 
Rigoletto (3891 punktów)
>Rigoletto napisał:
PAN TAU: To dlaczego w ten sam sposób nie chroni się ludzi niewierzących?
Właśnie napisałem, że chroni każdego, więc również ludzi niewierzących.

>Ależ ja wcale temu nie przeczę. Owszem, zgadzam się, chroni każdego, ale czy każdego w tym samym stopniu? Czy każdego w ten sam sposób?

Oczywiście, że w różny sposób. Np. kobiety mają pewne przywileje w Kodeksie Pracy, a dwudziestolatek nie może kandydować na prezydenta. Ale nie wyróżnia się niewierzących kobiet ani wierzących dwudziestolatków. Niewierzący nie mają specjalnych praw dotyczących ich wierzeń religijnych bo w ogóle takowych nie posiadają. Jak Cię to irytuje to wytłumacz to sobie tak, że wierzący mają specjalne prawa, na takiej samej zasadzie jak niepełnosprawni, mają specjalne prawa .

>Czy czasem w polskim prawie nie występują zapisy uzależniające stopień i sposób ochrony od tego czy chodzi o osobę wierzącą czy też niewierzącą?
>Rigoletto napisał:
Nie można twierdzić, że każdy przejaw obecności religii w życiu społecznym jest obrażaniem ludzi niewierzących. To tak jakby powiedzieć, że wywieszanie flag narodowych 11 listopada, może obrażać mniejszości narodowe, albo ludzi którzy nie identyfikują się z państwem.

>Niczego podobnego nie napisałem. Oczywiście można się zastanawiać, czy niektóre religie i wyznania z założenia nie obrażają ludzi niewierzących, ale to zagadnienie samo w sobie mogłoby być tematem dłuższej dyskusji.
>W tym miejscu chcę tylko zwrócić uwagę na to, że im więcej w społeczeństwie szacunku dla religii i wiary religijnej, tym większe społeczne pozwolenie na brak szacunku dla niewiary. I żeby się o tym przekonać, nie trzeba długo przeszukiwać internetu - bardzo łatwo można znaleźć różne wypowiedzi dotyczące niewierzących i niewiary, które łączy jedno - nieprzychylność (mówiąc bardzo delikatnie), a których autorami są osoby zajmujących znaczące miejsca w hierarchii KRK.

Tak jak już pisałem, po stronie niewierzących jest podobnie. Jedni i drudzy korzystają z wolności słowa.

>Rigeletto napisał:
Każdy fakt jest uzasadniony swoim własnym istnieniem. Ja nie pisze, że to jest dobre tylko, że takie są mechanizmy w państwach demokratycznych.

>Owszem, ale istnienie pewnego faktu nie może być uzasadnieniem istnienia dowolnego innego faktu.
>I tak, takie mechanizmy są w państwach demokratycznych, z tym, że z nowoczesną demokracją nie mają nic wspólnego.
>Rigoletto napisał:
Został on wypracowany przez osoby wybrane w demokratycznych wyborach. Nic nie stało na przeszkodzie aby niewierzący znaleźli poparcie dla swoich idei, wygrali wybory i wprowadzili zasady jakie im odpowiadają (zresztą cały czas mogą to zrobić).

>Czy Twoja definicja kompromisu to: wygrać wybory i narzucić swoje przekonania?

Ja nie tego nie wartościuję, tylko stwierdzam fakt. Tak właśnie wygląda stanowienie prawa. Każda grupa walczy o swoje interesy i promuje swoje poglądy, niewierzący, feministki czy mniejszości, robią to samo.
13-07-2009 21:42 
 Ocena 4 na 4
Pan Tau (1237 punktów)
Rigoletto napisał:
Oczywiście, że w różny sposób. Np. kobiety mają pewne przywileje w Kodeksie Pracy, a dwudziestolatek nie może kandydować na prezydenta. Ale nie wyróżnia się niewierzących kobiet ani wierzących dwudziestolatków. Niewierzący nie mają specjalnych praw dotyczących ich wierzeń religijnych bo w ogóle takowych nie posiadają. Jak Cię to irytuje to wytłumacz to sobie tak, że wierzący mają specjalne prawa, na takiej samej zasadzie jak niepełnosprawni, mają specjalne prawa .

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziwiać wyrafinowanie Twojego poczucia humoru.
Wygląda na to, że nie zdajesz sobie sprawy z tego, że od przejście z niepełnosprawności do pełnosprawności jest znacznie trudniejsze niż zmiana swoich przekonań religijnych. A najczęściej jest po prostu niemożliwe. Zmiana płci również nie jest taka prosta, jak trzykrotne wypowiedzenie jakiegoś tam zdania, czy ochlapanie kogoś "świętą" wodą. Poza skrajnymi wyjątkami nikt nie wybiera ani swojej płci, ani niepełnosprawności.
Istnieją różne powody, dla których prawo może faworyzować niektóre grupy społeczne. Fakt istnienia tego rodzaju nierówności, nie jest żadnym argumentem przemawiającym za jakąkolwiek inną nierównością. Tym bardziej, za taką akurat nierównością w państwie, którego konstytucja mówi o bezstronności w sprawach światopoglądu swoich obywateli.

Mam jednak inne pytanie. Jakie jest właściwie Twoje zdanie odnośnie tego, czy istnieje nierówność w traktowaniu osób wierzących i niewierzących przez polskie prawo? Powyżej usiłujesz wytłumaczyć powody istnienia takiej nierówności, co by oznaczało, że zdajesz sobie sprawę z jej istnienia, zaś w innym miejscu piszesz, że "[wierzący niewierzący] na gruncie prawa [są traktowani] tak samo". Czy masz w ogóle jakieś ustalone zdanie na ten temat, czy też zmieniasz je w zależności od potrzeb?

Rigoletto napisał:
Tak jak już pisałem, po stronie niewierzących jest podobnie. Jedni i drudzy korzystają z wolności słowa.

Tyle, że niewierzącym państwo tę wolność słowa ogranicza w znacznie większym stopniu, niż wierzącym.

Rigeletto napisał:
Ja nie tego nie wartościuję, tylko stwierdzam fakt. Tak właśnie wygląda stanowienie prawa. Każda grupa walczy o swoje interesy i promuje swoje poglądy, niewierzący, feministki czy mniejszości, robią to samo.

Może i tak to wygląda, tylko nie wiem na jakiej podstawie zdobycie władzy i narzucenie swoich poglądów nazywasz kompromisem?
 
Rigoletto (3891 punktów)
>Rigoletto napisał:
Oczywiście, że w różny sposób. Np. kobiety mają pewne przywileje w Kodeksie Pracy, a dwudziestolatek nie może kandydować na prezydenta. Ale nie wyróżnia się niewierzących kobiet ani wierzących dwudziestolatków. Niewierzący nie mają specjalnych praw dotyczących ich wierzeń religijnych bo w ogóle takowych nie posiadają. Jak Cię to irytuje to wytłumacz to sobie tak, że wierzący mają specjalne prawa, na takiej samej zasadzie jak niepełnosprawni, mają specjalne prawa .

>Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziwiać wyrafinowanie Twojego poczucia humoru.

Dzięki za uznanie .

>Istnieją różne powody, dla których prawo może faworyzować niektóre grupy społeczne. Fakt istnienia tego rodzaju nierówności, nie jest żadnym argumentem przemawiającym za jakąkolwiek inną nierównością.

No ale czego się spodziewałeś, dowodu matematycznego?

Tym bardziej, za taką akurat nierównością w państwie, którego konstytucja mówi o bezstronności w sprawach światopoglądu swoich obywateli.
>Mam jednak inne pytanie. Jakie jest właściwie Twoje zdanie odnośnie tego, czy istnieje nierówność w traktowaniu osób wierzących i niewierzących przez polskie prawo? Powyżej usiłujesz wytłumaczyć powody istnienia takiej nierówności, co by oznaczało, że zdajesz sobie sprawę z jej istnienia, zaś w innym miejscu piszesz, że "[wierzący niewierzący] na gruncie prawa [są traktowani] tak samo". Czy masz w ogóle jakieś ustalone zdanie na ten temat, czy też zmieniasz je w zależności od potrzeb?

Chodzi mi o to, że prawo w Polsce nie faworyzuje podmiotowo osób wierzących (zresztą tak naprawdę nie chodzi o wierzących w ogóle, tylko o członków istniejących wspólnot religijnych) czyli nie chroni ich tak jak np. funkcjonariuszy publicznych, za których obrazę można iść do paki (a przynajmniej dostać mandat). Prawo chroniące "uczucia religijne" chroni każdego wyznawcę jakiejś religii, niezależnie jaka jest to religia. Prawo to jest potrzebne, choćby tylko dlatego, że chroni mniejszości religijne przed prześladowaniami większości.

>Rigoletto napisał:
Tak jak już pisałem, po stronie niewierzących jest podobnie. Jedni i drudzy korzystają z wolności słowa.

>Tyle, że niewierzącym państwo tę wolność słowa ogranicza w znacznie większym stopniu, niż wierzącym.

W jaki sposób? Czy ktoś prezentujący poglądy antyreligijne został za to w Polsce skazany przez sąd? Czy jakaś antykościelna gazeta została zlikwidowana z powodu głoszonych poglądów?

>Rigeletto napisał:
Ja nie tego nie wartościuję, tylko stwierdzam fakt. Tak właśnie wygląda stanowienie prawa. Każda grupa walczy o swoje interesy i promuje swoje poglądy, niewierzący, feministki czy mniejszości, robią to samo.

>Może i tak to wygląda, tylko nie wiem na jakiej podstawie zdobycie władzy i narzucenie swoich poglądów nazywasz kompromisem?

Niech będzie, że zamiast kompromisu wstawimy osiągnięcie modus vivendi , chociaż kompromis to nie to samo co konsensus.
17-07-2009 13:24 
 Ocena 3 na 3
Pan Tau (1237 punktów)
Rigoletto napisał:
No ale czego się spodziewałeś, dowodu matematycznego?

Na przykład argumentów?

Rigoletto napisał:
Chodzi mi o to, że prawo w Polsce nie faworyzuje podmiotowo osób wierzących (zresztą tak naprawdę nie chodzi o wierzących w ogóle, tylko o członków istniejących wspólnot religijnych) czyli nie chroni ich tak jak np. funkcjonariuszy publicznych, za których obrazę można iść do paki (a przynajmniej dostać mandat).

Przypomnę, bo zdajesz się zapominać, że Twoje pytanie brzmiało: "Czy w jakimś demokratycznym kraju ludzie niewierzący mają mniejsze prawa od wierzących?". Nie ma tu mowy o żadnym "faworyzowaniu podmiotowym", ja również o niczym takim nie pisałem. Wróćmy więc do źródeł sporu. Zwróciłem uwagę na to, że w Polsce przekonania osób wierzących (tzw. "uczucia religijne") są w szczególny sposób traktowane przez prawo. Przekonania osób niewierzących już nie. Inaczej mówiąc niewierzący są pozbawieni prawa do szczególnej ochrony swoich przekonań, jakie posiadają wierzący i które zapewnia im art. 196 Kodeksu Karnego.
I ten jeden zapis jest wszystkim co potrzeba, by pokazać, że polskie prawo różnicuje osoby wierzące i niewierzących.

Rigoletto napisał:
Prawo chroniące "uczucia religijne" chroni każdego wyznawcę jakiejś religii, niezależnie jaka jest to religia.

Tylko dlaczego ze wszystkich uczuć, to "uczucia religijne" są pod ochroną?
Dlaczego ochrona należy się akurat każdemu wyznawcy religii?

Rigoletto napisał:
Prawo to jest potrzebne, choćby tylko dlatego, że chroni mniejszości religijne przed prześladowaniami większości.

Chroni mniejszości religijne przed prześladowaniami większości? W jaki sposób? Jakimi prześladowaniami?
Praktyka pokazuje, że jeśli ktokolwiek próbuje skorzystać z tego prawa, to okazuje się byc przedstawicielem większości. Natomiast, ci którzy są uznawani za "prześladujących" to z reguły przedstawiciele mniejszości, jaką w naszym kraju stanowią niewierzący.
Jakby więc nie patrzeć, mamy prawo "chroniące" większość przed mniejszością. W imię czego?

Rigoletto napisał:
W jaki sposób? Czy ktoś prezentujący poglądy antyreligijne został za to w Polsce skazany przez sąd? Czy jakaś antykościelna gazeta została zlikwidowana z powodu głoszonych poglądów?

O różnych "przygodach" z art. 196 KK można poczytać w kilku artykułach opublikowanych w tym portalu.

Rigoletto napisał:
Niech będzie, że zamiast kompromisu wstawimy osiągnięcie modus vivendi , chociaż kompromis to nie to samo co konsensus.

Owszem, nie to samo, tyle że niczego to nie zmienia. Nie ma znaczenia, czy mówisz o "kompromisie", "konsensusie" czy "modus vivendi" - we wszystkich przypadkach wymagany jest współudział, wypracowanie rozwiązania przez wszystkie strony sporu. Twoja rada: "zdobądź władzę i narzuć swoje poglądy" nie ma z tym nic wspólnego.
 
14-07-2009 09:01 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Oczywiście, że w różny sposób. Np. kobiety mają pewne przywileje w Kodeksie Pracy
Jak urodzisz dziecko, to też będziesz miał przywileje.
>a dwudziestolatek nie może kandydować na prezydenta.
Istotnie. Jak również siedmiolatek nie może zawrzeć związku małżeńskiego. To są ograniczenia podyktowane stopniem dojrzałości i doświadczenia.
>Niewierzący nie mają specjalnych praw dotyczących ich wierzeń religijnych bo w ogóle takowych nie posiadają.
Z tytułu posiadania wierzeń religijnych nie powinno być żadnych specjalnych praw. Wierzący to nie jest ani położnica z noworodkiem przy piersi, ani osoba niewidoma (na przykład).
>Jak Cię to irytuje to wytłumacz to sobie tak, że wierzący mają specjalne prawa, na takiej samej zasadzie jak niepełnosprawni, mają specjalne prawa .
Stawiasz znak równości pomiędzy niepełnosprawnymi a wierzącymi. Nie wiem, czy to wierzący powinni się czuć urażeni, czy może raczej niepełnosprawni? Stawiam na tych drugich.
>Tak jak już pisałem, po stronie niewierzących jest podobnie. Jedni i drudzy korzystają z wolności słowa.
Ale tu nie chodzi o wzajemne obrzucanie się inwektywami, ale o zapisy w Kodeksie Karnym, szczególnie chroniące wierzących i ich "delikatne uczucia religijne". O "uczuciach niereligijnych" ateistów nikt nie myśli, bo po co, przecież "ateiści to taka patologia".
>>Czy Twoja definicja kompromisu to: wygrać wybory i narzucić swoje przekonania?
>Ja nie tego nie wartościuję, tylko stwierdzam fakt. Tak właśnie wygląda stanowienie prawa. Każda grupa walczy o swoje interesy i promuje swoje poglądy, niewierzący, feministki czy mniejszości, robią to samo.
W przypadku niewierzących, feministek czy innych mniejszości walka o swoje interesy ma głębokie uzasadnienie. Gdyby nie ta walka, dawno znaleźliby się w podziemiu, zdeptani przez Polaka-Katolika (płci prawdopodobnie męskiej). Ateiści nie są partią polityczną i do wyborów nie stają. Ale oczekują, że nie będą grupą pogardzaną i o ograniczonych prawach w stosunku do wierzących.
PS. Czy pod ten paragraf 22... pardon, artykuł 196 podpada też przypadek znieważania przez katolika symboli islamskich? Czy tylko chrześcijaństwo jest w ten sposób chronione? Bo z tego, co widzę choćby w Internecie, jazda po islamie kwitnie.
Rigoletto (3891 punktów)
>>Jak Cię to irytuje to wytłumacz to sobie tak, że wierzący mają specjalne prawa, na takiej samej zasadzie jak niepełnosprawni, mają specjalne prawa .
>Stawiasz znak równości pomiędzy niepełnosprawnymi a wierzącymi. Nie wiem, czy to wierzący powinni się czuć urażeni, czy może raczej niepełnosprawni? Stawiam na tych drugich.

No widzisz złapałaś się na prowokację... Z Twojej wypowiedzi jasno wynika, że "wiarę" i "wierzących" uważasz za coś złego. Czyli nie chodzi Ci o wydumane zrównanie praw wierzących i niewierzących, ale o konfrontacje z ludźmi, którzy myślą inaczej niż Ty.

>>Tak jak już pisałem, po stronie niewierzących jest podobnie. Jedni i drudzy korzystają z wolności słowa.
>Ale tu nie chodzi o wzajemne obrzucanie się inwektywami, ale o zapisy w Kodeksie Karnym, szczególnie chroniące wierzących i ich "delikatne uczucia religijne". O "uczuciach niereligijnych" ateistów nikt nie myśli, bo po co, przecież "ateiści to taka patologia".

Jak już wielokrotnie pisałem powyżej, jak chronić coś czego nie ma? Napisz co można obrazić w ateizmie (poza samym ateistą, który jest chroniony przez prawo jako jednostka, na takiej samej zasadzie jak wszyscy)?

>>>Czy Twoja definicja kompromisu to: wygrać wybory i narzucić swoje przekonania?
>>Ja nie tego nie wartościuję, tylko stwierdzam fakt. Tak właśnie wygląda stanowienie prawa. Każda grupa walczy o swoje interesy i promuje swoje poglądy, niewierzący, feministki czy mniejszości, robią to samo.
>W przypadku niewierzących, feministek czy innych mniejszości walka o swoje interesy ma głębokie uzasadnienie. Gdyby nie ta walka, dawno znaleźliby się w podziemiu, zdeptani przez Polaka-Katolika (płci prawdopodobnie męskiej).

Ja jeszcze pamiętam czasy (Ty zapewne jeszcze lepiej), kiedy to właśnie wierzący byli grupą o ograniczonych prawach. Represje i szykany ze strony komunistów, z jakimi spotykali się wierzący, w żaden sposób nie można porównać do obecnego "prześladowania" niewierzących.

>Ateiści nie są partią polityczną i do wyborów nie stają. Ale oczekują, że nie będą grupą pogardzaną i o ograniczonych prawach w stosunku do wierzących.

Zabrania im się startowania w wyborach? Płacą większe podatki? Muszą chodzić z pieczątką na czole? Gdzie te ograniczone prawa? Jak widać na przykładzie Prezydenta Kwaśniewskiego, to prześladowanie jest dyskusyjne...

>PS. Czy pod ten paragraf 22... pardon, artykuł 196 podpada też przypadek znieważania przez katolika symboli islamskich? Czy tylko chrześcijaństwo jest w ten sposób chronione? Bo z tego, co widzę choćby w Internecie, jazda po islamie kwitnie.

A po chrześcijaństwie nikt nie jeździ? Nie rób kabaretu, w większości przypadków jeżdzi się właśnie po KK.
Poza tym dowodem ostatecznym na wolność słowa dla niewierzących, jest istnienie Tego portalu. Gdyby było tak jak piszesz, to już dawno zostałby zamknięty.
14-07-2009 13:07 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>>"ateiści to taka patologia".
>Jak już wielokrotnie pisałem powyżej, jak chronić coś czego nie ma? Napisz co można obrazić w ateizmie (poza samym ateistą, który jest chroniony przez prawo jako jednostka, na takiej samej zasadzie jak wszyscy)?
Powyższe moje słowa nie są moim wymysłem. Usłyszałam je. W całości wypowiedź brzmiała: "Jak można nie wierzyć w Boga? Ateiści to taka patologia" Nie zostałam obrażona jako jednostka. Obrażono ateistów en masse, stawiając znak równości między ateizmem i patologią. Nie obrażono w ten sposób nikogo konkretnie, obrażono przekonania dużej grupy ludzi. Nie zasługują na ochronę?
14-07-2009 13:55 
 Ocena 4 na 4
Autografka (10638 punktów)
>>>"ateiści to taka patologia".
>>Jak już wielokrotnie pisałem powyżej, jak chronić coś czego nie ma? Napisz co można obrazić w ateizmie (poza samym ateistą, który jest chroniony przez prawo jako jednostka, na takiej samej zasadzie jak wszyscy)?
>Powyższe moje słowa nie są moim wymysłem. Usłyszałam je. W całości wypowiedź brzmiała: "Jak można nie wierzyć w Boga? Ateiści to taka patologia" Nie zostałam obrażona jako jednostka. Obrażono ateistów en masse, stawiając znak równości między ateizmem i patologią. Nie obrażono w ten sposób nikogo konkretnie, obrażono przekonania dużej grupy ludzi. Nie zasługują na ochronę?
>

Oczywiście, że nie zasługują na ochronę przekonania, które podważają dobre samopoczucie większości.
Przecież sam fakt istnienia ateistów może w jakiś sposób naruszyć delikatną materię osobistej wiary pojedynczego człowieka, zasiać w nim tę niepewność. Lepiej nie widzieć, nie słyszeć i nie myśleć - nie wiedzieć. A wątpliwość (może nawet własną), którą ateista uosabia - najlepiej usunąć z pola widzenia.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
Rigoletto (3891 punktów)
>>>"ateiści to taka patologia".
>>Jak już wielokrotnie pisałem powyżej, jak chronić coś czego nie ma? Napisz co można obrazić w ateizmie (poza samym ateistą, który jest chroniony przez prawo jako jednostka, na takiej samej zasadzie jak wszyscy)?
>Powyższe moje słowa nie są moim wymysłem. Usłyszałam je. W całości wypowiedź brzmiała: "Jak można nie wierzyć w Boga? Ateiści to taka patologia" Nie zostałam obrażona jako jednostka. Obrażono ateistów en masse, stawiając znak równości między ateizmem i patologią. Nie obrażono w ten sposób nikogo konkretnie, obrażono przekonania dużej grupy ludzi. Nie zasługują na ochronę?
>

Zasługują i nie widzę przeszkód aby delikwenta, który wygadywał te ewidentne inwektywy, pozwać za naruszenie dóbr osobistych.
14-07-2009 14:54 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Zasługują i nie widzę przeszkód aby delikwenta, który wygadywał te ewidentne inwektywy, pozwać za naruszenie dóbr osobistych.
Problem w tym, że on nie powiedział, że Meretseger to patologia. Prawnie gość jest nie do ruszenia, niestety.
14-07-2009 15:12 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>>Zasługują i nie widzę przeszkód aby delikwenta, który wygadywał te ewidentne inwektywy, pozwać za naruszenie dóbr osobistych.
>Problem w tym, że on nie powiedział, że Meretseger to patologia. Prawnie gość jest nie do ruszenia, niestety.

Myśle, że jest. Gdyby wzięło się za to np. jakieś ateistyczne stowarzyszenie i pozwało go do sądu.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Myślę, że jest. Gdyby wzięło się za to np. jakieś ateistyczne stowarzyszenie i pozwało go do sądu.

Myślę na poważnie, że jest to doskonałe pole do działania, dla forumowych ateistek - feministek. Mam nadzieje tylko, że nie ja byłem autorem tej kontrowersyjnej i oburzającej wypowiedzi. Marny los jej autora. Dosyć gadania miłe Panie! Do czynu!
>
14-07-2009 17:57 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>Mam nadzieje tylko, że nie ja byłem autorem tej kontrowersyjnej i oburzającej wypowiedzi.
A poczuwasz się?
>Marny los jej autora.
Marny. Stracił kilkoro znajomych.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Mam nadzieje tylko, że nie ja byłem autorem tej kontrowersyjnej i oburzającej wypowiedzi.
>A poczuwasz się?

Nigdy się tak do końca nie wie, co się klepie po 3/4l. Ale co tam. Jest grzech i kara. Nawet jeżeli to ja, kara się należy. Do sądu z draniem. Do dzieła feministki, czyńcie swoją powinność. Róbcie coś, cokolwiek, tylko mniej gadajcie.

>>Marny los jej autora.
>Marny. Stracił kilkoro znajomych.

Mam nadzieję, ze nie zyskał kilkudziesięciu.

Pozdrawiam.
14-07-2009 12:38 
 Ocena 4 na 4
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>Ale tu nie chodzi o wzajemne obrzucanie się inwektywami, ale o zapisy w Kodeksie Karnym, szczególnie chroniące wierzących i ich "delikatne uczucia religijne". O "uczuciach niereligijnych" ateistów nikt nie myśli, bo po co, przecież "ateiści to taka patologia".

Pozwolę sobie na małą dygresję. Z pozoru "obraza uczuć religijnych" jest zdefiniowana dość precyzyjnie: jako publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej lub miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych (art. 196 KK). Nie wiem tylko, czy istnieje jakaś wykładnia mówiąca, jak należy rozumieć "przedmiot czci religijnej" - tzn. czy do tej kategorii zaliczają się tylko "przedmioty" w sensie fizycznym, a więc różnorakie relikwie i utensylia sakralne - monstrancje, ikony, figurki, rodały, menory, krucyfiksy, półksiężyce, gwiazdy Dawida itp., czy również idee religijne, takie jak np. niepokalane poczęcie czy dogmat o trójcy świętej?

Powstaje też pytanie, w jaki sposób można skutecznie znieważyć takie przedmioty. Czy chodzi tu tylko o akty wandalizmu? Czy też np. o wyrażanie krytycznej opinii na temat walorów estetycznych danej figurki? Czy przestępstwem miałoby być głoszenie poglądu, że dogmat o trójcy świętej jest niedorzeczny, albo że udzielanie chrztu niemowlętom jest skandaliczną praktyką? Na mój rozum figurki, ikony, obrazy itp. nie są bezpośrednim przedmiotem czci, a tylko plastycznymi wyobrażeniami tego przedmiotu (z natury rzeczy niematerialnego). Gdyby jednak przyjąć taką interpretację tego terminu, znieważeniem przedmiotu czci religijnej mogłoby być np. obelżywe wyrażanie się o czyimś bóstwie albo lekceważące wypowiedzi o treści wierzeń. Należałoby zatem karać grzywną lub więzieniem za publiczne odczytywanie niektórych wersetów ze świętych ksiąg poszczególnych religii, które nawzajem obrzucają błotem swoje przedmioty czci...

Czy ktoś z Was wie, jaka interpretacja tego zapisu jest przyjęta w polskim sądownictwie?

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"Przecz każdy sądzi, gdy usłyszy słowa, że muszą też zawierać jakiś sens". (Faust)
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>W przypadku niewierzących, feministek czy innych mniejszości walka o swoje interesy ma głębokie uzasadnienie. Gdyby nie ta walka, dawno znaleźliby się w podziemiu, zdeptani >przez Polaka-Katolika (płci prawdopodobnie męskiej).

No, to już się niewiele różni od tego:
"Jak można nie wierzyć w Boga? Ateiści to taka patologia"

Oświadczam Ci i Tobie podobnym, jako wierzący Polak, płci męskiej, że przekonania czyjekolwiek, mało mnie obchodzą dopóki nie naruszają zasad mojego świata. Każdy może być kim chce. Żyjąc w określonej grupie, muszę jednak podporządkować się zasadom, ustalonym w sposób demokratyczny i w niej obowiązującym, czy mi się to podoba, czy tez nie.

Tak więc bądź sobie wojująca feministką, ateistką, czy teistką, mi to bimba. Mogę wyrazić jedynie swój prywatny pogląd na sprawę. Nie interesuje mnie również, czy ktoś stanowi mniejszość, czy większość, byleby nie atakował mnie podstępnie od zadniej strony.

>Ateiści nie są partią polityczną i do wyborów nie stają. Ale oczekują, że nie będą grupą pogardzaną i o ograniczonych prawach w stosunku do wierzących.

Do wyborów staja na tych samych prawach ateiści, teiści, kobiety i mężczyźni, a o upodobania seksualne, mało kto pyta.

Pozdrawiam.
14-07-2009 17:55 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Gdyby nie to:
"Jak można nie wierzyć w Boga? Ateiści to taka patologia"
Nie byłoby tego:
Gdyby nie ta walka, dawno znaleźliby się w podziemiu, zdeptani przez Polaka-Katolika (płci prawdopodobnie męskiej).
>Oświadczam Ci i Tobie podobnym, jako wierzący Polak, płci męskiej, że przekonania czyjekolwiek, mało mnie obchodzą dopóki nie naruszają zasad mojego świata.
Nie jesteś jedynym człowiekiem w tym kraju i zaręczam Ci, że są gorsi od Ciebie. Poza tym nie jesteś "Katolikiem". Nawet nie katolikiem, o ile nie pomyliłam. A zatem to nie było o Tobie.
>Każdy może być kim chce. Żyjąc w określonej grupie, muszę jednak podporządkować się zasadom, ustalonym w sposób demokratyczny i w niej obowiązującym, czy mi się to podoba, czy tez nie.
Te zasady ustala Konstytucja. I tylko ona.
>mi to bimba.
Mi też.
>Nie interesuje mnie również, czy ktoś stanowi mniejszość, czy większość, byleby nie atakował mnie podstępnie od zadniej strony.
Mnie też. Z naciskiem na "nie atakował".
>Do wyborów staja na tych samych prawach ateiści, teiści, kobiety i mężczyźni, a o upodobania seksualne, mało kto pyta.
Do wyborów stają partie polityczne o określonym programie.
>Pozdrawiam.
Pozdrawiam.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Gdyby nie to:
"Jak można nie wierzyć w Boga? Ateiści to taka patologia" Nie byłoby tego:
>Gdyby nie ta walka, dawno znaleźliby się w podziemiu, zdeptani przez Polaka-Katolika (płci prawdopodobnie męskiej).

Rozumiem, ze pierwsza wypowiedź, zrodziła wojująca feministkę. Kiedy to było? Pytam bom ciekawy.

>Te zasady ustala Konstytucja. I tylko ona.

I całe pozostałe ustawodawstwo, czy Ci się to podoba, czy też nie.

>>Do wyborów staja na tych samych prawach ateiści, teiści, kobiety i mężczyźni, a o upodobania seksualne, mało kto pyta.
>Do wyborów stają partie polityczne o określonym programie.

Wystawiając swoich reprezentantów. W parlamencie siedzą kobiety i mężczyźni, nie partie polityczne. Już się Tobie myli płeć z ugrupowaniami politycznymi? Ja mówię o płci i poglądach, a Ty o czym?

Pozdrawiam.
14-07-2009 18:42 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
> Żyjąc w określonej grupie, muszę jednak podporządkować się zasadom, ustalonym w sposób demokratyczny i w niej obowiązującym, czy mi się to podoba, czy tez nie.

Dyktatura większości? Ciekawe, czy byłbyś takim zwolennikiem demokracji, gdybyś jako katolik mieszkał w kraju, w którym muzułmańska większość przegłosowała demokratycznie wprowadzenie prawa koranicznego.

>Ateiści nie są partią polityczną i do wyborów nie stają. Ale oczekują, że nie będą grupą pogardzaną i o ograniczonych prawach w stosunku do wierzących.

Czy trzeba stawać do wyborów, żeby nie być pogardzanym przez katolików? Trzeba stawać do wyborów, żeby nie mieć ograniczonych praw?
Mam nadzieję, że nie była to przemyślana wypowiedź.

>Oświadczam Ci i Tobie podobnym, jako wierzący Polak, płci męskiej, że przekonania czyjekolwiek, mało mnie obchodzą dopóki nie naruszają zasad mojego świata.

A co jest naruszeniem zasad Twojego świata?
Czy jeżeli powiem, że na przykład aborcja powinna być legalna, to naruszę zasady Twojego świata?
Czy jeżeli powiem, że drażnią mnie dzwony kościoła budzące mnie podczas urlopu, to naruszę zasady Twojego świata?
Czy jeżeli będę mówił, że ograniczenia handlu w święta kościelne powinny zostać zniesione, to naruszę zasady Twojego świata?
Czy jeżeli będę domagał się, aby cmentarze były komunalne, a nie parafialne, to naruszę zasady Twojego świata?
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>> Żyjąc w określonej grupie, muszę jednak podporządkować się zasadom, ustalonym w sposób demokratyczny i w niej obowiązującym, czy mi się to podoba, czy tez nie.
>Dyktatura większości? Ciekawe, czy byłbyś takim zwolennikiem demokracji, gdybyś jako katolik mieszkał w kraju, w którym muzułmańska większość przegłosowała demokratycznie wprowadzenie prawa koranicznego.

A kto powiedział, że jestem zwolennikiem demokracji? A znasz lepszy system?

>>Ateiści nie są partią polityczną i do wyborów nie stają. Ale oczekują, że nie będą grupą pogardzaną i o ograniczonych prawach w stosunku do wierzących.
>Czy trzeba stawać do wyborów, żeby nie być pogardzanym przez katolików? Trzeba stawać do wyborów, żeby nie mieć ograniczonych praw?
>Mam nadzieję, że nie była to przemyślana wypowiedź.

Ja też mam nadzieję, że była to przemyślana wypowiedź, tym bardziej, że nie moja, ale Meretseger

>>Oświadczam Ci i Tobie podobnym, jako wierzący Polak, płci męskiej, że przekonania czyjekolwiek, mało mnie obchodzą dopóki nie naruszają zasad mojego świata.
>A co jest naruszeniem zasad Twojego świata?
>Czy jeżeli powiem, że na przykład aborcja powinna być legalna, to naruszę zasady Twojego świata?
>Czy jeżeli powiem, że drażnią mnie dzwony kościoła budzące mnie podczas urlopu, to naruszę zasady Twojego świata?
>Czy jeżeli będę mówił, że ograniczenia handlu w święta kościelne powinny zostać zniesione, to naruszę zasady Twojego świata?
>Czy jeżeli będę domagał się, aby cmentarze były komunalne, a nie parafialne, to naruszę zasady Twojego świata?

Zasadą podstawowa demokracji jest to, że większość ustala rządy. Jeżeli mi te rządy nie odpowiadają, to mogę starać się je zmienić, albo spakować walizkę. Dopóty tu jestem, muszę akceptować prawo. To co Ty mówisz, lub sądzisz, lub ja, dla ustanowionego prawa nie ma większego znaczenia. Pogadać wszak zawsze można.

Pozdrawiam.
14-07-2009 22:28 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)

>>>Ateiści nie są partią polityczną i do wyborów nie stają. Ale oczekują, że nie będą grupą pogardzaną i o ograniczonych prawach w stosunku do wierzących.
>>Czy trzeba stawać do wyborów, żeby nie być pogardzanym przez katolików? Trzeba stawać do wyborów, żeby nie mieć ograniczonych praw?
>>Mam nadzieję, że nie była to przemyślana wypowiedź.
> Ja też mam nadzieję, że była to przemyślana wypowiedź, tym bardziej, że nie moja, ale Meretseger

OK, chyba źle to odczytałem. Myślałem, ze to Tobie się nie podoba, że ateiści chcą równych praw. Mój błąd. Przepraszam.

>Zasadą podstawowa demokracji jest to, że większość ustala rządy.
Dziękuję za wykład. Fajnie się czegoś dowiedzieć.
A polecam też to.

>Jeżeli mi te rządy nie odpowiadają, to mogę starać się je zmienić, albo spakować walizkę.

Jam od dwóch lat poza krajem jest, ale chciałbym mieć kiedyś gdzie wrócić.
I nie chciałbym, aby katolicy (jako jeszcze większość) proponowali mi udział we mszy i noszenie medalika, albo zakaz wjazdu do kraju. Myślę, że Ty też byś nie chciał, aby kiedyś udziału we mszy zakazano.
Na tym polega wolność.

>Dopóty tu jestem, muszę akceptować prawo. To co Ty mówisz, lub sądzisz, lub ja, dla ustanowionego prawa nie ma większego znaczenia.

Do już ustanowionego może i nie ma. Ale ma znaczenie dla praw, które będą stanowione w przyszłości. Bo każda władza lubi być lubiana. A zatem to co Ty sądzisz i co ja sądzę ma znaczenie. I warto o tym mówić. Warto, bo zarówno Ty jak i ja możemy przedstawić swoje argumenty i byc może przekonać innych.

> Pogadać wszak zawsze można.
Owszem, można. I nie trzeba się bać swoich poglądów. Możesz śmiało odpowiedzieć na moje pytania. Nawet jeżeli odpowiedzi Twoje mi się nie spodobają, nie sypnę minusami. Minusy daję nie za poglądy, ale za nieprzyjemny sposób ich wyrażania. Zobowiązuję się nawet do pokrycia ewentualnych strat punktowych wynikłych z odpowiedzi na te pytania. Mów zatem śmiało.

>Pozdrawiam.
>
Również pozdrawiam.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>>>Mam nadzieję, że nie była to przemyślana wypowiedź.
>> Ja też mam nadzieję, że była to przemyślana wypowiedź, tym bardziej, że nie moja, ale Meretseger OK, chyba źle to odczytałem. Myślałem, ze to Tobie się nie podoba, że ateiści chcą równych praw. Mój błąd. Przepraszam.

Ale możesz sobie z autorka pogadać. Może sobie po plusie dacie

>>Zasadą podstawowa demokracji jest to, że większość ustala rządy.
>Dziękuję za wykład. Fajnie się czegoś dowiedzieć.
>A polecam też to.

Dziękuje. Wiesz, ja kiedyś tym żyłem.

>I nie chciałbym, aby katolicy (jako jeszcze większość) proponowali mi udział we mszy i noszenie medalika, albo zakaz wjazdu do kraju. Myślę, że Ty też byś nie chciał, aby kiedyś udziału we mszy zakazano.
>Na tym polega wolność.

Przeczytaj to jeszcze raz. Zastanów się co piszesz. Ja z tym dyskutować nie dam rady.

>I warto o tym mówić. Warto, bo zarówno Ty jak i ja możemy przedstawić swoje argumenty i byc może przekonać innych.
>> Pogadać wszak zawsze można.
>Owszem, można. I nie trzeba się bać swoich poglądów. Możesz śmiało odpowiedzieć na moje pytania. Mów zatem śmiało.

Już na wszystkie hurtem odpowiedziałem.

Pozdrawiam.
pavvel (8272 punktów)

>Już na wszystkie hurtem odpowiedziałem.

Tak? W którym wątku?
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Już na wszystkie hurtem odpowiedziałem.
>Tak? W którym wątku?

A z czym mam dyskutować?
pavvel (8272 punktów)
>>>Już na wszystkie hurtem odpowiedziałem.
>>Tak? W którym wątku?
>A z czym mam dyskutować?
>
Nie zachęcałem do dyskusji, tylko do krótkiego TAK lub NIE.

Jeżeli mi te rządy nie odpowiadają, to mogę starać się je zmienić, albo spakować walizkę

Chyba, że chcesz powiedzieć, że to była ta Twoja hurtowa odpowiedź?
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>>Już na wszystkie hurtem odpowiedziałem.
>>>Tak? W którym wątku?
>>A z czym mam dyskutować?
>>
>Nie zachęcałem do dyskusji, tylko do krótkiego TAK lub NIE.
> Jeżeli mi te rządy nie odpowiadają, to mogę starać się je zmienić, albo spakować walizkęChyba, że chcesz powiedzieć, że to była ta Twoja hurtowa odpowiedź?

A co, mało?
>
pavvel (8272 punktów)

>A co, mało?

Jak czytam te dłuższe, to może rzeczywiście wystarczy.
Dzięki
15-07-2009 13:55 
 Ocena 2 na 2
darlove (2804 punktów)
>Czyżby? No to spróbuj zdefiniować "obrazę uczuć niereligijnych". Moim zdaniem, ludzie o poglądach niereligijnych są chronieni przez prawo, na zasadzie ochrony godności danej osoby przed napaścią słowną czy czynną. Z uczuciami religijnymi jest łatwiej, bo łatwiej je zdefiniować, no i istnieje mocno ugruntowana tradycja szacunku do religii, której też nie można bagatelizować.

Szacunku do religii, ktorej nie mozna bagatelizowac... Co za papka slowna. Gdyby ludzie byli w miare rozgarnieci w swej masie, to religie w postaci hierarchicznej juz dawno by nie istnialy. Niestety, glupota jest wieczna. Jesli zas chodzi o "obraze uczuc ateistow", to mysle, ze wiekszosc z nich zgodzilaby sie, ze obraza sie ich uczucia "(nie)religijne", gdy postepuje sie w sposob nieracjonalny, gwalcac prawa logiki przede wszystkim, a rowniez prawe tzw. zdrowego rozsadku i racjonalnego gospodarowania zasobami. Oczywiscie, nie moze to byc definicja kategoryczna, poniewaz zycie jest bardziej skomplikowane niz da sie to wyrazic slowami. Ale dam przyklad, o co chodzi. W Polsce nie jest rozowo w porownaniu do tego, jak mogloby byc (patrz: kraje zachodnie). Brakuje na sluzbe zdrowia, edukacje, oglonie pojety rozwoj cywilizacyjny kraju. A tutaj... prosze - jedni radni z drugimi, jakby nigdy nic, rozdaja kase ze wspolnego budzetu garsciami na zachcianki czarnych darmozjadow - tutaj pomniczek JPII, tutaj jakis nowy kosciolek, tutaj na oswietlenie jakiejs innej boznicy... zeby dac tylko mikroskopijne przykladziki rozpasania. Przeciez to trwonienie publicznego grosza wola o pomste do nieba (to przenosnia z tym niebem, rzecz jasna). Chorych sie do domu wypisuje wbrew zasadom, szkoly sie likwiduje, na nic nie ma kasy (a jak nawet Unia da, to urzedasy nawet nie potrafia tego wykorzystac...). Moim zdaniem, w duzej czesci za taki stan rzeczy ponosi odpowiedzialnosc katolickie wychowanie do (nie)moralnosci.

>A dlaczego państwa i społeczeństwa dają niektórym grupom przywileje, a innym wręcz przeciwnie? Dlaczego ludzie więcej zarabiający muszą płacić wyższe podatki a w polskiej telewizji nie lecą na dole ekeranu napisy w językach mniejszości narodowych? Można się z takimi zasadami nie zgadzać, ale są one efektem wypracowania pewnego modus vivendi pomiędzy grupami interesów w ramach danego spółeczeństwa. Można starać się zmienić punkt ciężkości tego kompromisu, ale wartościowanie, że któreś rozwiązanie jest lepsze niż inne, jest bezsensowne.

Sa kompromisy racjonalne, sa kompromisy nieracjonalne. Sprobuj zgadnac do jakiej grupy naleza kompromisy zawierane z Krk.

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Rigoletto (3891 punktów)

> Szacunku do religii, ktorej nie mozna bagatelizowac... Co za papka slowna. Gdyby ludzie byli w miare rozgarnieci w swej masie, to religie w postaci hierarchicznej juz dawno by nie istnialy. Niestety, glupota jest wieczna. Jesli zas chodzi o "obraze uczuc ateistow", to mysle, ze wiekszosc z nich zgodzilaby sie, ze obraza sie ich uczucia "(nie)religijne", gdy postepuje sie w sposob nieracjonalny, gwalcac prawa logiki przede wszystkim, a rowniez prawe tzw. zdrowego rozsadku i racjonalnego gospodarowania zasobami.

Historia nie daje dowodów na to, że ateiści postępują bardziej racjonalnie od teistów.

>Oczywiscie, nie moze to byc definicja kategoryczna, poniewaz zycie jest bardziej skomplikowane niz da sie to wyrazic slowami. Ale dam przyklad, o co chodzi. W Polsce nie jest rozowo w porownaniu do tego, jak mogloby byc (patrz: kraje zachodnie). Brakuje na sluzbe zdrowia, edukacje, oglonie pojety rozwoj cywilizacyjny kraju. A tutaj... prosze - jedni radni z drugimi, jakby nigdy nic, rozdaja kase ze wspolnego budzetu garsciami na zachcianki czarnych darmozjadow - tutaj pomniczek JPII, tutaj jakis nowy kosciolek, tutaj na oswietlenie jakiejs innej boznicy... zeby dac tylko mikroskopijne przykladziki rozpasania. Przeciez to trwonienie publicznego grosza wola o pomste do nieba (to przenosnia z tym niebem, rzecz jasna).
Chorych sie do domu wypisuje wbrew zasadom, szkoly sie likwiduje, na nic nie ma kasy (a jak nawet Unia da, to urzedasy nawet nie potrafia tego wykorzystac...). Moim zdaniem, w duzej czesci za taki stan rzeczy ponosi odpowiedzialnosc katolickie wychowanie do (nie)moralnosci.

Raczej postkomunistyczna nieudolność...

>>A dlaczego państwa i społeczeństwa dają niektórym grupom przywileje, a innym wręcz przeciwnie? Dlaczego ludzie więcej zarabiający muszą płacić wyższe podatki a w polskiej telewizji nie lecą na dole ekeranu napisy w językach mniejszości narodowych? Można się z takimi zasadami nie zgadzać, ale są one efektem wypracowania pewnego modus vivendi pomiędzy grupami interesów w ramach danego spółeczeństwa. Można starać się zmienić punkt ciężkości tego kompromisu, ale wartościowanie, że któreś rozwiązanie jest lepsze niż inne, jest bezsensowne.
>Sa kompromisy racjonalne, sa kompromisy nieracjonalne. Sprobuj zgadnac do jakiej grupy naleza kompromisy zawierane z Krk.

Z pewnością do tych racjonalnych, z silnym lepiej się dogadać .
Kowalski (1042 punktów)
Ale o so chodzi...?

Gdy czytałem "Boga urojonego" miałem pewien problem. Jeśli chodzi o sam układ książka była dość bezładna -- Dawkins wyraźnie chciał polemizować z różnymi formami 'propagandy wiary' (tak chyba należałoby to nazwać), ale właśnie -- różnorodność cząstkowych polemik nie pozwalała mi uzyskać wrażenia spójnej odpowiedzi.

Na 'średnim' poziomie popierałem Dawkinsa -- zasadniczo miał on w każdym z rozdziałów jeśli nie rację, to przynajmniej argumentował w sposób dający do myślenia, zachowując przy tym wymogi polemiki.

W szczegółach Dawkins ujawniał, że nie zna dokładnie koncepcji i twierdzeń swoich przeciwników.

Pojawiły się głosy -- i Twój także tu się zalicza -- które z wpadek w szczegółach Dawkinsa robią zarzuty całej książce. Problem polega na tym, że te wpadki nie mają większego znaczenia dla całości argumentacji.
Daniel (783 punktów)
>Ale o so chodzi...?
>Gdy czytałem "Boga urojonego" miałem pewien problem. Jeśli chodzi o sam układ książka była dość bezładna -- Dawkins wyraźnie chciał polemizować z różnymi formami 'propagandy wiary' (tak chyba należałoby to nazwać), ale właśnie -- różnorodność cząstkowych polemik nie pozwalała mi uzyskać wrażenia spójnej odpowiedzi.
>Na 'średnim' poziomie popierałem Dawkinsa -- zasadniczo miał on w każdym z rozdziałów jeśli nie rację, to przynajmniej argumentował w sposób dający do myślenia, zachowując przy tym wymogi polemiki.
>W szczegółach Dawkins ujawniał, że nie zna dokładnie koncepcji i twierdzeń swoich przeciwników.
>Pojawiły się głosy -- i Twój także tu się zalicza -- które z wpadek w szczegółach Dawkinsa robią zarzuty całej książce. Problem polega na tym, że te wpadki nie mają większego znaczenia dla całości argumentacji.
>

Ależ oczywiście, że wpadki jak ty to nazywasz mają duże znaczenie ponieważ budują emocjonalną osnowę książki. Poczekaj na resztę błędów.

Pozdrawiam
Daniel

Ps. Jego błędy są bardzo poważne. Dokonuje błędnych i nazbyt uogólniających analogii
07-07-2009 10:41 
 Ocena 8 na 8
Sylwek (15472 punktów)

>Ps. Jego błędy są bardzo poważne. Dokonuje błędnych i nazbyt uogólniających analogii

Są ustępy Biblii nakazujące mordowac niewiernych, lub bezmyślnie oddawac cześc istocie której nie ma?
Są.

Są formy religijności które wzmagają mordercze instynkty?
Są.

Są formy religijności promujące irracjonalne, mniej szkodliwe zachowania (na przykład narkotyzowanie się, lub odmawianie określonych terapii motywowane tym, że pan Bóg nie chce)?
Są.

Są środowiska religijne, które z własnej niechęci do nauki i wiedzy chca uczynić społeczna normę?
Są.

Możesz sobie wyszukiwać nieścisłości Dawkinsa. To nie zmieni istoty rzeczy.
Pozwolę sobie tylko zauważyć że twój autorytet - Biblia ma większe, na przykład myli się w ocenie wieku wszechświata o jakieś 15 miliardów lat itd...
07-07-2009 11:45 
 Ocena-1 na 3
Daniel (783 punktów)
>>Ps. Jego błędy są bardzo poważne. Dokonuje błędnych i nazbyt uogólniających analogii
>Są ustępy Biblii nakazujące mordowac niewiernych, lub bezmyślnie oddawac cześc istocie której nie ma?
>Są.
>Są formy religijności które wzmagają mordercze instynkty?
>Są.
>Są formy religijności promujące irracjonalne, mniej szkodliwe zachowania (na przykład narkotyzowanie się, lub odmawianie określonych terapii motywowane tym, że pan Bóg nie chce)?
>Są.
>Są środowiska religijne, które z własnej niechęci do nauki i wiedzy chca uczynić społeczna normę?
>Są.
>Możesz sobie wyszukiwać nieścisłości Dawkinsa. To nie zmieni istoty rzeczy.
>Pozwolę sobie tylko zauważyć że twój autorytet - Biblia ma większe, na przykład myli się w ocenie wieku wszechświata o jakieś 15 miliardów lat itd...
>
Ci którzy byli zabici razem ze swoimi już małymi zdeprawowanymi dziećmi ponieśli karę a nie bez przyczynowy mord. Mylisz mój drogi pojęcia. Co do morderczych instynktów, to może je mieć każdy, nawet czytający Stephana Kinga czy Alicję w krainie czarów. Irracjonalizm istnieje też niezależnie od religii. Prawdą jest też , to że wiele osób które powołują się na NT nie zna go w ogóle- patrzy na niego przez pryzmat własnych ambicji i chorych urojeń 9nie zna warunków tamtej kultury ani hiperboli w nauczaniu Pana Jezusa). Biblia uczy by być sługą drugiej osoby w tym sensie by pomagać. Jeśli chodzi o ST, to system prawny i relację między narodami były powiązane (ówczesna sprawiedliwość). Izrael przyjął normy a jeśli chodzi o kary na Kanaanie, to były to kary a nie mord. Bóg patrzał na rządy ludzkie setki lat i zadecydował najwyższy wymiar kary. To jest Jego ziemia. Co z dziećmi? To co czytam o Kanaanie każe mi twierdzić, że Bóg nawet chciał z Jerycha wyciągnąć kogo się da (Rahab i kogo mogła i kto chciał), ale wielu nie chciało mimo, że wiedzieli o Bogu, który prowadził Izraela (ich geny ich decyzje). Nie było w nich skruchy. Dzieci które zginęły być może były już na tyle zniszczone, że pozostaje wzbudzić je na nowej ziemi. Bóg monitorował to. Bóg nie jest despotą- jak pokutujesz on wybacza. Nie jest nie do ubłagania.
07-07-2009 11:56 
 Ocena 5 na 5
Sylwek (15472 punktów)
>Dzieci które zginęły być może były już na tyle zniszczone, że pozostaje wzbudzić je na nowej ziemi. Bóg monitorował to. Bóg nie jest despotą- jak pokutujesz on wybacza. Nie jest nie do ubłagania.

Przeczytaj to raz jeszcze uważnie i zastanów się w co lub kogo wierzysz.
Sam przyznajesz, że to morderca dzieci.
Zresztą dziecko czy dorosły, w porównaniu do Boga wszyscy jesteśmy pyłkami. Gdyby nie był despotą (tj. kimś kto jak da łaskę to może da się nawet ubłagać i wielkodusznie komuś oszczędzi tortur - zupełnie jak Saddam) to robiłby wszystko co w jego (wszech)mocy by uchronić istoty zamieszkujące jego świat przed udręką jaką im funduje według biblijnych opisów.

Są dwie możliwości - albo żyjemy w Piekle rządzonym przez dzikiego demona, takiego jak opisuje go Biblia (rzecz jasna nie mówię o Szatanie), albo szczęśliwie żyjemy w Piekle, które jest takie bez głębszego powodu, ot, bo tak wyszło.

Osobiście wolę tą drugą możliwość jako mniej przerażającą.
07-07-2009 15:29 
 Ocena-3 na 3
Daniel (783 punktów)
>>Dzieci które zginęły być może były już na tyle zniszczone, że pozostaje wzbudzić je na nowej ziemi. Bóg monitorował to. Bóg nie jest despotą- jak pokutujesz on wybacza. Nie jest nie do ubłagania.
>Przeczytaj to raz jeszcze uważnie i zastanów się w co lub kogo wierzysz.
>Sam przyznajesz, że to morderca dzieci.
>Zresztą dziecko czy dorosły, w porównaniu do Boga wszyscy jesteśmy pyłkami. Gdyby nie był despotą (tj. kimś kto jak da łaskę to może da się nawet ubłagać i wielkodusznie komuś oszczędzi tortur - zupełnie jak Saddam) to robiłby wszystko co w jego (wszech)mocy by uchronić istoty zamieszkujące jego świat przed udręką jaką im funduje według biblijnych opisów.
>Są dwie możliwości - albo żyjemy w Piekle rządzonym przez dzikiego demona, takiego jak opisuje go Biblia (rzecz jasna nie mówię o Szatanie), albo szczęśliwie żyjemy w Piekle, które jest takie bez głębszego powodu, ot, bo tak wyszło.
>Osobiście wolę tą drugą możliwość jako mniej przerażającą.

Załóżmy , że przyjmiemy naukę o ewolucji jaką prezentuje Dawkins. Co z niej wynika? Brutalność samolubnych genów. Ptaki połykające inne ptaki, larwy odżywiające się innymi larwami, bogaci żerujący na biednych, których los gorzej usytuował. On to wyjaśnia na swój własny sposób. Ja jednak czytam wyraźnie w Biblii, że człowiek odstąpił od Boga miłości i ustalił własne normy (przeczytaj uważnie Rodzaju 3:17). I tu zatrzymaj się proszę i zapamiętaj określenie "własne normy". Bóg w raju uczynił otoczenie pięknym, gdzie nie było bólu, chorób, śmierci ani płaczu. Taki jest Bóg-Bóg miłości. Poza tym człowiek wybrał własną drogę opanowania świata (zob. Rodz. 1:1:28). Zapamiętaj proszę określenie "własną drogę opanowania świata". W te normy i własną drogę opanowania świata Bóg wszedł aprobując pewne metody ich własnego poczucia sprawiedliwości. By to lepiej unaocznić przypomnij sobie teorię Dawkinsa o religijnych memach z książki Samolubny gen. Tych które powodują wiarę w Boga i tych które jej nie przyjmują. Idąc tym torem dochodzimy do przejścia ze sfery typowo fizycznej człowieka w sferę genetyczną. To co się dzieje w ludziach, to odkrywanie tego kim jesteśmy w najgłębszych pokładach naszej egzystencji- determinowani nie tylko środowiskiem, ale i genami. Podam teraz przykład: W pewne nieprzychylne przestępcze otoczenie wchodzi socjolog. Chce on zbadać dokładnie to środowisko i mechanizmy tam panujące. W trakcie swoich badań sam zostaje wybrany na lidera. Widzi każdy krok podejmowany indywidualnie i w całych rodzinach przestępczych. Swoją moralność wobec pewnych zasad jest w stanie zachować i za to go podziwiają-nie wiedzą czemu, ale tak się dzieje. Akceptują go, bo potrafił dokonać konformizmu a zarazem był wobec nich sprawiedliwy. Niestety jako lider musi dokonywać trudnych wyborów nie ingerując w rodziny przestępcze swoją doskonałą moralnością ani nie decydując o ich dzieciach -chyba, że warunki kodeksu przestępczego mówią o tym , że np. za zdradę jest śmierć. Zgodnie z ich sprawiedliwością ów socjolog nie chce wydać wyroku ale musi. Walczy ze sobą wewnętrznie, ale musi to wykonać. To jest ich sprawiedliwość-ich geny, ich dzieci, ich życie, ich wybór. Oni mają wolna wolę, oni mają-i tu przypominam: "własne normy" i "własną drogę opanowania świata" (choćby był tylko ich określonym terytorium). decyzja Boga co do Kanaanu i innych sytuacji była decyzją doskonałego socjologa dostosował się do wyboru człowieka, ale na tyle na ile mógł się dostosować.
Sylwek (15472 punktów)
Nie zapominaj, że jeśli przyjąć naukę o ewolucji, nie pozostaje nam nic innego jak stworzyć własną etykę - poza nią istnieje tylko amoralny świat natury.
08-07-2009 20:57 
 Ocena 1 na 1
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)
>>Dzieci które zginęły być może były już na tyle zniszczone, że pozostaje wzbudzić je na nowej ziemi. Bóg monitorował to. Bóg nie jest despotą- jak pokutujesz on wybacza. Nie jest nie do ubłagania.
>Przeczytaj to raz jeszcze uważnie i zastanów się w co lub kogo wierzysz.
>Sam przyznajesz, że to morderca dzieci.

Pomijając fakt, że przypisujesz mordercze zapędy osobie, co do której istnienia można mieć co najmniej daleko idące wątpliwości, myślę, że - skoro już hipotetycznie zakładamy jej istnienie - tego rodzaju argumentacja ma w sobie nieco słuszności.

Przypomnę fragment Lemowskiej Summa Technologiae:

S.Lem, Summa Technologiae:
Aby nie być gołosłownym: oceny moralne czynów zależą przede wszystkim od ich nieodwracalności. Gdybyśmy mogli wskrzeszać umarłych, zabójstwo, nie przestając być czynem złym, przestałoby być zbrodnią, jak nie jest nią wymierzone drugiemu człowiekowi w gniewie uderzenie. (...)


Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"Przecz każdy sądzi, gdy usłyszy słowa, że muszą też zawierać jakiś sens". (Faust)
Daniel (783 punktów)
>>>Dzieci które zginęły być może były już na tyle zniszczone, że pozostaje wzbudzić je na nowej ziemi. Bóg monitorował to. Bóg nie jest despotą- jak pokutujesz on wybacza. Nie jest nie do ubłagania.
>>Przeczytaj to raz jeszcze uważnie i zastanów się w co lub kogo wierzysz.
>>Sam przyznajesz, że to morderca dzieci.
>Pomijając fakt, że przypisujesz mordercze zapędy osobie, co do której istnienia można mieć co najmniej daleko idące wątpliwości, myślę, że - skoro już hipotetycznie zakładamy jej istnienie - tego rodzaju argumentacja ma w sobie nieco słuszności.
>Przypomnę fragment Lemowskiej Summa Technologiae:
>S.Lem, Summa Technologiae:
Aby nie być gołosłownym: oceny moralne czynów zależą przede wszystkim od ich nieodwracalności. Gdybyśmy mogli wskrzeszać umarłych, zabójstwo, nie przestając być czynem złym, przestałoby być zbrodnią, jak nie jest nią wymierzone drugiemu człowiekowi w gniewie uderzenie. (...)

>
Pozdrawiam,

>Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
>"Przecz każdy sądzi, gdy usłyszy słowa, że muszą też zawierać jakiś sens". (Faust)
>
A myślałem , że Horacy dał już sobie spokój z czytaniem moich postów. Cytat, który podałeś rozumiem średnio, ale nieważne. Po pierwsze trzeba przypomnieć, że to człowiek zabił się sam, łamiąc prawo w Edenie. Wybrał drogę w oderwaniu od Ducha Jahwe. Od tego momentu żyje na kredyt-z pokolenia na pokolenie rodzi się i umiera. Kara zaś Boga na Kanaanie, to kara na osobach zdeprawowanych, które to definitywnie wybrały odpowiedzialność za siebie i własne geny, które przekazali swoim dzieciom. To co tworzyli, jak wychowywali swoje dzieci zależało od nich. Chcieli być niezależni (osoba ufająca koncepcji Dawkinsa zrozumie to). Bóg i dziś czeka tak jak czekał na wydanie wyroku nad Kanaanem-daje ludziom niezależnym czas na zmianę. Napisano w Biblii, że mądrość woła na ulicy-ludzie jednak jej nie słyszą. W przyszłości czeka ich ten sam los-Obj. 11:19. Poza tym każdy kto żyje na kredyt posiada cząstkę Ducha, którego dał Jahwe naszym prarodzicom, a który to podtrzymuje świat. Bez Niego nie byłoby pędu do łączenia się pewnych cząsteczek itd. Pisałem już o tym w kontekście książki Dawkinsa pt. Samolubny gen. Duch wraca do Boga, który go dał (Kazn. 12:7). Najważniejsze jest dla mnie jednak to, że napisałeś wyraźnie, że masz spore wątpliwości co do istnienia Boga. To kolejny tekst, który nie brzmi agnostycznie, ale ateistycznie. Jesteś ateistą.
Sylwek (15472 punktów)
Pijesz do Sądu Ostatecznego, kiedy ewentualne "winy Boga" okażą się nieistotne bo sprawiedliwym zostanie oddane co ich w drugim świecie?
Cóż, sama ilość cierpienia jaka produkowana jest po drodze do osiągnięcia wzniosłych celów pozwala jednoznacznie osądzić Boga. Ne mówiąc o tym, że chrześcijańska eschatologia daje (jakieś) wynagrodzenie tylko (niektórym) ludziom. O muszkach z wyrywanymi skrzydełkami, zatłuczonych komarach, słoniach z obciętymi ciosami, psach na łańcuchach itd... nic juz nie mówi.
Ten świat wygląda jak zaprojektowany do produkowania cierpienia. Jeśliby uznać, że nie jest wynikiem nieintencjonalnego rozwoju, ten kto go stworzył był najbardziej szubrawą istotą jaka da się pomyśleć.
Daniel (783 punktów)
>Pijesz do Sądu Ostatecznego, kiedy ewentualne "winy Boga" okażą się nieistotne bo sprawiedliwym zostanie oddane co ich w drugim świecie?
>Cóż, sama ilość cierpienia jaka produkowana jest po drodze do osiągnięcia wzniosłych celów pozwala jednoznacznie osądzić Boga. Ne mówiąc o tym, że chrześcijańska eschatologia daje (jakieś) wynagrodzenie tylko (niektórym) ludziom. O muszkach z wyrywanymi skrzydełkami, zatłuczonych komarach, słoniach z obciętymi ciosami, psach na łańcuchach itd... nic juz nie mówi.
>Ten świat wygląda jak zaprojektowany do produkowania cierpienia. Jeśliby uznać, że nie jest wynikiem nieintencjonalnego rozwoju, ten kto go stworzył był najbardziej szubrawą istotą jaka da się pomyśleć.
>
Ten swiat to wybor czlowieka, ktory chcial stac sie jak Bog. Teraz zna dobro ale i zlo. Z tym zyjemy i w taki sposob w juz zdegradowanym swiecie podbijamy go by spelnilo sie to ze mamy opanowac ziwemie i czynic sobie ja poddana. Jednakze nie jest to tak doskonale podbijanie i eksplorowanie swiata jak zamierzyl Bog. Czlowiek jednak zapragnal byc jak Bog. Byc moze musi dojsc do momentu gdy zaprojektuje nowego czlowieka i go otrzyma w laboratorium w calej krasie jak owce Dolli ktora potem okazala sie niewypalem genetycznym. Za szybko sie starzala wewn. itd (2 Tes. 2:2-4). Bog odnajduje czlowieka i daje mu nadzieje. Kary boja sie ci co nie chca zawrocic do Boga.
08-07-2009 10:00 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

> Ci którzy byli zabici razem ze swoimi już małymi zdeprawowanymi dziećmi ponieśli karę a nie bez przyczynowy mord.
To jakieś szaleństwo. Ja rozumiem takie okrucieństwa i ich opisy w starożytności, takie czasy były, ale który normalny człowiek XXI wieku będzie sobie tłumaczył wymordowanie małych dzieci jakąś karą boską? I w jaki sposób owe małe dzieci były zdeprawowane? Ty się czasem zastanów, co piszesz, bo jesteś przerażający. Ty i ta Twoja Biblia, traktowana dosłownie jako opis czynów potwornego, zdziczałego demona. Całe szczęście, że to nie jest prawda. Dobrze napisał Sylwek - wolę przypadkowe piekło, niż piekło rządzone przez taką istotę.
Daniel (783 punktów)
>> Ci którzy byli zabici razem ze swoimi już małymi zdeprawowanymi dziećmi ponieśli karę a nie bez przyczynowy mord.
>To jakieś szaleństwo. Ja rozumiem takie okrucieństwa i ich opisy w starożytności, takie czasy były, ale który normalny człowiek XXI wieku będzie sobie tłumaczył wymordowanie małych dzieci jakąś karą boską? I w jaki sposób owe małe dzieci były zdeprawowane? Ty się czasem zastanów, co piszesz, bo jesteś przerażający. Ty i ta Twoja Biblia, traktowana dosłownie jako opis czynów potwornego, zdziczałego demona. Całe szczęście, że to nie jest prawda. Dobrze napisał Sylwek - wolę przypadkowe piekło, niż piekło rządzone przez taką istotę.
>
Przypadkowe piekło to samolubny gen Dawkinsa. Jeśli więc rozumiesz teorię Dawkinsa, to zrozumiesz, że geny tych rodziców, którzy byli grzeszni przeszły na dzieci. Należy jednak pamiętać, że teraz nie mamy przybytku ani chmury Jahwe nad sobą, który wszystko monitorował, wiec nie możemy sobie mówić, że nagle Bóg do mnie przemówił i idę wyciąć w pień cały naród. Na karę czekamy-Obj. 11:19. Jeśli jednak myśli ktoś o boskiej niesprawiedliwości, to niech pamięta, że każdy Duch wraca do Boga-Kazn. 12:7 i On może wzbudzić dziecko, które było zdeprawowane, wynaturzone na nowej ziemi w lepszych warunkach. Bóg zna serce i nie martw się. Zajmowałem się kiedyś przypadkami osób zgwałconych-jakież to cierpienie w życiu-wiele się kaleczyło, chciało umrzeć. Do końca życia tragedia i problemy. Pamiętaj-to był Kanaan a nie jakaś sielanka. Wolna wola człowieka, który wybrał takie a nie inne życie i zgotował piekło dla swoich dzieci.
Sylwek (15472 punktów)
Wybacz, ale przypisywanie Dawkinsowi uzasadnień dla "dziedziczenia grzechów" jest dosyć żałosna próbą uczynienia cudzych poglądów równe ohydnymi jak własne.
Daniel (783 punktów)
>Wybacz, ale przypisywanie Dawkinsowi uzasadnień dla "dziedziczenia grzechów" jest dosyć żałosna próbą uczynienia cudzych poglądów równe ohydnymi jak własne.

To przeczytaj uwazniej Rzeka genow
Sylwek (15472 punktów)
Czytałem dosyć uważnie.

Niewątpliwie da się przypisać Dawkinsowi wyobrażenie świata jako "przypadkowego piekła" ale na Boga, każdy kto ma odrobinę rozumu nie uzna chyba że jest inaczej. No chyba że jest buddą, ale takiego jak dotąd na własne czy nie widziałem i pozostaję sceptyczny co do możliwości stania się takowym.
Jeśli jednak gadasz coś o "dziedziczeniu grzechów" to chyba mylisz Rzekę genów z Bhagawadgitą.
07-07-2009 14:05 
 Ocena 1 na 1
dnak (1340 punktów)
>Są ustępy Biblii nakazujące mordowac niewiernych, lub bezmyślnie oddawac cześc istocie której nie ma?
>Są.
>Są formy religijności które wzmagają mordercze instynkty?
>Są.
>Są formy religijności promujące irracjonalne, mniej szkodliwe zachowania (na przykład narkotyzowanie się, lub odmawianie określonych terapii motywowane tym, że pan Bóg nie chce)?
>Są.
>Są środowiska religijne, które z własnej niechęci do nauki i wiedzy chca uczynić społeczna normę?
>Są.
>Możesz sobie wyszukiwać nieścisłości Dawkinsa. To nie zmieni istoty rzeczy.
>Pozwolę sobie tylko zauważyć że twój autorytet - Biblia ma większe, na przykład myli się w ocenie wieku wszechświata o jakieś 15 miliardów lat itd...

Popełniasz okropny, okropny błąd. Mierzysz opowieści biblijne dzisiejszymi miarami moralnymi. Musisz pamiętac, że Biblia jest tylko semicką sagą, która przetrwała do naszych czasów. Do tego wyłączasz zasady religijne z ogólnych norm prawnych i traktujesz je jako coś osobnego w stosunku do innych ludzkich dążeń i pragnień.
To nie jest tak, że są formy religijności skłaniające do przemocy - są pewne schematy ludzkich zachowań, które do przemocy prowadzą.
Mało to - na ogół motywy religijne są tylko usprawiedliwieniem działań, które mają głębokie, racjonalne (tj. socjo-ekonomiczne) podstawy. Religie agresywne, mesjanistyczne na ogół pojawiają się w momentach biedy, w społecznosciach przyciśniętych do muru (np. Islam, który służył za narzędzie ekspansji z płw. Arabskiego), a umiarkowane zdobywają wpływy tam, gdzie ludzie mają coś do stracenia, więc nie chca ryzykować (np. Niderlandy podczas reformacji).
Ideologia (w to wlicza się religia) pojawia się więc kiedy są materialne ku niej podstawy.
07-07-2009 20:13 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Popełniasz okropny, okropny błąd. Mierzysz opowieści biblijne dzisiejszymi miarami moralnymi. Musisz pamiętac, że Biblia jest tylko semicką sagą, która przetrwała do naszych czasów.

Gdyby wszyscy tak uważali nie byłoby problemu. Niestety to wielu wierzących zapomina o tym co napisałeś, i uznaje, że Biblia to podręcznik właściwego życia.
dnak (1340 punktów)
>Gdyby wszyscy tak uważali nie byłoby problemu. Niestety to wielu wierzących zapomina o tym co napisałeś, i uznaje, że Biblia to podręcznik właściwego życia.

Wybacz ton, ale nie widziałem ostatnio zbyt wielu trędowatych chodzących w workach poza obozem krzycząc 'nieczysty!, nieczysty!'. Pomijając złośliwości: obecnie nawet krk nie uznaje słów ST, a po części również NT za prawdziwe w dosłownym znaczeniu. O ile tylko bardzo liberalne (często niemalże wyklęte) środowiska pozwalają sobie na stwierdzenie, że Biblia jest opowiastką, która ma silne starosemickie zabarwienie i w ten sposób należy ją rozumieć (nie wykluczając jednak objawienia bożego) to i tak oficjalny nurt uznaje metaforyczne i alegroyczne przesłanie Biblii.
Biblia jest podręcznikiem właściwego życia do dziś, ponieważ pewne zasady są uniwesalne dla większości społeczeństw - nie zabijaj, nie kradnij, nie rób dzieci żonie sąsiada. Te ogólniki bardzo łatwo wpleść we współczesne nam prawodawstwo (np. zdrada małżeńska jest podstawą do przerwania prawnie usankcjonowanego związku), a sama księga nie przeszkadza w takim rozumieniu sprawy.

Trzeba więc rozróżnić tych, którzy nadużywają biblii dla własnych celów od tych, którzy widzą w niej uniwersalne zasady, które nie tracą na wartości mimo upływu czasu.
Sylwek (15472 punktów)
Nie bardzo rozumiem, najpierw coś takiego:
>Popełniasz okropny, okropny błąd. Mierzysz opowieści biblijne dzisiejszymi miarami moralnymi. Musisz pamiętac, że Biblia jest tylko semicką sagą, która przetrwała do naszych czasów.

a potem piszesz:

>Trzeba więc rozróżnić tych, którzy nadużywają biblii dla własnych celów od tych, którzy widzą w niej uniwersalne zasady, które nie tracą na wartości mimo upływu czasu.

Czy tylko ja widzę tu sprzeczność?
Czy muszę dodatkowo mówić jakim tanim wybiegiem i wytrychem jest kwestia "metaforyczna-alegorycznego" charakteru Biblii? Wszak starcza go by odrzucić nawoływania do traktowania kobiet jak jednej z licznych rzeczy przynależących do mężczyzn, starcza metafory by odrzucić zachętę do niewolnictwa, ale by nie widzieć nic złego w homoseksualizmie metafory (jeszcze) nie starcza. Pewnie trza pale lat poczekać, dopóki pogląd kościelny nie będzie tak obskurancki, że samym kościelnym się będzie robić nieswojo a wtedy uczeni w piśmie znajdą metaforyczna metodę wybrnięcia z niezręcznej sytuacji.
dnak (1340 punktów)
>Czy tylko ja widzę tu sprzeczność?
>Czy muszę dodatkowo mówić jakim tanim wybiegiem i wytrychem jest kwestia "metaforyczna-alegorycznego" charakteru Biblii? Wszak starcza go by odrzucić nawoływania do traktowania kobiet jak jednej z licznych rzeczy przynależących do mężczyzn, starcza metafory by odrzucić zachętę do niewolnictwa, ale by nie widzieć nic złego w homoseksualizmie metafory (jeszcze) nie starcza. Pewnie trza pale lat poczekać, dopóki pogląd kościelny nie będzie tak obskurancki, że samym kościelnym się będzie robić nieswojo a wtedy uczeni w piśmie znajdą metaforyczna metodę wybrnięcia z niezręcznej sytuacji.

Podejrzewam, że zobaczy ją więcej osób, ale niesłusznie. Uniwersalizm polega właśnie na tym, że w każdej sytuacji w danym tekście znajdzie się coś, co będzie pasowało do danych czasów. Nie ma sprzeczności w cytowanych fragmentach. Świadomość, że coś jest mitologią ludzi żyjących 3000 lat temu tylko uzupełnia przesłanie, które można stosować do dziś. W ten spsoób można oddzielić tamtejsze zwyczaje wynikające z niewiedzy (np. kwestie czystości rytualnej, tłumaczenie zjawisk) od pewnych zasad. I w ten sposób zniszczenie Sodomy, które w Biblii jest opisem kary za to, że miasto chciało zgwałcić Lota może być po prostu zapowiedzią kary za grzechy i opisem dobroci bóstwa, które uratowałoby miasto gdyby znalazło się w nim tylko kilkoro dobrych ludzi.
Metaforyczność Biblii jest wytrychem, ale uważam, że w dobrym tego słowa znaczeniu. Mów co chcesz, ale cały europejski system etyczny jest oparty na Biblii i wybrał sobie te jej fragmenty, które odpowiadają czasom - reszta jest traktowana po macoszemu, albo interpretowana jako pewne pozostałości po bardziej brutalnych czasach. Coś takiego od wieków zapewnia pewną stabilność systemów etyczno-moralnych naszej cywilizacji i jest podstawą relacji poszczególnych jej grup.
Sylwek (15472 punktów)
Cóż, taka metaforyczność niewątpliwie funkcjonuje. Ale znaczy to, że żadne rzeczywiste podstawy moralności akceptowalnej współcześnie nie mieszczą się w Biblii, a jeśli jakieś są z Biblią zbieżne, to przypadkowo. I cała heca z Biblią jest wynikiem potrzeby legitymacji poglądów w wyższej instancji - Świętej Księdze, choćby to polegać miało na całkowicie dowolnie wybiórczym traktowaniu i reinterpretowaniu jej tekstu.
dnak (1340 punktów)
>Cóż, taka metaforyczność niewątpliwie funkcjonuje. Ale znaczy to, że żadne rzeczywiste podstawy moralności akceptowalnej współcześnie nie mieszczą się w Biblii, a jeśli jakieś są z Biblią zbieżne, to przypadkowo. I cała heca z Biblią jest wynikiem potrzeby legitymacji poglądów w wyższej instancji - Świętej Księdze, choćby to polegać miało na całkowicie dowolnie wybiórczym traktowaniu i reinterpretowaniu jej tekstu.

Wcale nie. Pewne zachowania, które nazywamy moralnością i etyką są wpisane w nasze geny, stąd znajdują się w większości dużych religii.
Święta księga nie musi napisać: "nie zabijaj. No, chyba że robisz to w obronie koniecznej, twój kraj idzie na wojnę, albo jesteś zwolennikiem aborcji i eutanazji", wystarczy samo "nie zabijaj" - ludzie dopowiedzą resztę. Zakaz zabijania musi w pewnych okolicznościach zostać nagięty, ale sam fakt, że istnieje to już dużo. Bo dzięki temu ludzie negatywnie oceniają zabijanie na wojnie, a zadanie śmierci w obronie koniecznej mimo pełnej akceptacji przez społeczeństwo również występuje jako czyn niepożądany.
To samo tyczy się: "nie kradnij, czy "nie cudzołóż". Są pewne odstępstwa od normy (np. prawo państw zachodnich raczej nie karze za kradzieże mające na celu zdobycie żywności, aby przeżyć jeśli osoba nie ma żadnego źródła utrzymania, czy zezwolenie na wielożeństwo w społecznościach, w których mężczyzn jest mało, bo cały czas są z dala - np. na wojnie, jak w społeczności arabskiej), ale chodzi o nadanie ogólnego tonu, który w ramach rzeczywistej, materialnej potrzeby może i musi być naginany, aby społeczność mogła funkcjonować. Możesz potępiać drobnego złodziejaszka za sam akt kradziezy, ale rozumiesz, że to jedyne co mu pozostało, aby przeżyć. Akt przywłaszczenia cudzej własności jest zawsze zły ("nie kradnij"), ale pewne okoliczności zwalniają go od kary.
Daniel (783 punktów)
>>Gdyby wszyscy tak uważali nie byłoby problemu. Niestety to wielu wierzących zapomina o tym co napisałeś, i uznaje, że Biblia to podręcznik właściwego życia.
>Wybacz ton, ale nie widziałem ostatnio zbyt wielu trędowatych chodzących w workach poza obozem krzycząc 'nieczysty!, nieczysty!'. Pomijając złośliwości: obecnie nawet krk nie uznaje słów ST, a po części również NT za prawdziwe w dosłownym znaczeniu. O ile tylko bardzo liberalne (często niemalże wyklęte) środowiska pozwalają sobie na stwierdzenie, że Biblia jest opowiastką, która ma silne starosemickie zabarwienie i w ten sposób należy ją rozumieć (nie wykluczając jednak objawienia bożego) to i tak oficjalny nurt uznaje metaforyczne i alegroyczne przesłanie Biblii.
>Biblia jest podręcznikiem właściwego życia do dziś, ponieważ pewne zasady są uniwesalne dla większości społeczeństw - nie zabijaj, nie kradnij, nie rób dzieci żonie sąsiada. Te ogólniki bardzo łatwo wpleść we współczesne nam prawodawstwo (np. zdrada małżeńska jest podstawą do przerwania prawnie usankcjonowanego związku), a sama księga nie przeszkadza w takim rozumieniu sprawy.
>Trzeba więc rozróżnić tych, którzy nadużywają biblii dla własnych celów od tych, którzy widzą w niej uniwersalne zasady, które nie tracą na wartości mimo upływu czasu.

I o to chodzi. Biblia jest do pouczania jako podręcznik ukazujący pewne historie w określonej kulturze. Bóg w NT pokazał dalszy rozwój człowieka i docierał do niego z przesłaniem w jego czasach, które sam wybudował jako panujący nad ziemią (chodzi o człowieka). Uniwersalność jednak Boga jest ta sama-dobro i zło. Po drugie przesłanie Boga brzmi-przebaczam, ale pokutuj. Bóg wybaczy.Tylko ludzie, którzy nie wydoskonalili się w miłości nie potrafią pokutować i widzą tylko karę.
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>Popełniasz okropny, okropny błąd. Mierzysz opowieści biblijne dzisiejszymi miarami moralnymi. Musisz pamiętac, że Biblia jest tylko semicką sagą, która przetrwała do naszych czasów. Do tego wyłączasz zasady religijne z ogólnych norm prawnych i traktujesz je jako coś osobnego w stosunku do innych ludzkich dążeń i pragnień.
Mysle ze to Ty popelniles blad nie adresujac swojej wypowiedzi do faceta ktory traktuje biblie literalnie i wykonuje potrojne fikolki umyslowe.
dnak (1340 punktów)
>Mysle ze to Ty popelniles blad nie adresujac swojej wypowiedzi do faceta ktory traktuje biblie literalnie i wykonuje potrojne fikolki umyslowe.

Nie, bo tu nie chodzi o hermeneutykę biblijną, a wyciąganie pojedynczych jej fragmentów, żeby ośmieszyć kościół albo chrześcijańską etykę.
Rigoletto (3891 punktów)
>Ale o so chodzi...?
>Gdy czytałem "Boga urojonego" miałem pewien problem. Jeśli chodzi o sam układ książka była dość bezładna -- Dawkins wyraźnie chciał polemizować z różnymi formami 'propagandy wiary' (tak chyba należałoby to nazwać), ale właśnie -- różnorodność cząstkowych polemik nie pozwalała mi uzyskać wrażenia spójnej odpowiedzi.

No właśnie, też odniosłem wrażenie, że jego argumenty filozoficzne, są na niższym poziomie od prezentowanej przez niego wiedzy stricte naukowej (z zakresu wiedzy, którą się zajmuje). To czyni z "B u" książkę publicystyczną, a nie popularnonaukową.

>Na 'średnim' poziomie popierałem Dawkinsa -- zasadniczo miał on w każdym z rozdziałów jeśli nie rację, to przynajmniej argumentował w sposób dający do myślenia, zachowując przy tym wymogi polemiki.
>W szczegółach Dawkins ujawniał, że nie zna dokładnie koncepcji i twierdzeń swoich przeciwników.
>Pojawiły się głosy -- i Twój także tu się zalicza -- które z wpadek w szczegółach Dawkinsa robią zarzuty całej książce. Problem polega na tym, że te wpadki nie mają większego znaczenia dla całości argumentacji.

Mnie ta argumentacja nie przekonała, podobnie jak nie przekonuje mnie argumentacja teistów.
Villain (90 punktów)Odp: Dawkinowskie pomyłki w Bogu urojonym
>BŁĄD 2
>Dawkins pisze w książce Bóg urojony na str. 330, że Jefte spalił swoją córkę (Sędziów 11:31-40) a w
>związku z tym, że w tekście czytamy, że był z nim Duch Jahwe, to było to straszne, biorąc pod uwagę,
>że wymieniono go potem jako męża wiary, który służył Bogu miłości (Hebr. 11:32). Okazuje się jednak,
>że taki wniosek można wysnuć tylko wtedy kiedy nie zna się Biblii i nie nazbyt dobrze operuje się
>językiem hebrajskim. W zdaniu, które padło z ust Jeftego: "co wyjdzie na spotkanie z drzwi mojego
>domu" hebrajski czasownik jest rodzaju męskiego!. Jako, że Jefte nie posiadał synów, z pewnością nie
>mógł zatem myśleć o człowieku (pamiętajmy, że w hebr. nie ma rodzaju nijakiego-jeśli myślał o
>zwierzęciu mógł użyć rodz. męskiego). Jednak okazało się, że w rezultacie musiał się zmierzyć z
>zupełnie nieoczekiwanym obrotem zdarzeń, ponieważ "oto córka jego wyszła na jego spotkanie". Czy
>będzie gotowy złożyć ją na całopalenie, jak obiecał? I tu przychodzi nam na pomoc Prawo Mojżeszowe.
>Przewidywało ono możliwość zastąpienia ludzi odpowiednią kwotą pieniężną: "Mów do synów izraelskich
>i powiedz im tak: Jeżeli kto składa Panu jakieś szczególne ślubowanie dotyczące jakichś osób według
>twojej oceny, to twoja ocena będzie taka: za mężczyznę od dwudziestu lat do lat sześćdziesięciu
>będzie twoja ocena wynosiła pięćdziesiąt sykli srebra według sykla świątynnego. Jeżeli to jest
>kobieta, to twoja ocena będzie wynosiła trzydzieści sykli" (3 Moj. 27:2-4). Co się zatem stało z
>córką Jefty? A no nie wyszła za mąż i pozostała bezpotomna. Była to surowa kara w Izraelu. Wszystkie
>kobiety modliły się, aby stać się matkami "nasienia" mającego błogosławić Izrael. Córka Jeftego nie
>miała tej szansy. Bezpłodność była uważana za przekleństwo, macierzyństwo natomiast, za wielkie
>błogosławieństwo. Córka Jeftego pozostała oczywiście przy życiu. Tekst podaje: "Rokrocznie schodzą
>się dziewczęta izraelskie, aby przez cztery dni w roku nucić pieśni ku czci córki Jefty Gileadczyka"
>(Sędz. 11:40). Tekst ten można również przetłumaczyć: " rok w rok córki Izraela przez cztery dni w
>roku chodziły udzielać pochwał córce Jeftego Gileadczyka".

Może najpierw dla uniknięcia niejasności zacytuję fragment, o którym mówisz.
BT:
"Jefte złożył też ślub Panu: «Jeżeli sprawisz, że Ammonici wpadną w moje ręce, wówczas ten, kto [pierwszy] wyjdzie od drzwi mego domu, gdy w pokoju będę wracał z pola walki z Ammonitami, będzie należał do Pana i złożę z niego ofiarę całopalną»*. Wyruszył więc Jefte przeciw Ammonitom zmuszając ich do walki i Pan wydał ich w jego ręce. Rozgromił ich na przestrzeni od Aroeru aż do okolic Minnit, co stanowi dwadzieścia miast, i dalej aż do Abel-Keramim. Była to klęska straszna. Ammonici zostali poniżeni przez Izraela.
Gdy potem wracał Jefte do Mispa, do swego domu, oto córka jego wyszła na spotkanie, tańcząc przy dźwiękach bębenków, a było to dziecko jedyne; nie miał bowiem prócz niej ani syna, ani córki. Ujrzawszy ją rozdarł swe szaty mówiąc: «Ach, córko moja! Wielki ból mi sprawiasz! Tyś też wśród tych, co mnie martwią! Oto bowiem nierozważnie złożyłem Panu ślub, którego nie będę mógł odmienić!» Odpowiedziała mu ona: «Ojcze mój! Skoro ślubowałeś Panu, uczyń ze mną zgodnie z tym, co wyrzekłeś własnymi ustami, skoro Pan pozwolił ci dokonać pomsty na twoich wrogach, Ammonitach!» Nadto rzekła do swego ojca: «Pozwól mi uczynić tylko to jedno: puść mnie na dwa miesiące, a ja udam się na góry z towarzyszkami moimi, aby opłakać moje dziewictwo». «Idź!» - rzekł do niej. I pozwolił jej oddalić się na dwa miesiące. Poszła więc ona i towarzyszki jej i na górach opłakiwała swoje dziewictwo. Minęły dwa miesiące i wróciła do swego ojca, który wypełnił na niej swój ślub i tak nie poznała pożycia z mężem. Weszło to następnie w zwyczaj w Izraelu, że każdego roku schodziły się na cztery dni córki izraelskie, aby opłakiwać córkę Jeftego Gileadczyka."
____________
*Por. 2 Krl 3,27. Ofiary z ludzi były znane w kulcie religijnym Kananejczyków. Jednakże prawo Mojżeszowe ich surowo zabraniało. Por. Kpł 18,21; 2 Krl 23,10. Ślub Jeftego jest przykładem ulegania silnym wpływom kulturowym autochtonów. [przypis oryginalny]

Co do [nad]interpretacji Biblii polecam www.youtube.com/watch?v=iYGZAhCW0Zg
07-07-2009 18:41 
 Ocena 1 na 1
Daniel (783 punktów)
>Może najpierw dla uniknięcia niejasności zacytuję fragment, o którym mówisz.
>BT:
>"Jefte złożył też ślub Panu: «Jeżeli sprawisz, że Ammonici wpadną w moje ręce, wówczas ten, kto [pierwszy] wyjdzie od drzwi mego domu, gdy w pokoju będę wracał z pola walki z Ammonitami, będzie należał do Pana i złożę z niego ofiarę całopalną»*. Wyruszył więc Jefte przeciw Ammonitom zmuszając ich do walki i Pan wydał ich w jego ręce. Rozgromił ich na przestrzeni od Aroeru aż do okolic Minnit, co stanowi dwadzieścia miast, i dalej aż do Abel-Keramim. Była to klęska straszna. Ammonici zostali poniżeni przez Izraela.
>Gdy potem wracał Jefte do Mispa, do swego domu, oto córka jego wyszła na spotkanie, tańcząc przy dźwiękach bębenków, a było to dziecko jedyne; nie miał bowiem prócz niej ani syna, ani córki. Ujrzawszy ją rozdarł swe szaty mówiąc: «Ach, córko moja! Wielki ból mi sprawiasz! Tyś też wśród tych, co mnie martwią! Oto bowiem nierozważnie złożyłem Panu ślub, którego nie będę mógł odmienić!» Odpowiedziała mu ona: «Ojcze mój! Skoro ślubowałeś Panu, uczyń ze mną zgodnie z tym, co wyrzekłeś własnymi ustami, skoro Pan pozwolił ci dokonać pomsty na twoich wrogach, Ammonitach!» Nadto rzekła do swego ojca: «Pozwól mi uczynić tylko to jedno: puść mnie na dwa miesiące, a ja udam się na góry z towarzyszkami moimi, aby opłakać moje dziewictwo». «Idź!» - rzekł do niej. I pozwolił jej oddalić się na dwa miesiące. Poszła więc ona i towarzyszki jej i na górach opłakiwała swoje dziewictwo. Minęły dwa miesiące i wróciła do swego ojca, który wypełnił na niej swój ślub i tak nie poznała pożycia z mężem. Weszło to następnie w zwyczaj w Izraelu, że każdego roku schodziły się na cztery dni córki izraelskie, aby opłakiwać córkę Jeftego Gileadczyka."
>____________
>*Por. 2 Krl 3,27. Ofiary z ludzi były znane w kulcie religijnym Kananejczyków. Jednakże prawo Mojżeszowe ich surowo zabraniało. Por. Kpł 18,21; 2 Krl 23,10. Ślub Jeftego jest przykładem ulegania silnym wpływom kulturowym autochtonów. [przypis oryginalny]
>Co do [nad]interpretacji Biblii polecam www.youtube.com/watch?v=iYGZAhCW0Zg
>

To, że podałeś to z Biblii Tysiąclecia opatrzone przypisem to nic jeszcze nie oznacza-mnóstwo w niej błędów w tłumaczeniu. Podam ci przykład - 1 Jana 5:21. w BT mowa tam o tym by się strzec fałszywych " bogów". Nie występuje tam jednak w grece słowo theoi-bogowie ale eidolon- idole. Tych błędów w BT jest dużo. Druga spraw, to ta, że Jefte złożył ślub, ale skorzystał z Prawa Mojżeszowego by go wypełnić, gdyż po pierwsze myślał o kimś rodzaju męskiego co podaje tekst hebrajski-a więc najprawdopodobniej o zwierzęciu, ale z powodu nieprzewidywalnej sytuacji myślał, ze będzie musiał oddać córkę. Mógł jednak wypełnić ślub zgodnie z tym co wypowiedział na zasadach regulowanych przez Prawo o czym pisałem. Córka jego jednak została bezpłodna co było w tym wypadku ekwiwalentem spalenia. Pozostała do końca dziewicą. Jahwe był przeciwny paleniu dzieci-Jer. 7:31. Słuchaj (czytaj) przypisów KK to w zimę w trampkach będziesz chodził
07-07-2009 19:57 
 Ocena 1 na 1
Villain (90 punktów)
>To, że podałeś to z Biblii Tysiąclecia opatrzone przypisem to nic jeszcze nie oznacza-mnóstwo w niej błędów w tłumaczeniu.
Jakby im mało było błędów i nieścisłości w tekście oryginalnym...
>Jefte złożył ślub, ale skorzystał z Prawa Mojżeszowego by go wypełnić, gdyż po pierwsze myślał o kimś rodzaju męskiego co podaje tekst hebrajski-a więc najprawdopodobniej o zwierzęciu, ale z powodu nieprzewidywalnej sytuacji myślał, ze będzie musiał oddać córkę. Mógł jednak wypełnić ślub zgodnie z tym co wypowiedział na zasadach regulowanych przez Prawo o czym pisałem. Córka jego jednak została bezpłodna co było w tym wypadku ekwiwalentem spalenia. Pozostała do końca dziewicą.
Cwaniak BTW, dzięki, nie wiedziałem.
>Jahwe był przeciwny paleniu dzieci-Jer. 7:31.
Ten Jahwe to chyba sam nie wiedział, czego chce. Przeciwny może i był, dopóki się nie wkurzył. Ostatnio w Izajaszu znalazłem (wakacje, nudzi mi się) następujące słowa:
Dlatego niebiosa się poruszą
i ziemia się wstrząśnie w posadach,
na skutek oburzenia Pana Zastępów,
gdy rozgorzeje gniew Jego.
Każdy odszukany będzie przebity,
każdy złapany polegnie od miecza.
Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach,
ich domy będą splądrowane,
a żony - zgwałcone.
Wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone.
Nad noworodkami się nie ulitują,
ich oko nie przepuści także niemowlętom.
(Iz 13,13.15-18)

>Słuchaj (czytaj) przypisów KK to w zimę w trampkach będziesz chodził
Słuchaj Biblii, to krzak do ciebie zagada.
Daniel (783 punktów)
>>To, że podałeś to z Biblii Tysiąclecia opatrzone przypisem to nic jeszcze nie oznacza-mnóstwo w niej błędów w tłumaczeniu.
>Jakby im mało było błędów i nieścisłości w tekście oryginalnym...
>>Jefte złożył ślub, ale skorzystał z Prawa Mojżeszowego by go wypełnić, gdyż po pierwsze myślał o kimś rodzaju męskiego co podaje tekst hebrajski-a więc najprawdopodobniej o zwierzęciu, ale z powodu nieprzewidywalnej sytuacji myślał, ze będzie musiał oddać córkę. Mógł jednak wypełnić ślub zgodnie z tym co wypowiedział na zasadach regulowanych przez Prawo o czym pisałem. Córka jego jednak została bezpłodna co było w tym wypadku ekwiwalentem spalenia. Pozostała do końca dziewicą.
>Cwaniak BTW, dzięki, nie wiedziałem.
>>Jahwe był przeciwny paleniu dzieci-Jer. 7:31.
>Ten Jahwe to chyba sam nie wiedział, czego chce. Przeciwny może i był, dopóki się nie wkurzył. Ostatnio w Izajaszu znalazłem (wakacje, nudzi mi się) następujące słowa:
>Dlatego niebiosa się poruszą
>i ziemia się wstrząśnie w posadach,
>na skutek oburzenia Pana Zastępów,
>gdy rozgorzeje gniew Jego.
>Każdy odszukany będzie przebity,
>każdy złapany polegnie od miecza.
>Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach,
>ich domy będą splądrowane,
>a żony - zgwałcone.
>Wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone.
>Nad noworodkami się nie ulitują,
>ich oko nie przepuści także niemowlętom.
>(Iz 13,13.15-18)
>Słuchaj (czytaj) przypisów KK to w zimę w trampkach będziesz chodził
>Słuchaj Biblii, to krzak do ciebie zagada.

Tak. Jest to fragment Biblii. Pierwotnie spełniony na odstępczym Izraelu. W drugiej turze będzie to kara jaka zaistnieje przy końcu tego świata-Obj. 11:19. Nie ma to nic wspólnego z Jer. 7:31. Jeśli ktoś rozumie samolubny gen Dawkinsa, to winien zrozumieć jego teorię memów i tego, że są geny które chcą zapewnić sobie przetrwanie. One są przekazywane z pokolenia na pokolenie (dzieciom) jako nośnik informacji w kolejnych maszynach przetrwania. Kara nad fałszywą religią i ateistami będzie zgodna z zasadami podanymi przez Boga. Są dzieci Boga i dzieci Diabła-każdy jednak ma czas, tak jak miał czas Kanaan. Czas się jednak skończy. każdy rodzic jest odpowiedzialny za swoje dzieci. Nad resztą panuje Bóg, który może wskrzeszać-Kazn. 12:7.
08-07-2009 17:34 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
Dryfujesz w stronę Świadków Jehowy...
Daniel (783 punktów)
>Dryfujesz w stronę Świadków Jehowy...

O. A co to ma wspólnego z tematem i postem do którego nawiązujesz? W tym wypadku ś.J. dobrze wyszło tłumaczenie. Poza tym wielu tzw. uczonych zapomina o tym, ze Biblię trzeba czytać w całym jej kontekście. Dla wielu jest ona kamieniem potknięcia z tego powodu, że pomijają patrzeć na nią całościowo. Wyrywają sobie fragment z kontekstu bliższego, dalszego i mówią-mamy prawdę. A to jest guzik warte. Na Bible patrzy się całościowo. Wiele osób takich jak H. Eilstein czy sam Horacy robią wielki błąd, bo myślą, ze jak opisano jakąś sytuację, to jest ona tam jak na filmie zatrzymana pilotem i nic się tam więcej nie wydarzyło. Panie Helena podaje , że nic więcej Jezu nie mógł powiedzieć na krzyżu stąd ewangelie przeczą sobie a Horacy że Sędziów 5:20 jest sprzeczne z sytuacją, bo oczywiście gwiazdy nie mogły walczyć. Zapomina jednak że Debora miał kontakt z Bogiem i wiedziała, że aniołowie niczym gwiazdy walczyli wraz z Izraelem. Pomija się cały aspekt życia cżłowieka z Bogiem, izoluje się i syntetyzuje kawałki Biblii by ją wyśmiać. To jest błąd i Bóg to przewidział Bóg dozwalając spisać tekst Hebrajczyków 4:12.
Meretseger (61860 punktów)
To jest błąd i Bóg to przewidział Bóg dozwalając spisać tekst Hebrajczyków 4:12.
Ale bo widzisz, dla nas Biblia to tylko literatura. Dlatego wałkujemy ją jak dzieło literackie, a nie jak tekst zrzucony na Ziemię przez Boga, w istnienie którego nie wierzymy.
PS. Już Ci pisałam. Zliczanie przy pomocy precyzyjnych narzędzi, które minimalizuje błąd pomiaru i co za tym idzie, pozwala na dokładne datowanie. Poczytaj u Stanleya. Nie będę przepisywać książek.
Daniel (783 punktów)
>To jest błąd i Bóg to przewidział Bóg dozwalając spisać tekst Hebrajczyków 4:12.
>Ale bo widzisz, dla nas Biblia to tylko literatura. Dlatego wałkujemy ją jak dzieło literackie, a nie jak tekst zrzucony na Ziemię przez Boga, w istnienie którego nie wierzymy.
>PS. Już Ci pisałam. Zliczanie przy pomocy precyzyjnych narzędzi, które minimalizuje błąd pomiaru i co za tym idzie, pozwala na dokładne datowanie. Poczytaj u Stanleya. Nie będę przepisywać książek.
>

Wybacz, ale nadal nie podałaś nic konkretnego. Co było nie tak i co poprawiono w tej metodzie? Dla mnie tak samo jak w metodzie rubidowo-strontowej tak i w uranowo-ołowiowej jest powód, który jest niezależny od precyzyjniejszego wykalibrowania. Opisałem go tobie szczegółowo. Wahania aż od samego zera do milionów lat nie zależą od tego co starasz się podawać za argument a nim zupełnie nie jest. Wiesz...od jakiegoś czasu czytam książki które mi się poleca, i kiedy jest jakiś problem to odwołuje się mnie do kolejnej książki z której znowu nic nie wynika. Szkoda, że wierzysz i nie umiesz podać argumentu na swoją wiarę.
maciek (1053 punktów)
Zdanie znaczyłoby: "Spis ten odbył
>się zanim (wpierw nim) namiestnikiem Syrii był Kwiryniusz."
Jaki jest sens podawania takiej daty ? Równie dobrze można napisać " przed rokiem 5287 naszej ery" .
Daniel (783 punktów)
> Zdanie znaczyłoby: "Spis ten odbył
>>się zanim (wpierw nim) namiestnikiem Syrii był Kwiryniusz."
>Jaki jest sens podawania takiej daty ? Równie dobrze można napisać " przed rokiem 5287 naszej ery" .

Czy w tekście Łuk 2:2 podano datę? Raczej opierając się na Łuk. 3:1 można podać jakąś datę. Jest to sprawdzalne wg. Kanonu Ptolemeusza z uwzględnieniem rachuby Syryjskiej. W Łuk 3:1 oczywiście chodzi o datę bliską tej w której Jezus był namaszczony. A w związku z tym, że miał wg. Łuk 3:23 ok. 30 lat to cofając się wstecz od roku 26/27 n.e. która to była datą piętnastego roku panowania Tyberiusza, to wychodzi nam ok. 3 p.n.e. (bez szczegółów)

Pozdrawiam
dnak (1340 punktów)
>Jaki jest sens podawania takiej daty ? Równie dobrze można napisać " przed rokiem 5287 naszej ery" .

Bo to nie ma być data we współczesnym jej rozumieniu. Semici mieli w ogóle inną koncepcje czasu od naszej. Pomijając kwestie liniowosci itd: oni po prostu nie znali lat oznaczonych cyframi. Lata liczyło się swiętami, panujacymi władcami, wojnami.
Datowanie za pomocą cyfr i liniowe pojęcie czasu to wymysł naszej, europejskiej cywilizacji. Nawet Rzymianie żyli nie w roku x, czy y, a w roku panowania danego konsula.
maciek (1053 punktów)
>>Jaki jest sens podawania takiej daty ? Równie dobrze można napisać " przed rokiem 5287 naszej ery" .
>Bo to nie ma być data we współczesnym jej rozumieniu. Semici mieli w ogóle inną koncepcje czasu od naszej. Pomijając kwestie liniowosci itd: oni po prostu nie znali lat oznaczonych cyframi. Lata liczyło się swiętami, panujacymi władcami, wojnami.
>Datowanie za pomocą cyfr i liniowe pojęcie czasu to wymysł naszej, europejskiej cywilizacji. Nawet Rzymianie żyli nie w roku x, czy y, a w roku panowania danego konsula.
Chodziło mi o "przed". Nie wiadomo bowiem na ile przed.
Madman (7811 punktów)
> Autor Boga urojonego popełnia w książce o tym samym tytule wiele błędów
Dawkins jest tylko autorem książki, Autorami Urojonego Boga są ci, którzy go wymyślili. Czyli plemiona semickie, jeśli mówimy o Jahwe.
09-07-2009 23:21 
 Ocena 2 na 2
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon (2079 punktów)

>Dawkins jest tylko autorem książki, Autorami Urojonego Boga są ci, którzy go wymyślili. Czyli plemiona semickie, jeśli mówimy o Jahwe.

O ile nie dopuścili się plagiatu, naruszając prawa autorskie Echnatona

Pozdrawiam,
Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
"Przecz każdy sądzi, gdy usłyszy słowa, że muszą też zawierać jakiś sens". (Faust)
Daniel (783 punktów)
>>Dawkins jest tylko autorem książki, Autorami Urojonego Boga są ci, którzy go wymyślili. Czyli plemiona semickie, jeśli mówimy o Jahwe.
>O ile nie dopuścili się plagiatu, naruszając prawa autorskie Echnatona
>
Pozdrawiam,

>Horacy Dżyngis Dołgorukij de Bourbon
>"Przecz każdy sądzi, gdy usłyszy słowa, że muszą też zawierać jakiś sens". (Faust)
Echnaton był wielbicielem boga Atona (tłum. tarcza słoneczna). Izraelici nie byli wielbicielami Słońca-Ezechiela 8:16 (napiętnowany odstępczy Izrael). Poza tym warto pamiętać, że długo przed Echnatonem w kopalniach egipskich znaleziono napis "Bóg Wiekuisty" tj. El olam. Wskazuje to na hebrajskie wyznawanie jedynego Boga i to nie Atona.

Pozdrawiam

Daniel

Ps. Ludzie dość błędnie podobnie jak w ewolucji gdy widzą jakieś podobieństwa, to generalizują. Jest to z punktu logiki śmieszne. Podam przykład. Jeśli ja się urodziłem z kimś w jednym mieście, tym samym szpitalu, jem podobne rzeczy itd, to czy ja kopiuję życie od tego drugiego?. Oczywiście że nie. Są pewne uniwersalne przenośnie, przykłady, które mogli wykorzystywać wielbiciele prawdziwego Boga jak i fałszywych bóstw. Z jednej strony w Biblii Szatan jest nazwany lwem a w innym Jezus lwem z plemienia Judy. Z jednej strony wąż to symbol diabła a z drugiej jest to Jezus jako wybawiciel. Z jednej strony bowiem można na podbudowie jadu robić szczepionkę i uodparniać się na jad węża a z drugiej strony można bez bycia uodpornionym być przez niego zabitym itd. Ludzie jednak wolą generalizować i upraszczać, ponieważ w ten sposób okazuje się ich serce-stan umysłu i pragnień-Hebr. 4:12. Podobnie z jednym Bogiem. Bóg bogu nie równy. Tak samo gdy Cyrusa nazwano pomazańcem, to zapomina się, ze poza interpretacją egzegetyczną jest drugie dno, które ma spełnienie w przyszłości z kolejnymi szczegółami-tak jak to był np. z Izaj 7:14 (cienie rzeczy przyszłych-to jest kamieniem potknięcia dla tych którzy są przeintelektualizowani i liczą na własną logikę).
Daniel (783 punktów)
>Autor Boga urojonego popełnia w książce o tym samym tytule wiele błędów

BŁĄD 4

Dawkins w książce pt. Bóg urojony na str. 340, W-wa 2008 napisał, że Jezus w ew. Łukasza 14:26 uczy o nienawiści do siebie i innych. Warto jednak przypomnieć, że ten fragment jest często źle tłumaczony, to chyba jakaś naleciałość z okresu średniowiecza, by nienawidzić i torturować własne ciało i ciało własnych bliźnich. Oto poprawna treść z greki:

"Jeśli ktoś przychodzi do mnie i nienawidzi (ouk misei) ojca swego i matki i żony i dzieci i braci i sióstr, więc i duszy (psychen) swej, nie może być mym uczniem". Jak widać nie można nienawidzić bliskich. Koresponduje to z Efezjan 5:28-31. W innym wypadku Jezus nauczał w innej sytuacji podobnie, ale akcentował tym razem miłość większą i mniejszą (Mat. 10:37) w sensie przywiązania ze względów teologicznych. Jeśli bałeś się uwierzyć w Chrystusa, bo rodzice na ciebie krzywo patrzyli, to miłowałeś bardziej ich niż Syna Boga i prawo Boga ( dekalog mówił najpierw o miłości do Boga). Bali się co niektórzy, że wykluczą ich z synagogi, co rodzice powiedzą itp.. To był ten miecz tj. słowo Boga (Hebr. 4:12), które dzieliło rodzinę, pod względem wiary. Dziś jest wiele głupstw, które dzielą rodziny,a to było ważne i nie głupie.

Pozdrawiam

Daniel

BŁĄD 5

Dawkins w swojej książce na str. 347 (wyd. pol, W-wa 2008) podaje badanie przeprowadzone wśród dzieci. Badanie dotyczyło księgi Jozuego 6:16-25. Dzieci miały określić słuszność bądź niesłuszność działania Jozuego i uzasadnić ją. Jak widać samo badanie jest dość manipulacyjne, bo przeprowadzone na dzieciach, które wypowiadając się wykazały nieznajomość Biblii. Powodem eksterminacji Jerycha nie było bowiem zajęcie Kanaanu, ale wyrok (zajęcie Kanaanu było dalszym skutkiem jakkolwiek proroczo przepowiedzianym). Po drugie Kanaan a dokładnie Jerycho w tym wypadku mogło się poddać, bo jak tekst mówi słyszeli o Izraelu i o tym jak Bóg ich przeprowadził przez morze. Po trzecie Bóg chciał ratować pokornych (Jezebel i reszta).
Natalia Julia Nowak (98 punktów)Dawkins nie wie, czego chce!
Zdarza się, że Richard Dawkins przeczy samemu sobie. Świadczy o tym poniższy filmik:

www.youtube.com/watch?v=pJuavyUa660

Przepraszam, jeśli przypadkowo zdublowałam link, ale jestem tutaj nowa i nie czytałam wszystkich wypowiedzi...


...depresja totalna i totalitarna...
anty_k (954 punktów)Odp: Dawkins nie wie, czego chce!
>Zdarza się, że Richard Dawkins przeczy samemu sobie. Świadczy o tym poniższy filmik:
>www.youtube.com/watch?v=pJuavyUa660

W tym filmiku Dawkins tłumaczy na palcach temu idiocie Steinowi, że źle stawia pytanie "kto stworzył świat?". Gdzie jest powiedziane, że ktoś i że świat materialny podlega stworzeniu?

Potem tłumaczy, równie elementarnie, że koncepcja stworzenia niczego nie wyjaśnia: nawet jeśli znaleźlibyśmy ślady po "kosmicie" który stworzył ludzi to ten kosmita musiał jakoś powstać. W napisach jest subtelny ale istotny błąd: przetłumaczyli "you might find" jako "może Pan znaleźć", a powinno być "mógłby Pan znaleźć" (podpis projektanta, gdyby teoria o kosmitach projektujących życie na Ziemi była prawdą). Dawkins tłumaczy, dlaczego taka hipoteza nie przeczy ewolucji: owi kosmici też musieliby jakoś "powstać z niczego" (a nie da się prowadzić rozumowania o zaprojektowaniu przez kosmitów ad infinitum) więc takie "wytłumaczenie" staje przed tym samym problemem, który usiłuje "wytłumaczyć". Ewolucja musiała gdzieś kiedyś zadziałać.
Natalia Julia Nowak (98 punktów)Kosmici
Czekam na mędrca, który odkryje, skąd się wzięli owi "kosmici"!

...depresja totalna i totalitarna...
anty_k (954 punktów)Odp: Kosmici
>Czekam na mędrca, który odkryje, skąd się wzięli owi "kosmici"!

Z ewolucji, to wiadomo od jakichś 150 lat
Ania... (14138 punktów)Odp: Dawkinowskie pomyłki w Bogu urojonym
>BŁĄD 2
>Dawkins pisze w książce Bóg urojony na str. 330, że Jefte spalił swoją córkę (Sędziów 11:31-40) a w
>związku z tym, że w tekście czytamy, że był z nim Duch Jahwe, to było to straszne, biorąc pod uwagę,
>że wymieniono go potem jako męża wiary, który służył Bogu miłości (Hebr. 11:32). Okazuje się jednak,
>że taki wniosek można wysnuć tylko wtedy kiedy nie zna się Biblii i nie nazbyt dobrze operuje się
>językiem hebrajskim. W zdaniu, które padło z ust Jeftego: "co wyjdzie na spotkanie z drzwi mojego
>domu" hebrajski czasownik jest rodzaju męskiego!. Jako, że Jefte nie posiadał synów, z pewnością nie
>mógł zatem myśleć o człowieku (pamiętajmy, że w hebr. nie ma rodzaju nijakiego-jeśli myślał o
>zwierzęciu mógł użyć rodz. męskiego). Jednak okazało się, że w rezultacie musiał się zmierzyć z
>zupełnie nieoczekiwanym obrotem zdarzeń, ponieważ "oto córka jego wyszła na jego spotkanie". Czy
>będzie gotowy złożyć ją na całopalenie, jak obiecał? I tu przychodzi nam na pomoc Prawo Mojżeszowe.
>Przewidywało ono możliwość zastąpienia ludzi odpowiednią kwotą pieniężną: "Mów do synów izraelskich
>i powiedz im tak: Jeżeli kto składa Panu jakieś szczególne ślubowanie dotyczące jakichś osób według
>twojej oceny, to twoja ocena będzie taka: za mężczyznę od dwudziestu lat do lat sześćdziesięciu
>będzie twoja ocena wynosiła pięćdziesiąt sykli srebra według sykla świątynnego. Jeżeli to jest
>kobieta, to twoja ocena będzie wynosiła trzydzieści sykli" (3 Moj. 27:2-4). Co się zatem stało z
>córką Jefty? A no nie wyszła za mąż i pozostała bezpotomna. Była to surowa kara w Izraelu. Wszystkie
>kobiety modliły się, aby stać się matkami "nasienia" mającego błogosławić Izrael. Córka Jeftego nie
>miała tej szansy. Bezpłodność była uważana za przekleństwo, macierzyństwo natomiast, za wielkie
>błogosławieństwo. Córka Jeftego pozostała oczywiście przy życiu. Tekst podaje: "Rokrocznie schodzą
>się dziewczęta izraelskie, aby przez cztery dni w roku nucić pieśni ku czci córki Jefty Gileadczyka"
>(Sędz. 11:40). Tekst ten można również przetłumaczyć: " rok w rok córki Izraela przez cztery dni w
>roku chodziły udzielać pochwał córce Jeftego Gileadczyka".
29 Duch Pana był nad Jeftem, który przebiegał dzielnice Gileadu i Manassesa, przeszedł przez Mispa w Gileadzie, z Mispa w Gileadzie ruszył przeciwko Ammonitom. 30 Jefte złożył też ślub Panu: «Jeżeli sprawisz, że Ammonici wpadną w moje ręce, 31 wówczas ten, kto [pierwszy] wyjdzie od drzwi mego domu, gdy w pokoju będę wracał z pola walki z Ammonitami, będzie należał do Pana i złożę z niego ofiarę całopalną»7. 32 Wyruszył więc Jefte przeciw Ammonitom zmuszając ich do walki i Pan wydał ich w jego ręce. 33 Rozgromił ich na przestrzeni od Aroeru aż do okolic Minnit, co stanowi dwadzieścia miast, i dalej aż do Abel-Keramim. Była to klęska straszna. Ammonici zostali poniżeni przez Izraela.
34 Gdy potem wracał Jefte do Mispa, do swego domu, oto córka jego wyszła na spotkanie, tańcząc przy dźwiękach bębenków, a było to dziecko jedyne; nie miał bowiem prócz niej ani syna, ani córki. 35 Ujrzawszy ją rozdarł swe szaty mówiąc: «Ach, córko moja! Wielki ból mi sprawiasz! Tyś też wśród tych, co mnie martwią! Oto bowiem nierozważnie złożyłem Panu ślub, którego nie będę mógł odmienić!» 36 Odpowiedziała mu ona: «Ojcze mój! Skoro ślubowałeś Panu, uczyń ze mną zgodnie z tym, co wyrzekłeś własnymi ustami, skoro Pan pozwolił ci dokonać pomsty na twoich wrogach, Ammonitach!» 37 Nadto rzekła do swego ojca: «Pozwól mi uczynić tylko to jedno: puść mnie na dwa miesiące, a ja udam się na góry z towarzyszkami moimi, aby opłakać moje dziewictwo»8. 38 «Idź!» - rzekł do niej. I pozwolił jej oddalić się na dwa miesiące. Poszła więc ona i towarzyszki jej i na górach opłakiwała swoje dziewictwo. 39 Minęły dwa miesiące i wróciła do swego ojca, który wypełnił na niej swój ślub i tak nie poznała pożycia z mężem. Weszło to następnie w zwyczaj w Izraelu, 40 że każdego roku schodziły się na cztery dni córki izraelskie, aby opłakiwać córkę Jeftego Gileadczyka.
Jak można inaczej zrozumieć "wypełnił swój ślub" i "opłakiwać córkę"? Podany cytat jest z Biblii Tysiąclecia on line.
Rozumiem, że nie jest miła świadomość, że religie Abrahamowe oparte kiedyś były na ofiarach, w tym z ludzi również, ale w tamtych czasach nie było to dziwne - niemal każda kultura w najdawniejszej historii znała ofiary z ludzi. Wielkim krokiem judaizmu było zaprzestanie ofiar z ludzi stosunkowo dawno, a wyrazem tego jest moim zdaniem opowieść o Izaaku.

A teraz inne pytanie:
I tu przychodzi nam na pomoc Prawo Mojżeszowe.
>Przewidywało ono możliwość zastąpienia ludzi odpowiednią kwotą pieniężną: "Mów do synów izraelskich
>i powiedz im tak: Jeżeli kto składa Panu jakieś szczególne ślubowanie dotyczące jakichś osób według
>twojej oceny, to twoja ocena będzie taka: za mężczyznę od dwudziestu lat do lat sześćdziesięciu
>będzie twoja ocena wynosiła pięćdziesiąt sykli srebra według sykla świątynnego. Jeżeli to jest
>kobieta, to twoja ocena będzie wynosiła trzydzieści sykli"
Dlaczego w takim razie ojciec nie zapłacił i córka nie wyszła normalnie za mąż? Jeśli ofiarowanie kasy było w zamian za ślubowanie to chyba potem osoby te były wolne? Jeśli nie, to fajna mi furtka zapasowa, chyba że chodziło właśnie o ślubowania związane z zabiciem kogoś. Wtedy może zapłacenie kasy uratowało komuś życie, ale pozostała "niesława". Jeśli chodziło o jakieś "drobne" śluby, to zapłata kasy i "niesława" nie opłacałyby się nikomu, nie sądzisz?
Daniel (783 punktów)

>Jak można inaczej zrozumieć "wypełnił swój ślub" i "opłakiwać córkę"? Podany cytat jest z Biblii Tysiąclecia on line.
>Rozumiem, że nie jest miła świadomość, że religie Abrahamowe oparte kiedyś były na ofiarach, w tym z ludzi również, ale w tamtych czasach nie było to dziwne - niemal każda kultura w najdawniejszej historii znała ofiary z ludzi. Wielkim krokiem judaizmu było zaprzestanie ofiar z ludzi stosunkowo dawno, a wyrazem tego jest moim zdaniem opowieść o Izaaku.

Juz napisalem. W zdaniu, które padło z ust Jeftego: "co wyjdzie na spotkanie z drzwi mojego
domu" hebrajski czasownik jest rodzaju męskiego!. Nie zenskiego! . Slub ktory zostal wypowiedziany przez Jeftego mogl zostac spelniony i przyjety przez Boga tylko na podstatwie prawa Mojzeszowego. Jego corka stala sie bezpotomna. Wielkim przywilejem bylo rodzic dzieci a zwlaszcza meskie potomstwo, ktore wskazywalo na kolejne 'nasienie'. Dlatego tez oplakiwanie corki jest zwiazane z oplakiwaniem jej stanu bezpotomnego. Braku meskiego potomka z jej lona. Byc moze Jefte uzywajac rodzaju meskiego myslal o zwierzeciu, ale zdziwil sie gdy zobaczyl corke. Jego slub mogl byc wykonany tylko w zgodzie z prawem Mojzesza. Faktycznie prawo mojzeszowe regulowalo zaplacenie za kogos pieniedzy, ale slub wypowiedziany niefortunnie przez Jeftego jest nauczka by nie wypowiaqdac slow pochopnie. Corka Jeftego pozostala bez potomka meskiego.

Pozdrawiam
Ania... (14138 punktów)
>>Jak można inaczej zrozumieć "wypełnił swój ślub" i "opłakiwać córkę"? Podany cytat jest z Biblii Tysiąclecia on line.
>>Rozumiem, że nie jest miła świadomość, że religie Abrahamowe oparte kiedyś były na ofiarach, w tym z ludzi również, ale w tamtych czasach nie było to dziwne - niemal każda kultura w najdawniejszej historii znała ofiary z ludzi. Wielkim krokiem judaizmu było zaprzestanie ofiar z ludzi stosunkowo dawno, a wyrazem tego jest moim zdaniem opowieść o Izaaku.
>Juz napisalem. W zdaniu, które padło z ust Jeftego: "co wyjdzie na spotkanie z drzwi mojego
>domu" hebrajski czasownik jest rodzaju męskiego!. Nie zenskiego! . Slub ktory zostal wypowiedziany przez Jeftego mogl zostac spelniony i przyjety przez Boga tylko na podstatwie prawa Mojzeszowego. Jego corka stala sie bezpotomna. Wielkim przywilejem bylo rodzic dzieci a zwlaszcza meskie potomstwo, ktore wskazywalo na kolejne 'nasienie'. Dlatego tez oplakiwanie corki jest zwiazane z oplakiwaniem jej stanu bezpotomnego. Braku meskiego potomka z jej lona. Byc moze Jefte uzywajac rodzaju meskiego myslal o zwierzeciu, ale zdziwil sie gdy zobaczyl corke. Jego slub mogl byc wykonany tylko w zgodzie z prawem Mojzesza. Faktycznie prawo mojzeszowe regulowalo zaplacenie za kogos pieniedzy, ale slub wypowiedziany niefortunnie przez Jeftego jest nauczka by nie wypowiaqdac slow pochopnie. Corka Jeftego pozostala bez potomka meskiego.
>Pozdrawiam

Po pierwsze - czyli bóg mógł przyjąć ofiarę z człowieka, gdyby to wyszedł służący?
Po drugie - skąd wiedzieli że jest bezpłodna, skoro umarła jako dziewica?
Daniel (783 punktów)
>>>Jak można inaczej zrozumieć "wypełnił swój ślub" i "opłakiwać córkę"? Podany cytat jest z Biblii Tysiąclecia on line.
>>>Rozumiem, że nie jest miła świadomość, że religie Abrahamowe oparte kiedyś były na ofiarach, w tym z ludzi również, ale w tamtych czasach nie było to dziwne - niemal każda kultura w najdawniejszej historii znała ofiary z ludzi. Wielkim krokiem judaizmu było zaprzestanie ofiar z ludzi stosunkowo dawno, a wyrazem tego jest moim zdaniem opowieść o Izaaku.
>>Juz napisalem. W zdaniu, które padło z ust Jeftego: "co wyjdzie na spotkanie z drzwi mojego
>>domu" hebrajski czasownik jest rodzaju męskiego!. Nie zenskiego! . Slub ktory zostal wypowiedziany przez Jeftego mogl zostac spelniony i przyjety przez Boga tylko na podstatwie prawa Mojzeszowego. Jego corka stala sie bezpotomna. Wielkim przywilejem bylo rodzic dzieci a zwlaszcza meskie potomstwo, ktore wskazywalo na kolejne 'nasienie'. Dlatego tez oplakiwanie corki jest zwiazane z oplakiwaniem jej stanu bezpotomnego. Braku meskiego potomka z jej lona. Byc moze Jefte uzywajac rodzaju meskiego myslal o zwierzeciu, ale zdziwil sie gdy zobaczyl corke. Jego slub mogl byc wykonany tylko w zgodzie z prawem Mojzesza. Faktycznie prawo mojzeszowe regulowalo zaplacenie za kogos pieniedzy, ale slub wypowiedziany niefortunnie przez Jeftego jest nauczka by nie wypowiaqdac slow pochopnie. Corka Jeftego pozostala bez potomka meskiego.
>>Pozdrawiam
>Po pierwsze - czyli bóg mógł przyjąć ofiarę z człowieka, gdyby to wyszedł służący?
>Po drugie - skąd wiedzieli że jest bezpłodna, skoro umarła jako dziewica?
>
W pochopnej deklaracji Jeftego nie chodzilo o czlowieka, ale prawdopodobnie o zwierze. Choc rozstrzyganie co by bylo gdyby moim zdaniem jest bez sensu. Uzyty rodzaj meski musial byc uzyty w tej relacji biblijnej gdyz w hebrajskim nie bylo rodzaju nijakiego ktory mozna byloby uzyc co do zwierzecia. Zazwyczaj w ofiarach byl to np. baranek, koziol itd. Jefte wypelnil slub muszac uszanowac prawo Mojzesza i nie ofiarowac corki doslownie, ale jej potomstwo meskie z lona ktore nigdy sie nie narodzi. To konsekwencja glupiej decyzji Jeftego i podporzadkowanie sie corki z wlasnej woli. Taka mentalnosc tej rodziny. Po drugie nie chodzi o to ze byla bezplodna, ale ze miala pozostac bezplodna w sensie nie wyjsc nigdy za maz i nie posiadac dziecka.
Ania... (14138 punktów)
>>>>Jak można inaczej zrozumieć "wypełnił swój ślub" i "opłakiwać córkę"? Podany cytat jest z Biblii Tysiąclecia on line.
>>>>Rozumiem, że nie jest miła świadomość, że religie Abrahamowe oparte kiedyś były na ofiarach, w tym z ludzi również, ale w tamtych czasach nie było to dziwne - niemal każda kultura w najdawniejszej historii znała ofiary z ludzi. Wielkim krokiem judaizmu było zaprzestanie ofiar z ludzi stosunkowo dawno, a wyrazem tego jest moim zdaniem opowieść o Izaaku.
>>>Juz napisalem. W zdaniu, które padło z ust Jeftego: "co wyjdzie na spotkanie z drzwi mojego
>>>domu" hebrajski czasownik jest rodzaju męskiego!. Nie zenskiego! . Slub ktory zostal wypowiedziany przez Jeftego mogl zostac spelniony i przyjety przez Boga tylko na podstatwie prawa Mojzeszowego. Jego corka stala sie bezpotomna. Wielkim przywilejem bylo rodzic dzieci a zwlaszcza meskie potomstwo, ktore wskazywalo na kolejne 'nasienie'. Dlatego tez oplakiwanie corki jest zwiazane z oplakiwaniem jej stanu bezpotomnego. Braku meskiego potomka z jej lona. Byc moze Jefte uzywajac rodzaju meskiego myslal o zwierzeciu, ale zdziwil sie gdy zobaczyl corke. Jego slub mogl byc wykonany tylko w zgodzie z prawem Mojzesza. Faktycznie prawo mojzeszowe regulowalo zaplacenie za kogos pieniedzy, ale slub wypowiedziany niefortunnie przez Jeftego jest nauczka by nie wypowiaqdac slow pochopnie. Corka Jeftego pozostala bez potomka meskiego.
>>>Pozdrawiam
>>Po pierwsze - czyli bóg mógł przyjąć ofiarę z człowieka, gdyby to wyszedł służący?
>>Po drugie - skąd wiedzieli że jest bezpłodna, skoro umarła jako dziewica?
>>
> W pochopnej deklaracji Jeftego nie chodzilo o czlowieka, ale prawdopodobnie o zwierze. Choc rozstrzyganie co by bylo gdyby moim zdaniem jest bez sensu. Uzyty rodzaj meski musial byc uzyty w tej relacji biblijnej gdyz w hebrajskim nie bylo rodzaju nijakiego ktory mozna byloby uzyc co do zwierzecia. Zazwyczaj w ofiarach byl to np. baranek, koziol itd. Jefte wypelnil slub muszac uszanowac prawo Mojzesza i nie ofiarowac corki doslownie, ale jej potomstwo meskie z lona ktore nigdy sie nie narodzi. To konsekwencja glupiej decyzji Jeftego i podporzadkowanie sie corki z wlasnej woli. Taka mentalnosc tej rodziny. Po drugie nie chodzi o to ze byla bezplodna, ale ze miala pozostac bezplodna w sensie nie wyjsc nigdy za maz i nie posiadac dziecka.

Analiza naprawdę naciągana.
W j. polskim również mówimy często w rodzaju męskim, nie określając płci tak naprawdę. Człowiek - ten człowiek, mówimy "ktoś idzie" - ten ktoś. Myślę, że tu było podobnie, co miał powiedzieć "tą co pierwsza" czyli żeńskiego? Czy może powiedzieć "tego lub tą, co pierwsze..." aby uniknąć wątpliwości?
Daniel (783 punktów)
>W j. polskim również mówimy często w rodzaju męskim, nie określając płci tak naprawdę. Człowiek - ten człowiek, mówimy "ktoś idzie" - ten ktoś. Myślę, że tu było podobnie, co miał powiedzieć "tą co pierwsza" czyli żeńskiego? Czy może powiedzieć "tego lub tą, co pierwsze..." aby uniknąć wątpliwości?
>
A co ma jezyk hebrajski do polskiego?. Jezyk hebrajski nie ma rodzaju nijakiego a polski ma. Twoje wnioskowanie jest bledne.
Ania... (14138 punktów)
>>W j. polskim również mówimy często w rodzaju męskim, nie określając płci tak naprawdę. Człowiek - ten człowiek, mówimy "ktoś idzie" - ten ktoś. Myślę, że tu było podobnie, co miał powiedzieć "tą co pierwsza" czyli żeńskiego? Czy może powiedzieć "tego lub tą, co pierwsze..." aby uniknąć wątpliwości?
>>
>A co ma jezyk hebrajski do polskiego?. Jezyk hebrajski nie ma rodzaju nijakiego a polski ma. Twoje wnioskowanie jest bledne.
Ale nadal ma dwa inne rodzaje. A więc mówiąc cokolwiek na temat czegoś, czego nie jest się pewnym co do rodzaju rzeczownika opisującego to coś, podświadomie wybierasz jeden z rodzajów.
Tam mają dwa: ta lub ten. Wybór jednej z form mógł być przypadkowy i dorabianie do tego teorii jest mocno naciągane.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365