 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-02-2012 23:52 | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Co możemy wiedzieć?
2 na 2 | Przez wieki filozofowie starali się docieć co możemy wiedzieć na pewno, co to znaczy wiedzieć, jaka jest relacja między naszym poznaniem a rzeczywistością. Dział filozofii zajmujący się tymi zagadnieniami nazwano empistemologia.
Dlaczego nie rozwiązać ostatecznie tego problemu w sposób naukowy? Sprawa wydaje się prosta. Możemy mieć tylko taką informację o rzeczywistości, jaka dostanie się do naszego mózgu. Informacja dostaje się do mózgu za pomocą stymulowania przez bodźce zakończeń nerwowych oraz przepływ ładunków i transport związków chemicznych w układzie nerwowym. Mózg jest urządzeniem, które poznaje i analizuje rzeczywistość. W mózgu powstaje model naszego wszechświata. Czy możemy wiedzieć, że model ten jest zgodny z rzeczywistością?
Mózg wie o rzeczywistości tylko i wyłącznie na podstawie stanów na zakończeniach nerwowych. Jeżeli te stany byłyby przez coś sztucznie generowane, mózg nidgy nie byłby w stanie zorientować się, że podawane mu są "fałszywe" bodźce. A zatem współczesna nauka mówi nam, że nie możemy wiedzieć, czy model wszechświata, który mamy w mózgu jest zgodny z rzeczywistością.
Ponieważ nasza wiedza o mózgu jest podzbiorem naszej wiedzy o wszechświecie, również wiedza o mózgu może nie być zgodna z rzeczywistością. A zatem nie możemy na jej podstawie rozstrzygać co możemy wiedzieć na pewno. Nie da się więc problemów epistemologicznych rozwiązać za pomocą współczesnej wiedzy naukowej.
Czy macie jakieś rozwiązania tego paradoksu? Czy może ktoś wie, czy istnieją jakieś uznane odpowiedzi na tak postawiony problem. Szczególnie interesuje mnie czy istnieje opinia Richarda Dawkinsa na ten temat. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| fiiś (1053 punktów) |
>Mózg wie o rzeczywistości tylko i wyłącznie na podstawie stanów na zakończeniach nerwowych. Jeżeli >te stany byłyby przez coś sztucznie generowane, mózg nidgy nie byłby w stanie zorientować się, że >podawane mu są "fałszywe" bodźce. A zatem współczesna nauka mówi nam, że nie możemy wiedzieć, czy >model wszechświata, który mamy w mózgu jest zgodny z rzeczywistością.
Sprawa nie jet prosta, a filozofowie, w zależności od swoich przekonań, założeń itp. dają bardzo różne odpowiedzi.
A może by spojrzeć na to tak, że nasz mózg, podobnie jak też cała wytworzona w oparciu o kulturę wiedza jest rodzajem wysterowania do środowiska, w którym powstawał i w którym żyje. Poznanie na bazie wiedzy jest kolejnym poziomem opracowywania danych w oparciu o procesy symbolizujące, nazwy, znaczenia. Niższy poziom - bodźce zmysłowe i automatyzmy reakcji, instynkty itd. Zakładam, że to nadbudowywanie kolejnych poziomów w niczym nie zmienia istoty relacji ze światem , która na najwyższym ludzkim poziomie przybiera postać relacji poznawczej.
Od najniższego organizmu relacja ta jest po prostu wysterowaniem złożonego systemu samosterującego do środowiska. Przy okazji pięknie widać to u małych dzieci, które powoli, metodą prób i błędów uczą się być coraz lepiej wysterowane czyli coraz bardziej adekwatnie zachowywać się w otoczeniu. Zarówno ruchowo jak emocjonalnie i w końcu intelektualnie.
Przy takim założeniu jedyne co możemy wiedzieć to być częścią tej relacji i jej doświadczać od wewnątrz. Tam też budujemy różne modele rzeczywistości i to, z czym mamy realny intelektualny kontakt to tylko te modele. Także doświadczenia zmysłowe są postrzegane za pośrednictwem analogicznych modeli. To jednak nie przeszkadza abyśmy mogli ich wzajemne, modelowe relacje weryfikować doświadczalnie i to robimy uprawiając naukę. Jak już pisałem, jest to mój osobisty pogląd, do dyskusji.
|
|
 | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Naukę możemy uprawiać bez przeszkód, ponieważ nauka jest ściśle rzecz biorąc ścisłym orzekaniem o relacjach pomiędzy stanami na naszych zakończeniach nerwowych i stanem naszego mózgu (pamięcią, nabytą wiedzą). Naukowiec robiąc doświadczenia tak naprawdę nigdy nie bada nic innego. Oczywiście mówię dalej używając modelu rzeczywistości, który mamy w mózgach.
Jednak to, że ten model jest efektem przystosowania, możemy powiedzieć tylko na bazie tego modelu, a więc błędne koło.
|
|
| worek kości (2937 punktów) | Komu jak komu, czemu jak czemu, ale ja tam bym zawsze wierzył matematyce. A jeśli chodzi o Dawkinsa - to naukowiec, biolog, a nie filozof, czy metodolog nauki. Naukowcy z założenia są realistami, znaczy zakładają, że świat, który nam się jawi, istotnie istnieje, i korzystając z pewnej wypracowanej metodologii zbierają dane, a później formułują różne wyjaśniające hipotezy, które jeśli zostaną zweryfikowane - potwierdzone przez zespół niezależnych badaczy - otrzymują status teorii naukowej. Nie ma tu jednak mowy o prawdziwości, lecz o prawdopodobieństwie - zakłada się, że w przyszłości współcześnie obowiązująca teoria może okazać się błędna i zostać zmodyfikowana lub nawet całkowicie zastąpiona przez inną. W tym kontekście ciekawy jest Alvina Plantingi - ewolucjonistyczny argument przeciwko naturalizmowi - w którym to argumencie Plantinga próbuje pokazać, że ewolucjonizm jest samo-obalający. Kroki rozumowania przebiegają w nim mniej więcej tak: 1. Teoria ewolucji zakłada, że osobnikami preferowanymi przez dobór naturalny, są osobniki najlepiej przystosowane do danych warunków środowiskowych 2. W przypadku człowieka można stwierdzić, że organem odpowiedzialnym za nasze przystosowanie do świata, jest mózg 3. Można być dobrze przystosowanym, nie posiadając prawdziwych przekonań o świecie - innymi słowy posiadanie prawdziwych przekonań o świecie nie jest konieczne, aby być skutecznym w walce o przetrwanie, wszak można być skutecznym w walce o przetrwanie, żywiąc fałszywe przekonania o świecie Wniosek: 4. Skoro przystosowanie nie wymaga posiadania prawdziwych przekonań o świecie, ewolucjonizm jest samo-obalający, gdyż na jego gruncie nie można wykazać, że jest on teorią prawdziwą - powstanie naszych mózgów oraz ich przystosowanie do świata, tłumaczy on w odwołaniu do kategorii skuteczności, która może zostać osiągnięta nawet pomimo posiadania przez ludzi fałszywych przekonań o świecie. Teiści kontratakują: 1. Teiści zakładają, że świat został stworzony przez dobrego Boga. 2. Bóg chce, aby ludzie wypełnili jego boski plan, więc aby mogli to zrobić, musiał wyposażył ludzi w umiejętności prawidłowego odczytywania jego zamiarów. Wniosek: 3. Dzięki temu, że ludzie są stworzeni przez dobrego Boga, który wyposażył ich w zdolność odczytywania jego co do nich zamiarów, posiadają oni prawdziwe przekonania o świecie. Wniosek ostateczny: 4. Tylko na gruncie teizmu możemy stwierdzić, że nasze przekonania o świecie są prawdziwe. I na koniec przepraszam autora wątku za zasranie mu poczty dziesiątkami edycji. Przy tej okazji mam prośbę do admina - błagam, niech forum informuje, czy na pewno chcę skasować, co właśnie napisałem, bo kilka razy z rzędu zamiast opcji - edytuj, odruchowo wcisnąłem - skasuj (już widzę te złośliwości o moim podświadomym zdrowym rozsądku, próbującym powstrzymać mnie przed wypisywaniem tych głupot). 
bembergiem w berg
|
|
 | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>4. Tylko na gruncie teizmu możemy stwierdzić, że nasze przekonania o świecie są >prawdziwe. No ba! Fideistom i innym leniom umysłowym to łatwo: się stwierdza i już! Autor wątku mówił o filozofii, mówił o nauce, nie odwoływał się do rozstrzygnięć ferowanych przez bajędy i fantasmagorie, także takie o samobalaniu ewolucjonizmu.
>Kroki rozumowania przebiegają w nim mniej więcej tak: Oj, tego rozumowania to raczej mniej, niż więcej.
>1. Teoria ewolucji zakłada, że osobnikami preferowanymi przez dobór naturalny, są osobniki najlepiej przystosowane do danych warunków środowiskowych Tak naprawdę to teoria ewolucji nic nie zakłada tylko opisuje ewolucję. I te przystosowania też uprościłeś, chodzi raczej o przystosowanie do przekazania genów, a nie do środowiska. Ogon może rajskiego ptaka uwiązać do ziemi, a samice będą do niego piszczały
>2. W przypadku człowieka można stwierdzić, że organem odpowiedzialnym za nasze przystosowanie do świata, jest mózg. A ręka, noga, oko?
>3. Można być dobrze przystosowanym, nie posiadając prawdziwych przekonań o świecie - innymi słowy posiadanie prawdziwych przekonań o świecie nie jest konieczne, aby być skutecznym w walce o przetrwanie, wszak można być skutecznym w walce o przetrwanie, żywiąc fałszywe przekonania o świecie Zwłaszcza teraz kiedy trochę się zmieniło i ludzie już mogą żyć dla idei, dla świecidełek, a nie dla posiadania maksimum potomstwa. Kiedy ludzie co mądrzejsi ograniczają liczbę potomstwa, a ciemnota pod naporem klechów mnoży się ile wlezie.
I ta ciemnota bez symbiozy społecznej, bez wpływu światlejszych mogłaby samodzielnie przetrwać tylko w jaskiniach.
>Wniosek: >4. Skoro przystosowanie nie wymaga posiadania prawdziwych przekonań o świecie,... Skoro się głupio myśli to i na ogół głupio wnioskuje.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | >Autor wątku mówił o filozofii, mówił o nauce, nie odwoływał się do rozstrzygnięć ferowanych przez bajędy i fantasmagorie, także takie o samobalaniu ewolucjonizmu.
Teizm jest stanowiskiem filozoficznym. Jeśli uważasz teizm tylko za wiarę, to wtedy również ateizm staje się wiarą.
>>1. Teoria ewolucji zakłada, że osobnikami preferowanymi przez dobór naturalny, są osobniki najlepiej przystosowane do danych warunków środowiskowych >Tak naprawdę to teoria ewolucji nic nie zakłada tylko opisuje ewolucję.
Każda teoria naukowa na początku coś zakłada, a teoria ewolucji na samiuśkim początku zakłada, że w ogóle ewolucja ma miejsce, że jest faktem - jak lubią powtarzać różni neodarwiniści. Następnie mamy opisywanie ewolucji - zbieranie danych. A później dochodzi do próby wyjaśniania ewolucji.
>I te przystosowania też uprościłeś, chodzi raczej o przystosowanie do przekazania genów, a nie do środowiska.
No ale chyba istnieje jakieś kryterium oceniające, które geny są lepiej przystosowane? To kryterium wymusza otoczenie - środowisko, w którym dany osobnik dzieli się swoimi genami. Ewolucja umożliwia dostosowanie się organizmów do zmieniających się warunków.
>Ogon może rajskiego ptaka uwiązać do ziemi, a samice będą do niego piszczały
Ponieważ w pewnych okolicznościach, np w środowisku pozbawionym drapieżników i bogatych w pożywienie, organizmy mogą sobie pozwolić na ewolucyjne zbytki - kolorowe ogony itd. W takim środowisku skuteczniej więc przekazuje się swoje geny, gdy jest się pięknym, a nie np szybkim.
>>2. W przypadku człowieka można stwierdzić, że organem odpowiedzialnym za nasze przystosowanie do świata, jest mózg. >A ręka, noga, oko?
Mhm, to chyba nie jest jakieś wiele odkrycie, jeśli powiem, że za sukcesem ewolucyjnym naszego gatunku odpowiada jednak nasz mózg? Inne organy, w porównaniu do reszty zwierząt, są raczej osłabione, bardziej delikatne i wrażliwe na urazy. Człowiek nie zawojował świata mięśniami tylko intelektem. Teoria ewolucji jest np wytworem naszych wielkich mózgów.
Plantinga zastanawia się w związku z tym, czy teoria, która mówi o tym, że przetrwają najlepiej przystosowani, a nie ci, którzy mają prawdziwe przekonania o świecie (bo można być dobrze przystosowanym nawet z fałszywymi przekonaniami), więc taka teoria nie mówi nam nic o tym, czy jest prawdziwą czy fałszywą teorią.
Jeśli kogoś nie obchodzi jednak, czy ma prawdziwe przekonania o świecie, czy nie, i mówi, że jemu wystarcza skuteczność jego przekonań, to nie ma problemu.
>>3. Można być dobrze przystosowanym, nie posiadając prawdziwych przekonań o świecie - innymi słowy posiadanie prawdziwych przekonań o świecie nie jest konieczne, aby być skutecznym w walce o przetrwanie, wszak można być skutecznym w walce o przetrwanie, żywiąc fałszywe przekonania o świecie >Zwłaszcza teraz kiedy trochę się zmieniło i ludzie już mogą żyć dla idei, dla świecidełek, a nie dla posiadania maksimum potomstwa.
Jak wyżej, to, że ktoś żyje dla świecidełek czy idei nie oznacza wcale, że ma prawdziwe przekonania o świecie.
> Kiedy ludzie co mądrzejsi ograniczają liczbę potomstwa, a ciemnota pod naporem klechów mnoży się ile wlezie.
Arbitralnie zakładasz, że ograniczanie liczby potomstwa jest mądrzejsze od posiadania dużej ilości dzieci. Nijak nie wynika z tego jednak, że posiadasz prawdziwe przekonanie o świecie.
>I ta ciemnota bez symbiozy społecznej, bez wpływu światlejszych mogłaby samodzielnie przetrwać tylko w jaskiniach.
Za mało jaskiń, żeby pomieścić tyle ciemnoty. I, jak wyżej, twoje przekonanie o świecie wcale nie musi być prawdziwe.
>>Wniosek: >>4. Skoro przystosowanie nie wymaga posiadania prawdziwych przekonań o świecie,... >Skoro się głupio myśli to i na ogół głupio wnioskuje.
Na początku mojej wcześniejszej wypowiedzi przytoczyłem argument Plantingi, z którym nie muszę się utożsamiać, ale który uważam za ciekawy, i który jest szeroko dyskutowany na świecie. Serio, to nie jest błaha rzecz. Ty sprawiasz dla mnie wrażenie osoby, która tak bardzo wierzy w swoje memy, że wszystkie inne memy, różniące się od twoich memów, uważasz za głupie i niewarte zachodu. Na twoim miejscu bym się nad tym trochę zastanowił, bo grozi ci los konserwy memowej, preparatu zamkniętego w memetycznej formalinie.
bembergiem w berg
|
|
1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >> W mózgu powstaje model naszego wszechświata. Czy możemy wiedzieć, że model ten jest zgodny z rzeczywistością?<< Na zawsze będziemy zdani na tworzenie modeli. Również na modelowanie samych siebie. Modele tworzone przez niewidomych, lub głuchych są tak samo modelami i w dodatku użytecznymi dla nich. A przecież z całego spektrum informacji rejestrujemy tylko znikomą część. Na resztę jesteśmy ślepi i głusi. I tak już pozostanie, nawet jeśli trochę rozszerzymy nasz zakres postrzegania.
|
|
 | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Jednak jednego mogę być pewien, istnienia moich procesów świadomych. Jest więc punkt zaczepienia.
|
|
|  | | fiiś (1053 punktów) | >Jednak jednego mogę być pewien, istnienia moich procesów świadomych. Jest więc punkt zaczepienia. > Zgoda dlatego pozwolę sobie przytoczyć jeszcze raz co napisałem wcześniej: Przy takim założeniu jedyne co możemy wiedzieć to być częścią tej relacji i jej doświadczać od wewnątrz. Tam też budujemy różne modele rzeczywistości i to, z czym mamy realny intelektualny kontakt to tylko te modele. Także doświadczenia zmysłowe są postrzegane za pośrednictwem analogicznych modeli. To jednak nie przeszkadza abyśmy mogli ich wzajemne, modelowe relacje weryfikować doświadczalnie i to robimy uprawiając naukę.
|
|
|  | | Sylwek (15472 punktów) | >Jednak jednego mogę być pewien, istnienia moich procesów świadomych.
"moich", "procesów", "świadomych"?
To jakieś intuicyjnie poznawalne idee preimplantowane w twojej świadomości, o których treści masz wiedzę pewną?
|
|
8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Czy macie jakieś rozwiązania tego paradoksu? Mózg w naczyniu. Ulubiony temat filozofów i pisarzy opowiadań fantastyczno-naukowym. Scenariusze te nagminnie ignorują wysoki stopień regularności i złożoności świata rzeczywistego i grubo przeceniają możliwości symulowania takiego świata. Z natury rzeczy symulator musi być dużo bardziej skomplikowany niż obiekt symulowany. A więc scenariusz taki proponuje olbrzymie skomplikowanie rzeczywistości nie tylko bez potrzeby, ale i bez najmniejszych poszlak prawdziwości takiej hipotezy.
|
|
 | 2 na 2 | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Problem z tym, że nie mogę ocenić prawdopodobieństwa takiego scenariusza. Jeżeli podejrzewałbym, że rzeczywistość jest inna niż model w mózgu, to może być ona zupełnie inna. Nie mam więc danych aby oceniać prawdopodobieństwa, bo wszelkie prawdopodobieństwo liczę w oparciu o model. Mało tego, samo mówienie o mózgu korzysta z modelu, którego nie mogę być pewien. A więc sam mózg w naczyniu jest również czymś co jest tylko zmodyfikowaną wersją tego samego modelu wszechświata. Oczywiście w modelu wszechśiwata, który mamy w mózgach, "mózg w naczyniu" jest mniej prawdopodobny niż "mózg w głowie". Jednak skoro nie mogę być pewny modelu, nie mogę mówić o prawdopodobieństwach. Gdybyśmy juz żyli w wielkiej sali, w której jest umieszczone 7mld mózgów w naczyniach i jakimś cudem o tym wiedzieli, to prawdopodobieństwo mózgu w naczyniu byłoby większe niż prawdopodobieństwo mózgu w głowie. Tylko w ogóle jak już mówiłem, mówienie o mózgu w naczyniu też nie ma sensu, bo jednak mówimy dalej o tym samym wszechświecie z tymi samymi prawami, a on może być zupełnie inny.
|
|
|  | | fiiś (1053 punktów) | Mózg w naczyniu może budować i doświadczać modeli, ale będą to zawsze tylko modele jego własnego wnętrza. Czyli taka konstrukcja nie ma większego sensu z naszego punktu widzenia.
|
|
| |  | 2 na 2 | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | > Mózg w naczyniu może budować i doświadczać modeli, ale będą to zawsze tylko modele jego własnego wnętrza. Czyli taka konstrukcja nie ma większego sensu z naszego punktu widzenia.Nie będzie żadnych modeli. Mózg w naczyniu nadaje się tylko na potrawkę. Współczesna kognitywistyka zakłada, że mózg, aby wytworzyć umysł, musi być wyposażony w receptory (zmysły), którymi odbiera bodźce zewnętrzne. Lecz to jeszcze za mało. Umysł wytwarza się w procesie samouczenia. Do skutecznego uczenia konieczna jest możliwość wpływania na otoczenie, żeby na nim eksperymentować, tzn zmieniać je, obserwować skutki i wyciągać wnioski. Dlatego wprowadza się pojęcie tzw. agenta ucieleśnionego, to jest takiego, który ma mózg, receptory i układy motoryczne. Powinien mieć tez cechy opisane w moim wpisie poniżej. Ale i to jeszcze za mało. Jeśli chcemy, żeby agent był autonomiczny i sam chciał się uczyć (bez zadanego z góry programu), to agent musi być wyposażony w motywację. Motywację tę standardowo stanowi ból i przyjemność. A właściwie to tylko ból, bo przyjemność to tylko zmiana matematycznego znaku. Oczywiście chodzi tu o ból uogólniony, tzn wszelki dyskomfort, deficyt, uszczerbek, jak i przyjemności fizyczne i psychiczne. Jest to wystarczająca motywacja do zachowań inteligentnych. Lecz być może do uzyskania samoświadomości potrzebna jest motywacja wyższego rzędu? W pracy tutaj: mindconsci(*)1/01/09/samoswiadomosc-maszyn/ wprowadza się ponadto motywację w postaci ciekawości, czyli potrzeby wiedzy i zrozumienia odbieranych bodźców, czyli znalezienia ich podobieństwa do nauczonych już wcześniej zjawisk i procesów.
|
|
|  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | > Problem z tym, że nie mogę ocenić prawdopodobieństwa takiego scenariusza.
Ależ możesz! Aby taki scenariusz był choć w małym stopniu prawdopodobny, musiałby wewnętrznie spójny i zgodny ze wszystkimi faktami (czyli wrażeniami zmysłowymi w tym wypadku). Tymczasem podajesz niedopracowany, dziurawy scenariusz, który nie trzyma się kupy. Kilka przykładów, które czynią go niepoważną propozycją: 1. Mieszasz symulację z symulatorem. Mówisz coś o zakończeniach nerwowych, które powinny należeć do świata symulowanego, tymczasem chcesz do nich podłączyć symulator. Sprecyzuj jak to zrobić. 2. Co z innymi ludźmi? Czy ich wrażenia też są w pełni symulowane, czy też są jedynie uproszczoną symulacją na potrzeby Twoich wrażeń? Mówiąc krótko: solipsyzm czy nie? 3. Czy masz wpływ na tę symulację, czy tylko tak Ci się wydaje, bo wszystkie Twoje zachcianki są tak naprawdę podświadomie wymuszoną symulacją? Innymi słowy, czy masz wolną wolę czy nie? 4. Jak duży musiałby to być symulator i jaka mogłaby być jego zasada działania? Czy przypadkiem nie proponujesz tu maszyny dużo większej od Wszechświata? 5. Nie psuje się? A może coś kiedyś nawaliło? 6. Jakieś ślady niedoskonałości? Skończonej rozdzielczości przestrzennej i czasowej? Dopóki nie doprecyzujesz tego scenariusza ma on praktyczne zerowe prawdopodobieństwo bycia prawdziwym.
|
|
| |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Nie rozumiem. Ja mówię, że nie wiemy jaka jest rzeczywistość i jako argument podaje, że jako naukowcy jesteśmy w stanie badać tylko związki miedzy stanami na naszych zakończeniach nerwowych. Do tego dodaje przykład komputera, który ma jedynie binarne-wejścia i wyjścia i pytam czy on może wiedzieć o otaczającym go wszechświecie, czy tylko o stanach wejścia-wyjścia. A ty mi każesz pokazywać jakąś inną rzeczywistość. Nie wiem jaka jest, więc nie mogę określać jak duży musiałby być symulator itp. Wystarczy mi, że jestem w stanie sobie wyobrazić, że implementuję na komputerze jakąś sieć neuronową, której podrzucam jakaś emulowaną fizykę, którą może badać. Nie ważne, że na razie technicznie nie wiemy jak to wykonać. Ważne, że na podstawie owej emulowanej softwarowo fizyki, nie można się zorientować jaka jest fizyka, w której działa hardware.
Poza tym ja nie mówie, że żyjemy w symulacji. Symulację używam, aby pokazać, że czegoś nie można być pewnym. Mówię tylko tyle, że mamy doświadczenie realnego istnienia naszych procesów świadomych oraz, że mamy model wszechświata. To Ty musisz podać argument na to, że elementy tego modelu istnieją realnie. A jedyne co możesz zrobić to powiedzieć, że model ten pozwala mi przewidywać moje obserwacje.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > ... A ty mi każesz pokazywać jakąś inną rzeczywistość. Nie wiem jaka jest ...
No to nie ma o czym dyskutować.
> Poza tym ja nie mówię, że żyjemy w symulacji. Symulację używam, aby pokazać, że czegoś nie można być pewnym.
Do tego nie potrzeba symulacji. Żaden z modeli rzeczywistości nie jest zupełnie pewny. Nawet istnieje niewielka szansa, że słońce jutro nie wzejdzie. Ale praktycznie nie mamy nic poza modelami. Nawet jak powiesz, że jesteś pewien swoich myśli, to już musiałeś zbudować model myślenia, mówienia i adresata takiej wypowiedzi.
Niemniej, dopóki nie potrafisz podać poprawnego modelu alternatywnej rzeczywistości, dopóty taka alternatywa jest tak dobra jakby jej nie było. Nie można jej przypisać jakiegokolwiek prawdopodobieństwa prawdziwości, bo po prostu nie ma czemu go przypisać.
|
|
| | | |  | | Vytautas (4394 punktów) | >Nawet istnieje niewielka szansa, że słońce jutro nie wzejdzie. Przegiąłeś. Jeżeli będzie jutro, to słońce na pewno wzejdzie.
|
|
| | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) | > >Nawet istnieje niewielka szansa, że słońce jutro nie wzejdzie.> Przegiąłeś. Jeżeli będzie jutro, to słońce na pewno wzejdzie.Widać mocno nie przegiął skoro potwierdzasz to słowem "jeżeli". A skoro "jeżeli" jest obowiązujące to już mało ważne gdzie przyczyna, gdzie skutek. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
> 5. Nie psuje się? A może coś kiedyś nawaliło?No a jak?! Nie wiesz ile materii brakuje? Oddziaływanie zostało a obrazek wcięło. Za to z Bogiem na odwrót: obrazków od metra, a oddziaływania zero. Trudno się żyje w popsutym akwarium.... 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
 | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > > Czy macie jakieś rozwiązania tego paradoksu?>  > Mózg w naczyniu. Ulubiony temat filozofów i pisarzy opowiadań fantastyczno-naukowym. Scenariusze te nagminnie ignorują wysoki stopień regularności i złożoności świata rzeczywistego i grubo przeceniają możliwości symulowania takiego świata.Ponadto, jak wykazał Hilary Putnam, teoria ta jest literalnie bezsensowna z przyczyn logicznych. "Mózgi" w naczyniu nie są "mózgami w naczyniu" bo ich znaczenie słów "mózg" nie może denotować tego czym są. Choć to (chyba) wymaga przyjęcia jakiegoś przyczynowego składnika dla "znaczenia".
|
|
2 na 2 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >Mózg wie o rzeczywistości tylko i wyłącznie na podstawie stanów na zakończeniach nerwowych. Jeżeli >te stany byłyby przez coś sztucznie generowane, mózg nidgy nie byłby w stanie zorientować się, że >podawane mu są "fałszywe" bodźce. A zatem współczesna nauka mówi nam, że nie możemy wiedzieć, czy >model wszechświata, który mamy w mózgu jest zgodny z rzeczywistością.
-Może tak, a może owak, niekończące się gdybania. Dlatego racjonalne jest zajmowanie się tym co wiemy, czego możemy się dowiedzieć, co można potwierdzić i co przynosi pożytek. Nie można badać tego, czego nie możemy określić choćby w przybliżeniu. Nie wiem jakie bodźce mogą być fałszywe, wiele z nich pomaga nam uniknąć niebezpieczeństwa lub śmierci (odczuwanie gorąca, zimna, głodu, bólu, strachu). Dopóki na nie reagujemy żyjemy, gdy lekceważymy lub przestajemy odczuwać umieramy, więc raczej są prawdziwe.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
 | 1 na 1 | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | >Dopóki na nie reagujemy żyjemy, gdy lekceważymy lub przestajemy odczuwać umieramy, więc raczej są prawdziwe.
Mówmy o faktach. Ja jeszcze nigdy nie umarłem. Obserwowałem tylko śmierć innych. Ale tak naprawdę mój mózg nie odbierał żadnej śmierci jako śmierci (to już jego interpretacja w modelu, który w sobie ma). Mózg odbieral tylko stany na zakończeniach nerwowych. Jakieś fotony uderzały w siatkówkę, jakieś cząsteczki stykały się z cząsteczkami skóry itp. Na poziomie faktów, do mózgu nie dotarła wiedza o czyjejś śmierci, to jedynie interpretacja, którą stworzył już w sobie.
|
|
|  | 2 na 2 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >>Dopóki na nie reagujemy żyjemy, gdy lekceważymy lub przestajemy odczuwać umieramy, więc raczej są prawdziwe. >Mówmy o faktach. Ja jeszcze nigdy nie umarłem. Obserwowałem tylko śmierć innych.
-Zlekceważ bodziec informujący o tym, że ogień jest gorący i wejdź w pożar, daję 100% gwarancję, że umrzesz. Nie zakładam się bo, nie dam rady wyegzekwować wygranej.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
| |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Nie mówię nigdzie o lekceważeniu bodźców, ale o tym, że model wszechświata zbudowany na ich podstawie nie musi być zgodny z rzeczywistością. Nie sądzę abym zaobserwował, że umrę, ale przewiduję, że doznałbym bólu. Jednak wszystko to byłoby tylko odbierane przez mój mózg jako kolejne bodźce. Mózg nie ma WIEDZY, że jest w ogniu, ma jedynie taki model w sobie. Gdyby mózg był podłączony do komputera symulującego rzeczywistość, też po wrażeniu wejścia w ogień byłyby mu dane bodźce, które interpretowałby jako ból, jednak w żadne sposób nie dowodziłoby to, że relanie jest w ogniu.
|
|
| | |  | 1 na 1 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >Mózg nie ma WIEDZY, że jest w ogniu, ma jedynie taki model w sobie. Gdyby mózg był podłączony do komputera symulującego rzeczywistość, też po wrażeniu wejścia w ogień byłyby mu dane bodźce, które interpretowałby jako ból, jednak w żadne sposób nie dowodziłoby to, że relanie jest w ogniu. -Ale realnie byś się palił. Zachodziłby wszystkie reakcje chemiczne związane ze spalaniem, bez względu na to jak interpretowałby to mózg. Nasze bodźce są dostosowane do świata realnego na drodze doboru naturalnego, a nie odwrotnie. To nie mózg był pierwszy i nie kreował świata, tylko świat realny wykreował mózg, nie może on więc odbierać świata nierealnego.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
| | | |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | >-Ale realnie byś się palił. Zachodziłby wszystkie reakcje chemiczne związane ze spalaniem, bez względu na to jak interpretowałby to mózg. Nasze bodźce są dostosowane do świata realnego na drodze doboru naturalnego, a nie odwrotnie. To nie mózg był pierwszy i nie kreował świata, tylko świat realny wykreował mózg, nie może on więc odbierać świata nierealnego.
Jeżeli zastanawiasz się, czy masz pewność P, a ja wskażę choć jeden taki przypadek, w którym choćby jest możliwe, że ~P, to musisz się zgodzić, że nie masz pewności P. Wskazuje na możliwość, że mój mózg jest jedynie emulowany na jakimś komputerze, a mimo to ma w sobie model biologicznego mózgu i w związku z tym myśli, że jest bilogicznym mózgiem, ale nim nie jest, bo jest emulacją na komputerze. Nie ważne jak bardzo to jest nieprawdopodobne (ale w ogóle jak można zmierzyć prawdopodobieństwo takiego zdarzenia?), ważne że to możliwe. Bo jeśli coś jest możliwe, to nie możesz wiedzieć z całą pewnością, że tego nie ma.
|
|
 | | fiiś (1053 punktów) | Każda odbierana rzeczywistość jest tylko modelem, zatem bez znaczenia jaka jest rzeczywistość na zewnątrz - czy odbierana przez zmysły czy symulowana przez coś innego. Rozważanie ontologiczne na ten temat musi opierać się na racjonalnych przesłankach ekonomii myślenia. Z tego punktu widzenia założenie jakiejś realnej rzeczywistości jest o wiele bardziej ekonomiczne i prawdopodobne niż o rzeczywistości symulowanej bądź tworzonej przez jakiegoś np. boga. Tu zakładanie boga nie jest po prostu potrzebne - można jaśniej i spójniej wyjaśnić istnienie bez takiego założenia
|
|
 | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) |
> > A zatem współczesna nauka mówi nam, że nie możemy wiedzieć, czy> >model wszechświata, który mamy w mózgu jest zgodny z rzeczywistością.> -Może tak, a może owak, niekończące się gdybania. Dlatego racjonalne jest zajmowanie się tym co wiemy, czego możemy się dowiedzieć, co można potwierdzić i co przynosi pożytek. Nie można badać tego, czego nie możemy określić choćby w przybliżeniu. Nie wiem jakie bodźce mogą być fałszywe, wiele z nich pomaga nam uniknąć niebezpieczeństwa lub śmierci (odczuwanie gorąca, zimna, głodu, bólu, strachu). Dopóki na nie reagujemy żyjemy, gdy lekceważymy lub przestajemy odczuwać umieramy, więc raczej są prawdziwe.Funkcją mózgu jest umysł. Tej funkcji należy przypisać zdolność budowy modelu świata. Wymienione przez Ciebie właściwości przetrwania we wrogim środowisku, co jest definicją zachowania inteligentnego, są właściwym kierunkiem poszukiwania odpowiedzi, na ile budowany model świata odpowiada rzeczywistości. Jednakże na forum Gazeta/Nauka Majka zdefiniowała: forum.gaze(*)bez_usmiechu_politowania_.html więcej funkcji umysłu świadomego, które pozwalają nam na budowanie adekwatnych modeli świata: 1. System musi być świadomy przeszłości i teraźniejszości i mieć zdolność do krytycznej analizy tych doznań. 2. Musi być świadomy otoczenia w którym pozostaje. 3. Musi rozróżniać swoje własne wewnętrzne stany mentalne (np. emocje). 4. Musi przewidywać przyszłe i objaśniać przeszłe zdarzenia. 5. musi być zdolny do organizowania własnego przyszłego działania. 6. Musi uczyć się wykorzystywać przeszłe działania do planowania następnych. 7. Musi kontrolować relacje z innymi ucieleśnionymi agentami (język). 8. Musi generować wewnętrzna, mentalną reprezentację siebie i otoczenia. 9. Musi mieć zdolność samodzielnego, selektywnego zwracania uwagi na otaczające go wydarzenia. Ponieważ wyżej sformułowano już tezę, że mózg jest produktem ewolucji, to należy w tym zestawie właściwości umysłu samoświadomego zwrócić uwagę na te, które gwarantują przeżycie i dostosowanie do środowiska. Krytyczne są więc punkty 1., 2., 3., 4., 5., 6.,7., 8.,i 9.,czyli wszystkie. Więc może ten zestaw cech naszego umysłu nie jest przypadkowy? Prawdziwość i adekwatność modelu otoczenia, środowiska i świata jest weryfikowana, przez nasze próby planowania i przewidywania skutków naszych działań. Jeśli te skutki są na tyle dobre, żeby przetrwać, to oznacza, że i nasz model jest wystarczająco dobry do tego celu.
|
|
5 na 5 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>Czy macie jakieś rozwiązania tego paradoksu?
Istnieje rozwiązanie przez sprowadzenie do absurdu. Na podstawie wszystkiego, co napisałeś - zakładając, że może być "fałszywość bodźców" - nie mogę stwierdzić, ani czyTtwoje pytanie jest sensowne, ani czy Ty istniejesz, ani czy jest sens Tobie odpowiadać. Udzielając Ci odpowiedzi, czy tylko próbując Ci jej udzielić, już musiałem przyjąć pewne założenia o sensowności takiego działania. Zatem mniej czy bardziej bezwiednie odrzuciłem przekonanie o "fałszywości bodźców". Tak samo zresztą, jak Ty, gdy zadałeś pytanie "na zewnątrz". Jakąkolwiek dostaniesz odpowiedź "z zewnątrz" musisz uwzgledniać, że może pochodzić od "fałszywych bodźców". Nie możesz się zatem na niej oprzeć. Sam musisz roztrzygnąć. W ten sposób odchodzisz od świata nauki na rzecz świata filozofii.
Pozdrawiam
Kiedy rozmowa staje się sylogizmem błednego koła?
|
|
 | 1 na 1 | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | >Istnieje rozwiązanie przez sprowadzenie do absurdu.
Nie widze tego absurdu. Jest wycinek rzeczywistości, którego istnienia mogę być zupełnie pewien, to moje procesy świadome. Nie wiem w czym zachodzą, ale wiem, że zachodzą. Nie moge więc przyznać, że nic nie wiem. A zarzut, że wiem mało nie jest kontrargumentem. No to może wiem mało i co z tego?
Nie kwestionuję możliwości używania pojęć, bo te są napewno mi dostępne w procesach świadomych. Doświadczalnie stwierdzam, że dysponuję jakimiś pojęciami i mogę ich używać. To po prostu nie jest tak, że jeżeli kwestionuję możliwość wiedzy o realności modelu wrzechświata, który mamy "w mózgach", to znaczy, że już wszystko kwestionuję. Nie kwestionuję istneinia tego, co jest mi bezpośrednio dane.
|
|
|  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Jakbyś mógł mi jeszcze napisać "co wiesz na pewno". Wspomnienia? Uczucia? Odczucia (np. ból)? Język? Kategorie zmysłowe (np. kolory)? Poczucie bycia świadomym (np. komunikat do siebie "jestem")? Poczucie nie bycia świadomym będąc świadomym (np. zacietrzewienie)? Poczucie bycia nieświadomym (np. sen śmierć, utrata przytomności)? Poczucie duszności, gorąca, słabości? Stany melancholii, radości, upojenia, depresji, spełnienia, szczęścia? Nie wiem, w którym kierunku ciągnąć dalej dyskusje - niewątpliwie ocierasz się o solipsyzm i do tego piłem, ale jakby bardziej do czystego solipsyzmu piłem, którego jednak u Ciebie nie widać. Próbuje zatem dojść, co "uważasz za swoje", wewnętrzne, a gdzie się zaczyna zewnętrzny świat.
Pozdrawiam
Kiedy rozmowa staje się sylogizmem błednego koła?
|
|
| |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Co wiem na pewno? Przecież nie wybieram sobie tego. Mogę wiedzieć tylko, to co jest mi dane. A są mi dane moje przeżycia umysłowe. To nie znaczy, że uważam, że są tylko one. Jednak pokazać, że istnieje coś poza, to wyjątkowo trudne zadanie. Nie twierdzę jednak, że to niemożliwe. Jednak te rozważania wykraczają poza temat tego wątku. Generalnie uważam, że nie ma potrzeby przyjmować, że coś istnieje jeśli nie mamy pewności, że istnieje. Wydaje mi się, że czasem niepotrzebnie przyjmuje się istnienie pewnych obiektów. A przecież można precyzyjniej. Można mówić, że zapostulowanie istnienia X dobrze przewiduje moje postrzeżenia, nie trzeba mówić, że X istnieje - jest równie dobrze, ale za to bardziej poprawnie.
|
|
| | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Co wiem na pewno? Przecież nie wybieram sobie tego. Trochę rozczarowująca odpowiedź. Spodziewałem się co najmniej hipotezy na ten temat.
>Mogę wiedzieć tylko, to co jest mi dane. A są mi dane moje przeżycia umysłowe. Własnie próbowałem sie dopytać dokładnie, co masz za przeżycia umysłowe. Wszystko cokolwiek odczuwasz? Już choćby wspomnienia i problemy z ich przywoływaniem (raz idzie, raz nie idzie, czasem z błędami) sprawiają, że nie pytam trywialnie. Albo to, że nie pamięta się uczuć, a jedynie, że było się "pod wpływem" uczucia. Mamy całkiem bogaty świat wewnętrzny, a przy tym, jak się wydaje, niespójny.
>Generalnie uważam, że nie ma potrzeby przyjmować, że coś istnieje jeśli nie mamy pewności, że istnieje. Wyżej pytałem Cie, co według Ciebie na pewno istnieje i nie odpowiedziałeś jednoznacznie. Cytat: "Co wiem na pewno?"
>Wydaje mi się, że czasem niepotrzebnie przyjmuje się istnienie pewnych obiektów. A przecież można precyzyjniej. Można mówić, że zapostulowanie istnienia X dobrze przewiduje moje postrzeżenia, nie trzeba mówić, że X istnieje - jest równie dobrze, ale za to bardziej poprawnie. Język pełni zwykle jako pierwszorzędną rolę komunikacyjną - chyba, że odnosimy go do filozofii na przykład, gdzie ma coś wyjaśnić. Z roli komunikacyjnej wynika, by był zwięzły i praktyczny. Jeśli filozofujesz, to już ważniejsze jest, by był dokladny w opisie. Oddzielaj te dwie plaszczyzny, a będzie ok.
Pozdrawiam
Kiedy rozmowa staje się sylogizmem błednego koła?
|
|
 | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | > W ten sposób odchodzisz od świata nauki na rzecz świata filozofii.
Chyba filozofia jest częścią nauki?
|
|
|  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >> W ten sposób odchodzisz od świata nauki na rzecz świata filozofii. >Chyba filozofia jest częścią nauki? Zależy. Nauka ma być falsyfikowalna, w filozofii są zagadnienia i idee, których nie obejmuje ten wymóg. (Albo nie obejmuje na dzień dzisiejszy, jak już w filozofii wcześniej bywało.)
Pozdrawiam
Prawdy dietetyczne: Tłuszcz nośnikiem smaku.
|
|
| |  | 1 na 1 | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | >>> W ten sposób odchodzisz od świata nauki na rzecz świata filozofii. >>Chyba filozofia jest częścią nauki? >Zależy. Nauka ma być falsyfikowalna, w filozofii są zagadnienia i idee, których nie obejmuje ten wymóg. (Albo nie obejmuje na dzień dzisiejszy, jak już w filozofii wcześniej bywało.)
Wymóg falsyfikowalności nie jest bezwzględny. Mamy wiele teorii naukowych, od których falsyfikowalności nie wymagamy. Natomiast często się zdarza spotykać pseudonaukowe spekulacje aspirujące do filozofii. Niestety.
|
|
| | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>>> W ten sposób odchodzisz od świata nauki na rzecz świata filozofii. >>>Chyba filozofia jest częścią nauki? >>Zależy. Nauka ma być falsyfikowalna, w filozofii są zagadnienia i idee, których nie obejmuje ten wymóg. (Albo nie obejmuje na dzień dzisiejszy, jak już w filozofii wcześniej bywało.) >Wymóg falsyfikowalności nie jest bezwzględny. Mamy wiele teorii naukowych, od których falsyfikowalności nie wymagamy. Hmm. Jakoś na szybko nie przypominam sobie takich. Możesz wspomóc? Z główniejszych nic mi do głowy nie przychodzi. Chyba, że brać te, które są z definicji niekompletne, jak choćby teorie na temat ciemnej materii - ale w nich jest założenie, że z czasem dotrzemy do sedna i nie roszczą sobie prawa do bycia prawdą objawioną. Ja tyle, o takie przykłady Ci chodziło?
>Natomiast często się zdarza spotykać pseudonaukowe spekulacje aspirujące do filozofii. Niestety. Tak. Ubolewam również. Nawet ciekawy temat poruszyłeś.
Pozdrawiam
Prawdy dietetyczne: Tłuszcz nośnikiem smaku.
|
|
| | | |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | > >Wymóg falsyfikowalności nie jest bezwzględny. Mamy wiele teorii naukowych, od których falsyfikowalności nie wymagamy.> Hmm. Jakoś na szybko nie przypominam sobie takich. Możesz wspomóc? Z główniejszych nic mi do głowy nie przychodzi. Chyba, że brać te, które są z definicji niekompletne, jak choćby teorie na temat ciemnej materii - ale w nich jest założenie, że z czasem dotrzemy do sedna i nie roszczą sobie prawa do bycia prawdą objawioną. Ja tyle, o takie przykłady Ci chodziło?Tak, także o takie. Na linku forum.gaze(*)z_filozofia_i_horyzonty_p.html znajdziesz dalsze przykłady: cyt: "Czyż hipoteza kwarków była falsyfikowalna, gdy się narodziła? A teoria ewolucji,? nawet genetyka?" M-teoria zakłada 6 wymiarów przestrzennych zwiniętych tak, że nie mogą być rozpoznawalne wyobrażalnymi metodami. A hipoteza wieloświatów poza horyzontem zdarzeń? Z góry zakładamy, że poza ten horyzont wykroczyć możemy wyłącznie naszą wyobraźnią. Warto także poczytać dyskusję na tym forum: forum.gaze(*)okol_zasady_antropicznej_.html. Jednakże wszystkie te rozważania zaliczyć trzeba do twardej nauki, bo są ekstrapolacją modeli fizycznych, jednakże bez możliwości falsyfikowalności.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> Tak, także o takie. Na linku forum.gaze(*)z_filozofia_i_horyzonty_p.html znajdziesz dalsze przykłady: cyt: "Czyż hipoteza kwarków była falsyfikowalna, gdy się narodziła? A teoria ewolucji,? nawet genetyka?"Ale konstrukcja teorii była tak zrobiona, by ją sprawdzać, a sama teoria opierała się o przesłanki - poszlaki. To nie była prawda objawiona, a coś co z zasady miało podlegać sprawdzaniu, gdy będzie można to zrobić. > M-teoria zakłada 6 wymiarów przestrzennych zwiniętych tak, że nie mogą być rozpoznawalne wyobrażalnymi metodami.www.physorg.com/news202553083.htmlPowoli dochodzi się i do tego. > A hipoteza wieloświatów poza horyzontem zdarzeń?Już ją jakiś Japończyk sprawdzał dokonując pomiarów promieniowania tła. Jasne, że są wersje "platoniczne", zakładające, że nie ma szans zajrzeć do równoległych wszechświatów, ale one są na zasadzie ciekawostki (nie da im się potwierdzić, ani zaprzeczyć). Rozpatruje się takie wersje, które można sprawdzać. > Z góry zakładamy, że poza ten horyzont wykroczyć możemy wyłącznie naszą wyobraźnią.Oj zwykle nie. Zwykle to już jest wchodzenie w bajki, jak się takie coś zakłada. > Warto także poczytać dyskusję na tym forum: forum.gaze(*)okol_zasady_antropicznej_.html.Link mi nie odpalił. > Jednakże wszystkie te rozważania zaliczyć trzeba do twardej nauki, bo są ekstrapolacją modeli fizycznych, jednakże bez możliwości falsyfikowalności.Ja nie zaliczam tego do twardej nauki. Nie wiem nawet, co to jest twarda nauka. Ale patrząc na kontekst odrzuciłbym takie stwierdzenie. Pozdrawiam
Prawdy dietetyczne: Tłuszcz nośnikiem smaku.
|
|
| | | | | |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | > > ....... "Czyż hipoteza kwarków była falsyfikowalna, gdy się narodziła? A teoria ewolucji,? nawet genetyka?"> Ale konstrukcja teorii była tak zrobiona, by ją sprawdzać, a sama teoria opierała się o przesłanki - poszlaki. To nie była prawda objawiona, a coś co z zasady miało podlegać sprawdzaniu, gdy będzie można to zrobić.To nieważne,że w pewnym momencie pewne hipotezy są niefalsyfikowalne. Zresztą nie widzę ostrej granicy pomiędzy nauka i spekulacją. Jest to szczególnie wyraźne, jeśli nowa wiedza powstaje przez ekstrapolacje dotychczasowych modeli na obszary dotychczas niezbadane, a tym bardzie nie podlegające badaniom. Przecież hipotezy kosmiczne rozwijały się już w czasach, gdy kosmos dla badań eksperymentalnych wydawał się absolutnie niedostępny. Wystarczyło jedno założenie, że prawa fizyki w kosmosie są takie same, jak tu na ziemi, żeby przewidzieć istnienie czarnych dziur i wielu innych zjawisk kosmicznych. Podobnie dzisiejsza niefalsyfikowalność jakichś teorii nie przesądza, że nie będą one poddane weryfikacji jutro. A co sądzisz o takiej tezie? Cytat: Wydaj mi się, że często nie dostrzegamy lub nie doceniamy innego zjawiska. Chodzi mi o proces wyłaniania hipotez, teorii i praw naukowych, szczególnie w aspekcie różnorodności obszarów nauki. W wielu dziedzinach obraz zjawisk nie jest ostry, często nie jest precyzyjnie zdefiniowany. Te precyzyjne definicje i dowody logiczne stosowne są do tzw. nauk ścisłych. Te "nieścisłe" mają to do siebie, że muszą się posługiwać nieostrym, zamglonym obrazem rzeczywistości. Że często opierają się o definicje wynikające z wyrywkowej obserwacji (niepodatnych na obróbkę statystyczną).
Mam nadzieję, że nikt nie odmawia statusu Nauki takim dziedzinom jak nauki ekonomiczne, nauki medyczne, biologiczne, socjologia, psychologia, teologia(?), itp.
Jeśli nie, to musimy się pogodzić z tym, że kryteria nauk ścisłych rzadko przystają do metodologii stosowanej w tych dziedzinach.
Ale także w naukach ścisłych mamy rejony, gdzie modele zjawisk mają charakter rozmyty. Myślę, że wszystkie dobrze udowodnione twierdzenia przechodziły w umysłach badaczy przez fazę mglistej intuicji, nieudolnych prób sformułowania nie całkiem ścisłego, nie do końca zweryfikowanych założeń, niespójnych zbiorów aksjomatów itp.
Problem naukowców okresu przejściowego (przełom XX/XXI wieku), polega na tym, że kiedyś naukowcy, pracując indywidualnie, przebywali tę fazę samodzielnie, dokonując weryfikacji mglistych koncepcji we własnych umysłach i publikując rezultaty już spójne i zweryfikowane.
Dziś problemy osiągnęły taki stopień komplikacji, że to wstępne myślenie o problemie musi się odbywać wspólnie. Aby znaleźć na świecie osoby myślące podobnie o rozwiązaniu złożonych problemów, należy publikować wstępne idee, wyobrażenia intuicyjne, zwariowane hipotezy itp.
> Ja nie zaliczam tego do twardej nauki. Nie wiem nawet, co to jest twarda nauka. Ale patrząc na kontekst odrzuciłbym takie stwierdzenie.A ja nie odrzucam, bo tworzenie wiedzy wspólnej dla ludzkości przypomina proces tworzenia modelu w mózgu pojedynczego człowieka. Najpierw obraz dostarczany przez zmysły porównywany jest z mglistym zarysem mentalnego wyobrażenia o zjawisku. Rozległe asocjacje z polami mózgowymi, przechowującymi różnorodną wiedzę zdobytą w procesie wcześniejszego uczenia, pozwalają wyszukać podobieństwa z wcześniej używanymi modelami cząstkowymi i stworzyć nowy, wyraźniejszy już model. Porównaj z koncepcją świadomego poznania Perłowskiego www.leonid(*) perception in print.pdf , lub po polsku tutaj: mindconsci(*)a---klucz-do-myslenia/
|
|
| | | | | | |  | 4 na 6 | Przemek J. (3008 punktów) | Teologia nauką, to gdzie jest astrologia? No przepraszam bardzo. W ogóle wygląda to na wypowiedź kogoś zagubionego w rozległości nauki, kto nie potrafi sobie z czymś poradzić i ekstrapoluje tę nieporadność na całość nauk i naukowców. Myli hipotezy z teoriami.
>Te "nieścisłe" mają to do siebie, że muszą się posługiwać nieostrym, zamglonym obrazem rzeczywistości. Że często opierają się o definicje wynikające z wyrywkowej obserwacji (niepodatnych na obróbkę statystyczną).
To metoda przybliżeń, uściślanie lub definiowane kolejnych procesów w ramach jakiejś hipotezy. Dopiero po przebyciu tej drogi hipoteza stanie się teorią, jeśli zostania potwierdzona lub przynajmniej będzie wystarczająco dobra do przewidywania wyników eksperymentów przez nią opisywanych.
Fakt, że istnieją obszary, w których do weryfikacji jakiś założeń potrzeba więcej niż jednej osoby, z wiedzą z różnych obszarów, świadczy tylko o tym jak bardzo dużo już wiemy i jak nasze umysły są ograniczone. Tylko o tym. Bo przecież nie można na tej podstawie oceniać całej nauki. Jaki sens ma ocena, na podstawie liczby osób zaangażowanych w prace nad daną teorią? Teorie są oceniane po tym na ile wiernie opisują rzeczywistość i pasują do innych teorii. Ewentualne różnice, niezgodności to punkt wyjściowy do dalszych badań.
Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
|
|
| | | | | | | |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | > Teologia nauką, to gdzie jest astrologia? No przepraszam bardzo. W ogóle wygląda to na wypowiedź kogoś zagubionego w rozległości nauki, kto nie potrafi sobie z czymś poradzić i ekstrapoluje tę nieporadność na całość nauk i naukowców. Myli hipotezy z teoriami.Ja bym bronił tej wypowiedzi (uznałem ją za wartościową, skoro ją tu przytoczyłem). Teologia została jednak opatrzona znakiem zapytania. Może to nie pogląd autorki, tylko ustępstwo na rzecz przekonanych, że to co kończy się na -logia, to nauka  ?. Ponadto i ja i autorka cytatu mówi o formułowaniu hipotez, nie ma więc mowy o mieszaniu. > > Te "nieścisłe" mają to do siebie, że muszą się posługiwać nieostrym, zamglonym obrazem rzeczywistości. Że często opierają się o definicje wynikające z wyrywkowej obserwacji (niepodatnych na obróbkę statystyczną).> To metoda przybliżeń, uściślanie lub definiowane kolejnych procesów w ramach jakiejś hipotezy. Dopiero po przebyciu tej drogi hipoteza stanie się teorią, jeśli zostania potwierdzona lub przynajmniej będzie wystarczająco dobra do przewidywania wyników eksperymentów przez nią opisywanych." ,nieostry, zamglony obraz" nie jest negatywną oceną nauki. To częsty przypadek w badaniu najbardziej złożonych problemów. Dotknij tylko choćby pierwszej z brzegu M-teorii, a przekonasz się, jak trudno wytworzyć ostry obraz modelu wszechświata w oparciu o oddziaływanie n-bran. > Fakt, że istnieją obszary, w których do weryfikacji jakiś założeń potrzeba więcej niż jednej osoby, z wiedzą z różnych obszarów, świadczy tylko o tym jak bardzo dużo już wiemy i jak nasze umysły są ograniczone. Tylko o tym. Bo przecież nie można na tej podstawie oceniać całej nauki. Jaki sens ma ocena, na podstawie liczby osób zaangażowanych w prace nad daną teorią?...To czasami konieczność. Publikację o hipotetycznym odkryciu bozonu Higgsa podpisało blisko 200 naukowców. Lista uczonych i ośrodków, które reprezentowali była dłuższa niż tekst publikacji. Nic im to jednak nie ujmuje.
|
|
| | | | | | | | |  | | Przemek J. (3008 punktów) | >Teologia została jednak opatrzona znakiem zapytania. Może to nie pogląd autorki, tylko ustępstwo na rzecz przekonanych, że to co kończy się na -logia, to nauka ?.
Nie bardzo rozumiem tę argumentację. Tylko dlatego, że kilka tysiącleci temu ktoś popełnił błąd (z dzisiejszego punktu widzenia), mamy brnąć w tę błędną systematykę? Jeśli tak, to zwykłe odejście od nauki do demagogii. Jedną w ważnych cech nauki jest to, że potrafi ona doszukiwać się swoich błędów i je naprawić. Przytoczona argumentacja tylko potwierdza moje wcześniejsze twierdzenie, że autorka nie bardzo naukę rozumie.
>Ponadto i ja i autorka cytatu mówi o formułowaniu hipotez, nie ma więc mowy o mieszaniu.
Czym jest formułowanie hipotez bez ich weryfikacji? Bajkopisarstwem lub SF, jeśli ma jakieś naukowe podstawy. A przecież nie o to w nauce chodzi. Chyba, że dalej się upierasz, że filozofia to też nauka (science), ale wtedy nie widzę możliwości do dalszej dyskusji, bo zbytnio różnimy się w definicjach podstawowych.
>" ,nieostry, zamglony obraz" nie jest negatywną oceną nauki.
Nie jest w ogóle stroną nauki. Jest nieporozumieniem lub w najlepszym wypadku niezbyt udaną alegorią.
>Dotknij tylko choćby pierwszej z brzegu M-teorii, a przekonasz się, jak trudno wytworzyć ostry obraz modelu wszechświata w oparciu o oddziaływanie n-bran.
Bo to nadal jest hipoteza. Gdy model okaże się prawidłowym i zostanie zdefiniowana poprawna teoria, obraz się wyostrzy, bo od gdybania przejdziemy do opisywania.
>To czasami konieczność. Publikację o hipotetycznym odkryciu bozonu Higgsa podpisało blisko 200 naukowców. Lista uczonych i ośrodków, które reprezentowali była dłuższa niż tekst publikacji. Nic im to jednak nie ujmuje.
Zgoda, tak jest, ale to raczej argument na poparcie moich przekonań. Jakoś nie widzę związku pomiędzy 200 podpisami a rozmytym obrazem nauki. Po prostu tyle osób było zaangażowanych w projekt i nie ma się co dziwić, skoro kosztował on miliardy euro. Jeśli chcielibyśmy być szczegółowi to należałoby w tym momencie sprawdzić ile faktycznie tych nazwisk było i czy byli to tylko naukowcy, czy też inżynierowie, technicy itd. Ale to tylko szczegół, który nic nie wnosi do dyskusji, więc sobie darujmy.
Nauka zawsze na "pierwszej linii frontu" była rozmyta, jeśli już chcemy trzymać się tej alegorii. To nie jest tak, że od razu powstaje poprawna teoria i wyszyto staje się jasne. Mamy stare, sprawdzone teorie, które wzajemnie siebie uzupełniają i całą masę hipotez, które wymagają dopracowania i udowodnienia - i to nazwałem tą linią frontu. Każdy kto próbuje zrozumieć wszystkie hipotezy, jest skazany na porażkę, bo obecnie nie można być specjalistą we wszystkich dziedzinach. Jest ich za wiele i są zbyt rozległe, żeby poradził sobie z tym umysł jednego człowieka. Czasem naukowcy gubią się, próbując ogarnąć zbyt wiele dziedzin i ich aktualnych hipotez, a znacznie częściej dotyka to publicystów. Stąd czasem gdy czyta się różne wypowiedzi lub publikacje przejawia się obraz jakiegoś zagubienia i ogólnego rozmycia panującego w nauce, ale to nie jest obraz prawdziwy. Nauka stoi na potężnych nogach, które były budowane przez tysiąclecia, a jedynie strefa hipotez jest "rozmyta", bo ona taką była zawsze i taką musi pozostać, bo to jest miejsce na kreatywność i zabawę w zgadywanie.
Tak po prawdzie, to się trochę zgubiłem i nie jestem pewien o czym my właściwie obecnie dyskutujemy, więc podsumuję to co ja chciałem przekazać: nauka nie jest rozmyta. Jest zdefiniowana i pojmowalna. Hipotezy mogą tworzyć obraz jakiegoś rozmycia, ale tylko dlatego, że tylko niewielka ich liczba jest związana z nauką, znaczna ich większość to SF lub filozofia. Ludzie tak gonią za sensacją, że przekraczają granicę nauki tego nie zauważając i później piszą o mniej lub bardziej sensownych hipotezach jak o nauce i stąd całe zamieszanie.
Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
|
|
| | | | | | | | | |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | >Nauka zawsze na "pierwszej linii frontu" była rozmyta, ... To nie jest tak, że od razu powstaje poprawna teoria i wyszyto staje się jasne. Mamy stare, sprawdzone teorie, które wzajemnie siebie uzupełniają i całą masę hipotez, które wymagają dopracowania i udowodnienia - i to nazwałem tą linią frontu. Każdy kto próbuje zrozumieć wszystkie hipotezy, jest skazany na porażkę, bo obecnie nie można być specjalistą we wszystkich dziedzinach. Jest ich za wiele i są zbyt rozległe, żeby poradził sobie z tym umysł jednego człowieka. Czasem naukowcy gubią się, próbując ogarnąć zbyt wiele dziedzin i ich aktualnych hipotez, .........Nauka stoi na potężnych nogach, które były budowane przez tysiąclecia, a jedynie strefa hipotez jest "rozmyta", bo ona taką była zawsze i taką musi pozostać, bo to jest miejsce na kreatywność i zabawę w zgadywanie.
Właśnie tak, w tym miejscu się zgadzamy.
>Tak po prawdzie, to się trochę zgubiłem i nie jestem pewien o czym my właściwie obecnie dyskutujemy, więc podsumuję to co ja chciałem przekazać: nauka nie jest rozmyta. Jest zdefiniowana i pojmowalna. Hipotezy mogą tworzyć obraz jakiegoś rozmycia, ale tylko dlatego, że tylko niewielka ich liczba jest związana z nauką, znaczna ich większość to SF lub filozofia. ...
Trochę teraz się wycofujesz z poprzedniego stanowiska, ale w taki sposób, że i wilk jest syty i owca cała. Więc i mnie wypada się zgodzić.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>> ....... "Czyż hipoteza kwarków była falsyfikowalna, gdy się narodziła? A teoria ewolucji,? nawet genetyka?" >>Ale konstrukcja teorii była tak zrobiona, by ją sprawdzać, a sama teoria opierała się o przesłanki - poszlaki. To nie była prawda objawiona, a coś co z zasady miało podlegać sprawdzaniu, gdy będzie można to zrobić. >To nieważne,że w pewnym momencie pewne hipotezy są niefalsyfikowalne. Ważne. >Zresztą nie widzę ostrej granicy pomiędzy nauka i spekulacją. W takim razie moge radzić, byś ostrożnie wypowiadał się na naukowe tematy.
>Jest to szczególnie wyraźne, jeśli nowa wiedza powstaje przez ekstrapolacje dotychczasowych modeli na obszary dotychczas niezbadane, a tym bardzie nie podlegające badaniom. Jeśli sa przesłanki, by ekstrapolować, to ok. Gorzej, jak takich przesłanek nie ma.
>Przecież hipotezy kosmiczne rozwijały się już w czasach, gdy kosmos dla badań eksperymentalnych wydawał się absolutnie niedostępny. Wystarczyło jedno założenie, że prawa fizyki w kosmosie są takie same, jak tu na ziemi, żeby przewidzieć istnienie czarnych dziur i wielu innych zjawisk kosmicznych. To założenie leży u podstaw nauki. I dalej, nie wystarczyło - postulowano wiele różnych "tworów" w kosmosie, które o ile wiadomo nie istnieją - choćby "białych dziur". Obserwacja kosmosu pozwala zejść z takimi hipoterami na ziemię.
>Podobnie dzisiejsza niefalsyfikowalność jakichś teorii nie przesądza, że nie będą one poddane weryfikacji jutro. Chyba, że teoria ma taką tezę w środku, jak rówloległe nieweryfikowalne wszechświaty.
>A co sądzisz o takiej tezie:
>Wydaj mi się, że często nie dostrzegamy lub nie doceniamy innego zjawiska. Chodzi mi o proces wyłaniania hipotez, teorii i praw naukowych, szczególnie w aspekcie różnorodności obszarów nauki. W wielu dziedzinach obraz zjawisk nie jest ostry, często nie jest precyzyjnie zdefiniowany. Te precyzyjne definicje i dowody logiczne stosowne są do tzw. nauk ścisłych. Te "nieścisłe" mają to do siebie, że muszą się posługiwać nieostrym, zamglonym obrazem rzeczywistości. Że często opierają się o definicje wynikające z wyrywkowej obserwacji (niepodatnych na obróbkę statystyczną). Ten akapit usypiający. Niby coś gada, ale konkretnie nic nie powie (nie poda przykładu). >Mam nadzieję, że nikt nie odmawia statusu Nauki takim dziedzinom jak nauki ekonomiczne, nauki medyczne, biologiczne, socjologia, psychologia, teologia(?), itp. Co to są nauki medyczne? U "ludów" anglojęzycznych jest podział na science i ekonomię, socjologie, psychologię itp. Normalnie z urzędu odmawiają tam wymienionym takiego samego statusu Nauki, jak mają nauki ścisłe. Teologia odpada całkowicie, bo nie ma podstaw. (Jak ma to napisz jakie - Pismo święte? Ale której religii i którym pismom świętym wierzyć?)
>Jeśli nie, to musimy się pogodzić z tym, że kryteria nauk ścisłych rzadko przystają do metodologii stosowanej w tych dziedzinach. Well, to zdanie to bełkot. Z czym ja mam się godzić? W jakim sensie mam się godzić? Co to znaczy, że bym się nie godził? >Ale także w naukach ścisłych mamy rejony, gdzie modele zjawisk mają charakter rozmyty. No i skończył jednym zdaniem. A ja myślałem, że się pochyli i napisze, o co mu chodzi. A tak bełkot. Czy to rozmycie o którym chce mówić i te inne, z nauk społecznych, to to samo? A może o coś innego mu chodzi? No niechże się wypowie dokładniej. >Myślę, że wszystkie dobrze udowodnione twierdzenia przechodziły w umysłach badaczy przez fazę mglistej intuicji, nieudolnych prób sformułowania nie całkiem ścisłego, nie do końca zweryfikowanych założeń, niespójnych zbiorów aksjomatów itp. A Mozart pisał bez poprawek od razu całe symfonie. Newton wpadł na teorie grawitacji też "z olśnienia". Czyli da się od razu, a ten się podszywa pod wszystkich na świecie naukowców. Bufonada. Polecam "Głos Pana" Lema na odtrutkę - wystarczy sama Przedmowa i Rozdział pierwszy.
>Dziś problemy osiągnęły taki stopień komplikacji, że to wstępne myślenie o problemie musi się odbywać wspólnie. ????????? Wyciąłem kawałek wcześniej tekstu tego Pana, bo sięgał żenady. Powyższe zdanie wskazuje na pewne braki u piszącego. Ja się na nim załamałem. Po pierwsze, dziś skomplikowane problemy dzielone sa na takie kawałki, żeby były łatwe do ogarnięcia (dla jednej osoby). Po drugie, nie ma czegoś takiego, jak myślenie wspólne. A już słówko "musi" dobija. >Aby znaleźć na świecie osoby myślące podobnie o rozwiązaniu złożonych problemów, należy publikować wstępne idee, wyobrażenia intuicyjne, zwariowane hipotezy itp. A to znowu co? Pisze, żeby zalewać świat śmieciami. Odpadam.
>>Ja nie zaliczam tego do twardej nauki. Nie wiem nawet, co to jest twarda nauka. Ale patrząc na kontekst odrzuciłbym takie stwierdzenie. >A ja nie odrzucam, bo tworzenie wiedzy wspólnej dla ludzkości przypomina proces tworzenia modelu w mózgu pojedynczego człowieka. Hmm. Ja rozumiem pojęcie "wiedza wspólna" jako wiedzę zawartą w bibliotece, ewentualnie księgarni. Chyba pojęciowo się nie zgrywamy.
Pozdrawiam
Prawdy dietetyczne: Tłuszcz nośnikiem smaku.
|
|
| | | | | | | |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | > >>> ....... "Czyż hipoteza kwarków była falsyfikowalna, gdy się narodziła? A teoria ewolucji,? nawet genetyka?"> >>Ale konstrukcja teorii była tak zrobiona, by ją sprawdzać, a sama teoria opierała się o przesłanki - poszlaki. To nie była prawda objawiona, a coś co z zasady miało podlegać sprawdzaniu, gdy będzie można to zrobić.Pomiędzy prawdą objawioną, a hipotezą naukową jest spora przestrzeń na hipotezy intuicyjne (ktoś mnie wyręczył przytaczając co to jest pogląd intuicyjny, jako wstęp do tworzenia hipotezy: www.mojasocjologia.pl/articles.php?article_id=26). Każdy taki pogląd będzie prezentowany przez twórcę, jako wynikający z poszlak i przeznaczony do sprawdzenia, "gdy będzie można to zrobić" > >To nieważne,że w pewnym momencie pewne hipotezy są niefalsyfikowalne.> Ważne.Wobec tego, co napisałem wyżej - nieważne. Ale myślę,że jest to kwestia wyboru. > >Zresztą nie widzę ostrej granicy pomiędzy nauka i spekulacją.> W takim razie mogę radzić, byś ostrożnie wypowiadał się na naukowe tematy.Dlaczego? Dziś najciekawsze rzeczy w nauce dzieją się w obszarach spekulacji naukowych. Współczuję, że za tym nie nadążasz. > >Jest to szczególnie wyraźne, jeśli nowa wiedza powstaje przez ekstrapolacje dotychczasowych modeli na obszary dotychczas niezbadane, a tym bardzie nie podlegające badaniom.> Jeśli sa przesłanki, by ekstrapolować, to ok. Gorzej, jak takich przesłanek nie ma.Zgadzam się. > >Przecież hipotezy kosmiczne rozwijały się już w czasach, gdy kosmos dla badań eksperymentalnych wydawał się absolutnie niedostępny. Wystarczyło jedno założenie, że prawa fizyki w kosmosie są takie same, jak tu na ziemi, żeby przewidzieć istnienie czarnych dziur i wielu innych zjawisk kosmicznych.> To założenie leży u podstaw nauki. I dalej, nie wystarczyło - postulowano wiele różnych "tworów" w kosmosie, które o ile wiadomo nie istnieją - choćby "białych dziur". Obserwacja kosmosu pozwala zejść z takimi hipotezami na ziemię.Czarne dziury, niech lepiej pozostaną w kosmosie. To, że pewne hipotezy są odrzucane przez empirię, to normalna procedura nauki. Ważne jest to co pozostało. Fajnie jest poszukiwać w kosmosie ugięcia promieni gwiazd przez czarne dziury przewidziane uprzednio przez teoretyków, co nie? > >Podobnie dzisiejsza niefalsyfikowalność jakichś teorii nie przesądza, że nie będą one poddane weryfikacji jutro.> Chyba, że teoria ma taką tezę w środku, jak równloległe nieweryfikowalne wszechświaty.Strzeliłeś kulą w płot, bo przewiduje się możliwość weryfikacji istnienia wszechświatów równoległych. (Choć ja w nie nie wierzę) > >A co sądzisz o takiej tezie:> >Wydaj mi się, że często nie dostrzegamy lub nie doceniamy innego zjawiska. Chodzi mi o proces wyłaniania hipotez, teorii i praw naukowych, szczególnie w aspekcie różnorodności obszarów nauki. W wielu dziedzinach obraz zjawisk nie jest ostry, często nie jest precyzyjnie zdefiniowany. Te precyzyjne definicje i dowody logiczne stosowne są do tzw. nauk ścisłych. Te "nieścisłe" mają to do siebie, że muszą się posługiwać nieostrym, zamglonym obrazem rzeczywistości. Że często opierają się o definicje wynikające z wyrywkowej obserwacji (niepodatnych na obróbkę statystyczną).> Ten akapit usypiający. Niby coś gada, ale konkretnie nic nie powie (nie poda przykładu).Rozumiem, że prosisz o przykład. Prośba byłaby bardziej uprzejma. Masz jasny obraz przyczyn światowego kryzysu? Bo większość ekonomistów i politologów, nie. > >Mam nadzieję, że nikt nie odmawia statusu Nauki takim dziedzinom jak nauki ekonomiczne, nauki medyczne, biologiczne, socjologia, psychologia, teologia(?), itp.> Co to są nauki medyczne?> U "ludów" anglojęzycznych jest podział na science i ekonomię, socjologie, psychologię itp. Normalnie z urzędu odmawiają tam wymienionym takiego samego statusu Nauki, jak mają nauki ścisłe.Ale profesorów psychologii to namnożyli, co nie miara  > Teologia odpada całkowicie, bo nie ma podstaw.Zgoda > >Jeśli nie, to musimy się pogodzić z tym, że kryteria nauk ścisłych rzadko przystają do metodologii stosowanej w tych dziedzinach.> Well, to zdanie to bełkot. Z czym ja mam się godzić? W jakim sensie mam się godzić? Co to znaczy, że bym się nie godził?Normalnie. Zgódź się, że nie przyznajesz tym naukom takiego samego statusu co science i akceptujesz opis słowny zachowania pacjenta przesłuchiwanego przez psychologa, zamiast jego modelu matematycznego. > >Ale także w naukach ścisłych mamy rejony, gdzie modele zjawisk mają charakter rozmyty.> No i skończył jednym zdaniem. A ja myślałem, że się pochyli i napisze, o co mu chodzi. A tak bełkot. Czy to rozmycie o którym chce mówić i te inne, z nauk społecznych, to to samo? A może o coś innego mu chodzi? No niechże się wypowie dokładniej.o to o czym dalej: > >Myślę, że wszystkie dobrze udowodnione twierdzenia przechodziły w umysłach badaczy przez fazę mglistej intuicji, nieudolnych prób sformułowania nie całkiem ścisłego, nie do końca zweryfikowanych założeń, niespójnych zbiorów aksjomatów itp.> A Mozart pisał bez poprawek od razu całe symfonie. Newton wpadł na teorie grawitacji też "z olśnienia". Czyli da się od razu, a ten się podszywa pod wszystkich na świecie naukowców. Bufonada.No tu się kajam, leżę plackiem, ronię łzy skruchy, nakładam worek pokutny i zamieniam "wszystkie" na "niektóre". Ale my nie mamy Mozarta, tylko Pendereckiego. A i jakaś Szymborska przeżywała męki twórcze. No i zazdroszczę, że byłeś świadkiem olśnienia Newtona jak mu jabłko na głowę spadło. A może jednak dajesz wiarę powiastkom, bajaniom, legendom, klechdom a może i Pismu Świętemu?
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Co Ty do mnie piszesz? Napisz, prosze, w trzech zdaniach sedno, bo tak opłotkami, to cięzko Cię zrozumieć.
Pozdrawiam
Prawdy dietetyczne: Tłuszcz nośnikiem smaku.
|
|
| | | | | | | | | |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | >Co Ty do mnie piszesz? Napisz, prosze, w trzech zdaniach sedno, bo tak opłotkami, to cięzko Cię zrozumieć.
Czy ty nie zauważasz, że moje zdania są trzy razy krótsze niz Twoje? Mimo to, chciało mi się je przeczytać i skomentować. Jeśli czegos nie zrozumiałeś, to zapytaj. Po to jest to forum.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Napisałem: Cytat:Już ją jakiś Japończyk sprawdzał dokonując pomiarów promieniowania tła. Jasne, że są wersje "platoniczne", zakładające, że nie ma szans zajrzeć do równoległych wszechświatów, ale one są na zasadzie ciekawostki (nie da im się potwierdzić, ani zaprzeczyć). Rozpatruje się takie wersje, które można sprawdzać. Później w innym miejscu było: "> >>Podobnie dzisiejsza niefalsyfikowalność jakichś teorii nie przesądza, że nie będą one poddane weryfikacji jutro.> >Chyba, że teoria ma taką tezę w środku, jak równloległe nieweryfikowalne wszechświaty.> Strzeliłeś kulą w płot, bo przewiduje się możliwość weryfikacji istnienia wszechświatów równoległych. (Choć ja w nie nie wierzę)"Gdzie wychodzi na to, że mnie nie czytasz. Tym bardziej, że w wersjach z forum o zasadzie antropicznej poruszane były "koncepcja niesprawdzalnych wieloświatów". W innych miejscach piszesz jeszcze bardziej "sobie a muzom" (z Kochanowskiego sformułowanie). Może powodem jest, że na raz rozmawiasz z wieloma osobami i widzisz dlatego widzisz (pamiętasz) tylko to, co w ostatnim poscie w rozmowie z daną osobą było. Wygląda, jakby umykała Ci pewna nić rozmowy. Pozdrawiam
Prawdy dietetyczne: Tłuszcz nośnikiem smaku.
|
|
| | | | | | | |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | >> Dziś problemy osiągnęły taki stopień komplikacji, że to wstępne myślenie o problemie musi się odbywać wspólnie. >????????? Wyciąłem kawałek wcześniej tekstu tego Pana, bo sięgał żenady. Powyższe zdanie wskazuje na pewne braki u piszącego. Ja się na nim załamałem. >Po pierwsze, dziś skomplikowane problemy dzielone sa na takie kawałki, żeby były łatwe do ogarnięcia (dla jednej osoby). Po drugie, nie ma czegoś takiego, jak myślenie wspólne. A już słówko "musi" dobija. >> Aby znaleźć na świecie osoby myślące podobnie o rozwiązaniu złożonych problemów, należy publikować wstępne idee, wyobrażenia intuicyjne, zwariowane hipotezy itp. >A to znowu co? Pisze, żeby zalewać świat śmieciami. Odpadam.
Nie załamuj się i nie odpadaj. Słówko "musi" jest jak najbardziej uprawnioną hipotezą. Wskazuje na to empiria. Weźmy najprostszy przypadek. Tysiące naukowców od kilkudziesięciu już lat próbuje dociec jaka jest istota samoświadomości. Dla Ciebie to kaszka z mleczkiem, pewnie nawet nie klasyfikujesz tego jako science? Jednakże pozostali do tej pory nie znaleźli satysfakcjonującej odpowiedzi. Pismo Nature odmawiało publikowania artykułów na ten temat przez wiele lat, a dziś jest kilkadziesiąt periodyków poświęconych tylko temu zagadnieniu. Publikuje się najbardziej zwariowane hipotezy (choćby umysłu kwantowego przez niejakiego Penrose). Z tych nieuczesanych koncepcji wyłania się struktura rozumienia, co to jest świadome myślenie w zbiorowym dziele.
>>>Ja nie zaliczam tego do twardej nauki. Nie wiem nawet, co to jest twarda nauka. Ale patrząc na kontekst odrzuciłbym takie stwierdzenie. >> A ja nie odrzucam, bo tworzenie wiedzy wspólnej dla ludzkości przypomina proces tworzenia modelu w mózgu pojedynczego człowieka. >Hmm. Ja rozumiem pojęcie "wiedza wspólna" jako wiedzę zawartą w bibliotece, ewentualnie księgarni. Chyba pojęciowo się nie zgrywamy.
No nie, bo dla mnie ta wiedza to jeszcze internet, publikacje naukowe, wymiana myśli między ludźmi. Ale Ty możesz pozostać w księgarni.
|
|
| | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>Tysiące naukowców od kilkudziesięciu już lat próbuje dociec jaka jest istota samoświadomości. Neuralna. Tysiące naukowców już to wie od dawna.
Pozdrawiam
Prawdy dietetyczne: Tłuszcz nośnikiem smaku.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | >>Tysiące naukowców od kilkudziesięciu już lat próbuje dociec jaka jest istota samoświadomości. >Neuralna. Tysiące naukowców już to wie od dawna.
Ciekawe, w takim razie wszystko jasne, więc kognitywiści, specjaliści od AI i neurolodzy nie będą mieli nic do roboty?
Właśnie odkryto, że nie tylko neuronalne ale i astrocytowe, oligodendrocytowe i mikroglejowe.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>>Tysiące naukowców od kilkudziesięciu już lat próbuje dociec jaka jest istota samoświadomości. >>Neuralna. Tysiące naukowców już to wie od dawna. >Ciekawe, w takim razie wszystko jasne, więc kognitywiści, specjaliści od AI i neurolodzy nie będą mieli nic do roboty? Będą, będą. Ale sama istota samoświadomości jest już odkryta - są to impulsy w mózgu. Ameryka już odkryta - ale opisanie jej dokładnie to praca na wiele lat dla kolejnych (pokoleń) specjalistów.
>Właśnie odkryto, że nie tylko neuronalne ale i astrocytowe, oligodendrocytowe i mikroglejowe. Niech Ci będzie, chodziło mi o neuroglej.
Pozdrawiam
Prawdy dietetyczne: Tłuszcz nośnikiem smaku.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Już link odpalił. Wcześniej bezpośrednio z maila nie odpalał. I w sumie większości postów nie rozumiem. Ale to może dlatego, że nie rozumiem całej tej zasady antropicznej ani przywoływania przy niej teorii wieloświatów.
Musiałbym przy okazji przyznać, że nie rozumiem koncepcji świata więcej niż 3-wymiarowego. Przy czym teoria Einsteina jest dla mnie "sposobem na synchronizację zegarów", a nadawanie czasowi przymiotnika "wymiar" posunięciem marketingowym. Rozumiem natomiast pożytki wynikające z pewnych koncepcji. Dopuszczam też, że pewne teorie nawet jesli nie sa pożyteczne dziś, to mają szanse być pożyteczne jutro i ich nie skreślam. Skreślam za to takie, których ani nie da się sprawdzić dziś, ani jutro, ani nie mogą być pożyteczne w jakikolwiek sposób.
Pozdrawiam
Prawdy dietetyczne: Tłuszcz nośnikiem smaku.
|
|
| | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Czyż hipoteza kwarków była falsyfikowalna, gdy się narodziła? Tak - i została potwierdzona w ciągu czterech lat.> A teoria ewolucji? nawet genetyka?Genetyka potwierdziła teorię ewolucji, a genetykę potwierdziło odkrycie struktury DNA. > M-teoria [...] Jednakże wszystkie te rozważania zaliczyć trzeba do twardej nauki, bo są ekstrapolacją modeli fizycznych, jednakże bez możliwości falsyfikowalności.Chyba zbyt dużo wymagasz od falsyfikalności. Hipoteza jest falsyfikowalna, jeżeli można przetestować konsekwencje tej hipotezy a zarazem wyników tych testów nie da się wytłumaczyć prościej (brzytwa Ockhama).
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | > > Czyż hipoteza kwarków była falsyfikowalna, gdy się narodziła?> Tak - i została potwierdzona w ciągu czterech lat.> > A teoria ewolucji? nawet genetyka?> Genetyka potwierdziła teorię ewolucji, a genetykę potwierdziło odkrycie struktury DNA.> > M-teoria [...] Jednakże wszystkie te rozważania zaliczyć trzeba do twardej nauki, bo są ekstrapolacją modeli fizycznych, jednakże bez możliwości falsyfikowalności.> Chyba zbyt dużo wymagasz od falsyfikalności. Hipoteza jest falsyfikowalna, jeżeli można przetestować konsekwencje tej hipotezy a zarazem wyników tych testów nie da się wytłumaczyć prościej (brzytwa Ockhama).> W zasadzie odpowiedziałem powyżej, ale dodam jeszcze, że to nie ja wymagam tak wiele od falsyfikowalności. Uznaje to kryterium za istotne przy ocenie teorii, ale brak chwilowej falsyfikowalności nie może dyskredytować tezy naukowej. Hipoteza kwarków miała charakter naukowy, mimo, że przez cztery lata nie było na nią żadnego potwierdzenia eksperymentalnego. Zresztą bezpośredniego dowodu istnienia kwarków nie ma dotychczas. Kwarki to jedynie dogodny model wyjaśniający oddziaływania z protonami i innymi hadronami, sugerujący, że posiadają one strukturę wewnętrzną. Co nie przeszkadza uznać model standardowy za największe osiągnięcie ludzkości. To samo z teorią Darwina przed odkryciem genów. Ekstrapolacja modeli jest potężnym narzędziem, pozwalającym nam spekulować w obszarach niezbadanych. I czasowy brak falsyfikowalności lub potwierdzeń eksperymentalnych tych spekulacji nie może dyskredytować, a tym bardziej powstrzymać.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Hmm. Jakoś na szybko nie przypominam sobie takich. Możesz wspomóc? Z główniejszych nic mi do głowy nie przychodzi. Chyba, że brać te, które są z definicji niekompletne, jak choćby teorie na temat ciemnej materii - ale w nich jest założenie, że z czasem dotrzemy do sedna i nie roszczą sobie prawa do bycia prawdą objawioną. Ja tyle, o takie przykłady Ci chodziło?> Tak, także o takie. Na linku forum.gaze(*)z_filozofia_i_horyzonty_p.html znajdziesz dalsze przykłady: cyt: "Czyż hipoteza kwarków była falsyfikowalna, gdy się narodziła? A teoria ewolucji,? nawet genetyka?"Gdy się narodziła?A kiedy? A mamy świadectwo chrztu? A może z "nieprawego łoża"? A kto był akuszerem? Przecież czym są hipotezy badawcze to wiedza tak podstawowa, że tu nawet o niej wspominać nie warto. Natomiast ciekawszym pytaniem jest tu - czy możemy profesora Gadacza (nie odbierając mu niczego z jego mądrości) zaliczyć do naukowców. Gdyż jeżeli on wpisuje się do tej grupy, to filozofia jest nauką. Zaś dla mnie filozofia nigdy nauką nie była i nigdy nią nie będzie. Po prostu inne pytania i inne narzędzia. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) |
> Przecież czym są hipotezy badawcze to wiedza tak podstawowa, że tu nawet o niej wspominać nie warto.Jednakże część dyskusji toczy się wokół definicji hipotezy badawczej. W "Twojej socjologii" możesz znaleźć cytat: Cytat:Według Babbiego hipoteza jest szczegółowym, sprawdzalnym oczekiwaniem wobec rzeczywistości, które wynika z ogólniejszej tezy. Badacz mógłby sformułować np. hipotezę: 'Wśród biednej młodzieży wskaźnik przestępczości będzie wyższy niż wśród bogatej'. .................. Jednak nie każda hipoteza jest przydatna w badaniach. Przydatną dla badań jest hipoteza naukowa, czyli spełniająca pewne wymogi metodologiczne. Stąd postulaty, aby hipotezy naukowe były (por. Sztumski 2005: 53):
1. - na tyle nowe, że wskazywałyby jakieś nieznane aspekty faktów, procesów itp.; 2. - ogólne, czyli obejmujące swoim zakresem wszelkie fakty, procesy czy zjawiska, jakich dotyczą; 3. - pojęciowo jasne, tzn. wyrażone w ostrych, jednoznacznych terminach; 4. - niesprzeczne wewnętrznie, zatem nie zawierające zdań sprzecznych ze sobą; 5. - empirycznie sprawdzalne; 6. - nie powinny być tautologią, ani banałem. Otóż te definicje nie odnoszą się do przypadku ekstrapolacji naszej wiedzy na obszary dotychczas niezbadane. Np.: postawmy hipotezę, że w kosmosie istnieją inne cywilizacje. Jedną z hipotez alternatywnych może być pogląd, że wysokorozwinięte, dojrzałe cywilizacje, będą funkcjonowały w systemie rynkowym. Może my wówczas ekstrapolować podany w cytacie przykład i stwierdzać iż w całym kosmosie wśród biednych młodych Kosmician wskaźnik przestępczości będzie wyższy niż wśród bogatych. Hipoteza taka spełnia warunek 1. 2. 3. 4. i 6. Jest więc prawie dobrą hipotezą naukową. Jedyny problem to taki, że chwilowo niesprawdzalną empirycznie. Ja twierdzę, że jeśliby z takiej hipotezy wypływały użyteczne wnioski, to jej niefalsyfikowalność jej nie dyskredytuje.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Jednakże część dyskusji toczy się wokół definicji hipotezy badawczej.> W "Twojej socjologii" możesz znaleźć cytat:> Cytat:Według Babbiego [...] >6. - nie powinny być tautologią, ani banałem. A może właśnie warto dodać to co Pan pominął. Cytat: Hipoteza badawcza - definicjaHipoteza badawcza - pojęcie wywodzi się z greckiego "hipothesis" i oznacza m. in. domysł, przypuszczenie. Chodzi tutaj o domysł, który wymaga sprawdzenia, czyli weryfikacji poprzez odpowiednie badania stosowane w danej nauce. Jest to propozycja odpowiedzi na zadane pytanie, wynikające z problemu badawczego, jest propozycją twierdzenia naukowego. Musi być sprawdzalna. Wyraża się ją w postaci związku pomiędzy zmienną zależną, a zmienną niezależną. Jej ogólna forma to: "Jeśli p to q", gdzie p będzie zmienną niezależną, a q zmienną zależną. Według Babbiego hipoteza jest szczegółowym, sprawdzalnym oczekiwaniem wobec rzeczywistości, które wynika z ogólniejszej tezy. Badacz mógłby sformułować np. hipotezę: 'Wśród biednej młodzieży wskaźnik przestępczości będzie wyższy niż wśród bogatej'. Hipoteza umożliwia odpowiednie, rzeczowe i refleksyjne ukierunkowanie procesu badawczego i przedmiotu badań w celu ich sprawdzenia. "Hipotezy są pewnymi twierdzeniami, czy domysłami odpowiadającymi na nasze pytania, jak, dlaczego i w jakim sensie takie a takie fakty czy zdarzenia zachodzą. hipotezy badawcze > Otóż te definicje nie odnoszą się do przypadku ekstrapolacji naszej wiedzy na obszary dotychczas niezbadane.To wtedy są to spekulacje np. teologiczne, a nie hipotezy badawcze. > Jedną z hipotez alternatywnych może być pogląd, że wysokorozwinięte, dojrzałe cywilizacje, będą funkcjonowały w systemie rynkowym.[...]Tego typu spekulacje mogą być dobre dla pisarzy science fiction lub ludzi jakoś intelektualnie upośledzonych i nie mają nic wspólnego z hipotezami badawczymi > Jedyny problem to taki, że chwilowo niesprawdzalną empirycznie. Ja twierdzę, że jeśliby z takiej hipotezy wypływały użyteczne wnioski, to jej niefalsyfikowalność jej nie dyskredytuje.Hipoteza jest propozycją odpowiedzi na zadane pytanie, wynikającym z problemu badawczego, jest propozycją twierdzenia naukowego. Musi być sprawdzalna. Wyraża się ją w postaci związku pomiędzy zmienną zależną, a zmienną niezależną.
Hipoteza umożliwia odpowiednie, rzeczowe i refleksyjne ukierunkowanie procesu badawczego i przedmiotu badań w celu ich sprawdzenia. "Hipotezy są pewnymi twierdzeniami, czy domysłami odpowiadającymi na nasze pytania, jak, dlaczego i w jakim sensie takie a takie fakty czy zdarzenia zachodzą".To Pańskie wywody raczej dyskredytują Pańskie rozumienie tworzenia "hipotez badawczych", gdyż nawet "ekstrapolacje dotychczasowych modeli na obszary dotychczas niezbadane", muszą mieć solidne podstawy w dotychczasowej wiedzy naukowej, a nie w spekulacjach fantastów. Miłego dnia. .
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | >>> znajdziesz dalsze przykłady: cyt: "Czyż hipoteza kwarków była falsyfikowalna, gdy się narodziła? A teoria ewolucji,? nawet genetyka?" >Gdy się narodziła?A kiedy? >A mamy świadectwo chrztu? >A może z "nieprawego łoża"? >A kto był akuszerem?
no dobrze: "...została sformułowana". Ulżyło Ci?
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >no dobrze: "...została sformułowana". Ulżyło Ci? Nie - Wielce Szanowny Panie - zupełnie mi nie ulżyło, gdyż zupełnie mi o coś innego chodziło. Hipoteza nie może być zupełnie wydumanym założeniem, typu - "istnieje rzeczywistość nadprzyrodzona". Lub - "istnieją krasnoludki i należy to potwierdzić od strony epistemologicznej". "Hipotezy są pewnymi twierdzeniami, czy domysłami odpowiadającymi na nasze pytania, jak, dlaczego i w jakim sensie takie a takie fakty czy zdarzenia zachodzą. Opierając się zatem na przyjętych uprzednio założeniach, hipotezy wyjaśniają nam fakty, procesy czy zjawiska w zakresie sformułowania przez nas zagadnień. W badaniach chodzi najczęściej o domysł, czy przypuszczenie, że pomiędzy rozpatrywanymi zjawiskami, zdarzeniami czy procesami zachodzą określone związki, czyli orzekają o zależnościach zachodzących między faktami, które chcemy zbadać, oraz o ogólnych prawidłowościach, według których te fakty zachodzą" (Krzykała 1986: 33). Hipotez badawczych nie pobiera się z sufitu ani z teologicznych spekulacji. Po prostu, w tym zakresie, bzdury Pan opowiada.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | >>no dobrze: "...została sformułowana". Ulżyło Ci?
>Nie - Wielce Szanowny Panie -
Bardzo przepraszam za formę Ty, ale wydawało mi się, ze przyjęta jest na tym forum. Mogę się jednak dostosować w Pana przypadku do formy listu, a nie wpisu internetowego.
>zupełnie mi nie ulżyło, gdyż zupełnie mi o coś innego chodziło. Hipoteza nie może być zupełnie wydumanym założeniem, typu - "istnieje rzeczywistość nadprzyrodzona". Lub - "istnieją krasnoludki i należy to potwierdzić od strony epistemologicznej". >"Hipotezy są pewnymi twierdzeniami, czy domysłami odpowiadającymi na nasze pytania, jak, dlaczego i w jakim sensie takie a takie fakty czy zdarzenia zachodzą. Opierając się zatem na przyjętych uprzednio założeniach, hipotezy wyjaśniają nam fakty, procesy czy zjawiska w zakresie sformułowania przez nas zagadnień. W badaniach chodzi najczęściej o domysł, czy przypuszczenie, że pomiędzy rozpatrywanymi zjawiskami, zdarzeniami czy procesami zachodzą określone związki, czyli orzekają o zależnościach zachodzących między faktami, które chcemy zbadać, oraz o ogólnych prawidłowościach, według których te fakty zachodzą" (Krzykała 1986: 33). Hipotez badawczych nie pobiera się z sufitu ani z teologicznych spekulacji. >Po prostu, w tym zakresie, bzdury Pan opowiada.
W innych postach wyjaśniłem już, jak rozumiem hipotezę naukową. W wielu aspektach się zgadzamy, choć definicja Krzykały, nie wyczerpuje wszystkich przypadków twierdzeń zasługujących na określenie ich mianem hipotezy naukowej. Odsyłam do innych moich postów. Nigdzie w nich nie twierdziłem, że ma to być twierdzenie wydumane i bezpodstawne. Wielokrotne przeze mnie postulowana ekstrapolacja wiedzy na obszary jeszcze niezbadane (co różniło mnie od innych dyskutantów) dotyczy przypadków, gdzie podejrzewać, lub nawet zakładać możemy, iż reguły będące podstawą tej wiedzy, także obowiązują.
Wkłada mi Pan w usta tezy, których nigdy nie wygłaszałem, po czym ostro Pan z nimi polemizuje. A już dodanie oceny, że bzdury opowiadam, nie jest usprawiedliwione nawet zastosowaniem na wstępie ulubionej przez Szanownego Pana formy grzecznościowej .
Miłego dnia.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Hipotez badawczych nie pobiera się z sufitu ani z teologicznych spekulacji.> >>>Po prostu, w tym zakresie, bzdury Pan opowiada.> W innych postach wyjaśniłem już, jak rozumiem hipotezę naukową.W innych postach wyjaśniałem już kilkakrotnie, jak rozumiem hipotezę naukową, a nawet wielokrotnie na naszym forum rozpatrywali aspekty jej tworzenia dyskutanci o wiedzy znacznie przewyższającej moją. > W wielu aspektach się zgadzamy, choć definicja Krzykały, nie wyczerpuje wszystkich przypadków twierdzeń zasługujących na określenie ich mianem hipotezy naukowej.Nie wyczerpuje. > Odsyłam do innych moich postów.Odsyłam do innych moich postów. > Nigdzie w nich nie twierdziłem, że ma to być twierdzenie wydumane i bezpodstawne. Wielokrotne przeze mnie postulowana ekstrapolacja wiedzy na obszary jeszcze niezbadane (co różniło mnie od innych dyskutantów) dotyczy przypadków, gdzie podejrzewać, lub nawet zakładać możemy, iż reguły będące podstawą tej wiedzy, także obowiązują.Tak, zdecydowanie Pana wywody różnią się od twierdzeń innych dyskutantów: www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,485572#w490676 I nie tylko ja mam problem ze zrozumieniem Pańskich tez. Jeżeli uważa Pan, że wiedzę w temacie ma dostateczną, to może warto nad komunikatywnością popracować. > Wkłada mi Pan w usta tezy, których nigdy nie wygłaszałem, po czym ostro Pan z nimi polemizuje.Ach! - Pan to nazywa ustami: Cytat:Otóż te definicje nie odnoszą się do przypadku ekstrapolacji naszej wiedzy na obszary dotychczas niezbadane. Np.: postawmy hipotezę, że w kosmosie istnieją inne cywilizacje. Jedną z hipotez alternatywnych może być pogląd, że wysokorozwinięte, dojrzałe cywilizacje, będą funkcjonowały w systemie rynkowym. Może my wówczas ekstrapolować podany w cytacie przykład i stwierdzać iż w całym kosmosie wśród biednych młodych Kosmician wskaźnik przestępczości będzie wyższy niż wśród bogatych. > A już dodanie oceny, że bzdury opowiadam, nie jest usprawiedliwione nawet zastosowaniem na wstępie ulubionej przez Szanownego Pana formy grzecznościowej.Wielce Szanowny Panie, w moim pojęciu kultury szacunek dla człowieka nie przekłada się automatycznie na szacunek dla głupoty. Napisałem dokładnie: "Po prostu, w tym zakresie, bzdury Pan opowiada." i dotyczyło to konkretnej Pańskiej wypowiedzi. Czytając dalsze wcale nie jestem pewien, czy nie należałoby jej rozszerzyć co jeszcze wcale nie musi świadczyć o braku szacunku dla Pana. Przecież nie wszyscy wszystko wiedzą. Nie niewiedza jest zasadniczą naszą wadą, tylko dufność we własną mądrość i wszechwiedzę. Miłego dnia. @@@ .
|
|
1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) | > Co możemy wiedzieć?Co się da. > Przez wieki filozofowie starali się docieć co możemy wiedzieć na pewno, co to znaczy wiedzieć, jaka jest relacja między naszym poznaniem a rzeczywistością. Dział filozofii zajmujący się tymi zagadnieniami nazwano empistemologia.Przez wieki nauka ograniczała się wręcz do filozofii!  A i dzisiaj otoczka filozoficzno-spekulatywna działa stymulująco. Byle nie popadać w przesadę. > A zatem współczesna nauka mówi nam, że nie możemy wiedzieć, czy model wszechświata, który mamy w mózgu jest zgodny z rzeczywistością.Eeee tam! Na razie mówi, że nie możemy wiedzieć czy spekulacje o nadrzeczywistości są zgodne z rzeczywistością.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
 | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | >Eeee tam! Na razie mówi, że nie możemy wiedzieć czy spekulacje o nadrzeczywistości są zgodne z rzeczywistością.
Nie wiem co to jest nadrzeczywistość. Zauważam tylko, że faktem jest, iż mamy model wrzechświata. Następnie pytam, czy możemy mieć pewnośc, że jest on zgodny z rzeczywistością. I stwierdzam, że nie możemy mieć takiej pewności, bo cała nasza wiedza o wrzechświecie, według tego modelu, który mamy, nie pochodzi z jego "całości" a z naszych zakończeń nerwowych. A zatem model ten może byc fałszywy, a my nigdy o tym się nie dowiemy. Gdzie jest luka w tym rozumowaniu?
Dokładnie tak samo jest z komputerem. Czy komputer może mieć wiedzę na temat otaczającej go rzeczywistości? Komputer ma n portów wejścia i wyjścia z których każdy w danej chwili może mić stan 0 albo 1. Cała wiedza o wszechświecie, którą zbuduje sobie komputer będzie więc na podstawie pewnych ciągów zero-jedynkowych. Tak naprawdę będzie to więc wiedza o tych ciągach i ich zmienności w czasie. Na jakiej podstawie więc komputer mógłby umieć rozstrzygnąć, czy model wrzechświata, który zbudował, jest zgodny z rzeczywistością? Ponieważ nie wiedzę zasadniczej różnicy między mózgiem ludzkim, a odpowiednio oprogramowanym komputerem (na którym ktoś zaprogramował emulator mózgu), nie wiem dlaczego miałbym przyjąć, że my możemy wiedzieć czy model wszechświata, który mamy jest zgodny z rzeczywistością.
|
|
|  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) | >Gdzie jest luka w tym rozumowaniu? A po pierwsze, że przy tak daleko posuniętych spekulacjach nie możesz mieć pojęcia czy w ogóle masz jakieś zakończenia nerwowe. A po drugie, że "my" to emanacja pewnych procesów w naszym mózgu odbierającym informacje z jednego i jednolitego źródła jakim jest wszechświat.
>Czy komputer może mieć wiedzę na temat otaczającej go rzeczywistości? Jeśli "my" okażemy się sobie kiedyś programem komputerowym (a raczej nie mielibyśmy ku temu narzędzi) to włączymy tę wiedzę do ogólnego zasobu naszej wiedzy (poprawimy nasz model świata).
>nie wiem dlaczego miałbym przyjąć, że my możemy wiedzieć czy model wszechświata, który mamy jest zgodny z rzeczywistością. Bo "my" to my i tyle. "Takie mamy śledzie jakie nam przywieźli" - jak mawiał A.Małachowski szefując PCK.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | >A po pierwsze, że przy tak daleko posuniętych spekulacjach nie możesz mieć pojęcia czy w ogóle masz jakieś zakończenia nerwowe.
Tak, nie mogę tego wiedzieć i w pełni to akceptuję. Z tym, że jeśli w rozumowaniu, w którym założyło się P, dochodzimy do ~P, to to pokazuje, że ~P. Wiec w tym sensie wolno mi używac naukowy model wrzechświata jeśli prowadzi to do wniosku, że nie mogę mieć pewności czy model ten jest zgodny z rzeczywistością. Mogę mieć najpierw robocze założenie, że taką pewność mam i potem dopiero widzieć, że coś się sypie.
> Jeśli "my" okażemy się sobie kiedyś programem komputerowym (a raczej nie mielibyśmy ku temu narzędzi) to włączymy tę wiedzę do ogólnego zasobu naszej wiedzy (poprawimy nasz model świata).
Nie mam w zasadzie żadnej potrzeby, aby upierać się, że wiedza naukowa jest o wszechświecie. Nie muszę traktować zasobu wiedzy jako WIEDZY, a jedynie jako model, który w dobry sposób systematyzuje to co jest mi rzeczywiście dane. Naukę da się sensownie uprawiać (to jest fakt), co z tego, że jest tylko szukanie związków miedzy stanami na jakichś zakończeniach (albo korelacji pomiędzy procesami śmiadomymi), albo w ogóle jeszcze coś innego. Dlaczego musiałbym mówić, że ten model, który mam jest modelem rzeczywistości? Po co mi to?
|
|
| | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) | >Dlaczego musiałbym mówić, że ten model, który mam jest modelem rzeczywistości? Po co mi to? A czego, jeśli nie rzeczywistości? A może po to, że tak się przyjęło w komunikacji?
Człowiek bada świat, zdobywa wiedzę, buduje modele w oparciu o rzeczywistość mu dostępną i nie wiem co Ci tu nie pasuje.
Te Twoje spekulacje z czynieniem niejasnych założeń nie wiadomo czemu w tym miejscu (na zakończeniach nerwowych), nie wiadomo w jakim celu jakoś do mnie nie przemawiają.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | >Te Twoje spekulacje z czynieniem niejasnych założeń nie wiadomo czemu w tym miejscu (na zakończeniach nerwowych), nie wiadomo w jakim celu jakoś do mnie nie przemawiają.
Spekulacje są już fazą następna, w której zastanawiam się co dalej. Nie wskazałeś błędu w samym rozumowaniu. Mogę założyć naukowy model wszechświata i pokazać w nim, że nie możemy mieć pewności, czy jest realny. W tym nie ma błędu logicznego, to jest schemat dowodu nie wprost.
Czy uważasz, że komputer może wiedzieć na pewno, że jego model wszechświata jest zgodny z rzeczywistością?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | fiiś (1053 punktów) | Nie możemy, ale też nie musimy wiedzieć na pewno jaka jest rzeczywistość. Wystarczy budować prawdopodobne modele (naukowe), które pozwalają skutecznie działać czyli działając w oparciu o nie, w sposób przewidywalny wpływać na nasze doświadczenie, a gdy się nie sprawdzają to je korygować zgodnie z paradygmatem nauki. To działa i to wystarczy.
|
|
 | | Sylwek (15472 punktów) |
>Eeee tam! Na razie mówi, że nie możemy wiedzieć czy spekulacje o nadrzeczywistości są zgodne z rzeczywistością.
Ja tam zawsze myślałem, że nauka mówi nam, iż nasze "modele" są zasadniczo niezgodne z rzeczywistością, a jedynie mają bardzo ograniczoną stosowalność.
|
|
2 na 2 | Marian (5438 punktów) | >Dział filozofii zajmujący się tymi zagadnieniami nazwano empistemologia. Dlaczego nie rozwiązać ostatecznie tego problemu w sposób naukowy? Epistemologia bierze oczywiście pod rozwagę odkrycia naukowe, ale nie używa metody naukowej. Epistemologia definiuje metodę naukową. Używanie metody naukowej do tworzenia metody naukowej to byłoby błędne koło.
>Czy macie jakieś rozwiązania tego paradoksu? Sądzę, że rozwiązanie przedstawił Popper w swojej teorii epistemologicznej opartej na idei falsyfikacji. Nie możemy wiedzieć na pewno, czy dana hipoteza jest prawdziwa, ale możemy wiedzieć, czy jest fałszywa — jeśli nie zgadza się z postrzeganą przez nas rzeczywistością. Każda hipoteza poznawcza musi być zatem falsyfikowalna: musi istnieć możliwość sprawdzenia, czy odpowiada rzeczywistości. W ten sposób, jeśli przetestowaliśmy jakąś hipotezę i działa ona niezawodnie, możemy na niej polegać, dopóki nie wypłyną na jaw jakieś fakty z nią sprzeczne. Kiedy się to stanie, nie oznacza to jednakże, że całą teorię trzeba wyrzucić do kosza — wszak wiemy, że działa niezawodnie w pewnym zakresie, w którym ją testowaliśmy z sukcesem. Potrzebujemy teorii szerszej, która reprodukuje rezultaty starej teorii i uwzględnia nowe odkrycie. W ten sposób nasza wiedza ewoluuje. Budujemy naukę, która działa. Nie ma tu żadnego znaczenia, czy jesteśmy tak na prawdę mózgami w słoikach. Nie jesteśmy w stanie odróżnić takiej sytuacji od doświadczania prawdziwej rzeczywistości, więc taka hipoteza jest niefalsyfikowalna i nie należy do nauki.
Pozdrawiam.
|
|
 | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Czy hipoteza "Nie możemy mieć pewności, że model wrzechświata jaki mamy w mózgach jest zgodny z rzeczywistością" jest według Ciebie falsyfikowalna?
|
|
|  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) | >Czy hipoteza "Nie możemy mieć pewności, że model wrzechświata jaki mamy w mózgach jest zgodny z rzeczywistością" jest według Ciebie falsyfikowalna? Taka hipoteza jest w istocie zaprzeczeniem twierdzenia, że „możemy mieć pewność, że model Wszechświata jaki mamy w mózgach jest zgodny z rzeczywistością”. W ten sposób postawiona, jest falsyfikowalna, a nawet wprost fałszywa. Znam masę ludzi, których model Wszechświata jest jaskrawo sprzeczny z rzeczywistością.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | > Taka hipoteza jest w istocie zaprzeczeniem twierdzenia, że „możemy mieć pewność, że model Wszechświata jaki mamy w mózgach jest zgodny z rzeczywistością”. W ten sposób postawiona, jest falsyfikowalna, a nawet wprost fałszywa. Znam masę ludzi, których model Wszechświata jest jaskrawo sprzeczny z rzeczywistością. >
Przepraszam, użyłem skrótu, chodziło mi o model wszechświata, który mamy w mózgach jako ludzie wykształceni bazujący na osiągnięciach współczesnej nauki. Pytam, czy teza, że możemy mieć pewność, że ten model jest zgodny z rzeczywistością jest falsyfikowalna.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | >> Przepraszam, użyłem skrótu, chodziło mi o model wszechświata, który mamy w mózgach jako ludzie wykształceni bazujący na osiągnięciach współczesnej nauki. Pytam, czy teza, że możemy mieć pewność, że ten model jest zgodny z rzeczywistością jest falsyfikowalna. Ależ oczywiście, że tak. Przecież testujemy tę hipotezę na każdym kroku, podejmując decyzje (które mają konsekwencje) na podstawie tego modelu. Nie mogę mówić za wszystkich, ale mnie się czasem zdarza mylić; muszę wtedy wprowadzić poprawki do mojego modelu Wszechświata, aby lepiej odpowiadał rzeczywistości.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | > Ależ oczywiście, że tak. Przecież testujemy tę hipotezę na każdym kroku, podejmując decyzje (które mają konsekwencje) na podstawie tego modelu. Nie mogę mówić za wszystkich, ale mnie się czasem zdarza mylić; muszę wtedy wprowadzić poprawki do mojego modelu Wszechświata, aby lepiej odpowiadał rzeczywistości.
Jedyne co testujemy to stany na zakończeniach nerwowych. Gdzieś już pisałem o komputerze, który ma tylko n stanów 0 lub 1 na wejściu-wyjściu. Jedyne o czym jest się w stanie przekonać ten komputer, to czy ciągi zero-jedynkowe są zgodne z modelem, który ma w sobie. W tym sensie nie testuje on czy rzeczywistość jest taka jak model, a jedynie czy ciągi zer i jedynek są takie jak przewiduje model. Według mnie tylko o tym może się przekonać. Nie może się przekonać o tym jaka jest rzeczywistość. Jest to więc dla mnie dowód na to, że komputer nie może mieć wiedzy o rzeczywistości innej niż jego stany. Czy uważasz, że pomiędzy mózgiem człowieka a komputerem jest jakaś zasadnicza różnica, która nie pozwala zastosować tego rozumowania?
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Marian (5438 punktów) | Cóż, przede wszystkim mózg człowieka potrafi rozumować. Nie widać komputerów snujących takie rozważania. Ale nie musimy się wpędzać w taką abstrakcję. Prosty przykład. Mój model Wszechświata obejmuje stwierdzenie „ludzie nie mogą przechodzić przez ściany”. W istocie każde moje spotkanie ze ścianą kończyło się niezawodnie niemożnością jej penetracji, czasem nawet dość boleśnie. Można oczywiście podać dużo bardziej złożone i ekstremalne scenariusze. Za każdym razem gdy decydujemy się na jakąś procedurę medyczną, zawierzamy nasze zdrowie, a czasem nawet życie, pewnemu modelowi rzeczywistości, który posiadamy, a według którego procedura taka jest skuteczna.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Mi się wydaje, że jest teoretycznie możliwe aby napisać program, który będzie samodzielnie rozumował. Powinno to się dać zrobić poprzez emulację sieci neuronowej, której zasymulujemy jakąś rzeczywistość. Byłby to taki emulator mózgu. Nie widzę innych problemów niż czysto techniczne w takim przedsięwzięciu.
Ten argument z ogniem, czy przechodzeniem przez ściany, to trochę tak jakbym ja się pytał, czy ten komputer ma pewne poznanie rzeczywistości, a Ty mi mówisz, że możesz go rozwalić młotkiem i on jest to stanie przewidzieć. Może tak być. Ale również można go oszukać, że będzie miał dokładnie to samo przewidywanie, że ktoś go rozwali młotkiem, a jednak nic takiego się nie stanie - nastąpi zmiana programu i emulowany mózg nagle obudzi się w innej rzeczywistości.
Wszystko zależy, czy ten emulator mózgu podłączymy do sensorów realnych, czy damy mu jakąś emulację rzeczywistości i podłączymy do wirtualnych sensorów. On czywiście nie będzie wiedział, że sensory są wirtualne wszystko będzie brał za rzeczywistość. To jest trochę tak jak z programem uruchominym pod Windowsem na Virtual PC, on "myśli", że jest uruchomiony na normalnym kompie, podczas gdy działa na emulatorze PC.
Nie wiemy jakie są możliwe do pomyślenia "fizyki". Może być tak, że jesteśmy w jakimś dziwnym świecie, w którym zachodzą nasze procesy świadome w jakimś zupełnie innym "mózgu", ale ta rzeczywista "fizyka" tego świata nie jest "fizyką" modelu wrzechświata, który mamy w świadomości. Podając te przykłady z naszym mózgiem lub komputerem i emulowaną rzeczywistością jestem w stanie przekonać się, że nie mogę wykluczyć takiej możliwości. Skoro nie mogę jej wykluczyć, będę twierdzić jedynie, że wiedza naukowa orzeka o stanach wejścia-wyjścia do mózgu (czy komputera) a nie o rzeczywistości.
|
|
| | | | | | |  | | liliac (147340 punktów) | >nie jest "fizyką" modelu wrzechświata
Wydawało mi się, że doradzano ci już używanie funkcji "Podgląd". Jednocześnie kategorycznie odradzam edytowanie uwag moderatorskich.
|
|
| | | | | | | |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | W wielu wypowiedziach użyłem w kilku zapomniałem. Poprzednią twoją uwagę wyedytowałem, bo potraktowałem to jako życzliwe wskazanie błędu, nie sądziłem, że ma tak zostać. Czy jest coś złego ze słowem "wyedytowałem"? Bo na podglądzie zaznacza mi się na czerwono, a nie mogę znaleźć w nim błędu?
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | > W wielu wypowiedziach użyłem w kilku zapomniałem. Poprzednią twoją uwagę wyedytowałem, bo potraktowałem to jako życzliwe wskazanie błędu, nie sądziłem, że ma tak zostać.I nie czepiałabym się edycji, gdybyś przestał o tym nieszczęsnym "wrzechświecie" pisać, jeśli jednak edytujesz i nadal piszesz z błędem, przyznaję sobie prawo do pewnej irytacji  Ale rozumiem intencję, więc OK. > Czy jest coś złego ze słowem "wyedytowałem"? Bo na podglądzie zaznacza mi się na czerwono, a nie mogę znaleźć w nim błędu?Niestety - to nie jest funkcja idealna - nie wszystkie błędy wyłapie, nie wszystkie określenia zna
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | Jeśli iluzja będzie doskonała, konsystentna i niezawodna, będzie ona dla owego „mózgu” jedyną rzeczywistością, którą zna i tak na prawdę, jedyną istotną. Tu w istocie chodzi o dwie „rzeczywistości”, czy też dwie „prawdy”. Pierwsza, którą można nazwać prawdą epistemologiczną, prawdą w sensie Tarskiego, to po prostu zgodność z doświadczeniem. Druga, to prawda ontologiczna, „taka jaka jest”, cokolwiek to znaczy. W Twojej analogii, byłaby to rzeczywistość, w której zanurzony jest „emulator”, w opozycji do rzeczywistości przezeń stworzonej. Uważam, że rzeczywistość ontologiczna i prawda ontologiczna są bezużyteczne, bo nie ma do nich dostępu. Tą rzeczywistością, która ma dla nas prawdziwe znaczenie i na podstawie której podejmujemy decyzje, jest rzeczywistość epistemologiczna. Taką mam zawsze na myśli, kiedy mówię „rzeczywistość”. Na potrzeby tej wypowiedzi musiałem jednak dokonać takiego rozróżnienia.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Tylko tutaj pojawiają się problemy. Gdy pytasz czy Twoja świadomość przeżyje śmierć, ktoś może łatwo odpowiedzieć, że nie, bo mózg jej nie przeżyje, a więc nie przeżyje jej świadomość. To stwierdzenie jednak, należy do rzeczywistości (tak jak zdefiniowałeś) epistemologicznej. I rzeczywiście, jeśli rzeczywistość epistemologiczna = rzeczywistość ontologiczna, to tak będzie. Ale skoro nie wiemy, czy można postawić tę równość, nie możemy orzec, że świadomość nie przetrwa śmierci. Jest różnica między śmierciami innych osób, które mają dla nas miejsce w rzeczywistości epistemologicznej, a naszą, która odbędzie się jednak w rzeczywistości ontologicznej - bo jeśli nastąpi, to coś relanie zniknie, mianowicie nasze procesy świadome, które jako jedyne znane nam, neleżą do rzeczywistości ontologicznej.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) | Biorąc pod uwagę mój sposób rozumienia świadomości, która jest dla mnie nierozerwalnie związana z postrzeganiem i umiejscowieniem siebie w otaczającym świecie, nawet nie wiem co to miałoby znaczyć istnienie świadomości po śmierci ciała, które dostarcza wszystkich zmysłów. Ale pomijając ten fakt, na podstawie jedynej wiedzy, jaką jesteśmy w stanie zdobyć o świecie, jesteśmy usprawiedliwieni by sądzić, że świadomość ginie razem ze śmiercią jej nośnika, czyli mózgu. Pytania ontologiczne są z natury swej nierozstrzygalne, bo nie ma metod, by je badać. Oczywiście, że „nie można wykluczyć, że...” Masy rzeczy nie można wykluczyć. Nie można udowodnić, że w tej chwili naszych ciał nie przeszywają totalnie nieoddziałujące z niczym cząstki, których nie da się wykryć. Ale nie ma powodu by przypuszczać, że tak jest właśnie dlatego, że nie da się ich wykryć.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Według mnie właśnie stawiasz = pomiędzy rzeczywistość ontologiczna i rzeczywistość epistemologiczna. Jeżeli jestem najzupełniej pewien istnienia moich procesów świadomych, to wiem, że one istnieją - czyli należą do rzeczywistości ontologicznej. Model wszechświata, o którym wiem tylko tyle, że dobrze przewiduje moje obserwacje, należy do rzeczywistości epistemologicznej. Mówiąc, że procesy świadome są w mózgu robisz coś dziwnego wsadzasz obiekt rzeczywistości ontologicznej do epistemologicznej. Ta operacja jest dla mnie zupełnie nie zrozumiała. Bo ok, ja kupuje to, że naukowcy nie mówią, że coś istnieje tylko orzekają zgodność modelu z obserwacją i tylko na tej podstawie mówią o rzeczywistości - tworząc w ten sposób rzeczywistość empistemologiczną. Ale nie kupuję czegoś takiego, że jak się odpowiednio dużo i spójnie mówi o rzeczywistości epistemologicznej, to staje się ona ontologiczna. Nie, od początku jest tak, że procesy świadome są i to wiem, a reszta jest modelem. Ten model nie staje się rzeczywistością dlatego, że jest spójny i że się do niego przyzwyczailiśmy. Nie kupuje tego, że nagle ktoś mówi ok to moje procesy śwaidome są w mózgu. Bo to "są" łaczy dwa porządki, które na początku były rozdzielone. Procesy świadome - rzeczywistość ontologiczna, mózg - rzeczywistość epistemologiczna. To "są" nie ma tutaj żandego sensu.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) | Nie, nie, nie. Mówię tylko, że do (hipotetycznej zresztą) rzeczywistości ontologicznej nie mamy dostępu, więc nie da się na jej temat nic powiedzieć. Nie rozumiem natomiast dlaczego procesy świadome umiejscawiasz w rzeczywistości ontologicznej. W jaki sposób można coś takiego stwierdzić, jeśli nie ma metod badania sfery ontologicznej?
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Nie wiem czy są metody badania sfery ontologicznej, czy nie ma tych metod. To co wiem, to to, że mam procesy świadome, więc nie może ich nie być, muszą być. Nie mówię, że wiem jakie są, albo czym są. Ale wiem, że są w sposób realny - a zatem przynależą do rzeczywistości ontologicznej, a nie jako elementy modelu. To jest już wiedza najbardziej pierwotna. Streściłbym to: Myślę, więc jest myśl, nie wiem czym jest, ale wiem, że jest.
Zauważ, że jeżeli mówimy, że sprawdzamy czy model jest sprawdzalny przez obserwacje, to obserwacje muszą być w sensie jak najbardziej ontologicznym. Jakby ich nie było, to mielibyśmy przelewanie z pustego w próżne. Jeżeli obserwacje znowu są tylko w rzeczywistości epistemologicznej, to musielibyśmy mieć inne obserwacje, które sprawdzają te poprzednie obserwacje, ale gdyby i te obserwacje należały do rzeczywistości empistemologicznej, to musielbyśmy mieć kolejne obserwacje itd ...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) | >Nie wiem czy są metody badania sfery ontologicznej, czy nie ma tych metod. To co wiem, to to, że mam procesy świadome, więc nie może ich nie być, muszą być. Nie mówię, że wiem jakie są, albo czym są. Ale wiem, że są w sposób realny - a zatem przynależą do rzeczywistości ontologicznej [...] No właśnie. Ja uważam, że to nieuzasadnione stwierdzenie. Równie dobrze może być tak, że wrażenie posiadania procesów świadomych jest iluzją kreowaną przez mózg.
>Zauważ, że jeżeli mówimy, że sprawdzamy czy model jest sprawdzalny przez obserwacje, to obserwacje muszą być w sensie jak najbardziej ontologicznym. Nie nadążam. Każda obserwacja jest z natury swej epistemologiczna. Jest oparta na zmysłach, postrzeganiu, itd. Nie da się robić obserwacji ontologicznych. Jak miałoby wyglądać coś takiego?
>Jeżeli obserwacje znowu są tylko w rzeczywistości epistemologicznej, to musielibyśmy mieć inne obserwacje, które sprawdzają te poprzednie obserwacje [...] Obserwacje sprawdzające obserwacje, no mamy coś takiego. Nauka musi być przecież weryfikowalna, wielokrotnie. Każdy powinien być w stanie zreprodukować dane wyniki (mając odpowiedni sprzęt).
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | >Równie dobrze może być tak, że wrażenie posiadania procesów świadomych jest iluzją kreowaną przez mózg.
Powiem tak, jeżeli widzę jabłko, to widzę jabłko, a już na pewno widzę coś, więc jest coś. Jeżeli nawet jest to iluzją, to dalej widzę jabłko i nic z tym nie zrobię. W tym sensie przyjmuje istnienie procesów świadomych jako niepodważalny fakt.
>Każda obserwacja jest z natury swej epistemologiczna. Jest oparta na zmysłach, postrzeganiu, itd. Nie da się robić obserwacji ontologicznych. Jak miałoby wyglądać coś takiego?
Ja nie wiem czy obserwacja jest oparta na zmysłach, to jest już element modelu wszechświata. Jeżeli robię doświadczenie, np zrzucam kamień z wieży i obliczam czas kiedy spadnie, to mam obserwację lecącego kamienia, stopera, odgłosu spadania na ziemię i na końcu obserwacja zatrzymanego stopera, na którym jest jakaś liczba. Wszystkie te obserwacje są (w pewnym momencie już tylko w mojej pamięci), ale są, istnieją w sposób najbardziej niewątpliwy. Gdyby one nie istniały nie byłoby sposobu, aby do czegoś odnieść model, aby czymś go sprawdzać. W tym sensie mówię, że obserwacje są ontologiczne.
>Obserwacje sprawdzające obserwacje, no mamy coś takiego. Nauka musi być przecież weryfikowalna, wielokrotnie. Każdy powinien być w stanie zreprodukować dane wyniki (mając odpowiedni sprzęt).
Nie chodziło mi o to. Jeżeli istnienie obserwacji jest tylko teorią do zweryfikowania i nie ma żadnych innych obserwacji, to mamy ciąg obserwacji będących tylko teorią i nigdzie nie zazębiamy się o rzeczywistość. To się gdzieś kończy bezpośrednią obserwacją, co do której obserwator nie ma wątpliwości, że istnieje.
|
|
| | | | |  | | inveniam viam aut faciam (155 punktów) | >> Ależ oczywiście, że tak. Przecież testujemy tę hipotezę na każdym kroku, podejmując decyzje (które mają konsekwencje) na podstawie tego modelu....mnie się czasem zdarza mylić; muszę wtedy wprowadzić poprawki do mojego modelu Wszechświata, aby lepiej odpowiadał rzeczywistości. >Jedyne co testujemy to stany na zakończeniach nerwowych. Gdzieś już pisałem o komputerze, który ma tylko n stanów 0 lub 1 na wejściu-wyjściu. ... Nie może się przekonać o tym jaka jest rzeczywistość.... Czy uważasz, że pomiędzy mózgiem człowieka a komputerem jest jakaś zasadnicza różnica, która nie pozwala zastosować tego rozumowania?
Wydaje mi się , że Marian ma rację. Świadomy Mózg, to nie tylko sieć neuronowa i receptory. Mózg uzyskuje świadomość w procesie samouczenia. Żeby czynić to skutecznie, musi posiadać efektory umożliwiające mu ingerowanie w otoczenie. Dlatego kognitywistyka stoi na stanowisku, że samoświadomość może uzyskać jedynie tzw. "agent ucieleśniony". Wówczas może on działać tak jak Marian. Stawiać hipotezy dotyczące środowiska (świata), weryfikować je i wyciągać wnioski. Generalnie systemowi samoświadomemu stawia się następujące wymagania:
1. System musi być świadomy przeszłości i teraźniejszości i mieć zdolność do krytycznej analizy tych doznań. 2. Musi być świadomy otoczenia w którym pozostaje. 3. Musi rozróżniać swoje własne wewnętrzne stany mentalne (np. emocje) 4. Musi przewidywać przyszłe i objaśniać przeszłe zdarzenia 5. musi być zdolny do organizowania własnego przyszłego działania 6. Musi uczyć się wykorzystywać przeszłe działania do planowania następnych 7. Musi kontrolować relacje z innymi ucieleśnionymi agentami (język) 8. Musi generować wewnętrzna, mentalną reprezentację siebie i otoczenia 9. Musi mieć zdolność samodzielnego, selektywnego zwracania uwagi na otaczające go wydarzenia.
Całkiem sporo. Niektóre z tych cech różnią system samoświadomy od zwykłego algorytmicznego komputera sekwencyjnego. Właściwie wszystkie te funkcje są już realizowane w sztucznych sieciach neuronowych. Niestety nie jednocześnie. Dlatego na samoświadome maszyny ciągle jeszcze czekamy.
|
|
| |  | | Lizergus (691 punktów) | > Znam masę ludzi, których model Wszechświata jest jaskrawo sprzeczny z rzeczywistością.Myślę, że żaden model myślenia nie może być całkowicie zgodny z "obiektywną rzeczywistością". Możemy konstruować różne struktury naukowe, które lepiej lub gorzej oddają stan rzeczywistości, ale chyba jedynie ich trafność przewidywań pozwala wartościować je na lepsze i gorsze teorie. To jak z tym "równaniem": sin x = 6n /:n six = 6  Wynik się zgadza, ale to nie znaczy, że jest tak "naprawdę". Według mnie nie można mieć wiedzy absolutnej o rzeczywistości, możemy mieć tylko jej przybliżenie.
|
|
 | | fiiś (1053 punktów) | otóż to!
|
|
 | | Sylwek (15472 punktów) |
> Sądzę, że rozwiązanie przedstawił Popper w swojej teorii epistemologicznej opartej na idei falsyfikacji. Nie możemy wiedzieć na pewno, czy dana hipoteza jest prawdziwa, ale możemy wiedzieć, czy jest fałszywa — jeśli nie zgadza się z postrzeganą przez nas rzeczywistością.
Po prawdzie nie, możemy wiedzieć, że albo dana hipoteza jest nieprawdziwa, albo zdania opisujące "bazę empiryczną" albo wiedza tła (wiedza zastana).
> Każda hipoteza poznawcza
Chyba naukowa?
>musi być zatem falsyfikowalna: musi istnieć możliwość sprawdzenia, czy odpowiada rzeczywistości.
Chyba: musi istnieć sposób jej obalenia. Praktycznie każda metafizyka "odpowiada rzeczywistości". W istocie na tym problem z metafizykami: one wszystkie zdają się odpowiadać rzeczywistości.
> Kiedy się to stanie, nie oznacza to jednakże, że całą teorię trzeba wyrzucić do kosza — wszak wiemy, że działa niezawodnie w pewnym zakresie, w którym ją testowaliśmy z sukcesem. Potrzebujemy teorii szerszej, która reprodukuje rezultaty starej teorii i uwzględnia nowe odkrycie. W ten sposób nasza wiedza ewoluuje. Budujemy naukę, która działa.
W rzeczywistości nawet jeśli nie działa, to często budujemy dalej - wystarczy, że inne rzeczy działają (lub tylko wydaja się działać) gorzej.
> Nie ma tu żadnego znaczenia, czy jesteśmy tak na prawdę mózgami w słoikach. Nie jesteśmy w stanie odróżnić takiej sytuacji od doświadczania prawdziwej rzeczywistości, więc taka hipoteza jest niefalsyfikowalna i nie należy do nauki.
Tru.
|
|
3 na 3 | Wojciech Hawryluk (784 punktów) | co możemy wiedzieć na pewnoZnów, po raz n-ty bierzemy się za bary z prawdą? Pewnie  To przecież jedna z większych radoch w życiu. Wydaje się, że nic nie możemy wiedzieć "na pewno". Nawet ponoć tego, że szwagier to mąż mojej siostry (Quine odrzucał rozdział zdań na analityczne i syntetyczne). A z drugiej strony, jutro przecież mogą ustać wszelkie regularności, powtarzalności, z którymi tak jesteśmy zżyci. Wszystko można opisywać na różnorakie sposoby. Czy zgodzimy się chociaż w tym, że wiedza - to opis? Wstrzymajmy się nawet z określaniem czym jest to wszystko. Kluczowe zdaje się być pytanie: po co opisywać? Po co wiedzieć? Można przecież nie opisywać i siedzieć cicho  Czy opis jest potrzebny? Jeśli decydujemy się opisywać, to chyba z jakiegoś powodu, w jakimś celu. Cel opisu wskaże nam drogę w jaki sposób opisać wszystko. Cele mogą być różnorakie. A "tak dla mnie, tak dla czystej prawdy"? Znaczy się, że jest już jakiś "ja" w tym wszystkim?  I gadać tak do siebie? Jestem ciekaw, ilu było takich śmiałków, którzy zmarli z milczenia i bezczynności, bo uznali, że nie mają żadnych potrzeb albo nawet że ich nie ma  I tak od słowa do słowa, skracając  daję chyba do zrozumienia, że uważam, za kilkoma fajnymi nazwiskami, że już na starcie tworzymy konwencje. Raczej właśnie tworzymy opisy, niż odkrywamy. Te opisy można oceniać pod względem osiągnięcia wyznaczonych im celów. Nie wszystko ujdzie  Moimi ulubionymi kryteriami oceny są: prostota (ach jakie to względne!) i skuteczność (trafność przewidywań). I raczej jestem oszczędny w używaniu słów: "teoretycznie", "prawda", "istnieć"... Pozdrawiam!
|
|
 | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Mnie interesuje co jest prawdą, czyli bez słowa prawda - jaka jest rzeczywistość. Chcę odróżniać to co wiem na pewno, od tego co zakładam. Jeżeli dochodzę rozumowo do wniosku, że nie mam pewności, że model naukowy wszechświata odpowiada realnie istniejącej rzeczywistości to nie mówię, że to wiem. Mówię co innego, model ten dobrze przewiduje moje kolejne obserwacje. Tyle mogę powiedzieć i tyle potrzebuję. W zasadzie naukowcy nie stwierdzają nic innego jak zgodność modelu z obserwacją. Tyle, że potem robi się nagle nieuprawniony przeskok i zaczyna mówić o istnieniu elementów modelu w rzeczywistości.
Przykładowo, jeżeli ktoś mi mówi jak w mózgu przebiega mechanizm percepcji wzroku, a potem ja na tej podstawie mogę przewidzieć, że nie będę widział pewnej części specjalnie przygotowanego rysunku wpatrując się w jeden inny jego punkt (demonstracja plamki ślepej siatkówki), to uznaje, że model dobrze przewiduje rzeczywistość. Oczywiście potrzebuje setki podobnych doświadczeń, ale też takie setki są dostępne. Prawda o zgodności modelu z obserwacją nie załamuje się więc, nie ulega sceptycyzmowi. Natomiast nadużyciem jest wysnuć z tego wniosek natury ontologicznej, czyli co do istnienia rzeczy i mówić, że moje procesy świadome to procesy w mózgu w takiej a takiej rzeczywistości fizycznej. To co akceptuje i co po prostu jest prawdą to: model mojej świadomości jako procesów w mózgu w takiej a takiej rzeczywistości fizycznej pozwala przewidzieć bardzo dużą ilość wyników obserwacji. Jednak tożsamość ontologiczna nie została udowodniona. A różnica jest. Bo gdyby była udowodniona to słusznie jest twierdzić, że moja świadomość zniknie z chwilą unicestwienia mózgu. Ponieważ jednak brak mi danych na temat rzeczywistej fizyki, która rządzi moimi procesami świadomymi nie mogę tego wnioskować. To nie znaczy, że zakładam, że mój mózg składa się ze spaghetti i jest podtrzymywany przy życiu przez latającego potwora sphagetti. Nic nie zakładam. Po prostu mówię, że nie wiem i nawet nie jestem w stanie określić prawdopodobieństw. Myślę, że to jest poznawczo uczciwe.
|
|
|  | | Wojciech Hawryluk (784 punktów) | Chcę odróżniać to co wiem na pewno, od tego co zakładam.
Jak już wspomniałem, stoję po stronie tych (Quine, Goodman, pewnie późny Wittgenstein), co uważają, że wszystko zakładamy. Z wszystkiego ( wszystko można nazwać np. strumieniem bodźców) wyodrębniamy, postulujemy byty. Tworzymy ontologie. Opisy możemy tworzyć dowolnie, choć wybieramy chyba te, dzięki którym najlepiej się porozumieć. Temu przecież także służą.
Jeżeli dochodzę rozumowo do wniosku, że nie mam pewności, że model naukowy wszechświata odpowiada realnie istniejącej rzeczywistości to nie mówię, że to wiem.
Opis fizykalistyczny okazuje się jak dotąd najbardziej skuteczny. Wiedza nie wydaje się już wyrytymi gdzieś świętymi prawami. Wiedza to raczej narzędzie, dzięki któremu możemy funkcjonować w rzeczywistości (czy jak tam ją nazwiemy).
jest prawdą to: model mojej świadomości jako procesów w mózgu w takiej a takiej rzeczywistości fizycznej pozwala przewidzieć bardzo dużą ilość wyników obserwacji. Jednak tożsamość ontologiczna nie została udowodniona. A różnica jest. Bo gdyby była udowodniona to słusznie jest twierdzić, że moja świadomość zniknie z chwilą unicestwienia mózgu. Ponieważ jednak brak mi danych na temat rzeczywistej fizyki, która rządzi moimi procesami świadomymi nie mogę tego wnioskować.
Nie wiem, czy ja dobrze Cię rozumiem. Postulujesz istnienie fizyki rzeczywistej (prawdy, w platońskim rozumieniu)? My jej nie mamy, bo nasza fizyka jest tylko prawdopodobna? Czy zbliżamy się do niej? Skąd będziemy wiedzieli, że już do niej dotarliśmy? Cóż, ta nasza fizyka jest ułomna, ale daje wyniki, które zdają się mówić właśnie w stronę tego, że świadomość ma fizyczny charakter. Jaką inną hipotezę (z empirycznymi implikacjami) zaproponujesz?
|
|
| Ratatoskr (4439 punktów) | > Czy macie jakieś rozwiązania tego paradoksu? Czy może ktoś wie, czy istnieją jakieś uznane> odpowiedzi na tak postawiony problem. Szczególnie interesuje mnie czy istnieje opinia Richarda> Dawkinsa na ten temat.Zasadniczo nie mamy i nie potrafimy udowodnić podstawowego założenia tkwiącego u podstaw wszelkiego racjonalnego rozumowania. Podobnie jak nie potrafimy udowodnić nieistnienia boga. Podobnie jak nie potrafimy udowodnić, że tak naprawdę jesteśmy siecią neuronową zrobioną z malinowego budyniu nadzorowanego przez zielone elfy w kamiennym zamku trolli. I, że te trolle tak nas zrobiły, żeby nam się tylko wydawało, że jesteśmy homo i poznajemy swój świat zmysłami. www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
|
|
 | 1 na 1 | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Czy nie jest racjonalne brać to co dane i na podstawie tego wnioskować? Dane mi sią procesy świadome. Cała reszta to tylko model. Więc po pierwsze racjonalne jest pamiętać cały czas co jest dane jako na pewno istniejące, a co modelem, aby nie dojść do jakichś fałszywych wniosków przez założenie (nie sprawdzone), że model = rzeczywistość. A więc na pewno warto pilnować precyzji. Co innego mówić o modelu i stwierdzać, że to co obserwujemy zgadza się z modelem. Co innego przyznawać elementom modelu realne istnienie.
|
|
|  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Czy nie jest racjonalne brać to co dane i na podstawie tego wnioskować?
Nie, chyba, że racjonalne jest to co niemożliwe.
>Dane mi sią procesy świadome.
Ty JESTEŚ świadomością, a nie jest ci ona dana.
>Cała reszta to tylko model.
Co za brednia. A "model" to niby wisi "obiektywnie" między świadomościami i jest przez nie transcendentalnie postrzegany?
Modele są tą samą rzeczywistością co "procesy świadome".
>Więc po pierwsze racjonalne jest pamiętać cały czas co jest dane jako na pewno istniejące, a co modelem, aby nie dojść do jakichś fałszywych wniosków przez założenie (nie sprawdzone), że model = rzeczywistość.
To prawda, model ≠ rzeczywistość, tak jak czerwoność ≠ rzeczywistość, tylko co z tego, skoro modele to też kawałek rzeczywistości?
>Co innego mówić o modelu i stwierdzać, że to co obserwujemy zgadza się z modelem. Co innego przyznawać elementom modelu realne istnienie.
W istocie napisałeś: "co innego stwierdzić, że model działa, co innego stwierdzić, ze model działa".
|
|
| |  | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | >Co za brednia. A "model" to niby wisi "obiektywnie" między świadomościami i jest przez nie transcendentalnie postrzegany? >Modele są tą samą rzeczywistością co "procesy świadome".
Pełna zgoda.
>W istocie napisałeś: "co innego stwierdzić, że model działa, co innego stwierdzić, ze model działa".
Nie zgadzam się. Pytanie, czy model jest zgodny z rzeczywistością można sensownie formułować i nie jest to tożsame temu, że można przewidywać obserwacje za pomocą niego. Jeżeli kogoś podłączyłbym do urządzeń generujących mu procesy świadome i byłaby to akurat jakaś inna fizyka niż nasza, ten ktoś stworzyłby model innej fizyki, innego wszechświata. Pytanie czy ten model jest zgodny z rzeczywistością byłoby dobrze postawionym pytaniem. Ten ktoś twierdziłby, że tak (powiedzmy, że miałby odcięty dostęp do pamięci sprzed podłączenia do urządzeń), ja zaś, obserwujący z boku, twierdziłbym, że jego model nie jest zgodny z rzeczywistością a jedynie z emulacją jakiejś rzeczywistości, która została mu (podłączonemu) podana. Ta podłączona osoba miałaby rację twierdząc, że jej model "działa", że pozwala jej przewidywać różne obserwacje, natomiast nie miałaby racji w twierdzeniu, że rzeczywistość jest taka jak model. Tak więc można sensownie mówić o modelu, który dobrze przewiduje obserwacje, ale zarazem nie jest zgodny z rzeczywistością.
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Nie zgadzam się. Pytanie, czy model jest zgodny z rzeczywistością można sensownie formułować i nie jest to tożsame temu, że można przewidywać obserwacje za pomocą niego.
Po prawdzie nie jest to pewne. Korespondencyjna teoria prawdy (bo de facto o niej tu mowa) jest o tyle kłopotliwa, że usuwa przepaść między językiem opisu a światem opisywanym, zastępując jedno i drugie nazwami w metajęzyku. Ergo: usuwa rozróżnienie między światem i opisem. Miedzy innymi między modelem i rzeczywistością.
|
|
 | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | Patrz moja odpowiedź do Wojciech Hawryluk, zawiera w zasadzie to co i Tobie chciałem odpisać.
|
|
-1 na 1 | krystkon (459 punktów) | >Mózg wie o rzeczywistości tylko i wyłącznie na podstawie stanów na zakończeniach nerwowych. >Jeżeli te stany byłyby przez coś sztucznie generowane, mózg nidgy nie byłby w stanie zorientować się, że podawane mu są "fałszywe" bodźce. >A zatem współczesna nauka mówi nam, że nie możemy wiedzieć, czy model wszechświata, który mamy w mózgu jest zgodny z rzeczywistością.
Co zatem miałby powodować kolejne stany na zakończeniach nerwowych? Co może oddziaływać z materią receptora? Duch niebieski - znający się na prawach fizyki?
Co za absurdalne założenie, że istnieje materialny MÓZG, który jest zlokalizowany NIGDZIE i NIC z nim nie oddziałuje a mimo to zachodzą w nim ZMIANY.
Stań końcówki nerwowej jest ściśle powiązany ze staniem otoczenia końcówki nerwowej a więc zarówno końcówka nerwowa, jak i jej otoczenie jak i mózg jak i otoczenie mózgu muszą istnieć.
To oczywiste, że wszystko czego doznajemy jest prawdą - istnieje - czynienie odmiennych założeń jest bezpodstawną stratą czasu.
Pozdrawiam.
Krystian Hamerlik-Konopka
|
|
 | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | A dlaczego mózg człowieka nie mógłby istnieć jako niezależny wszechświat? Nie mówię, że tak jest, ale bronię tego, że nie musi to być absurdalne założenie. Oczywiście, fizyka tego mózgu/wszechświata jest "jakaś", taka, że w efekcie zachodzą tam procesy świadome. Co w tym absurdalnego?
>Co za absurdalne założenie, że istnieje materialny MÓZG, który jest zlokalizowany NIGDZIE i NIC z nim nie oddziałuje a mimo to zachodzą w nim ZMIANY.
Wstaw sobie za mózg wszechświat, czy to też jest takie absurdalne? Jeśli tak to istnienie naszego wszechświata jest też absurdalne.
|
|
| Sylwek (15472 punktów) |
>Dlaczego nie rozwiązać ostatecznie tego problemu w sposób naukowy?
Bo "rozwiązania ostateczne" to metafizyka a nie nauka.
>Szczególnie interesuje mnie czy istnieje opinia Richarda >Dawkinsa na ten temat.
To jakiś papież?
|
|
 | | Michal Stanislaw Wojcik (167 punktów) | >Bo "rozwiązania ostateczne" to metafizyka a nie nauka.
Co to jest metafizyka?
>>Szczególnie interesuje mnie czy istnieje opinia Richarda >>Dawkinsa na ten temat. >To jakiś papież?
Nie, Richard Dawkins nie jest papieżem, a wręcz przeciwnie, to naukowiec - biolog, znany propagator światopoglądu ateistycznego.
|
|
|  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >>Bo "rozwiązania ostateczne" to metafizyka a nie nauka. >Co to jest metafizyka?
Nie znasz tak podstawowych słów?
>Nie, Richard Dawkins nie jest papieżem, a wręcz przeciwnie, to naukowiec - biolog, znany propagator światopoglądu ateistycznego.
Ha ha.
|
|
| |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) | >>>Bo "rozwiązania ostateczne" to metafizyka a nie nauka.
A co ta metafizyka ma sensownego do przekazania czego astrofizyka i ewolucja nie wyjaśnia?
>>Nie, Richard Dawkins nie jest papieżem, a wręcz przeciwnie, to naukowiec - biolog, znany propagator światopoglądu ateistycznego. >Ha ha.
Nawet przyjmując to, wątpliwe jak dla mnie, założenie to chyba kryterium powinna być dorzeczność, a nie częstość?
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >A co ta metafizyka ma sensownego do przekazania czego astrofizyka i ewolucja nie wyjaśnia?
To pytanie do mnie?
>Nawet przyjmując to, wątpliwe jak dla mnie, założenie to chyba kryterium powinna być dorzeczność, a nie częstość?
Dorzeczność rzadko towarzyszy częstości.
|
|
| | | |  | | MarcinK (9189 punktów) |
>To pytanie do mnie?
Może być - wedle wyboru.
>Dorzeczność rzadko towarzyszy częstości.
Podrzucając cegłówkę zawsze jakoś w łeb dostaję.
|
|
-3 na 3 | Sensżycia (-2 punktów) | Nauka obecnie nie może odpowiedzieć na pytanie jaki jest sens naszego życia i tego wszystkiego co robimy. Religie nam ten sens dają obiecując dalsze życie po śmierci. Stąd mają tylu wiernych. Ateizm zakłada, że Boga nie ma więc nie może być życia po śmierci i dlatego nie ma zbyt wielu wyznawców. Czy jednak nie ma dowodów na to, że jest to możliwe ? Postaram się je przedstawić. Wiemy, że jest pewna grupa ludzi, którzy potrafią wskazać gdzie znajduje się zaginiona osoba nawet jak ona już nie żyje. Nie zawsze tym osobom udaje się taką osobę wskazać i dlatego nie można udowodnić ich predyspozycji w sposób naukowy czyli przez wykonywanie odpowiednich doświadczeń. Wiadomo jednak, że takie osoby odnajdywały zaginione osoby. Sam miałem możliwość się o tym przekonać. Jeżeli jest to możliwe to znaczy, że informacje o takiej osobie są w jakiś sposób zarejestrowane i można je przy pomocy naszego umysłu odtworzyć. Jeżeli więc można je odtworzyć to jest pewne prawdopodobieństwo, że kiedyś znajdzie się sposób by przywrócić ich do życia. W szkole nas uczą, że materia nie powstaje z niczego. Wiemy jednak z całą pewnością, że cały kosmos powstał 13,5 miliarda lat temu wskutek inflacji. Te prawa przyrody dzięki którym powstała cała materia nie znikły i obowiązują nadal. To potwierdzają obserwacje. Wiadomo, że na świecie żyje obecnie pewna grupa ludzi, która nic nie je i nie pije przez wiele lat i żyje. Można o nich dowiedzieć się więcej w internecie. Jeżeli osoby te nie jedzą i nie piją, a jednocześnie oddychając wydzielają dwutlenek węgla to muszą wytwarzać nie tylko energię potrzebną do życia, ale też atomy węgla, który wydzielają z dwutlenkiem węgla do atmosfery. Religie rejestrują też wydzielanie się kropli łez, krwi lub oleju na posągach czy obrazach do których modlą się ludzie. Trudno to wytłumaczyć, że ci święci mogą nad nimi tylko zapłakać. Modlitwą ci ludzie w jakiś sposób programują te posągi czy obrazy. Jeżeli więc można wytwarzać substancje organiczne w ten sposób to dlaczego nie nie możemy przyjąć, że kiedyś będziemy mogli zaprogramować powstanie osób, które nie żyją oczywiście w postaci w której będą czuli się najlepiej. Zamiast dyskutować nad tym czy istnieje Bóg powinniśmy zastanawiać się czy możliwe jest przywrócenie ludzi zmarłych do życia. To bowiem nadaje sens naszemu działaniu. Kiedyś ludzie nie mogli uwierzyć , że Ziemia kręci się dookoła słońca. Trudno obecnie uwierzyć przedstawionej tu hipotezie, choć jest jak najbardziej racjonalna. Nie muszę pisać o korzyściach jakie może przynieść propagowanie tej hipotezy.
>Przez wieki filozofowie starali się docieć co możemy wiedzieć na pewno, co to znaczy wiedzieć, jaka >jest relacja między naszym poznaniem a rzeczywistością. Dział filozofii zajmujący się tymi >zagadnieniami nazwano empistemologia. >Dlaczego nie rozwiązać ostatecznie tego problemu w sposób naukowy? Sprawa wydaje się prosta. Możemy >mieć tylko taką informację o rzeczywistości, jaka dostanie się do naszego mózgu. Informacja dostaje >się do mózgu za pomocą stymulowania przez bodźce zakończeń nerwowych oraz przepływ ładunków i >transport związków chemicznych w układzie nerwowym. Mózg jest urządzeniem, które poznaje i analizuje >rzeczywistość. W mózgu powstaje model naszego wszechświata. Czy możemy wiedzieć, że model ten jest >zgodny z rzeczywistością? >Mózg wie o rzeczywistości tylko i wyłącznie na podstawie stanów na zakończeniach nerwowych. Jeżeli >te stany byłyby przez coś sztucznie generowane, mózg nidgy nie byłby w stanie zorientować się, że >podawane mu są "fałszywe" bodźce. A zatem współczesna nauka mówi nam, że nie możemy wiedzieć, czy >model wszechświata, który mamy w mózgu jest zgodny z rzeczywistością. >Ponieważ nasza wiedza o mózgu jest podzbiorem naszej wiedzy o wszechświecie, również wiedza o mózgu >może nie być zgodna z rzeczywistością. A zatem nie możemy na jej podstawie rozstrzygać co możemy >wiedzieć na pewno. Nie da się więc problemów epistemologicznych rozwiązać za pomocą współczesnej >wiedzy naukowej. >Czy macie jakieś rozwiązania tego paradoksu? Czy może ktoś wie, czy istnieją jakieś uznane >odpowiedzi na tak postawiony problem. Szczególnie interesuje mnie czy istnieje opinia Richarda >Dawkinsa na ten temat.
|
|
 | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Wiemy, że jest pewna grupa ludzi, którzy potrafią wskazać gdzie znajduje się zaginiona osoba nawet jak ona już nie żyje. Wam to dobrze, że wiecie takie rzeczy!
>Wiadomo, że na świecie żyje obecnie pewna grupa ludzi, która nic nie je i nie pije przez wiele lat i żyje. Och, to na pewno bardzo pewna grupa - takie cuda na kiju!
Halo! Tu XXI wiek! Ogarnij się nieco!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Przez wieki filozofowie starali się docieć co możemy wiedzieć na pewno, co to znaczy wiedzieć, jaka jest relacja między naszym poznaniem a rzeczywistością.Przez wieki ludzie korzystając z dostępnych im narzędzi starali się poznać i zrozumieć świat. Przez wieki ważnym narzędziem były spekulacje intelektualne nazywane filozofią. Cały świat z woli boskiej kręcił wówczas się wokół ziemskiego globu i najważniejszego na tym globie stworzenia, jakim był człowiek. Ale urodził się człowieczek, który na imię miał Mikołaj, a na nazwisko Kopernik mu było, który ziemię z tego piedestału zrzucił, a później drugi - Karol Darwin zrzucił z piedestału człowieka (uznając, że żaden nadnaturalizm dla zrozumienia rzeczywistości nie jest potrzebnym). Już później nigdy nic w rozumieniu złożoności świata takie samo nie było. Ale wielu filozofów (szczególnie chrześcijańskich) tego nie dostrzega i nadal starają się metodami spekulatywnymi dociekać Prawdy i Sensu. A część to nawet uważa, że ich genialne przemyślenia są ważniejsze od dorobku nauki. > Dlaczego nie rozwiązać ostatecznie tego problemu w sposób naukowy?To proste nie mamy jeszcze wystarczającej wiedzy i dostatecznie sprawnych narzędzi. > Sprawa wydaje się prosta. Możemy mieć tylko taką informację o rzeczywistości, jaka dostanie się do naszego mózgu. Informacja dostaje się do mózgu za pomocą stymulowania przez bodźce zakończeń nerwowych oraz przepływ ładunków i transport związków chemicznych w układzie nerwowym. Mózg jest urządzeniem, które poznaje i analizuje rzeczywistość. W mózgu powstaje model naszego wszechświata.Powiedzmy, że jest to bliskie dzisiejszej wiedzy. > Czy możemy wiedzieć, że model ten jest zgodny z rzeczywistością?Raczej możemy uważać, że niezbyt. Wiele naszych informacji jest ograniczonych naszą percepcją i posiadanym narzędziami. > Mózg wie o rzeczywistości tylko i wyłącznie na podstawie stanów na zakończeniach nerwowych. Jeżeli te stany byłyby przez coś sztucznie generowane, mózg nigdy nie byłby w stanie zorientować się, że podawane mu są "fałszywe" bodźce.Sądzę, że tak. > A zatem współczesna nauka mówi nam, że nie możemy wiedzieć, czy model wszechświata, który mamy w mózgu jest zgodny z rzeczywistością.Po pierwsze warto by sobie odpowiedzieć jaka jest rzeczywistość, a dopiero później na ile model jest z nią zgodny. Większość uczonych przyjmuje, że rzeczywistość istnieje obiektywnie (niezależnie od naszego poznania), a my przy pomocy naszych zmysłów uzbrojonych w narzędzia ją odkrywamy. Podstawowym narzędziem weryfikacji naukowych tez jest ich powtarzalność. > Ponieważ nasza wiedza o mózgu jest podzbiorem naszej wiedzy o wszechświecie, również wiedza o mózgu może nie być zgodna z rzeczywistością.Może nie być, ale ponieważ nasze umysły są jedynym naszym narzędziem poznania i zrozumienia świata. Nasza naukowa wiedza o świecie jest jedyną nas interesującą. Co ponadto - to bajdy i spekulacje, gdyż np. hipotezy badawcze wymagają też przestrzegania określonych prawideł i muszą się na "czymś" opierać. > A zatem nie możemy na jej podstawie rozstrzygać co możemy wiedzieć na pewno.Zupełnie spokojnie możemy rozstrzygać z naukową pewnością i zachowaniem naukowego sceptycyzmu. > Nie da się więc problemów epistemologicznych rozwiązać za pomocą współczesnej wiedzy naukowej.Tak, filozofia nie nadaje się do rozstrzygania problemów naukowych, choć może i na szczęście jest, wielce w tym pomocną. Natomiast chcąc dziś uprawiać odpowiedzialnie filozofię, trzeba mieć duża wiedzę z zakresu nauk przyrodniczych, a epistemologię o biologii i badaniach nad umysłem. Dzisiejsza epistemologia, to np. kognitywistykaMiłego dnia. @@@ .
|
|
1 na 1 | Arrekin (3 punktów) |
Wiemy tylko tyle ile uda nam się uzyskać z danych wejściowych( a dane te idą wszystkimi zmysłami )
Można tu przeprowadzić eksperyment prostszy w rozumowaniu od mózgów w słoiku.
Mianowicie ubieramy nowo narodzone dziecko w specjalny skafander i za pomocą pola magnetycznego unosimy( tak aby miało pełną swobodę ruchów, ale się fizycznie nie przemieszczało ).
skafander dostarcza bodźce bezpośrednio( obraz do nerwu wzrokowego itp tak że dziecko nie czuje samego skafandra a jedynie to co on mu przekazuje )
Teraz zapuszczamy mu jakąś ciekawą symulację świata( najlepiej całkiem innego od naszego ). Żeby było zabawniej niech to będzie gra multiplayer, więc mamy taki mini matrix. Jako że wszyscy znajdują się tam od urodzenia traktują grę jak realny świat. Jeżeli ustawiliśmy że ogień parzy to się będą go bali, ale jeśli sprawimy że będzie przyjmiemy to myślicie ze po przebudzeniu w naszym "normalnym" świecie będą bać się ognia? Oczywiście ze nie dopóki nie przekonają się że tutaj ogień ma inne właściwości.
Innymi słowy mózg interpretuje to co dostanie - i nie możesz stwierdzić że te dane są "prawdziwe", a nie podstawione. Zadaniem mózgu jest na bierzaco tworzyć modele jak świat "powinien" wyglądać. Im model jest lepszy tym większa szansa na przetrwanie. Nie mniej to tylko model i niekoniecznie może on mieć cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.
|
|
 | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
>Teraz zapuszczamy mu jakąś ciekawą symulację świata
Teoretycznie jest możliwe, że nie żyję w świecie realnym, lecz że bawi się mną ktoś, kogo motywów i zamierzeń nie znam. Czemu więc racjonalnie myśląc odrzucam taki solipsyzm, mimo że nie jest on niemożliwy? Między innymi dlatego, że przyjęcie go byłoby kompletnie bezproduktywne: blokowałoby mi sferę poznania i - co za tym idzie - sferę działania. Jest z tym trochę tak, jak w zakładzie Pascala. Opłaca się uważać świat za twór obiektywny, gdyż: (a) jeśli świat obiektywnie nie istnieje, to "działając" w nim nic nie tracę (nie przegrywam); (b) jeśli świat istnieje, to poznając go i dzięki temu celowo działając, mogę się w nim dobrze urządzić (wygrywam).
>... mózg interpretuje to co dostanie - i nie możesz stwierdzić że te dane są "prawdziwe"
W pewnym stopniu mogę. Otrzymywane dane organizujemy w systemy zwane teoriami (albo jak Ty - modelami). Pośrednim dowodem na to, że nasze wejściowe dane były "obiektywnie prawdziwe" jest coraz lepsza zdolność predykcyjna tworzonych teorii. Chodzi o to, że przewidywania na tych teoriach oparte coraz lepiej się sprawdzają i dzięki temu jesteśmy w stanie coraz skuteczniej wpływać na otoczenie wedle własnego widzimisię. To daje podstawy do przypuszczenia, że chyba jednak nikt się nami nie bawi.
>Jeżeli ustawiliśmy że ogień parzy
No właśnie. Od setek tysięcy lat wydaje nam się, że ogień jest gorący - więc może tak właśnie jest naprawdę i nasze wrażenie jest prawdziwe ...
>... a nie podstawione.
W sprawie ognia taka jest moja wersja i zamierzam się jej trzymać. Pozdrawiam - M
|
|
|  | | Arrekin (3 punktów) | Chyba nie do końca mnie zrozumiałeś. Chciałem pokazać że nasz mózg tworzy modele w oparciu o dane które dostaje, problem w tym że nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy dane są realne czy też produkowane przez wirtualną rzeczywistość( przykładowo ) Załóżmy że jesteśmy jednak w rzeczywistości wirtualne i jej twórca nagle pozmienia wiele fundamentalnych praw( ale tak by nadal mogło istnieć życie ). Co teraz? Ano starszym będzie bardzo trudno się przestawić, ale nowe pokolenie wychowane w zupełnie nowych warunkach nie będzie miało problemów z zaakceptowaniem nowego świata. A to dlatego że modele/teorie tworzymy sobie całkowicie od podstaw. Co do zakładu Pascala to jest on jak dla mnie wielkim bezsensem, bo zakładamy że przyjęcie pewnych założeń jest bezpieczniejsze od ich odrzucenia. Niestety nie wiemy czy ścieżka którą( dla bezpieczeństwa ) odrzuciliśmy nie mogla nas poprowadzić o wiele dalej i dać więcej korzyści niż teoretycznie stabilna. Wracając do tematu to nie jesteśmy nic w stanie stwierdzić, niemniej mozg pracuje jak komputer: Na danych które dostanie z różnych "wejść", obrabia je i dopasowuje do modeli które już stworzył, a jeśli nic nie pasuje to zaczyna tworzyć nowy. Nie wiemy na ile dane które do nas docierają są prawdziwe - pamiętaj że mozg stara się też na silę dopasować to co widzi do znanych modeli( idealny przykład: iluzje optyczne, gdy widzimy coś czego nie ma bo mózgowi nie pasuje że to co widzi nie pasuje do jakiegoś stworzonego przez siebie modelu ) Tak po za tym to czytałem w focusie chyba że jakiś Amerykanin dostał kasę na przeprowadzenie eksperymentu który ma stwierdzić czy wszechświat jest cyfrowy( czy najmniejszą formą we wszechświecie jest informacja 0 albo 1 ). Trzymam kciuki że okaże się to prawdą
|
|
 | | fiiś (1053 punktów) | >Wiemy tylko tyle ile uda nam się uzyskać z danych wejściowych( a dane te idą wszystkimi zmysłami ) >Można tu przeprowadzić eksperyment prostszy w rozumowaniu od mózgów w słoiku. >Mianowicie ubieramy nowo narodzone dziecko w specjalny skafander i za pomocą pola magnetycznego unosimy( tak aby miało pełną swobodę ruchów, ale się fizycznie nie przemieszczało ). Można coś takiego, przyznajmy dosyć skomplikowanego, założyć. Można też założyć, że świat materialny jest tylko mentalną projekcją, która jednak rządzi się takimi samymi prawami jak zakładany przez nas dotąd świat fizyczny tyle tylko, że to wszystko dzieje się w przestrzeni mentalnej, czy wirtualnej. Można. Tylko co to zmienia, po co zakładać jakiś kolejny meta poziom, który niczego nowego nie wnosi. Owszem nie można tego wykluczyć, ale to wszystko. Żadnego więcej pożytku, więc po co się w to bawić? Dlatego osobiście przyjmuję wersję rzeczywistości wymagającą minimalną ilość założeń czyli traktuję rzeczywistość jako realnie istniejącą w swej materialnej postaci. To założenie, ale w moim przekonaniu najracjonalniejsze i tego się trzymam.
Stąd też, podobnie jak Dawkins, nie potrafię wykluczyć (czyt. udowodnić) nieistnienia boga stwórcy czy powyższych hipotez. Wcale to jednak nie oznacza, że je dopuszczam, to tylko świadomość własnych ograniczeń i konieczności dokonania pewnych wyborów bez nadziei ich potwierdzenia.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|