Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ateizm

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
17-05-2007 10:28Rafał ZdziechowiczAteizm
Jeśli ateiści nie wierzą w boga , to zarazem wierzą w to że on nie istnieje , prawda ?

Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Czy nie za dużo czasu, Rafałku, spędzałeś na wagarach?
Thorvoy (6588 punktów)
Biorąc pod uwagę to, co napisał o powstaniu komórki przywleczonej przez meteoryt na Ziemię- gdzieś tak przynajmniej z 50%.
nieobecny
>Jeśli ateiści nie wierzą w boga , to zarazem wierzą w to że on nie istnieje , prawda ?
Że tak powiem "szkolny" błąd mało rozgarniętych teistów.
PS Czy wierzysz, że nie istnieje Sqrblublabetumcao?
DawidKarolkievitz (984 punktów)
>Czy wierzysz, że nie istnieje Sqrblublabetumcao?

Nie jesteś godzien wymieniać Jego imienia


Abstrakcyjnej prawdy nie ma. Prawda jest zawsze konkretna.
W. Lenin
Thorvoy (6588 punktów)
>PS Czy wierzysz, że nie istnieje Sqrblublabetumcao?

Tu powinno nastąpić przyklęknięcie i uczynienie świętego znaku.
sceptymucha
>Jeśli ateiści nie wierzą w boga , to zarazem wierzą w to, że on nie istnieje , prawda ?
Jesli teisci wierza w konkretnego boga, to zarazem wierza, w to, ze kazdy z osobna inny konkretny bog nie istnieje. Toz to musza byc umyslowi tytani, jest przeciez tylu bogow, ktorych mozna sobie wyobrazic, a oni dodatkowo procz wyobrazania sobie jeszcze w nich nie wierza.
Pozdrawiam
Robert
>Jeśli ateiści nie wierzą w boga , to zarazem wierzą w to
>że on nie istnieje , prawda ?
>

Ale to już było... i wróci jeszcze ze sto razy.

Czy mógłby ktoś znaleść jakiś nowy do obalenia dowód na istnienie boga? Bo podawanie czyiś pomysłów na rozwiązanie tego problemu jakoś specjalnie mnie nie bawi - zwłaszcza, że powyższą argumentację da się obalić conajmniej z 4 różnych stanowisk :/
Tofik (5585 punktów)
Ciężko jest udowodnić, że czegoś nie ma jeśli faktycznie tego nie ma, to pytanie było zadawane setki razy. Teista też nie poda Ci nieobalonych dowodów. Zresztą to jest tylko wiara i ktoś jak chce może wierzyć, a inny nie.

"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
Rotor
>Czy mógłby ktoś znaleść jakiś nowy do obalenia dowód na istnienie boga? Bo podawanie czyiś pomysłów na rozwiązanie tego problemu jakoś specjalnie mnie nie bawi - zwłaszcza, że powyższą argumentację da się obalić conajmniej z 4 różnych stanowisk :/

>>>Ja znalazłem ten dowód Dowód na istnienie Boga, istniejącego rzeczywiście, faktycznie i prawdziwie jak w to wierzę, a przede wszystkim też jego istnienia jestem pewien Niedaleko, bo tutaj:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,3580
>>>Jeżeli masz na to ochotę, to go obal...
Marian (5438 punktów)
>Jeśli ateiści nie wierzą w boga , to zarazem wierzą w to
>że on nie istnieje , prawda ?
   Powiem tak: uważanie ateizmu za wiarę w nieistnienie boga, to jak uważać łysinę za kolor włosów.
Thorvoy (6588 punktów)
Dodam do tej trafnej metofory jeszcze to, że zwalenie na ateizm poczynań ulubionych przez Rafała Mao i Stalina to jak zarzut używania "łysej kredki", która w rzeczywistości była czerwona.
Kornowski (835 punktów)
>uważanie ateizmu za wiarę w nieistnienie boga, to jak uważać łysinę za kolor włosów.

Nic dodać nic ująć

Tak jak ateiście trudno zrozumieć wiarę nie opartą na żadnych racjonalnych przesłankach, tak samo teistom trudno zrozumieć istotę racjonalizmu.
DawidKarolkievitz (984 punktów)
>Jeśli ateiści nie wierzą w boga , to zarazem wierzą w to
>że on nie istnieje , prawda ?

Pozostaje wierzyć, że krew mnie kiedyś nie zaleje...

Abstrakcyjnej prawdy nie ma. Prawda jest zawsze konkretna.
W. Lenin
Ocykan (3528 punktów)
>Abstrakcyjnej prawdy nie ma. Prawda jest zawsze konkretna.
>W. Lenin

Cóż to jest prawda?
Piłat
DawidKarolkievitz (984 punktów)
>>Abstrakcyjnej prawdy nie ma. Prawda jest zawsze konkretna.
>>W. Lenin
>Cóż to jest prawda?
>Piłat
>

Przeanalizuj swoje zagadki

Abstrakcyjnej prawdy nie ma. Prawda jest zawsze konkretna.
W. Lenin
Ocykan (3528 punktów)
Bądź tak dobry i oświeć mnie, co moje zagadki mają wspólnego z pojęciem prawdy i/lub osobą Piłata. Bo jako żywo nie rozumiem o co Ci chodzi.
DawidKarolkievitz (984 punktów)
>Bądź tak dobry i oświeć mnie, co moje zagadki mają wspólnego z pojęciem prawdy i/lub osobą Piłata. Bo jako żywo nie rozumiem o co Ci chodzi.

Ja też nie rozumiem jaka prawda stać może za twoją misją tu na Racjonaliście.

Abstrakcyjnej prawdy nie ma. Prawda jest zawsze konkretna.
W. Lenin
Ocykan (3528 punktów)
>nie rozumiem jaka prawda stać może za twoją misją tu na Racjonaliście.

"Misja", "prawda" - po co te wielkie słowa? To po prostu chęć dyskusji z osobnikami o odmiennych poglądach. W dziedzinie wymiany pogladów też jestem hetero. Ale Ty chyba jesteś w tej dziedzinie homo i dlatego odmienny światopogląd powoduje Twoją niechęć.
Baraban
>>Bądź tak dobry i oświeć mnie, co moje zagadki mają wspólnego z pojęciem prawdy i/lub osobą Piłata. Bo jako żywo nie rozumiem o co Ci chodzi.
>Ja też nie rozumiem jaka prawda stać może za twoją misją tu na Racjonaliście.

Ja też jestem ciekaw, co zagadki Ocykana mają wspólnego z prawdą, prawda z "misją" a "misja" z zgadkami. Możesz to wyjaśnić?
Chyba, że palnąłeś coś bezmyślnie i teraz nie wiesz, jak z tego wybrnąć.
Patty Matheson (2087 punktów)
Nieprawda. Wiara oznacza jakiś stosunek emocjonalny do przedmiotu wiary. Większości Ateistów "ni to zieje, ni grzębi", jak to jest z tymi bogami.
APawłowski (1150 punktów)
Nie wiem jak ateiści, ja wiem że nie istnieje więc nie mam w co wierzyć.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Nie pamiętam już, kto i kiedy opowiadał mi ten kawał.

   Na zebraniu partyjnym sekretarz wzywa, by jak zwykle zacząć od wygrażania Panu Bogu. I wszyscy wygrażają, tylko jeden towarzysz nie. Sekretarz pyta, czemu nie wygraża jak wszyscy. A ten typ odpowiada: "Bo ja nie wierzę w Boga".
Drobner
>   Nie pamiętam już, kto i kiedy opowiadał mi ten kawał.
>   Na zebraniu partyjnym sekretarz wzywa, by jak zwykle zacząć od wygrażania Panu Bogu. I wszyscy wygrażają, tylko jeden towarzysz nie. Sekretarz pyta, czemu nie wygraża jak wszyscy. A ten typ odpowiada: "Bo ja nie wierzę w Boga".
To nie jest kawał, tylko zdarzenie z Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności (czy jakoś tam) tuż po '56.
A tym, który nie wygrażał był...... sam Urban Jerzy (ten od NIE). TAK, TAK!
Gdzieś to opisał, albo w Alfabecie Urbana albo w JajachKobyły.... Nie pamiętam.
Baraban
>Nie wiem jak ateiści, ja wiem że nie istnieje więc nie mam w co wierzyć.

Wiesz? A skąd? Możliwe są tylko dwa źródła twojej "wiedzy". Bierze się ona albo z publikacji, uznanych przez ciebie za wiarygodne, albo z twoich własnych przemyśleń. W pierwszym przypadku - tylko wierzysz, że wiesz. W drugim przypadku, ponieważ jako racjonalista nie zakładasz własnej nieomylności - tylko sądzisz, że wiesz. Że wiesz - zgodnie z prawdą nie możesz powiedzieć nigdy.
APawłowski (1150 punktów)
Ja wiem że jest energia, materia, czas i przestrzeń, grawitacja i falowe zjawiska. To w zupełności wystarczyło aby powstało życie w takiej formie jaką obserwujemy i w jakiej ja uczestniczę. Zupełnie nie potrzebne były do tego żadne siły sprawcze.
Plusa bym dał gdybym mógł.
Ocykan (3528 punktów)
>Ja wiem że jest energia, materia, czas i przestrzeń, grawitacja i falowe zjawiska.

To jak większość ludzi, którzy wiedzą o energii, materii, czasie, przestrzeni, grawitacji i zjawiskachh falowych - że są.

A na poważnie: Istnienie czasu nie jest bezsporne, być może nie istnieje. A o jego naturze nie wiemy nic. O naturze pozostałych wymienionych przez Ciebie elementów - też nie za wiele. Mamy tylko sporo (często wzajemnie sprzecznych) teorii.

>To w zupełności wystarczyło aby powstało życie w takiej formie jaką obserwujemy i w jakiej ja uczestniczę.

Póki co nie wiemy, co jest konieczne i dostateczne dla powstania życia. Przypuszczalnie same, nawet najbardziej sprzyjające warunki, nie wystarczą. Tak jak nie wystarczy mieć wykupiony los na loterię, żeby wygrać. Potrzebny jest jeszcze szczęśliwy przypadek. A kto w takie przypadki nie wierzy (rachunek prawdopodobieństwa raczej wiary w przypadek nie uzasadnia) - chcąc nie chcąć musi dopuścić jakiś udział "siły sprawczej".


Na nic zda się metoda, gdy nie ma narzędzi - nic po racjonalizmie, gdy rozumu braknie.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>Póki co nie wiemy, co jest konieczne i dostateczne dla >powstania życia. Przypuszczalnie same, nawet najbardziej >sprzyjające warunki, nie wystarczą.
Skąd to wiesz?
>Tak jak nie wystarczy mieć wykupiony los na loterię, żeby >wygrać. Potrzebny jest jeszcze szczęśliwy przypadek.
Bzdura.
>A kto w takie przypadki nie wierzy (rachunek prawdopodobieństwa >raczej wiary w przypadek nie uzasadnia) - >chcąc nie chcąć musi >dopuścić jakiś udział "siły sprawczej".
Wygrana w totka wyłożyłem Teresce, też nie zrozumiała. Po pierwsze pała dla Ciebie z rachunku prawdopodobieństwa.
Wygrana w totka to 1 do 14 mln. Losów jest prawie 30 mln jak jest kumulacja (na przykład).
Wniosek z prawdopodobieństwa jest taki, że wygrana jest pewna i powinny paść dwie wygrane. Z masy 16 mln grających dwóch MUSI wygrać. Reszta to czysty przypadek. CZYSTY PRZYPADEK. Nie trzeba w nic wierzyć.

>Na nic zda się metoda, gdy nie ma narzędzi - nic po >racjonalizmie, gdy rozumu braknie.
Święta prawda.
Ocykan (3528 punktów)
>>Póki co nie wiemy, co jest konieczne i dostateczne dla powstania życia. Przypuszczalnie same, nawet najbardziej sprzyjające warunki, nie wystarczą.
>Skąd to wiesz?

Gdybym wiedział - nie użyłbym sformułowania "przypuszczalnie".

>>Tak jak nie wystarczy mieć wykupiony los na loterię, żeby wygrać. Potrzebny jest jeszcze szczęśliwy przypadek.
>Bzdura.

Chyba masz na myśli loterię typu "każdy los wygrywa". Aby wygrać na normalnej loterii potrzeba duuuużo szczęścia.

>>A kto w takie przypadki nie wierzy (rachunek prawdopodobieństwa raczej wiary w przypadek nie uzasadnia) - chcąc nie chcąć musi dopuścić jakiś udział "siły sprawczej".
>Wygrana w totka wyłożyłem Teresce...

Co tu ma do rzeczy wygrana w totka? Tylko tyle, że nie wystarczy grać, żeby wygrać. Potrzebny jest jeszcze łut (a włąściwie to wiele pudów) szczęścia. A prawdopodobieństwo samorzutnego powstania życia jest znacznie mniej prawdopodobne.
Prawdopodobieństwo przypadkowego powstania życia można przyrównać do prawdopodobieństwa powstania obszernego słownika w wyniku eksplozji w drukarni. (Edwin Conkin, biolog)
ewolucjonizm.webpark.pl/wypowiedzi.htm

>Reszta to czysty przypadek.

A cóż ja innego napisałem?
>>Potrzebny jest jeszcze szczęśliwy przypadek.
To Ty napisałeś:
>Bzdura.
Trochę to niespójne (delikatnie mówiąc).

>>Na nic zda się metoda, gdy nie ma narzędzi - nic po racjonalizmie, gdy rozumu braknie.
>Święta prawda.

Miło mi, że się zgadzasz.


Na nic zda się metoda, gdy nie ma narzędzi - nic po racjonalizmie, gdy rozumu braknie.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
>Prawdopodobieństwo przypadkowego powstania życia można przyrównać do prawdopodobieństwa powstania obszernego słownika w wyniku eksplozji w drukarni. (Edwin Conkin, biolog)<

Dupa wołowa, nie biolog.
Równie dobrze mógł stwiedzić:

"Prawdopodobieństwo przypadkowego powstania Edwina Concina (jakie było prawdopodobieństwo, że jego mamusia będzie się gzić akurat z jego tatusiem, a nie innym mężczyzną i że podczas tego aktu akurat ten plemnik wniknie do mamusinego jaja, z którego powstał Edwinek ćwierciuszek, a nie inny plemnik tatusia?) można przyrównać do prawdopodobieństwa powstania obszernego słownika w wyniku eksplozji w drukarni. (Edwin Conkin, ćwierciuch)"
Ocykan (3528 punktów)
To nie to samo. Tobie chodzi o prawdopodobieństwo przypadkowego "powstania" konkretnego człowieka (Edwina Concina), jemu zaś chodziło o prawdopodobieństwo przypadkowego powstania jakiejkolwiek żywej komórki.

Na nic zda się metoda, gdy nie ma narzędzi - nic po racjonalizmie, gdy rozumu braknie.
Thorvoy (6588 punktów)
>To nie to samo. Tobie chodzi o prawdopodobieństwo przypadkowego "powstania" konkretnego człowieka (Edwina Concina), jemu zaś chodziło o prawdopodobieństwo przypadkowego powstania jakiejkolwiek żywej komórki.

Nie wydaje mi się. Raczej miał na myśli komórkę, opartą na białku i kwasach nukleinowych. Prawdopodobne są też inne żywe struktury oparte na innych związkach, których jednak nikt nie próbował sklecić.

Podpisuję się też pod słowami Michała: dupa, nie biolog. Pierwsza komórka nie została sklecona wskutek przypadkowego zderzenia się cząsteczek, a wykształciła się w ewolucji, jako któreś już z rzędu pokolenie prakomórek.

Głupotą jest porównywanie istnienia organizmów żywych do chaotycznej syntezy związków. Prawdopodobieństwo powstania życia równa się prawdopodobieństwu powstania NAJPROSTSZEJ SAMOREPLIKUJĄCEJ się struktury w środowisku dostarczającym materiału dla kolejnych replik.* Reszta jest juz wyłącznie kwestią błędów replikowania i doboru naturalnego.

* Chyba nazwę to Antykreacjonistycznym Prawem Thorvoya.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   A przyroda miała na to co najmniej miliard lat czasu.
Ocykan (3528 punktów)
>   A przyroda miała na to co najmniej miliard lat czasu.

Czas niekoniecznia działa na korzyść. Przecież wiesz, że entropia wciąż rośnie.


Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają.
(Paradoks Ocykana)
TyDraniu (6569 punktów)
>Czas niekoniecznia działa na korzyść. Przecież wiesz, że entropia wciąż rośnie.

Nie rośnie, tylko nie maleje. W dodatku tylko w układzie zamkniętym, więc ten argument nie ma tu zastosowania!
Ocykan (3528 punktów)
>>Czas niekoniecznia działa na korzyść. Przecież wiesz, że entropia wciąż rośnie.
>Nie rośnie, tylko nie maleje. W dodatku tylko w układzie zamkniętym, więc ten argument nie ma tu zastosowania!

Entropia raczej jednak rośnie a Wszechświat (jako całość) raczej jest układem zamkniętym:

Według II zasady termodynamiki każdy układ zamknięty dąży do równowagi, w którym entropia osiąga maksimum. Zakładając, że Wszechświat jako całość jest układem zamkniętym powinien on również dążyć do równowagi, stwierdzenie tego faktu jest jednak stosunkowo trudne do zaobserwowania i dlatego prowadzi się liczne dyskusje, czy Wszechświat jest czy nie jest układem zamkniętym, oraz czy rzeczywiście dąży jako całość do równowagi. Wiadomo jedynie, że entropia olbrzymiej większości znanych układów zamkniętych rośnie w kierunku, który nazywamy przyszłością. Tak więc, z tego punktu widzenia, termodynamika określa kierunek upływu czasu (tzw. termodynamiczna strzałka czasu). Istnieją jednak zjawiska kwantowe, które nie spełniają II zasady termodynamiki.
pl.wikipedia.org/wiki/Entropia_(termodynamika)


W Polsce jedynym przejawem dyskryminacji homoseksualistów są próby zakazywania demonstracji przeciwko dyskryminacji homoseksualistów.
(II Paradoks Ocykana)
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
To co piszesz o entropii nie ma sensu. Entropia zawsze będzie rosnąć, cokolwiek nie zrobisz. Termodynamika mówi, że jeśli coś "uporządkujesz" to energia wydzielona przy tym wprowadza więcej "chaosu" do układu.
Zatem jest to błędny trop.

Powinniśmy się skupić na prawdopodobieństwie. Napisałeś:
>Potrzebny jest jeszcze szczęśliwy przypadek. A kto w takie przypadki nie wierzy (rachunek >prawdopodobieństwa raczej wiary w przypadek nie uzasadnia) - chcąc nie chcąć musi >dopuścić jakiś udział "siły sprawczej".
Nie rozumiesz prawdopodobieństwa i w tym tkwi problem. Spróbujmy przeanalizować dwa słowa: "możliwe" i "niemożliwe".
Wygrana w totolotka to 1/14 milionów. Jedna czternastomilionowa.
Kowalski wygrał. Według rachunku prawdopodobieństwa wygrana była pewna, ponieważ tego dnia było kupionych 48 milionów zakładów co daje wynik 48/14, większy od jedności.
Możliwe jest więc wygranie przez kogoś pieniędzy.

W przypadku Kowalskiego rachunek prawdopodobieństwa wygrania wynosi 1/14 milionową.
To bardzo mała liczba, patrząc od naszej strony. Praktycznie "niemożliwe" jest wygranie.

Dlatego wprowadziliśmy pojęcie "szczęścia". Kowalski ma szczęście, ponieważ wygrał w totolotka co było praktycznie niemożliwe, ale ogólnie jestmożliwe, przecież z RP wynika, że Kowalski MUSIAŁ wygrać..

Porównaj sobie teraz swoje zdanie. Ono jest bez sensu.

Nie ma potrzeby wprowadzania 'siły wyższej", do czegoś co jest możliwe. Nie ma sensu dyskutowania czy możliwe było wygrania przez Kowalskiego pieniędzy, ponieważ RP mówi wyraźnie, że tak.
Kowalski miał drań, po prostu szczęście (ślepy los), że on wygrał , KTOŚ MUSIAŁ.
Ja nie wierzę, w szczęśliwe przypadki, one są po prostu i koniec.

Ten sam numer stosują przeciwnicy ewolucjonizmu. Wykorzystują małe liczby, by przekonać do swojej wiary. Naukowcy przedstawili możliwy proces powstania życia, jest tu potrzebny rachunek prawdopodobieństwa. Nie wiemy ile mamy prób, ale jeśli nawet jest znikowy ułamek powyżej zera, nie ma sensu mówić, że powstanie życia bez udziały "siły wyższej' jest niemożliwe. Po zajściu prawdopodobieństwa 1/100milionów nie ma sensu dyskutować, czy było możliwe. Zaszło i koniec.
Ocykan (3528 punktów)
Życie jest jedynym procesem, który "idzie po prąd" entropii. Ta jego wyjątkowość jest trochę zastanawiająca.

>Dlatego wprowadziliśmy pojęcie "szczęścia". Kowalski ma szczęście, ponieważ wygrał w totolotka co było praktycznie niemożliwe, ale ogólnie jestmożliwe, przecież z RP wynika, że Kowalski MUSIAŁ wygrać..
Mętne i bez sensu.

>Ja nie wierzę, w szczęśliwe przypadki, one są po prostu i koniec.
Piękny przykłasd logiki: Stwierdzasz, że szczęśliwe przypadki są, ale w nie nie wierzysz. Zatem wierzysz pewnie w byty, których nie ma?

No i jak z Tobą rzeczowo dyskutować?




W Polsce jedynym przejawem dyskryminacji homoseksualistów są próby zakazywania demonstracji przeciwko dyskryminacji homoseksualistów.
(II Paradoks Ocykana)
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Napisałeś tajemnicze zdanie:
>Życie jest jedynym procesem, który "idzie po prąd" entropii. Ta jego wyjątkowość jest >trochę zastanawiająca.
Dowody proszę, inaczej to kolejne wyrażanie Twojej wiary w cuda. Czy Ty rozumiesz termodynamiczne pojęcie entropii? Mam wrażenie, że tak je rozumiesz, jak płynięcie elektronów w przewodniku.

Nie trzeba wierzyć w szczęśliwe przypadki. Wierzy się w coś czego nie można udowodnić. Przypadek to coś czego nie planowaliśmy, szczęśliwy, bo cieszymy się, że takie nieplanowane szczęście nas spotkało. Nie widzę tu nic nielogicznego.
Mądrej głowie dość po słowie.

Poświęcę trochę czasu i pokarzę Twoje matactwo:
Moje zdanie ma sens Nie wierzę ponieważ one po prostu są (występują)
Nie napisałem Nie wierzę ale jednak są

Ty i rzeczowa dyskusja? Nie rozśmieszaj mnie Unikasz dyskusji trollu. Przecież nic nie masz do powiedzenia, najchętniej byś się pokłócił, prawda?

>Mętne i bez sensu.
Nic dziwnego, myślisz magicznie. Logikę mylisz z mądrością. Zdrowy rozsądek z racjonalnością.

P.S.
Baraban chyba ostatnio zniknął. Przestałeś odpowiadać na swoje posty z pracy?
Ocykan (3528 punktów)
>>Życie jest jedynym procesem, który "idzie po prąd" entropii. Ta jego wyjątkowość jest trochę zastanawiająca.
>Dowody proszę,

Termodynamiczna definicja życia:
Życie to złożona struktura dyssypatywna, mająca zdolność miejscowego odwracania entropii
.
pl.wikipedia.org/wiki/Życie
Inne struktury tej zdolności nie posiadają.

Rozmawiamy jak gęś z prosięciem. Ponadto nie jesteś w dyskusji uczciwy - żądasz ode mnie dowodów a sam dotychczas niczego nie udowodniłeś. Gdybyś potrafił - nie musiałbyś używać w stsunku do mnie epitetów. Ja Cię przecież żadnym epitetem nie "obdarzyłem". Skąd więc w Tobie tyle jadu? Myślę, że dalsza dyskusja nie ma sensu.

>Baraban chyba ostatnio zniknął. Przestałeś odpowiadać na swoje posty z pracy?

Zmieniłem robotę.



Alkohol pity z umiarem nie jest szkodlilwy nawet w dużych ilościach.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Stary, Ty nie wiesz, o czym piszesz. Kręcisz, kombinujesz, znieniasz akcent rozmowy. Przedtem pisałeś o entropii w ogóle, teraz wskoczyłeś do lokalnego układu. Postramam się w miarę przystępny sposób wytłumaczyć i podrzucę Ci prawdziwą tajemnicę

Życie nie łamie żadnej zasady fizyki. Entropia rośnie i będzie rosnąć. Przeczytaj definicję entropii kilka razy, i zastanów się nad pojęciem "lokalnie".
Działanie przeciw entropii to ogrzewanie domu w ciągu zimy. Do tego jednak żeby zrównoważyć samoistne, niecelowe działanie przyrody w celu wyrównania temperatury, zużywamy więcej energii na lokalne podgrzanie. W efekcie chcąc , nie chcąc zwiększamy entropię, wprowadzając więcej chaosu do układu "na zewnątrz".

Termodynamiczna definicja życia jest więc dobra w układzie lokalnym. Jest bezwartościowa w dyskusji, ponieważ ona nie mówi nic innego, tylko, że życie wyróżnia się celowością.
Ujmując rzecz od strony "porządek", "nie porządek". Życie cechuje celowe działanie, nic to nie wnosi do rozmowy o ewolucji. To tylko stwierdzenie faktu, który wszyscy znamy, robienie z tego tajemnicy to magiczne myślenie.
To tak jakbyś powiedział "żyjemy i posiadamy inteligencję, to musi coś znaczyć". Sam widzisz więc, że do dyskusji o powstaniu życia przypadkiem nic to nie wnosi.

Jednak nie to zastanawia fizyków. Powstanie życie jest naturalną konsekwencją już wcześniej istniejących zakłóceń w chaosie. Zastanów się chwilę.

SŁOŃCE, tak energia. Życie istnieje dzięki Słóncu. To dzięki temu możemy sobie zakłócać entropię ile sobie chcemy, dopóki nasza gwiazda nie zgaśnie.

Fizycy sie zastanawiają dlaczego gwiazdy istnieją, a istnieją dzięki grawitacji. Grawitacja utrzymuje ich pracę. Daje to nadmiar energii, aż się prosi o lokalne łamanie entropii. Wniosek, gdyby nie było grawitacji, nie byłoby życia. Grawitacja ciągle wymyka się fizykom, jeżeli w tym roku LHC uda się znaleźć boską cząstkę, bozon Higgsa, który podobno jest odpowiedzialny za masę to będzie jedno z najważniejszych odkryć w fizyce. Nie będzie miało takiej rangi jak TW, ale strasznie dużo wyprostuje w fizyce.

Jednak to inna sprawa niż "możliwość powstania życia przypadkiem".
Ocykan (3528 punktów)
>Życie cechuje celowe działanie,
I tylko życie. Żaden inny proces występujący w przyrodzie nie posiada tej cechy. W tym sensie życie jest czymś wyjątkowym.

>gdyby nie było grawitacji, nie byłoby życia.
Z pewnością. Tyle, że życia mogłoby nie być (i kiedyś nie będzie). Czy jednak mogłoby nie być grawitacji?

>Życie istnieje dzięki Słóncu. To dzięki temu możemy sobie zakłócać entropię ile sobie chcemy, dopóki nasza gwiazda nie zgaśnie
A potem nie? A może dzięki racjonalizmowi ludzkość tak się rozwinie, że będziemy w stanie znaleźć sobie inne Słońce? A może nawet zapobiec zgaśnięciu naszego? Przecież dla Śmiertelnych nie ma nic niemożliwego.

>jeżeli w tym roku LHC uda się znaleźć boską cząstkę, bozon Higgsa, który podobno jest odpowiedzialny za masę to będzie jedno z najważniejszych odkryć w fizyce.
Jeżeli uda się to nie w tym tylko w przyszłym roku, czy nawet kiedykolwiek, to też będzie to jedno z najważniejszych odkryć w fizyce. Obawiam się jednak, że bozon Higgsa może nie istnieć, podobnie jak eter, cieplik i flogiston.

A w ogóle to masz we wszystkim rację. Ja przecież nie wiem o czym piszę, tylko się czepiam, kręcę, kombinuję i znieniam akcent rozmowy. Taki już mam podły charakter. Obawiam się, że nie warto ze mną gadać...

A na poważnie: Sądzę, że nie jestem najgłupszym forumowiczem, a jednak to ja stałem się obiektem nieprzebierającej w słowach ofensywy niektórych moderatorów, w tym Twojej. Skoro zatem tak mnie atakujecie - to widać uważacie mnie nie za nieszkodliwego przygłupa, lecz za zagrożenie dla Waszej misji. Niezależnie od tego czy słusznie, czy nie - czuję się zaszczycony.



Alkohol pity z umiarem nie jest szkodlilwy nawet w dużych ilościach.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Nie jesteś głupi. Jesteś inteligentny. Masz jednak problem, a nawet parę problemów.

Może wyjaśnię o co chodzi mi z tą entropią.
Ja tylko powiedziałem, że niczego nie wyjaśnia. Doszliśmy na końcu do zdania: "Życie jest wyjątkowe, ponieważ wyróżnia się celowością". Definicja entropii to mówi, w tym sensie jest to wyjątkowa cecha życia.

Celowość życia jest jego cechą charakterystyczną, jednak cała Ziemia tętni życiem, tutaj ta cecha to nic szczególnego. Kosmos? Co jeśli okaże sie, ze życie jest w kosmosie powszechne? Starcisz swoją wiarę? NIE

Tylko o wiarę tutaj chodzi. Tylko.
Ocykan (3528 punktów)
>Masz jednak problem, a nawet parę problemów.

Ja nie miewam problemów, ja sprawiam problemy.

Nie dawaj głodnemu ani ryby, ani wędki. Naucz go jak zrobić wędkę.
Celecrin (11895 punktów)
Znów unikasz konkretnych odpowiedzi. Czekam na solidne argumenty. Czekam i się niecierpliwię.
Ocykan (3528 punktów)
>Znów unikasz konkretnych odpowiedzi.

A na cóż miałbym Ci odpowiedzieć? Nie zadałeś precież żadnego pytania, tylko mnie krótko "podsumowałeś". I myślę, że na tym możemy poprzestać, gdyż nasza dyskusja staje się już całkiem jałowa. A na forum tyle nowych ciekawych wątków!

Brakujące ogniwo między małpą a człowiekiem rozumnym zostało odnalezione! To my nim jesteśmy.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Całkiem się zgubiłem, jaką odpowiedź Ci podsunąłem?
To jest kolejny wybieg?
Ocykan (3528 punktów)
>Cześć
>Całkiem się zgubiłem, jaką odpowiedź Ci podsunąłem?
>To jest kolejny wybieg?

A czy ja napisałem, że podsunąłeś mi jakąć odpowiedź? Napisałem tylko, że nie mam Ci na co odpowiadać, ponieważ nie zadałeś mi żadnego pytania, tylko mnie krótko "podsumowałeś".
A oto to Twoja wypowiedź, którą odebrałem jako "podsumowanie", a która nie zawiera żadnych pytań do mnie (pytania w niej zawarte są retorycznymi i sam na nie odpowiedziałeś - cytuję: NIE ):

>Nie jesteś głupi.
>Jesteś inteligentny. Masz jednak problem, a nawet parę problemów.

>Może wyjaśnię o co chodzi mi z tą entropią.
>Ja tylko powiedziałem, że niczego nie wyjaśnia. Doszliśmy na końcu do zdania: "Życie jest wyjątkowe, ponieważ wyróżnia się celowością". Definicja entropii to mówi, w tym sensie jest to wyjątkowa cecha życia.

>Celowość życia jest jego cechą charakterystyczną, jednak cała Ziemia tętni życiem, tutaj ta cecha to nic szczególnego. Kosmos? Co jeśli okaże sie, ze życie jest w kosmosie powszechne? Starcisz swoją wiarę? NIE

>Tylko o wiarę tutaj chodzi. Tylko.

Wybacz, ale nasza tak długa a mało tresciwa dyskusja już mnie prządnie zmęczyła. Należysz bowiem do tych dyskutantów, którzy z każdej dyskusji wyjdą zwycięsko. Bowiem jak nie przekonają polemisty, to go zamęczą kolejnymi pytaniami.

Zatem, nie pozostaje mi nic innego, tylko parafrazując Juliana Apostatę oświadczyć:

Celecrinie, zwyciążyłeś!

I to by było na tyle. Pokój z Tobą.



Kobieta najlepszym przyjacielem człowieka.
Kornowski (835 punktów)
>Ja nie miewam problemów, ja sprawiam problemy.

Ja bym sobie w ten sposób nie schlebiał

Twoim problemem jest to, że nie skojarzyłeś dwóch rzeczy:

1) Ślepy traf: prawdopodobieństwo trafienia jest mniejsze niż 1:14.000.000, a mimo to ludzie wygrywają. Po prostu starczy odpowiednia ilość zakładów i czasu, a prędzej czy później ktoś trafi. Prawdopodobieństwo powstania życia jest jeszcze mniejsze, ale wszechświat to bardzo, bardzo duże miejsce. Prędzej czy później trafi się taka planeta, na której powstaje życie.

2) Świadomość: Gdy przez przypadek gdzieś powstają inteligentne formy życia zastanawiają się, dlaczego udało im się powstać pomimo tak małego prawdopodobieństwa. Dylematu nie ma tam, gdzie życie zanim się na dobre rozwinęło zostało zmiecione przez asteroidę, nie uformowały się planety o odpowiednim klimacie, lub wręcz nie powstała odpowiednio trwała materia.
Ocykan (3528 punktów)
>>Ja nie miewam problemów, ja sprawiam problemy.
>Ja bym sobie w ten sposób nie schlebiał

To nie schlebianie, tylko stwierdzenie faktu. Skoro bowiem absorbuję tyle osób (w tym taże Ciebie) to chyba coś w tym jest.

Kobieta najlepszym przyjacielem człowieka.
10-06-2007 21:12 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Kobieta najlepszym przyjacielem człowieka.

Ocykan, obalając zabobony sam stałeś się ich ofiarą czy ja czegoś nie rozumiem?
Ocykan (3528 punktów)
>czy ja czegoś nie rozumiem?

Chyba tak.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,17204
spray (5875 punktów)
>>czy ja czegoś nie rozumiem?
>Chyba tak.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,17204

Argumentum ad personam. I to w jakim wyadaniu! Ocykanie! Tym razem sam sie "ocykales".
IQ955 (2355 punktów)
>
Kobieta najlepszym przyjacielem człowieka.

Masz na myśli Lukrecję Borgię? A może carycę Ekaterinę?
Niektóre może i są, ale od wyżej wymienionych wolałbym trzymać się z daleka.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Ocykan (3528 punktów)
Co do Lukrecji Borgii to masz bezwzględnie rację. Ale Ekaterina? Nawet patron Racjonalisty Wolter "jadł jej z ręki"...
IQ955 (2355 punktów)
>Co do Lukrecji Borgii to masz bezwzględnie rację. Ale Ekaterina? Nawet patron Racjonalisty Wolter "jadł jej z ręki"...
Napisałem wyłącznie we własnym imieniu .
Zresztą Kasia już nie żyje i cała sprawa jest przebrzmiała.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
spray (5875 punktów)
>Napisałem wyłącznie we własnym imieniu .
>Zresztą Kasia już nie żyje i cała sprawa jest przebrzmiała.
>
Pozdrowienia,

>IQ955. [Marek Czeszek]
Ale legenda zyje I dobrze
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Tak w kwestii formalnej. Jeśli pilnie dbacie, by the i what wymawiać prawidłowo, to informuję, iż caryca pisała się Jekatierina. To łatwiejsze od the.
IQ955 (2355 punktów)
>   Tak w kwestii formalnej. Jeśli pilnie dbacie, by the i what wymawiać prawidłowo, to informuję, iż caryca pisała się Jekatierina. To łatwiejsze od the.
Świetnie, że Pan zwrócił na to uwagę. Sam miałem tu wątpliwość, bo spolszczanie rosyjskich słów to jedna z konkurencji na konkursach ortograficznych, więc chyba nie jest takie oczywiste. Z jednej strony wiem, że pisze się na przykład Jegor, ale widziałem zarówno Ewropa, jak i Jewropa. To samo z tą Kasieńką. Szczerze mówiąc... wybrałem "na czuja", bo nie znam regułki spolszczania - no i oczywiście pewnie źle. Wiem niby jak się wymawia po rosyjsku; może to wstyd, ale kiedyś mówiłem i pisałem dość płynnie (do dziś jeszcze czasem czytam). Jeśli zna Pan regułkę - proszę o podanie.
>To łatwiejsze od the.
Ale na złośliwości to sobie chyba jeszcze na razie nie zarobiłem...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Cóż, panie Marku, sprawa jest prosta, wcale nie trudna. Znak "E" w cyrylicy czyta się jako "je", po prostu jako dwugłoskę. Tym sposobem "Ewropa" jest błędem. Duże "R" odwrócone czyta się jak "ja". "E" z dwiema kropkami jak "jo". itd.

   Za urazę przepraszam. To był rozpęd po "Nataszy Rostowej".
IQ955 (2355 punktów)
>   Cóż, panie Marku, sprawa jest prosta, wcale nie trudna. Znak "E" w cyrylicy czyta się jako "je", po prostu jako dwugłoskę. Tym sposobem "Ewropa" jest błędem. Duże "R" odwrócone czyta się jak "ja". "E" z dwiema kropkami jak "jo". itd.
Dzięki, choć to wszystko to ja wiem, bo rosyjski mam (teraz już wprawdzie dość słabo - należałoby odświeżyć) "w mowie i piśmie". Mnie natomiast chodzi o reguły spolszczania, bo tego jakoś nigdzie nie znalazłem. A nie zawsze są one oczywiste.

Proszę mi policzyć na plus, że nie zbluzgałem Pana za wytknięcie błędu, bo mnie się to już kilka razy przytrafiło. Widać mam pecha do głupawych, a bezczelnych smarkaczy... Cóż robić?

>   Za urazę przepraszam. To był rozpęd po "Nataszy Rostowej".

Żadnej urazy nie było. Chciałem tylko podkreślić, że stoimy po tej samej stronie barykady. Świetnie, że ludzie uczą się angielskiego (jak zresztą i każdego innego). Tyle, że należy się uczyć angielskiego, aby mówić dobrze i po polsku i po angielsku , natomiast kaleczenie swoją (pożal się Boże - jeśli masz komu) "angielszczyzną" języka ojczystego - jest rozrywką debili. Który z nich tak naprawdę dobrze po angielsku mówi, skoro i u Conrada Anglicy znajdują podobno jakieś (bardzo drobne) znaczki obcego pochodzenia? A przecież uchodził za dobrego stylistę w tym języku...
Nawiasem mówiąc, nie wiem, czy Pan zauważył, że ludzie, którzy naprawdę dobrze nauczyli się jakichś obcych języków - z reguły mówią też nienagannie po polsku? Za to ćwiecinteligent, który wyjechał do zmywania garów, albo pracy w polu na pół roku, wraca i pyta: "Łell, to jak to sze mófi po polskju?".

Bardziej optymistycznie: Nie wiem, czy Pan zauważył, że zmieniono potworka Qumpel-looker na całkiem niezłe "Znajdź mnie...". Czasem warto trochę podokuczać.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Uczonych reguł spolszczania, jak się wydaje, nie ma... Także nie zetknąłem się z czymś takim. Ale nic dziwnego, zarówno rosyjski, jak polski, oparte są na głoskach, czyli fonemach. To znaczy, pisze się tak, jak się mówi. Sęk co prawda tkwi w alfabecie, nie zawsze identycznie oznaczającym tę samą głoskę. Sposób, zgodny z "duchem języka" nakazuje po prostu maksymalnie zbliżać się do fonemu.

   To tak ogólnie. Natomiast fonemy nieidentyczne, np górnozębowe miękkie t' (około naszego ć) pisze się właśnie tak, z apostrofem. Podobnie miękkie b', r' itd.

   A propos, nasze dwugłoski (dz, dź, dż) to małe piwo przy rosyjskim "szcz": aż cztery litery w jednym znaku!

   Za niezbluzganie - szanuję. Dużo kosztowało, co?
IQ955 (2355 punktów)
>   Uczonych reguł spolszczania, jak się wydaje, nie ma...
Mnie natomiast chodzi po głowie, że gdzieś coś takiego widziałem (czytałem? słyszałem?), ale konkretnie - to nie wiem.

>   To tak ogólnie. Natomiast fonemy nieidentyczne, np górnozębowe miękkie t' (około naszego ć) pisze się właśnie tak, z apostrofem. Podobnie miękkie b', r' itd.
No właśnie. I tu już może być kłopot
Na przykład "patrzeć" (смотрéть ). Są tu w polskim zapisie (co najmniej) trzy wątpliwości:
1. Nieakcentowane o jako "o", czy jako "a"?
2. " рé " jako " rie ", czy " rje "
3. i wreszcie to nieszczęsne " ть ". Widziałem zarówno " ć ", jak i (wydaje się, że lepsze) " t' ".

Swoje wymądrzania opieram głównie na książkach S.I.Witkiewicza, gdzie jest mnóstwo rosyjskich wtrętów.

Wot i prijdiot paczitat' ili parasspraszywat'...

>   Dużo kosztowało, co?
Ho, ho...! I jeszcze trochę.
A wie Pan jaką musiałem stoczyć walkę wewnętrzną, aby się za dyslektyka nie podać?!


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Mamy tu właściwie własny wątek. Aby więc go zakończyć, dodam, że trzeba być konsekwentnym, wobec czego nie napiszemy "paczitat'", lecz "poczitat'", ponieważ oryginalnie właśnie tak się pisze. W rosyjskim też istnieją regionalizmy, na przykład strefowa wymowa "a" lub "o" ("akanie", "okanie"), np Moskwa i Kursk. W Moskwie wymówią "a", w Kursku "o".

   Pozdrowienia.
estetka (708 punktów)
>   Mamy tu właściwie własny wątek.

zasady transkrypcji wszystkich jezykow swiata sa w bibliotekarstwie juz dawno ustalone i jezeli jakakolwiek dyskusja istnieje ( lub bedzie istniala) to mozna liczyc, ze wlasnie w tym srodowisku - z racji potrzeb.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

> zasady transkrypcji wszystkich jezykow swiata sa w bibliotekarstwie juz dawno ustalone i jezeli jakakolwiek dyskusja istnieje ( lub bedzie istniala) to mozna liczyc, ze wlasnie w tym srodowisku - z racji potrzeb.

   Nie kapuję, co ma do rzeczy akurat bibliotekarstwo i czemu właśnie ono ma ustalać zasady transkrypcji... Wiem jednak, że wielu rzeczy nie dokapuję do śmierci. Trudno.

   Co zaś do twych osobistych "praw" tyczących składni, estetko, wiem, że jest demokracja i każdy ma prawo mieć własne prawa, nawet na złość innym. Używaj ich więc możliwie zdrowo i nie męcz mnie więcej.

   Szczególnie, gdy też korzystam ze swych praw.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
>A przyroda miała na to co najmniej miliard lat <

Dużo mniej. Życie mogło powstać tylko przy temperaturze 100 - 120 st. Celsjusza, na pograniczu środowiska wodnego i lądu, w wysokim stężeniu organicznych związków prebiotycznych, dużo wyższym od obecnego ciśnieniu atmosferycznym, dużej ilości chmur chroniących przed promieniowaniem kosmicznym.

Takie warunki występowały na Ziemi tylko wtedy, gdy zaczął padać pierwszy deszcz (prawdopodobnie na biegunach), a większośc wody była jeszcze w atmosferze. Taki stan nie mógł trwać miliarda lat, pewnie trwał miliony, a może tylko tysiące.

Co i tak jest długo - bowiem w ewolucji nie liczy się czas liczony w obrotach Ziemi wokół Słońca, lecz w ilości replikacji. Czyli czas ewolucji dla rozmnażającego się co kilkadziesiąt lat człowieka jest tysiące razy dłuższy od rozmnażającej się co chwilę bakterii. Biorąc pod uwagę, że wbrew pozorom bakteria jest bardzo zaawansowaną w rozwoju formą życia - czas ewolucji pierwotnego, przedbakteryjnego życia był prawdopodobnie jeszcze szybszy.
Kornowski (835 punktów)
Mocno się waść zagalopował z tymi tysiącami lat!

Znamy ślady życia sprzed wielu milionów lat, co zresztą powinno się wynieść ze szkoły (te całe kredy, czwartorzędy itp.)

Przykładowo w południowej Polsce można znaleźć skamieniałości morskich zwierząt, a morza z dnia na dzień nie wysychają. To samo z węglem kamiennym: zanim znalazł się kilkadziesiąt (lub wręcz kilkaset) metrów pod ziemią musiało minąć naprawdę duużo czasu.
Ocykan (3528 punktów)
>>To nie to samo. Tobie chodzi o prawdopodobieństwo przypadkowego "powstania" konkretnego człowieka (Edwina Concina), jemu zaś chodziło o prawdopodobieństwo przypadkowego powstania jakiejkolwiek żywej komórki.
>Nie wydaje mi się. Raczej miał na myśli komórkę, opartą na białku i kwasach nukleinowych.

Oczywiście, że opartą na białku i kwasach nukleinowych, bo z takiej rozwinęło się życie. Ale jakąkolwiek opartą na tych składnikach.

>Prawdopodobne są też inne żywe struktury oparte na innych związkach, których jednak nikt nie próbował sklecić.

Myślę że byli tacy co próbowali, tylko się nie udało. Tak jak nie udaje się sklecić czegokolwiek (niekoniecznie komórki), opartego na czymkolwiek, co by mozna uznać za żywe.

>Pierwsza komórka nie została sklecona wskutek przypadkowego zderzenia się cząsteczek, a wykształciła się w ewolucji, jako któreś już z rzędu pokolenie prakomórek.

Chodzi o pierwszą żywą strukturę. Ja ją nazywam komórką, Ty możesz prakomórką. To tylko semantyka. Przypadkowe powstanie takiej struktury jest bardzo mało prawdopodobne. To zbyt duży skok jakościowy.

>Prawdopodobieństwo powstania życia równa się prawdopodobieństwu powstania NAJPROSTSZEJ SAMOREPLIKUJĄCEJ się struktury w środowisku dostarczającym materiału dla kolejnych replik.*

Jezeli masz rację, to niedługo w laboratoriach zostanie stworzone "sztuczne" życie. Intensywne próby wciąż trwają. Ja jednak jestem pesymistą.

Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają.
(Paradoks Ocykana)
Thorvoy (6588 punktów)
>Oczywiście, że opartą na białku i kwasach nukleinowych, bo z takiej rozwinęło się życie. Ale jakąkolwiek opartą na tych składnikach.

A ile innych konfiguracji Twój ulubieniec odkrył? I na jakiej podstawie wyliczył takie prawdopodobieństwo? Miał jakieś konkretne dane, czy po prostu wydało mu się to na tyle mało prawdopodobne, że dla ładnego zobrazowania dokonał porównania do zdarzenia nieporównywalnie mniej prawdopodobnego?

>>Prawdopodobne są też inne żywe struktury oparte na innych związkach, których jednak nikt nie próbował sklecić.
>Myślę że byli tacy co próbowali, tylko się nie udało. Tak jak nie udaje się sklecić czegokolwiek (niekoniecznie komórki), opartego na czymkolwiek, co by mozna uznać za żywe.

Tak samo jak nie jesteśmy w stanie stworzyć sobie gwiazdy, choć tak wiele widać ich na nieboskłonie. Pewnych rzeczy człowiek po prostu nie przeskoczy, chociaż ze stworzeniem życia to bym raczej uważał, bo mikrotechnologia jednak się rozwija w przeciwieństwie do architektury ciał niebieskich.

>Chodzi o pierwszą żywą strukturę. Ja ją nazywam komórką, Ty możesz prakomórką. To tylko semantyka. Przypadkowe powstanie takiej struktury jest bardzo mało prawdopodobne. To zbyt duży skok jakościowy.

Gdybyś trochę głębiej przestudiował podręcznik dla liceum, wiedziałbyś że nie zaczęło się od komórki. Zaczęło się od kompleksu związków, którego wyróżniała spośród innych wyłącznie umiejętność samopowielania. To już jest całkiem prawdopodobne. Nie zapominajmy o tym, że nie znamy innych konfiguracji, które mogłyby się same replikować na poziomie przedkomórkowym, a ich istnienie nie jest przecież wykluczone.

Stało się, co stać musiało.

>>Prawdopodobieństwo powstania życia równa się prawdopodobieństwu powstania NAJPROSTSZEJ SAMOREPLIKUJĄCEJ się struktury w środowisku dostarczając mmateriału dla kolejnych replik.*
>Jezeli masz rację, to niedługo w laboratoriach zostanie stworzone "sztuczne" życie. Intensywne próby wciąż trwają. Ja jednak jestem pesymistą.

Naukowcy mają do dyspozycji malutkie zbiorniczki, ponadto nie są w stanie monitorować w niej każdej przestrzeni wielkości najmniejszej koniecznej do uwzględnienia molekuły. Ziemia ze swoim olbrzymim zbiornikiem wodnym miała z kolei nieporównywalnie więcej czasu i nikt nie obserwował każdej cząstki z osobna. Po prostu się działo.

>
Ofiary na Kościół najbardziej przeszkadzają tym, którzy ich nie dają.


To nie paradoks, a nieprawdziwe stwierdzenie.

W Polsce każdy, niezależnie od wyznania, łoży na Kościół ze swej kieszeni, tylko nie zawsze bezpośrednio.
Ocykan (3528 punktów)
>Stało się, co stać musiało.

Cztyżbyś był wyznawcą determinizmu?

W Polsce jedynym przejawem dyskryminacji homoseksualistów są próby zakazywania demonstracji przeciwko dyskryminacji homoseksualistów.
(II Paradoks Ocykana)
Thorvoy (6588 punktów)
>>Stało się, co stać musiało.
>Cztyżbyś był wyznawcą determinizmu?

Masz rację.
Ocykan (3528 punktów)
>>>Stało się, co stać musiało.
>>Cztyżbyś był wyznawcą determinizmu?
>Masz rację.
I to pisze kandydat do nagrody za wybitne osiągnięcia na niwie propagowania i demonstrowania racjonalizmu?
www.racjonalista.pl/forum.php/s,86955
Uważaj, jeszcze jakiś "advocatus diaboli" wykorzysta to przeciw Tobie i nagroda przejdzie Ci koło nosa.

W Polsce jedynym przejawem dyskryminacji homoseksualistów są próby zakazywania demonstracji przeciwko dyskryminacji homoseksualistów.
(II Paradoks Ocykana)
Thorvoy (6588 punktów)
>I to pisze kandydat do nagrody za wybitne osiągnięcia na niwie propagowania i demonstrowania racjonalizmu?

Dlaczego nie?

Czy racjonalista nie może być deterministą? Jesteśmy zdeterminowani, ale możemy cieszyć się pozorami możliwości wyboru. Dobre i to.
Ocykan (3528 punktów)
>>I to pisze kandydat do nagrody za wybitne osiągnięcia na niwie propagowania i demonstrowania racjonalizmu?
>Dlaczego nie?
>Czy racjonalista nie może być deterministą? Jesteśmy zdeterminowani, ale możemy cieszyć się pozorami możliwości wyboru. Dobre i to.

Determinizm nie jest stanowiskiem naukowym, lecz metafizycznym. Determinizm jest zarazem nie do utrzymania i nie do udowodnienia.
Luc Ferry, Jean-Didier Vincent
"Co to jest człowiek?"
czytelnia.onet.pl/2,1147141,rozne.html#czytaj


W Polsce jedynym przejawem dyskryminacji homoseksualistów są próby zakazywania demonstracji przeciwko dyskryminacji homoseksualistów.
(II Paradoks Ocykana)
Thorvoy (6588 punktów)
Jeśli pchniesz kulę bilardową po stole, na którym znajdują się inne bile, już w pierwszym momencie możesz wyliczyć jak się ułożą. Wydaje mi się, że ze światem jest podobnie.
Ocykan (3528 punktów)
>Jeśli pchniesz kulę bilardową po stole, na którym znajdują się inne bile, już w pierwszym momencie możesz wyliczyć jak się ułożą.
Jeżeli dysponujesz wszystkimi potrzebnymi danymi. A i tak w ostatniej chwili może wystąpić trzęsienie ziemi.


Alkohol pity z umiarem nie jest szkodlilwy nawet w dużych ilościach.
Thorvoy (6588 punktów)
>Jeżeli dysponujesz wszystkimi potrzebnymi danymi. A i tak w ostatniej chwili może wystąpić trzęsienie ziemi.

Zakładam oczywiście brak jakikolwiek czynników zewnętrznych, tak jak podczas powstawania wszechświata też raczej ciężko było o nich mówić.

>
Alkohol pity z umiarem nie jest szkodlilwy nawet w dużych ilościach.


Dobre, podoba mi się.
Ocykan (3528 punktów)
>>Jeżeli dysponujesz wszystkimi potrzebnymi danymi. A i tak w ostatniej chwili może wystąpić trzęsienie ziemi.
>Zakładam oczywiście brak jakikolwiek czynników zewnętrznych, tak jak podczas powstawania wszechświata też raczej ciężko było o nich mówić.
Ale my nie mówimy o powstaniu wszechświata tylko o powstaniu materii ożywionej. A podczas tego procesu (o ile był to proces) czynników zewnętrznych wobec protoplastów pierwszej żywej komórki było sporo (cały wszechświat).


Alkohol pity z umiarem nie jest szkodlilwy nawet w dużych ilościach.
Thorvoy (6588 punktów)
>Ale my nie mówimy o powstaniu wszechświata tylko o powstaniu materii ożywionej.

Nie było teraz ani słowa o materii ożywionej, Ocykanie.

Rzecz była o determinizmie, a ja uprościłem model deterministyczny, przyrównując powstanie wszechświata do pchnięcia kuli bilardowej.
Ocykan (3528 punktów)
>>Ale my nie mówimy o powstaniu wszechświata tylko o powstaniu materii ożywionej.
>Nie było teraz ani słowa o materii ożywionej, Ocykanie.
>Rzecz była o determinizmie, a ja uprościłem model deterministyczny, przyrównując powstanie wszechświata do pchnięcia kuli bilardowej.

Ale wczesniej była mowa o materii ożywionej. Twój determinizm "wyszedł" podczas dyskusji o powstaniu życia, dopiero potem "przeskoczyłeś" o miliardy lat wcześniej, do powstania wszechświata. Pozwól, ze przypomnę Ci wypowiedź, od której zaczęła się nasza dyskusja na temat determinizmu:

>nie zaczęło się od komórki. Zaczęło się od kompleksu związków, którego wyróżniała spośród innych wyłącznie umiejętność samopowielania. To już jest całkiem prawdopodobne. Nie zapominajmy o tym, że nie znamy innych konfiguracji, które mogłyby się same replikować na poziomie przedkomórkowym, a ich istnienie nie jest przecież wykluczone.

>Stało się, co stać musiało.

A o ile można uznać, że proces powstania wszechświata nie mógł być zakłócony przez żaden czynnik zewnętrzny (bo takowy nie istniał), to proces powstania życia mógł być zagrożony przez wiele czynników. Toteż niekoniecznie musiało się stać, to co się stało.

Alkohol pity z umiarem nie jest szkodlilwy nawet w dużych ilościach.
Thorvoy (6588 punktów)
Moje pojęcie determinizmu obejmuje każdą płaszczyznę, zarówno ożywioną, jak i nie.

Proces powstania życia był bardzo mocno zagrożony. Dzięki temu miała dla siebie miejsce ewolucja. Kiedy już jedna cząstka zaczęła się powielać, "przeżywały" tylko te, które dostosowały się lepiej, a potem już poleciało z górki.
Ocykan (3528 punktów)
>Moje pojęcie determinizmu obejmuje każdą płaszczyznę, zarówno ożywioną, jak i nie.

A moje pojęcie determinizmu nie obejmuje żadnej płaszczyzny, ponieważ nie jestem wyznawcą tej koncepcji filozoficznej.
Nasza dyskusja zatoczyła koło i myślę, że wyczerpaliśmy temat.

A swoją drogą to ciekawe określenie: "ożywiona płaszczyzna". Masz za nią +.


Nie dawaj głodnemu ani ryby, ani wędki. Naucz go jak zrobić wędkę.
Thorvoy (6588 punktów)
>A moje pojęcie determinizmu nie obejmuje żadnej płaszczyzny, ponieważ nie jestem wyznawcą tej koncepcji filozoficznej.

Powiedziałbym że szkoda... ale w sumie nie wiem dlaczego miałbym.

>Nasza dyskusja zatoczyła koło i myślę, że wyczerpaliśmy temat.

Też tak myślę. Nie wiem

>A swoją drogą to ciekawe określenie: "ożywiona płaszczyzna". Masz za nią +.

Dziękuję, dziękuję. Ty masz + za to poniżej.

>
Nie dawaj głodnemu ani ryby, ani wędki. Naucz go jak zrobić wędkę.


Dobre, podoba mi się. To Twoja własna złota myśl?
Ocykan (3528 punktów)
>>
Nie dawaj głodnemu ani ryby, ani wędki. Naucz go jak zrobić wędkę.

>Dobre, podoba mi się. To Twoja własna złota myśl?

Wydaje mi się, że tak. Chyba, że gdzieś ją usłyszałem i zapadła mi w podświadomość tak głęboko, iż mam ją za własną. Myślałem, czy nie rozszerzyć jej o zdanie: Zarobisz na konsultacjach. Uznałem jednak, że byłaby wtedy zbyt przewrotna i cyniczna.


Nie dawaj głodnemu ani ryby, ani wędki. Naucz go jak zrobić wędkę.
Thorvoy (6588 punktów)
> [...] Uznałem jednak, że byłaby wtedy zbyt przewrotna i cyniczna.

Za to jaka prawdziwa.
aenigma (455 punktów)
>Wygrana w totka to 1 do 14 mln. Losów jest prawie 30 mln jak jest kumulacja (na przykład).
>Wniosek z prawdopodobieństwa jest taki, że wygrana jest pewna i powinny paść dwie wygrane. Z masy 16 mln grających dwóch MUSI wygrać.

Zaraz, jeżeli ktoś MUSIAŁ wygrać, to skąd się biorą kumulacje?!? Przecież może zdarzyć się że nikt z 16M graczy nie trafi szóstki, więc wygrana bynajmniej pewna nie jest...
ale to chyba trochę nie na temat
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Wygrana jest albo nie jest...Czy według ciebie Bóg jest leniwy czy zawodowo bezrobotny?

   A niby kto pilnuje, żeby determinizm się spełniał?
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Jasne masz rację. Zawiłe to wszystko prawda?

Prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia to funkcja losowa. Rządzi nią prawo wielkich liczb, im więcej prób, tym pewniejszy wynik, zgodny ze wzorem. Może zdarzyć się sytuacja, że przy liczbie zawartych zakładów, powiedzmy 20 mln, nie pada 6 (1/14 milionów), w końcu to pojedyncze losowe zdarzenie. Nigdy o tym nie zapomniałem, że mówię o SZANSIE

Ja porównuję dwie liczby. Prawdopodobieństwo trafienia Kowalskiego 7,14 x 10 do -8 i prawdopodobieństwo trafienia w ogóle w tym dniu (30 do 14) 2,14.

Reszta to używanie skrótów myślowych, być może użycie niewłaściwych słów (musi) i tak dalej...czyli wysmażenie doskonałego posta jest grubo poniżej 1

Dla ciekawości sprawdziłem liczbę zawartych zakładów w totku na Dużego Lotka. Wiesz co sie okazało? Zobacz sama...Pamiętaj, że wygrana jest "pewna" przy około 13900 zakładów.
02.05.2007 5 460 700

02.05.2007 5 460 700

05.05.2007 9 413 590

09.05.2007 5 393 230

12.05.2007 10 281 283

16.05.2007 5 297 604

19.05.2007 9 977 640

23.05.2007 13 404 350

26.05.2007 6 076 559

30.05.2007 5 038 836
TyDraniu (6569 punktów)
Celecrin:
Pamiętaj, że wygrana jest 'pewna' przy około 13900 zakładów.


...zakładając, że każdy wskaże inne liczby, oczywiście.
APawłowski (1150 punktów)
>A na poważnie: Istnienie czasu nie jest bezsporne, być może nie istnieje. A o jego naturze nie wiemy nic. O naturze pozostałych wymienionych przez Ciebie elementów - też nie za wiele. Mamy tylko sporo (często wzajemnie sprzecznych) teorii.
Czy konieczną jest wiedza na temat zjawisk zachodzących podczas spalania paliwa w cylindrze silnika aby prowadzić samochód? Wystarczy wiedzieć że z tego spalania kręci się coś w silniku.

>Póki co nie wiemy, co jest konieczne i dostateczne dla powstania życia. Przypuszczalnie same, nawet najbardziej sprzyjające warunki, nie wystarczą. Tak jak nie wystarczy mieć wykupiony los na loterię, żeby wygrać.
Nawet jeśli wykupi się wiele milionów losów na wiele milionów losowań?

>Potrzebny jest jeszcze szczęśliwy przypadek. A kto w takie przypadki nie wierzy (rachunek prawdopodobieństwa raczej wiary w przypadek nie uzasadnia) - chcąc nie chcąć musi dopuścić jakiś udział "siły sprawczej".
Ta "siła sprawcza" to spontaniczność pewnych procesów fizykochemicznych. Zaraz ktoś się spyta a kto zrobił spontaniczność?
Gosia (9452 punktów)

>Zaraz ktoś się spyta a kto zrobił spontaniczność?

Mogę ja ?! Mogę, mogę ??? ( )

Pozdrawiam.
nieobecny
>>Zaraz ktoś się spyta a kto zrobił spontaniczność?
>Mogę ja ?! Mogę, mogę ??? ( )
Wyłącznie jeśli wierzysz w istnienie Wielkiego Robiciela Spontaniczności.
Ocykan (3528 punktów)
>Czy konieczną jest wiedza na temat zjawisk zachodzących podczas spalania paliwa w cylindrze silnika aby prowadzić samochód? Wystarczy wiedzieć że z tego spalania kręci się coś w silniku.

Żeby prowadzić - nie. Ale Ty nie tylko "prowadzisz samochód" (tj. żyjesz) ale również wypowiadasz się na temat warunków jego budowy i działania (tj. przyczyn i warunków zaistnienia życia). A w tym wypadku, należałoby wiedzieć coś więcej, niż tylko że "kręci się coś w silniku".

Niezależnie od powyższego zwracam Ci uwagę, że nasza dyskusja schodzi na boczny tor. Zaczęła się bowiem od stwierdzenia, iż wiesz, że Boga nie ma. A tu sprawa powstania życia nie jest kwestią zasadniczą. Ani samorzutne powstanie życia nie wyklucza istnienia Boga, ani istnienie Boga nie wyklucza samoistnego powstania życia.

>>Póki co nie wiemy, co jest konieczne i dostateczne dla powstania życia. Przypuszczalnie same, nawet najbardziej sprzyjające warunki, nie wystarczą. Tak jak nie wystarczy mieć wykupiony los na loterię, żeby wygrać.
>Nawet jeśli wykupi się wiele milionów losów na wiele milionów losowań?

To by znacznie zwiększało szansę wygranej. Nie wiemy jednak, czy było "wiele milionów losowań". Może było tylko jedno i gdyby "nie wyszło" to byśmy teraz nie dyskutowali.
W przypadku loterii liczba losów i losowań jest bardzo istotna. Jednak przy innego rodzaju procesach ilość nie zawsze przechodzi w jakość. Nawet jeżeli wiele milionów małp będzie przez wiele millionów lat stukać w klawisze milionów maszyn do pisania, to i tak żadna nie napisze "Ogary poszły w las...".

>>Potrzebny jest jeszcze szczęśliwy przypadek. A kto w takie przypadki nie wierzy (rachunek prawdopodobieństwa raczej wiary w przypadek nie uzasadnia) - chcąc nie chcąć musi dopuścić jakiś udział "siły sprawczej".
>Ta "siła sprawcza" to spontaniczność pewnych procesów fizykochemicznych.

"Spontaniczność procesów" nie wyjaśnia zmian jakościowych. To nie spontaniczność procesów doprowadziła do Wielkiego Wybuchu i do powstania życia też raczej nie.

Na nic zda się metoda, gdy nie ma narzędzi - nic po racjonalizmie, gdy rozumu braknie.
google
>Nawet jeżeli wiele milionów małp będzie przez wiele millionów lat stukać w klawisze milionów maszyn do pisania, to i tak żadna nie napisze "Ogary poszły w las...".
P-podobieństwo napisania tego przez jeden milion lat przez milion małp jest jak 487350 mld / 70^64000 (jeżeli chodzi o rząd wielkości). Może niewiele, ale możliwe.
Ocykan (3528 punktów)
>>Nawet jeżeli wiele milionów małp będzie przez wiele millionów lat stukać w klawisze milionów maszyn do pisania, to i tak żadna nie napisze "Ogary poszły w las...".
>P-podobieństwo napisania tego przez jeden milion lat przez milion małp jest jak 487350 mld / 70^64000 (jeżeli chodzi o rząd wielkości). Może niewiele, ale możliwe.

Przecież mi nie chodziło o te trzy wyrazy (to był taki chwyt literacki), tyko o "Popioły". Wylicz prawdopodobieństwo ich napisania przez te małpy.


Na nic zda się metoda, gdy nie ma narzędzi - nic po racjonalizmie, gdy rozumu braknie.
google
>Przecież mi nie chodziło o te trzy wyrazy (to był taki chwyt literacki), tyko o "Popioły". Wylicz prawdopodobieństwo ich napisania przez te małpy.
Gdybyś tylko raczył zauważyć, że ten rozdział Popiołów ma około 64 tyś. znaków..
Zresztą i tak zaniżyłem, że przecież każda literka jest początkiem ciągu, czyli trzeba dopisać 3 zera w liczniku. Na niekorzyść małp działa wielkość alfabetu i ilość znaków, jednak chodzi przecież o to, że dzielne małpy MAJĄ szansę Popioły napisać w milion lat. A jaką konkretnie, to już kwestia umowy i rachunków.
Ocykan (3528 punktów)
>Gdybyś tylko raczył zauważyć, że ten rozdział Popiołów ma około 64 tyś. znaków..

Istotnie nie zauważyłem. To zresztą bez znaczenia, mnie nie chodziło o ten rozdział tylko o "Popioły" (tj. całą powieść).


Na nic zda się metoda, gdy nie ma narzędzi - nic po racjonalizmie, gdy rozumu braknie.
APawłowski (1150 punktów)
Ja jedynie tyle, że w ciągu tego miliona lat małpy się trochę jednak uczłowieczyły i jedna z nich, co prawda piórem i to już nie gęsim, ale jednak napisała co nieco z zachowaniem zasad ortografii o tych ogarach.
Ocykan (3528 punktów)
....


Na nic zda się metoda, gdy nie ma narzędzi - nic po racjonalizmie, gdy rozumu braknie.
google
>Wiesz? A skąd? Możliwe są tylko dwa źródła twojej "wiedzy". (..)
Właśnie Baraban udowodniłeś, że nie możesz udowodnić, że istniejesz. Gratuluję.
Thorvoy (6588 punktów)
Tak jak jedną nieskończoną przyrównuje się do zera, tak niemal stuprocentowe przekonanie (jedną na nieskończenie wiele jest możliwość istnienia boga) można zastąpić słowem "wiem".
Kotuś
>Jeśli ateiści nie wierzą w boga , to zarazem wierzą w to
>że on nie istnieje , prawda ?
>
Prawda to..
unknown (163 punktów)
>>Jeśli ateiści nie wierzą w boga , to zarazem wierzą w to
>>że on nie istnieje , prawda ?
>> Prawda to..

A rodzajów prawdy znamy conajmniej trzy, przedstawiony przed Ciebie określa się wdzięcznie mianem "gówno prawda". Wiara w nieistnienie czegoś jest jeszce absurdalniejsza od wiary w istnienie.
Kotuś
>>>Jeśli ateiści nie wierzą w boga , to zarazem wierzą w to
>>>że on nie istnieje , prawda ?
>>> Prawda to..
> A rodzajów prawdy znamy conajmniej trzy, przedstawiony przed Ciebie określa się wdzięcznie mianem "gówno prawda". Wiara w nieistnienie czegoś jest jeszce absurdalniejsza od wiary w istnienie.

Dlaczego tak sądzisz? Ateiści nie potrafią udowodnić, że Bóg nie istnieje, zatem muszą wierzyć w jego nieistnienie..
Thorvoy (6588 punktów)
Czysta semantyka.

Za "osobę wierzącą" przyjęło się uważać człowieka, który deklaruje wiarę w bóstwo. Jeśli mamy bawić się w Twoje gierki słowne, to można stwierdzić, że każdy jest jednocześnie wierzący- bo jedni wierzą w boga, a inni w brak boga- i niewierzący- jedni nie wierzą w boga, inni w jego brak. Wmawianie ateistom wiary jest tak samo zasadne jak wmawianie niewiary teistom.
Kotuś
>Czysta semantyka.
>Za "osobę wierzącą" przyjęło się uważać człowieka, który deklaruje wiarę w bóstwo. Jeśli mamy bawić się w Twoje gierki słowne, to można stwierdzić, że każdy jest jednocześnie wierzący- bo jedni wierzą w boga, a inni w brak boga- i niewierzący- jedni nie wierzą w boga, inni w jego brak. Wmawianie ateistom wiary jest tak samo zasadne jak wmawianie niewiary teistom.

Ja nie pisałem, że ateista jest osobą wierzącą. Jeżeli wierzysz że zdasz egzamin z matematyki, to znaczy że jesteś osobą wierzącą?
Thorvoy (6588 punktów)
>Ja nie pisałem, że ateista jest osobą wierzącą.

Twój tekst:

>Dlaczego tak sądzisz? Ateiści nie potrafią udowodnić, że Bóg nie istnieje, zatem muszą wierzyć w jego nieistnienie..

Trochę jakby tak sugerował, nie uważasz?

Jeżeli wierzysz że zdasz egzamin z matematyki, to znaczy że jesteś osobą wierzącą?

Niektórzy, lubiący gierki słowne teiści (przede wszystkim) tak właśnie by mnie nazwali.
Kotuś
Mhm. Wg Twojej definicji wierzący to ten który deklaruje wiarę w bóstwo. Trzeba by się teraz zastanowić czy również nazwać wierzącym można tego, który wierzy że bóstwo nie istnieje.

Jeżeli nie jest on wierzącym, zatem moje zdanie:

Ateiści nie potrafią udowodnić, że Bóg nie istnieje, zatem muszą wierzyć w jego nieistnienie..

nie sugeruje jakoby ateista był osobą wirzącą.
APawłowski (1150 punktów)
> Ateiści nie potrafią udowodnić, że Bóg nie istnieje, zatem muszą wierzyć w jego nieistnienie..

A wierzący potrafią udowodnić że istnieje? Na tej samej zasadzie jestem niewierzący w św. Mikołaja który prezenty przez komin przemyca dzieciom.
Tofik (5585 punktów)
Właśnie, jest wiara i niewiara. Nigdy się nie pytamy drugiemu człowiekowi: "Ej ty, wierzysz w nieistnienie boga???", bo to byłoby bez sensu.

"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
Kotuś
>Właśnie, jest wiara i niewiara. Nigdy się nie pytamy drugiemu człowiekowi: "Ej ty, wierzysz w nieistnienie boga???", bo to byłoby bez sensu.

Być może nie pytamy, ale teoretycznie moglibyśmy. Myślę, że pytanie "Czy wierzysz w nieistnienie Boga?" mogłoby być równoznaczne z tym "Czy nie wierzysz w istnienie boga?".

Równoważność taka mogłaby zajść jedynie w przypadku gdy:

1. Osoba którą pytamy wie cokolwiek na temat Boga i ma świadomość tego, że mógłby On istnieć
2. Nie ma pewności co do Jego nieistnienia (nie ma dowodu, który mógłby ją samą przekonać)

Wiara w nieistnienie nie jest bez sensu, gdy weźmiemy pod uwagę brak dowodów na Jego nieistnienie - tak jak wiara w istnienie ma sens, gdy nie można udowodnić istnienia Boga.
Thorvoy (6588 punktów)
Przyjęło się, że określenie wierzący oznacza "wierzącego w bóstwo/bóstwa". Tak samo przyjęło się, że "palący" oznacza osobę palącą tytoń, a nie np. drewno, trociny, wiedźmy, czy papier.
Tofik (5585 punktów)
>Dlaczego tak sądzisz? Ateiści nie potrafią udowodnić, że Bóg nie istnieje, zatem muszą wierzyć w jego nieistnienie..
Wiem, że nie istnieją krasnoludki, nawet jeśli ktoś będzie chciał mi to wmówić, dla mnie to jest oczywiste.


"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
J.Szulc (5723 punktów)

W wątku chodzi o ateistów.
Ateizm, to niewiara w boga, "a" jest prefiksem przeczącym do słowa "bóg" - tak tłumaczy się to słowo z greckiego.

Na swój własny użytek wykombinowałam sobie, że każda niewiara jest swego rodzaju wiarą.
Przecież to nie boli, taka wiara, że czegoś tam nie ma.

Pozdrawiam.


---
APawłowski (1150 punktów)
>Na swój własny użytek wykombinowałam sobie, że każda niewiara jest swego rodzaju wiarą.
Coś nie tak. Coś nie może być, albo nie być jednocześnie. Jeśli jak do tej pory, nikt nie udowodnił istnienia Boga, to o jego istnieniu może myśleć jedynie ktoś kto posiłkuje sie wiarą a ktoś kto nie wierzy to po prostu nie wierzy i koniec, nie ma wiary w niewiarę. Czy tylko z powodu powszechności wiary w Boga, trzeba się silić na dodatkowe procesy myślowe, aby w niego nie wierzyć?
Kotuś
>>Na swój własny użytek wykombinowałam sobie, że każda niewiara jest swego rodzaju wiarą.
>Coś nie tak. Coś nie może być, albo nie być jednocześnie. Jeśli jak do tej pory, nikt nie udowodnił istnienia Boga, to o jego istnieniu może myśleć jedynie ktoś kto posiłkuje sie wiarą a ktoś kto nie wierzy to po prostu nie wierzy i koniec, nie ma wiary w niewiarę. Czy tylko z powodu powszechności wiary w Boga, trzeba się silić na dodatkowe procesy myślowe, aby w niego nie wierzyć?

Tutaj nie chodzi o wiarę w niewiarę, tylko o wiarę w nieistnienie Boga. Tak jak możesz wierzyć że coś istnieje, równie dobrze możesz wierzyć że czegoś niema.

Powiedzmy że widzisz pudełko, nie wiesz co w nim jest i nie możesz tego sprawdzić. Możesz wierzyć, że coś tam się znajduje (konkretna rzecz), lub wierzyć, że nic tam nie ma (innymi słowami nie wierzyć, że coś tam jest) - to logiczne.
APawłowski (1150 punktów)
>Powiedzmy że widzisz pudełko, nie wiesz co w nim jest i nie możesz tego sprawdzić. Możesz wierzyć, że coś tam się znajduje (konkretna rzecz), lub wierzyć, że nic tam nie ma (innymi słowami nie wierzyć, że coś tam jest) - to logiczne.
Pudełkiem to sobie potrząsnę i w ten sposób sprawdzę bez zaglądania. A jeśli nie mogę tego zrobić to jakie to ma dla mnie znaczenie co jest w środku? Jednak pudełko jest jak najbardziej rzeczywiste a istnienie Boga to już dyskusyjne. Ty mi proponujesz wiarę że na półce stoi sobie niewidzialne pudełko w którym coś jest albo czegoś nie ma.
Kot Mateusz (3 punktów)
>>Powiedzmy że widzisz pudełko, nie wiesz co w nim jest i nie możesz tego sprawdzić. Możesz wierzyć, że coś tam się znajduje (konkretna rzecz), lub wierzyć, że nic tam nie ma (innymi słowami nie wierzyć, że coś tam jest) - to logiczne.
>Pudełkiem to sobie potrząsnę i w ten sposób sprawdzę bez zaglądania. A jeśli nie mogę tego zrobić to jakie to ma dla mnie znaczenie co jest w środku? Jednak pudełko jest jak najbardziej rzeczywiste a istnienie Boga to już dyskusyjne. Ty mi proponujesz wiarę że na półce stoi sobie niewidzialne pudełko w którym coś jest albo czegoś nie ma.

Ja tylko piszę, że można wierzyć w nieistnienie czegoś konkretnego, tak jak można wierzyć w istnienie tego czegoś. Gdybyś nie wiedział nic o Bogu, nie mógłbyś wierzyć w jego nieistnienie. Skoro wiemy coś o Bogu, wierzymy że istnieje, bądź nieistnieje.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)

>Powiedzmy że widzisz pudełko, nie wiesz co w nim jest i nie możesz tego sprawdzić. Możesz wierzyć, że coś tam się znajduje (konkretna rzecz), lub wierzyć, że nic tam nie ma (innymi słowami nie wierzyć, że coś tam jest) - to logiczne.<

Nie do końca - gdyż twoja wiara, że coś w pudełku może być jest ograniczona wielkością pudełka i innymi jego parametrami.
Np w suchym pudełku stojącym na półce od roku o wymiarach 10x10 cm raczej nie może się znajdować dorosły słoń lub żywa uklejka.

Podobnie jest z Bogiem - niby może istnieć, ale jego konstrukcja jest tak udziwniona, że mało prawdopodobna.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Kotuś, do czorta, ktoś cię uczesał pod włos?!
Kot Mateusz (3 punktów)
>   Kotuś, do czorta, ktoś cię uczesał pod włos?!

Zbysiu wyloozuj
muzawik (2279 punktów)
>Jeśli ateiści nie wierzą w boga, to zarazem wierzą w to
>że on nie istnieje, prawda ?

Chciałbym raz na zawsze uwolnić się od tego typu nieprzyjemnych rozważań. Przecież można skonstruować sensowną definicję(a właściwie zbiór definicji), które objaśniałaby czym jest ateizm. Wiem, że rozumienie tego pojęcia zależy od ilości i jakości doświadczenia, można by jednak wykluczyć pewne mylące konotacje, takie np. jak to wyżej, w którym autor sugeruje, że ateizm jest wiarą, a nie wiedzą.

Definicja taka zresztą istnieje, trzeba tylko, aby stała się dobrem powszechnym.
klucznik (351 punktów)
> ...zarazem wierzą w to, że on nie istnieje , prawda ?

A jeżeli wogóle nie mają pojęcia o czymś takim jak bóg, czy religia. Nikt ich tego nie nauczył.
To czy z braku tego w co mogliby nie wierzyć też są ateistami?


"Największym dystansem do pokonania jest dystans do samego siebie." Ch. Palahniuk
spray (5875 punktów)
Czy w końcu ktoś zauważy, że istnieje cos takiego jak agnostycyzm? Tak chyba należałoby nazwać to, co wiekszość z Was określa tutaj jako ateizm. Choć nie wszyscy, bo są i tacy, którzy istotnie WIERZą , że Boga nie ma.

Mnie się bardziej interesujaca wydaje różnica między ateizmem, a agnostycyzmem, niż opozycja teizmu i ateizmu.
Osobiście uważam, że postawą najbardziej z tych trzech racjonalną i uczciwą jest agnostycyzm, i z nią się identyfikuję. Bo nie mogę w żaden sposób stwierdzić, czy Bóg jest, czy go nie ma. Uczciwie więc mówię: nie wiem!

Jeśli ktoś jest przekonany, że Boga nie ma, to właściwie na jakich przesłankach, dajacych się empirycznie lub teoretycznie potwierdzić, opiera to przekonanie?
Swego czasu wielcy uczeni radzieccy uważali za taki dowód hipotezę smierci cieplnej wszechświata. Zapominając, że to tylko hipoteza - więc cały dowód o kant dupy.

Obecnie nie istnieje żadna teoria mogąca udowodnić, że Bóg jest fikcją. Empirycznie - może kiedyś? Ale to juz sf.

Dlaczego więc jednak mówi się "ateizm"?
Czy ta nazwa bardziej nie dotyczy negacji poglądów religijnych, które za swój fundament mają istnienie Boga?
Może wielu deklarujących się jako ateiści w istocie tylko neguje mitologiczny aspekt religii, ale nie wyklucza - bez dowodu - możliwości istnienia bytu absolutnego, być może nawet w jakimś nieznanym sensie sprawczego wobec wszechświata?
Wtedy są agnostykami, nie ateistami.
spray (5875 punktów)
P.S.
A propos dowodu "radzieckiego":
Oczywiście, nie tylko z powodu "hipotetyczności" napisałam, że ten dowód można o kant dupy potłuc. Bo gdyby nawet to była pełnoprawna teoria, to co niby miała w tym względzie udowodnić?
Najwyżej obalić część mitu. Wcale nie najważniejszą.
Volrath (3440 punktów)
Jak chodzi o agnostycyzm i ateizm to ja wolę znaczenie jakie mają te określenia na zachodzie.

Ateizm w Wikipedii
muzawik (2279 punktów)
>Jak chodzi o agnostycyzm i ateizm to ja wolę znaczenie jakie mają te określenia na zachodzie.

Określenia owe mogą wraz ze swoimi twórcami i zwolennikami w spokoju dojrzewać właśnie na Zachodzie przyjacielu. W kraju naszym dziwne rzeczy się dzieją.
spray (5875 punktów)
>Jak chodzi o agnostycyzm i ateizm to ja wolę znaczenie jakie mają te określenia na zachodzie.
>Ateizm w Wikipedii
>

A u nas to niby inaczej? Skąd ten pogląd?

Wg Wikipedii:
"Agnostycyzm jest pojęciem szerszym od słabego ateizmu ponieważ agnostykiem może być także teista. Teizm agnostyczny stwierdza, że niemożliwe jest poznanie Boga ani dowiedzenie jego egzystencji (lub jej braku), ale zachowuje teistyczną wiarę. Kryterium odróżniającym słaby ateizm od agnostycyzmu jest więc odrzucenie wiary. Potocznie słowo ateizm często używane jest w sensie zawężonym - bez słabego ateizmu, a słaby ateizm często jest mylony z agnostycyzmem. Jednak słaby ateizm i agnostycyzm nie są synonimami, choć niewierzący agnostyk jest ateistą."

Prawie wszystko sie zgadza.
Ale spotkałam się kilka krotnie z lekturą i na niej się opieram (tyle, że dość dawno; niestety, nie potrafię w tej chwili podać bibliografii, choć strawiłam godzinę na poszukiwania pod ręką i w internecie), w której agnostycyzm nie styka sie w żaden sposób ze słabym ateizmem. A to z tej przyczyny, że agnostycyzm ateistyczny jest nieco inaczej definiowany.

Jako "ateizm spowodowany brakiem dowodów na istnienie Boga/bogów,choć nie wykluczający możliwości jego/ich istnienia" , a nie "ateizm spowodowany brakiem dowodów na istnienie Boga/bogów" w czym miałby się pokrywac ze słabym ateizmem. Natomiast teizm agnostyczny tym sie różnił od agnostycyzmu ateistycznego, że nie dopuszczał możliwości poznania Boga, ale zachowywał wiarę w jakiś nieokreślony byt absolutny.
A już w żadnym wypadku agnostycyzm nie oznaczał "ateizmu spowodowanego strachem przed kategorycznym odrzuceniem idei Boga lub bogów i zostawienie uchylonej swoistej "furtki", by w przyszłości do tej wiary można było wrócić."
To ostatnie, to juz chyba coś, co autor artykułu w Wiki "dorzucił od siebie". Jednak - nie upieram się. Może tak jest, tylko ja o tym nie wiedziałam.
Nb Wikipedii nie warto wierzyć bezkrytycznie
Sama sie o tym kilka razy przekonałam.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365