Racjonalista - Strona głównaDo treści
Komentarze do Listy Ateistów i Agnostyków

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
22-07-2007 10:16webmaster (moderator)Komentarze do Listy Ateistów i Agnostyków
Ze względu na to, że część osób zgłasza obszerne uwagi do LAiA ( lista.racjonalista.pl/ ) oraz nawiązują się dyskusje w dziale komentarzy listy, który nie jest do tego dostosowany, niniejszy wątek jest nowym miejscem do takich dyskusji i uwag.

Prosimy, aby osoby, które chcą prowadzić dyskusję na temat listy oraz wymienić się uwagami, zgłaszały swoje wypowiedzi w tym wątku.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Scorp (5381 punktów)

Mową wiązaną, bo to przy niedzieli
Uwagami tymi chciałbym się podzielić

Ateo comes out

Uczonym jest niepotrzebna hipoteza niedorzeczna
Absurdalna od początku i wewnętrznie przy tym sprzeczna
Zniewaga to dla logiki i obraza dla rozsądku
(Tylko klechom, tym spryciarzom czci przysparza i majątku)

Rzeczywiście moi mili jak się temu przyjrzeć dobrze
Zrozumiałe dla każdego zrozumiałe jest, że Boga być nie może
Radzimy więc sobie bez Niego w gronie młodych i rozumnych
Bóg to kłamstwo, znamy prawdę, a więc głowę podnieś dumnie

A co z tymi bez przyjaciół, samotnymi w swej rozpaczy
Którzy mają tylko Jego, by pocieszył i wybaczył?
A co chorzy, połamańcy i kalecy wszelkiej maści
Których wiara w to Nieznane powstrzymuje od przepaści?
A co z tymi staruszkami, którzy swoją śmierć już wiedzą
Życie przeszło im jak splunąć, chcą do Boga ze swą nędzą
By ich przyjął, ułaskawił, włączył w siebie i ukoił
I żeby sens nadał życiu i tym sensem być pozwolił?

My im swoje: Boga nie ma, a samotność i cierpienie
To psychiczne fenomeny, neuronalne podrażnienie
Gdy podadzą im placebo mówmy głośno: tam nic nie ma,
My nie damy się oszukać, bo my swoje dobrze wiemy
Nadzieję niech sobie mają, ale modlić się nie warto
Modłów przecież nikt nie słucha, to po co czas tracić na to?
Robak tylko czeka na nas, a nie jakaś boża łaska,
A sens? I z tego pytania umiemy się wykaraskać.

Wyjdźmy z cienia, ateiści, niech postawa nasza godna
Prawdą w oczy im zaświeci i obwieszcza prawdę co dnia

26-07-2007 23:59 
 Ocena 1 na 1
Mateusz T. Odras (31 punktów)
Grafomaństwo najwyższej próby.
swiecki45 (54 punktów)
>Grafomaństwo najwyższej próby.
>
Zgadzam sie,ciekawe po co ktos sie tak produkuje......
Jacek Kaczmarek (118 punktów)
(zablokowany)
A co jeśli stworzył to, ot tak, bez żadnego wysiłku?
roca
>A co jeśli stworzył to, ot tak, bez żadnego wysiłku?

Od stwarzania to jest Pan Bóg, a nie ateiści. Ateiści mogą ew.coś przetworzyć.
14-03-2009 01:24 
 Ocena 4 na 4
czes (4083 punktów)
>>A co jeśli stworzył to, ot tak, bez żadnego wysiłku?
>Od stwarzania to jest Pan Bóg, a nie ateiści. Ateiści mogą ew.coś przetworzyć.

Twa wypowiedź jest dowodem, iż bóg stworzył również idiotów.

Widzę, że zebrało ci się na śmieszne wypowiedzi.
Może mógłbyś się przenieść na jakieś katolickie forum?
Tutaj, rozbawiasz ludzi do łez.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>Twa wypowiedź jest dowodem, iż bóg stworzył również idiotów.
Nieprawda. Bóg stworzył ludzi.Idiotów robią sami z siebie.
>Widzę, że zebrało ci się na śmieszne wypowiedzi.
Widzę, że czegoś nie rozumiesz. Stworzyć oznacza po prostu zrobić coś z niczego. człowiek tego nie potrafi. Nawet jeśli przerabia przysłowiowe nic, czyli śmieci, surowce wtórne,to jednak przerabia, a nie stwarza. Słowo stwarzać jest prawdziwym ateistom obce, bo nie mieści się chociażby w prawie zachowania masy. nawet pisanie wierszowanej rymowanki jest aktem przetwarzania- przetwarzania ludzkiej myśli.
>Może mógłbyś się przenieść na jakieś katolickie forum?
> Wyganiasz mnie?
>Tutaj, rozbawiasz ludzi do łez.
Wy ze swoim antyklerykalizmem i antykatolicyzmem skrywanym za pozornym ateizmem również mnie rozśmieszacie do łez. Chociaż, jak pomyślę, że zaczynacie brać na serio, co tu wypisujecie, to jest mi was żal.
15-03-2009 03:03 
 Ocena 4 na 4
czes (4083 punktów)
>>Twa wypowiedź jest dowodem, iż bóg stworzył również idiotów.
>Nieprawda. Bóg stworzył ludzi.Idiotów robią sami z siebie.
To prawda, sam robisz ze siebie idiotę.

>>Widzę, że zebrało ci się na śmieszne wypowiedzi.
>Widzę, że czegoś nie rozumiesz. Stworzyć oznacza po prostu zrobić coś z niczego. człowiek tego nie potrafi. Nawet jeśli przerabia przysłowiowe nic, czyli śmieci, surowce wtórne,to jednak przerabia, a nie stwarza. Słowo stwarzać jest prawdziwym ateistom obce, bo nie mieści się chociażby w prawie zachowania masy. nawet pisanie wierszowanej rymowanki jest aktem przetwarzania- przetwarzania ludzkiej myśli.
Bla, bla, bla, bla. Nie pisz do mnie takich bzdur, najlepiej nie pisz w ogóle.

>>Może mógłbyś się przenieść na jakieś katolickie forum?
>> Wyganiasz mnie?
Nie wyganiam, nawet nie mam takiego prawa. Sugeruję tylko. Może na katolickim forum będziesz gwiazdą? Bo tutaj robisz za zwichniętego.

>>Tutaj, rozbawiasz ludzi do łez.
>Wy ze swoim antyklerykalizmem i antykatolicyzmem skrywanym za pozornym ateizmem również mnie rozśmieszacie do łez. Chociaż, jak pomyślę, że zaczynacie brać na serio, co tu wypisujecie, to jest mi was żal.
No widzisz! Nie lepiej ci się przenieść na katolickie forum?
>

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
15-03-2009 03:16 
 Ocena 1 na 1
Wojtek (3465 punktów)
>To prawda, sam robisz ze siebie idiotę.
>Bla, bla, bla, bla. Nie pisz do mnie takich bzdur, najlepiej nie pisz w ogóle.
>Nie wyganiam, nawet nie mam takiego prawa. Sugeruję tylko. Może na katolickim forum będziesz gwiazdą? Bo tutaj robisz za zwichniętego.

Panie Czes,

Upominam Pana, by się Pan zachowywał z nieco większym szacunkiem do interlokutorów. Jeśli ma Pan do czynienia z człekiem nieczułym na argumenty - proszę odpuścić. Zwykle jest tak, że ignorowanie studzi zapał zbyt pewnego swych racji rozmówcy. Inaczej będę musiał sięgnąć po inne środki perswazji.

Pozdrawiam




ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
czes (4083 punktów)
Przepraszam, poniosło mnie.
I ja pozdrawiam.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>To prawda, sam robisz ze siebie idiotę.
>Bla, bla, bla, bla. Nie pisz do mnie takich bzdur, najlepiej nie pisz w ogóle.
>Bo tutaj robisz za zwichniętego.

Kolejna seria argumentów ad baculum, czyli żadnych argumentów.
15-03-2009 16:41 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>>To prawda, sam robisz ze siebie idiotę.
>>Bla, bla, bla, bla. Nie pisz do mnie takich bzdur, najlepiej nie pisz w ogóle.
>>Bo tutaj robisz za zwichniętego.
>Kolejna seria argumentów ad baculum, czyli żadnych argumentów.

Chociaż raz masz rację, nie przedstawiam żadnych argumentów.
Już ci wielokrotnie tłumaczyłem, że nie chcę dyskutować z tobą. Twoje wypowiedzi są dla mnie kupą bzdur, nie przedstawiają jakiejkolwiek wartości merytorycznej, są wyłącznie twoimi wyznaniami wiary lub zwykłymi zaczepkami pozbawionymi jakichkolwiek argumentów.

Zaśmiecasz nasze forum. My ateiści nie robimy takiego badziewia na katolickich forach.

Żegnam.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
marekpotocki (638 punktów)
>>A co jeśli stworzył to, ot tak, bez żadnego wysiłku?
>Od stwarzania to jest Pan Bóg, a nie ateiści. Ateiści mogą ew.coś przetworzyć.
Ateiści też nikogo nie stworzyli , tylko myślą dzięki wiedzy racjonalnie . My przecież jesteśmy dziećmi kosmosu , który zawsze istniał i który zawsze będzie istniał .
Elżbieta (225 punktów)
>>Grafomaństwo najwyższej próby.
>>
>Zgadzam sie,ciekawe po co ktos sie tak produkuje......

Żeby nie pisać sie tylko się.

Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.
swiecki45 (54 punktów)
>>>Grafomaństwo najwyższej próby.
>>>
>>Zgadzam sie,ciekawe po co ktos sie tak produkuje......
>Żeby nie pisać sie tylko się.
>Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.Ale się podbudowałaś.....Taka typowa,jadowita żmija....Jak masz problemy to masz miejsce do kontemplacji.

Elżbieta (225 punktów)
>>>>Grafomaństwo najwyższej próby.
>>>>
>>>Zgadzam sie,ciekawe po co ktos sie tak produkuje......
>>Żeby nie pisać sie tylko się.
>>Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.Ale się podbudowałaś.....Taka typowa,jadowita żmija....Jak masz problemy to masz miejsce do kontemplacji.
>

Jadowitych żmij nie przyjmuje się do Tworek. Chyba, że tylko po to, żeby je okaleczyć.
A to z lekka nieczysty pojedynek.
A poza tym "tworzyć" zawsze możesz. Skleć coś Ty, a będziemy zachwyceni.
Nienawiści w Tobie ponad miarę. Abstrahując od Twojej nienawiści chciałam jeszcze napisać, że życie nie polega na tym, żeby cię wszyscy lubili.

Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.
20-08-2008 08:52 
 Ocena 4 na 4
Elżbieta (225 punktów)
>>>>Grafomaństwo najwyższej próby.
>>>>
>>>Zgadzam sie,ciekawe po co ktos sie tak produkuje......
>>Żeby nie pisać sie tylko się.
>>Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.Ale się podbudowałaś.....Taka typowa,jadowita żmija....Jak masz problemy to masz miejsce do kontemplacji.
>

A tak w ogóle to skąd masz to zdjęcie? Czyżby pamiątkowe?

Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.
mamuta
>>Grafomaństwo najwyższej próby.
>Zgadzam sie,ciekawe po co ktos sie tak produkuje......

Po co? Jako agnostyk przyznać muszę, że katalog ułomności sporządzony przez katolików, daje najlepszy ogląd ludzkich motywacji.
"Pierwsze- pycha"
"Czwarte- zazdrość"
Nie wnieśli mnie uroczyście do panteonu poetów? No to będę najlepszem wierszokletą tego forum. Może choć tutaj mnie dostrzegą. Ale też daleki jestem od pogardy dla takich "produkcji". Bo za nią stoi, a jakże, również pycha.
"Kto z nas jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamieniem"
Marcin Ateista
>Grafomaństwo najwyższej próby.
>
My ateiści nie włazimy z buciorami,na wasze święte fora,jak robisz to Ty.Kto Cię tutaj prosił?Wypowiadaj się na tematy o których masz jakieś pojęcie...

Tam gdzie zaczyna się Bóg,kończy się rozum.
11-07-2009 10:31 
 Ocena 1 na 1
Anna Klinke (3 punktów)
>>Grafomaństwo najwyższej próby.
>>
>My ateiści nie włazimy z buciorami,na wasze święte fora,jak robisz to Ty.Kto Cię tutaj prosił?Wypowiadaj się na tematy o których masz jakieś pojęcie...
>Tam gdzie zaczyna się Bóg,kończy się rozum.

Zgadzam sie. Nie wolno narzucać swoich poglądów a może ja chcę wierzyć w nogę od stołu mam do tego prawo.Im człowiek użyje więcej rozumu ( narząd nieużywany podlega zanikowi ) to mniej wierzy. Jestem człowiekiem, który aby w coś uwierzyć musi dokładnie wszystko przeanalizować i stwierdzić czy aby na pewno to jest prawdopodobne. Jeśli ktoś ślepo wierzy to powinien się zastanowić, czym się różni od ludów pierwotnych, czy plemion w buszu. Tam też jest tylko ślepa wiara np. w kamień lub konar i koniec.
08-06-2008 13:50 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)

A kiedy pierwsze święto? Brakuje tylko chorągiewek i waty cukrowej.

m.
tuptuś
>A kiedy pierwsze święto? Brakuje tylko chorągiewek i waty cukrowej.
Chorągiewki i wata cukrowa to znak firmowy katolickich, wiejskich odpustów. To coś dla marcelo - podobnych.
Łukasz Wierzący
można na podstawie tego opracować hip-hopową piosenkę
Robcia (181 punktów)
Chodzi nam o to, aby język giętki poiedział wszystko, co pomyśli głowa...
keymak (3379 punktów)
Mam kilka uwag technicznych, które już inni często przytaczali.

Brakuje skryptu do szukania po nazwisku,imieniu itd.
Brakuje sortowania listy.

Bez tych udogodnień lista jest nieczytelna.
Wpisałem się na tą listę, ale nawet nie chce mi się szukać czy faktycznie na niej widnieję ...

Pozdrawiam.
22-07-2007 15:21 
 Ocena 1 na 1
Tofik (5585 punktów)
Powinieneś dostać maila z potwierdzeniem, że na pewno jesteś na tej liście. Po co masz się szukać? To nie ma sensu. Sortowanie też jest niepotrzebne, bo nie chodzi o wyszukanie jakichś tam osób, tylko o ilość ateistów, patrząc na ilość stron zauważasz, że nie jest nas tak mało, a nie każdy trafia na tę stronę.

"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
Bogdan Grzegorczyk
>Mam kilka uwag technicznych, które już inni często przytaczali.
>Brakuje skryptu do szukania po nazwisku,imieniu itd.
>Brakuje sortowania listy.
>Bez tych udogodnień lista jest nieczytelna.
>Wpisałem się na tą listę, ale nawet nie chce mi się szukać czy faktycznie na niej widnieję ...
>Pozdrawiam.
Czy to znaczy , że szukasz tylko możliwości pokazania się publicznie na liście? A wyszukiwarka może służyć "sługom boga" dla uprzykrzania życia ludziom myślącym niechodzącym w moherowym bereciku. Ta Lista jest dla ludzi o określonym światopoglądzie a nie dla tych co to chcą się zobaczyć i upajać faktem O TO JA , TO MNIE TU WIDAĆ. Mam radę dla Ciebie , poszukaj sobie jakiejś listy hobbystycznej powiedzmy akwarystów, filatelistów i in. . Ale nie zdziw się , że i tam cię nie zaakceptują bo jesteś nie do określenia. Pozdrawiam serdecznie Bogdan
03-09-2007 16:15 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
I po co te uszczypliwości ?
Jeżeli istotą listy ma być tylko ilość i nie ma znaczenia kto na niej jest, to wystarczyłby licznik zarejestrowanych ...

Pozdrawiam.
skullman
[...] ludzią myślącym [...]
powinno być: ludziom myślącym

Uważając się za ludzi myślących, baczmy nie tylko na to, co piszemy, ale również jak i nie okaleczajmy naszego języka.
Elżbieta (225 punktów)
>>Mam kilka uwag technicznych, które już inni często przytaczali.
>>Brakuje skryptu do szukania po nazwisku,imieniu itd.
>>Brakuje sortowania listy.
>>Bez tych udogodnień lista jest nieczytelna.
>>Wpisałem się na tą listę, ale nawet nie chce mi się szukać czy faktycznie na niej widnieję ...
>>Pozdrawiam.
>Czy to znaczy , że szukasz tylko możliwości pokazania się publicznie na liście? A wyszukiwarka może służyć "sługom boga" dla uprzykrzania życia ludziom myślącym niechodzącym w moherowym bereciku. Ta Lista jest dla ludzi o określonym światopoglądzie a nie dla tych co to chcą się zobaczyć i upajać faktem O TO JA , TO MNIE TU WIDAĆ. Mam radę dla Ciebie , poszukaj sobie jakiejś listy hobbystycznej powiedzmy akwarystów, filatelistów i in. . Ale nie zdziw się , że i tam cię nie zaakceptują bo jesteś nie do określenia. Pozdrawiam serdecznie Bogdan

Ludzie! Po co ta napuszona dyskusja? Przecież nie chodzi chyba o to, żeby pochwalić się takim a nie innym światopoglądem?

Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Mam kilka uwag technicznych, które już inni często przytaczali.
>Brakuje skryptu do szukania po nazwisku,imieniu itd.
>Brakuje sortowania listy.
>Bez tych udogodnień lista jest nieczytelna.
>Wpisałem się na tą listę, ale nawet nie chce mi się szukać czy faktycznie na niej widnieję ...
>Pozdrawiam.

Zgoogluj swoje imię i nazwisko i powinno wyjść czy widniejesz czy nie, mnie google na tej liście odnajduje.
plumbum (151 punktów)
Moja propozycja to wykorzystanie rozwiązań OpenID przy tym projekcie. Więcej w w wątku który zainicjowalem na Forum PSR: www.racjonalista.pl/forum.php/s,94527
Osnowa

>Prosimy, aby osoby, które chcą prowadzić dyskusję na temat
>listy oraz wymienić się uwagami, zgłaszały swoje wypowiedzi
>w tym wątku.

Co to za wpisywanie się na LAiA samym imieniem? Tylko patrzeć, jak Myszkę Miki wpiszą. Poważni, ludzie wpisują się imieniem i nazwiskiem.
marek c.
>>Prosimy, aby osoby, które chcą prowadzić dyskusję na temat
>>listy oraz wymienić się uwagami, zgłaszały swoje wypowiedzi
>>w tym wątku.
>Co to za wpisywanie się na LAiA samym imieniem? Tylko patrzeć, jak Myszkę Miki wpiszą. Poważni, ludzie wpisują się imieniem i nazwiskiem.

Dokładnie! To jakaś paranoja! Dlaczego pozwalacie by wpisywano się tylko imieniem ?! Tracicmy wiarygodność!!!
Mateusz T. Odras (31 punktów)
>>>Prosimy, aby osoby, które chcą prowadzić dyskusję na temat
>>>listy oraz wymienić się uwagami, zgłaszały swoje wypowiedzi
>>>w tym wątku.
>>Co to za wpisywanie się na LAiA samym imieniem? Tylko patrzeć, jak Myszkę Miki wpiszą. Poważni, ludzie wpisują się imieniem i nazwiskiem.
>Dokładnie! To jakaś paranoja! Dlaczego pozwalacie by wpisywano się tylko imieniem ?! Tracicmy wiarygodność!!!

Już na liście widać różne cudaczne wpisy. Zastanawiam się czy chcę pozostawać w ich towarzystwie. Może jednak Admimistrator czy Moderator zaprowadzi na liście jakiś ład i porządek. Sensownych podpowiedzi było już sporo.
Bartek Górecki (1514 punktów)
>>>Prosimy, aby osoby, które chcą prowadzić dyskusję na temat
>>>listy oraz wymienić się uwagami, zgłaszały swoje wypowiedzi
>>>w tym wątku.
>>Co to za wpisywanie się na LAiA samym imieniem? Tylko patrzeć, jak Myszkę Miki wpiszą. Poważni, ludzie wpisują się imieniem i nazwiskiem.
>Dokładnie! To jakaś paranoja! Dlaczego pozwalacie by wpisywano się tylko imieniem ?! Tracicmy wiarygodność!!!

Popieram!
roca
>Dokładnie! To jakaś paranoja! Dlaczego pozwalacie by wpisywano się tylko imieniem ?! Tracicmy wiarygodność!!!

Trudno stracić cos, czego się nie ma. Słowo wiarygodność niepasuje do ateisty, za bardzokojarzy się z wiarą. A przecież ateista nie uznaje wiary, tylko rozum. Poza tym każdy ateista to człowiek wyzwolony i sam ustala zasady, nie ma nad nim Boga, który by mu cos nakazywał. Więc po co te nerwy? Wykończycie się szybko i nic z was nie zostanie
15-03-2009 10:23 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
Naucz się pisać po polsku.
Nie szukaj zaczepki z ludźmi, którym "nie jesteś godzien wiązać rzemyki u sandałów".

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>Naucz się pisać po polsku.
Nawzajem, Pouczymy się razem? Bo też masz z tym problem, sądząc po kolejnym zdaniu.
>Nie szukaj zaczepki z ludźmi, którym "nie jesteś godzien wiązać rzemyki u sandałów".

I znów - zero argumentów, tylko ujadanie.
15-03-2009 16:51 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
>I znów - zero argumentów, tylko ujadanie.
No to masz jeszcze jeden powód do zmiany forum. Może do Gabonu?!
Żegnam!


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
tuptuś
>>Dokładnie! To jakaś paranoja! Dlaczego pozwalacie by wpisywano się tylko imieniem ?! Tracicmy wiarygodność!!!

A to jest komentaż katolika o nicku roca;

>Trudno stracić cos, czego się nie ma. Słowo wiarygodność niepasuje do ateisty, za bardzokojarzy się z wiarą. A przecież ateista nie uznaje wiary, tylko rozum. Poza tym każdy ateista to człowiek wyzwolony i sam ustala zasady, nie ma nad nim Boga, który by mu cos nakazywał. Więc po co te nerwy? Wykończycie się szybko i nic z was nie zostanie

Panie roca, twoje agresywne chamstwo jest obrzydliwe.
Nikt cię tu nie zapraszał i nikt nie zatrzymuje.
Spieprzaj dziadu!
Jarek Kubaszewski
>Co to za wpisywanie się na LAiA samym imieniem? Tylko patrzeć, jak Myszkę Miki wpiszą. Poważni, ludzie wpisują się imieniem i nazwiskiem.
Masz rację.
pozdrawiam
05-02-2008 15:55 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
Wielu i wielokrotnie krytykowało wpisywanie się na listę samym imieniem. Ja obserwuję listę AiA od wielu miesięcy i zauważam pewną poprawę w tej materii. Szczególnie po przekroczeniu liczby 10 tyś. wpisów. Nawet uczniowie i studenci zaczynają wpisywać swe nazwiska. Myślę, że byłoby celowe stworzenie możliwości dopisania swego nazwiska dla tych osób, które w przeszłości wpisały się samym imieniem a teraz "dojrzały" do wyjścia z cienia. To przykre, że przyznanie się do ateizmu jest aktem odwagi. Mam nadzieję, że lista AiA przyczyni się do zmiany tej sytuacji, że Polska będzie troszkę bardziej normalna.
movax (630 punktów)
Zaczynają mówić:

miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,4352444.html

I bardzo dobrze.
Chrześcijanin
Żal mi was, ateistów. Żyjecie bez nadziei na Życie po śmierci ciała...Logicznie rzecz biorąc to jeśli Bóg jest( w co wierze) i będziecie w niego wierzyć to zyskacie Życie Wieczne. Jeśli zaś go NIE ma i BĘDZIECIE w Niego wierzyć to NIC nie stracicie. I już wiadomo co się bardziej opłaca. Jestem świadom że w Kościele wiele rzeczy jest nie tak jak powinno , ale należy też zdawać sobie sprawę ,że gdy Chrystus przyjdzie na ziemie ponownie to ta instytucja nie będzie już potrzebna , bo jej zadaniem jest zastępowanie Chrystusa podczas Jego nieobecności.(cielesnej)
Pozostaje mi mieć nadzieje , że się nawrócicie kiedyś(myślę , że jak tacy jak wy ateiści będą starzy ,to uwierzą...). Powiem tylko że ja mam 14 lat. Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...
jaateista
Jestes mlody i glupi, bla bla bla. Nie jestes, po prostu ktos Ci cos wmowil. To co przedstawiles, nazywamy zakladem Pascala. Zerknij na strone wiki w tym temacie: pl.wikipedia.org/wiki/Zakład_Pascala
Tam jest lekka krytyka i wyjasnienie nielogicznosci tego toku myslenia.
roca
>po prostu ktos Ci cos wmowil.

Pudło. strzelaj dalej
czes (4083 punktów)
>>po prostu ktos Ci cos wmowil.
>Pudło. strzelaj dalej
Za to trafiło ciebie ... w głowę.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>Za to trafiło ciebie ... w głowę.

Owszem, wiara potrzebuje rozumu.

... i w serce też, znaczy się nie w pompę tłoczącą krew,tylko w duszę.

Bo jednak sam rozumnie wystarczy
czes (4083 punktów)
>Owszem, wiara potrzebuje rozumu.
Właśnie! Potrzebuje rozumu! Szkoda, że masz go tak mało.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>>Owszem, wiara potrzebuje rozumu.
>Właśnie! Potrzebuje rozumu! Szkoda, że masz go tak mało.

Mało - pojęcie względne,potrzebuje punktu odniesienia,inaczej jest bez sensu.
15-03-2009 02:02 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>>>Owszem, wiara potrzebuje rozumu.
>>Właśnie! Potrzebuje rozumu! Szkoda, że masz go tak mało.
>Mało - pojęcie względne,potrzebuje punktu odniesienia,inaczej jest bez sensu.
Za punkt odniesienia możesz przyjąć głupiego człowieka, ewentualnie dziecko w wieku lat siedmiu.
Masz mało rozumu w odniesieniu do niego.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>>>>Owszem, wiara potrzebuje rozumu.
>>>Właśnie! Potrzebuje rozumu! Szkoda, że masz go tak mało.
>>Mało - pojęcie względne,potrzebuje punktu odniesienia,inaczej jest bez sensu.
>Za punkt odniesienia możesz przyjąć głupiego człowieka, ewentualnie dziecko w wieku lat siedmiu.
>Masz mało rozumu w odniesieniu do niego.

Skoro mnie obrażasz, rozumiem, że wyczerpałes wszystkie swoje argumenty.
Tylko, że tych sensownych argumentów jeszcze nie przedstawiłeś.
czes (4083 punktów)
>Skoro mnie obrażasz, rozumiem, że wyczerpałes wszystkie swoje argumenty.
>Tylko, że tych sensownych argumentów jeszcze nie przedstawiłeś.

Czy ty w ogóle rozumiesz czytany tekst?
Powtarzam jak katarynka, że nawet nie staram się przedstawiać jakichkolwiek argumentów ponieważ twe wypowiedzi nie zawierają takowych. Nawet trudno zgadnąć po co się tutaj produkujesz. Twoje wyznania wiary nie interesują nikogo, a reszta postów to niepoważne zaczepki.
Już kilka osób wypowiedziało się krytycznie na twój temat, już nawet nazwano cię trollem. Posty te znajdują się na dole tej strony, poczytaj co ludzie mówią o tobie.
A jeżeli sprawia ci przyjemność być uważanym za nachalnego i bezrozumnego trolla, to może "podyskuj" z nimi lub znajdź kogoś innego kto jest zainteresowany biciem piany.

Ja cię żegnam.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
05-08-2007 12:33 
 Ocena 2 na 2
Mateusz T. Odras (31 punktów)
>Żal mi was, ateistów. Żyjecie bez nadziei na Życie po śmierci ciała...Logicznie rzecz biorąc to jeśli Bóg jest( w co wierze) i będziecie w niego wierzyć to zyskacie Życie Wieczne. Jeśli zaś go NIE ma i BĘDZIECIE w Niego wierzyć to NIC nie stracicie. I już wiadomo co się bardziej opłaca. Jestem świadom że w Kościele wiele rzeczy jest nie tak jak powinno , ale należy też zdawać sobie sprawę ,że gdy Chrystus przyjdzie na ziemie ponownie to ta instytucja nie będzie już potrzebna , bo jej zadaniem jest zastępowanie Chrystusa podczas Jego nieobecności.(cielesnej)
>Pozostaje mi mieć nadzieje , że się nawrócicie kiedyś(myślę , że jak tacy jak wy ateiści będą starzy ,to uwierzą...). Powiem tylko że ja mam 14 lat. Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...

Nie trzeba Ci tego mówić, sam wiesz jak widać. A bluzgać Ci z tego powodu że jesteś wierzący? Za kogo ty uważasz ateistów?
Ci co bluzgają to podszywający się pod ateistów tzw. "dobrzy ludzie" spod znaku krzyża. I lituj się raczej nad sobą.Wierzysz na wszelki wypadek bo tak się "opłaca"?
08-06-2008 13:55 
 Ocena 2 na 2
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Ci co bluzgają to podszywający się pod ateistów tzw. "dobrzy ludzie" spod znaku krzyża. I lituj się raczej nad sobą.Wierzysz na wszelki wypadek bo tak się "opłaca"?

Rozumiem, że członkowie PSR to słuchacze RM podszywający się pod racjonalistów:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,137712#w138904

m.
09-06-2008 17:14 
 Ocena 1 na 1
Psyk (14071 punktów)
>>Ci co bluzgają to podszywający się pod ateistów tzw. "dobrzy ludzie" spod znaku krzyża. I lituj się raczej nad sobą.Wierzysz na wszelki wypadek bo tak się "opłaca"?
>Rozumiem, że członkowie PSR to słuchacze RM podszywający się pod racjonalistów:
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,137712#w138904
>m.
>
Marcel, robisz mi reklamę. Jesteś nazbyt uprzejmy.
roca
>Wierzysz na wszelki wypadek bo tak się "opłaca"?
Wierzę, bo tylko wiara daje sens życia.
14-03-2009 04:24 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
>... tylko wiara daje sens życia.
tobie , tooooooooooooooooooobieeeeeeeeeeeeeeeeeeee!
Nie zawracaj nam głowy, nie jesteśmy zainteresowani ani twą wiarą ani twym sensem życia.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>>... tylko wiara daje sens życia.
>tobie , tooooooooooooooooooobieeeeeeeeeeeeeeeeeeee!

Nie tylko. Nie jestem sam.

>Nie zawracaj nam głowy, nie jesteśmy zainteresowani ani twą wiarą ani twym sensem życia.

Zawsze lepszy taki sens niż bezsens
15-03-2009 01:22 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
>>>... tylko wiara daje sens życia.
>>tobie , tooooooooooooooooooobieeeeeeeeeeeeeeeeeeee!
>Nie tylko. Nie jestem sam.
Nie interesuje nas ilu was jest.

>>Nie zawracaj nam głowy, nie jesteśmy zainteresowani ani twą wiarą ani twym sensem życia.
>Zawsze lepszy taki sens niż bezsens
Jesteś nudny i upierdliwy. I nie rozumiesz czytanego tekstu. Poproś księdza aby ci wytłumaczył znaczenie tego zdania;

Nie jesteśmy zainteresowani ani twą wiarą ani sensem twego życia. Nie zawracaj nam głowy.

I nie interesuje nas co ty uważasz "lepszy sens", a co za "bezsens".
Zrozum wreszcie, że nikogo tutaj nie interesują twe wypowiedzi. Są marne, płytkie i głupie. Nawet jeżeli nie zgadzasz się z mym stanowiskiem, to i tak nie zmienia to faktu, że nie ma chętnych do dyskusji z tobą.

Żegnam.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>Nie zawracaj nam głowy, nie jesteśmy zainteresowani ani twą wiarą ani twym sensem życia.
>nie ma chętnych do dyskusji z tobą.
Mów za siebie. Plurale maiestaticum już dawno wyszło z mody.
>Żegnam.
Mam nadzieję, ze to prawda
Ja się jednak pożegnam później.
czes (4083 punktów)
> Plurale maiestaticum ...
Hagi ako'ng lubot. Sige!

>>Żegnam.
>Mam nadzieję, ze to prawda
Żegnam znaczy żegnam (zapytaj księdza co to znaczy).

>Ja się jednak pożegnam później.
Nie musisz się żegnać, po prostu odczep się.

Bez odbioru!


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
czes (4083 punktów)

Zrozumiałeś?!
iwedrownik
>>>... tylko wiara daje sens życia.
>>tobie , tooooooooooooooooooobieeeeeeeeeeeeeeeeeeee!
>Nie tylko. Nie jestem sam.
>>Nie zawracaj nam głowy, nie jesteśmy zainteresowani ani twą wiarą ani twym sensem życia.
>Zawsze lepszy taki sens niż bezsens
Jeszcze lepszy sens ma wiara w Świętego Mikołaja? Już mam nadzieje w niego nie wierzysz.. Chociaż trudno byłoby rodzicom utrzymywać cię w tej wierze nawet gdyby sami wierzyli w Świętego Mikołaja - jest obecny pod choinką podczas układania prezentów.. Jakbyś nie mógł dotknąć rzekomego Świętego Mikołaja i zaobserwować jego istnienia czy nieistnienia, dalej byś wierzył?
JAMKAZIMIERZ
>Żal mi was, ateistów. Żyjecie bez nadziei na Życie po śmierci ciała...Logicznie rzecz biorąc to jeśli Bóg jest( w co wierze) i będziecie w niego wierzyć to zyskacie Życie Wieczne. Jeśli zaś go NIE ma i BĘDZIECIE w Niego wierzyć to NIC nie stracicie. I już wiadomo co się bardziej opłaca. Jestem świadom że w Kościele wiele rzeczy jest nie tak jak powinno , ale należy też zdawać sobie sprawę ,że gdy Chrystus przyjdzie na ziemie ponownie to ta instytucja nie będzie już potrzebna , bo jej zadaniem jest zastępowanie Chrystusa podczas Jego nieobecności.(cielesnej)
>Pozostaje mi mieć nadzieje , że się nawrócicie kiedyś(myślę , że jak tacy jak wy ateiści będą starzy ,to uwierzą...). Powiem tylko że ja mam 14 lat. Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...

MY ATEIŚCI NIE MUSIMY KALKULOWAĆ CO NAM SIĘ BARDZIEJ OPŁACA.
ZAMIAST WIERZYĆ ,MYŚLIMY.
UCZ SIĘ SYNKU. MYŚLENIE MA PRZYSZŁOŚĆ !
09-08-2007 18:42 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

   Smarowanie wielkimi literami w necie to odpowiednik wrzasku w "realu". Dlatego proszę. Ciszej!

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
IQ955 (2355 punktów)
>   Smarowanie wielkimi literami " w necie " [...]
Placowniczku, a dlaczegóż to na przykład nie "w sieci", albo jakoś tam jeszcze inaczej?

Tak się tylko zapytałem. Przepraszam.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
02-09-2007 17:00 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)
>>   Smarowanie wielkimi literami " w necie " [...]
>Placowniczku, a dlaczegóż to na przykład nie "w sieci", albo jakoś tam jeszcze inaczej?

   Czy to nie Ty, swego czasu, określałeś mnie mianem purysty językowego? Jeśli nawet nie Ty, to i tak masz rację. Poprawię się.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
19-05-2008 22:31 
 Ocena-3 na 3
Teresa (2693 punktów)
>>Żal mi was, ateistów. Żyjecie bez nadziei na Życie po śmierci ciała...Logicznie rzecz biorąc to jeśli Bóg jest( w co wierze) i będziecie w niego wierzyć to zyskacie Życie Wieczne. Jeśli zaś go NIE ma i BĘDZIECIE w Niego wierzyć to NIC nie stracicie. I już wiadomo co się bardziej opłaca.

>MY ATEIŚCI NIE MUSIMY KALKULOWAĆ CO NAM SIĘ BARDZIEJ OPŁACA.
>ZAMIAST WIERZYĆ ,MYŚLIMY.
>UCZ SIĘ SYNKU. MYŚLENIE MA PRZYSZŁOŚĆ !

Piszesz, ze Wy Ateiści myślicie i nie musicie kalkulować. Ale o czym tak myślicie? Myślicie o myśleniu? Myślicie, że myślicie?
Ten chrześcijanin to przynajmniej myśli o tym co się opłaca.
Poza tym jego wypowiedź świadczy wprost o tym, że myśli, gdyż używa np. zwrotów "jeśli to", "jeśli zaś nie", itp. Twoja wypowiedz tak wyraźnie o tym nie świadczy. "ZAMIAST WIERZYĆ ,MYŚLIMY." Też wierzę, ze w to wierzysz.

Poza tym chrześcijanin może np. myśleć o tym w jaki sposób Bóg może istnieć w trzech osobach, a ateista to w życiu o tym nie pomyśli, bo nawet na to nie wpadnie, że coś takiego jak Trójca Św. moze istnieć.

A juz Katolik to może myśleć, np. o tym jak pogodzić ewolucję z biblijną nauką o stworzeniu, podczas gdy ateisci chyba przy tym wymiękają ( jesli jeszcze się wspomni o róznych gatunkach literackich w Biblii albo o o tym, ze Biblia to nie jest podręcznk przyrody to, to już normalnie jest koniec z ateistą).
20-05-2008 01:48 
 Ocena-1 na 1
czes (4083 punktów)
BLA BLA BLA, BLA BLA BLA, BLA BLA BLA...........................

UWAGA, TROLL - MISJONARZ !!!

NIE KARMIC TROLLA !!!
20-05-2008 09:17 
 Ocena 4 na 4
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>BLA BLA BLA, BLA BLA BLA, BLA BLA BLA...........................UWAGA, TROLL - MISJONARZ !!!NIE KARMIC TROLLA !!!
Drogi Czes. I tu się mylisz. Teresa nie jest trollem. owszem jest misjonarka ale z taka wiedzą, że dech zapiera. To chrześcijańska erudytka. Zna wszystkie dokumenta. od Biblii poczynając poprzez wszelkie bulle po zapisy z soborów. Tym samym nie nazwałbym jej trollem. To jest wobec Niej niesprawiedliwe. Co prawda nazwała mnie kiedyś "niedouczonym chrześcijaninem" czy jakoś tak, ale po chrześcijańsku, wręcz bratersku, Jej to wybaczyłem. Sugeruję bliższe zapoznanie się z jej wypowiedziami.
Pozdrawiam serdecznie.
JATO
P.s. Osnowa dałby od razu "-" aliści ja nie jestem Osnowa.
JT


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
20-05-2008 15:47 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
Witaj Jato,
Domyślam się, że jesteś doświadczonym i rozsądnym forumowiczem, a ja początkującym, wręcz niemowlakiem na forum. Poza tym, chyba nie mam wielkiego zacięcia do prowadzenia dyskusji jako takich. Odzywam się tylko wtedy gdy ktoś chce bezpodstawnie poniżyć ateistów lub na siłę nas nawracać.
Czując się lekko onieśmielony formą Twego posta, postaram się odpowiedzieć w podobnym stylu.

>[...]Teresa nie jest trollem. owszem jest misjonarka ale z taka wiedzą, że dech zapiera. To chrześcijańska erudytka. Zna wszystkie dokumenta. od Biblii poczynając poprzez wszelkie bulle po zapisy z soborów. Tym samym nie nazwałbym jej trollem.
>[...]Sugeruję bliższe zapoznanie się z jej wypowiedziami.
Nie neguję olbrzymiej religijnej wiedzy Teresy. Ale posiadanie takiej wiedzy nie wyklucza możliwości bycia trollem. Chyba wręcz przciwnie. Dotychczas spotkałem się trzy razy z trollingiem katolickim. W dwóch (może nawet 2 i pół)
przypadkach byli to wykształceni ludzie, z dużym zasobem wiedzy. Jeden otwarcie mówił, iż jest teologim, a i drugi chyba nim był. Niestety, posiadaną wiedzę i erudycję wykorzystywali w sposób niegodny, a nawet chamski (moim zdaniem). Oba te przypadki znajdują się w tym wątku i łatwo możesz się z nimi zapoznać.

Jest niemożliwym zapoznać się z całością wypowiedzi Teresy, jest tego masa. Ale przeczytałem kilkanaście jej postów. Przeczytałem też dyskusję doświadczonych/wieloletnich forumowiczów na temat Teresy. To właśnie z ich wypowiedzi dowiedziałewm się o męczącym nas misjonarstwie Teresy. To właśnie wtedy jeden z tych forumowiczów nazwał ją trollem-misjonarzem. Nie śmiałem wtedy zabrać głosu. Ale przeczytaj uważnie jej ostatni (powyżej) post. Przecież to bezsensowne bicie piany.

Może określenie troll-misjonarz jest faktycznie zbyt mocne w odniesieniu do Teresy? Może powinienem powiedzieć "up.......y misjonarz"?

Zastanawia mnie dlaczego Teresa "przyczepiła" się do jakiejś mało istotnej wypowiedzi w tym wątku, a wypowiedzi katolickich trolli, w tym samym wątku, pozostawiła niezauważone. Czyżby poniżanie i poniewieranie ateistami nie przeszkadzało jej w misjonarskiej misji?

Tak czy inaczej, nie twierdzę, że Teresa jest złym człowiekiem, może tylko męczącym (dla zdeklarowanych ateistów).
A jeżeli leży jej na sercu dobro i przyjażń ludzi, to powinna podyskutować troszeczkę z tymi, którzy chcą nas stawiać w jednym szeregu z największymi przestępcami świata, a przez to niewartymi jej misjonarskich wysiłków. A myślę, ze i Ty Jato miałbyś pole do pokazania swej postawy. Jeżeli tak, to zapraszam do dyskusji na dole tej strony.

>Pozdrawiam serdecznie.
>JATO
Również serdecznie pozdrawiam.
Równocześnie pozdrawiam wszystkich normalnych ateistów i teistów piszących na tym forum.
Czesiek
21-05-2008 13:08 
 Ocena 2 na 2
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Witaj Jato,
>Domyślam się, że jesteś doświadczonym i rozsądnym forumowiczem, a ja początkującym, wręcz niemowlakiem na forum.
No co za skromność...
Co do mnie. Jestem zażenowany. Przyjmuje wszelkie "kadzidło" z pokorą. Nie zasługuję na zachwyty nawet te wypowiadane z uprzejmości.
---------
Teresa to apostoł. Swoje wypowiedzi opiera na wierze w principia powszechnie zwane dogmatami. Nie da jej się "wypuścić" na tematy związane z podwaliną chrześcijaństwa. Nie podejmie rękawicy. Próbowałem, zatem wiem. Ona nadaje na innych częstotliwościach. Tym nie mniej to nie troll. Nie atakuje ad personam, a jej wypowiedzi to obrona własnych przekonań i talka tam misja ewangelizacyjna. Trolle lobią awantury dla nich samych. Ich wypowiedzi to zwykłe chamstwo wymieszane z agresją. U Teresy w zasadzie tego nie ma. A zatem darujmy Ją zdrowiem. Niech tam sobie nawraca. Najwyżej można nie czytać.
Pozdrowienia.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
czes (4083 punktów)
Witaj Jato,

Skromny to ja chyba nie jestem . Po prostu znam swoje możliwości.
Tobie nie "kadzę", przeczytałem kilka Twych wypowiedzi i wyrażam swoje uznanie.
W ogóle, mamy na tym forum wielu wspaniałych ludzi co niezmiernie mnie cieszy (w ramach solidarności ateistów), a z drugiej strony wręcz onieśmiela. Ale najważniejsze, że w "naszej drużynie" mamy ludzi godnie reprezentujących racjonalistów.

A co do Teresy; niewątpliwie masz rację. Gwoli usprawiedliwienia się; doznałem w życiu wielu przykrości ze strony katolików. Być może, teraz reaguję zbyt nerwowo na widok "misjonarzy".

A ostatni post Teresy jest wyjątkowo irytujący, prostacki. Więc i ja zareagowałem tak jak zareagowałem (tzn. niezbyt profesionalnie).
Ale włączył się Andrzej 51 (to właśnie jeden z tych ludzi, których inteligencja i poziom wypowiedzi wprowadzają mnie w stan onieśmielenia). I w kulturalny sposób zrównał Teresę z trawnikim. Szkoda, że nie potrafię mu (Wam) dorównać.

Pozdrawiam Cię. Czesiek
22-05-2008 15:39 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witam Cię.
Trudno mi, z oczywistych względów, pominąć Twoją wypowiedź milczeniem. Z wrodzoną mi skromnością mogę jedynie stwierdzić, że bez wątpienia przeceniasz moje możliwości.

>A ostatni post Teresy jest wyjątkowo irytujący, prostacki.

Ten jej post był dla mnie nijaki. Składał sie wyłącznie z niczym nie skrywanej ironii pod adresem ateistów. Dlatego zareagowałem, choć w zasadzie na odpowiedź jej post nie zasługiwał. Odpowiedziałem w sposób, na jaki jej wypowiedź zasługiwała.
Przyznaję, iż oczekuję na jej odpowiedź. Może się doczekam.

Pozdrawiam serdecznie.
22-05-2008 17:05 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
Witam Cię Andrzej,

W mym porzednim poście napisałem, że znam swoje możliwości.
I wiem, że poziomem wiedzy, umiejętnością operowania pięknym językiem czy poczuciem humoru nie dorównuję wielu wspaniałym ludziom na tym forum. Z drugiej strony, jestem na tyle inteligentnym człowiekiem (do skromnych to ja nie należę, co? ), że potrafię ocenić i docenić umiejętności i poziom innych.

Pozostaję więc pełen zachwytu dla Ciebie i innych fantastycznych ludzi z tego forum.

Serdecznie Cię pozdrawiam .
nikt
>To chrześcijańska erudytka. Zna wszystkie dokumenta. od Biblii poczynając poprzez wszelkie bulle po zapisy z soborów.
Może dużo wie na temat katolicyzmu, ale z systemem kojarzeniowym jest u niej duży problem, bo z taka wiedzą dawno powinna przestać być katoliczką.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Osnowa dałby od razu "-"
JATO, a skąd ten pomysł, że dałbym tu (czyli komu?)"-"?
.
25-05-2008 11:55 
 0 na 2
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>JATO, a skąd ten pomysł, że dałbym tu (czyli komu?)"-"?
Odpowiem "irracjonalnie" Bo tak masz i już.
Pozdrawiam.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>JATO, a skąd ten pomysł, że dałbym tu (czyli komu?)"-"?
>Odpowiem "irracjonalnie" Bo tak masz i już.
Skoro "tak mam", na potwierdzenie (!) daję minus za ten irracjonalizm.

>
Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.

Zatem zagadka: czy ten minus jest sprzeczny, czy zgodny z Twoimi intencjami?
.
25-05-2008 19:21 
 Ocena 1 na 1
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Skoro "tak mam", na potwierdzenie (!) daję minus za ten irracjonalizm.
Wiedziałem, że nie odpuścisz.
Pozdrawiam.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
20-05-2008 11:54 
 Ocena 2 na 2
Gosia (9452 punktów)

>Ten chrześcijanin to przynajmniej myśli o tym co się opłaca.

Ot i wszystko.
Teresa (2693 punktów)
>>Ten chrześcijanin to przynajmniej myśli o tym co się opłaca.
>Ot i wszystko.

Jasne. A ateistą człowiek zostaje się dlatego, że ateistą jest być gorzej niz np. katolikiem .
Człowiek, który zostaje ateista musi byc naprawdę zainteresowany tym, aby Boga nie było, bo nie da się wykluczyć istnienia Boga (w każdym razie nauka nie może udowodnić, że Bóg nie może istnieć).
A więc ktoś, kto nie wierzy, nie wierzy bo nie chce wierzyć.
A nie chce, bo z jakiego powodu uznał, że lepiej jest nie wierzyć niz wierzyć (albo, uznał, że lepiej jest wierzyć w coś innego).
Gosiu, toż to czy sta kalkulacja.
czes (4083 punktów)
>Człowiek, który zostaje ateista musi byc naprawdę zainteresowany tym, aby Boga nie było, bo nie da się wykluczyć istnienia Boga (w każdym razie nauka nie może udowodnić, że Bóg nie może istnieć).

Czy nauka moze udowodnic, ze nie moga istniec krasnoludki albo rozowe chomiki ze skrzydelkami?

>A więc ktoś, kto nie wierzy, nie wierzy bo nie chce wierzyć.
>A nie chce, bo z jakiego powodu uznał, że lepiej jest nie wierzyć niz wierzyć [...]

A to co jest? W czasach mej mlodosci mowilo sie; gdyby to krowa zjadla, to by sie wsciekla.
Teresa (2693 punktów)
>>Człowiek, który zostaje ateista musi byc naprawdę zainteresowany tym, aby Boga nie było, bo nie da się wykluczyć istnienia Boga (w każdym razie nauka nie może udowodnić, że Bóg nie może istnieć).
>Czy nauka może udowodnić, ze nie mogą istnieć krasnoludki albo różowe chomiki ze skrzydełkami?

Oczywiście, że nie, bo przecież i jedne i drugie istnieją.
A mówiąc serio ... Jeden mój znajomy fizyk ostatnio przekonywał mnie, że nauka może udowodnić, że nie mogą istnieć np. 10 metrowe pająki, bo by się udusiły.

A te krasnoludki i rózowe chomiki to mają być materialne czy niematerialne?
Bo jeśli materialne to sądze, że nauka może udowodnić, że nie mogą istnieć.
Co do chomików to chyba mało jest zwierząt z różową sierścia. Osobiscie nie wiem dlaczego, ale pewnie jest jakaś przyczyna "naukowa".
Co do krasnoludków ... jeśli mają być inteligentne i gadatliwe to można np. próbować udowodnić, że rozmiary i złóżonośc mózgu (liczba neuronów) u nich byłaby zbyt mała.
Jeśli mialyby być niematerialne to w świecie niematerialnym coś takiego jak "różówy chomik ze skrzydełkami" albo "krasnoludek" chyba nie ma sensu.

>>A więc ktoś, kto nie wierzy, nie wierzy bo nie chce wierzyć.
>>A nie chce, bo z jakiegoś powodu uznał, że lepiej jest nie wierzyć niz wierzyć [...]
>gdyby to krowa zjadla, to by sie wsciekla.

To niech lepiej nie je
czes (4083 punktów)
Rozbawiłaś mnie. A poczucie humoru cenię wysoko.
Pozdrawiam.
23-05-2008 11:02 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>kto nie wierzy, nie wierzy bo nie chce wierzyć.
Więc skąd się bierze chęć by wierzyć?
.
25-05-2008 20:05 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>kto nie wierzy, nie wierzy bo nie chce wierzyć.
>Więc skąd się bierze chęć by wierzyć?
>
Skąd?
- ze świadomości, że człowiek może wierzyć i że wiara moze byc czymś rozsądnym.
- chce wierzyć, gdyż wiara zaspakaja tęsknoty jego serca.
- ze świadomości, że człowiek powinien być wierzącym, aby jego istnienie miało sens.
25-05-2008 23:16 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)

Cytat:
>Skąd?
>- ze świadomości, że człowiek może wierzyć i że wiara moze byc czymś rozsądnym.


Nie mieszajmy wiary z rozsądkiem bo nie wynika ona z przyczyn rozumowych.

Cytat:
>- ze świadomości, że człowiek powinien być wierzącym, aby jego istnienie miało sens.


Błąd. Religia (czy wiara, jak wolisz) daje osobie wierzącej taką czy inną (zależnie od religii) odpowiedź na pytanie o sens życia. Nie znaczy to, że nie są możliwe inne odpowiedzi na to pytanie

Cytat:
>- chce wierzyć, gdyż wiara zaspakaja tęsknoty jego serca.


A tu nie mogę się nie zgodzić, tylko co to za uzasadnienie dla wiary ? Czy jeśli tęsknoty mojego serca zaspokaja - przykładowo- kopanie staruszek to znaczy że powinienem je zaspokajać ?
18-08-2008 15:22 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Czy jeśli tęsknoty mojego serca zaspokaja - przykładowo- kopanie staruszek to znaczy że powinienem je zaspokajać ?

Zaspokajanie staruszek powinno być świętym obowiązkiem każdego mężczyzny. Kwestię kopania (lub nie) przed, po i/lub w trakcie zaspokajania należy uprzednio uzgodnić z zainteresowaną.

fides ex necessitate esse non debet
J.Szulc (5723 punktów)

- jak ta wypowiedź ma się do zasadniczego wątku?

A swoją drogą, myślę, że chęć/ potrzeba wiary bierze się z braku alternatywy.
Życie bardzo często tak bardzo nam się komplikuje i gmatwa, że nawet kurczowe trzymanie się wiary daje, tymże wierzącym, choćby namiastkę zrozumienia i spokoju.

Pozdrawiam.

P.S. Proszę nie "spłaszczać" tematów, Drogi MAM.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Witam.
>A swoją drogą, myślę, że chęć/ potrzeba wiary bierze się z braku alternatywy.
Potrzeba wiary bierze się ze słabości charakteru.
Alternatywą jest ateizm.

Pozdrawiam - Zbyszek

PRZEWARTOŚCIOWANIE WSZELKICH WARTOŚCI
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
18-08-2008 23:32 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)

Nie wszystkich na to stać.
Wiesz dobrze, że nie każdemu da się to wytłumaczyć. Nie każdego też da się uszczęśliwić "na siłę". Bo i po co?
Ateista, czy agnostyk nie jest ( a według mnie wręcz nie powinien być) apostołem, czy coś na ten wzór.
Ateizm nie jest "do nauczenia". Według mnie jest konsekwencją ciekawości, umiejętności kojarzenia faktów czy wręcz pewną formą buntu w stosunku do dogmatowości świata zastanego.

Jeśli komuś dobrze w zatęchłej atmosferze kadzideł, obrzędowości i kasy na tacy... cóż. To Nie wiara, to wdrukowanie.
Jeśli jednak ktoś wierzy tak sam z siebie... czy to źle?

Ateizm jest jednym z biegunów, nie powiem, żeby zawsze był alternatywą.

Pozdrawiam.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
> - jak ta wypowiedź ma się do zasadniczego wątku?

Jak forma do treści.

fides ex necessitate esse non debet
J.Szulc (5723 punktów)

Klasa, Michale... klasa.
18-08-2008 18:05 
 Ocena 2 na 2
Zulka (2198 punktów)
>Zaspokajanie staruszek powinno być świętym obowiązkiem każdego mężczyzny. Kwestię kopania (lub nie) przed, po i/lub w trakcie zaspokajania należy uprzednio uzgodnić z zainteresowaną.

Michałku.
Ten pościk mnie "powalił" hi hi.
I na dodatek bardzo prawdziwy - o ile mniej by były zrzędliwe
pozdrawiam oczywiście i bardzo żałuję że mogę dać tylko jednego plusa
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Michałku.
>Ten pościk mnie "powalił" hi hi.

Czyżby z nadzieją na zaspokojenie?

Pozdrawiam również niezwykle serdecznie.

PS. Kwestię kopniaków możemy ustalić drogą korespondencji prywatnej lub osobiście.

fides ex necessitate esse non debet
18-08-2008 22:50 
 Ocena 1 na 1
Zulka (2198 punktów)

>Czyżby z nadzieją na zaspokojenie?

Akurat nie potrzebuję ale mam Znajomą Staruszkę, mogę Ci dać telefon. Bardzo miła Kopniaki wykluczone, bo Biedulka jest słabiutka!
Osnowa

>>Więc skąd się bierze chęć by wierzyć?
>Skąd?
>- ze świadomości, że człowiek może wierzyć i że wiara moze byc czymś rozsądnym.
Świadomość z definicji dotyczy faktów, a tu nie wykazałaś, że faktycznie wiara religijna może być rozsądną.

>- chce wierzyć, gdyż wiara zaspakaja tęsknoty jego serca.
Kto pragnie, uznaje tym samym brak upragnionego obiektu. Zatem jest odwrotnie: wiara nie zaspokaja, a wzmaga te tęsknoty.

>- ze świadomości, że człowiek powinien być wierzącym, aby jego istnienie miało sens.
Nie wykazałaś prawdziwości twierdzenia o zależności sensu życia od wiary.

Więc jeśli chęć wierzenia ma się brać z przedstawionych przez Ciebie źródeł: świadomości i tęsknot, to po prostu nie ma skąd. Wskazane przez Ciebie źródła albo nie istnieją, albo nie wywołują wskazanego skutku.
.
Elżbieta (225 punktów)
>>kto nie wierzy, nie wierzy bo nie chce wierzyć.
>Więc skąd się bierze chęć by wierzyć?
>.

Sam nie możesz sobie odpowiedzieć na tak banalne pytanie!

Ze wszystkich rzeczy ziemskich miłość trwa najkrócej.
17-08-2008 20:05 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>skąd się bierze chęć by wierzyć?
>Sam nie możesz sobie odpowiedzieć na tak banalne pytanie!
Oczywiście, że mogę! (Tylko muszę się dowiedzieć co.)
.
18-08-2008 04:50 
 Ocena 1 na 1
Elżbieta (225 punktów)
>>>skąd się bierze chęć by wierzyć?
>>Sam nie możesz sobie odpowiedzieć na tak banalne pytanie!
>Oczywiście, że mogę! (Tylko muszę się dowiedzieć co.)
>.

Może to chęć uwicia sobie bezpiecznego gniazdka. Ale fanatyków coraz mniej.
Nie wierzę, że wierzą. W większości "przypadków" to presja środowiska.

Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Nie wierzę, że wierzą. W większości "przypadków" to presja środowiska.
I to tak duża, że niektóre pytania stają się tabu. Dlatego je stawiam.

>Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.
- Molier?
(Aby umieścić tekst w stopce trzeba wejść w swoje konto.)
.
20-05-2008 21:02 
 Ocena 17 na 17
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Piszesz, ze Wy Ateiści myślicie i nie musicie kalkulować. Ale o czym tak myślicie? Myślicie o myśleniu? Myślicie, że myślicie?
>Ten chrześcijanin to przynajmniej myśli o tym co się opłaca.
>Poza tym jego wypowiedź świadczy wprost o tym, że myśli, gdyż używa np. zwrotów "jeśli to", "jeśli zaś nie", itp. Twoja wypowiedz tak wyraźnie o tym nie świadczy. "ZAMIAST WIERZYĆ ,MYŚLIMY." Też wierzę, że w to wierzysz.
>Poza tym chrześcijanin może np. myśleć o tym w jaki sposób Bóg może istnieć w trzech osobach, a ateista to w życiu o tym nie pomyśli, bo nawet na to nie wpadnie, że coś takiego jak Trójca Św. może istnieć.
>A juz Katolik to może myśleć, np. o tym jak pogodzić ewolucję z biblijną nauką o stworzeniu, podczas gdy ateiści chyba przy tym wymiękają (jeśli jeszcze się wspomni o różnych gatunkach literackich w Biblii albo o tym, ze Biblia to nie jest podręcznik przyrody to, to już normalnie jest koniec z ateistą).

Z tego co napisałaś wynika, że katolik to jest w porządku człowiek. Katolik to nie byle kto.
On jak już myśli, to myśli.
Np. myśli o tym, co się opłaca.
Albo tak sobie myśli o Trójcy Świętej, czyli o Bogu, który podobno jest w trzech osobach.
Albo np. katolik myśli, jakby tu pogodzić naukę z wiarą, czyli ewolucjonizm z kreacjonizmem. To jest dopiero myślenie! Jak pogodzić coś, co nijak pogodzić się nie da. Ale katolik myśli. Bo katolik to jest ktoś.
Albo np. katolik to sobie myśli, a nawet już wie, ale jednak myśli, że Biblia to nie jest podręcznik do przyrody. I on to wie. Bo taka wiedza jego jest ogromna. Niech żyje wiedza!!! - krzyczy katolik. Bo on dumny jest, że myśli.

Z tego co napisałaś wynika również, że ateista nie myśli. Ateista bowiem jak myśli, to tylko udaje, że myśli, bo tak naprawdę nie myśli, bo niby o czym miałby myśleć. On nawet jak myśli, to nie używa zwrotów i tak naprawdę myśląc wcale nie myśli.

Ateista zatem nie myśli o Trójcy Świętej, czyli o Bogu, który podobno jest w trzech osobach, bo on takimi rzeczami głowy sobie nie zamierza zawracać. On myślenie na ten temat zostawił katolikowi, bo katolik myśli. Ateista bowiem nie jest w stanie zrozumieć, że 1 = 3, a tym samym 3 = 1, bo jak on ma to zrozumieć, skoro nie myśli. A dla katolika taka zależność jest nawet bardziej oczywista niż to, że 2 + 2 = 4, bo katolik myśli.
Ateista doskonale wie, że zarówno Stary, jak i Nowy Testament nie daje podstaw dla dogmatu o "Bogu w Trójcy Jedynym", który powstał dopiero w IV stuleciu po Chrystusie.
Ateista wie bowiem, mimo że nie myśli, że Jezus wcale za Boga (Syna Bożego) się nie uważał i za takiego nie uważał go nawet Paweł z Tarsu, i mniej więcej do połowy III wieku Jezus raczej z Bogiem nie był utożsamiany. Bo wtedy uważano (Jezus tak uważał i Paweł też, i nie tylko oni), że Bóg Jahwe ważniejszy jest od Jezusa. Ateista zatem o Trójcy Świętej nie myśli, bo on wie, że dopiero postanowienia nicejsko-konstantynopolitańskie z IV wieku dały podstawę do przyjęcia dogmatu o Trójcy. Bo ateista wie także, że dogmat ten ma pogański rodowód. Po co ma zatem myśleć, skoro i tak wie, a przecież on i tak nie myśli, bo przecież nawet jak myśli, to też nie myśli.

Ateista nie myśli też o tym, jakby tu pogodzić naukę z wiarą, czyli ewolucjonizm z kreacjonizmem, bo on już wie, że to się nijak pogodzić się nie da. Bo nauka i wiara to dwa różne światy. Bo nauka nie da się pogodzić z wiarą, bo wiara jest nienaukowa, bo wiara to wydumane dogmaty, z których znaczna część nawet pokrycia w Biblii nie ma. Więc ateista już na ten temat nie musi myśleć, bo i po co miałby czas tracić. Niech sobie o tym myśli katolik, bo katolik jak myśli, to myśli. Przecież katolik jeszcze niedawno krytykował teorię ewolucji. Aż pewnego dnia katolik myśląc stwierdził, że dłużej już tej teorii krytykować nie może, bo tylko się na śmieszność naraża, mimo że myśli. Więc ten katolik myśląc cały czas wymyślił otóż, że on zawsze z teorią ewolucji się zgadzał, a nawet wymyślił, że Biblia w Genesis jest z teorią ewolucji zgodna. Tak to sobie właśnie katolik wymyślił, spryciarz taki.

Ateista też nie myśli, że np. Biblia to nie jest podręcznik do przyrody, bo on o tym wie, więc już myśleć nie musi. On wie nawet, że Biblia to nie jest również podręcznik do historii, więc też już myśleć nie musi. Bo jemu by nawet do głowy nie przyszło, by Biblię uznawać za podręcznik do przyrody albo do historii, bo on przecież nie myśli. Bo on wie, że Biblia to jest podręcznik do religii, i tylko do religii, ale też o tym nie myśli, bo myśleć to umie tylko katolik, a on, czyli ateista, nie myśli.
Ale mimo to ateista wie, że nawet w odniesieniu do osoby Jezusa Biblia nadmiernej wartości historycznej nie posiada.

Jak przystało na ateistę całkowicie bezmyślnie Cię pozdrawiam.
czes (4083 punktów)

>Z tego co napisałaś wynika, że katolik to jest w porządku człowiek. Katolik to nie byle kto.
>On jak już myśli, to myśli. [.................................................................................]

Andrzej, już dawno nie czytałem tak wspaniałej wypowiedzi. Szkoda, że zgodnie z regulaminem forum mogłem Ci dać tylko jeden plus. Miałem przednią zabawę, a uśmiałem się do łez.

Serdecznie Cię pozdrawiam.
Czesiek
webmaster (moderator)
Przenoszę część dyskusji na osobny wątek, za bardzo się rozrosła i odbiega od tematu tego wątku: www.racjonalista.pl/forum.php/s,136786
17-08-2008 19:56 
 Ocena 3 na 3
Zulka (2198 punktów)
>>Ateista bowiem nie jest w stanie zrozumieć, że 1 = 3, a tym samym 3 = 1, bo jak on ma to zrozumieć, skoro nie myśli. A dla katolika taka zależność jest nawet bardziej oczywista niż to, że 2 + 2 = 4, bo katolik myśli.

Andrzeju.
Twój post jest błyskotliwy i wyjątkowy.
Chcę tylko napomknąć na marginesie że moim zdaniem 1+1+1 może być równe 1 pod warunkiem że w równanie zamieszane będą liczby urojone
hi hi

pozdrawiam
12-10-2008 18:27 
 Ocena 1 na 1
Ofca (116 punktów)

>Z tego co napisałaś wynika, że katolik to jest w porządku człowiek. Katolik to nie byle kto.On jak już myśli, to myśli.

Andrzeju kochany! Uwielbiam Twoje "niemyślenie". Dawno sie tak nie uśmiałam.
"Niemyśl" więcej na tym forum proszę.

Pozdrawiam
12-10-2008 21:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Andrzeju kochany! Uwielbiam Twoje "niemyślenie". Dawno sie tak nie uśmiałam.
>"Niemyśl" więcej na tym forum proszę.

Za Twoją namową zastygnę w błogim niemyśleniu.
I tak z myśleniem miałem zawsze same kłopoty. Ono jest takie męczące!

Pozdrawiam również.
12-10-2008 18:18 
 Ocena 2 na 2
Ofca (116 punktów)

Hmm co prawda od napisania tego postu do którego się odwołuję minęło już z górką 4 miesiące, ale korciło mnie, żeby odpowiedzieć.

>Poza tym chrześcijanin może np. myśleć o tym w jaki sposób Bóg może istnieć w trzech osobach, a ateista to w życiu o tym nie pomyśli, bo nawet na to nie wpadnie, że coś takiego jak Trójca Św. może istnieć.

Ostatnio od mojej wierzącej koleżanki usłyszałam przypowieść o św. Augustynie i małym chłopcu przelewającym ocean (morze?) do dołka w piasku. Zaciekawiło mnie stwierdzenie chłopca, że prędzej on przeleje ocean (morze?) do tego dołka niż św. Augustyn zrozumie "tajemnicę trójcy świetej". Po co więc w ogóle marnować czas na myślenie o tym skoro nie ma to żadnego sensu. Jeżeli, jak twierdzą katolicy, ich bóg jest niepoznawalny i niezrozumiały dla ludzkiego umysłu to po kiego grzyba próbować? Natomiast nie rozumiem tutaj wywodu pani Teresy na temat myślenia ateisty o trójcy świętej. Z jakich powodów ateista miałby się zastanawiać nad tym "w jaki sposób Bóg może istnieć w trzech osobach" skoro nie wierzy nawet w jego istnienie. Musiałabym się chyba bardzo nudzić żeby myśleć jakim sposobem istnieje czarny śnieg (nie pobrudzony tylko czarny) skoro nie wierzę w istnienie takowego.

>A juz Katolik to może myśleć, np. o tym jak pogodzić ewolucję z biblijną nauką o stworzeniu, podczas gdy ateiści chyba przy tym wymiękają ( jesli jeszcze się wspomni o róznych gatunkach literackich w Biblii albo o o tym, ze Biblia to nie jest podręcznk przyrody to, to już normalnie jest koniec z ateistą).

Ateista może przykładowo odkrywać kolejne tajemnice naszego świata zamiast zastanawiać się jak to pogodzić z tym w co wierzy. Jakby tu nagiąć wierzenia, żeby pasowały do co raz to nowych odkryć naukowych.

Pozdrawiam wszystkich ateistów
roca
>Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...

Nie oczekuj tego ode mnie - nie jestem ateistą

>MY ATEIŚCI NIE MUSIMY KALKULOWAĆ CO NAM SIĘ BARDZIEJ OPŁACA.
>ZAMIAST WIERZYĆ ,MYŚLIMY.
>UCZ SIĘ SYNKU. MYŚLENIE MA PRZYSZŁOŚĆ !

Myślę, więc wierzę. Aha, nie jestem twoim synkiem. Mój tata nie pisze na tym forum.
czes (4083 punktów)
>... Myślę, więc wierzę. Aha, nie jestem twoim synkiem. Mój tata nie pisze na tym forum.
Proszę, przestań zaśmiecać nasze forum.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>>... Myślę, więc wierzę. Aha, nie jestem twoim synkiem. Mój tata nie pisze na tym forum.
>Proszę, przestań zaśmiecać nasze forum.
>
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.


Myślę, że bardziej zaśmiecają to forum ci, którzy mnie wyzywają od głupków, idiotów itp.

Nie chcesz ze mną rozmawiać - nie odpowiadaj, masz wolną wolę.
czes (4083 punktów)
>Myślę, że bardziej zaśmiecają to forum ci, którzy mnie wyzywają od głupków, idiotów itp.
"ci, którzy wyzywają" cię są u siebie "w domu" i to oni/ja uważają że zaśmiecasz ty!

>Nie chcesz ze mną rozmawiać - nie odpowiadaj, masz wolną wolę.
Nie chcę.
Ponieważ mam "wolną wolę", i jestem w "swoim domu", mówię ci żegnam.

Bez odbioru.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>Ponieważ mam "wolną wolę", i jestem w "swoim domu", mówię ci żegnam.Bez odbioru.

Jakoś pożegnać się nie możesz a może nie chcesz, może lubisz mieć ostatnie zdanie?
a co do domu, to jednak ta przenośnia jest chyba zbyt naciągnięta. To forum jest publiczne, a nie prywatne. Więc ten "dom" jest, ipso facto, publiczny

>
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.

czes (4083 punktów)
>>Ponieważ mam "wolną wolę", i jestem w "swoim domu", mówię ci żegnam.Bez odbioru.
>Jakoś pożegnać się nie możesz a może nie chcesz, może lubisz mieć ostatnie zdanie?
Poproś księdza o wytłumaczenie ci znaczenia słów; ŻEGNAM. BEZ ODBIORU.
Twoja namolność/upierdliwość przekracza wszelkie granice przyzwoitości.

>a co do domu, to jednak ta przenośnia jest chyba zbyt naciągnięta. To forum jest publiczne, a nie prywatne. Więc ten "dom" jest, ipso facto, publiczny
Nie interesuje mnie twoje "filozofowanie".
To jest forum racjonalistów/ateistów. Tylko dostęp do niego jest otwarty dla ludzi o różnych światopoglądach. Tak więc ja jestem u siebie, a ty jesteś gościem.

ŻEGNAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
BEZ ODBIORU !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
31-08-2007 16:21 
 Ocena 2 na 4
JATO (2644 punktów)
> Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...
I nie doczekasz się. Nie tu.
Pokój z Tobą, Synu.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Sławek
Dlaczego czekasz na wyzwiska? To nie forum jedynej słusznej rozgłośni.

Ja jestem sporo od ciebie starszy, ale jak byłem w twoim wieku, to też wierzyłem, byłem nawet ministrantem. Ty też jeśli będziesz się dużo uczył i starał się zrozumieć otaczający ciebie świat (a nie tyko chodził do szkoły czy na studia, bo mi papier potrzebny) to być może dojdziesz do podobnych wniosków na temat "bytów nadprzyrodzonych". Ale to wymaga ciekawości, pracy i samozaparcia. O wiele łatwiej jest bowiem przyjmować dogmaty serwowane przez ogół, a pójście pod prąd, często wbrew rodzinie, wymaga odwagi. No i co ważne, system nauczania w naszym kraju nie sprzyja kształtowaniu otwartych umysłów. Zainteresuj się naukami przyrodniczymi, zapoznaj z ich dorobkiem.

Jeżeli jeszcze nie czytałeś to koniecznie zajrzyj książki: "Krótka historia czasu" Stephena Hawkinga. To bardzo dobre wprowadzenie w świat nauki dla młodych ludzi i miejscami porusza także temat boga.
Jiima Arunsone, taoista
>Żal mi was, ateistów. Żyjecie bez nadziei na Życie po śmierci ciała...Logicznie rzecz biorąc to jeśli Bóg jest( w co wierze) i będziecie w niego wierzyć to zyskacie Życie Wieczne. Jeśli zaś go NIE ma i BĘDZIECIE w Niego wierzyć to NIC nie stracicie. I już wiadomo co się bardziej opłaca. Jestem świadom że w Kościele wiele rzeczy jest nie tak jak powinno , ale należy też zdawać sobie sprawę ,że gdy Chrystus przyjdzie na ziemie ponownie to ta instytucja nie będzie już potrzebna , bo jej zadaniem jest zastępowanie Chrystusa podczas Jego nieobecności.(cielesnej)
>Pozostaje mi mieć nadzieje , że się nawrócicie kiedyś(myślę , że jak tacy jak wy ateiści będą starzy ,to uwierzą...). Powiem tylko że ja mam 14 lat. Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...

Ech. Wierzysz, bo ci się to opłaca? To nie wiara, to interes. A podobno wielu z was oskarża o to Żydów...
Ja wierzę, chociaż nie w to samo co ty. Nie żałuję tych, którzy nie wierzą w nic. Szczerze mówiąc wątpię, czy tacy w ogóle istnieją, wiara jest częścią naszej natury, niezależnie od tego czy jest to dowód na istnienie istoty wyższej, czy ułomność naszego umysłu.
A twój żal podoba mi się najmniej w całej tej wypowiedzi. Młody jesteś, więc powinieneś mieć elastyczny umysł. Zastanów się więc, czy to naprawdę żal, czy pogarda. A jeśli pogarda, to czemu gardzisz tymi, których powinieneś kochać?
Zabawne jest też oczekiwanie na ataki i flame'y. Czy naczytałeś się o męczennikach i próbujesz jednym zostać tanim (bo nic fizycznie ci się nie stanie) kosztem? Twój bóg chyba tego nie policzy za męczeństwo
Niestety, tutaj wpisują się zwykle ludzie rozsądni, którzy nie postępują tak, jak ty. Jak posiadasz ukryte pragnienie bycia zmieszanym z błotem, wejdź na forum Frondy i zadeklaruj się jako ateista...
W skrócie to ciebie mi żal. I to bez cienia ironii i pogardy.
roca
>Ech. Wierzysz, bo ci się to opłaca? To nie wiara, to interes. A podobno wielu z was oskarża o to Żydów...

Tylko ateista wszystko ocenia po względem opłacalności. Ale ja nie jestem ateistą - więc proszę nie mierzyć mnie swoją miarą.

>A twój żal podoba mi się najmniej w całej tej wypowiedzi. Młody jesteś, więc powinieneś mieć elastyczny umysł. Zastanów się więc, czy to naprawdę żal, czy pogarda. A jeśli pogarda, to czemu gardzisz tymi, których powinieneś kochać?

Nprawdę zal mi tych ludzi - bo oni jednak chyba wierzą w to, że rozumem da się wszystko ogarnąć, a jednak to nieprawda. Żal mi ich jak człowieka, który myśląc, że ma rację podąża w stronę przepaści,

natomiast faktem jest, że gardzę takim życiem,które kończy się śmiercią. Jeżeli nie ma życia wiecznego, to wszelkie wysiłki, wszelkie starania na ziemii są bez sensu.

>Niestety, tutaj wpisują się zwykle ludzie rozsądni,
Dlaczego niestety?
> którzy nie postępują tak, jak ty. Jak posiadasz ukryte pragnienie bycia zmieszanym z błotem, wejdź na forum Frondy i zadeklaruj się jako ateista...

Nie jestem mochistą

>W skrócie to ciebie mi żal. I to bez cienia ironii i pogardy.

To prawdziwe uczucie, czy reakcja biechemiczna?
14-03-2009 12:53 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>... natomiast faktem jest, że gardzę takim życiem,które kończy się śmiercią.
To strzel sobie w łeb, im szybciej tym lepiej.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>>... natomiast faktem jest, że gardzę takim życiem,które kończy się śmiercią.
>To strzel sobie w łeb, im szybciej tym lepiej.
To nic nie da, Istnieje życie wieczne.

A póki co, namawianie do samobójstwa jest czynem karalnym. W tym państwie obowiązują jeszcze pewne zasady.

A poza tym prostota twojego rozwiązania ie odzwierciedla złożoności problemu.
czes (4083 punktów)
>>>... natomiast faktem jest, że gardzę takim życiem,które kończy się śmiercią.
>>To strzel sobie w łeb, im szybciej tym lepiej.
>To nic nie da, Istnieje życie wieczne.
No to strzel sobie w łeb! Będziesz żył wiecznie! Na co czekasz?!

>A póki co, namawianie do samobójstwa jest czynem karalnym. W tym państwie obowiązują jeszcze pewne zasady.
No to zgłoś sprawę do prokuratury! Na co czekasz?!

>A poza tym prostota twojego rozwiązania ie odzwierciedla złożoności problemu.
To złożony problem dla ciebie. Dla mnie to proste; nie ma roca na forum ale przeszedł do wieczności i zapewne jest szczęśliwy.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
MATEUSZ PASCHEK
>Żal mi was, ateistów. Żyjecie bez nadziei na Życie po śmierci ciała...Logicznie rzecz biorąc to jeśli Bóg jest( w co wierze) i będziecie w niego wierzyć to zyskacie Życie Wieczne. Jeśli zaś go NIE ma i BĘDZIECIE w Niego wierzyć to NIC nie stracicie. I już wiadomo co się bardziej opłaca. Jestem świadom że w Kościele wiele rzeczy jest nie tak jak powinno , ale należy też zdawać sobie sprawę ,że gdy Chrystus przyjdzie na ziemie ponownie to ta instytucja nie będzie już potrzebna , bo jej zadaniem jest zastępowanie Chrystusa podczas Jego nieobecności.(cielesnej)
>Pozostaje mi mieć nadzieje , że się nawrócicie kiedyś(myślę , że jak tacy jak wy ateiści będą starzy ,to uwierzą...). Powiem tylko że ja mam 14 lat. Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...

NIE BARDZO WIERZĘ,ŻE JESTEŚ PRAWDZIWYM CHRZEŚCIJANINEM. RACZEJ KATOLIKIEM PODDANYM PRANIU MÓZGU PRZEZ KSIEŻY I KATACHETÓW. RADZĘ CI ABYŚ ZACZĄŁ CZYTAĆ BIBLIĘ, A WTEDY ZROZUMIESZ DO CZEGO PROWADZI WIARA JAKĄ PROPAGUJE RZYMSKI KATOLICYZM.
roca
>NIE BARDZO WIERZĘ,ŻE JESTEŚ PRAWDZIWYM CHRZEŚCIJANINEM. RACZEJ KATOLIKIEM PODDANYM PRANIU MÓZGU PRZEZ KSIEŻY I KATACHETÓW. RADZĘ CI ABYŚ ZACZĄŁ CZYTAĆ BIBLIĘ, A WTEDY ZROZUMIESZ DO CZEGO PROWADZI WIARA JAKĄ PROPAGUJE RZYMSKI KATOLICYZM.
>

Biblię już przeczytałem i to nawet kika razy A swoją drogą, to ciekawe, jak ateista każe czytać Biblię.

A co do katolików - wyszło,ze nie jesteś ateistą, tylko antykatolikiem- a to dwie różne sprawy. Wolę jednak ateistę od antykatolika. Jeśli czytałeś Ewangelię, to pewnie wiesz dlaczego.
czes (4083 punktów)
>Biblię już przeczytałem i to nawet kika razy
Taaaaa, to się rzuca w oczy! Nawet "kika"!


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
kkruliczekk
Po pierwsze: stwierdzenie na które powołuje się wiekszość katolików brzmi pierwotnie tak:jeśli bedziesz wierzył w boga to stracisz jakies 80 lat, a jeśli nie będziesz wierzył to stracisz całą wieczność. Większość wierzących to stwierdzenie przekręca. Już Platon powiedział,że wierząc w boga coś tracimy. Ja myślę, że przede wszystkim pieniądze, mnóstwo pieniadzy, które ksiądz wyłudza od ludzi stosując różne sztuczki. Sama byłam świadkiem jak kilka lat temu ksiądz tuż przed zbieraniem na tacę powiedział ludziom "dziś zbieramy na ofiary powodzi". Ludzie wrzucali mnóstwo pieniędzy. A po mszy ksiądz powiedział: "dziękujemy za dary na kosciół. Dary na powodzian będą zbierane przy wyjściu z koscioła". Po drugie kosciół ma super mentalność w stylu,że nawet jak człowiek jest bardzo dobry i pomaga innym ludziom to i tak jeżeli nie jest chrzczony i nie chodzi do kościoła, nie modli sie, nie otrzyma zbawienia itp. (czt. innych gówien za darmo). Uważam że kościół jest dla ludzi którym nic w życiu sie nie udało dlatego ze są zbyt leniwi albo zbyt głupi żeby cokolwiek osiagnąć więc wymyslili sobie niebo, do którego pójda jak bedą co niedziele chodzić do koscioła i modlić się do niego co wieczór, a w tym niebie dostaną wszysko za darmo. Kiedys spytałam sie jednego księdza, co bedzie jezeli okaze sie zże te 80 lat to jest dla nas cała wiecznośc bo po smierci nic nie bedzie?? Powiedział mi że każdy z nas wie że jakac wieczność isnieje. Widac nie jestem każdy. Uważam że po smieci nie ma nic. I trzeba korzystac z tego co mamy teraz. I nie ma boga.
05-11-2007 14:37 
 Ocena 2 na 2
Karski (7 punktów)
Jestem tu po raz pierwszy. Uważam, że Bóg istnieje i jest miłością. Raczej marny ze mnie katolik, ale chcę być katolikiem. Tyle o mnie...Przeczytałem sporo postów - mam wrazenie , że na tym forum są ludzie poważni i odpowiedzialni. To, że się z Wami nie zgadzam nie przeszkadza mi Was szanować. Piszę to po to aby zrozumieć Wasz punkt widzenia. Zakładam, że posiadacie ogólną wiedzę o budowie wszechświata. Nurtuje mnie jedno pytanie. Czy ktoś z Was uważa, że materia z której zbudowany jest wszechświat /kosmos/ miała swój początek (tzn. że kiedyś jej nie było) czy też że nie było takiego momentu w dziajach świata,że jej nie było (czyli była zawsze)? Przeczytałem wiele książek na ten temat , w tym wszystkie (wydane po polsku) Weinberga i Hawkingsa, ale tam autorzy takiego poglądu nie zawarli. Nawet w książce "pierwsze 3 minuty" opis zaczyna się po upływie niewyobrażalnie małej jedniostki czasu, kiedy materia już istnieje i jest skupiona w jednym punkcie ( wobec czego, zgodnie z zasadą zachowania masy, ma niewyobrażalnie dużą masę (równą prawie obecnej masie wszechswiata). Nie szykuję żadnego podchwytliwego pytania. Chcę zrozumieć punkt widzenia osoby, która uznaje istnienie masy materii (wszechświata) a której nie nurtuje pytanie czy materia powstała czy była zawsze (ewentualnie w formie energi, bo to prawie to samo - upraszczając oczywiscie sprawę).Nie zdarzyło misie jeszcze powaznie o tym podyskutować, mam nadzieję, że ktoś podejmie temat. Nie jestem fizykiem - ot taki tam katolik, ale szanujacy bardzo i ateistów i rozum.
27-01-2008 00:19 
 Ocena 1 na 1
Wojtek (3465 punktów)
Jakże miło słyszeć na forum wyważone i tolerancyjne wypowiedzi ludzi będących katolikami. Jakże przykro, że tak rzadko. Nawiązując do Pańskiego pytania o materię - dyskutowałem niegdyś z pewnym dość otwartym człowiekiem, między innymi na ten temat. Może dyskusja nie była wysokich, intelektualnie, lotów, niemniej zapraszam do jej przejrzenia - TUTAJ .

Serdecznie pozdrawiam
zachaj (5239 punktów)
>Jestem tu po raz pierwszy. Uważam, że Bóg istnieje i jest miłością. Raczej marny ze mnie katolik, ale chcę być katolikiem. Tyle o mnie............... Chcę zrozumieć punkt widzenia osoby, która uznaje istnienie masy materii (wszechświata) a której nie nurtuje pytanie czy materia powstała czy była zawsze (ewentualnie w formie energi, bo to prawie to samo - upraszczając oczywiscie sprawę).Nie zdarzyło misie jeszcze powaznie o tym podyskutować, mam nadzieję, że ktoś podejmie temat. Nie jestem fizykiem - ot taki tam katolik, ale szanujacy bardzo i ateistów i rozum.
>
Odpowiedź:
Z tego co pisal Hawking wiem ze istnieje cos takiego jak "kosmiczna cenzura" i tak naprawde czas dla nas rozpoczyna sie od wielkiego wybuchu.chwile przed wielkim wybuchem wszechswiat znajdowal sie w nieskonczenie malym punkcie i mial nieskonczenie wielka mase.gdy takie parametry opisuja punkt, w punkcie tym jakiekolwiek prawa fizyki czy astrofizyki załamuja sie.dlatego wszystko co miało miejsce przed wielkim wybuchem nie ma dla nas znaczenia, wszystko co miało miejsce wcześniej kończy sie w raz z powstaniem tego punktu."kosmiczna cenzura" mówi nam ze nie mozemy badać tego osobliwego punktu, cenzura uniemożliwia nam wgląd w te wydarzenia dlatego przypisujemy temu punktowi poczatek czasu i nie rozpatrujemy zdarzeń poprzedzających.idąc dalej naukowcy nie rozpatrują czy istniała materia czy tez energia wcześniej.moze źle sie wyrazilem... rozaptrują ale jest to czysto hipotetyczne i nie do sprawdzenia.podobna cenzura obejmuje punkt osobliwy w czarnych dziurach.To mój punkt widzenia.dziekuje
28-01-2009 10:14 
 Ocena 3 na 3
Bartek Górecki (1514 punktów)
>>Chcę zrozumieć punkt widzenia osoby, która uznaje istnienie masy materii (wszechświata) a której nie nurtuje pytanie czy materia powstała czy była zawsze...

>Z tego co pisal Hawking wiem ze istnieje cos takiego jak "kosmiczna cenzura" i tak naprawde czas dla nas rozpoczyna sie od wielkiego wybuchu.chwile przed wielkim wybuchem wszechswiat znajdowal sie w nieskonczenie malym punkcie i mial nieskonczenie wielka mase.

Hawking do spółki z niejakim Penrose opracowali formalizm matematyczny, który eliminuje te nieskończoności i sprowadza Wielki Wybuch i czarne dziury do uproszczenia, że nie ma sensu mówić o tym co było przed Wielkim Wybuchem, tak jak nie można iść dalej na północ od bieguna północnego.

>"kosmiczna cenzura" mówi nam ze nie mozemy badać tego osobliwego punktu, cenzura uniemożliwia nam wgląd w te wydarzenia dlatego przypisujemy temu punktowi początek czasu i nie rozpatrujemy zdarzeń poprzedzających.idąc dalej naukowcy nie rozpatrują czy istniała materia czy tez energia wcześniej.

Do tego można dodać fakt, że nie jesteśmy w stanie obejrzeć Wszechświata teleskopami na odległość większą niż 13,4 mld lat świetlnych, bo na tyle lat szacuje się czas od Wielkiego Wybuchu, a żadna informacja nie może poruszać się szybciej od prędkości światła. Uściślając sprawę ta obserwowalna długość jest nawet krótsza, bo w początkowym okresie Wszechświat był na tyle gorący, że nie pozwalał fotonom na swobodne podróżowanie.

Ale wracając do kwestii (a)teizmu: nauka prawdopodobnie nigdy nie osiągnie stanu Wszechwiedzy o Wszechświecie i zawsze będzie jakieś niezbadane pole, w którym można "ukryć" takiego czy innego boga - tylko po co to robić?

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
roca
>Hawking do spółki z niejakim Penrose opracowali formalizm matematyczny, który eliminuje te nieskończoności i sprowadza Wielki Wybuch i czarne dziury do uproszczenia, że nie ma sensu mówić o tym co było przed Wielkim Wybuchem, tak jak nie można iść dalej na północ od bieguna północnego.

Sprawa bieguna i wielkiego wybuchu to dwie różne sprawy. Jeśli chodzi o biegun, to tam dochodzimy do namacalnego końca jednego kierunku drogi. Ale droga się nie kończy, tylko idzie dalej, choć w innym kierunku. natomiast wielki wybuch nie jest takim punktem. przed nim zawsze się znajdzie inny punkt, a przed tamtym jeszcze inny.

>nie ma sensu mówić o tym co było przed Wielkim Wybuchem
Jeśli się odrzuca istnienie Boga, to rzeczywiście, jest to najbardziej uczciwe podejście. jednak nie zmienia to faktu, że nie jest to rozwiązanie problemu, tylko jego ominięcie.

>Ale wracając do kwestii (a)teizmu: nauka prawdopodobnie nigdy nie osiągnie stanu Wszechwiedzy o Wszechświecie i zawsze będzie jakieś niezbadane pole, w którym można "ukryć" takiego czy innego boga - tylko po co to robić?

Zauważ, że tego pola nauka nigdy nie zbada. Zawsze będzie jakiś punkt przed. I w tym właśnie miejscu "ukrycie" Pana Boga daje jedyną sensowną odpowiedź na pytanie: co było przed wielkim wybuchem?
Kreacjonizm i teoria wielkiego wybuchu nie kłócą się, ale uzupełniają.
16-03-2009 01:09 
 Ocena 1 na 1
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Sprawa bieguna i wielkiego wybuchu to dwie różne sprawy. Jeśli chodzi o biegun, to tam dochodzimy do namacalnego końca jednego kierunku drogi. Ale droga się nie kończy, tylko idzie dalej, choć w innym kierunku. natomiast wielki wybuch nie jest takim punktem. przed nim zawsze się znajdzie inny punkt, a przed tamtym jeszcze inny.

Przed Bogiem też.

>Jeśli się odrzuca istnienie Boga, to rzeczywiście, jest to najbardziej uczciwe podejście. jednak nie zmienia to faktu, że nie jest to rozwiązanie problemu, tylko jego ominięcie.

Powiedzenie "przed Bogiem nic nie było" też jest ominięciem problemu. Takim samym.

>Zauważ, że tego pola nauka nigdy nie zbada. Zawsze będzie jakiś punkt przed. I w tym właśnie miejscu "ukrycie" Pana Boga daje jedyną sensowną odpowiedź na pytanie: co było przed wielkim wybuchem?
>Kreacjonizm i teoria wielkiego wybuchu nie kłócą się, ale uzupełniają.

A co było przed Bogiem? Jeśli nic, to przed WW też mogło być "nic".
Jeśli Bóg może być wiecznie, to równie dobrze wszechświat może.

Jest na tym forum wątek "czy nauka uczyniła Boga zbędnym?" czy jakoś tak. Poczytaj.
Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
roca
>>Sprawa bieguna i wielkiego wybuchu to dwie różne sprawy. Jeśli chodzi o biegun, to tam dochodzimy do namacalnego końca jednego kierunku drogi. Ale droga się nie kończy, tylko idzie dalej, choć w innym kierunku. natomiast wielki wybuch nie jest takim punktem. przed nim zawsze się znajdzie inny punkt, a przed tamtym jeszcze inny.
>Przed Bogiem też.

Gdyby Bóg był bytem, którego istnienie byłoby zależne od czegoś/kogoś,to tak. Ale ponieważ jest bytem najdoskonalszym, którego istotą jest istnienie, dlatego przed Bogiem (ani za nim) nie ma nic. Obecnie mówi się dużo o początku świata, Ale świat nie jest perpetuum mobile, i kiedyś to wszystko się rozpadnie, pytanie jest co pozostanie po tym?, Kolejne pytanie, co jest poza granicą świata materialnego?
>Jeśli Bóg może być wiecznie, to równie dobrze wszechświat może.

Pytanie, które tu trzeba zadać -dlaczego? Bóg ma istnienie w sobie, więc może. Istnienie świata materialny zaś składa się z bytów, które nie są wieczne. I dlatego świat nie może trwać wiecznie.

>Jest na tym forum wątek "czy nauka uczyniła Boga zbędnym?" czy jakoś tak. Poczytaj.

Zajrzę.

>Adam
>
Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.

16-03-2009 14:07 
 Ocena 1 na 1
Pan Tau (1237 punktów)
roca:
Gdyby Bóg był bytem, którego istnienie byłoby zależne od czegoś/kogoś,to tak.
Ale ponieważ jest bytem najdoskonalszym, którego istotą jest istnienie, dlatego przed Bogiem (ani za nim) nie ma nic.
[...]
Kolejne pytanie, co jest poza granicą świata materialnego?

1. Co to znaczy byt najdoskonalszy?
2. Co to znaczy, że istotą [Boga] jest istnienie?
3. Na jakiej podstawie twierdzisz, że Bóg/stwórca wszechświata jest bytem najdoskonalszym?
4. Dlaczego "świat materialny" miałby mieć jakąś granicę? I co by nią było, gdyby miał?


"Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy
i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych."

Św. Augustyn
roca
>1. Co to znaczy byt najdoskonalszy?
Jest to byt doskonalszy od wszystkich innych bytów, a przy tym tak doskonały, że nie może być doskonalszego bytu od niego.
>2. Co to znaczy, że istotą [Boga] jest istnienie?
Istota bytu jest to jego cecha konstytucyjna, która odróżnia go od innych bytów. Jeżeli istotą jakiegoś bytu jest istnienie, to znaczy, ze to istnienie odróżnia go od innych bytów. Zauważ, że wszystkie (poza Bogiem) byty są nazwijmy to "przygodne", tzn. ich istnienie nie jest konieczne (te byty nie muszą istniec, one tylko mogą istnieć) i ma swoje graniece. Aby zaistniały, musi je ktoś, lub cos powołać do istnienia. Nie daje to jednak gwarancji, ze te byty będą odtąd trwały wiecznie. wszystko na ziemi ma swój kres.
Byt, którego istotą jest istnienie nie potrzebuje kogoś, czegoś, kto zainicjuje jego istnienie, albowiem ten byt istnienie ma w sobie. Nazwijmy ten byt dla wygody po prostu ISTNIENIEM Teraz są tego konkretne następstwa:

Ponieważ wszystkie inne byty są "przygodne", musiał istnieć byt, który powołał przynajmniej pierwszy byt "przygodny".
Musiał to być byt, który już istniał, bo inaczej nie byłby pierwszym "powoływaczem"
Dalej idąc, każdy kolejny byt, jeśli nie w bezpośredni, to już na pewno w pośredni sposób zależy od istnienia tego ISTNIENIA. A zatem wszystkie byty zależą od ISTNIENIA.

Byty przygodne , ich pojawianie się i znikanie/umieranie/zdychanie itp. powoduje, ze odczuwamy czas i podlegamy czasowi. Można powiedzieć, ze jednostki czasu są miarą życia poszczególnych bytów "przygodnych".
Zaś byt, którego istotą jest istnienie, który zawsze istniał, istnieje i będzie istniał jest poza czasem, bo nie ma takiej jednostki czasu, która zmierzyła by długość jego życia. Dlatego, patrząc z perspektywy tego szczególnego bytu, u niego nie ma nigdy czegoś takiego, jak "byłem", czy "będę", u niego zawsze i ciągle jest "jestem".

>3. Na jakiej podstawie twierdzisz, że Bóg/stwórca wszechświata jest bytem najdoskonalszym?

Powiem trochę z innej strony. Ja ten byt najdoskonalszy nazywam Bogiem.
A uważam ten byt za najdoskonalszy, ponieważ od niego zależą wszystkie inne byty. Popatrz, jeżeli z każdego bytu wyłączymy ich istnienie, to te byty znikają, i mamy stan sprzed powstania świata. Pomijam tu już fakt, ze Bóg sam objawił, ze jest ISTNIENIEM na kartach ST, i ciągle objawia swoją obecność.

>4. Dlaczego "świat materialny" miałby mieć jakąś granicę? I co by nią było, gdyby miał?

Hmm, to jest raczej "wasz" argument. Na pewnej stronie (niestety, zapomniałem zrobić sobie zakładkę a teraz nie mogę znaleźć tej strony) odnalazłem taki artykuł który "popełnił" ktoś z waszego środowiska, i tam było napisane, że naukowcy (nie wiem w jaki sposób) zmierzyli czas od powstania świata, a dodając do tego założenie, że nie może on się rozprzestrzeniać z prędkością większą do prędkości światła, można w przybliżeniu podać liczbę lat świetlnych,która określała by,jak zrozumiałem odległość chyba naszą od granic wszechświata.

Ale jeżeli świat jest nieskończony (taką sugestię wyczuwam w twoim pytaniu), to jak to rozumiesz? co w nim jest nieskończonego? (Bo ja tu widzę parę koncepcji, ale jeszcze dogłębniej się nad tym nie zastanawiałem).

Mi się wydaje, że skoro w pewnym momencie zaczął istnieć, to już w tym punkcie jest w jakiś sposób ograniczony. Zawsze można powiedzieć, że jest to jakaś granica, w tym przypadku, granica czasowa.

Jak miałaby wyglądać obecna granica wszechświata?

Jeżeli przyjmiemy, ze wszechświat się rozszerza i jest to materia rozproszona w próżni, to granicę wszechświata wyznaczałyby te fragmenty materii, które są najbardziej oddalone od siebie.
17-03-2009 00:56 
 Ocena 3 na 3
jad11 (18783 punktów)

>Byt, którego istotą jest istnienie nie potrzebuje kogoś, czegoś, kto zainicjuje jego istnienie, albowiem ten byt istnienie ma w sobie. Nazwijmy ten byt dla wygody po prostu ISTNIENIEM Teraz są tego konkretne następstwa:
>Ponieważ wszystkie inne byty są "przygodne", musiał istnieć byt, który powołał przynajmniej pierwszy byt "przygodny".
>Musiał to być byt, który już istniał, bo inaczej nie byłby pierwszym "powoływaczem"
>Dalej idąc, każdy kolejny byt, jeśli nie w bezpośredni, to już na pewno w pośredni sposób zależy od istnienia tego ISTNIENIA. A zatem wszystkie byty zależą od ISTNIENIA.
>Byty przygodne , ich pojawianie się i znikanie/umieranie/zdychanie itp. powoduje, ze odczuwamy czas i podlegamy czasowi. Można powiedzieć, ze jednostki czasu są miarą życia poszczególnych bytów "przygodnych".
>Zaś byt, którego istotą jest istnienie, który zawsze istniał, istnieje i będzie istniał jest poza czasem, bo nie ma takiej jednostki czasu, która zmierzyła by długość jego życia. Dlatego, patrząc z perspektywy tego szczególnego bytu, u niego nie ma nigdy czegoś takiego, jak "byłem", czy "będę", u niego zawsze i ciągle jest "jestem".
>>3. Na jakiej podstawie twierdzisz, że Bóg/stwórca wszechświata jest bytem najdoskonalszym?
>Powiem trochę z innej strony. Ja ten byt najdoskonalszy nazywam Bogiem.
>A uważam ten byt za najdoskonalszy, ponieważ od niego zależą wszystkie inne byty. Popatrz, jeżeli z każdego bytu wyłączymy ich istnienie, to te byty znikają, i mamy stan sprzed powstania świata. Pomijam tu już fakt, ze Bóg sam objawił, ze jest ISTNIENIEM na kartach ST, i ciągle objawia swoją obecność.
>>4. Dlaczego "świat materialny" miałby mieć jakąś granicę? I co by nią było, gdyby miał?

Sporo wysiłku umysłowego musiało Cię to kosztować. Zanim to wszytko sobie wytłumaczyłeś.
Szkoda, że wszystko na nic...


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
roca
>Szkoda, że wszystko na nic...
Tak Ci się tylko wydaje.

"Contra factum nulla argumentum".
17-03-2009 12:09 
 Ocena 4 na 4
Bartek Górecki (1514 punktów)
Dobra, troll nakarmiony, wystarczy!
Bo nam biedak jeszcze gotów za dużo poczytać i zgrzeszyć. Bo w końcu "Pan stworzył piekło dla dociekliwych"


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
17-03-2009 18:58 
 Ocena 2 na 2
Pan Tau (1237 punktów)
roca:
[byt najdoskonalszy] jest to byt doskonalszy od wszystkich innych bytów, a przy tym tak doskonały, że nie może być doskonalszego bytu od niego.

Co to jest doskonałość bytu?
Jak można ją zdefiniować, zmierzyć i porównać?

roca:
Istota bytu jest to jego cecha konstytucyjna, która odróżnia go od innych bytów. Jeżeli istotą jakiegoś bytu jest istnienie, to znaczy, ze to istnienie odróżnia go od innych bytów.
Zauważ, że wszystkie (poza Bogiem) byty są nazwijmy to "przygodne", tzn. ich istnienie nie jest konieczne (te byty nie muszą istniec, one tylko mogą istnieć) i ma swoje graniece. Aby zaistniały, musi je ktoś, lub cos powołać do istnienia.

A czy czasem w filozofii nie jest tak, że każdy byt definiujemy za pomocą pary pojęć: istoty i istnienia?
Istota jest specyfikacją danego bytu, a istnienie jest faktem bycia tego, co specyfikuje istota.
Jeśli twierdzimy, że istota jakiegoś bytu jest jest istnieniem, to w rezultacie otrzymujemy byt, o którym możemy powiedzieć tylko i wyłącznie, że istnieje - istnienie jest zatem jego jedynym atrybutem. Ale przecież zdecydowana większość osób wierzących w istnienie Boga twierdzi, że ma on ich znacznie więcej. Czy tu nie ma czasem sprzeczności?

roca:
[...] Byt, którego istotą jest istnienie nie potrzebuje kogoś, czegoś, kto zainicjuje jego istnienie, albowiem ten byt istnienie ma w sobie. Nazwijmy ten byt dla wygody po prostu ISTNIENIEM Teraz są tego konkretne następstwa:
Ponieważ wszystkie inne byty są "przygodne", musiał istnieć byt, który powołał przynajmniej pierwszy byt "przygodny".
Musiał to być byt, który już istniał, bo inaczej nie byłby pierwszym "powoływaczem"

Dlaczego istnienie nie może być istotą wszechświata?
Dlaczego byt konieczny może być tylko jeden?

roca:
[...] Byty przygodne, ich pojawianie się i znikanie/umieranie/zdychanie itp. powoduje, ze odczuwamy czas i podlegamy czasowi. Można powiedzieć, ze jednostki czasu są miarą życia poszczególnych bytów "przygodnych".
Zaś byt, którego istotą jest istnienie, który zawsze istniał, istnieje i będzie istniał jest poza czasem, bo nie ma takiej jednostki czasu, która zmierzyła by długość jego życia. Dlatego, patrząc z perspektywy tego szczególnego bytu, u niego nie ma nigdy czegoś takiego, jak "byłem", czy "będę", u niego zawsze i ciągle jest "jestem".

Czy pojęcie istnienia ma sens w oderwaniu od pojęcia czasu i przestrzeni (albo następstwa zdarzeń i zmiana stanu)? Bo bez możliwości zmiany stanu nie ma mowy o możliwości stworzenia nawet pierwszego bytu przygodnego - mielibyśmy wówczas przynajmniej dwa stany: początkowy "pierwszy byt przygodny nie istnieje" i kolejny "pierwszy byt przygodny istnieje". To już jest czas.

roca:
[...] Powiem trochę z innej strony. Ja ten byt najdoskonalszy nazywam Bogiem. [...]

W takim razie uściślę pytanie.
Załóżmy, że wszechświat rzeczywiście został stworzony przez jakąś istotę, nazwijmy ją "Bogiem A".
Skąd wiesz, że to właśnie ona bytem najdoskonalszym?
Skąd wiesz, czy nie istnieje jej jeszcze doskonalszy stwórca, (nazwijmy go "Bogiem B"), nad którym istnieje kolejny, jeszcze doskonalszy stwórca (nazwijmy go "Bogiem C") itd.?
Czy możemy być pewni, że ten łańcuch się nigdy nie kończy?
A jeśli kończy się na jakiejś istocie najdoskonalszej (nazwijmy ją "Bogiem Omega"), jak uargumentujesz swoje przekonanie, że "Bóg A" = "Bóg Omega"?

roca:
[...]Ale jeżeli świat jest nieskończony (taką sugestię wyczuwam w twoim pytaniu), to jak to rozumiesz? co w nim jest nieskończonego? [...] Mi się wydaje, że skoro w pewnym momencie zaczął istnieć, to już w tym punkcie jest w jakiś sposób ograniczony. Zawsze można powiedzieć, że jest to jakaś granica, w tym przypadku, granica czasowa.
[...]
Jeżeli przyjmiemy, ze wszechświat się rozszerza i jest to materia rozproszona w próżni, to granicę wszechświata wyznaczałyby te fragmenty materii, które są najbardziej oddalone od siebie.

A czy wszechświat nie może być zarówno skończony jak i nieograniczony?


"Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy
i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych."

Św. Augustyn
roca
>Co to jest doskonałość bytu?
>Jak można ją zdefiniować, zmierzyć i porównać?

Powiedzmy to tak: Byt jest to coś, co istnieje. a zatem im więcej istnienia w tym bycie, tym bardziej byt jest bytem, czyli tym bardziej jest doskonały. Im bardziej istnienie danego bytu zależy od innych bytów, tym bardziej jest on niedoskonały jako byt. (Oczywiście pomijamy tu kwestie moralne, bo czym innym jest doskonałość w sensie moralnym, a czym innym w sensie bytowym).

>A czy czasem w filozofii nie jest tak, że każdy byt definiujemy za pomocą pary pojęć: istoty i istnienia?

Owszem, jest to jedno ze złożeń bytowych. Ale w przypadku Absolutu to się akurat pokrywa W Absolucie - Bycie najdoskonalszym istota i istnienie jest tym samym. jest to jedyny byt wolny od złożeń bytowych. W ISTNIENIU (jak Go nazwałem wcześniej) to samo dotyczy innych złożeń bytowych.

>Istota jest specyfikacją danego bytu, a istnienie jest faktem bycia tego, co specyfikuje istota.
>Jeśli twierdzimy, że istota jakiegoś bytu jest jest istnieniem, to w rezultacie otrzymujemy byt, o którym możemy powiedzieć tylko i wyłącznie, że istnieje - istnienie jest zatem jego jedynym atrybutem. Ale przecież zdecydowana większość osób wierzących w istnienie Boga twierdzi, że ma on ich znacznie więcej. Czy tu nie ma czasem sprzeczności?

Nie. Istota to jest cecha konstytutywna, ale nie oznacza, że jest to jego cecha jedyna. Np. kula może być drewniana, metalowa, szklana, gorąca (w piekarniku), smaczna (np ciastko w formie kuli), kolorowa itd., ale zawsze powiemy o tym kula, ponieważ ma kształt kuli i jest wypełniona w środku. Okrągłość kuli nie jest jej jedyną cechą, ale jest z nich wszystkich najważniejszą.

>roca:
[...] Byt, którego istotą jest istnienie nie potrzebuje kogoś, czegoś, kto zainicjuje jego istnienie, albowiem ten byt istnienie ma w sobie. Nazwijmy ten byt dla wygody po prostu ISTNIENIEM Teraz są tego konkretne następstwa:
>Ponieważ wszystkie inne byty są "przygodne", musiał istnieć byt, który powołał przynajmniej pierwszy byt "przygodny".
>Musiał to być byt, który już istniał, bo inaczej nie byłby pierwszym "powoływaczem"

>Dlaczego istnienie nie może być istotą wszechświata?

To, co nazywamy wszechświatem jest po prostu w mniejszym, lub większym stopniu uprządkowaną materią. A materia nie jest wieczna. Każdy materialny byt ma swój początek i koniec. Jeżeli zatem każdy fragment materii/wszechswiata nie jest wieczny Świat to nie jest perpetuum mobile. Obserwując rózne procesy zachodzące w przyrodzie zauważamy, ze wszystko dotąd się "kręci", dokąd starczy energii. Ale nawet największe zapasy energii kiedyś się muszą skończyć.

>Dlaczego byt konieczny może być tylko jeden?

Byt konieczny, to byt najdoskonalszy, a najdoskanalszy może być tylko jeden. Byt najdoskonalszy jest także w tym aspekcie najdoskonalszy, że on sam jest warunkiem koniecznym i wystarczającym jednocześnie do istnienia bytu przygodnego. I teraz rodzi to takie konsekwencje, ze gdyby :
A - dany byt przygodny potrzebował dwóch, czy więcej bytów "najdoskonalszych" do istnienia, to żaden tych "najdoskonalszych" taki by nie był, bo nie byłby spełniony ten warunek, ze Byt najdoskonalszy jest jdnocześnie warunkiem koniecznym i wystarczającym do istnienia tego przygodnego bytu. A więc te byty "najdoskonalsze" miałyby pewną ułomność, niedoskonałość. A nie moze byc niedoskonałości w bycie w najdoskonalszym.

B - zakładamy, ze część bytów zależy od SUPERBYTU A, cześć od SUPERBYTU B. CO to oznacza, że np. SUPERBYT A nie ma kontroli nad jakimiś bytami, a zatem nie jest konieczny I to tez jest niedoskonałość.

C - zakładamy, ze wszystkie byty zależą od SUPERBYTU A, a SUPERBYT B istnieje sam dla siebie. W takim razie SUPERBYT A jest doskonalszy od SUPERBYTU B, bo od A zalezy wszystko, a od B nic.a zatem SUPERBYT B znów nie jest konieczny. A jak mawiał pan Ockham, nie należy mnożyć bytów bez potrzeby. I ta zasada ma bardzo życiowe zastosowanie
roca
>Czy pojęcie istnienia ma sens w oderwaniu od pojęcia czasu i przestrzeni (albo następstwa zdarzeń i zmiana stanu)?

na tym polega superistnienie -istnienie, które nie ma początku, ani końca. ISTNIENIE jako byt najdoskonalszy, nie ma w sobie żadnych złożeń, a więc nic, co mogłoby się w Nim zmienić.

Zależy, co rozumiemy przez przestrzeń. Ja bym powiedział, ze wszystkie byty przygodne istnieją w przestrzeni bytowej ISTNIENIA, co znowu nie oznacza, że są one w ISTNIENIU tak jak klocki w pudełku. Przestrzeń, jakby jej nie definiować jest bytem przygodnym i zależy od ISTNIENIA, a nie ISTNIENIE od przestrzeni. A zatem to ISTNIENIE sprawia przestrzeń, w której sa umieszczone pozostałe byty.

>Bo bez możliwości zmiany stanu nie ma mowy o możliwości stworzenia nawet pierwszego bytu przygodnego - mielibyśmy wówczas przynajmniej dwa stany: początkowy "pierwszy byt przygodny nie istnieje" i kolejny "pierwszy byt przygodny istnieje". To już jest czas.

To jest właśnie taka ciekawa sprawa, ze ponieważ istnienie w ISTNIENIU jest nieograniczone dlatego ISTNIENIE może dać istnienie innym bytom nic na tym nie tracą. A skoro nic nie traci, dlatego dalej nie zachodzi w NIM żadna zmiana. czas zaczyna się dla bytu przygodnego. Z tym, ze trzeba zauważyć, ze czas tez jest bytem, i to bytem przygodnym. A zatem to czas zależy od ISTNIENIA, a nie ISTNIENIE od czasu Po prostu inne jest "odczuwanie" czasu u ISTNIENIA, a inne u nas, bytów przygodnych. jako byty przygodne i niedoskonałe nie jesteśmy w stanie ogarnąć tego, co jest doskonalsze od nas. Myślę, że dobrym przykładem - ilustracją różnicy pojmowania czasu jest zdanie ze ST:
[cytat=Biblia}Jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień[/cytat]
Oczywiście nie należy brać dosłownie, liczbowo. Można to próbować tłumaczyć w taki np. sposób, że ISTNIENIE przez całą wieczność udziela nam pewnej dawki istnienia, która starcza nam na powiedzmy 100 lat życia licząc w naszych jednostkach czasu. A z drugiej strony ISTNIENIE całą naszą egzystencję "odczuwa" jako aktualną chwilę. To tłumaczenie, ten model z pewnością nie jest doskonały, bo jak już wcześniej wspomniałem, jesteśmy mniej doskonali od ISTNIENIA i nie jesteśmy Go w stanie "rozpracować", co nie znaczy, ze nic nie możemy powiedzieć.

>W takim razie uściślę pytanie.
>Załóżmy, że wszechświat rzeczywiście został stworzony przez jakąś istotę, nazwijmy ją "Bogiem A".
>Skąd wiesz, że to właśnie ona bytem najdoskonalszym?
>Skąd wiesz, czy nie istnieje jej jeszcze doskonalszy stwórca, (nazwijmy go "Bogiem B"), nad którym istnieje kolejny, jeszcze doskonalszy stwórca (nazwijmy go "Bogiem C") itd.?
>Czy możemy być pewni, że ten łańcuch się nigdy nie kończy?

Ten łańcuch się kończy na pierwszej przyczynie, czyli na ISTNIENIU, które od niczego i nikogo nie zależy.

>A jeśli kończy się na jakiejś istocie najdoskonalszej (nazwijmy ją "Bogiem Omega"),

W tym łańcuchu nie widzę jakiejś wielkiej sprzeczności. Ten BÓG OMEGA jest w tym wypadku tym ABSOLUTEM i ISTNIENIEM. A przecież nigdzie nie jest powiedziane, że ISTNIENIE daje istnienie w sposób całkowicie bezpośredni, bez udziału innych bytów. dlatego kreacjonizm nie kłóci się z teorią ewolucji. Kreacjonizm, mówi, ze Bóg dał początek stworzeniu. Ale nie mówi w jaki sposób tego dokonał. To już nie jest przedmiotem badań teologów, czy filozofów tylko przyrodników. a póki co, nie znamy jakichś istot wyższych (doskonalszych) od nas, mniej doskonałych od BOGA, które brały czy biorą udział w stwarzaniu.

>jak uargumentujesz swoje przekonanie, że "Bóg A" = "Bóg Omega"?

Powiem tak, to co nazwałeś Bogiem A dla mnie nie jest Bogiem, ponieważ nie jest to w tym wypadku byt najdoskonalszy. jest jeden z wielu bytów przygodnych. W przyrodzie istnieje wiele takich bytów "pośrednich" jak np. człowiek. Ja Bogiem , nazywam tylko ISTNIENIE czyli ten BYT NAJDOSKONALSZY.

>A czy wszechświat nie może być zarówno skończony jak i nieograniczony?

Masz na myśli coś takiego jak półprosta, czy półprzestrzeń w matematyce?

Myślę, że to czy jest możliwa taka półnieograniczoność świata zależy od tego, jak długo będzie podtrzymywany w istnieniu. Wtedy np. mógłby mieć początek, a nie mieć końca. Kaidy element wszechświata jest zależny od ISTNIENIA. A tego ile jest tych fragmentów wszechświata "zaplanowanych", nie wiemy.
23-03-2009 15:17 
 Ocena 2 na 2
Pan Tau (1237 punktów)
roca:
Powiedzmy to tak: Byt jest to coś, co istnieje. a zatem im więcej istnienia w tym bycie, tym bardziej byt jest bytem, czyli tym bardziej jest doskonały. Im bardziej istnienie danego bytu zależy od innych bytów, tym bardziej jest on niedoskonały jako byt.

1. W jaki sposób zmierzyć stopień zależności istnienia dowolnego bytu od jakiegokolwiek innego? Na przykład: kamień, drzewo, meteoryt, galaktyka , Wszechświat - jaki stopień doskonałości ma każdy z tych bytów i w jaki sposób go ustalasz?
2. Czy stopień zależności od innych bytów jest jedyną miarą ich doskonałości?

roca:
[...] Istota to jest cecha konstytutywna, ale nie oznacza, że jest to jego cecha jedyna. [...]

3. Właśnie takie cechy miałem na myśli - czy pojęcie Boga ma sens bez atrybutów typu wszechmoc czy wszechwiedza? Czy to, między innymi, nie są jego cechy konstytutywne?
4. A jeśli jego istotą jest jedynie istnienie, to i nie może mieć żadnych innych. Cóż wówczas możemy powiedzieć o takim hipotetycznym bycie? Czy nie jest jedynie bezwolnym wypełniaczem, takim metafizycznym eterem nie mającym żadnego (poza byciem pierwszą przyczyną) znaczenia dla wszystkich pozostałych bytów?

roca:
[...] materia nie jest wieczna. Każdy materialny byt ma swój początek i koniec. Jeżeli zatem każdy fragment materii/wszechswiata nie jest wieczny Świat to nie jest perpetuum mobile. Obserwując rózne procesy zachodzące w przyrodzie zauważamy, ze wszystko dotąd się "kręci", dokąd starczy energii. Ale nawet największe zapasy energii kiedyś się muszą skończyć. [...]

5. Skąd wiadomo, że każdy byt materialny ma swój początek i koniec?
6. Co to znaczy, że energia się wyczerpuje? Czy niknie? Energia może się przenosić z jednego układu do innego, ale chyba nie może znikać?

roca:
[...] Byt najdoskonalszy jest także w tym aspekcie najdoskonalszy, że on sam jest warunkiem koniecznym i wystarczającym jednocześnie do istnienia bytu przygodnego. [...]

7. Nie rozumiem. Dlaczego ich spełnienie jest warunkiem doskonałości bytu? Wcześniej wspominałeś tylko o stopniu uzależnienia od innych bytów.

roca:
[...] na tym polega superistnienie -istnienie, które nie ma początku, ani końca. ISTNIENIE jako byt najdoskonalszy, nie ma w sobie żadnych złożeń, a więc nic, co mogłoby się w Nim zmienić. [...]

8. Tylko czy istnienie jest możliwe poza czasem? Istnienie to przecież uporządkowany ciąg zdarzeń dotyczących danego bytu, czyli mówiąc inaczej jego czas. Jeśli więc mówimy, że nie ma czasu, to nie ma też owego ciągu zdarzeń. Mówiąc inaczej - nie ma istnienia.

roca:
Bo bez możliwości zmiany stanu nie ma mowy o możliwości stworzenia nawet pierwszego bytu przygodnego - mielibyśmy wówczas przynajmniej dwa stany: początkowy "pierwszy byt przygodny nie istnieje" i kolejny "pierwszy byt przygodny istnieje". To już jest czas.
To jest właśnie taka ciekawa sprawa, ze ponieważ istnienie w ISTNIENIU jest nieograniczone dlatego ISTNIENIE może dać istnienie innym bytom nic na tym nie tracą. A skoro nic nie traci, dlatego dalej nie zachodzi w NIM żadna zmiana. czas zaczyna się dla bytu przygodnego. [...]

9. Tylko jakie argumenty za tym przemawiają? Nadal nie widzę żadnej możliwości działania bez możliwości zachodzenia zdarzeń. Jeśli owo ISTNIENIE istnieje poza jakimkolwiek czasem, to nie może działać, bo tę możliwość daje czas. Zauważ, że każda myśl, każde działanie woli jest zdarzeniem mającym swoje miejsce w sekwencji zdarzeń związanych z danym bytem. Twierdzisz, że ISTNIENIE działa, jak więc może ono działać, skoro jednocześnie twierdzisz, że jest poza jakimkolwiek czasem?
Czym jest ciąg działań ISTNIENIA, jeśli nie jego czasem?

roca:
jak uargumentujesz swoje przekonanie, że "Bóg A" = "Bóg Omega"?
Powiem tak, to co nazwałeś Bogiem A dla mnie nie jest Bogiem, ponieważ nie jest to w tym wypadku byt najdoskonalszy. jest jeden z wielu bytów przygodnych. W przyrodzie istnieje wiele takich bytów "pośrednich" jak np. człowiek. Ja Bogiem , nazywam tylko ISTNIENIE czyli ten BYT NAJDOSKONALSZY.

10. W takim razie stwórca wszechświata, do którego modlą się wyznawcy większości religii, nie musi być owym ISTNIENIEM?

roca:
A czy wszechświat nie może być zarówno skończony jak i nieograniczony?
Masz na myśli coś takiego jak półprosta, czy półprzestrzeń w matematyce?

11. Raczej coś takiego, jak powierzchnia kuli.


"Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają Kościół Chrystusowy
i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym Kościół Chrystusowy nęka bezbożnych."

Św. Augustyn
roca
Pan Tau:
1. W jaki sposób zmierzyć stopień zależności istnienia dowolnego bytu od jakiegokolwiek innego? Na przykład: kamień, drzewo, meteoryt, galaktyka , Wszechświat - jaki stopień doskonałości ma każdy z tych bytów i w jaki sposób go ustalasz?


Widziałbym tu co najmniej dwa aspekty: czas trwania(istnienia)
oraz ilość innych bytów zależnych od istnienia tego danego bytu. Ponieważ jest tu wiele wzajemnych zależności ustawienie wszystkich bytów przygodnych we właściwej kolejności jest na obecną chwilę fizycznie niemożliwe. Zresztą nie ma to żadnego znaczenia patrząc na fakt, ze te wszystkie byty stoją przed albo za Absolutem (w zależności, z której strony na to patrzymy).

Pan Tau:
2. Czy stopień zależności od innych bytów jest jedyną miarą ich doskonałości?

Tak
Pan Tau:
Właśnie takie cechy miałem na myśli - czy pojęcie Boga ma sens bez atrybutów typu wszechmoc czy wszechwiedza? Czy to, między innymi, nie są jego cechy konstytutywne? A jeśli jego istotą jest jedynie istnienie, to i nie może mieć żadnych innych. Cóż wówczas możemy powiedzieć o takim hipotetycznym bycie? Czy nie jest jedynie bezwolnym wypełniaczem, takim metafizycznym eterem nie mającym żadnego (poza byciem pierwszą przyczyną) znaczenia dla wszystkich pozostałych bytów?


Pisząc o Absolucie, jako bycie najdoskonalszym przede wszystkim skupiłem się na istnieniu, jako jednym z aspektów, żeby na tym przykładzie wykazać wyższość Absolutu nad innymi bytami. Jednak jeżeli jakiś byt jest najdoskonalszy ze wszystkich bytów to wynika z tego wprost, ze musi byc najdoskonalszy w każdym aspekcie. Zatem jest nie tylko wiecznietrwały, ale też wszechmogący, wszechwiedzący itp. Każda cecha, którą on posiada jest ipso fakto cechą konstytutywną. Absolut jest bytem niepodzielnym, nie ma w nim złożeń bytowych.

Pan Tau:
Skąd wiadomo, że każdy byt materialny ma swój początek i koniec


Z doświadczenia empirycznego. Jak do tej pory nie znaleziono bytu materialnego, który nie miałby początku lub końca.

Pan Tau:
Co to znaczy, że energia się wyczerpuje? Czy niknie? Energia może się przenosić z jednego układu do innego, ale chyba nie może znikać?


Jeden rodzaj energii zamienia się w inny rodzaj energii. Jabłko, które spada z drzewa na ziemię zamienia energię potencjalną na kinetyczną. Ale jakimś dziwnym trafem to samo jabłko nie wraca z powrotem na drzewo . Proszę zauważyć, że wszystko w świecie, cały ruch każda miana trwa do momentu uzyskania stanu równowagi - w baterii dotąd płynie prąd, dopóki istnieje różnica potencjałów między elektrodami, woda w naczyniach połączonych przepływa do chwili wyrównania poziomów

Pan Tau:
Dlaczego ich spełnienie jest warunkiem doskonałości bytu? Wcześniej wspominałeś tylko o stopniu uzależnienia od innych bytów.


Tak. I w tym wypadku jest to najwyższy stopień.

Pan Tau:
Tylko czy istnienie jest możliwe poza czasem? Istnienie to przecież uporządkowany ciąg zdarzeń dotyczących danego bytu, czyli mówiąc inaczej jego czas. Jeśli więc mówimy, że nie ma czasu, to nie ma też owego ciągu zdarzeń. Mówiąc inaczej - nie ma istnienia.(...) Twierdzisz, że ISTNIENIE działa, jak więc może ono działać, skoro jednocześnie twierdzisz, że jest poza jakimkolwiek czasem?
Czym jest ciąg działań ISTNIENIA, jeśli nie jego czasem?


Jest możliwe istnienie ponad czasem. W Absolucie wieczność jest jednocześnie chwilą, dlatego wszystkie wydarzenia są dla Niego chwilą obecną. W tym momencie próbujemy ogarnąć naszym rozumem Absolut, pojąć Jego sposób "odczuwania" świata, a to z powodu Jego najwyższej doskonałości nie jest możliwe. Próby narzucania Absolutowi naszego odczuwania czasu jest swoistą antropomorfizacją.

Pan Tau:
W takim razie stwórca wszechświata, do którego modlą się wyznawcy większości religii, nie musi być owym ISTNIENIEM?


Musi i jest, bo wszelkie byty pośrednie, którymi Bóg się posługiwał przy stwarzaniu świata nie są stwórcami, ani bogami tylko twórcami-przekształcicielami. Ci ludzie, których znam modlą się właśnie do tego Boga-Stworzyciela. A czy inni nie modlą się do jakiegoś stworu wydumanego prze siebie, tego nie mona wykluczyć. Pozostaje jeszcze pytanie, czy takie obrzędy można nazwać modlitwą, ale to już jest kwestia teologiczna.

Pan Tau:
Raczej coś takiego, jak powierzchnia kuli.

Powierzchnia kuli to sfera. Ten model zupełnie nie odpowiada temu, co nam pokazuje doświadczenie empiryczne. Nawet biorąc po uwagę kulę, czy nawet sześcian to jednak zawsze jest to jakiś kształt, czyli pewne ograniczenie w przestrzeni. Gdyby wszechświat był nieograniczony to nie mógłby posiadać jakiegokolwiek kształtu.
roca
Małe sprostowanko.

>Pan Tau:
2. Czy stopień zależności od innych bytów jest jedyną miarą ich doskonałości?

>Tak

Odpowiedź oczywiście brzmi: "Nie". Po prostu jakoś nie zauważyłem słowa "jedyną" - zauważyłem to dopiero po zatwierdzeniu postu, mimo, ze wcześniej ze try razy go poprawiałem patrząc na podgląd.

Przepraszam za zamieszanie.
06-04-2009 22:15 
 Ocena 2 na 2
Pan Tau (1237 punktów)
Roca:
PAN TAU: [...] jaki stopień doskonałości ma każdy z [...] bytów i w jaki sposób go ustalasz?
Widziałbym tu co najmniej dwa aspekty: czas trwania(istnienia) oraz ilość innych bytów zależnych od istnienia tego danego bytu. [...]

1. Jakie jeszcze, poza tymi dwoma? Czy możesz przedstawić kompletną definicję doskonałości bytu?
2. W jaki sposób czas trwania (istnienia) może stanowić czynnik umożliwiający określenie stopnia doskonałości bytów pozaczasowych?

Roca:
[...] Ponieważ jest tu wiele wzajemnych zależności ustawienie wszystkich bytów przygodnych we właściwej kolejności jest na obecną chwilę fizycznie niemożliwe.

3. OK, w takim razie jaki jest sens używania określeń typu "najdoskonalszy", "mniej doskonały", "bardziej doskonały", jeśli jedyna racjonalna klasyfikacja doskonałości faktycznie jest zero-jedynkowa? Czy w takim nie powinno się używać tylko dwóch określeń: "byt doskonały" i "byt niedoskonały"?

Roca:
[...] Jednak jeżeli jakiś byt jest najdoskonalszy ze wszystkich bytów to wynika z tego wprost, ze musi byc najdoskonalszy w każdym aspekcie. [...]

4. W jaki sposób wynika? Mógłbyś zaprezentować to wnioskowanie? Wcześniej pisałeś, że byty są tym doskonalsze, im bardziej niezależne w istnieniu od innych bytów. Z tak sformułowanego pojęcia doskonałości bytu w żaden sposób nie da się wyciągnąć powyższych wniosków.

Roca:
[...] Każda cecha, którą on posiada jest ipso fakto cechą konstytutywną. Absolut jest bytem niepodzielnym, nie ma w nim złożeń bytowych. [...]

5. Jeśli jedyną cechą konstytutywną Absolutu (zgodnie z definicją, którą podałeś) jest istnienie, to jak może on posiadać inne cechy konstytutywne?

Roca:
Pan Tau: Skąd wiadomo, że każdy byt materialny ma swój początek i koniec?
Z doświadczenia empirycznego. Jak do tej pory nie znaleziono bytu materialnego, który nie miałby początku lub końca. [...]

6. W takim razie jaki był początek i jaki będzie koniec materii, która tworzy Wszechświat?

Roca:
PAN TAU: Co to znaczy, że energia się wyczerpuje? Czy niknie? Energia może się przenosić z jednego układu do innego, ale chyba nie może znikać?
Jeden rodzaj energii zamienia się w inny rodzaj energii. Jabłko, które spada z drzewa na ziemię zamienia energię potencjalną na kinetyczną. Ale jakimś dziwnym trafem to samo jabłko nie wraca z powrotem na drzewo. [...]

7. Dlaczego miałoby wrócić? Przekazało swoją energię podłożu i nie musi wrócić na drzewo, by bilans energetyczny Wszechświata nie uległ zmianie. Energia kinetyczna spadającego jabłka nie zniknęła z Wszechświata, a jedynie przeszła z jednego układu do drugiego. Jeśli materialny Wszechświat jest układem zamkniętym, to obowiązuje w nim zasada zachowania energii, co oznacza, że energia/materia nie może z niego "zniknąć". A jeśli nie jest układem zamkniętym, to oznacza, że istnieją inne Wszechświaty, z którymi może energię/materię wymieniać. Można więc sobie wyobrazić "zniknięcie" materii/energii z naszego Wszechświata, pod warunkiem, że w całości trafi do innych wszechświatów. jednak ani w jednym, ani w drugim przypadku energia/materia nie przestanie istnieć - nie można więc też mówić o jej końcu. Zatem twoje stwierdzenie "Obserwując różne procesy zachodzące w przyrodzie zauważamy, ze wszystko dotąd się "kręci", dokąd starczy energii. Ale nawet największe zapasy energii kiedyś się muszą skończyć." może być prawdziwe wyłącznie dla otwartych układów wewnątrz zamkniętego Wszechświata lub pojedynczych wszechświatów otwartych.

Roca:
[...] Byt najdoskonalszy jest także w tym aspekcie najdoskonalszy, że on sam jest warunkiem koniecznym i wystarczającym jednocześnie do istnienia bytu przygodnego. [...]
PAN TAU: Dlaczego ich spełnienie jest warunkiem doskonałości bytu? Wcześniej wspominałeś tylko o stopniu uzależnienia od innych bytów.
Tak. I w tym wypadku jest to najwyższy stopień.

8. Ale dlaczego tak jest? Dlaczego istnienie bytu najdoskonalszego wymaga istnienia bytów przygodnych?

Roca:
[...] Jest możliwe istnienie ponad czasem. W Absolucie wieczność jest jednocześnie chwilą, dlatego wszystkie wydarzenia są dla Niego chwilą obecną. W tym momencie próbujemy ogarnąć naszym rozumem Absolut, pojąć Jego sposób "odczuwania" świata, a to z powodu Jego najwyższej doskonałości nie jest możliwe. Próby narzucania Absolutowi naszego odczuwania czasu jest swoistą antropomorfizacją.

9. Jeśli nie możemy czegoś udowodnić ani empirycznie, ani rozumowo, to skąd wiemy, że coś takiego w ogóle istnieje? Na jakiej podstawie mówimy o istnieniu poza czasem, skoro nie potrafimy tego wyjaśnić?

Roca:
[...] Musi i jest, bo wszelkie byty pośrednie, którymi Bóg się posługiwał przy stwarzaniu świata nie są stwórcami, ani bogami tylko twórcami-przekształcicielami. Ci ludzie, których znam modlą się właśnie do tego Boga-Stworzyciela. [...]

10. Wyznawcy większości religii (w tym chrześcijanie) modlą się do istoty, która bezpośrednio stworzyła świat. Bezpośredni stworzyciel świata nie musi być Absolutem, choć stworzonym przez siebie istotom może takim się wydawać.

Roca:
[...] Powierzchnia kuli to sfera. Ten model zupełnie nie odpowiada temu, co nam pokazuje doświadczenie empiryczne. Nawet biorąc po uwagę kulę, czy nawet sześcian to jednak zawsze jest to jakiś kształt, czyli pewne ograniczenie w przestrzeni. Gdyby wszechświat był nieograniczony to nie mógłby posiadać jakiegokolwiek kształtu.

Powierzchnia kuli ma kształt, a mimo to jest nieograniczona (niezależnie, w którym kierunku będziesz się poruszał po sferze, nigdy nie trafisz na jej granicę) i jednocześnie skończona (wynosi dokładnie 4*Pi*r2).
.
16-03-2009 15:34 
 Ocena 3 na 3
Bartek Górecki (1514 punktów)
>>>Sprawa bieguna i wielkiego wybuchu to dwie różne sprawy. Jeśli chodzi o biegun, to tam dochodzimy do namacalnego końca jednego kierunku drogi. Ale droga się nie kończy, tylko idzie dalej, choć w innym kierunku.

No widziała Pani?


>>>natomiast wielki wybuch nie jest takim punktem. przed nim zawsze się znajdzie inny punkt, a przed tamtym jeszcze inny.

Rozumiem, że zawsze istnieje taka minimalna ilość wiedzy, od której Twoja troll'owa ignorancja będzie większa?
Pojęcie czasoprzestrzeni w Twojej ciasnej główce się rozumiem nie zmieści?

>>Jest na tym forum wątek "czy nauka uczyniła Boga zbędnym?" czy jakoś tak. Poczytaj.
>Zajrzę.

Nie zaglądaj, nic nie zrozumiesz! Szkoda czasu


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
26-12-2007 00:46 
 Ocena 3 na 3
Kelly (2051 punktów)
>Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...
Pomyliłeś fora. Tutaj piszą (w większości) ludzie areligijni, ewentualnie kulturalni teiści (chociaż wyjątki oczywiście się zdarzają). Jeśli masz ochotę być zbluzganym i wyzwanym od małolata, pisz na forum dla "miłosiernych" katolików.
Pozdrawiam!
Też 14-tka .
11-01-2008 09:05 
 Ocena 1 na 1
zlomierz (124 punktów)
>Żal mi was, ateistów. Żyjecie bez nadziei na Życie po śmierci ciała...Logicznie rzecz biorąc to jeśli Bóg jest( w co wierze) i będziecie w niego wierzyć to zyskacie Życie Wieczne. Jeśli zaś go NIE ma i BĘDZIECIE w Niego wierzyć to NIC nie stracicie. I już wiadomo co się bardziej opłaca. Jestem świadom że w Kościele wiele rzeczy jest nie tak jak powinno , ale należy też zdawać sobie sprawę ,że gdy Chrystus przyjdzie na ziemie ponownie to ta instytucja nie będzie już potrzebna , bo jej zadaniem jest zastępowanie Chrystusa podczas Jego nieobecności.(cielesnej)
>Pozostaje mi mieć nadzieje , że się nawrócicie kiedyś(myślę , że jak tacy jak wy ateiści będą starzy ,to uwierzą...). Powiem tylko że ja mam 14 lat. Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...

według tej samej logiki:
a jeśli są inni bogowie którzy będą mściwi za niewłaściwe obrzędy, być może bardziej niż za ich brak?

dokładnie tak samo nie da sie udowodnić nieistnienia innych bogów, a choć nie da sie ani udowodnić nieistnienia sily wyższej ani udowodnić jej istnienia - za to bez problemu można znaleźć sprzeczności religii (nie tylko chrześcijańskich)

jak stwierdzić że tkwiąc w jakimś wyznaniu nie obrażasz być może istniejącej innej opcji?
roca
>
>jak stwierdzić że tkwiąc w jakimś wyznaniu nie obrażasz być może istniejącej innej opcji?

Cały szkopuł tkwi w tym, ze moja opcja jest najsilniejsza. Ja wyznaję wiarę w jednego najdoskonalszego Boga. Metafizyka wyklucza istnienie dwóch najdoskonalszych bytów. Więc nawet, gdyby istniały mniej doskonałe byty, to ja się ich nie boję. I ten najpotężniejszy Bóg objawił się ludziom. Uprzedzając kolejne pytanie - gdyby Ten, co się objawił nie był tym najdoskonalszym, to czy ten doskonalszy pozostawiłby to bez odpowiedzi? Przy tym trzeba dodać, ze chodzi tu o doskonałość w każdym calu - także doskonałość w miłości. A to właśnie miłość spowodowała, że Ten Jeden Prawdziwy Bóg się objawił, aby ludzie nie musieli chodzić po ciemku i Go szukać.
14-03-2009 13:02 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
>Jeden Prawdziwy Bóg się objawił, aby ludzie nie musieli chodzić po ciemku i Go szukać.
Jeden Prawdziwy Idiota się objawił na forum racjonalistów, aby ludzie nie musieli chodzić po ciemku i go szukać.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
.
>Jeden Prawdziwy Idiota..

Jedni używają siły argumentu, inni argumentu siły.
Podobno prawdziwi myśliciele brzydzą się argumentem ad baculum, Któryś z tzw. ateistów chyba o tym gdzieś wyżej zapewniał.
roca
>Jeden Prawdziwy Idiota się objawił na forum racjonalistów, aby ludzie nie musieli chodzić po ciemku i go szukać.

Jedni używają siły argumentu, inni argumentu siły.
Tam parę postów wyżej było takie zapewnienie, ze racjonaliści nie używają argumentów ad baculum.

Tak swoją drogą da się tu odczuć, że ci, co zwą się ateistami nie są zadowoleni z obecności ludzi wierzących na tym forum, którzy notabene też potrafią racjonalnie myśleć. Inaczej nie rozwinęła by się nauka zwana teologią. Chcielibyście (przynajmniej niektórzy) być tu sami, ale wtedy byście się poruszali w sztucznie wykreowanym środowisku, które, nie ma nic z wspólnego z rzeczywistością. A prawda jest taka, że z każdej strony jesteście otoczeni przez ludzi wierzących i nigdy nie uciekniecie od tego tematu. Uważacie, że nie ma Boga, ale nie jesteście w stanie usunąć Jego obecności nawet z tego forum. Oczywiście, moderator może wykasować wszystkie proreligijne wątki, ale nie będzie to rozwiązanie problemu, tylko udawanie, ze go nie ma.
czes (4083 punktów)
>>Jeden Prawdziwy Idiota się objawił na forum racjonalistów, aby ludzie nie musieli chodzić po ciemku i go szukać.
>Jedni używają siły argumentu, inni argumentu siły.
Ty nie używasz żadnych rozsądnych argumentów. Twoje wypowiedzi to kupa bzdetów.

>Tak swoją drogą da się tu odczuć, że ci, co zwą się ateistami nie są zadowoleni z obecności ludzi wierzących na tym forum, którzy notabene też potrafią racjonalnie myśleć. Inaczej nie rozwinęła by się nauka zwana teologią. Chcielibyście (przynajmniej niektórzy) być tu sami, ale wtedy byście się poruszali w sztucznie wykreowanym środowisku, które, nie ma nic z wspólnego z rzeczywistością.
Człowieku, znowu piszesz bzdety. Poczytaj sobie trochę na tym forum i zobacz setki wypowiedzi ludzi wierzących i polemizujących z nimi ateistów. Ale to są ludzie mający coś do powiedzenia. Ty nie masz nic!

>A prawda jest taka, że z każdej strony jesteście otoczeni przez ludzi wierzących i nigdy nie uciekniecie od tego tematu. Uważacie, że nie ma Boga, ale nie jesteście w stanie usunąć Jego obecności nawet z tego forum. Oczywiście, moderator może wykasować wszystkie proreligijne wątki, ale nie będzie to rozwiązanie problemu, tylko udawanie, ze go nie ma.
O boże! Jakie ty pierdoły wypisujesz!
Na tym forum nie ma żadnego boga. Są tylko ludzie wierzący w boga, tak mądrzy jak i głupi. Z tymi mądrymi, ateiści prowadzą mądre i pouczające dyskusje. Z głupimi katolikami, nikt nie chce dyskutować, nawet głupi ateiści.
Czy zauważyłeś kogoś chętnego do dyskusji z tobą?
Zauważ, ja z tobą nie dyskutuję, ja staram się tylko uzmysłowić ci, że na tym forum jesteś pośmiewiskiem.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>O boże! (...) Na tym forum nie ma żadnego boga.

Tak dobrego dowcipu to już dawno nie czytałem. 10/10

Co do obecności - są różne formy obecności. Można powiedzieć, że ktoś jest obecny w dyskusji, jeśli się o nim mówi, tak jak podmiot jest obecny w zdaniu. A zatem istnieje także inny rodzaj obecności, nie tylko fizyczna. I mi właśnie o to chodzi.

Jest to dosyć ciekawa sprawa ta kwestia negacji istnienia Boga.
Poruszam ten temat, bo dla mnie rozmowa z ateistą jako ateistą jest ciekawa tylko wtedy, gdy się rozmawia o Panu Bogu, jako konstytucyjnym dla niego zagadnieniu.

Skoro (według was) nie ma Boga, to czy istnieje konieczność negacji jego istnienia?
Czy taka negacja nie zawiera w sobie jakiejś ukrytego założenia, że jednak On może istnieć?
czes (4083 punktów)
>>O boże! (...) Na tym forum nie ma żadnego boga.
>Tak dobrego dowcipu to już dawno nie czytałem. 10/10
Dziękuję za uznanie. Zauważ jednak, że mój "bóg" jest napisany z małej litery, znaczy to, że na pewno nie mam na myśli twojego Boga. Mój "bóg" to tylko figura retoryczna.

>... Jest to dosyć ciekawa sprawa ta kwestia negacji istnienia Boga. ...
>... Czy taka negacja nie zawiera w sobie jakiejś ukrytego założenia, że jednak On może istnieć?
Ja nic nie "neguję". Dla mnie nie istnieją żadni bogowie. I to mi wystarczy.

Odpowiedziałem grzecznie gdyż po raz pierwszy, twa wypowiedź jest w miarę "normalną".
Niemniej jednak, nie interesuje mnie ten temat i nie będę go dyskutował.

Żegnam.
Bez odbioru.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
msws
> Jeśli zaś go NIE ma i BĘDZIECIE w Niego wierzyć to NIC nie stracicie. I już wiadomo co się bardziej opłaca.

Kolego twierdzisz, że NIC nie tracisz? Tracisz bardzo wiele (ograniczę się tylko do strat materialnych): czas, masę czasu, miesiące spędzone w kościele i na modlitwie w domu. Masz dopiero 14 lat, statystycznie pożyjesz jeszcze ok 60 lat. Proponuje wziąć do ręki kalkulator i policzyć. Gwarantuje, że dla praktykującego katolika wynik grubo przekroczy rok. Czy chciałbyś spędzić ten rok w więzieniu, czy chciałbyś oddać go dobrowolnie? Na ile wyceniasz rok swojego życia? Dla mnie jest on bezcenny i z własnej woli nie spędzę go w ławach kościelnych. Dolicz do tego jeszcze inne koszty : tacę, mszę, dojazdy do kościoła, pomnóż to wszystko przez te 60 lat x 51 Niedziel w roku.
Pewnie odpowiesz: czym jest ten rok wobec wieczności? Wieczność obiecywana przez kościół jest nudna, a rok życia, z którym mogę zrobić co chcę, to majątek.
Pozdrawiam
Nie oceniaj ludzi po tym, jak często chodzą oni do kościoła.
20-05-2008 01:20 
 Ocena 2 na 2
marzenka (546 punktów)
Żal mi Ciebie, tracisz czas i pieniądze w zamian za obietnice. Podlicz sobie ile w życiu wydasz pieniędzy [ślub, chrzty i różne inne obrządki] i ile stracisz czasu w kościele. A co jak Boga nie ma? Tracisz w tym momencie coś najcenniejszego - życie doczesne.
15-06-2008 22:32 
 Ocena 1 na 1
Janus (236 punktów)
Glupoty nikomu wypominac nei zamierzam dopoki sam sie nia nie wykaze w wystarczajacy sposob. My po prostu nie potrzebujemy opowiesci o wielu niestworzonych rzeczach, aby w pelnie cieszyc sie zyciem. Po to zyjemy na ziemi, aby tu sie spelnic i tu zrobic to wszystko o czym marzymy.

Nie wierze w zycie po smierci, wierze natomiast w rozklad i robaki.

Co bedzie jesli sie myle? A co bedzie jesli Ty sie mylisz i jesli tak naprawe zmarnowalem swoje zycie dla wyimaginowanego bostwa?
Elżbieta (225 punktów)
>Żal mi was, ateistów. Żyjecie bez nadziei na Życie po śmierci ciała...Logicznie rzecz biorąc to jeśli Bóg jest( w co wierze) i będziecie w niego wierzyć to zyskacie Życie Wieczne. Jeśli zaś go NIE ma i BĘDZIECIE w Niego wierzyć to NIC nie stracicie. I już wiadomo co się bardziej opłaca. Jestem świadom że w Kościele wiele rzeczy jest nie tak jak powinno , ale należy też zdawać sobie sprawę ,że gdy Chrystus przyjdzie na ziemie ponownie to ta instytucja nie będzie już potrzebna , bo jej zadaniem jest zastępowanie Chrystusa podczas Jego nieobecności.(cielesnej)
>Pozostaje mi mieć nadzieje , że się nawrócicie kiedyś(myślę , że jak tacy jak wy ateiści będą starzy ,to uwierzą...). Powiem tylko że ja mam 14 lat. Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...

Chłopie zazdroszczę Ci.

Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej.
17-08-2008 18:49 
 Ocena 2 na 2
Zulka (2198 punktów)
>Żal mi was, ateistów. Żyjecie bez nadziei na Życie po śmierci ciała...Logicznie rzecz biorąc to jeśli Bóg jest( w co wierze) i będziecie w niego wierzyć to zyskacie Życie Wieczne. Jeśli zaś go NIE ma i BĘDZIECIE w Niego wierzyć to NIC nie stracicie. I już wiadomo co się bardziej opłaca. (...) Czekam na zbluzganie mnie , wyzwiska i twierdzenia ,że jestem młody i głupi...

Wierzysz w Boga bo to się bardziej opłaca?! Gdybym była Twoim Bogiem, mdliłoby mnie od takich Wyznawców. A niektórzy twierdzą że katolicyzm niesie za sobą wybitne wartości moralne

Nie zamierzam Cię wyzywać - byłeś poddany indoktrynacji. Mogę Ci tylko współczuć...
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
W zasadzie to nie moja sprawa, bo nie jestem ateistą (czy ktoś nim jest to już inny temat), ale swoją drogą jest w tym coś przydatnego, bo można wystrzegać się zbyt łatwego przyjęcia argumentów niektórych ludzi jeśli się nie jest ateistą .
Z drugiej strony może warto by zrobić listę wierzących i takich, którzy pomimo niewiary uznają zasadność istnienia wyższych wartości.
Większość z tzw. "ateistów" to kontestatorzy nie tyle Boga, czy Kościoła, co raczej mentalności niektórych osób. Czy ich ateizm wynika z rzeczywistego, głębokiego przemyślenia, czy raczej jest skutkiem braku spójności pomiędzy dojrzałością psychofizyczną a takąż dojrzałością na poziomie duchowym, to tównież warte przemyślenia.
Niestety zaniedbanie własnego wzrostu czasem nawet w imię infantylnej wiary prowadzi do rozczarowania albo regresji.
Stanie się dorosłym nie musi oznaczać zerwania z wiarą, ale jest dojrzałym jej przeżywaniem już nie na sposób dziecięcy. Ateizm nie daje właściwej odpowiedzi, a wnioski jakie wyciąga trudno nazwać dorosłymi.
Oczywiście to ostre stwierdzenie, ale tak to widzę...

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
google
>Większość z tzw. "ateistów" to kontestatorzy nie tyle Boga, czy Kościoła, co raczej mentalności niektórych osób.
Rozumiem, że robiłeś jakieś badania w tym kierunku i stąd wiesz. Zaprezentuj więc pełne wyniki, ciekawe jak wypadli katolicy.

>Czy ich ateizm wynika z rzeczywistego, głębokiego przemyślenia, czy raczej jest skutkiem braku spójności pomiędzy dojrzałością psychofizyczną a takąż dojrzałością na poziomie duchowym, to tównież warte przemyślenia.
Dokładnie to samo można odnieść do wierzących, którzy często zostają wierzącymi bezmyślnie (tzn. bez zastanowienia, w co powinni wierzyć).

>Stanie się dorosłym nie musi oznaczać zerwania z wiarą, ale jest dojrzałym jej przeżywaniem już nie na sposób dziecięcy.
Elementem stawania się dorosłym jest także wyrośnięcie z bajek i nadziei bez pokrycia, usamodzielnienie się intelektualne i moralne.

>Ateizm nie daje właściwej odpowiedzi, a wnioski jakie wyciąga trudno nazwać dorosłymi.
Podaj więc metodę rozpoznawania właściwej odpowiedzi, umieram z ciekawości.

>Oczywiście to ostre stwierdzenie, ale tak to widzę...
Nie, nie ostre, jednak zupełnie nieuzasadnione, czyli jak zwykle.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Większość z tzw. "ateistów" to kontestatorzy nie tyle Boga, czy Kościoła, co raczej mentalności niektórych osób.
>Rozumiem, że robiłeś jakieś badania w tym kierunku i stąd wiesz. Zaprezentuj więc pełne wyniki, ciekawe jak wypadli katolicy.
To stwierdzenie oparte na obserwacji zachowań i wielu rozmów z ludźmi niewierzącymi. Dosyć dużo dyskutowałem na forum, więc moje stwierdzenie raczej nie jest gołosłowne. Zresztą to nie jest wyłącznie moja opinia.
Katolicy też kontestują, ale zasadniczo krytyka skierowana jest pod właściwy adres i nie zakłóca samej wiary. Jednakże bywają i tacy, co mają o wszystko pretensję do Boga, tzw. "wierzący malkontenci". Od ateistów różni ich tylko przedrostek. Trochę to brzmi złośliwie

>>Stanie się dorosłym nie musi oznaczać zerwania z wiarą, ale jest dojrzałym jej przeżywaniem już nie na sposób dziecięcy.
>Elementem stawania się dorosłym jest także wyrośnięcie z bajek i nadziei bez pokrycia, usamodzielnienie się intelektualne i moralne.
A o czym napisałem?
Dorosły wierzący to taki, który stoi na własnych nogach i myśli samodzielnie oraz podejmuje decyzje albo uznaje Porządek Boży albo nie (grzeszy). To trochę na podobieństwo choćby umowy o pracę.

>>Ateizm nie daje właściwej odpowiedzi, a wnioski jakie wyciąga trudno nazwać dorosłymi.
>Podaj więc metodę rozpoznawania właściwej odpowiedzi, umieram z ciekawości.
Myślę, że jest to kryterium miłości bezwarunkowej, tylko nie mylić z czułostkowością, raczej chodzi o zasadę złotego środka. Chociaż to za duży skrót i obawiam się, że bez wrodzonej mądrości trudno znaleźć ów środek.
Gdy zastosujesz to kryterium wraz z poszukiwaniem obiektywnej prawdy uruchamia się percepcja do dostrzegania tego wszystkiego, co wiąże się z atmosferą wiary. Kiedy się widzi albo czuje, definicje tracą sens, bo w lot rozumie się już wszystko, a racjonalne analizy stają się wyważaniem otwartych drzwi.

>>Oczywiście to ostre stwierdzenie, ale tak to widzę...
>Nie, nie ostre, jednak zupełnie nieuzasadnione, czyli jak zwykle.
Ja mógłbym powiedzieć, że Twoja krytyka jest nieuzasadniona, bo nie podałeś żadnego argumentu, który wzbudziłby moją wątpliwość. Zresztą skomentowałeś moją luźną wypowiedź, a nie rozprawę naukową...

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
google
W swojej luźnej opinni rościsz sobie prawo do oceny ludzi i twierdzenia, co jest dobre a co nie. Jak ktoś krytykuje Boga, to wg Ciebie jest ateistą - otóż to jest nadal wierzący, tylko z problemami. Jak ktoś nie wierzy, to wg Ciebie grzeszy - otóż nie można grzeszyć, jeżeli się nie wierzy (pojęcie grzechu nie ma wówczas sensu). Jeżeli ktoś świadomie i zasadnie podejmuje decyzję, aby nie wierzyć, to wg Ciebie zasługuje na karę - wg mnie na wyróżnienie (bo w niczym nie jest gorszy od tego, kto np. naiwnie wierzy).
Rozumiem, że twoje uzasadnienie wiary jest emocjonalne i subiektywne i to szanuję, ale chyba rozumiesz, że jako takie nikogo nie przekona.
Kontrast (1042 punktów)
>W swojej luźnej opinni rościsz sobie prawo do oceny ludzi i twierdzenia, co jest dobre a co nie.
Hmm... a nie wolno?...(?!)

>Jak ktoś krytykuje Boga, to wg Ciebie jest ateistą - otóż to jest nadal wierzący, tylko z problemami.
Ciekawe stwierdzenie, którym w zasadzie parafrazujesz moją początkową opinię.

>Jak ktoś nie wierzy, to wg Ciebie grzeszy - otóż nie można grzeszyć, jeżeli się nie wierzy (pojęcie grzechu nie ma wówczas sensu).
Nie zgodzę się jeżeli grzech jest aktem apostazji (ateizm jest takim aktem, w odróżnieniu od niezawinionego braku wiary), ale mogę zgodzić się wobec jakiegoś zindoktrynowanego Chińczyka, który nie ponosi winy z powodu niezawinionej ignorancji. To skomplikowana kwestia etyczno-filozoficzno-teologiczna i również prawna. Trudno to rozstrzygnąć w krótkiej wypowiedzi. Jednakże niewątpliwie temat wart dyskusji przy innej okazji.

>Jeżeli ktoś świadomie i zasadnie podejmuje decyzję, aby nie wierzyć, to wg Ciebie zasługuje na karę - wg mnie na wyróżnienie (bo w niczym nie jest gorszy od tego, kto np. naiwnie wierzy).
Kolejny szeroki temat etyczno-filozoficzny. Odrzucenie prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. W kwestii takich wyborów nie można też nigdy dawać łatwych odpowiedzi "Tak" albo "Nie". Różne są źródła motywacji i nie można przykładać jednej miary do każdego czynu. Jeśli zbuntowany nastolatek, którego ojciec (stary ubek)leje, przeczyta słynne książki Richarda Dawkinsa, z całą pewnością w Bogu i religii będzie widział uosobienie wszystkiego, co stanowi źródło jego traumy (por. film Pręgi). Naiwna wiara zdaje się być drugim biegunem tej samej postawy i jeżeli dorosły człowiek tak się zachowuje również ponosi w jakimś stopniu winę.
Generalnie, każde umyślne przestępstwo nosi znamię winy, więc również kara musi być adekwatna.
Zasadniczo karą za ateizm są jego skutki i wynikające w następstwie postawy.

>Rozumiem, że twoje uzasadnienie wiary jest emocjonalne i subiektywne i to szanuję, ale chyba rozumiesz, że jako takie nikogo nie przekona.
Wręcz przeciwnie. Jak emocje towarzyszą wierze, zwłaszcza te wzmacniające to super, ale przychodzi czasem noc ciemna i to już wesołe nie jest. Wiara jest zaufaniem, miłością i decyzją.
Bóg nas kocha bezwarunkowo i w końcu wypadałoby człowiekowi dojrzeć do tego, aby przynajmniej zbliżyć się do podobnej miłości wobec Niego.
Jest więc pewien paradoks, że dojrzale wierzący to ktoś jednocześnie autonomiczny i całkowicie zależny od Boga. Wolny, aby służyć.
Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
google
>Nie zgodzę się jeżeli grzech jest aktem apostazji (ateizm jest takim aktem, w odróżnieniu od niezawinionego braku wiary), ale mogę zgodzić się wobec jakiegoś zindoktrynowanego Chińczyka, który nie ponosi winy z powodu niezawinionej ignorancji.
Akt apostazji to coś jak zmiana kraju zamieszkania - nie można kogoś sądzić wedle prawa, które go już nie dotyczy.

>Naiwna wiara zdaje się być drugim biegunem tej samej postawy i jeżeli dorosły człowiek tak się zachowuje również ponosi w jakimś stopniu winę.
Tak, ale prezentujesz skrajne przykłady, w życiu nie spotkałem się z czymś takim. Czyjeś dzieciństwo to oczywiście nie argument, że się myli, często po prostu zwraca czyjąś uwagę na daną sferę życia. Równie dobrze znajdą się przykłady przeciwne.

>Zasadniczo karą za ateizm są jego skutki i wynikające w następstwie postawy.
Dokładnie to samo tyczy się teizmu, jednak chyba zgodzisz się, że to żaden argument.

>Wręcz przeciwnie. Jak emocje towarzyszą wierze, zwłaszcza te wzmacniające to super, ale przychodzi czasem noc ciemna i to już wesołe nie jest. Wiara jest zaufaniem, miłością i decyzją.
Skoro jednak żadnego argumentu podać nie możesz, to wniosek płynie z tego taki, że wiarę taką akurat (spośród wielu możliwych i równie zasadnych) wybierasz z pobudek emocjonalnych.

>Bóg nas kocha bezwarunkowo i w końcu wypadałoby człowiekowi dojrzeć do tego, aby przynajmniej zbliżyć się do podobnej miłości wobec Niego.
A jednak warunkowo, bo wymaga wiernopoddańczej wiary i posłuszeństwa:
"Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań." Pomijam już kwestię sprzeczności powyższego i ludobójstwa w Biblii - co za dużo to niezdrowo.
Gringiewicz (30 punktów)

>>Bóg nas kocha bezwarunkowo i w końcu wypadałoby człowiekowi dojrzeć do tego, aby przynajmniej zbliżyć się do podobnej miłości wobec Niego.
>A jednak warunkowo, bo wymaga wiernopoddańczej wiary i posłuszeństwa:
>"Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań."

Niestety, twoje twierdzenie o wiernopoddańczej wierze i posłuszeństwie wobec Boga jest nieprawdą.
Po pierwsze, jako człowiek, mam wolną wolę, i decyduję o tym, co chcę zrobić, pomyśleć, itd. Jutro mogę iść kogoś zabić (czyli złamać 5 przykazanie Boże) lub pomóc biedakom ( wypełniać przykazanie o miłości do bliźniego). Sam więc widzisz, że Bóg mnie do niczego nie zmusza, a jedynie zachęca i zaprasza. Mam całkowicie wolny wybór.
Zaś cytaty wyrwane z kontekstu ze Starego Testamentu zwłaszcza nie przemawiają do mnie. Wypaczasz sens całości danego fragmentu, czy wypowiedzi.
Co do przykładów ludobójstwa w Biblii. Czy podawanie tam takich przykładów to coś złego? Nie widziałem, aby Bóg pochwalał ludobójstwo gdziekolwiek, kiedykolwiek.
google
>Po pierwsze, jako człowiek, mam wolną wolę, i decyduję o tym, co chcę zrobić, pomyśleć, itd.
To co Ty możesz nie ma tu znaczenia, liczy się to, czego biblijny stwórca od Ciebie wymaga i oczekuje.

>Nie widziałem, aby Bóg pochwalał ludobójstwo gdziekolwiek, kiedykolwiek.
Krótka jest pamięć wierzących:
"Tedy rzekł Wiekuisty do Mojżesza: Wyprowadź bluźniercę za obóz i niech ukamienuje go zbór cały." (III Moj: XXIV,14); Dalej nie cytuję, bo treści zbyt brutalne: (V Moj XIII, 13-16);
(Pwt 21, 18-21); Sodoma i Gomora, potop, plagi egipskie..
Kilka innych ciekawych fragmentów: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3387
"Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga Żywego" (Hebr. 10, 31) Oj tak..
Mateusz T. Odras
>>>Bóg nas kocha bezwarunkowo i w końcu wypadałoby człowiekowi dojrzeć do tego, aby przynajmniej zbliżyć się do podobnej miłości wobec Niego.
>>A jednak warunkowo, bo wymaga wiernopoddańczej wiary i posłuszeństwa:
>>"Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań."
>Niestety, twoje twierdzenie o wiernopoddańczej wierze i posłuszeństwie wobec Boga jest nieprawdą.
>Po pierwsze, jako człowiek, mam wolną wolę, i decyduję o tym, co chcę zrobić, pomyśleć, itd. Jutro mogę iść kogoś zabić (czyli złamać 5 przykazanie Boże) lub pomóc biedakom ( wypełniać przykazanie o miłości do bliźniego). Sam więc widzisz, że Bóg mnie do niczego nie zmusza, a jedynie zachęca i zaprasza. Mam całkowicie wolny wybór.
>Zaś cytaty wyrwane z kontekstu ze Starego Testamentu zwłaszcza nie przemawiają do mnie. Wypaczasz sens całości danego fragmentu, czy wypowiedzi.
>Co do przykładów ludobójstwa w Biblii. Czy podawanie tam takich przykładów to coś złego? Nie widziałem, aby Bóg pochwalał ludobójstwo gdziekolwiek, kiedykolwiek.
>
A widział kto, aby kiedykolwiek zganił?
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!

>Akt apostazji to coś jak zmiana kraju zamieszkania - nie można kogoś sądzić wedle prawa, które go już nie dotyczy.
Kościół zapewne nie będzie ścigał apostatów, ani wymierzał kar uciążliwych. Jednakże nie można się zgodzić z twoim poglądem, że zmiana miejsca zamieszkania zwalnia z odpowiedzialności. Z takim podejściem powinniśmy odpuścić każdemu przestępcy, opuszczającemu kraj, w którym złamał prawo.
W tym kontekście wierzący jest obywatelem królestwa Bożego, a świadome i dobrowolne przejście na stronę wrogów jest aktem zdrady. Subiektywne przekonanie zdrajcy o własnej niewinności nie zmienia faktu, że dokonał takiego aktu z wszystkimi konsekwencjami. Zawieszenie wykonania kary z powodu niemożliwości wykonania, nie oznacza, że kara się nie należy. Sąd również pozostale formalnością, bo wina jest oczywista.
Docześnie zatem taki człowiek traci wszystkie przywileje i prawa do sakramentów (z mocy samego prawa), a jeśli nie nawróci się, również prawo do nieba. Niezależnie zatem, czy będzie wierzyć w rzeczy ostateczne, czy też nie jeśli jego ateizm jest aktem świadomego buntu wobec Boga (przy świadomości kogo odrzuca), i się nie nawróci, czeka go wieczność bez Boga.
Alternatywa "wyłączenia" jest wtedy marnym pocieszeniem jeżeli miałoby się okazać, że jednak jest życie wieczne.
Już nie będę mówił o zakładzie Paskala bo to oklepany temat.

>>Naiwna wiara zdaje się być drugim biegunem tej samej postawy i jeżeli dorosły człowiek tak się zachowuje również ponosi w jakimś stopniu winę.
>Tak, ale prezentujesz skrajne przykłady, w życiu nie spotkałem się z czymś takim. Czyjeś dzieciństwo to oczywiście nie argument, że się myli, często po prostu zwraca czyjąś uwagę na daną sferę życia. Równie dobrze znajdą się przykłady przeciwne.
Zgadza się, że trauma zwraca uwagę na daną sferę życia, jednak zwykle charakteryzuje się przesadą (depresja, autoagresja itp.) i ukierunkowuje ludzkie działania na szkodliwe tory. Stąd użyłem porównania do przechylenia w drugą stronę (kwietyzm, czy inne formy infantylizmu).

>>Zasadniczo karą za ateizm są jego skutki i wynikające w następstwie postawy.
>Dokładnie to samo tyczy się teizmu, jednak chyba zgodzisz się, że to żaden argument.
Czyżby? Jakkolwiek założeniem apriorycznym jest, że czynniki budujące, harmonizujące i porządkujące oraz motywujące są dobre, a dobro ma wartość i intuicyjnie uznajemy je za kryterium prawdy, czyli argument. Zatem w tym kontekście argumentem przemawiającym za prawdziwością Boga, a ściślej wiary w Niego, będą przez swego rodzaju falsyfikację, postawy które są implikacją odrzucenia wiary.
Konkretnie kilka postaw:
1. Bunt - postawa destrukcyjna
2. Nieufność szeroko pojęta (sceptycyzm) - postawa zasadniczo szkodliwa
3. Brak poczucia sensu i celu wyższego - postawa osłabiająca ludzkie motywacje i wyższe dążenia
4. Liberalizm i autonomiczność - postawa destabilizująca więzi międzyludzkie
Przewaga destrukcyjnych i destabilizujących postaw jakie naturalnie wynikają z odrzucenia systemu opartego na założeniu, że Bóg istnieje i jest najwyższą wartością i celem ostatecznym człowieka, w porównaniu ze zdecydowanie różniącymi się postawami przeciwnymi, staje się poważnym argumentem przez falsyfikację.
Inne alternatywy są parafrazą jednego z tych dwóch dualizmów.

>>Wręcz przeciwnie. Jak emocje towarzyszą wierze, zwłaszcza te wzmacniające to super, ale przychodzi czasem noc ciemna i to już wesołe nie jest. Wiara jest zaufaniem, miłością i decyzją.
>Skoro jednak żadnego argumentu podać nie możesz, to wniosek płynie z tego taki, że wiarę taką akurat (spośród wielu możliwych i równie zasadnych) wybierasz z pobudek emocjonalnych.
Mylisz się jak to wykazałem wyżej. Używając biblijnego porównania "drzewo poznaje się po owocach". Skoro owocem niewiary jest rozpacz, a owocem prawdziwej i dobrze ugruntowanej wiary jest życie spełnione, to wybór jest dla mnie oczywisty.

>>Bóg nas kocha bezwarunkowo i w końcu wypadałoby człowiekowi dojrzeć do tego, aby przynajmniej zbliżyć się do podobnej miłości wobec Niego.
>A jednak warunkowo, bo wymaga wiernopoddańczej wiary i posłuszeństwa:
>"Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań." Pomijam już kwestię sprzeczności powyższego i ludobójstwa w Biblii - co za dużo to niezdrowo.
Już ktoś odpowiedział na ten fragment, dodam tylko, że należałoby to rozumieć jako przestrogę. Wprowadzanie w teologię biblijną pozostawię innym.

W zasadzie piszę to w celu pokazania, że wierzący nie budują swojego życia na czymś pustym, a pokładanie ufności w Bogu ma wartość. Niewierzącym wydaje się to oczywiście szkodliwe z ich punktu widzenia, krótkiego czasu doczesnego życia.
Trudno pogodzić te dwa spojrzenia.

Pozdrawiam!


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
04-08-2007 23:12 
 Ocena 2 na 2
Pan Tau (1237 punktów)
Kontrast napisał:
[...] Jednakże nie można się zgodzić z twoim poglądem, że zmiana miejsca zamieszkania zwalnia z odpowiedzialności. Z takim podejściem powinniśmy odpuścić każdemu przestępcy, opuszczającemu kraj, w którym złamał prawo.[...]
Jedynym "przestępstwem" apostaty jest chęć odejścia od tych, z którymi mu nie po drodze.
W swojej powyższej wypowiedzi prezentujesz typ myślenia, który charakterystyczny był dla chociażby partyjnych władców Niemieckiej Republiki Demokratycznej, którzy za przestępstwo uważali nawet chęć opuszczenia wschodnioniemieckiego raju, a do tych, którzy tę chęć wprowadzali w życie, nakazywali na granicach bez ostrzeżenia strzelać.

Kontrast napisał:
[...] W tym kontekście wierzący jest obywatelem królestwa Bożego, a świadome i dobrowolne przejście na stronę wrogów jest aktem zdrady. Subiektywne przekonanie zdrajcy o własnej niewinności nie zmienia faktu, że dokonał takiego aktu z wszystkimi konsekwencjami. [...]
Jaki procent polskich katolików przystępuje do chrztu świadomie i dobrowolnie?

Kontrast napisał:
Kościół zapewne nie będzie ścigał apostatów, ani wymierzał kar uciążliwych [...]
Co za łaskawość...

Kontrast napisał:
Już nie będę mówił o zakładzie Paskala bo to oklepany temat.
Oklepany i ośmieszony tyle razy, że rzeczywiście nie warto tracić nań więcej czasu.

Kontrast napisał:
Zatem w tym kontekście argumentem przemawiającym za prawdziwością Boga, a ściślej wiary w Niego, będą przez swego rodzaju falsyfikację, postawy które są implikacją odrzucenia wiary.
Konkretnie kilka postaw:
1. Bunt - postawa destrukcyjna
2. Nieufność szeroko pojęta (sceptycyzm) - postawa zasadniczo szkodliwa
3. Brak poczucia sensu i celu wyższego - postawa osłabiająca ludzkie motywacje i wyższe dążenia
4. Liberalizm i autonomiczność - postawa destabilizująca więzi międzyludzkie

Bunt, sceptycyzm i liberalizm są motorami rozwoju cywilizacji. Nie są więc - globalnie - ani destrukcyjne ani destabilizujące.
Owszem, bywa, że są postrzegane negatywnie, ale wyłącznie przez pryzmat interesów ideologii monistycznych (na przykład wywodzących się z różnego rodzaju monoteizmów), których autorytarny i konserwatywny charakter z natury nastawia je wrogo do tego rodzaju postaw.
Łatwo zresztą znaleźć ich odpowiedniki będące implikacją przyjęcia wiary:
1. zamiast buntu mamy potulność
2. zamiast sceptycyzmu - naiwność i łatwowierność
4. zamiast liberalizmu i autonomiczności - zniewolenie.

Punkt 3 - brak poczucia sensu i celu przez osoby niewierzące jest oczywistą bzdurą, z uporem maniaka powtarzaną przez wierzących, do których nie dociera, że jeśli ktoś nie podziela ich celu/sensu, to może po prostu ma inny? Na dodatek ten cel/sens zwykle jest rezultatem indywidualnych przemyśleń danej osoby, a nie czymś narzuconym przez kapłanów czy święte księgi
W rezutacie ostatni punkt wygląda tak:
3. zamiast indywidualnie wypracowanego sensu i celu wierzący mają ich narzucone, fałszywe wyobrażenie.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Kontrast napisał:
[...] Jednakże nie można się zgodzić z twoim poglądem, że zmiana miejsca zamieszkania zwalnia z odpowiedzialności. Z takim podejściem powinniśmy odpuścić każdemu przestępcy, opuszczającemu kraj, w którym złamał prawo.[...]
Jedynym "przestępstwem" apostaty jest chęć odejścia od tych, z którymi mu nie po drodze.

>W swojej powyższej wypowiedzi prezentujesz typ myślenia, który charakterystyczny był dla chociażby partyjnych władców Niemieckiej Republiki Demokratycznej, którzy za przestępstwo uważali nawet chęć opuszczenia wschodnioniemieckiego raju, a do tych, którzy tę chęć wprowadzali w życie, nakazywali na granicach bez ostrzeżenia strzelać.
Zakładam, że tą parabolą chciałeś bronić stanowiska całkowitego uniewinnienia jakim obdarzają siebie nawzajem apostaci. Otóż nie można się z tym zgodzić. Oczywiście nie chodzi o to, że ktoś chce tu kogoś ganiać z siekierą, czy palić na stosach itp. Użyłem tu porównania, żeby pokazać na przykładzie błąd w ocenie moralnej czynu.
Inny przykład, gdy młody człowiek wyrzeka się rodziców, zmienia nazwisko i wypiera się nawet języka, całej tradycji rodzinnej, narodowej itp., czy przestaje być dzieckiem swoich rodziców? Czy zmiany jakich dokonał uniewinniają go, a rany jakie zadał nie istnieją?

>Kontrast napisał:
[...] W tym kontekście wierzący jest obywatelem królestwa Bożego, a świadome i dobrowolne przejście na stronę wrogów jest aktem zdrady. Subiektywne przekonanie zdrajcy o własnej niewinności nie zmienia faktu, że dokonał takiego aktu z wszystkimi konsekwencjami. [...]
Jaki procent polskich katolików przystępuje do chrztu świadomie i dobrowolnie?

Później mają wielokrotnie okazję potwierdzić tę decyzję. Jeżeli nie dojrzeli do tego, to świadczy o zaniedbaniach tych, którzy zaniedbali przygotowanie do świadomego wyboru. Oczywiście należałoby zbadać dokładnie kto zawinił i w jakim stopniu. Czasem, jeśli nie zawsze odejścia są owocem ignorancji lub zgorszenia i wtedy kwalifikacja czynu jest inna.

>Kontrast napisał:
Kościół zapewne nie będzie ścigał apostatów, ani wymierzał kar uciążliwych [...]
Co za łaskawość...

To, co jest karą kościelną, apostacie wydaje się być nagrodą, czyli wykluczenie ze wspólnoty wierzących, co zresztą dokonuje się z mocy prawa przez sam akt apostazji dokonany nawet prywatnie, a czyn publiczny ma bardzo surowe następstwa odczuwane dla tych, co potem coś chcą od Kościoła (ślub, pogrzeb itp.).

>Kontrast napisał:
Już nie będę mówił o zakładzie Paskala bo to oklepany temat.
Oklepany i ośmieszony tyle razy, że rzeczywiście nie warto tracić nań więcej czasu.

Ośmieszony w gronie szyderców. Jednak czy warto się takim śmiechem przejmować?
Aczkolwiek postępować jak wierzący, będąc w duchu ateistą to trochę bezsensowne, albo się wierzy i tak żyje albo nie.
"Wiara bez uczynków jest martwa", podobnie też uczynki bez wiary.

>Bunt, sceptycyzm i liberalizm są motorami rozwoju cywilizacji. Nie są więc - globalnie - ani destrukcyjne ani destabilizujące.
Nie o tym piszę. Bunt przeciw złu jest dobrem, podobnie sceptycyzm i zdrowy liberalizm. Mnie chodzi o postawy rzeczywiście szkodliwe w sytuacjach normalnych.

>Owszem, bywa, że są postrzegane negatywnie, ale wyłącznie przez pryzmat interesów ideologii monistycznych (na przykład wywodzących się z różnego rodzaju monoteizmów), których autorytarny i konserwatywny charakter z natury nastawia je wrogo do tego rodzaju postaw.
Myślę, że pomijając ekstremę systemy te bronią zasad etycznych, o których oszołomieni "tęczowymi" marszami i LSD "kochający inaczej" nie chcą nawet słyszeć.

>Łatwo zresztą znaleźć ich odpowiedniki będące implikacją przyjęcia wiary:
>1. zamiast buntu mamy potulność
>2. zamiast sceptycyzmu - naiwność i łatwowierność
>4. zamiast liberalizmu i autonomiczności - zniewolenie.
Piszesz o jakichś skrajnościach i to w zasadzie dotyczy sekt.

>Punkt 3 - brak poczucia sensu i celu przez osoby niewierzące jest oczywistą bzdurą, z uporem maniaka powtarzaną przez wierzących, do których nie dociera, że jeśli ktoś nie podziela ich celu/sensu, to może po prostu ma inny? Na dodatek ten cel/sens zwykle jest rezultatem indywidualnych przemyśleń danej osoby, a nie czymś narzuconym przez kapłanów czy święte księgi
W takim razie czym taki wydumany cel różni się od krytykowanego. Jakoś różnica nie wydaje się być duża. Bóg zwykle zamieniony jest na bożka w postaci ideowego celu jakiegoś nowego prądu ateistycznego, choćby neohumanizm, czy inne "izmy".

>W rezutacie ostatni punkt wygląda tak:
>3. zamiast indywidualnie wypracowanego sensu i celu wierzący mają ich narzucone, fałszywe wyobrażenie.
A czy ateizm to jakieś panaceum na prawdę, czy też "kamień filozoficzny" pomagający bezbłędnie rozpoznać prawdę?
Większość wierzących, to ci co poprzez własną refleksję i obserwację świata odkryli, że jest Bóg, albo czują intuicyjnie, że tak jest i wierzą.

Pozdrawiam!


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
google
No fajnie, ale sam sobie poradzę z odpowiedzią..
>Jednakże nie można się zgodzić z twoim poglądem, że zmiana miejsca zamieszkania zwalnia z odpowiedzialności.
Gdybyś zrozumiał co miałem na myśli, czyli że złamanie prawa kraju w którym się jest nie może być oceniana w kraju urodzenia, to by nie było problemu. Złamanie zakazów kościelnych przez kogoś, kto w Kościele nie jest to taki przypadek. A samo odejście od czegoś, w co się nie wierzy, to nie błąd, tylko akt uczciwości - i tu uwaga: akt dobry z punktu widzenia samego Kościoła, bo im mniej w nim hipokrytów, tym lepiej (a może uważasz inaczej?). Tym bardziej, że akt wejścia do Kościoła nie jest aktem (zwykle) świadomego wyboru.

>Później mają wielokrotnie okazję potwierdzić tę decyzję. Jeżeli nie dojrzeli do tego, to świadczy o zaniedbaniach tych, którzy zaniedbali przygotowanie do świadomego wyboru.
No to możemy mówić do duuużych zaniedbaniach na tym polu.

>Mnie chodzi o postawy rzeczywiście szkodliwe w sytuacjach normalnych.
Chyba popełniasz błąd uogólnienia i błędnego wnioskowania. Sama postawa nie powoduje, że ktoś odchodzi od wiary - na tej samej zasadzie ludzie do wiary dochodzą (np. bunt przeciwko niewierzącym rodzicom). Po prostu przyklejasz łatki tam, gdzie chodzi o

>Przewaga destrukcyjnych i destabilizujących postaw jakie naturalnie wynikają z odrzucenia systemu opartego na założeniu, że Bóg istnieje i jest najwyższą wartością i celem ostatecznym człowieka, w porównaniu ze zdecydowanie różniącymi się postawami przeciwnymi, staje się poważnym argumentem przez falsyfikację.
Sądzę, że kompletnie się mylisz. Otóż nie jest tak, że życie niewirzących jest destruktywne, wręcz przeciwnie, wystarczy zobaczyć kto ze znanych ludzi był niewierzący, aby temu zaprzeczyć. A i w życiu nie brakuje takich przykładów, kiedy są to ludzie twórczy i rozwinięci ponadprzeciętnie. Dodatkowo, tym samym twierdzisz, że innowiercy to idioci i dekadenci, bo nie założyli że TWÓJ Bóg istnieje - no wybacz, kto tu działa destruktywnie?
Chcęć sprawienia, aby wszyscy myśleli tak jak ty, jest pierwszym krokiem do tragedii. Wartości, jakie wskazałeś, nawet jeżeli dla ciebie negatywne, dla innych moga być pozytywne (i odwrotnie).

>Skoro owocem niewiary jest rozpacz, a owocem prawdziwej i dobrze ugruntowanej wiary jest życie spełnione, to wybór jest dla mnie oczywisty.
Jeżeli owocem niewiary jest życie spełnione i twórcze, a owocem wiary życie pełne smutku lub psychozy (piętno grzechu, ciągła obserwacja i ocena, nawet własnych myśli!) to dla mnie wybór jest równie oczywisty.

Rozumiem ludzi, którzy tak bardzo boją się przestać istnieć i tak bardzo chcą trwać, że gotowi są uwierzyć, iż cały świat stanie na głowie aby mogli żyć wiecznie w błogiej szczęśliwości. Problem jednak w tym, że większość ludzi na świecie wcale nie podziela takiego przekonania..
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Za szybko piszę i nie zawsze jestem w stanie przewidzieć jak zostanie zinterpretowane to, co napisałem. W końcu nie jestem jasnowidzem. Zresztą nie żałuję tych błędów, bo zawsze można się czegoś nauczyć i dowiedzieć o sobie. Próbuję jakoś znaleźć argumenty, ale ciężko przekonać innych chociaż samemu jest się przekonanym.

>No fajnie, ale sam sobie poradzę z odpowiedzią..
>>Jednakże nie można się zgodzić z twoim poglądem, że zmiana miejsca zamieszkania zwalnia z odpowiedzialności.
>Gdybyś zrozumiał co miałem na myśli, czyli że złamanie prawa kraju w którym się jest nie może być oceniana w kraju urodzenia, to by nie było problemu. Złamanie zakazów kościelnych przez kogoś, kto w Kościele nie jest to taki przypadek.
To nie takie proste. Sakrament chrztu niezależnie od tego, czy tego chce, czy nie apostata jest dany na zawsze. Przymierze zawarte z Bogiem od strony Boga pozostaje, bo On jest wierny. Kościół nie może nikogo wykreślać z księgi chrztów, bo nie ma do tego uprawnień.
Stąd każdy akt przeciw Kościołowi i Bogu niezależnie od miejsca przebywania pozostaje grzechem i jest winą.

>A samo odejście od czegoś, w co się nie wierzy, to nie błąd, tylko akt uczciwości - i tu uwaga: akt dobry z punktu widzenia samego Kościoła, bo im mniej w nim hipokrytów, tym lepiej (a może uważasz inaczej?). Tym bardziej, że akt wejścia do Kościoła nie jest aktem (zwykle) świadomego wyboru.
Raczej należałoby zapytać ile taki człowiek włożył trudu, aby pogłębić swoją wiarę. Ateizm raczej nie wypływa sam z siebie, ale zawsze rodzi się na bazie buntu.
Znam historię, w której punktem zwrotnym była śniegowa kulka jaką ktoś dostał w drodze do salki katechetycznej na plebanii. Dla innych może to być okultyzm, książki ateistów i wiele innych powodów.

>>Później mają wielokrotnie okazję potwierdzić tę decyzję. Jeżeli nie dojrzeli do tego, to świadczy o zaniedbaniach tych, którzy zaniedbali przygotowanie do świadomego wyboru.
>No to możemy mówić do duuużych zaniedbaniach na tym polu.
Nawet bardzo dużych...
>>Mnie chodzi o postawy rzeczywiście szkodliwe w sytuacjach normalnych.
>Chyba popełniasz błąd uogólnienia i błędnego wnioskowania. Sama postawa nie powoduje, że ktoś odchodzi od wiary - na tej samej zasadzie ludzie do wiary dochodzą (np. bunt przeciwko niewierzącym rodzicom). Po prostu przyklejasz łatki tam, gdzie chodzi o
Postawy są albo motorem albo skutkiem. Rzadko kto zdaje sobie sprawę z tych wewnętrznych motywacji, do tego potrzeba długich rozważań, aby skojarzyć. Mechanizmy obronne nie pozwalają zwykle sie do tego przyznać i potrzeba wiele zabiegów, aby obejść ten system obronny.

>Sądzę, że kompletnie się mylisz. Otóż nie jest tak, że życie niewirzących jest destruktywne, wręcz przeciwnie, wystarczy zobaczyć kto ze znanych ludzi był niewierzący, aby temu zaprzeczyć. A i w życiu nie brakuje takich przykładów, kiedy są to ludzie twórczy i rozwinięci ponadprzeciętnie. Dodatkowo, tym samym twierdzisz, że innowiercy to idioci i dekadenci, bo nie założyli że TWÓJ Bóg istnieje - no wybacz, kto tu działa destruktywnie?
Skąd takie wnioski?
Ucieczka w twórczość i inne formy aktywizmu nie oznacza, że taki człowiek nie ma w sobie destrukcji. Zresztą takich rozmów w zasadzie nie powinno się prowadzić na forum, bo tu panuje atmosfera konfrontacji.

>Jeżeli owocem niewiary jest życie spełnione i twórcze, a owocem wiary życie pełne smutku lub psychozy (piętno grzechu, ciągła obserwacja i ocena, nawet własnych myśli!) to dla mnie wybór jest równie oczywisty.
Obawiam się, że podany przez ciebie przykład jest jak najbardziej obrazem hipokryty, który w głębi duszy jest nienawrócony.

>Rozumiem ludzi, którzy tak bardzo boją się przestać istnieć i tak bardzo chcą trwać, że gotowi są uwierzyć, iż cały świat stanie na głowie aby mogli żyć wiecznie w błogiej szczęśliwości. Problem jednak w tym, że większość ludzi na świecie wcale nie podziela takiego przekonania..
Nie wydaje mi się, aby ateiści mniej się bali przemijania. Może raczej wiara daje nadzieję, że żyje się tu po coś, że to życie jest pielgrzymką do wieczności.
Jakoś sens życia ateistów nie wydaje mi się atrakcyjny, bo nie czuję się przymuszony, żeby wierzyć.

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
google
>Próbuję jakoś znaleźć argumenty, ale ciężko przekonać innych chociaż samemu jest się przekonanym.
Gdybyś był przekonany rozumnie, to by ci argumentów nie brakowało. Jednak jak mówiłem, wiara nie jest wynikiem rozumnej decyzji.

>To nie takie proste. Sakrament chrztu niezależnie od tego, czy tego chce, czy nie apostata jest dany na zawsze.
Nie ma to żadnego znaczenia dla niewierzącego, że go kiedyś ktoś pokropił wodą i wypowiedział magiczną formułkę. Dokładnie tak samo ciebie ktoś mógłby magicznie zaliczyć do jakiejś religii, a ty byś kompletnie nic nie mógł na to poradzić? Absurd.

>Stąd każdy akt przeciw Kościołowi i Bogu niezależnie od miejsca przebywania pozostaje grzechem i jest winą.
Jednak nic takiego na razie nie wykazałeś. Myślenie nie jest grzechem, ale rozumne odejście od wiary już tak? Absurd.

>Ateizm raczej nie wypływa sam z siebie, ale zawsze rodzi się na bazie buntu.
Nic takiego nie wykazałeś, to tylko wyznanie twojej wiary. W rzeczywistości ateizm często wypływa z braku potrzeby wiary w religijne bajki, a religijność z potrzeby wiary w 'coś'.

>Znam historię, w której punktem zwrotnym była śniegowa kulka jaką ktoś dostał w drodze do salki katechetycznej na plebanii.
Ba, znam teistów, dla których powodem nawrócenia było zobaczenie czegoś równie banalnego. To nie argument.

>Mechanizmy obronne nie pozwalają zwykle sie do tego przyznać i potrzeba wiele zabiegów, aby obejść ten system obronny.
Rozumiem, że przez system obronny rozumiesz tu rozumowanie, które pozwala się pozbyć choroby wiary?

>Ucieczka w twórczość i inne formy aktywizmu nie oznacza, że taki człowiek nie ma w sobie destrukcji.
Ale pokazuje, że nie musi jej mieć, co kładzie twój argument.

>Zresztą takich rozmów w zasadzie nie powinno się prowadzić na forum, bo tu panuje atmosfera konfrontacji.
Którą sam wprowadziłeś twierdząc, że niewierzący to głupsi niedojrzali grzesznicy. Otóż częściej bywa wprost przeciwnie.

>Obawiam się, że podany przez ciebie przykład jest jak najbardziej obrazem hipokryty, który w głębi duszy jest nienawrócony.
Czyli twierdzisz, że wierzący który ma problemy psychiczne z powodu wiary jest nienawrócony? No ładnie..

>Nie wydaje mi się, aby ateiści mniej się bali przemijania.
No to chyba pora przyjąć do wiadomości, że w wielu przypadkach tak właśnie jest.

>Może raczej wiara daje nadzieję, że żyje się tu po coś, że to życie jest pielgrzymką do wieczności.
To ładne podsumowanie i pewnie tak jest, jednak sam widzisz, że to nie jest żaden argument aby wierzyć.

>Jakoś sens życia ateistów nie wydaje mi się atrakcyjny, bo nie czuję się przymuszony, żeby wierzyć.
No, podobno każdy ma jakieś perwersje..

Chyba najlepszym argumentem przeciw temu co piszesz jest ilość bóstw jakie wymyślili ludzie i ilość religii. Części ludzi sprawia przyjemność praktyka religijna, zaspokaja jakieś ich potrzeby i spełnia społeczną funkcję. Ale nie ma powodu, aby stawiać to jakościowo wyżej niż np. potrzebę muzyki.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Próbuję jakoś znaleźć argumenty, ale ciężko przekonać innych chociaż samemu jest się przekonanym.
>Gdybyś był przekonany rozumnie, to by ci argumentów nie brakowało. Jednak jak mówiłem, wiara nie jest wynikiem rozumnej decyzji.
Wiara jest darem, a decyzja odpowiedzią, ale obawiam się, że tego nie zrozumie żaden ateista. Dla kogoś, kto doświadczył tego daru sprawa jest oczywista, to jak olśnienie. Nagle rozproszone kawałki łączą się w całość. Jednakże dla sceptyka, któremu to niewygodne doświadczenia kogoś innego są zawsze iluzją.

Zawsze można powiedzieć, że nawet stu świadków uległo złudzeniu, albo są chorzy na epilepsję itp. Jak coś nie pasuje do systemu to tak się robi.
Zastanawiam się, czy gdyby powołać instytut badań nad tymi, co wierzą, że teoria ewolucji (raczej cała ta ideologiczna otoczka) jest rzeczywiście taka jak twierdzą, nie okazałoby się, że wyniki są zbliżone do badań nad fizjologią wiary w Boga.
Argument obalający prawdziwość obiektu wiary z powodu wielości wyznań i form kultu jest absurdem. W ten sposób można by podważyć wszystko, bo zawsze znajdzie się jakaś grupa, która myśli inaczej. I tak można powiedzieć, że teoria ewolucji jest bzdurą, bo istnieje wiele innych interpretacji genezy.

>Myślenie nie jest grzechem, ale rozumne odejście od wiary już tak? Absurd.
Świadome i złe myślenie jest grzechem, bo o jakichś głupich myślach, które same do głowy przychodzą nie mówimy.

>Ba, znam teistów, dla których powodem nawrócenia było zobaczenie czegoś równie banalnego. To nie argument.
Wbrew pozorom może być argument. Jest zwykle tak, że nosimy coś w sobie i niekiedy jakiś drobiazg działa jak iskra, która podpala lont.

>>Ucieczka w twórczość i inne formy aktywizmu nie oznacza, że taki człowiek nie ma w sobie destrukcji.
>Ale pokazuje, że nie musi jej mieć, co kładzie twój argument.
Za szybko wnioski wyciągasz...

>>Zresztą takich rozmów w zasadzie nie powinno się prowadzić na forum, bo tu panuje atmosfera konfrontacji.
>Którą sam wprowadziłeś twierdząc, że niewierzący to głupsi niedojrzali grzesznicy. Otóż częściej bywa wprost przeciwnie.
Gdzie tak napisałem? Fantazjujesz...

>>Obawiam się, że podany przez ciebie przykład jest jak najbardziej obrazem hipokryty, który w głębi duszy jest nienawrócony.
>Czyli twierdzisz, że wierzący który ma problemy psychiczne z powodu wiary jest nienawrócony? No ładnie..
Raczej ma problemy z innych powodów, a jeśli mają związek z wiarą, to zwykle oznacza, że gdzieś błądzi, albo trafił na kiepskiego przewodnika, który sam niewiele rozumie.

>>Nie wydaje mi się, aby ateiści mniej się bali przemijania.
>No to chyba pora przyjąć do wiadomości, że w wielu przypadkach tak właśnie jest.
Pozory. Chyba, że jest to już akt pogodzenia się z faktem śmierci, tak jak z chorobą, czy innym nieszczęściem. To trochę niezgodne z naszą naturą i raczej nikt tego nie oczekuje z radością. Poza tym bez perspektywy rozliczenia, traci sens wszystko, co robimy, bo zło nie będzie potępione, a dobro nie zostanie wynagrodzone. Taka perspektywa może być opłacalna tylko dla złych, którzy żerują na frajerach.

>>Może raczej wiara daje nadzieję, że żyje się tu po coś, że to życie jest pielgrzymką do wieczności.
>To ładne podsumowanie i pewnie tak jest, jednak sam widzisz, że to nie jest żaden argument aby wierzyć.
Tak naprawdę, czy ktoś uwierzy, czy nie to sprawa łaski. Do wiary się dojrzewa poprzez wewnętrzny wzrost. Czasem właśnie jakiś pretekst budzi, to co już było w nas.
Niestety niewiara, zawsze ma korzenie w buncie, który również kumuluje się w nas i w końcu jakiś pretekst go budzi. Czasami gdy znikną powody buntu jest szansa na zmianę.

>>Jakoś sens życia ateistów nie wydaje mi się atrakcyjny, bo nie czuję się przymuszony, żeby wierzyć.
>No, podobno każdy ma jakieś perwersje..
>Chyba najlepszym argumentem przeciw temu co piszesz jest ilość bóstw jakie wymyślili ludzie i ilość religii. Części ludzi sprawia przyjemność praktyka religijna, zaspokaja jakieś ich potrzeby i spełnia społeczną funkcję. Ale nie ma powodu, aby stawiać to jakościowo wyżej niż np. potrzebę muzyki.
Nie rozumiesz wiary i jeśli tak ją postrzegasz, to nie jesteś ateistą (jeśli którykolwiek z forumowiczów jest), ponieważ nie znasz punktu odniesienia swojego buntu.
Pan Tau napisał mi, że wielu wierzących, to wierzący w "coś tam". Można by to odwrócić i powiedzieć, że wielu ateistów to ludzie odrzucający "jakiegoś tam Boga".
Sądząc po przytaczanych odpowiedziach można by zadać pytanie: w jakiego Boga nie wierzysz?
Moja odpowiedź zapewne brzmiałaby wtedy, że w takiego jak przedstawiasz ja też nie wierzę, bo to nie jest Bóg, tylko "coś tam"...

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
google
>Wiara jest darem, a decyzja odpowiedzią, ale obawiam się, że tego nie zrozumie żaden ateista. (..)
Oczywiście takiej odpowiedzi się spodziewałem i to rozumiem. Nie dziw się jednak, że ktoś nie podziela twojej wiary, bowiem to co napisałeś jest jednym z lepszych argumentów przeciw wierze w Twojego Boga.

>Zawsze można powiedzieć, że nawet stu świadków uległo złudzeniu, albo są chorzy na epilepsję itp. Jak coś nie pasuje do systemu to tak się robi.
Masz nas za umysłowo chorych? Więc sam sobie wystawiasz świadectwo. Zresztą, dokładnie to samo dotyczy wierzących - wszystko co wam nie pasuje ignorujecie, tłumaczycie tajemnicą, bożym planem itp. itd. czyli uciekacie od odpowiedzi. A cóż jest dziwnego w tym, że Bóg nie spełnia próśb, jeżeli go nie ma?

>Argument obalający prawdziwość obiektu wiary z powodu wielości wyznań i form kultu jest absurdem. W ten sposób można by podważyć wszystko, bo zawsze znajdzie się jakaś grupa, która myśli inaczej.
Grupa to jedno, a tysiące grup to co innego. Zastanów się - jeżeli ty masz rację, to zdecydowana większość ludzi jaka kiedykolwiek żyła myliło się. Czy więc Bóg się objawia, czy może jest tylko wymysłem małej grupki ludzi, którzy błędnie interpretują fakty?

>I tak można powiedzieć, że teoria ewolucji jest bzdurą, bo istnieje wiele innych interpretacji genezy.
Jednak żadna z nich nie zgadza sie z faktami lub niczego nie tłumaczy i nie przewiduje. No nie porównuj religii do teorii naukowej..

>Świadome i złe myślenie jest grzechem, bo o jakichś głupich myślach, które same do głowy przychodzą nie mówimy.
Powtarzam: co jest złego w świadomym i zgodnym z rozumem odejściem od wiary? Samo odejście? Wg ciebie chrzest to wyrok dożywocia? Aż mnie śmiech ogarnia gdy pomyślę, co byś twierdził, gdybyś się urodził np. w Iranie

>Wbrew pozorom może być argument. Jest zwykle tak, że nosimy coś w sobie i niekiedy jakiś drobiazg działa jak iskra, która podpala lont.
Sądzę, że gdybyś myślał logicznie, nie uznałbyś jednak tego za argument.

>>Którą sam wprowadziłeś twierdząc, że niewierzący to głupsi niedojrzali grzesznicy. Otóż częściej bywa wprost przeciwnie.
>Gdzie tak napisałem? Fantazjujesz...
Cały czas to sugerujesz.

>>Czyli twierdzisz, że wierzący który ma problemy psychiczne z powodu wiary jest nienawrócony? No ładnie..
>Raczej ma problemy z innych powodów, a jeśli mają związek z wiarą, to zwykle oznacza, że gdzieś błądzi, albo trafił na kiepskiego przewodnika, który sam niewiele rozumie.
Widzisz? Dokładnie to samo można odnieść do innowierców, więc to nie argument. Ateistów też poznaje się po owocach, czemu nie.

>To trochę niezgodne z naszą naturą i raczej nikt tego nie oczekuje z radością.
Wiele rzeczy które robimy nie są zgodne z naszą naturą, ale akurat umieranie leży w naszej naturze! Ludzi niedojrzali boją się, że przestaną istnieć, więc chcą, aby świat stanął dla nich na głowie, aby mogli żyć wiecznie i czerpać przyjemność bez końca. Rojenia..

>Poza tym bez perspektywy rozliczenia, traci sens wszystko, co robimy, bo zło nie będzie potępione, a dobro nie zostanie wynagrodzone. Taka perspektywa może być opłacalna tylko dla złych, którzy żerują na frajerach.
Zadziwia mnie nihilizm ludzi wiary. Czy wszystko musi się wam opłacać? Czy nie możecie być dobrzy po prostu dlatego, że dobro jest wartością samą w sobie?

>Tak naprawdę, czy ktoś uwierzy, czy nie to sprawa łaski.
Tym samym obalasz sens kary za niewiarę, której tak mocno bronisz. Ale wiem, że przez tę 'łaskę' chcesz dać do zrozumienia, że ty jesteś mądrzejszy, a ateiści to idioci którzy tej mądrości nie mają. Cóż, nie chcę ci psuć zamków w piaskownicy..

>Nie rozumiesz wiary i jeśli tak ją postrzegasz, to nie jesteś ateistą (..), ponieważ nie znasz punktu odniesienia swojego buntu.
No widzisz, znów ta sama pycha. Tak, ty będziesz decydował, kto jest ateistą..
I kto twierdzi, że się buntuję? Ja tylko szukam argumentów, których ty mi na razie nie dostarczyłeś.

>Sądząc po przytaczanych odpowiedziach można by zadać pytanie: w jakiego Boga nie wierzysz?
Mówimy o twojej wierze, moje wiary i niewiary to temat na inną dyskusję.

>Moja odpowiedź zapewne brzmiałaby wtedy, że w takiego jak przedstawiasz ja też nie wierzę, bo to nie jest Bóg, tylko "coś tam"...
Możemy się umówić, że to w co Ty wierzysz to jest Bóg, a to w co wierzą inni to jest 'cośtam'.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>Wiara jest darem, a decyzja odpowiedzią, ale obawiam się, że tego nie zrozumie żaden ateista. (..)
>Oczywiście takiej odpowiedzi się spodziewałem i to rozumiem. Nie dziw się jednak, że ktoś nie podziela twojej wiary, bowiem to co napisałeś jest jednym z lepszych argumentów przeciw wierze w Twojego Boga.
Nie rozumiesz o co chodzi, gdy mówimy o darze (łasce) stąd trudność w przyjąciu. Nie chodzi tu o stronę intelektualną, ale raczej o swoiste zrozumienie sercem. Ateiści wszystko mierzą rozumem, tak technicznie, a rzeczywistość nie jest tylko behawiorem opartym na prawach fizyki. Łaska wiary jest czymś poza percepcją jakby wejściem Boga poprzez tylne drzwi. Czyni to wedle swojej woli a nie naszej i dlatego takie określenie. Oczywiście wierzymy, że można prosić za siebie i innych. Jednak jest to zawsze dar. Nawet, gdy sądzimy, że do wiary doszliśmy własnymi rozważaniami.

>>Zawsze można powiedzieć, że nawet stu świadków uległo złudzeniu, albo są chorzy na epilepsję itp. Jak coś nie pasuje do systemu to tak się robi.
>Masz nas za umysłowo chorych? Więc sam sobie wystawiasz świadectwo. Zresztą, dokładnie to samo dotyczy wierzących - wszystko co wam nie pasuje ignorujecie, tłumaczycie tajemnicą, bożym planem itp. itd. czyli uciekacie od odpowiedzi. A cóż jest dziwnego w tym, że Bóg nie spełnia próśb, jeżeli go nie ma?
Błędem jest uciekać od odpowiedzi, gdy można odpowiedzieć, ale jeśli odpowiedzi brak, to chyba lepiej powiedzieć w taki sposób? Po to zresztą teologowie rozważają różne tematy, aby szukać odpowiedzi tam, gdzie się da. Nauka nie wszędzie sięga, a jeśli za wszystko uznaje się wyłącznie to, co da się zbadać, to, trudno o porozumienie.

>>Argument obalający prawdziwość obiektu wiary z powodu wielości wyznań i form kultu jest absurdem. W ten sposób można by podważyć wszystko, bo zawsze znajdzie się jakaś grupa, która myśli inaczej.
>Grupa to jedno, a tysiące grup to co innego. Zastanów się - jeżeli ty masz rację, to zdecydowana większość ludzi jaka kiedykolwiek żyła myliło się. Czy więc Bóg się objawia, czy może jest tylko wymysłem małej grupki ludzi, którzy błędnie interpretują fakty?
No, chyba idąc tą argumentacją można by też obalić "religię" opartą na neodarwinizmie, bo również większość ludzi tego nie podzela i też w zasadzie jeden człowiek zasugerował tę wizję świata. Dawkins, który stał się tu niepisanym prorokiem tej nowej "religii", również nie jest autorytetem dla większości ludzi.
Co do tej większości ludzi, to w kwestii wiary, raczej powszechnie uznawane jest istnienie Boga, różnice religii politeistycznych wynikają z niedojrzałości światopoglądowej. Im wyższa kultura tym kulty religijne były bardziej zbliżone do monoteizmu.
Objawienie Boga w Izraelu i dalsza kontynuacja w Kościele to nie tylko jakaś tam jeszcze jedna religia. Trzeba wierzyć, aby to zobaczyć.
Żydzi i Mahometanie to denominacje na jakimś etapie tego procesu, oni twierdzą inaczej oczywiście, ale to już inny problem.
>>I tak można powiedzieć, że teoria ewolucji jest bzdurą, bo istnieje wiele innych interpretacji genezy.
>Jednak żadna z nich nie zgadza sie z faktami lub niczego nie tłumaczy i nie przewiduje. No nie porównuj religii do teorii naukowej..
Jak wyżej. A co do tłumaczenia, to proszę spojrzeć na konkluzje i wtedy nie jest trudno zauważyć, że nazywanie tego "religią" jest uzasadnione.

>>>Którą sam wprowadziłeś twierdząc, że niewierzący to głupsi niedojrzali grzesznicy. Otóż częściej bywa wprost przeciwnie.
>>Gdzie tak napisałem? Fantazjujesz...
>Cały czas to sugerujesz.
Jasnowidzem jesteś?...

>>To trochę niezgodne z naszą naturą i raczej nikt tego nie oczekuje z radością.
>Wiele rzeczy które robimy nie są zgodne z naszą naturą, ale akurat umieranie leży w naszej naturze! Ludzi niedojrzali boją się, że przestaną istnieć, więc chcą, aby świat stanął dla nich na głowie, aby mogli żyć wiecznie i czerpać przyjemność bez końca. Rojenia..
Nie do tej religii pijesz...
Szczęście wieczne raczej nie wiąże się z wieczną przyjemnością w znaczeniu fizjologicznym, ale czymś wyższym, wobec czego zwykła zmysłowość cielesna jest czymś wulgarnym, a nawet ohydnym. Dla takiej fizjologicznej nadziei trzeba umrzeć.

>>Poza tym bez perspektywy rozliczenia, traci sens wszystko(...).
>Zadziwia mnie nihilizm ludzi wiary. Czy wszystko musi się wam opłacać? Czy nie możecie być dobrzy po prostu dlatego, że dobro jest wartością samą w sobie?
Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Skąd wiesz, że dobro jest wartością?

>>Tak naprawdę, czy ktoś uwierzy, czy nie to sprawa łaski.
>Tym samym obalasz sens kary za niewiarę, której tak mocno bronisz. Ale wiem, że przez tę 'łaskę' chcesz dać do zrozumienia, że ty jesteś mądrzejszy, a ateiści to idioci którzy tej mądrości nie mają. Cóż, nie chcę ci psuć zamków w piaskownicy..
Co to jest mądrość według Ciebie?
Nie sądzisz, że takie hasła to naprawdę piaskownica. Znowu jakieś akty jasnowidzenia...

>>Nie rozumiesz wiary i jeśli tak ją postrzegasz, to nie jesteś ateistą (..), ponieważ nie znasz punktu odniesienia swojego buntu.
>No widzisz, znów ta sama pycha. Tak, ty będziesz decydował, kto jest ateistą..
Wyraziłęm opinię, a odpowiedź jak widać.

>I kto twierdzi, że się buntuję? Ja tylko szukam argumentów, których ty mi na razie nie dostarczyłeś.
Za dużo na raz. Jak chcesz, żebym Cię przekonywał do wiary to nie na forum Racjonalisty...

>>Sądząc po przytaczanych odpowiedziach można by zadać pytanie: w jakiego Boga nie wierzysz?
>Mówimy o twojej wierze, moje wiary i niewiary to temat na inną dyskusję.

Z braku miejsca pominąłem kilka odpowiedzi...

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
Kontrast (1042 punktów)
PS
Przeleciało mi gdzieś pytanie o sens kary za niewiarę. Otóż jeżeli niewiara jest świadomym buntem przy świadomości prawdy o Tym, kogo się odrzuca, to kara jak najbardziej jest uzasadniona.
Jeśli bunt jest oparty na niezawinionej ignorancji, czy zwiedzeniu przez kogoś, kto oczernił, to ocena moralna nie może być taka sama i zależy od kwalifikacji czynu. Czasem największą winę ponosi podrzegacz, choć i on może być ofiarą innego podrzegacza. Jednakże trudno całkowicie zwolnić kogoś z odpowiedzialności, tylko dlatego, że został oszukany. Na pewno Bóg w swoim osądzie jest najbardziej sprawiedliwy i zna prawdziwe intencje. Odrzucenie istnienia Boga, po to aby bezkarnie grzeszyć, jeśli jest świadome, absolutnie nie zwalnia z odpowiedzialności.
Jeśli ktoś nie wierzy z braku przekonania, bo czegoś zabrakło, zwykle to widać i raczej należałoby to zaliczyć do niepokonalnej ignorancji, ale tacy ludzie raczej nie deklarują się jako apostaci.
Apostatami zawsze są buntownicy, choć wielu jeśli nie większość nie odrzuca Boga, tylko jakieś karykaturalne wyobrażenie.


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
google
>Nie chodzi tu o stronę intelektualną, ale raczej o swoiste zrozumienie sercem. Ateiści wszystko mierzą rozumem, (..)
O czym ty pleciesz? Przecież już ustaliliśmy, że wiara to kwestia emocji a nie rozumu. Chcesz mnie w tym bardziej utwierdzić?

>Czyni to wedle swojej woli a nie naszej i dlatego takie określenie.
Czyli pozbawia nas wolnej woli w kwestii wiary w niego? Ty naprawdę nie dostrzegasz, że to co piszesz nie ma sensu? To już prawie predestynacja.

>Nawet, gdy sądzimy, że do wiary doszliśmy własnymi rozważaniami.
Czyli wiara lub niewiara to niczyja zasługa ani wina. Herezja..

>Nauka nie wszędzie sięga, a jeśli za wszystko uznaje się wyłącznie to, co da się zbadać, to, trudno o porozumienie.
Jeżeli nie możesz czegoś zbadać, to na jakiej podstawie przyjmujesz to za prawdę? Przez 'zrozumienie sercem'?

>No, chyba idąc tą argumentacją można by też obalić "religię" opartą na neodarwinizmie, bo również większość ludzi tego nie podzela i też w zasadzie jeden człowiek zasugerował tę wizję świata.
Nie będę ci tłumaczył, że to jest zupełnie inna sytuacja, bo sam to stwierdzisz.

>Co do tej większości ludzi, to w kwestii wiary, raczej powszechnie uznawane jest istnienie Boga, różnice religii politeistycznych wynikają z niedojrzałości światopoglądowej.
No i znów ta sama pycha. Ty wiesz lepiej, ty masz prawdziwą wiarę, inni to niedojrzali idioci, którzy na dodatek nie dostali łaski wiary. Z tego, że ludzie wierzyli w bzdury, nie wynika, że twoja religia jest prawdziwsza niż inne.

>Objawienie Boga w Izraelu i dalsza kontynuacja w Kościele to nie tylko jakaś tam jeszcze jedna religia. Trzeba wierzyć, aby to zobaczyć.
No chyba padnę ze śmiechu. Wszystko opierasz na nieuzasadnionej wierze i wymagasz, aby ktoś podzielał twoje poglądy? Ja wiem, że trzeba wpierw uwierzyć, bo coś takiego jak rozumowe uzasadnienie wiary nie istnieje.

>A co do tłumaczenia, to proszę spojrzeć na konkluzje i wtedy nie jest trudno zauważyć, że nazywanie tego "religią" jest uzasadnione.
Jednak nic takiego nie wykazałeś.

>Szczęście wieczne raczej nie wiąże się z wieczną przyjemnością w znaczeniu fizjologicznym, ale czymś wyższym,(..)
A skąd ty to możesz wiedzieć? Ktoś tego doświadczył? Pomijam już, że to ty spłyciłeś znaczenie przyjemności.

>Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Skąd wiesz, że dobro jest wartością?
Dobro jest dla mnie wartością, nie ma tu co uzasadniać, nikogo do takiego wyboru przekonywać nie zamierzam.

>Za dużo na raz. Jak chcesz, żebym Cię przekonywał do wiary to nie na forum Racjonalisty...
A co, musisz na ziemi uświęconej? Gdybyś miał cokolwiek, co by mogło kogoś przekonać, to już byś to zrobił.

>Apostatami zawsze są buntownicy, choć wielu jeśli nie większość nie odrzuca Boga, tylko jakieś karykaturalne wyobrażenie.
Znów ta pycha: ty wiesz lepiej kto odchodzi od wiary, znasz wszystkie przypadki i wiesz, że błądzą. Tylko jak przychodzi co do czego to nijak nie możesz tego uzasadnić. Przekonuje cię 'głos serca', a nie argumenty, ale masz się za lepszego niż wszyscy innowiercy. Jak ktoś wierzy inaczej, to już nie rozumie wiary, jest niedojrzałym lub ignorantem. Piękna, chrześcijańska postawa..
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Znowu stosujesz argumentum ad personam przypisując mi na każdym kroku pychę. Nie przejmuję się tym specjalnie, ale to zniesmacza dialog. Wyrażanie własnych przekonań opartych na przemyśleniach zwykle jest takie jak tu i w tym kontekście tylko brak własnego zdania nie podpada pod pychę. Zresztą to nie klasztor karmelitański...

>>Nie chodzi tu o stronę intelektualną, ale raczej o swoiste zrozumienie sercem. Ateiści wszystko mierzą rozumem, (..)
>O czym ty pleciesz? Przecież już ustaliliśmy, że wiara to kwestia emocji a nie rozumu. Chcesz mnie w tym bardziej utwierdzić?
To w Twoim przekonaniu tak jest. Ani sam rozum ani same emocje nie są tu źródłem. Rozum to bardziej percepcja a emocje są reakcją. Punktem odniesienia jest rzeczywistość. Rzeczywistość namacalna podpada pod zmysły i jest łatwa dla percepcji zarówno emocjonalnej jak i rozumowej, ale to, co należy do rzeczywistości duchowej już nie jest takie proste w rozeznaniu. Chociaż możliwe, że właśnie to, co jest efektem przetwarzania przez nasze mózgi, czyli taki obraz świata jaki widzimy, jest też odbiciem rzeczywistości duchowej, która w swej istocie nie jest zatomizowana.
Materia jest więc nośnikiem tego, co duchowe, w tym emocje i władze naszych umysłów. Stąd Bóg działa poprzez "poruszenia" wewnętrzne i to będzie się przejawiało w reakcjach emocjonalnych, czy poznaniu rozumowym.

>>Czyni to wedle swojej woli a nie naszej i dlatego takie określenie.
>Czyli pozbawia nas wolnej woli w kwestii wiary w niego? Ty naprawdę nie dostrzegasz, że to co piszesz nie ma sensu? To już prawie predestynacja.
To jest predestynacja w pewnym sensie, ale niezupełnie. Pozorna sprzeczność wynika z tego, że Bóg wie (wiedział, wie, będzie wiedział) jakie są nasze decyzje, a ponieważ ma taką wiedzę, pomaga w ich podejmowaniu. Nie narzuca się jednak. Nie jest jak zarzucał Less tyranem, który zmusza do miłości wobec siebie.

>>Nawet, gdy sądzimy, że do wiary doszliśmy własnymi rozważaniami.
>Czyli wiara lub niewiara to niczyja zasługa ani wina. Herezja..
Gdyby nie było zasługi, ani winy straciłaby sens nagroda lub kara. To, że Bóg pomaga w podjęciu decyzji, posyła proroków itd. nie oznacza, że ludzie nie mają wolnej woli. Propozycja, zaproszenie, zachęta nie jest przymusem. Zapłatą za grzech jest śmierć w znaczeniu utraty Boga poprzez własną decyzję. Gdyby ten nie pozwolił odejść buntownikowi stałby się tyranem. Straszenie konsekwencjami odejścia (piekłem) jest przestrogą.
To ostateczne odejście musi być jakimś naprawdę niezwykle radykalnym przekraczającym obecną ludzka kondycję aktem woli człowieka. Jest to jednak temat raczej dla teologów, bo ateiści nie szukają odpowiedzi...

>>Nauka nie wszędzie sięga, a jeśli za wszystko uznaje się wyłącznie to, co da się zbadać, to, trudno o porozumienie.
>Jeżeli nie możesz czegoś zbadać, to na jakiej podstawie przyjmujesz to za prawdę? Przez 'zrozumienie sercem'?
Nie wyraziłem się precyzyjnie. Nauka uznawana przez ateistów uznaje tylko to, co można zbadać doświadczalnie, a wszystkie inne drogi dowodzenia bierze w wątpliwość. Taka Popperowska przechyła.
Wiele rzeczy da się dowieść metodami dedukcyjnymi (czy indukcyjnymi). Choćby przykładowe "Kryminalne zagadki(...)CSI", które cieszą się dużą popularnością. Odkrywa się w nich sprawcę zbrodni na podstawie śladów tworząc tropy. Trzeba wziąć pod uwagę wiele czynników, które w sposób wektorowy poprzez prawdopodobieństwa pozwalają ustalić przebieg wydarzeń, wyprofilować sprawcę i zidentyfikować go. Na podstawie kilku śladów dochodzi się do całej historii.
Taka jest teologia w poszukiwaniu śladów Boga itd.
>Z tego, że ludzie wierzyli w bzdury, nie wynika, że twoja religia jest prawdziwsza niż inne.
Ja mam podstawy, żeby tak twierdzić, ale to temat na inną okazję.

>Ja wiem, że trzeba wpierw uwierzyć, bo coś takiego jak rozumowe uzasadnienie wiary nie istnieje.
Wszystko można wyjaśnić rozumowo i dlatego potrzeba czegoś więcej. To nie kwestia przekonania, ale raczej wewnętrznego poruszenia, olśnienia.

>>A co do tłumaczenia, to proszę spojrzeć na konkluzje i wtedy nie jest trudno zauważyć, że nazywanie tego "religią" jest uzasadnione.
>Jednak nic takiego nie wykazałeś.
To temat na książkę, trudno streścić w jednym zdaniu, zresztą już trochę o tym pisałem może nie bezpośrednio.

>>Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Skąd wiesz, że dobro jest wartością?
>Dobro jest dla mnie wartością, nie ma tu co uzasadniać, nikogo do takiego wyboru przekonywać nie zamierzam.
To mniej więcej to samo, co z wiarą w Boga, którego ja uważam za Wartość Najwyższą...

>>Za dużo na raz. Jak chcesz, żebym Cię przekonywał do wiary to nie na forum Racjonalisty...
>A co, musisz na ziemi uświęconej? Gdybyś miał cokolwiek, co by mogło kogoś przekonać, to już byś to zrobił.
Egzorcystą nie jestem

Myślę, że w kwestii argumentów za wiarą i dlaczego uważam, że ta a nie inna jest właściwa, to sprawa zdecydowania i radykalizmu, który wynika z wielu lat głębokich przemyśleń. Nie przyszedłem tu w roli krzyżowca, a tarczę i miecz oraz zbroję póki co pozostawię jeszcze w zbrojowni.
Kupiłem sobie osławioną książkę Dawkinsa, którą mi tu wszyscy cytują i jak znajdę czas, to przygotuję odpowiedzi i argumenty, ale na forum wolałbym rozmawiać a nie walczyć.
Mam ważniejsze sprawy niż udowadnianie tego, że dobro jest wartością itp. Aczkolwiek dużo korzystam z tej krytyki, bo pozwala, a czasem zmusza do pogłębienia wiedzy i szukania odpowiedzi na tematy, których jeszcze nikt z teologów nie poruszył, albo tylko po łepkach.

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
google
>Znowu stosujesz argumentum ad personam przypisując mi na każdym kroku pychę.
Nieprawda,w konkretnych miejscach,gdzie się wywyższasz.

>(..)ale to, co należy do rzeczywistości duchowej już nie jest takie proste w rozeznaniu.
Podaj więc coś, co należy do rzeczywistości duchowej a nie należy do tej normalnej.(Uprzedzam, że sfera myśli to byłby zły przykład)

>Materia jest więc nośnikiem tego, co duchowe, w tym emocje i władze naszych umysłów. Stąd Bóg działa poprzez "poruszenia" wewnętrzne i to będzie się przejawiało w reakcjach emocjonalnych, czy poznaniu rozumowym.
Ładna bajka, ale co to ma wspólnego z faktami? Dziwi mnie, że zamiast podać jakiś argument snujesz kolejne opowiastki narażając się na śmieszność.

>Pozorna sprzeczność wynika z tego, że Bóg wie (..) jakie są nasze decyzje, a ponieważ ma taką wiedzę, pomaga w ich podejmowaniu.
To nie jest paradoks, tylko sprzeczność właśnie. Jeżeli pomaga jakkolwiek, to nie ma wolnej woli (coś za coś mój drogi). Pomijam już fakt, że nie umiesz stwierdzić czy pomaga czy nie.

>Nie jest jak zarzucał Less tyranem, który zmusza do miłości wobec siebie.
No gdzież tam tyranem, on tylko grozi wiecznymi mękami w razie innego zdania.

>To, że Bóg pomaga w podjęciu decyzji, posyła proroków itd. nie oznacza, że ludzie nie mają wolnej woli.
Oznacza dla proroków.. Tu się nie da tego pogodzić, jest albo albo.

>Propozycja, zaproszenie, zachęta nie jest przymusem.
A potrafisz uzasadnić, że jakakolwiek zachęta miała miejsce?

>Jest to jednak temat raczej dla teologów, bo ateiści nie szukają odpowiedzi...
Szukają, tylko jej nie znajdują. Ciekawe czemu..

>Nauka uznawana przez ateistów uznaje tylko to, co można zbadać doświadczalnie, a wszystkie inne drogi dowodzenia bierze w wątpliwość.
A jest jakaś inna nauka, halo?

>Wiele rzeczy da się dowieść metodami dedukcyjnymi (czy indukcyjnymi). (..) Na podstawie kilku śladów dochodzi się do całej historii.
Tak jak w nauce, następuje uprawdopodobnienie pewnej hipotezy ponad pewien wymaganyh próg. A próg ten się zmienia, im metody stają się lepsze (przykład: OTW). Jednak religia nie jest w stanie podać ani jednak takiej przesłanki, ba, sama filozofia teistyczna wykazała, że takiej przesłanki nie sposób podać. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie..

>Taka jest teologia w poszukiwaniu śladów Boga itd.
No i? Znalazła jakiś? Tysiące lat szukania..

>Ja mam podstawy, żeby tak twierdzić, ale to temat na inną okazję.
Ależ właśnie na tą.Podaj taką podstawę.

>To mniej więcej to samo, co z wiarą w Boga, którego ja uważam za Wartość Najwyższą...
To szanuję, nikt chyba tego nie neguje.

>Kupiłem sobie osławioną książkę Dawkinsa, którą mi tu wszyscy cytują i jak znajdę czas, to przygotuję odpowiedzi i argumenty, ale na forum wolałbym rozmawiać a nie walczyć.
OK, pamiętaj tylko, że każdy kolejny argument broniący teizm przed weryfikacją to argument dla ateizmu.

>Mam ważniejsze sprawy niż udowadnianie tego, że dobro jest wartością itp.
Nikt tego nie wymaga. Chodzi o konkretne wierzenia, które odnoszą się do naszego świata.

>Aczkolwiek dużo korzystam z tej krytyki, bo pozwala, a czasem zmusza do pogłębienia wiedzy i szukania odpowiedzi na tematy, których jeszcze nikt z teologów nie poruszył, albo tylko po łepkach.
Cieszę się. Może już pora wyciągnąć wnioski i zmienić stopkę?
15-06-2008 23:41 
 Ocena 1 na 1
darlove (2804 punktów)
Czytam ten długi wątek i dochodzę do nieodmiennego wniosku. Jeśli wierzący mi mówi, że wiara to łaska od Boga, to nie mam więcej pytań. Ponadto, jak pamiętam, miało być "tak, tak, nie, nie". Gość, jak to mówią, ma już pozamiatane.

Wiem, ze nic nie wiem. - Najmadrzejsze wypowiedziane zdanie w historii swiata.
06-08-2007 16:18 
 Ocena 1 na 1
Pan Tau (1237 punktów)
Kontrast napisał:
Zakładam, że tą parabolą chciałeś bronić stanowiska całkowitego uniewinnienia jakim obdarzają siebie nawzajem apostaci. Otóż nie można się z tym zgodzić. [...] Inny przykład, gdy młody człowiek wyrzeka się rodziców, zmienia nazwisko i wypiera się nawet języka, całej tradycji
rodzinnej, narodowej itp., czy przestaje być dzieckiem swoich rodziców? Czy zmiany jakich dokonał uniewinniają go, a rany jakie zadał nie istnieją?
1. Wiara/niewiara nie jest kwestią urodzenia a wyboru - a to wielka różnica.
2. Ale jeśli nawet jakiś człowiek wyrzeka się rodziców, zmienia nazwisko itd., to najpierw należy zapytać o przyczynę takiego zachowania.A to, kto kogo ranił w takich przypadkach,najczęściej nie jest aż tak oczywiste, jak Tobie sie wydaje.

Kontrast napisał:
Kontrast:
W tym kontekście wierzący jest obywatelem królestwa Bożego, a świadome i dobrowolne przejście na stronę wrogów jest aktem zdrady. Subiektywne przekonanie zdrajcy o własnej niewinności nie zmienia faktu, że dokonał takiego aktu z wszystkimi konsekwencjami.
Pan Tau:
Jaki procent polskich katolików przystępuje do chrztu świadomie i dobrowolnie?

Kontrast:
Później mają wielokrotnie okazję potwierdzić tę decyzję. Jeżeli nie dojrzeli do tego, to świadczy o zaniedbaniach tych, którzy zaniedbali przygotowanie do świadomego wyboru. Oczywiście należałoby zbadać dokładnie kto zawinił i w jakim stopniu. Czasem, jeśli nie zawsze odejścia są owocem ignorancji lub zgorszenia i wtedy kwalifikacja czynu jest inna.
Piszesz "później mają wielokrotnie okazję potwierdzić tę decyzję".
Przypuszczam, że w Polsce grubo ponad 90% osób jest chrzczona (tym samym stając się członkami Kościoła Rzymskokatolickiego) w rezultacie decyzji nie swojej, a swoich rodziców.
Jaka jest świadomość tego czynu w przypadku niemowląt stanowiących zdecydowaną większość początkujących katolików?
Widzisz tu gdzieś miejsce na wyrażenie woli przez te osoby, którym przyszły światopogląd jest narzucany wtedy, kiedy nie mają najmniejszych szans na wyrażenie swojego sprzeciwu, czy chocby opinii?
Skoro tak, to czyją decyzję mają później okazję potwierdzać? Swoją?
Piszesz "jeżeli nie dojrzeli do tego, to świadczy o zaniedbaniach tych, którzy zaniedbali przygotowanie do świadomego wyboru".
Wytłumacz mi, w jaki sposób niemowlęta mogą dojrzeć do takich decyzji?
W jaki sposób można je "przygotować do świadomego wyboru"?

Kontrast napisał:
Kontrast:Już nie będę mówił o zakładzie Paskala bo to oklepany temat.
Pan Tau:
Oklepany i ośmieszony tyle razy, że rzeczywiście nie warto tracić nań więcej czasu.

Kontrast:
Ośmieszony w gronie szyderców. Jednak czy warto się takim śmiechem przejmować?
To oczywiście Twój problem, czy się tym przejmujesz, czy nie.
Dla mnie zakład Pascala ma sens, choć zapewne nie ten, o który chodziło jego twórcy.
Otóż jest doskonałym dowód na to, że podstawową motywacją kierującą ludzi ku wierze jest interesowność.
Co mogę otrzymać, a co moge utracić?
Kij i marchewka, piekło i raj...
Co ci szkodzi wierzyć, przecież nic nie stracisz, a możesz wiele zyskać, nieprawdaż?
Ta hipokryzja jest po prostu porażająca.

Kontrast napisał:
"Wiara bez uczynków jest martwa", podobnie też uczynki bez wiary.
A jesteś w stanie to uzasadnić?

Kontrast napisał:
Nie o tym piszę. Bunt przeciw złu jest dobrem, podobnie sceptycyzm i zdrowy liberalizm. Mnie chodzi o postawy rzeczywiście szkodliwe w sytuacjach normalnych.
Jakie sytuacje uważasz za normalne?
I co takiego szkodliwego dają te trzy postawy w owych "sytuacjach normalnych"?

Kontrast napisał:
Myślę, że pomijając ekstremę systemy te bronią zasad etycznych, o których oszołomieni "tęczowymi" marszami i LSD "kochający inaczej" nie chcą nawet słyszeć.
A ja myślę, że po prostu bronią swoich interesów, zasad etycznych używając jako swego rodzaju listka figowego. Istnienie, rozwój, dobro KRK będzie dla jego fumkcjonariuszy (i większej części wyznawców) wyznawców zawsze na pierwszym miejscu, daleko przed etyką.
A jeśli chodzi o ekstremę - każdy monoteizm jest doskonałym przykładem skrajności poglądów.
1. Jest objawiony - raz i na zawsze.
2. Nie w nim miejsca na żadne wątpliwości.
3. Uważa się za jedynego depozytariusza prawdy i za jedyna wyrocznię moralności.
4. Dąży do unicestwienia (albo conajmniej marginalizacji) wszelkich innych światopoglądów.
I tak dalej...

Kontrast napisał:
Pan Tau:
Łatwo zresztą znaleźć ich odpowiedniki będące implikacją przyjęcia wiary:
1. zamiast buntu mamy potulność
2. zamiast sceptycyzmu - naiwność i łatwowierność
4. zamiast liberalizmu i autonomiczności - zniewolenie.

Kontrast:
Piszesz o jakichś skrajnościach i to w zasadzie dotyczy sekt.
Nic podobnego. Piszę o zestawie postaw, który jest pożądany z punktu widzenia każdej objawionej religii monoteistycznej.
Za to bunt, sceptycyzm i autonomiczność są przez nie zdecydowanie niemile widziane - i tu się z Tobą zgadzam.

Kontrast napisał:
W takim razie czym taki wydumany cel różni się od krytykowanego. Jakoś różnica nie wydaje się być duża. Bóg zwykle zamieniony jest na bożka w postaci ideowego celu jakiegoś nowego prądu ateistycznego, choćby neohumanizm, czy inne "izmy"
Po pierwsze jest co najwyżej tak samo "wydumany", jak ten krytykowany, ale przynajmniej nie jest narzucony i bezrefleksyjnie przyjęty. Najczęściej jest efektem indywidualnych przemyśleń danej osoby i to jest jego największa wartość.

Kontrast napisał:
A czy ateizm to jakieś panaceum na prawdę, czy też "kamień filozoficzny" pomagający bezbłędnie rozpoznać prawdę?
Nie jest. Ale przy najmniej nie udaje, że jest inaczej, nie mami ludzi znajomością "prawdy absolutnej".


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
06-08-2007 16:37 
 Ocena 1 na 1
Pan Tau (1237 punktów)
Kontrast napisał:
Większość wierzących, to ci co poprzez własną refleksję i obserwację świata odkryli, że jest Bóg, albo czują intuicyjnie, że tak jest i wierzą.

Chyba żartujesz. Większość wierzących katolików w Polsce nigdy nie czytała ani Biblii ani Katechizmu, a swoją znajomość zasad wiary opiera wyłącznie na tym, co usłyszy od księdza na kazaniu. Wiele badań socjologicznych przeprowadzanych w ostatnich latach (również przez instytucje związane z KRK) pokazuje, że znajomość własnej religii wśród polskich katolików jest żenująca a podejście do jej reguł bardzo wybiórcze.

Fakty są takie, że większość wierzących jest nimi, ponieważ tak zdecydowali za nich rodzice.
W rzeczywistości są co najwyżej "wierzący", a z pewnością nie są katolikami, choć za takich się uważają.
W coś tam wierzą, ale zwykle sami za bardzo nie wiedzą w co, bo tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiali.
Nie ma w tym żadnej głębi, żadnej refleksji, żadnej obserwacji świata.

Natomiast osoby, które rzeczywiście samodzielnie zaczynają zastanawiać się nad światem, prędzej czy później kończą jako ateiści lub agnostycy.
A jeśli dotąd, ze względu na konformizm ich rodziców, byli uznawani za wierzących, to ich apostazja (i to niekoniecznie od razu w sensie prawnym) - odrzucenie tego, co kiedyś zostało im narzucone - jest tak naprawdę ich pierwszą samodzielną i świadomą deklaracją światopoglądową, za którą należą im się wielkie brawa.


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Nie mam tyle czasu, aby odpowiedzieć na wszystko, zresztą potem mnoży się więcej pytań dyskutantów i w zasadzie trzeba by znowu zaczynać od Adama i Ewy.
Te wnoszone uwagi odnośnie Kościoła, zaniedbań i braków jakie można spotkać u zwykłych wiernych i nierzadko nawet ksieży, są dla katolików rzeczą znaną i jakoś nas to specjalnie nie dziwi. Ludzie są ludźmi, a celem Kościoła nie jest popisywanie się przed światem herosami, czy tworzenie sztuki dla sztuki. Raczej należy widzieć prawdę, że jest to wspólnota grzeszników, którzy szukają zbawienia Boga. Wszystko inne jest drugorzędne. Są wspaniali i święci ludzie, ale też zdarzają się kanalie. Jeśli ktoś odchodzi, bo natknął się na takich, którzy jeszcze nie zrozumieli po co są w Kościele, sam nie zrozumiał celu.

>W coś tam wierzą, ale zwykle sami za bardzo nie wiedzą w co, bo tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiali.
>Nie ma w tym żadnej głębi, żadnej refleksji, żadnej obserwacji świata.
Są książki, są ludzie. Myślę, że jak ktoś chce to znajdzie drogę do Boga

>Natomiast osoby, które rzeczywiście samodzielnie zaczynają zastanawiać się nad światem, prędzej czy później kończą jako ateiści lub agnostycy.
Ja nie skończyłem, a wierz mi rzadko kto tyle się zastanawia, analizuje itd. Znam konkluzje ateistów i jakoś mnie to nie przekonuje, choć być może w pewnym stopniu oczyszcza moje przekonania z resztek infantylizmu i zmusza do głębszych refleksji, przez kontrast.

>A jeśli dotąd, ze względu na konformizm ich rodziców, byli uznawani za wierzących, to ich apostazja (i to niekoniecznie od razu w sensie prawnym) - odrzucenie tego, co kiedyś zostało im narzucone - jest tak naprawdę ich pierwszą samodzielną i świadomą deklaracją światopoglądową, za którą należą im się wielkie brawa.
Jakoś nie będę klaskał. Skoro jak napisałeś, ci rodzice sami nie wiedzą, w co wierzą, to czyż można nazwać taką apostazję czymś poważnym?
Raczej jest to intelektualne odrzucenie tego, czego się nie poznało, nie doświadczyło, albo było to jedynie mgliste przeżycie dziewięciolatka.
Ktoś, kto realnie doświadczył łaski Bożej i Jego miłość, nie zwątpi tak łatwo.

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
07-08-2007 17:05 
 Ocena 2 na 2
Pan Tau (1237 punktów)
Kontrast napisał wcześniej:
Większość wierzących, to ci co poprzez własną refleksję i obserwację świata odkryli, że jest Bóg, albo czują intuicyjnie, że tak jest i wierzą.
Kontrast napisał teraz:
Te wnoszone uwagi odnośnie Kościoła, zaniedbań i braków jakie można spotkać u zwykłych wiernych i nierzadko nawet ksieży, są dla katolików rzeczą znaną i jakoś nas to specjalnie nie dziwi. Ludzie są ludźmi [...]

Przyznam, że nie rozumiem.
To jak w końcu jest według Ciebie?
Czy polscy katolicy (bo oni w naszym kraju są synonimem ludzi wierzących) rzeczywiście w większości dochodzą do swojej wiary poprzez własną refleksję i obserwację świata?
Czy też może (jak pokazują badania) w większości są faktycznie "wierzącymi", ograniczającymi się do prostej sekwencji rytuałów (chrzciny - pierwsza komunia - ślub - pogrzeb) i cyklu obrzędów (Popielec - Pasterka).

Przypomnę fragment wypowiedzi Lenahtasa z jednej z dyskusji sprzed paru miesięcy:
"[...] Tylko 20 proc. osób, określających się jako wierzący katolicy, umie wymienić dziesięć przykazań, a ponad 30 proc. nie zna żadnego. Jedynie 18 proc. potrafi podać imiona czterech ewangelistów, a prawie 43 proc. z tych, którzy określają się jak głęboko wierzący, jest zdania, że można wyspowiadać się z grzechu pierworodnego. [...]"
(na podstawie badań przeprowadzonych dla Newsweeka przez firmę SMG/KRC)


Kontrast napisał wcześniej:
Ja nie skończyłem, a wierz mi rzadko kto tyle się zastanawia, analizuje itd. Znam konkluzje ateistów i jakoś mnie to nie przekonuje, choć być może w pewnym stopniu oczyszcza moje przekonania z resztek infantylizmu i zmusza do głębszych refleksji, przez kontrast.
Problem polega więc na tym, że na tle polskiego (za przeproszeniem) cielęco bezrefleksyjnego katolicyzmu jesteś chlubnym wyjątkiem.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Kontrast napisał wcześniej:
Większość wierzących, to ci co poprzez własną refleksję i obserwację świata odkryli, że jest Bóg, albo czują intuicyjnie, że tak jest i wierzą.
Kontrast napisał teraz:
Te wnoszone uwagi odnośnie Kościoła, zaniedbań i braków jakie można spotkać u zwykłych wiernych i nierzadko nawet ksieży, są dla katolików rzeczą znaną i jakoś nas to specjalnie nie dziwi. Ludzie są ludźmi [...]

>Przyznam, że nie rozumiem.
>To jak w końcu jest według Ciebie?
>Czy polscy katolicy (bo oni w naszym kraju są synonimem ludzi wierzących) rzeczywiście w większości dochodzą do swojej wiary poprzez własną refleksję i obserwację świata?
Ja mam na myśli wierzących, którzy są faktycznymi i świadomymi wyznawcami. Trudno się wypowiadać za pseudokatolików, czy raczej ignorantów, którzy w coś tam wierzą, ale sami nie wiedzą w co.
Badania takie czy inne znam. Zresztą sam bawiłem się w jakieś tego typu statystyki i mam obraz sytuacji.
Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
zlomierz (124 punktów)
>Nie zgodzę się jeżeli grzech jest aktem apostazji (ateizm jest takim aktem, w odróżnieniu od niezawinionego braku wiary),

Otóż apostazja jest oświadczeniem niuewiary ni decyzją
jesli ktoś zwątpił i niewierzy to niewierzy
Czyżby fałszywość, udawanie wiary było właściwym postępowaniem według wierzących?

no może ze wzgledu na finanse instytucji

no ale jesli udawać wiare to dlaczego datki mialbyby byc prawdziwe...
mogę powrzucać coś co będzie przypominało blankiety do czeków
wypelnione a jakże - na druk tego odżałować można

co już się stało niewłasciwe?
teraz sie stało oszustwem?
ale biegnie do kosciola dlatego ze wzgledu na opinie sasiadów bylo w porządku?
01-08-2007 19:23 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
> Ateizm nie daje właściwej odpowiedzi, a wnioski jakie wyciąga trudno nazwać dorosłymi.

Takie słowa z ust wierzących powodują, że ateista który do tej pory nic nie mówi na temat religii z konieczności musi zabrać głos. Niestety ludzie wierzący z reguły nie mogą lub nie chcą zrozumieć że słowa ateisty w tym wypadku muszą być przykre dla kogoś religijnego. Nie da się dziecku delikatnie wytłumaczyć że Św. Mikałaj nie istnieje. Dziecko się buntuję i jest to zrozumiałe, ale dlaczego ludzie dorośli denerwują się gdy mówi się im rzeczy oczywiste, lub zadaje trudne pytania ?
To tyle jeżeli chodzi o "dorosłość" czy dojrzałość ludzi wierzących (w sensie religijnym).
Co do zaś "właściwej odpowiedzi", to ateista zdaje sobie sprawę z oczywistego faktu że na wiele pytań nikt nie zna odpowiedzi i jest bardzo prawdopodobne, że nigdy nie poznamy odpowiedzi na wszystkie pytania. Ja osobiście nie wyobrażam sobie świata całkowicie poznanego. To byłby prawdziwy koszmar gdyby wszystko było już poznane i nic nowego nie bylibyśmy w stanie stworzyć.
Ludzie religijni zaś tylko udają że znają "właściwe odpowiedzi". Gdy zada się niewygodne pytanie odpowiadają że mamy do czynienia z niepoznawalną tajemnicą ...

Dla jasności dodam, że nie mam nic przeciwko wierze jednostki, bo de-facto taka wiara jest nieszkodliwa. Szkodliwa jest religia jako instytucja, która jest efektem indoktrynacji i powoduje podziały, nietolerancje i niechęć do postępu.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!

>> Ateizm nie daje właściwej odpowiedzi, a wnioski jakie wyciąga trudno nazwać dorosłymi.
>Takie słowa z ust wierzących powodują, że ateista który do tej pory nic nie mówi na temat religii z konieczności musi zabrać głos. Niestety ludzie wierzący z reguły nie mogą lub nie chcą zrozumieć że słowa ateisty w tym wypadku muszą być przykre dla kogoś religijnego. Nie da się dziecku delikatnie wytłumaczyć że Św. Mikałaj nie istnieje. Dziecko się buntuję i jest to zrozumiałe, ale dlaczego ludzie dorośli denerwują się gdy mówi się im rzeczy oczywiste, lub zadaje trudne pytania ?
>To tyle jeżeli chodzi o "dorosłość" czy dojrzałość ludzi wierzących (w sensie religijnym).
Rzekłbym, że użyłeś obrony poprzez atak i są to jakieś parafrazy twórczości Dowkinsa. Jak napisałeś dziecku. Dzieciom opowiada się bajki, bo to naturalny sposób dotarcia do umysłu dziecka i przekazania mu dorosłych treści, czyli ideałów wartości itd. Jednakże i dorośli używają bajek, aby przekazać poprzez nie głębsze treści, z całą świadomością, że fikcja jest tylko nośnikiem ideii.
Nauka dotyczy świata materii i nie da się wyjaśnić wszystkiego. Odkrywamy jak coś działa, ale samej esencji nie da się zbadać przyrządami.

>Co do zaś "właściwej odpowiedzi", to ateista zdaje sobie sprawę z oczywistego faktu że na wiele pytań nikt nie zna odpowiedzi i jest bardzo prawdopodobne, że nigdy nie poznamy odpowiedzi na wszystkie pytania. Ja osobiście nie wyobrażam sobie świata całkowicie poznanego. To byłby prawdziwy koszmar gdyby wszystko było już poznane i nic nowego nie bylibyśmy w stanie stworzyć.
Uświadomiłem sobie właśnie, że to może być kolejna przesłanka wskazująca na celowość świata w takiej formie jaką znamy, właśnie taki nieosiągalny, niepoznawalny itd. Skoro takie jest dzieło to...

>Ludzie religijni zaś tylko udają że znają "właściwe odpowiedzi". Gdy zada się niewygodne pytanie odpowiadają że mamy do czynienia z niepoznawalną tajemnicą ...
Jako ucieczka od odpowiedzi, to może niezbyt piękne, ale nie ulega wątpliwości, że to niepoznawalna tajemnica. Tajemnica dlatego, że jest niezgłębiona. Jeśli ktoś ją odrzuca to na własne życzenie.

>Dla jasności dodam, że nie mam nic przeciwko wierze jednostki, bo de-facto taka wiara jest nieszkodliwa. Szkodliwa jest religia jako instytucja, która jest efektem indoktrynacji i powoduje podziały, nietolerancje i niechęć do postępu.
Nie zgadzam się lub tylko częściowo. To czasem niektórzy urzędnicy w tej instytucji minęli się z powołaniem...

Pozdrawiam!


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
03-08-2007 19:15 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
>Rzekłbym, że użyłeś obrony poprzez atak i są to jakieś parafrazy twórczości Dowkinsa. Jak napisałeś dziecku. Dzieciom opowiada się bajki, bo to naturalny sposób dotarcia do umysłu dziecka i przekazania mu dorosłych treści, czyli ideałów wartości itd. Jednakże i dorośli używają bajek, aby przekazać poprzez nie głębsze treści, z całą świadomością, że fikcja jest tylko nośnikiem ideii.

W przypadku religii, mamy do czynienia tylko z bajką.

>Nauka dotyczy świata materii i nie da się wyjaśnić wszystkiego. Odkrywamy jak coś działa, ale samej esencji nie da się zbadać przyrządami.

Ale przyrządy trzeba budować, lub przynajmniej próbować budować.

>Uświadomiłem sobie właśnie, że to może być kolejna przesłanka wskazująca na celowość świata w takiej formie jaką znamy, właśnie taki nieosiągalny, niepoznawalny itd. Skoro takie jest dzieło to...

No właśnie takie słowa nie wyglądają jak zachęta do poznawania tego co jeszcze nie zostało wyjaśnione.
To jest jawna krytyka nauki.

>Jako ucieczka od odpowiedzi, to może niezbyt piękne, ale nie ulega wątpliwości, że to niepoznawalna tajemnica. Tajemnica dlatego, że jest niezgłębiona. Jeśli ktoś ją odrzuca to na własne życzenie.

Jeżeli coś z definicji jest niepoznawalne to nic pewnego na ten temat nie można powiedzieć. Niestety ludzie religijni na podstawie "niepoznawalnego" tworzą jakieś teorie. Takie teorie są nic nie warte.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!

>W przypadku religii, mamy do czynienia tylko z bajką.
Skąd ta pewność?
Dowkinsowskie argumenty wyprowadzone z apriorycznych przekonań autora o iluzji Boga, jakoś mnie nie przekonują.
Właśnie po raz kolejny próbowałem się zapoznać z podobnymi konkluzjami Poppera, bo w zasadzie to podstawowy oręż racjonalizmu krytycznego. Wnioski jako takie warte są uwagi, jednakże wszystko byłoby fajnie, gdyby nie założenie przyjęte a priori, że istnieje tylko materia (taka, czy inna). Skoro zatem krytykuje się aprioryczne (choć nie do końca jest to słuszny pogląd) założenia teologii (domyślnie katolickiej), samemu zakładając podobnie aprioryczne podstawy światopoglądowe, spór przestaje mieć charakter naukowy (chyba, że wyznawcy takich przekonań ukradli to pojęcie dla uzasadnienia własnego światopoglądu). Można nawet powiedzieć, że paradoksalnie jest to odwieczny konflikt dwóch typów religijności. O podobieństwie materializmu z panteizmem już niejednokrotnie się tutaj wypowiadałem i coraz bardziej jestem przekonany, że jest to tylko jego kolejna parafraza.

>>Nauka dotyczy świata materii i nie da się wyjaśnić wszystkiego. Odkrywamy jak coś działa, ale samej esencji nie da się zbadać przyrządami.
>Ale przyrządy trzeba budować, lub przynajmniej próbować budować.
Jeśli ma to wartość dla ludzkości...
Co do pojęcia "nauka", powinno się je zastąpić właściwymi terminami. Przecież nie każdy zajmuje się fizyką.

>>Uświadomiłem sobie właśnie, że to może być kolejna przesłanka wskazująca na celowość świata w takiej formie jaką znamy, właśnie taki nieosiągalny, niepoznawalny itd. Skoro takie jest dzieło to...
>No właśnie takie słowa nie wyglądają jak zachęta do poznawania tego co jeszcze nie zostało wyjaśnione.
>To jest jawna krytyka nauki.
Skąd takie wnioski? To, że coś jest wielkie i pełne bogactwa tajemnic, których praktycznie nie da się zgłębić, nie oznacza żeby sobie dać spokój z odkrywaniem tego, co można odkryć. To tak jakby uczniak z powodu wielkości zbiorów bibliotecznych nie chciał czytać niczego, stwierdzając, że to i tak bezsensowne.

>Jeżeli coś z definicji jest niepoznawalne to nic pewnego na ten temat nie można powiedzieć. Niestety ludzie religijni na podstawie "niepoznawalnego" tworzą jakieś teorie. Takie teorie są nic nie warte.
Z takim podejściem można w zasadzie podobnie jak wspomniany leniwy uczniak odrzucić sens poznawania czegokolwiek, bo to, co udało nam się dowiedzieć o świecie jest zapewne tylko ułamkiem wobec tego, co jeszcze niepoznane.
Jeśli swoje myślenie opiera się wyłącznie na tym, co namacalne i już poznane w sposób niemal pewny oraz zakładając, że to, co domyślne jest fikcją (bo to przeszkadza pewnej grupie osób), życie wygląda tak jak widać.
Jednakże konsekwencje ateistycnego sposobu myślenia są fajne dopóki człowiek jest piękny i młody oraz nie jest zmobbingowany przez innych. Gdy jednak kończy się sielanka już nie jest tak fajnie. Rodzi się wtedy pytanie o sens, a odpowiedź jest albo domyślna, albo odpowiedzi brak...

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
05-08-2007 13:25 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
>Dowkinsowskie argumenty wyprowadzone z apriorycznych przekonań autora o iluzji Boga, jakoś mnie nie przekonują.

Nie wiem co Dawkins przyjmuje a-priori.
Możesz powiedzieć co ateiści przyjmują a-priori ?

>>To jest jawna krytyka nauki.
>Skąd takie wnioski? To, że coś jest wielkie i pełne bogactwa tajemnic, których praktycznie nie da się zgłębić, nie oznacza żeby sobie dać spokój z odkrywaniem tego, co można odkryć. To tak jakby uczniak z powodu wielkości zbiorów bibliotecznych nie chciał czytać niczego, stwierdzając, że to i tak bezsensowne.

Poznawać oczywiście trzeba, ale nie powinno się stawiać tezy, która niby wszystko tłumaczy, a następnie całą resztę do tej tezy dopasowywać.

>>Jeżeli coś z definicji jest niepoznawalne to nic pewnego na ten temat nie można powiedzieć. Niestety ludzie religijni na podstawie "niepoznawalnego" tworzą jakieś teorie. Takie teorie są nic nie warte.
>Z takim podejściem można w zasadzie podobnie jak wspomniany leniwy uczniak odrzucić sens poznawania czegokolwiek, bo to, co udało nam się dowiedzieć o świecie jest zapewne tylko ułamkiem wobec tego, co jeszcze niepoznane.

Jak wyżej.

>Jeśli swoje myślenie opiera się wyłącznie na tym, co namacalne i już poznane w sposób niemal pewny oraz zakładając, że to, co domyślne jest fikcją (bo to przeszkadza pewnej grupie osób), życie wygląda tak jak widać.

Życie wygląda dokładnie tak jak je obserwujemy. Po co dodatkowo je "upiększać" i komplikować to co już jest skomplikowane ?

>Jednakże konsekwencje ateistycnego sposobu myślenia są fajne dopóki człowiek jest piękny i młody oraz nie jest zmobbingowany przez innych. Gdy jednak kończy się sielanka już nie jest tak fajnie. Rodzi się wtedy pytanie o sens, a odpowiedź jest albo domyślna, albo odpowiedzi brak...

Jeżeli ktoś nie potrafi sobie poradzić z tym co się z nim dzieje to próbuje sobie ulżyć tworząc własne urojone byty. Niestety wydaje mi się że jest to oszukiwanie samego siebie.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Nie wiem co Dawkins przyjmuje a-priori.
>Możesz powiedzieć co ateiści przyjmują a-priori ?
Rozmawiam tu od jakiegoś czasu i już trochę wiem o ateizmie, więc jako odpowiedź typuję przekonanie ateistów, że istnieje tylko to, co oparte jest na materii. Większość zakłada, że wszystko opiera się na jakimś racjonalnym porządku itp. Apriorycznie zakłada się też, że rzeczywistość istnieje realnie, a poznanie oparte na zmysłach, czy obliczeniach jest pewne (to akurat zasadniczo nie jest przedmiotem sporu).
Stąd, gdyby wyspecyfikować konkretne punkty okazałoby się, że ateiści przyjęli aprioryczne założenia. Prawdziwymi zatem sceptykami powinni być irracjonaliści, którzy uważają, że nie ma żadnego porządku a wszystko jest całkowicie względne. Jednakże takie podejście również okazałoby się aprioryczne. Wniosek zatem jest taki, że aprioryzmy są koniecznością.

>Poznawać oczywiście trzeba, ale nie powinno się stawiać tezy, która niby wszystko tłumaczy, a następnie całą resztę do tej tezy dopasowywać.
Jak już wspomniałem istnieją tylko dwa zasadnicze systemy światopoglądowe: teistyczny i ateistyczny. Zarówno ten teistyczny jak i ateistyczny interpretują świat wg założeń i naprawdę technicznie niczym się nie różnią. Ateiści zakładają, że Boga nie ma i tłumaczą sobie wszystko wg tego założenia. Teiści zakładają, że Bóg jest i interpretują w taki sposób świat, ale też szukają zwrotnie przesłanek potwierdzających to założenie.

>Życie wygląda dokładnie tak jak je obserwujemy. Po co dodatkowo je "upiększać" i komplikować to co już jest skomplikowane ?
Czy takim stwierdzeniem nie stawiasz się trochę na równi z średniowiecznymi inkwizytorami, tylko z innej drużyny?

>>Jednakże konsekwencje ateistycnego sposobu myślenia są fajne dopóki człowiek jest piękny i młody oraz nie jest zmobbingowany przez innych. Gdy jednak kończy się sielanka już nie jest tak fajnie. Rodzi się wtedy pytanie o sens, a odpowiedź jest albo domyślna, albo odpowiedzi brak...
>Jeżeli ktoś nie potrafi sobie poradzić z tym co się z nim dzieje to próbuje sobie ulżyć tworząc własne urojone byty. Niestety wydaje mi się że jest to oszukiwanie samego siebie.
W zasadzie alternatywą pozostaje flaszka, stryczek, albo inna forma ucieczki.
Czy ucieczka od Boga jest krokiem uzdrawiającym nie powiedziałbym. Czasami Bóg w moim przekonaniu pozwala odejść, a nawet popycha do odejścia od zafałszowania, infantylizmu lub innych pułapek na drodze wiary. Lepiej jest błądzić naprawdę niż być w błędzie z przekonaniem, że jest się na miejscu.
Czasem trzeba się zagubić, żeby się naprawdę odnaleźć.
Niekiedy trzeba przestać widzieć, aby zobaczyć to, co jest do zobaczenia...

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
less
>>Jeżeli ktoś nie potrafi sobie poradzić z tym co się z nim dzieje to próbuje sobie ulżyć tworząc własne urojone byty. Niestety wydaje mi się że jest to oszukiwanie samego siebie.
>W zasadzie alternatywą pozostaje flaszka, stryczek, albo inna forma ucieczki.
Nie uważam, żeby jakakolwiek dyskusja ateisty z nawet inteligentnymi religiantami miała jakikolwiek sens, ale ta Twoja uwaga (klasyczna pośród teistów) jest dla mnie w dziwny sposób fascynująca. Mianowice, nie potrafię zrozumieć, jakiegoś dziwacznego ograniczenia w w Waszej wyobraźni. Dlaczego flaszka i stryczek? Tak ekstremalnie. Dla mnie Bóg i zaświaty były i są zawsze ucieczką i tchórzostwem. Żeby nie było lekko - tchórzostwem nikczemnym w swym wymiarze. Dla mnie to zdrada życia, świata i siebie PRAWDZIWEGO, tylko dlatego, że ktoś nie potrafi poradzić sobie z perspektywą nieuchronnej śmierci. Tchórzostwo przed nieuniknionym pcha was w wyidealizowaną fikcję. Budujecie w swych mózgownicach fałszywe, alternatywne, zastępcze i "wyższe" światy tylko dlatego, że nie potraficie zmierzyć sie z rzeczywistością. Ja nie potrzebuję waszego (ani jakiegokolwiek) Boga, zaświatów, wieczności w niebie. Nie potrzebuję również ani flaszki ani stryczka. Ja mierzę sie z rzeczywistością, która niesie z sobą upadek, destrukcję, cierpienie. I pomimo tego nauczyłem się afirmować TĄ rzeczywistość. W moim przekonaniu JEDYNĄ (jeżeli jakimś cudem jest inna, to i tak mnie nie interesuje, bo nie posiadam żadnych sensownych przesłanek, by choćby podejrzewać jej istnienie). Ale kocham TO życie, TEN świat i TAKIEGO siebie. Pomimo tego, że życie niesie ze sobą ból, cierpienie i w ostatecznosci końcową destrukcję. Niemniej jestem tym wszystkim zafascynowany (rownież tym niesympatycznym wymiarem istnienia). A że nie jestem już specjalnie młody, to nie sądzę, żeby to się kiedykolwiek zmieniło. Nawet kiedy stanę nad krawędzią. Mam wrażenie, że Ty jesteś młody i nie rozumiesz, że z biegiem lat, psychologiczna relacja człowieka, nawet średnio rozgarniętego, wobec "nieuchronnego" jest znacznie bardziej "miękka" niż to się wydaje ludziom młodym. Tak już to jakoś ewolucyjnie jesteśmy przystosowani, by w określonym wieku łatwiej było nam stawić czoła. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że mam niemal pewność, że w ostatecznej swojej godzinie, oprócz naturalnego strachu przed własnym rozpadem i destrukcją będę pełen fascynajcji i wdzięczności względem tego, co mnie spotkało. Będę do końca wierny życiu i TEJ, w moim głębokim przekonaniu JEDYNEJ rzeczywistości. Nie jestem w stanie jej zdradzić oddaniem sie jakimś alternatywom, zaświatom, bożkom. Czułbym się jak zdrajca. I to w haniebnym wymiarze. Czuję się człowiekiem i w związku z tym czuję się w pełni oddany tej, w moim przekonaniu jedynej rzeczywistości. Moją afirmującą relację z tym światem i tym życiem (możemy to nazwać relacją duchową czy metafizyczną) odnajduję jako znacznie głębszą, piękniejszą i trafniejszą niż relacja religiantów z zaświatami i zmyślonymi bytami. Moja strona etyczna jest dla mnie również wyższego rzędu niż ta wypływająca z jakiejkolwiek wiary, bowiem wypływa z miłości do rzeczywistości, do świata i życia realnego, a nie ze względu na świat i byty zmyślone. Nie potrzebuję flaszki i sznurka, bo kocham życie i świat bez względu na ostateczność. Potrafię udźwignąć ten ciężar. W odróżnieniu od was, i dlatego każdy z was musi mieć swoją Nibylandię by znieść życie, a raczej jego kres.
>Czy ucieczka od Boga jest krokiem uzdrawiającym nie powiedziałbym.
Jak wskazuje powyższy tekst. Dla mnie to nie tylko ucieczka, ale i zdrada w swym najwyższym wymiarze. Zdrada życia, świata i siebie. Kosztem ułudy. To antyludzkie.
>
Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.

Żadna rozpacz. Wdzięczność za cud bycia. Nawet tak krótkiego.
less
Mała, ale istotna porawka. Powinno być tak:
>>Czy ucieczka od Boga jest krokiem uzdrawiającym nie powiedziałbym.
>Jak wskazuje powyższy tekst. Dla mnie "Bóg" to nie tylko ucieczka, ale i zdrada w swym najwyższym wymiarze. Zdrada życia, świata i siebie. Kosztem ułudy. To antyludzkie.
>>
Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.

>Żadna rozpacz. Wdzięczność za cud bycia. Nawet tak krótkiego.
06-08-2007 07:56 
 Ocena 1 na 1
sukulent (2309 punktów)
Nikt od dawna nie wyraził tak precyzyjnie moich myśli. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziękować. I złożyć podpis.

Serdecznie pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
less
> Nikt od dawna nie wyraził tak precyzyjnie moich myśli. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziękować.
Proszę bardzo. Miło mi.
Czesiek
>> Nikt od dawna nie wyraził tak precyzyjnie moich myśli. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziękować.
I ja dolaczam sie do tych podziekowan. Less zachwyciles mnie swa postawa, pieknym i logicznym ujeciem swego ateistycznego punktu widzenia na swiat i zycie. Ty powiedziales mi co ja mysle a nie potrafie wyrazic. Dzieki. Mocny uscisk dloni.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Po raz pierwszy od dawna dostałem bardzo ciekawą, wręcz zaskakującą wypowiedź, niemalże świadectwo wyrażające afirmację życia w wersji ateistycznej.

>Mianowice, nie potrafię zrozumieć, jakiegoś dziwacznego ograniczenia w w Waszej wyobraźni. Dlaczego flaszka i stryczek? Tak ekstremalnie.
Jak łatwo zauważyć używam parabol, bo dzięki takiej formie można wyłapać ciekawe rzeczy.
Każdy człowiek potrzebuje sensu w życiu, taka jest nasza natura i wcale nie jest takie oczywiste, że neohumanistyczna afirmacja życia jest bardziej wartościowa od religijnej, w pewien sposób to również upiększanie rzeczywistości, tylko inny styl.
Głupia wiara ludzi upośledzonych emocjonalnie, rzeczywiście może stać się zdradą prawdziwego siebie, ale to nie oznacza, że wszyscy tak wierzą, raczej należałoby powiedzieć: "zdarza się...".

>Budujecie w swych mózgownicach fałszywe, alternatywne, zastępcze i "wyższe" światy tylko dlatego, że nie potraficie zmierzyć sie z rzeczywistością.
Myślę, że wielu ludzi niewierzących również nie potrafi sobie poradzić i w takiej sytuacji może lepiej zostawić w spokoju tych co nie potrafią żyć, bez koła ratunkowego.
Jakkolwiek wierzący zwłaszcza ci, którzy w sposób dorosły przeżywają swoją wiarę prędzej czy później przechodzą kryzys, przez który przeprowadza ich jak sądzę sam Bóg. Jest to tzw oczyszczenie zmysłów, czyli "noc ciemna". Sprowadza się to w końcu do takiego oczyszczenia woli, że człowiek wybiera Boga z miłości a nie ze strachu.

>Ja nie potrzebuję waszego (ani jakiegokolwiek) Boga, zaświatów, wieczności w niebie. Nie potrzebuję również ani flaszki ani stryczka. Ja mierzę sie z rzeczywistością, która niesie z sobą upadek, destrukcję, cierpienie. I pomimo tego nauczyłem się afirmować TĄ rzeczywistość. W moim przekonaniu JEDYNĄ (jeżeli jakimś cudem jest inna, to i tak mnie nie interesuje, bo nie posiadam żadnych sensownych przesłanek, by choćby podejrzewać jej istnienie). Ale kocham TO życie, TEN świat i TAKIEGO siebie. Pomimo tego, że życie niesie ze sobą ból, cierpienie i w ostatecznosci końcową destrukcję. Niemniej jestem tym wszystkim zafascynowany (rownież tym niesympatycznym wymiarem istnienia). A że nie jestem już specjalnie młody, to nie sądzę, żeby to się kiedykolwiek zmieniło. Nawet kiedy stanę nad krawędzią.
Wbrew pozorom ta afirmacja życia i realizm jest bardzo bliski tego, co jest owocem dojrzałej wiary. Różnica może polegać jedynie na smakowaniu i afirmowaniu rzeczywistości doczesnej jako daru, danego przez Stwórcę tu i teraz.

>Potrafię udźwignąć ten ciężar. W odróżnieniu od was, i dlatego każdy z was musi mieć swoją Nibylandię by znieść życie, a raczej jego kres.
Nie wydaje mi się, żeby wiara była ucieczką od ciężaru życia. Niejednokrotnie wybór wiary jest właśnie krzyżem i wielu odpada z lęku przed trudami i bólem jaki towarzyszy ludziom, którzy chcą być wierni tym wartościom. Najczęściej odpadają właśnie ci, którzy szukają ucieczki od prawdziwego życia, czekając na "mannę z nieba".
Problem leży też w tym, że ateiści przyjęli apriorycznie za pewnik, że istnieje tylko materia widzialna, a zaświaty nie istnieją. Jednakże, gdyby się okazało, że te zaświaty są czymś w rodzaju materii tylko innej, a przez to nieuchwytnej dla przyrządów... Może myśli, idee i wyższe uczucia pośredniczą w tym i dlatego człowiek uczestniczy w tej pozamaterialnej rzeczywistości?... To tylko takie refleksje.

>(...) Dla mnie to nie tylko ucieczka, ale i zdrada w swym najwyższym wymiarze. Zdrada życia, świata i siebie. Kosztem ułudy. To antyludzkie.
Jeśli byłaby to rzeczywista ucieczka bez przekonania, że Bóg jest, to trudno się nie zgodzić.

>>
Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.

>Żadna rozpacz. Wdzięczność za cud bycia. Nawet tak krótkiego.
Tylko komu dziękować?...

Pozdrawiam!


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
less
>Jak łatwo zauważyć używam parabol, bo dzięki takiej formie można wyłapać ciekawe rzeczy.
Jak wskazuje ta uśmiechnięta buźka, należy brać tutaj pod uwagę drugie dno. Próba manipulacji na potrzeby dyskusji, by wskazać, że własna droga jest tą lepszą? A może inny powód?
>Każdy człowiek potrzebuje sensu w życiu, taka jest nasza natura i wcale nie jest takie oczywiste, że neohumanistyczna afirmacja życia jest bardziej wartościowa od religijnej, w pewien sposób to również upiększanie rzeczywistości, tylko inny styl.
Afirmacja to jeszcze nie sens. Nie wchodzę w żadne sensy i ich nie potrzebuję. Umiejętność afirmowania rzeczywistości zupełnie mnie satysfakcjonuje. Dla mnie, życie (w tym i moje) może być zupełnie bez sensu. Nie przeszkadza mi to, nie boli, nie uwiera. Kwestia dojrzałości i chyba pewnej świadomości.
>Głupia wiara ludzi upośledzonych emocjonalnie, rzeczywiście może stać się zdradą prawdziwego siebie, ale to nie oznacza, że wszyscy tak wierzą, raczej należałoby powiedzieć: "zdarza się...".
Mądra, głupia czy średnio mądro-głupia wiara (w tym przypadku chrześcijańska, czy ściślej katolicka) jest zawsze postawieniem przeżywanego przez nas aktualnie życia w roli podrzędnej wobec zmyślonej alternatywy zaświatowej. Tak naprawdę, to właśnie owa fikcja ma tylko sens, tylko ona się liczy, bo jakiś cwaniaczek nadał jej formę nieskończoności. Wobec zmyślonej wieczności TO życie jest niczym, popłuczyną, tylko i wyłącznie rundą kwalifikacyjną do idealnej wieczności. Zmyślenie wiecznych zaświatów i wmontowanie tam naszego równie wiecznego jako duch czy jakieś tam cuś życia, jest czymś absolutnie poniżającym wobec JEDYNEJ rzeczywistości, którą jest to życie, ten świat i tacy my. Stąd uważam, że taka wiara jest haniebną zdradą i dlatego, jaka by nie była elowentna, wyrafinowana i wysublimowana w swych cwanych i fałszywych wygibsach pojęciowych, duchowo-emocjonalnych itp.. to i tak będzie generalnie głupia. Bo głupotą jest dla mnie poniżenie prawdziwego świata i życia kosztem nawet najbardziej atrakcyjnej i kuszącej fikcji. No, tak już mam i żadne wasze argumenty ani trochę do mnie nie trafiają.
>Myślę, że wielu ludzi niewierzących również nie potrafi sobie poradzić i w takiej sytuacji może lepiej zostawić w spokoju tych co nie potrafią żyć, bez koła ratunkowego.
To prawda. I dlatego wobec nich możesz używać swoich argumentów. Ze mną nie da rady. To juz tak jest, że większość ludzi wierzy lub nie wierzy w sposób mało refleksyjny i nie jest w stanie wykształcić w sobie głębszego i dobrze wypracowanego obrazu życia, świata i siebie w tym wszystkim. A w szkołach uczą różnych rzeczy, ale najczęściej nieistotnych.
>Jakkolwiek wierzący zwłaszcza ci, którzy w sposób dorosły przeżywają swoją wiarę prędzej czy później przechodzą kryzys, przez który przeprowadza ich jak sądzę sam Bóg. Jest to tzw oczyszczenie zmysłów, czyli "noc ciemna". Sprowadza się to w końcu do takiego oczyszczenia woli, że człowiek wybiera Boga z miłości a nie ze strachu.
To są właśnie te wygibasy, które pozwalają Ci na projekcję określonych odczuć, by móc wierzyć w swą Nibylandię.
>>Ja nie potrzebuję waszego (ani jakiegokolwiek) Boga, zaświatów, wieczności w niebie. >Wbrew pozorom ta afirmacja życia i realizm jest bardzo bliski tego, co jest owocem dojrzałej wiary. Różnica może polegać jedynie na smakowaniu i afirmowaniu rzeczywistości doczesnej jako daru, danego przez Stwórcę tu i teraz.
To trochę nie tak. Mimo wszystko, myślę że mamy podobną konstrukcję i potrzeby psychologiczne. Potrzebę afirmacji. Tylko, że Ciebie i Tobie podobnych "wypchnięto na zewnątrz" (zapewne w procesie socjalizacji czy wychowania jak kto woli), a mi sięudało pozostać tutaj.
>Nie wydaje mi się, żeby wiara była ucieczką od ciężaru życia. Niejednokrotnie wybór wiary jest właśnie krzyżem i wielu odpada z lęku przed trudami i bólem jaki towarzyszy ludziom, którzy chcą być wierni tym wartościom. Najczęściej odpadają właśnie ci, którzy szukają ucieczki od prawdziwego życia, czekając na "mannę z nieba".
Rozumiem, ale nie o to mi chodziło używając zwrotu "ciężar życia". Mój brak precyzji. Myślałem o śmierci, destrukcji własnego "ja" i jego kresie, z którym nie potraficie sobie poradzić i uciekacie w wiarę we wieczność.
>Problem leży też w tym, że ateiści przyjęli apriorycznie za pewnik, że istnieje tylko materia widzialna, a zaświaty nie istnieją. Jednakże, gdyby się okazało, że te zaświaty są czymś w rodzaju materii tylko innej, a przez to nieuchwytnej dla przyrządów... Może myśli, idee i wyższe uczucia pośredniczą w tym i dlatego człowiek uczestniczy w tej pozamaterialnej rzeczywistości?... To tylko takie refleksje.
Może jest szerokie i głębokie, a hipotez i refleksji na pęczki. Niemniej, zdradzać rzeczywistości i poniżać jej kosztem zaświatow nie zamierzam, bo to w sposób ewidentny uwłacza wartości tego życia, tego świata, tego mnie. Nie pozwoliłoby mi na nadanie przeżywania tego wszystkiego w sposób najwyższy, dla mnie najpiękniejszy i jedyny. Uznanie jakiejś pośmiertnej, duchowej wieczności i przez to wyższości zaświatów, nie pozwala na zrodzenie się najsilniejszych odczuć, przeżyć, relacji i więzi z rzeczywistością, bowiem w perspektywie mamy cudowniejsze, wyidealizowane, uwiecznione i niestety, najprawdopodobniej zmyślone zaświaty. Na tak skonstruowanym polu, nigdy nie wyksztalcą się moim zdaniem, najwyższe i najsilniejsze relacje z rzeczywistością, ż życiem, światem i drugim człowiekiem.
>>Żadna rozpacz. Wdzięczność za cud bycia. Nawet tak krótkiego.
>Tylko komu dziękować?...
A czy to musi być ktoś? Życiu, losowi, naturze, przypadkowi, ewolucji, itp. Wszystkiemu naraz... Jak kto czuje.
>Pozdrawiam!
Ja również.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Muszę przyznać, że ta wypowiedź jest mocna i nie ma charakteru demagogii. Chociaż niektóre myśli skądinąd atrakcyjne nie wydają mi się jakimś mocnym argumentem za ateistyczną wizją świata.
W pewnym przebłysku wyobraziłem sobie człowieka, który wierzył w iluzje jak małe dziecko i nagle ten kolorowy świat się rozsypał. Zobaczył, że jest sam na wielkim polu i odtąd może i musi liczyć wyłącznie na siebie.
Taki moment przychodzi prędzej czy później w życiu tych, którzy nie chcą, aby życie przeszło bez nich. I chyba nie ma tu znaczenia, czy wierzył w Boga, czy nie. Człowiek z mentalnością dziecka, żyje iluzją, zabawą i fantazjami i nie potrafi jeszcze odpowiedzieć na wezwanie i służyć.
Afirmacja życia, dojrzała i odpowiedzialna miłość do bliźniego i wyższe wartości oto właściwy akcent, a takie infantylne oczekiwanie na wieczność jakie się tu krytykuje jest błędem i niedojrzałością.
Można zatem żyć z mentalnością sieroty, która musi sama o siebie zadbać, ale jeżeli mamy Ojca, to po co?
Dla wierzącego zatem obrazą i zdradą będzie takie życie jakby Boga nie było, ponieważ wierzy i ufa, że sam nie jest tylko dziełem jakiegoś "ślepego zegarmistrza" ewolucji, który ma go w (...) szczerym poszanowaniu. Odkrywa ślady Jego pędzla w dziele stworzenia. Widzi braci wokół siebie i "spieszy się ich kochać, bo tak szybko odchodzą".

>Afirmacja to jeszcze nie sens. Nie wchodzę w żadne sensy i ich nie potrzebuję. Umiejętność afirmowania rzeczywistości zupełnie mnie satysfakcjonuje. Dla mnie, życie (w tym i moje) może być zupełnie bez sensu. Nie przeszkadza mi to, nie boli, nie uwiera. Kwestia dojrzałości i chyba pewnej świadomości.
Ciekawe, sensem życia jest jego bezsensowność, taką by można wyciągnąć konkluzję. Jest jednak pewna niespójność z poszukiwaniem odpowiedzi na wiele pytań jakie nieustannie są zadawane przez racjonalistów, dziwne...

>Mądra, głupia czy średnio mądro-głupia wiara (w tym przypadku chrześcijańska, czy ściślej katolicka) jest zawsze postawieniem przeżywanego przez nas aktualnie życia w roli podrzędnej wobec zmyślonej alternatywy zaświatowej. Tak naprawdę, to właśnie owa fikcja ma tylko sens, tylko ona się liczy, bo jakiś cwaniaczek nadał jej formę nieskończoności. Wobec zmyślonej wieczności TO życie jest niczym, popłuczyną, tylko i wyłącznie rundą kwalifikacyjną do idealnej wieczności.
Po pierwsze dla wierzących nie jest to fikcja, po drugie, przy takiej świadomości, nawet najwspanialsze rzeczy na tym świecie, są jedynie efemerydami, które szybko przemijają, bo taka ich natura. Perspektywa wieczności uczy rozpoznawać rzeczy ważne i uwalnia od przywiązywania się do nieistotnych drobiazgów. W konsekwencji liczy się tylko miłość, a rzeczy tyle o ile jej służą.

>To trochę nie tak. Mimo wszystko, myślę że mamy podobną konstrukcję i potrzeby psychologiczne. Potrzebę afirmacji. Tylko, że Ciebie i Tobie podobnych "wypchnięto na zewnątrz" (zapewne w procesie socjalizacji czy wychowania jak kto woli), a mi sięudało pozostać tutaj.
Niejasne...
Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
less
>Muszę przyznać, że ta wypowiedź jest mocna i nie ma charakteru demagogii. Chociaż niektóre myśli skądinąd atrakcyjne nie wydają mi się jakimś mocnym argumentem za ateistyczną wizją świata.
Nie zależy mi na przedstawianiu argumentów za czymś. Po prostu piszę o sobie, a czy to optuje za tym czy za tamtym, to sprawa dla mnie trzeciorzędna.
>W pewnym przebłysku wyobraziłem sobie człowieka, który wierzył w iluzje jak małe dziecko i nagle ten kolorowy świat się rozsypał. Zobaczył, że jest sam na wielkim polu i odtąd może i musi liczyć wyłącznie na siebie.
Można żyć iluzjami, żeby posiadać dobre samopoczucie, ale można świetnie sie czuć bez "dopalaczy". Ale ja Was doskonale rozumiem, że macie kłopot z takim ukształtowaniem własnej percepcji życia, świata i siebie, bo to nie takie łatwe skoro od dziecka mamieni jesteśmy głównie fikcją i nieudolnymi interpretacjami i to na wszelkich płaszczyznach pojmowania.
>Taki moment przychodzi prędzej czy później w życiu tych, którzy nie chcą, aby życie przeszło bez nich. I chyba nie ma tu znaczenia, czy wierzył w Boga, czy nie. Człowiek z mentalnością dziecka, żyje iluzją, zabawą i fantazjami i nie potrafi jeszcze odpowiedzieć na wezwanie i służyć.
>Afirmacja życia, dojrzała i odpowiedzialna miłość do bliźniego i wyższe wartości oto właściwy akcent, a takie infantylne oczekiwanie na wieczność jakie się tu krytykuje jest błędem i niedojrzałością
>Można zatem żyć z mentalnością sieroty, która musi sama o siebie zadbać, ale jeżeli mamy Ojca, to po co?
Zupełnie błędne jest to wyobrażenie, zwlaszcza w kwestii sieroty. Dla mnie cudownym jest możliwość samostanowienia, stwarzania dzieła własnego życia, wzięcie odpowiedzialności za kreację treści własnego bycia w tym świecie, czerpanie z pełnego bogactwa tego, czego doświadczyła ludzkość, udział w nieustannym poznawaniu i stwarzaniu się świata na coraz ciekawszych, bogatszych poziomach, własne transfigurowanie wobec tego nieustannie tworzącego się dzieła. Samo chrześcijaństwo, w tym Bóg, to dla mnie mocne ograniczenie, wręcz ubóstwo sensownych doświadczeń, w dodatku na dość prymitywnym poziomie. Niestety. Nie czuję się sierotą, bowiem wzięcie pełnej odpowiedzialność za stwarzanie dzieła własnego życia jest dla mnie na tyle ubogacające, że nawet moja własna i nieunikniona śmierć przy tym blednie. Nie potrzebuję jakiegoś rozpaczliwego koła ratowniczego, bo w pełni akceptuję reguły tego świata i życia. Nie oczekuję cudownego ocalenia na wieczność. Wy musicie spoglądać w zaświaty, bo nie potraficie właściwie docenić tej, jedynej rzeczywistości. Wmówiono wam jej mocno podrzędną wartość wobec świata zmyślonego.
>Dla wierzącego zatem obrazą i zdradą będzie takie życie jakby Boga nie było, ponieważ wierzy i ufa, że sam nie jest tylko dziełem jakiegoś "ślepego zegarmistrza" ewolucji, który ma go w (...) szczerym poszanowaniu. Odkrywa ślady Jego pędzla w dziele stworzenia. Widzi braci wokół siebie i "spieszy się ich kochać, bo tak szybko odchodzą".
To tylko poezja. Iluzja. Patos, który pozwala Wam odczuwać "wyższe stany" i uniesienia duchowe. Nie potraficie nadać właściwej wartości i piękna światu i życiu prawdziwemu, więc robicie to wobec fikcyjnych konstrukcji, bytów, światów i wynosicie to często na mocno uwodzące emocjonalnie płaszczyzny, widząc i czując w tym jakieś królestwa niebieskie. Ten sam patetyczny mechanizm jest w sztuce, poezji, muzyce. Tyle, że z upojenia apolińskiego łatwiej wrócić do rzeczywistości niż ze świata religii.
>>Afirmacja to jeszcze nie sens. Nie wchodzę w żadne sensy i ich nie potrzebuję. Umiejętność afirmowania rzeczywistości zupełnie mnie satysfakcjonuje. Dla mnie, życie (w tym i moje) może być zupełnie bez sensu. Nie przeszkadza mi to, nie boli, nie uwiera. Kwestia dojrzałości i chyba pewnej świadomości.
>Ciekawe, sensem życia jest jego bezsensowność, taką by można wyciągnąć konkluzję.
No to zastanów się jeszcze raz, bo wkładasz mi w usta coś, czego nie powiedziałem. Jeżeli życie nie ma sensu, to jego sensem nie jest w żaden sposób bezsensowność. Jakim cudem wymyśliłeś to, że bezsensowność może być sensem?
>Jest jednak pewna niespójność z poszukiwaniem odpowiedzi na wiele pytań jakie nieustannie są zadawane przez racjonalistów, dziwne...
Nic w tym dziwnego, bycie i życie jest fascynujące. Pomimo, że w sensie ogólnym nie ma ono sensu. Jakieś "sensiki" mogę sobie nadawać. Oczywiście tymczasowe.
>>Mądra, głupia czy średnio mądra wiara jest zawsze postawieniem przeżywanego przez nas aktualnie życia w roli podrzędnej wobec zmyślonej alternatywy zaświatowej. Tak naprawdę, to właśnie owa fikcja ma tylko sens, tylko ona się liczy, bo jakiś cwaniaczek nadał jej formę nieskończoności.
>Po pierwsze dla wierzących nie jest to fikcja
Mam tego pełną świadomość, ale dla mnie to fikcja i tak to też nazywam. Nie mam racjonalnych podstaw do tego by myśleć o tych konstruktach inaczej.
> po drugie, przy takiej świadomości, nawet najwspanialsze rzeczy na tym świecie, są jedynie efemerydami, które szybko przemijają, bo taka ich natura.
Wracamy do podstawowego problemu. Wasza wiara odbiera Wam możliwość nadania temu życiu i światu rangi najwyższej wartości, bo wmontowano Wam w umysły wyidealizowaną (choć wcale mnie na przykład nie pociągającą, ale Was uwodzącą) fikcję. I to ona ma wartość bezdyskusyjnie najwyższą. Dlatego nie potraficie życ bez tego "wiecznego uwieczniania". Ja kocham rzeczywistość taką jaka jest i nie potrzebuję uciekać w wizje uśmierzające poczucie nieuchronności swego końca. >
>Perspektywa wieczności uczy rozpoznawać rzeczy ważne i uwalnia od przywiązywania się do nieistotnych drobiazgów.
Znacznie lepiej uczy tego relacja z rzeczywistością i jej przemijalnością, czyli z prawdą.
> W konsekwencji liczy się tylko miłość, a rzeczy tyle o ile jej służą.
O ile jest to miłość do rzeczywistości, a nie do fikcji. Kochać należy się nauczyć ze względu na TO życie i TEN świat, a nie z powodu zmyślonego bóstwa.
A kto to wie
stronka raz mądra raz głupia
czes (4083 punktów)
>stronka raz mądra raz głupia

A ty kto? Autorytet? Chcesz oceniać "stronki"?
Podczepiasz się do wypowiedzi less-a? Spróbuj z nim podyskutowć.
Dawno nie było się z kogo pośmiać!
less
>>To trochę nie tak. Mimo wszystko, myślę że mamy podobną konstrukcję i potrzeby psychologiczne. Potrzebę afirmacji. Tylko, że Ciebie i Tobie podobnych "wypchnięto na zewnątrz" (zapewne w procesie socjalizacji czy wychowania jak kto woli), a mi sięudało pozostać tutaj.
>Niejasne...
Moja wrażliwość, intensywność, emocjonalność, uczuciowość i co by tam jeszcze, jest usadowiona w tym świecie, w tej rzeczywistości. I nie ma tu miejsca na podzielenie się tym wszystkim z jakąś zaświatową wizją. Wy stoicie okrakiem. Jedną nogą jeszcze trochę tutaj, ale drugą już tam. Na zewnątrz. Jedynym wartościowym celem Waszej ideologii jest wydostanie się z tego świata i życia i osiągnięcie cudownych i wiecznych zaświatów. Tak naprawdę, tylko to się liczy. Cóż tam to życie... Tutaj jedynie trzeba zadabać i zagrać swą rolę tak, by osiągnąć ów cel, a TA rzeczywistość to tylko droga do celu "podstawowego". Tylko. Dlatego swą psychologiczną postawą jesteście tak naprawdę "na zewnątrz". Wy toczycie grę o inny byt i świat. Ja w pełni żyję tym. W pełni, to znaczy z wszystkimi tego konsekwencjami, tymi przykrymi również.
Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>>To trochę nie tak. Mimo wszystko, myślę że mamy podobną konstrukcję i potrzeby psychologiczne. Potrzebę afirmacji. Tylko, że Ciebie i Tobie podobnych "wypchnięto na zewnątrz" (zapewne w procesie socjalizacji czy wychowania jak kto woli), a mi sięudało pozostać tutaj.
>>Niejasne...
>Moja wrażliwość, intensywność, emocjonalność, uczuciowość i co by tam jeszcze, jest usadowiona w tym świecie, w tej rzeczywistości. I nie ma tu miejsca na podzielenie się tym wszystkim z jakąś zaświatową wizją. Wy stoicie okrakiem. Jedną nogą jeszcze trochę tutaj, ale drugą już tam. Na zewnątrz. Jedynym wartościowym celem Waszej ideologii jest wydostanie się z tego świata i życia i osiągnięcie cudownych i wiecznych zaświatów. Tak naprawdę, tylko to się liczy. Cóż tam to życie... Tutaj jedynie trzeba zadabać i zagrać swą rolę tak, by osiągnąć ów cel, a TA rzeczywistość to tylko droga do celu "podstawowego". Tylko. Dlatego swą psychologiczną postawą jesteście tak naprawdę "na zewnątrz". Wy toczycie grę o inny byt i świat. Ja w pełni żyję tym. W pełni, to znaczy z wszystkimi tego konsekwencjami, tymi przykrymi również.

Niby tak, a jednak nie do końca. Katolicyzm to nie hinduizm a traktowanie doczesności i siebie samego jako coś przeszkadzającego w drodze do nirwany, to poważny błąd. Były i są różne prądy w Kościele i czasami akcentowano przesadnie aspekt pielgrzymki do wieczności jako wezwanie do umartwień. Celem jest oczywiście uświęcenie człowieka, które ma sens właśnie w perspektywie wieczności. Jednakże nie może to być życie "na zewnątrz". To właśnie w relacjach miłości tu i teraz możemy wzrastać do jeszcze pełniejszych relacji w innej perspektywie. I raczej zwalnia z pośpiechu i powierzchowności, bo właśnie perspektywa rozliczenia z miłości jest dodatkowym motywem, aby te ludzkie relacje były głębokie i uczciwe.

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
less
> Celem jest oczywiście uświęcenie człowieka, które ma sens właśnie w perspektywie wieczności. Jednakże nie może to być życie "na zewnątrz". To właśnie w relacjach miłości tu i teraz możemy wzrastać do jeszcze pełniejszych relacji w innej perspektywie. I raczej zwalnia z pośpiechu i powierzchowności, bo właśnie perspektywa rozliczenia z miłości jest dodatkowym motywem, aby te ludzkie relacje były głębokie i uczciwe.
Jestem głęboko krytyczny, wobec tak ukształtowanej "miłości". Tworzonej w sobie właśnie z powodu "czynnika zewnętrznego". Czyli wieczności, Boga i jego oczekiwań, i jak to ładnie ująłeś - perspektywy rozliczeń. Czyli. Twoja miłość jest wykreowana poprzez czynnik zewnętrzny. Stoisz okrakiem. Nie potrafisz wykształcić w sobie miłości do ... nazwijmy to ogólnie - tego co nas otacza ze względu na to i tylko na to, ale potrzebujesz zewnętrznej inspiracji. Mało tego. Jak widać gołym okiem, ta miłość (zwłasza w tym fragmencie ukierunkowanym na drugiego człowieka) jest mocno dyskusyjna i podejrzewam ją o egoizm i nie niebezinteresowność, bowiem widmo roliczeń wisi nad Twoją głową. Masz mój drogi, w tym "miłosnym działaniu" po prostu zarąbisty interes własny, który najwyraźniej determinuje Twoją postawę. A ja jestem na to straszliwie uczulony. Uwielbiam ludzi, którzy są życzliwi, sympatyczni, uczynni, czy niech tam, miłośni, siłą swej natury, siłą pięknie wykształconej osobowości wypływającej z harmonijnego i szczęśliwego umocowania siebie w tym świecie i tym życiu. Nie lubię ludzi, w których działaniu wyczuwam drugie dno. Czyli ów interes własny (bóg, wieczność, rozliczenie). A nawet jestem uczulony na inny rodzaj pięknoduchów, którzy nie podpierają się religiami, ale choćby tylko tym, żeby się dowartościować przed samym sobą, zwiększyć w sobie poczucie tego, że jest się "dobrym człowiekiem". Ta interesowność w działaniu momentalnie mnie odrzuca. Lubię ludzi u których to się po prostu dzieje bez względu na jakiś zasadniczy interes własny. U których jest to efektem pięknie ukształtowanej natury. Religie wypaczają zupełnie pojęcie "miłości". Deformują ją, nadają jej nieuchronnie znamiona fałszu. Miłości należy uczyć się poprzez afirmujący stosunek do bytu, istnienia, świata, życia, rzeczywistości. A religie nie afirmują tej rzeczywistości. One afirmują byt pośmiertny i duchy. Religie nie lubią naszej rzeczywistości. Mało tego, poniżają ją. Na takiej podstawie nie można zbudować prawdziwej miłości.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>> Celem jest oczywiście uświęcenie człowieka, które ma sens właśnie w perspektywie wieczności. Jednakże nie może to być życie "na zewnątrz". To właśnie w relacjach miłości tu i teraz możemy wzrastać do jeszcze pełniejszych relacji w innej perspektywie. I raczej zwalnia z pośpiechu i powierzchowności, bo właśnie perspektywa rozliczenia z miłości jest dodatkowym motywem, aby te ludzkie relacje były głębokie i uczciwe.
>Jestem głęboko krytyczny, wobec tak ukształtowanej "miłości". Tworzonej w sobie właśnie z powodu "czynnika zewnętrznego". Czyli wieczności, Boga i jego oczekiwań, i jak to ładnie ująłeś - perspektywy rozliczeń. Czyli. Twoja miłość jest wykreowana poprzez czynnik zewnętrzny. Stoisz okrakiem. Nie potrafisz wykształcić w sobie miłości do ... nazwijmy to ogólnie - tego co nas otacza ze względu na to i tylko na to, ale potrzebujesz zewnętrznej inspiracji. Mało tego. Jak widać gołym okiem, ta miłość (zwłasza w tym fragmencie ukierunkowanym na drugiego człowieka) jest mocno dyskusyjna i podejrzewam ją o egoizm i nie niebezinteresowność, bowiem widmo roliczeń wisi nad Twoją głową. Masz mój drogi, w tym "miłosnym działaniu" po prostu zarąbisty interes własny, który najwyraźniej determinuje Twoją postawę.
Muszę przyznać, że to ciekawe, aczkolwiek nie jestem skłonny do całkowitej zgody. Niewątpliwie warto zawsze badać, czy nasza miłość nie jest interesowna, nawet jeśli ten interes jest z bardzo szlachetnych pobudek. Jeżeli motywacja miałaby być tylko z powodu wiszącego rozliczenia (kary, czy nagrody) to coś nie tak. Miłość Boża to coś więcej niż zachowanie, to właśnie natchnienie do bezinteresownej dobroci. Co z tym natchnieniem zrobimy to już inna sprawa.
Można by jeszcze wiele mówić o miłości bezwarunkowej i tu warto badać i walczyć z wszystkimi zafałszowaniami, egoizmem i interesownością, ale nawet świętym sie to nie udaje w pełni...

>A ja jestem na to straszliwie uczulony. Uwielbiam ludzi, którzy są życzliwi, sympatyczni, uczynni, czy niech tam, miłośni, siłą swej natury, siłą pięknie wykształconej osobowości wypływającej z harmonijnego i szczęśliwego umocowania siebie w tym świecie i tym życiu. Nie lubię ludzi, w których działaniu wyczuwam drugie dno. Czyli ów interes własny (bóg, wieczność, rozliczenie). A nawet jestem uczulony na inny rodzaj pięknoduchów, którzy nie podpierają się religiami, ale choćby tylko tym, żeby się dowartościować przed samym sobą, zwiększyć w sobie poczucie tego, że jest się "dobrym człowiekiem". Ta interesowność w działaniu momentalnie mnie odrzuca. Lubię ludzi u których to się po prostu dzieje bez względu na jakiś zasadniczy interes własny. U których jest to efektem pięknie ukształtowanej natury. Religie wypaczają zupełnie pojęcie "miłości". Deformują ją, nadają jej nieuchronnie znamiona fałszu. Miłości należy uczyć się poprzez afirmujący stosunek do bytu, istnienia, świata, życia, rzeczywistości. A religie nie afirmują tej rzeczywistości. One afirmują byt pośmiertny i duchy. Religie nie lubią naszej rzeczywistości. Mało tego, poniżają ją. Na takiej podstawie nie można zbudować prawdziwej miłości.
O jakich religiach mówimy? Poza tym tym "lubię", "nie lubię" wyraźnie szufladkujesz ludzi, a wielu naprawdę jest szczerze przekonanych o tym, że kocha innych...

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
less
>>Niewątpliwie warto zawsze badać, czy nasza miłość nie jest interesowna, nawet jeśli ten interes jest z bardzo szlachetnych pobódek.
Eee. Coś mi tu nie pasuje. Jeżeli miłość (brrr... nie lubię tego niejasnego, wieloznacznego terminu, ale niech już będzie) jest inspirowana interesem własnym, to nie widzę w tym żadnych szlachetnych pobudek. Tylko fałsz i cwaniactwo, które zresztą tego typu ludzie bardzo ładnie kamuflują przed samymi sobą, na pierwszy plan wypychając to co chcą widzieć. Muszę jednak obiektywnie przyznać, że efekty takowej "interesownej miłości" bywają dość często korzystne. Wilk syty i owca cała. Niemniej nie sympatyzuję szczególnie z tego typu postawami. Wolę inny typ czlowieka. O tym było powyżej.
>Jeżeli motywacja miałaby być tylko z powodu wiszącego rozliczenia (kary, czy nagrody) to coś nie tak. Miłość Boża to coś więcej niż zachowanie, to właśnie natchnienie do bezinteresownej dobroci. Co z tym natchnieniem zrobimy to już inna sprawa.
O to to. Właśnie to. Natchnienie. To jest ten kamuflaż i wyparcie, czy raczej przykrycie nieciekawych, egoistycznych pobudek, wyniesienie na pierwszy plan świadomości tego co chce się w sobie widzieć i ubiera się to w odboskie natchnienie. Czysta, pięknie zakamuflowana hipokryzja. Ale mechanizm bardzo skuteczny. Zawsze Was za te fiku miku podziwiam, choć tego nie lubię.
>Można by jeszcze wiele mówić o miłości bezwarunkowej i tu warto badać i walczyć z wszystkimi zafałszowaniami, egoizmem i interesownością, ale nawet świętym sie to nie udaje w pełni...
Bo to trzeba oddać się światu i życiu prawdziwemu, a nie baśniom o zaświatach. Wtedy tym wszystkim nadmuchanym świętoszkom zniknie sprzed oczu, ze świadomości czy podświadomości, szczególny, bo wieczny, interes własny.
>O jakich religiach mówimy? Poza tym tym "lubię", "nie lubię" wyraźnie szufladkujesz ludzi
Nie przepadam za ludźmi, którzy są wobec mnie w jakiś sposób życzliwi, a wyczuwam, że ta ich życzliwość jest podbudowana "czujnym spojrzeniem jakiegoś boga" czy też chęcia podrasowania przekonania o sobie i swojej "dobroci".
>a wielu naprawdę jest szczerze przekonanych o tym, że kocha innych...
Ło matko, o czym to wielu ludzi na tym świecie nie było i nie jest święcie przekonanych, po czym okazywało się to, czymś zupełnie błędnym, czy odwrotnym w stosunku do wyobrażeń. Ja rzeczywiście uważam tego typu ludzi, za kochających, ale niestety, w znacznie przesadzonej proporcji - siebie. Drugi człowiek to tylko instrument, narzędzie do zakamuflowanego celu, którym jest boska przychylność. Ta "miłość bliźniego" to nie cel sam w sobie, czy efekt tak a nie inaczej wykształconej osobowości, ale tylko droga do prawdziwego celu (znów boska przychylność). Bliźni jest tutaj perfidnie wykorzystywany. Różnica pomiędzy poszczególnymi "kochającymi" religiantami polega w mych oczach na tym, że ci mniej inteligentni robią to po prostu w bardziej bezczelny, prostacki sposób, a Ci inteligentniejsi muszą trochę bardziej się nagimnastykować, żeby zwieść "obdarowywanych" bliźnich i przede wszystkim w wyrafinowany sposób oszukać samych siebie. By widzieć to, co się chce w sobie zobaczyć. Ufff... ale wy się czasami musicie nakombinować, żeby być "prawdziwymi" chrześcijaninami... Prawdziwa droga krzyżowa.
Pozdrówka.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Pomijam komentarze, które są właściwie oskarżeniem, bez argumentu, poza ad personam w lm.

>>Jeżeli motywacja miałaby być tylko z powodu wiszącego rozliczenia (kary, czy nagrody) to coś nie tak. Miłość Boża to coś więcej niż zachowanie, to właśnie natchnienie do bezinteresownej dobroci. Co z tym natchnieniem zrobimy to już inna sprawa.
>O to to. Właśnie to. Natchnienie. To jest ten kamuflaż i wyparcie, czy raczej przykrycie nieciekawych, egoistycznych pobudek, wyniesienie na pierwszy plan świadomości tego co chce się w sobie widzieć i ubiera się to w odboskie natchnienie. Czysta, pięknie zakamuflowana hipokryzja. Ale mechanizm bardzo skuteczny. Zawsze Was za te fiku miku podziwiam, choć tego nie lubię.
To kolejne oskarżenie na podstawie jakichś zapewne prawdziwych przypadków ludzi, którzy jakoś mało świadomie interioryzują swoją wiarę. O faryzeuszach i tzw. "religijnych" mówi się w Kościele i uznawane jest to za wadę, ale nie jest łatwo zauważyć to w sobie.

>>Można by jeszcze wiele mówić o miłości bezwarunkowej i tu warto badać i walczyć z wszystkimi zafałszowaniami, egoizmem i interesownością, ale nawet świętym sie to nie udaje w pełni...
>Bo to trzeba oddać się światu i życiu prawdziwemu, a nie baśniom o zaświatach. Wtedy tym wszystkim nadmuchanym świętoszkom zniknie sprzed oczu, ze świadomości czy podświadomości, szczególny, bo wieczny, interes własny.
Myślę, że jest to oskarżenie wynikające z przekonań zadeklarowanego ateisty, który z góry zakłada, że wiara tych ludzi jest iluzją i samooszukiwaniem siebie oraz innych. Gdyby tak było ludzie ci byliby żałośni. To tak jakby ateiści wystraszeni zakładem Pascala zachowywali się jak wierzący. Taka behawioralna wiara "praktykujący ateiści".

>>O jakich religiach mówimy? Poza tym tym "lubię", "nie lubię" wyraźnie szufladkujesz ludzi
>Nie przepadam za ludźmi, którzy są wobec mnie w jakiś sposób życzliwi, a wyczuwam, że ta ich życzliwość jest podbudowana "czujnym spojrzeniem jakiegoś boga" czy też chęcia podrasowania przekonania o sobie i swojej "dobroci".
Jakoś nie wzrusza mnie specjalnie język swoistego szantażu emocjonalnego jaki tu stosujesz. Nie potrzebuję poklepywania, ani "uścisku dłoni prezesa", czy innej gratyfikacji, więc nie widzę powodu, aby mogły mnie dotyczyć zarzuty jakie podnosisz. Nie wydaje mi się również, abym miał specjalny powód do szukania sposobów na podrasowanie własnej dobroci. Sądzę, że dobroć sprawdza się w działaniu. Żeby być dobrym trzeba czynić dobro. Ktoś jest głodny to trzeba go nakarmić, spragniony - napoić itd. Jeśli czynienie dobra przynosi radość i satysfakcję, to nie musi oznaczać, że to obłuda.
Zresztą wierzymy (chrześcijanie), że na Sądzie wyjdą na jaw zamysły serc i każdy zobaczy jakie były prawdziwe motywy jego działań.

>>a wielu naprawdę jest szczerze przekonanych o tym, że kocha innych...
>Ło matko, o czym to wielu ludzi na tym świecie nie było i nie jest święcie przekonanych, po czym okazywało się to, czymś zupełnie błędnym, czy odwrotnym w stosunku do wyobrażeń. Ja rzeczywiście uważam tego typu ludzi, za kochających, ale niestety, w znacznie przesadzonej proporcji - siebie. Drugi człowiek to tylko instrument, narzędzie do zakamuflowanego celu, którym jest boska przychylność. Ta "miłość bliźniego" to nie cel sam w sobie, czy efekt tak a nie inaczej wykształconej osobowości, ale tylko droga do prawdziwego celu (znów boska przychylność). Bliźni jest tutaj perfidnie wykorzystywany. Różnica pomiędzy poszczególnymi "kochającymi" religiantami polega w mych oczach na tym, że ci mniej inteligentni robią to po prostu w bardziej bezczelny, prostacki sposób, a Ci inteligentniejsi muszą trochę bardziej się nagimnastykować, żeby zwieść "obdarowywanych" bliźnich i przede wszystkim w wyrafinowany sposób oszukać samych siebie. By widzieć to, co się chce w sobie zobaczyć. Ufff... ale wy się czasami musicie nakombinować, żeby być "prawdziwymi" chrześcijaninami... Prawdziwa droga krzyżowa.

Hmm... O kim to jest?...
Jakkolwiek można to wykorzystać jako ostrzeżenie przed pułapkami jakie mogą spotkać jeśli się zapomni o tym co ważne. Czy jednak ateiści poza nielicznymi wyjątkami mogą się poszczycić tak czystą i bezwarunkową miłością bliźniego, jakoś nie widzę świadectw. Nierzadko wręcz drwiny z tych wartości, więc póki co nie masz za dużego wsparcia...
W pewnym sensie jeśli ktoś potrafi być sprawiedliwy nie znając Boga jest mimo wszystko blisko poprzez umiłowanie tych wartości, które wierzę, że mają pełnię właśnie w Nim. Tylko taka wiara ma sens i czyni świętym, gdy kochamy Boga jako Wartość najwyższą a bliźnich jak braci. Zaświaty sakramenty itp. to środki i formy...

Pozdrawiam!


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
less
>To kolejne oskarżenie na podstawie jakichś zapewne prawdziwych przypadków ludzi, którzy jakoś mało świadomie interioryzują swoją wiarę. O faryzeuszach i tzw. "religijnych" mówi się w Kościele i uznawane jest to za wadę, ale nie jest łatwo zauważyć to w sobie.
Nie "jakichś przypadków" ale powszechnych.
>Myślę, że jest to oskarżenie wynikające z przekonań zadeklarowanego ateisty, który z góry zakłada, że wiara tych ludzi jest iluzją i samooszukiwaniem siebie oraz innych. Gdyby tak było ludzie ci byliby żałośni.
To nie jest założenie. W zdecydowanej większości tak właśnie jest. Widać to gołym okiem. Ale to trzeba spojrzenia z zewnątrz. Chory na chorobę, ktora nie ma negatywnych objawów fizycznych, nie dostrzega swojej choroby. Tutaj trzeba spojrzenia kogoś z zewnątrz.
Pierwsza sprawa.
>>>O jakich religiach mówimy? Poza tym tym "lubię", "nie lubię" wyraźnie szufladkujesz ludzi
>>Nie przepadam za ludźmi, którzy są wobec mnie w jakiś sposób życzliwi, a wyczuwam, że ta ich życzliwość jest podbudowana "czujnym spojrzeniem jakiegoś boga" czy też chęcia podrasowania przekonania o sobie i swojej "dobroci".
>Jakoś nie wzrusza mnie specjalnie język swoistego szantażu emocjonalnego jaki tu stosujesz. Nie potrzebuję poklepywania, ani "uścisku dłoni prezesa", czy innej gratyfikacji, więc nie widzę powodu, aby mogły mnie dotyczyć zarzuty jakie podnosisz. Nie wydaje mi się również, abym miał specjalny powód do szukania sposobów na podrasowanie własnej dobroci. Sądzę, że dobroć sprawdza się w działaniu. Żeby być dobrym trzeba czynić dobro. Ktoś jest głodny to trzeba go nakarmić, spragniony - napoić itd. Jeśli czynienie dobra przynosi radość i satysfakcję, to nie musi oznaczać, że to obłuda.
Nie musi, ale u mocno zaangażowanych religiantów często tak właśnie jest. Ci mniej pochłonięci "przykazaniem miłości", jak robią wobec innych coś dobrego, to jest to zwykły odruch powodowany empatią, a nie obłudną ideologią pod którą aż dyszy z chciwości ego.
>Zresztą wierzymy (chrześcijanie), że na Sądzie wyjdą na jaw zamysły serc i każdy zobaczy jakie były prawdziwe motywy jego działań.
To jest chyba najbardziej żenujące w tej waszej religii. Wiwisekcja zamysłów, serc, umysłów. Stwórca jako Perfekcyjny Wielki Brat. Doskonały Skrupulatny Podglądacz włamujący się nawet do myśli i snów. Totalne Gumowe Ucho, Nadęta Nietykalna Primadonna bezwzględnie nakazująca miłość dla siebie, terroryzując ludzi wizją wiecznego potępienia. No świetnie. Miłość wymuszona terrorem nie jest miłością. Miłość wynikająca z przykazania, nie jest miłością. Prawdziwa miłość rodzi się w sposób naturalny, a nie wymuszony, przykazany. Beznadziejny jest ten twór przypominający Niebieskie Gestapo.
>Jakkolwiek można to wykorzystać jako ostrzeżenie przed pułapkami jakie mogą spotkać jeśli się zapomni o tym co ważne. Czy jednak ateiści poza nielicznymi wyjątkami mogą się poszczycić tak czystą i bezwarunkową miłością bliźniego, jakoś nie widzę świadectw.
Nie mogą. Miłość bliźniego to absurd. W życiu nie trzeba ganiać z napisem "kocham wszystkich" na czole. Winno się jednak uczyć ludzi miłości do rzeczywistości, do świata, do życia. Chrześcijaństwo gardzi tą rzeczywistością poprzez przewartościowanie jej wieczną fikcją. Dlatego ludzie nie- lub słabo zaangażowani w religijne dyrdymały a ukształtowani w miłości do tej jedynej rzeczywistości będą w sposób naturalny życzliwi (to wystarczy w zupełności) wobec bliźnich. U religiantów, dla których cel ich własnego życia jest poza tym życiem, a do którego osiągnięcia potrzebny jest bezwględnie bliźni i nadskakiwanie mu (czy tego tamten chce czy nie), życzliwość czy też miłość jest stanem nienaturalnym, narzuconym poprzez zewnętrzną inspirację, która kusi nagrodą lub straszy karą (dodajmy najstraszliwszą z możliwych do wyobrażenia -wieczne potępienie - żeby chociaż wieczne unicestwienie, ale nie, bozia nie jest na tyle miłosierna, kara za brak miłości musi być wieczna).
Natomiast, żeby nie było tak bezwzględnie krytycznie. Oczywiście spotykam ludzi mocno religijnych i życzliwych w sposób naturalny, a nie podszyty "przykazniem miłości". W religiach nie widzę jednak miłości (oprócz pustej i nieustannej gadki o niej). Jedynie wymuszoną życzliwość. Prawdziwa miłość dla mnie wypływa ze szczęścia TEGO istnienia, ze słonecznego tegoż postrzegania, totalnej wobec niego wierności, budowania wobec tegoż nierozerwalnej więzi i harmonii (religia jest zerwaniem więzi, dysharmonią, asymetrią wobec tej rzeczywistości). Religianci są życzliwi pod wpływem bata i lśniącej wieczności. Tutaj jednak oddam niektórym, to co im się należy (być może Tobie, ale Cię nie znam). Nie wszyscy działają pod takim wpływem, niektórzy (garstka) z Was emanują naturalną życzliwością czy miłością, ale to nie wypływa wcale z nacierającej na Was religii, tylko z Was samych, z wrodzonych, pięknych i NATURALNIE ukształtowanych predyspozycji. Ze słonecznych wobec ŻYCIA i ŚWIATA a nie zaświatów, nazwijmy to, memów. Jestem o tym głęboko przekonany, że konstrukcja takich ludzi, to nie zasługa religii, ale silnej miłości do tej rzeczywistości. Uważam, że z religii coś takiego nie może powstać, bo religia nastwaia człowieka automatycznie, choć ukrycie, na ego.
>W pewnym sensie jeśli ktoś potrafi być sprawiedliwy nie znając Boga jest mimo wszystko blisko poprzez umiłowanie tych wartości, które wierzę, że mają pełnię właśnie w Nim. Tylko taka wiara ma sens i czyni świętym, gdy kochamy Boga jako Wartość najwyższą a bliźnich jak braci. Zaświaty sakramenty itp. to środki i formy...
Zamiast jakiegokolwiek Boga prefuruję rzeczywistość. Tylko taka postawa ma sens i czyni prawdziwym człowiekiem.
>Pozdrawiam
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Trudno mi znaleźć czas, żeby odpowiedzieć w oparciu o jakąś głębszą refleksję, ale pozostawienie bez odpowiedzi byłoby w pewnym sensie oddaniem walkowerem.

>Chory na chorobę, ktora nie ma negatywnych objawów fizycznych, nie dostrzega swojej choroby. Tutaj trzeba spojrzenia kogoś z zewnątrz.
To można również odnieść do ateistów, którzy łatwo wybierają jakieś światopoglądy i każdy uważają zawsze za najlepszy.

>Ci mniej pochłonięci "przykazaniem miłości", jak robią wobec innych coś dobrego, to jest to zwykły odruch powodowany empatią, a nie obłudną ideologią pod którą aż dyszy z chciwości ego.
Z tej wypowiedzi zieje wielkie uprzedzenie i trudno dyskutować...
Rozmawiałem w gronie swoich o takim podejściu jakie zarzucasz nikt nie stawia tak sprawy.

>>Zresztą wierzymy (chrześcijanie), że na Sądzie wyjdą na jaw zamysły serc i każdy zobaczy jakie były prawdziwe motywy jego działań.
>To jest chyba najbardziej żenujące w tej waszej religii. Wiwisekcja zamysłów, serc, umysłów. Stwórca jako Perfekcyjny Wielki Brat. Doskonały Skrupulatny Podglądacz włamujący się nawet do myśli i snów. Totalne Gumowe Ucho, Nadęta Nietykalna Primadonna bezwzględnie nakazująca miłość dla siebie, terroryzując ludzi wizją wiecznego potępienia. No świetnie. Miłość wymuszona terrorem nie jest miłością. Miłość wynikająca z przykazania, nie jest miłością. Prawdziwa miłość rodzi się w sposób naturalny, a nie wymuszony, przykazany. Beznadziejny jest ten twór przypominający Niebieskie Gestapo.

Ten tekst jest dziwny. Rzekłbym, że jest to wręcz diabelskie oskarżenie. Ale mniejsza o to... Odsłania to mentalność buntownika indywidualisty, który za wszelką cenę chce się odciąć od jakiegokolwiek wpływu, sam chce być bogiem. Stwórcę, który troszczy się o swoje stworzenia uważa za intruza, czy tyrana.
Miłość Boża wymuszona terrorem? - to kolejny absurd. Gdyby tak było nie istniałby żaden ateista, bo nawet nie miałby szansy się począć.

>Prawdziwa miłość dla mnie wypływa ze szczęścia TEGO istnienia, ze słonecznego tegoż postrzegania, totalnej wobec niego wierności, budowania wobec tegoż nierozerwalnej więzi i harmonii (religia jest zerwaniem więzi, dysharmonią, asymetrią wobec tej rzeczywistości). Religianci są życzliwi pod wpływem bata i lśniącej wieczności. Tutaj jednak oddam niektórym, to co im się należy (być może Tobie, ale Cię nie znam). Nie wszyscy działają pod takim wpływem, niektórzy (garstka) z Was emanują naturalną życzliwością czy miłością, ale to nie wypływa wcale z nacierającej na Was religii, tylko z Was samych, z wrodzonych, pięknych i NATURALNIE ukształtowanych predyspozycji. Ze słonecznych wobec ŻYCIA i ŚWIATA a nie zaświatów, nazwijmy to, memów. Jestem o tym głęboko przekonany, że konstrukcja takich ludzi, to nie zasługa religii, ale silnej miłości do tej rzeczywistości. Uważam, że z religii coś takiego nie może powstać, bo religia nastwaia człowieka automatycznie, choć ukrycie, na ego.
Kolejny głodny kawałek .
Jeśli jest to religia bez wiary w Boga, bez mocy to rzeczywiście mógłbym się dołączyć do tej krytyki. Miłość nie jest sprawą intelektu, ale przede wszystkim serca, czegoś o wiele głębszego niż zwykłe przekonania. I zdecydowanie jest to właśnie afirmacja tego, co rzeczywiste. Perspektywa wieczności nie jest ucieczkę a dopełnieniem.
Co do kary za brak miłości, myślę, że jest to coś naturalnego. Jeśli ktoś skacze w przepaść to do góry nie poleci Bóg nikogo nie zmusza do miłości, a piekło jest właśnie stanem radykalnego odcięcia na własne życzenie po stronie buntownika.

Pozdrawiam

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
less
>Rozmawiałem w gronie swoich o takim podejściu jakie zarzucasz nikt nie stawia tak sprawy.
Niesamowite. Zadziwiające. I bardzo przekonujące. Dla mnie się to nazywa obłuda. Co prawda nie znam personalnie Twojego grona, ale znam całkiem sporo ludzi o jak sądzę podobnym rozumowaniu, mentalności. Trudno oczekiwać od kogoś, kto ze swojej wiary czyni drogę swojego życia, by umiał dostrzec obłudę tej drogi. Ot tak. Od ręki. W najlepszym przypadku jest to długi proces przemyśleń prowadzący do samoprzemiany. Co już kilka razy w życiu widziałem.
>Odsłania to mentalność buntownika indywidualisty, który za wszelką cenę chce się odciąć od jakiegokolwiek wpływu, sam chce być bogiem. Stwórcę, który troszczy się o swoje stworzenia uważa za intruza, czy tyrana.
Indywidualisty tak, buntownika nie. Ani przez sekundę swojego życia nie byłem religiantem, więc stwórca, w jakiejkolwiek postaci nie wywołuje we mnie żadnej emocji, niemniej mogę zanurzyć się w temat i dzielić się własnymi refleksjami. Stwórca w jakiego Ty wierzysz, rzeczywiście jest dla mnie tyranem.
>Miłość Boża wymuszona terrorem? - to kolejny absurd. Gdyby tak było nie istniałby żaden ateista, bo nawet nie miałby szansy się począć.
"Miłość" człowieka jest tutaj wymuszona terrorem. Człowieka do człowieka. Człowieka do boga. Stawianie sprawy - miłość albo piekło, wieczne potępienie, wieczne cierpienie - jest żałosne. To całkowita kompromitacja miłości tego boga. Przypominają mi się od razu moi niektórzy (na szczęście nieliczni) znajomi, którzy życie i kazdy krok swoich współmałżonków poddają perfekcyjnej, skrupulatnej kontroli. Też twierdzą, że to z miłości. Z wielkiej miłości. Prawdziwa miłość zrodzić może się tylko w sposób naturalny, poza jakąkolwiek presją. Ale tego Twój stwórca najwyraźniej nie rozumie. Cienko z nim. 13,7 mld lat od stworzenia wszechświata i jeszcze się w tym nie połapał.
>Jeśli jest to religia bez wiary w Boga, bez mocy to rzeczywiście mógłbym się dołączyć do tej krytyki.
Nie rozumiesz prawdziwej miłości. Z pewności nigdy jej nie dotknąłeś, bo znalazłeś się w świecie ułudy, egzaltowanych fałszywych wewnętrznych emocji i uczuć zbudowanych na fikcyjnych założeniach. Bóg to pryzmat, który załamuje w Tobie rzeczywistą miłość, choć zapewne wywołuje bardzo silne odczucia i emocje. I jeszcze tworzy w Tobie kłamliwe przekonanie, że miłość nie wypływająca z tego pryzmatu, jest czymś nieporównywalnie mniejszym i gorszym. Otóż, uważam, że jest dokładnie na odwrót. I do tego, miłość bez pryzmatu boga jest mądrzejsza bo racjonalna, odnosząca sie do rzeczywistości wprost. Jest również prawdziwa, bo nie jest poddana żadnej grze o jakieś plusiki czy minusiki, piekła-nieba.
>Miłość nie jest sprawą intelektu, ale przede wszystkim serca, czegoś o wiele głębszego niż zwykłe przekonania.
Żartujesz. To jakiś szalony, otumaniony romantyzm na poziomie nastolatka. Jesteś w związku z kobietą? Byłeś? Jeżeli nawet nie, to będziesz. I radzę ci przede wszystkim w miłości stosować intelekt, bo serce widzi to co chce widzieć a nie to co i jak jest. Można się pięknie zdziwić. W tego typu relacjach nie wystarczy "kochać", trzeba jeszcze wiele "wiedzieć". To naprawdę przyjacielska rada.
>I zdecydowanie jest to właśnie afirmacja tego, co rzeczywiste.
Tylko częściowo i to na trzecim a może i trzydziestym trzecim planie.
>Perspektywa wieczności nie jest ucieczkę a dopełnieniem.
Przykro mi. Dla mnie jest ucieczką. Ba, żeby tylko. Jest zdradą i to tą najsmutniejszą. Zdradą istoty własnego człowieczeństwa. Tego czym się jest kosztem tego, czym się nie jest, co zostało zmyślone i perfidnie wdrukowane w umysł.
>Co do kary za brak miłości, myślę, że jest to coś naturalnego.
Być może w logice tego boga jest to coś naturalnego.
> Jeśli ktoś skacze w przepaść to do góry nie poleci
Przynajmniej tu się zgadzamy.
>Bóg nikogo nie zmusza do miłości
Fakt. Nie zmusza. Ale straszy najstraszliwszym z możliwych doświadczeń. Wiecznym potępieniem i cierpieniem. Super koleś.
> a piekło jest właśnie stanem radykalnego odcięcia na własne życzenie po stronie
buntownika.
A żona mojego znajomego od czasu do czasu dostawała w ryj. Na własne życzenie. On ją przecież strasznie kochał. A ona to czy tamto zrobiła nie po jego myśli. Niewdzięczna suka była, więc ją w końcu pogonił. Do diabła. Teraz jest sam ze swoją wielką miłością.
Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Nie miałem czasu, ale korzystając z wolnej chwili odpisuję.
Po raz kolejny się przekonuję, że krytyka Boga i religii opiera się na uprzedzeniach.
Nie wiem... może jest w tym jakiś sens, przynajmniej mam obraz jak bardzo można się zapętlić w jedną lub drugą stronę. Otrzymałem tu - owszem solidny - wykład o pułapkach jakie czekają na drodze wierzących w Boga. Zapewne warto wziąć te przestrogi pod uwagę jednak w pozostałych kwestiach trudno się zgodzić. Niestety wynika to z dziwnego dla mnie przekonania o tyrani Boga. Miłość jest tyranią, stworzenie też tyranią, w ogóle perspektywa Boga, który jest Wszechmogący (jeśli nie jest podważana w odniesieniu do jakiejś deistycznej interpretacji, czy w imię mechanistycznie interpretowanej logiki, która wyklucza omnipotencjalność Boga), nie pasuje do takiego światka, w którym ma rządzić wyłącznie rozum. Trudno pogodzić takie wizje.

>Trudno oczekiwać od kogoś, kto ze swojej wiary czyni drogę swojego życia, by umiał dostrzec obłudę tej drogi. Ot tak. Od ręki. W najlepszym przypadku jest to długi proces przemyśleń prowadzący do samoprzemiany. Co już kilka razy w życiu widziałem.
To również działa w drugą stronę, ludzie odkrywają, że ateizm jest w zasadzie nie zawsze uświadomionym buntem. Najpierw odkrywają, że całe życie opiera się na jakimś uprzedzeniu (rzadko związanym bezpośrednio z Bogiem), a potem stopniowo odsłaniają się kolejne "kurtyny" i przyczyny kłopotów w życiu. Jednak nie dostrzeże tego ten, kto ze swego ateizmu czyni drogę swego życia ...

>>Miłość Boża wymuszona terrorem? - to kolejny absurd. Gdyby tak było nie istniałby żaden ateista, bo nawet nie miałby szansy się począć.
>"Miłość" człowieka jest tutaj wymuszona terrorem. Człowieka do człowieka. Człowieka do boga. Stawianie sprawy - miłość albo piekło, wieczne potępienie, wieczne cierpienie - jest żałosne. To całkowita kompromitacja miłości tego boga.
Takie są skutki podsłuchiwania kazań przez różnej maści ateistów, czy innych kontestatorów tej drogi.
Sądzę, że są pozorne rozkosze, które tak naprawdę zabijają lub zatracają ludzką duszę i piekło być może nie jest stanem takiego cierpienia jakie mają na myśli niewierzący, ale raczej cierpienia tej duszy, która pragnie rzeczy złych, gdy zła już nie ma i być nie może. Ale to taka moja interpretacja, w końcu jako teolog mogę coś wymyślać Jednakże może być to naprawdę wielkim cierpieniem jeżeli ktoś zakochany jest w mirażach.

>Przypominają mi się od razu moi niektórzy (na szczęście nieliczni) znajomi, którzy życie i każdy krok swoich współmałżonków poddają perfekcyjnej, skrupulatnej kontroli. Też twierdzą, że to z miłości. Z wielkiej miłości. Prawdziwa miłość zrodzić może się tylko w sposób naturalny, poza jakąkolwiek presją. Ale tego Twój stwórca najwyraźniej nie rozumie. Cienko z nim. 13,7 mld lat od stworzenia wszechświata i jeszcze się w tym nie połapał.
Może właśnie dlatego jest niewidzialny ... aż do bólu...

>>Jeśli jest to religia bez wiary w Boga, bez mocy to rzeczywiście mógłbym się dołączyć do tej krytyki.
>Nie rozumiesz prawdziwej miłości. Z pewności nigdy jej nie dotknąłeś, bo znalazłeś się w świecie ułudy, egzaltowanych fałszywych wewnętrznych emocji i uczuć zbudowanych na fikcyjnych założeniach. Bóg to pryzmat, który załamuje w Tobie rzeczywistą miłość, choć zapewne wywołuje bardzo silne odczucia i emocje. I jeszcze tworzy w Tobie kłamliwe przekonanie, że miłość nie wypływająca z tego pryzmatu, jest czymś nieporównywalnie mniejszym i gorszym. Otóż, uważam, że jest dokładnie na odwrót. I do tego, miłość bez pryzmatu boga jest mądrzejsza bo racjonalna, odnosząca sie do rzeczywistości wprost. Jest również prawdziwa, bo nie jest poddana żadnej grze o jakieś plusiki czy minusiki, piekła-nieba.
O ile się nie mylę takie rzeczy pisali Ojcowie Pustyni i chyba sam św. Augustyn, czy inni. Zresztą pierwsze zdania Hymnu o miłości, mówią o bezsensowności obłudnej miłości. Jeżeli mówimy, że kochamy ze względu na Boga to dlatego, że Bóg jest w istocie (substancjalnie) pełnią miłości. Dlatego też jeżeli ktoś naprawdę miłuje prawdziwą bezinteresowną miłością nawet gdyby był niewierzącym upodabnia się do Boga, a przez to Ten się w nim uobecnia.
Nie zmieściłem się więc cd. w następnym poście...


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
Kontrast (1042 punktów)
Dokończenie poprzedniego postu...

>>Miłość nie jest sprawą intelektu, ale przede wszystkim serca, czegoś o wiele głębszego niż zwykłe przekonania.
>Żartujesz. To jakiś szalony, otumaniony romantyzm na poziomie nastolatka. Jesteś w związku z kobietą? Byłeś? Jeżeli nawet nie, to będziesz. I radzę ci przede wszystkim w miłości stosować intelekt, bo serce widzi to co chce widzieć a nie to co i jak jest. Można się pięknie zdziwić. W tego typu relacjach nie wystarczy "kochać", trzeba jeszcze wiele "wiedzieć". To naprawdę przyjacielska rada.
Nie odróżniasz najwyraźniej miłości typu eros od agape i stąd nieporozumienie. Mówiąc o sercu myślę o czymś więcej niż uczuciach. Nie mówię też o relacji damsko-męskiej, to jest oparte na popędzie i raczej nie można nazywać tego bezinteresownością. W niewielkim stopniu zależy to również od rozumu
Unikam nazywania erosa miłością, bo raczej jest w dużej mierze jej przeciwieństwem, chociaż daje kopa.

>>Perspektywa wieczności nie jest ucieczkę a dopełnieniem.
>Przykro mi. Dla mnie jest ucieczką. Ba, żeby tylko. Jest zdradą i to tą najsmutniejszą. Zdradą istoty własnego człowieczeństwa. Tego czym się jest kosztem tego, czym się nie jest, co zostało zmyślone i perfidnie wdrukowane w umysł.
Dla mnie niewyobrażalnym i bezsensownym byłoby życie bez perspektywy ostatecznego rozliczenia. Właśnie brak takiej perspektywy byłby wielką zdradą wobec wszystkich, którzy naprawdę byli sprawiedliwi, poświęcali sie cierpieli a nawet oddawali życie w imię wielkich wartości. Już nawet nie chodzi o jakieś rajskie rozkosze, ale o fundamentalne poczucie sprawiedliwości. W ogóle nasze ziemskie życie jest niedokończone. Człowiek całe życie dojrzewa, a jak już zaczyna kojarzyć, to trzeba się żegnać z tym światem. Dla mnie to życie jest trochę jak drugie życie prenatalne.

>>Bóg nikogo nie zmusza do miłości
>Fakt. Nie zmusza. Ale straszy najstraszliwszym z możliwych doświadczeń. Wiecznym potępieniem i cierpieniem. Super koleś.
Jeśli jest to wieczne plucie w brodę i śmierć duchowa, to trzeba straszyć
Byłby super kolesiem, gdyby namawiał do skakania w przepaść i mówił, że to super odlot, a potem uuups... ]:

>> a piekło jest właśnie stanem radykalnego odcięcia na własne życzenie po stronie
>buntownika.
>A żona mojego znajomego od czasu do czasu dostawała w ryj. Na własne życzenie. On ją przecież strasznie kochał. A ona to czy tamto zrobiła nie po jego myśli. Niewdzięczna suka była, więc ją w końcu pogonił. Do diabła. Teraz jest sam ze swoją wielką miłością.
Można babci na złość odmrażać sobie uszy... Jak ktoś sobie ubzdura, że Bóg jest sadystą, to jest taka gadka. Trudno wtedy przekonać, że jest inaczej...

Pozdrawiam!


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
less
> Po raz kolejny się przekonuję, że krytyka Boga i religii opiera się na uprzedzeniach.
Nie krytykuję jakiegokolwiek Boga, bo w żadnego nie wierzę, natomiast krytykuję wszelakie konstrukcje myślowo-emocjonalne na temat tego terminu. Co do religii, to faktycznie, mam uprzedzenia. Żałosna wydaje mi się gra z bogiem czy bogami wyprowadzana z wszelakich religii, te ciucibabki i zgaduj-zgadule. Niczym innym to nie jest od tysięcy lat, tylko subiektywną interpretacją czyichś mialkich dywagacji rozszerzaną o prywatne projekcje okraszoną egzaltowanymi odczuciami, emocjami. Niestety, bez jakichkolwiek sensownych podstaw, chyba że ktoś za takowe uznaje jakieś księgi objawione. Co do ewentualnego kreatora (świadomie pomijam termin "bóg" żeby było prościej), to sądzę, że jest to założenie dopuszczalne, chociaż zupełnie zbędne ze względu na brak możliwości weryfikacji takiego stanowiska. O ile nie potrafię ostatecznie zaprzeczyć samemu aktowi kreacji, to pogłębianie tegoż o jakiekolwiek interpretacje głębsze jest w moich oczach skrajnie absurdalne. Wszelkie dywagacje rozwijające akt kreacji są dla mnie absolutnie niedopuszczalne i skrajnie szkodliwe, bo wprowadzają grupy ludzi w niebezpieczne dla siebie wzajem światy ułudy, a pojedynczego człowieka wyprowadzają z racjonalnego przeżywania rzeczywistego życia i świata.
Co do tyranii Twojego akurat Boga, to wynika ona ze stosowanego przez niego szantażu - miłość do mnie albo wieczne potępienie i takież cierpienie, a nadanie jakiemukolwiek Bogu cechy bycia wszechmogącym, to tylko owe absurdalne dywagacje, czy raczej wariacje na temat. Nic o tym nie wiecie, bo nie wiecie nawet czy On czy Oni istnieją, a co dopiero dyskutować na temat jego ewentualnych cech. Rozprawianie o wszystkim a tak naprawdę, nie wiadomo o czym. Może czasami interesujące ze względu rozbudowaną konstrukcję logiczno-literacko-bajkową, ale w żadnycm stopniu nie odnoszącym się do rzeczywistości. Takie tam sobie pitu pitu, konstruowanie Nibylandii wedle podpowiedzi innych bajkopisarzy oraz własnych odczuć i widzi mi się.
>Najpierw odkrywają, że całe życie opiera się na jakimś uprzedzeniu (rzadko związanym bezpośrednio z Bogiem), a potem stopniowo odsłaniają się kolejne "kurtyny" i przyczyny kłopotów w życiu.
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale czy nabywanie wiary miałoby być usprawiedliwieniem kłopotów w życiu? Nie jestem tego typu osobą. Akceptuję życie ze wszystkimi jego stronami, tymi przyjemnymi i nieprzyjemnymi, nawet skrajnie. Ból, cierpienie, śmierć bliskich czy własna, nie są w stanie pchnąć mnie ku poszukiwaniu usprawiedliwienia. Nie chcę go, nawet się nim brzydzę. Kocham życie we wszystkich jego emanacjach, tych nieprzyjaznych, okrutnych również. Nie mam zamiaru zarzucać na to jakiejkolwiek utopijnej, uśmierzającej kurtyny, bo chcę życia doświadczać w pełni takim jakim jest, a nie wedle jakiejkolwiek idealistycznej wizji, która np. Tobie jest bardzo potrzebna, co mnie zresztą nie dziwi, bo postawa stanięcia z życiem prawdziwym twarzą w twarz nie jest łatwa do wypracowania, z początku zapewne trudna do zniesienia. Ja naprawdę rozumiem, że taka wizja powoduje w Tobie i Tobie podobnym poczucie całkowitego zagubienia i strachu, bezsensu i bezwartościowości wobec myśli o wydobyciu się z waszej zaczarowanej rzeczywistości i stanięcia twarzą w twarz wobec odczarowanej istoty bytu. Bytu tutaj. Wyłącznie takiego jakim jest, bez przystrajania zaświatami-uśmierzaczami. Rozumiem że dla was to zbyt ciężkie zadanie, straszliwa perspektywa, którą wprowadza niepojęty, ale coraz bardziej widoczny i burzący wasz spokój ateizm. Potrzeba zewnętrznego mocodawcy porządkującego waszą świadomość wobec życia i świata jest dla was czymś absolutnie niezbędnym. Ja to rozumiem, choć jestem innego typu człowiekiem.
>Sądzę, że są pozorne rozkosze, które tak naprawdę zabijają lub zatracają ludzką duszę i piekło być może nie jest stanem takiego cierpienia jakie mają na myśli niewierzący, ale raczej cierpienia tej duszy, która pragnie rzeczy złych, gdy zła już nie ma i być nie może. Ale to taka moja interpretacja, w końcu jako teolog mogę coś wymyślać
Matko, co wy już nie sądzicie na ten temat i jakiego fiku miku nie wymyślacie. Kolejna zgaduj zgadula, własna projekcja wyprowadzona z własnego chciejstwa. Naprawdę nie szkoda Ci życia na produkcję tych dyrdymałów? Nie lepiej pisać bajki, jak niejaki Dorn, mając przynajmniej świadomość tego, że konstruuje się światy zmyślone?
>Zresztą pierwsze zdania Hymnu o miłości, mówią o bezsensowności obłudnej miłości. Jeżeli mówimy, że kochamy ze względu na Boga to dlatego, że Bóg jest w istocie (substancjalnie) pełnią miłości. Dlatego też jeżeli ktoś naprawdę miłuje prawdziwą bezinteresowną miłością nawet gdyby był niewierzącym upodabnia się do Boga, a przez to Ten się w nim uobecnia.
No to rozumiem jak ustawiasz swoją percepcję. Nie widzę jednak potrzeby, by to robić poprzez zmyślone bóstwo. Miłość do życia i świata, do rzeczywistości tym samym, jest równie skuteczna a przy tym nie wyprowadza człowieka w całą masę nierzeczywistych pojęć, de facto szkodzących jego relacji z rzeczywistością, szkodzących szacunkowi do niej, najszczytniejszym uczuciom i odczuciom wobec jedynej formy naszego egzystowania.
Ja rozumiem, że cała ta religijna konstrukcja, zgodnie z którą kategorie metafizyczne takie jak dobro i oparte na nim moralność, prawda, sens, całość czy też jedność bytu są dla Ciebie środkami zaradczymi przeciw poczuciu chaotyczności i przypadkowości egzystencji oraz przekonaniu o daremności ludzkich wysiłków. Te środki mi np. nie są potrzebne i jak pewnie zauważasz, coraz większej rzeszy Europejczyków. Życie bowiem się zmienia i w znacznie mniejszym stopniu jest juz naznaczone lękiem i niepewnością, cechującymi egzystencję ludzką w społecznościach tradycyjnych, powiedzmy przednowoczesnych. Cdn.
less
>Nie odróżniasz najwyraźniej miłości typu eros od agape i stąd nieporozumienie. Mówiąc o sercu myślę o czymś więcej niż uczuciach. Nie mówię też o relacji damsko-męskiej, to jest oparte na popędzie i raczej nie można nazywać tego bezinteresownością. W niewielkim stopniu zależy to również od rozumu
>Unikam nazywania erosa miłością, bo raczej jest w dużej mierze jej przeciwieństwem, chociaż daje kopa.
Już rozumiem o co Ci chodzi. Mój komentarz z poprzedniego akapitu wyjaśnia moje stanowisko.
>Dla mnie niewyobrażalnym i bezsensownym byłoby życie bez perspektywy ostatecznego rozliczenia. Właśnie brak takiej perspektywy byłby wielką zdradą wobec wszystkich, którzy naprawdę byli sprawiedliwi, poświęcali sie cierpieli a nawet oddawali życie w imię wielkich wartości.
A czy brak równych szans dla wszystkich, nie jest dla Ciebie zdradą? Dla Papuasów, którzy nigdy nie widzieli księdza ani krzyża, a zabijali i zjadali ludzi, bo tak ukształtowała sie ich kultura? Dla Azteków sprzed przybicia kolonizatarów, poświęcających masowo ludzi swoim bóstwom? Dla ludzi współczesnych, do których religia po prostu nie dociera, bo po prostu nie wywołuje w nich zainteresowania i w ogóle o niej nie myślą? Nie kochają więc boga, sypiją z wieloma partnerami bo to fajne jest, nie czcą ojca bo np. alkoholik ani matki, bo coś tam? Kompletnie to wszystko jest bez sensu.
Muszę przyznać, że trochę mnie żenują tego typu wypowiedzi religiantow i może będzie teraz ostro. Więc wybacz. Uważam, że religianci to rodzaj nieco bezczelnej, zadufanej, co prawda nieco lepiej wyposażonej (jak i ateiści), ale jednak tylko małpy. Z religijnego punktu widzenia istotne jest tylko to, czy dana nadmałpa jest mniej lub bardziej moralna w ściśle określony sposób. Przykro mi, ale jest to dla mnie skrajna pycha, głupota, bezczelność, zarozumiałość wobec potęgi wszechświata, bytu, istnienia. Twierdzenie, że sednem w objęciach bytu, potęgi wszechświata jest coś tak marginalnego, nieistotnego, przejściowego jak człowiek, a cała ta gra z sekstylionami gwiazd (więcej niż ziaren piasku na Ziemi) toczy się o jakieś dziwaczne zbawienie lub potępienie owej, nieco tylko ulepszonej, ale nadal prymitywnej małpy wyewoluowanej na jednej z niezliczonych planet -jest szczytowym przejawem arogancji. Obrzydliwym i bezczelnym jest dla mnie przekonanie o tym że żywot nic nie znaczącej wobec otaczającej Ziemię potęgi, nieco tylko lepiej "wypasionej" od innych małpy jest zjawiskiem umiejscowionym na pierwszym miejscy w hierarchi ważności pośród wszystkich innych zjawisk zaistniałych we wszechświecie. Ależ tupet. Jedno pierdnięcie ewolucji i jakaś inna małpa może nas wybić, albo umieścić w swoim menu, a sama zająć miejsce wybrańców swego bóstwa. Pycha i jeszcze raz pycha, wynikająca moim zdaniem ze strachu przed destrukcyjnymi konsekwencjami, ktore niesie życie, próbująca dramatycznie nadać jakiś głębszy sens istnieniu swego nosiciela.
>W ogóle nasze ziemskie życie jest niedokończone. Człowiek całe życie dojrzewa, a jak już zaczyna kojarzyć, to trzeba się żegnać z tym światem. Dla mnie to życie jest trochę jak drugie życie prenatalne.
Bo życie polega na przekazywaniu informacji. Głównie genetycznej. To nasz organizm ze swoją dość skomplikowaną machinerią ma jedyny, sensowny cel. Powielenie poprzez rozmnożenie. My jesteśmy zorganizowaną kupą atomów, która jest nośnikiem. To czy Ty coś tam zdąrzyłeś skojarzyć czy nie, jest w ogóle nieistotne. Może oprócz Ciebie. Szukasz dla siebie zaszczytnej roli, jakiegoś piedestału czy absolutu, a jesteś tylko nośnikiem i przekaźnikiem próbującym zaciemnić ten oczywisty fakt dramatyczną próbą nadania sobie cech wyjątkowości. Przykro mi. Jesteś tylko o jakiś jeden procent lepiej "wypasioną" małpą. A po Tobie przyjdą kolejne, jeszcze lepiej wyposażone.
>Jeśli jest to wieczne plucie w brodę i śmierć duchowa, to trzeba straszyć
>Byłby super kolesiem, gdyby namawiał do skakania w przepaść i mówił, że to super odlot, a potem uuups... ]:
Prawdę mówiąc w ogóle jakikolwiek On mnie nie interesuje. Co on tam by chciał czy nie chciał. Może jakby zaczął grać w otwarte karty, to bym się tym zainteresował, ale na razie wszystkie te konstrukcje są tylko i wyłącznie marnymi wypocinami przestraszonych życiem ludzi. Więc temat dla mnie jest nieistotny.
>Można babci na złość odmrażać sobie uszy... Jak ktoś sobie ubzdura, że Bóg jest sadystą, to jest taka gadka. Trudno wtedy przekonać, że jest inaczej...
Może być nawet słodziutki jak pączek z lukrem. I tam mnie nie interesuje, bo byłby tylko wykwitem ludzkiej wyobraźni, niezrozumienia i bojaźni wobec rzeczywistości.
>Pozdrawiam!
Ja również.
Czesiek
Less, dales piekny wyklad rozumnego i humanistycznego ateizmu. Powiedziales to co zapewne wiekszosc ateisow czuje ale nie potrafi przedstawic tego w tak zajmujacej, przekonywujacej i madrej formie. Jestem wdzieczny za to, iz wlozyles tyle wysilku aby zapezentowac swoje poglady, pod ktorymi zapewne podpisuje sie wiekszosc ateistow. Przyjacielski i serdeczny uscisk dloni.
less
Dziękuję i pozdrawiam. Skoro Ci się to podobało, to może podrzucę Ci taki jeden namiar. www.racjonalista.pl/forum.php/s,101481#w102266
Klimat podobny, chyba nieźle wyszło.
Tak poza tym, za miesiąc, może dwa, mam zamiar ruszyć w stronę wydawnictwa z książką w podobnych klimatach, konwencja co prawda science fiction, ale tego typu myśli sporo. Gdyby co, to dam namiar, a jak nie przejdzie, to na pewno będę to rozsyłał mailem wszystkim chętnym.
09-02-2008 18:52 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
> podrzucę Ci taki jeden namiar. www.racjonalista.pl/forum.php/s,101481#w102266

Przeczytałem, podobało mi się bardzo.
Przeczytalem całość dyskusji na tej stronie. "Odkryłem" też innych ciekawych, mądrych i wspaniale piszących ludzi, jak chociażby Zbysław Śmigielski.
Przy okazji poznałem nowe (dla mnie) pojęcie "troll-misjonarz", w tym przypadku odnoszące się do Teresy. Zdumiewa mnie fakt, że wielu wspaniałych ludzi poświęca swój czas i energię na dyskusje z tego typu trollami. Chociaż z drugiej strony, gdyby nie oni i ich prowokacyjne posty, nigdy nie poznałbym wypowiedzi naprawdę interesujacych ludzi. Np. "dzięki" Kontrastowi poznałem twoją piękną definicję/rozumienie ateizmu.
Pozdrawiam.
placownik (17853 punktów)

>Gdyby co, to dam namiar, a jak nie przejdzie, to na pewno będę to rozsyłał mailem wszystkim chętnym.

   To ja już czekam. Na namiar, nie na mailową przesyłkę!

   Serdecznie pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Filip Mucha
>>>Niewątpliwie warto zawsze badać, czy nasza miłość nie jest interesowna, nawet jeśli ten interes jest z bardzo szlachetnych pobódek.<<<

Moja zaprzyjażniona korepetytorka języka polskiego podpowiada mi, że pisze się pobudek.
05-08-2007 20:53 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
>Rozmawiam tu od jakiegoś czasu i już trochę wiem o ateizmie, więc jako odpowiedź typuję przekonanie ateistów, że istnieje tylko to, co oparte jest na materii. Większość zakłada, że wszystko opiera się na jakimś racjonalnym porządku itp. Apriorycznie zakłada się też, że rzeczywistość istnieje realnie, a poznanie oparte na zmysłach, czy obliczeniach jest pewne (to akurat zasadniczo nie jest przedmiotem sporu).

To co mówisz to nie założenia ateizmu. To są założenia bez których nie byłoby nauki w obecnej postaci. Ateista jedynie przyznaje że teorie udowodnione naukowo są jedynymi które mamy.
Nie widzę tu żadnego założenia a-priori, które trzeba wykonać aby coś specjalnie negować. Tego co niepoznawalne ( poza materią i nieracjonalne ) nie da się badać. Zakładanie czegoś poza materią i nieracjonalnego jest właśnie założeniem a-priori, które do niczego konstruktywnego nie służy.

>Stąd, gdyby wyspecyfikować konkretne punkty okazałoby się, że ateiści przyjęli aprioryczne założenia. Prawdziwymi zatem sceptykami powinni być irracjonaliści, którzy uważają, że nie ma żadnego porządku a wszystko jest całkowicie względne. Jednakże takie podejście również okazałoby się aprioryczne. Wniosek zatem jest taki, że aprioryzmy są koniecznością.

Tylko aprioryzmy, które prowadzą do sprawdzalnych i udawadnialnych teorii są koniecznością. Wszystkie inne założenia a-priori są potrzebne jedynie po to aby tworzyć bajki. Sam widzisz że, aby postulować bajki trzeba chwalić irracjonalne założenia.

>Ateiści zakładają, że Boga nie ma i tłumaczą sobie wszystko wg tego założenia.

Nie prawda. Ateiści nie widzą powodów aby zakładać istnienie jakiś bytów, aby cokolwiek w ten sposób tłumaczyć. Zakładanie istnienia takich bytów niczego nie tłumaczy, a wręcz mnoży pytania na które nie sposób odpowiedzieć.

>>Życie wygląda dokładnie tak jak je obserwujemy. Po co dodatkowo je "upiększać" i komplikować to co już jest skomplikowane ?
>Czy takim stwierdzeniem nie stawiasz się trochę na równi z średniowiecznymi inkwizytorami, tylko z innej drużyny?

Niby dlaczego ? Cały czas mamy ogromne braki w wiedzy i czy namowa do poszerzania tej wiedzy jest działaniem podobnym do tego co robili inkwizytorzy ?
Nie wydaje mi się.
Inkwizytorzy namawiali do zamknięcia się na postęp.

>Czy ucieczka od Boga jest krokiem uzdrawiającym nie powiedziałbym.
Placebo działa to fakt. Nie znaczy to jednak że nagle placebo staje się lekiem.
Powinieneś też przyznać że wiara w Boga nie zawsze powoduje lepsze samopoczucie wierzących.
Czyli porównanie do placebo jest trafione.

>Czasem trzeba się zagubić, żeby się naprawdę odnaleźć.
>Niekiedy trzeba przestać widzieć, aby zobaczyć to, co jest do zobaczenia...

Chcesz powiedzieć, że niekiedy trzeba sobie pofantazjować i to niby pomaga ?
Jeżeli ktoś mówi że widzi rzeczy które nikt inny nie może widzieć jest zdrowy ?

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Ateista jedynie przyznaje że teorie udowodnione naukowo są jedynymi które mamy.

>Nie widzę tu żadnego założenia a-priori, które trzeba wykonać aby coś specjalnie negować. Tego co niepoznawalne ( poza materią i nieracjonalne ) nie da się badać. Zakładanie czegoś poza materią i nieracjonalnego jest właśnie założeniem a-priori, które do niczego konstruktywnego nie służy.
A może problem leży w tym, że przyjęliśmy, że materia jako taka jest czymś bardziej wiarygodnym niż cokolwiek innego. Czy jednak materia, o której mowa nie jest tylko jedną z wielu możliwych form "tworzywa", z którego zbudowany jest Wszechświat. Co jeśli byty inne niż te zatomizowane istnieją całkowicie realnie na odmiennych (a może i tych samych) prawach?

>Tylko aprioryzmy, które prowadzą do sprawdzalnych i udawadnialnych teorii są koniecznością. Wszystkie inne założenia a-priori są potrzebne jedynie po to aby tworzyć bajki. Sam widzisz że, aby postulować bajki trzeba chwalić irracjonalne założenia.
Nieprawda, trzeba sprawdzać wszystkie tropy jeżeli chce się mieć pewność, że czegoś się nie przegapiło. Tylko pomija się oczywiście sprawy absurdalne z powodów powiedzmy ekonomicznych. Lepiej więc zaczynać poszukiwania od rzeczy najbardziej prawdopodobnych.

>>Ateiści zakładają, że Boga nie ma i tłumaczą sobie wszystko wg tego założenia.
>Nie prawda. Ateiści nie widzą powodów aby zakładać istnienie jakiś bytów, aby cokolwiek w ten sposób tłumaczyć. Zakładanie istnienia takich bytów niczego nie tłumaczy, a wręcz mnoży pytania na które nie sposób odpowiedzieć.
A tłumaczenie świata bez Boga nie mnoży pytań?

>Jeżeli ktoś mówi że widzi rzeczy które nikt inny nie może widzieć jest zdrowy ?
Jeśli wiecej ludzi widzi niezależnie to samo, warto się zastanowić dlaczego.

Pozdrawiam!


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
07-08-2007 21:56 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
>A może problem leży w tym, że przyjęliśmy, że materia jako taka jest czymś bardziej wiarygodnym niż cokolwiek innego. Czy jednak materia, o której mowa nie jest tylko jedną z wielu możliwych form "tworzywa", z którego zbudowany jest Wszechświat. Co jeśli byty inne niż te zatomizowane istnieją całkowicie realnie na odmiennych (a może i tych samych) prawach?
To jest tylko gdybanie i fantazjowanie.
Cały czas zaś nie wiem co zakłada a-priori ateista.

Oczywiście pytania, które zadajesz są ciekawe i warte badania, ale jak historia pokazuje to co na początku wydaje się niezwykłe bo jeszcze niezbadane, staje się oczywiste i bardzo zwykłe, gdy tylko nauka znajduje odpowiedzi na trudne pytania.
Zaś to wszystko co jeszcze nie zbadane i nie udowodnione jest demonizowane i przytaczane jako dowód istnienia czegoś niepoznawalnego.
Fakt że jest wiele zjawisk, które nie potrafimy wyjaśnić nie jest dowodem na istnienie jakiegoś niezwykłego bytu obecnego we wszelkich religiach.

>>Tylko aprioryzmy, które prowadzą do sprawdzalnych i udawadnialnych teorii są koniecznością. Wszystkie inne założenia a-priori są potrzebne jedynie po to aby tworzyć bajki. Sam widzisz że, aby postulować bajki trzeba chwalić irracjonalne założenia.
>Nieprawda, trzeba sprawdzać wszystkie tropy jeżeli chce się mieć pewność, że czegoś się nie przegapiło. Tylko pomija się oczywiście sprawy absurdalne z powodów powiedzmy ekonomicznych. Lepiej więc zaczynać poszukiwania od rzeczy najbardziej prawdopodobnych.
Najbardziej prawdopodobnych ?
Co niby jest najbardziej prawdopodobne ?
Najbardziej prawdopodobne są rozwiązania irracjonalne ?

Zgadzam się że trzeba szukać nowych rozwiązań już znanych problemów, ale do czasu gdy nowa teoria nie jest poparta dowodami powinna być traktowana jak bajka.
Ludzie religijni lubią bajki, bo zadowalają się niepotwierdzonymi teoriami, aby nie zawracać sobie głowy trudnymi pytaniami.

>A tłumaczenie świata bez Boga nie mnoży pytań?
Bez założenia że takie coś jak Bóg istnieje tych pytań jest mniej. Gdy założymy że istnieje byt zwany przez wierzących Bogiem mamy od groma pytań typu: kto stworzył Boga?, gdzie ( w czym) przebywa Bóg?, z czego jest zbudowany Bóg itd. itp.
Teologowie chcą innym wmówić, że gdy założymy że istnieje Bóg można odpowiedzieć na wiele pytań. Niestety nie jest to prawdą.
Z czasem okazuje się, że niby oczywiste odpowiedzi które proponują teologowie stają się nieaktualne z powodu osiągnięć nauki. Natomiast odsyłanie Boga w niebyt niczego nie tłumaczy.

>>Jeżeli ktoś mówi że widzi rzeczy które nikt inny nie może widzieć jest zdrowy ?
>Jeśli wiecej ludzi widzi niezależnie to samo, warto się zastanowić dlaczego.
Jeżeli widzą dokładnie to samo to oczywiście tak, ale nie można tego powiedzieć o ludziach wiary. Objawienia zdarzają się praktycznie w każdej religii co daje wiele do myślenia.
Czy ludzie, którzy widzą następne wcielenie Buddy, oraz ludzie którzy widzą jakiegoś świętego chrześcijańskiego mają równocześnie rzeczywiste objawienia ?
Niestety, ale obecnie takie objawienia można traktować tak samo jak naukowcy i racjonaliści traktują ufologię.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Fakt że jest wiele zjawisk, które nie potrafimy wyjaśnić nie jest dowodem na istnienie jakiegoś niezwykłego bytu obecnego we wszelkich religiach.
Dowody na istnienie Boga w zasadzie są tylko poszlakami, bo nie da się niewidzialnego udowodnić widzialnym, w sensie "pokazać". Jest to paradoks taki jak z kamieniem. Gdyby udało się pokazać, że oto tu jest Bóg w swej istocie, zaprzeczyłoby to Jego Boskości i stałoby się antydowodem.

>>A tłumaczenie świata bez Boga nie mnoży pytań?
>Bez założenia że takie coś jak Bóg istnieje tych pytań jest mniej. Gdy założymy że istnieje byt zwany przez wierzących Bogiem mamy od groma pytań typu: kto stworzył Boga?, gdzie ( w czym) przebywa Bóg?, z czego jest zbudowany Bóg itd. itp.
Właśnie z takich pytań zrodziło się przekonanie (pomijając inne drogi), że Bóg jest i logicznie metodą wektorową można dotrzeć do tych konkluzji. Będzie to niezależne od badacza. Każdy analizując przesłanki może dojść do podobnych wniosków.
Istnieją zasadniczo dwa wnioski, albo Bóg jest bytem z czegoś, albo nie posiada żadnego nośnika, co jest wnioskiem.
Wygląda to zatem tak, że z punktu widzenia ateisty i materialisty, Bóg nie istnieje, bo nie jest materialny. Gdyby był materialny straciłby swoje atrybuty.
Do czego to prowadzi? Otóż, odrzucanie Boga transcendentnego, prowadzi do absurdu w postaci panteizmu w formie jawnego lub zakamuflowanego materializmu. Stąd wszystkie te Dawkinsonowskie argumenty w zasadzie obalają podstawy samego ateizmu. Jeśli materia jest bogiem (samotworząca, odwieczna - taka sprężynka), to warto rozważyć implikacje i wtedy okaże się, że materii nie powinno być, bo powstałoby błędne koło (Big bang) albo nieskończony łańcuch przyczynowo-skutkowy.

Pozdrawiam!


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
09-08-2007 20:36 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
Napisałem już wcześniej. Jeżeli odsyłasz Boga w niebyt to niczego w ten sposób nie wyjaśniasz. Przy okazji to właśnie wszelkie religie twierdzą że znają odpowiedzi na najtrudniejsze pytania.
Do tego dochodzi niepoznawalność tak zdefiniowanego Boga.
Jeżeli powiesz jakiekolwiek zdanie na temat transcendentalnego i niepoznawalnego Boga to opowiadasz bajki.
O takim bycie można jedynie fantazjować.

Zaś sam zarzut, że ateiści są materialistami jest nadużyciem. Pewnie jakaś część ateistów jest materialistami, ale nie wszyscy.
W obliczu teorii kwantowej pojęcie materialista jest już niezbyt aktualne, a przynajmniej ma zupełnie inne znaczenie.

Widzę że dyskusja zaczyna się zapętlać, więc chyba nie ma sensu dalej jej kontynuować.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Przegapiłem ten post, ale przypadkiem zauważyłem przed chwilą i z pewnego dystansu do wcześniejszych wypowiedzi nasunęły misie wnioski.

>Napisałem już wcześniej. Jeżeli odsyłasz Boga w niebyt to niczego w ten sposób nie wyjaśniasz. Przy okazji to właśnie wszelkie religie twierdzą że znają odpowiedzi na najtrudniejsze pytania.
>Do tego dochodzi niepoznawalność tak zdefiniowanego Boga.
>Jeżeli powiesz jakiekolwiek zdanie na temat transcendentalnego i niepoznawalnego Boga to opowiadasz bajki.
>O takim bycie można jedynie fantazjować.
W pewnym sensie może być to wyznanie wiary, ponieważ w istocie rzeczy papierkiem lakmusowym, po którym można poznać religię jest właśnie to, co mówi o Bogu. Z perspektywy chrześcijanina rzymskiego katolika i szeregowego teologa znającego w pewnym stopniu założenia innych religii mam ukształtowany i podbudowany wielowiekowymi rozważaniami tysiecy teologów pogląd na temat Boga. Takie zarzuty jakie tu słyszę to tak naprawdę przedszkole, ale jak wiadomo trudno odpowiedzieć na niektóre pytania. Jeżeli wszyscy teologowie uważają, że Bóg jest niepoznawalny, to właśnie dlatego, że tak jest. I prawdą jest, że cały gmach wiedzy na temat Boga to teoria jeśli rozpatruje się w oderwaniu od źródeł. Chrześcijanie-katolicy wierzą w Objawienie biblijne i dlatego, to co Pismo święte i Tradycja mówi w sposób jednoznaczny o Bogu traktujemy jako dowód, stąd dogmaty. Zgadza się to w zadziwiający sposób w wielu punktach z niezależnymi rozważaniami filozoficznymi ludzi, którzy nie znali Biblii, więc raczej daje podstawę do ufania.
Pytanie o wiarę zatem sprowadza się do kwestii Objawienia. Jeśli ktoś doświadczy, że to jest w pewien sposób namacalne odsłaniają się powiązania itd.

>Zaś sam zarzut, że ateiści są materialistami jest nadużyciem. Pewnie jakaś część ateistów jest materialistami, ale nie wszyscy.
>W obliczu teorii kwantowej pojęcie materialista jest już niezbyt aktualne, a przynajmniej ma zupełnie inne znaczenie.
To jest ciekawe, ale jakoś mało się mówi na ten temat.

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
03-09-2007 20:13 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
>Takie zarzuty jakie tu słyszę to tak naprawdę przedszkole, ale jak wiadomo trudno odpowiedzieć na niektóre pytania.

Tutaj widać wielką słabość teologii. Przy pomocy teologii nie otrzymujemy odpowiedzi na pytania. Dzięki teologii otrzymujemy jeszcze więcej pytań.
Czysta nauka też generuje nowe pytania, ale dzięki metodzie naukowej otrzymujemy teorie, które mają moc wyjaśniającą i co najważniejsze działają.

>Jeżeli wszyscy teologowie uważają, że Bóg jest niepoznawalny, to właśnie dlatego, że tak jest.

Pomijając już fakt, że brak tutaj dowodu to powtarzam jeszcze raz: jeżeli Bóg jest niepoznawalny to jakiekolwiek inne teorie niczym nie różnią się od bajek.

>I prawdą jest, że cały gmach wiedzy na temat Boga to teoria jeśli rozpatruje się w oderwaniu od źródeł. Chrześcijanie-katolicy wierzą w Objawienie biblijne i dlatego, to co Pismo święte i Tradycja mówi w sposób jednoznaczny o Bogu traktujemy jako dowód, stąd dogmaty. Zgadza się to w zadziwiający sposób w wielu punktach z niezależnymi rozważaniami filozoficznymi ludzi, którzy nie znali Biblii, więc raczej daje podstawę do ufania.

1. Biblia nie jest jasnym źródłem informacji i jedynie gdy wszystko co w niej jest zawarte odpowiednio się zinterpretuje to dopiero wtedy może być źródłem jakichkolwiek teorii.
2. Prawie każda religia ma jakieś własne święte księgi i one również zgadzają się z teoriami zbudowanymi na ich podstawie.

>Pytanie o wiarę zatem sprowadza się do kwestii Objawienia. Jeśli ktoś doświadczy, że to jest w pewien sposób namacalne odsłaniają się powiązania itd.

Tak, ale objawienia są nic nie warte gdy nie pasują do podstawowych założeń i dogmatów. Gdyby wszystkie objawienia potwierdzały daną religię to wtedy możnaby je traktować poważnie.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Tutaj widać wielką słabość teologii. Przy pomocy teologii nie otrzymujemy odpowiedzi na pytania. Dzięki teologii otrzymujemy jeszcze więcej pytań.
>Czysta nauka też generuje nowe pytania, ale dzięki metodzie naukowej otrzymujemy teorie, które mają moc wyjaśniającą i co najważniejsze działają.
Nauka o jakiej wspominasz bada rzeczy materialne i wyciąga wnioski o rzeczach i zjawiskach w sferze materialnej. Jednak są jeszcze inne sprawy i właśnie tymi zajmuje się teologia. Współcześnie teologia w kilku dyscyplinach skupia się na interpretacji zjawisk jakie odkrywa nauka świecka.
Co do wielości pytań, raczej nie uznałbym tego za słabość. Pytania zawsze się rodzą i one zmuszają do poszukiwania odpowiedzi.

>>Jeżeli wszyscy teologowie uważają, że Bóg jest niepoznawalny, to właśnie dlatego, że tak jest.
>Pomijając już fakt, że brak tutaj dowodu to powtarzam jeszcze raz: jeżeli Bóg jest niepoznawalny to jakiekolwiek inne teorie niczym nie różnią się od bajek.
Trzeba tu doprecyzować "niepoznawalność", bo najwyraźniej zostało to odebrane jak deklaracja agnostycyzmu. Jeśli mówimy, że Bóg jest Niepoznawalny i Niepojęty, chodzi o znikomość naszego poznania. Cokolwiek wiemy, nawet gdyby była to profesura z teologii jest to zaledwie ułamek (porównując). Nasz język i sposób myślenia nie potrafią objąć takich kategorii jak nieskończoność (w jakimkolwiek aspekcie) i dlatego używamy pojęć "niepoznawalny" itp., ponieważ użycie "częściowo poznawalny" sugeruje, jakąś skończoność.
Z tego samego powodu paradoksy "kamienia" itp. wpadają w pustkę, ponieważ zdradzają myślenie oparte na rzeczach skończonych.
Jednak to temat na długą dyskusję, a naprawdę nie mogę sobie ostatnio pozwolić na takie zbytki. Nie przepadam też za szybkim odpowiadaniem, bo czasami trzeba wziąć słowa "na warsztat", a to bardzo czasochłonne.

>>Pytanie o wiarę zatem sprowadza się do kwestii Objawienia. Jeśli ktoś doświadczy, że to jest w pewien sposób namacalne odsłaniają się powiązania itd.
>Tak, ale objawienia są nic nie warte gdy nie pasują do podstawowych założeń i dogmatów. Gdyby wszystkie objawienia potwierdzały daną religię to wtedy możnaby je traktować poważnie.
Sprawdza się objawienia, czy pasują do dogmatów. Pomyleńców, wizjonerów i oszustów jest bardzo wielu i potrzebne jest rozeznanie poparte badaniami. Kościół dzisiaj wyklucza na dzień dobry oczywiste przypadki fałszywek i urojeń, a wiarygodne wizje zdrowych ludzi poddawane są badaniom. Istnieje też grupa wizjonerów, którzy inspirowani są inną duchowością, ale to już inny problem.

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
18-10-2007 19:55 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
>Co do wielości pytań, raczej nie uznałbym tego za słabość. Pytania zawsze się rodzą i one zmuszają do poszukiwania odpowiedzi.
Tak, ale ja twierdzę że teologia nie generuje obiektywnie pewnych odpowiedzi, a jedynie nowe pytania.

>Istnieje też grupa wizjonerów, którzy inspirowani są inną duchowością, ale to już inny problem.
To jest właśnie podstawowy problem z objawieniami. Objawienia zdarzają się we wszystkich kulturach i religiach i wątpię aby istniały objawienia które będą zgodne z dogmatami wszystkich religii. Jeżeli mówimy o zgodności objawień z religią to mamy na myśli konkretną religię, a nie wszystkie.
Objawienia buddystów uznawane są przez katolików z uśmiechem i politowaniem i na odwrót.

Pozdrawiam.
Darek

>Czy ich ateizm wynika z rzeczywistego, głębokiego przemyślenia, czy raczej jest skutkiem braku spójności pomiędzy dojrzałością psychofizyczną a takąż dojrzałością na poziomie duchowym
Śmiem twierdzić, że to pierwsze. Podejrzewam, że wielu ateistów, żeby się nimi stać, musiała wcześniej zerwać z narzuconą w dzieciństwie wiarą (przecież żyjemy w kraju katolickim). A do tego potrzeba głębokich przemyśleń i czasu, trzeba umiec spojrzeć z dystansem na wiarę, myśleć kreatywnie, zadawać pytania. A ilu wierzących tak robi?
Dlatego uważam, że ateizm jest dojrzałą postawą.
Pozdrawiam wszystkich ateistów.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Nie miałem czasu odpowiedzieć Lessowi i innym, bo ostatnio wpadłem w wir pracy i chyba dopiero dzisiaj mogę na chwilę odetchnąć. Dziwi mnie, że jeszcze działa ten wątek, bo zwykle po miesiącu się blokowało.

>>Czy ich ateizm wynika z rzeczywistego, głębokiego przemyślenia, czy raczej jest skutkiem braku spójności pomiędzy dojrzałością psychofizyczną a takąż dojrzałością na poziomie duchowym
> Śmiem twierdzić, że to pierwsze. Podejrzewam, że wielu ateistów, żeby się nimi stać, musiała wcześniej zerwać z narzuconą w dzieciństwie wiarą (przecież żyjemy w kraju katolickim). A do tego potrzeba głębokich przemyśleń i czasu, trzeba umiec spojrzeć z dystansem na wiarę, myśleć kreatywnie, zadawać pytania. A ilu wierzących tak robi?
Równie dobrze można by powiedzieć, że powinniśmy zerwać z narzuconą polską kulturą językiem itd. Stawianie sprawy w ten sposób pachnie na kilometr demagogią, ale to truizm... Żyjemy tu w Polsce i ta kultura jest naszą tożsamością narodową. Bez katolicyzmu nasza polskość jest wybrakowana, bo ta stanowi fundament na którym opiera się reszta. Wielu ludzi nie uświadamia sobie tych powiązań i nawet jeśli z jakichś powodów stali się ateistami, ale utożsamiają się z polskością, pewne postawy religijne noszą w sobie.
Polak, który odrzuca tę tożsamość staje się jak obcy, ponieważ nie myśli już po polsku. Kontrowersyjne jest to, co napisałem, ale tak widzę sprawę, zresztą nie ja jeden.
Nie chodzi o to, żeby kogoś odsądzać od polskości, ale chcę zwrócić uwagę na fakt, że owa polskość jest całkiem solidnym systemem światopoglądowym i wszystkie próby narzucenia jej innego sposobu myślenia kończą się porażką. Niczym w tyglu oczyszczają się tu wszystkie idee.
To właśnie na Polsce rozbił się nazizm, komunizm i inne zarozumiałe filozofie. Myślę, że współczesny humanistyczny ateizm również podobnie skończy, choć jak uczy historia znowu szykuje się kolejna ekipa naprawiaczy świata.

> Dlatego uważam, że ateizm jest dojrzałą postawą.
Nie jestem jakoś przekonany do tego, aczkolwiek refleksja jest czymś dojrzałym. Jednak nie należy zatrzymywać się w refleksji na pierwszych wnioskach. Większość z tych, którzy świadomie przeżywają swoją wiarę przeszła przez całe morze wątpliwości i doprowadzili swoje wnioski do końca. Zresztą "po owocach poznaje się drzewo". Jeśli jakaś wizja świata oparta jest na chaosie lub pętli wnioskowania, czy "samo-(...)", to choćby wszystko tłumaczyła jest błędem z samego założenia.
Polecam pomyśleć nad powyższymi...

> Pozdrawiam wszystkich ateistów.
A ja pozdrawiam też wszystkich wierzących.


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
Czesiek S.

>>>Czy ich ateizm wynika z rzeczywistego, głębokiego przemyślenia, czy raczej jest skutkiem braku spójności pomiędzy dojrzałością psychofizyczną a takąż dojrzałością na poziomie duchowym
>> Śmiem twierdzić, że to pierwsze. Podejrzewam, że wielu ateistów, żeby się nimi stać, musiała wcześniej zerwać z narzuconą w dzieciństwie wiarą (przecież żyjemy w kraju katolickim). A do tego potrzeba głębokich przemyśleń i czasu, trzeba umiec spojrzeć z dystansem na wiarę, myśleć kreatywnie, zadawać pytania. A ilu wierzących tak robi?
>Równie dobrze można by powiedzieć, że powinniśmy zerwać z narzuconą polską kulturą językiem itd. Stawianie sprawy w ten sposób pachnie na kilometr demagogią, ale to truizm... Żyjemy tu w Polsce i ta kultura jest naszą tożsamością narodową. Bez katolicyzmu nasza polskość jest wybrakowana, bo ta stanowi fundament na którym opiera się reszta. Wielu ludzi nie uświadamia sobie tych powiązań i nawet jeśli z jakichś powodów stali się ateistami, ale utożsamiają się z polskością, pewne postawy religijne noszą w sobie.
>Polak, który odrzuca tę tożsamość staje się jak obcy, ponieważ nie myśli już po polsku. Kontrowersyjne jest to, co napisałem, ale tak widzę sprawę, zresztą nie ja jeden.
>Nie chodzi o to, żeby kogoś odsądzać od polskości, ale chcę zwrócić uwagę na fakt, że owa polskość jest całkiem solidnym systemem światopoglądowym i wszystkie próby narzucenia jej innego sposobu myślenia kończą się porażką. Niczym w tyglu oczyszczają się tu wszystkie idee.
>To właśnie na Polsce rozbił się nazizm, komunizm i inne zarozumiałe filozofie. Myślę, że współczesny humanistyczny ateizm również podobnie skończy, choć jak uczy historia znowu szykuje się kolejna ekipa naprawiaczy świata.
Mam prawie 60 lat zycia, wiele widzialem i slyszalem, wiele przezylem i trudno mnie czyms zaskoczyc czy wyprowadzic z rownowagi. Ale tym razem, po przeczytaniu wypowiedzi Kontrasta, szczeka mi opadla. Piekny, plynny, zywy jezyk (gdziez mi do niego!). Ktos moglby powiedziec; coz za erudyta, niezwykla inteligencja! Moze to nawet i prawda ale niestety jest to przypadek zlego wykorzystania tych przymiotow. Czlowieku, to co napisales wcale nie jest "kontrowersyjne", to jest wypowiedz pacjenta oddzialu psychiatrycznego. Nawet nie mam zamiaru dyskutowac z toba, po prostu nie ma o czym, twoja wypowiedz to stek bzdur, to dobry material badawczy dla psychiatrow! Ja nie jestem lekarzem, a jako czlowiek, Polak, ateista mianuje cie generalem moherowej armii.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>>(...)
>>(...) Bez katolicyzmu nasza polskość jest wybrakowana, bo ta stanowi fundament na którym opiera się reszta. Wielu ludzi nie uświadamia sobie tych powiązań i nawet jeśli z jakichś powodów stali się ateistami, ale utożsamiają się z polskością, pewne postawy religijne noszą w sobie.
>>Polak, który odrzuca tę tożsamość staje się jak obcy, ponieważ nie myśli już po polsku. Kontrowersyjne jest to, co napisałem, ale tak widzę sprawę, zresztą nie ja jeden.
>>Nie chodzi o to, żeby kogoś odsądzać od polskości, ale chcę zwrócić uwagę na fakt, że owa polskość jest całkiem solidnym systemem światopoglądowym i wszystkie próby narzucenia jej innego sposobu myślenia kończą się porażką. Niczym w tyglu oczyszczają się tu wszystkie idee.

Tyle napisałem w odpowiedzi, która miała na celu podkreślenie, że tożsamość polskości w swej blisko tysiącletniej kulturze jest nierozerwalnie związana z katolicyzmem, czy tego ktoś chce czy nie. I nie chodziło mi o to, że ateiści nie są Polakami, raczej jest to kwestia subtelnej różnicy mentalnej.

>>To właśnie na Polsce rozbił się nazizm, komunizm i inne zarozumiałe filozofie. Myślę, że współczesny humanistyczny ateizm również podobnie skończy, choć jak uczy historia znowu szykuje się kolejna ekipa naprawiaczy świata.
To, co dobre w tym humanizmie zostanie...

> Mam prawie 60 lat zycia, wiele widzialem i slyszalem, wiele przezylem i trudno mnie czyms zaskoczyc czy wyprowadzic z rownowagi. Ale tym razem, po przeczytaniu wypowiedzi Kontrasta, szczeka mi opadla. Piekny, plynny, zywy jezyk (gdziez mi do niego!). Ktos moglby powiedziec; coz za erudyta, niezwykla inteligencja! Moze to nawet i prawda ale niestety jest to przypadek zlego wykorzystania tych przymiotow. Czlowieku, to co napisales wcale nie jest "kontrowersyjne", to jest wypowiedz pacjenta oddzialu psychiatrycznego.

Świetna metoda gaszenia dyskutanta ... Gdyby Pan dokładniej czytał moje wypowiedzi, może byłoby inaczej, bez tych wniosków i bawienia się w psychiatrę. Trzeba zrozumieć kontekst... Zresztą zakładam, że mam do czynienia z ludźmi inteligentnymi i nie trzeba wszystkiego tłumaczyć "kawę na ławę" .

>Nawet nie mam zamiaru dyskutowac z toba, po prostu nie ma o czym, twoja wypowiedz to stek bzdur, to dobry material badawczy dla psychiatrow! Ja nie jestem lekarzem, a jako czlowiek, Polak, ateista mianuje cie generalem moherowej armii.

No cóż, niczego się nie dowiedziałem poza tym, że mianował mnie Pan na generała "moherów" i pacjenta, choć nie jest lekarzem...

Pozdrawiam!



Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
POLAK ATEISTA

>Równie dobrze można by powiedzieć, że powinniśmy zerwać z narzuconą polską kulturą językiem itd. Stawianie sprawy w ten sposób pachnie na kilometr demagogią, ale to truizm... Żyjemy tu w Polsce i ta kultura jest naszą tożsamością narodową. Bez katolicyzmu nasza polskość jest wybrakowana, bo ta stanowi fundament na którym opiera się reszta. Wielu ludzi nie uświadamia sobie tych powiązań i nawet jeśli z jakichś powodów stali się ateistami, ale utożsamiają się z polskością, pewne postawy religijne noszą w sobie.
>Polak, który odrzuca tę tożsamość staje się jak obcy, ponieważ nie myśli już po polsku. Kontrowersyjne jest to, co napisałem, ale tak widzę sprawę, zresztą nie ja jeden.
>Nie chodzi o to, żeby kogoś odsądzać od polskości, ale chcę zwrócić uwagę na fakt, że owa polskość jest całkiem solidnym systemem światopoglądowym i wszystkie próby narzucenia jej innego sposobu myślenia kończą się porażką. Niczym w tyglu oczyszczają się tu wszystkie idee.
>To właśnie na Polsce rozbił się nazizm, komunizm i inne zarozumiałe filozofie. Myślę, że współczesny humanistyczny ateizm również podobnie skończy, choć jak uczy historia znowu szykuje się kolejna ekipa naprawiaczy świata.
Kontrast, twoje wywody sa chore! Nie dziwie sie, ze przez ok.6 tygodni nikt nie podjal tematu. Przeciez nie dlatego, ze wszyscy ateisci zostali przygnieceni ciezarem gatunkowym twych wypowiedzi! Po prostu, wiekszosc swiatlych ludzi nie wdaje sie w dyskusje z nawiedzonymi demagogami. A to co piszesz moglo sie narodzic wylacznie w glowie takiego wlasnie osobnika. Jak mozna stawiac znak rownosci miedzy religia a kultura polska i tozsamoscia narodowa? Czy normalny czlowiek moze powiedziec, ze bez katolicyzmu nasza polskosc jest wybrakowana? Coz to za obrzydliwosc mowic o ateistach (Polakach), ktorzy "utozsamiaja sie z polskoscia"!!! I taki Polak "nie mysli juz po polsku"?! A twoja katolicka polskosc jest "solidnym systemem swiatopogladowym"? A na dokladke stawiasz "nazizm, komunizm i inne zarozumiale filozofie" w jednym szeregu z "wspolczesnym humanistycznym ateizmem". Jestem zdumiony faktem, ze administrator tego forum zezwala na bezkarne publikowanie wypowiedzi zalatujacych faszystowska ideologia. Ty juz nie jestes zwyklym Polakiem-katolikiem. Ty jestes opetanym ekstremista. Takim polskim Talibem. Jedyne co mam ci do powiedzenia to; ZAMILCZ .......!
Kontrast (1042 punktów)

>>Nie chodzi o to, żeby kogoś odsądzać od polskości, ale chcę zwrócić uwagę na fakt, że owa polskość jest całkiem solidnym systemem światopoglądowym i wszystkie próby narzucenia jej innego sposobu myślenia kończą się porażką. Niczym w tyglu oczyszczają się tu wszystkie idee.
>>To właśnie na Polsce rozbił się nazizm, komunizm i inne zarozumiałe filozofie. Myślę, że współczesny humanistyczny ateizm również podobnie skończy, choć jak uczy historia znowu szykuje się kolejna ekipa naprawiaczy świata.
>Kontrast, twoje wywody sa chore! Nie dziwie sie, ze przez ok.6 tygodni nikt nie podjal tematu. Przeciez nie dlatego, ze wszyscy ateisci zostali przygnieceni ciezarem gatunkowym twych wypowiedzi! Po prostu, wiekszosc swiatlych ludzi nie wdaje sie w dyskusje z nawiedzonymi demagogami. A to co piszesz moglo sie narodzic wylacznie w glowie takiego wlasnie osobnika.
Jesteś kolejnym interpretatorem tego fragmnetu mojej wypowiedzi. Wyraziłem tam pewną opinię (jeszcze mam prawo pisać bez cenzury) zresztą była to odpowiedź w kontekście i specjalnie przesadzona.

>Jak mozna stawiac znak rownosci miedzy religia a kultura polska i tozsamoscia narodowa? Czy normalny czlowiek moze powiedziec, ze bez katolicyzmu nasza polskosc jest wybrakowana?
W pewnym sensie wtedy jest wybrakowana, bo zasadniczo z natury jest katolicka i tylko bardzo tolerancyjna wobec innych kultur. Wzbogaca się nimi, czasami daje uwieść na jakiś czas, ale jest jaka jest.

>Coz to za obrzydliwosc mowic o ateistach (Polakach), ktorzy "utozsamiaja sie z polskoscia"!!! I taki Polak "nie mysli juz po polsku"?!
Niestety w praktyce myśli często po niemiecku, europejsku - kosmopolitycznie. To trochę zgrzyta.
Terminy jakich tu używamy nie są adekwatne w pełni. Tożsamość narodowa rzeczywiście może być czymś bardzo powierzchownym jak język, flaga, Szopen, Mickiewicz itp. jednak nie o taki poziom mi chodzi.

>A twoja katolicka polskosc jest "solidnym systemem swiatopogladowym"?
Jak się go zna dobrze, to jest bardzo solidny i pozwala poukładać sobie życie i rozwijać swoje człowieczeństwo na wszystkich poziomach.

>A na dokladke stawiasz "nazizm, komunizm i inne zarozumiale filozofie" w jednym szeregu z "wspolczesnym humanistycznym ateizmem".
Obym się mylił z tym ostatnim... ale poprzednimi zachwycano się bardzo podobnie, a potem przyszli naprawiacze świata i na siłę kazali wyznawać wszystkim te poglądy. Może przesadzam...

>Jestem zdumiony faktem, ze administrator tego forum zezwala na bezkarne publikowanie wypowiedzi zalatujacych faszystowska ideologia.
Gdzie tu faszyzm? Panie, coś Pan?...

>Ty juz nie jestes zwyklym Polakiem-katolikiem. Ty jestes opetanym ekstremista. Takim polskim Talibem. Jedyne co mam ci do powiedzenia to; ZAMILCZ .......!
No super...


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
webmaster (moderator)
>Polak, który odrzuca tę tożsamość staje się jak obcy, ponieważ nie myśli już po polsku.
Biedaku, gdybyś znał trochę historię, to byś bzdur nie pisał. Wielu z tych, którzy tworzyli ową polskość (nie tą zaściankową, ale kulturę właśnie) było ateistami, żydami, masonami. Nie jest po prostu tak, że co polskie to katolickie, dałeś sobie tylko wyprać mózg powtarzanym stale kłamstwem.

>Jeśli jakaś wizja świata oparta jest na chaosie lub pętli wnioskowania, czy "samo-(...)", to choćby wszystko tłumaczyła jest błędem z samego założenia.
Właśnie obaliłeś swoją religię, gratuluję.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Polak, który odrzuca tę tożsamość staje się jak obcy, ponieważ nie myśli już po polsku.
>Biedaku, gdybyś znał trochę historię, to byś bzdur nie pisał. Wielu z tych, którzy tworzyli ową polskość (nie tą zaściankową, ale kulturę właśnie) było ateistami, żydami, masonami. Nie jest po prostu tak, że co polskie to katolickie, dałeś sobie tylko wyprać mózg powtarzanym stale kłamstwem.
Nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi i jako kolejny interpretator wkładasz "swoje usta w moje słowa". Historię trochę znam, choć może mógłbym lepiej, ale niestety nie mam tyle czasu, żeby zgłębić wszystko w takim stopniu jak chcę.
Można oczywiście pozbawić polskość kręgosłupa i stworzyć kosmopolityczną papkę. Polskość ma wiele odcieni i tolerancji dla inaczej myślących i w dziwny sposób godzi w sobie rzeczy skrajne. Jeśli weźmiemy za kryterium granice, język, czy kulturę, to rzeczywiście tak jest. Nie o to mi jednak chodziło, ale raczej o rdzeń polskości. Być Polakiem a myśleć po polsku, to nie zawsze to samo.
Zresztą chęć szukania jakiejś tożsamości, porządku itp. jest dziś bardzo silnie atakowana pomimo głoszenia haseł o wolności i indywidualizmie.

>>Jeśli jakaś wizja świata oparta jest na chaosie lub pętli wnioskowania, czy "samo-(...)", to choćby wszystko tłumaczyła jest błędem z samego założenia.
>Właśnie obaliłeś swoją religię, gratuluję.
Nic nie obaliłem...

Pozdrawiam!

Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
Czesiek S.
Kontrast, posiadles umiejetnosc pisania i pokretnego udowadniania swych racji . Nie jest ci obca sztuka logicznego wiazania zdania nastepujacego z poprzedzajacym. Nie zmienia to jednak faktu, ze twoje twierdzenia sa wytworem chorego umyslu obrzydliwego czlowieka. Jestes (dla mnie) Goebbelsem katolickich szowinistow. Jest to moja opinia o tobie ("jeszcze mam prawo pisac bez cenzury" jak to raczysz ujmowac), nie o religii i jej znaczeniu. Mozna powiedziec, ze moja wypowiedz nie ma nic wspolnego z merytoryczna dyskusja. To prawda. Dyskusja z toba jest bezcelowa, zmusza do pewnego wysilku umyslowego, a nie moze przyniesc efektu (z dwojga zlego, wole mowic do sciany, ta przynajmniej nie obraza mnie). Czy w ogole mozna dyskutowac z chorym czlowiekiem? I wierz mi, ze nie trzeba byc doktorem aby stwierdzic, ze czlowiek ktory twierdzi iz jest Napoleonem, jest chory psychicznie. Ciekaw jestem czy znajda sie chetni (moze katolicy?) do podjecia twoich plugawych tematow. PS. Aby nie byc posadzonym o antykatolicyzm, informuje ze moja wlasna zona jest gleboko wierzaca i prktykujaca katoliczka. Swiatopoglad jest osobista sprawa kazdego z nas. Nie przeszkadza nam to w milosci i wzajemnym szacunku. Mam szacunek dla kazdego madrego, uczciwego i tolerancyjnego czlowieka bez wzgledu na jego swiatopoglad. Nie mam szacunku dla ciebie Kontrast. Zgaduje, ze wiekszosc niemoherowych katolikow nie bylaby szczesliwa majac ciebie za reprezentanta.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Chyba nie dostaję wszystkich powiadomień o odpowiedziach, albo się kasują po drodze.
Nie wiem dlaczego w ogóle odpowiadam na tę wypowiedź, która niemal cała jest pełną jadu próbą obrażenia mnie. Pominę fakt, że kilku dyskutantów to - sądząc po stylu - jedna osoba.

>Kontrast, posiadles umiejetnosc pisania i pokretnego udowadniania swych racji . Nie jest ci obca sztuka logicznego wiazania zdania nastepujacego z poprzedzajacym. Nie zmienia to jednak faktu, ze twoje twierdzenia sa wytworem chorego umyslu obrzydliwego czlowieka. Jestes (dla mnie) Goebbelsem katolickich szowinistow. Jest to moja opinia o tobie ("jeszcze mam prawo pisac bez cenzury" jak to raczysz ujmowac), nie o religii i jej znaczeniu.
Dopóki ta opinia jest w Twojej głowie to możesz sobie fantazjować różne rzeczy, ale słowo wypowiedziane zostaje i raczej obciąża Ciebie kolego.

>Mozna powiedziec, ze moja wypowiedz nie ma nic wspolnego z merytoryczna dyskusja. To prawda.
Nie zaprzeczam przez grzeczność...
>Dyskusja z toba jest bezcelowa, zmusza do pewnego wysilku umyslowego, a nie moze przyniesc efektu (z dwojga zlego, wole mowic do sciany, ta przynajmniej nie obraza mnie).
To po co ten post?
Jeśli nie zgadzasz się z wypowiedzią to wykaż błąd, nawet jeśli dla wszystkich jest coś oczywiste. Tego wymaga dyskusja. Jak nie potrafisz, to może rzeczywiście lepiej ćwiczyć na ścianie.
Zresztą ciekaw jestem jakiego efektu się spodziewasz?
Jeśli, ktoś potrafi mnie przekonać przedstawiając dobre argumenty, to nie zamierzam się upierać przy błędnych opiniach. Niestety nazywanie mnie Goebelsem, czy "moherowym generałem" kompromituje dyskutanta.

>Czy w ogole mozna dyskutowac z chorym czlowiekiem? I wierz mi, ze nie trzeba byc doktorem aby stwierdzic, ze czlowiek ktory twierdzi iz jest Napoleonem, jest chory psychicznie.
Jeśli ktoś twierdzi, że jest kolejnym wcieleniem Napoleona, to udowodnienie, że się myli może być trudne. Jeżeli jednak ktoś uważa, że jest Napoleonem, to można mu udowodnić, że się myli.
Poza tym uwikłanie w błędne przekonania a choroba to zupełnie inne rzeczy, chociaż zewnętrznie może wyglądać podobnie.

>Ciekaw jestem czy znajda sie chetni (moze katolicy?) do podjecia twoich plugawych tematow.
Refleksja nad istotą polskości, czyli próba określenia istoty polskiej tradycji, co jest wspólne itp. oto moje plugawe tematy?

>PS. Aby nie byc posadzonym o antykatolicyzm, informuje ze moja wlasna zona jest gleboko wierzaca i prktykujaca katoliczka.
Pozdrowienia...

>Swiatopoglad jest osobista sprawa kazdego z nas. Nie przeszkadza nam to w milosci i wzajemnym szacunku. Mam szacunek dla kazdego madrego, uczciwego i tolerancyjnego czlowieka bez wzgledu na jego swiatopoglad. Nie mam szacunku dla ciebie Kontrast. Zgaduje, ze wiekszosc niemoherowych katolikow nie bylaby szczesliwa majac ciebie za reprezentanta.
Zdecyduj się albo masz szacunek albo nie. Ja jednak wątpię...
Ja wolę słowo wyrozumiałość niż tolerancja.

Pozdrawiam mimo wszystko!


Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
Czesie S.
Wyjatkowo, ten jeden raz odpowiem stosujac twoja metode dzielenia wlosa na czworo i przyczepiania sie do kazdego slowa.
>Nie wiem dlaczego w ogóle odpowiadam na tę wypowiedź, która niemal cała jest pełną jadu próbą obrażenia mnie. Pominę fakt, że kilku dyskutantów to - sądząc po stylu - jedna osoba.
Jak nie wiesz dlaczgo, to nie odpowiadaj. To nie jest proba obrazania ciebie, to jest obraz mojej oceny czlowieka, ktory obraza mnie (i innych ateistow). Piszesz "pomine fakt" ale piszac to jakos nie "pomijasz". A ja "sadzac po stylu", tj. arogancji i prezentowanej pysze, mysle,ze ty i "dr Slawomir" z ksiegi gosci LAiA to jedna osoba. Ale to nie jest istotne.

>>Kontrast, posiadles umiejetnosc pisania i pokretnego udowadniania swych racji . Nie jest ci obca sztuka logicznego wiazania zdania nastepujacego z poprzedzajacym. Nie zmienia to jednak faktu, ze twoje twierdzenia sa wytworem chorego umyslu obrzydliwego czlowieka. Jestes (dla mnie) Goebbelsem katolickich szowinistow. Jest to moja opinia o tobie ("jeszcze mam prawo pisac bez cenzury" jak to raczysz ujmowac), nie o religii i jej znaczeniu.
>Dopóki ta opinia jest w Twojej głowie to możesz sobie fantazjować różne rzeczy, ale słowo wypowiedziane zostaje i raczej obciąża Ciebie kolego.
Krecisz jak zwyle. Przeciez to ty powiedziales "jeszcze mam prawo pisac bez cenzury", a w praktyce pokazales, ze znaczy to ,iz mozesz pisac co ci sie podba. Moje slowo wypowiedziane zostaje i raczej obciaza mnie, a twoje zostaje i obciaza ciebie. Moje przykre slowa odnosza sie od pojedynczej osoby, tj. ciebie, a twoje slowa sa obrazajace dla wiekszosci ateistow. Nie nazywaj mnie kolega, nie jestesmy nimi poniewaz nie mamy dla siebie nawzajem oni odrobiny szacunku, zrozumienia czy sympatii.
>>Dyskusja z toba jest bezcelowa, zmusza do pewnego wysilku umyslowego, a nie moze przyniesc efektu (z dwojga zlego, wole mowic do sciany, ta przynajmniej nie obraza mnie).
>To po co ten post?
Moj post byl wyrazem oburzena bezpodstanie obrazonego czlowieka.
>Jeśli nie zgadzasz się z wypowiedzią to wykaż błąd, nawet jeśli dla wszystkich jest coś oczywiste. Tego wymaga dyskusja. Jak nie potrafisz, to może rzeczywiście lepiej ćwiczyć na ścianie.
Twoje podejscie do sposobu prowadzenia dyskusji wynika zapewne z rodzaju wyksztalcenia, wykonywanego zawodu czy tez wewnetrznych potrzeb. I dobrze jezeli dyskutujesz z ludzmi ktorzy maja czas i checi aby dzielic wlos na czworo, nazwijmy ich umownie "zawodowymi" dyskutantami. Ja jestem z wyksztalcenia inzynierem, dla mnie dwa dodac dwa to cztery i nie ma o czy dyskutowac. A ty twierdzisz, ze dwa dodac dwa to niezupelnie cztery i chcesz abym to ja wykazal dlaczego uwazam te wypowiedz za bledna. Przestudiowalam calosc twoich dyskusji z ateistami (zawodowymi dyskutantami) jak google,less czy keymak. To naprawde inteligentni, madrzy ludzie, ktorzy w jasny i bezpretensjonalny sposob przedstawiaja swoje poglady na swiat. Ilez czasu stracili nadaremnie! Podam jeden wyrazny przyklad; GOOLE: "czy nie mozecie byc dobrzy po prostu dlatego, ze dobro jest wartoscia sama w sobie? i odpowiedz KONTRASTA: "skad wiesz, ze dobro jest wartoscia?". No i po cholere wdawac sie w dyskusje z facetem jak ty ?! Z facetem, ktoremu nie przechodza przez gardlo slowa; tak masz racje?! Toc lepiej pogada do sciany, przynajmniej nie narazam sie na aroganckie wypowiedzi i zwiazany z tym stres.
>Zresztą ciekaw jestem jakiego efektu się spodziewasz?
Spodziewalem sie, ze moze moje ostre slowa obudza cie, zastanowisz sie i zrozumiesz, ze nie powinienes obrazc bliznich, nawet ateistow. Chyba byla to naiwnosc z mej strony?
>Jeśli, ktoś potrafi mnie przekonać przedstawiając dobre argumenty, to nie zamierzam się upierać przy błędnych opiniach. Juz ci powidzialem, nie zamierzam (i nie potrafie) "przekonac" cie, ze dwa dodac dwa jest cztery, a tym bardziej udowodnic, ze nie jestem wielbladem. Niestety nazywanie mnie Goebelsem, czy "moherowym generałem" kompromituje dyskutanta.
Tak samo jak ciebie kompromituja wypowiedzi o ateistach.
>>Czy w ogole mozna dyskutowac z chorym czlowiekiem? I wierz mi, ze nie trzeba byc doktorem aby stwierdzic, ze czlowiek ktory twierdzi iz jest Napoleonem, jest chory psychicznie.
>Jeśli ktoś twierdzi, że jest kolejnym wcieleniem Napoleona, to udowodnienie, że się myli może być trudne. Jeżeli jednak ktoś uważa, że jest Napoleonem, to można mu udowodnić, że się myli.
>Poza tym uwikłanie w błędne przekonania a choroba to zupełnie inne rzeczy, chociaż zewnętrznie może wyglądać podobnie.
bla bla bla, bla bla bla, a co bys powiedzial o krolowej angielskiej gdyby piorka z kapelusza wypiela i przyczepila sobie to tylnej czesci ciala?
>>Ciekaw jestem czy znajda sie chetni (moze katolicy?) do podjecia twoich plugawych tematow.
>Refleksja nad istotą polskości, czyli próba określenia istoty polskiej tradycji, co jest wspólne itp. oto moje plugawe tematy?
Przepraszam, moj blad. Przez roztargnienie uzylem slowa "tematy". Plugawymi nazwalem twe "refleksje", twoje wypowiedzi (wiadomo ktore, nie bede wszystkiego powtarzl).
Mam szacunek dla kazdego madrego, uczciwego i tolerancyjnego czlowieka bez wzgledu na jego swiatopoglad. Nie mam szacunku dla ciebie Kontrast. Zgaduje, ze wiekszosc niemoherowych katolikow nie bylaby szczesliwa majac ciebie za reprezentanta.
>Zdecyduj się albo masz szacunek albo nie. Ja jednak wątpię...
Powiedzialem: "mam szacunek dla kazdego madrego, uczciwego i tolerancyjnego czlowieka..." Dla ciebie nie mam , poniewaz nie spelniasz jednego lub wiecej z podanych przeze mnie warunkow. Czy to nie jest jasne?
>Ja wolę słowo wyrozumiałość niż tolerancja.
znowu bla bla bla? Oba slowa sa piekne i zblizone wymowa.
>Pozdrawiam mimo wszystko!
Ja nie pozdrawiam ludzi ktorzy mna pogardzaja, obrazaja mnie. >
Lepsza niepewa wiara niż pewna rozpacz.
niepewna wiara? a po co mi to? pewna rozpacz? co to jest rozpacz?
Czesiek S.
Obszerna czesc mego posta zlala sie w jadna zielona czesc przez co jest nieczytelna, trudna do zrozumienia. Nie wiem jaki blad popelnilem, moze ktos potrafi mi wytlumaczyc jak uniknac tego w przszlosc?
26-01-2008 22:58 
 Ocena 1 na 1
Wojtek (3465 punktów)
>Obszerna czesc mego posta zlala sie w jadna zielona czesc przez co jest nieczytelna, trudna do zrozumienia. Nie wiem jaki blad popelnilem, moze ktos potrafi mi wytlumaczyc jak uniknac tego w przszlosc?
Popełniasz w sumie dwa błędy:

   - nie tniesz cytatów dostatecznie wydajnie. Zawsze można je skrócić wstawiając trzy kropki, kto ciekaw ten doczyta powyżej. Stosuj też odstępy jednowierszowe - poprawia to czytelność.

   - drugi błąd wytknę Ci ze względu na łamanie paragrafu 13 regulaminu forum. Otóż forum to jest polskojęzyczne w związku z czym używa się na nim polskich znaków diakrytycznych. Nie wiem jaki jest powód niezastosowania się przez Ciebie do tej zasady, niemniej proszę o zmuszenie siebie i sprzętu do dodawania ogonków i kreseczek. Forum jest moderowane ortograficznie (informacja na dole strony). Musielibyśmy zatem poprawiać każdy znaczek by wymóg tej deklaracji spełnić (a w tym skromnym cytacie na górze tego postu jest ich około dwudziestu, pomijając dwie zjedzone literki). Ponieważ to niewykonalne przy ograniczonym czasie moderatorów, za którymś razem post taki po prostu skasujemy. A szkoda by było, szczególnie, że nieźle napisany.

Co do treści, nie formy - daję Ci plusa (w pamięci, boś niezalogowany) i serdecznie pozdrawiam.
Czesiek S.
Serdeczne dzieki za cenne uwagi. Postaram sie sprawiac jak najmniej klopotu. Rownoczesnie prosze o zrozumienie mych trudnosci. Jestem facetem pod szescdziesiatke i stosunkowo niedawno nauczylem sie jak sie wlacza i wylacza komputer. Do tego od dwudziestu lat mieszkam w Kanadzie. Z jednego komputera korzysta moja zona Filipinka i syn Kanadyjczyk (z polskim obywatelstwem), dosc czesto odwiedzajacy nas roznojezyczni znajomi , no i wreszcie ja. Tak wiec, brak tych wszyskich kreseczek i ogonkow nie jest moja maniera, taki jest komputer. Ale zapytam mego przyjaciela, czy to sie da w jakis sposob zalatwic. Prosze o cierpliwosc. OK? PS. Czy to Ty jestes tym Wojtkiem "przywiazanym do swgo pieknego slowianskiego imienia"?
27-01-2008 00:03 
 Ocena 1 na 1
Wojtek (3465 punktów)
>Rownoczesnie prosze o zrozumienie mych trudnosci.
Jak najbardziej rozumiem Pańskie trudności. Niemniej pozwolę sobie zaproponować pomoc w ich rozwiązaniu. Fakt, że z komputera korzysta wielojęzykowe towarzystwo, nie wyklucza zainstalowania obsługi polskich znaków diakrytycznych. W większości systemów operacyjnych istnieje możliwość przełączania układów klawiatur i znaków. Zatem, proszę napisać do mnie prywatną wiadomość (kliknąć na "Wojtek", a następnie na "Wyślij wiadomość do użytkownika") i podać system operacyjny. Odpowiem w jaki sposób zainstalować i przełączać układy klawiatury i języki.
Proszę również poczytać instrukcję obsługi forum - wszystkie wiadomości o cytowaniu i funkcjach edycji są tam przystępnie opisane.

>Czy to Ty jestes tym Wojtkiem "przywiazanym do swego pieknego slowianskiego imienia"?
Szczerze powiedziawszy - nie sądzę, ponieważ to stwierdzenie nie porusza żadnego wspomnienia w mojej głowie. Niemniej mogę się mylić. Jeśli to coś wyjaśni, nazywam się Wojtek Skorupski.

Pozdrawiam
Czesiek

Az zaniemowilem z wrazenia, nie spodziewalem sie takiej odpowiedzi, tj. oferty pomocy. Jestem wdzieczny. Niemniej jednak, postaram sie rozwiazac ten problem we wlasnym zakresie i tylko w ostatecznosci zwroce sie do Ciebie (przeciez obiecalem, ze postaram sie nie sprawiac klopotow). Na forum apostazji dyskutowal kiedys Wojtek i przy jakiejs okazji tak powiedzial o swym imieniu. Z przyjemnoscia czytalem jego wypowiedzi. Tutaj zauwazylem nie tylko zbieznosc imion ale i podobny styl pisania, rzeczowy, rozwazny. Dlatego zapytalem. Dziekuje raz jeszcze i serdecznie pozdrawiam.
27-01-2008 23:30 
 Ocena 1 na 1
Wojtek (3465 punktów)
>Na forum apostazji dyskutowal kiedys Wojtek i przy jakiejs okazji tak powiedzial o swym imieniu. Z przyjemnoscia czytalem jego wypowiedzi. Tutaj zauwazylem nie tylko zbieznosc imion ale i podobny styl pisania, rzeczowy, rozwazny. Dlatego zapytalem. Dziekuje raz jeszcze i serdecznie pozdrawiam.
Z przyjemnością konstatuję, że to nie byłem ja. Z przyjemnością, bowiem oznacza to, że rzeczowych i rozważnych Wojtków wielu .

Pozdrawiam
Czesiek S.
Oooo! Otworzylem ponownie komputer i widze, ze jednak kolory cytowanych zdan pozostaly zielone, a moje aktualne wypowiedzi zmienily kolor na czarny. I tylko w jednym miejscu, cytowane zdanie zostalo w kolorze czarnym. Co za cholera?! Nie mam bieglosci w obsludze komputera. Wszystkich czytajacych przepraszam.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> Co za cholera?!
Przeczytaj instrukcję obsługi forum.
.
Czesiek
Odnoszę wrażenie, że zirytowała Cię moja nieporadność komputerowa. Nie dziwię się ale proszę o zrozumienie, szećdziesieciolatek przy komputerze to jak pięciolatek za kierownicą wyścigowego samochodu. A na dodatek z ograniczonymi możliwościami uzyskania jakiejkolwiek porady w tej materii. Nawet nie wiedziałem, że istnieje jakaś "instrukcja obsługi forum", a teraz nie potrafię jej znależć. Wiem, wiem, ze to nie szkółka komputerowa, jakoś sobie poradzę. Chciałbym jednak zauważyć, ze w zasadzie byłem tylko czytelnikiem forum i wielkim kibicem swojej drużyny, tj. racjonalistów ateistów. Ale w pewnym momencie zauważyłem, że "nasi" stracili cierpliwość do pokrętnego i namolnego Kontrasta mielącego językiem jak krowa ogonem. A ten, rozzuchwalony do granic, pozwalał sobie na bezczelne uwagi i obrażał nas bez żadnej riposty z naszej strony. Wtedy zmusiłem się do pisania i wygarnąłem mu co o nim myślę. (Dołączył też mój kolega, również forumowicz "amator"). Prawdopodobnie, można to bylo zrobić lepiej ale moja drużyna udała się na odpoczynek, a ja nie chciałem dać Kontrastowi satysfakcji zwycięstwa walkowerem. Tyle tytułem usprawiedliwienia. Kontrastowi i innym teologom oraz religiantom nie pozwolimy nami poniewierać tylko dlatego, ze nie wierzymy w ich bajki i mity!!!
29-01-2008 01:23 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Odnoszę wrażenie, że zirytowała Cię moja nieporadność
Żadne takie, każdy może mieć kłopot, jak mogę to staram się pomóc.

>Nawet nie wiedziałem, że istnieje jakaś "instrukcja obsługi forum", a teraz nie potrafię jej znaleźć.
Na dole strony (trzeba przewinąć pasek z boku) są linki, m. in. "Przewodnik" oraz "Regulamin i instrukcja obsługi Forum". Klikasz i masz.

Pozdrawiam i życzę sukcesów w słownych potyczkach.
.
Czesiek
Tego było mi potrzeba; życzliwe słowo i pomoc w obsłudze tej piekielnej maszyny. W najbliższy weekend postaram sie przestudiować wskazane przez Ciebie rozdzialy. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam.
staromodny
Kontrast. W chamski sposob obrazasz ateistow. Twoj jezyk jest bogaty, twoj intelekt - pokretny i ograniczony. Efektem jest karykatura rozumnego czlowieczenstwa. Nie nalezy dyskutowac z ludzmi o mentalnosci taliba. Mozna ci tylko powiedziec; spieprzaj dziadu!
15-06-2008 22:35 
 Ocena 1 na 1
Janus (236 punktów)
A dla mnie wybitny brak doroslosci to wiara. Tak jakby 60letni czlowiek wierzyl w sw Mikolaja. Iscie zadziwiajace.

Widocznie miales bardzo niewiele wspolnego z ateistami ze wysuwasz takie wnioski na temat naszej mentalnosci. Albo nie umiesz wysuwac trafnych wnioskow.
Zawisza Czarny (-1 punktów)
Ja znam 2 "ateistów" i są dla mnie dnem... Chyba są nimi dla popisu, dla usprawiedliwienia... Są bez moralności, bez zasad. Nic ich nie hamuje.

Nie wierze mocno, ale uważam że bez wiary jest się pustym. W końcu sam Wolter twierdził, że nawet jeśli nie ma boga należy go wymyślić.

Ogólnie to teraz jest w modzie - "wiesz jestem ateistą, to jestem coool. A co ty wierzysz w boga?"
Czesiek S.
>Ja znam 2 "ateistów" i są dla mnie dnem... Chyba są nimi dla popisu, dla usprawiedliwienia... Są bez moralności, bez zasad. Nic ich nie hamuje.
>Nie wierze mocno, ale uważam że bez wiary jest się pustym. W końcu sam Wolter twierdził, że nawet jeśli nie ma boga należy go wymyślić.
>Ogólnie to teraz jest w modzie - "wiesz jestem ateistą, to jestem coool. A co ty wierzysz w boga?"
>
Wiesz co Zawisza? Cos Ci sie chyba pokrecilo! Ja znam 20 katolikow i sa dla mnie dnem. I co z tego? Jestem niewierzacy. To znaczy, ze jestem pusty? Nie znam wypowiedzi Woltera i kntekstu tych wypowiedzi. I mam w nosie jego opinie. My ateisci nie potrzebujemy zadnego boga i nie potrzebujemy go wymyslac. Ateizm jest w modzie? To jest glupawe katolickie wytlumaczenie faktu, ze ludzie zaczeli sie przyznawac do bycia ateistami. Ja mam prawie 60 lat i cale zycie bylem ateista bez wzgledu na "mode". A na zakonczenie, powiem Ci , ze moja wlasna zona (wspaniala dziewczyna) jest praktykujaca katoliczka ale nie opowiada takich kawalkow jak Ty. Przetrzyj oczy, ateisci to nie ludzie nizszej kategorii.
17-06-2008 15:04 
 Ocena 2 na 2
Janus (236 punktów)
Jak ktos chce kreowac mode w taki sposob, jego sprawa.

Ja jestem ateista bo bycie kimkolwiek innym byloby niezgode z moim rozumem. A o moralnosci to nawet nie ma co rozmawiac. Zeby zaczac ten temat nalezy poczytac troche, poznac go. Moralnosc jest starsza od religii. Tyle.
marek c.

Dlaczego pozwalacie by wpisywano się tylko imieniem ?! Tracicmy wiarygodność!!!
temoku
Ludzie, czy Wy się nie boicie, że to jakaś podpucha?!?
Nikomu nie przyszło do głowy, że to kolejna faza "polowania na czarownice", z tym że owe czarownice same się zgłaszają?
Żyjemy w państwie katolickim, wierzysz to bardzo dobrze, nie wierzysz, a nie jesteś nikim ważnym to lepiej siedź cicho!
Basinska (1 punktów)
Jestem deistka, nie utożsamiam sie z zadna religia, podejrzewam ze takim osob jak ja jest bardzo duzo.
Szkoda ze na liscie nie stworzono opcji dla wierzacych wolnomyslicieli.
Garrett
Deiści wierzą w Boga, nieosobowego, nieznanego. Są podobni do panteistów, gdyż rozpatrują Boga pod postacią nieokreślonej siły napędowej, matki natury. To oczywiście pewien lakonizm, ale prawda jest taka, że opowiadają się za istnieniem jakieś niezwykłej siły stwórczej. Rozumiem, że deiści nie są związani podobnie jak ateiści i agnostycy z jakąkolwiek religią, ale są to osoby uznające istnienie nadnaturalnej siły stwórczej i dlatego nie zostali wymienieni na liście Ateistów i Agnostyków, którzy nie uznają istnienia takiego bytu (ateiści) lub wypowiadają swą niewiedzę w tym temacie (agnostycy).
Piotrek K (451 punktów)
A ja się przyczepię do anglojęzycznej nazwy akcji "ateo coming out". Szkoda, że autorzy nie postarali się o polską. Tak czy owak jest już za późno na zmiany.
Przy okazji chciałem wyrazić zadowolenie z powodu coraz większego rozgłosu akcji i wydłużania się listy.
Pozdrawiam.
webmaster (moderator)
Autorzy starają się o lepszą nazwę , jesteśmy otwarci na propozycje haseł reklamowych.
swiecki45 (54 punktów)
Kilka osob pisalo ze czesc na liscie podpisuje sie tylko imieniem.Podpisalem sie rowniez nazwiskiem lecz na liscie istnieje tylko imie,widocznie innym podobnie sie przydarzylo.Pozdrawiam.
Paul (408 punktów)

Jedno pytanko. Jak to jest, że jacyś nowi obywatele zepchneli mnie ze strony pierwszej listy. Byłem w czołówce. Czy tutaj da się załatwić coś po znajomośći, a może łapówka Prosze mnie nie spychać, nie chce być na szarym końcu. Pozdrawiam.
Adam KJak długo czeka się na dopisanie?
Proszę mi powiedzieć, jak długo się czeka na dopisanie do listy LAiA ?
Chciałem zobaczyć na niej swoje nazwisko i resztę informacji podanych podczas wpisu.
Potwierdziłem wpis aktywując odebranego linka. I było to dawno. Czy doczekam się ujawnienia na liście czy może dać sobie spokój?
Adam Kaczmarek
Tofik (5585 punktów)Odp: Jak długo czeka się na dopisanie?
Chyba będzie ciężko się znaleźć na tej liście, bo nie jest ona ułożona ani alfabetycznie, ani chronologicznie, ale właściwie czy musimy zobaczyć swoje nazwisko na tej liście, skoro wiemy, że na pewno tam jest? Ja dostała potwierdzającego maila i nawet nie mam ochoty mnie szukać na tej długiej liście.

"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
Adam K
Hej. Dziękuję za odpowiedź. Ja nie dostałem maila, że jestem zapisany. Jedynie, że mam potwierdzić wpis i czekać.
Może nie przybędzie wpisów, skoro coś nie działa. Ale chyba najlepszym sposobem "policzenia" ateistów i agnostyków są ankiety. Np. katolicy 31%, osoby niereligijne 41% -Holandia; katolicy 89.8% (praktykujący katolicy 75%) -Polska ( www.cia.go(*)orld-factbook/fields/2122.html ). Z kolei bardzo cieszą mnie wpisy osób publicznych i każdy inny wpis, który wspiera ludzi w byciu sobą- takimi, jakimi sami chcą być; nie jakimi ktoś chce ich widzieć.
kimak (2276 punktów)
>Hej. Dziękuję za odpowiedź. Ja nie dostałem maila, że jestem zapisany. Jedynie, że mam potwierdzić wpis i czekać.

Nie wysyłamy maili potwierdzjących wpis. Tylko w razie jakichs komplikacji, ale to bardzo rzadko.

Lista sie rozrasta i jeśli tempo sie utrzyma, dojdziemy po roku do 50.000, choc jestem w tej sprawie sceptykiem. Ale taka liczba dałaby nam pozycje porównywalna z pomniejszymi wyznaniami w Polsce - to już chyba coś?
Pozdrawiam
Marek Ławreszuk


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
Mariusz Agnosiewicz
>Lista sie rozrasta i jeśli tempo sie utrzyma, dojdziemy po roku do 50.000, choc jestem w tej sprawie sceptykiem. Ale taka liczba dałaby nam pozycje porównywalna z pomniejszymi wyznaniami w Polsce - to już chyba coś?

Nie powielajmy błędu jakoby lista miała być spisem powszechnym ateistów. Liczba wpisów nijak nie sugeruje liczby ateistów i agnostyków w Polsce. To tylko liczba osób gotowych PUBLICZNIE przyznać się do swego światopoglądu. Ta lista tylko pokazuje, że jest nas dużo a nie - nawet w przybliżeniu - ile nas jest. Nie rozumiem dlaczego mielibyśmy porównywać się do małych związków wyznaniowych jeśli "złapiemy" 50 tys. wpisów. Przecież na podstawie publicznie dostępnych danych cbos o liczbie agnostyków i ateistów, można szacować, że jest ich jakies 1,5-2 mln. Czyli stanowią dominującą grupę 3 mln osób bezwyznaniowych w PL. Zatem liczbę ateistów i agnostyków w kraju można szacować bardzo ostrożnie na mniej niż 2 mln. Natomiast nasza lista siłą rzeczy liczyć się będzie w tysiącach. Jeśli będziecie więc myśleć o Liście w kategoriach policzenia, będzię ona wam karlała. Natomiast właściwy jej obraz można mieć tylko patrząc na liczbę wpisów jak na liczbę indywidualnych publicznych wyznań swojej niewiary.
Mariusz Agnosiewicz
>Chyba będzie ciężko się znaleźć na tej liście, bo nie jest ona ułożona ani alfabetycznie, ani chronologicznie, ale właściwie czy musimy zobaczyć swoje nazwisko na tej liście

Zdecydowanie TAK Bo moze sie zdarzyc, ze jakimś cudem nazwisko nie zostało zamieszczone. Nazwisko jest akceptowane niemal zawsze tego samego dnia, w dość krótkim czasie. Jeśli nie pojawia się, to należy być czujnym i sprawdzić wkrótce. Tylko wcześniej zapamietać należy kto był ostatni kiedy się dopisywaliśmy, aby mniej więcej wiedzieć, gdzie się spodziewać swego nazwiska. Dostajemy dużo tego typu pytań: zapisałem się a nie widzę się. Na ogół te osoby są tylko nie przejrzały dokładnie listy od miejsca kiedy się wpisywały. A to przecież w zasadzie sprawdzenie jednej czy dwóch stron.
kimak (2276 punktów)
>Proszę mi powiedzieć, jak długo się czeka na dopisanie do listy LAiA ?

Witam!
Poniewaz jestem adminem, to Ci odpowiem na pytanie
na obecną chwilę jestes na ostatnim miejscu na stronie 48 listy. Może to ulec zmianie, jesli przybęda nam nowe VIPy (czyli poczatek 49 strony).

Na ujawnienie na liscie czeka sie od kilku minut do max. 2-3 godzin - zależy od adminów, którzy monitorują i zatwierdzają wpisy.

Juz słysze w uszach pytanie "dlaczego te VIPy sa przed innymi?".
Wyjasnilismy to w niedawno dodanym dziale FAQ, ale napisze i tutaj.
VIP-y sa potrzebne naszej akcji jako lokomotywa. każda grupa - niezaleznie od pogladów i motywacji - potrzebuje jakichś reprezentantów, mozna by rzec - figur. Są to ludzie znani z mediów lub, lepiej - jako autorytety naukowe.
Na pocieszenie moge tylko jeszcze dodac, że ja jako pomysłodawca akcji i admin, wraz z M.Agnosiewiczem, Nina Sankari i innymi adminami też przesuwamy się sukcesywnie w dół
Pozdrawiam
Marek Ławreszuk


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
Celecrin (11895 punktów)
Czesc
>Juz słysze w uszach pytanie "dlaczego te VIPy sa przed innymi?".
Nie uzywaj slowa ViP. Very important person mowi samo za siebie, a Wam chodzi o ZNANE twarze.
>niezaleznie od pogladów i motywacji - potrzebuje jakichś reprezentantów, mozna by rzec ->figur. Są to ludzie znani z mediów lub,
Ludzie znani w mediow i o to chodzi.
>lepiej - jako autorytety naukowe
Racjonalisci nie uznaja autorytetow, mozna doceniac natomiast czyjas prace i zapewne to miales na mysli. Tu natomiast pojawia sie problem slowa 'lepiej'. Anna Mucha wyprzedza wielu wybitnych zapewne naukowcow choc na tylko ....no coz.

Gratki dla Ciebie, doskonaly pomysl. Kupe w Polsce szumu, brawo.
kimak (2276 punktów)
>Gratki dla Ciebie

dziękuję



"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
Adam K
Hej, dzięki wielkie za wskazanie i potwierdzenie, że jestem na liście. Właśnie starałem się wcześniej, podobnie jak Mariusz radzi wyżej, upewnić się, że jestem na liście. Ale kiepsko mi to wyszło.
Nie szkodzi, że VIP wypiera mało znanych ludzi. Ale może skoro tak wielu ludziom się to nie podoba, to może warto zrezygnować z tej formuły i po prostu obok listy zaznaczyć: "Wpisali się już znani: ...
.....
.....
"
Może wtedy inni by się chętniej wpisywali. Ale nie wiem, czy rozmyciu nie uległaby idea listy. Nie wiem.

Dziękuję za obszerną odpowiedź
Tofik (5585 punktów)
Możesz wpisać w wyszukiwarce hasło typu: racjonalista.pl internetowa lista ateistów swoje imię i/lub nazwisko. W ten spsób znajdziesz to szybciej niż przewracając wszystkie strony.

"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
Mariusz Agnosiewicz
Ale google niezwlocznie wszystkiego nie indeksuje. Po pewnym czasie tak.
Jasiński (3 punktów)Odp: Komentarze do Listy Ateistów i Agnostyków
Tylko głupiec mający podane na tacy fakty zaprzeczające czemuś dalej w to coś wierzą, jesteście albo ślepi albo głupi (to nie obraza tylko stwierdzenie faktu!). Większość ateistów lepiej zna Pismo Święte niż wy 'bogobojni', prawi i uczciwi katolicy, a to dlatego, że staramy się zrozumieć a nie przyjmować takim jakie jest to co się nam przekazuje. Umiejętność logicznego myślenia jest tym co nas odróżnia od innych zwierząt, lub w/g was darem od boga którego nie wykorzystujecie. Osobiście uważam, że jesteście (większa część) bandą obłudników, dwulicowców i fałszywców. Dlaczego tak uważam? Tak się składa, że kiedyś też paradowałem do kościółka nie z wyboru a z przymusu (wtedy jednak nie rozumiałem ani wiary ani ateizmu). I cóż tam widziałem. Całe rodzinki które przychodziły tam tylko po to żeby pokazać się sąsiadowi. Kościołowe buciki, kościołowe marynareczki. Dobra na spotkanie z bogiem trzeba się ubrać ładnie. Ale już przy wyjściu zaczęło się obgadywanie itp. 'złe' praktyki. Uważam, że wymagacie od nas ateistów więcej pokory niż sami jej macie razem wzięci. Skoro tacy z was katolicy to czemu jest tyle zła na świecie. Jeśli w naszym państwie 80% ludzi deklaruje, że jest wierzący, to czemu jest tyle zła na ulicach (na pewno te 20% nie dokonało by tego). Prawda jest taka, że sami jesteście ateistami ale boicie się do tego przyznać, chodzicie do kościołów z podświadomego przymusu a nie żeby obcować z bogiem. Ale nawet to sami przed sobą ukrywacie. Jednym z powodów dla którego mam nie wierzyć w bzdury wypisane w Biblii to np. fakt że wiele religii czerpie swoje 'nauki' z jednej i tej samej księgi a jednak zupełnie inaczej je interpretuje. Dlatego wasza religia nawołuje do miłości bliźniego, tolerancji (O tym mało kto pamięta), a inne korzystające z TEJ SAMEJ BIBLII Nawołują do morderstw, zabijania, i karania niewiernych. Dlaczego wasza religia miałaby być lepsza od innej? Dlaczego inna miałaby być lepsza od waszej? I właśnie dlatego jestem ateistą. Zwykły żyd którego piętnują media katolickie a powinniśmy go szanować i kochać 'jak bliźniego swego' ma więcej wiary w swojego Boga niż wy wszyscy razem wzięci. W/g was powie, że powinienem się wstydzić tego, że jestem ateistą, ale ja wstydzę się was, za waszą obłudę i kłamstwa. Ktoś mi powie, ze jest prawdziwym katolikiem praktykującym?

Wybuchnę śmiechem prosto w twarz!
RATIO
We współczesnej Francji jest tak, że do Katolicyzmu mało kto jawnie i z podniesioną głową przyzna się na ulicy. Uważane jest to za przejaw jakiejś nonszalancji lub wręcz zaściankowości, a przecież większość obywateli Francji przyznaje się w statystykach do tej religii. Francja osiągnęła bowiem pewien punkt rozwoju, w którym większości ludzi wstyd jest się przyznać do religijności. To również nie jest zbyt dobry objaw, gdyż we wszystkim powinno szukać się owego złotego środka. Z jednej strony nikt nie przyznaje się na ulicy do Katolicyzmu, a z drugiej strony coraz bardziej zauważalny jest ostry Islam. Trudno jest mi wypowiedzieć się o detalach tego układu, gdyż opieram się tutaj bardziej na pogłoskach i szczątkowych faktach. Prawda jest jednak taka, że religia powinna być osobistą sferą sacrum każdego człowieka, który uważa się za religijnego. Religia nie powinna mieć wpływu na państwo czy na innych ludzi.
Dobrze by było gdyby w Polsce w pewnym momencie także doszło do tego, by ów pospolity polski katolicyzm stał się czymś wstydliwym lub wręcz odpychającym. Myślę, że elementy tego typu zachowań już widać, gdyż Radio Maryja, wypowiedzi wielu katolickich księży (vide Jankowski) świadczą wybitnie o ich bardzo ograniczonych horyzontach. Kościół Katolicki, który nie potrafi jawnie się temu przeciwstawić, ukazuje tylko swoją słabość i ostatecznie wyjdzie na tym jak przysłowiowy "Zabłocki na mydle".
Już teraz statystyki mówią o zwiększającej się liczbie apostazji, czyli definitywnego odejścia od Kościoła Katolickiego. Zwiększa się liczba ateistów i agnostyków, którzy nie ochrzczą swoich dzieci (są przecież ateiści, którzy mimo wszystko chrzczą dzieci, bo boją się o ich przyszłość w szkołach - boją się dyskryminacji lub mobbingu). Coraz jawniej jednak dzieci nie są chrzczone. Pojawiła się także Internetowa lista Ateistów i Agnostyków, która jest swoistą chęcią pokazania społeczeństwu, że trochę nas jest. Im więcej tym lepiej. Jestem ciekaw ilu ludzi pojawi się na liście do końca roku.
W każdym razie: Trzymajmy się razem a nie jak dotąd każdy sobie. Jako grupa będziemy mogli coś wskórać i zwrócić na siebie uwagę. Jestem przekonany, że Lista to świetny sposób na dodanie innym ateistom odwagi.

Serdecznie pozdrawiam
RATIO
02-09-2007 01:14 
 Ocena 1 na 1
Radysh (12 punktów)
Witam!

Być może ktoś wysunął podobną propozycję ale zawsze warto przypomnieć na czym rzecz polega.

Do każdego e`maila wysyłanego przeze mnie, dołączony jest link. (W moim wypadku dodawany automatycznie przez moduł pocztowy Opery.)

Wygląda to tak:

[treść listu]
[podpis]

Internetowa Lista Ateistów i Agnostyków lista.racjonalista.pl/
Using Opera's revolutionary e-mail client: www.opera.com/mail/

Myślę, że to dobry sposób na pokazanie, że istniejemy, prawda?
Landiss
>Myślę, że to dobry sposób na pokazanie, że istniejemy, prawda?

Nie, dla mnie to spam.
Radysh (12 punktów)
>>Myślę, że to dobry sposób na pokazanie, że istniejemy, prawda?
>Nie, dla mnie to spam.

Spam?

Niby dlaczego?

Chyba mamy zupełnie różne definicje spamu.
Radysh (12 punktów)
>>Myślę, że to dobry sposób na pokazanie, że istniejemy, prawda?
>Nie, dla mnie to spam.

Spam? Chyba się nie zrozumieliśmy. Nic to. Radzę przeczytać mój poprzedni post kilka razy. Powinno zadziałać...
czes (4083 punktów)
>>>Myślę, że to dobry sposób na pokazanie, że istniejemy, prawda?
>>Nie, dla mnie to spam.

Jestem przekonany, że Twój pomysł jest dobry. Podawany w stopce maila link do ILAiA jest dyskretnym sposobem zwrócenia uwagi adresata.
A Landiss to przecież wzorcowy troll, szkoda na niego czasu.
slawek666
Cytat:
[...] Jednym z powodów dla którego mam nie wierzyć w bzdury wypisane w Biblii to np. fakt że wiele religii czerpie swoje 'nauki' z jednej i tej samej księgi a jednak zupełnie inaczej je interpretuje. Dlatego wasza religia nawołuje do miłości bliźniego, tolerancji (O tym mało kto pamięta), a inne korzystające z TEJ SAMEJ BIBLII Nawołują do morderstw [...]


Myślę, jako ateista, że to nie jest dobry powód do niewiary. To tylko kwestia interpretacji przez ludzi. Czytając Biblię można znaleźć inne, o wiele lepsze powody.
Poza tym sama historia starożytna dostarcza nam mnóstwa powodów, bo Biblia jako taka czerpie z tradycji ludów Sumeryjskich i innych późniejszych osiadłych na tamtym terenie (a jako słowo boże to chyba nie powinna, od grzeszników?), możemy znaleźć tam echa mitów i legend bliskowschodnich.
Ciekawą sprawą są apokryfy, zwłaszcza nowotestamentowe. Tekstów tych jest sporo poza oczywiście umieszczonymi w Nowym Testamencie i uznawanymi powszechnie za natchnione. I tu, przynajmniej mnie, nasuwa się pytanie: kto i kiedy wybrał jedne pisma i uznał je za natchnione a inne odrzucił?
To bynajmniej nie jest bez odpowiedzi, a literatura na ten temat jest powszechnie dostępna.
slawek666
>[...]lub w/g was darem od boga którego nie wykorzystujecie[...]

A czy szanowni katolicy znają nowotestamentową przypowieść o talentach?
A czy ją rozumieją?
A czy słyszeli na mszy i czy zastanawiali się nad jej sensem?
Stukowski (51 punktów)
>Ktoś mi powie, ze jest prawdziwym katolikiem praktykującym?
>Wybuchnę śmiechem prosto w twarz!

Nie cytuję całego posta, bo za dużo miejsca by zajęło.
W tej części, która jest wolna od obraźliwych epitetów, mogę się z Tobą (częściowo) zgodzić. Jednak weź pod uwagę, że piszesz o tzw "letnich katolikach", którzy praktykują katolicyzm dla świętego spokoju, przez wzgląd na tradycję albo po prostu z przyzwyczajenia. Taki styl życia - w dni powszednie do roboty, w niedzielę do kościoła.

A co z ludźmi żyjącymi żywą wiarą? Słyszałeś o Odnowie w Duchu Świętym? Słyszałeś o mocy, która zatwardziałego agnostyka (jakim kiedyś byłem) potrafi zamienić w gorliwego chrześcijanina? Bóg naprawdę działa - moment uświadomienia sobie tego może być najpiękniejszym doznaniem w życiu.
Życzę Ci tego z całego serca.

Wybuch śmiechu przyjmę ze zrozumieniem - przyzwyczaiłem się
(a to ponoć ateiści mają w Polsce ciężkie życie)
10-03-2008 20:14 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
>Bóg naprawdę działa - moment uświadomienia sobie tego może być najpiękniejszym doznaniem w życiu.
>Życzę Ci tego z całego serca.
Jeżeli wiara w boga daje Ci szczęście i czyni Cię dobrym człowiekiem, to wystarczy i cieszy. Twoje życzenia uświadomienia sobie boskiego działania są jeż zbędne. Pomimo, iż życzysz "z całego serca", stawiasz siebie na na wyższej pozycji od człowieka, który nie doznał tej łaski. Wszelkie życzenia tego typu są dla nas (ateistów ) niesmaczne, nawet irytujace.

>Wybuch śmiechu przyjmę ze zrozumieniem - przyzwyczaiłem się
>(a to ponoć ateiści mają w Polsce ciężkie życie)
Myślę, że większość (podkreślam słowo "większość") ludzi niewierzących nie reaguje śmiechem na wyznanie wiary. I nieistotne jest nawet co ja myślę o wyznawcach. Światopogląd jest prywatna sprawą człowieka.
A Twoja sugestia, że to niby katolicy maja ciężkie życie w Polsce jest zabawna.
marek
Jestesmy ludzmi silnej woli...

Podstawa wszelakiej wiary jest bezslinosci i zwykla pycha. Zamiast zadawac sobie pytania o "sens", wolimy wybierac gotowe schematy odpowiedzi. Nie jestesmy w stanie pogodzic sie z tym, ze pewnych rzeczy nie potarfimy sobie wytlumaczyc i zaakceptowac tej niewiedzy.

"U podstaw kazdej religii lezy lek przed smiercia, przed tym co nie znane"
U.Eco "Imie Rozy"
LEGION. (3161 punktów)
Wciąż czekamy na jakąś odpowiedź dotyczącą wpisywania się tylko imieniem. Nie chcę być na liście obok osób, które wstydzą się swoich poglądów.

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
Aleksandra Kaczmarska

To nie wstyd ale strach żyjemy w państwie wyznaniowym i niektórzy boja się represji.
Czesiek S.
>To nie wstyd ale strach żyjemy w państwie wyznaniowym i niektórzy boja się represji.
Mysle, ze oboje macie racje czesciowa. Obawa przed represjami moze tlumaczyc anonimowosc uczniow, nauczycieli, moze jeszcze jakiejs jednej czy dwoch profesji. Ale dlaczego samym imieniem maja sie wpisywac inzynierowie, przedsiebiorcy, rolnicy, lekarze, programisci komputerowi i dziesiatki innych? Toz to jest zaprzeczeniem idei powsania LAiA. Ta lista ma nam pomoc wyjsc z cienia, wyjsc z podniesiona glowa, pokazac ze jest nas wielu, ze mamy imiona i NAZWISKA, ze nie jestesmy obywatelami drugiej kategorii, ze zadamy poszanowania naszej godnosci. Jezeli chcemy to uzyskac, to musimy propagowac wpisywanie sie na liste imieniem i nazwiskiem, pokazac ze nie jestesmy zastraszonymi kurczakami. I jeszcze sugestia dla Administratora strony; nalezaloby umozliwic dopisanie swego nazwiska osobom, ktore w przeszlosci wpisaly sie samym imieniem, a teraz "dojrzaly" do upublicznienia nazwiska. Pozdrowienia dla wszystkich, tych ktorzy powstali z kolan i tych ktorzy nigdy nie kleczeli.
tokamaka (58 punktów)
Czy politycy, którzy się wpisują powinni podawać swoją przynależność klubową? Moim zdaniem robią sobie darmową reklamę. Natomiast z punktu widzenia listy sabotują ją.
Czesiek S.
>Czy politycy, którzy się wpisują powinni podawać swoją przynależność klubową? Moim zdaniem robią sobie darmową reklamę. Natomiast z punktu widzenia listy sabotują ją.

Mysle ze sie mylisz. W naszym zdewocialym kraju, ateizm nie moze pomoc zadnemu politykowi. Ale zgadzam sie z sugestia, ze z punktu widzenia osoby przegladajacej liste wystarczylby wpis "polityk".
ZensoR
Moim zdaniem połączenie "racjonalizmu" i "ateizmu" jest
nieuprawomocnione. To nie człowiek stworzył ROZUM,lecz
ODWROTNIE. Już starożytni Grecy zauważyli, że otaczająca nas
rzeczywistość jest porządkiem - KOSMOSEM w którym panuje
LOGOS/myśl/, nie zaś CHAOS. Prawa matematyki i fizyki nie są
wymyślone przez człowieka, tylko przez niego ustawicznie
odkrywane. SKĄD pochodzą i CO - lub raczej KTO - się może za nimi KRYĆ - to zagadka dla każdego z nas. Niedostrzeganie tego jest zaprzeczeniem ROZUMNEJ natury człowieka, jest nieRACJONALNE... I drobna uwaga na koniec: z głównego motta strony radzę usunąć pojęcie "DUSZA" bo jest logicznie sprzeczne z głoszoną tezą..
08-11-2007 19:22 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
>To nie człowiek stworzył ROZUM,lecz ODWROTNIE.
A czy istnieje rozum bez materii ?
Czy istnieją naukowcy którzy badają rozum nie powiązany z materią ?

>Już starożytni Grecy zauważyli, że otaczająca nas
>rzeczywistość jest porządkiem - KOSMOSEM w którym panuje
>LOGOS/myśl/, nie zaś CHAOS.
Udowodnili to posługując się teorią chaosu ?
A może użyli funkcji falowej ?

Biada naukowcom którzy wprowadzają zamęt w teoriach filozofów ...

>Prawa matematyki i fizyki nie są wymyślone przez człowieka, tylko przez niego ustawicznie odkrywane. SKĄD pochodzą i CO - lub raczej KTO - się może za nimi KRYĆ - to zagadka dla każdego z nas. Niedostrzeganie tego jest zaprzeczeniem ROZUMNEJ natury człowieka, jest nieRACJONALNE...

Nieracjonalne jest przyjmowanie teorii bez podania dowodu.

Pozdrawiam.
ZensoR
1."A czy istnieje rozum bez materii?"
Wpierw trzeba by zROZUMieć, czym jest MATERIA.
Już w fizyce udowodniono, że materia jest formą zastygłej ENERGII /wg wzoru E=MC^2/, co więcej część materii /np. fotony/ jest natury wykraczającej poza nasze możliwości pojmowania /tzw. natura korpuskularno-falowa/. Bez głębszego zrozumienia materii nie ma sensu przeciwstawiać jej ROZUMOWI. Doświadczamy zjawiska MATERII i ROZUMU, ale nie ROZUMIEmy ich w pełni;

2./"Udowodnili to.."
Nie napisałem, że udowodnili, tylko "zauważyli" LOGICZNOŚĆ otaczającej NATURY... a TY tego nie zauważasz? Masz ROZUM?
Czy to wymaga dowodu? Jak ROZUMiesz CHAOS w odniesieniu do praw matemtatyki i fizyki? Czy CHAOS je neguje?

3/"Biada naukowcom którzy wprowadzają zamęt w teoriach filozofów" - to naukowcy tworzą TEORIE, które raz lepiej, raz gorzej przystają do RZECZYwistości. Ja nie tworzę teorii, staram się zROZUMieć otaczającą rzeczywistość na ile to możliwe bez żadnych uprzedzeń... i nie widzę w tym żadnego powodu do "biadolenia" /osobiście takiego pseudo-religijnego słownictwa bym nie używał/;

4/"Nieracjonalne jest przyjmowanie teorii bez podania dowodu."
Ja nie przyjmuję TEORII, tylko DOŚWIADCZENIE /empiryczne lub wewnętrzne/. Część da się udowodnić naukowo /mierzyć, zważyć i powtórzyć/, część pozostanie w sferze osobistego doświaczenia, bez możliwości udowodnienia - i te doświadczenia są najbardziej fundamentalne. Przecież AKSJOMATÓW w NAUCE nie da się udowodnić.Gdybym przyjmował tylko to, co da się udowodnić - było by to nieROZUMne.
Zostaliśmy obdarzeni /w jakiś sposób/ ROZUMem i możemy z niego korzystać - to FAKT i tego nie ma sensu udowadniać

PS. Nie tworzę żadnej teroii i nie zmuszam nikogo do jej przymowania. Po prostu dzielę się swoim doświadczeniem i przemyśleniami prób jego zROZUMienia - bez żadnych uprzedeń i "izmów", które prawie zawsze wydają mi się FAŁSZYWE. Tam gdzie ROZMU, tam też jest SENS Osobiście nie jestem ATEISTĄ i AGNOSTYKIEM, "z drugiej strony" używam ROZUMU, czyli szukam RACJI i jestem jak najdalej od ich wymyślania. Dla mnie racje są jak ODKRYCIA, zaś racjonalizacje FAŁSZYWE.

Dziękuję za podjęcie konstruktywnej dyskusji i także POZDRAWIAM
10-11-2007 11:54 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
>Bez głębszego zrozumienia materii nie ma sensu przeciwstawiać jej ROZUMOWI. Doświadczamy zjawiska MATERII i ROZUMU, ale nie ROZUMIEmy ich w pełni;
Zgadzam się że nie poznaliśmy jeszcze odpowiedzi na wiele pytań dotyczących istoty materii, ale to jeszcze nie uprawnia do formułowania różnych teorii które wykorzystują luki w tej wiedzy.
Możesz różnie definiować to co nazywasz ROZUMEM, ale nie oznacza to jeszcze że rozmawiamy o czymś co można zaliczyć do wiedzy naukowej.

>2./"Udowodnili to.."
>Nie napisałem, że udowodnili, tylko "zauważyli" LOGICZNOŚĆ otaczającej NATURY... a TY tego nie zauważasz?
Zauważyli nie oznacza jeszcze udowodnili.
To jest spora różnica.
Kiedyś ludzie zauważyli że Słońce porusza się po nieboskłonie i wiadomo co z tego wynikło.

>3/"Biada naukowcom którzy wprowadzają zamęt w teoriach filozofów" - to naukowcy tworzą TEORIE, które raz lepiej, raz gorzej przystają do RZECZYwistości. Ja nie tworzę teorii, staram się zROZUMieć otaczającą rzeczywistość na ile to możliwe bez żadnych uprzedzeń... i nie widzę w tym żadnego powodu do "biadolenia" /osobiście takiego pseudo-religijnego słownictwa bym nie używał/;
Aby zrozumieć zjawiska, które obserwujemy należy je wcześniej wyjaśnić. Wyjaśnianiem zaś zajmuję się nauka. Z tego właśnie powodu powstają różne teorie, które mają tą zaletę że zawsze można je zweryfikować. Ty zaś proponujesz jakieś wyjaśnienie bez możliwości weryfikacji.
To nie jest zbyt konstruktywne.

>4/"Nieracjonalne jest przyjmowanie teorii bez podania dowodu."
>Ja nie przyjmuję TEORII, tylko DOŚWIADCZENIE /empiryczne lub wewnętrzne/. Część da się udowodnić naukowo /mierzyć, zważyć i powtórzyć/, część pozostanie w sferze osobistego doświaczenia, bez możliwości udowodnienia - i te doświadczenia są najbardziej fundamentalne. Przecież AKSJOMATÓW w NAUCE nie da się udowodnić.Gdybym przyjmował tylko to, co da się udowodnić - było by to nieROZUMne.
Problem w tym że doświadczenie, intuicja nie zawsze prowadzi do prawdy obiektywnej. Daltonista inaczej doświadcza otaczający go świat, ale czy jego doświadczenie jest jedynym prawdziwym ?
Jak widzisz na bazie doświadczenia można wyciągać błędne wnioski.

>Zostaliśmy obdarzeni /w jakiś sposób/ ROZUMem i możemy z niego korzystać - to FAKT i tego nie ma sensu udowadniać
>PS. Nie tworzę żadnej teroii i nie zmuszam nikogo do jej przymowania. Po prostu dzielę się swoim doświadczeniem i przemyśleniami prób jego zROZUMienia - bez żadnych uprzedeń i "izmów", które prawie zawsze wydają mi się FAŁSZYWE. Tam gdzie ROZMU, tam też jest SENS Osobiście nie jestem ATEISTĄ i AGNOSTYKIEM, "z drugiej strony" używam ROZUMU, czyli szukam RACJI i jestem jak najdalej od ich wymyślania. Dla mnie racje są jak ODKRYCIA, zaś racjonalizacje FAŁSZYWE.

Sam fakt istnienia rozumu nie oznacza że wszystko co powstaje w wyniku procesu myślenia jest prawdą obiektywną.
Inaczej mówiąc nie wszystkie pomysły ( teorie ) wytworzone przy pomocy rozumu mają jakąkolwiek wartość poznawczą.

To co właśnie powiedziałem jest pewnego rodzaju teorią i aby była prawdziwa trzeba ją udowodnić. Jeżeli chcesz mogę podać dowody, ale z Twojej strony też powinny padać dowody.
Wolę rozmawiać o rzeczywistości podchodząc do wszystkiego co obserwujemy sceptycznie a nie rozmawiać o osobistej wizji rzeczywistości.
Każdy postrzega świat inaczej ale to nie znaczy że każda ta wizja świata jest prawdziwa. Tylko metoda naukowa prowadzi do obiektywnych wniosków.

>Dziękuję za podjęcie konstruktywnej dyskusji i także POZDRAWIAM
Również dziękuję i pozdrawiam.
Totek
Wczoraj ku memu zdziwieniu uslyszalem od przyszlej tesciowej ze mozna mnie naprawic,poniewaz wzialem udzial w mszy swietej, na co odpowiedzialem ze nie wiedzialem ze jestem zepsuty.Poza tym powiedziano mi ze mialem wybor otrzymujac chrzest jako niemowle, przy czym przekornie stwierdzilem ze zrobilem duza kupe w pieluche tetrowa, ale zostalo to blednie zinterpretowane.Bylo to bardzo ciekawe doswiadczenie, msza oczywiscie.Jako osoba ktora zglebia rozne formy manipulacji i programowania umyslu, zostalem mile zaskoczony tym systemem wykorzystywanym przez kosciol.Jest on troche archaiczny, i nie chce wdawac sie w szczegoly, ale posiada wszystkie elementy niezbedne w programoowaniu uczestnika, oraz odwoluje sie do pierwotnych instynktow jak strach, milosc etc. Jest to niesamowite.Dopiero wczoraj zobaczylem na ile jestesmy slabi i naiwni, choc brak wiary nie daje nam nieograniczonej mocy.Jak silna jest nasza rzadza przynalezenia, i obawa przed wykluczeniem.Uwazam ze powinnismy jako agnostycy, lub ataisci unikac wrogich postaw, i nie przeprowadzac inkwizycji.Mechanizmy indoktrynacji pozostawmy kosciolom i wladzy.Niezaprzeczalna przy tym jest pozytywna rola religii(nie mylic z instytucja kosciola) jesli chodzi o morale czy leczenie, lecz opcja ta nie powinna miec monopolu na system wartosci czlowieka.Kto mi powie ze tzw. sekta ktora obcina ucho, jest gorsza od rabina przeprowadzajacy tzw chigieniczny zabieg obciecia napletka znanego jako obrzezanie. Czy religie i ludzie je reprezentujacy moga okaleczac bezbronnych, slabszych, bez ich przyzwolenia, zarowno fizycznie jak i psychicznie.Mam na mysli takrze represjonowanie dzieci, i rodzin ktore nie uczestnicza w tych obrzadkach.Umysl dziecka od urodzenia jest bardzo plastyczny i reaguje na kazdy "bodziec". Wiec tym samym prosze was by unikac negatywnej retoryki.Proponuje dawac opcje, gdyz nawet my mamy przynajmniej 3 punkty widzenia wiary.Kazdy z nas na wlasny sposob interpretuje rzeczywistosc.
>>Bez głębszego zrozumienia materii nie ma sensu przeciwstawiać jej ROZUMOWI. Doświadczamy zjawiska MATERII i ROZUMU, ale nie ROZUMIEmy ich w pełni;
>Zgadzam się że nie poznaliśmy jeszcze odpowiedzi na wiele pytań dotyczących istoty materii, ale to jeszcze nie uprawnia do formułowania różnych teorii które wykorzystują luki w tej wiedzy.
>Możesz różnie definiować to co nazywasz ROZUMEM, ale nie oznacza to jeszcze że rozmawiamy o czymś co można zaliczyć do wiedzy naukowej.
>>2./"Udowodnili to.."
>>Nie napisałem, że udowodnili, tylko "zauważyli" LOGICZNOŚĆ otaczającej NATURY... a TY tego nie zauważasz?
>Zauważyli nie oznacza jeszcze udowodnili.
>To jest spora różnica.
>Kiedyś ludzie zauważyli że Słońce porusza się po nieboskłonie i wiadomo co z tego wynikło.
>>3/"Biada naukowcom którzy wprowadzają zamęt w teoriach filozofów" - to naukowcy tworzą TEORIE, które raz lepiej, raz gorzej przystają do RZECZYwistości. Ja nie tworzę teorii, staram się zROZUMieć otaczającą rzeczywistość na ile to możliwe bez żadnych uprzedzeń... i nie widzę w tym żadnego powodu do "biadolenia" /osobiście takiego pseudo-religijnego słownictwa bym nie używał/;
>Aby zrozumieć zjawiska, które obserwujemy należy je wcześniej wyjaśnić. Wyjaśnianiem zaś zajmuję się nauka. Z tego właśnie powodu powstają różne teorie, które mają tą zaletę że zawsze można je zweryfikować. Ty zaś proponujesz jakieś wyjaśnienie bez możliwości weryfikacji.
>To nie jest zbyt konstruktywne.
>>4/"Nieracjonalne jest przyjmowanie teorii bez podania dowodu."
>>Ja nie przyjmuję TEORII, tylko DOŚWIADCZENIE /empiryczne lub wewnętrzne/. Część da się udowodnić naukowo /mierzyć, zważyć i powtórzyć/, część pozostanie w sferze osobistego doświaczenia, bez możliwości udowodnienia - i te doświadczenia są najbardziej fundamentalne. Przecież AKSJOMATÓW w NAUCE nie da się udowodnić.Gdybym przyjmował tylko to, co da się udowodnić - było by to nieROZUMne.
>Problem w tym że doświadczenie, intuicja nie zawsze prowadzi do prawdy obiektywnej. Daltonista inaczej doświadcza otaczający go świat, ale czy jego doświadczenie jest jedynym prawdziwym ?
>Jak widzisz na bazie doświadczenia można wyciągać błędne wnioski.
>>Zostaliśmy obdarzeni /w jakiś sposób/ ROZUMem i możemy z niego korzystać - to FAKT i tego nie ma sensu udowadniać
>>PS. Nie tworzę żadnej teroii i nie zmuszam nikogo do jej przymowania. Po prostu dzielę się swoim doświadczeniem i przemyśleniami prób jego zROZUMienia - bez żadnych uprzedeń i "izmów", które prawie zawsze wydają mi się FAŁSZYWE. Tam gdzie ROZMU, tam też jest SENS Osobiście nie jestem ATEISTĄ i AGNOSTYKIEM, "z drugiej strony" używam ROZUMU, czyli szukam RACJI i jestem jak najdalej od ich wymyślania. Dla mnie racje są jak ODKRYCIA, zaś racjonalizacje FAŁSZYWE.
>Sam fakt istnienia rozumu nie oznacza że wszystko co powstaje w wyniku procesu myślenia jest prawdą obiektywną.
>Inaczej mówiąc nie wszystkie pomysły ( teorie ) wytworzone przy pomocy rozumu mają jakąkolwiek wartość poznawczą.
>To co właśnie powiedziałem jest pewnego rodzaju teorią i aby była prawdziwa trzeba ją udowodnić. Jeżeli chcesz mogę podać dowody, ale z Twojej strony też powinny padać dowody.
>Wolę rozmawiać o rzeczywistości podchodząc do wszystkiego co obserwujemy sceptycznie a nie rozmawiać o osobistej wizji rzeczywistości.
>Każdy postrzega świat inaczej ale to nie znaczy że każda ta wizja świata jest prawdziwa. Tylko metoda naukowa prowadzi do obiektywnych wniosków.
>>Dziękuję za podjęcie konstruktywnej dyskusji i także POZDRAWIAM
>Również dziękuję i pozdrawiam.
Ocokaman
Róbta co chceta: listy internetowe, kółka dyskusyjne i co Wam tam do głowy przyjdzie. Jednak jako częsty gość racjonalisty.pl stwierdzam że ten cały agnostycyzm oraz ateizm (z pewnymi godnymi szacunku wyjątkami) to pieniactwo skierowane do katolików i NIC POZA TYM!!! A jeżeli czytam że jakieś incydenty z księżami pedofilami czy innymi czarnymi watykańskimi okupantami stały się przyczynkiem do stania się ateistą to w ogóle jaja. Ale bawcie się dobrze. A co do pana Dawkinsa i jego złotych myśli, to na reakcję łańcuchową bym Drodzy Państwo nie liczył. 9823 wpisy (w tym dużo anonimów) to chyba nawet Pana Agnosiewicza vel Gawlika nie satysfakcjonują. Tak na marginesie nie spodziewałem się że mentor racjonalistów to 28 letni młodzieniec. Ale pewnie mądry chłopak i rodzina pewnie z niego taka dumna Jeszcze apel do osób, które jako katolicy czują się urażeni wypowiedziami "wolnomyślicieli" i odpowiadają agresywnie: Przestańcie! W końcu nasz Mentor sugerował aby nastawić drugi policzek! A poza tym bardzo duża część forumowiczów to najzwyklej młodzi ludzie w fazie buntu. Jeszcze niejeden z nich będzie na pielgrzymkę do Częstochowy czy innej Miedżugorje z różańcem w ręku leciał. Jeszcze na marginesie: Proponuję Szanowni Państwo AA zwrócić uwagę na naprawdę wybitnego ateistę Stevena Hawkinga a nie podniecać się "wielkim teoretykiem walki z czymś co według niego nie ma", któremu chodzi tylko o kolejny sprzedany egzemplarz ksiązki.
05-12-2007 13:33 
 Ocena 3 na 3
keymak (3379 punktów)
Takie wypowiedzi jedynie potwierdzają sens powstania lisy niewierzących.
Ocokaman
Pozdrawiam i dziękuję za brak niemiłych epitetów, które zawsze mi się po postach dostają od AA.
Janus (236 punktów)
Masz racje AA to jedyne miejsce gdzie pewnie czytaja Twoje posty.
Czesiek S.
No coz? Nie jestes pierwszym katolickim ignorantem majacym cos do powiedzenia. Jezeli twierdzisz, ze ateizm to pieniactwo skierowane do katolikow to juz wiadomo z kim mamy do czynienia. A jezeli ateisci sa bardziej otwarci w krytyce instytucji kosciola czy nawet wrecz demonstruja swa antykleykalna postawe, to nikt normalny nie twierdzi, ze zboczeniec w sutannie jest "przyczynkiem" do stania sie ateista (aczkolwiek jakas szokujaca i obrzydliwa sytuacja stworzona przez ksiedza moze stanowic iskre rozmyslan nad sensem wiary i w efekcie doprowadzic do porzucenia katolicyzmu). A czemu ma sluzyc czepianie sie mlodego wieku pana Agnosiewicza? Historia wielu dziedzin zycia, nauki zna wiele przypadow mlodych geniuszy. Nie znam osobiscie p.Agnosiewicza (czy Gawlika), nie wiem czy akurat jest geniuszem ale wiem, ze odwala kawal dobrej roboty, musi byc inteligentnym czlowiekiem, a poza tym to facet z jajami (czego nie moge powiedziec o tobie). A tak na zakonczenie, jestem "mlodym forumowiczem w fazie buntu", mam zaledwie 59 lat i szesc miesiecy zycia.
Ocokaman
Dostałem epitetem katolicki ignorant co potwierdza moją tezę o pieniactwie. Dowiedziałem się że nie mam jaj. Na TY, też nie przechodziliśmy. Proszę czytać uważnie tekst i przemyśleć a nie rzucać się z pianą na ustach do klawiatury. Tak krótko (bo Pański ton nie jest godny polemiki): a propos pieniactwa pisałem o wyjątkach, którym Pan, Panie Cześku
nie jest. Odsyłam również do genialnych artykułów Pana Motyla (czy jak się on tam nazywa) na stronach racjonalisty. I tyle.
Sir Valeq (379 punktów)
Ja odsyłam do netykiety, która od nikogo w Internecie nie wymaga tytułowania rozmówcy Panem/Panią.

Druga sprawa: po co w ogóle tu piszesz? 99% czytających Twoje posty pewnie śmieje się do rozpuku. Jeśli pragniesz, by ktoś Ci wtórował albo choć przyznawał rację, zmień forum. Tutaj dyskutujemy na merytoryczne tematy, a nie oceniamy siebie nawzajem i obrzucamy subiektywnymi epitetami. Prowokacje już się tu dawno przejadły. Jedynie na forach typu onet są wiecznie żywe i pożądane...

"Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć." - George Orwell
Ocokaman
A propos Orwella i jego interpretacji wolności słowa na które Pan sie powołuje (conajmniej dwukrotnie): Właśnie ją wykorzystuję. A co do subiektywnych epitetów to proszę przeczytać moje posty , obłożyłem nim tylko Pana Dawkinsa. Natomiast w moim kierunku takie poleciały ze strony Pana Cześka i to zdecydowanie bardziej obraźliwe. Więc nie za bardzo rozumiem: Wy krytykować i obrzucać inwektywami możecie a jak ktoś pozwoli sobie na taktowną krytykę to jest człowiekiem bez jaj, ignorantem, godnym jedynie szyderstwa i śmiechu do rozpuku. Podziwiam Wasz obiektywizm

Jesteście rozkoszni Pan Czesiek w szczególnosci
Sir Valeq (379 punktów)
>A propos Orwella i jego interpretacji wolności słowa na które Pan sie powołuje (conajmniej dwukrotnie)

Odrobina spostrzegawczości i łatwo stwierdzić, że cytat to jedynie automatycznie dodawana stopka do moich wypowiedzi. Nie ma nic wspólnego z treścią żadnej z moich wypowiedzi w tym czy innych tematach.
No, ale tak to jest, jak się ludzie nie rejestrują i nie znają przez to możliwości forum...

"Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć." - George Orwell
Ocokaman
Sir Valeq. Nie zmienia to faktu że z Pańskich postów wynika iż uznaje Pan to stwierdzenie za słuszne. Chyba że się mylę...
Sir Valeq (379 punktów)
>Sir Valeq. Nie zmienia to faktu że z Pańskich postów wynika iż uznaje Pan to stwierdzenie za słuszne. Chyba że się mylę...

Owszem i dlatego piszecie sobie, co tam chcecie, ja jedynie pozwalam sobie na komentarz, a żaden moderator nie banuje Was z forum. Nikt nikogo nie przekona, tyle że tylko jedna strona tej dyskusji naraża się na uśmiech politowania bardziej niż branie na serio. Dlatego pisałem wcześniej: z prowokacjami to radzę na inne fora. Chyba, że pragniesz skończyć na Oślej Ławce z podobnymi przypadkami.

"Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć." - George Orwell
Ocokaman
Ja nikogo nie chcę przekonać. Jako człowiek lubiący innych ludzi w dodatku interesujący się ogólnie mówiąc sprawami wiary, próbuję poznać społeczność AA. Nikogo nie obrażam,, staram się być miły. Ale muszę przynać że stanowicie hermetyczne towarzystwo i każdy nie zgadzający się z charakterystycznymi dla racjonalisty.pl poglądami jest mocno deprymowany bez cienia sympatii, której ja do AA mam bardzo dużo. Dlatego ponawiam tezę że istotną rzeczą, która Was łączy jest niechęć do tzw. katolików. Jednak że jestem człowiekiem mającym szacunek również do siebie proszę Sir Valeq jeżeli Twój następny post ma być kolejnym zaowalowanym szyderstwem w moim kierunku a nie pomysłem na ciekawą dyskusję (uwierz mi nie jestem taki nierozgarnięty jak twierdzi Czesiek.S) to nic nie odpisuj. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
Czesiek S.
Chyba faktycnie jestem "mlodym forumowiczem". Nie posluchalem rady doswiadczonego kolegi aby nie wdawac sie w dyskusje z niezbyt rozgarnietymi ludzmi. No i stalo sie, wdalem sie w dyskusje z czlowiekiem, ktory nie rozumie albo nie chce rozumiec co sie do niego mowi, pomija milczeniem racje rozmowcy, eksponuje jakie jego urojone bledy czy nietakty, wyciaga niedorzeczne wnioski. Jezeli ja czyli jeden z 1,5 do 2 milionow niewierzacych Polakow nazwal Szanownego Pana katolickim ignorantem, to jest to potwierdzeniem tezy Szanownego Pana, ze "caly agnostycyzm oraz ateizm (z pewnymi godnymi szacunku wyjatkami) to pieniactwo skierowane do katolikow i NIC POZA TYM!!!". Jestem przekonany, ze nawet wiekszosc katolikow, a przynajmniej tych rosadniejszych, poplacze sie ze smiechu. Szanowny Panie Ocokaman, przeczytalem panski tekst uwaznie, nie znalazlem nic wartego przemyslenia. Pisze spokojnie, bez piany na ustach. W moim prawie szecdziesiecioletnim zyciu, spotkalem sie wielokrotnie z szykanami czy pogarda ze strony katolikow. Niewiele potrafilem zdzialac dobrego dla obrony ateistow. Dlatego jestem pelen podziwu i wdziecznosci dla pana Agnosiewicza, dlatego mowie, ze to facet z jajami. Gdziesz Sznownemu Panu rownac sie do niego?! Oczywiscie, czlowiek ktory produkuje sie publicznie z takimi wypocinami jak panskie wpisy, jest dla mnie czlowiekiem bez jaj (na zasadzie przeciwienstwa). Mysle, ze Sir Valeq najtrafniej ocenil sytuacje. Krotko i trafnie. Nie wiem czy moj "ton" jest czy nie jest godny polemiki. Faktem jest, ze nie mamy nic ciekawego do przedyskutowania. A tak dla wyjasnienia; glownym celem LAiA nie jest danie mozliwosci do wymiany ciosow na forum dyskusyjnym. Celem tej listy jest pokazanie, ze ateisci istnieja w Polsce, ze nie sa obywatelami drugiej kategorii, ze nalezy sie nam normalna, ludzka tolerancja i te same prawa jakie przysluguja wiekszosci katolickiej. Zegnam Szanownego Pana.
Czesiek S.
Juz po wcisnieciu klawisza "odpowiedz", zauwazylem bledy ortograficzne w moim wpisie. Jako czesciowe usprawiedliwienie, podaje ze od ponad dwudziestu lat mieszkam poza Polska, moja rodzina i otoczenie nie mowi po polsku, a pisze w rodzimym jezyku tylko na tym forum, no i kartki noworoczne do przyjaciol w Kraju. Za wpadki jezykowe przepraszam wszyskich czytajacych.
Ocokaman
Pan chyba pracuje w policji kanadyjskiej bo widzę że z kilku zdań potrafi Pan wyciągnąć mnóstwo wniosków i rozpracować profil autora. Teza o moim nierozgarnięciu jest bardzo ciekawa. Nie zrozumiał Pan też moich grzeczności kontrując szyderstwem. Otóż Panie Cześku jeżeli mam do wykorzystania tylko tekst a chcę okazać szacunek do rozmówców to robię to w tej formie bo innych środków nie mam. U Pana przyjęło to formę szyderczą. W pochopnych wnioskach przyjął Pan że jestem katolikiem. Na jakiej podstawie???!!! Przypomnę że chrześcijanin nie musi być katolikiem (greckim czy rzymskim). Ale to a propos ignorancji Kontakty z agnostykami mam w najbliższej rodzinie i są to relacje pełne życzliwości. Więc nawet jak mówię kuzynowi (bo o niego chodzi w pierwszej kolejności) że coś mi się nie podoba w jego poglądach to nie słyszę że jestem ignorantem, człowiekiem bez jaj i jestem nie rozgarnięty ale zaczynamy rozmowę.
Ale lubię Pana bardzo!!! Dlatego że jest Pan potwierdzeniem mojej tezy z posta, który tak Pana rozsierdził.
P.S. Nie czytał Pan mojego tekstu uważnie bo jeżeli postać Wielkiego Ateisty Stevena Hawkinga (o którym wspominałem w krytykowanym przez Pana poście) i jego dorobek naukowy nie jest wart przemyślenia i wzmianki to Pan wybaczy Liczyłem na jakiś odzew gdyż nikt inny (a na pewno nie pisarzyna Dawkins) nie jest tak blisko uzyskania prawdziwego oręża w walce z wiarą w Boga jak geniusz Hawking. Ale ostrzegam Panie Cześku: Aby wstąpić do tajemniczego świata Hawkinga trzeba być umysłem ścisłym. Ale to tyle bo i tak Pan mnie zwyzywa i dowiem się kolejnych rewelacji na temat swojego światopoglądu i osobowości.
Sir Valeq (379 punktów)
Jeszcze się nie wypowiadałem, a myślę, że słów pochwały i otuchy nigdy za mało: tak trzymać! Pomysł uważam za w stu procentach trafiony. Sam zacząłem promować akcję w innych społecznościach internetowych, aby jak najwięcej osób się o niej dowiedziało. Polecam innym to samo.

"Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć." - George Orwell
prokaczystowska_racjonalistka
ponad 6 tys.ateistów na 38 mln.Polaków jest ateistami.
może Wietnamczycy którzy mają pomóc Polsce w budowie stadionów podniosą ten wskaźnik.
Sir Valeq (379 punktów)
Błagam, ludzie, nie karmić! Nie karmić!

"Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć." - George Orwell
Czesiek S.
>Błagam, ludzie, nie karmić! Nie karmić!
Gratuluje poczucia humoru. Zazdroszcze. Pozdrawiam.
Czesiek S.
>ponad 6 tys.ateistów na 38 mln.Polaków jest ateistami.
>może Wietnamczycy którzy mają pomóc Polsce w budowie stadionów podniosą ten wskaźnik.
Przeczytaj "wprowadzenie" do Listy Ateistow i Agnostykow, moze przestaniesz sie osmieszac takimi wpisami jak wyzej.
05-12-2007 23:57 
 Ocena 1 na 1
Gosia (9452 punktów)

> moze przestaniesz sie osmieszac

Awykonalne.Nie zrezygnuje przecież z tego, co potrafi najlepiej.

Pozdrawiam.
Ocokaman
Panie Cześku, Pan jak zwykle surowy dla oponentów Prawdziwy twardziel. Jak dobrze liczę w czerwcu strzeli Panu okrągła liczba. Już życzę wszystkiego najlepszego. Kolejnych 60 lat w szczęściu i zdrowiu a przede wszystkim spokoju ducha. I stanowczo oświadczam ja nic nie mam do AA a nawet niektórych bardzo lubię (np. Pana). Jednak jak ktoś profanuje moje autorytety (np. dziennikarzyna Motyl) to cicho siedzieć nie będę
Czesiek S.
OK Ocokaman, zmieniamy styl. Chcialbym abys przyjal do wiadomosci, ze Twoje tezy iz ateiz to piniactwo skierowane do katolikow oraz ze ateistow laczy niechec do katolikow nie sa tezami prawdziwymi. Raczej odwrotnie, laczy nas niechec katolikow do ludzi niewierzacych. Laczy nas obawa przed zyciem w panstwie wyznaniowym, w ktorym ludzie niewierzacy sa obywatelami drugiej kategorii. Myslisz, ze przesadzam? Przeczytaj ostatnie posty Kontrasta (troche wyzej, na tej stronie). Twierdzi on wrecz, ze "bez katolicyzmu nasza polskosc jest wybrakowana", ze ateista "nie mysli juz po polsku", ze ..., ze ..., ze ... . A przeciez jest on jednym z waszych ludzi. I wyglada na to, ze nie jest osamotniony w swych pogladach. Zaden katolik nie zareagowal na to ani jednym zdaniem, chociazby "Kntrast, nie podzielam twoich pogladow" lub "Kontrast, kompromitujesz nas katolikow". My niewierzacy chcemy zaakcentowac swoje istnienie i prawo do zycia w spokoju , zycia obok wierzcych. I byloby wspaniale gdyby polscy katolicy (ludzie wierzacy) zrozumieli , ze jestesmy takimi samymi Polakami i zadowolili sie zyciem obok nas bez pouczania, nawracania, w ogole bez gadania o religii. Jak sie zorientowales, mieszkam w Kanadzie. To kraj wielokulturowy, wielowyznaniowy, bez krzyzy w parlamencie, bez religii w przedszkolach, bez kaplic na posterunkach policji. A dzien nauki w szkolach rozpoczyna sie odspiewaniem hymnu narodowego. A najwazniejsze; poruszanie tematow zwiazanych z religia uchodzi za powazny nietakt towarzyski, wrecz prymitywizm. Natomiast uporczywe dzialanie tego typu (nawet mowienie o jakimkolwie bogu) wbrew woli rozmowcy czy tez ponizanie ludzi z uwagi na ich odmienny swiatopoglad, jest juz czynem karalnym (taki Kontrast nie cieszylby sie dlugo wolnoscia). Zycze Polsce i Polakom takiej atmosfory tolerancji i zyczliwosci jaka mamy w Kanadzie. Mam cicha nadzieje, ze chociaz kilku wierzacych przeczyta to, zrozumie i wezmie sobie do serca. A to juz bedzie cos. Kilka dodatkowych uwag: 1.Dziekuje za zyczenia urodzinowe. 2.Nie wiem kim jest pan Motyl, nie jestem w stanie czytac wszystkiego (brakuje mi czasu). 3.Daj spokoj z tym "panem". Nikt nikogo tutaj nie tytuluje. 4.Nie jestem "trwadzielem", troche tylko "twardnieje" mi jezyk gdy ktos probuje nami pomiatac czy poniewierac tylko dlatego, ze jestesmy ludzmi niewierzacymi. 5. Sir Valeq imponuje mi swa inteligencja, cietym jezykiem, umiejetnoscia krotkiej i trafnej riposty. Niewielu mu dorownuje. Zazdrosze mu tuch przymiotow. Rozumiem, ze po waszej wymianie zdan, mozesz nie darzyc go sympatia. Jezeli jadnak przeczytasz ponownie swego pierwszego posta i spojrzysz na to oczami adresatow, to zapewne zrozumiesz dlaczego mogla odezwac sie w nas chec "dolozenia" Ci. Wyglada jednak na to, ze nie masz zamiaru kontynuowac tego typu konfrontacji i zgadzasz sie iz ateista nie jest czlowiekiem gorszego gatunku. I tylko o to nam chodzi. Uff !!! Mam obolale obydwa wskazujace palce. Niepredko wdam sie ponownie w taka dyskusje. Pozdrawiam.
Ocokaman
Witam Cześku!
Sponiewierany Waszymi postami przestałem zaglądać na portal, ale dzisiaj patrzę i oczom nie wierzę. Pojednawczo powiem że jesteśmy siebie warci. Tak jak Ciebie bulwersuje radykalizm i objawy nietolerancji tak mnie bulwersują wypowiedzi na tym forum oraz artykuły z portalu szargające moje świętości. Byłem złośliwy w swoich wypowiedziach ale oddaliście mi z dużą nawiązką. Uważam że dużym moim balastem w dyskusjach z AA są grzechy i grzeszki Kościoła katolickiego i nie trudno je przywołać mojemu adwersarzowi i dac mi nimi po głowie. Ale to duże upraszczanie sprawy. Bo czy np. należy uznać całą medycynę za złą tylko dlatego że dużo lekarzy to konowały? Albo system edukacyjny z powodu bulwersujących i gorszących zachowań nauczycieli? Tak samo z religią i strukturami kościelnymi. Bilans jest na plus. Co do światopoglądu to jako chrześcijanin jestem bardzo tolerancyjny i staram się zrozumieć drugą stronę a nawet ją polubić. Jeszcze 10 lat temu byłem wojującym agnostykiem (tak mi się wydawało) a utwór D.A.F. de Sade "Prawda" był moją inspiracją (jak zresztą cała jego twórczość). Jak przypomnę sobie te pełne gniewu (mojego) dyskusję z moją poczciwą matką katoliczką to czuję się lekko zażenowany. Dużo forumowiczów przypomina mi samego siebie z tamtych czasów. Ale w pewnym momencie coś mi zaczęło uwierać a jako "filozof amator" zapragnąłem znależć jakiś fundament na którym mógłbym budować swoją nową osobowość. Padło na chrześcijaństwo i dzisiaj sobie to chwalę. Wiara w Boga daje mi siłę, której nie znalazłem wcześniej. każdy ma prawo szukać recepty na szczęście... prawda?
Ale już nie będę zanudzał kolegi moimi wywodami. Cieszę z przyjaznego tonu ostatniego posta i mam nadzieję że przyczynię się do ocieplenia stosunków między dwoma stronami. Jest jeszcze jedna rzecz, która nas łączy: patriotyzm (tak wywnioskowałem). To bardzo ważne i potrzebne Polsce!!! A amerykańska Polonia to ważny sojusznik!
Pozdrawiam Czesław i życzę Ci wszystkiego dobrego w Nowym Roku
Czesiek S.
Fajnie, ze jednak sa ludzie ktorzy potrafia sie dogadac bez wzgledu na wyznawany swiatopoglad, a religie traktuja jako cos bardzo prywatnego, osobistego. Rowniez zycze wszelkiej pomyslnosci i duzo zdrowia w Nowym 2008 Roku.
Ocokaman
Nie tylko Wietnamczycy. Mieszkańcy Kanady też. Np. Pan Czesiek S. Lubię tego gościa
Czesiek S.
>Nie tylko Wietnamczycy. Mieszkańcy Kanady też. Np. Pan Czesiek S. Lubię tego gościa
Z ta niewielka roznica, ze ja jestem nie tyko urodzony w Polsce ale jestem obywatelem Polski, nawet moj syn urodzony w Kanadzie ma polskie obywatelstwo, mam rodzine i przyjaciol w Polsce, a obraz rynku krakowskiego nosze w sercu. Dlatego nie jest mi obojetne czy Polska jest krajem normalnym, europejskim, powazanym w swiecie czy tez krajem wyznaniowym, posmiewiskiem tegoz swiata. Chcialbym z duma wypowiadac slowa "I am from Poland", czego zycze wszyskim Polakom bez wzgledu na swiatopoglad.
Andrzej Kierski junior (36758 punktów)
Czy młode osoby z Krakowa które wpisały się na Listę, chcą aktywnie działać na rzecz swojego światopoglądu? Czy chcą utworzyć alternatywę do szkolnej religii? A co najważniejsze czy chcą obalić mit o konserwatywnym Krakowie!?
Jeżeli są takie osoby proszę się do mnie odezwać.

Andrzej Kierski
11109998
ue.atsilanojcar@k.jezrdna

PSR Kraków
Zając Mirosława (256 punktów)
>Ze względu na to, że część osób zgłasza obszerne uwagi do
>LAiA ( lista.racjonalista.pl/ ) oraz nawiązują się
>dyskusje w dziale komentarzy listy, który nie jest do tego
>dostosowany, niniejszy wątek jest nowym miejscem do takich
>dyskusji i uwag.
>Prosimy, aby osoby, które chcą prowadzić dyskusję na temat
>listy oraz wymienić się uwagami, zgłaszały swoje wypowiedzi
>w tym wątku.
Właśnie poczytałam sobie... Nieczęsto wchodzę, bo wzrok już nie ten (lat 65) i czasu niby dużo, a wciąż zbyt mało na wszystko, co mnie interesuje i co muszę lub powinnam załatwić za życia. Jako jedna z organizatorek 5 lat temu Antyklerykalnej Partii Postępu "RACJA" (dziś "RACJA" Polskiej Lewicy) oczywiście jestem na Waszej LIŚCIE...I bardzo sie cieszę, że tak szeroko rozwija się ruch racjonalnie myślących.Nie nawołuję i nigdy nie nawoływałam do agresji przeciwko księżom lub wierzącym w cokolwiek - nie staram się wprowadzać ateizmu ogniem i mieczem, jak to robili przedstawiciele kk przez
2000 lat i nigdy za to nawet nie przeprosili uznając, że "po trupach do celu" i "cel uświęca środki".Bardzo mnie martwią wszelkie napady, rozboje itp w stosunku do każdej ofiary, równ ież księdza,co mnie odróżnia od praktykujących katolików. Agnostykowi, ateiście chętnie przyłoży każdy chrześcijanin (katolik), żyd czy muzułmanin lub gej /w tym się zjednoczą/ a przynajmniej razem będą sie cieszyć, że zrobił to ktoś inny a słuchający o takim pogromie będzie wiwatował i cieszył się, że rąk sobie nie musiał pobrudzić i się nie zmęczył...Dlatego tak ważną rzeczą jest byśmy się ujawniali, mięli jakiś wspólny, wyróżniający nas znak, mogli na siebie liczyć, mieli odwagę szerzyć swój światopogląd i zarażali tą odwagą innych. Właśnie wypełniam Akt Apostazji swój i mojej 88letnij Mamy. Zdążyć przed śmiercią... Pozdrawiam Wszystkich a szczególnie odważnych...czasem płacę za to np. uszkodzeniem autka pod domem z powodu leżącej pod szybą ulotki. Mirka
ofensywa_racjonalistyczna_XXI_wieku (29 punktów)
(zablokowany)
Witam ciepło

Jako racjonalistka mam w głębokiej trąbie różne listy nie-listy racjonalistów,ateistów,katolików czy różowych słoników.
Nie widzę żadnego sensu,należy skupic się na promocji portalu racjonalista.pl.
I to wystarczy,niech dryfują w kierunku wysepki racjonalizmu na oceanie mitów i zabobonów tego kraju.

pozdrawiam gorąco
28-01-2008 10:56 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Witam serdecznie.

>Jako racjonalistka mam w głębokiej trąbie różne listy nie-listy racjonalistów,ateistów,katolików czy różowych słoników.
Dzięki tej liście można odnaleźć osoby o podobnych nam poglądach i tworzyć lokalne struktury.Zamierzam to uczynić w Koszalinie. Polecam wątek -
www.racjonalista.pl/forum.php/p,43/s,116484

>Nie widzę żadnego sensu,należy skupic się na promocji portalu racjonalista.pl.
Zgadzam się,stąd pomysł ulotek oraz inne - przejrzyj wstecz wątki w dziale "Forum PSR".

>I to wystarczy,niech dryfują w kierunku wysepki racjonalizmu na oceanie mitów i zabobonów tego kraju.
Całkowicie się zgadzam,nie należy chwytać zbyt wielu srok za ogon.

>pozdrawiam gorąco
- ja również.


Niebo gwiaździste nade mną,prawo moralne we mnie...
czes (4083 punktów)

>Całkowicie się zgadzam,nie należy chwytać zbyt wielu srok za ogon.

Witam Cię Zbyszku,
Imponują mi ludzie pełni zapału i chęci działania. Życzę powodzenia. Nie lekceważ jednak znaczenia listy AiA, to nie jest jakaś tam "sroka". Lista ta odbiła się szerokim echem w kraju i wśród Polaków na emigracji. Dzięki niej, wielu dowiedziało się, że istnieje portal racjonalista.pl. i w ogóle jakiś zorganizowany ruch racjonalistów/ludzi niewierzących. Jestem przekonany, że ILAiA jest wyśmienitą promocją nie tylko portalu ale w ogóle racjonalistycznego światopoglądu i ludzi z nim zwiazanych.
Serdecznie pozdrawiam
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Witam .

> Nie lekceważ jednak znaczenia listy AiA, to nie jest jakaś tam "sroka".
Może jesteś już jakiś czas na emigracji i zapomniałeś o polskim przysłowiu, żeby nie chwytać zbyt wielu srok za ogon. Znaczy to tyle, że należy skupić się na najważniejszym celu. Uważam, że tym celem jest promowanie portalu www.racjonalista.pl, a stąd prosta droga prowadzi do ILAiA.
Absolutnie nie miałem na myśli kwestionowania istnienia listy - jestem jej entuzjastą i uważam, że trzeba ją nadal rozwijać. Sam zresztą zacząłem od wpisania się na listę a dopiero później dowiedziałem się o PSR i trafiłem na forum racjonalisty.
Można więc zacząć od listy.

Pozdrawiam serdecznie

P.S: Mam kolegę w Missisauga, który teraz jest już doktorem astronomii.


Niebo gwiaździste nade mną,prawo moralne we mnie...
Czesiek
>Witam ciepło
>Jako racjonalistka mam w głębokiej trąbie różne listy nie-listy racjonalistów,ateistów,katolików czy różowych słoników.
>Nie widzę żadnego sensu,należy skupic się na promocji portalu racjonalista.pl.
>I to wystarczy,niech dryfują w kierunku wysepki racjonalizmu na oceanie mitów i zabobonów tego kraju.
>pozdrawiam gorąco
I ja Cię witam. Podziwiam energię, zapał i chęć działania. Życzę powodzenia. Mam jednak uwagę; lista AiA jest właśnie wysmienitą promocją portalu racjonalista.pl. Serdecznie pozdrawiam.
stilgar (7322 punktów)
Artykuł na Wikipedii o ILAIA został zgłoszony do usunięcia:
pl.wikiped(*)teistów_i_Agnostyków

Głosować mogą tylko wikipedyści, którzy mają konto od co najmniej miesiąca i zrobili co najmniej 100 edycji.
webmaster (moderator)
Witold Baryluk (630 punktów)
Pozwoliłem sobie zrobić pewne statystki. Ilość osób:

Łącznie:

Kobiet: 3271 ( 28.96 % wsrod wszystkich pasujacych, 100.00 % wsrod wszystkich kobiet)
- Kobiety bez nazwiska: 914 ( 27.94 % wsrod pasujacych kobiet)
- Kobiety z nazwiskiem: 2357 ( 72.05 % wsrod pasujacych kobiet)
Mężczyzn: 8020 ( 71.03 % wsrod wszystkich pasujacych, 100.00 % wsrod wszystkich mezczyzn)
- Mężczyzn bez nazwiska: 1643 ( 20.48 % wsrod pasujacych mezczyzn)
- Mężczyzn z nazwiskiem: 6377 ( 79.51 % wsrod pasujacych mezczyzn)
Razem: 11291 ( 99.99 % wsrod calej bazy)


Ateistów:
Kobiet: 2063 ( 27.10 % wsrod wszystkich pasujacych, 63.06 % wsrod wszystkich kobiet)
- Kobiety bez nazwiska: 511 ( 24.76 % wsrod pasujacych kobiet)
- Kobiety z nazwiskiem: 1552 ( 75.23 % wsrod pasujacych kobiet)
Mężczyzn: 5547 ( 72.89 % wsrod wszystkich pasujacych, 69.16 % wsrod wszystkich mezczyzn)
- Mężczyzn bez nazwiska: 1023 ( 18.44 % wsrod pasujacych mezczyzn)
- Mężczyzn z nazwiskiem: 4524 ( 81.55 % wsrod pasujacych mezczyzn)
Razem: 7610 ( 67.39 % wsrod calej bazy)


Agnostyków:
Kobiet: 859 ( 32.72 % wsrod wszystkich pasujacych, 26.26 % wsrod wszystkich kobiet)
- Kobiety bez nazwiska: 277 ( 32.24 % wsrod pasujacych kobiet)
- Kobiety z nazwiskiem: 582 ( 67.75 % wsrod pasujacych kobiet)
Mężczyzn: 1766 ( 67.27 % wsrod wszystkich pasujacych, 22.01 % wsrod wszystkich mezczyzn)
- Mężczyzn bez nazwiska: 415 ( 23.49 % wsrod pasujacych mezczyzn)
- Mężczyzn z nazwiskiem: 1351 ( 76.50 % wsrod pasujacych mezczyzn)
Razem: 2625 ( 23.24 % wsrod calej bazy)


Niewierzących:
Kobiet: 349 ( 33.04 % wsrod wszystkich pasujacych, 10.66 % wsrod wszystkich kobiet)
- Kobiety bez nazwiska: 126 ( 36.10 % wsrod pasujacych kobiet)
- Kobiety z nazwiskiem: 223 ( 63.89 % wsrod pasujacych kobiet)
Mężczyzn: 707 ( 66.95 % wsrod wszystkich pasujacych, 8.81 % wsrod wszystkich mezczyzn)
- Mężczyzn bez nazwiska: 205 ( 28.99 % wsrod pasujacych mezczyzn)
- Mężczyzn z nazwiskiem: 502 ( 71.00 % wsrod pasujacych mezczyzn)
Razem: 1056 ( 9.35 % wsrod calej bazy)


Jak widać wśród mężczyzn częściej mamy do czynienia z ateizmem niż u kobiet. Kobiety trochę częściej deklarują się jako agnostyczki lub niewierzące.

Mężczyźni znacznie częściej podawali nazwisko (jest to generalny trend, sprawdzałem to na kilkudziesięciu grupach zawodowych).

Zawody:
uczniów: 16% (2741)
studentów: 24% (1661)
nauczycieli: 3% (327)
nauczycieli/pracowników akadmickich: 1% (110)
lekarzy: 1% (109)
informatyków: 8% (914) !!

Ważniejsze miasta:
1859 (16%) warszawa
750 (7%) krakow
623 (6%) wroclaw
504 (4%) poznan
485 (4%) lodz
302 (3%) gdansk
283 (3%) szczecin
188 (2%) lublin
188 (2%) bydgoszcz
162 (1%) katowice
156 (1%) torun
146 (1%) gdynia
106 (1%) slask
104 (1%) bialystok
93 (1%) rzeszow
93 (1%) czestochowa
90 (1%) sosnowiec
90 (1%) olsztyn
82 (1%) gliwice
78 (1%) zielona gora
77 (1%) kielce
70 (1%) opole
67 (1%) radom
60 (1%) bielsko-biala
55 (0%) wielkopolska
51 (0%) londyn <======================== !!!
45 (0%) tychy
42 (0%) dabrowa gornicza
41 (0%) wloclawek
41 (0%) rybnik
41 (0%) jelenia gora
41 (0%) bytom
38 (0%) koszalin
37 (0%) zabrze
37 (0%) plock
37 (0%) elblag
36 (0%) lubuskie
35 (0%) legnica
35 (0%) kalisz
35 (0%) grudziadz


Szkoda, że nie mamy do dyspozycji danych o wieku :/

Jak ktoś ma ciekawy pytanie, to mogę szybko policzyć proporcje.
05-04-2008 21:23 
 Ocena 3 na 3
Witold Baryluk (630 punktów)
Zawody dokładniej:

1568 (13,89%) student
1127 (9,98%) uczen
569 (5,04%) studentka
487 (4,31%) informatyk
332 (2,94%) uczennica
166 (1,47%) przedsiebiorca
159 (1,41%) inzynier
155 (1,37%) programista
154 (1,36%) nauczyciel
154 (1,36%) emeryt
137 (1,21%) ekonomista
114 (1,01%) handlowiec
100 (0,89%) prawnik
75 (0,66%) dziennikarz
72 (0,64%) urzednik
67 (0,59%) tlumacz
65 (0,58%) grafik
64 (0,57%) lekarz
55 (0,49%) politolog
54 (0,48%) wolny zawod
53 (0,47%) elektronik
50 (0,44%) pracownik biurowy
50 (0,44%) licealista
49 (0,43%) muzyk
48 (0,43%) psycholog
47 (0,42%) emerytka
46 (0,41%) nauczyciel akademicki
44 (0,39%) kierowca
43 (0,38%) uczen liceum
43 (0,38%) socjolog
43 (0,38%) manager
43 (0,38%) biolog
41 (0,36%) rencista
40 (0,35%) nauczycielka
38 (0,34%) filozof
37 (0,33%) ksiegowa
37 (0,33%) b.d.
35 (0,31%) pedagog
35 (0,31%) ekonomistka
34 (0,30%) technik
34 (0,30%) historyk
34 (0,30%) architekt
32 (0,28%) fizyk
31 (0,27%) sprzedawca
31 (0,27%) fotograf
30 (0,27%) specjalista
30 (0,27%) licealistka
29 (0,26%) it
29 (0,26%) elektryk
28 (0,25%) chemik
26 (0,23%) student informatyki
26 (0,23%) grafik komputerowy
26 (0,23%) filolog
26 (0,23%) bezrobotny
25 (0,22%) uczen lo
25 (0,22%) pracownik fizyczny
23 (0,20%) uczennica liceum
23 (0,20%) policjant
23 (0,20%) brak
21 (0,19%) wolny

w których jest 7082 osoby.

Potem 2450 pozycji (4210 osoby), które z różnych względów było trudno zanaliwować (np. podwójne wpisy, błędy ortograficzne, synonimy) albo miały małą reprezentacje. Generalnie wszystko można znaleźć.

Nie znalazłem za to żadnych: księży, katechetów.

"Polityków" może z 2 czy 3. Jedna prostytutka. Jeden leń. Trzeba by posiedzieć aby coś ciekawego z tego wywnioskować.
Witold Baryluk (630 punktów)
Nie wiem czy nie złamałem punktu 20 ILAiA, ale ponieważ poliyczłem powyższe statystyki prawdopodobnie jako pierwszy, w dodatku dla nas samych i bez żadnych intencji wykorzystania do celów komercyjnych, może administrator przymknie oko
05-04-2008 22:53 
 Ocena 2 na 2
Wojtek (3465 punktów)
>Nie wiem czy nie złamałem punktu 20 ILAiA, ale ponieważ poliyczłem powyższe statystyki prawdopodobnie jako pierwszy, w dodatku dla nas samych i bez żadnych intencji wykorzystania do celów komercyjnych, może administrator przymknie oko
Nie wiem jak admin, ale ja zawsze przymykam oko jak celuję

Pozdrawiam


ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Nie znalazłem za to żadnych: księży, katechetów.

Jest za to 4 teologów (w tym jedna kobieta), niewierzący lub agnostycy
Witold Baryluk (630 punktów)
>>Nie znalazłem za to żadnych: księży, katechetów.
>Jest za to 4 teologów (w tym jedna kobieta), niewierzący lub agnostycy
Rzeczywiście.
1 (0,01%) wiara, teologia
1 (0,01%) tlumaczka, teolog
1 (0,01%) teolog


Jest również około 80 filozofów. Oraz 6 religioznawców.

Czasami bywają wpisy naprawdę dziwne:
1 (0,01%) uczen, filozof, szaman
czes (4083 punktów)
Witold,
Wykonałeś wielką i niebanalną robotę. Jestem pełen podziwu.

Myślę, że nie będziesz miał mi za złe gdy podzielę się swymi uwagami odnośnie zaprezentowanych tabel.
Wydaje mi się, że w niektórych wypadkach, podział zawodowy jest zbyt szczegółowy co nie sprzyja czytelności przekazu. Np.:
1. 332 uczennica, 30 licealistka, 23 uczennica liceum,
2. 1127 uczeń, 50 licealista, 43 uczeń liceum, 25 uczeń lo
3. 1568 student, 26 student informatyki.

Dzięki za sporządzenie tak ciekawych zestawień.
Pozdrawiam serdecznie.
Witold Baryluk (630 punktów)
>Pozwoliłem sobie zrobić pewne statystki. Ilość osób:
>Łącznie:
>
Kobiet: 3271 ( 28.96 % wsrod wszystkich pasujacych, 100.00 % wsrod wszystkich kobiet)
>- Kobiety bez nazwiska: 914 ( 27.94 % wsrod pasujacych kobiet)
>- Kobiety z nazwiskiem: 2357 ( 72.05 % wsrod pasujacych kobiet)
>Mężczyzn: 8020 ( 71.03 % wsrod wszystkich pasujacych, 100.00 % wsrod wszystkich mezczyzn)
>- Mężczyzn bez nazwiska: 1643 ( 20.48 % wsrod pasujacych mezczyzn)
>- Mężczyzn z nazwiskiem: 6377 ( 79.51 % wsrod pasujacych mezczyzn)
>Razem: 11291 ( 99.99 % wsrod calej bazy)
>


Dla przypomnienia, w Polsce mężczyźni stanowią 48.3% populacji.
webmaster (moderator)
Przeniosłem dyskusję rozpoczętą przez czes jako osobny wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,127969 ponieważ nie jest związana bezpośrednio z listą i zbytnio się rozrósł.
czes (4083 punktów)
>Przeniosłem dyskusję rozpoczętą przez czes jako osobny wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,127969 ponieważ nie jest związana bezpośrednio z listą i zbytnio się rozrósł.

W związku z powyższym, mam pewną uwagę.
Tytuł "Komentarze do Listy Ateistów i Agnostyków" posiadają w tej chwili dwa wątki dyskusyjne, a księga gości nosi b. podobny tytuł "opinie i komentarze".
Wydaje mi się, że celowym byłoby większe zróżnicowanie tytułów.

I tak księga gości winna mieć tytuł "Księga Gości" co powinno zapobiegać nawiązywaniu się dyskusji w tym miejscu jak również powinno stonować niektóre wypowiedzi (wreszcie gość to gość).

Ten wątek w którym aktualnie piszę, chyba ma dobry tytuł.

Ale ten nowy wątek, który rozpoczął się od mego postu, a rozrósł za sprawą niezwykle bezczelnego trolla, powinien mieć już zupełnie inny tytuł (jak zauważył webmaster, wątek ten nie jest związany bezpośrednio z listą A i A).
Może winien to być tytuł "Atak trolla"? Lub "Głos katolickiego szowinisty"? Albo oba wymienione, a połączone słówkiem "czyli"?
Jestem pewien, że tak zatytułowany wątek (nawet przedawniony) przyciągnąłby uwagę młodych forumowiczów (ku nauce i przestrodze) i starszych, doświadzonych (ku zabawie).

Serdecznie pozdrawiam wszystkich normalnych ateistów i teistów.
Jurek
Witam wszystkich, piszę tu po raz pierwszy. Przeniosłem się z tym pytaniem ze strony ILAiA, bo tam cenzor nie pozwala mi go zadać: czy to przypadek, że najwięksi zbrodniarze czasów nowożytnych - Robespierre, Lenin, STalin, Hitler, Mao i Pol Pot byli ateistami? Wasze zdrowie.
stilgar (7322 punktów)
>Witam wszystkich, piszę tu po raz pierwszy. Przeniosłem się z tym pytaniem ze strony ILAiA, bo tam cenzor nie pozwala mi go zadać: czy to przypadek, że najwięksi zbrodniarze czasów nowożytnych - Robespierre, Lenin, STalin, Hitler, Mao i Pol Pot byli ateistami? Wasze zdrowie.

Nie byli.
19-05-2008 00:31 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
>[...] czy to przypadek, że najwięksi zbrodniarze czasów nowożytnych - Robespierre, Lenin, STalin, Hitler, Mao i Pol Pot byli ateistami?

Czy to przypadek, ze najwieksi zbrodniarze czasow nowozytnych - Francisco Franco, ks. Jozef Tiso, Augusto Pinochet, Manuel Noriega, o.Miroslaw Filipowic, Ante Pavelic, Antonio Salazar, bogobojna mafia sycylijska, podpalacze i mordercy w Jedwabnem, Radzilowie, Kielcach, Lwowie, Dreznie, Hiroszymie, Nagasaki, Wietnamie byli Chrzescijanami ?
A co z historycznymi (od czasu powstania tej religii) Chrzescijanami mordercami. Tych to juz nawet trudno zliczyc.

Hitler tez byl katolikiem (przynajmniej nominalnie), podpisal konkordat z Watykanem, a armia III Rzeszy miala klamry z napisem "Gott mit uns".
Stalin byl absolwentem seminarium duchownego.
Twierdzisz cos innego? Podaj dowody.

Nie wyskakuj z tymi tanimi sztuczkami. Powinienes wiedziec, ze humanistyczny ateizm nie ma nic wspolnego z ateizmem panstwowym. Nasze idee sa dokladnym przeciwienstwem idei/celow wymienionych przez Ciebie mordercow.

Poza tym, wlasnie kilkanascie dni temu zakonczyla sie dyskusja na ten temat. Jezeli jestes ciekaw, to przejdz do postu zamieszczonego bezposrednio nad Twoim i kliknij na wskazany tam link. Sam sie przekonasz, ze dalsze bicie piany w tej materii jest bezsensowne.

>Wasze zdrowie.
Twoje zdrowie.

Pozdrowienia dla wszystkich normalnych ateistow i teistow piszacych na tym forum.
Jurek
>>[...] czy to przypadek, że najwięksi zbrodniarze czasów nowożytnych - Robespierre, Lenin, STalin, Hitler, Mao i Pol Pot byli ateistami?
>Czy to przypadek, ze najwieksi zbrodniarze czasow nowozytnych - Francisco Franco, ks. Jozef Tiso, Augusto Pinochet, Manuel Noriega, o.Miroslaw Filipowic, Ante Pavelic, Antonio Salazar, bogobojna mafia sycylijska, podpalacze i mordercy w Jedwabnem, Radzilowie, Kielcach, Lwowie, Dreznie, Hiroszymie, Nagasaki, Wietnamie byli >Chrzescijanami ?

Nie rozśmieszaj mnie, chcesz ich porównywać z "moimi"? Przykładowo, podczas wojny domowej za Pinocheta zginęło ok. 3 tys. osób, z tego ok 1000 po stronie rządowej (oddziały Allende były świetnie uzbrojone). Większość padła w walce. "Nieznani sprawcy" zabili kilkadziesiąt osób, za co zresztą jeszcze za rządów Pinocheta został skazany na więzienie szef policji politycznej. Tak wygląda porównanie "dorobku" dyktatora-katolika i dyktatora-ateisty. A do czasów dawniejszych też możemy gdy wyjasnimy sobie bliższe.

>A co z historycznymi (od czasu powstania tej religii) Chrzescijanami mordercami. Tych to juz nawet trudno zliczyc.
>Hitler tez byl katolikiem (przynajmniej nominalnie), podpisal konkordat z Watykanem, a armia III Rzeszy miala klamry z napisem "Gott mit uns".

Hitler był takim samym katolikiem jak Jaruzelski - odebrał religijne wychowanie i na tym koniec. Widocznie chrzest się nie przyjął. A konkordat jest umową międzypaństwową. Ponieważ Hitler podpisał równiez umowę o współpracy ze Związkiem Sowieckim, to twoja logika prowadzi na manowce - jednocześnie katolik i komunista niszczący kościoły (cerkwie)? Klamry z napisem "Gott mit uns" to była inicjatywa chrześcijańskich demokratów w czasach gdy działał parlament. W zamian poszli na jakieś drobne ustępstwa, choć nie pamiętam jakie.

>Stalin byl absolwentem seminarium duchownego.
>Twierdzisz cos innego? Podaj dowody.

Dowody czego?

>Nie wyskakuj z tymi tanimi sztuczkami. Powinienes wiedziec, ze humanistyczny ateizm nie ma nic wspolnego z ateizmem panstwowym. Nasze idee sa dokladnym przeciwienstwem idei/celow wymienionych przez Ciebie mordercow.

Ateizm Woltera czy Marksa też nie był ateizmen państwowym. Zastanawiam sie tylko czy bez nich doszłoby do rewolucji francuskiej i październikowej. Albo czy prznajmniej mieli wpływ na ich kształt (dyplomatycznie mówiąc). Dzisiejszy ateizm, jak go nazwałeś, humanistyczny też jest związany z pewnymi niezbyt pięknymi "osiągnięciami: aborcją czy eutanazją. Już upaństwowionymi zresztą w wielu krajach. Nie wynikaja one wprost z ateizmu, więc znowu można postawić takie samo pytanie: czy to przypadek?

Kłaniam się.
wojtek
>Nie rozśmieszaj mnie, chcesz ich porównywać z "moimi"? Przykładowo, podczas wojny domowej za Pinocheta zginęło ok. 3 tys. osób, z tego ok 1000 po stronie rządowej (oddziały Allende były świetnie uzbrojone). Większość padła w walce. "Nieznani sprawcy" zabili kilkadziesiąt osób, za co zresztą jeszcze za rządów Pinocheta został skazany na więzienie szef policji politycznej. Tak wygląda porównanie "dorobku" dyktatora-katolika i dyktatora-ateisty. A do czasów dawniejszych też możemy gdy wyjasnimy sobie bliższe.

Witam.
Widzę, że temat zostaje wyciągnięty po raz kolejny. Najpierw Jurku zastanów sie czy masz ochotę na licytacje ile osób uśmiercili ateiści a ile osób wyznawcy skromnego cieśli z Nazaretu który głosił:"Miłujcie nieprzyjaciół swoich"i"Miłuj bliźniego swego jak siebie samego".Ludzie mieniący się wyznawcami Jezusa chyba nie powinni zabijać a jednak cześć z nich robiła to z upodobaniem.Już św.Augustyn przyznał Chrześcijanom prawo do prześladowania a nawet zabijania w imię Chrystusa w czym wtórował mu św.Tomasz z Akwinu. Twoje próby dowiedzenia, że katolicy wymordowali mniej ludzi niż ateiści brzmią jak ponura ironia bowiem katolikom ponoć mordować nikogo nie wolno a mimo to mają w "dorobku" dość poważną ilość ofiar na swoim koncie.
Piszesz, ze Hitler był ateistą, ja nie jestem tego taki pewien ale załóżmy, że tak było w takim razie ciekawe jest to, że np. biskup rzymski Alojs Hudal otwarcie popierał Hitlera i przekonywał, że większość nazistów broni chrześcijaństwa, a więc katolicy powinni współpracować z głównym nurtem nazizmu. Po II wojnie światowej Hudal jako urzędnik Watykanu pomagał niemieckim zbrodniarzom nazistowskim w ucieczkach do Ameryki Południowej.Czułe relacje Watykanu ze zbrodniarzami hitlerowskimi można też zaobserwować na pełnych serdeczności audiencjach na których Pius XII przyjmował mordercę Ante Pavelićia.
Stalin, Lenin, Mao i Pol Pot wbrew temu co piszesz nie byli ateistami. Byli owszem
ale antyteistami. Postawę antyteistyczną reprezentowało wiele reżimów komunistycznych, a obecnie taką politykę prowadzą choćby Chiny. Pomiędzy ateizmem a antyteizmem jest wielka różnica. Jak widzisz ta lista i to forum dotyczy ateistów więc o zbrodnie antyteistów pytaj raczej na forum antyteistów jeśli takowe znajdziesz.

Pozdrawiam.
Jurek
> Najpierw Jurku zastanów sie czy masz ochotę na licytacje ile osób uśmiercili ateiści a ile osób wyznawcy skromnego cieśli z Nazaretu

To chyba oczywiste: mam ochotę. Chyba zgodzisz sie ze mną, że lepiej żeby zginęło kilkadziesiąt osób niż miliony. Po to zadałem pytanie, którego sensem jest m. in. : czy bycie chrześcijaninem powstrzymuje przed czynieniem zbrodni. Na razie nowożytne przykłady, wymienione przeze mnie i Czesa, dowodzą że tak, choć nie tak jak by się chciało. A dlaczego, sam odpowiedziałeś tutaj:

> który głosił:"Miłujcie nieprzyjaciół swoich"i"Miłuj bliźniego swego jak siebie samego".
Ludzie mieniący się wyznawcami Jezusa chyba nie powinni zabijać a jednak cześć z nich robiła to z upodobaniem.

Nie tyle zabijać, co mordować niewinnych. Istotnie, czasami robili to (choć nie wiem skąd wiesz, że z upodobaniem). Bo wiara w Chrystusa nie jest gwarantem bezgrzeszności, a jedynie daje siłę, żeby z tym grzechem walczyć (bez gwarancji zwycięstwa). A jest to poważna siła, o czym świadczą własnie powyższe porównania.

> Piszesz, ze Hitler był ateistą, ja nie jestem tego taki pewien ale załóżmy, że tak było w takim razie ciekawe jest to, że np. biskup rzymski Alojs Hudal otwarcie popierał Hitlera i przekonywał, że większość nazistów broni chrześcijaństwa, a więc katolicy powinni współpracować z głównym nurtem nazizmu.

To było zdanie biskupa Hudala. Dzisiaj też można wyciągnąć sprzeczne wnioski słuchając np. biskupów Głodzia i Życińskiego. Watykan w 1940 czy 1941 potępił Hitlera za prześladowanie Żydów, gdy np. Amerykanie, Anglicy czy nawet Żydzi w wolnych krajach uważali, że problem jest wyolbrzymiany.

> Po II wojnie światowej Hudal jako urzędnik Watykanu pomagał niemieckim zbrodniarzom nazistowskim w ucieczkach do Ameryki Południowej.

A inni duchowni chronili podczas wojny Żydów. Czy z tego wynika, że żydzi stali sie katolikami lub odwrotnie?

> Stalin, Lenin, Mao i Pol Pot wbrew temu co piszesz nie byli ateistami. Byli owszem
>ale antyteistami.

Po pierwsze, każdy antyteista jest ateistą (chyba, że jest niespełna rozumu). Podobnie, niektórzy dopatrują się np. związków narodowców czy socjalistów z nazizmem czyli narodowym socjalizmem. Dlatego warto porozmawiać o różnicach, w naszym przypadku między rodzajami ateizmu. Czy rzeczywiście tutaj nie ma antyteistów (oczywiście nie chodzi mi porównywanie metod)? Waszym mottem jest:
"Być ateistą to żaden wstyd. Wprost przeciwnie: wyprostowana postawa, która pozwala spoglądać dalej, powinna być powodem do dumy - bo ateizm prawie zawsze świadczy o zdrowej niezależności umysłu... ". Wprawdzie nie wynika to z tego zdania, jeżeli zastosowac żelazną logikę, ale sugestia jest oczywista: wierzący w Boga nie są "wyprostowani" i rzadko cechuje ich (w odróżnieniu od ateistów) "zdrowa niezależność umysłu". Ergo, wierzacy w Boga są uznani za mniej wartościowych umysłowo.

Zdrówko
20-05-2008 17:54 
 Ocena 2 na 2
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>To chyba oczywiste: mam ochotę. Chyba zgodzisz sie ze mną, że lepiej żeby zginęło kilkadziesiąt osób niż miliony.
Jesteś przerażający, po prostu ręce opadają. Według jakich moralnych, religijnych kryteriów przyjąłeś takie założenie?

Cytat:
Nie tyle zabijać, co mordować niewinnych. Istotnie, czasami robili to (choć nie wiem skąd wiesz, że z upodobaniem). Bo wiara w Chrystusa nie jest gwarantem bezgrzeszności, a jedynie daje siłę, żeby z tym grzechem walczyć (bez gwarancji zwycięstwa). A jest to poważna siła, o czym świadczą własnie powyższe porównania.

Nad grobami zabitych przez Twoich braci w wierze przeskoczyłeś z gracją godną baletnicy.

>To było zdanie biskupa Hudala.
Hitler, Stalin to też jednostki, więc w czym masz problem? Co jest podstawą Twoich argumentów?

>> Po II wojnie światowej Hudal jako urzędnik Watykanu pomagał niemieckim zbrodniarzom nazistowskim w >>ucieczkach do Ameryki Południowej.
>A inni duchowni chronili podczas wojny Żydów. Czy z tego wynika, że żydzi stali sie katolikami lub odwrotnie?
Nie, problem jest dlaczego był ciągle biskupem. Dlaczego?
wojtek
Witam.

>To proste (powtarzam się): jeżeli ktoś zwalcza religię, to jest ateistą.
Pozwalam sobie przytoczyć Twój cytat z komentarza skierowanego do Czesa. Chciałbym spróbować raz jeszcze wyjaśnić tę kwestie przytoczę więc definicje ateizmu i antyteizmu z wikipedii:
"Ateizm - pogląd w jednoznaczny sposób odrzucający wiarę w istnienie boga lub bogów. Ateizm tłumaczy zjawiska świata bez odwoływania się do przyczyn nadnaturalnych, a jako składnik refleksji filozoficznych, najczęściej łączy się z postawą racjonalistyczną i materialistyczną." Nie ma tu jak widzisz ani słowa o zwalczaniu religii. Teraz definicja antyteizmu :
"Antyteizm - to postawa polegająca na braku wiary w bogów i negatywnym nastawieniu oraz walce przeciwko teistycznym religiom. Najczęściej łączy się z uprzedzeniem wobec osób wierzących." Jeśli ktoś zwalcza religię to jest antyteistą, a nie ateistą wbrew temu co starasz sie udowodnić.
>Po pierwsze, każdy antyteista jest ateistą (chyba, że jest niespełna rozumu).
Masz całkowitą racje. Tylko, że ten proces nie zawsze zachodzi odwrotnie. Ateizm nie oznacza postawy antyteistycznej. Antyteizm jest pojęciem szerszym. Jest jakby rozszerzeniem ateizmu.
>Nie tyle zabijać, co mordować niewinnych. Istotnie, czasami robili to (choć nie wiem skąd wiesz, że z upodobaniem). Bo wiara w Chrystusa nie jest gwarantem bezgrzeszności, a jedynie daje siłę, żeby z tym grzechem walczyć (bez gwarancji zwycięstwa). A jest to poważna siła, o czym świadczą własnie powyższe porównania.
Mordowali i to często. Twoje zdanie "Istotnie, czasami robili to ..." świadczy tylko o chęci zmarginalizowania tego faktu przez Ciebie, jak i cierpienia niewinnych mordowanych ludzi. Wiem, że robili to z upodobaniem bo znam choćby relacje w których Bartolomé de Las Casas wstrząsająco opisuje nieprawdopodobne okrucieństwo i zbrodnie zdobywców Ameryki popełniane na Indianach. Wiem też co wyprawiał komendant obozu w Jesenovac, zakonnik Miroslav Filipović Majstorović. Jest wielka różnica pomiędzy grzesznymi wyznawcami Jezusa a wyznawcami tegoż Jezusa którzy byli mordercami, zbrodniarzami i zwyrodnialcami. To co napisałeś, że wiara w Chrystusa daje siłę do walki z grzechem jest prawdą w przypadku zwykłych,normalnych wiernych. Natomiast w przypadku morderców wiara w Chrystusa dawała im siłę do walki i zbrodni w imię Boga i Kościoła.
>To było zdanie biskupa Hudala. Dzisiaj też można wyciągnąć sprzeczne wnioski słuchając np. biskupów Głodzia i Życińskiego. Watykan w 1940 czy 1941 potępił Hitlera za prześladowanie Żydów, gdy np. Amerykanie, Anglicy czy nawet Żydzi w wolnych krajach uważali, że problem jest wyolbrzymiany.
Pytanie tylko jaką instytucję reprezentował Hudal? Był przecież biskupem KRK a podobno biskupi to następcy apostołów wybranych przez samego Chrystusa. W 1936 roku kiedy Hudal w swojej książce chwalił Hitlera ideologia hitlerowska nie była tajemnicą. Kwestią drugorzędną jest czy to zachowanie było godne następcy apostołów, najważniejsze jest to, że Pius XI i jego następca Pius XII nie zrobili nic aby odsunąć go od pełnienia funkcji biskupa lub pracy duszpasterskiej. Piszesz, że "Watykan w 1940 czy 1941 potępił Hitlera za prześladowanie Żydów ..." ciekawe dlaczego wobec tego nie potępił tego co działo się w Chorwacji w latach 1941-1945. Odpowiedz wydaje się jasna: Piusowi XII bardzo spodobała sie możliwość utworzenia rdzennie katolickiego państwa co obiecał mu "szczery katolik"(tak określił go abp.Alojzije Stepinac) zbrodniarz wojenny Ante Pavelić. Wywody biskupów Głodzia i Życińskiego być może są sprzeczne ale raczej nie dotyczą tak poważnych spraw jak popieranie zbrodniarzy.
>A inni duchowni chronili podczas wojny Żydów. Czy z tego wynika, że żydzi stali sie katolikami lub odwrotnie?
Ja tego nie kwestionuje. Chciałem tylko pokazać na przykładzie, ze hierarchowie kościelni i urzędnicy watykańscy pomagali zbrodniarzom. A Twój argument, że " inni duchowni chronili podczas wojny Żydów " jest nieco dziwny bo ponoć misją KRK jest pomoc bliźnim.
>To chyba oczywiste: mam ochotę. Chyba zgodzisz sie ze mną, że lepiej żeby zginęło kilkadziesiąt osób niż miliony. Po to zadałem pytanie, którego sensem jest m. in. : czy bycie chrześcijaninem powstrzymuje przed czynieniem zbrodni. Na razie nowożytne przykłady, wymienione przeze mnie i Czesa, dowodzą że tak, choć nie tak jak by się chciało.
Nie, nie zgodzę się z Tobą. Lepiej żeby nikt nie musiał ginąć. Życie każdego człowieka dobrej woli jest bezcenne. A jeśli już to morderców za to odpowiedzialnych należy bezwzględnie rozliczyć z tych zbrodni obojętne czy są ateistami, katolikami, muzułmanami, hinduistami, buddystami, podżegaczami do zbrodni czy bezpośrednimi ich wykonawcami. Odpowiedz sobie na swoje pytanie sam - porównaj sobie statystyki przestępczości występujące w krajach gdzie chrześcijaństwo jest w mniejszości i w krajach laickich takich jak Czechy, Estonia, Norwegia, Dania i Szwecja a Polską, Brazylią, USA.Gdyby chrześcijaństwo powstrzymywało przed popełnianiem zbrodni czy w ogóle przestępstw statystyczny wskaźnik przestępczości w krajach katolickich byłby znacznie niższy niż w pozostałych prze zemnie wymienionych. Czy tak jest w istocie proponuję sprawdzić osobiście.
>Waszym mottem jest:"Być ateistą to żaden wstyd. Wprost przeciwnie: wyprostowana postawa, która pozwala spoglądać dalej, powinna być powodem do dumy - bo ateizm prawie zawsze świadczy o zdrowej niezależności umysłu... ". Wprawdzie nie wynika to z tego zdania, jeżeli zastosowac żelazną logikę, ale sugestia jest oczywista: wierzący w Boga nie są "wyprostowani" i rzadko cechuje ich (w odróżnieniu od ateistów) "zdrowa niezależność umysłu". Ergo, wierzacy w Boga są uznani za mniej wartościowych umysłowo.
Ja nie jestem ani ateistą ani katolikiem ale szanuję tak samo jednych i drugich. Nie podpisuję się więc pod tym mottem ale wiem, iż mimo, że zostało tu zamieszczone to nie znaczy, że wszyscy ateiści się z nim zgadzają. To co robisz jest generalizowaniem a to raczej nic dobrego.

Pozdrawiam.
czes (4083 punktów)
Cześć Wojtek,
Niezbyt często można przeczytać tak dobrze, rozważnie i pięknie napisany tekst.
Imponujesz mi swą wiedzą, inteligencją i rozwagą.
Jak widać mądrość, tolerancja, umiar nie są przypisane czy to atestom czy katolikom. To cechy przyzwoitych, normalnych ludzi.

Serdecznie Cię pozdrawiam. Czesiek
wojtek
Witaj Czesiu.

Dziękuje za miłe słowa do mnie skierowane . Cieszę się, że w ogóle komuś chce się czytać te moje komentarze. W zasadzie, pisząc kieruje się tylko tym aby zachować możliwie jak największy obiektywizm a przy tym nie rezygnować z własnego zdania.

>Jak widać mądrość, tolerancja, umiar nie są przypisane czy to atestom czy katolikom. To cechy przyzwoitych, normalnych ludzi.

Oczywiście, w każdej grupie społecznej czy to religijnej czy nie, znajdują się różni ludzie i nie da się powiedzieć, że wszyscy "nasi" są wspaniali, mądrzy i tolerancyjni a wszyscy "tamci" są wredni, głupi i nietolerancyjni. Więc moim zdaniem cechy wymienione przez Ciebie są kwestią indywidualną.

Pozdrawiam Cię serdecznie.
czes (4083 punktów)
Witaj Wojtek,

Twoje wypowiedzi są naprawdę dobre (chociaż wpędzasz mnie w kompleks niższości).
Do Twoich wartościowych umiejętności i cech charakteru (których mi brakuje), dodam jeszcze jedną; cierpliwość.

Ale najwyżej cenię Twą piękną postawę człowieka.
Nie będąc ateistą (ani katolikiem), z pełnym zaangażowaniem bronisz honoru niesłusznie obrażanych ateistów/ludzi .

Skromnie stwierdzasz, że się cieszysz, iż w ogóle komuś się chce czytać Twoje komentarze.
Jestem pewien, że wielu ludzi to przeczytało i wielu chciałoby wyrazić Ci uznanie dając "plus". Niestety, nie jesteś zarejestrowany/zalogowany na forum. Szkoda!

Serecznie Cię pozdrawiam.
wojtek
Witaj Czes.

>Twoje wypowiedzi są naprawdę dobre (chociaż wpędzasz mnie w kompleks niższości).

Mam nadzieję, że to tylko żart( z tym kompleksem niższości ) bo w przeciwnym przypadku będę musiał przestać tutaj pisać
A tak poważnie to nie chciałbym, żeby ktoś czuł się w ten sposób z mojego powodu.

>Nie będąc ateistą (ani katolikiem), z pełnym zaangażowaniem bronisz honoru niesłusznie obrażanych ateistów/ludzi

To prawda - nie jestem ani ateistą ani katolikiem ale moja sytuacja jest dosyć podobna do Waszej. Wy opuściliście Kościół Katolicki na rzecz ateizmu ja natomiast odszedłem od KK formalnie(apostazja) na rzecz innej religii(właściwie filozofii). Wiem, że w kraju niemalże wyznaniowym jakim jest Polska odejście od KK i przyznawanie się do tego może powodować przykre reakcje reszty obywateli(czasami nawet tych którzy tylko formalnie należą do KRK i niekoniecznie są wierzący i praktykujący). Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że żyje mi się w Polsce niczym niewolnikowi w starożytnym Rzymie ale kilkakrotnie spotkałem się z nieprzyjemnymi reakcjami kiedy mówiłem o swoim odejściu od "jedynej prawdziwej religii" i o tym co teraz jest moim wyznaniem/filozofią.

Pozdrawiam.
25-05-2008 19:29 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
>Mam nadzieję, że to tylko żart( z tym kompleksem niższości ) ...

Tak, to miał być żart.
Gdy spotykam człowieka prezentującego wiedzę, inteligencję, logikę na poziomie wyższym od przeciętnego, po prostu doceniam go i sprawia mi przyjemność powiedzenie tego. I nie boję się powiedzieć "jesteś lepszy ode mnie".
Jestem przecież racjonalistą . Nie mam komleksów .

I nie trzeba daleko szukać, nawet w tym wątku, na tej stronie można przeczytać wyśmienite wypowiedzi wspaniałych ludzi jak Google, Keymak, Less, Pan Tau, Andrzej 51 no i Wojtek .
Nawiasem mówiąc, to właśnie teraz, równolegle do dyskusji w której bierzesz udział, trwa pasjonująca dyskusja Andrzeja 51 z Teresą u góry tej strony (gdybyś był zalogowany, otrzymywałbyś automatyczne powiadomienia o nowych wypowiedziach i linki do nich).

>Wiem, że w kraju niemalże wyznaniowym jakim jest Polska odejście od KK i przyznawanie się do tego może powodować przykre reakcje reszty obywateli ...

Tak znam ten problem i niejednokrotnie doznałem przykrości z powodu mego światopoglądu, szczególnie jako bezbronne dziecko, a to zapada w pamięć.
Ja natomiast nigdy nie miałem uprzedzeń do ludzi różniących się od mnie światopoglądem, kolorem skóry czy orientacją seksualną. Nawet moja żona jest rasy brązowej (tak Filipińczycy mówią o sobie), a na dodatek jest wierzącą i praktykującą katoliczką. A moi znajomi i przyjaciele to już tęcza kolorów i różnorodność wyznań (co w Kanadzie jest normą).
Pewnie dlatego takim niesmakiem, wręcz obrzydzeniem napawają mnie postawy prezentowane przez szowinistów katolickich, ich pycha i zarozumiałość, chęć zrównania humanistycnych ateistów z największymi przestępcami w historii świata. Jakież to prostackie!

Serdecznie Cię pozdrawiam.
Jurek
(...)

>Masz całkowitą racje. Tylko, że ten proces nie zawsze zachodzi odwrotnie. Ateizm nie oznacza postawy antyteistycznej. Antyteizm jest pojęciem szerszym. Jest jakby rozszerzeniem ateizmu.

To właśnie napisałem. Nie wiem po co jeszcze drążyć ten temat.

>Mordowali i to często. Twoje zdanie "Istotnie, czasami robili to ..." świadczy tylko o chęci zmarginalizowania tego faktu przez Ciebie, jak i cierpienia niewinnych mordowanych ludzi. Wiem, że robili to z upodobaniem bo znam choćby relacje w których Bartolomé de Las Casas wstrząsająco opisuje nieprawdopodobne okrucieństwo i zbrodnie zdobywców Ameryki popełniane na Indianach.

To poczytaj jeszcze o okrucieństwach popełnianych przez Indianów na Indianach, Rusinów na Rusianach, Tatarach na Rusinach, Niemców na Słowianach itp. Powtarzam: ludzie zawsze mordowali się nawzajem, często z wyrafinowanym okrucieństwem. Pytaniem jest: czy dzięki religii, zwłaszcza chrzescijańskiej, zwłaszcza katolickiej mordowali sie mniej.

>Pytanie tylko jaką instytucję reprezentował Hudal? Był przecież biskupem KRK a podobno biskupi to następcy apostołów wybranych przez samego Chrystusa. W 1936 roku kiedy Hudal w swojej książce chwalił Hitlera ideologia hitlerowska nie była tajemnicą.

Ręce opadają (że zastosuję frazę używana przez Kolegę z góry jako argument; z tym że u mnie oprócz tej frazy są jeszcze prawdziwe argumenty). W 1936 jedynie jasnowidz mógł przewidzieć czym zakończy sie hitleryzm. Rządy III Rzeszy były dyktaturą jakich wiele w ówczesnej Europie, niewiele różniącą sie od np. Polski, w której był zamach stanu i kilkaset ofiar śmiertelnych, prześladowanie opozycji (z kilkoma morderstwami). Książka nie przynosi chwały ani biskupowi, ani jego zwierzchnikom ale co chcesz za jej pomocą udowodnić? Że kościół katolicki nie jest bezgrzeszny? Nie jest, sam to napisałem. A może to że wspierał hitleryzm albo odwrotnie? Tu już nie wróżę Ci powodzenia.

> A Twój argument, że " inni duchowni chronili podczas wojny Żydów " jest nieco dziwny bo ponoć misją KRK jest pomoc bliźnim.

Fajnie że wszystko zrozumiałeś Kombinuj dalej.

>Nie, nie zgodzę się z Tobą. Lepiej żeby nikt nie musiał ginąć. Życie każdego człowieka dobrej woli jest bezcenne. A jeśli już to morderców za to odpowiedzialnych należy bezwzględnie rozliczyć z tych zbrodni obojętne czy są ateistami, katolikami, muzułmanami, hinduistami, buddystami, podżegaczami do zbrodni czy bezpośrednimi ich wykonawcami.

Nie wiem czy robisz to świadomie ale posługujesz sie dość perfidnym chwytem "erystycznym". To co napisałeś sugeruje, że twierdziłem iż nie należy morderców rozliczać ze zbrodni.

> Odpowiedz sobie na swoje pytanie sam - porównaj sobie statystyki przestępczości występujące w krajach gdzie chrześcijaństwo jest w mniejszości i w krajach laickich takich jak Czechy, Estonia, Norwegia, Dania i Szwecja a Polską, Brazylią, USA.

Porównałem: w Sztokholmie popełnia się więcej morderstw niż w Warszawie (przynajmniej tak było w latach 90-tych), a w Czechach więcej niz w Polsce, w Tallinie 5 razy więcej niz np. w katolickim Dublinie ( 2 razy więcej niż w warszawie). Widzę, że nagle polubiłeś statystyki morderstw? A co powiesz na porównania Rzymu z Paryżem; a może porównanie liczby aborcji i eutanazji? Ale pomijajac te liczby, to postawieś niewłaściwe pytanie. Należałoby raczej zapytać ile popełniano by morderstw w USA czy Brazylii gdyby te kraje były laickie? Można zrobić takie porównanie dla Hiszpanii sprzed 30 lat i obecnej, laickiej.

Pozdrawiam

PS Nie odpowiedziałem wcześniej, bo forma tego forum jest dość awangardowa i Twój tekst przeoczyłem.
wojtek
>To właśnie napisałem. Nie wiem po co jeszcze drążyć ten temat.

Ok., postaram się prościej. Problem w tym, że nie rozróżniasz pojęć o czym świadczą Twoje słowa: "jeżeli ktoś zwalcza religię, to jest ateistą.". Zgodnie z definicja religię zwalcza ANTYTEIZM a nie ATEIZM. Każdy z wymienionych przez Ciebie zbrodniarzy: Stalin, Lenin, Pol Pot, Mao walczyli z religiami a więc zgodnie z definicją byli ANTYTEISTAMI( walczący z religią, niewierzący) a nie ATEISTAMI (niewierzący). ATEIZM jest pokojowo nastawiony względem religii więc Twoja teoria, że byli oni ateistami zostaje obalona.

>To poczytaj jeszcze o okrucieństwach popełnianych przez Indianów na Indianach(...)

Człowieku czy Ty zastanawiasz się o czym piszesz?! Gdzie ja niby powiedziałem, że nie było tak jak stwierdziłeś powyżej. To co napisałem było odpowiedzią na Twoje zdanie: "Nie tyle zabijać, co mordować niewinnych. Istotnie, czasami robili to (choć nie wiem skąd wiesz, że z upodobaniem)" Więc napisałem Ci skąd wiem, że robili to(mordowali niewinnych) z upodobaniem podając przykłady zapisków De Las Casasa i przykład zakonnika Filipowićia. Nie wymagaj ode mnie, żebym chcąc podać przykłady zbrodni katolików powoływał się na okrucieństwa popełniane przez Indian na Indianach i całą resztę przez Ciebie wymienioną.
Poza tym wymienione przeze mnie przykłady pokazują, że religia katolicka nie łagodzi morderczych zapędów.

>Ręce opadają (...)

Bardzo sobie pochlebiasz pisząc, że masz jakieś prawdziwe argumenty. Jasnowidz powiadasz był potrzebny .... Myślę, że aż takie zdolności były zbędne, wystarczyło przeczytać wydane w 1925 (1 tom) i 1926 (2 tom) " Mein Kampf " w którym Hitler zawarł całą swoją ideologię i propagandę nazistowską, które to po dojściu do władzy w 1933 roku skutecznie realizował. 20 marca 1933r powstał pierwszy obóz koncentracyjny w Dachau a jeszcze w tym samym roku powstawały kolejne w których umieszczano przeciwników politycznych Hitlera. To co działo sie wtedy w Polsce było niczym w porównaniu z tym co już wtedy robił Hitler. W 1936 w nazistowskich Niemczech odbyły się Igrzyska Olimpijskie. Odbyły się pomimo, protestów opinii publicznej i środowisk sportowych. Przed ich rozpoczęciem część krajów rozważała możliwość zbojkotowania imprezy i rozegrania konkurencyjnych zawodów w innym kraju. Rozumiem, że wszyscy protestujący byli wg Ciebie jasnowidzami? Nie chodzi o to jak hitleryzm się zakończył, chodzi o to czym był już w 1936r. Czy KRK wspierał hitleryzm i odwrotnie? Mnie wystarczy, że jego przedstawiciele pomagali uciekać zbrodniarzom wojennym i że Watykan popierał Niepodległe Państwo Chorwackie z jego faszystowsko katolickim poglavnikiem (podległym Hitlerowi) i duchownymi masakrującymi Serbów, Żydów i Cyganów. To wystarczająca plama na tej instytucji, więc zajmij się raczej wróżbami dotyczącymi czegoś innego.
Ja chciałbym tylko dowieść, że ani katolicy nie są tacy święci, ani ateiści tacy źli jak ich malujesz.

>Nie wiem czy robisz to świadomie ale posługujesz się (...)

A jaki wniosek mogę wyciągnąć jeżeli marginalizujesz zbrodnie dokonywane przez katolików słowami : "Nie rozśmieszaj mnie, chcesz ich porównywać z "moimi"? Przykładowo, podczas wojny domowej za Pinocheta zginęło ok. 3 tys. osób (...)" albo: "Istotnie, czasami robili to (...)" . Ja przynajmniej piszę, że KAŻDY kto dopuszcza się podobnych czynów ma z nich zostać odpowiednio rozliczony niezależnie tego kim jest. To co próbujesz robić, wedle mnie to nic innego jak powiedzieć: "Patrzcie jacy katolicy są świetni wymordowali tylko [tu wstaw jakąś liczbę] ludzi a wredni ateiści o [tu wstaw jakąś liczbę] ludzi więcej!" Nawet jeśli jest prawdą, że katolicy zamordowali mniej ludzi niż ateiści czy antyteiści to jest to raczej marny powód do dumy. Ludzie mordowaliby się mniej dopiero kiedy rodzice więcej uwagi przykładaliby do wpajania swoim dzieciom podstawowych zasad moralnych które wcale nie muszą być poparte żadną religią. Bo jak pokazują wskaźniki ilość zbrodni dokonywanych przez katolików ateistów czy antyteistów jest zbliżona.

>Porównałem: w Sztokholmie popełnia się więcej morderstw niż w Warszawie(...)

Ciekawym okrutnie skąd wytrzasnąłeś takie liczby! Ja przytoczę dane obecne na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości sporządzone przez Eurostat na temat przestępczości w krajach Unii Europejskiej, kandydujących do UE oraz państw EFTA. Jest to uśredniony wskaźnik morderstw za lata 2004-2006 przypadający na 100 000 tyś. mieszkańców: Warszawa - 2,14 ; Dublin 2, 40 ; Rzym 1,28( wymienione przez Ciebie stolice katolickie). Oslo 1.63 ; Kopenhaga 2, 07 ; Paryż 1,30 (stolice laickie). Jeśli chodzi o Szwecję przytoczę wypowiedz prof. Jerzego Sarneckiego, kryminologa z Uniwersytetu Sztokholmskiego: "W Szwecji, dziewięciomilionowym kraju, jest 56 więzień dla około 6 tys. osadzonych, na 100 tyś. mieszkańców przypada więc 60-70 więźniów. W Polsce ten wskaźnik jest kilkakrotnie wyższy, a w Rosji i Stanach Zjednoczonych dziesięciokrotnie. Warto wspomnieć, że w wielu stanach USA więziennictwo zajmuje najwyższą pozycję w budżecie. Tam od 25 lat dramatycznie wzrasta liczba więźniów, choć maleje przestępczość. W Szwecji przestępczość i liczba więźniów utrzymuje się na względnie stałym poziomie."
Jak widać wskaźniki morderstw utrzymują się na mniej więcej równym poziomie niezależnie czy kraj jest katolicki czy nie. Czy stawiam niewłaściwe pytanie? Otóż nie interesuje mnie gadanina co by było gdyby USA czy Brazylia były laickie. Rozmawiajmy o faktach a nie zajmujmy gdybaniem.

>Można zrobić takie porównanie dla Hiszpanii sprzed 30 lat i obecnej, laickiej

A może zrobić takie porównanie dla Hiszpanii z lat 1483-1498 za Wielkiego Inkwizytora i "prawego" katolika Thomasa de Torquemady i obecnej laickiej? Można zrobić takie porównanie również dla Hiszpanii za panowania katolickiego dyktatora gen. Franco a obecnej laickiej.

Pozdrawiam.
Jurek
>Człowieku czy Ty zastanawiasz się o czym piszesz?! Gdzie ja niby powiedziałem, że nie było tak jak stwierdziłeś powyżej.

Dlatego pytanie jest aktualne: po co drążyc ten temat? Antyteista jest ateistą (choć niekoniecznie odwrotnie).

> Myślę, że aż takie zdolności były zbędne, wystarczyło przeczytać wydane w 1925 (1 tom) i 1926 (2 tom) " Mein Kampf " w którym Hitler zawarł całą swoją ideologię i propagandę nazistowską

A przeczytałeś? Jeżeli nie, to nie uzywaj tych argumentów. Jeżeli tak, to podaj cytaty, w których Hitler pisał że należy mordować przeciwników politycznych, a nawet za samą narodowość.

> Przed ich rozpoczęciem część krajów rozważała możliwość zbojkotowania imprezy i rozegrania konkurencyjnych zawodów w innym kraju.

Czyli w końcu nie ocenili Niemiec tak źle, żeby rezygnować z udziału w olimpiadzie. Niektóre kraje gorzej oceniły Związek Sowiecki w 1980 r.

> Mnie wystarczy, że jego przedstawiciele pomagali uciekać zbrodniarzom wojennym

Zauważyłem, że wystarczy Ci niewiele. Przypominam jednak, że usiłujesz wykazać, że nazizm był ruchem chrześcijańskim. Tutaj masz tony dowodów, że tak nie było:
analizy.biz/marek1962/piusxii.htm

A tu pieśń Hitlerjugend, bardzo katolicka, nieprawdaż:

Żaden podły ksiądz nie wydrze z nas uczucia, że jesteśmy dziećmi Hitlera
Czcimy nie Chrystusa, lecz Horsta Wessela
Precz z kadzidłami i wodą święconą
Kościół nie rozumie, co jest naprawdę cenne
Ta swastyka przynosi zbawienie światu
Chce podążać za nią krok w krok


>A jaki wniosek mogę wyciągnąć jeżeli marginalizujesz zbrodnie dokonywane przez katolików

Nudzisz mnie, bo muszę powtarzać to co już pisałem. Wiem, że robisz to świadomie, bo wycinasz i zbywasz milczeniem mój podstawowy argument. Dlatego kończę niniejszym swój udział, nie licząc na wyniesienie jakichś korzyści z tej, pożal się Boże (lub pożal się ... co WY tu wstawiacie zamiast Boga?). A tym argumentem jest stwierdzenie poparte danymi, że wśród czołówki zbrodniarzy czasów nowożytnych nie było chrześcijan. Wniosek: bycie chrześcijaninem stanowi mocny, choć nie idealny, hamulec moralny.

> Bo jak pokazują wskaźniki ilość zbrodni dokonywanych przez katolików ateistów czy antyteistów jest zbliżona.

Ciekawe skąd bierzesz te wskaźniki. Bo chyba nie mówisz liczbach zabójstw w różnych krajach, tym bardziej że okazały sie nieprawdziwe. Ale nawet gdyby były prawdziwe, to takie porównanie nic nie dają, bo są dziesiątki innych czynników które mogą sie różnic między krajami. Chyba żeby wyizolowac wpływ wiary ale to nie jest łatwe.

>>Porównałem: w Sztokholmie popełnia się więcej morderstw niż w Warszawie(...)
>Ciekawym okrutnie skąd wytrzasnąłeś takie liczby! Ja przytoczę dane obecne na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości sporządzone przez Eurostat

Cwaniak z Ciebie: porównujesz Warszawę, Włochy czy Irlandię z krajami nordyckimi. Przytomnie nie upierasz sie juz przy Czechach i Estonii (to się wygłupiłeś). Przy okazji dla Paryża podzieliłeś liczbę zabójstw przez 3:

> Paryż 1,30 (stolice laickie)

A tu piszą, że 4,1 (na 100 tys.)

www.homeoffice.gov.uk/rds/pdfs2/hosb502.pdf

A na poczatku lat 90-tych rocznik UNDP (agenda ONZ) podawał, że w Sztokholmie liczba zabójstw jest znacznie wyższa niż w Warszawie.

>>Można zrobić takie porównanie dla Hiszpanii sprzed 30 lat i obecnej, laickiej
>A może zrobić takie porównanie dla Hiszpanii z lat 1483-1498 za Wielkiego Inkwizytora i "prawego" katolika Thomasa de Torquemady i obecnej laickiej?

Bardzo chetnie, tylko najpierw musiałbyś się trochę dokształcić, bo nie mam ochoty udzielać Ci korepetycji z podstaw historii. Na początek proponuję "Inkwizycję Hiszpańską" Henry'ego Kamena (profesora z Oxford University). Tylko jeżeli przeczytasz, to będziesz musiał poszukać sobie innych argumentów niż Inkwizycja (a właściwie inkwizycje, bo były różne).

Żegnam
26-05-2008 00:20 
 Ocena 5 na 5
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Szanowni dyskutanci, zabierający głos w kwestii antyreligijności Hitlera, Stalina czy Pol Pota, pozwalają sobie na kompletne, wprowadzające w błąd pomieszanie pojęć. Dowodzi to, niestety, słabej i nieprzemyślanej znajomości historii, braku umiejętności wyciągania z niej wniosków, a także nieklarownego trybu myślenia.

   Dyskusja, polegająca na wykłócaniu się o nieistotne szczegóły cudzych twierdzeń, odbiegające od meritum, zawsze wiedzie na manowce.

   Doszedłem do wniosku, iż winienem to, ze swej pozycji kibica, nieco wyprostować.

   Po pierwsze: Hitler. Był on zarazem antyreligijny i religijny. Jak wypadło z bieżącej potrzeby. Traktował religię wyłącznie instrumentalnie. Gdy było mu to potrzebne (odwołanie do historii), zawierał konkordaty (dwa!), kolegował się z nuncjuszami i biskupami, gdy zaś nie było mu to potrzebne (to znaczy, gdy kler próbował mu się - nie, nie przeciwstawić, to byłoby wbrew naturze kleru - lecz tylko wślizgnąć w system władzy), niszczył jego przedstawicieli bezwzględnie. Należy więc sądzić, iż religia osobiście dla Hitlera nie miała żadnego znaczenia, z pewnością nie był ani chrześcijaninem w sensie światopoglądu, ani poganinem w sensie wulgarnej moralności. Był człowiekiem władzy, której podporządkowywał wszystko. Z tej przyczyny starania, by określić Hitlera jako religijnego lub (czysty śmiech) ateistę - są po prostu niedorzeczne. Był człowiekiem pozbawionym wszelkiej moralności, z każdego punktu widzenia.

   Po drugie: Stalin. Określając jego osobowość, można w zasadzie powtórzyć wszystko to, co napisałem o Hitlerze, dodając jednak nieco inny stosunek do cerkwi prawosławnej, jako instancji społecznej. Rozumiem, że niewielu tu orientuje się, jaką rolę pełniła cerkiew w poprzednim, przedrewolucyjnym systemie władzy. Właśnie ta rola determinowała stosunek bolszewików do niej. Ale nie jest to prosta sprawa i nie chcę się tutaj w nią wgłębiać. Odsyłam do - historii oczywiście, której znajomość wielu dyskutantom bardzo by się przydała.

   Po trzecie: Pol Pot. W sprawach religii wschodnich nie jestem zbyt biegłym, wiem jednak, iż tworzą one raczej systemy światopoglądowe tyczące samego trybu życia i zachowań, zaś mniej teodycei w naszym rozumieniu. W tym sensie Pol Pot miał, jak się wydaje, mocniejsze "religijne" umocowanie swoich obłędnych antycywilizacyjnych zasad. Ale w sumie - i jemu leitmotivem była żądza władzy, wszystko inne - instrumentem do jej osiągnięcia i utrzymania.

   Po czwarte: jasność. Dla jasności właśnie należy w dyskusji podawać, o co chodzi, czyli: do czego się zmierza. Najlepiej na wstępie. Można wówczas zrozumieć i nie kłócić się bez sensu o napis na żołnierskim pasie, kleryka w Auschwitz, orędzia biskupów czy magazyn zboża w cerkwi.

   W ogóle, byłoby wskazane ustalić wpierw, przed otwarciem tego wątku (czy tych wątków) na serio, czym i kim jest ateista, agnostyk i racjonalista - jak się wydaje, pojęcia o tych pojęciach są tu nieco rozbieżne. I nie ma z czego się śmiać.
.
26-05-2008 18:55 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>[...] jasność. Dla jasności właśnie należy w dyskusji podawać, o co chodzi, czyli: do czego się zmierza. Najlepiej na wstępie. Można wówczas zrozumieć i nie kłócić się bez sensu o napis na żołnierskim pasie, kleryka w Auschwitz, orędzia biskupów czy magazyn zboża w cerkwi.

Na wstępie było jasno podane (przez Jurka), że interesuje go dlaczego i czy jest to przpadek, że najwięksi przestępcy w dziejach ludzkości byli ateistami. Treść jego postu nie pozostawiała złudzeń co do intencji autora.
Dlatego naturalnym odzewem była chęć wykazanie, że mordercy ci nie byli znowu takimi ateistami jak to się Jurkowi wydało, a zbrodniarzy Chrzescijan było naprawdę tłumy tak w historii najnowszej jak przed wiekami. Myślę, że Pan Tau, Wojtek i Andrzej 51 odwalili kawał dobrej roboty. Jeżeli nawet nie udało się im przekonać Jurka, to zapewne inni goście-katolicy tego forum przeczytają te teksty ze zrozumieniem i przyjmą do wiadomości, że ateizm nie prowadzi do zbrodni (to tak w skrócie). Czyli nasz cel został osiągnięty.
Dziwię się natomiast co Ty chciałeś osiągnąć swą wypowiedzią, czyżby ośmieszyć ludzi broniących naszego honoru?
Odnoszę wrażenie, że pisząc o "wprowadzającym w błąd pomieszaniu pojęć, słabej i nieprzemyślanej znajomości historii, braku umiejętności wyciągania z niej wniosków, a także nieklarownym trybie myślenia", nie bardzo wiedziałeś co piszesz. I po co. A sam "ton" Twej wypowidzi przypomniał mi sposób perorowania mego nauczyciela/wychowawcy klasy w szkole podstawowej do nas, kilkuletnich smarkaczy.
Nawisem mówiąc, przeczytałem wiele Twych wypowiedzi - zazwyczaj z uznaniem - ale ta ostatnia nie jest chyba najlepszą.

>   W ogóle, byłoby wskazane ustalić wpierw, przed otwarciem tego wątku (czy tych wątków) na serio, czym i kim jest ateista, agnostyk i racjonalista - jak się wydaje, pojęcia o tych pojęciach są tu nieco rozbieżne. I nie ma z czego się śmiać.

Proszę bardzo, zrób nam mały wykład (poważnie). Znając Ciebie, jestem pewien, że zrobisz to w sposób przystępny, zrozumiały, jednym słowem dobry. Przyznaję, że moja definicja racjonalisty/ateisty nie jest oparta na naukowych opracowaniach, wynika raczej z moich wyobrażeń o racjonalizmie, których podstawą są z kolei wypowiedzi madrych ludzi na tym forum (jak chociażby Less).
Dobrze by było aby Twoja wypowiedż była również jasną i zamykającą gębę różnego radzaju katolickim przekrętom i złośliwcom próbującym stawiać nas w jednym szeregu z Hitlerem i jego ferajną.

Pozdrawiam.
26-05-2008 23:43 
 Ocena 2 na 2
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Czesiu.
   Dopuściłeś się pewnej niedbałości w rozumieniu intencji moich uwag, które to intencje zostały dla jasności we wstępie wyłożone...

   Odniosłem się bowiem nie do tematu wątku i (jak słusznie zauważasz) absurdalnej tezy jego autora, w ogóle nie wartej dyskusji - lecz do późniejszych sporów tyczących antyreligijności, ewentualnie ateizmu dyktatorów XX wieku. Spory te zogniskowały się na tematach zastępczych, czyli na "objawach", jakie można wysnuć z postępków lub życiorysów tych osobników. Zabrałem głos, gdyż zarówno podstawy owych "objawów", jak i wnioski wyciągane z rozmaitych zdarzeń ubocznych - dowodziły tego, co chyba jasno właśnie określiłem, w odniesieniu tak do dyskutantów, jak meritum dyskusji.

>...Pan Tau, Wojtek i Andrzej 51 odwalili kawał dobrej roboty.

   Robota była może i świetna, lecz chyba nie na temat. Podkreślam: ani napis na klamrach pasów, ani księża w Auschwitz, ani magazyny w cerkwiach, ani burzenie starożytnych świątyń (Pol Pot) - nie stanowią o stosunku dyktatorów do religii. Wszelkie, nawet najbardziej błyskotliwe i racjonalne wywody muszą być, przy takim założeniu, nie na temat.

>...zrób nam mały wykład...Dobrze by było aby Twoja wypowiedź była również jasną i zamykającą gębę różnego rodzaju katolickim przekrętom i złośliwcom próbującym stawiać nas w jednym szeregu z Hitlerem i jego ferajną.

   To daremna sprawa, Czesiu, niestety. Ci niechcący niczego pojmować złośliwcy to rasa rodząca się na kamieniu. Widzisz, oni potrzebują określonej karmy, by żyć. Nasza, racjonalna karma mogłaby nie tylko doprowadzić do rozstroju ich system trawienny (intelektualny), mogłaby ich nawet zabić. Tak więc pogódź się z ich istnieniem, reaguj tylko wtedy, gdy następują ci na buty. Ale reaguj zdecydowanie, łokciem w żebro co najmniej. Oni to szanują. Naprawdę.

   Ostatnia uwaga stanowi bardzo gorzki pendant do tak zwanej demokracji oraz tolerancji, której często ani ci złośliwcy religijni, ani my sami, niestety, nie rozumiemy właściwie do końca...
.
27-05-2008 22:23 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
Witaj Zbysław (czy to piękne, słowiańskie imię zdrabnia się jako Zbysiu?),

Z pełnym szacunkiem dla Ciebie i twego doświadczenia na tym forum (1792 posty!), a ponadto będąc onieśmielony poparciem udzielanym Ci przez innych forumowiczów (odnoszę wrażenie, że "okładają" Cię plusami nawet za samo pojawienie się na stronie), nadal uważam, że znacznie przesadziłeś z krytyką naszych dyskutantów w tym wątku.
Szczgólnie nieuprawnione są twoje słowa o "słabej i nieprzemyślanej znajomości historii, braku umiejętnośći wyciągania z niej wniosków, a także nieklarownego trybu myślenia".

Po pierwsze; nasi reprezentanci w tej dyskusji, a to Pan Tau, Wojtek (który nawet nie jest ateistą!) i Andrzej.51 (ja wycofałem się z dyskusji już na początku) wykazali się znajomością faktów fistorycznych czy różnorodnych danych statystycznych i umiejętnością wyciągania z nich logicznych wniosków, a także klarownym trybem myślenia.
I tego im nikt nie odbierze, nawet ikona tego forum Z.Ś.!

Nawiasem mówiąc, wykład Andrzeja.51 na temat Hitlera jest znacznie bardziej przekonywujący i układający się w ładną, logiczną całość niż twoja notatka na ten temat.
A wypowiedzi Pan-Tau-a o religiach i religijności zbrodniarzy ?!
A wiedza historyczna (chiażby w temacie inkwiztcji hiszpanskiej) Wojtka i umiejętność prezentowania różny danych statystycznych?!
To było dobre, ciekawe, pouczające.

Po drugie; stwierdzasz, że wykłócanie się o szczegóły cudzych twierdzeń, odbiegające od meritum, zawsze wiedzie na manowce. Pewnie masz rację. Ale tak dyskutujesz, jakie - w danych warunkach - masz możliwości. Każda ze stron przytacza argumenty (czasami pseudo argumenty) na poparcie swych racji. A dyskutant strony przeciwnej musi (nie chcąc oddać wolkowerem) próbować te argument obalić lub w uzasadniony sposób odrzucić. A że w powyższym wątku, Jurek-katolik migał się od meritum, a koncentrował się na tematach pobocznych (ostatecznie, również ciekawych), to i dyskusja była jaka była. Nie była to dyskusja niezwiązana z tematem, a w każdym razie nie "wiodła na manowce".
Taka jest moja opinia, szeregowego ateisty, człowieka z ulicy jak mawiają Anglicy. I takich ludzi jest zapewne większość.
Ty reprezentujesz zapewne niewielką grupę ponadprzeciętnych ludzi to i masz odmienne zdanie w omawianym temacie, twoje prawo.

Ja jako młody (stażem) forumowicz już kilkakrotnie spotkałem się z różnymi trollami, przekrętami i złośliwcami katolickimi. Zawsze próbowałem zniechęcić ich do wypowiadania się przeciwko racjonalistom/ateistom.
Ale moje możliwośći w tej materii są skromne. Jestem inżynierem mechanikiem. Ateistą "z urodzenia". Pokolenie tuż powojenne. W młodości miałem tylko czas na obowiązkową naukę i dorabianie do marnej renty po ojcu. Zabrakło czasu na nadprogramowe studiowanie historii, filozofii czy religioznawstwa. Teraz też nie lepiej, ciężka praca, gazeta i spać.
A wiem, że na tym forum jest wielu wspaniałych ludzi, którzy potrafią występować w obronie naszego honoru.
Dlatego wolałbym być kibicem naszej drużyny na forum, a obronę naszego dobrego imienia i walenie "łokciem pod żebro" zostawić lepszym od siebie.
Pan Tau-owi, Andrzejowi51 i Wojtkowi przesyłam (zasłużone wg. mnie) .

Czy następnym razem możemy liczyć rówież na Ciebie?















27-05-2008 23:19 
 Ocena 3 na 3
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Witaj Zbysław (czy to piękne, słowiańskie imię zdrabnia się jako Zbysiu?)

   Jasne, że tak się właśnie "zdrabnia". Bo Zbigniew, będący zupełnie innym imieniem, od innego źródła się wywodzącym, Zbysławowi "ukradł" Zbyszka i Zbysia. Ale to z innej bajki, witaj więc, Czesiu.

>...(odnoszę wrażenie, że "okładają" Cię plusami nawet za samo pojawienie się na stronie)...

   Coś w tym jest, choć są i tacy, którzy nie boją się okładać mnie minusami.

>... nadal uważam, że znacznie przesadziłeś z krytyką naszych dyskutantów w tym wątku.

   Cóż, zgadzam się z twoją oceną Pana Tau (może Pan Tau`a?), Wojtka i Andrzeja 51, jednakże wady im zarzucone (i nie tylko im) dotyczyły faktu, że wypowiadali się według mnie, nie na temat. Niczego nie zamierzam im odbierać, więcej: uznaję ich wywody za wzorcowe, choć w całkiem innej kwestii.

>Szczególnie nieuprawnione są twoje słowa o "słabej i nieprzemyślanej znajomości historii, braku umiejętności wyciągania z niej wniosków, a także nieklarownego trybu myślenia".

   Argumenty, które przytaczasz tu w uzasadnieniu, nie do końca są właściwe, ale też nie jestem w stanie z kilku powodów konkretnie im się sprzeciwić. To drobiazg, ale za godzinę wyjeżdżam na spotkania autorskie w stolicy, brak mi więc po prostu czasu. Myślę, iż pogodzimy się, zwłaszcza wobec zbliżonych opinii. Publicznie więc i pokornie przepraszam wymienione osoby za zbyt ostry osąd ich wypowiedzi.

>Pan Tau-owi, Andrzejowi51 i Wojtkowi przesyłam (zasłużone wg. mnie) .

   Mimo, iż nie cierpię obrazków, dołączam

>Czy następnym razem możemy liczyć również na Ciebie?

   W pewnej mierze, gdyż raczej występuję w roli kibica.
.
28-05-2008 00:22 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
Piękne słowa. A te są podobno odzwierciedleniem pięknego umysłu.
Zbysiu, pozdrawiam Cię serdecznie.
26-05-2008 23:05 
 Ocena 2 na 2
keymak (3379 punktów)
Bardzo ładnie, ale:
>ani poganinem w sensie wulgarnej moralności.
Takie zdania utrwalają jedynie stereotypowy pejoratywny wydźwięk terminu poganin.
Myślę że warto unikać takich uproszczeń i choć de-facto w tym konkretnym wypadku możliwe że źle interpretuje to zdanie, ale myślę że warto być dokładniejszym

Dla jasności nie jestem poganinem, ale znam poglądy wielu pogan i nie wyglądają na nihilistów, czy na jakichś barbarzyńców.

Nawet czytając pierwsze zdanie na wikipedii na ten temat od razu wiadomo o co chodzi.
Pogaństwo (łac. pagus - "wioska") - określenie (często o wydźwięku negatywnym), zazwyczaj używane przez wyznawców religii monoteistycznych: chrześcijaństwa, judaizmu i islamu w stosunku do wyznawców innych religii, głównie politeistycznych i animalistycznych.[1]


Pozdrawiam
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>>ani poganinem w sensie wulgarnej moralności.
>Takie zdania utrwalają jedynie stereotypowy pejoratywny wydźwięk terminu poganin.
>Myślę że warto unikać takich uproszczeń...

   Generalnie - zgoda, jednak zważ, dlaczego użyłem tego sformułowania właśnie w takim znaczeniu.
.
27-05-2008 21:25 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
No może faktycznie niekiedy za dużo widzę między wierszami.

Pozdrawiam
wojtek
Widzę, że nieco się zdenerwowałeś ale spokojnie to się zdarza kiedy próbuje się rozmawiać a nie wie się o czym. Nie jesteś w stanie udowodnić kompletnie NIC bo też nie masz ŻADNYCH argumentów i pozostaje Ci tylko kogoś obrazić ale przynajmniej w tym jednym jesteś dobry. Wyjaśnijmy wiec wszystko po kolei.

>Dlatego pytanie jest aktualne (...)

Doskonale wiesz, że popełniłeś błąd w tym zdaniu: "jeżeli ktoś zwalcza religię, to jest ateistą." To zdanie konsekwentnie zresztą wycinasz i w ogóle się do niego nie odnosisz bo udowodniłem Ci, że jest nieprawdziwe, tak jak Twoje twierdzenie, że Lenin, Stalin, Mao i Pol Pot byli ateistami. Ale od kogoś Twojego pokroju trudno wymagać aby przyznał rację rozmówcy.

>A przeczytałeś? Jeżeli nie, to nie uzywaj tych argumentów.

Mein Kampf znam na tyle dobrze, żeby wiedzieć co zawiera - zbrodniczą ideologię. Jeśli nie rozumiałeś tego co ja do Ciebie pisze to cytatów z Mein Kampf nie zrozumiałbyś tym bardziej.

>Czyli w końcu nie ocenili Niemiec tak źle, żeby rezygnować z udziału w olimpiadzie

Jeśli chodzi o Związek Radziecki to sytuacja dotyczyła przede wszystkim agresji Rosjan na Afganistan więc sytuacja była różna od tego co miało miejsce w Niemczech (znowu mieszają Ci się pojęcia, nie pierwszy to raz). Moja wzmianka o Olimpiadzie była tylko jednym z wielu argumentów, że świat zdawał sobie sprawę z tego co niesie ze sobą nazizm. Podałem Ci też jako argument przykład istnienia obozów koncentracyjnych - do czego w ogóle się nie ustosunkowałeś. Może Twoja "obszerna" wiedza historyczna nie uwzględnia ich istnienia( bo jak sam twierdzisz trzeba było jasnowidzów) a może według Twojego "tęgiego" rozeznania były to sanatoria założone przez krasnoludki?
Wobec powyższych faktów biskup Hudal jeśli tylko potrafił czytać,pisać i myśleć to doskonale wiedział kogo popiera.

>Zauważyłem, że wystarczy Ci niewiele. Przypominam jednak, że usiłujesz wykazać, że nazizm był ruchem chrześcijańskim(...)

Prawdziwy z Ciebie bystrzacha !! Wskaż mi zdanie w którym mówię, że nazizm to ruch chrześcijański. Napisałem tylko, ze Pius XII popierał zbrodnicza działalność Pavelićia i Niepodległe Państwo Chorwackie a urzędnicy watykańscy w osobie Hudala i Draganovicia pomagali nazistowskim zbrodniarzom. Więc zamiast przytaczać mi "tony dowodów" na to, że nazizm nie miał nic wspólnego z chrześcijaństwem odpowiedz mi wreszcie na pytanie którego cały czas unikałeś: Dlaczego Kościół milczał w sprawie Chorwacji skoro tak potępiał nazizm ? W swoim cwaniaczeniu ani razu nie poruszyłeś tego tematu tak samo jak tematu konkwistadorów mordujących Indian (który to przykład przytaczałem z zapisków De Las Casasa). Zabrakło Ci nagle Twojej "wielkiej" wiedzy historycznej i spłyciłeś temat pisząc abym poczytał sobie na temat mordów dokonywanych przez Indian na Indianach itp. A może zechcesz utrzymywać, że podczas pierwszej Wojny Światowej(poczytaj sobie o zbrodniach w niej dokonywanych) nie walczyły miedzy sobą kraje chrześcijańskie a Indianie z Indianami?

>Nudzisz mnie, bo muszę powtarzać to co już pisałem (...)

W Twoim subiektywnym odczuciu teoria iż, bycie chrześcijaninem stanowi mocny, choć nie idealny, hamulec moralny (zważywszy na argumenty jakich używasz) jest być może uzasadniona - w rzeczywistości jest tak dziurawa jak Twoja wiedza o krwawej historii chrześcijaństwa - nie wypływaj z nią na głębsze wody bo utoniesz.

>Dlatego kończę niniejszym swój udział, nie licząc na wyniesienie jakichś korzyści z tej, pożal się Boże

Reprezentując sobą taki poziom jaki pokazałeś, nic dziwnego, że niczego nie wyniesiesz.

>Ciekawe skąd bierzesz te wskaźniki.(...)

Dane brałem stąd : epp.eurost(*)-08-019/EN/KS-SF-08-019-EN.PDF . Skoro twierdzisz, że te dane są fałszywe to zwróć się ze swoimi uwagami do Ministerstwa Sprawiedliwości. Piszesz, że ze mnie cwaniak i, że się wygłupiłem to co w takim razie napisać o Tobie jeśli przytaczasz mi jakieś marne dane z roku 2000 i powołujesz się na rok 1990. Moje dane są z lat 2004 - 2006 więc kto tu się wygłupił? Niczego dla Paryża nie dzieliłem to Ty posługujesz się przestarzałymi wskaźnikami. Zarzucasz mi, że nie ustosunkowałem się do Czech i Estonii ale sam robisz to samo w przypadku Brazylii i USA bo doskonale wiesz , że w tych chrześcijańskich krajach przestępczość jest o wiele większa niż we wszystkich laickich krajach jakie wymieniłem.

>Bardzo chetnie, tylko najpierw musiałbyś się trochę dokształcić(...)

"Inkwizycję Hiszpańską " Henry'ego Kamena znam, podobnie jak m.in. książkę Josepha Pereza "The Spanish Inquisition: A History ". Znam też prace amerykańskiego historyka Henry'ego Charles'a Lea. I jakoś dziwnie nie muszę sobie szukać innych argumentów niż Inkwizycja. Więc nie chojrakuj aż tak bardzo bo przeczytanie jednej książki na temat Inkwizycji może uczynić Cię mądrym jedynie w swoim własnym mniemaniu(a nie wątpię, że w Twoim wypadku to mniemanie o sobie jest wspaniałe). Dokładnie tak samo jest w przypadku tych marnych statystyk nt. przestępczości które przytoczyłeś i myślałeś, że jeżeli to Ty je przytoczyłeś to muszą być jedyne i nieomylne.
Jeśli chodzi o korepetycje to możesz ich udzielać jedynie w zakresie szowinizmu i arogancji bo do udzielania korepetycji z historii potrzebna jest wiedza a poza wiedzą trzeba też sobą coś reprezentować.

Przytoczyłeś mi kiedyś motto obecne na stronie Racjonalisty i to co z niego wydedukowałeś Kiedy zaczynałem z Tobą rozmawiać miałem Cię za kulturalnego, rozsądnego dyskutanta. Teraz wiem, że to co odczytałeś z tego motta pasuje do Ciebie jak ulał.

Bywaj zdrów.
czes (4083 punktów)
Witaj Wojtek,
ode mnie:
Jedynym moim zmartwieniem jest, że nie mogę osobiście uścisnąć Ci ręki i podziękować za Twe wyśmienite i pełne pasji wystąpienia w obronie honoru ateistów (chociaż sam ateistą nie jesteś).

Serdecznie Cię pozdrawiam.

PS. Ja też myślałem początkowo, że Jurek jest fajniejszy, rozsądny facet. Okazało się, że interesuje go tylko poniżenie ludzi o innym światopoglądzie. Ale spotykałem już gorszych na tym forum.
wojtek
Witaj Czesiu.

Dziękuje bardzo za ponowne słowa aprobaty dla tego co pisałem Bardzo chętnie odwzajemniłbym uścisk Twej prawicy ale niestety dzieli nas trochę zbyt duża ilość kilometrów ...

Strasznie mnie denerwują takie mędrki pokroju Jurka które rozpoczynają dyskusje tylko po to, żeby wsadzić przysłowiowy kij w mrowisko. Tego człowieka tak naprawdę nie obchodzi cierpienie ludzi którzy ginęli za sprawą tych wszystkich których wymienił. Dla niego Ci wymordowani ludzie to tylko instrumenty którymi starał sie posłużyć aby na siłę udowodnić swoją (nie)mądrą teoryjkę, że ateiści to największe zło tego świata. Dla mnie to jakaś chora obsesja.
Nie mam nic przeciwko dyskusjom z ludźmi o innym światopoglądzie, co więcej myślę, że takie rozmowy są bardzo potrzebne aby fora(nie chodzi tu tylko o forum Racjonalisty) nie zamieniły się w kółka wzajemnej adoracji. Ale tylko pod warunkiem, że te rozmowy przeprowadzane są w przyjaznej atmosferze i kulturalnie. Inaczej powodują tylko zaognienie sytuacji i jeszcze większą niechęć do siebie obu stron a chyba nie o to powinno chodzić.

Pozdrawiam serdecznie.
29-05-2008 23:26 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
Witaj Wojtek,

>Strasznie mnie denerwują takie mędrki pokroju Jurka które rozpoczynają dyskusje tylko po to, żeby wsadzić przysłowiowy kij w mrowisko. [...]

Nie denerwuj się. Jurek i tak prezentuje "miękki" trolling i po wypiciu jednego piwa zapomnisz o nim.
Aby zapomnieć o takim np. "wolfiusie", musiałem wypić sześć. O następnym "tuptusiu", zapomniałem już po drugim.
Trzeba się uodpornić na takich ludzi bo można wpaść w alkoholizm .

Serdecznie pozdrawiam.
29-05-2008 23:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witaj.

>Aby zapomnieć o takim np. "wolfiusie", musiałem wypić sześć. O następnym "tuptusiu", zapomniałem już po drugim.
>Trzeba się uodpornić na takich ludzi bo można wpaść w alkoholizm .

Ja z wolfiusem nigdy nie dyskutowałem. Na szczęście. Wystarczyło mi przeczytanie kilku jego wypowiedzi, a i tak po ich przeczytaniu popadłem w depresję i przez dwa dni się narkotyzowałem.
Teraz już jest lepiej. Rzuciłem narkotyki i próbuję odnaleźć równowagę psychiczną.

Serdecznie Cię pozdrawiam.
czes (4083 punktów)
Witaj Andrzej,

>Ja z wolfiusem nigdy nie dyskutowałem. Na szczęście.
To nawet trudno nazwać dyskusją. Dobrze, że się nie właczyłeś, byłoby to tylko stratą czasu dla Ciebie.
A ja dałem się sprowokować i wysłałem mu kilka "prezydenckich" epitetów (jak Wałęsa Kaczyńskiemu) ale nie jestem sobą zachwycony. Lepiej ignorować trolla.

> Wystarczyło mi przeczytanie kilku jego wypowiedzi, a i tak po ich przeczytaniu popadłem w depresję ...
Andrzej, nie rób tego więcej. Proszę. Jeszcze tego brakowało aby jakiś złośliwy troll rozwalał nasz zespół. Kto będzie dyskutował z Teresą? Mam nadzieję, że nadal będziesz naszym reprezentantem. Co?!
Odnośnie Twej dyskusji z Teresą; kibicowałem Ci zawzięcie aż do momentu kiedy to przestałem rozumieć o czym mówicie. Strsznie uczone ludzie jesteście!

Serdecznie Cię pozdrawiam.
31-05-2008 21:23 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Witaj Czes.

>A ja dałem się sprowokować i wysłałem mu kilka "prezydenckich" epitetów (jak Wałęsa Kaczyńskiemu) ale nie jestem sobą zachwycony. Lepiej ignorować trolla.

Skoro wolno prezydentowi, to wolno i Tobie. Internetowy Trolling uważany jest teraz za zachowanie patologiczne i chuligańskie (pl.wikipedia.org/wiki/Trolling), może zatem te kilka przesłanych jej epitetów to trochę za mało. Ale być może lepiej trolla ignorować.

>Kto będzie dyskutował z Teresą? Mam nadzieję, że nadal będziesz naszym reprezentantem. Co?!

Dyskusję z Teresą oczywiście prowadzę. Ostatnia moja wypowiedź z dnia 28 maja, skierowana oczywiście do Teresy, składała się aż z trzynastu całkiem obszernych postów. Czekam na jej odpowiedź.
Miło mi, że śledzisz moją z nią dyskusję, a swoimi wypowiedziami solidnie mnie dopingujesz. Dziękuję Ci za to.

Serdecznie Cię pozdrawiam.
31-05-2008 23:46 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
Witaj Andrzej,

>Skoro wolno prezydentowi, to wolno i Tobie.
Niestety, moderator powiedział, że w tej materii "Pan Prezydent" nie może stanowić wzoru do naśladowania i jeszcze wlepił mi ostrzeżenie.

>Internetowy Trolling uważany jest teraz za zachowanie patologiczne i chuligańskie (pl.wikipedia.org/wiki/Trolling), może zatem te kilka przesłanych jej epitetów to trochę za mało. Ale być może lepiej trolla ignorować.
Chyba lepiej ignorować. Troll to kreatura omalże nieśmiertelna, jak wampir. I tak jak wampira można uśmiercić tylko osinowym kołkiem, trolla moża wykończyć tylko głodem. Czyli "nie karmić trolla!".
Niezależnie od tego, zauważyłem że zwykle troll nie rejestruje się na forum, działa z doskoku, namiesza i ulatnia się.
Chyba byłoby celowe wprowadzenie obowiązku rejestracji dla każdego potencjalnego użytkownika forum. Myślę, że dałoby to jakieś pozytywne efekty.

Jest jeszcze jedna myśl,nie dająca mi spokoju. Czy misjonrka Teresa (prowadząca swą działalność misyjną wśród ateistów) kiedykolwiek rozmawiała ze swymi braćmi w wierze katolikami - trollami? Czy kiedykolwiek przyszło jej na myśl, że część katolików potrzebuje jej bardziej niż my? Rozumiem, że Teresa chętnie prezentuje swą wiedzę z zakresu religii katolickiej ale co z tego praktycznie wynika? Tylko bicie piany? Wolałbym aby pokazała co w praktyce robi ze swą wiedzą na tym forum. Uciszenie jednego trolla-katolika dałoby jej więcej chwały niż wielogodzinne dyskusje z ateistami.

Serdecznie Cię pozdrawiam.







01-06-2008 21:03 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witaj Czes.

>Niestety, moderator powiedział, że w tej materii "Pan Prezydent" nie może stanowić wzoru do naśladowania i jeszcze wlepił mi ostrzeżenie.

Co zrobić. Moderator swoje prawa ma. Mimo to zgadzam się z nim, że "Pan Prezydent" nie może stanowić wzoru do naśladowania.

>Chyba lepiej ignorować. Troll to kreatura omalże nieśmiertelna, jak wampir. I tak jak wampira można uśmiercić tylko osinowym kołkiem, trolla można wykończyć tylko głodem. Czyli "nie karmić trolla!".

Niewątpliwie podejmowanie dyskusji z Trollem jest dla niego smacznym kąskiem. Jego treść dyskusji od strony merytorycznej za bardzo chyba nie interesuje. On celowo wszczyna na forum niemal kłótnie tylko po to, by zdenerwować tych, którzy podejmą z nim dyskusję. Jego to bawi. On wstrętny wyjątkowo jest!!!. Chyba nie warto na jego zaczepki reagować. Nie karmić go. Bo śmierć głodowa do przyjemnych nie należy. Ale chwilami nerwy zawodzą i nie sposób przemilczeć tego, co Troll pisze. Z reguły Trolle umierają w trakcie dyskusji. Troll wolfius przecież poległ, Jurek też w końcu skapitulował. Im impetu starcza tylko na początek dyskusji, lecz ponieważ argumenty mają albo nietrafne, albo mocno naciągane, więc prędzej czy później ustępują pola. Jak widać na nich też jakiś kołek osinowy można znaleźć.

>Niezależnie od tego, zauważyłem że zwykle troll nie rejestruje się na forum, działa z doskoku, namiesza i ulatnia się.
>Chyba byłoby celowe wprowadzenie obowiązku rejestracji dla każdego potencjalnego użytkownika forum. Myślę, że dałoby to jakieś pozytywne efekty.

Zapewne warto, by ktoś taką decyzję podjął. Bez rejestracji nie ma udziału w dyskusji. Być może przyniosłoby to pożądany efekt.

>Rozumiem, że Teresa chętnie prezentuje swą wiedzę z zakresu religii katolickiej ale co z tego praktycznie wynika? Tylko bicie piany? Wolałbym aby pokazała co w praktyce robi ze swą wiedzą na tym forum. Uciszenie jednego trolla-katolika dałoby jej więcej chwały niż wielogodzinne dyskusje z ateistami.

Taką działalność można zauważyć np. w wątku "Do braci ateistów" (dział "Kościół i antyklerykalizm") Założycielka wątku, p. Beatus, posiadająca raczej łagodne misjonarskie zacięcie, wytonowała ostre zapędy dwoje Trolli. Rzecz godna pochwały. Jedna jaskółka jednak wiosny nie czyni.

Na odpowiedź Teresy nadal czekam. Ma jednak mad czym myśleć. Moja ostatnia wypowiedź była bowiem dość obszerna.
Serdecznie pozdrawiam.
czes (4083 punktów)
Witaj Andrzej,

>Na odpowiedź Teresy nadal czekam. Ma jednak mad czym myśleć. Moja ostatnia wypowiedź była bowiem dość obszerna.
O tak! Dość obszerna! Czytanie rozłożyłem na dwa dni, a i tak mnie żona objechała, że powinienem się zająć poważniejszymi rzeczami, np. umyć naczynia czy "też partycypować w życiu rodzinnym" (to zapewne znaczy, że powinienem razem z nią oglądać seriale telewizyjne).
Nie mam wiedzy o biblii ale piszesz tak przekonywująco, tak jasno i prosto formułujesz swe wywody, że przy pewnej koncentracji uwagi jestem w stanie zrozumieć czego dowodzisz i jeszcze przyznać Ci rację.
Ciekaw jestem co teraz Teresa napisze (i po co).

Pozostaję pełen podziwu dla twej wiedzy i umiejętności jej prezentacji.
Serdecznie Cię pozdrawiam.
02-06-2008 21:57 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Witaj Czes.

>O tak! Dość obszerna! Czytanie rozłożyłem na dwa dni, [...]
Współczuję Ci, że zmusiłeś się do czytania moich wypowiedzi. Mam nadzieję, że dzielnie wytrwałeś do końca.

>[...] a i tak mnie żona objechała, że powinienem się zająć poważniejszymi rzeczami, np. umyć naczynia czy "też partycypować w życiu rodzinnym" (to zapewne znaczy, że powinienem razem z nią oglądać seriale telewizyjne).

Z seriali telewizyjnych najbardziej lobię programy sportowe. Szykują sie dwa pokaźne seriale: mistrzostwa Europy w piłce nożnej i Olimpiada. Na szczęście mam dwa telewizory. Wojny w domu uniknę.

>Nie mam wiedzy o biblii ale piszesz tak przekonywująco, tak jasno i prosto formułujesz swe wywody, że przy pewnej koncentracji uwagi jestem w stanie zrozumieć czego dowodzisz i jeszcze przyznać Ci rację.

Zanadto mnie chwalisz, raczej na to nie zasługuję. Tym bardziej dziękuję.

>Ciekaw jestem co teraz Teresa napisze (i po co).
Też jestem niecierpliwy. Może przygotuje jakieś ciekawe argumenty. Będę miał nad czym myśleć.

Pozdrawiam Cię.
czes (4083 punktów)
Witaj Andrzej,

>Współczuję Ci, że zmusiłeś się do czytania moich wypowiedzi.
Czytałem z przyjemnością. A że temat mi nieznany, to musiałem się trochę skoncentrować. Równocześnie, analizowałem odpowiedzi Teresy, ponoć osoby wielce uczonej i znającej wszelkie dokumenta. Jako kibic, odnoszę wrażenie, że jesteście ludżmi z dwóch różnych światów i mimo Twej olbrzymiej przewagi, nigdy nie usłyszysz "masz rację". Po prostu, nie można przekonać tego typu ludzi. Ona wierzy, że ma rację!
Myślisz, że Teresa przygotuje jakieś ciekawe argumenty i będziesz miał o czym myśleć. Że będziesz miał o czym myśleć, to jestem przekonany!

> Na szczęście mam dwa telewizory.
Ja też mam dwa ale sytuacji to nie rozwiązuje. Moja żona oczekuje ode mnie "partycypacji w życiu rodzinnym", tzn. oczekuje, że będę oglądał telewizję razem z nią, te wszystkie tańce z gwiazdami, rozbitkowie na wyspie, jakichś kawalerów o których względy zabiega 25 kobiet (a czasami odwrotnie) itp. Ciekaw jestem czy ona będzie chciała oglądać ze mną piłkę nożną?! A jeszcze będę musiał stoczyć walkę z synem o dostęp do tego drugiego telewizora, smarkacz ma 11 lat i nałogowo ogląda jakieś rysunkowe filmy fantastyczne.

Pozdrawiam Cię serdecznie.
wojtek
Witaj Czesiu.

Ja się jakoś specjalnie nie denerwuje takimi trollami, do momentu w którym sam nie włączę się do dyskusji z nimi, bo później to różnie już bywa.
Wolfiusa pamiętam. Ten to był faktycznie nawiedzony zdrowo (chyba najbardziej ze wszystkich których teksty czytałem). Próbę rzeczowej dyskusji podjął z nim o ile się nie mylę Pan Tau i bardzo mi zaimponował tym, że do końca pozostał kulturalny wobec wolfiusa rzucającego obelgami na prawo i lewo. Ja również napisałem do wolfiusa, w odpowiedzi na jego rewelacje ale spóźniłem się trochę i ten zdążył się już ulotnić z forum. Może to nawet i lepiej, że nie nawiązałem z nim dyskusji bo rozmowa (jeśli można w ogóle nazwać to rozmową) z kimś takim jest kompletnie pozbawiona sensu. Masz całkowitą rację pisząc, że trzeba się uodpornić na takie osoby i najlepiej im nie odpisywać. Tylko czasem trudno się powstrzymać, żeby nie odpisać ...

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
03-06-2008 00:40 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
Witaj Wojtek,

>Masz całkowitą rację pisząc, że trzeba się uodpornić na takie osoby i najlepiej im nie odpisywać. Tylko czasem trudno się powstrzymać, żeby nie odpisać ...
Nie tylko trudno się powstrzymać "żeby nie odpisać" ale jeszcze trudniej zachować spkój jak Pan Tau. Tyle, że on ma wielokrotnie większe doświadczenie i chyba stalowe nerwy.

Dwa czy trzy tygodnie temu spotkałem gdzieś na forum innego trolla "tuptusia", który to bezpodstawnie i bezczelnie znieważył dyskutantów-ateistów (rozbawionych szczególnie durną wypowiedzią jakiegoś katolika). Ten to "tuptuś" pocieszał wyśmianego katolika słowami; nie przejmuj się nimi (czy coś koło tego), to tylko "inteligentni idioci". Pomyślałem, że nie oddam walkowerem i ewentualnie mogę się powymieniać tego typu "argumentami" aby cham wiedział, że racjonaliści nie muszą być święci i też potrafią ... Na następny potok wyzwisk i agresywnych wypowiedzi starałem się odpowiadać spokojnie, wykazać jego głupotę i śmieszność. Wtedy włączył się moderator ze słuszną uwagą, że tego typu duskusje zaśmiecają forum i nie mają sensu (karmienie trolla). A na koniec zamknął wątek.
Na pewno miał rację ale ... Czy to znaczy, że każdy drań (katolik) któremu zechce się naubliżać "bliżniemu", może to robić bezkarnie i to na naszym forum?! Coś tu nie jest w porządku.

Wojtek, pozdrawiam Cię serdecznie.
03-06-2008 02:11 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
> ... Czy to znaczy, że każdy drań (katolik) któremu zechce się naubliżać "bliżniemu", może to robić bezkarnie i to na naszym forum?! Coś tu nie jest w porządku.

Cały czas mówimy o trollach na forum. A przecież jest jeszcze Księga Gości Internetowej Listy Ateistów i Agnostyków.
A w księdze tej spotyka się wpisy, że słabsi zdrowotnie nie powinni tam nawet zaglądać.
Oto dwa przykłady z ostatnich kilku dni;

1. "Roman Buchmiet" pisze "Dla mnie jesteście zwykli degeneraci, zwyrodnialcy".
2. "buno" pisze "no dalej lansujcie się na tej stronie dalej będzie was można łatwo zliczyć i powystrzelać xD".

Próbowałem zamieścić odpowiedż ale nie wydrukowano ponieważ księga gości to nie miejsce na dyskusje.
No dobra. OK! Pozwólmy tym szowinstom aby nami pomiatali bez jednego słowa sprzeciwu z naszej strony. Tak?!

Trochę się poirytowałem, przepraszam.
Ten post "przykleił mi się" do dopowiedzi kierowanej do Wojtka ale chyba oczywistym jest, że to nie Wojtek jest jego adresatem.
Może ktoś mógłby wyjaśnić mi zasady moderowania tak księgi gości ILAiA jak i forum dyskusyjnego, które w praktyce są (tak mi się przynajmniej wydaje) kijem na racjonalistów, zarejestrowanych racjonalistów (ostrzeżenia, blokowania, banowania), a wolne, niezarejestrowane trolle wyprawiają omalże co się im podoba.

Z pozdrowieniami dla moderatorów. Czesiek
wojtek
Witaj Czesiu.

Też przyjrzałem się wpisom w Księdze Gości Internetowej Listy Ateistów i Agnostyków. Ja oczywiście mam tu najmniej do gadania bo nie jestem nawet zarejestrowanym użytkownikiem forum ale też wydaje mi się troszkę dziwne, że moderatorzy decydują się zamieszczać tam tak drażliwe wypowiedzi jak te które wymieniłeś. Rozumiem, że można w Księgę Gości wpisywać krytyczne uwagi ale te dwa przykłady to już przekroczenie wszelkich granic przyzwoitości. Jeśli chodzi o forum dyskusyjne to chyba tylko wprowadzenie obowiązkowej rejestracji dla każdego użytkownika w jakimś stopniu mogło by zapobiec szerzeniu się trolli i wulgarnych tekstów.
A tak na marginesie, widzę, że pojawiła się na forum kolejna osoba która chce namieszać. Nie daj się wciągnąć w bezsensowną debatę

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
czes (4083 punktów)
Witaj Wojtek,
>[...] widzę, że pojawiła się na forum kolejna osoba która chce namieszać. Nie daj się wciągnąć w bezsensowną debatę

Dzięki za przypomnienie. Postaram się skończyć to jak naszybciej (szczególnie, że czasu mam coraz mniej, a stresów mi nie brakuje i bez tego człowieka), niestety trudno całkiem nie odpowiedzieć.
Uwaga; to nie jest osoba, która właśnie "pojawiła się na forum". Ma już w dorobku ponad 400 postów i wiele skonfliktowanych osób. Ja się z nim spotkałem w wątku "do braci ateistów" (ciekawy wątek, polecam). Poszedłem tam za Andrzejem.51, którego wypowiedzi staram się śledzić (dostaję automatyczne powiadomienia o każdej jego wypowiedzi).

Miło mi, że o mnie pamiętasz.
Serdecznie Cię pozdrawiam.
14-06-2008 21:22 
 Ocena 1 na 1
wojtek (1061 punktów)
Witaj Czesiu.

Skorzystałem z Twojej rady i jestem już zarejestrowanym użytkownikiem. Wracając do tematu to chodziło mi oczywiście o to, że ta osoba pojawiła się dopiero teraz w wątku: Komentarze do Listy Ateistów i Agnostyków. Niezbyt dobrze sprecyzowałem i mogłeś dojść do wniosku, że twierdze iż, jest to w ogóle nowa osoba na forum. Przeczytałem w miarę dokładnie polecony przez Ciebie wątek jak i parę innych z udziałem tej osoby i nie dziwię się ludziom którzy popadli w konflikt z tym Panem. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że i niektórzy ateiści/racjonaliści posuwali się trochę za daleko w tychże dyskusjach które w kilku miejscach przeradzały się w rasowe kłótnie.

Pozdrawiam Cię serdecznie.
czes (4083 punktów)
Witaj Wojtek,

>Skorzystałem z Twojej rady i jestem już zarejestrowanym użytkownikiem.
Bardzo się cieszę, że dołączyłeś do nas. Twoja rozwaga i opanowanie na pewno się przyda.

Mam jednak obawy, że twoje imię forumowe "wojtek" może narobić sporo zamieszania, jest identyczne z imieniem jednego z moderatorów. Nawet się dziwię, że system to zaakceptował. Może nie jest zbyt póżno aby wprowadzić małą korektę, np. dodać pierwszą literę nazwiska albo końcówkę daty urodzenia czy po prostu napisać wojtek 2.

Serdecznie Cię pozdrawiam. Do usłyszenia.
wojtek (1061 punktów)
Witaj Czesiu.

>Mam jednak obawy, że twoje imię forumowe "wojtek" może narobić sporo zamieszania(...)

Myślę, że nie powinno być z tym aż tak źle. Moderator Wojtek ma w nawiasie dość wyraźnie napisane jaką funkcję tutaj pełni, poza tym różnimy się bardzo ilością punktów. Jednakowoż jeśli Wojtek (moderator) albo którykolwiek z innych moderatorów stwierdzi, iż nasza zbieżność imion może stanowić kłopot to jak najbardziej się dostosuje do tych uwag i zmienię podpis. Nie chciałbym być tutaj dla nikogo problemem.

Pozdrawiam serdecznie.
czes (4083 punktów)
Witaj Wojtek,

Zaledwie dwa dni temu uprzedzałeś mnie abym nie wdawał się w zbędną dyskusję z marcelem i ... miałeś rację. Popatrz co się porobiło!
Lepiej poświęcić czas na czytanie wypowiedzi Andrzeja.51. Jest niesamowity!
A mądrych ludzi na forum jest wiecej. Lepiej słuchać i podziwiać mądrzejszego od siebie, niż tracić czas na dyskusje z ..... .

Pamiętasz Wojtuś jak się zaczęła nasza forumowa przyjażń? Od mej pomyłki, kiedy wziąłem Cię za Wojtka moderatora. I to miałem na myśli. Ale miejmy nadzieję, że inni uczestnicy forum są bardziej rozgarnięci niż ja.

Wojtek, sedecznie Cię pozdrawiam.
18-06-2008 21:54 
 Ocena 2 na 2
wojtek (1061 punktów)
Witaj.

>Zaledwie dwa dni temu uprzedzałeś mnie abym nie wdawał się w zbędną dyskusję z marcelem (...)

Wiesz ja staram się nie wdawać w dyskusje z kimś z kim nie jestem w stanie porozumieć się na żadnej płaszczyźnie. Takie rozmowy najczęściej prowadzą właśnie do podobnych nieprzyjemności i kłótni. Czytałem kilka wypowiedzi Marcela i przypuszczałem, że też nie będziesz w stanie dojść z Nim do porozumienia więc dlatego napisałem o nie wdawaniu się w zbędne debaty. Bardzo ładnie zakończyłeś dyskusję z nim

Ja również bardzo lubię czytać teksty Andrzeja51. Są bardzo wyczerpujące i spokojne czego nie da się najczęściej powiedzieć o wypowiedziach jego oponentów.

>Pamiętasz Wojtuś jak się zaczęła nasza forumowa przyjażń?(...)

Nie myli się tylko ten kto nic nie robi ... Pomyłka tego rodzaju nie dowodzi absolutnie, że nie jesteś rozgarnięty. Tym bardziej, że Twoje wypowiedzi dowodzą czegoś przeciwnego

Pozdrawiam serdecznie Czesiu.
czes (4083 punktów)
Witaj Wojtek,

>Bardzo ładnie zakończyłeś dyskusję z nim
Dziękuję za uznanie. Widzę, że innym też się spodobało bo nawet dostałem jakieś plusiki.
Dodam, że aby zapomnieć o marcelu, wystarczył mi jeden kieliszek brandy, to postęp.

>Pomyłka tego rodzaju nie dowodzi absolutnie, że nie jesteś rozgarnięty. Tym bardziej, że Twoje wypowiedzi dowodzą czegoś przeciwnego
Uważaj z tymi komplementami, bo twój imiennik - moderator da Ci upomnienie za zaśmiecanie wątku .

Wojtuś, serdecznie Cię pozdrawiam.

PS. polecam ciekawostę, wątek "do braci ateistów".
czes (4083 punktów)
PS.2 Jezeli podobają Ci się teksty Andrzeja.51 (w co nie wątpię), nie zapomnij dać mu plus za każdą udaną wypowiedż (nawet starszą). Niech wie, że ma wiernych kibiców doceniających jego wiedzę i piękny sposób prezentowania jej. To dodaje skrzydeł.
Cześć Wojtuś.
15-06-2008 23:03 
 Ocena 1 na 1
Janus (236 punktów)

>Porównałem: w Sztokholmie popełnia się więcej morderstw niż w Warszawie (przynajmniej tak było w latach 90-tych)


Nie wiem czy smiac sie czy plakac... A w Warszawie jest wiecej kradziezy niz w Waskobrzezach Malych...

Po tej wypowiedzi juz wiem, czemu wierzysz w Boga..
20-05-2008 01:13 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>[...] Tak wygląda porównanie "dorobku" dyktatora-katolika i dyktatora-ateisty.
Chcesz porównywać morderców katolików i mordeców ateistów? Który jest lepszy? Czy który jest gorszy?
Bądzmy poważni!

>>A co z historycznymi (od czasu powstania tej religii) Chrzescijanami mordercami. Tych to juz nawet trudno zliczyc.
To stwierdzenie pominąłeś milczeniem. Niech tak będzie.

>>Hitler też był katolikiem (przynajmniej nominalnie), podpisal konkordat z Watykanem, a armia III Rzeszy miala klamry z napisem "Gott mit uns".
>Hitler był takim samym katolikiem jak Jaruzelski - odebrał religijne wychowanie i na tym koniec. Widocznie chrzest się nie przyjął.
Czy to dowód na ateizm Hitlera?

>A konkordat jest umową międzypaństwową. Ponieważ Hitler podpisał równiez umowę o współpracy ze Związkiem Sowieckim, to twoja logika prowadzi na manowce - jednocześnie katolik i komunista niszczący kościoły (cerkwie)?
Nie prowadzi.

>Klamry z napisem "Gott mit uns" to była inicjatywa chrześcijańskich demokratów w czasach gdy działał parlament. W zamian poszli na jakieś drobne ustępstwa, choć nie pamiętam jakie.
Co dowodzi, że naród niemiecki a w szczgólności naziści, z Hitlerem na czele byli ateistami. Tak?

>>Stalin byl absolwentem seminarium duchownego.
>>Twierdzisz cos innego? Podaj dowody.
>Dowody czego?

Nie staraj się robić ze mnie balona bo jako dyskutujący ze mną musiałbyś być również balonem.
To Ty stwierdziłeś, że Hitler, Stalin, Mao i Pol Pot byli ateistami.
Moje pytanie przedstawię w innej formie; podaj materiały żródłowe na których oparłeś swe twierdzenie, że wymienieni przez Ciebie mordercy byli ateistami. (Możesz odpuścić sobie Mao bo nawet mnie trudno sobie wyobrazić aby katolik był przywódcą narodu o liczbie ludności ponad 1.3 miliarda, w znakomitej większości ateistów).

Pozwolę sobie teraz zacytować pytanie (z drobnymi zmianami) Pan Tau-a, ateisty, człowieka poważnego, zrównoważonego, mądrego, o dużej wiedzy. OK? "Gdy już udowodnisz ich rzekomy ateizm, przedstaw argumenty przemawiające za tym, że to właśnie ich światopogląd w sposób bezsporny wpłynął na ich postawy co z kolei było powodem wymordowania milionów ludzi."

>>Nie wyskakuj z tymi tanimi sztuczkami. Powinieneś wiedziec, ze humanistyczny ateizm nie ma nic wspolnego z ateizmem panstwowym. Nasze idee sa dokladnym przeciwienstwem idei/celow wymienionych przez Ciebie mordercow.
>Ateizm Woltera czy Marksa też nie był ateizmen państwowym. Zastanawiam sie tylko czy bez nich doszłoby do rewolucji francuskiej i październikowej. Albo czy prznajmniej mieli wpływ na ich kształt (dyplomatycznie mówiąc).
Zastanawiać Ci się wolno (żyjesz w wolnym kraju). Tyle, że Twoje "zastanowienia" nie są nam potrzebne. Ciekawe, że zastanawiasz się "kosztem" ateistów.
A ja Ci przypominam, że nasz, dzisiejszy humanistyczny ateizm oparty jest na wspaniałych, ludzkich ideach.
Ja nie podejmuję się tłumaczenia co TO jest. Ale przewiń tę stonę do góry i odszukaj kilka obszernych postów Less-a, jego definicja/sposób rozumienia humanistycznego ateizmu jest tak piękna, tak rozumna, że nawet zawodowy teolog katolicki musiał zamilknąć.

>Dzisiejszy ateizm, jak go nazwałeś, humanistyczny też jest związany z pewnymi niezbyt pięknymi "osiągnięciami: aborcją czy eutanazją. Już upaństwowionymi zresztą w wielu krajach. Nie wynikaja one wprost z ateizmu, więc znowu można postawić takie samo pytanie: czy to przypadek?
Jeżeli nie wynikają, to nie ma o czym mówić.

A tak po przyjacielsku; doszedłeś do tego forum poprzez ILAiA. Czy przeczytałeś chociażby "wprowadzenie" do tej Listy? Czy zadałeś sobie trud przeczytania artykułów otwierających stronę "racjonalisa.pl"?
Myślę, że po przeczytaniu chociażby tych kilku pozycji, Twoje nastawienie do nas i naszego ruchu winno się zmienić.

>Kłaniam się.
I ja się kłaniam.
Jurek
>Chcesz porównywać morderców katolików i mordeców ateistów? Który jest lepszy? Czy który jest gorszy?
>Bądzmy poważni!

A co to za argument "Bądzmy poważni!"? Chcę, a powyżej wyjaśniłem dlaczego. Myślałem, że kto jak kto ale racjonaliści powinni przyjmować argumenty, że lepiej zamordować mniej osób niż więcej.

>>>A co z historycznymi (od czasu powstania tej religii) Chrzescijanami mordercami. Tych to juz nawet trudno zliczyc.
>To stwierdzenie pominąłeś milczeniem. Niech tak będzie.

Nie pominąłem tylko napisałem że zajmiemy się tym gdy wyjaśnimy sobie najpierw to co się działo w bliższych nam czasach.

>>Hitler był takim samym katolikiem jak Jaruzelski - odebrał religijne wychowanie i na tym koniec. Widocznie chrzest się nie przyjął.
>Czy to dowód na ateizm Hitlera?

Nie, dowód na to że nie był chrześcijaninem. W końcu i na tym forum wiele osób szczyci się, że byli katolikami a teraz są ateistami/agnostykami.

Choć przyznaję, ze ateizm Hitlera jest wśród wymienionych przeze mnie zbrodniarzy najbardziej wątpliwy. Bo on, gdy trzeba było brał to co mu odpowiada z chrześcijaństwa (co nie przeszkadzało mu wydawać zgodę na mordownie księży), z komunizmu (co nie przeszkadzało mu potem napaść na Związek Sowiecki), religii wschodu, mitów starogermańskich, a także np. aktorstwa. Złożona postać ale chrześcijaninem na pewno nie był.

>>Klamry z napisem "Gott mit uns" to była inicjatywa chrześcijańskich demokratów w czasach gdy działał parlament. W zamian poszli na jakieś drobne ustępstwa, choć nie pamiętam jakie.
>Co dowodzi, że naród niemiecki a w szczgólności naziści, z Hitlerem na czele byli ateistami. Tak?

Nie. Powtórzę: to obalenie Twojego dowodu.

>To Ty stwierdziłeś, że Hitler, Stalin, Mao i Pol Pot byli ateistami.
>Moje pytanie przedstawię w innej formie; podaj materiały żródłowe na których oparłeś swe twierdzenie, że wymienieni przez Ciebie mordercy byli ateistami.

To proste (powtarzam się): jeżeli ktoś zwalcza religię, to jest ateistą.

>Pozwolę sobie teraz zacytować pytanie (z drobnymi zmianami) Pan Tau-a, ateisty, człowieka poważnego, zrównoważonego, mądrego, o dużej wiedzy. OK? "Gdy już udowodnisz ich rzekomy ateizm, przedstaw argumenty przemawiające za tym, że to właśnie ich światopogląd w sposób bezsporny wpłynął na ich postawy co z kolei było powodem wymordowania milionów ludzi.">>

Nie bardzo wiem co oznacza zdanie "udowodnisz ich rzekomy ateizm". Co do drugiej części, to na razie tylko postawiłem pytanie "czy to przypadek"? Myślałem, że na forum racjonalistów stosuje się zimne analizy, tak jak policjant, statystyk czy lekarz badający skuteczność różnych specyfików. Jeżeli, przykładowo, popełniono kilka morderstw i za każdym razem w pobliżu widziano za każdym razem Iksińskiego, to jest się nad czym zastanawiać, prawda?

>Zastanawiać Ci się wolno (żyjesz w wolnym kraju). Tyle, że Twoje "zastanowienia" nie są nam potrzebne.

Czyli to forum służy tylko do poklepywania sie po plecach?

>A ja Ci przypominam, że nasz, dzisiejszy humanistyczny ateizm oparty jest na wspaniałych, ludzkich ideach.

Oparty jest przede wszystkim na idei, że Boga nie ma. Idea Boga doprowadziła do powstania dzieł Kartezjusza, Pascala, Bacha, Pendereckiego i setek innych. Czy jest np. jakaś piękne dzieło muzyczne oparte na ateiźmie?

>A tak po przyjacielsku; doszedłeś do tego forum poprzez ILAiA. Czy przeczytałeś chociażby "wprowadzenie" do tej Listy? Czy zadałeś sobie trud przeczytania artykułów otwierających stronę "racjonalisa.pl"?

Praktycznie nie, wolę żywych ludzi niż dokumenty.

Pozdrawiam
20-05-2008 19:01 
 0 na 2
czes (4083 punktów)
>A co to za argument "Bądzmy poważni!"?
[.............................] itp,itd.

Dyskusja zapętla się. Zaczyna się łapanie za słowa. Ty po prostu nie chcesz słyszeć i rozumieć co się do Ciebie mówi, bagatelizujesz poważne wypowiedzi poważnych ludzi. Niektóre Twoje wypowiedzi są wręcz niesmaczne (delikatnie mówiąc).
A ja nie jestem "zawodowym" dyskutantem, nie bawi mnie bicie piany. Dla mnie dwa dodać dwa to cztery i nie ma o czym dyskutować. Jeżeli twierdzisz, że jest inaczej (że my humanistyczni ateiści mamy coś wspólnego z największymi przestępcami i masowymi mordercami) to coś jest nie tak. A jeszcze próbujesz udowadniać, że ateistyczne dwa dodać dwa to więcej niż cztery, a teistyczne - mniej niż cztery.

Moje stanowisko jest jasne i niezmienne; humanistycny ateizm oparty jest na pięknych ideach równości i poszanowania wszystkich ludzi bez względu na światopogląd, rasę, narodowość, płeć, orientację seksualną. Ateizm ten nie może być przyczyną niewłaściwych zachowań, amoralności.
I prawdę mówiąc, lata mi koło nosa czy Hitler był ateistą czy Chrześcijaninem. Jest to bez znaczenia i nie ma nijakiego przełożenia na humanistyczny ateizm.

A jeżeli Ty uważasz, że racjonaliści piszący na tym forum mają coś wspólnego z degeneratami i przestępcami takimi jak Stalin czy Pol Pot, to tylko dziwić się należy, że wdajesz się z nami w dyskusję.

Ja się wyłączam. Przepraszam jeżeli zawiodłem Twoje oczekiwania na niekończącą się dyskusję.

Szkoda, że nie chciałeś poczytać co "żywi" ateiści, inteligentni ludzie (mądrzejsi ode mnie i mający więcej do powiedzenia niż ja) mówią o racjonalizmie/ateizmie i jego ideach.

Pozdrawiam. Żegnam.
Jurek
>>A co to za argument "Bądzmy poważni!"?
>[.............................] itp,itd.
>Dyskusja zapętla się. Zaczyna się łapanie za słowa.

Żeby wykazać, że "Zaczyna się łapanie za słowa" wyciąłeś to co napisałem potem. Nie podoba mi sie taki sposób prowadzenia "dyskusji". Każdy może coś wyciąć i napisać:

> Ty po prostu nie chcesz słyszeć i rozumieć co się do Ciebie mówi, bagatelizujesz poważne wypowiedzi poważnych
>ludzi.

I spróbuj, człowieku, odpowiedzieć coś na takie "argumenty". Sokrates by wymiękł. W dodatku staram się brawurowo udowodnić, że kilkadziesiąt to mniej niż kilka milionów, a Ty piszesz:

> A jeszcze próbujesz udowadniać, że ateistyczne dwa dodać dwa to więcej niż cztery, a teistyczne - mniej niż cztery.

W takiej sytuacji chyba tak rzeczywiście będzie lepiej:

>Ja się wyłączam.

Pozdrawiam
czes (4083 punktów)
>>>A co to za argument "Bądzmy poważni!"?
>>[.............................] itp,itd.
>>Dyskusja zapętla się. Zaczyna się łapanie za słowa.
>Żeby wykazać, że "Zaczyna się łapanie za słowa" wyciąłeś to co napisałem potem. Nie podoba mi sie taki sposób prowadzenia "dyskusji".

Wycinanie możliwie największej części wypowiedzi jest zaleceniem regulaminu tego forum.
Kto jest zainteresowany tematem może przeczytać Twój tekst w oryginale, szczególnie, że znajduje się tuż nad moim postem. A ja przytoczyłem tylko pierwsze zdanie z Twego postu (oraz wiele kropeczek) aby nikt nie miał żadnych wątpliwości do kogo i czego się odnoszę.

Jeżeli chodzi o "łapanie za słowa", potwierdzeniem mych słów jest właśnie Twoje; "A co to za argument "Bądżmy poważni?". Oczywiście, że to nie jest "argument". To była tylko dodatkowa uwaga napisana już po moim ustosunkowaniu się do Twojej wypowiedzi, a na dodatek po wczśniejszej wypowiedzi Wojtka na ten temat.

>Każdy może coś wyciąć i napisać:
>> Ty po prostu nie chcesz słyszeć i rozumieć co się do Ciebie mówi, bagatelizujesz poważne wypowiedzi poważnych
>ludzi.
>I spróbuj, człowieku, odpowiedzieć coś na takie "argumenty". Sokrates by wymiękł.

I znowu, oczywiście, że to nie są "argumenty". To było moje wyjaśnienie decyzji wycofania się z dalszej dyskusji.
To przecież widać (czarno na białym), że istotne stwierdzenia czy pytania pomijasz milczeniem, a w najlepszm razie bagatelizujesz lub odpowiadasz wymijająco.
Nie będę teraz analizował całości naszej dyskusji i udowadniał, że mam rację. Kto zainteresowany to sam poczyta i przyzna mi rację lub nie.

A na zakończenie przypomnę moją finalną wypowiedż (którą to zgrabnie pominąłeś milczeniem); humanistyczny ateizm prezentuje piękne idee równości i poszanowania wszystkich ludzi bez względu na światopogląd, rasę, narodowość, płeć, orientację seksualną (są to idee akurat przeciwne ideom wymienionych przez ciebie oprawców. I o czym tu dyskutować?!).

>Pozdrawiam
I ja pozdrawiam.

PS. Pozostaję bez urazy do Ciebie.
Mam nadzieję, że lepsi od mnie, jak Pan Tau czy Wojtek potrafią Cię przekonać, że ateista to nie znaczy zły, a już szukanie jakiegokolwiek odniesienia do historycznych morderców jest po prostu nieuprawnione i świadczy albo o niewiedzy albo złej woji odnoszącego.
08-06-2008 13:43 
 Ocena 2 na 2
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Moje stanowisko jest jasne i niezmienne; humanistycny ateizm oparty jest na pięknych ideach równości i poszanowania wszystkich ludzi bez względu na światopogląd, rasę, narodowość, płeć, orientację seksualną. Ateizm ten nie może być przyczyną niewłaściwych zachowań, amoralności.

Rozumiem, że o to chodzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,137712#w138904
i że w tym się przejawia "humanistycny ateizm oparty na pięknych ideach równości i poszanowania wszystkich ludzi bez względu na światopogląd, rasę, narodowość, płeć, orientację seksualną", w końcu napisał to członek PSR, nadzieja Nowego Wspaniałego Świata.

m.
11-06-2008 00:47 
 Ocena 5 na 5
czes (4083 punktów)
Marcel, twoje przepychanki z Psykiem to twoja sprawa.
Zachowania poszczególnych ludzi nie mają nic wspólnego z moim rozumieniem humanistycznego ateizmu i pięknych idei na których się opiera.
Tak jak twoje zachowania na tym forum nie mają nic wspólnego z pięknymi przesłaniami/nakazami Chrześcijaństwa.

Mam nie tylko żonę katoliczę ale również wielu przyjaciół katolików. Uwielbiam ich, są wspaniałymi ludzmi. A i oni darzą mnie przyjażnią (a żona to podobno nawet kocha, tak przynajmniej twierdzi).
Jakoś nie wydaje mi się prawdopodobnym abym mógł Ciebie chociażby polubić. Może się mylę ale na razie widzę człowieka napastliwego, zawziętego, mściwego, małostkowego i w pewnym sensie nieuczciwego. Moim skromnym zdaniem, taki człowiek nie jest dobrym ani katolikiem ani ateistą, nie jest dobrym człowiekiem.
11-06-2008 02:44 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Marcel, twoje przepychanki z Psykiem to twoja sprawa.

Nie, to wyłącznie jego sprawa. Mnie przepychanie nie interesuje.

>Zachowania poszczególnych ludzi nie mają nic wspólnego z moim rozumieniem humanistycznego ateizmu i pięknych idei na których się opiera.
>Tak jak twoje zachowania na tym forum nie mają nic wspólnego z pięknymi przesłaniami/nakazami Chrześcijaństwa.

Nie potrafiłbyś wykazać, że moje zachowania mają tak mało wspólnego z pięknymi przesłaniami Chrześcijaństwa. Ja też mogę brzydko pisać o Tobie, tylko po co?

>Mam nie tylko żonę katoliczę ale również wielu przyjaciół katolików. Uwielbiam ich, są wspaniałymi ludzmi. A i oni darzą mnie przyjażnią (a żona to podobno nawet kocha, tak przynajmniej twierdzi).
>Jakoś nie wydaje mi się prawdopodobnym abym mógł Ciebie chociażby polubić. Może się mylę ale na razie widzę człowieka napastliwego, zawziętego, mściwego, małostkowego i w pewnym sensie nieuczciwego. Moim skromnym zdaniem, taki człowiek nie jest dobrym ani katolikiem ani ateistą, nie jest dobrym człowiekiem.

Masz prawo czuć do mnie to, co Ci się podoba, ale jeśli zarzucasz mi napastliwość, zwzietość, małostkowość i nieuczciwość to powinieneś umieć to wykazać, bo inaczej to zwyczajnie podłe i przeczy "pięknym ideałom", które przyjmujesz za swoje.

m.
14-06-2008 21:55 
 Ocena 4 na 4
czes (4083 punktów)
Marcel,
>>Marcel, twoje przepychanki z Psykiem to twoja sprawa.
>Nie, to wyłącznie jego sprawa. Mnie przepychanie nie interesuje.
Do tanga trzeba dwojga.
Poza tym, moje słowa "to twoja sprawa" były napisane w znaczeniu, że problem przepychanek nie ma nic wspólnego z mym takstem.
Przecież jasno wyłożyłem;
>>Zachowania poszczególnych ludzi nie mają nic wspólnego z moim rozumieniem humanistycznego ateizmu i pięknych idei na których się opiera.

>>Tak jak twoje zachowania na tym forum nie mają nic wspólnego z pięknymi przesłaniami/nakazami Chrześcijaństwa.
>Nie potrafiłbyś wykazać, że moje zachowania mają tak mało wspólnego z pięknymi przesłaniami Chrześcijaństwa.
O przesłaniach Chrześcijaństwa nie muszę Cię uczyć. W moim (uproszczonym) rozumieniu jest to niesienie dobra i miłość bliżniego. A twoje niektóre wypowiedzi pozostają - moim skromnym zdaniem - w sprzczności z tymi nakazami.
Trochę więcej na ten temat napisze poniżej.

>Ja też mogę brzydko pisać o Tobie,
Już to zrobiłeś wielokrotnie, aczkolwiek nie imiennie. Trochę więcej o tym, za chwilę.

> tylko po co?
Też się zastanawiam. A tak irracjonalnie odpowiadając; bo tak już masz .

>>Jakoś nie wydaje mi się prawdopodobnym abym mógł Ciebie chociażby polubić. Może się mylę ale na razie widzę człowieka napastliwego, zawziętego, mściwego, małostkowego i w pewnym sensie nieuczciwego. Moim skromnym zdaniem, taki człowiek nie jest dobrym ani katolikiem ani ateistą, nie jest dobrym człowiekiem.
>Masz prawo czuć do mnie to, co Ci się podoba, ale jeśli zarzucasz mi napastliwość, zwzietość, małostkowość i nieuczciwość to powinieneś umieć to wykazać, bo inaczej to zwyczajnie podłe i przeczy "pięknym ideałom", które przyjmujesz za swoje.
Nie mówiłem o tym co czuję do Ciebie. A nawet nie "zarzucałem" Ci niczego. Wyrażnie napisałem "Może się mylę ale na razie widzę człowieka napastliwego, ...". Znaczy to, że po przeczytaniu części twych wypowiedzi (około 10% z całości), mój mózg otrzymał/stworzył taki obraz twojej osoby. Użyłem słów "Może się mylę" oraz "na razie" co oznaczało, że pozostawiłem otwartą sprawę twego obrazu. Chociaż prawdę mówiąc, coraz bardziej wątpię w możliwość jego zmiany. A widząc kim jesteś, myślę że chyba trudno będzie mi "wykazać" Ci słuszność mych spostrzeżeń/uwag. (Szczególnie, że daleko mi do takich mistrzów słowa jak Z.Śmigielski, Andrzej.51, keymak czy wielu innych wspaniałych ludzi z tego forum.)
Ale postaram się wyjaśnić Ci przyczyny powstania takiego, a nie innego obrazu twej osoby. Oczywiście na kilku przykładach! Nie jestem w stanie nawet przeczytać wszystkich twoich wypowiedzi, nie mówiąc o ich analizie i skomentowaniu.

Zacznijmy więc od twego postu o treści; Sporo już zyję na tym świecie i jeszcze nigdy nie spotkałem żadnego wierzącego, który gardziłby lub był wrogo nastawiony do niewierzącego, ... .
Twoje oświadzenie o nie spotkaniu wierzącego gardzącego lub wrogo nastawionego do niewierzącego, pozwalam sobie zaszeregować do kategorii w której umieściłbym oświadczenie dorosłego, zdrowego człowieka iż nigdy nie widział księżyca (też teoretycznie możliwe).
Jeżeli nawet twoje "nie spotkałem", ograniczymy tylko do tego forum, to też trudno w to uwierzyć. Ja jestem przedszkolakiem forumowym w stosunku do Ciebie, a jednak spotkałem i to wielokrotnie. A zapewniam Cię, że zapoznałem się zaledwie z 4-5 wątkami tego forum i to tylko częściowo.

Dwa przykłady z ostatnich dni (z ksiegi gości ILAiA).
(Już raz o tym pisałem w tym wątku, przepraszam czytających za powtarzanie się.)

"Roman Buchmiet" pisze tylko jedno zdanie o ateistach; "Dla mnie jesteście zwykli degeneraci, zwyrodnialcy".

"buno" też pisze jedno zdanie komentażu do Internetowej Listy Ateistów i Agnostyków; "no dalej lansujcie się na tej stronie dalej będzie was można łatwo zliczyć i powystrzelać xD".

W którymś z wątków, katolik "tuptuś" mówi o ateistach; "to tylko inteligentni idioci".

W tym wątku, w którym właśnie teraz piszemy znajdują się posty katolickiego teologa "Kontrasta", w których, między innymi, stwierdza że ateiści nie myślą po polsku i nie są już Polakami (czy coś koło tego). Zamieszcza tam też inne, drobniejsze, a pogardlie o nas/dla nas opinie.

Następnym jest "wolfius", który dosłownie stawia ateistów w jednym szeregu z największymi zbrodniarzami świata jak Hitler, Stalin, Pol Pot i inni, a nawet nazywa nas kolegami z uwagi na rzekomy ich ateizm. Ten to wolfius stwierdził nawet, że więżniami obozu w Oświęcimiu byli katolicy, a ich oprawcy byli ateistami. Były też inne pogardliwe dla nas stwierdzenia, chcesz to sobie odszukaj i poczytaj.

Następnym jest "Jurek", który kontynuuje i drąży obrażliwy dla nas temat zbrodniarzy wszechczasów w połączeniu z naszym ateizmem.
To właśnie do niego pisałem o pięknych ideach humanistycznego ateizmu i starałem się wykazać, iż ten ateizm nie może być nośnikiem zła.
I właśnie do tego postu podczepiłeś się mości Marcelu wywołując mnie do tablicy.
Nie możesz więc powiedzieć, że "nie spotkałeś żadnego wierzącego, który gardziłby lub był wrogo nastawiony do niewierzącego ...".
Mam więc przesłanki do tworzenia obrazu człowieka nieuczciwego, postępujacego sprzecznie z nakazami Chrześcijaństwa.

W wielu swoich postach przedstawiasz się jako kryształowo czysty człowiek, a większość twoich przeciwników dyskusyjnych i moderatorów to już najgorsz swołocz. Czy zastanowiłeś się ilu ludzi już obraziłeś i sponiewierałeś
(zgodnie z przesłaniami Chrześcijaństwa)?

A oto jeden z kwiatków;
"Panteiści Podmiot" pisze; "Pozdrawiam wszystkich uczestników forum, tego Forum, Z wyjątkiem tych, którzy bezzasadnie i świadomie zarzucają innym kłamstwo" (zarzucanie innym kłamstwa, to twoja specjalność ale nie o to w tej chwili chodzi).

Proszę o cierpliwość, za chwilę ciąg dalszy.








14-06-2008 23:00 
 Ocena 4 na 4
czes (4083 punktów)
ciąg dalszy odpowidzi dla Marcela

W odpowiedzi dla P.P. przytaczasz po raz kolejny epitety którymi obdarował Cię Psyk w trakcie przepychanki wspomnianej na wstępie, a następnie piszesz; "I ty chcesz mnie pouczać, pełen hipokryzji demagogu? Pozdrawiaj swoją rasistowską, prostacką, z nauką, obiektywnością, uczciwością intelektualną nie mającą nic wspólnego brać, ale nie próbuj wmawiać ..."
Starając się zachować zgodnie z wymogami kultury, powstrzymując wrzenie mego mózgu, nazwałbym to tylko napastliwością i zawziętością. Nie mówiąc, że jednym pociągnięciem pióra, obrażasz setki porządnych ludzi. To chyba też nie ma nic wspólnego z przesłaniami Chrześcijaństwa.

A teraz nastepny twój "głośny" post; "Nie ma ludzi tak nietolerancyjnych jak i pełnych hipokryzji jak ateiści".
Coś tak paskudnego musiałem zminusować! A wszyskie twoje póżniejsze wyjaśnienia/sprostowania były póżniejszymi, a i tak niezbyt zawężającymi grupę do których ten post miał się odnosić.
A jaka była reakcja wspaniałego Marcela na ten minus wystawiony przez ciężko obrażonego człowieka? Tego samego dnia odszukałeś trzy różne moje wypowiedzi na różne tematy i w różnych wątkach i je zminusowałeś! I nie twierdzę, że były to jakieś wspaniałe wypowiedzi. Mówię o formie twego reważu. Jakież to było małostkowe i mściwe.

A jeżeli mówimy o punktowaniu wypowiedzi, to zauważyłem że każdytwój post otrzymuje natychmiast plusa! I to każdy, nawet zawierający niepunktowalną wypowiedż o "pogodzie".
Przykłady;
- Wojtek (moderator) zapytuje; "Panowie będą kontynuować wymianę zdań?".
Marcel odpowiada; "Jak Pan widzi odpowiadam krótko i merytorycznie".
I "PLUS" dla Marcela!
- Andrej.51 mówi "... Ty tej dyskusji unikasz ...".
Marcel odpowiada; "Nie wiesz dlaczego. Nie unikam, odniosę się, mam teraz powód, który nie pozwala mi pisać dużo."
I "PLUS" dla Marcela!
Cóż to jest (do cholery)! Klakiera sobie nająłeś?!
Wygląda na to, że ponad 400 plusów dostałeś od jednej i tej samej osoby i to w wielu przypadkach za bezdurno!

Zapytanie do moderatorów; czy istnieje techniczna możliwość sprawdzenia kto jest tym tajemniczym i bezkrytycznym wielbicielem twórczośći Marcela? Wygląda to bardzo podejrzanie.

Chciałbym jeszcze powiedzieć Ci Marcelu jak obrzydliwy był twój postępek (zawziętość i małoskowość) z cytowaniem i komentowaniem personalnych wypowiedzi Małgorzaty. Pewnie, że nie powinna tego robić na forum ale stało się. Jakież to ludzkie! Jeżeli kiedyś trafię na tę wypowiedż, to dam plus za człowieczeństwo.

Wydaję mi się, że wystarczająco jasno przedstawiłem mój sposób rozumowania w tworzeniu "obrazu" Marcela.
Myślę, że oddaliłem podejrzenie o podłość mego postępowania.

Na zakończenie mam pytanie do Ciebie. Jeżeli uważasz, że ateiści na tym forum (łacznie z moderatorami) to jedna banda "prostaków, hipokrytów, rasistów" i ................................(wstaw resztę), to po jaką cholerę nadal tutaj sidzisz?! Dlaczego nie przeniesiesz się na jakieś forum gdzie ludzie będą dobrzy i mili dla Ciebie?!

Pozdrawiam wszystkich fajnych ludzi (tak teistów jak i ateistów) piszących na forum.

PS. Wszystkich czytających przepraszam za ewentualne wpadki językowe, błędy ortograficzne czy gramatyczne. Od 20 lat mówię po polsku tylko sporadycznie, a piszę tylko na tym forum.



14-06-2008 23:34 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>Zapytanie do moderatorów; czy istnieje techniczna możliwość sprawdzenia kto jest tym tajemniczym i bezkrytycznym wielbicielem twórczośći Marcela? Wygląda to bardzo podejrzanie.

   Moderatorów nie powinno to interesować i nie interesuje.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
czes (4083 punktów)
Rozumiem i dziękuję za informację.
Niemniej jednak, jestem przekonany, że nie jest w porządku aby ktokolwiek otrzymywał plusy za samo pokazanie się na forum, a inna osoba pisała rozprawy naukowe aby być doceniona jednym czy dwoma punkcikami (patrz kapitalne wypowiedzi Andrzeja.51 czy Pan Tau-a dla przykładu).
Rozumiem też, że te wszystkie plusy i minusy mają znaczenie wyłącznie symboliczne.
Tym bardziej jednak winniśmy nagradzać dobre wypowiedzi mądrych ludzi. Rozumiem, że plusem wyrażamy również aprobatę dla stanowiska prezentowanego przez autora postu.
A posty typu "ucałowania dla Zosi" mogą być nagradzane plusami tylko przez klakierów.

>   Pozdrawiam.
I ja pozdrawiam.
15-06-2008 13:26 
 Ocena 1 na 1
sagittarius (1132 punktów)
(zablokowany)
>A jeżeli mówimy o punktowaniu wypowiedzi, to zauważyłem że każdytwój post otrzymuje natychmiast plusa! I to każdy, nawet zawierający niepunktowalną wypowiedż o "pogodzie".
>Cóż to jest (do cholery)! Klakiera sobie nająłeś?!
To ja głównie punktuję Pana Marcela i bynajmniej nie zostałam przez niego wynajęta. Mam prawo dawać plusy komu chcę, za co chcę i ile chcę. I nikomu nic do tego. Wypowiedzi Pana Marcela będę oceniać dopóki będę na tym forum.

>Wygląda na to, że ponad 400 plusów dostałeś od jednej i tej samej osoby i to w wielu przypadkach za bezdurno!
Regulamin nie przewiduje limitów w punktowaniu "na plus". Mój gust może Pan nazwać nawet jarmarcznym. Nie dbam o to.

>Wygląda to bardzo podejrzanie.
To nie jest podejrzane, tylko zaskakujące, że spodobały mi się wypowiedzi Marcela, chociaż nie przepadam za katolikami.

>jestem przekonany, że nie jest w porządku aby ktokolwiek otrzymywał plusy za samo pokazanie się na forum, a inna osoba pisała rozprawy naukowe aby być doceniona jednym czy dwoma punkcikami (patrz kapitalne wypowiedzi Andrzeja.51 czy Pan Tau-a dla przykładu).
Czy to wina Pana Marcela, albo moja, że te wypowiedzi nie spotkały się z aplauzem?
Nikt nie będzie mi narzucał lub zabraniał głosowania na kogoś "na plus".
15-06-2008 14:56 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
sigittarius,

Dałem Pani plus aby podkreślić Pani prawo do nagradzania plusami kogo Pani zechce i za co chce i ile chce.
Pani "gustu" nie oceniam gdyż nie czuję się upoważnionym.
I tylko od Pani przyzwoitości zależy co Pani oceni za wartościową wypowiedż. I tego też nie będę więcej komentował. Temat zamknięty.

Pozdrawiam. Czesiek
15-06-2008 19:39 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>ciąg dalszy odpowidzi dla Marcela
>W odpowiedzi dla P.P. przytaczasz po raz kolejny epitety którymi obdarował Cię Psyk w trakcie przepychanki wspomnianej na wstępie, a następnie piszesz; "I ty chcesz mnie pouczać, pełen hipokryzji demagogu? Pozdrawiaj swoją rasistowską, prostacką, z nauką, obiektywnością, uczciwością intelektualną nie mającą nic wspólnego brać, ale nie próbuj wmawiać ..."
>Starając się zachować zgodnie z wymogami kultury, powstrzymując wrzenie mego mózgu, nazwałbym to tylko napastliwością i zawziętością.

Mylnie, jest to tylko zdrowa reakcja na podłość i hipokryzję, a każde słowo w mojej wypowiedzi takie jak "demagogia", "hipokryzja", "rasistowska" ("bracie mniejszy"), "prostacka" ("ty żałosna tresowana kanalio") i to, że wypowiedzi rozmówców z nauką, obiektywnością oraz uczciwością nie mają nic wspólnego da się łatwo uzasadnić.

>Nie mówiąc, że jednym pociągnięciem pióra, obrażasz setki porządnych ludzi.

Nie, tylko sporą grupę forumowiczów. I nie obrażam, ponieważ to fakty.

>To chyba też nie ma nic wspólnego z przesłaniami Chrześcijaństwa.

Tak jak to co robisz Ty ze "szlachetnymi ideałami ateistycznymi".

>A teraz nastepny twój "głośny" post; "Nie ma ludzi tak nietolerancyjnych jak i pełnych hipokryzji jak ateiści".
>Coś tak paskudnego musiałem zminusować! A wszyskie twoje póżniejsze wyjaśnienia/sprostowania były póżniejszymi, a i tak niezbyt zawężającymi grupę do których ten post miał się odnosić.

Wyjaśnienia były całkiem jasne dla każdego człowieka dobrej woli. Jesteś sam przykładem na to, że moja wypowiedż jest poprawna.

>Jakież to było małostkowe i mściwe.

Znówi się mylisz, to było zwyczajnie sprawiedliwe. Dałeś mi 3 minusy za wypowiedzi, w których nie było żadnych inwektyw a tylko krótkie merytoryczne sformułowania i wykazanie nieuczciwości rozmówców tylko dlatego, że jestem wierzący i że nie czujesz do mnie sympatii. Poczytałem Twoje wypowiedzi i mimo, że znalazłem dużo więcej niemądrych dałem Ci również 3 minusy abyś wiedział jak smakuje kopanie kogoś tylko dlatego, że ma inne poglądy.

>A jeżeli mówimy o punktowaniu wypowiedzi, to zauważyłem że każdytwój post otrzymuje natychmiast plusa! I to każdy, nawet zawierający niepunktowalną wypowiedż o "pogodzie".
>Przykłady;
>- Wojtek (moderator) zapytuje; "Panowie będą kontynuować wymianę zdań?".
>Marcel odpowiada; "Jak Pan widzi odpowiadam krótko i merytorycznie".

Może ktoś uznał, że moja wypowiedż trafnie i zwiężle odpowiada na sugestię moderatora.

>- Andrej.51 mówi "... Ty tej dyskusji unikasz ...".
>Marcel odpowiada; "Nie wiesz dlaczego. Nie unikam, odniosę się, mam teraz powód, który nie pozwala mi pisać dużo."

Czy tylko to napisałem do Andrzeja.51? Więc skąd wiesz, że tylko za to dostałem plusa?

>Cóż to jest (do cholery)! Klakiera sobie nająłeś?!

I to jest uczciwe? O co mnie oskarżasz? To podłe zachowanie.

>Wygląda na to, że ponad 400 plusów dostałeś od jednej i tej samej osoby

Nie masz podstaw by tak sądzić.

>i to w wielu przypadkach za bezdurno!

Tutaj także.

>Zapytanie do moderatorów; czy istnieje techniczna możliwość sprawdzenia kto jest tym tajemniczym i bezkrytycznym wielbicielem twórczośći Marcela? Wygląda to bardzo podejrzanie.Chciałbym jeszcze powiedzieć Ci Marcelu jak obrzydliwy był twój postępek (zawziętość i małoskowość) z cytowaniem i komentowaniem personalnych wypowiedzi Małgorzaty. Pewnie, że nie powinna tego robić na forum ale stało się. Jakież to ludzkie!

Ludzkie? Tak jak moje odpowiedzi na zarzuty, które uznano za zaśmiecanie wątku.
To wypowiedzi publiczne, mam prawo je komentować, a komentarz nieuczciwy człowieku polegał na wykazaniu, że nie tylko ja odbiegam w swoich postach od wątku. Nie ma tu nic podłego.

>Myślę, że oddaliłem podejrzenie o podłość mego postępowania.

W żadnym wypadku, utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że niczym nie różnisz się się od Tobie podobnych tutaj.

>Jeżeli uważasz, że ateiści na tym forum (łacznie z moderatorami) to jedna banda "prostaków, hipokrytów, rasistów" i ................................(wstaw resztę), to po jaką cholerę nadal tutaj sidzisz?!

To moja sprawa "po jaką cholerę tu siedzę". Na pewno nie po ty mnie obrażano.

m.
15-06-2008 19:16 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Do tanga trzeba dwojga.

Nie tańczyłem z nikim.

>>>Tak jak twoje zachowania na tym forum nie mają nic wspólnego z pięknymi przesłaniami/nakazami Chrześcijaństwa.
>>Nie potrafiłbyś wykazać, że moje zachowania mają tak mało wspólnego z pięknymi przesłaniami Chrześcijaństwa.
>O przesłaniach Chrześcijaństwa nie muszę Cię uczyć. W moim (uproszczonym) rozumieniu jest to niesienie dobra i miłość bliżniego. A twoje niektóre wypowiedzi pozostają - moim skromnym zdaniem - w sprzczności z tymi nakazami.

Musiałbyś wykazać.

>>Ja też mogę brzydko pisać o Tobie,
>Już to zrobiłeś wielokrotnie, aczkolwiek nie imiennie. Trochę więcej o tym, za chwilę.

Pomówienie.

>> tylko po co?
>Też się zastanawiam. A tak irracjonalnie odpowiadając; bo tak już masz .

Wybacz, ale jesteś hipokrytą i kłamcą. Jak na razie podłe i niegodne cywilizowanego człowieka słowa usłyszalem wyłącznie od tutajszych racjonalistów i czlonków PSR.

>>>Jakoś nie wydaje mi się prawdopodobnym abym mógł Ciebie chociażby polubić. Może się mylę ale na razie widzę człowieka napastliwego, zawziętego, mściwego, małostkowego i w pewnym sensie nieuczciwego. Moim skromnym zdaniem, taki człowiek nie jest dobrym ani katolikiem ani ateistą, nie jest dobrym człowiekiem.
>>Masz prawo czuć do mnie to, co Ci się podoba, ale jeśli zarzucasz mi napastliwość, zwzietość, małostkowość i nieuczciwość to powinieneś umieć to wykazać, bo inaczej to zwyczajnie podłe i przeczy "pięknym ideałom", które przyjmujesz za swoje.
>Nie mówiłem o tym co czuję do Ciebie. A nawet nie "zarzucałem" Ci niczego. Wyrażnie napisałem "Może się mylę ale na razie widzę człowieka napastliwego, ...". Znaczy to, że po przeczytaniu części twych wypowiedzi (około 10% z całości), mój mózg otrzymał/stworzył taki obraz twojej osoby. Użyłem słów "Może się mylę" oraz "na razie" co oznaczało, że pozostawiłem otwartą sprawę twego obrazu. Chociaż prawdę mówiąc, coraz bardziej wątpię w możliwość jego zmiany.

Kolejne kłamstwo hipokryty. Napisałeś mi wprost:

>na razie widzę człowieka napastliwego, zawziętego, mściwego, małostkowego i w pewnym sensie nieuczciwego

oraz

>nie jesteś dobrym człowiekiem

Poprosiłem Cię o uzasadnienie, ale widać Twoje "szlachetne ideały ateistyczne" pozwalają Ci nie uzasadniać rzucanych oskarżeń.

>A widząc kim jesteś, myślę że chyba trudno będzie mi "wykazać" Ci słuszność mych spostrzeżeń/uwag.

Wystarczą fakty.

>Zacznijmy więc od twego postu o treści; Sporo już zyję na tym świecie i jeszcze nigdy nie spotkałem żadnego wierzącego, który gardziłby lub był wrogo nastawiony do niewierzącego, ... .Twoje oświadzenie o nie spotkaniu wierzącego gardzącego lub wrogo nastawionego do niewierzącego, pozwalam sobie zaszeregować do kategorii w której umieściłbym oświadczenie dorosłego, zdrowego człowieka iż nigdy nie widział księżyca (też teoretycznie możliwe).

Nie masz prawa podważać moich doświadczeń.

>Jeżeli nawet twoje "nie spotkałem", ograniczymy tylko do tego forum, to też trudno w to uwierzyć. Ja jestem przedszkolakiem forumowym w stosunku do Ciebie, a jednak spotkałem i to wielokrotnie. A zapewniam Cię, że zapoznałem się zaledwie z 4-5 wątkami tego forum i to tylko częściowo.

To wyłącznie Twoja sprawa. Mam inne doświadczenia.

>"Roman Buchmiet" pisze tylko jedno zdanie o ateistach; "Dla mnie jesteście zwykli degeneraci, zwyrodnialcy".

Skąd masz informację o tym, że powyższa wypowiedż wyszła z ust wierzącego, a tym bardziej, że dotyczyła światopoglądu ateistycznego, a nie podłych zachowań, np. takich jak członka PSR-u Psyka wobec mnie?

To, że istnieją tacy ludzie nie podważa w niczym moich słów o moim doświadczeniu. Wypowiedzi o których piszesz nie widziałem.

>Następnym jest "wolfius", który dosłownie stawia ateistów w jednym szeregu z największymi zbrodniarzami świata

Być może czytał posty pisane przez ateistów do wierzących.

Może to forum ściąga ludzi o niskim poziomie kultury, co poświadczają wypowiedzi racjonalistów wobec mnie, ale moja opowieść jest nadal aktualna: nigdy nie spotkałem wierzącego, który pogardzałby ateistą tylko dlatego, że jest on ateistą.

>Następnym jest "Jurek", który kontynuuje i drąży obrażliwy dla nas temat zbrodniarzy wszechczasów w połączeniu z naszym ateizmem.

Nie znam tej wypowiedzi, więc się nie odniosę. Jeśli ktoś pisze o Inkwizycji, argumetując nią, że chrześcijaństwo prowadzi do takich rzeczy to jak najbardziej na miejscu jest wspomnieć o Mao np.

>I właśnie do tego postu podczepiłeś się mości Marcelu wywołując mnie do tablicy.

Do żadnego postu nie doczepiałem się. Kolejne kłamstwo demagoga, ktorego nie stać na uczciwość. Ty pierwszy czepiłeś się mojej dyskusji z kimś innym, wtrąciłeś wzmiankę o szlachetnosci ateizmu a ja tylko zareagowałem.

>Nie możesz więc powiedzieć, że "nie spotkałeś żadnego wierzącego, który gardziłby lub był wrogo nastawiony do niewierzącego ...".

Jak najbardziej mogę. Do dziś nie spotkałem się z tym.

>Mam więc przesłanki do tworzenia obrazu człowieka nieuczciwego, postępujacego sprzecznie z nakazami Chrześcijaństwa.

Nie masz żadnych. Postępujesz wbrew hasłom, które głosisz bezpodstawnie zarzucając mi bycie złym człowiekiem, napastliwość, zawziętość, mściwosć, małostkowość i nieucziwosć. Twoje cytaty udowodniły jedynie to, że Ty spotkałeś się z takimi przykładami i że one istnieją.

>W wielu swoich postach przedstawiasz się jako kryształowo czysty człowiek,

Wykaż proszę. Kolejne pomówienie.

>a większość twoich przeciwników dyskusyjnych i moderatorów to już najgorsz swołocz.

Potrafię udowodnić, że zachowują się brzydko.

>Czy zastanowiłeś się ilu ludzi już obraziłeś i sponiewierałeś

Następne oszczerstwo. Tylko na to Cię stać?

m.
15-06-2008 22:50 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
Marcel,

>Wybacz, ale jesteś hipokrytą i kłamcą.
i cała reszta twej wypowiedzi to jedna, wielka paranoja!

ŻEGNAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
16-06-2008 05:18 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Marcel,
>>Wybacz, ale jesteś hipokrytą i kłamcą.
>i cała reszta twej wypowiedzi to jedna, wielka paranoja!
>ŻEGNAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

No tak, to forum jest niewiarygodne. Człowiek zarzuca mi nieuzasadniając kilka bardzo niemiłych cech i bycie niedobrym człowiekiem, potem wymyśla dalsze, że jestem kłamcą i kimś nieuczciwym, bo przecież musiałem widzieć (musiałem i już!) to, co widział on, do tego pyta mnie "po cholerę tu siedzę?!" (na tym forum), a gdy ja bez emocji nazywam rzecz po imieniu nagle Oburzenie!!! Załóż organizację, która będzie posyłać takie osoby jak ja w góry Atlas, aby ludzkość nie musiała więcej oglądać mojego oblicza ani czytać moich paranoidalnych wynurzeń.

Moje serce raduje się niezmiernie, że drogi nasze się rozchodzą, aczkolwiek tkwi w nim drzazga niewiary co do tak świetlanie widzianej przyszłości.
m.
czes (4083 punktów)
Marcel,

ŻEGNAMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMM
p.t.
Jurek napisał:
Czy to dowód na ateizm Hitlera?
Nie, dowód na to że nie był chrześcijaninem.

Wcześniej napisałeś, że Hitler był ateistą.
Proszę bardzo, udowodnij to.

Jurek napisał:
To proste (powtarzam się): jeżeli ktoś zwalcza religię, to jest ateistą.

Ach, czyli chrześcijanie są ateistami, muzułmanie są ateistami, hinduiści są ateistami itd.
Wszyscy w końcu zwalczali i zwalczają religie. Oczywiście poza jedną - swoją. Dokładnie jak naziści i komuniści.
.
Jurek
>Jurek napisał:
Czy to dowód na ateizm Hitlera?
>Nie, dowód na to że nie był chrześcijaninem.

>Wcześniej napisałeś, że Hitler był ateistą.
>Proszę bardzo, udowodnij to.

Wycofałem się. Ale dorosły Hitler nie był chrześcijaninem. Mogę złagodzić swoje twierdzenie: żaden z największych zbrodniarzy czasów nowożytnych nie był chrześcijaninem a większość ateistami.

>Jurek napisał:
To proste (powtarzam się): jeżeli ktoś zwalcza religię, to jest ateistą.

>Ach, czyli chrześcijanie są ateistami, muzułmanie są ateistami, hinduiści są ateistami itd.
>Wszyscy w końcu zwalczali i zwalczają religie. Oczywiście poza jedną - swoją. Dokładnie jak naziści i komuniści.

Religia oznacza wiarę w Boga, "religia" komunistyczna czy narodowo-socjalistyczna oznaczała wiarę w ziemskiego wodza plus jakieś ziemskie księgi typu dzieła Marksa. Nie nazywamy tego religią, chyba ze chcesz zmienić język ojczysty. Wymienieni przeze mnie zbrodniarze zwalczali wszystkie religie (liczba mnoga) w klasycznym znaczeniu tego słowa, wprowadzając w zamian swoją wiarę.

Pozdrawiam
21-05-2008 22:31 
 Ocena 3 na 3
Pan Tau (1237 punktów)
Jurek napisał:
[...] Ale dorosły Hitler nie był chrześcijaninem. [...]

OK. A jak to udowodnisz?

Jurek napisał:
[...] żaden z największych zbrodniarzy czasów nowożytnych nie był chrześcijaninem a większość ateistami.[...]

No dobrze, w takim razie poproszę o listę tych zbrodniarzy i argumenty niezbicie wykazujące ich ateizm.

Jurek napisał:
[...] Religia oznacza wiarę w Boga [...]

Nieprawda.
W religiach politeistycznych nie ma Boga, są bogowie/bóstwa, a są religie w ogóle ich pozbawione (animizm, szamanizm, buddyzm, konfucjanizm, taoizm).
Religia to po prostu wiara + kult + wspólnota.
Komunizm bolszewicki czy nazizm były dokładnie takimi samymi religiami jak wszystkie inne - opierały się na irracjonalnej wierze, posiadały swój ceremoniał i tworzyły wspólnotę wiernych. I owe ideologie na przekształcenie się w religie potrzebowały zaledwie kilkunastu lat.

Jurek napisał:
[...] "religia" komunistyczna czy narodowo-socjalistyczna oznaczała wiarę w ziemskiego wodza plus jakieś ziemskie księgi typu dzieła Marksa.[...]

Każda religia objawiona zaczynała się od wiary w ziemskiego wodza-proroka i głoszone przez niego "prawdy".
Jezus, Mahomet, Lenin - nie ma żadnej różnicy między tymi trzema prorokami swoich religii, wszędzie działał identyczny mechanizm "objawienia".

Jurek napisał:
[...] Nie nazywamy tego religią, chyba ze chcesz zmienić język ojczysty. [...]

Owszem, nazywamy. A definicja religii jest elementem religioznawstwa, nie języka ojczystego.
.
Jurek
>Jurek napisał:
[...] Ale dorosły Hitler nie był chrześcijaninem. [...]

>OK. A jak to udowodnisz?

A jak sobie wyobrażasz dowód, że ktoś nie był chrześcijaninem? Udowodnij, że nie był muzułmaninem. Wystarczy brak dowodów tego, że był. Bo gdyby takie dowody istniały to ukazałyby się na ten temat tysiące artykułów z satysfakcją odnotowujących ten fakt. Chyba że masz jakieś znane tylko sobie informacje.

A tu sobie pięknie zaprzeczyłeś :

>Komunizm bolszewicki czy nazizm były dokładnie takimi samymi religiami jak wszystkie inne

> A definicja religii jest elementem religioznawstwa, nie języka ojczystego.

A może jednak nie? W takim razie bądź uprzejmy podać gdzie w ramach religioznawstwa wykłada się np. marksizm-leninizm.

Zdrówka zyczę.
wojtek
Cześć

Przepraszam, że wcinam się w dyskusję Twoją i Pana Tau. W rozmowie ze mną wyraziłeś chęć dyskutowania i przerzucania sie liczbami wymordowanych po czym nie odpisałeś na mój komentarz. Oczywiście, jest to spowodowane tylko niedopatrzeniem więc proponuję prześledzić dyskusję od momentu Twojego pojawienia się na forum a na pewno znajdziesz mój komentarz na który nie dałeś odpowiedzi.

Jeszcze raz przepraszam za wtrącenie sie w dyskusję i napisanie nie na jej temat.

Życzę miłego dnia.
25-05-2008 16:13 
 Ocena 4 na 4
Pan Tau (1237 punktów)
Jurek napisał:
[...] A jak sobie wyobrażasz dowód, że ktoś nie był chrześcijaninem? Udowodnij, że nie był muzułmaninem. Wystarczy brak dowodów tego, że był. [...]


Hitler...
A. ...urodził się w rodzinie katolickiej.
B. ...został ochrzczony w Kościele Rzymskokatolickim.
C. ...był wychowywany w duchu katolickim.
D. ...nigdy nie został przez KRK ekskomunikowany, ani też sam z KRK nie wystąpił.

Krótko mówiąc był katolikiem od chrztu do śmierci.

Jurek napisał:
[...] A może jednak nie? W takim razie bądź uprzejmy podać gdzie w ramach religioznawstwa wykłada się np. marksizm-leninizm.[...]

Dokładnie tam, gdzie w ramach religioznawstwa wykłada się katolicką teologię dogmatyczną i muzułmańską teologię salaficką.

O religijnym charakterze komunizmu bolszewickiego pisano od dawna - m.in. robili to prof. Leszek Kołakowski, Raymond Aron, Simone Weil, Józef Maria Bocheński czy prof. Marcin Kula.

Poniżej, dla przykładu, fragment artykułu napisanego przez katolika, ks. prof. Romana Dzwonkowskiego:

Marks i Engels, twórcy teorii i zasad komunizmu, traktowali je najpierw jako wyznanie wiary. Pierwsza wersja "Manifestu komunistycznego" podpisana w 1847 r. w Londynie przez Fryderyka Engelsa nosiła tytuł "Projekt komunistycznego wyznania wiary". [...] przez Lenina i Stalina, [pisma Marksa i Engelsa] zostały uznane za bezdyskusyjne, niepodważalne i niezmienne jak dogmaty wiary w religii chrześcijańskiej. W ten sposób stały się doktryną na wskroś "religijną" i "teologiczną". Oparty na niej tzw. światopogląd naukowy w sposób definitywny i ostateczny tłumaczył, na wzór religii opartej na Objawieniu, całą rzeczywistość społeczną i kosmiczną oraz sens życia człowieka na ziemi. Nieomylnie i autorytatywnie zapowiadał też przyszłość społeczeństwa komunistycznego i wymagał bezwarunkowego przyjęcia tych zapowiedzi, z wiarą w nie, bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Jej nieomylnym i bezwzględnym strażnikiem była partia komunistyczna.
[...]
Marksizm-leninizm nie zaprzeczał istnieniu ducha, przeciwnie, przywiązywał do niego ogromną wagę. [...] Lecz ducha w jego rozumieniu rodziła materia. Bezwzględnie zwalczając religię opartą na wierze w Boga, bolszewicy z niesłychanym nakładem środków tworzyli jednocześnie jej substytut i namiastkę. Była nią wiara w teorie twórców komunizmu, w nieomylny autorytet partii i w samozbawienie w komunistycznym antykościele. Nie mogło być ono jednak dziełem indywidualnego człowieka, lecz partii komunistycznej. Ona jako "sumienie klasy robotniczej" i "siła przewodnia narodu" wyznaczała ludziom kierunek dążeń i decyzji życiowych, uwalniała ich od rozterek moralnych w tym względzie i od osobistej odpowiedzialności za działania, które wyznaczała im partia.
[...]
Wiara głoszona przez komunizm w swoich zapowiedziach wyzwolenia wszystkich ludzi na świecie, uciskanych w dotychczasowym porządku społecznym, była prometejska i mesjanistyczna.
[...]
Podobnie jak religia oparta na Objawieniu Bożym komunizm sowiecki wprowadzał wartości absolutne i absolutny cel realizowany pod przewodnictwem partii, będącej wcieleniem absolutu Boga. Ona, jak Kościół w sprawach wiary i moralności, nigdy nie mogła się mylić w odniesieniu do rzeczywistości społeczno-ekonomicznej czy politycznej i wykluczała jakikolwiek sceptycyzm, wątpliwości i krytykę swego nauczania. Jej należało poświęcić swe siły, życie i służyć jej całą duszą. Toteż komuniści mówili o swojej partii z najwyższą czcią religijną i lękiem, bo służyli czemuś stojącemu ponad człowiekiem, nieomylnemu i mającemu cechy bytu absolutnego, który nie toleruje obok siebie innego absolutu. W dziedzinie etyki sąd jednostki przestawał się liczyć. Decydował osąd kolektywu i partii. Sumienie indywidualne zostało podporządkowane "sumieniu kolektywnemu", nieomylnemu i quasi-boskiemu.
[...]
Wyznawana wspólnie wiara musi mieć swoje indywidualne i społeczne formy ekspresji. Konieczne są instytucje służące jej zachowaniu i propagowaniu, nieomylny autorytet tłumaczący księgi święte będące jej źródłem, odpowiednie symbole, przywódcy duchowi i kapłani, miejsca i dni święte oraz ich celebrowanie w odpowiedniej formie. To wszystko zostało w ZSRS stworzone i było bezwzględnie obowiązujące. Potrzeba czci istoty wyższej przejawiła się w ustroju komunistycznym w tzw. kulcie jednostki. Dokonała się więc formalna deifikacja Lenina i Stalina. Jeśli pierwszy doznał jej dopiero po śmierci, to Stalin został "bogiem" już za życia. Partyjny dogmat o boskości Lenina wyrażał znany slogan widoczny wszędzie w ZSRS: "Lenin żył, żyje i będzie żył. Lenin wiecznie żywy".
Zmarli wodzowie komunizmu umierali tylko pozornie. Jak zapewniało wciąż wielu poetów, środki masowego przekazu i wielkie napisy w miastach i miasteczkach, żyli oni wiecznie i możliwy był zawsze duchowy, metafizyczny kontakt z nimi. Sowiecki poeta Borys Słucki w wierszu zatytułowanym "Bóg", poświęconym Leninowi, pisał w 1955 r.: "Wszyscy chodziliśmy pod bokiem Boga. Żył nie w niebiańskiej dali, widywano go niekiedy żywego w mauzoleum". W wierszu tym słowo "Bóg" napisane zostało w tytule i w tekście dużą literą. Gdzie indziej pisano je zawsze małą. Słowo "Partia", jako nazwa własna najwyższego bytu, napisane zostało dużą, jak zresztą zawsze w ZSRS. Istnienie "boga" okazało się więc nieuniknione i konieczne.
Nowa "religia" wymagała też najwyższego kapłana, ksiąg świętych, formuł wyznania wiary, odpowiedniej symboliki, miejsc i przedmiotów kultu oraz nieodzownych form jego manifestacji, odpowiednich świąt, rytuału i sfery sacrum.
[...]
Jurek
>Jurek napisał:
[...] A jak sobie wyobrażasz dowód, że ktoś nie był chrześcijaninem? Udowodnij, że nie był muzułmaninem. Wystarczy brak dowodów tego, że był. [...]

>Hitler...
>A. ...urodził się w rodzinie katolickiej.
>B. ...został ochrzczony w Kościele Rzymskokatolickim.
>C. ...był wychowywany w duchu katolickim.
>D. ...nigdy nie został przez KRK ekskomunikowany, ani też sam z KRK nie wystąpił.

Nudzisz, bo muszę się powtarzać. Wielu sygnatariuszy LAiA spełnia warunki A-C. To że nie wystąpił z KK nie jest żadnym dowodem - musiałby w tym celu zgłosić się do swojego proboszcza, ktrym zapewne gardził (vide moja wymiana zdań z Wojtkiem i link oraz pieśń Hitlerjugend). A że nie był ekskomunikowany? Nie pzrestał być również honorowym obywatelem Szczecina. Więc to również żaden dowód.

>Jurek napisał:
[...] A może jednak nie? W takim razie bądź uprzejmy podać gdzie w ramach religioznawstwa wykłada się np. marksizm-leninizm.[...]

>Dokładnie tam, gdzie w ramach religioznawstwa wykłada się katolicką teologię dogmatyczną i muzułmańską teologię salaficką.

Cwaniaczysz i to w tandetny sposób, bo sam wiesz że popadłeś w sprzeczność. Dlatego Ciebie również żegnam. A jeżeli chodzi o religijność marksizmu-leninizmu: chrześcijanie mają Boga (bez imienia ale opisanego w milionach ksiąg), żydzi Jehowę, muzułmanie Allaha itd. Jak się nazywa bóg marksistów-leninistów? Nie pytam o ziemskich proroków.

Pozdrawiam
25-05-2008 20:47 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
Od wielu dni czytam Twoje wypowiedzi na temat ateizmu i największych zbrodniarzy "czasów nowożytnych", w których uparcie twierdzisz, że Hitler był ateistą.
Dodatkowo niestrudzenie piszesz, że zbrodniarze-ateiści wymordowali więcej ludzi niż zbrodniarze-chrześcijanie.
Wynotowałem kilka fragmentów z Twoich wypowiedzi:
>[...] czy to przypadek, że najwięksi zbrodniarze czasów nowożytnych - Robespierre, Lenin, Stalin, Hitler, Mao i Pol Pot byli ateistami?
>Hitler był takim samym katolikiem jak Jaruzelski - odebrał religijne wychowanie i na tym koniec. Widocznie chrzest się nie przyjął.
>Nie, dowód na to że nie był chrześcijaninem.
>Choć przyznaję, ze ateizm Hitlera jest wśród wymienionych przeze mnie zbrodniarzy najbardziej wątpliwy.
>Wycofałem się. Ale dorosły Hitler nie był chrześcijaninem. Mogę złagodzić swoje twierdzenie: żaden z największych zbrodniarzy czasów nowożytnych nie był chrześcijaninem a większość ateistami.
>Nie rozśmieszaj mnie, chcesz ich porównywać z "moimi"?
>To chyba oczywiste: mam ochotę. [...] lepiej żeby zginęło kilkadziesiąt osób niż miliony.
>A co to za argument "Bądźmy poważni!"? [...] Myślałem, że kto jak kto ale racjonaliści powinni przyjmować argumenty, że lepiej zamordować mniej osób niż więcej.

Zastanawiam się, dlaczego tak bardzo zależy Ci na tym, by z Hitlera robić na siłę ateistę, albo co najmniej nie-chrześcijanina. Co Ci da licytacja, który zbrodniarz był gorszym bydlakiem. Czy poczujesz się lepiej, czy humor Ci się poprawi?
Dla mnie nie ma istotnego znaczenia, czy ludobójstwa były dziełem chrześcijanina, czy też ateisty. Ty próbujesz dowodzić, że katoliccy zbrodniarze nie dorównują ich ateistycznym odpowiednikom.
Nie mam zamiaru licytować się z Tobą, kto był większym mordercą. Nie mam ochoty nikogo z nikim porównywać. Humor też mi się nie poprawi z tego powodu, że Hitler ateistą raczej nie był.
Niemniej jednak kilka faktów dotyczących Hitlera pozwolę sobie tu przytoczyć:

Hitler, tak jak inni nazistowscy przywódcy, dorastał w pobożnej, chrześcijańskiej rodzinie. Katolickie wychowanie otrzymali oprócz niego m.in. Himmler, Heydrich i Goebbels. Inni, tacy jak Hess, Bormann, Speer i Eichmann odebrali wychowanie protestanckie. Goering pochodził z rodziny katolicko-protestanckiej. Żaden z faszystowskich przywódców nie wywodził się z rodziny liberalnej lub ateistycznej. Ich rodzice uważali takie poglądy za skandaliczne.
Hitler uczył się w szkole klasztornej i śpiewał w chórze. Ceremonie religijne przeżywał tak głęboko, że rozważał nawet możliwość wstąpienia do stanu duchownego.
Był chrześcijaninem, lecz jego Chrystus nie był Żydem. Z biegiem czasu zaprzestał uczęszczania do kościoła. Początkowo nie bardziej antysemicki niż jego otoczenie, pod wpływem partii Chrześcijańsko-Narodowej oraz na skutek klęski Niemiec w I wojnie i rujnujących warunków pokojowych, stał się antysemitą i zwolennikiem aryjskiej dominacji. Korzeni swojej rasistowskiej obsesji upatrywał w religii. Jawnie wyrażał swój podziw dla Lutra, którego określał jako wielkiego reformatora. Z drugiej strony, w kilku prywatnych rozmowach mówił o sobie, że uważa się za katolika. Niejednokrotnie publicznie twierdził, że Chrystus był jego zbawcą.
Hitler chwalił chrześcijańskie dziedzictwo, niemiecką kulturę chrześcijańską i wiarę w Jezusa. W swoich przemówieniach i publikacjach wspominał, że chrześcijaństwo jest jego główną motywacją do antysemityzmu. Oznajmił: "Jako chrześcijanin nie mam powinności do bycia oszukiwanym, ale mam powinność do bycia wojownikiem o prawdę i sprawiedliwość".
Po objęciu władzy Hitler zakazał działalności organizacjom wolnomyślicielskim i rozpoczął kampanię przeciwko bezbożnikom. W jednym z przemówień z 1933 r. głosił: "Musimy podjąć walkę z ateizmem i to nie wyłącznie w deklaracjach. Powinniśmy ich zwyczajnie wyplenić".
W 1941 r. wyznał generałowi G. Engelowi: "Tak jak kiedyś byłem, tak i dziś jestem katolikiem, zawsze nim będę". W 1944 roku, ostatniej wielkiej ofensywie sił niemieckich nadał kryptonim "Operacja chrześcijańska róża".
Faktem jest, że tradycyjną wiarę chrześcijańską postrzegał jako słabą i zanieczyszczoną przez judaizm. Nie ma jednak uzasadnionych podstaw do twierdzenia, że po dojściu do władzy stał się wrogi chrześcijaństwu, lub został ateistą. Wręcz przeciwnie: ateizm potępiał równie stanowczo, jak chrześcijan współpracujących z lewicą. Stale zaprzeczał, jakoby państwo mogło zrezygnować z religii i polecił Speerowi, by nie zapomniał o kościołach, pracując nad planami odbudowy Berlina. W konstytucji z czasów nazizmu znajduje się bezpośrednie odwołanie do Boga. Hitler sądził, że kiedy zwycięży Europę i ZSRR, stanie się tak popularny, że będzie mógł zastąpić protestantyzm i katolicyzm nowym, zreformowanym kościołem chrześcijańskim. Uważał się za reformatora, a nie za wroga chrześcijaństwa.

Tego, co powyżej napisałem, ja nie wymyśliłem. To są fakty dobrze udokumentowane. Specjalnie nie zależy mi na tym, czy Ty w to uwierzysz. Domyślam się, że i tak wiesz lepiej.

Dyskusja, którą zaproponowałeś napawa mnie obrzydzeniem. Tobie - tak mi się przynajmniej wydaje - sprawia przyjemność. Ale może się mylę?
Zastanawiam się, do czego jest Ci potrzebna dyskusja o masowych zbrodniach. Czy potrzebna Ci jest rozmowa o średniowiecznych krucjatach, w tym o krucjacie dziecięcej? Czy sprawi Ci przyjemność dyskusja o mordowaniu Żydów (zapewne wiesz przez kogo), o eksterminacji narodu żydowskiego? Czy sprawi Ci radość pisanie o inkwizycji, nie wiadomo dlaczego zwanej świętą (a może wiadomo -?), o polowaniu na czarownice, o torturach i morderstwach z krzyżem w ręku, o mordowaniu tzw. heretyków, o katolickich zbrodniach w Jugosławii w czasie II wojny światowej, czy w końcu o wymordowaniu dziesiątek milionów Indian przez konkwistadorów? Czy ulży Ci dyskusja o komunistycznych zbrodniach Stalina i jemu podobnych. Czy naprawdę masz na taką dyskusję ochotę? Czy nie znasz przyjemniejszych tematów?
25-05-2008 20:57 
 Ocena 3 na 3
Pan Tau (1237 punktów)
Jurek napisał:
[...] Wielu sygnatariuszy LAiA spełnia warunki A-C. [...]

Ale jawnie głoszą swój ateizm czy agnostycyzm i coraz częściej formalnie występują z KRK.
O Hitlerze tego nie da się powiedzieć.

Jurek napisał:
[...] To że nie wystąpił z KK nie jest żadnym dowodem - musiałby w tym celu zgłosić się do swojego proboszcza [...]

Tak, tak, Hitlerowi-leniuszkowi po prostu nie chciało się "zgłosić do swojego proboszcza"
Naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego, że gdyby Hitler chciał formalnie przestać być katolikiem, to nie musiałby udawać się do żadnego proboszcza. Proboszcz podkasałby sutannę i sam pędem przybiegł by do niego. Albo i biskup zamiast proboszcza.

Jurek napisał:
[...] A że nie był ekskomunikowany? Nie pzrestał być również honorowym obywatelem Szczecina. Więc to również żaden dowód.

Cóż za odkrywcza teoria - jedynym powodem nie nałożenia ekskomuniki na Hitlera była nieudolność watykańskich urzędników!
Biedactwa, przez tyle lat nie były w stanie zauważyć, że Adolf był jednocześnie zbrodniarzem i katolikiem?

Jurek napisał:
[...] Cwaniaczysz i to w tandetny sposób

Jakie pytanie, taka odpowiedź.

Jurek napisał:
[...] bo sam wiesz że popadłeś w sprzeczność. [...]

Twoje przekonanie o zaistnieniu sprzeczności to zbyt mało, by takowa zaistniała.

Jurek napisał:
[...] A jeżeli chodzi o religijność marksizmu-leninizmu: chrześcijanie mają Boga (bez imienia ale opisanego w milionach ksiąg), żydzi Jehowę, muzułmanie Allaha itd. Jak się nazywa bóg marksistów-leninistów? Nie pytam o ziemskich proroków.

Chrześcijanie mogą mieć Boga bez imienia, a komuniści nie?
Nie pytasz o ziemskich proroków? A Jezus, ziemski prorok chrześcijaństwa nie jest obecnie jednym z chrześcijańskich bogów? Lenin, Stalin - każdy z nich był ziemskim prorokiem komunizmu i każdy z nich również swego czasu został ubóstwiony.
To jednak i tak jest bez większego znaczenia, bowiem religia wcale nie musi odwoływać się ani do Boga, ani do bogów.
Bo jak się nazywa bóg buddystów? A jak bóg taoistów? A jak bóg konfucjanistów?

Jurek napisał:
[...] Dlatego Ciebie również żegnam.

Cóż, obawiam się, że nikt tu po tobie nie będzie płakał.
.
Ławreszuk (2276 punktów)
>Przeniosłem się z tym pytaniem ze strony ILAiA, bo tam cenzor nie pozwala mi go zadać: czy to przypadek, że najwięksi zbrodniarze czasów nowożytnych - Robespierre, Lenin, STalin, Hitler, Mao i Pol Pot byli ateistami?

Jakoś jednak trafiłeś na forum Racjonalisty. Przecież we wstępie do działu "Opinie i komentarze" napisaliśmy, że na ILAiA nie ma miejsce na dyskusje (i podaliśmy link do forum). Na opinie o samej Liście - tak. Owszem, zdarzają się na skutek niemożliwości ustalenia jednoznacznych kryteriów próby dyskusji, ale nie są one obszerne i staram się je szybko kończyć. Natomiast twój temat prowokuje do długich dyskusji i nijak nie jest związany z ideą powstania Listy.
Tutaj masz pełne pole do popisu i jesli będziesz zachowywał się kulturalnie, to na pewno nikt cię cenzurować nie będzie.
Pozdrawiam
Marek Ławreszuk, admin ILAiA


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
20-05-2008 01:50 
 Ocena 2 na 2
marzenka (546 punktów)
O liczby nie ma się co tu spierać, nikt nigdy nie policzy po której stronie jest więcej ofiar. Przyczyny wojen i mordów są zawsze takie same żądza władzy i chciwość ludzka. Natomiast jest świństwem mieszać w to Boga.

              _________________________________________________________________________________

Nie znam większego grzechu niż uciskanie słabszych w imieniu Boga.
20-05-2008 02:40 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>O liczby nie ma się co tu spierać, nikt nigdy nie policzy po której stronie jest więcej ofiar. Przyczyny wojen i mordów są zawsze takie same żądza władzy i chciwość ludzka.
Zgadzam sie.

>Natomiast jest świństwem mieszać w to Boga.
Tutaj sie zgubilem, nie bardzo rozumiem.
Jurek wytknal, ze kilku najwiekszych oprawcow w skali swiata bylo ateistami, i chyba (tak zrozumialem) chcial nas ateistow usawic w jednym szeregu z tymi bestiami.
I chyba to bylo najwiekszym nieporozumieniem (to mozna by ewentualnie nazwac swinstwem).
Boga nikt tutaj nie miesza. To byla taka sobie wymiana prztyczkow.

Mam nadzieje, ze Jurek tez nas polubi.
marzenka (546 punktów)
Największym świństwem jest usprawiedliwianie mordu w imię Boga.
20-05-2008 07:49 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Największym świństwem jest usprawiedliwianie mordu w imię Boga.
Wobec kogo jest świństwem "usprawiedliwianie mordu w imię Boga"?
.
21-05-2008 01:33 
 Ocena 1 na 1
marzenka (546 punktów)
>>Największym świństwem jest usprawiedliwianie mordu w imię Boga.
>Wobec kogo jest świństwem "usprawiedliwianie mordu w imię Boga"?

Według mnie!
Wariaci niekiedy zabijają i mówią że mi jakaś nadprzyrodzona siła kazała - to jestem w stanie zrozumieć. Ale żeby zdrowy na umyśle człowiek zabijał i mówił że Bóg tak chciał, no chyba sam musisz przyznać że to się w głowie nie mieści. Gdyby Bóg to usłyszał to by się chyba w niebie przewrócił.
23-05-2008 10:32 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>Wobec kogo...?
>Według mnie!
Ale wszem i wobec czy według owszem?

>Wariaci niekiedy zabijają i mówią że mi jakaś nadprzyrodzona siła kazała - to jestem w stanie zrozumieć. Ale żeby zdrowy na umyśle człowiek zabijał i mówił że Bóg tak chciał...
Jak więc odróżniasz siłę nadprzyrodzoną od Boga, czyli wariata od zdrowego na umyśle?

>Gdyby Bóg to usłyszał to by się chyba w niebie przewrócił.
Więc albo głuchy, albo nieźle się trzyma.
.
marzenka (546 punktów)
>Ale wszem i wobec czy według owszem?

Według owszem

>>Wariaci niekiedy zabijają i mówią że mi jakaś nadprzyrodzona siła kazała - to jestem w stanie zrozumieć. Ale żeby zdrowy na umyśle człowiek zabijał i mówił że Bóg tak chciał...
>Jak więc odróżniasz siłę nadprzyrodzoną od Boga, czyli wariata od zdrowego na umyśle?

Wiesz tu chyba staram się pokazać jak irracjonalne jest przynależenie do instytucji KK, a reszta to po prostu moje odczucia.

Pozdrawiam serdecznie

24-05-2008 23:39 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Według owszem
Mówiłaś, że według Ciebie, czyżbyś plotła trzy po trzy?

>staram się pokazać jak irracjonalne jest przynależenie do instytucji KK
Tymczasem pokazujesz, że ta przynależność może usprawiedliwiać wszelkie czyny.
.
marzenka (546 punktów)
>>Według owszem
>Mówiłaś, że według Ciebie, czyżbyś plotła trzy po trzy?

Według owszem - mnie, dodam jak już się tak czepiasz

>>staram się pokazać jak irracjonalne jest przynależenie do instytucji KK
>Tymczasem pokazujesz, że ta przynależność może usprawiedliwiać wszelkie czyny.

Absolutnie nie - właśnie te złe rzeczy które wykonuje się w imię Boga potępiam najbardziej

25-05-2008 07:44 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Według owszem - mnie, dodam jak już się tak czepiasz
Czepiam się, bo uciekasz od odpowiedzi. Pytanie brzmiało "względem kogo?", nie "według kogo?" Tu masz to pytanie, w którym dociekam, komu takie usprawiedliwianie szkodzi. A nie "kto uważa je za szkodliwe".

>te złe rzeczy które wykonuje się w imię Boga potępiam najbardziej
Dlaczegóż to? Czyżby mord w imię Boga bardziej odbierał życie od mordu świeckiego?
.
czes (4083 punktów)
Już kilka razy intrweniowałem w sprawie dziwnej wyrozumiałości moderatorów dla arogantów zamieszczających swe wypowiedzi w "opiniach i komentarzach" czyli Księdze Gości ILAiA.

Jeszcze kilka miesięcy temu, mieliśmy kilku oddanych ludzi, którzy pilnowali naszej listy i wszystkie wpisy bezczelnych lub głupkowatych religiantów, spotykały się z natychmiastową ripostą ze strony ateistów.
Ale moderatorzy uparli się aby wyeliminować dyskusje z tej strony i wycięli w pień ... ripostujacych racjonalistów.
Wiem co mówię ponieważ sam byłem jedny z tych, którzy oddawali policzek, a nie nadstawiali drugi.

Efekt; wszelkiej maści religianci bezkarnie "rządzą" w Księdze, wypisują co się im podoba. A podoba im się coraz więcej.

Taki np. Artur W. uznał najwidoczniej naszą Księgę Gości za swoją księgę kopniaków wymierzonych ateistom. I bryluje na stronie już od kilku miesięcy! Jego imię widziałem już chyba ze 20 razy. Czy moderatorzy tego nie widzą?
A oto kolejny kopniak przygłupa Artura W. wymierzony w naszą d.... (2008-07-24) i pozostający bez należytej riposty: "Dla mnie ciemnota to właśnie odrzucenie Boga i wiara w bajki."

Oto następny przykład aroganckich wpisów. Bezczelny typ Paweł Sz. pisze (2008-07-23): " ... wyjść z ciemnoty pozwoli Ci tylko czytanie mądrych i wartościowych książek, a nie podpisywanie jakiejś idiotycznej listy ignorantów".

I jeszcze jeden, moherowy myślący pisze (2008-07-23): "Mówi GŁUPI w swoim sercu: "nie ma boga"!".

Apel do moderatorów; zróbcie z tym wreszcie porządek!
Wasz wyrozumiałość dla gości musi mieć jakieś logiczne granice.
Gościowi w moim domu wolno więcej niż domownikowi, OK. Ale nigdy nie pozwoliłbym aby spluwał na podłogę, obcierł gębę moim białym obrusem, opowidał o głupocie mojego dziecka czy krytykował moją żonę.

Proszę, wyrzucajcie takich "gości" za drzwi lub przynajmniej pozwólcie nam powidzieć im co o nich myślimy.
Kopniak za kopniak.

26-07-2008 10:03 
 Ocena 2 na 2
Ławreszuk (2276 punktów)
Witam,
odpowiem Ci jako admin zatwierdzający owe wpisy na ILAiA.

>Jeszcze kilka miesięcy temu, mieliśmy kilku oddanych ludzi, którzy pilnowali naszej listy i wszystkie wpisy bezczelnych lub głupkowatych religiantów, spotykały się z natychmiastową ripostą ze strony ateistów.

Rozumiem doskonale Twój żal i zrozum też moje obrzydzenie, gdy czytam te podłe wpisy. Odnoszą się one jednak jakos tam do naszego przedsięwzięcia i jestem bardzo niechętny ich cenzurze. Nie mozemy wszak kisić sie we własnym sosie i prawić sobie same komplementy, żeby było przyjemniej. Poza tym, tego rodzaju wpisy pokazują jaka mamy w Polsce otwartość na ludzi niewierzących. Widać jasno, że ILAiA ma sens, a poza tym - wymienieni przez Ciebie ludzie sami wystawiaja sobie świadectwo.

>Proszę, wyrzucajcie takich "gości" za drzwi lub przynajmniej pozwólcie nam powidzieć im co o nich myślimy.
>Kopniak za kopniak.

Pozwól, że strawestuję słowa wielkiego klasyka: Czes! nie podążaj tą drogą!
Uważam, że w sferze werbalnej nie powinniśmy być zbyt emocjonalni, przynajmniej w dyskusji z religiantami, bo złość zaślepia i zrównuje nas z nimi.

Dziękuje Ci za zwrócenie uwagi na Artura W. Być może rzeczywiscie przepusciłem zbyt wiele jego wrednych wpisów.

Pozdrawiam


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
26-07-2008 10:53 
 Ocena 1 na 1
Ławreszuk (2276 punktów)
>Już kilka razy intrweniowałem w sprawie dziwnej wyrozumiałości moderatorów dla arogantów zamieszczających swe wypowiedzi w "opiniach i komentarzach" czyli Księdze Gości ILAiA.

Uzupełniając- tylko w tym roku blokowałem już z różnych względów 21 wypowiedzi Artura W. Admin nie śpi


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
czes (4083 punktów)
Witaj Adminie,

>Admin nie śpi
Wierzę !!! Ale bez obrazy, co?

Masz rację, czasami emocje biorą górę. A wypowiedzi aroganckich religiantów potrafią potargać resztki mojego systemy nerwowego.

Dziękuję za obszerne wyjaśnienie zasad twego moderowania.
Nie zazdroszczę Ci tej fuchy. Za czytanie wpisów tych wszystkich moherów, powinieneś pobierać odszkodowanie za pracę w warunkach szkodliwych dla zdrowia.

Serdecznie pozdrawiam. Czesiek
26-07-2008 14:59 
 Ocena 1 na 1
awitu (7627 punktów)
>Masz rację, czasami emocje biorą górę. A wypowiedzi aroganckich religiantów potrafią potargać resztki mojego systemy nerwowego.

Czes jest takie powiedzenie:
"Psy szczekają a karawana idzie dalej"

a ja jak czytam wpisy tych nawiedzonych to mi się śmiać chcę, zawsze są takie infantylne, takie agresywne. Jak nie ma argumentów to zawsze budzi się agresja. To dobry znak, że czują się zagrożeni i mogą sobie tylko pokrzyczeć. A to, że nie są cenzurowani tylko ich wkurza bardziej, sami się nakręcają i wystawiają świadectwo.

pozdrawiam serdecznie.


"Wierzą, że system operacyjny noma startuje, gdy ten jest gęsią: jeśli jest dobrą gęsią, to zostaje nomem. Gdy umiera, dobry stary NASA zabiera go do nieba, gdzie zostaje gwiazdą."
26-07-2008 16:49 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
Witaj Awitu,

>Czes jest takie powiedzenie:
>"Psy szczekają a karawana idzie dalej"

Na pewno masz rację ale ... czy ludzie i zwierzęta tej karawany nie mają chęci kopnąć takiego ujadającego psa?!

Dla zabawy, opowiem Ci anegdotkę z mego życia. Miałem wtedy 22-23 lata. Prawie każdego dnia, w pobliżu mego domu, zastępował mi drogę czarny pies (bez opieki), który jeżył sierść, szczerzył zęby i warczał na mnie jakby chciał mi przegryźć gardło. Bałem się, że może mnie dziabnąć chociażby w nogę i problem gotowy (lekarze, zastrzyki itp.). Odnalazłem nawet właścicielkę tego psa ale nic nie wskórałem, pies teroryzował mnie nadal.
Jednego dnia, wracałem ze studium wojskowego (szkolenie wojskowe w ramach zajęć na uczelni) w mundurze wojskowym i solidnych wojskowych butach. Gdy "mój" pies tradycyjnie doskoczył do mnie i stanął mi na drodze, wyprowadziłem takie kopnięcie, że gdyby kopniak dotarł do celu, pies zostałby niewątpliwie zabity na miejscu. Ale udało mu się uskoczyć i uniknąć śmiercionośnego ciosu. I od tego czasu, sytuacja odwróciła się o 180 stopni. To pies bał się mnie i ilekroć mnie widział, uciekał na drugą stronę ulicy.

Tak więc rodzi się pytanie; czy pozwolić religiantom na bezkarne szczekanie, czy lepiej wymierzać kopniaki?
Nawet jeżeli to pierwsze rozwiązanie jest lepsze, to chyba znacznie trudniejsze do zrealizowania, przynajmniej dla mnie.

Serdecznie Cię pozdrawiam.




26-07-2008 17:14 
 Ocena 2 na 2
awitu (7627 punktów)
>Witaj Czes
>Na pewno masz rację ale ... czy ludzie i zwierzęta tej karawany nie mają chęci kopnąć takiego ujadającego psa?!

Ale po co tracić czas na te psy, trzeba się zatrzymać kopać, a tu trzeba iść do celu

Czes może nasza różnica zdań wynika z doświadczeń życiowych. Ja w życiu widziałam na własne oczy jak ludzie umierają z powodu swoich przekonań w tym religijnych. Nigdy więcej nie chciałabym zobaczyć tego. Nie jestem pacyfistką, ale wiem jakim kretynizmem jest zabijanie w imię jakiś idei.

A co do psa, ja kupiłabym kilogram dobrej kiełbasy, obłaskawianie to lepsza metoda niż przemoc, mówię ci to jako właścicielka amstafa z charakterkiem

>Tak więc rodzi się pytanie; czy pozwolić religiantom na bezkarne szczekanie, czy lepiej wymierzać kopniaki?
>Nawet jeżeli to pierwsze rozwiązanie jest lepsze, to chyba znacznie trudniejsze do zrealizowania, przynajmniej dla mnie.

Trudniejsze i wymaga trzymania emocji na smyczy, ale czyż racjonalizm tego nas nie uczy, czyż przez to nie stajemy na wyższym poziomie niż oni?

pozdrawiam serdecznie i miło mi znowu czytać Twoje słowa.

"Wierzą, że system operacyjny noma startuje, gdy ten jest gęsią: jeśli jest dobrą gęsią, to zostaje nomem. Gdy umiera, dobry stary NASA zabiera go do nieba, gdzie zostaje gwiazdą."
26-07-2008 22:02 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
Witaj Awitu,

>Czes może nasza różnica zdań wynika z doświadczeń życiowych.
I charakterów. Nie lubię nadstawiać drugiego policzka. Ale nie odmawiam racji twoim metodom traktowania przeciwnika. Zapewne, w różnych przypadkach należy reagować inaczej.

>A co do psa, ja kupiłabym kilogram dobrej kiełbasy, obłaskawianie to lepsza metoda niż przemoc, mówię ci to jako właścicielka amstafa z charakterkiem
I Ty to mówisz do faceta, który jadał obiady w stołówce studenckiej, a śniadania i kolacje ograniczały się zazwyczaj do szklanki mleka i kromki chleba z marmoladą? Za kilogram kiełbasy to ja mógłbym walczyć z twoim amstafem!

>Trudniejsze i wymaga trzymania emocji na smyczy, ale czyż racjonalizm tego nas nie uczy, czyż przez to nie stajemy na wyższym poziomie niż oni?
Trzymać emocje na smyczy! Jak to łatwo powiedzieć! Postaram się.

>... miło mi znowu czytać Twoje słowa.
Oooo! A to na pewno do mnie? . Nie spodziewałem się takiego komplementu.
A prawdziwą przyjemnością jest czytanie twych wypowiedzi.

Serdecznie pozdrawiam. Czesiek
28-07-2008 09:37 
 Ocena 1 na 1
Ławreszuk (2276 punktów)
>>Admin nie śpi
>Wierzę !!! Ale bez obrazy, co?

Ależ mi to nawet przez głowę nie przeszło


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
08-10-2008 01:37 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
Witaj Marku,

Znowu z pytaniem odnośnie wpisów w "Opiniach i Komentarzach" do ILAiA.
Jestem lekko zszokowany treścią postu podpisanego "Mahdi" z dnia 24 września 2008r. Nie wiem czy jest to faktyczny "wyznawca Proroka" czy też dureń podający się za takowego. Tak czy inaczej, jego post jest klasyczną groźbą karalną. Czy uważasz, że i takim idiotom wolno bezkarnie wypisywać co się im podoba?! I to w naszej księdze gosci?!

I jeszcze propozycja/sugestia zmiany tytułu strony z tymi niby opiniami i komentarzami. Jestem przekonany, że tytuł winien być "Księga Gości" z uwagą "prosimy miłych Gości o zamieszczenie pamiątkowego wpisu" czy coś w tym rodzaju. Myślę, że większość "miłych gości" zachowa się jak gościowi przystało. A jak się trafi taki Mahdi, to zgłosić popełnienie przestępstwa. Niech się gówniarz nauczy porządku.

Pozdrawiam. Czesiek
Ławreszuk (2276 punktów)
Zgadzam się z Tobą, że list miły nie jest i zastanawiałem się nad nim, zanim go dopuściłem do publikacji. Przeważyło u mnie przekonanie, że będzie to doskonały przykład, jaką wodę z mózgów potrafi ludziom robić religia i po co nasza Lista jest potrzebna.

Myślę jednak, że nie warto robić z tego afery sądowej. Warto za to swoją energię poświęcić na propagowanie wolnomyślicielstwa. Dużo więcej zyskamy pozbawiając mahdiego jego armii, niż robiąc z niego męczennika. Lepiej go ośmieszać niż karać.

Pozdrawiam serdecznie
Marek


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
czes (4083 punktów)
>Dużo więcej zyskamy pozbawiając mahdiego jego armii, niż robiąc z niego męczennika. Lepiej go ośmieszać niż karać.

Tak, masz rację.
Serdecznie pozdrawiam. Czesiek
ojciechumoru
Jakby co, nie twierdzę, że jest tylko jedna "właściwa" religia. Każdy ma wolną wolę, a więc i możliwość wyboru w co chcą wierzyć. Dziwią mnie jedynie kłamstwa na temat kościoła we wprowadzeniu , jak np. patronat Kościoła nad Państwem - cóż za bzdura, jakim sposobem? Kościół w żaden sposób (z wyjątkiem o.Rydzyka) nie miesza się w żadne sprawy polityczne, a sami politycy często mają tyle wspólnego z katolicyzmem, co ja z chińskim baletem.

Albo "wartości" których pochodzenie i jakość są mocno wątpliwe - no zaraz, kultura chrześcijańsko-judaistyczna (nie wspominając o mitycznej) na trwale wpisała się w kulturę Europy, choćby ten dekalog, ale także wiele innych. Wątpliwe? Wolnego. Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości niech się spyta teologa, historyka sztuki, historyka, polonistę, filologa jęz. polskiego, filozofa czy choćby socjologa - wszyscy potwierdzą.

Byłbym niezmiernie wdzięczny, gdyby autor zechciał to wprowadzenie poprawić, gdyż tak jak chrześcijaństwo w średniowieczu, tak teraz ateiści i agnostycy robią ludziom wodę z mózgu - moim zdaniem kiepskie zagranie.

Pozdrawiam
rozbawiony do łez
>... Dziwią mnie jedynie kłamstwa na temat kościoła we wprowadzeniu , jak np. patronat Kościoła nad Państwem - cóż za bzdura, jakim sposobem? Kościół w żaden sposób (z wyjątkiem o.Rydzyka) nie miesza się w żadne sprawy polityczne, a sami politycy często mają tyle wspólnego z katolicyzmem, co ja z chińskim baletem. ...

"ojciechumoru" - co za skromność. Jesteś co najmniej księciem humoru, może nawet królem.
Już dawno nie czytałem tak zabawnego tekstu jak twoja wypowiedź.

PS. A czy Ty piszesz z Polski i o Polsce?
ojciechumoru
Nie, piszę z Zambii o Madagaskarze. A co w tym zabawnego? Jeśli uważasz inaczej, to podziel się z nami, tutaj na forum, w jaki sposób kościół miesza się politykę. Wyprzedzając argument ks. Rydzyka umyślnie o nim napisałem, biorąc pod uwagę, że jest on, hm, może nie wyłączony z kościoła ale na pewno bardzo zagubiony i oprócz niego nie znam więcej przypadków "ingerencji" w życie polityczne.

I muszę przyznać, że gdybym był zdesperowanym, załamanym i zagubionym człowiekiem, po jakiś mocnych przeżyciach itp. to prawdopodobnie też bym przyklasnął i już się wpisał na tę listę. Tymczasem znajduję tu moc haczyków, które zapewne niektórych powstrzymują.

Dodatkowo, w zakładce opinie i komentarze można się doszukać kilku fajnych rzeczy:

(...)Musiałem być katolikiem. Parę lat temu miałem wypadek, "cudem" przeżyłem. Wtedy doszedłem do wniosku, że nikt nad nami nie czuwa i sami jesteśmy panami swojego losu.

Zaiste interesujące. Skoro to był "wypadek" to nie było to robione specjalnie. Skoro cudem, to znaczy, że miałeś z tym nic wspólnego. Nie wiem jak wy, ale ja leżąc nieprzytomny na oiomie, z rurkami w całym ciele nie umiałbym "stwierdzić", że chcę czy nie chcę przeżyć. Gdzież więc to nasze panowanie nad losem? Nad tym nikt nie zapanuje. Człowiek nie ma mocy dać samemu sobie życia, a i z jego odbieraniem różnie bywa, panie i panowie własnych losów...

Czego "katolicy"szukają na tej stronie?Potwierdzenia swojej"niezachwianej"?wiary?Czy tylko sobie po obrażać dla zasady.

Skoro ateiści tak gorąco wypowiadają się na temat kościoła katolickiego muszą go bardzo dobrze znać. A więc, żeby katolikom nie zarzucano ignorancji waszych poglądów zaglądamy na różne strony, aby się o was czegoś dowiedzieć. Póki co nie obrażam nikogo, lecz ukazuję merytoryczne braki lub błędy, które aż kolą w oczy.

lepiej byc ateistą, niż fałszywym katolikiem

A może lepiej być fałszywym ateistą, niż prawdziwym katolikiem? Dla mnie trochę bez sensu. Najlepiej jest wiedzieć w co się wierzy i być w tym konsekwentnym.

przykre jest , że ta, wielu katolików obraża nasze umysły, szydząc i wyśmiewając to czego nie rozumieją.

To samo co w pierwszym cytacie.

Apeluję o zmienienie treści wprowadzenia, a konkretnie jego końcówki. Nie jestem "Niewierzącym", jestem tak jak każdy inny ateista i teista wierzącym w człowieka, a więc uważam użycie sformułowania "Niewierzący" za wprowadzanie w błąd.

Co prawda, to prawda.

może powtarzam jakiś wpis: nie wierzę w Boga, ani w boga czy bogów, wierzę w człowieka, jego rozum i serce..

O, ten jest mój ulubiony. "wierzę w człowieka...", no tak, bo katolicy wierzą w same duchy... hm, jakby to powiedzieć, otóż nie. Katolicy również w wierzą w człowieka: wierzą, że istnieje, że oddycha, jest słaby i grzeszny oraz całkowicie śmiertelny. Mają rozum, którego używają, oraz serce, bez którego nie przeżyją. Ponadto wierzą w duszę ludzką i jednego Boga w Trzech Osobach. Wiara w Boga, nie wyklucza wiary w człowieka. Nie przyrównujmy człowieka z Bogiem, bo z żadnej strony to nie ma sensu.

Ludzie nie są ZMUSZANI do uczestnictwa w obrzędach religijnych To rodzaj tradycji nie podpisuję się.

No to są zmuszani, czy to tradycja? Tradycja owszem, ale zapewniam, że księża nikogo nie biczują, nie ścigają ani nie krzywdzą takich co nie uczestniczą o obrzędach religijnych.

Czytam i się śmieję... skoro wierzycie w tzw. "jedynego boga" to co tutaj robicie, w "miejscu herezji"? My nie ładujemy się do kościołów, to wy nie ładujcie się do nas... no ale trzeba pokazac wielkosc "boga" i wyzwac kilku racjonalistów...

Dokładnie co w pierwszym i czwartym cytacie.

Pozdrawiam serdecznie
ojciechumoru
W przedostatnim cytacie przekręciłem: tam jest "NIE są zmuszani" - więc zwracam honor
13-12-2008 19:40 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

Po co to wszytko piszesz?
.
czes (4083 punktów)
Przyłączam się do pytania Osnowy .
czes (4083 punktów)
We wprowadzeniu do Listy Ateistów i Agnostyków przeczytałem:
"Uważamy, że trzeba mówić i działać, by w naszym kraju dostrzeżono tych, którzy nie życzą sobie patronatu Kościoła nad Państwem. Chcemy dać możliwość głosu: żołnierzom, urzędnikom, policjantom, strażakom i innym ludziom, którzy z racji wykonywanego zawodu zmuszani są pod presją przełożonych do brania udziału w mszach i uroczystościach religijnych."

Ty natomiast piszesz:
> Dziwią mnie jedynie kłamstwa na temat kościoła we wprowadzeniu , jak np. patronat Kościoła nad Państwem - cóż za bzdura, jakim sposobem? Kościół w żaden sposób (z wyjątkiem o.Rydzyka) nie miesza się w żadne sprawy polityczne, a sami politycy często mają tyle wspólnego z katolicyzmem, co ja z chińskim baletem.

Odnoszę wrażenie, że autor wrowadzenia i Ty mówicie o zupełnie innych "patronatach".
Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że krzyż w sejmie został powieszony przez polityków mających tyle wspólego z katolicyzmem, co Ty z chińskim baletem. A konkordat został zapewne podpisany przez PSR.
ojciechumoru
Czy mówiłem coś o krzyżu w sejmie? A Ty myślisz, że co, że po zbudowaniu sejmu księża wbili się tam na chama i powiesili na przekór wszystkim krzyż? Moim zdaniem, ci co budowali sejm, a potem otworzyli salę sejmową poprosili władze kościele zapewne z okolicy aby pobłogosławili ją i następnie powiesili krzyż - Kościół na siłę sam takich rzeczy nie robi. Idąc dalej: co z tego, że wisi - czy ktoś przed nim klęka, adoruje w jakiś sposób? Szczerze mówiąc nie zauważyłem. Do tego służy kościół, przynajmniej dla mnie, jako katolika. Warto czasem odróżnić władzę kościelną od cywilnej, serio, przydaje się. Konkordat? A co ma piernik do wiatraka? Znasz może definicję, albo jakieś jego założenia? O, choćby na wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/Konkordat
Umowa między państwem a Stolicą Apostolską. Nie wiem szczerze mówiąc do czego pijesz. Bo co, małżeństwa kościele (na marginesie wszystkich legalnych wyznań w Polsce) są na równi z cywilnymi? Albo, że to biskupi (po prostu władza kościelna) wybiera nauczycieli religii, katechetów itp.? No sory, ale w ogóle nie wiem co jest z tym nie tak. Jeśli Twoim zdaniem to jest ten "patronat" kościoła nad państwem, to naprawdę coś jest z Tobą nie tak.
26-12-2008 02:06 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
Musisz być bardzo młody. Krzyż został powieszony nocą i w tajemnicy, przez dwu posłów ZCHN (z których jeden nieco się przy tym poobijał spadając z drabiny zwiniętej straży sejmowej). Parlament został postawiony przed faktem dokonanym. Krzyż nie powinien wisieć w sejmie nie dlatego że jest symbolem religii a dlatego, że nie wiszą w nim symbole wszystkich konfesji wyznawanych przez obywateli RP. Skoro uznajemy w konstytucji, że wszystkie religie są równe wobec prawa a państwo nie promuje ani nie dyskryminuje żadnej z nich, to albo nie wieszamy symboli żadnego z nich, albo wszystkich. W innym razie mamy do czynienia z uprzywilejowaniem jednego z wyznań- a to już z konstytucją jest niezgodne, niezależnie od tego czy wiszącym symbolem jest krzyż, półksiężyc czy gwiazda dawida. Symbole religijne (podobnie jak partyjne) nie powinny być wieszane w urzędach państwowych bo symbolami państwa są godło, flaga i hymn, nic więcej. Wieszanie krzyża obok godła to próba wiązania- na poziomie symbolicznym- religii z państwem do której dochodzić nie powinno w interesie obu stron. Symbole religijne związane są z instytucjami religijnymi i tam ich miejsce.

Podobnie jest z konkordatem: tak długo, jak długo konstytucja nie ulegnie zmianie umowy tego rodzaju powinny albo być zawierane z wszystkimi związkami religijnymi/światopoglądowymi a związane z nimi przywileje powinny przysługiwać wszystkim religiom (co wiąże się choćby z akceptacją małżeństw Wicca) albo nie powinny przysługiwać żadnej.

erka.ovh.org/
26-12-2008 17:03 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
>Czy mówiłem coś o krzyżu w sejmie? ...
> ... Konkordat? A co ma piernik do wiatraka? Znasz może definicję, albo jakieś jego założenia? ...
> ... Nie wiem szczerze mówiąc do czego pijesz. ...
> ... to naprawdę coś jest z Tobą nie tak.

Jestem zdumiony treścią twego postu, szczególnie arogancją i prostackim sposobem wyrażania myśli.
Poza tym, ty nie rozumiesz czytanego tekstu lub celowo mącisz i przeinaczasz sens wypowiedzi. Na dodatek, sugerujesz iż twój rozmówca nie wie o czym mówi. A mówiąc wprost; z autora "wprowadzenia" do Listy Ateistów robisz kłamcę, a ze mnie durnia, który plecie trzy po trzy.

A przecież moja wypowiedź jest napisana bardzo czytelnie, nie pozostawia miejsca na nieporozumienia.
Przytoczyłem cytat z "wprowadzenia" i cytat z twojej wypowiedzi odnośnie "patronatu" kościoła nad państwem. Skomentowałem to jednym zdaniem; "odnoszę wrażenie, że autor wprowadzenia i ty mówicie o zupełnie innych patronatach" co znaczy, że moim zdaniem twoja interpretacja znacznie odbiega od intencji autora.
Oczekiwałem, iż będziesz udowadniał swoje racje, nie oczekiwałem prostackiego ataku.

Druga część mej wypowiedzi to marginalna uwaga odnosząca się do twoich słów; " ... a sami politycy często mają tyle wspólnego z katolicyzmem, co ja z chińskim baletem."
Chciałem ci pokazać, iż część polityków ma wiele wspólnego z katolicyzmem i podejmują działania pod jego wpływem. Podałem dwa, pierwsze z brzegu przykłady, które akurat przyszły mi na myśl. Było to "partyzanckie" zawieszenie krzyża w sejmie przez posłów partii mającej Chrześcijanizm nawet w nazwie oraz podpisanie konkordatu przez rząd złożony ze zdeklarowanych katolików pod przewodnictwem premiera publicznie (nawet podczas wizyt w innych krajach) głoszącego swój katolicyzm (nie sądzę aby taki konkordat mógł być podpisany przez rząd składający się z członków Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów).

No cóż, nie jestem erudytą, nie jestem wybitnie inteligentny, moja wiedza nie jest wielka. Ale wiem, że jestem człowiekiem bardzo logicznym, wyrażającym się jasno i zrozumiale dla większości forumowiczów. Jeżeli ty nie rozumiesz moich wypowiedzi i jeszcze próbujesz przyprawiać mi gębę idioty, to ja wycofuję się z tej niby dyskusji.
Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, zraziłem się do ciebie całkowicie i nieodwracalnie.

Żegnam.
aav r
Jestem ateistą, ale boję się wpisać na listę bo jest ona tworzona przez jeden z tych chyba lewicowo-socjalistycznych portali typu ateista.pl.
07-01-2009 03:50 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
>Jestem ateistą, ale boję się wpisać na listę bo jest ona tworzona przez jeden z tych chyba lewicowo-socjalistycznych portali typu ateista.pl.
Głupie wypowiedzi różnej maści religiantów już dawno przestały robić na mnie wrażenie. Jedni chcą nam dokuczyć, inni chcą się wywyższyć, a jeszcze innych boli że ateiści to też ludzie.
Trudno mi uwierzyć, że to ateista pisze takie bzdury na naszym forum.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
aav r
Może nieuprzejmie napisałem, alę wątpliwość mam poważnie.
Lubię jkm i nie popieram humanizmu.
20-01-2009 09:07 
 Ocena 2 na 2
Ławreszuk (2276 punktów)
>Może nieuprzejmie napisałem, alę wątpliwość mam poważnie.
>Lubię jkm i nie popieram humanizmu.

Szanowny Panie,
jako pomysłodawca, inicjator, współwykonawca i administrator Listy poczułem się wywołany do tablicy. Nie zamierzam się tłumaczyć z moich ewentualnych poglądów politycznych, bo kimkolwiek bym nie był, to polityka nie ma tu nic do rzeczy. Lista jest całkowicie apolityczna i nigdy nie powstawała z jakimkolwiek politycznym przesłaniem. Nic więcej, poza tym co jest napisane we Wstępie do Listy, nie skrywa się za nią.

Dodac bym chciał również, że Lista nie jest w żaden sposób powiązana z Ateistą.pl, który jedynie przysłużył się do jej rozpromowania, za co ogromne im dzięki.

Proponuję zatem zaprzestanie snucia jakichś politycznych skojarzeń, choć też rozumiem, że niektórym wszystko kojarzy się z jednym.



"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
wesołek
>Lubię jkm ...
Ja też lubię jkm. Lubię również ciebie aav r.
Po prostu, lubię błaznów!
10-01-2009 16:11 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
prowok
Mateusz Orzeł (163 punktów)
Parę tygodni temu dzwoni telefon (domowy). Odbiera moja mama, mówi, że to do mnie. Odbieram.

- Halo?
(głos starszej kobiety)
- Dzień dobry. Marta Kamińska. Czy wierzy pan w życie pozagrobowe?
- ... Nie.
- To co jest po śmierci?
- Nic. Niebyt.
- ... Aha. To dziękuje.

Wczoraj telefon dzwoni znowu. Znowu odbiera mama. Mówi, że to do mnie. Schodzę i głośno zastanawiam się czy to znowu te dewoty... Biorę słuchawkę...

- Halo?
(młodszy głos)
- Marta Fijałkowska. Czy chciałby pan żeby Szatan wylizał panu penisa?
- ... O_O <trzask>

Uroki bycia ateistą.

UPDATE: Przed chwilą dzwoniła znowu. Ojciec odebrał i powiedział, że taki tu nie mieszka. Ech. A kazałem mu zwyzywać następnym razem...

Myślicie, że to może mieć związek z Listą? Podpisałem się imieniem i nazwiskiem. Podałem też miasto. Telefonu domowego nigdzie nie podaję. Być może jest w książce telefonicznej zarejestrowany na któregoś z rodziców.
10-01-2009 16:06 
 Ocena 2 na 2
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Ja już dawno podpisałam i takich efektów nie doświadczam.
Ale jest możliwe, że w twoim mieście jakieś fanatyczne towarzystwo zadało sobie trud i cię odszukało.
Jak dawałam ogłoszenia w związku z pracą, którą wykonywałam otrzymywałam wiele "łańcuszków" oraz zupełnie nie związanych z tematem ogłoszenia propozycji.
Przejdzie im.
10-01-2009 18:38 
 Ocena 4 na 4
czes (4083 punktów)
>- Marta Fijałkowska. Czy chciałby pan żeby Szatan wylizał panu penisa?
>- ... O_O <trzask>
Podpowiadam Ci możliwe odpowiedzi, np.:
1. Tak kochanie, jeżeli to ty jesteś tym szatanem.
2. Oczywiście, spotkajmy się wieczorem.
3. Czyżbyś nie jadła kolacji? itp.

>UPDATE: Przed chwilą dzwoniła znowu. Ojciec odebrał i powiedział, że taki tu nie mieszka. Ech. A kazałem mu zwyzywać następnym razem...
Och, nie wyzywaj nikogo. Więcej satysfakcji da Ci zrobienie głupka z takiego religianta.
A twój ojciec zachował się bardzo rozsądnie. Poproś mamę aby też udzielała takich odpowiedzi przez jakiś czas. Problem zdechnie śmiercią naturalną.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>Och, nie wyzywaj nikogo.

Ateista (tylko) ma prawo wyzywać innych i sam być przez innych zwyzywany.

Szacunku do drugiego człowieka uczą przykazania Boże. A prawdziwy ateista tych przykazań nie uznaje!!!
14-03-2009 01:16 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>>Och, nie wyzywaj nikogo.
>Ateista (tylko) ma prawo wyzywać innych i sam być przez innych zwyzywany.
A to co za głupota?!

>Szacunku do drugiego człowieka uczą przykazania Boże.
To dobrze.

>A prawdziwy ateista tych przykazań nie uznaje!!!
Ateista to człowiek (jakbyś nie wiedział) i też ma zasady i wartości.
Mój szacunek dla drugiego człowieka nie musi opierać się na przykazaniach boskich, mój szacunek ma solidniejsze podstawy.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
roca
>>>Och, nie wyzywaj nikogo.
>>Ateista (tylko) ma prawo wyzywać innych i sam być przez innych zwyzywany.
>A to co za głupota?!

Nie wiem, czy głupota. jesli ateista nie uznaje Boga i w konsekwencji Jego przykazań, wtedy sam dla siebie pozostaje normą moralną. czyli może sam ustalac, co jest dobre, a co jest złe. A te ustalenia niekoniecznie muszą się pokrywać z normami etycznymi wynikającymi z dekalogu. jesli ponadto ateista jest wyznawcą teorii, ze wolności człowiek człowiekowi nie moze ograniczać (ostatnio często się takichh spotyka), wtedy nie moze mieć do innych pretensji o to, ze tamten postępuje "źle". Usuwanie Boga i gloryfikowanie wolności powoduje upadek systemów etycznych. człowiek jest tak skonstruowany, ze potrzebuje aby wartość, którą ma uznawać miała "mocniejsze plecy" od niego samego. Dokładniej, za taka wartością musi stać jakaś istota niezależna od człowieka, istota, która ma srodek do tego, aby tę wartość, czy prawo wyegzekwować.

>Ateista to człowiek (jakbyś nie wiedział) i też ma zasady i wartości.
Oczywiście, zdarzają się i tacy
>Mój szacunek dla drugiego człowieka nie musi opierać się na przykazaniach boskich, mój szacunek ma solidniejsze podstawy.

Chciałbym poznać te podstawy. Czyżby chodziło tu o prawo naturalne?
Swoją drogą nie znam niczego/nikogo solidniejszego od Boga. Człowiek i to co on wymyśli jest zawodne, więc ta możliwość już na wstępie jest skreślona.
15-03-2009 02:47 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>... Swoją drogą nie znam niczego/nikogo solidniejszego od Boga.
Ty nie znasz! Może to efekt twego ograniczenia?

>Człowiek i to co on wymyśli jest zawodne, więc ta możliwość już na wstępie jest skreślona.
roca już ci wielokrotnie mówiłem/tłumaczyłem, że twoje wypowiedzi są na poziomie kilkuletniego dziecka, po prostu kupa bzdur.

Nie obchodzi mnie, że się kompromitujesz.
Zrozum jednak;
ZAŚMIECASZ NASZE FORUM!!!

PS. I naucz się (do cholery) pisać po polsku. Zdanie rozpoczyna się od dużej litery.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
15-03-2009 03:09 
 Ocena 1 na 1
Wojtek (3465 punktów)
>Nie wiem, czy głupota. jesli ateista nie uznaje Boga i w konsekwencji Jego przykazań, wtedy sam dla siebie pozostajenormą moralną. czyli może sam ustalac , co jest dobre, aco jest złe. A te ustalenia niekoniecznie muszą się pokrywać z normami etycznymi wynikającymi z dekalogu. jesli ponad to ateista jest wyznawcą teorii, ze wolności człowiek człowiekowi nie moze ograniczać (ostatnio często się takichh spotyka), wtedy nie moze mieć do innych pretensji oto, ze tamten postępuje "źle". Usuwanie Boga i gloryfikowanie wolności powoduje upadek systemów etycznych. człowiek jest tak skonstruowany, ze potrzebuje aby wartość, którą ma uznawać miała "mocniejsze plecy" od niego samego. Dokładniej, za taka wartością musi staćjakaś istota niezależna od człowieka, istota, która ma srodek do tego, aby tę wartość, czy prawo wyegzekwować.
Na tym forum piszemy po polsku (to taki środkowoeuropejski język). Poprawnie, bez literówek, bez opuszczania znaków diakrytycznych, w taki sposób, by czytanie nie nastręczało trudności. Przed zamieszczeniem postu proszę go przeczytać. To dobra praktyka, jej brak sugeruje, że wypowiadający się nie szanuje swoich rozmówców.
Tym razem tylko upomnienie.

Pozdrawiam




ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
15-03-2009 03:16 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>. Dokładniej, za taka wartością musi staćjakaś istota niezależna od człowieka, istota, która ma srodek do tego, aby tę wartość, czy prawo wyegzekwować.

Jeśli taka jest moralność oparta na Bogu: "Postępujcie zgodnie z moim boskim widzimisię bo jak nie to po łbie w sposób Ostateczny!" to dzięki Bogu, że Boga nie ma.

Nie pozdrawiam bo nie potrafię kogoś o tak spaczonym poglądzie.
roca
>>. Dokładniej, za taka wartością musi stać jakaś istota niezależna od człowieka, istota, która ma środek do tego, aby tę wartość, czy prawo wyegzekwować.
>Jeśli taka jest moralność oparta na Bogu: "Postępujcie zgodnie z moim boskim widzimisię bo jak nie to po łbie w sposób Ostateczny!" to dzięki Bogu, że Boga nie ma.

Chyba niezbyt dobrze znasz to, co krytykujesz. To, co wyżej napisałeś jest pewnym spłyceniem boskiej nauki o winie, sądzie i karze.
Bóg przedstawia ci 2 opcje: szczęście, lub nieszczęście, oraz przedstawia warunki, jaki musisz spełnić aby to osiągnąć. Twoja sprawa, co wybierzesz. Za wyborem idą konsekwencje. Wybór, za którym nie ma konsekwencji wybranej opcji jest bez sensu. To byłoby unicestwienie wyboru. To byłoby unicestwienie wolnej woli. No bo po co wybierać, jeśli i tak wiem, że obojętnie co bym wybrał, i tak czeka mnie to samo?

A z drugiej strony Jaki sens ma prawo, którego nikt nie wypełnia?
Praktyka pokazuje, że prawo, którego nikt nie egzekwuje zazwyczaj nie jest wypełniane.

Czy znasz jakiś doskonalszy system moralny?
15-03-2009 18:14 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
>Bóg przedstawia ci 2 opcje: szczęście, lub nieszczęście, oraz przedstawia warunki, jaki musisz spełnić aby to osiągnąć. Twoja sprawa, co wybierzesz. Za wyborem idą konsekwencje. Wybór, za którym nie ma konsekwencji wybranej opcji jest bez sensu. To byłoby unicestwienie wyboru. To byłoby unicestwienie wolnej woli. No bo po co wybierać, jeśli i tak wiem, że obojętnie co bym wybrał, i tak czeka mnie to samo?
Przestań już, to już było. Po pierwsze wszechmocny bóg mógł wszystko, a więc chciał zaludnić ten świat istotami wolnymi i ulegającymi złu. Tak więc gdyby istniał to on by ponosił odpowiedzialność za wszelkie zło. Jako wszechmocny mógł wszak stworzyć istoty wolne i dobre, które z nieprzymuszonej woli postępowałyby właściwie.
Po drugie, czy wolna wola jest czy jej nie ma, utożsamianie rzeczy moralnie właściwych z tymi za które nie będzie karał jakiś despota, jest etyczną dziecinadą.

>Czy znasz jakiś doskonalszy system moralny?
Tak, opowie ci o nim każde dziecko które wyrasta z etapu "Nie zrobię tego bo mnie zbiją rodzice" a wkracza w wiek w którym "Nie zrobię tego bo nie powinienem". Albo "Nie zrobię tego, bo sprawi to komuś/czemuś cierpienie".
Jest mnóstwo systemów etycznych doskonalszych od tej upadłej. teistycznej pseudomoralności.
roca
>Po pierwsze wszechmocny bóg mógł wszystko, a więc chciał zaludnić ten świat istotami wolnymi i ulegającymi złu.

Chciał zaludnić - fakt. Ale nie chciał i nie chce, aby ludzie ulegali złu. owszem, dał wolną wolę, która umożliwia wybór zła.
Podobnie, jak Nobel (wiem, każde porównanie kuleje) dał dynamit, aby był wykorzystany w dobrym celu.

> Tak więc gdyby istniał to on by ponosił odpowiedzialność za wszelkie zło.

I można powiedzieć, ze się tak stało. Jezus Chrystus, Bóg-człowiek wziął na siebie odpowiedzialność za zło wszystkich ludzi.

>Jako wszechmocny mógł wszak stworzyć istoty wolne i dobre, które z nieprzymuszonej woli postępowałyby właściwie.

Stworzył jedną taką - Maryję. Ten przywilej otrzymała jednak ze względu na Jej specjalną misję. Jeżeli nie dał tego przywileju innym to dlatego, ze nie uważał tego za konieczne. Gdyby nie było zła nie wiedzielibyśmy, co to jest dobro i dlaczego dobro jest dobre. Zło jest tak zagadkowe, że raczej nie damy rady wyjaśnić dokładnie jego początku.

>Po drugie, czy wolna wola jest czy jej nie ma, utożsamianie rzeczy moralnie właściwych z tymi za które nie będzie karał jakiś despota, jest etyczną dziecinadą.

Jakoś już tak jest na świecie, że za dobro spodziewamy się nagrody, za zło kary.
Dlaczego uważasz, że Bóg, to despota?

>>Czy znasz jakiś doskonalszy system moralny?
>Tak, opowie ci o nim każde dziecko które wyrasta z etapu "Nie zrobię tego bo mnie zbiją rodzice" a wkracza w wiek w którym "Nie zrobię tego bo nie powinienem". Albo "Nie zrobię tego, bo sprawi to komuś/czemuś cierpienie".
Z tą drugą motywacją, którą podałeś całkowicie się zgadzam i uważam ją za jak najbardziej szlachetną i doskonałą. I właśnie, jeśli chodzi o świętych katolickich, to taką doskonałą moralnością się wykazywali.
Uprawianie dobra tylko dla nagrody jest samolubstwem - zrobię dobrze, bo mi będzie dobrze. Jednak tej dziecinnej motywacji człowiek nie wyzbywa się całkowicie.

> Jest mnóstwo systemów etycznych doskonalszych od tej upadłej. teistycznej pseudo moralności.

Zasada za dobro nagroda, za zło kara spłycona do wersji "dziecięcej" rzeczywiście wydaje się pseudomoralnością. Jednak, czy to źle, że człowieka spotyka nagroda za dobro i kara za zło? Poza tym ta zasada nie jest jedyną zasadą katolickiego systemu etycznego. To jest tylko pewna zasada ogólna odnosząca się do wszystkich czynów nieobojętnych etycznie. System moralny, o którym mówię, to przede wszystkim zasady postępowania w najróżniejszych okolicznościach i dziedzinach życia, zasady, które określają co jest dobre, a co złe. Uważam też, że jest to najlepszy na świecie system etyczny, gdyż przestrzeganie tego systemu najlepiej chroni człowieka przed złem.
15-03-2009 17:51 
 Ocena 5 na 5
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Ateista (tylko) ma prawo wyzywać innych i sam być przez innych zwyzywany.

To takie usprawiedliwienie własnego, teistycznego sumienia? Nawsadzam mu ile wlezie, bo mam moralne prawo?
Zaiste, typowo katolicki sposób myślenia.

>Szacunku do drugiego człowieka uczą przykazania Boże. A prawdziwy ateista tych przykazań nie uznaje!!!

Nie uznaje ich boskiego pochodzenia, a nie samych przykazń - to wielka różnica, której i tak nie pojmiesz swoim wypranym móżdżkiem.

fides ex necessitate esse non debet
roca
>>Ateista (tylko) ma prawo wyzywać innych i sam być przez innych zwyzywany.
>To takie usprawiedliwienie własnego, teistycznego sumienia? Nawsadzam mu ile wlezie, bo mam moralne prawo?

Akurat, ja nikogo nie wyzywałem (mnie za to już parę razy doleciało "mięso"). Chodziło mi o to, że skoro człowiek sam ustala zasady, bo odrzucił Boga (czy jak tam to się nazwie: Absolut, Siłę Wyższą), wtedy można się spodziewać dosłownie wszystkiego i nie powinno się mieć o to do nikogo pretensji. Ja jednak tej zasady nie popieram i nie stosuję.

>Zaiste, typowo katolicki sposób myślenia.
Nie. Z twojej następnej wypowiedzi wynika, że jest zupełnie inaczej.

>>Szacunku do drugiego człowieka uczą przykazania Boże. A prawdziwy ateista tych przykazań nie uznaje!!!
>Nie uznaje ich boskiego pochodzenia, a nie samych przykazań - to wielka różnica,
której i tak nie pojmiesz swoim wypranym móżdżkiem.

Jednak jestem w stanie to pojąć. Znam wielu ludzi, którzy traktują wiarę, jak supermarket. Tylko kto w takim razie wymyślił przykazania? Jaki jest ich prawdziwy początek?

Bardzo ciekawe jest też pytanie, wykluczywszy Boga i Jego działanie, skąd wiemy o tym co jest dobre, a co złe?
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Myślicie, że to może mieć związek z Listą? Podpisałem się imieniem i nazwiskiem. Podałem też miasto. Telefonu domowego nigdzie nie podaję. Być może jest w książce telefonicznej zarejestrowany na któregoś z rodziców.

Oczywiście. Google indeksuje LAiA, w ten sposób szybko znalazłem kogoś o Twoim imieniu i nazwisku w Czeladzi na Śląsku:
lista.racjonalista.pl/?s=lista&page=20

a w internetowej książce TP:
Wyniki Wyszukiwania
Województwo Śląskie
Wyników 2

Nazwisko Imię Nr Telefonu Miasto Ulica
Orzeł Sławomir 32-xxxxx40 Czeladź Storczyków (numer celowo skreślam)
Orzeł Sławomir 32-xxxxx41 Czeladź Storczyków (numer celowo skreślam)

Dobrze trafiłem?
roca
Żal mi was. Ale skoro już chcecie być ateistami to bądźcie konsekwentni, zapomnijcie o niedzieli - teraz odpoczynek co 7 dzień jest już nie dla was - to w końcu zwyczaj wprowadzony przez Pana Boga. Zacznijcie inaczej liczyć lata. bo ten rok liczy się od urodzin Chrystusa, który dla was nic nie znaczy. Porzućcie wszelką nadzieję,w końcu to cnota boska, zapomnijcie również o miłości. Nie powołujcie się na prawo do życia, ani na inne prawo, które choć trochę wynikałoby z Dekalogu. I nie próbujcie tworzyć jakiejś świeckiej namiastki religii- zapomnijcie o świętach, orderach,imieninach. Imieniny to w końcu wspomnienie świętych, którzy noszą imię danej osoby, a wy w świętych nie wierzycie. Nie rozmnażajcie się, bo życie jest darem Boga, którego nie uznajecie. Zapomnijcie o przebaczeniu. Każde zło,które uczynicie pozostanie z wami do końca. Psychoanalityk nie ma daru odpuszczania grzechów. Zresztą u was pojęcie dobra i zła jest zamazane, bo skoro nie uznajecie Boga, nie macie obiektywnego źródła odniesienia. Sami ustalacie, co dobre, a co złe, a skoro każdy z was inaczej myśli, więc nie ma u was jasności w tej kwestii. Zatem jak ci ktoś coś zrobi,to pamiętaj,ze w jego mniemaniu to mogło być dobrem, za które oczekuje wynagrodzenia. Skoro nie ma Boga i jasnych reguł, to zapomnijcie o sądach i sprawiedliwości. Nie wymagajcie od nikogo, aby był uczciwy, dobry, miły uprzejmy. Przypominam, kiedy nie ma Boga każdy sam ustala warunki, ew. robi to najsilniejszy osobnik w stadzie. Możecie się, owszem, umówić,że stosujecie jakieś zasady, ale nie możecie tego nikomu narzucić, bo przecież wolność jest dla was najważniejsza. W takim chaosie szczęście i pomyślność siłą rzeczy już was nie dotyczy. Naprawdę, ciężko jest być prawdziwym ateistą. bo jeśli utrzymujesz, że nie wierzysz, a żyjesz jak byś choć trochę wierzył lub uznawał coś boskiegopochodzenia to jesteś żałosnym ateistą.
Gdyby jednak ktoś się rozmyślił, możecie jeszcze swoje szczęście ocalić, ale musicie zdążyć przed śmiercią. Inaczej zostanie z was tylko proch lub popiół.
14-03-2009 00:26 
 Ocena 4 na 4
jad11 (18783 punktów)
>Żal mi was.
A mi Ciebie ani trochę.



"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
14-03-2009 01:39 
 Ocena 5 na 5
czes (4083 punktów)
> ... Gdyby jednak ktoś się rozmyślił, możecie jeszcze swoje szczęście ocalić, ale musicie zdążyć przed śmiercią. Inaczej zostanie z was tylko proch lub popiół.

Chciałbym odpowiedzieć ci w miarę grzecznie i rozsądnie. Ale jak to zrobić? Jak odpowiedzieć na taką kupę bzdur i głupot? Wierz mi, jestem na tym forum już dość długo, przeczytałem setki lepszych i gorszych wypowiedzi ale takiej wielkiej durnoty ujętej w tak krótkiej wypowiedzi jeszcze nigdy przedtem nie spotkałem. Po prostu, człowiek o przeciętnej inteligencji i ograniczonych możliwościach nerwowych nie jest w stanie przełamać swego obrzydzenia do dyskusji z delikwentem o twoim poziomie inteligencji. Może znajdzie się ktoś lepszy niż ja i zechce wytłumaczyć ci jak głupio piszesz?

Po przeczytaniu wszystkich twoich postów zamieszczonych na tej stronie (a w szczególności www.racjonalista.pl/forum.php/s,94503#w190193), mogę ci tylko zadedykować słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego: "spieprzaj dziadu" .


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
14-03-2009 10:35 
 Ocena 6 na 6
Adamiak (36436 punktów)
>Przypominam, kiedy nie ma Boga każdy sam ustala warunki, ew. robi to najsilniejszy osobnik w stadzie...

... papież?
14-03-2009 11:14 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Naprawdę, ciężko jest być prawdziwym ateistą.

Naprawdę ciężko jest być aż takim idiotą...

fides ex necessitate esse non debet
15-03-2009 10:46 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
>Naprawdę ciężko jest być aż takim idiotą...

Niestety, obawiam się że to bardzo łatwe.
Pozdrawiam.
15-03-2009 10:59 
 Ocena 6 na 6
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>>Naprawdę ciężko jest być aż takim idiotą...
>Niestety, obawiam się że to bardzo łatwe.
>Pozdrawiam.
>

Nie ma co karmić trolla. Ponieważ akcje PSR są coraz częściej widywane w mediach, należy się spodziewać coraz większej ilości trolli. Tak naprawdę Ci ludzie panicznie się boją, że pojawiło się coś co może zachwiać ich psychiczne status quo. Że ktoś może nie wierzyć w to co oni i czuć się znakomicie, być dobrym człowiekiem, być może nawet wybitną jednostką. W ich umysłach pojawia się rysa, pęknięcie, jak to, można nie wierzyć? Pojawiają się wahania i strach, panika. Pierwszą reakcją jest agresja. Może z czasem przyjdzie refleksja, a może nie.

Pozdrawiam
Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
15-03-2009 12:07 
 Ocena 2 na 2
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Może z czasem przyjdzie refleksja, a może nie.

Jeśli nawet, to zapewne nie w tzw. "pierwszym pokoleniu". Ten proces wymaga dłuuuugiego czasu (niestety). Ale jest nieodwracalny (na szczęście).

>Pozdrawiam

Wzajemnie.


fides ex necessitate esse non debet
roca
>Tak naprawdę Ci ludzie panicznie się boją, że pojawiło się coś co może zachwiać ich psychiczne status quo. Że ktoś może nie wierzyć w to co oni i czuć się znakomicie, być dobrym człowiekiem, być może nawet wybitną jednostką to, można nie wierzyć?

Jeżeli wyrzucisz wiarę w Boga* musisz wrzucić coś w to miejsce, bo życie ludzkie nie uznaje próżni. Każdy człowiek ma jakiś system wartości. Po tym systemie poznaje się wielkość człowieka. jednak te wartości, muszą mieć jakieś głębsze uzasadnienie. Nie da się uciec przed pytaniem, dlaczego mam te a nie inne wartości stosować w życiu. Bycie ateistą jest wewnętrznie sprzeczne, bo jest dążeniem do unicestwienia. I trudno to nazwać dobrym uzasadnieniem takich postaw, jak altruizm, sprawiedliwość, czy choćby zwykła życzliwość.

*
>Jeśli... Boga
wiem, że to możliwe, nie odczuwam tu żadnego strachu, nie boję się ateistów, nie spotkałem tu niczego, co mogłoby osłabić moją wiarę.
15-03-2009 18:28 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>wiem, że to możliwe, nie odczuwam tu żadnego strachu, nie boję się ateistów, nie spotkałem tu niczego, co mogłoby osłabić moją wiarę.

Mózg raz wyprany nie jest w stanie powrócić do stanu pierwotnego, jest już niepokalalny.
Te środki piorące powinniście opatentować, to rewelacja! A jaki biznes...? Wszak o biznes Twojemu Kościołowi chodzi najbardziej.


fides ex necessitate esse non debet
15-03-2009 18:57 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Cześć.

Wczoraj zauważyłem, że pojawiłeś(aś) się na forum. Mam do Ciebie pytanie - w jakim celu?

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Przykro mi, że zostałeś przyjęty w niezbyt uprzejmy sposób.


Prawda jest jedna.
czes (4083 punktów)
>Wczoraj zauważyłem, że pojawiłeś(aś) się na forum. Mam do Ciebie pytanie - w jakim celu?
Oto jest pytanie!

>P.S: Przykro mi, że zostałeś przyjęty w niezbyt uprzejmy sposób.
Nie będzie Ci przykro jeżeli zdobędziesz się na przeczytanie wszystkich wypowiedzi roca w tym wątku (ponad dwadzieścia sztuk).

Zbyszku, pozdrawiam Cię serdecznie.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
15-03-2009 19:03 
 Ocena 3 na 3
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Jeżeli wyrzucisz wiarę w Boga* musisz wrzucić coś w to miejsce, bo życie ludzkie nie uznaje próżni.

A skąd to wymyśliłeś? Nic takiego nie muszę. Bóg jest czymś dodanym ekstra, jak go odrzucę to nic mi nie jest potrzebne na jego miejsce. Czy jak dowiedziałeś się, że Św. Mikołaj nie przynosi ci osobiście prezentów, to wymyśliłeś na jego miejsce kogoś innego?

> Każdy człowiek ma jakiś system wartości. Po tym systemie poznaje się wielkość człowieka. jednak te wartości, muszą mieć jakieś głębsze uzasadnienie.

Ale po co uzasadnienie, nie wystarczy być dobrym z własnej woli nieprzymuszonej, nie straszonym karą?

> Nie da się uciec przed pytaniem, dlaczego mam te a nie inne wartości stosować w życiu.

Być może, ale odpowiedź na to pytanie brzmi "bo tak jest lepiej dla mnie i dla innych". Albo: jeśli ja pomogę komuś to on mi potem też. Itp.

> Bycie ateistą jest wewnętrznie sprzeczne, bo jest dążeniem do unicestwienia.

Nie wiem dlaczego tak sądzisz.

> I trudno to nazwać dobrym uzasadnieniem takich postaw, jak altruizm, sprawiedliwość, czy choćby zwykła życzliwość.

No bo to nie jest uzasadnieniem takich postaw. Bo ateizm to nie jest dążenie do unicestwienia. Ateizm to dążenie do życia w prawdzie i zgodzie ze sobą.

Nie rozumiem zupełnie co chcesz osiągnąć tutaj na tym forum.

Adam


Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
roca
>>Jeżeli wyrzucisz wiarę w Boga* musisz wrzucić coś w to miejsce, bo życie ludzkie nie uznaje próżni.
>A skąd to wymyśliłeś? Nic takiego nie muszę. Bóg jest czymś dodanym ekstra, jak go odrzucę to nic mi nie jest potrzebne na jego miejsce.

Po prostu, z moich obserwacji wynika, że każdy człowiek czemuś/komuś służy. Jeśli nie służy Bogu, nie stara się o życie wieczne,to musi znaleźć coś innego, co nada sens jego życiu. Ja jednak, choć nie raz się nad tym zastanawiałem nie widzę sensu w takim życiu, które kończy się tylko śmiercią i rozkładem. Ktoś mi tu doradził w takiej sytuacji samobójstwo. Rzeczywiście, gdybym był ateistą, nie wiedział nic o Bogu, pewnie bym se strzelił w głowę.

> Czy jak dowiedziałeś się, że Św. Mikołaj nie przynosi ci osobiście prezentów, to wymyśliłeś na jego miejsce kogoś innego?

Jasne, że tak. Skoro nie Mikołaj, to musiał być ktoś inny. W końcu prezenty nie wskakują same do pokoju. Wydało się, że byli to rodzice.

>> Każdy człowiek ma jakiś system wartości. Po tym systemie poznaje się wielkość człowieka. jednak te wartości, muszą mieć jakieś głębsze uzasadnienie.
>Ale po co uzasadnienie, nie wystarczy być dobrym z własnej woli nieprzymuszonej, nie straszonym karą?

Chodzi mi o uzasadnienie, nie tego, czy warto robić dobrze, ale dlaczego akurat ta wartość jest tą dobrą. Sa takie sprawy, które dla większości ludzi są oczywiste - kradzież, gwałt, obmawianie to złe rzeczy. Uczciwość, uczciwość, rzetelność - to dobro. Jednak są również takie sprawy, które budzą do dziś wiele ożywionych dyskusji: np. aborcja, eutanazja, in vitro, homozwiązki. I tutaj potrzeba naprawdę silnych argumentów, silnego uzasadnienia, dlaczego jest to złe, aby się w tym wszystkim nie pogubić.
>> Nie da się uciec przed pytaniem, dlaczego mam te a nie inne wartości stosować w życiu.
>Być może, ale odpowiedź na to pytanie brzmi "bo tak jest lepiej dla mnie i dla innych". Albo: jeśli ja pomogę komuś to on mi potem też. Itp.
>> Bycie ateistą jest wewnętrznie sprzeczne, bo jest dążeniem do unicestwienia.
>Nie wiem dlaczego tak sądzisz.

Jest to dążenie mimowolne, no chyba, ze ktoś sobie sam skróci życie. Z tego, co wiem, ateiści nie wierzą w życie pozagrobowe. Zatem w momencie śmierci według tych przekonań następuje unicestwienie ateisty. I tu np zastanawia mnie jaki sens mają słowa skierowane do zmarłego ateisty na jego pogrzebie, skoro on już nie jest w stanie tego wszystkiego doświadczyć, bo go nie ma? Do kogo mówią ci wszyscy ludzie? do garstki prochu? (Nie zamierzam tu oczywiście obrażać uczuć rodzin zm. ateistów).

I teraz całe to staranie się, zdobywanie zawodu, pieniędzy, - po co to wszystko, skoro nic ze mnie nie zostanie, i z tych, którym to zostawię również nic?

Dla mnie to wygląda jak ubieranie się najlepszy garnitur tylko po to, żeby zaraz utaplać się w błocie. - To oczywiście tylko takie kulejące porównanie.

>> I trudno to nazwać dobrym uzasadnieniem takich postaw, jak altruizm, sprawiedliwość, czy choćby zwykła życzliwość.
>No bo to nie jest uzasadnieniem takich postaw. Bo ateizm to nie jest dążenie do unicestwienia. Ateizm to dążenie do życia w prawdzie i zgodzie ze sobą.
15-03-2009 23:48 
 Ocena 1 na 1
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Po prostu, z moich obserwacji wynika, że każdy człowiek czemuś/komuś służy. Jeśli nie służy Bogu, nie stara się o życie wieczne,to musi znaleźć coś innego, co nada sens jego życiu.

Twoja obserwacja jest powierzchowna. Nie każdy czemuś służy ani komuś. Chociaż gdyby popatrzeć szerzej, to każdy lub prawie każdy stara się być szczęśliwy. Po prostu. Sporo ludzi stara się przedłużyć gatunek i pracować dla dobra przyszłych pokoleń. Po prostu.

> Ja jednak, choć nie raz się nad tym zastanawiałem nie widzę sensu w takim życiu, które kończy się tylko śmiercią i rozkładem. Ktoś mi tu doradził w takiej sytuacji samobójstwo. Rzeczywiście, gdybym był ateistą, nie wiedział nic o Bogu, pewnie bym se strzelił w głowę.

Współczuję Ci, twoje życie wewnętrzne musi być ubogie. I chyba jesteś bardzo młody.

>> Czy jak dowiedziałeś się, że Św. Mikołaj nie przynosi ci osobiście prezentów, to wymyśliłeś na jego miejsce kogoś innego?
>Jasne, że tak. Skoro nie Mikołaj, to musiał być ktoś inny. W końcu prezenty nie wskakują same do pokoju. Wydało się, że byli to rodzice.

Ale rodzice są realni, a niewidzialny Św. Mikołaj? Widzisz sam, on nie istnieje. Bóg jest takim samym Św. Mikołajem tylko piętro wyżej siedzi. Też jest wymyślony.

>>> Każdy człowiek ma jakiś system wartości. Po tym systemie poznaje się wielkość człowieka. jednak te wartości, muszą mieć jakieś głębsze uzasadnienie.
>>Ale po co uzasadnienie, nie wystarczy być dobrym z własnej woli nieprzymuszonej, nie straszonym karą?
>Chodzi mi o uzasadnienie, nie tego, czy warto robić dobrze, ale dlaczego akurat ta wartość jest tą dobrą.

To jest bardzo proste - patrzysz czego byś nie chciał aby Tobie robiono i tego też nie robisz innym.

>Sa takie sprawy, które dla większości ludzi są oczywiste - kradzież, gwałt, obmawianie to złe rzeczy. Uczciwość, uczciwość, rzetelność - to dobro. Jednak są również takie sprawy, które budzą do dziś wiele ożywionych dyskusji: np. aborcja, eutanazja, in vitro, homozwiązki.
> I tutaj potrzeba naprawdę silnych argumentów, silnego uzasadnienia, dlaczego jest to złe, aby się w tym wszystkim nie pogubić.

Jeśli coś jest złe nie potrzebuje silnego uzasadnienia, każdy myślący człowiek sam potrafi to rozeznać.

>>> Bycie ateistą jest wewnętrznie sprzeczne, bo jest dążeniem do unicestwienia.
>>Nie wiem dlaczego tak sądzisz.
>Jest to dążenie mimowolne, no chyba, ze ktoś sobie sam skróci życie. Z tego, co wiem, ateiści nie wierzą w życie pozagrobowe. Zatem w momencie śmierci według tych przekonań następuje unicestwienie ateisty.

No i co z tego? Wniosek jest jeden: trzeba przeżyć to życie jak najlepiej. Z pożytkiem dla siebie i innych.

> I tu np zastanawia mnie jaki sens mają słowa skierowane do zmarłego ateisty na jego pogrzebie, skoro on już nie jest w stanie tego wszystkiego doświadczyć, bo go nie ma? Do kogo mówią ci wszyscy ludzie? do garstki prochu? (Nie zamierzam tu oczywiście obrażać uczuć rodzin zm. ateistów).

Mówią to do siebie samego, nie wiem ile masz lat że tego nie rozumiesz. Mówią to aby się pocieszyć. To taka przenośnia, niby mówią to do niego, ale mówią to do siebie. Nie rozumiesz?

>I teraz całe to staranie się, zdobywanie zawodu, pieniędzy, - po co to wszystko, skoro nic ze mnie nie zostanie, i z tych, którym to zostawię również nic?

A co, do nieba zabierzesz ze sobą te pieniądze? Jeżeli dusza istnieje to weźmie ze sobą te wszystkie rzeczy? Przecież Jezus powiedział, że bogaczowi będzie trudniej wejść do nieba niż przejść wielbłądowi przez ucho igielne. Więc po co to wszystko wierzącemu człowiekowi? Pieniądze itp?
Ja widzę spory sens zarabiania, skorzystają moje dzieci i ich dzieci, będą o mnie pamiętać. I będę się lepiej miał tu i teraz.

>Dla mnie to wygląda jak ubieranie się najlepszy garnitur tylko po to, żeby zaraz utaplać się w błocie. - To oczywiście tylko takie kulejące porównanie.

Dla mnie wierzący człowiek tak właśnie wygląda - stroi się, mimo, że zaraz może iść do piekła.

Nie odpowiedziałeś na zasadnicze pytanie.

Adam

Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
czes (4083 punktów)
Ciekawe, polecam;
www.racjonalista.pl/forum.php/s,94503#w190184
www.racjonalista.pl/forum.php/s,94503#w190193
Po przeczytaniu, ... "wyluzuj".
Serdecznie pozdrawiam.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
18-03-2009 12:00 
 Ocena 4 na 4
jad11 (18783 punktów)
Cytat:
Jeśli nie służy Bogu, nie stara się o życie wieczne,to musi znaleźć coś innego, co nada sens jego życiu. Ja jednak, choć nie raz się nad tym zastanawiałem nie widzę sensu w takim życiu, które kończy się tylko śmiercią i rozkładem.


A jaki sens ma życie wieczne?


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Pierwszą reakcją jest agresja.
Adam - czy roca jest agresywny?
Uważam, że to raczej czes nie panuje nad nerwami.
>Może z czasem przyjdzie refleksja, a może nie.
Pięknie pasuje do zdania powyżej,,,

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
15-03-2009 19:23 
 Ocena 2 na 2
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>>Pierwszą reakcją jest agresja.
>Adam - czy roca jest agresywny?

Jest atakujący. Powinienem napisać może atak zamiast agresja.

>Uważam, że to raczej czes nie panuje nad nerwami.

Tak, mógłby się wyluzować.

>>Może z czasem przyjdzie refleksja, a może nie.
>Pięknie pasuje do zdania powyżej,,,
> Pozdrawiam - Zbyszek
>
Prawda jest jedna.


Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być. Nie są też inne.
16-03-2009 15:17 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
>>Adam - czy roca jest agresywny?
>Jest atakujący. Powinienem napisać może atak zamiast agresja.
Jest zaczepny, nieprzyjemny, prowokujący! (Przynajmniej taki był.)

>>Uważam, że to raczej czes nie panuje nad nerwami.
>Tak, mógłby się wyluzować.
Już się wyluzowałem.
Wielokrotnie musiałem powtarzać słowa "żegnam" oraz "bez odbioru" aby oderwać się od tego człowieka.

Zauważyłem, że do dyskusji włączyło się kilku dobrych dyskutantów (między innymi Pan Tau, którego bardzo cenię).
Pomyślności.
Pozdrawiam Cię. Czesiek


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
15-03-2009 19:34 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
>>Pierwszą reakcją jest agresja.
>Adam - czy roca jest agresywny?
>Uważam, że to raczej czes nie panuje nad nerwami.

Fakt, że brakuje mi genu, który Ty posiadasz. Genu odporności na głupotę, bezczelność i stawiania się ponad nami.
Ponownie proponuję; przeczytaj wszystkie posty roca w tym wątku. Jestem przekonany, że przynajmniej zrozumiesz dlaczego "nie panuję nad nerwami".
Życzę Ci wytrwałości i spokoju ducha w dyskusji z tym człowiekiem.

Pozdrawiam Cię. Czesiek

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
15-03-2009 19:51 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Fakt, że brakuje mi genu, który Ty posiadasz. Genu odporności na głupotę, bezczelność i stawiania się ponad nami.
Wyobraź sobie, że jestem cholerykiem!

>Ponownie proponuję; przeczytaj wszystkie posty roca w tym wątku.
Trudno znaleźć pierwszy, ten najistotniejszy. Za dużo tego w tym wątku.

>Życzę Ci wytrwałości i spokoju ducha w dyskusji z tym człowiekiem.
Dzięki za życzenia. Miło mi.

Pozdrawiam Cię - Zbyszek


Prawda jest jedna.
15-03-2009 20:48 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>>Fakt, że brakuje mi genu, który Ty posiadasz. Genu odporności na głupotę, bezczelność i stawiania się ponad nami.
>Wyobraź sobie, że jestem cholerykiem!
Nie, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego.

>>Ponownie proponuję; przeczytaj wszystkie posty roca w tym wątku.
>Trudno znaleźć pierwszy, ten najistotniejszy. Za dużo tego w tym wątku.
Nie ma co szukać pierwszego czy ostatniego, to jest nieistotne dla tej sprawy.
Po prostu, roca "wszedł" w ten wątek u samej góry strony i jechał w dół rozdzielając kopniaki na lewo i prawo (nazwijmy to publikowaniem zaczepnych, a durnych wypowiedzi).
Ja obserwowałem jego wypowiedzi od momentu pojawienia się na forum, a i tak ostatecznie musiałem przelecieć ten wątek od góry do dołu aby się upewnić, że czegoś nie pominąłem.
Jeżeli rzeczywiście chcesz wiedzieć kto zacz i co jest wart, przeleć przez cały wątek i wyłuskaj posty roca.
(Przy każdej jego wypowiedzi jest moja odpowiedź.) Wtedy dopiero zobaczymy kto tu jest nerwowy.

Cytuję najważniejszą część mojej odpowiedzi dla roca, po której przeczytaniu stwierdziłeś iż nie panuję nad nerwami:
"Po przeczytaniu wszystkich twoich postów zamieszczonych na tej stronie (a w szczególności www.racjonalista.pl/forum.php/s,94503#w190193), mogę ci tylko zadedykować słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego: "spieprzaj dziadu" ."
Zbyszku, jestem pewien iż nie zwróciłeś uwagi na słowa "po przeczytaniu wszystkich twoich postów".

> Pozdrawiam Cię - Zbyszek
Wzajemnie.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>>Wyobraź sobie, że jestem cholerykiem!
>Nie, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego.
Forum powoduje, że wyciszam się i relaksuję. Jestem doskonale spokojny - w realu wychodziłbym pewnie z siebie.

>"Po przeczytaniu wszystkich twoich postów zamieszczonych na tej stronie (a w szczególności www.racjonalista.pl/forum.php/s,94503#w190193)...
Odbieram tę wypowiedź jako żartobliwą i dowcipną.
Przeanalizujmy zatem zdanie po zdaniu.

>>Tracimy wiarygodność!!!
>Trudno stracić cos, czego się nie ma.
To zabawa słowem "wiarygodność". Sugeruje, że nie mamy wiary(prawda). Sugeruje, że nie mamy godności(nieeleganckie,choć nie wiem, czy takie były intencje).

>Słowo wiarygodność nie pasuje do ateisty, za bardzo kojarzy się z wiarą.
Uzupełnienie powyższego(łagodzi negatywne wrażenie odnośnie godności).
Dowcipne. Można dać plusa.

>A przecież ateista nie uznaje wiary, tylko rozum.
Logiczna konsekwencja żartu.

>Poza tym każdy ateista to człowiek wyzwolony i sam ustala zasady, nie ma nad nim Boga, który by mu cos nakazywał.
Prawda.

>Więc po co te nerwy? Wykończycie się szybko i nic z was nie zostanie.
Sugeruje, by się uspokoić, bo nerwy urodzie szkodzą...

Ty z kolei odebrałeś to jako atak na racjonalistów. Sądzę, że już z góry byłeś negatywnie nastawiony. Twoja reakcja była więc adekwatna do Twojego stanu ducha.
Z tymi sznurówkami, to nieźle pojechałeś - trudno byłoby uznać to za żart...

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Często teiści widzą w ateiście wcielenie wszelkiego zła.
Często ateiści widzą w teistach jedynie oszołomów.


Prawda jest jedna.
19-03-2009 01:29 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>>.......... Więc po co te nerwy? Wykończycie się szybko i nic z was nie zostanie.
>......... Sugeruje, by się uspokoić, bo nerwy urodzie szkodzą...
>Ty z kolei odebrałeś to jako atak na racjonalistów. ...
Zbyszku, z takim podejściem do życia, dożyjesz co najmniej 120lat. Podziwiam twą pogodę ducha i życzę 130 lat życia.

>Z tymi sznurówkami, to nieźle pojechałeś - trudno byłoby uznać to za żart...
To nie żart! I nie sznurówki. To cholernie poważna sprawa!
Proszę przeczytaj wypowiedź mojego forumowego idola Andrzej-a.51 www.racjonalista.pl/forum.php/s,181627#w183989

> Pozdrawiam - Zbyszek
I ja pozdrawiam Cię Zbyszku.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
19-03-2009 08:54 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Zbyszku, z takim podejściem do życia, dożyjesz co najmniej 120lat. Podziwiam twą pogodę ducha i życzę 130 lat życia.
Dziękuję i odwzajemniam życzenia wraz z zaproszeniem do pięknego miasta, jakim jest Koszalin.

>>Z tymi sznurówkami, to nieźle pojechałeś - trudno byłoby uznać to za żart...
>To nie żart! I nie sznurówki. To cholernie poważna sprawa!
>Proszę przeczytaj wypowiedź mojego forumowego idola Andrzej-a.51 www.racjonalista.pl/forum.php/s,181627#w183989
Wypowiedź piękna, jak zwykle u Andrzeja_51.
To jednak, co jest piękne w Biblii, przeniesione do realnego świata może zostać odebrane, jako próba poniżenia drugiego(wierzącego) człowieka. Zwróć uwagę, że w cytowanym przez Andrzeja_51 zdaniu, Jan Chrzciciel sam uznał się za niższego, pośledniejszego od Jezusa (podobnie, jak uczeń uważa nauczyciela za swojego mistrza; podobnie, jak Ty uważasz Andrzeja_51 za swojego forumowego idola).
Tymczasem w Twoim poście to Ty, z pozycji nauczyciela twierdzisz, że roca "nie jest godzien wiązać rzemyki u sandałów" ateistom. Z pewnością widzisz różnicę...

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
19-03-2009 13:18 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>Tymczasem w Twoim poście to Ty, z pozycji nauczyciela twierdzisz, że roca "nie jest godzien wiązać rzemyki u sandałów" ateistom. Z pewnością widzisz różnicę...

Tak widzę! I nie zmieniam zdania!
Gwoli wyjaśnienia;

"Po primo": nie mówię, że katolik "nie jest godzien ...", mówię że roca "nie jest godzien ...". Jest to wypowiedź z pozycji czytelnika wypowiedzi , jest to moja ocena, z pozycji uczestnika dyskusji na tym forum. Nie ma to nic wspólnego z "pozycją nauczyciela". Myślę, jestem, prezentuję swoje uwagi.

"Po drugie primo": jaka akcja, taka reakcja. Jeżeli ktoś poniża ateistów jako grupę ludzi (w tym moją rodzinę i przyjaciół), zasługuje na dużo dosadniejsze określenia, nie wykluczając chama, aroganta, ignoranta itp. Moje (a właściwie Andrzeja.51), słowa o rzemykach należy uznać za niezwykle eleganckie w kontekście wypowiedzi roca.

"Po trzecie primo": mam taką życiową zasadę; jeżeli pogłaskasz mnie, ja pogłaskam cię dwa razy. Jeżeli mnie kopniesz, ja kopnę cię dwa razy. Nie nadstawiam drugiego policzka po otrzymaniu pierwszego ciosu.

> Pozdrawiam - Zbyszek
I ja Cię pozdrawiam.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
19-03-2009 14:11 
 Ocena 2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Jeżeli ktoś poniża ateistów jako grupę ludzi (w tym moją rodzinę i przyjaciół), zasługuje na dużo dosadniejsze określenia, nie wykluczając chama, aroganta, ignoranta itp.
Z mojej analizy wynikało co innego. Kwestia percepcji.

>Moje (a właściwie Andrzeja.51), słowa o rzemykach należy uznać za niezwykle eleganckie w kontekście wypowiedzi roca.
Brzmią elegancko lecz znaczą to samo co "nie jesteś godzien podcierać mi tyłka".

>"Po trzecie primo": mam taką życiową zasadę; jeżeli pogłaskasz mnie, ja pogłaskam cię dwa razy. Jeżeli mnie kopniesz, ja kopnę cię dwa razy.
No cóż - każdy ma jakieś zasady...
Ja staram się nie odpłacać pięknym za nadobne.
Eskalacja agresji do niczego dobrego nie prowadzi - kończy się rynsztokiem. Nie ma zwycięzcy i pokonanego. Później przychodzi refleksja i niesmak.

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
19-03-2009 15:15 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)
>>Jeżeli ktoś poniża ateistów jako grupę ludzi (w tym moją rodzinę i przyjaciół), zasługuje na dużo dosadniejsze określenia, nie wykluczając chama, aroganta, ignoranta itp.
>Z mojej analizy wynikało co innego. Kwestia percepcji.
Twoją analizę odebrałem jako żart człowieka o dużym poczuciu humoru.
Jeżeli pisałeś to na poważnie, to muszę zwrócić Ci uwagę, że roca widział/czytał moją pełną oburzenia odpowiedź i nigdy nie próbował nawet sprostować/wyjaśnić ewentualnego nieporozumienia, wręcz odwrotnie, dolewał oliwy do ognia. Tak więc, uważam że to mój odbiór/rozumienie jego tekstu było właściwe.

>>Moje (a właściwie Andrzeja.51), słowa o rzemykach należy uznać za niezwykle eleganckie w kontekście wypowiedzi roca.
>Brzmią elegancko lecz znaczą to samo co "nie jesteś godzien podcierać mi tyłka".
Zbyszku, to już jest nadinterpretacja mojej wypowiedzi. Rzemyki przy sandałach dzieli od tyłka dość duży dystans (około jednego metra ).
Faktem jest jednak, że absolutnie nie mam szacunku dla tego typu ludzi.

>... Później przychodzi refleksja i niesmak.
Niesmak to ja mam od momentu gdy roca pojawił się na forum.
W moim odczuciu, przylazł tutaj aby dać nam prztyczka w nos, aby pokazać swą wyższość.
Pewnym potwierdzeniem słuszności mego przypuszczenia jest fakt, iż roca już od kilku dni nie odpowiada na słowa Adama Wojtkiewicza :
"Nie rozumiem zupełnie co chcesz osiągnąć na tym forum."
i późniejsze ponaglenie/upomnienie:
"Nie odpowiedziałeś na zasadnicze pytanie."

Muszę Ci przypomnieć Zbyszku, że roca nie odpowiedział również na twój post i zawarte w nim pytanie:
Wczoraj zauważyłem, że pojawiłeś(aś) się na forum. Mam do Ciebie pytanie - w jakim celu?"

A tak na zakończenie, spróbuj Zbyszku zamieścić posty typu "roca" na którymkolwiek forum katolickim.
Jestem ciekaw twej miny!

> Pozdrawiam - Zbyszek
Pozdrawiam Cię - Czesiek

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
19-03-2009 18:35 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Twoją analizę odebrałem jako żart człowieka o dużym poczuciu humoru.
A jednak nie.
Zawsze mówiłem córce, by wszystkie nieporozumienia z chłopakiem wyjaśniali sobie w bezpośredniej rozmowie a nie przez pisanie do siebie przez internet. Mimika, gestykulacja, brzmienie głosu, wyraźnie informują o intencjach i emocjach. Litery - nie.

>Jeżeli pisałeś to na poważnie, to muszę zwrócić Ci uwagę, że roca widział/czytał moją pełną oburzenia odpowiedź i nigdy nie próbował nawet sprostować/wyjaśnić ewentualnego nieporozumienia, wręcz odwrotnie, dolewał oliwy do ognia. Tak więc, uważam że to mój odbiór/rozumienie jego tekstu było właściwe.
Bardzo dobry argument, warto zapytać autora postu (o ile jeszcze jest na forum).

>>Brzmią elegancko lecz znaczą to samo co "nie jesteś godzien podcierać mi tyłka".
>Zbyszku, to już jest nadinterpretacja mojej wypowiedzi. Rzemyki przy sandałach dzieli od tyłka dość duży dystans (około jednego metra ).
Masz poczucie humoru.
Zwróć uwagę, że można zabić w białych rękawiczkach(elegancko).
Można dać komuś do zrozumienia, że ma się go w d...., odwracając się tyłem i ignorując jego słowa. To eleganckie.
Można też powiedzieć - "mam Cię w d....".
Czy forma zmienia treść przekazu?

>Faktem jest jednak, że absolutnie nie mam szacunku dla tego typu ludzi.
Paradoksalnie, w bezpośrednim kontakcie mogłoby się okazać, że roca to przesympatyczny facet(kobieta), z którym(ą)zgadzacie się w wielu kwestiach. Życie lubi płatać figle.

>>... Później przychodzi refleksja i niesmak.
>Niesmak to ja mam od momentu gdy roca pojawił się na forum.
Kwestia smaku.

>W moim odczuciu, przylazł tutaj aby dać nam prztyczka w nos, aby pokazać swą wyższość.
Być może masz rację. Być może to jakiś zadymiarz, czy troll. Skoro odszedł - niech Bóg będzie z nim.

>Muszę Ci przypomnieć Zbyszku, że roca nie odpowiedział również na twój post i zawarte w nim pytanie:
>Wczoraj zauważyłem, że pojawiłeś(aś) się na forum. Mam do Ciebie pytanie - w jakim celu?"
Właśnie - mógł szczerze napisać o co mu chodzi.

>A tak na zakończenie, spróbuj Zbyszku zamieścić posty typu "roca" na którymkolwiek forum katolickim.
Ciekawe, miałem już taką myśl - "Ateiści wzorem/drogowskazem dla katolików".
Sądzę, że co niektórzy już to zauważyli. To po prostu widać. Nie każdego stać jednak na otwarcie się, na szczerość. Stąd prowokujące, zaczepne teksty na dzień dobry, by "wyprowadzić z równowagi", by poprawić sobie samopoczucie - "oni są tacy sami, jak my".
W związku z powyższymi zdaniami nie bądź zdziwiony, że coraz więcej ludzi wierzących, uprawiających jakąś zorganizowaną formę kultu, bądź samodzielnie poszukujących, będzie pojawiało się na tym forum.
To prawie takie samo forum, jak inne. Jednak to "prawie", robi wielką różnicę...

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Może założysz nowy wątek, w tym już brakuje miejsca. Poza tym piszemy nie na temat. Nie chcę wywoływać wilka z lasu...


Prawda jest jedna.
19-03-2009 19:11 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
>... To prawie takie samo forum, jak inne. Jednak to "prawie", robi wielką różnicę...
Ano, ano niby tak.
>P.S: Może założysz nowy wątek, w tym już brakuje miejsca. ...
Wystarczy Zbyszku. Obaj zgadzamy się, że miło jest podyskutować z fajnymi ludźmi bez względu na ich światopogląd. Obaj nie chcemy widzieć ludzi paskudnych, szukających zaczepki, obrażających innych.

Pozdrawiam Cię. Czesiek

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
17-06-2009 21:16 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>Żal mi was. Ale skoro już chcecie być ateistami to bądźcie konsekwentni, zapomnijcie o niedzieli - teraz odpoczynek co 7 dzień jest już nie dla was - to w końcu zwyczaj wprowadzony przez Pana Boga.

A co z wolną sobotą. Też mamy o niej zapomnieć ? Czy wolną sobotę też bóg wprowadził ?
A niewolnictwo też bóg wprowadził ?
weronika m.
Lista tych, którzy są 'odważni' i głośno mówią, że nie wierzą? nie widzę celu tej strony, bo jeśli jest nim wypisywanie na forum o 'bzdurnej książce', mając na myśli Pismo Święte to jest to wręcz żałosne. Jeżeli ateistą (w tytule napisanego z dużej litery - bardzo skromne) nazywacie osobę niezależną to czy nie należy być przy okazji obiektywnym? Szacunek do wierzących to nie jest wielki wysiłek, bo jak na razie pokazujecie się od mało ciekawej strony. Mówicie tu o 'wyzwoleniu' od tej religijnej otoczki, ale czy tym wyzwoleniem było wpisanie się na jakąś mało istotną, internetową listę?
Apostazja i po krzyku, nie trzeba udawać zbuntowanych arogantów na witrynach internetowych.
23-03-2009 02:13 
 Ocena 5 na 5
Gosia (9452 punktów)
>wpisanie się na jakąś mało istotną, internetową listę?
Gdyby była tak mało istotna jak twierdzisz, prawdopodobnie nie miałabyś pojęcia o jej istnieniu.
Patrząc na komentarze wierzących, LAiA musiała nielicho zaleźć im za skórę.
Mnie niespecjalnie interesuje do jakich sodalicji i kongregacji zapisują się osoby wierzące, prawdę mówiąc, nic mnie to nie obchodzi. Ciekawi mnie, dlaczego nie mogę liczyć na wzajemność?
23-03-2009 03:11 
 Ocena 4 na 4
czes (4083 punktów)
>Lista tych, którzy są 'odważni' i głośno mówią, że nie wierzą? nie widzę celu tej strony,
Nie widzisz celu? Proszę, przeczytaj "WPROWADZENIE" do "Listy Ateistów i Agnostyków". Jeżeli nadal nic nie będziesz "widziała", to przeczytaj kilkakrotnie, powinno zadziałać.

> ...bo jeśli jest nim wypisywanie na forum o 'bzdurnej książce', mając na myśli Pismo Święte to jest to wręcz żałosne.
Przeczytaj z 500 - 1000 wypowiedzi na forum racjonalistów, może dotrze do ciebie jak "żałosna" jest twoja wypowiedź.

>Jeżeli ateistą (w tytule napisanego z dużej litery - bardzo skromne)...
To nie ateista napisany jest z dużej litery, to jest tytuł ; "Lista Ateistów o Agnostyków". Podobnie możesz napisać "Lista Członków Akcji Katolickiej".
I znowu, "żałosną" jest twoja uwaga o jakiejś "skromności".

> ... nazywacie osobę niezależną to czy nie należy być przy okazji obiektywnym?
O czym ty piszesz?

>Szacunek do wierzących to nie jest wielki wysiłek, bo jak na razie pokazujecie się od mało ciekawej strony.
My szanujemy ludzi mądrych, wartościowych, a nie wierzących czy też nie.
Ty myślisz, że to ty pokazałaś się z "ciekawej strony"? Twoja wypowiedź jest tak oderwana od rzeczywistości, że jest wręcz "żałosna".

>Mówicie tu o 'wyzwoleniu' od tej religijnej otoczki, ale czy tym wyzwoleniem było wpisanie się na jakąś mało istotną, internetową listę?
Jeszcze raz pytam; czy przeczytałaś chociaż "WPROWADZENIE" do "Listy Ateistów i Agnostyków"?
I kim ty jesteś, iż czujesz się upoważniona do wystawiania oceny istotności tej listy?

>Apostazja i po krzyku, nie trzeba udawać zbuntowanych arogantów na witrynach internetowych.
Nie tobie dyktować co ja/my mamy robić. Tak jak my, nie dyktujemy tobie.
Swą wypowiedzią zapracowałaś na miano "aroganta", tak to ty jesteś tym "żałosnym arogantem".

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
weronika
nie jestem wierząca. mam jedynie o b i e k t y w n e zdanie na ten temat. nazwałam ją mało istotną, ponieważ chyba nie wpis na listę robi z ludzi ateistów...
24-03-2009 23:02 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
>nie jestem wierząca. mam jedynie o b i e k t y w n e zdanie na ten temat. nazwałam ją mało istotną, ponieważ chyba nie wpis na listę robi z ludzi ateistów...

Właśnie powiedziałem; gdybyś przeczytała "wprowadzenie" do LAiA, zapewne zrozumiałabyś jak bardzo istotna jest ta lista dla tysięcy ludzi.
A twoja opinia o małej istotności naszej Listy jest tylko twoją opinią, a nie "obiektywnym zdaniem".
Wpis na listę nie robi z człowieka ateisty. Ateista wpisuje się na listę ponieważ ... (przeczytaj "wprowadzenie").

(Gdybyś przeczytała regulamin forum, wiedziałabyś że zdanie należy rozpoczynać z dużej litery.)

Moja rada; zacznij myśleć pozytywnie, z życzliwością dla innych, ze zrozumieniem potrzeb innych ludzi.

Pozdrawiam.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
weronika
myślisz, że kilkakrotne przeczytanie czyichś słów spowoduje, że zaczniemy myśleć tak, jak ta osoba? Nie, więc powtarzając "przeczytaj WPROWADZENIE" nie sprawisz, że zauważę ten cel. Otóż czytałam i wprowadzenie, i regulamin. Różni nas przywiązanie do Internetu - dla mnie to tylko wirtualny śmietnik, w którym, co jakiś czas, wpadnie się na coś ciekawszego. Z pewnością, Czesie, masz zamiar wykrzyczeć, że sama w tym 'śmietniku' siedzę, otóż powiem Ci, że aby można było coś skrytykować najpierw trzeba to poznać.

hm, moja żałosna wypowiedz? atakujesz mnie, bo bronię wartości wyznania. A swoja drogą stoimy po tej samej stronie - również nie wierzę, również jestem przeciwko religii w szkołach, urzędach itp. z tym wyjątkiem, że p o d z i w i a m ludzi szczerze wierzących i drażni mnie takie bezmyślne wytykanie palcami.

widzę, że chcesz mi już zupełnie dogryźć. Niestety "Lista Członków Akcji Katolickiej" jest napisana błędnie, więc analogicznie tytuł Waszej listy również.

o czym? O tym, że wypowiadacie się o chrześcijan dość krytycznie.
>My szanujemy ludzi mądrych, wartościowych, a nie wierzących czy też nie.
Internet nie jest najlepszym sposobem odkrywania tych cech u ludzi.
>Jeszcze raz pytam; czy przeczytałaś chociaż "WPROWADZENIE" do "Listy Ateistów i Agnostyków"?
eee, tak.
>I kim ty jesteś, iż czujesz się upoważniona do wystawiania oceny istotności tej listy?
eee, użytkownikiem Internetu? osobą postronną? osobą posiadającą prawo do publicznego wyrażania własnego zdania?
>Nie tobie dyktować co ja/my mamy robić.
nie robię tego.
>Swą wypowiedzią zapracowałaś na miano "aroganta", tak to ty jesteś tym "żałosnym arogantem".
nadużywasz słowa 'żałosny', wiesz?

>Właśnie powiedziałem; gdybyś przeczytała "wprowadzenie" do LAiA, zapewne zrozumiałabyś jak bardzo istotna jest ta lista dla tysięcy ludzi.
OK. Mogłam kogoś urazić stwierdzeniem 'mało istotna'. Szkoda tylko, że tak wiele znaczy dla kogoś witryna internetowa.
>(Gdybyś przeczytała regulamin forum, wiedziałabyś że zdanie należy rozpoczynać z dużej litery.)
dogryzania ciąg dalszy?
>Moja rada; zacznij myśleć pozytywnie, z życzliwością dla innych, ze zrozumieniem potrzeb innych ludzi.
rada życiowa od nieznajomego internauty - ciekawe. Myśleć pozytywnie? rzeczywiście ciężko, bo jestem dość krytyczna. Życzliwość? jest mi znana. Zrozumienie potrzeb innych? błagam, nie mów, że wpis na tę listę jest czyjąś potrzebą ( i to Ty mi zarzucałeś oderwanie od rzeczywistości...)
26-03-2009 22:25 
 Ocena 5 na 5
jad11 (18783 punktów)
>również nie wierzę, również jestem przeciwko religii w szkołach, urzędach itp. z tym wyjątkiem, że p o d z i w i a m ludzi szczerze wierzących

Podziwiasz za co, jeśli wolno wiedzieć?


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
27-03-2009 17:45 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>>również nie wierzę, również jestem przeciwko religii w szkołach, urzędach itp. z tym wyjątkiem, że p o d z i w i a m ludzi szczerze wierzących
>Podziwiasz za co, jeśli wolno wiedzieć?
Doskonałe pytanie.

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Z niecierpliwością czekam na odpowiedź.


Prawda jest jedna.
jad11 (18783 punktów)

>Doskonałe pytanie.
Wydaje mi się oczywiste, naturalnie się nasuwające ale dziękuję

> Pozdrawiam - Zbyszek
Wzajemnie- Janusz

>P.S: Z niecierpliwością czekam na odpowiedź.
Ja również. Ciekawe czy jakaś będzie.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
27-03-2009 11:28 
 Ocena 3 na 3
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Na jednej nóżce masz, Weroniko, całkiem zgrabny i estetyczny pantofelek, ale na drugiej - trampek. Nie uchodzi, ani na balu, ani na co dzień w domu.

   PS. Co do dużych liter w tytule wątku masz, oczywiście, rację. Tytuł nie upoważnia do ich użycia (germanizm, właśnie w odniesieniu do rzeczowników), nie jest też właściwym jako objaw szczególnego szacunku dla ateistów i agnostyków w Liście (tylko tu może być duża litera!), przez nas samych stworzonej.
   No, ale zmień jeden obuw (jak ślicznie mawiają w Białymstoku).
.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Zbysławie, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że wróciłeś. Myślałem o Tobie.
O dokowskim również...

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
27-03-2009 16:13 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
>Zrozumienie potrzeb innych? błagam, nie mów, że wpis na tę listę jest czyjąś potrzebą
A co, jeśli nie potrzeba, stoi za taką decyzją?
27-03-2009 19:38 
 Ocena 4 na 6
czes (4083 punktów)
Oj, mącisz weroniko, mącisz.
Publikujesz niezbyt udaną wypowiedź, ja krytykuję (powiedzmy na średnim poziomie), a ty zaczynasz kombinować jak koń pod górę, łapiesz się słówek, zapętlasz dyskusję.
Pytanie jest; po co? W jakim celu? Co chcesz osiągnąć?

Postaram się jakoś odpowiedzieć na twój post w w miarę skondensowanej formie (szkoda mego czasu na przelewanie z pustego w próżne).

>myślisz, że kilkakrotne przeczytanie czyichś słów spowoduje, że zaczniemy myśleć tak, jak ta osoba? Nie, więc powtarzając "przeczytaj WPROWADZENIE" nie sprawisz, że zauważę ten cel. Otóż czytałam i wprowadzenie, i regulamin. Różni nas przywiązanie do Internetu - dla mnie to tylko wirtualny śmietnik, w którym, co jakiś czas, wpadnie się na coś ciekawszego. Z pewnością, Czesie, masz zamiar wykrzyczeć, że sama w tym 'śmietniku' siedzę, otóż powiem Ci, że aby można było coś skrytykować najpierw trzeba to poznać.

"Wprowadzenie"do listy przeczytało, zrozumiało i wpisało się na LAiA wielu inteligentnych, wykształconych, rozumnych ludzi.
Jeżeli Ty nie rozumiesz, nie widzisz celu tej listy, tym gorzej dla Ciebie.
A jeżeli "nasze miejsce na ziemi" nazywasz "wirtualnym śmietnikiem" (już "poznałaś" i "skrytykowałaś"), to nie rozumiem co tutaj jeszcze robisz. Już wiesz, że to śmietnik! Spieprzaj więc!

>hm, moja żałosna wypowiedz? atakujesz mnie, bo bronię wartości wyznania. A swoja drogą stoimy po tej samej stronie - również nie wierzę, również jestem przeciwko religii w szkołach, urzędach itp. z tym wyjątkiem, że p o d z i w i a m ludzi szczerze wierzących i drażni mnie takie bezmyślne wytykanie palcami.

Żałosne jest twoje mieszanie pojęć i spraw.
Jesteś przeciwko religii w szkole i krzyżom w urzędach to powiedz to mamie lub księdzu, bo tutaj jest "śmietnik".
Moja żona jest właśnie "szczerze wierząca" i bynajmniej nie za to ją podziwiam. Jej wiara jest dla mnie nieistotna, nie obchodzi mnie, nie przeszkadza mi. A podziwiam ją za dobroć, pracowitość, miłość do ludzi, no i jej zgrabny tyłeczek.

>... Niestety "Lista Członków Akcji Katolickiej" jest napisana błędnie, więc analogicznie tytuł Waszej listy również.

Tak, poprosiłem o opinię naszego pierwszego polonistę i pisarza Zbysława Śmigielskiego. Ten wysokiej klasy człowiek przyznał, że pisanie z dużej litery jest naleciałością germańską. Ja dodam, iż w języku angielskim, wszystkie słowa w tytułach filmów czy książek czy też nazw firm, list, sprawozdań itp. pisze się z dużej litery.
Niemniej jednak, nasza pisownia, to nie brak skromności - jak Ty to widzisz.
A tak na marginesie, Zbysław Śmigielski jest jednym z naszego "wirtualnego śmietnika".

>>My szanujemy ludzi mądrych, wartościowych, a nie wierzących czy też nie.
> Internet nie jest najlepszym sposobem odkrywania tych cech u ludzi.

Po pierwsze; mówię kogo szanujemy, a nie gdzie ich poznajemy.
Po drugie; przestań się wymądrzać, dla mnie internet jest bardzo dobrym miejscem do poznawania wyśmienitych i wartościowych ludzi.

>>Jeszcze raz pytam; czy przeczytałaś chociaż "WPROWADZENIE" do "Listy Ateistów i Agnostyków"?
>eee, tak.

I nic? Może mogłabyś poprosić mamę aby Ci poczytała na głos? Jak się skoncentrujesz na słuchaniu, to może zaskoczysz?

>>I kim ty jesteś, iż czujesz się upoważniona do wystawiania oceny istotności tej listy?
>eee, użytkownikiem Internetu? osobą postronną? osobą posiadającą prawo do publicznego wyrażania własnego zdania?

Tak samo jak mój 11-letni synek. Efekty waszej działalności będą zbliżone.

>>Nie tobie dyktować co ja/my mamy robić.
>nie robię tego.

Teraz nie.

>>Swą wypowiedzią zapracowałaś na miano "aroganta", tak to ty jesteś tym "żałosnym arogantem".
>nadużywasz słowa 'żałosny', wiesz?

Zauważyłaś cudzysłowy? To są twoje własne słowa, które ja powtarzam parodiując Ciebie.

>>Właśnie powiedziałem; gdybyś przeczytała "wprowadzenie" do LAiA, zapewne zrozumiałabyś jak bardzo istotna jest ta lista dla tysięcy ludzi.
>OK. Mogłam kogoś urazić stwierdzeniem 'mało istotna'. Szkoda tylko, że tak wiele znaczy dla kogoś witryna internetowa.
To jest już niegrzeczność i upierdliwość.
Dla nas, dla tysięcy ludzi Lista AiA jest istotna i wiele znaczy ta "witryna internetowa".
Jeżeli Ty się czujesz dobrze w swojej skórze, to ja nie będę Cię prześladował uwagami o krzywych nogach, obwisłym biuście, haczykowatym nosie itp.

>>(Gdybyś przeczytała regulamin forum, wiedziałabyś że zdanie należy rozpoczynać z dużej litery.)
>dogryzania ciąg dalszy?

Czy Ty rozumiesz tekst pisany? Ja Cię informuję, że pisząc z małej litery słowa rozpoczynające zdania, naruszasz regulamin forum.

>>Moja rada; zacznij myśleć pozytywnie, z życzliwością dla innych, ze zrozumieniem potrzeb innych ludzi.
>rada życiowa od nieznajomego internauty - ciekawe. Myśleć pozytywnie? rzeczywiście ciężko, bo jestem dość krytyczna.

Jesteś krytyczna? Znowu widzisz coś złego w mej radzie?
Jest różnica między krytyką, a krytykanctwem (jak między krzesłem kuchennym, a krzesłem elektrycznym).

>Życzliwość? jest mi znana. Zrozumienie potrzeb innych? błagam, nie mów, że wpis na tę listę jest czyjąś potrzebą ( i to Ty mi zarzucałeś oderwanie od rzeczywistości...)
Znowu odzywa się ta ironiczna, irytująca, upierdliwa 11-to letnia dziewczynka.
Tak, tak (do cholery!), ja i wielu innych wpisaliśmy się "z potrzeby".

Nie podoba Ci się nasz "wirtualny śmietnik", to idź do diabła.
Czy ktoś Cię trzyma i nie pozwala się oddalić?
A kysz! A kysz!

Ja mam Cię dość. Żegnam.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
Jolka....jedno jest pewne, jestem kim jestem - jestem człowiekiem!
Cyt:z FAQ
Dlaczego niektóre wpisy umieszczane są na początku listy, a nie, jak inne, chronologicznie na końcu?
Nazwiska na początku Listy należą do ludzi nauki, kultury, sztuki, często znanych z mediów i narażonych przez to na szczególnie silne ataki ze strony nietolerancyjnych środowisk religijnych.
Wyeksponowanie ich ma być wsparciem, przykładem dla innych niewierzących, a nie zaspokajaniem czyjejś próżności.

czyli uczeń, student, sprzątaczka, czy emeryt, to gorszy gatunek człowieka?
Wyselekcjonowani gratulacje!!!
Dla mnie człowiek jest człowiekiem i powinien się zachowywać z godnością i równością.
13-04-2009 17:44 
 Ocena 3 na 3
czes (4083 punktów)Odp: ....jedno jest pewne, jestem kim jestem - jestem człowiekiem!
>Cyt:z FAQ
>Dlaczego niektóre wpisy umieszczane są na początku listy, a nie, jak inne, chronologicznie na końcu?
>Nazwiska na początku Listy należą do ludzi nauki, kultury, sztuki, często znanych z mediów i narażonych przez to na szczególnie silne ataki ze strony nietolerancyjnych środowisk religijnych.

Nie przeczytałaś wszystkich wypowiedzi na ten temat.
Znane nazwiska na początku listy mają być również rodzajem "lokomotywy" ciągnącej listę, jakby światełka dodającego troszeczkę blasku, to są "twarze" tej listy.

>Wyeksponowanie ich ma być wsparciem, przykładem dla innych niewierzących, a nie zaspokajaniem czyjejś próżności.
>czyli uczeń, student, sprzątaczka, czy emeryt, to gorszy gatunek człowieka?

Wyeksponowanie i wsparcie jednej osoby, nie czyni innej osobą gorszego gatunku.
Moje nazwisko znajduje się na 153 stronie, razem z "uczniami, studentami, sprzątaczkami i emertami" i wierz mi nie nie czuję sie przez to człowiekiem gorszego gatunku.

>Wyselekcjonowani gratulacje!!!
Ja nie jestem "wyselekcjonowanym" i czuję się pominiętym i pokrzywdzonym przez Ciebie, a nie przez Admina LAiA.

>Dla mnie człowiek jest człowiekiem i powinien się zachowywać z godnością i równością.
Nikt mi nie ujmuje godności.
Cieszę się, iż jestem na liście z takimi znanymi osobami jak te z pierwszej strony , a i o drugiej nie zapominając.
Cieszę się że jestem pomiędzy ponad 14 tysiącami podobnych do mnie.


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
14-04-2009 09:42 
 Ocena 3 na 3
lotrek (14275 punktów)

>Cieszę się że jestem pomiędzy ponad 14 tysiącami podobnych do mnie.
Nie jest ważne na której stronie jest się Listy. Ważne jest, że ona istnieje i jej istnienie dociera do coraz to nowych osób. Linka do strony z listą rozesłałem do wszystkich znajomych, niektórzy się dopisali i posłali ją dalej.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
14-04-2009 09:51 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>czyli uczeń, student, sprzątaczka, czy emeryt, to gorszy gatunek człowieka?

Jakieś kompleksy? Jest to zwykły zabieg marketingowy, znane osoby przyciągają innych a przecież o to chodzi.


Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
chatan (107 punktów)Odp: Komentarze do Listy Ateistów i Agnostyków
Witam!...w związku z tym, iż Kościół nie chce ujawniać danych, na temat ilości dokonanych apostazji w Polsce, proponuję, aby sami "apostatowanii" dokonali jej upublicznienia. Proponuję,aby listę ateistów na racjonaliście.pl, poszerzyć o dane dotyczące tego, czy się dokonało aktu apostazji..
myślę, że jedna dodatkowa rubryka, a może zdziałać wiele... ujawni to bowiem, fakt, który skutecznie jest skrywany przez KK. Dla Kościoła Katolickiego, jest to bez wątpienia problem, który nieustannie jest zamiatany pod dywan. podnieśmy więc ten dywan...
09-05-2009 00:12 
 Ocena 5 na 5
Dębiński (6 punktów)
>Witam!...w związku z tym, iż Kościół nie chce ujawniać danych, na temat ilości dokonanych apostazji w Polsce, proponuję, aby sami "apostatowanii" dokonali jej upublicznienia. Proponuję,aby listę ateistów na racjonaliście.pl, poszerzyć o dane dotyczące tego, czy się dokonało aktu apostazji..
>myślę, że jedna dodatkowa rubryka, a może zdziałać wiele... ujawni to bowiem, fakt, który skutecznie jest skrywany przez KK. Dla Kościoła Katolickiego, jest to bez wątpienia problem, który nieustannie jest zamiatany pod dywan. podnieśmy więc ten dywan...
>

witam>pax et bonum.nie mam doswiadczenia w odpowiedziach i dyskusjach na forum,jednak jako czlek mlody chcialbym sie odniesc do powyzej zamieszczonej propozycji. co do ujawniania nazwisk i jawnego bycia apostata, lub ateuszem. to co zbudowalo i trzyma przy zyciu chrzescijanstwo i kosciol, to nic innego jak determinacja i wiara. wiara tak silna ze "pierwsi" gineli za nia, a ona jak powiedzial,czy tez nie powiedzial (opinie podzielone) tertulian, dzieki temu ze byla absurdem-przetrwala...i nadal trwa. smieszy mnie ta ciuciubabka,choc sam mam problemy z transcendencja, to jednak istoty takie jak hryniewicz,augustyn,kierkegard,scheler,sokrates,heller...i masa innych istot ktore podobnie jak Filozof ,mysla , "wiem ze..." wytyczaja szlak moj, ktory prowadzi do Poruszyciela,kimkolwiek,czymkolwiek on jest.
jesli moglbym cos jeszcze dodac,to tylko-Wiecej wiary ateusze i apostaci, bez waszej odwagi i jawnosci nie dorownamy nigdy chrzescijanom, a co gorsza, bedziemy ciagle przypominac szczury z podziemia, ktore wychodza w nocy,zeby znalezc cos do jedzenia i pokazac przez znaki - fora,kilka portali,ale nie walka jawna - ze niby sa i maja swoje racje- JAWNOSC i ODWAGA, to zbudowalo chrzescijanstwo, co budujemy my swoim strachem? czego lub kogo sie boimy?
air39
ciekawi mnie to co przeczytalam we wstepie. od mniej wiecej roku, dwoch obserwowalam ruch racjonalistow, ktorzy sie zrzeszali, aby razem przejsc przez wszystkie trudy, ale ta strona? prawie jak ludzie, ktorzy tworza nowa wiare, czytaja "biblie ateistow", ufaja jej bezgranicznie, wybijaja sie, chca zwalczyc reszte (niedlugo urzadzicie krucjaty). patrzac na te liste rozumiem coraz lepiej co znaczy haslo "wszyscy jestesmy indywidualistami". bo nie ma to jak miec tysiace autorytetow, ktore wbija do glowy, to co trzeba, nie zastanawiac sie, tylko czytac gotowe tresci i uwazac, ze wiara teistow jest slepa, a wasza przemyslana.
rozumiem, ze chcecie pomoc ludziom, ktorzy na sile sa nawracani, ale czy to jest potrzebne? myslalam, ze ludzie ucza sie na bledach, widza jak chore bylo obnoszenie sie ze swoim oswieceniem w XVIII wieku. teraz stracilam szacunek do ateistow, juz nie widze odwaznych (teraz masz plecy), inteligentnych (po co myslec, jesli mam ksiazki i autorytety?), postepowych (bo dla mnie postep, to dostrzezeie, ze jest sie tylko czlowiekiem, ktory moze sie mylic, a nie wszystkowiedzacym bogiem) i kulturalnych ludzi, tylko bezmyslny tlum frazesami rzucajacy w katolikow jakby byli ludzmi gorszej kategorii.
air39
ciekawi mnie to co przeczytalam we wstepie. od mniej wiecej roku, dwoch obserwowalam ruch racjonalistow, ktorzy sie zrzeszali, aby razem przejsc przez wszystkie trudy, ale ta strona? prawie jak ludzie, ktorzy tworza nowa wiare, czytaja "biblie ateistow", ufaja jej bezgranicznie, wybijaja sie, chca zwalczyc reszte (niedlugo urzadzicie krucjaty). patrzac na te liste rozumiem coraz lepiej co znaczy haslo "wszyscy jestesmy indywidualistami". bo nie ma to jak miec tysiace autorytetow, ktore wbija do glowy, to co trzeba, nie zastanawiac sie, tylko czytac gotowe tresci i uwazac, ze wiara teistow jest slepa, a wasza przemyslana.
rozumiem, ze chcecie pomoc ludziom, ktorzy na sile sa nawracani, ale czy to jest potrzebne? myslalam, ze ludzie ucza sie na bledach, widza jak chore bylo obnoszenie sie ze swoim oswieceniem w XVIII wieku. teraz stracilam szacunek do ateistow, juz nie widze odwaznych (teraz masz plecy), inteligentnych (po co myslec, jesli mam ksiazki i autorytety?), postepowych (bo dla mnie postep, to dostrzezeie, ze jest sie tylko czlowiekiem, ktory moze sie mylic, a nie wszystkowiedzacym bogiem) i kulturalnych ludzi, tylko bezmyslny tlum frazesami rzucajacy w katolikow jakby byli ludzmi gorszej kategorii.
Lubicz
Jest nas tak dużo, że czas pomyśleć o symoblu ateistów i agnostyków. Czy macie jakieś pomysły i sugestie?
Lubicz
Jest nas tak dużo, że czas pomyśleć o symoblu ateistów i agnostyków. Czy macie jakieś pomysły i sugestie? Ja mam pewien pomysł, ale może ktoś ma lepszy.
MałgorzataWitam
Ja jestem ateistką i nie wstydzę się tego. Cała ta Biblia i te opowieści w niej zawarte są niczym innym jak bajeczkami wymyślonymi przez ludzi kilkaset lat temu, do których ktoś coś zawsze dorzucał od siebie i tak powstało to w co WY wierzący wierzycie i ubóstwiacie wszystkie postacie.
Historia w każdym kraju jest inna. Polska historia pokazuje Polskę w dobrym świetle, wszystko co złe to nie my!! Niemcy natomiast winią nas, a siebie chwalą. Nie ma jednej rzetelnej relacji z tego co naprawdę wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu, a co dopiero 2000 lat temu (bo wedlug Bilbii wtedy urodzil sie Jezus). Wtedy ludzie nie mieli papieru, nic do pisania, nawet pisać nie umieli, więc jakim cudem napisali Biblię??
I co najważniejsze. Według mnie WIERZĄCY powinni być brylantowi i żyć według przykazań, powinni świecić przykładem - bo uważają się za lepszych od tych,którzy nie wierzą, a to zobowiązuje. A tak naprawdę to ateiści i niewierzący są o wiele lepszymi ludźmi, popimo tego że nie boją się "sądu ostatecznego" i mają swoją filozofię według której żyją i żyją naprawde bardziej przyzwoicie niż najlepszy katolik. Taka jest prawda.
Nie chę w jakikolwiek sposób urazić kogokolwiek, bo nie taki jest mój cel. Miło by było gdyby każdy zastanowił się chwilę nad sensem wiary w coś czego niema, coś czego nikt nigdy nie widział i nad sensem zmuszania dzieci do chodzenia do kościoła po to tylko aby przesiedziały godzinę, jeśli nie mają takiej potrzeby, jesli nie wierzą. Każdy powinien mieć prawo do wyboru wiary albo i do bycia niewierzącym. A w Polsce propaguje się zachowanie: jesteś katolikiem - jesteś królem, a nie wierzysz - jesteś śmieciem i odrzutkiem społeczeństwa. Zastanówcie się nad tym.... Pozdrawiam wszystkich ateistów, agnostyków i niewierzących.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365