Racjonalista - Strona głównaDo treści
W jakiego Boga bym uwierzył ?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
30-07-2010 18:05wsx666 (1067 punktów)W jakiego Boga bym uwierzył ?
Ocena 3 na 3
Moim zdaniem obraz Boga jest wypaczany w bitwach nauka kontra religia.Mało tego uważam że wszystkie religie jak i ateizm wypaczają obraz Boga (ateizm w sposób zaprzeczający jego istnieniu).Moje przemyślenia na temat Boga są następujące: W świecie jakim żyjemy możemy jedynie polegać na własnym doświadczeniu i obserwacjach (danych) jakie do nas docierają nic więcej.Istniejąc doświadczamy istnienia czegokolwiek,wszystkiego co nas otacza mając więc tego typu doświadczenie (istnienia czegokolwiek) moim zdaniem logiczniejsze wydaje się nie negowanie bytu jeszcze innego czyli np Boga tylko założenie że jeżeli istniejemy my,nasz wszechświat wymiary których mamy świadomość istnienia i być może co jest zgodne z nurtem obecnej nauki wymiary których nie jesteśmy w stanie zmysłami odczuć więc skoro to wszystko istnieje i jest dla nas (realne) to dlaczego nie moglibyśmy założyć istnienia również Boga.Tylko moim zdaniem nie takiego o jakim uczą nas religie Boga dobrego wszech....itp ale po prostu istoty powiedzmy (ponad nami) w jakiejś tam hipotetycznej hierarchii bytów.Boga który wcale nie musi być jakimś bytem niesamowitym ale na przykład zakładam istnienie całej populacji Bogów,świata Bogów,społeczeństwa Bogów.Być może to właśnie taki byt (ponad nami) stworzył wszechświat nadał mu takie a nie inne wartości fizyczne i chemiczne materii,zaprogramował(stworzył)wszystko po swojemu.Mogę jedynie uwierzyć w Boga jako istotę z populacji wielu Bogów istotę z innego (wymiaru) istotę faktycznie ponad czasem i materia jakiej doświadczamy,ale nie istotę dobrą raczej w naszej skali pojmowania neutralną.Uważam także,że nawet jeżeli taka postać istnieje to stwarzając wszechświat i ludzi (ja piszę to ogólnie) to dając nam możliwość przeżywania naszych żyć zakończył sprawę na tym! Sama idea życia wiecznego po śmierci jest ideą chorą nierealną i kompletnie pozbawioną jakiegokolwiek sensu.Kończąc powiem tak mogę uwierzyć w (jakiś) byt (ponad nami) ale nie w bajeczki na jego temat.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

30-07-2010 18:35
 Ocena 12 na 12
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Jesteś na dobrej drodze do ateizmu. Większość niewierzących odchodząc od wiary przechodziło taki etap.
Pierwszy etap to "Bóg nie może być katolikiem".
Myślący człowiek widzi hipokryzję kościoła, kłamstwa które kościół serwuje i konfrontuje to z wiedzą jaką posiada. Rzeczywistość skrzeczy.Ten etap skraca przeczytanie Biblii oraz innych pozycji zajmujących się religią.
Nie mając jeszcze podstaw do całkowitego odrzucenia przyjmuje, że jakiś Bóg jest ale z czasem obdziera się go z wielu funkcji.
Może i stworzył świat, ale się nim nie interesuje. Nie słucha modlitw, nie zależy mu na działaniu człowieka, nie ma życia pozagrobowego....
W końcu Bóg przestaje być potrzebny i świat staje się bardziej zrozumiały.
Pozdrawiam
30-07-2010 18:48 
 Ocena 2 na 4
wsx666 (1067 punktów)
Widzisz pomyliłaś się oceniając mnie po mojej wypowiedzi.Oczywiście ja nie mam Ci tego za złe.Ja nie jestem na drodze do ateizmu bo uważam ateizm za zamknięcie umysłu tak samo jak każdą religię.Ateiści stwierdzają że Boga nie ma a na jakiej podstawie???To co miał by powiedzieć człowiek z roku 1410 gdyby zobaczył żarówkę dajmy na to?Rozumiesz?Mi chodzi jedynie o to że nie mamy prawa obecnie negować istnienia bytów ponad rozumianymi przez nas wszelkimi wymiarami ale równocześnie chore wydają mi się wizje Boga opisywanego przez religie!Należy umysł mieć otwarty.
30-07-2010 19:11 
 Ocena 9 na 9
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Ja nie jestem na drodze do ateizmu bo uważam ateizm za zamknięcie umysłu tak samo jak każdą religię.
Miej umysł otwarty, to zobaczymy za parę lat. Ten etap trwa tym dłużej im mocniejsza była indoktrynacja.
30-07-2010 21:22 
 Ocena 5 na 5
nomilk (1013 punktów)
To co miał by powiedzieć człowiek z roku 1410 gdyby zobaczył żarówkę dajmy na to?

wsx666, idiotyczne porównanie. A zobaczyłby ów w 1410 żyjący żarówkę? No, weź...

three of a perfect pair
wsx666 (1067 punktów)
> To co miał by powiedzieć człowiek z roku 1410 gdyby zobaczył żarówkę dajmy na to?
> wsx666, idiotyczne porównanie. A zobaczyłby ów w 1410 żyjący żarówkę? No, weź...
>
three of a perfect pair


Chodziło mi bardziej o to ,że człowiek z przed 600 lat nie rozumiał nawet koncepcji żarówki a co będa wiedziec istoty na naszej planecie za miliard lat dajmy na to?hmmm...
30-07-2010 22:43 
 Ocena 5 na 5
nomilk (1013 punktów)
Chodziło mi bardziej o to ,że człowiek z przed 600 lat nie rozumiał nawet koncepcji żarówki a co będa wiedziec istoty na naszej planecie za miliard lat dajmy na to?hmmm...

Co Ty z tą żarówką? Jaki przełom technologiczny - takie wynalazki.

To, czego nie zrozumiemy, co będzie za miliard lat ma być dowodem na istnienie bytów? wsx666, czy potrafisz wykazać tutaj JAKIKOLWIEK związek logiczny?

three of a perfect pair
wsx666 (1067 punktów)
>To, czego nie zrozumiemy, co będzie za miliard lat ma być dowodem na istnienie bytów? wsx666, czy potrafisz wykazać tutaj JAKIKOLWIEK związek logiczny?

Nie to nie jest żadnym dowodem na istnienie żadnych bytów.Napisałem jedynie,że być może istoty które pojawią się na nasze planecie za miliard dajmy na to lat będa w stanie dowieźć istnienia czegoś czego my nie jesteśmy w stanie dowieść obecnie.Rozumiesz mój tok myslenia?Jest nie logiczny?
30-07-2010 23:08 
 Ocena 4 na 4
nomilk (1013 punktów)
Rozumiesz mój tok myslenia?Jest nie logiczny?

Chyba załapałem...



three of a perfect pair
wsx666 (1067 punktów)
twierdzisz więc że mój tok myślenia to króliczek na lince.rozumiem.ja twierdzę jedynie że jesteśmy jeszcze w przedzkolu pojmowania rzeczywistosci.pozdro.
21-09-2010 23:45 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>>To, czego nie zrozumiemy, co będzie za miliard lat ma być dowodem na istnienie bytów? wsx666, czy potrafisz wykazać tutaj JAKIKOLWIEK związek logiczny?

>Nie to nie jest żadnym dowodem na istnienie żadnych bytów.Napisałem jedynie,że być może istoty które pojawią się na nasze planecie za miliard dajmy na to lat będa w stanie dowieźć istnienia czegoś czego my nie jesteśmy w stanie dowieść obecnie.Rozumiesz mój tok myslenia?Jest nie logiczny?

   Skoro są kosmici, znaczy inne cywilizacje, to Boga nie ma, bo on stworzył tylko człowieka. W dodatku na swój obraz i ponoć podobieństwo. Tak mówi Kościół, który jak wszyscy wiemy nieomylny jest.

No, chyba że jest NadBóg, który stworzył naszego i wszystkich innych. Tylko w co wierzyć? Mnie tam Posejdon się podoba.

No co? Morze lubię.


Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
30-07-2010 22:05 
 Ocena 9 na 9
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Ateiści stwierdzają że Boga nie ma a na jakiej podstawie???
Na takiej samej, na jakiej ty stwierdzasz nieistnienie niewidzialnego, niedotykalnego różowego jednorożca z zieloną kokardką na ogonie stojącego metr od ciebie. Dlaczego twierdzisz, że go tam nie ma?
"Na jakiej podstawie???"

:P
Rigoletto (3891 punktów)
>>Ateiści stwierdzają że Boga nie ma a na jakiej podstawie???
>Na takiej samej, na jakiej ty stwierdzasz nieistnienie niewidzialnego, niedotykalnego różowego jednorożca z zieloną kokardką na ogonie stojącego metr od ciebie. Dlaczego twierdzisz, że go tam nie ma?
>"Na jakiej podstawie???"

Masz rację, definitywnie nie można tego wykluczyć. Niewykluczone też, że już wyrażona przez Ciebie myśl, powołała do istnienia owego jednorożca.
Teresa (2693 punktów)
>>>Ateiści stwierdzają że Boga nie ma a na jakiej podstawie???
>>Na takiej samej, na jakiej ty stwierdzasz nieistnienie niewidzialnego, niedotykalnego różowego jednorożca z zieloną kokardką na ogonie stojącego metr od ciebie. Dlaczego twierdzisz, że go tam nie ma?
>>"Na jakiej podstawie???"
>Masz rację, definitywnie nie można tego wykluczyć. Niewykluczone też, że już wyrażona przez Ciebie myśl, powołała do istnienia owego jednorożca.

No jak to? Przeciez NRF (niewidzialny rozowy jednorozec) zostal wlasnie wymyslony przez ateistow jako przyklad na cos, co nie może istniec (bo ma sprzeczne cechy jak kwadratowe koło)
pl.wikiped(*)C3łżowy_Jednorożec
31-07-2010 21:12 
 Ocena 5 na 5
Klapaucjusz (3379 punktów)
>(bo ma sprzeczne cechy jak kwadratowe koło)
Tak samo jak wszechmogący i niepoznawalny bóg, który jest pierwszą przyczyną w odniesieniu do wszechświata i samego siebie.
Teresa (2693 punktów)
>>(bo ma sprzeczne cechy jak kwadratowe koło)
>Tak samo jak wszechmogący i niepoznawalny bóg,

Jak to Niepoznawalny? Tak się składa, ze Kościół Katolicki potępił doktrynę niepoznawalności Boga siłami przyrodzonego rozumu (Pierwszy Sobór Watykański).
Jak mam z Tobą rozmawiać kiedy przypisujesz wyznawcom poglądy ich przeciwników?

>który jest pierwszą przyczyną w odniesieniu do wszechświata i samego siebie.

Miedzy innymi właśnie o tym, ze nie jest możliwe aby coś dla siebie samego było przyczyną istnienia bo wówczas trzeba przyjąć, ze istnieje zanim zaistniało pisze sw. Tomasz z Akwinu (rozdział 22 pt. "W Bogu tym samym jest istnienie i istota" w dziele Summa Contra Gentiles).
Bóg nie jest sam dla siebie przyczyną istnienia gdyz istota Boga utożsamia się z istnieniem (byłoby tak gdyby jego istota odpowiadała istnieniu).
Znowu pudło. Coś cholera ... chyba nie doceniacie przeciwnika, myślisz, ze żaden wyznawca/ teolog nie zauważyłby tego typu sprzeczności przez tyle wieków?
02-08-2010 00:13 
 Ocena 5 na 5
Klapaucjusz (3379 punktów)
>Jak to Niepoznawalny? Tak się składa, ze Kościół Katolicki potępił doktrynę niepoznawalności Boga siłami przyrodzonego rozumu (Pierwszy Sobór Watykański).
>Jak mam z Tobą rozmawiać kiedy przypisujesz wyznawcom poglądy ich przeciwników?
Oj nie trzeba daleko szukać. Tutaj na forum udziela wierzący w boga Parys który co chwila wspomina o niepoznawalności boga.
Rozumiem że jest przeciwnikiem poglądów wyznawców boga.
Typowe.

>Bóg nie jest sam dla siebie przyczyną istnienia gdyz istota Boga utożsamia się z istnieniem (byłoby tak gdyby jego istota odpowiadała istnieniu).
Można oczywiście przyjąć że jakiś byt jest pierwszą przyczyną względem czegoś, ale wtedy powstaje pytanie co jest przyczyną tego bytu.
Trzeba być filozofem, aby podać właściwą odpowiedź na to pytanie?

>Znowu pudło. Coś cholera ... chyba nie doceniacie przeciwnika, myślisz, ze żaden wyznawca/ teolog nie zauważyłby tego typu sprzeczności przez tyle wieków?
Zauważają i próbują te sprzeczności usuwać, ale jak do tej pory nie udało się im usunąć wszystkich sprzeczności. Potrafią zaś tworzyć nowe. W tym są mistrzami.

Weźmy dla przykładu podstawową sprzeczność w chrześcijaństwie. Jedni twierdzą że historia związana z Adamem i Ewą to fakt inni zaś że to tylko za metafora.
Jeżeli weźmiemy tych którzy obstają za dosłownym odczytywaniem opisu stworzenia człowieka to popadają w sprzeczność, gdy mają cokolwiek powiedzieć o ewolucji.
Natomiast ci wszyscy którzy opis stworzenia Adama odczytują metaforycznie mają problem z innym dogmatem związanym ze zbawieniem.
Tak to już jest z wiarą, że nie da się wybrać poglądów zgodnych z wiarą nie popadając równocześnie w sprzeczności.
Aby do tego dojść nie trzeba być filozofem.

Pozdrawiam.
Teresa (2693 punktów)
>>Jak mam z Tobą rozmawiać kiedy przypisujesz wyznawcom poglądy ich przeciwników?
>Oj nie trzeba daleko szukać. Tutaj na forum udziela wierzący w boga Parys który co chwila wspomina o niepoznawalności boga.
>Rozumiem że jest przeciwnikiem poglądów wyznawców boga.
>Typowe.
Najprawdopodobniej jest jak i nie jest przeciwnikiem poglądów wyznawców boga w zależności od tego o którego "boga" chodzi.

>>Bóg nie jest sam dla siebie przyczyną istnienia gdyz istota Boga utożsamia się z istnieniem (byłoby tak gdyby jego istota odpowiadała istnieniu).
>Można oczywiście przyjąć że jakiś byt jest pierwszą przyczyną względem czegoś, ale wtedy powstaje pytanie co jest przyczyną tego bytu.

Odpowiedz podałam powyżej "gdyż istota Boga utożsamia się z istnieniem" to jest jedyny taki byt, dla którego nie ma sensu pytać o jego przyczynę. Skoro jest istnieniem (ma istnienie) nie potrzebuje nikogo/niczego co by mu dawało istnienie tak samo jak nieruchomy poruszyciel nie potrzebuje aby ktos/cos nim poruszał/poruszało.

>>Znowu pudło. Coś cholera ... chyba nie doceniacie przeciwnika, myślisz, ze żaden wyznawca/ teolog nie zauważyłby tego typu sprzeczności przez tyle wieków?
>Zauważają i próbują te sprzeczności usuwać, ale jak do tej pory nie udało się im usunąć wszystkich sprzeczności. >Potrafią zaś tworzyć nowe. W tym są mistrzami.

Czyżbyś silił się na ironię? To samo można by powiedzieć o filozofach i naukowcach.

>Natomiast ci wszyscy którzy opis stworzenia Adama odczytują metaforycznie

Metaforycznie lub symbolicznie. ..

>mają problem z innym dogmatem związanym ze zbawieniem

Jaki problem ?

>Tak to już jest z wiarą, że nie da się wybrać poglądów zgodnych z wiarą nie popadając równocześnie w sprzeczności.

Póki co nic takiego nie wykazałeś.
06-08-2010 02:16 
 Ocena 3 na 3
Klapaucjusz (3379 punktów)
>Najprawdopodobniej jest jak i nie jest przeciwnikiem poglądów wyznawców boga w zależności od tego o którego "boga" chodzi.
Otóż to. Jeżeli wam coś nie pasuje to twierdzicie że chodzi o innego boga, aby za chwilę stwierdzić że wierzycie w tego samego..

>Odpowiedz podałam powyżej "gdyż istota Boga utożsamia się z istnieniem" to jest jedyny taki byt, dla którego nie ma sensu pytać o jego przyczynę. Skoro jest istnieniem (ma istnienie) nie potrzebuje nikogo/niczego co by mu dawało istnienie tak samo jak nieruchomy poruszyciel nie potrzebuje aby ktos/cos nim poruszał/poruszało.
(pogrubienie moje)
Jeżeli zdefiniujemy że FSM jest pierwszą przyczyną to nie ma sensu pytać co jest przyczyną FSM?
Sądzisz że wystarczy coś zdefiniować aby nagle stało się sensowne?
Przecież to absurd.
W ten sposób można udowodnić wszystko.

>>Zauważają i próbują te sprzeczności usuwać, ale jak do tej pory nie udało się im usunąć wszystkich sprzeczności. Potrafią zaś tworzyć nowe. W tym są mistrzami.
>Czyżbyś silił się na ironię? To samo można by powiedzieć o filozofach i naukowcach.
Ironia? Mówię wprost co myślę o opowiadaczach bajek, którzy zwą siebie teologami.
Filozofowie faktycznie niekiedy niewiele się różnią od teologów. Choć niekiedy efekty ich działań okazują się pożyteczne. W bajaniach teologów nie ma zaś nic pożytecznego.
Jeżeli zaś chodzi o naukowców to umieszczenie ich obok teologów jest nieporozumieniem którego nawet nie skomentuję.

>>mają problem z innym dogmatem związanym ze zbawieniem
>Jaki problem ?
wiki: Grzech pierworodny zmywany jest przez przyjęcie odkupieńczej ofiary Jezusa Chrystusa, [..]
Czy Jezus zmarł za grzechy ludzi których nie było?
Za uczynki które są tylko symboliczne?
Gdzie tu sens?

Istnieją zresztą wierzący, którzy wprost mówią o tym że traktowanie opisu stworzenia jako przekaz symboliczny jest herezją.
Do tego dochodzi do sytuacji wręcz komicznych:

Watykan rozpoczął oficjalny proces monitoringu do jego artykułów.Wynikiem obserwacji były liczne krytyki błędów popełnianych - zdaniem watykańskich urzędników - przez ks. Valdesa, takich jak zaprzeczenie historycznemu istnieniu Adama i Ewy, [..]


>>Tak to już jest z wiarą, że nie da się wybrać poglądów zgodnych z wiarą nie popadając równocześnie w sprzeczności.
>Póki co nic takiego nie wykazałeś.

Pewnie.
Kwadratowe koło niczym się nie różni od wszechmocnej pierwszej przyczyny która równocześnie jest niepoznawalna.
Nie można pytać się o przyczynę boga, bo on jest zdefiniowany jako pierwsza przyczyna i już.
Chrześcijanie twierdzą że wierzą w tego samego boga, ale gdy jakiś chrześcijanin opiszę tego boga w sposób który akurat nie pasuje do ich wiary to okazuje się że wierzą jednak w innych bogów.
Jedni twierdzą że ewolucja to bzdura, inni że opis stworzenia człowieka przez ich boga jest tylko symboliczny. Wystarczy zaś aby tych pierwszych zapytać czy bóg stworzył dinozaury, lub tych drugich czy Jezus umarł za symboliczny grzech to udają głupa.

Co tu wykazywać?
Aby wierzyć trzeba nauczyć się ignorować takie sprzeczności.
Ja nie umiem.

Pozdrawiam.
11-08-2010 19:56 
 Ocena-2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>>Najprawdopodobniej jest jak i nie jest przeciwnikiem poglądów wyznawców boga w zależności od tego o którego "boga" chodzi.
>Otóż to. Jeżeli wam coś nie pasuje to twierdzicie że chodzi o innego boga, aby za chwilę stwierdzić że wierzycie w tego samego..
Hmm, skoro tak mówisz ...

>Jeżeli zdefiniujemy że FSM jest pierwszą przyczyną to nie ma sensu pytać co jest przyczyną FSM?
>Sądzisz że wystarczy coś zdefiniować aby nagle stało się sensowne?
>Przecież to absurd.

Tak to absurd, ale ja nic takiego nie twierdziłam. Wprost przeciwnie. Tylko taki byt, którego istota jest istnieniem wchodzi w gre a taki jest tylko jeden.

>Filozofowie faktycznie niekiedy niewiele się różnią od teologów. Choć niekiedy efekty ich działań okazują się pożyteczne. W bajaniach teologów nie ma zaś nic pożytecznego.

Mozesz mi wyjasnic jakie są kryteria pożyteczności i kto je ustanawia?

>>Jaki problem ?
>wiki: Grzech pierworodny zmywany jest przez przyjęcie odkupieńczej ofiary Jezusa Chrystusa, [..]
>Czy Jezus zmarł za grzechy ludzi których nie było?
>Za uczynki które są tylko symboliczne?
>Gdzie tu sens?

To nieporozumienie. "Tylko symboliczne" nie znaczy, że fikcyjne czy fałszywe. W czasach gdy nie było jeszcze języka filozoficznego czy teologicznego posługiwano się mitami symbolicznymi (obrazami), aby odpowiedziec na najważniejsze pytania, w tym szczególnie metafizyczne, czyli takie których nie udaje się badac empirycznie.
Z mitem symbolicznym wiaze się pare nieporozumień. Proszę przeczytaj:

100-zabobonow.blogspot.com/2008/04/mit.html

Grzech jest prawdziwy lecz metafizyczny (każdy prędzej czy później znajdzie dowody na jego istnienie, choć za pomocą nauki nie da się odkryć śladu duchowego upadku w człowieku).
autopoiesis (47 punktów)
>Weźmy dla przykładu podstawową sprzeczność w chrześcijaństwie. Jedni twierdzą że historia związana z Adamem i Ewą to fakt inni zaś że to tylko za metafora.
>Jeżeli weźmiemy tych którzy obstają za dosłownym odczytywaniem opisu stworzenia człowieka to popadają w sprzeczność, gdy mają cokolwiek powiedzieć o ewolucji.
>Natomiast ci wszyscy którzy opis stworzenia Adama odczytują metaforycznie mają problem z innym dogmatem związanym ze zbawieniem.
>Tak to już jest z wiarą, że nie da się wybrać poglądów zgodnych z wiarą nie popadając równocześnie w sprzeczności.

Grzesiu. Fakt, że spotykałeś się z umysłową ociężałością katolików (także moją), chociaż na temat Adam i Ewy (a fee..) nie rozmawialiśmy nie jest dowodem na nieistnienie Boga... Chociaż nieistnienia nie trzeba udawadniać - jak pisze sam wielki Dawkins.
autopoiesis (47 punktów)
>trzeba przyjąć, ze istnieje zanim zaistniało pisze sw. Tomasz z Akwinu (rozdział 22 pt. "W Bogu tym samym jest istnienie i istota" w dziele Summa Contra Gentiles).

Zamiast Boga wstaw "wszechświat" i też pasuje...

>Bóg nie jest sam dla siebie przyczyną istnienia gdyz istota Boga utożsamia się z istnieniem (byłoby tak gdyby jego istota odpowiadała istnieniu).

Hmm.. Jak to brzmi... Istnienie nie jest samo dla siebie przyczyną istnienia. Dlaczego? Gdyż istota istnienia utożsamia się z istnieniem. Rewelka!
20-09-2010 12:59 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
>>>(bo ma sprzeczne cechy jak kwadratowe koło)
>>Tak samo jak wszechmogący i niepoznawalny bóg,
>Jak to Niepoznawalny? Tak się składa, ze Kościół Katolicki potępił doktrynę niepoznawalności Boga siłami przyrodzonego rozumu (Pierwszy Sobór Watykański).
Rozumiem, że od Pierwszego Soboru Watykańskiego Bóg stał się poznawalny siłami ludzkiego rozumu. Bardzo proszę o jakieś przykłady, gdyż zarówno przed I Soborem, jak i po nim o Bogu możemy mówić tylko w ograniczeniu do spekulacji intelektualnych. Wszelkie doświadczalne poświadczenia jego ingerencji w dostępny ludzkim zmysłom /wraz z stworzonymi przezeń narzędziami/ świat nie znajdują najmniejszego potwierdzenia.
Rozum ludzki to także naukowe narzędzia, a tam Boga nigdzie nie ma.

>Miedzy innymi właśnie o tym, ze nie jest możliwe aby coś dla siebie samego było przyczyną istnienia bo wówczas trzeba przyjąć, ze istnieje zanim zaistniało pisze sw. Tomasz z Akwinu (rozdział 22 pt. "W Bogu tym samym jest istnienie i istota" w dziele Summa Contra Gentiles).
Jest to przedmiot wiary. Nauka ma inne zdanie na ten temat /uważa np., że 'materia' w jej przemianach jest wieczną i do wyłonienia się dzisiejszego wszechświata żaden staruszek z długą siwą brodą nie był bytem koniecznym.

>Znowu pudło. Coś cholera ... chyba nie doceniacie przeciwnika, myślisz, ze żaden wyznawca/ teolog nie zauważyłby tego typu sprzeczności przez tyle wieków?
Po pierwsze, tylko niektórzy z niewierzących uważają wyznawców/teologów za przeciwników. Szczególnie są to ci, którzy swoją religijność odrzucili w wyniku przemyśleń jako dorośli ludzie. Oni chcą się intelektualnie rozprawić ze swoim dotychczasowym światopoglądem. Dla reszty opierającej swoje poglądy na nauce są to dwa zupełnie odrębne i nieprzenikające się światy ludzkiego intelektu. Czy naprawdę posądza Pani racjonalnie usposobionego człowieka, że zdoła intelektualnie strawić teologiczne dzieło, że uzna "boskie tajemnice" za wystarczające wyjaśnienie alogicznych intelektualnych wygibasów.
Tak, Miła Pani Tereso, teologowie przez tyle wieków nie dostrzegli bardzo wielu zasadniczych sprzeczności. Bo nie mogli i nie chcieli.

@@@
.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Teologowie w dużej mierze badali zagadnienie dotyczące tego, co jest herezją. Jaka ma być ich spekulatywna doktryna i kogo należy prześladować. Wielu świętych oddawało oprawcom swoich przeciwników.
20-09-2010 14:42 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52275 punktów)
>Teologowie w dużej mierze badali zagadnienie dotyczące tego, co jest herezją.
Jeżeli dba się o "czystość" doktryny, to wszyscy którzy myślą inaczej niewątpliwie się mylą, a jeżeli swój błąd podtrzymują stają się, już z automatu, heretykami. Chrześcijaństwo, to nic innego jak rozwinięta herezja judaizmu, które przez swoją całą historię dzieli się na dalsze herezje i wszystkie wyznania chrześcijańskie są dla siebie herezjami.

>Wielu świętych oddawało oprawcom swoich przeciwników.
Niektórzy, jak św. Franciszek z Asyżu najpierw palili innych, a później sami zostali spaleni.


Nie ma takiego Boga, w którego mógłbym uwierzyć.
Z wszystkich dotychczasowych doświadczeń naukowych nie do przyjęcia jest istnienie jakieś zewnętrznej inteligencji wpływającej na świat dostępny ludzkiemu poznaniu. Nauka nie znalazła najmniejszych przesłanek takie ingerencje potwierdzających, a Bóg, który nie oddziaływuje na rzeczywistość w żadnym stopniu - nawet gdyby istniał - nie jest w żadnym stopniu dla myślącego człowieka /racjonalisty/ interesującym.
Teizm i ateizm może być nawet intelektualną /spekulatywną/ zabawą, ale gdy "boskich obszarów" dotyka nauka i "Bóg" i zabawa się kończy.
Na głupoty, to coraz mniej luk w naukowym poznaniu świata pozostaje!



• Religia jest kompletnym nonsensem i okropną szkodą dla ludzkiej cywilizacji.

• Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle,
ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.

/Steven Weinberg/.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Niektórzy, jak św. Franciszek z Asyżu najpierw palili innych, a później sami zostali spaleni.


Święty Dominik miał więcej szczęścia, działał tylko w jedną stronę. Słodkie są obrazki pokazujące tego "wielkiego człowieka" na tle płonących (za jego świątobliwą sprawą) stosów. Ale chuć wiecznego istnienia wszystko pozwala chrześcijanom zrozumieć...


Nie ma takiego Boga, w którego mógłbym uwierzyć.

NIe sądzę, aby istniał jakikolwiek bóg, ale z pewnością, na 100% nie istnieją Jahwe, czy Allach. Nie istnieją bogowie prowadzący pośmiertne hoteliki dla Homo sapiens. To już wiemy. Starczy po prostu wiedzieć, czym jest mózg, jak funkcjonuje, jak się zmienia. Oraz znać historię i porównywać ją ze "świętymi" (tak jak święty Dominik) zapiskami.

Cytat:
Religia jest kompletnym nonsensem i okropną szkodą dla ludzkiej cywilizacji.


To prawda, a ma się niestety świetnie. Być może przyczyni się do ostatecznego końca Homo sapiens. Ludzie wierzący (90% nas wszystkich) mają coraz więcej nauki i techniki do negowania. Takie drastyczne napięcie pomiędzy urojeniem a wiedzą o rzeczywistości nie istniało wcześniej.

Cytat:
Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle,
ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.
>/Steven Weinberg/.


Bez wątpienia tak to wygląda.
autopoiesis (47 punktów)
Pozdrawiam Cię Grzesiu. Ciekawe, czy wiesz, kto do Ciebie napisał. Nie mówiłeś mi, że tu piszesz, a ja wiem, że to Ty. Może jestem wszechwiedzący. Niewidzialny - wszak mnie nie widzisz. No ale kto mógłby być Klapaucjuszem w wieku 30 lat, piszącym na tym forum, jeśli nie Ty. Przyjrzyj się moim wpisom - nie uwierzysz (bo Ty jesteś niewierzący) co żeś zainicjował... Jak sam stworzyciel. Wiesz już kto do Ciebie napisał... Z Twoim IQ napewno tak.
Klapaucjusz (3379 punktów)
>Pozdrawiam Cię Grzesiu.
Mam na imię Robert.

>No ale kto mógłby być Klapaucjuszem w wieku 30 lat
Około 30 lat miałem gdy się tutaj rejestrowałem. Teraz wpisałem rok urodzenia.

Pozdrawiam.
autopoiesis (47 punktów)
Mam kolegę Grzegorza, z którym dawno się nie widziałem. Twój profil i wpisy wskazywały na niego. Rozmowy z nim przyczyniły się do tego, że odrzuciłem pewne poglądy. Pozdrawiam!
Rigoletto (3891 punktów)
>>>>Ateiści stwierdzają że Boga nie ma a na jakiej podstawie???
>>>Na takiej samej, na jakiej ty stwierdzasz nieistnienie niewidzialnego, niedotykalnego różowego jednorożca z zieloną kokardką na ogonie stojącego metr od ciebie. Dlaczego twierdzisz, że go tam nie ma?
>>>"Na jakiej podstawie???"
>>Masz rację, definitywnie nie można tego wykluczyć. Niewykluczone też, że już wyrażona przez Ciebie myśl, powołała do istnienia owego jednorożca.
>No jak to? Przeciez NRF (niewidzialny rozowy jednorozec) zostal wlasnie wymyslony przez ateistow jako przyklad na cos, co nie może istniec (bo ma sprzeczne cechy jak kwadratowe koło)

Być może kwadratowe koła, podobnie jak trójkątne i trapezoidalne też istnieją, tylko na razie, jest to "Wielka Tajemnica" .
wsx666 (1067 punktów)
>>Ateiści stwierdzają że Boga nie ma a na jakiej podstawie???
>Na takiej samej, na jakiej ty stwierdzasz nieistnienie niewidzialnego, niedotykalnego różowego jednorożca z zieloną kokardką na ogonie stojącego metr od ciebie. Dlaczego twierdzisz, że go tam nie ma?
>"Na jakiej podstawie???"
>:P

Na takiej podstawie bo go nie widzę bo go nie doświadczam ale ten jednorożec to bagatelizowanie tematu bo widzisz mi tak naprawdę chodzi o to że ateiści staja się ludźmi gorzsymi w dyskusji od radykałów religijnych oni że Bóg jest i juz a tamci że go nie ma i już.to bez sensu jest przecież nie uważasz?Ja twierdzę że należy stworzyć nową teorię ponad ateizmem i religią.TEORIE KOSMICZNEGO DNA.wszechświat to żywy organizm,rodzi się żyje i umiera.
30-07-2010 22:38 
 Ocena 1 na 1
Smoke08 (61 punktów)
>Ja twierdzę że należy stworzyć nową teorię ponad ateizmem i religią.TEORIE KOSMICZNEGO DNA.wszechświat to żywy organizm,rodzi się żyje i umiera.
Zacznijmy od tego, że teoria musi być poparta dowodami. A twoja hipoteza, że wszechświat to żywy organizm jest co najmniej idiotyczna.
wsx666 (1067 punktów)
A twoja hipoteza, że wszechświat to żywy organizm jest co najmniej idiotyczna.


A dlaczego idiotyczna?Przecież jeżeli znasz hipotezy mówiące o cyklu istnienia wszechświata to w zasadzie niczym nie różnią się one od powiedzmy procesu zycia dajmy na to człowieka w ogólnym zarysie oczywiście.Są narodziny dorastanie samo życie iczas trwanaia a potem śmierć tak tak ,tak właśnie wygląda czas trwania kosmosu nie dostrzegasz pewnych analogii?
31-07-2010 01:41 
 Ocena 7 na 7
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Na takiej podstawie bo go nie widzę bo go nie doświadczam ale ten jednorożec
Aha, zapomniałam powiedzieć, że "jednorożec" oznacza w języku Suwakchilli Boga

>mi tak naprawdę chodzi o to że ateiści staja się ludźmi gorzsymi w dyskusji od radykałów religijnych oni że Bóg jest i juz a tamci że go nie ma i już.
Czyli uważasz, że między:
- "Do twojego piwa sikają krasnoludki z różowymi brodami bo tak powiedział Uberbubel; dlatego jest żółte", a
- "Żółty kolor powstaje w procesie fermentacji tego i tamtego dlatego twoje piwo jest żółte"
nie ma żadnej różnicy, a na dodatek wersja z fermentacją jest gorsza i mniej prawdziwa, tak? No tak, zapomniałam, że jesteś wodorem :>

>to bez sensu jest przecież nie uważasz?
Tak, również uważam, że skakanie lewoskrętnie na prawej nodze z jednoczesnym drapaniem się po lewym pośladku prawą ręką w celu dowiedzenia się czy na Marsie istnieje życie jest 100% skuteczniejsze i tańsze niż jakieś tam sondy

>Ja twierdzę że należy stworzyć nową teorię ponad ateizmem i religią.TEORIE KOSMICZNEGO DNA.
Uważam, że twój pomysł już tego DNA sięgnął i to dawno

>wszechświat to żywy organizm,rodzi się żyje i umiera.
I w międzyczasie rozmnaża się z jakąś napotkaną wszechświatczycą płodząc małe wszechświatki?

To, że coś ładnie brzmi nie znaczy, że jest prawdziwe.
(Alicja)Duda (25557 punktów)
paragraf 21
30-07-2010 22:54 
 Ocena 1 na 1
PrognozaPogody (4 punktów)

>Na takiej samej, na jakiej ty stwierdzasz nieistnienie niewidzialnego, niedotykalnego różowego jednorożca z zieloną kokardką na ogonie stojącego metr od ciebie. Dlaczego twierdzisz, że go tam nie ma?
>"Na jakiej podstawie???"
>:P

Nie (: no... bo otwieram oczy i stwierdzam. nosorożce widzi się oczyma. A o Bogu zazwyczaj mówi się jako o bycie "nie z tego świata", a nie na kształt i podobieństwo wszystkich tych osób i przedmiotów, jakie znamy z naszej codzienności (jak krasnoludki, czajniczek i latający to tu-to tam potwór spaghetti). Rozmawiajmy, ale błagam - nie trywializujmy. (:
Jeśli przynajmniej odrobinę poważnie wsłuchać się w dyskurs prowadzony przez osoby wierzące (na całe szczęście jest też kilka takich osób, z którymi można całkiem sensownie porozmawiać), to jednak zorientujemy się szybko, że "widzą" Boga (za wyjątkiem chlubnych przypadków niektórych jednostek) (: nie tyle fizycznie, ile "duchowo" (cokolwiek to znaczy) i o ile są w pewnej dyspozycji duchowej - spełniając dość ściśle określone kryteria, za pomocą których np. odróżniają fałszywe przeżycie duchowe od autentycznych. Bardzo, bardzo łatwo sprowadzić wszystkie przypadki osób uważających, że prowadzą życie duchowe do poziomu klienteli gabinetów psychopatologicznych... albo umieścić w szpitalu każdego, kogo być może ni w ząb nie jesteśmy w stanie zrozumieć. (?) (Tak jak - bywa - nie rozumieją nas Ci, którzy nie są w podobnej do naszej dyspozycji) (;
krótko mówiąc: uważam, że jest coś na rzeczy w tropionej przez Ciebie, wsx666, wierze w nieistnienie Boga. Ateizm ponadto częstokroć przybiera charakter i formy religijne. Ale na całe szczęście ewolucja dostarcza nam argumentów usprawiedliwiających istnienie takich religijnych i quasi-religijnych fenomenów (;
31-07-2010 02:07 
 Ocena 6 na 6
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Nie (: no... bo otwieram oczy i stwierdzam. nosorożce widzi się oczyma.
Kłamiesz, heretyku! Jednorożce widzi się trzecim okiem, a nie tą fizyczną parą gałek ocznych.

>A o Bogu zazwyczaj mówi się jako o bycie "nie z tego świata"
Istnieje tylko ten świat. Jeśli coś się w nim nie znajduje to tego nie ma.

>"widzą" Boga nie tyle fizycznie, ile "duchowo" (cokolwiek to znaczy) i o ile są w pewnej dyspozycji duchowej - spełniając dość ściśle określone kryteria, za pomocą których np. odróżniają fałszywe przeżycie duchowe od autentycznych.
Są różne książki na temat działania mózgu, można poczytać.
To po pierwsze, po drugie, zakładając, że istnieje coś takiego jak "fałszywe przeżycia duchowe" od razu stwierdzasz, że istnieją autentyczne. Równie dobrze mogę powiedzieć, że ludzie wierzący w jednorożce potrafią odróżnić fałszywe spotkania z nimi od tych autentycznych. Jeśli stwierdzisz, że poprzednie zdanie jest bez sensu tym samym nazwiesz tak swoje hipotezy

>Bardzo, bardzo łatwo sprowadzić wszystkie przypadki osób uważających, że prowadzą życie duchowe do poziomu klienteli gabinetów psychopatologicznych... albo umieścić w szpitalu każdego, kogo być może ni w ząb nie jesteśmy w stanie zrozumieć.
Nie, to są po prostu "biedni, niewykształceni ludzie". Jeśli ktoś wszystko, co jest mu niezrozumiałe nazywa "bogiem" lub "magią" to należy mu tylko współczuć. Bóg wynika z niewiedzy, tak samo jak brud z tego, że nie sprzątamy w pokoju, smród z tego, że w nim nie wietrzymy i choroba z nagromadzenia uprzednio wspomnianych czynników i paru innych rzeczy. Gdy pojawia się czystość, znika kurz i brud, gdy pojawia się wiedza, znika bóg. Tak oto opisałam jeden z powodów dojścia do ateizmu.

>Ateizm ponadto częstokroć przybiera charakter i formy religijne.
Oczywiście jeśli jest to tak częste jak opisujesz jesteś w stanie podać choć jeden przykład owej "ateistycznej religijności"?
31-07-2010 20:55 
 Ocena 1 na 1
PrognozaPogody (4 punktów)

>Kłamiesz, heretyku! Jednorożce widzi się trzecim okiem, a nie tą fizyczną parą gałek ocznych.

(: Raczej słyszy! Jednorożec wszak niewidzialny, ale niemożliwe, żeby coś o takich rozmiarach nie wydawało żadnych odgłosów (:

>Istnieje tylko ten świat. Jeśli coś się w nim nie znajduje to tego nie ma.

Przyznam, że to bardzo sensowny aksjomat. Jak najbardziej.
Ale aksjomat. Słowo klucz, do którego pije wsx666 to słowo "tylko".
(z góry przepraszam za ten żart, ale wyjątkowy w niniejszym kontekście: czasami, jak dziecko zamknie oczy, to świat pozostaje taki sam, ale ono samo znika wszystkim z oczu. I wtedy mówi: nie ma mnie, bo mnie nie widać. Jakie to oczywiste!)

>Są różne książki na temat działania mózgu, można poczytać.
>To po pierwsze, po drugie, zakładając, że istnieje coś takiego jak "fałszywe przeżycia duchowe" od razu stwierdzasz, że istnieją autentyczne. Równie dobrze mogę powiedzieć, że ludzie wierzący w jednorożce potrafią odróżnić fałszywe spotkania z nimi od tych autentycznych. Jeśli stwierdzisz, że poprzednie zdanie jest bez sensu tym samym nazwiesz tak swoje hipotezy

Co do pierwszego: dziękuję, zgadzam się, można i nawet zdarza się, że czytam! (szok!)
Co do drugiego: masz rację.
swoją drogą to ciekawe, czy ludzie widzący ZN rzeczywiście przyjmują takie kryteria. czy może są bezkrytyczni w sprawie swoich wizji.

>Nie, to są po prostu "biedni, niewykształceni ludzie". Jeśli ktoś wszystko, co jest mu niezrozumiałe nazywa "bogiem" lub "magią" to należy mu tylko współczuć. Bóg wynika z niewiedzy, tak samo jak brud z tego, że nie sprzątamy w pokoju, smród z tego, że w nim nie wietrzymy i choroba z nagromadzenia uprzednio wspomnianych czynników i paru innych rzeczy. Gdy pojawia się czystość, znika kurz i brud, gdy pojawia się wiedza, znika bóg. Tak oto opisałam jeden z powodów dojścia do ateizmu.

Ojojoj. To jest niezwykle brzemienne ideologicznie zdanie, Alpho phoenicis. Mam nadzieję,że to dostrzegasz.
Ramahandran nie musiałby wyjaśniać, w jaki sposób dochodzi do tego, że bardzo inteligentni i oczytani ludzie potrafią nadal żywić wiarę w Boga, gdyby teistyczne przekonania były tylko sprawą wiedzy lub niewiedzy. Z drugiej strony nie ulega żadnej wątpliwości, że Bóg bywa zapchajdziurą, wielkim i słynnym "Lord of gaps". Ale, że tak bywa nie znaczy,że zawsze tak jest.

>>Ateizm ponadto częstokroć przybiera charakter i formy religijne.
>Oczywiście jeśli jest to tak częste jak opisujesz jesteś w stanie podać choć jeden przykład owej "ateistycznej religijności"?
>
ano pierwszy z brzegu, w moim przekonaniu, otrzymać możemy po kliknięciu na reklamę ceremonii humanistycznych na naszym serwisie. Dość religijnie, przyznasz, pachnie to przedsięwzięcie?
31-07-2010 22:24 
 Ocena 4 na 4
Autografka (10638 punktów)

> nosorożce widzi się oczyma.

Nosorożce??!! Lepiej się strzeż jednorogiej Bogini.
31-07-2010 11:28 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>Ateiści stwierdzają że Boga nie ma a na jakiej podstawie???
>Na takiej samej, na jakiej ty stwierdzasz nieistnienie niewidzialnego, niedotykalnego różowego jednorożca z zieloną kokardką na ogonie stojącego metr od ciebie. Dlaczego twierdzisz, że go tam nie ma?
>"Na jakiej podstawie???"
>:P

Chocby na takiej podstawie, że byt niewidzialny nie może byc jednoczesnie różowy. To jest sprzecznośc.

Nie moze tez byc jednorozcem (bo coś co jest niewidzialne nie moze miec takich cech jakie musi miec cos aby to nazwac jednorozcem).

Jednym slowem pudło, bo np. w teologii chrzescijanskiej (jak i filozofii) Bóg jako duch nie ma koloru ani kształu, itp.(czyli cech bytów materialnych).
Mam nadzieje, że jasno to wytłumaczyłam.
31-07-2010 12:18 
 Ocena 10 na 10
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Chocby na takiej podstawie, że byt niewidzialny nie może byc jednoczesnie różowy. To jest sprzeczność.
Wszechmogący a skazujący na ukrzyżowanie syna, który jest nim by siebie/jego przebłagał za grzechy ludzi ( sprzeczność do potęgi n)wszechwiedzący a niewiedzący , że ludzie których stworzył skosztują zakazanego owocu sprzeczność)....
>Nie moze tez byc jednorozcem (bo coś co jest niewidzialne nie moze miec takich cech jakie musi miec cos aby to nazwac jednorozcem).
>Jednym slowem pudło, bo np. w teologii chrzescijanskiej (jak i filozofii) Bóg jako duch nie ma koloru ani kształu, itp.(czyli cech bytów materialnych).
Ale stworzył ludzi na obraz i podobieństwo..
>Mam nadzieje, że jasno to wytłumaczyłam.
01-08-2010 22:19 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>>Chocby na takiej podstawie, że byt niewidzialny nie może byc jednoczesnie różowy. To jest sprzeczność.
>Wszechmogący a skazujący na ukrzyżowanie syna, który jest nim by siebie/jego przebłagał za grzechy ludzi ( sprzeczność do potęgi n)

Nie dostrzegam w tym bezpośredniej sprzeczności. Wg Ciebie Bóg jako wszechmogący "powinien" przywrócić ludzi do poprzedniego stanu (sprzed upadku) i wybaczyć im ich zbrodnie jak gdyby nic się właściwie nie stało? Czy rzeczywiście tak byłoby lepiej?
Wszechmogący to też nie znaczy całkowicie swobodny i arbitralnie postępujący. Chociaż Bóg jest wszechmogący to nie może uczynić niektórych rzeczy (tego co jest logicznie niemożliwe). Np. Bóg nie może chcieć zła, gdyż jest samym dobrem. Bóg nie może tez uchylać praw moralnych. Ale branie na siebie cierpienia z własnej woli i dla dobra innych (w celu przywrócenia równowagi, którą zniszczyło zło) jest to akt akceptowany w każdym kodeksie moralnym.

>wszechwiedzący a niewiedzący , że ludzie których stworzył skosztują zakazanego owocu sprzeczność)....

Jak to niewiedzący? Czy ktoś z wyznawców ( i oczywiście oprócz racjonalistów) tak uważa? Rozumiem, ze to Ty tak uważasz, że Bóg zarazem wiedział i nie wiedział - ale to nie musi być sprzeczność, bo może np. zbyt dosłownie interpretujesz opowiadanie o wypadkach w rajskim ogrodzie?

>>Nie moze tez byc jednorozcem (bo coś co jest niewidzialne nie moze miec takich cech jakie musi miec cos aby to nazwac jednorozcem).
>>Jednym slowem pudło, bo np. w teologii chrzescijanskiej (jak i filozofii) Bóg jako duch nie ma koloru ani kształu, itp.(czyli cech bytów materialnych).
>Ale stworzył ludzi na obraz i podobieństwo..

Pismo mowi tez: "Boże ktoz będzie podobny do Ciebie?" [Psaml 35,10] albo "Do kogóż przyrównacie Boga lub jaki obraz zastosujecie do Niego? (Izajasz 40). Czyli ludzie trochę są a trochę nie są podobni do Boga

Po drugie to ludzie mają być podobni do Boga, a nie Bóg do ludzi. Czy aby ludzie byli podobni do Boga naprawdę nie wystarczy, że mają dusze nieśmiertelną (niewidzialną)? No, i już po sprzeczności
02-08-2010 09:39 
 Ocena 8 na 8
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Tereso, masz nade mną przewagę bo ty wierzysz i cały czas upewniasz się w swojej wierze, ja sprawę Boga rozstrzygnęłam w swoim sumieniu ostatecznie gdzieś czterdzieści parę lat temu. Nie jestem więc na bieżąco z fikołkami umysłowymi jakie stale wykonuje Kościół Katolicki by dopasować wyobrażenie boga krwawych żydowskich plemion do współczesnego świata. (Późniejsi ewangeliści spisując nauki nowej religii odrobinę stępili pewne nakazy dodając trochę nowych, tym samym dopasowali tę religię do swoich czasów.)
Kościół katolicki robi to cały czas. Gdy nauka wykazuje oczywistą fałszywość przekazu zmieniają interpretację dostosowując odczytywanie Biblii. I coś co dotychczas miało być rozumiane dosłownie staje się "zbyt dosłowną interpretacją opowiadania o wypadkach w rajskim ogrodzie".
Jak znajdę trochę czasu to powrócę do dyskusji z Tobą a może podejmie ją ktoś inny za mnie.
( Andrzeju51 już tak dawno nie dałeś nam okazji do cieszenia się Twoimi tekstami)
wsx666 (1067 punktów)
(Późniejsi ewangeliści spisując nauki nowej religii odrobinę stępili pewne nakazy dodając trochę nowych, tym samym dopasowali tę religię do swoich czasów.)

To moim zdaniem jest, lub raczej był ich błąd. Tak naprawdę Bóg starego testanentu był (jest) Bogiem bardziej realnym od (stępionego) przez następnych piewców. Bóg zazdrosny, wymagający, wystawiajacy na próby, bezkompromisowy, często porostu zły, innym razem kochający i dbający o wyznawców. Taki Bóg jest o wiele bardziej (realny) i łatwiejszy do zaakceptowania, bo przecież stworzył nas na obraz i swoje podobieństwo, więc czy ludzie nie są właśnie tacy jak (stary) Bóg?
05-08-2010 20:37 
 Ocena 7 na 7
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Witam Cię!

Po kilkudniowej zwłoce postanowiłem jednak włączyć się do Twojej dyskusji z Teresą. Przed chwilą zamieściłem dość obszerną odpowiedź na ostatni jej post. Być może odpisze?

Piszesz, że ona ma nad Tobą przewagę. Ja tak nie sądzę. Ona tylko stwarza pozory, iż swoimi wypowiedziami nokautuje swych adwersarzy. Ale to tylko pozory. To tylko jej pobożne, lecz niezrealizowane życzenia.

Masz racje pisząc o umysłowych fikołkach wykonywanych nieustannie przez Kk, by tylko "dopasować wyobrażenie boga krwawych żydowskich plemion do współczesnego świata".
Wypowiedzi Teresy nie są również od tych fikołków wolne. Dość umiejętnie lawiruje w tekście Biblii i wybiera tylko wygodne dla niej fragmenty sprytnie omijając te, które takimi nie są, bądź też - jak słusznie zauważyłaś - niewygodne dla siebie fragmenty interpretuje według własnego widzimisię. Kk jej to wybaczy, bo sam bezsilny robi to samo.

Mam nadzieję, że swym łaskawym okiem zerkniesz na odpowiedź, którą udzieliłem Teresie.

Pozdrawiam serdecznie.
05-08-2010 21:05 
 Ocena 5 na 5
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Witam Andrzeju!
Boję się, że wystraszyliśmy Teresę. A szkoda. Miałam nadzieję na ciekawą dyskusję.
Zawsze zastanawiała mnie u katolików a właściwie chrześcijan ta łatwość przeinaczania biblijnych faktów. Zawsze tak było, jak wygodnie to zgodnie z Biblią jak wykazuje się fałsz czy wręcz zbrodniczość Biblii to alegoria.
Najlepiej dla chrześcijan - nie myśleć. Od myślenia można wpaść w obłęd.
Pozdrawiam serdecznie.
05-08-2010 21:20 
 Ocena 3 na 3
lotrek (14275 punktów)

>Boję się, że wystraszyliśmy Teresę.
Byś może zadałem jej jedno pytanie za dużo, ale byłem ciekaw jak z niego wybrnie.



"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
07-08-2010 01:31 
 Ocena 13 na 13
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witam!

>Boję się, że wystraszyliśmy Teresę. A szkoda. Miałam nadzieję na ciekawą dyskusję.

Nie wydaje mi się, byśmy ją wystraszyli. Mam nadzieję, że ona nie należy do najbardziej strachliwych. Jestem przekonany, że odpisze.

>Zawsze zastanawiała mnie u katolików a właściwie chrześcijan ta łatwość przeinaczania biblijnych faktów. Zawsze tak było, jak wygodnie to zgodnie z Biblią jak wykazuje się fałsz czy wręcz zbrodniczość Biblii to alegoria.

Chrześcijanie muszą przecież za wszelką cenę bronić wydumanej przez siebie nieomylności Biblii, bo ta według nich jest dziełem natchnionym werbalnie przez Boga i zawiera ponoć słowo boże, prawdę jedyną i niepodważalną. Kiedy zatem sprzeczności między opisami tych samych wydarzeń są aż nadto wyraźne, jedynym wyjściem jest twierdzenie, że nie wszystko w Biblii należy traktować dosłownie, gdyż zawiera ona szereg alegorii i innych literackich przypowieści i symboli. Wtedy też zwolennicy nieomylności Biblii dodają natychmiast, że jej tekst należy interpretować. Ale interpretacja ta przypomina jakieś ekwilibrystyczne wygibasy pełne nieprawd, naciągania faktów i tzw. pobożnych życzeń, a polega na tym, by tłumacząc nic nie wytłumaczyć, lecz jeszcze bardziej zagmatwać tekst. Jest nadzieja, że wątpiący zadowoli się mętnymi wyjaśnieniami egzegety, machnie ręką i przestanie zadawać kłopotliwe pytania. To nie są żadne puste słowa. Potrafię na poparcie tego, co napisałem, przedstawić konkretne dowody.

Popatrz np. jak wczoraj Teresa odpowiedziała lotrekowi, gdy ten zapytał ją:
>> Chciałbym wiedzieć które rzeczy, albo wypadki w Piśmie ludzie nie powinni interpretować "zbyt dosłownie" a które tak, jak podaje Pismo, ewentualnie kto o tym decyduję. Przecież ludzie wierząc powinni to wiedzieć, by nie błądzić. Nie można Biblii traktować wybiórczo, a może ja się mylę?

Oto odpowiedź Teresy:
>Nie, nie mylisz się. Wszystkie (cale Pismo) należy interpretować dosłownie, ale nie zbyt dosłownie w sensie fundamentalistycznie (literalistycznie) w sposob uniemozliwiajacy zastosowanie metod naukowych do badania Biblii.

Aż trudno uwierzyć, że coś takiego można napisać. O Boże! Ty to widzisz i nie grzmisz ...
Oczywiście Teresa nie wyjaśnia, w którym miejscu Biblii znajdują się zapisy pozwalające na "interpretację dosłowną, ale niezbyt dosłowną".

Powyższe słowa Teresy odczytuję następująco:
"Wszystko to, co Bóg przekazał w Biblii jest nieomylne, ale nie całkiem nieomylne i zawiera błędy i wzajemne sprzeczności. Cała zatem Biblia również jest nieomylna, ale nie całkiem nieomylna w sensie fundamentalistycznym (literalistycznym), gdyby powiem była całkiem nieomylna i nie zawierała błędów, wówczas uniemożliwiałaby zastosowanie metod naukowych do jej badania".

>Najlepiej dla chrześcijan - nie myśleć. Od myślenia można wpaść w obłęd.

Obłęd zawsze można "wyleczyć" przy pomocy egzorcyzmów.
Pozdrawiam.
07-08-2010 08:06 
 Ocena 10 na 10
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Witam!
Najbardziej spektakularną woltę ostatnimi czasy wykazał Kościół Katolicki w stosunku do "dzieci nie narodzonych". Jeszcze czterdzieści lat temu księża odmawiali chrześcijańskiego pochówku dzieciom, które zmarły kilka godzin po urodzeniu. Takie dziecko miało zagwarantowane piekło. O dzieciach martwo urodzonych to już w ogóle nie było o czym mówić. Teraz nie tylko poszła w kąt teoria o duszy, która wchodzi po 40 lub 80 dniach w zależności od płci ale chrześcijański pochówek urządza się wyskrobanym dużo "młodszym" płodom. Piekło też już płodom nie grozi bo dobudowano dla nich w niebie specjalne nowe pomieszczenie. Piekłem już nie jest ale rajem też nie.
W Starym Testamencie dopuszczalne były rozwody należało jedynie "wyposażyć" odtrącaną żonę. Ekwilibrystyka jaką już od dawna Kościół wykonuje by "stwierdzić nieważność ślubu" jest czasem komiczna. Nierozerwalność więzów małżeńskich nie wynika chyba z Biblii a jest wymysłem Kościoła.
Wymóg celibatu też nie ma nic wspólnego z Biblią a wręcz jet z nią sprzeczny gdyż na przywódców duchowych mieli być wybierani wśród tych którzy mieli przykładne rodziny.
Pozdrawiam.
07-08-2010 22:39 
 Ocena 7 na 7
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witam Cię.

>Najbardziej spektakularną woltę ostatnimi czasy wykazał Kościół Katolicki w stosunku do "dzieci nie narodzonych". Jeszcze czterdzieści lat temu księża odmawiali chrześcijańskiego pochówku dzieciom, które zmarły kilka godzin po urodzeniu. Takie dziecko miało zagwarantowane piekło. O dzieciach martwo urodzonych to już w ogóle nie było o czym mówić. Teraz nie tylko poszła w kąt teoria o duszy, która wchodzi po 40 lub 80 dniach w zależności od płci ale chrześcijański pochówek urządza się wyskrobanym dużo "młodszym" płodom.

Tomasz z Akwinu utrzymywał, że dusza wstępuje w ciało człowieka w czterdziestym dniu po urodzeniu. O ile jednak wiem nie był to jego wymysł, gdyż on w tej kwestii jedynie kopiował Arystotelesa, twórcę tej, pardon le mot, "teorii".
Przyznaję, że nie wiem kto wymyślił, iż dusza w ciało nowonarodzonej dziewczynki wstępuje dopiero po osiemdziesięciu dniach od urodzenia. Być może jest to wynikiem dyskryminacji kobiet, która w Kościele istniała od zawsze.

Obecnie zgodnie z Kodeksem prawa kanonicznego z 1983 roku (kanon 1183 § 2) ordynariusz miejsca może zezwolić na pogrzeb kościelny dzieci, których rodzice mieli zamiar je ochrzcić, a jednak zmarły przed chrztem. Ta sama zasada dotyczy poronień (do 22 tygodnia ciąży) i wczesnych porodów (powyżej 22 tygodni).

>W Starym Testamencie dopuszczalne były rozwody należało jedynie "wyposażyć" odtrącaną żonę.

Rozwody były akceptowane w społeczności żydowskiej.
W starotestamentowej Księdze Powtórzonego Prawa (tzw. Piąta Księga Mojżeszowa) jest mowa o tym, że rozwody są dopuszczalne. Małżonek mógł "odprawić" żonę, musiał jednak wręczyć jej list rozwodowy (Pwt 24, 1).
Rozwiedzione osoby - zarówno mężczyzna, jak i kobieta - mogły zawrzeć nowe związki małżeńskie. Jednakże mężczyzna nie mógł ponownie zawrzeć związku małżeńskiego z kobietą, którą kiedyś "odprawił", o ile ta w międzyczasie pozostawała w związku małżeńskim z innym mężczyzną, a ten również ją "odprawił". Mowa jest o tym w kolejnych wersetach, tj. w Pwt 24, 2-4.

>Ekwilibrystyka jaką już od dawna Kościół wykonuje by "stwierdzić nieważność ślubu" jest czasem komiczna. Nierozerwalność więzów małżeńskich nie wynika chyba z Biblii a jest wymysłem Kościoła.

Dla Kościoła podstawą jest niewątpliwie stanowisko Jezusa w sprawie rozwodów.
Jest tu jednak pewien problem, ponieważ jego stanowisko w tej kwestii - wyrażone wyłącznie w trzech ewangeliach synoptycznych Marka, Mateusza i Łukasza - było już zdecydowanie bardziej rygorystyczne, lecz - co ciekawe - istnieją dość wyraźne różnice pomiędzy Mk i Łk z jednej strony, a Mt z drugiej.

I tak w ewangeliach Marka i Łukasza Jezus Jest zdecydowanym przeciwnikiem rozwodów bez jakichkolwiek odstępstw (Mk 10, 6-12; Łk 16, 18), natomiast u Mateusza Jezus dopuszcza rozwody w przypadku "nierządu" ("wszeteczeństwa").
Bardziej postępowi w sprawach rozwodów byli apostołowie Jezusa. Gdy ten bowiem ogłosił zakaz rozwodów stwierdzili, że w takim razie nie warto się żenić (Mt 19, 10). Rozsądni ludzie.

Również apostoł Paweł dopuszczał rozwody, ale według niego mogło się to stać wyłącznie w małżeństwie zawartym między chrześcijaninem a poganką (lub odwrotnie) rozwodu tego żądał poganin / poganka (1 Kor 7, 10-15).


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
07-08-2010 22:59 
 Ocena 4 na 4
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Witaj!
Nie wiem czy to ma jakieś uzasadnienie ale spotkałam się z poglądem, że te 40 i 80 dni było odwzorowaniem "nieczystości" kobiety po porodzie. Rodząc chłopca kobieta krócej była "nieczysta".

Największym jednak sprzeniewierzeniem się nauk Jezusa, który przecież nauczał "nie idźcie do pogan" było nawracanie pogan ogniem i mieczem.
Jezus wyraźnie ograniczył swoje nauczanie do Żydów którzy odeszli od swojej wiary.
Gdyby nie to nie mielibyśmy takich problemów z krzyżami.
08-08-2010 01:29 
 Ocena 9 na 9
Andrzej.51 (15814 punktów)

Witam serdecznie!

>Nie wiem czy to ma jakieś uzasadnienie ale spotkałam się z poglądem, że te 40 i 80 dni było odwzorowaniem "nieczystości" kobiety po porodzie. Rodząc chłopca kobieta krócej była "nieczysta".

W Ewangelii Łukasza (Łk 2, 21) można wyczytać, że gdy maleńki Jezus ukończył osiem dni został obrzezany zgodnie z nakazem Prawa, a także nadano mu imię, jak sobie tego życzył anioł Gabriel, który zwiastował Marii poczęcie syna za sprawą Ducha Świętgo.
Gdy zaś Jezus miał czterdzieści dni i minął wymagany czas oczyszczenia jego matki, Józef i Maria udali się z Jezusem do jerozolimskiej świątyni, ponieważ jak napisano w zakonie Pańskim, iż: Każdy pierworodny syn będzie poświęcony Panu, i aby złożyć ofiarę według tego, co powiedziano w zakonie Pańskim, parę synogarlic albo dwa gołąbki (Łk 2, 23-24).

Podstawą takiego postępowania były nakazy zawarte w Księgach Wyjścia (Wj 13, 13.15) oraz Kapłańskiej (Kpł 12, 1-8). Księga Kapłańska informuje, że dni nieczystości i oczyszczenia matki będą trwały 40 dni w przypadku urodzenia syna i 80 dni w przypadku urodzenia córki. Przez ten czas matka powinna pozostawać w domu, nie wolno jej było dotykać rzeczy świętych, ani też chodzić do świątyni.
Nie łączyłem nigdy dni oczyszczenia matki z wstępowaniem duszy w ciało niemowlęcia.

>Największym jednak sprzeniewierzeniem się nauk Jezusa, który przecież nauczał "nie idźcie do pogan" było nawracanie pogan ogniem i mieczem.
>Jezus wyraźnie ograniczył swoje nauczanie do Żydów którzy odeszli od swojej wiary.

Jezus uważał się wyłącznie za posłanego "do owiec zaginionych z domu Izraela" (Mt 15, 24 oraz Mt 10, 6; również Mt 15, 26 oraz Mk 7, 27). Swoim apostołom zabronił "wkraczać na drogę pogan" (Mt 10, 5).
Wynika z tego, ze nigdy nie planował misji skierowanej do nie-Żydów.

Apostoł Paweł zmienił niejako "misję" Jezusa. To on, a nie Jezus jest faktycznym założycielem chrześcijaństwa. A stało się tak m.in. dlatego, że Paweł prowadził działalność misyjną wśród pogan. Dzięki temu niewielka żydowska sekta zwolenników Jezusa przemieniła się w ogólnoświatową religię wyznawaną w pierwszej kolejności właśnie przez pogan, a w nieporównywalnie mniejszym stopniu przez Żydów. Oczywiście nie to tylko zadecydowało o ostatecznym triumfie chrześcijaństwa. Równie istotne znaczenie miało bowiem jego nauczanie o znaczeniu i doniosłości śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Pawła interesował przede wszystkim Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały.
Paweł był w ostrym konflikcie z pozostałymi apostołami, głównie z Piotrem. "księciem apostołów", który sprzeciwiał się misji Pawła wśród pogan.
A jednak to Paweł zwyciężył. Gdyby nie on i jego dzieło, chrześcijaństwo prawdopodobnie nigdy by nie powstało.

Pozdrawiam.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
08-08-2010 08:00 
 Ocena 3 na 3
Alicja Duda (25557 punktów)
Zastanawiam się Andrzeju czy nie trzeba podejść do tematu odwrotnie. To znaczy czy nie należałoby szukać czy jest coś w Biblii co nauka potwierdziła, czy jest coś co można by uznać za prawdziwe. Nie są to zasady życia społecznego typu przykazania, bo te istniały w innych religiach dużo wcześniej i były dostosowywane do swoich czasów.
Zmieniały się bo zmieniali się ludzie i nie nie można więc powiedzieć, że to one zmieniały ludzi.
Jakoś nic nie mogę sobie przypomnieć. Nauki, które przypisuje się Jezusowi też funkcjonowały we wcześniejszych religiach.
Czy jest więc coś o czym można by powiedzieć, że jest nowatorskie, że wyprzedza czasy w których powstało albo, że nauka potwierdziła prawdziwość jakiegoś akapitu w Biblii.
Jakoś nie mogę sobie niczego przypomnieć.
Pozdrawiam
07-08-2010 22:44 
 Ocena 5 na 5
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Wymóg celibatu też nie ma nic wspólnego z Biblią a wręcz jest z nią sprzeczny gdyż na przywódców duchowych mieli być wybierani wśród tych którzy mieli przykładne rodziny.

Celibat nie ma żadnego podbudowania w tekstach Starego i Nowego Testamentu. Wprawdzie Kościół zupełnie bezpodstawnie próbuje uzasadniać celibat trzema fragmentami z NT, ale jest to zupełnie bezpodstawne.
Pierwszy z tych fragmentów to dość znane zdanie wypowiedziane przez Jezusa w czasie pouczania o zakazie rozwodów:
Albowiem to są trzebieńcy, którzy się takimi z żywota matki urodzili, są też trzebieńcy, którzy zostali wytrzebieni przez ludzi, są również trzebieńcy, którzy się wytrzebili sami dla Królestwa Niebios. Kto może pojąć, niech pojmuje! (Mt 19, 12).
Wyjaśniam, że "trzebieńcy", lub inaczej "rzezańcy", to staropolskie słowa oznaczające "kastratów".

Przez współczesnych badaczy te słowa Jezusa traktowane są jako typowa dla niego hiperboliczna wypowiedź. Niewątpliwie w słowach tych zawarta jest akceptacja dla wstrzemięźliwości płciowej, według Jezusa niezbędnej jego wyznawcom do skoncentrowania się na wejściu do Królestwa Bożego. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że Jezus był głęboko przekonany - i głosił to - że nadchodzi kres czasów i niektórzy z jego uczniów nie zaznają śmierci, zanim nie ujrzą Królestwa Bożego nadchodzącego w mocy (Mk 9, 1 + kilka innych słów Jezusa).
W tym kontekście - gdy zbliża się koniec świata i nadchodzi Królestwo Niebieskie - te słowa Jezusa są uzasadnione. Ale tylko w tym.
Ponadto to zalecenie Jezusa dotyczy wszystkich jego wyznawców, a nie wyłącznie duchownych i z tego powodu nie ma podstaw, by uzasadniać nim celibat.

Notabene jeden z największych ojców Kościoła, żyjący na przełomie II i III wieku wielki Orygenes, zbyt dosłownie przejął się tymi słowami Jezusa i w bardzo młodym wieku sam się wykastrował (nie był w tym zresztą osamotniony).

Pozostałe dwa fragmenty, którymi Kościół próbuje równie bezpodstawnie uzasadniać celibat, pochodzą z Pierwszego Listu do Koryntian i są słowami Pawła (1 Kor 7, 1-2 oraz 7, 32-33). Wprawdzie Paweł podzielał eschatologiczne poglądy Jezusa, nie zalecał jednakże powszechnego celibatu oraz całkowitego odrzucenia małżeństwa i pożycia cielesnego. Twierdził bowiem, że ci którzy byli już żonaci, powinni w stanie małżeńskim pozostać, a wstrzymywać od małżeństwa powinni się co najwyżej pozostający w stanie wolnym.

Podsumowując - nie ma żadnych podstaw, aby te trzy teksty mogły być przez Kościół wykorzystywane dla uzasadniania celibatu.
Zresztą nawet po wprowadzeniu zakazu małżeństw księży nikt się tym zbytnio nie przejmował (nawet biskupi Rzymu), wszyscy bowiem zdawali sobie sprawę, że nawet Prawo Mojżeszowe nakazywało, by kapłan "wziął sobie dziewicę za żonę" (Kpł 21, 13).
Również w NT - o czym wspomniałaś - mowa jest o tym, by żonaci biskupi byli przykładnymi małżonkami:
Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany, przyzwoity, gościnny, dobry nauczyciel (1 Tm 3, 2).
Zresztą nawet niektórzy z apostołów Jezusa byli żonaci, w tym również Piotr (Dz 4, 13; 1 Kor 9, 5, Mk 1, 29-31).

Pozdrawiam Cię.
PS. A Teresa nadal milczy. Jak wróci, to się nam dobierze do skóry!


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
07-08-2010 10:20 
 Ocena 6 na 6
lotrek (14275 punktów)

>Powyższe słowa Teresy odczytuję następująco:
>"Wszystko to, co Bóg przekazał w Biblii jest nieomylne, ale nie całkiem nieomylne i zawiera błędy i wzajemne sprzeczności. Cała zatem Biblia również jest nieomylna, ale nie całkiem nieomylna
Bo pewnie ten ich Bóg jest nieomylny, ale nie całkiem nieomylny...

>>Najlepiej dla chrześcijan - nie myśleć. Od myślenia można wpaść w obłęd.
>Obłęd zawsze można "wyleczyć" przy pomocy egzorcyzmów.



Pozdrawiam


"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
Teresa (2693 punktów)
>Tereso, masz nade mną przewagę bo ty wierzysz i cały czas upewniasz się w swojej wierze, ja sprawę Boga rozstrzygnęłam w swoim sumieniu ostatecznie gdzieś czterdzieści parę lat temu. Nie jestem więc na bieżąco z fikołkami umysłowymi (...)Kościół katolicki robi to cały czas. Gdy nauka wykazuje oczywistą fałszywość przekazu zmieniają interpretację dostosowując odczytywanie Biblii. I coś co dotychczas miało być rozumiane dosłownie staje się "zbyt dosłowną interpretacją opowiadania o wypadkach w rajskim ogrodzie".

Przez ostatnie czterdzieści lat - od jakiegoś czasu - nauka chyba utrzymuje kurs prokościelny - weź np. Wielki Wybuch. W związku z tym "Fikołki" wykonują też ateiści np. Hawking w "Krótkiej historii czasu".

To dziwne, bo można powiedzieć, ze Kościół Katolicki jest krytykowany przez racjonalistow za to, że kieruje się w interpretacji Biblii również rozumem (stosuje metody naukowe, chce usuwac sprzecznosci miedzy Pismem a wiedza o swiecie, bo sprzecznosci byc nie moze bo świat też zostal stworzony przez Boga) .

>Jak znajdę trochę czasu to powrócę do dyskusji z Tobą a może podejmie ją ktoś inny za mnie.
Liczę na to i dziękuję za rozmowę
07-08-2010 10:16 
 Ocena 6 na 6
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>To dziwne, bo można powiedzieć, ze Kościół Katolicki jest krytykowany przez racjonalistow za to, że kieruje się w interpretacji Biblii również rozumem (stosuje metody naukowe, chce usuwac sprzecznosci miedzy Pismem a wiedza o swiecie, bo sprzecznosci byc nie moze bo świat też zostal stworzony przez Boga) .
Ależ to jest sprzeczne z poglądem, że Biblia jest dziełem Boga.
Jeżeli jest dziełem Boga to powinna być zgodna z nauką i to nauka powinna podążać za Biblią a nie odwrotnie.
Jeżeli jest dziełem człowieka to najwyższy czas przestać się powoływać na bajeczki w niej zawarte.
Teresa (2693 punktów)
>>To dziwne, bo można powiedzieć, ze Kościół Katolicki jest krytykowany przez racjonalistow za to, że kieruje się w interpretacji Biblii również rozumem (stosuje metody naukowe, chce usuwac sprzecznosci miedzy Pismem a wiedza o swiecie, bo sprzecznosci byc nie moze bo świat też zostal stworzony przez Boga) .
>Ależ to jest sprzeczne z poglądem, że Biblia jest dziełem Boga.
>Jeżeli jest dziełem Boga to powinna być zgodna z nauką i to nauka powinna podążać za Biblią a nie odwrotnie.
>Jeżeli jest dziełem człowieka to najwyższy czas przestać się powoływać na bajeczki w niej zawarte.

Coraz lepiej Ale wg nauki Kościoła Biblia ma dwóch autorów: Boga i człowieka, przy czym człowiek nie jest biernym narzędziem.
"Do sporządzenia ksiąg świętych Bóg wybrał ludzi, którymi posłużył się jako używającymi swoich zdolności i sił, by dzięki Jego działaniu w nich i przez nich oni sami jako prawdziwi autorzy przekazali na piśmie to wszystko, i tylko to, czego On chciał" (KKK 106; Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 11).

Ludzie stali się narzędziem, którym posłużył się Bóg, aby powstały księgi Pisma świętego, przy czym nie utracili oni swojej osobowości ani talentu (czy czasami też braku talentu).
"Ponieważ wszystko, co twierdzą autorzy natchnieni, czyli hagiografowie, powinno być uważane za stwierdzone przez Ducha Świętego, należy zatem uznawać, że księgi biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo święte utrwalona dla naszego zbawienia" (KKK 107; Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 11).

Pytanie więc brzmi co tak naprawdę chcieli nam przekazać natchnieni ludzcy autorzy swoim współczesnym? Używali też mnóstwa gatunków literackich. Nie interpretuje się tekstu dosłownie, gdy autor dosłownie nie chciał być zrozumiany.

Jeśli autorzy biblijni chcą przekazywać prawdy istotne dla zbawienia (za pomocą tych mnostwa gatunków literackich) - to prawdy te raczej nie są naukowo sprawdzalne, bo chodzi o sprawy egzystencjalne (sens życia, sens cierpienia), moralne (kodeks moralny) albo pozaświatowe (o Bogu, pochodzeniu świata).
Z puntku widzenia wiary wiedza o zjawiskach zachodzących świecie, ktora zdobywamy dzięki nauce, jest neutralna Zresztą skoro sami mozemy ją zdobywac -po cóz Bog miałby nam ją objawiac na kartach Pisma św.?.
12-08-2010 01:10 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Coraz lepiej Ale wg nauki Kościoła Biblia ma dwóch autorów: Boga i człowieka, przy czym człowiek nie jest biernym narzędziem.
> "Do sporządzenia ksiąg świętych Bóg wybrał ludzi, którymi posłużył się jako używającymi swoich zdolności i sił, by dzięki Jego działaniu w nich i przez nich oni sami jako prawdziwi autorzy przekazali na piśmie to wszystko, i tylko to, czego On chciał" (KKK 106; Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 11). Ludzie stali się narzędziem, którym posłużył się Bóg, aby powstały księgi Pisma świętego, przy czym nie utracili oni swojej osobowości ani talentu (czy czasami też braku talentu).


Jak to mówią: Każdemu Według Potrzeb . W razie jakby co .

> "Ponieważ wszystko, co twierdzą autorzy natchnieni, czyli hagiografowie, powinno być uważane za stwierdzone przez Ducha Świętego, należy zatem uznawać, że księgi biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo święte utrwalona dla naszego zbawienia" (KKK 107; Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 11). Pytanie więc brzmi co tak naprawdę chcieli nam przekazać natchnieni ludzcy autorzy swoim współczesnym? Używali też mnóstwa gatunków literackich. Nie interpretuje się tekstu dosłownie, gdy autor dosłownie nie chciał być zrozumiany.

A Duchem Świętym Natchnieni Po Zęby uzyskujemy wszak Wgląd Niezawodny w krytycznoliterackie intencje bliskowschodnich pasterzy z epoki brązu .
Chociaż...
Autorzy komentarzy do Biblii Tysiąclecia do dziś nie ustalili, jak to jest, bo:
Rozmowę z oślicą można rozumieć bądź dosłownie, bądź jako uzewnętrznienie przeżyć samego Baalama (Lb 22,28).

>Jeśli autorzy biblijni chcą przekazywać prawdy istotne dla zbawienia (za pomocą tych mnostwa gatunków literackich) - to prawdy te raczej nie są naukowo sprawdzalne, bo chodzi o sprawy egzystencjalne (sens życia, sens cierpienia), moralne (kodeks moralny) albo pozaświatowe (o Bogu, pochodzeniu świata).

Aha. Najważniejsze ze Swego punktu widzenia (tj. Zbawcze) Prawdy Bóg Roztropnie niesprawdzalnymi uczynił?
Faktycznie - jak Go nie kochać?

>Z puntku widzenia wiary wiedza o zjawiskach zachodzących świecie, ktora zdobywamy dzięki nauce, jest neutralna

Wstydu to Ty nie masz. Gdyby tak było, jak piszesz, Kościół Święty Matka Nasza nigdy w życiu nie Kanonizowałby i Doktorem Swym nie uczynił kardynała Roberto Francesco Romolo Bellarmina, co to Jego Pelerynę Świętą przechowuje Lud Boży Nabożnie w Muzeum Towarzystwa Jezusowego Prowincji Polski Południowej w Starej Wsi k. Brzozowa (Podkarpackie), a przecież Kanonizował.
Nno .

>Zresztą skoro sami mozemy ją zdobywac -po cóz Bog miałby nam ją objawiac na kartach Pisma św.?.

Czepię się Wszetecznie, w Materializmie Plugawym mym, że zapodając w Piśmie jaki akapit o bakteriach i szczepieniach dobry Bóg mógłby oszczędzić ładnych paru miliardów przedwczesnych śmierci w męczarniach, no, ale ja czepiak i wyjec jezdem... (dawniej z rodziny płaksowatych) .
Teresa (2693 punktów)

>A Duchem Świętym Natchnieni Po Zęby uzyskujemy wszak Wgląd Niezawodny w krytycznoliterackie intencje bliskowschodnich pasterzy z epoki brązu .

Gdyby tak było to nie byłoby świadków Jehowy, mormonów, tysięcy kościołów protestanckich, ... itd... a może nie byłoby tez ateistów.

>Aha. Najważniejsze ze Swego punktu widzenia (tj. Zbawcze) Prawdy Bóg Roztropnie niesprawdzalnymi uczynił?
>Faktycznie - jak Go nie kochać?

Cóż, jedyne historyczne zdanie w całym credo brzmi: "Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany". Znam jedno wyjaśnienie dlaczego żyjemy w świecie w którym Bóg jest niewidoczny - mianowicie dlatego że ludzie muszą być poddani próbie (jak anioły), jednak nie wiem już dlaczego...

>Wstydu to Ty nie masz. Gdyby tak było, jak piszesz, Kościół Święty Matka Nasza nigdy w życiu nie Kanonizowałby i Doktorem Swym nie uczynił kardynała Roberto Francesco Romolo Bellarmina, co to Jego Pelerynę Świętą przechowuje Lud Boży Nabożnie w Muzeum Towarzystwa Jezusowego Prowincji Polski Południowej w Starej Wsi k. Brzozowa (Podkarpackie), a przecież Kanonizował.
>Nno .

No, ale Papież przeprosił za to jako za błąd ludzi Kościoła, czyli jednak to było złe.

>Czepię się Wszetecznie, w Materializmie Plugawym mym, że zapodając w Piśmie jaki akapit o bakteriach i szczepieniach dobry Bóg mógłby oszczędzić ładnych paru miliardów przedwczesnych śmierci w męczarniach, no, ale ja czepiak i wyjec jezdem... (dawniej z rodziny płaksowatych) .

Nie wiem, ale gdyby tak było, to może nie byłoby wiedzy (nauki) a może nie byłoby tez i wiary...
28-08-2010 01:03 
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>A Duchem Świętym Natchnieni Po Zęby uzyskujemy wszak Wgląd Niezawodny w krytycznoliterackie intencje bliskowschodnich pasterzy z epoki brązu .
>Gdyby tak było to nie byłoby świadków Jehowy, mormonów, tysięcy kościołów protestanckich, ... itd... a może nie byłoby tez ateistów.

Ajajajajajajaj!!! Umarlibyśmy z nudów... No, faktycznie - pozostaje tylko Wychwalać Niezgłębione Jego Mądrości Wyroki .

>Cóż, jedyne historyczne zdanie w całym credo brzmi: "Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany".
(Wytłuszczenia moje - big_zyd)

Cokolwiek osobliwe rozumienie historyczności prezentujesz. A jak napiszę, że również za nas prezydent Kennedy w zamachu zginął, to też historyczne będzie?

>Znam jedno wyjaśnienie dlaczego żyjemy w świecie w którym Bóg jest niewidoczny - mianowicie dlatego że ludzie muszą być poddani próbie (jak anioły),

Muszą??? Sugerujesz, że Bóg związany jest jakimiś silniejszymi odeń koniecznościami zewnętrznymi? Fatalne to świadectwo wystawiałoby tradycyjnie przypisywanej mu Wszechmocy... a i Wszechwiedzy nie inaczej... .
Aha! Zapomniałbym - porównanie z aniołami bez sensu o tyle, iż one ponoć z Bogiem obcują "na żywca" .

>jednak nie wiem już dlaczego...

Uprzejmie podpowiem: to Wielka Tajemnica Wiary jest .

>No, ale Papież przeprosił za to jako za błąd ludzi Kościoła,

Tiaaa... myślę, że Galileusz, o Giordano Bruno nie wspominając, Głęboką Satysfakcję odczuli . Ale i tak w licytacji na tempo rehabilitowania zdecydowanie wygrywają komuniści .

>czyli jednak było to złe.

A takoż i w rywalizacji na szybkość rozpoznawania Błędów i Wypaczeń .

>>Czepię się Wszetecznie, w Materializmie Plugawym mym, że zapodając w Piśmie jaki akapit o bakteriach i szczepieniach dobry Bóg mógłby oszczędzić ładnych paru miliardów przedwczesnych śmierci w męczarniach, no, ale ja czepiak i wyjec jezdem... (dawniej z rodziny płaksowatych) .
>Nie wiem, ale gdyby tak było, to może nie byłoby wiedzy (nauki) a może nie byłoby tez i wiary...

Czyli - jak nieco wyżej - bez Spółki Father, Son & Spirit Entertainment przez tysiąclecia słusznie zabawiającej umiłowaną ludzkość dżumą, gruźlicą i trądem, rzeczywiście Nuuudy byłyby straszliwe...
A z nudów to Głupie Myśli się legną przecie...
Raz jeszcze:
Gloria! Gloria!
In Excelsis Deo!
03-09-2010 22:01 
 Ocena-3 na 3
Teresa (2693 punktów)
>>>A Duchem Świętym Natchnieni Po Zęby uzyskujemy wszak Wgląd Niezawodny w krytycznoliterackie intencje bliskowschodnich pasterzy z epoki brązu .
>>Gdyby tak było to nie byłoby świadków Jehowy, mormonów, tysięcy kościołów protestanckich, ... itd... a może nie byłoby tez ateistów.
>Ajajajajajajaj!!! Umarlibyśmy z nudów... No, faktycznie - pozostaje tylko Wychwalać Niezgłębione Jego Mądrości >Wyroki .

Chyba byłam zbyt wielka optymistka pisząc to, gdyż nawet uzyskanie niezawodnego wglądu w intencje jeszcze nie ma się nijak do wglądu w prawdę tego, o czym mówią owi autorzy. Może myślisz, że może być tak, ze jeśli ktoś przeczyta Biblie (albo Katechizm ) i właściwie ją zrozumie, to nie może juz pozostać niewierzącym bądź innowiercą? To wygląda tak jakby ludzie zostawali ateistami z powodu umysłowej słabości.
Gwoli wyjaśnienia nieomylności - tylko Kościół jako całość jest nieomylny w sprawach wiary i interpretacji Biblii ( w końcu Biblia jest pismem natchnionym dzięki Kościołowi). Z drugiej strony rozumienie kościelne nigdy nie dorównuje wielkości słów Boga, dlatego wiara się rozwija, ale to nie dzieje się automatycznie tylko dla modlitwie i w walkach duchowych (Duch święty nie jest automatem). Jednak Kościołowi została dana pewność dzięki której wiemy co jest nie do pogodzenia z Ewangelią. A tylko jeden Kościół jest prawdziwy: rzymsko grecko katolicki.
To oczywiście rodzi kolejne pytania. Np. mozna zapytać tak, jak C. S. Lewis "Dlaczego Bóg przedostaje się na zajęty przez wroga świat i zakłada dla pokonania szatana cos w rodzaju tajnego stowarzyszenia. Dlaczego nie przychodzi zbrojnie?". Pierwsi chrz. wierzyli ze rychło nastąpi paruzja, Bóg przyjdzie" zbrojnie" i zrobi porządek, ale na razie chce aby ludzie "przeszli na jego stronę" w pokorze z miłości i z dobroci". Także nie o nudę tu chodzi.

>>Cóż, jedyne historyczne zdanie w całym credo brzmi: "Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany".
(Wytłuszczenia moje - big_zyd)

>Cokolwiek osobliwe rozumienie historyczności prezentujesz. A jak napiszę, że również za nas prezydent Kennedy w zamachu zginął, to też historyczne będzie?

Faktycznie. "Ukrzyżowany (...) pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany" - teraz będzie ok.

>>Znam jedno wyjaśnienie dlaczego żyjemy w świecie w którym Bóg jest niewidoczny - mianowicie dlatego że ludzie muszą być poddani próbie (jak anioły),

>Muszą??? Sugerujesz, że Bóg związany jest jakimiś silniejszymi odeń koniecznościami zewnętrznymi? Fatalne to świadectwo wystawiałoby tradycyjnie przypisywanej mu Wszechmocy... a i Wszechwiedzy nie inaczej... .

Jeśli musiał to z uwagi na naturę stworzeń, a nie ze względu na konieczności zewn. silniejsze od Niego.

>Aha! Zapomniałbym - porównanie z aniołami bez sensu o tyle, iż one ponoć z Bogiem obcują "na żywca" .

W Raju Ewa i Adam też obcowali z Bogiem na żywca. Po drugie przecież część aniołów też się zbuntowała się z tym, że anioł jest doskonały, dlatego nie może się nawrócić (tak jak my).

>>No, ale Papież przeprosił za to jako za błąd ludzi Kościoła,
>Tiaaa... myślę, że Galileusz, o Giordano Bruno nie wspominając, Głęboką Satysfakcję odczuli . Ale i tak w licytacji na tempo rehabilitowania zdecydowanie wygrywają komuniści .

Problem w tym, ze w tamtych czasach heretyk uważał, ze to on właśnie jest ortodoksyjny. Dzisiaj nikt nie twierdzi, ze głoszenie herezji nie jest złe (bo jest złe), jedynie kara za herezje była zła (to jesli chodzi o Bruno). Nieodmiennie wiara tzw. niereligijna może mieć tylko status hipotezy (nie dogmatu).
A komunizm to nigdy nawet nie uznał rozróżnienia władzy cywilnej i duchownej co już miało miejsce w średniowiecznej Europie, więc o czym my tu mówimy.

>>Nie wiem, ale gdyby tak było, to może nie byłoby wiedzy (nauki) a może nie byłoby tez i wiary...

>Czyli - jak nieco wyżej - bez Spółki Father, Son & Spirit Entertainment przez tysiąclecia słusznie zabawiającej umiłowaną ludzkość dżumą, gruźlicą i trądem, rzeczywiście Nuuudy byłyby straszliwe...
>A z nudów to Głupie Myśli się legną przecie...

Nie. To nie Bóg zabawia tak ludzkość, to oszustwa szatana przy współudziale ludzi doprowadziły w konsekwencji do władzy śmierci i do cierpień. W Raju nie było chorób. Moze Bóg toleruje szatana po to, aby ci ludzie, którzy idą za szatanem sami przekonali się to nie da im szczęścia. W końcu szatan jest pierwszym apostatą. Ale Bóg wynagrodzi nam zaznane krzywdy w życiu pozagrobowym.
04-09-2010 08:29 
 Ocena 5 na 5
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
    Tereniu, Ty to wszystko tak na poważnie piszesz? Wierzysz w słuszność tych bredni? Współczuję. Nie ma już dla Ciebie ratunku...

Prawdziwa młodość - to przymiot, który zdobywa się z wiekiem.
04-09-2010 12:04 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Gwoli wyjaśnienia nieomylności - tylko Kościół jako całość jest nieomylny w sprawach wiary i interpretacji Biblii ( w końcu Biblia jest pismem natchnionym dzięki Kościołowi). [...] Jednak Kościołowi została dana pewność dzięki której wiemy co jest nie do pogodzenia z Ewangelią. A tylko jeden Kościół jest prawdziwy: rzymsko grecko katolicki.

A czy są jakieś dowody czy choćby tylko poszlaki, że z kilkuset odłamów chrześcijaństwa akurat ten Kościół jest nieomylny?
05-09-2010 14:29 
 Ocena-2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>> Gwoli wyjaśnienia nieomylności - tylko Kościół jako całość jest nieomylny w sprawach wiary i interpretacji Biblii ( w końcu Biblia jest pismem natchnionym dzięki Kościołowi). [...] Jednak Kościołowi została dana pewność dzięki której wiemy co jest nie do pogodzenia z Ewangelią. A tylko jeden Kościół jest prawdziwy: rzymsko grecko katolicki.
>A czy są jakieś dowody czy choćby tylko poszlaki, że z kilkuset odłamów chrześcijaństwa akurat ten Kościół jest nieomylny?

Jeśli chodzi o interpretację Pisma św.? Tak, oczywiście, że są.

Na początek chce zastrzec, że nie było moim zamiarem dowodzić prawdziwości Biblii, chrześcijaństwa tudzież Kościoła katolickiego, tylko braku sprzeczności, a aby wykazać brak sprzeczności wystarczy podać jedna niesprzeczna wersję, a po drugie, że proces ekumeniczny jest w toku , ale skoro pytasz to odpowiem.

Weźmy np. zasadę Sola Scriptura (tylko pismo). Protestanci nie uznają Tradycji jako drugiego źródła wiary. Ale oczywiste jest, że najpierw była Tradycja a potem Pismo.
W komiczny sposób wyjaśnił to Chesterton: "Dla obojętnego poganina czy sceptycznego obserwatora byłoby niepojęte, że ludzie, którzy wtargnęli do świątyni, obalili ołtarz i wypędzili księdza, podnieśli potem świątynne księgi, zatytułowane "Psalmy" czy "Ewangelia" i zamiast wrzucić je w ogień z całą resztą, zaczęli je traktować jako nieomylne wyrocznie? Skoro święty ołtarz był cały zły, dlaczego lezące na nim zapiski musiały byc dobre? Jeśli ksiądz zmyślił swe Sakramenty to czy nie mógł zmyślić całego Pisma?"

Oczywiście, są takie fragmenty w Piśmie podczas czytania których "serce pała" tak, jak pałało serce uczniom podczas spotkania z Jezusem w drodze do Emaus. Ale np. nie byłoby łatwe dla kogoś kto nie zna greckiego odkrycie, że np. termin "ustanowił" w zdaniu "I ustanowił Dwunastu, aby mu towarzyszyli aby mógł wysłać ich" (Ew. wg św. Marka) autor wziął ze Starego testamentu, gdzie oznacza on ustanowienie kogoś Kaplanem (1 Krl 12, 31; 13,33). Jeśli ktoś nie zna greki, hebrajskiego i aramejskiego i tak musi się zdać na przekłady. Ale nawet jeśli pozna języki to i tak może nie wiedzieć jak interpretować niektóre fragmenty (i to dość istotne bo mówiące np. o Eucharystii, np. "Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje"). No cóż akurat Kościół katolicki uważa, ze apostołowie i uczniowie apostołów lepiej od nas wiedzieli jak je należy interpretować (dlatego zachowuje Tradycje). Na tej samej zasadzie jest mało prawdopodobne, aby lepszą wiedzę mieli np. Martin Luter czy Jan Kalwin żyjący tyle lat później. Sam więc przyznaj czy nie ma w tym racji.
05-09-2010 14:46 
 Ocena 8 na 8
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Sam więc przyznaj czy nie ma w tym racji.

   Nie, nie ma. Albowiem zaprawdę powiadam Ci, że każde wyznanie mówi mniej więcej to samo i każde ma określoną ilość argumentów na poparcie swojej tezy. Zaś dowodu nie ma nikt.
   Zatem Twój rzymski katolicyzm jest wyznaniem równie prawdziwym i nieomylnym jak kalwinizm, prawosławie, judaizm czy pastafarianizm wraz z ufoteizmem.

Prawdziwa młodość - to przymiot, który zdobywa się z wiekiem.
05-09-2010 15:38 
 Ocena 9 na 9
i.czaplicka (5782 punktów)
>>Zatem Twój rzymski katolicyzm jest wyznaniem równie prawdziwym i nieomylnym jak kalwinizm, prawosławie, judaizm czy pastafarianizm wraz z ufoteizmem.
Nieprawda. jest więcej dowodów na istnienie piratów i makaronu niż Jezusa.
05-09-2010 20:28 
 Ocena-2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>>Sam więc przyznaj czy nie ma w tym racji.
>    Nie, nie ma. Albowiem zaprawdę powiadam Ci, że każde wyznanie mówi mniej więcej to samo i każde ma określoną ilość argumentów na poparcie swojej tezy. Zaś dowodu nie ma nikt.

Brak dowodu to nie jest dowód braku.

>   Zatem Twój rzymski katolicyzm jest wyznaniem równie prawdziwym i nieomylnym jak kalwinizm, prawosławie, judaizm czy pastafarianizm wraz z ufoteizmem.

A zatem tak nie jest.
Nie ma dowodu na to, że róża jest czerwona. Daltonista powie, że jest zielona. Czy to znaczy, że równie prawdziwe jest to, że jest ona czerwona jak i zielona? Daj spokój.
05-09-2010 21:08 
 Ocena 8 na 8
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Brak dowodu to nie jest dowód braku.
>A zatem tak nie jest.

   Tereniu, skup się, proszę. Powtórzę raz jeszcze, teraz znacznie wolniej, żebyś mogła nadążyć:

   Każda religia twierdzi, że jest tą jedynie prawdziwą. Każda przytacza na poparcie tej tezy wiele argumentów. Ale żadna nie jest w stanie udowodnić swojej jedynej prawdziwości. Żadna!!!    Dlatego twierdzenie jakoby katolicyzm jest równie jedyną prawdziwą religią jak setki innych religii jest w pełni uprawnione, uzasadnione i niedowodliwe.

   I już po raz nie wiem który proszę: zaniechaj tej swojej maniery (bardzo brzydkiej i niegrzecznej) odwracania kota ogonem.

Prawdziwa młodość - to przymiot, który zdobywa się z wiekiem.
20-09-2010 00:06 
 Ocena-2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>   Każda religia twierdzi, że jest tą jedynie prawdziwą. Każda przytacza na poparcie tej tezy wiele argumentów. Ale żadna nie jest w stanie udowodnić swojej jedynej prawdziwości. Żadna!!!    Dlatego twierdzenie jakoby katolicyzm jest równie jedyną prawdziwą religią jak setki innych religii jest w pełni uprawnione, uzasadnione i niedowodliwe.

To może w takim razie najpierw udowodnij, że istniejesz, bo nie chce mi się dyskutować z kimś kogo istnienie jest taka samo prawdopodobne jak istnienie krasnoludka. Obawiam się, ze możesz mieć z tym problem, bo także tego, ze świat istnieje i że nie żyjemy w matrixie tak samo nie da się udowodnić . Również "dowody" naukowe (w sensie nauk przyrodniczych) nie roszczą sobie prawa do prawdziwości (gdyż są tam stosowane reguły zawodne).
Skoro wiec można uznawać naukę (mimo, ze nie ma "dowodów" prawdziwości) to można uznać na podobnej zasadzie religię. Wbrew pozorom religia jest podobna do nauki - w tym sensie, że religia daje pewna hipotezę wyjaśniającą całość ludzkich doświadczeń - natomiast nauka wyjaśniania tylko zjawiska w świecie poznawalne zmysłowo -tj. zawęża się tylko do takich (oczywiście grubo upraszczając np. psychoanaliza bada duszę). Naukę można przyjmować, bo "działa". Tak samo można powiedziec, że np. chrześcijaństwo też "działa", bo ma najlepiej i najczyściej wyrażoną naukę moralną.

W ogóle to problem jest znacznie skomplikowany, bo żeby w ogóle termin "prawdziwy" coś znaczył wymaga on istnienia Wszechwiedzacego umyslu. Mamy więc do wyboru między dwiema opcjami (filozoficznymi): albo brak Boga i nihlizm poznawczy albo Bóg i możliwośc poznania prawdy. Dla tej drugiej opcji istnieje np. dowód ontologiczny św. Anzelma (ale jest on dosc wątpliwy)... ale to nie znaczy, ze droga jest zamknięta (chyba nikt tego nie wykazal).

Kategoryczne stwierdzenia, które tu wypisujesz, są dogmatami jakiejś przestarzałej wiary dotyczącej dowodów.
20-09-2010 01:40 
 Ocena 6 na 6
Arita (459 punktów)
>Skoro wiec można uznawać naukę (mimo, ze nie ma "dowodów" prawdziwości) to można uznać na podobnej zasadzie religię. Wbrew pozorom religia jest podobna do nauki

Nie jest. Przecież to jeszcze Galileusz musiał udowadniać fundamentalną zasadę fizyki, późniejszą II zasadę dynamiki, w którą "wierzył", że jest trafna, a nie "niewierzący" w to prawo mieli dowodzić jej nieautentyczności. Cała wiedza (naukowa, nie filozoficzna) pochodzi przede wszystkim od dowodu! Człowiek nigdy nie zaakceptowałby II zasady dynamiki, gdyby Galileusz nie wykonał eksperymentu, nigdy nie byłoby pewności, czy Einstein miał rację, uogólniając prawa newtonowskie, gdyby nie sondy kosmiczne i dowody obserwacyjne, w które zapewne "nie wierzysz". Nie uznawanie danej teorii nie jest równoznaczne niewierze, jedynie przyjęcie do wiadomości teorii, bez jakichkolwiek przesłanek słuszności w postaci dowodów jest z kolei wiarą. Tak trudno to zrozumieć?!

>Kategoryczne stwierdzenia, które tu wypisujesz, są dogmatami jakiejś przestarzałej wiary dotyczącej dowodów.
uhaha

tak, tak - a racjonalizm jest zabobonem - jak to dzisiaj wyczytałam
Na naszym forum zresztą


Polską rządzi stara baba, kołtun i kler /Maciej Maleńczuk
20-09-2010 22:26 
 Ocena-1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>Skoro wiec można uznawać naukę (mimo, ze nie ma "dowodów" prawdziwości) to można uznać na podobnej zasadzie religię. Wbrew pozorom religia jest podobna do nauki
>Nie jest. Przecież to jeszcze Galileusz musiał udowadniać fundamentalną zasadę fizyki, późniejszą II zasadę dynamiki, w którą "wierzył", że jest trafna, a nie "niewierzący" w to prawo mieli dowodzić jej nieautentyczności. Cała wiedza (naukowa, nie filozoficzna) pochodzi przede wszystkim od dowodu!

Nie. Sam Stephen W. Hawking (w Krótkiej historii czasu) pisze o tym, że:
"Każda teoria fizyczna jest zawsze prowizoryczna, pozostaje tylko hipotezą; nigdy nie można jej udowodnić. Niezależnie od tego ile razy rezultaty eksperymentu zgadzały się z teorią, nadal nie można mieć pewności, czy kolejne doświadczenie jej nie zaprzeczy. Z drugiej strony łatwo obalić teorie znajdując choć jeden wynik eksperymentalny sprzeczny z jej przewidywaniami. Jak podkreślał filozof nauki Karl Popper, dobrą teorię naukową cechuje to, ze wynikają z niej liczne przewidywania, które w zasadzie nadają się do eksperymentalnego obalenia."

Używasz słowa "dowód" w innym sensie (jako eksperyment), ale to nie jest prawdziwy dowód (z powodów logicznych), bo takie są tylko w matematyce. Mozna więc powiedziec, ze nawet pojęcie "dowodu" jest kwestią opcji filozoficznej.

>>Kategoryczne stwierdzenia, które tu wypisujesz, są dogmatami jakiejś przestarzałej wiary dotyczącej dowodów.
>tak, tak - a racjonalizm jest zabobonem - jak to dzisiaj wyczytałam
>Na naszym forum zresztą

To wcale nie jest śmieszne, bo nastąpił w tzw. międzyczasie duży postep jesli chodzi o filozofię nauk przyrodniczych.

Jak opisuje J. M. Bocheński we Wspólczesnych metodach myślenia (łatwiej jest mi zacytowac niz streszczac):
"W świetle ostatniej literatury dotyczącej tego tematu można powiedzieć, że w XX wieku mieliśmy nie mniej niż pięć następujących po sobie okresów.
1. Okres dogmatyczny: indukcja naukowa, główne narzędzie logiczne nauk przyrodniczych, daje im pewność absolutną.
2. Okres indukcjonistyczny (R. Carnap): indukcja pozostaje naczelnym instrumentem nauki, lecz nie mogąc dać pewności, może przynajmniej zagwarantować pewien stopień prawdopodobieństwa.
3. Okres falsyfikacjonistyczny (główny myśliciel K. Popper): indukcja nie może nawet dać prawdopodobieństwa. Nauka rozwija się przez falsyfikację hipotez - to, co pozostaje jest rezultatem pozytywnym.
4. Okres relatywistyczny, nazywany okresem "czterech" lub nawet okresem "bandy czworga" - T. S. Kuhn, P. K. Feyerabend, S. Toulmin i N. R. Hanson: jedynym powodem akceptacji teorii jest "smak" [taste] (Feyerabend) lub "zgoda wspólnoty naukowców" (Kuhn).
5. Okres programów (główny myśliciel I. Lakatos): istnieją obiektywne kryteria wartości programu naukowego, tzn. wielkiej teorii: spójność logiczna i zdolność wspierania postępu w nauce."

A Wy dalej tkwicie w okresie dogmatycznym?
21-09-2010 20:41 
 Ocena 6 na 6
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Nie.

   Oczywiście, że nie, Tereniu. Jak zwykle masz to w zwyczaju, odwróciłaś kota ogonem (a tak prosiłem ) i piszesz nie na temat już drugi post.
   W poprzednim poście każesz mi udowodnić moje istnienie chociaż jest to postulat ni w 5 ni w 10 mający się do tematu. Przypomnę więc na wszelki wypadek: tematem naszej rozmowy jest postulowana przez Ciebie prawdziwość religii katolickiej. Ja twierdzę, że każda religia mówi o sobie to samo czyli, że jest jedyną prawdziwą, a wszystkie inne są kłamstwem, uzurpacją, herezją. Żadna zaś religia nie posiada przekonujących dowodów na prawdziwość swoich aspiracji do bycia tą jedyną prawdziwą. Twierdzę zatem, że wszystkie religie są w jednakowym stopniu prawdziwe i żadna nie ma w tym względzie pozycji uprzywilejowanej wobec innych. Prawdziwość religii jest bowiem niedowodliwa.
   Ty zaś stwierdziłaś, że jedyną prawdziwą religią jest rzymski katolicyzm. Udowodnij to z łaski swojej.

   Swoją drogą dziwne dlaczego milczałaś, gdy całkiem niedawno w tym miejscu niejaki Miłujący prawdę dowodził jedynej prawdziwości swojej wiary (świadków Jehowy). Trzeba było z nim popolemizować i policytować się argumentami. Czyżbyś się przestraszyła?

   W świetle tego co sama piszesz jestem ciekaw jak wybrniesz z tego zapętlenia się. Porównujesz religię z nauką twierdząc, że niczym się od siebie nie różnią (prócz zakresu poznawanej rzeczywistości). Tymczasem za swoim guru Bocheńskim sugerujesz, że w nauce nie ma nic pewnego. Ale w religii katolickiej, Twoim zdaniem, wszystko jest pewne, bo sam Bóg tak powiedział. No to gdzie tu to podobieństwo religii i nauki? I jeszcze jedna "drobna" różnica, na którą też sama wskazujesz: nauka nie uznaje dogmatów, religie na dogmatach bazują. Bo tylko w dogmat można zamknąć każdą największą nawet nielogiczność, każdą bzdurę, fałsz i kłamstwo i nakazać wiarę w jego (dogmatu) prawdziwość.

>A Wy dalej tkwicie w okresie dogmatycznym?

   Taaaaa... Głęboko wierzymy w dziewictwo po porodzie, w drabiny do nieba, w rytualny kanibalizm (eucharystia), w podróże kosmiczne bez zabezpieczeń (wniebowstąpienia i wniebowzięcia) i parę innych podobnych bajeczek. Jesteśmy przekonani o ich prawdziwości i gotowiśmy życie za nie oddać!
   Daj Ci Boże zdrowie, Tereniu, do wiary w te swoje dogmaty, bo na rozum z pewnością jest już za późno.

Prawdziwa młodość - to przymiot, który zdobywa się z wiekiem.
12-10-2010 23:31 
 Ocena-1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Ty zaś stwierdziłaś, że jedyną prawdziwą religią jest rzymski katolicyzm. Udowodnij to z łaski swojej.

Dlaczego mam to udowadniać? Można wykazać, że inne są mniej wiarygodne czy fałszywe i to wystarczy aby się nimi nie zajmować jako hipotezami. Podobnie w nauce nie można nigdy udowodnić teorii ale można obalić inne teorie. Choc oczywiscie w przypadku religii nie jest to takie proste.

>Swoją drogą dziwne dlaczego milczałaś, gdy całkiem niedawno w tym miejscu niejaki Miłujący prawdę dowodził jedynej prawdziwości swojej wiary (świadków Jehowy). Trzeba było z nim popolemizować i policytować się argumentami. Czyżbyś się przestraszyła?

Nie, tylko mam inne priorytety . Mowiac poważnie wątpię, czy to jest odpowiednie miejsce do takich dyskusji.

> W świetle tego co sama piszesz jestem ciekaw jak wybrniesz z tego zapętlenia się. Porównujesz religię z nauką twierdząc, że niczym się od siebie nie różnią (prócz zakresu poznawanej rzeczywistości). Tymczasem za swoim guru Bocheńskim sugerujesz, że w nauce nie ma nic pewnego. Ale w religii katolickiej, Twoim zdaniem, wszystko jest pewne, bo sam Bóg tak powiedział. No to gdzie tu to podobieństwo religii i nauki?

Podobieństwo jest w tym, ze w obu nie ma dowodu tylko jest niepełne uzasadnienie. W religii aby to niepełne uzasadnienie dało coś w efekcie pewnego dochodzi jeszcze jedna czynność tzw. "akt wiary" (czy też "akt woli") . Jeśli ktoś nie wykona tego "aktu wiary" to może miec tylko hipotezę Boga, ale to nie jest jeszcze wiara (w sensie religijnym). Zaś idea "dowodzenia" wiary jest wewnętrznie sprzeczna. A więc gdyby był dowód to wiara byłaby zbędna (Bóg to wie, człowiek może tylko wierzyc).

Natomiast w związku z tym , że o wiedzy możemy mówić, tylko gdy cos na pewno wiemy to wg mnie wiedza naukowa, to (skoro w nauce nie ma nic pewnego) to też powstaje ona w wyniku "aktów wiary", ale podobno jest to inny rodzaj wiary niż w religii, który nie daje pewności.

To, co pisze nieco różni się od tego, co często można przeczytać na temat różnic miedzy religią a nauka ("wiedzą naukową"), robię to celowo . Zazwyczaj mówi się, ze nauka (w przeciwieństwie do religii) nie potrzebuje "aktu wiary" bo:

- Albo mówi się, ze nauka ma "dowód" (ale "dowód" uznaje się eksperyment )- jednak dziwny to dowód skoro pewnosc nauki jest o wiele niższego rzędu niż religii - tak wiec jest to chyba potoczne tłumaczenie, chodzi pewnie o to, ze nauka nie wymaga takiej wiary jak religia bo umożliwia niepełne sprawdzenie w sposób intersubiektywny. Nawiasem mówiąc wg mnie w religii też są twierdzenia, które można sprawdzić (tyle, ze nie intersubiektywnie), chodzi mi o zdania dotyczące dobra i zła (np. to, ze "znęcanie się nad zwierzętami jest złe" jest tak samo realne jak to, że np.:"ta róża jest czerwona").

- Albo mówi się , ze przecież nikt nie twierdzi, ze nauka daje coś pewnego , a wiec wiary takiej jak w religii (wiary religijnej) nie wymaga, ale to nie nowina.
Sam więc widzisz, ze sytuacje jest zgola podobna.

>I jeszcze jedna "drobna" różnica, na którą też sama wskazujesz: nauka nie uznaje dogmatów, religie na dogmatach bazują. Bo tylko w dogmat można zamknąć każdą największą nawet nielogiczność, każdą bzdurę, fałsz i kłamstwo i nakazać wiarę w jego (dogmatu) prawdziwość.

Słyszałam wiele bzdur, fałszów i kłamstw która nie mają nic wspólnego z dogmatami. Po drugie dogmat w religii jest odpowiednikiem teorii w nauce. A teorie nieraz okazywały się fałszywe, nie jest wiec prawda, ze tylko w dogmat można zamknąć fałsz. A nawet często te fałszywe teorie się wykorzystuje, bo okazuje się, ze są uzyteczne w praktyce.

>Taaaaa... Głęboko wierzymy w dziewictwo po porodzie, w drabiny do nieba, w rytualny kanibalizm (eucharystia), w podróże kosmiczne bez zabezpieczeń (wniebowstąpienia i wniebowzięcia) i parę innych podobnych bajeczek. Jesteśmy przekonani o ich prawdziwości i gotowiśmy życie za nie oddać!

Przemawiasz niczym radziecki kosmonauta, który doszedł do wniosku że Bog nie istnieje, po powrocie z kosmosu. Widzę, ze uparcie interpretujesz Biblię z punktu widzenia materializmu. Cóż, mój światopogląd - zdaje się, ze w przeciwieństwie do Twojego - jest na tyle szeroki i pojemny że w nim Eucharystia to nie musi być kanibalizm (już wyjaśniałam, ze chleb i wino przemieniają się inne ciało niż to które normalnie jemy, bo ciało duchowe), a wniebowstąpienie to nie podróż kosmiczna).
13-10-2010 09:57 
 Ocena 5 na 5
AdamGr (3037 punktów)
>>Ty zaś stwierdziłaś, że jedyną prawdziwą religią jest rzymski katolicyzm. Udowodnij to z łaski swojej.
>Dlaczego mam to udowadniać? Można wykazać, że inne są mniej wiarygodne czy fałszywe i to wystarczy aby się nimi nie zajmować jako hipotezami. Podobnie w nauce nie można nigdy udowodnić teorii ale można obalić inne teorie. Choc oczywiscie w przypadku religii nie jest to takie proste.

PROSZĘ TO ZATEM WYKAZAĆ.
Jeżeli coś się kategorycznie twierdzi wbrew temu co sadzą inni to wiadomym jest że należy to udowodnić.
W przeciwnym wypadku taka kategoryczność jest czystym fanatyzmem poglądu, a z nim się nie dyskutuje, ani o nim się nie dyskutuje.
To jak będzie ? Kończymy dialog na fanatyzmie?
Teresa (2693 punktów)
>PROSZĘ TO ZATEM WYKAZAĆ.
>Jeżeli coś się kategorycznie twierdzi wbrew temu co sadzą inni to wiadomym jest że należy to udowodnić.

Idea dowodzenia wiary jest sprzeczna. Ale nie jest też tak, ze ponieważ nie ma dowodu to wybór wiary jest czysto arbitralny. Człowiek ma uzasadnienie dlaczego wierzy akurat w to a nie w coś innego, dlatego istnieje możliwość dyskusji.

>W przeciwnym wypadku taka kategoryczność jest czystym fanatyzmem poglądu,a z nim się nie dyskutuje,ani o nim >sie nie dyskutuje.
>To jak będzie ? Kończymy dialog na fanatyzmie?

Obawiam się, ze fanatyzm nie ma nic wspólnego z dowodzeniem. Gdyby tak było to np. ktoś, kto by kategorycznie twierdził, ze prawdą jest, że znęcanie się nad zwierzętami jest złe byłby fanatykiem ( bo nie tego da się tego udowodnić), a przecież to jest postawa rozsądna i słuszna.
Po drugie gdyby tak było to największym fanatykiem musiałyby papież, bo papież jest powołany aby "umacniać wiarę braci". Tymczasem obecny Papież w listach/pracach dyskutuje z argumentami przeciwnymi chrześcijaństwu, i rozumowo okazuje ich niesłuszność.
26-10-2010 00:41 
 Ocena 2 na 2
AdamGr (3037 punktów)
Na mnie ten unik przed odpowiedzią na pytanie nie działa, para w gwizdek.
Napisałaś co napisałaś i to jednoznacznie.
Nie dziwią mnie absolutnie stosowane wykręty, choć byłbym naprawdę zdziwiony i to pozytywnie gdybyś jednak postarała się to wykazać.
A tak...nihil novi, klasyka.
Nudy i Radio Maryja.
To szczęść Boże.
26-10-2010 00:50 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Idea dowodzenia wiary jest sprzeczna.

Doprawdy?
Zżera mnie ciekawość: wewnętrznie czy z czymś innym?

>Ale nie jest też tak, ze ponieważ nie ma dowodu to wybór wiary jest czysto arbitralny.

Pewnie, że nie jest. Wiara zależy od tego, dokąd czyje wojska doszły.

>Człowiek ma uzasadnienie dlaczego wierzy akurat w to a nie w coś innego,

Wyżej podane.

>dlatego istnieje możliwość dyskusji.

Póki władza mocno śpi...
My się jej boimy,
więc jej nie zbudzimy...


>Obawiam się, ze fanatyzm nie ma nic wspólnego z dowodzeniem.

Obawiasz się, powiadasz?

>Gdyby tak było to np. ktoś, kto by kategorycznie twierdził, ze prawdą jest, że znęcanie się nad zwierzętami jest złe byłby fanatykiem ( bo nie tego da się tego udowodnić), a przecież to jest postawa rozsądna i słuszna.

"Słuszne" jest równie niedowodliwe jak "złe".

>obecny Papież w listach/pracach dyskutuje z argumentami przeciwnymi chrześcijaństwu, i rozumowo okazuje ich niesłuszność.

Przykład poproszę. Chociaż jeden.
26-10-2010 08:38 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>Tymczasem obecny Papież w listach/pracach dyskutuje z argumentami przeciwnymi chrześcijaństwu, i rozumowo okazuje ich niesłuszność.

A pytania, które zadają inni nie są rozumowe?

Cytat:
Idea dowodzenia wiary jest sprzeczna. Ale nie jest też tak, ze ponieważ nie ma dowodu to wybór wiary jest czysto arbitralny. Człowiek ma uzasadnienie dlaczego wierzy akurat w to a nie w coś innego, dlatego istnieje możliwość dyskusji.


   Katolicy są idealni do rozmowy. Słuchają, rozumieją, mądrze dyskutują... Tak... O, i najważniejsze. Niczego nikomu nie narzucają. No i na doczesność nie zwracają uwagi. Te grunty i zwroty to wbrew ich woli. Oni nie chcieli.

A tak btw....

Ja Cię już chyba widziałam na tym forum.

Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
AdamGr (3037 punktów)
Zdarzają się i tacy katolicy, są poza "frontem jedności walki przeciw ".
Taka swoista schizma wewnętrzna, niemedialna, niekrzykliwa, niecelebrytowa.
"Gatunek" z "Czerwonej Księgi".
06-09-2010 17:01 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Chyba byłam zbyt wielka optymistka pisząc to, gdyż nawet uzyskanie niezawodnego wglądu w intencje jeszcze nie ma się nijak do wglądu w prawdę tego, o czym mówią owi autorzy.

Innymi słowy: sami nie wiedzieli, co bazgrzą .

>Może myślisz, że może być tak, ze jeśli ktoś przeczyta Biblie (albo Katechizm ) i właściwie ją zrozumie, to nie może juz pozostać niewierzącym bądź innowiercą? To wygląda tak jakby ludzie zostawali ateistami z powodu umysłowej słabości.

Przyjmuję, że za właściwe rozumienie uznajesz wykładnię kościoła rzymskokatolickiego. A jest ona taka, że m. in. Pismo w świetle rzymskokatolickiej wiary odczytywać należy; zgodnie z tym, rzeczywiście - kto Biblię właściwie odczytuje, nie może nie być katolikiem.

>Gwoli wyjaśnienia nieomylności - tylko Kościół jako całość jest nieomylny w sprawach wiary i interpretacji Biblii

Eee, nieprawda - nie ma żadnej instancji, poprzez którą wypowiadałby się kościół jako całość. Co innego nieomylność papieża, acz i ona dość świeżej daty. Co prawda, znalazłem to i owo nt. nieomylności Kościoła, ale to sedewakantyści głoszą, z Kościoła nieomylnie usunięci .

>( w końcu Biblia jest pismem natchnionym dzięki Kościołowi).

A wiesz, że od dawna tak podejrzewałem?

>Jednak Kościołowi została dana pewność

Oj, tak, to nawet widać . Złośliwcy tylko nazywają ją tupetem.

>A tylko jeden Kościół jest prawdziwy: rzymsko grecko katolicki.

Syryjsko-katolicki czy chaldejsko-katolicki niepocieszone na takie dictum będą .

>To oczywiście rodzi kolejne pytania. Np. mozna zapytać tak, jak C. S. Lewis "Dlaczego Bóg przedostaje się na zajęty przez wroga świat i zakłada dla pokonania szatana cos w rodzaju tajnego stowarzyszenia. Dlaczego nie przychodzi zbrojnie?". Pierwsi chrz. wierzyli ze rychło nastąpi paruzja, Bóg przyjdzie" zbrojnie" i zrobi porządek, ale na razie chce aby ludzie "przeszli na jego stronę" w pokorze z miłości i z dobroci".

Co się odwlecze, to nie uciecze, jak to mówią .

>Faktycznie. "Ukrzyżowany (...) pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany" - teraz będzie ok.

Ewentualna historyczność postaci Jezusa z Nazaretu jest - z punktu widzenia zewnętrznego wobec bliskowschodnich teizmów - zupełnie bez znaczenia.

>>Muszą??? Sugerujesz, że Bóg związany jest jakimiś silniejszymi odeń koniecznościami zewnętrznymi? Fatalne to świadectwo wystawiałoby tradycyjnie przypisywanej mu Wszechmocy... a i Wszechwiedzy nie inaczej... .
>Jeśli musiał to z uwagi na naturę stworzeń, a nie ze względu na konieczności zewn. silniejsze od Niego.

A co mu przeszkadzało naturę stworzeń inaczej ukształtować?

>anioł jest doskonały, dlatego nie może się nawrócić (tak jak my).

Przyznam - niebanalne .

>Problem w tym, ze w tamtych czasach heretyk uważał, ze to on właśnie jest ortodoksyjny.

A dziś to nie?

>Nieodmiennie wiara tzw. niereligijna może mieć tylko status hipotezy (nie dogmatu).

A kto jej zabroni?

>A komunizm to nigdy nawet nie uznał rozróżnienia władzy cywilnej i duchownej co już miało miejsce w średniowiecznej Europie, więc o czym my tu mówimy.

Jakżeż nie? Komuniści właśnie poszli dokładnie tropem kościoła zachowując formalne rozróżnienie aparatów partyjnego i państwowego - czym innym w np. jednostce wojskowej był dowódca, czym innym zaś komisarz polityczny.

>Nie. To nie Bóg zabawia tak ludzkość, to oszustwa szatana przy współudziale ludzi doprowadziły w konsekwencji do władzy śmierci i do cierpień. W Raju nie było chorób.

Tak się składa, że cierpienia i śmierć są znacznie starsze od ludzkości.

>W raju nie było chorób.

Należy więc rozumieć, że - jak sugerowałem - dziś możemy się nimi delektować dzięki swobodnemu Dopustowi Bożemu .

>Moze Bóg toleruje szatana po to, aby ci ludzie, którzy idą za szatanem sami przekonali się to nie da im szczęścia. W końcu szatan jest pierwszym apostatą. Ale Bóg wynagrodzi nam zaznane krzywdy w życiu pozagrobowym.

Komu wynagrodzi, temu wynagrodzi, a niektórym to nawet wprost przeciwnie .
19-09-2010 23:44 
 Ocena-1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>Chyba byłam zbyt wielka optymistka pisząc to, gdyż nawet uzyskanie niezawodnego wglądu w intencje jeszcze nie ma się nijak do wglądu w prawdę tego, o czym mówią owi autorzy.
>Innymi słowy: sami nie wiedzieli, co bazgrzą .

Dlaczego nie wiedzieli? Czym innym jest nieomylna wiedza nt tego co autor co chce przekazać (np., wiara w nieśmiertelność duszy) a czym innym weryfikacja prawdziwości tego, co przekazuje (jak w ogóle można sprawdzic takie ogolne zdanie, ze dusza ludzka jest nieśmiertelna) . Zresztą nawet gdyby wszyscy byli mistykami (mieli bezpośrednie doświadczenie Boga) pewnie i tak przyjęlibyśmy jakąś metodę sprawdzania takich zdań.

>>Może myślisz, że może być tak, ze jeśli ktoś przeczyta Biblie (albo Katechizm ) i właściwie ją zrozumie, to nie może juz pozostać niewierzącym bądź innowiercą? To wygląda tak jakby ludzie zostawali ateistami z powodu umysłowej słabości.
>Przyjmuję, że za właściwe rozumienie uznajesz wykładnię kościoła rzymskokatolickiego. A jest ona taka, że m. in. Pismo w świetle rzymskokatolickiej wiary odczytywać należy; zgodnie z tym, rzeczywiście - kto Biblię właściwie odczytuje, nie może nie być katolikiem.

Dlaczego nie może nie być katolikiem? Czym innym jest akt rozumienia a czym innym akt wiary. Rozumieć Biblie tak jak Kościół ją rozumie a jednocześnie nie wierzyc nie wydaje mi się to niemożliwe psychologiczne. Czy Ty jesteś może zwolennikiem ontologicznego dowodu św. Anzelma mówiącego o tym, że kto zrozumie czym jest Bog ten nie może o Nim myśleć jako o nieistniejącym?

>Eee, nieprawda - nie ma żadnej instancji, poprzez którą wypowiadałby się kościół jako całość.

Och, jest to ogólnie znana prawda. Nie wszystkie prawdy (są) musza być wyrażone w postaci dogmatów i nie wszystko musi mieć odpowiednie instancje.

>>Jeśli musiał to z uwagi na naturę stworzeń, a nie ze względu na konieczności zewn. silniejsze od Niego.
>A co mu przeszkadzało naturę stworzeń inaczej ukształtować?

Dlaczego nie może np. uczynić człowieka osłem? Logika?

>>Problem w tym, ze w tamtych czasach heretyk uważał, ze to on właśnie jest ortodoksyjny.
>A dziś to nie?

Odnoszę wrażenie przeciwne, ze "heretycy" lekceważą prawdziwość poglądów , weź np. moich szanownych rozmówców, ktorzy tak manewrowali aby wykazać, ze Bóg jest zły, ze w sumie przyznali , ze ludzie nie popełnili żadnego grzechu.. Można by powiedzieć, ze ludzie tak nienawidzą Boga, ze są gotowi odebrać sobie wolna wole aby dowieśc, że On nie istnieje- swoją drogą jednak - jak można nienawidzić kogoś kto nie istnieje?

>>Nieodmiennie wiara tzw. niereligijna może mieć tylko status hipotezy (nie dogmatu).
>A kto jej zabroni?

To chyba oczywiste, że w kwestiach pozaświatowych i moralnych uprawnionym autorytetem może być tylko Bóg ( zaś w kwestiach wyjaśniania zjawisk tego świata nauka).

>Jakżeż nie? Komuniści właśnie poszli dokładnie tropem kościoła zachowując formalne rozróżnienie aparatów partyjnego i państwowego - czym innym w np. jednostce wojskowej był dowódca, czym innym zaś komisarz polityczny.

No, ale centralny komitet partii, który pełni role nieomylnej instancji otaczanej niemal religijną czcią pełni zarazem rolę polityczna w państwie???

>>Nie. To nie Bóg zabawia tak ludzkość, to oszustwa szatana przy współudziale ludzi doprowadziły w konsekwencji do władzy śmierci i do cierpień. W Raju nie było chorób.
>Tak się składa, że cierpienia i śmierć są znacznie starsze od ludzkości.

Szatan też jest starszy od ludzkości.

>>Moze Bóg toleruje szatana po to, aby ci ludzie, którzy idą za szatanem sami przekonali się to nie da im szczęścia. W końcu szatan jest pierwszym apostatą. Ale Bóg wynagrodzi nam zaznane krzywdy w życiu pozagrobowym.

>Komu wynagrodzi, temu wynagrodzi, a niektórym to nawet wprost przeciwnie .

Chyba raczej szatan da im "popalić". Mnie uczono, ze po śmierci Bóg człowieka ogarnie (napełni) swoją miłością) i żeby zobaczyc czy cos z tego człowieka jeszcze zostanie...
27-09-2010 12:04 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Dlaczego nie wiedzieli? Czym innym jest nieomylna wiedza nt tego co autor co chce przekazać (np., wiara w nieśmiertelność duszy)

Roztrząsanie perspektyw uzyskania nieomylnej wiedzy nt. intencji autorów biblijnych proponuję, jako stratę czasu, odpuścić.

>a czym innym weryfikacja prawdziwości tego, co przekazuje (jak w ogóle można sprawdzic takie ogolne zdanie, ze dusza ludzka jest nieśmiertelna) .

Zaryzykuję: doświadczalnie?

>Zresztą nawet gdyby wszyscy byli mistykami (mieli bezpośrednie doświadczenie Boga) pewnie i tak przyjęlibyśmy jakąś metodę sprawdzania takich zdań.

Eee, wtedy raczej milczeliby(śmy) jak późny Akwinata.

>>wykładnię kościoła rzymskokatolickiego. A jest ona taka, że m. in. Pismo w świetle rzymskokatolickiej wiary odczytywać należy; zgodnie z tym, rzeczywiście - kto Biblię właściwie odczytuje, nie może nie być katolikiem.
>Dlaczego nie może nie być katolikiem?

Dlatego, że Wymiary Mistyczne treści Pisma, bez których nie istniałaby "prawomocność" Kościoła jako instytucji orzekającej o tym, czyje rozumienie jest właściwe, jeno okiem wiary (Słusznej, tj. katolickiej, Wiary) dostrzec można.
Jest to, co prawda, błędne koło, ale tym akurat Kościół się nigdy nie przejmował .

>Czym innym jest akt rozumienia a czym innym akt wiary.

Ot, choćby Wojtyła w Fides et ratio twierdził, że nic z tych rzeczy.

>Rozumieć Biblie tak jak Kościół ją rozumie a jednocześnie nie wierzyc nie wydaje mi się to niemożliwe psychologiczne.

Obawiam się, że każdy członek Kościoła Biblię tak naprawdę na własny sposób rozumie, albowiem:
...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu.

>Czy Ty jesteś może zwolennikiem ontologicznego dowodu św. Anzelma mówiącego o tym, że kto zrozumie czym jest Bog ten nie może o Nim myśleć jako o nieistniejącym?

Z oczywistych względów - nie.

>Nie wszystkie prawdy (są) musza być wyrażone w postaci dogmatów i nie wszystko musi mieć odpowiednie instancje.

O ile prawdy wiary Kościół faktycznie uznaje za w różnym stopniu obowiązkowe, to już co do instancji zgodzić się nie sposób - w końcu po coś tę ściśle hierarchiczną strukturę zbudowano.

>>>Jeśli musiał to z uwagi na naturę stworzeń, a nie ze względu na konieczności zewn. silniejsze od Niego.
>>A co mu przeszkadzało naturę stworzeń inaczej ukształtować?
> Dlaczego nie może np. uczynić człowieka osłem? Logika?

Wybacz - ale to ja się pytam .

>Odnoszę wrażenie przeciwne, ze "heretycy" lekceważą prawdziwość poglądów , weź np. moich szanownych rozmówców, ktorzy tak manewrowali aby wykazać, ze Bóg jest zły,

Andrzej.51 (jeśli to o niego chodzi) miał konsekwentnie na myśli Boga jako postać literacką. "Zło" Boga biblijnego jest (dla człowieka o dzisiejszej wrażliwości etycznej) oczywiste bez żadnego manewrowania.

>ze w sumie przyznali , ze ludzie nie popełnili żadnego grzechu..

Jeżeli Bóg biblijny mówi, że popełnili, to popełnili - w ramach swojej epiki jest wszak instancją ostateczną.

>Można by powiedzieć, ze ludzie tak nienawidzą Boga, ze są gotowi odebrać sobie wolna wole

"Wolna wola" złudzeniem mi się jawi.

>aby dowieśc, że On nie istnieje- swoją drogą jednak - jak można nienawidzić kogoś kto nie istnieje?

Istnieje jako postać literacka wywierająca wpływ na realne działania ludzkie - jako taki do nienawidzenia świetnie się nadaje. Nawiasem - wielu ludzi nienawidzi, dajmy na to, Hitlera, mimo, iż ten nie istnieje już od ponad pół wieku.

>To chyba oczywiste, że w kwestiach pozaświatowych i moralnych uprawnionym autorytetem może być tylko Bóg

Ani jedno, ani drugie.
1. Petitio principii - jeśli nawet roboczo założyć realne istnienie jakowychś Zaświatów, żadnego Boga (którego cichcem-chyłkiem przemycić usiłujesz) one nie wymagają. Co, jeśli w Zaświatach Boga nie ma ni śladu, za to aż roi się od Fumfasów, Wąkli i Dżudżunek?
2. za uprawnione autorytety moralne szeroko uznaje się zarówno wybrane osoby fizyczne, jak i różnego typu instytucje. W kwestiach moralno-etycznych, jak w mało których, mieszanie Boga do interesu powoduje wybitnie destrukcyjne skutki - tak dla teorii, jak i praktyki.

>( zaś w kwestiach wyjaśniania zjawisk tego świata nauka).

To też nie całkiem tak - nauka nie jest w końcu jedynym sposobem nabywania rzeczowej i sensownej wiedzy o świecie.

>>Jakżeż nie? Komuniści właśnie poszli dokładnie tropem kościoła zachowując formalne rozróżnienie aparatów partyjnego i państwowego - czym innym w np. jednostce wojskowej był dowódca, czym innym zaś komisarz polityczny.
>No, ale centralny komitet partii, który pełni role nieomylnej instancji otaczanej niemal religijną czcią pełni zarazem rolę polityczna w państwie???

A Kościół to nie???

>Szatan też jest starszy od ludzkości.

Daruj, ale kwestię wieku Szatana, jak i pikantne szczegóły jego burzliwego związku z Calineczką, całkiem pominąć sobie pozwolę.
Wspominałaś o ludzkiej odpowiedzialności za istnienie cierpienia i śmierci. Cierpienie i śmierć mają swe ostateczne źródła w zasadach termodynamiki, które od początku Wszechświata działają.

>Chyba raczej szatan da im "popalić". Mnie uczono, ze po śmierci Bóg człowieka ogarnie (napełni) swoją miłością) i żeby zobaczyc czy cos z tego człowieka jeszcze zostanie...

Umrzemy, to pogadamy .
27-09-2010 13:00 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jesteś genialny Big_Zydzie. Ktoś kiedyś powinien wydać antologię twoich postów, to czysta przyjemność je czytać . A ja mam dodatkową przyjemność, gdyż jakby nie było lecę niebawem do kraju tysięcy religii, gdzie różni Ramo - Jezuso - Krisznowie co rusz wychodzą na ulice i zawsz znajdują przynajmniej jednego rykszarza, aby ich umacniał w autoboskości . Może nawet przeprowadzę wywiady z takimi typami. To pouczające jak kult Cargo. Jak łatwo obudzić się nad rankiem, poczuć się Ramo-Jezuso-Kriszną i jak jeszcze łatwiej znaleźć kretynów, którzy tylko czekają na mesjaszy, awatarów i innych hotelikowo - nieśmietelnościowych dyrektorów i (tu mówię o skromnych) kluczników. A jak kandydat na zbawiciela, awatara i boga odniesie ze swym opium sukces na rynku idiotów pojawiają się teolodzy, którzy przez wieki dorysowują do "porannego poczucia się bogiem" meanderki, kreseczki, kółeczka, kwiatuszki, arabeski, bzdureski etc. Super, po prostu super...
27-09-2010 13:22 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jesteś genialny Big_Zydzie. Ktoś kiedyś powinien wydać antologię twoich postów, to czysta przyjemność je czytać

Bardzo dziękuję, Jacku i za to, jakże trafne , rozpoznanie, plusikiem się odwdzięczam.
Poważniej - jakoś już tak mam, że pewne rzeczy dość łatwo mi przychodzą. Dla równowagi, niestety, inne, potrzebniejsze, ponadprzeciętnie trudno... . Bilans zatem w okolicach zera sobie oscyluje.

>A ja mam dodatkową przyjemność, gdyż jakby nie było lecę niebawem do kraju tysięcy religii,

Jak najszczerzej zazdroszczę i mnóstwa wrażeń życzę .

>gdzie różni Ramo - Jezuso - Krisznowie co rusz wychodzą na ulice i zawsz znajdują przynajmniej jednego rykszarza, aby ich umacniał w autoboskości . Może nawet przeprowadzę wywiady z takimi typami. To pouczające jak kult Cargo. Jak łatwo obudzić się nad rankiem, poczuć się Ramo-Jezuso-Kriszną i jak jeszcze łatwiej znaleźć kretynów, którzy tylko czekają na mesjaszy, awatarów i innych hotelikowo - nieśmietelnościowych dyrektorów i (tu mówię o skromnych) kluczników. A jak kandydat na zbawiciela, awatara i boga odniesie ze swym opium sukces na rynku idiotów pojawiają się teolodzy, którzy przez wieki dorysowują do "porannego poczucia się bogiem" meanderki, kreseczki, kółeczka, kwiatuszki, arabeski, bzdureski etc. Super, po prostu super...

Zdaje mi się, że ten biznes coraz cieniej prządł będzie, ale o tym sza, coby nie zapeszyć... .
Teresa (2693 punktów)

>>a czym innym weryfikacja prawdziwości tego, co przekazuje (jak w ogóle można sprawdzic takie ogolne zdanie, ze dusza ludzka jest nieśmiertelna) .
>Zaryzykuję: doświadczalnie?

No właśnie nie, bo nawet w nauce nie da się doświadczalnie sprawdzić prawdziwości takich ogólnych zdań . Niezależnie od tego ile razy rezultaty eksperymentu zgadzały się z teorią, nadal nie można mieć pewności, czy kolejne doświadczenie jej nie zaprzeczy.

>>>wykładnię kościoła rzymskokatolickiego. A jest ona taka, że m. in. Pismo w świetle rzymskokatolickiej wiary odczytywać należy; zgodnie z tym, rzeczywiście - kto Biblię właściwie odczytuje, nie może nie być katolikiem.
>>Dlaczego nie może nie być katolikiem?
>Dlatego, że Wymiary Mistyczne treści Pisma, bez których nie istniałaby "prawomocność" Kościoła jako instytucji orzekającej o tym, czyje rozumienie jest właściwe, jeno okiem wiary (Słusznej Wiary) dostrzec można.
>Jest to, co prawda, błędne koło, ale tym akurat Kościół się nigdy nie przejmował .

Gdyby tak było to np. Leszek Kołakowski musiałby być katolikiem, bo sądząc bo ostatnich jego dzieła świetnie rozumiał chrześcijaństwo i sposób w jaki Kościół interpretuje Biblię, a przecież nawet nie ochrzcił się.

>>Czym innym jest akt rozumienia a czym innym akt wiary.
>Ot, choćby Wojtyła w Fides et ratio twierdził, że nic z tych rzeczy.

Doprawdy? Czyli ateista musi unikać rozumienia nauki Kościoła, bo gdyby ją zrozumiał to by uwierzył?

>>Nie wszystkie prawdy (są) musza być wyrażone w postaci dogmatów i nie wszystko musi mieć odpowiednie instancje.
>O ile prawdy wiary Kościół faktycznie uznaje za w różnym stopniu obowiązkowe, to już co do instancji zgodzić się nie sposób - w końcu po coś tę ściśle hierarchiczną strukturę zbudowano.

Zmusiłeś mnie to przytoczenia cytatu - ostatni Sobór naucza, że: "Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego, nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego Ludu, gdy poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów" (Konstytucja o Kościele, nr 12)."

>> Dlaczego nie może np. uczynić człowieka osłem? Logika?
>Wybacz - ale to ja się pytam .

Bóg nie będąc w żaden sposób ograniczony nie może jednak czynić tego co logicznie niemożliwe albo moralnie zle.

>Andrzej.51 (jeśli to o niego chodzi) miał konsekwentnie na myśli Boga jako postać literacką. "Zło" Boga biblijnego jest (dla człowieka o dzisiejszej wrażliwości etycznej) oczywiste bez żadnego manewrowania.

Tylko że dzisiejsza wrażliwości etyczna -jeśli jest - jest wynikiem głoszenia Ewangelii.

>>Można by powiedzieć, ze ludzie tak nienawidzą Boga, ze są gotowi odebrać sobie wolna wole
>"Wolna wola" złudzeniem mi się jawi.
Dlaczego? Nauka raczej nie daje podstaw aby tak sądzić. Czy to znaczy, ze zachowujesz się losowo/przypadkowo jak materia?

>Istnieje jako postać literacka wywierająca wpływ na realne działania ludzkie - jako taki do nienawidzenia świetnie się nadaje. Swoją drogą - wielu ludzi nienawidzi, dajmy na to, Hitlera, mimo, iż ten nie istnieje już od ponad pół wieku.
Hitler nie jest (byl) postacią literacka. Nienawidzenie postaci literackiej jest nieracjonalne, bo to nie ona nie wywiera realny wpływ na działania ludzkie ... tylko jej realny pomysłodawca pociąga za sznurki albo nie to nie jest postać tylko literacka.

>Ani jedno, ani drugie.
>1.Petitio principii - jeśli nawet roboczo założyć realne istnienie jakowychś Zaświatów, żadnego Boga (którego cichcem-chyłkiem przemycić usiłujesz) one nie wymagają. Co, jeśli w Zaświatach Boga nie ma ni śladu, za to aż roi się od Fumfasów, Wąkli i Dżudżunek?

Po pierwsze wymagają, bo tutaj chodzi o Boga w sensie filozoficznym czyli takiego który jest odpowiedzią na metafizyczne pytanie dlaczego jest raczej cos niż nic. Jeśli zadamy sobie takie pytanie to dochodzimy do tzw. bytu koniecznego. Jeśli unieważnimy to pytanie (druga opcja) to z kolei wpadamy w poznawczy nihilizm.

>2. za uprawnione autorytety moralne szeroko uznaje się zarówno wybrane osoby fizyczne, jak i różnego typu instytucje. W kwestiach moralno-etycznych, jak w mało których, mieszanie Boga do interesu powoduje wybitnie destrukcyjne skutki - tak dla teorii, jak i praktyki.

Owszem, poszczególne osoby mogą stanowic wzory. Ale nie zmienia to niczego - nie ma dobra ani zła jeśli nie istnieje prawda. Tymczasem idea prawdy wymaga wszechwiedzącego podmiotu, podmiot taki musi być wszystkim o czym wie. Dlatego właśnie w chrz., mowi się ze Bog jest prawdą. Bóg jest też sprawiedliwości, miłością.

>To też nie całkiem tak - nauka nie jest w końcu jedynym sposobem nabywania rzeczowej i sensownej wiedzy o świecie.
Jak to? Słyszałam, że niczego lepszego nie ma?

>>No, ale centralny komitet partii, który pełni role nieomylnej instancji otaczanej niemal religijną czcią pełni zarazem rolę polityczna w państwie???
>A Kościół to nie???.
Wg komunizmu (popraw jesli sie mylę) sensem istnienia wszechświata jest walka klas, która doszła do głosu z centralnym komitecie partii. Natomiast Kościół jest metafizyczny ("Królestwo niebieskie nie jest z teog świata"). Z tego też wynikają role jakie pelnią.

>Wspominałaś o ludzkiej odpowiedzialności za istnienie cierpienia i śmierci. Cierpienie i śmierć mają swe ostateczne źródła w zasadach termodynamiki, które od początku Wszechświata działają.

Ciało Jezusa po Zmartwychwstaniu nie podlegało prawom zasadom termodynamiki. Może ciala ludzi przed Upadkiem tez były inne.
13-10-2010 19:28 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>No właśnie nie, bo nawet w nauce nie da się doświadczalnie sprawdzić prawdziwości takich ogólnych zdań .

Przede wszystkim nie da się sprawdzić zdań, w których figurują terminy pozbawione sensu - np. "dusza".

>Niezależnie od tego ile razy rezultaty eksperymentu zgadzały się z teorią, nadal nie można mieć pewności, czy kolejne doświadczenie jej nie zaprzeczy.

Się zmieni teorię - w czym problem?

>Gdyby tak było to np. Leszek Kołakowski musiałby być katolikiem, bo sądząc bo ostatnich jego dzieła świetnie rozumiał chrześcijaństwo i sposób w jaki Kościół interpretuje Biblię, a przecież nawet nie ochrzcił się.

Co do Kołakowskiego - krzyż na jego grobie stoi, choć trudno powiedzieć, co ma to oznaczać.
Powtórzę przy tym po raz ostatni, bo już mi się znudziło: zgodnie z nauczaniem krk, całkiem czym innym jest sprawne poruszanie się w świecie konstruktów pojęciowych określonego dyskursu (np. Kołakowski równie sprawnie poruszał się w dyskursie marksistowskim czy spinozjańskim), czym innym zaś tzw. "żywa wiara" będąca warunkiem koniecznym "właściwego" czyli "rzeczywistego" rozumienia.

>>>Czym innym jest akt rozumienia a czym innym akt wiary.
>>Ot, choćby Wojtyła w Fides et ratio twierdził, że nic z tych rzeczy.
>Doprawdy? Czyli ateista musi unikać rozumienia nauki Kościoła, bo gdyby ją zrozumiał to by uwierzył?

Jak wyżej.

>Zmusiłeś mnie to przytoczenia cytatu - ostatni Sobór naucza, że: "Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego, nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego Ludu, gdy poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów" (Konstytucja o Kościele, nr 12)."

Jeśli tak, to czuję się zupełnie uspokojony . Już widzę ten "ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego (...) przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego Ludu, gdy poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich ujawnia swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów" .

>Bóg nie będąc w żaden sposób ograniczony nie może jednak czynić tego co logicznie niemożliwe

Nie może przeto być Wszechmogący ni Wszechwiedzący, co brzydko kłóci się z jego przez Tradycję uświęconym obrazem.

>albo moralnie zle.

Jasne, skoro co jest moralnie "dobre" poznaje się po tym, że czyni to Bóg (lub Jarosław).

>Tylko że dzisiejsza wrażliwości etyczna -jeśli jest - jest wynikiem głoszenia Ewangelii.

Wybacz - ale to kompletna bzdura.

>>"Wolna wola" złudzeniem mi się jawi.
>Dlaczego? Nauka raczej nie daje podstaw aby tak sądzić. Czy to znaczy, ze zachowujesz się losowo/przypadkowo jak materia?

Materia nie zachowuje się przypadkowo, lecz deterministycznie - także na poziomie kwantowym.
Zostawiając ją jednak na boku - na myśli miałem fakt, że każdy pozornie "wolny" podmiot w istocie porusza się w sieci ograniczeń i uwarunkowań, z których wielekroć nawet nie zdaje sobie sprawy.

>>Istnieje jako postać literacka wywierająca wpływ na realne działania ludzkie - jako taki do nienawidzenia świetnie się nadaje. Swoją drogą - wielu ludzi nienawidzi, dajmy na to, Hitlera, mimo, iż ten nie istnieje już od ponad pół wieku.
>Hitler nie jest (byl) postacią literacka.

Tak czy owak - nie istnieje. Zaś zapewne większość ludzi, którzy dziś do nienawiści do Hitlera by się przyznali, zna go tylko dzięki książkom (filmom, lekcjom szkolnym etc.). Tym samym - mówiąc, iż "nienawidzą Hitlera" popełniają błąd językowy. W istocie bowiem nienawidzą istniejącego we własnej głowie wyobrażenia Hitlera ukształtowanego na podstawie przyswojonych przekazów. Dokładnie na takiej zasadzie można nienawidzić Juliusza Cezara, Boga czy Baby Jagi.

>Nienawidzenie postaci literackiej jest nieracjonalne, bo to nie ona nie wywiera realny wpływ na działania ludzkie ... tylko jej realny pomysłodawca pociąga za sznurki albo nie to nie jest postać tylko literacka.

Akurat - postaci literackie mają to do siebie, że raz puszczone w obieg, "żyją" już własnym życiem - często odległym od intencji twórców.

>Po pierwsze wymagają, bo tutaj chodzi o Boga w sensie filozoficznym czyli takiego który jest odpowiedzią na metafizyczne pytanie dlaczego jest raczej cos niż nic.

A to Bóg jest odpowiedzią na takie pytanie?

>Jeśli zadamy sobie takie pytanie to dochodzimy do tzw. bytu koniecznego.

Trudno o mętniejszy nonsens, niż "byt konieczny".

>Jeśli unieważnimy to pytanie (druga opcja) to z kolei wpadamy w poznawczy nihilizm.

Próbowałem sobie wyobrazić cóż to za zwierz ten "poznawczy nihilizm" (niezdolność przetwarzania informacji, czy co?), ale postanowiłem odpuścić.

>Ale nie zmienia to niczego - nie ma dobra ani zła

Nie ma dobra ani zła.

>jeśli nie istnieje prawda.

Do kwestii "prawdy" oceny w kategoriach "dobro/zło" mają się nijak.

>Tymczasem idea prawdy wymaga wszechwiedzącego podmiotu, podmiot taki musi być wszystkim o czym wie.

Nie. Idea "prawdy" wymaga istnienia świata, języka i poznającego podmiotu, oceniającego zdania w kategoriach "prawda/fałsz".

>>nauka nie jest w końcu jedynym sposobem nabywania rzeczowej i sensownej wiedzy o świecie.
>Jak to? Słyszałam, że niczego lepszego nie ma?

Nauka to stosunkowo późny wynalazek, mający też swe ograniczenia (choćby wymóg powtarzalności badanych zjawisk).

CDN.
Teresa (2693 punktów)
>>No właśnie nie, bo nawet w nauce nie da się doświadczalnie sprawdzić prawdziwości takich ogólnych zdań .
>Przede wszystkim nie da się sprawdzić zdań, w których figurują terminy pozbawione sensu - np. "dusza".

"Duszą" zajmują się takie nauki jak np. psychologia czy psychoanaliza; (dusza to psychika). Jesli termin czyni sensowym tylko sprawdzalność w sposób przyjęty w naukach przyrodniczych , to, to co mówisz też nie ma sensu, bo pojecie "sensu" nie da się sprawdzić metodami naukowymi.

>>Niezależnie od tego ile razy rezultaty eksperymentu zgadzały się z teorią, nadal nie można mieć pewności, czy kolejne doświadczenie jej nie zaprzeczy.
>Się zmieni teorię - w czym problem?

Po pierwsze nie ważne ile razy zmieni się teorie , skoro i tak nigdy nie da się udowodnić teorii. Po drugie nie na temat.

>>Gdyby tak było to np. Leszek Kołakowski musiałby być katolikiem, bo sądząc bo ostatnich jego dzieła świetnie rozumiał chrześcijaństwo i sposób w jaki Kościół interpretuje Biblię, a przecież nawet nie ochrzcił się.
>Co do Kołakowskiego - krzyż na jego grobie stoi, choć trudno powiedzieć, co ma to oznaczać.
Powtórzę przy tym po raz ostatni, bo już mi się znudziło: zgodnie z nauczaniem krk, całkiem czym innym jest sprawne poruszanie się w świecie konstruktów pojęciowych określonego dyskursu (np. Kołakowski równie sprawnie poruszał się w dyskursie marksistowskim czy spinozjańskim), czym innym zaś tzw. "żywa wiara" będąca warunkiem koniecznym "właściwego" czyli "rzeczywistego" rozumienia.

Nie, wg KRK racją wiary nie jest rozumienie tylko akt woli . "Wiara jest aktem rozumu, przekonanego o prawdzie Bożej z nakazu woli, poruszonej łaską przez Boga" (Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, 2, 9; por. Sobór Watykański I: DS 3010)." Oczywiście rozumienie wierzącego jest coraz głębsze.

>>Bóg nie będąc w żaden sposób ograniczony nie może jednak czynić tego co logicznie niemożliwe
>Nie może przeto być Wszechmogący ni Wszechwiedzący, co brzydko kłóci się z jego przez Tradycję uświęconym obrazem.
Ale to w Twoim rozumowaniu jest błąd ponieważ zakładasz, ze prawa logiczne niezależne od Woli Boga w jakimś sensie "wyprzedają" Go, także On musi się im podporządkować , - to jest niemożliwe - nie ma "przed" czy "potem" (rozumianych jako logiczne relacje poprzedzania), gdy mówimy o bycie Absolutnym. Bóg jest pełnia bytu, dodatkowo w Bogu istota i istnienie zbiegają się tak więc On jest tymi prawami.

>>albo moralnie zle.
>Jasne, skoro co jest moralnie "dobre" poznaje się po tym, że czyni to Bóg (lub Jarosław).

To jest pytanie, które postawił juz Platon w dialogu pt. "Eutyfron": czy bogowie lubią to, co dobre ponieważ jest to dobre czy tez to jest dobre, bo bogowie to lubią? Otóż, ani tak, ani tak. Ani Bóg nie jest zależny od praw które są niezależne od Jego Woli, ani nie ustanawia tych praw wg swego kaprysu. Tylko On jest tymi prawami, ponieważ wola Boga utożsamia się z Jego istotą. Takim widział Boga św. Tomasz czy Leibniz i pisało o tym wielu pisarzy chrz..

>>Tylko że dzisiejsza wrażliwości etyczna -jeśli jest - jest wynikiem głoszenia Ewangelii.
>Wybacz - ale to kompletna bzdura.

Bynajmniej. Wg mnie nie byłoby np. marksizmu gdyby nie było chrześcijaństwa (nie żebym była zwolenniczją), bo to właśnie chrz. wszyscy ludzie są równi przez Bogiem, a szczegółnie ludzie biedni ("byłem głodny a nie daliście Mi jesc"). Innymi słowy to strzępy chrześcijanstwa zawarte w marksizmie czyniły (czynią) go dla ludzi pociągającym.

>Materia nie zachowuje się przypadkowo, lecz deterministycznie - także na poziomie kwantowym.

Wyznanie wiary. Zasada oznaczoności mówi zdaje się cos innego. Nie wiadomo czy przypadkowo czy deterministycznie czy w sposób wolny.

>Zostawiając ją jednak na boku - na myśli miałem fakt, że każdy pozornie "wolny" podmiot w istocie porusza się w sieci ograniczeń i uwarunkowań, z których wielekroć nawet nie zdaje sobie sprawy.

Non sequitur . Czy Ty uwazasz, ze wolność to uświadomiona konieczność?

>Tym samym - mówiąc, iż "nienawidzą Hitlera" popełniają błąd językowy. W istocie bowiem nienawidzą istniejącego we własnej głowie wyobrażenia Hitlera ukształtowanego na podstawie przyswojonych przekazów. Dokładnie na takiej zasadzie można nienawidzić Juliusza Cezara, Boga czy Baby Jagi.

Tak, jasne, a biolodzy badają tylko wyobrażenie krokodyla w swojej głowie zamiast badać owego krokodyla.
Nie znam nikogo kto bałby się Baby Jagi (za wyjątkiem dziecka, które boi sie jej tylko dlatego, ze myśli ze jest ona prawdziwa). Twoja argumentacja nie przekonuje mnie... nie wiem moze gdzies są tacy ludzie, ktorzy nienawidza wyborażen w swojej głowie, ale moim rozmówcy uwazali się za racjonalistów i chyba takiego bledu by nie popelnili...

>Akurat - postaci literackie mają to do siebie, że raz puszczone w obieg, "żyją" już własnym życiem - często odległym od intencji twórców.
W jakim wszechświecie? W cyklu powieści fantasy Stephen Kinga pt. Mroczna Wiedza postacie, które "wymyśla" King są rzeczywiste w innych wszechświatach, natomiast on sam wymyśloną/legendarna postacią przez te postaci wszechświecie

c. d. n.
31-10-2010 16:23 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>"Duszą" zajmują się takie nauki jak np. psychologia czy psychoanaliza; (dusza to psychika).

No, nie... tego się po Tobie nie spodziewałem . Będziesz się smażyć w piekle

>Jesli termin czyni sensowym tylko sprawdzalność w sposób przyjęty w naukach przyrodniczych , to, to co mówisz też nie ma sensu, bo pojecie "sensu" nie da się sprawdzić metodami naukowymi.

Chyba jasne, że pojęcie sensu przynależy do poziomu filozofii - nie zaś do tego, co ustalają nauki szczegółowe? A może jednak niejasne?

>Po pierwsze nie ważne ile razy zmieni się teorie , skoro i tak nigdy nie da się udowodnić teorii.

Zasadniczych wad naiwnego indukcjonizmu Lud Prosty świadom był od stuleci, czego w przysłowiu o indyku myślącym o niedzieli wyraz dawał niepodważalny.
W istocie swej nauka jest systemem odrzucania sądów fałszywych a do Objawiania Prawdy ni w ząb nie pretenduje - Twój zarzut jest zatem bez sensu.

>Po drugie nie na temat.

Doprawdy???

>Nie, wg KRK racją wiary nie jest rozumienie tylko akt woli . "Wiara jest aktem rozumu, przekonanego o prawdzie Bożej z nakazu woli, poruszonej łaską przez Boga" (Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, 2, 9; por. Sobór Watykański I: DS 3010)." Oczywiście rozumienie wierzącego jest coraz głębsze.

Z czego wynika, że NajNajNajPierwotniejsza jest Łaska Boża czyniąca kogoś katolikiem. Wychodzi na moje .
Wychodzi też, nawiasem, na to, że Tomasz w Herezję Luterską popadł (i to całe stulecia przed Lutrem) ale to jego problem .

>Ale to w Twoim rozumowaniu jest błąd ponieważ zakładasz, ze prawa logiczne niezależne od Woli Boga w jakimś sensie "wyprzedają" Go, także On musi się im podporządkować , - to jest niemożliwe - nie ma "przed" czy "potem" (rozumianych jako logiczne relacje poprzedzania),

To Bóg Wszechmogący sam siebie Transcendować nawet nie może, co choćby nam, prochowi marnemu, dostępne jest przecie? Jak tu się nad Biedaczyną nie użalić serdecznie?

>Bóg jest pełnia bytu, dodatkowo w Bogu istota i istnienie zbiegają się tak więc On jest tymi prawami.

Nie odnosisz przypadkiem, w noc bezsenną, wrażenia, że istota i istnienie zbiegają się w czymkolwiek, co akurat istnieć sobie raczy?

>To jest pytanie, które postawił juz Platon w dialogu pt. "Eutyfron":

Odrobiłaś lekcję. Się chwali .

>czy bogowie lubią to, co dobre ponieważ jest to dobre czy tez to jest dobre, bo bogowie to lubią? Otóż, ani tak, ani tak. Ani Bóg nie jest zależny od praw które są niezależne od Jego Woli, ani nie ustanawia tych praw wg swego kaprysu. Tylko On jest tymi prawami, ponieważ wola Boga utożsamia się z Jego istotą. Takim widział Boga św. Tomasz czy Leibniz i pisało o tym wielu pisarzy chrz..

A dla poparcia tego wywodu jeszcze Bardzo Mocno Natupali Nóżkami .

>>>Tylko że dzisiejsza wrażliwości etyczna -jeśli jest - jest wynikiem głoszenia Ewangelii.
>>Wybacz - ale to kompletna bzdura.
>Bynajmniej. Wg mnie nie byłoby np. marksizmu gdyby nie było chrześcijaństwa (nie żebym była zwolenniczją), bo to właśnie chrz. wszyscy ludzie są równi przez Bogiem, a szczegółnie ludzie biedni ("byłem głodny a nie daliście Mi jesc").

Jak mi się zdaje, masz z gruntu błędne wyobrażenie o marksizmie. Marks nie wymyślił marksizmu z litości dla Skrzywdzonych i Poniżonych - tych miał całe życie gdzieś i nawet cienia w nim nie było z Judyma, Siłaczki i Naszej Szkapy. Marks wymyślił marksizm, bo tak mu filozoficznie, "matematycznie", wychodziło - i tyle.

>Innymi słowy to strzępy chrześcijanstwa zawarte w marksizmie czyniły (czynią) go dla ludzi pociągającym.

Jasne - janosikowanie zawsze się komuś sprzeda. W tym sensie to i Lepper za Apostoła obleci.
A mnie chodziło o to, że absolutnie centralne dla chrześcijaństwa idee winy dziedzicznej, zbiorowej i uniwersalnej (mające swój pragmatyczny sens w świecie bliskowschodnich koczowników) - żadną miarą dziś obronić się nie dadzą.

>>Materia nie zachowuje się przypadkowo, lecz deterministycznie - także na poziomie kwantowym.
>Wyznanie wiary. Zasada oznaczoności mówi zdaje się cos innego. Nie wiadomo czy przypadkowo czy deterministycznie czy w sposób wolny.

Zasada nieoznaczoności nakłada ograniczenia na poznanie zachowania się cząstki, nie zaś na samo owo zachowanie wyznaczane funkcją falową.

>>Zostawiając ją jednak na boku - na myśli miałem fakt, że każdy pozornie "wolny" podmiot w istocie porusza się w sieci ograniczeń i uwarunkowań, z których wielekroć nawet nie zdaje sobie sprawy.
>Non sequitur .

Nie ja wprowadziłem do dyskusji pytanie,
cytuję:
Czy to znaczy, że zachowujesz się losowo/przypadkowo jak materia?
koniec cytatu,
więc mi nie chrzań, że non sequitur.

>Czy Ty uwazasz, ze wolność to uświadomiona konieczność?

Też. Przede wszystkim jednak uważam, że wolność to uświadomiony brak konieczności.

>Tak, jasne, a biolodzy badają tylko wyobrażenie krokodyla w swojej głowie zamiast badać owego krokodyla.

Nie znam takich biologów.

>nie wiem moze gdzies są tacy ludzie, ktorzy nienawidza wyborażen w swojej głowie, ale moim rozmówcy uwazali się za racjonalistów i chyba takiego bledu by nie popelnili...

I nie popełnili. Istnieją bardzo poważne powody, by nienawidzić wirusa "Bóg" grasującego po niektórych ludzkich umysłach.

>>Akurat - postaci literackie mają to do siebie, że raz puszczone w obieg, "żyją" już własnym życiem - często odległym od intencji twórców.
>W jakim wszechświecie?

W zwykłym.
Aleksander skutecznie swe hufce do boju zagrzewał odwołując się do wymyślonych bohaterów Iliady.

>c. d. n.

A pewnie!
31-10-2010 21:46 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
Tereska napisała była:

ostatni Sobór naucza, że: "Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego, nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego Ludu, gdy poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów" (Konstytucja o Kościele, nr 12)."

Prawdę głosi służebnica pańska, albowiem to, co wypisuje wiarą jest li ci tylko, krztyną wiedzy nie popartą.


Tereska:Tylko że dzisiejsza wrażliwości etyczna -jeśli jest - jest wynikiem głoszenia Ewangelii.
Big Zyd:Wybacz - ale to kompletna bzdura.
Tereska:Bynajmniej. Wg mnie nie byłoby np. marksizmu gdyby nie było chrześcijaństwa (nie żebym była zwolenniczją), bo to właśnie chrz. wszyscy ludzie są równi przez Bogiem, a szczegółnie ludzie biedni ("byłem głodny a nie daliście Mi jesc"). Innymi słowy to strzępy chrześcijanstwa zawarte w marksizmie czyniły (czynią) go dla ludzi pociągającym.


Nie może być. Tereska właśnie zaprzeczyła jakoby zwolenniczką chrześcijaństwa była, Duch św. nia kierował, czy to tylko nieporadność konstrukcyjna zdania.
Ale do rzeczy.

Gdyby Tereska poczytało coś innego niźli katechizm i pozycje wydawnictwa "Pax" to może natrafiłaby na wiadomości o choćby EURYPIDESIE (480-408/407 p.n.e.), któryż to głosił ideę równości wszystkich ludzi, popadając przy tym w konflikt znaczny z tymi, co się nie bardzo z prostym ludem utożsamić życzyli.
A było to cztery wieki nim podług tradycji ewangelicznej żydowski hippis o wyższości komun nad zabudową pałacową z oficynami, kolebiąc się w rytm psalmów recytować począł.

Ponadto kwestie etyczne były poruszane na długo nim archanioł Gabriel o łasce dostąpienia boskiego in vitro Maryi doniósł, a równolegle do zarodka poczętego na drodze takiej technologii o moralności szeroko rozprawiał choćby taki Lucjusz Anneusz Seneka (Młodszy).

P.S.
W odniesieniu do naszej wcześniejszej pogadanki, w której o wolnej woli pleść zaczęłaś i juz standardowo o boskim niezbadanym, ale ze wszech miar słusznym planie.
Dosyć mizernie twe wywody wyglądają przez pryzmat historyjki o grzechu pierworodnym, a dokładnie ustępie w niniejszej, gdzie autor opisuje jak to się prarodzice dopiero po konsumpcji jabłuszka zorientowali, że nago dotąd chadzali.
Tak więc "miłosierny" Jahwe od pozbawionych (przed konsumpcją)elementarnej świadomości dwóch warzywek poczytalności za ich czyny żądał.
Wyborne.
No ale ty takich niuansów nie wyłapiesz, skołowana do cna pokrętnością nauk kościoła swego w "nadprzyrodzony zmysł wiary"(Vaticanum Secundum, Konstytucja o Kościele, nr 12)odzianego.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Teresa (2693 punktów)
>>Po pierwsze wymagają, bo tutaj chodzi o Boga w sensie filozoficznym czyli takiego który jest odpowiedzią na metafizyczne pytanie dlaczego jest raczej cos niż nic.
>A to Bóg jest odpowiedzią na takie pytanie?

Tak! W chrz. "Bóg" jest nie tylko Ojcem, jest zarazem Absolutem , Bogiem filozofów. "Bóg jest Bogiem" to jedna ze znanych pseudotautologii. To jest podstawowa sprawa, gdyby tak nie było nie rozmawiałam bym z Toba, bo niby o czym? To jest klucz do racjonalizmu wierzących. Oczywiście są jeszcze " (...) cuda Chrystusa i świętych (Por. Mk 16, 20; Hbr 2, 4). proroctwa, rozwój i świętość Kościoła, jego płodność i trwałość "są pewnymi znakami Objawienia, dostosowanymi do umysłowości wszystkich", są "racjami wiarygodności", które pokazują, że "przyzwolenie wiary żadną miarą nie jest ślepym dążeniem ducha" (Sobór Watykański I: DS 3008-3010)." Niemniej jednak gdyby tak nie było to rozmowa o Bogu byłaby prawie jak rozmowa hobittach czy innych mieszkańcach Środziemia.

>>Jeśli zadamy sobie takie pytanie to dochodzimy do tzw. bytu koniecznego.

>Trudno o mętniejszy nonsens, niż "byt konieczny".

Nie wzrusza mnie to, gdyż to czy jest to nonsens czy nie jest kwestią opcji filozoficznej.

>>Jeśli unieważnimy to pytanie (druga opcja) to z kolei wpadamy w poznawczy nihilizm.

>Próbowałem sobie wyobrazić cóż to za zwierz ten "poznawczy nihilizm" (niezdolność przetwarzania informacji, czy co?), ale postanowiłem odpuścić.

Wg nihilisty nasze słowa nie maja wartości poznawczej tylko użyteczną , gdyż termin prawda nie ma sensu (termin prawda wymaga istnienia obiektywnego punk tu widzenia - nie jest to możliwe bez podmiotu i to nie byle jakiego tylko Boga).

>>Ale nie zmienia to niczego - nie ma dobra ani zła
>Nie ma dobra ani zła.

Wyznanie wiary. Nie ma tylko w granicach światopoglądu materialistycznego czy naturalistycznego.

>>Tymczasem idea prawdy wymaga wszechwiedzącego podmiotu, podmiot taki musi być wszystkim o czym wie.
>Nie. Idea "prawdy" wymaga istnienia świata, języka i poznającego podmiotu, oceniającego zdania w kategoriach "prawda/fałsz".

Nie sądzę, ponieważ np. tylko analizując to, co ludzie mówią na temat dobra i zła nie można dowiedzieć się co jest naprawdę dobre a co złe.

>Nauka to stosunkowo późny wynalazek, mający też swe ograniczenia (choćby wymóg powtarzalności badanych zjawisk).

Czyli historia to nie nauka?
31-10-2010 19:49 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>Po pierwsze wymagają, bo tutaj chodzi o Boga w sensie filozoficznym czyli takiego który jest odpowiedzią na metafizyczne pytanie dlaczego jest raczej cos niż nic.
>>A to Bóg jest odpowiedzią na takie pytanie?
>Tak! W chrz. "Bóg" jest nie tylko Ojcem, jest zarazem Absolutem , Bogiem filozofów.

Co w chrześcijaństwie - to wiem skądinąd. Objaśniać mi nie ma potrzeby. Przekonaj mnie, że to, "co w chrześcijaństwie" - to ma jeszcze chociaż cień sensu od chrześcijaństwa niezależnego.

>"Bóg jest Bogiem" to jedna ze znanych pseudotautologii.

To "pseudo" mnie zastanawia... .

>To jest podstawowa sprawa, gdyby tak nie było nie rozmawiałam bym z Toba, bo niby o czym?

Przymuszam, czy co?

>To jest klucz do racjonalizmu wierzących.



>Oczywiście są jeszcze " (...) cuda Chrystusa i świętych (Por. Mk 16, 20; Hbr 2, 4). proroctwa, rozwój i świętość Kościoła, jego płodność i trwałość "są pewnymi znakami Objawienia, dostosowanymi do umysłowości wszystkich", są "racjami wiarygodności", które pokazują, że "przyzwolenie wiary żadną miarą nie jest ślepym dążeniem ducha" (Sobór Watykański I: DS 3008-3010)."



>Niemniej jednak gdyby tak nie było to rozmowa o Bogu byłaby prawie jak rozmowa hobittach czy innych mieszkańcach Środziemia.

A nie jest???

>>>Jeśli zadamy sobie takie pytanie to dochodzimy do tzw. bytu koniecznego.
>>Trudno o mętniejszy nonsens, niż "byt konieczny".
>Nie wzrusza mnie to, gdyż to czy jest to nonsens czy nie jest kwestią opcji filozoficznej.

Charakterystyczne: brak argumentów usiłujesz zatupać wskazaniem, że oponent "opcję filozoficzną" prezentuje (w Radiu Maryja też wszystko oprócz własnych wywodów "ideologią" nazywają).
Po pierwsze: że jakiś konkretny pogląd z "opcji filozoficznej" wynika, nie jest jeszcze dowodem jego niesłuszności.
Po drugie: trudno sobie w ogóle wyobrazić dyskutanta, który jakiejś "opcji filozoficznej" by nie prezentował; a jeśli nawet takowy by się objawił, natychmiast "brak myślenia systemowego" by mu zarzucono, nieprawdaż?
Do tego chwytu jeszcze będziesz powracać, w odpowiedniej chwili Ci to wypomnę, na razie poczekam na jakiekolwiek uzasadnienie koncepcji "bytu koniecznego".

>Wg nihilisty nasze słowa nie maja wartości poznawczej tylko użyteczną , gdyż termin prawda nie ma sensu (termin prawda wymaga istnienia obiektywnego punk tu widzenia - nie jest to możliwe bez podmiotu i to nie byle jakiego tylko Boga).

"Prawda" to nie jakowaś poszukiwana przez "filozofów" "substancja" gdzieś w świecie istniejąca, ani nie jakowyś stan rzeczy okiem Absolutu oglądalny, a tylko właściwość zdań języka. Niektórych. Poza zdaniami języka pojęcie prawdy po prostu nie ma sensu.
By w ogóle kwestię prawdy rozpatrywać, najpierw trzeba mieć zdanie, któremu można przypisać zgodność/niezgodność z rzeczywistością czyli prawdę/fałsz. Kto milczy, nie mówi ani prawdy ani fałszu - znajduje się poza zagadnieniem.
Zdanie w trybie pytającym, rozkazującym czy nawet warunkowym takoż prawdziwe/fałszywe być nie może.
Takie może być tylko zdanie w trybie oznajmującym wyrażone w czasie teraźniejszym lub przeszłym.
Tyle.

>>>Ale nie zmienia to niczego - nie ma dobra ani zła
>>Nie ma dobra ani zła.
>Wyznanie wiary. Nie ma tylko w granicach światopoglądu materialistycznego czy naturalistycznego.

Ponownie: chwyt z "wyznawania opcji filozoficznej" - mało, że żałosny sam w sobie, to nie dający się poprzeć niczym, co miałoby choćby pozór racjonalności. Wszystko, ale to wszystko, na świecie da się opisać bez posługiwania się kategoriami "dobra" i "zła".
"Dobro" i "zło" to wyłącznie oceny wydawane przez konkretny podmiot zdeterminowane przez jego uwarunkowania i interesy.

>>Nie. Idea "prawdy" wymaga istnienia świata, języka i poznającego podmiotu, oceniającego zdania w kategoriach "prawda/fałsz".
>Nie sądzę, ponieważ np. tylko analizując to, co ludzie mówią na temat dobra i zła nie można dowiedzieć się co jest naprawdę dobre a co złe.

Zdradź (jeśli to nie Tajemnica) w jaki sposób taką wiedzę pozyskujesz.

>>Nauka to stosunkowo późny wynalazek, mający też swe ograniczenia (choćby wymóg powtarzalności badanych zjawisk).
>Czyli historia to nie nauka?

Nie w sensie science.
13-10-2010 20:07 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Wg komunizmu (popraw jesli sie mylę) sensem istnienia wszechświata jest walka klas,

Nie. Wg marksizmu (którego komunizm stanowi tylko jedno z możliwych rozwinięć) walka klas to jedynie zjawisko pojawiające się w (niektórych) ludzkich społeczeństwach. Raczej trudno widzieć w niej aż sens istnienia wszechświata.

>która doszła do głosu z centralnym komitecie partii.

???

>Natomiast Kościół jest metafizyczny ("Królestwo niebieskie nie jest z teog świata").

O "nie tym świecie" każdemu wolno twierdzić, co tylko mu przyjdzie do głowy. Może wszystko nam się śni, a naprawdę jesteśmy szczypiorkiem z Saturna?

>Z tego też wynikają role jakie pelnią.

Role jakie pełnią wynikają z przyjętych strategii walki o władzę, majątek i prestiż.

>Ciało Jezusa po Zmartwychwstaniu nie podlegało prawom zasadom termodynamiki.

Łk 24, 39-43 co innego zdaje się sugerować, ale to nie mój problem.

>Może ciala ludzi przed Upadkiem tez były inne.

Długie, zielone, falujące na wietrze?...
26-10-2010 00:49 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>Wg komunizmu (popraw jesli sie mylę) sensem istnienia wszechświata jest walka klas,
>Nie. Wg marksizmu (którego komunizm stanowi tylko jedno z możliwych rozwinięć) walka klas to jedynie zjawisko pojawiające się w (niektórych) ludzkich społeczeństwach. Raczej trudno widzieć w niej aż sens istnienia wszechświata.
To jest jakies fantastyczne uproszczenie , że jedyne zjawisko to walka klas. Ludzie mają wiele potrzeb i pragnień, którymi sa powodowani. Ale nie mówimy o marksizmie tylko o komunizmie. Karol Marks nie stworzył żadnej filozofii ogólnej; tj. materializmu dialektycznego, prawda?

>>która doszła do głosu z centralnym komitecie partii.
>???

No tak, bo komunizm to nie jest tylko kolektywistyczna gospodarka ale całość doktryn, organizacji i metod działania partii komunistycznej. Np. Komuniści sami przyznają, że wszelkiego rodzaju kłamstwo jest dla nich moralne, gdy służy potrzebom partii -jako, ze etyka też jest dla nich tylko wynikiem walki klas. W praktyce stosowali (stosują) bezprzykładną ilość kłamstw i dokładają wszelkich starań, by ukryć lub zniekształcić prawdziwe warunki istniejące w krajach, w których panują.

>>Natomiast Kościół jest metafizyczny ("Królestwo niebieskie nie jest z teog świata").
>O "nie tym świecie" każdemu wolno twierdzić, co tylko mu przyjdzie do głowy. Może wszystko nam się śni, a naprawdę jesteśmy szczypiorkiem z Saturna?

Ale przynajmniej chrz. nie upraszcza w sposób fantastyczny zjawisk, nie lekceważy ludzkich potrzeb i ma niezależna etykę. Poza tym i co z tego? To nie zmienia faktu, ze jest metafizyczny.

>>Z tego też wynikają role jakie pelnią.
>Role jakie pełnią wynikają z przyjętych strategii walki o władzę, majątek i prestiż.

Czy to jest projekcja własnej postawy, przypisywanie Kościołowi i komunistom braku światopoglądu? Nawet komuniści -mimo, ze owszem są politykami zainteresowanymi zdobyciem władzy- są jednak nie tylko nimi, działają bowiem w imię pewnej doktryny.

>>Ciało Jezusa po Zmartwychwstaniu nie podlegało prawom zasadom termodynamiki.
>Łk 24, 39-43 co innego zdaje się sugerować, ale to nie mój problem.

A przechodzenie przez ściany, znikanie, pojawianie się to co to było?
31-10-2010 20:46 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>To jest jakies fantastyczne uproszczenie , że jedyne zjawisko to walka klas.

To prawda - zdziwiłem się, że tak uprościłaś.

> Karol Marks nie stworzył żadnej filozofii ogólnej; tj. materializmu dialektycznego, prawda?

W zasadzie nie - i materializm i dialektykę stworzono dużo wcześniej. Pod tym względem był właściwie kompilatorem jedynie.

>No tak, bo komunizm to nie jest tylko kolektywistyczna gospodarka ale całość doktryn, organizacji i metod działania partii komunistycznej.

Której partii komunistycznej? Było i jest sporo takowych - różniących się tym i owym.

>Np. Komuniści sami przyznają, że wszelkiego rodzaju kłamstwo jest dla nich moralne, gdy służy potrzebom partii -

To ich, na tle innych sił politycznych, wcale jakoś specjalnie nie wyróżnia .

>jako, ze etyka też jest dla nich tylko wynikiem walki klas.

To jest po prostu prawdziwe.

>W praktyce stosowali (stosują) bezprzykładną ilość kłamstw i dokładają wszelkich starań, by ukryć lub zniekształcić prawdziwe warunki istniejące w krajach, w których panują.

Kościoła katolickiego i tak nigdy nie dogonią .

>Ale przynajmniej chrz. nie upraszcza w sposób fantastyczny zjawisk, nie lekceważy ludzkich potrzeb

Śmiechem perlistym wybucham .

>i ma niezależna etykę.

Niezależną - od czego?

>Poza tym i co z tego? To nie zmienia faktu, ze jest metafizyczny.

A także patafizyczny, gugafizyczny, wimafizyczny i dżukofizyczny - przecie mu nie zabronię .

>>>Z tego też wynikają role jakie pelnią.
>>Role jakie pełnią wynikają z przyjętych strategii walki o władzę, majątek i prestiż.
>Czy to jest projekcja własnej postawy, przypisywanie Kościołowi i komunistom braku światopoglądu? Nawet komuniści -mimo, ze owszem są politykami zainteresowanymi zdobyciem władzy- są jednak nie tylko nimi, działają bowiem w imię pewnej doktryny.

Ludzie walczą o władzę, majątek i prestiż zupełnie niezależnie od światopoglądu (który jest w gruncie rzeczy jeno "wisienką na torcie") - niechby tylko spróbowali tego nie robić.

>A przechodzenie przez ściany, znikanie, pojawianie się to co to było?

Baśnie.
Baśnie nim zgaśniesz .
26-10-2010 09:39 
 Ocena 6 na 6
Pan Tau (1237 punktów)
Teresa:
[...] Bóg nie będąc w żaden sposób ograniczony nie może jednak czynić tego co logicznie niemożliwe [...]

A czy samo istnienie Boga nie jest logicznie niemożliwe?

Teresa:
"Wolna wola" złudzeniem mi się jawi.
Dlaczego? Nauka raczej nie daje podstaw aby tak sądzić [...]

Wręcz przeciwnie - od czasu eksperymentów Benjamina Libeta (lata 70-te XX wieku) nauka daje podstawy takiemu sądowi i to coraz bardziej solidne.
Polecam książkę "The Illusion Of Conscious Will", której autorem jest D.M. Wenger.
 
26-10-2010 09:43 
 Ocena 3 na 3
drHaust (737 punktów)

>Bóg nie będąc w żaden sposób ograniczony nie może jednak czynić tego co logicznie niemożliwe albo moralnie złe.

czy Pani rozumie to co pisze? Czy mógłbym poprosić o rozwiniecie tego?

>Tylko że dzisiejsza wrażliwości etyczna -jeśli jest - jest wynikiem głoszenia Ewangelii.

Czy wie Pani kiedy powstała Ewangelia? Czy przed jej powstanie była etyka/wrażliwość etyczna? Na ile różni się od dzisiejszej?
Czy sugeruje Pani że przed "etyką Ewangeliczą" nie było etyki?


Dla Ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją
12-08-2010 10:23 
 Ocena 15 na 15
Alicja Duda (25557 punktów)
>Coraz lepiej Ale wg nauki Kościoła Biblia ma dwóch autorów: Boga i człowieka, przy czym człowiek nie jest biernym narzędziem.
> "Do sporządzenia ksiąg świętych Bóg wybrał ludzi, którymi posłużył się jako używającymi swoich zdolności i sił, by dzięki Jego działaniu w nich i przez nich oni sami jako prawdziwi autorzy przekazali na piśmie to wszystko, i tylko to, czego On chciał" (KKK 106; Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 11).
A mogłabyś wskazać te części Biblii, które są dziełem Boga?
Piszesz:
>Jeśli autorzy biblijni chcą przekazywać prawdy istotne dla zbawienia (za pomocą tych mnostwa gatunków literackich) - to prawdy te raczej nie są naukowo sprawdzalne, bo chodzi o sprawy egzystencjalne (sens życia, sens cierpienia), moralne (kodeks moralny) albo pozaświatowe (o Bogu, pochodzeniu świata).


Akceptacja niewolnictwa i to zarówno ze strony właściciela niewolników jak i niewolnika, który przecież miał się pokornie godzić ze swoim losem.
Akceptacja miejsca kobiet.
Akceptacja mordowania całych plemion (z kobietami i dziećmi) uznanych za wrogie.
Jakie to przesłanie moralne niesie Biblia.
Przykazanie nie zabijaj dotyczyło przecież tylko swoich, nie kradnij, nie pożądaj... też.
Co jest boskiego w Biblii?
12-08-2010 16:45 
 Ocena 6 na 6
daddy (2737 punktów)
(zablokowany)
Co jest boskiego w Biblii? To proste... Matka jest boska
24-08-2010 22:58 
 Ocena-1 na 3
Teresa (2693 punktów)
>A mogłabyś wskazać te części Biblii, które są dziełem Boga?

Wszystkie są dziełem Boga (i człowieka), Pismo św. jest w całości natchnione. Ale to, ze jest natchnione nie oznacza, że jest zapisem życia świętych ludzi.

>(...)Przykazanie nie zabijaj dotyczyło przecież tylko swoich, nie kradnij, nie pożądaj... też.
>Co jest boskiego w Biblii

Musimy najpierw o ustalić o jakiej Biblii mówimy, czy mówimy o judaizmie czy chrześcijaństwie, bo judaizm ma swój własny kanon ksiąg świętych .
Biblia katolicka ma więcej ksiąg, bo zawiera też (m. In.) Nowy Testament (NT) i podstawowa zasada głosi, ze należy ją interpretować całościowo z uwzględnieniem procesu jej rozwoju (szczególnie ze w NT są liczne odniesienia do ST).

I właśnie w NT jest Kazanie na Gorze, które ma strukturę antytez: "Słyszeliście, że powiedziano ... a Ja wam powiadam ..." i to jest właśnie gotowa odpowiedź na Twoje pytania, bo Jezus sam mówi "Słyszeliście, że.." , np. "Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; (Mt 5, 43-44)."
Jest tez odpowiedź na pytanie - "kto jest moim bliźnim" (kochaj bliźniego swego jak siebie samego) - czy tylko rodak? Odpowiedzi tej udziela Jezus w jednej z najpiękniejszych swoich przypowieści o dobrym samarytaninie.

Akceptacja miejsca kobiet i niewolników to wyjaśnienie jest takie, ze Jezus nie przyszedł po to aby dokonywać rewolucji społecznej tylko duchową pozostawiając dokonywanie zmian w społeczeństwie ludziom. I ciekawe, ze to właśnie chrześcijański krąg kulturowy jest tym w którym dokonał się największy postęp.

Co do mordowania całych plemion to mam problem, na dzień dzisiejszy nie mam nawet wystarczającej wiedzy w sprawach wojen w tamtych czasach a trzeba by na to spojrzeć nieco szerzej, ale możliwie że było w tym cos z walki z samym złem, bo owe plemiona chyba nie były święte delikatnie mowiac. Może wiesz, ze np. w koloniach fenickich sprawowano ofiary z ludzi (np. ofiary z dzieci w Kartaginie) oficjalnie do poł. II w. p.n.e. (okres II wojny punickiej), a potajemnie do przełomu II i III w. n.e..
I oto co zrobili z nimi Rzymianie:
"W 146 p.n.e. Rzymianie zdobyli Kartaginę. Miasto zostało zburzone, a ziemia na którym stało, zaorana i przeklęta (obsypana solą miała nic już nie urodzić). 90 proc. mieszkańców miasta zginęło podczas oblężenia i szturmu. Resztę Rzymianie sprzedali do niewoli."
(pl.wikipedia.org/wiki/Kartagina)
20-08-2010 16:50 
 Ocena 3 na 3
TommySunday (10 punktów)
>Coraz lepiej Ale wg nauki Kościoła Biblia ma dwóch autorów: Boga i człowieka, przy czym człowiek nie jest biernym narzędziem.
> "Do sporządzenia ksiąg świętych Bóg wybrał ludzi, którymi posłużył się jako używającymi swoich zdolności i sił, by dzięki Jego działaniu w nich i przez nich oni sami jako prawdziwi autorzy przekazali na piśmie to wszystko, i tylko to, czego On chciał" (KKK 106; Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 11). Ludzie stali się narzędziem, którym posłużył się Bóg, aby powstały księgi Pisma świętego, przy czym nie utracili oni swojej osobowości ani talentu (czy czasami też braku talentu).

>"Ponieważ wszystko, co twierdzą autorzy natchnieni, czyli hagiografowie, powinno być uważane za stwierdzone przez Ducha Świętego, należy zatem uznawać, że księgi biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo święte utrwalona dla naszego zbawienia" (KKK 107; Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 11).

Czyli kilku ważnych dostojników Kościoła wzięło pewną książkę i ogłosili że zawiera ona informacje od samego Boga. Poprawcie mnie jeśli się mylę.

I jeszcze jedno - skoro część tej księgi musimy interpretować, a część traktować dosłownie - Jak mamy wybrać które jest które?
Może część o miłości jest przenośnią, a Bóg chce byśmy mordowali swych wrogów jak w starym testamencie?

>Przez ostatnie czterdzieści lat - od jakiegoś czasu - nauka chyba utrzymuje kurs prokościelny - weź np. Wielki Wybuch. W związku z tym "Fikołki" wykonują też ateiści np. Hawking w "Krótkiej historii czasu".

Można jaśniej?
20-08-2010 16:56 
 Ocena 3 na 3
Alicja Duda (25557 punktów)

>I jeszcze jedno - skoro część tej księgi musimy interpretować, a część traktować dosłownie - Jak mamy wybrać które jest które?
Jak ktoś słusznie zauważył na tym forum to jest właśnie "tajemnica wiary".
20-08-2010 17:31 
 Ocena 3 na 3
TommySunday (10 punktów)
>>I jeszcze jedno - skoro część tej księgi musimy interpretować, a część traktować dosłownie - Jak mamy wybrać które jest które?
>Jak ktoś słusznie zauważył na tym forum to jest właśnie "tajemnica wiary".
>

Czyli co - totolotek? Mamy księgę obwołaną przez kilku starców Pismem Świętym, zawierającym słowa Boga, której czytanie przypomina rosyjską ruletkę - albo trafisz, i żyjesz wiecznie, albo nie trafisz - i trafiasz w Otchłań? Oj, religia jest naprawdę ciekawa.
Szalona, ale ciekawa.
02-08-2010 20:56 
 Ocena 8 na 8
lotrek (14275 punktów)
>może np. zbyt dosłownie interpretujesz opowiadanie o wypadkach w rajskim ogrodzie?
Wybacz Tereso, ale bardzo zainteresowało mnie to Twoje zbyt dosłownie interpretujesz. Chciałbym wiedzieć które rzeczy, albo wypadki w Piśmie ludzie nie powinni interpretować "zbyt dosłownie" a które tak, jak podaję Pismo, ewentualnie kto o tym decyduję. Przecież ludzie wierząc powinni to wiedzieć, by nie błądzić. Nie można Biblii traktować wybiórczo, a może ja się mylę?


"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
05-08-2010 23:12 
 Ocena 1 na 3
Teresa (2693 punktów)
>>może np. zbyt dosłownie interpretujesz opowiadanie o wypadkach w rajskim ogrodzie?
>Wybacz Tereso, ale bardzo zainteresowało mnie to Twoje zbyt dosłownie interpretujesz. Chciałbym wiedzieć które rzeczy, albo wypadki w Piśmie ludzie nie powinni interpretować "zbyt dosłownie" a które tak, jak podaję Pismo, ewentualnie kto o tym decyduję. Przecież ludzie wierząc powinni to wiedzieć, by nie błądzić. Nie można Biblii traktować wybiórczo, a może ja się mylę?

Nie, nie mylisz się. Wszystkie (cale Pismo) należy interpretować dosłownie, ale nie zbyt dosłownie w sensie fundamentalistycznie (literalistycznie) w sposob uniemozliwiajacy zastosowanie metod naukowych do badania Biblii.
Proszę oto wytyczne:
biblia.wia(*)ACJA-PISMA-SWIETEGO-W-KOSCIELE
Ja natomiast jestem ciekawa tego, co Ty napisałeś:
"które rzeczy, albo wypadki w Piśmie ludzie nie powinni interpretować "zbyt dosłownie" a które tak, jak podaję Pismo,"

Jak to? To (samo) Pismo podaje jak je należy interpretować? Bo widzisz niektóre fragmenty są dla wszystkich oczywiste ( np. w księdze Sędziów (9,9-15) jest opis jak drzewa wybierają króla ale jakoś nikt nie odrzuca z tego powodu Biblii , że jest w niej twierdzenie, że drzewa mówią, tylko jest to traktowane jak bajka), ale nie wszystko jest takie proste ....

Ale robimy offtop. Może jeśli zechcesz mi to wytlumaczyc to w nowym watku.
06-08-2010 04:20 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)

>Ale robimy off top. Może jeśli zechcesz mi to wytłumaczyć to w nowym wątku.
Faktycznie trochę odbiegliśmy od tematu wątku, załóż więc nowy.
Pozdrawiam


"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
11-08-2010 19:39 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>Ale robimy off top. Może jeśli zechcesz mi to wytłumaczyć to w nowym wątku.
>Faktycznie trochę odbiegliśmy od tematu wątku, załóż więc nowy.

Ale to nie ja twierdzę, ze Biblia (sama) podaje jak ją interpretować.
Vytautas (4394 punktów)
>Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam
   Kto mówi, że nie wierzy w Boga, nie zaprzecza istnieniu tegoż boga -- mówi nie o Bogu, tylko o sobie.
06-08-2010 21:11 
 Ocena 10 na 10
Ignorancja (4718 punktów)
>Jak to? To (samo) Pismo podaje jak je należy interpretować? Bo widzisz niektóre fragmenty są dla wszystkich oczywiste ( np. w księdze Sędziów (9,9-15) jest opis jak drzewa wybierają króla ale jakoś nikt nie odrzuca z tego powodu Biblii , że jest w niej twierdzenie, że drzewa mówią, tylko jest to traktowane jak bajka), ale nie wszystko jest takie proste .... (Teresa)

Jak rozumiem nie nalezy rowniez odrzucac calej biblii jako slowa prawdziwego i slusznego nawet, gdy pewna bajka podaje, ze pewien zyd po trzech dniach powstal z martwych...

>Przez ostatnie czterdzieści lat - od jakiegoś czasu - nauka chyba utrzymuje kurs prokościelny - weź np. Wielki >Wybuch. W związku z tym "Fikołki" wykonują też ateiści np. Hawking w "Krótkiej historii czasu". (Teresa)

Przyznam, ze oslupialam. Kornie upraszam abys nas oswiecila o jakim prokoscielnym kursie nauki prawisz. Nie kaz mi sie domyslac.Czybys odgrzewala te starawe juz mocno kotlety, jakoby w tekscie wlaczonym do opowiadan w Genesis byla wzmianka o wielkim wybuchu? "I stala sie swiatlosc".Jesli tak to proponuje z uwaga przyjrzec sie temu tekstowi i nie naditerpretowywac.

>To dziwne, bo można powiedzieć, ze Kościół Katolicki jest krytykowany przez racjonalistow za to, że kieruje się w >interpretacji Biblii również rozumem (stosuje metody naukowe, chce usuwac sprzecznosci miedzy Pismem a wiedza >o swiecie, bo sprzecznosci byc nie moze bo świat też zostal stworzony przez Boga) . (Teresa)

No tak skoro swiat zostal stworzony przez boga to faktycznie nie uchodzi by byla sprzecznosc miedzy nim a pismem pastuszym. Tylko skad te sprzecznosci od ktorych w biblii az sie roi? Moze nie stworzyl ani swiata, ani biblii lub chocby ktoregos z dwu wymienionych. Nie przyszlo Ci do glowy takie proste rozwiazanie?
Kosciol kat. i nie tylko on jest krytykowany przez racjonalistow za naciagane niczym gumka w gaciach nadinterpretacje, uciekanie, gdy sie juz inaczej nie da w alegorie, przypisywanie na sile niektorym zwrotom wymowy faktow opisanych przez nauke, a wszystko po to, by jakos dopasowac stan wspolczesnej wiedzy do zlepka bliskowschodnich i egipskich mitow. Mitow narodzonych swego czasu z ludzkiej potrzeby zaspokajania jego ciekawosci. Niestety owczesnie jeszcze opartych na bardzo ograniczonej wiedzy.
Ludzie twego pokroju beda istniec zawsze. Dla was czas zatrzymal sie na wieki wiekow, zaklety w wersy. I kombinujecie jakby swiat do nich dostosowac. Zenujace.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
11-08-2010 21:27 
 Ocena-1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Jak rozumiem nie nalezy rowniez odrzucac calej biblii jako slowa prawdziwego i slusznego nawet, gdy pewna bajka podaje, ze pewien zyd po trzech dniach powstal z martwych...

Ignorancjo, źle rozpoznajesz gatunki literackie Ewangelie to nie bajka

>Przyznam, ze oslupialam. Kornie upraszam abys nas oswiecila o jakim prokoscielnym kursie nauki prawisz. Nie kaz mi sie domyslac.Czybys odgrzewala te starawe juz mocno kotlety, jakoby w tekscie wlaczonym do opowiadan w Genesis byla wzmianka o wielkim wybuchu? "I stala sie swiatlosc".Jesli tak to proponuje z uwaga przyjrzec sie temu tekstowi i nie naditerpretowywac.

Nie, chodziło mi o to w jaki sposób S. Hawking tworzy nowe modele wszechświata w Krótkiej historii czasu aby tylko wszechświat nie miał (nie musiał mieć) początku.

>(...) Ludzie twego pokroju beda istniec zawsze. Dla was czas zatrzymal sie na wieki wiekow, zaklety w wersy. I kombinujecie jakby swiat do nich dostosowac. Zenujace.

To, co piszesz jest niedorzeczne.
Wg Kościoła autorzy natchnieni przez Ducha Św. chcieli przekazać ludziom najistotniejsze dla ludzi informacje dla ich zbawienia a nie ówczesną wiedzę nt. zjawisk zachodzących w świecie (doczesnym). Informacje te dot. Boga (czyli spraw "poza swiatowych"; metafizycznych) i wartosci moralnych.
Bo wiedzę o zjawiskach w świecie to ludzie sami sobie mogą zdobywac ( o czym Bóg wiedzial/wie, bo tak nas stworzył). Poza tym wiedza ta jest neutralna jeśli chodzi o zbawienie.

Świadczą o tym gatunki literackie używane przez ludzkich autorów Biblii (bo Biblia ma dwóch autorow Boga i czlowieka). W czasach kiedy nie było języka filozoficznego i teologicznego posługiwano się mitami symbolicznymi (obrazami) do wyrażania prawd metafizycznych, niedostępnych badaniu empirycznemu.
11-08-2010 23:28 
 Ocena 8 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
Boskie.
Teresko a powiedz no mi dlaczego ewangelie to nie bajki? Inna nadana tej tworczosci nazwa i traktowanie wynika li tylko z religijnego zaangazowania, a nie z objektywnego rozumowego ich potraktowania.
Napisalas, ze w pismie traktowanym przez ciebie z wielka estyma albowiem podobno natchnionym samym duchem sw. wie sie iz istnieja wersy, ktore sa bajkami. Np. te o gadajacych drzewach. Zapewniam cie, ze znajda sie tacy, ktorzy sie beda zaklinac na wszystkie swietosci, ize grab z klonem do nich nadaje niczym przekupka na targu. Wtedy nazwiesz go z pewnoscia szalencem. Ale jak jeden zyd twierdzil, ze klepie z ojcem niebieskim to nie nazywasz go wariatem tylko synem bozym.
Gratuluje konsekwencji.

Ponadto. Dziwne, ze po takim cudotworcy, ktory potrafil nakarmic tysiace dwoma rybami (nie, to nie byly gigantycznie i nad wyraz przerosniete szprotki) i piecioma bochenkami chleba (nawet iles tam koszy resztek zebrala swita guru) nie pozostalo sladu w pozaewangelicznych zrodlach. Zwlaszcza, ze ojczulkowie kosciola, Orygenes, Tertulian i inni latali nie przymierzajac jak koty z pecherzem, by kazda wzmianke wylowic, ktora potwierdzalaby prawdziwosc bajek ewangelicznych. A skutkek mocno mizernym byl.

Dodatkowo. Pewnie wiesz, ze twoje czczone z atencyja ogromna pismidla zostaly wybrane jako te natchnione przez owo cos zwane duchem sw., a ktorego nikt nigy nie widzial, ani slyszal poza zainteresowanymi, jako cztrery z dziesiatek. O ile sobie dobrze przypominam dziesiatek pismidel bylo cos okolo pieciu. Naturalnie znowu ci co wybierali powolywali sie na soborze bodajze w Nicei, w roku bodajze trzysta ktoryms tam naszej ery na natchnienie tym czyms szalenie wygodnym, bo nie do sprawdzenia, a duchem w dodatku swietym zwanym.
Ja tez uprawiam wlasnie swoja radosna tworczosc w natchnieniu bez sprawdzania podawanych szczegolow,ale nie problem sprawdzic na chociazby Wikipedii. Zreszta Andrzej chyba pisal bardziej drobiazgowo o tym fakcie. Tak wiec droga Teresko uwierzylas juz nie tylko w natchnienie ewangelistow czterech, ale i w natchnienie kilku prykow, co tych czterech wybralo.

A moze jeszcze zechcesz nam wytlumaczyc dlaczego czterej natchnieni nie sa zgodni coz tam zbawca wiszac na krzyzu mamrotal ducha swego oddajac? Jak zapewne wiesz w tym kulminacyjnym dla chrzescijanstwa momencie, stanowiacym bardzo ograniczony ulamek czasu, synoptycy podaja hisoryjke rozna anizeli Jan. I to wlasnie jest glownym dowodem na nierzetelnosc sprawozdawcow. Raz przylapani staja sie niewiarygodni. Musi to zatem skutkowac wnioskiem, iz ewangeliczny przekaz zostal nadmuchany niczym balon. A ty w ten balon wierzysz bez zastrzezen.
Mozna i tak.
No jeszcze mozna od biedy tlumaczyc, ze albo synoptycy, albo Jan bazowali na zaslyszeniach. Inni nazwaliby to plotka ...

Piszecie droga Tresko, ze boski przewidzial w swej madrosci, iz ludzie beda tworzyc nauke. Doskonale. Tylko czemu nieco inaczej anizeli przekaz biblijny podaje? Po co podrzucil wam tego zbuka pelnego klamst i nierzetelnosci? Teraz musicie sie gimnastykowac, tlumaczac alegoriami, jak inaczej sie nie da, biblijne wpadki. Moja ulubiona to ta z fotosynteza z Genesis. A przeciez mogl pan podyktowac przez swego ducha sw. nieco inny scenariusz stworzenia i byloby git. Mogl, a nie zrobil tego zlosliwiec jeden. Pewno na probe chcial was niebozatka wystawic. Teraz sie umartwiacie na chwale pana, jakby tu wybrnac z g... z ambarasu.

A teraz krotka historia czasu. Jak zapewne jest tobie wiadomym oprocz chronologii liniowej reprezentowanej przez swiat bliskowschodni mamy rowniez chronologie cykliczna preferowana w filozofiach dalekowschodnich. Dlaczego ta pierwsza ma byc wlasciwsza? A to juz niezbadana tajemnica wiary jest.
Obie jednakowoz powstaly na zasadzie skojarzen. Pierwsza w oparciu o poczatek i koniec ludzkiego i nie tylko zywota. Druga przez obserwacje odradzajacej sie natury.
Patrzac z punktu teorii ewolucji, dosyc dobrze juz udowodnionej dla zycia na Ziemi, mozna przypuscic , ze i wszechswiat, a raczej nowe powstajace cyklicznie wszechswiaty podlegaja ewolucji. Tym da sie na przyklad wytlumaczyc doskonale dopasowanie parametrow w obecnym. Naturalnie nie mozna wykluczyc, ze zaistniale parametry sprzyjajace powstaniu zycia, sa jedynie skutkiem calkowicie przypadkowym.

Wracajac do Hawkinga. Pewnie nie zwrocilas uwagi na jego wniosek. Brzmi on mniej wiecej tak, iz ewentulana obecnosc boga i jego sile stworcza nalezy przesunac do momentu przed wielkim wybuchem. Oczywista ta sila sprawcza dla ciebie moze byc bogiem jak juz inaczej nie umiesz. Moze byc jednak zupelnie naturalnym procesem, tyle ze wymykajacym sie naszej percepcji. Co zupelnie zrozumiale. uwazasz ze zlota rybka powie cos sensownego o swiecie poza jej sloikiem?

No ale zawsze moze sie pomodlic ... o papu o godz. 5.30; tuz po sranku. Niestety do mnie modly nic by jej nie daly. O tej porze dopiero przekladam sie na drugi boczek.

O. A taka zaba na ten przyklad. No moglaby sobie skrzela wypluc w modlitewnych pieniach o muche. Nic z tego. Nie ma raczki co komara podrzuci.

Przypominasz mi skalara. Ja juz wole byc wzmiankowana zaba. Moze i jej zycie trudniejsze. Ale prawdziwsze...

Z uklonami dla nieproduktywnych zlotych rybek.

>Świadczą o tym gatunki literackie używane przez ludzkich autorów Biblii (bo Biblia ma dwóch autorow Boga i czlowieka). W czasach kiedy nie było języka filozoficznego i teologicznego posługiwano się mitami symbolicznymi (obrazami) do wyrażania prawd metafizycznych, niedostępnych badaniu empirycznemu. (Tereska)

Srutu tutu peczek drutu. Jaka roznica, symbolika, a symbolika szumnie zwana teologia co "bada" (kon by sie usmial) niedostepnosci dla empirii.
Dzis dopisuje, bo wczoraj zapomnialam. Skad wiesz ze to metafizyczne cos to prawdy? Przeciez nie daja sie zbadac.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Teresa (2693 punktów)
>Teresko a powiedz no mi dlaczego ewangelie to nie bajki? Inna nadana tej tworczosci nazwa i traktowanie wynika li tylko z religijnego zaangazowania, a nie z objektywnego rozumowego ich potraktowania.

Cóz, im więcej wiemy tym bardziej wiarygodne stają się Ewangelie, np. słynny fragment Józefa Flawiusza, który miał być chrz. fałszywką...

>Zapewniam cie, ze znajda sie tacy, ktorzy sie beda zaklinac na wszystkie swietosci, ize grab z klonem do nich nadaje niczym przekupka na targu. Wtedy nazwiesz go z pewnoscia szalencem. Ale jak jeden zyd twierdzil, ze klepie z ojcem niebieskim to nie nazywasz go wariatem tylko synem bozym.
>Gratuluje konsekwencji.

Jak tak samo mogę Ciebie zapytać. A mianowicie są tacy, którzy uważają, że jajka zmieniają się ptaki, a księżyc powoduje przypływy i odpływy morza. Co powoduje, ze ich nie nazwiesz szaleńcami?
Po drugie dlaczego każdy kto utrzymuje ze rozmawia z Bogiem musi być wariatem podobnie jak ktoś, kto rozmawia z drzewem? To jest błąd logiczny, bo chcąc wykazać, że poza naturą nic nie ma opierasz się na założeniu (materialistycznym!) że nie ma. Przyjmowanie tego założenia jest arbitralne, tzn. wymaga aktu wiary. W dodatku jest to wymysł filozofów.

>Ja tez uprawiam wlasnie swoja radosna tworczosc w natchnieniu bez sprawdzania podawanych szczegolow,ale nie problem sprawdzic na chociazby Wikipedii. Zreszta Andrzej chyba pisal bardziej drobiazgowo o tym fakcie. Tak wiec droga Teresko uwierzylas juz nie tylko w natchnienie ewangelistow czterech, ale i w natchnienie kilku prykow, co tych czterech wybralo.

Nie, bynajmniej nikt tak nie mysli- jak by Cie się to absurdalne to nie wydawało - właśnie śledząc np. spory chrystologiczne można odnieść wrażenie że Opatrzność czuwała na ich przebiegiem, bo gdyby wygrał arianizm albo monofizyci to Kościół a wiec i cała historia ludzkości wyglądałaby inaczej. To samo dotyczy tez Eucharystii, czy potępienia predestynacji.

>A moze jeszcze zechcesz nam wytlumaczyc dlaczego czterej natchnieni nie sa zgodni coz tam zbawca wiszac na krzyzu mamrotal ducha swego oddajac? Jak zapewne wiesz w tym kulminacyjnym dla chrzescijanstwa momencie, stanowiacym bardzo ograniczony ulamek czasu, synoptycy podaja hisoryjke rozna anizeli Jan. I to wlasnie jest glownym dowodem na nierzetelnosc sprawozdawcow. Raz przylapani staja sie niewiarygodni. Musi to zatem skutkowac wnioskiem, iz ewangeliczny przekaz zostal nadmuchany niczym balon. A ty w ten balon wierzysz bez zastrzezen.
>Mozna i tak.
>No jeszcze mozna od biedy tlumaczyc, ze albo synoptycy, albo Jan bazowali na zaslyszeniach. Inni nazwaliby to plotka ...

To znane jest wszystkim, ale nie ma tu sprzeczności, bo nie uważa się aby każde słowo było wprost podyktowane przez Boga. Tak, Tylko Jan był pod krzyżem.. no i co z tego?

>Moja ulubiona to ta z fotosynteza z Genesis. A przeciez mogl pan podyktowac przez swego ducha sw. nieco inny scenariusz stworzenia i byloby git. Mogl, a nie zrobil tego zlosliwiec jeden. Pewno na probe chcial was niebozatka wystawic. Teraz sie umartwiacie na chwale pana, jakby tu wybrnac z g... z ambarasu.

Czy możesz mi zatem wyjaśnić jak wygląda proces fotosyntezy dla "drzewa poznania dobra i zła" albo "drzewa życia", w koncu odegrały dosc istotną kluczową role?

>Patrzac z punktu teorii ewolucji, dosyc dobrze juz udowodnionej dla zycia na Ziemi, mozna przypuscic , ze i wszechswiat, a raczej nowe powstajace cyklicznie wszechswiaty podlegaja ewolucji. Tym da sie na przyklad wytlumaczyc doskonale dopasowanie parametrow w obecnym. Naturalnie nie mozna wykluczyc, ze zaistniale parametry sprzyjajace powstaniu zycia, sa jedynie skutkiem calkowicie przypadkowym.

Skąd się wzięła ewolucja wszechświatów jako całość (czy tez przez przypadek)? Skąd wzięły się prawa zgodnie z którymi przebiega (czy przez przypadek?)?

>Moze byc jednak zupelnie naturalnym procesem, tyle ze wymykajacym sie naszej percepcji. Co zupelnie zrozumiale. uwazasz ze zlota rybka powie cos sensownego o swiecie poza jej sloikiem?

Czym się różni naturalny proces od nadprzyrodzonego?

>Srutu tutu peczek drutu. Jaka roznica, symbolika, a symbolika szumnie zwana teologia co "bada" (kon by sie usmial) niedostepnosci dla empirii.

Bez szyderstw. Jak by się to Tobie absurdalne nie wydawało owi pastuchowie (bo tak, ich określiłaś) byli jakoś bardzo dziwnie filozoficznie usposobieni (np. zjesc owoc z "drzewa poznania dobra i zła" ) .

>Dzis dopisuje, bo wczoraj zapomnialam. Skad wiesz ze to metafizyczne cos to prawdy? Przeciez nie daja sie zbadac.

A Ty? Skąd wiesz, ze nie są? Brak dowodu to nie jest dowód braku.
22-08-2010 13:52 
 Ocena 2 na 2
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
> Wszystkie (cale Pismo) należy interpretować dosłownie, ale nie zbyt dosłownie w sensie fundamentalistycznie (literalistycznie) w sposob uniemozliwiajacy zastosowanie metod naukowych do badania Biblii.
Moje uznanie, jestem pod wrażeniem tego salta z przytupem.
05-09-2010 21:02 
 Ocena 1 na 1
m@jka (28 punktów)
>> Wszystkie (cale Pismo) należy interpretować dosłownie, ale nie zbyt dosłownie w sensie fundamentalistycznie (literalistycznie) w sposob uniemozliwiajacy zastosowanie metod naukowych do badania Biblii.

Może mi ktoś wytłumaczyć, co to znaczy "interpretować dosłownie", bo "logika" tego wyrażenia wprawiła mnie ,w chwilowy na szczęście, stupor.
05-08-2010 20:32 
 Ocena 13 na 13
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witam Cię!
Dawno już nie dyskutowaliśmy. Nie jesteś jednak zbyt częstym użytkownikiem forum, a ja także pojawiam się na nim ostatnio raczej okazjonalnie. Ale co się odwlecze, ponoć nie uciecze.
Pozwolę sobie włączyć się do dyskusji między Tobą a Alicją, chociaż sądząc po braku odpowiedzi z Twojej strony na jej i lotreka wypowiedzi przypuszczam, że dobiegła ona już końca. Chociaż - jak mi się wydaje - do pytań, które postawił Ci lotrek raczej powinnaś się ustosunkować. W mojej wypowiedzi ponowię pytania, które on Ci postawił.

>>Wszechmogący a skazujący na ukrzyżowanie syna, który jest nim by siebie/jego przebłagał za grzechy ludzi ( sprzeczność do potęgi n)
>Nie dostrzegam w tym bezpośredniej sprzeczności.

Widocznie źle patrzysz, skoro jej nie dostrzegasz!
Nie tylko ze sprzecznością mamy tu jednak do czynienia. Bo to również absurd. Ale - co najważniejsze - to przede wszystkim czyn okrutny. Ojciec skazujący Jezusa, własnego syna jednorodzonego na przeraźliwą śmierć tylko dlatego, że tak sobie wymyślił.
Zgroza tego czynu polega nie tylko na tym, że śmierć na krzyżu uznawana jest za jeden z najstraszliwszych sposobów zabijania, ale również na tym, że nigdzie w Nowym Testamencie nie ma jakiegokolwiek racjonalnego wytłumaczenia konieczności uczynienia z Jezusa "baranka paschalnego", rzekomej "ofiary przebłagalnej" za grzechy ludzkości.
Bo jak wytłumaczyć czyn polegający na tym, że Bóg sam określa cel czy też konieczność zaistnienia aktu przebłagalnego, sam wyznacza ofiarę, sam sobie ją składa, aby samego siebie przebłagać za grzechy popełnione przez ludzi, których sam stworzył i obdarzył cechami raczej dalekimi od doskonałości, a ci - obdarzeni tymi właśnie cechami - co nieco nagrzeszyli. Co więcej - do nikogo o zgodę czy choćby tylko akceptację Bóg się nie zwrócił, pomimo że przynajmniej z jedną osobą - mam nadzieję, że wiesz o kim myślę - tę kwestię powinien omówić i zgodę uzyskać. Nie wiadomo jednak czemu Bóg tego nie uczynił.

Być może wprawiło Cię w zdumienie to, co powyżej napisałem i oburzona jesteś tym, że ośmielam się stawiać Bogu jakieś warunki, czy też określam mu sposób postępowania. W tej i podobnych dyskusjach występuję z pozycji ateisty, a to w mojej ocenie daje mi pełne prawo do kontestowania boskich decyzji.
Oczywiście - czego łatwo się domyślić - dla potrzeb tej i podobnych dyskusji suponuję Boga istnienie, inaczej bowiem moje wypowiedzi byłyby pozbawione sensu.

>Wg Ciebie Bóg jako wszechmogący "powinien" przywrócić ludzi do poprzedniego stanu (sprzed upadku) i wybaczyć im ich zbrodnie jak gdyby nic się właściwie nie stało? Czy rzeczywiście tak byłoby lepiej?

A o jakim upadku ludzi piszesz?
Pytasz, czy lepiej byłoby wypaczyć ludzkie zbrodnie i uznać je za niebyłe?
Moja odpowiedź jest następująca. Bez wątpienia byłoby to lepsze rozwiązanie, niż skazanie Jezusa na okrutną śmierć przez ukrzyżowanie. Dobry ojciec nie skazuje własnych dzieci na śmierć. Dobry ojciec przed ewentualnym ukaraniem własnego syna powinien się zastanowić, czy aby on nie jest współwinny i czy na pewno zrobił wszystko, by do "upadku" (to Twoje słowo) nie doszło.
Lepiej też byłoby, gdyby Bóg zawsze dawał ludzkości własnymi czynami przykłady warte naśladowania. A z tym - jak dowodzi tego Biblia - różnie niestety bywało. A skoro nauczyciel nie był - delikatnie mówiąc - zbyt doskonały, to czegoż wymagać od jego uczniów?
A najlepiej byłoby, gdyby Bóg w akcie tworzenia lepiej się do pracy przyłożył i stworzył świat (w tym również człowieka) wolny od zła i innych wad. Jeśli bowiem - jak twierdza chrześcijanie - Bóg jest istotą wszechwiedzącą, a do tego jeszcze wszechdobrą i wszechwiedzącą - to stworzenie takiego świata i zamieszkujących go ludzi nie powinno mu przysporzyć większych trudności.
Teresa (2693 punktów)
Witam
>>>Wszechmogący a skazujący na ukrzyżowanie syna, który jest nim by siebie/jego przebłagał za grzechy ludzi ( sprzeczność do potęgi n)
>>Nie dostrzegam w tym bezpośredniej sprzeczności.
>Widocznie źle patrzysz, skoro jej nie dostrzegasz!

Z moim patrzeniem jest wszystko ok. Sprzeczność zachodzi między zdaniem a jego zaprzeczeniem - na przykład miedzy "deszcz pada" i "deszcz nie pada"; wtórnie mówimy o sprzeczności miedzy nazwą a tą samą nazwą poprzedzoną przez negację, na przykład między "biały" a "nie-biały" ( 100-zabobo(*)t.com/2008/04/sprzecznosc.html).

>Nie tylko ze sprzecznością mamy tu jednak do czynienia. Bo to również absurd. Ale - co najważniejsze - to przede wszystkim czyn okrutny. Ojciec skazujący Jezusa, własnego syna jednorodzonego na przeraźliwą śmierć tylko dlatego, że tak sobie wymyślił.

Jak to Ojciec skazujący Jezusa na śmierć? To przecież ludzie Go ukrzyżowali. Jest nawet taka przypowieść o właścicielu winnicy i rolnikach, w ktorej jest mowa o tym, ze byla możliwośc aby Syn nie zostal zabity... "6 Miał jeszcze jednego - umiłowanego syna. Wysłał go do nich na końcu mówiąc: "Mojego syna uszanują."(Mt 12,6).

>Bo jak wytłumaczyć czyn polegający na tym, że Bóg sam określa cel czy też konieczność zaistnienia aktu przebłagalnego, sam wyznacza ofiarę, sam sobie ją składa, aby samego siebie przebłagać za grzechy popełnione przez ludzi, których sam stworzył i obdarzył cechami raczej dalekimi od doskonałości, a ci - obdarzeni tymi właśnie cechami - co nieco nagrzeszyli.

Jak to "co nieco" nagrzeszyli? Przecież to, co zrobili to zgroza, "jeden z najstraszliwszych sposobów zabijania" -bo tak pisaleś o ukrzyżowaniu kiedy mylnie przypisywaleś zabicie Syna Bogu.

Wybacz, ale nie mam zbytnio ochoty dac się wciągnąć w analizowanie ateistycznych interpretacji Biblii ,które same mogą być -jak widać - błędne i niejasne ... Wyznawcy nie interpretują w taki sposób.

>Co więcej - do nikogo o zgodę czy choćby tylko akceptację Bóg się nie zwrócił, pomimo że przynajmniej z jedną osobą - mam nadzieję, że wiesz o kim myślę - tę kwestię powinien omówić i zgodę uzyskać. Nie wiadomo jednak czemu Bóg tego nie uczynił.

Bóg jest nader potężny i ma do dyspozycji środki komunikacji bezpośredniej (i problem "omawiania" znika).
Nie wiem wiec skad masz wiedze, ze takiej "akceptacji" nie uzyskał?
Poza tym niżej (w kolejnych postach) piszesz o tym, ze nie widzisz powodu, dla którego Bog nie mogłby uchylać praw moralnych . Nie rozumiem wiec dlaczego na jakiej podstawie zarazem twierdzisz, ze cokolwiek "powinien"?? Twoja argumentacja jest sprzeczna.

>Pytasz, czy lepiej byłoby wypaczyć ludzkie zbrodnie i uznać je za niebyłe?
>Moja odpowiedź jest następująca. Bez wątpienia byłoby to lepsze rozwiązanie, niż skazanie Jezusa na okrutną śmierć przez ukrzyżowanie. Dobry ojciec nie skazuje własnych dzieci na śmierć. Dobry ojciec przed ewentualnym ukaraniem własnego syna powinien się zastanowić, czy aby on nie jest współwinny i czy na pewno zrobił wszystko, by do "upadku" (to Twoje słowo) nie doszło.

J.w. To nie Ojciec skazał Jezusa na śmierć tylko ludzie . Po drugie Jezus dobrowolnie wydal się na śmierć, dla dobra ludzi (przybranych) dzieci (!) Boga. Po trzecie gdyby to rzeczywiście było lepsze rozwiązanie to Bóg by je wybrał.

>Lepiej też byłoby, gdyby Bóg zawsze dawał ludzkości własnymi czynami przykłady warte naśladowania. A z tym - jak dowodzi tego Biblia - różnie niestety bywało. A skoro nauczyciel nie był - delikatnie mówiąc - zbyt doskonały, to czegoż wymagać od jego uczniów?

Sama Biblia niczego nie dowodzi (bo nie jest osobą). Problem w tym, ze na podstawie BBiblii można też dowieść cos zupełnie przeciwnego - a mianowicie , ze Bog jest doskonały (np. przykazanie miłości nieprzyjaciół).

>Jeśli bowiem - jak twierdza chrześcijanie - Bóg jest istotą wszechwiedzącą, a do tego jeszcze wszechdobrą i wszechwiedzącą - to stworzenie takiego świata i zamieszkujących go ludzi nie powinno mu przysporzyć większych trudności.

Nie jest to wcale przesadzone, ze móglby stworzyc taki swiat (i chyba nikt poza Bogiem nie jest w stanie tego przesądzic) -jesli weźmiemy pod uwagę problem wolnej woli (argumenty Plantingi), problem praw, oraz nie jest przesądzone, ze nie jest dobry biorac pod uwagę zadoścuczynienie krzywd zaznanych w życiu doczesnym w zyciu pozagrobowym .
Za to Twoja argumentacja jest sprzeczna, bo nakładasz na Boga ograniczenia ("najlepiej byłoby") podczas gdy poniżej twierdzisz, ze nie widzisz żadnego powodu aby je nakładać.
14-08-2010 22:27 
 Ocena 11 na 11
Ignorancja (4718 punktów)
>Jak to Ojciec skazujący Jezusa na śmierć? To przecież ludzie Go ukrzyżowali. Jest nawet taka przypowieść o właścicielu winnicy i rolnikach, w ktorej jest mowa o tym, ze byla możliwośc aby Syn nie zostal zabity... "6 Miał jeszcze jednego - umiłowanego syna. Wysłał go do nich na końcu mówiąc: "Mojego syna uszanują."(Mt 12,6). (Tereska)

>Jak to "co nieco" nagrzeszyli? Przecież to, co zrobili to zgroza, "jeden z najstraszliwszych sposobów zabijania" -bo tak pisaleś o ukrzyżowaniu kiedy mylnie przypisywaleś zabicie Syna Bogu. (tez Tereska)

>J.w. To nie Ojciec skazał Jezusa na śmierć tylko ludzie . Po drugie Jezus dobrowolnie wydal się na śmierć, dla dobra ludzi (przybranych) dzieci (!) Boga. Po trzecie gdyby to rzeczywiście było lepsze rozwiązanie to Bóg by je wybrał.
(i znowu Tereska broniaca imienia pana boga swego zwyrodnialego)

Brawa rzesiste dla Tereski za karkolomna gimnastyke, jaka uprawia, by bozi umyc tylek.
NO TO UWAGA:

(34) I rzekł do nich: Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie! (35) I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby - jeśli to możliwe - ominęła Go ta godzina. (36) I mówił: Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!

To z ew. Marka rdz.14. Czy morderca i zbrodniarzem np. wojennym jest tylko ten co pociagajac za spust wykonuje rozkaz, czy tez i ten, ktory rozkaz wydaje?
Czytaj sobie to do usranej smierci Teresko i przestan czarowac, ze to nie bog twoj umilowany kierowal rekami co gwozdziki i mloteczek trzymaly.
A na deserek jeszcze to:

Rzekł więc Piłat do Niego: Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władze Ciebie ukrzyżować? Jezus odpowiedział: Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry. Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie. (Jan 19, 10-11)

Ups ... wszystko na tym swiecie nie dzieje sie bez woli pana. Nieprawdaz?

A moze jeszcze to Teresko? Sluze uprzejmie:

Zeszli się bowiem rzeczywiście w tym mieście przeciw świętemu Słudze Twemu, Jezusowi, którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat z poganami i pokoleniami Izraela, aby uczynić to, co ręka Twoja i myśl zamierzyły.(Dzieje Ap. 4, 27-28)

I moze jeszcze to Tereniu:

(17) Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzchnicy wasi. (18) A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał. (19) Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone (tez Dzieje Ap. tylko rdz. nr 3)

Ot boska logika ...
W tym fragmencie kryje sie ponadto jeszcze jedna ciekawostka. Mianowicie taka, ze pomimo tej niby ogromnej potrzeby zbawczej meki, by odkupic ludzkie grzechy to i tak nie zostaly one odkupione CALKOWICIE i niestety samemu trzeba sie brac do roboty. I ja bym nie miala nic przeciwko, tylko w takim wypadku po cholere dodatkowa kaznia Jezusa, jesli nie z zamilowania okrutnego Jahwe do krwawej lazni?
Naturalnie zaraz znajdzie sie odpowiedz. Grzech pierworodny nalezalo zgladzic.
No to teraz a propos przypowiesci, ktorej zrodlo notabene mylnie przytoczylas. To Mateusz ale rozdzial 21, a nie 12, a wers jak juz to 37, a nie 6.
Co staloby sie gdyby rolnicy i dzierzawiacy winnice alias faryzeusze, bo to o nich gadka byla, uszanowali tego, co mienil sie byc synem bozym?
Otoz podlug twej wlasnej religii nie zostalby zmazany grzech pierworodny. To teraz sobie to wszystko logicznie polacz i juz nie paplaj bezrozumnie, ze to nie krwawy bozek ukrzyzowal swego syna. Oczywiscie mozesz przyjac jeszcze inna wersja. Ze zaden bog nie mial z tym nic wspolnego, a twoj umilowany Jezus padl ofiara wlasnego szalenstwa.
A jak sobie zyczysz to ci jeszcze z wielka przyjemnoscia wyloze blad logiczny jaki zawiera bajka w Ksiedze Rodzaju o "strasznym" wystepku Adama i Ewy, owym grzechem pierworodnym zwanym.

>Wybacz, ale nie mam zbytnio ochoty dac się wciągnąć w analizowanie ateistycznych interpretacji Biblii ,które same mogą być -jak widać - błędne i niejasne ... Wyznawcy nie interpretują w taki sposób. (Tereska)

Och. One sa bardzo jasne i logiczne. Logiczniejsze i jasniejsze, a przez to poprawniejsze od tego steku bzdur jakimi ciebie nakarmiono i jaki probujesz sprzedawac dalej. Zabraklo ci straganu w kosciele, ze tu przytargalas swoj kram?
Nie licz, ze kupi sie tu nic nie warte, naznaczone niewolnictwem umyslu, pozbawione elementarnej logiki interpretacje.
Chcenie wam wyznawcom wychodzi niezle, z moznosciami juz znacznie gorzej.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
15-08-2010 13:49 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

>A jak sobie zyczysz to ci jeszcze z wielka przyjemnoscia wyloze blad logiczny jaki zawiera bajka w Ksiedze Rodzaju o "strasznym" wystepku Adama i Ewy, owym grzechem pierworodnym zwanym.

Chętnie przeczytam Ignorancjo bo z tym rajem to ja kilka problemów mam:

1. Co to w ogóle za raj jak łazi tam jakiś upierdliwy wąż. Raj to chyba miejsce gdzie się robi co dusza zapragnie.

2. Po cholerę tam wszechmocny wsadził to drzewo? Nie wiedział, że Ewka taka mało asertywna? A węża dorzucił po co? Żeby się upewnić? W ogóle dlaczego w raju jest szatan? No i jeszcze - nie wiedział, że zeżre? To jak to z jego ponadczasowością; może lepiej modlić się do timexa bo wychodzi na to, że to byt nadrzędny.

3. Co to w ogóle za przewina? Nie mógł jej zwyczajnie upomnieć? Z powodu tej kretynki my musimy zmazywać jakiś grzech pierworodny bo jednej idiotce się jabłka zachciało? No ale zapewne to przenośnia więc Jezus w Trójcy Świętej przebłagiwał sam siebie za alegorię grzechu pierworodnego. No i jak tu nie wierzyć.

4. Jeszcze pytanie bo tego nie wiem - w jaki sposób się ludzie rozmnożyli? Z tej jednej pary czy tez było jakieś nowe "niebozstąpienie"(zresztą po potopie musiałoby być drugie bo tam przecież też wszyscy zeszli)? No chyba, że my wszyscy ze stosunków kazirodczych.
Alicja Duda (25557 punktów)
Usunięte przez moderatora
15-08-2010 21:53 
 Ocena 7 na 7
Alicja Duda (25557 punktów)

Ignorancja ma jakiś kłopot z zamieszczeniem odpowiedzi. Prosiła by zamieścić jej wypowiedź w tym miejscu
Witaj Marcinie.

Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby
uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dal człowiekowi taki
rozkaz: Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według
upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo
gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz.
(Rdz. 2:15-17)

Z pogrubionego fragmentu wynika jednoznacznie, ze dopiero zjedzenie
owocu skutkowało rozpoznawaniem zła i dobra. Co za tym idzie wszystkie
czyny uprzednie popełniane były w nieświadomości, bo takowej jeszcze
prarodzice nie posiedli. W takim wypadku nieświadome istoty również
nie były w stanie rozumieć bożego nakazu, za złamanie którego zostały
potem tak bezlitośnie ukarane. Równie dobrze mógł sobie Jahwe-ciołek
gadać do krewetki.

Na potwierdzenie, ze właśnie tak było kolejne dwa cytaty:
Chociaż mężczyzna i jego zona byli nadzy, nie odczuwali wobec
siebie wstydu.
(Rdz. 2:25)

Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dala swemu meżowi, który
był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i
poznali, ze są nadzy; spletli wiec gałązki figowe i zrobili sobie
przepaski. Gdy zaś mężczyzna i jego zona usłyszeli kroki Pana Boga
przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy byl powiew wiatru,
skryli sie przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Pan Bóg zawołał na
mężczyźnie i zapytał go: Gdzie jesteś? On odpowiedział: Usłyszałem Twój
głos w ogrodzie, przestraszyłem sie, bo jestem nagi, i ukryłem sie.
Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, ze jesteś nagi?
(Rdz.3:6-11)
15-08-2010 21:55 
 Ocena 11 na 11
Alicja Duda (25557 punktów)
cd.
Pamiętając boskie ostrzeżenie z pierwszego cytatu można by tez spytać:
A któż ci Adamie powiedział co to jest smierć? Tak wiec, czy ktoś kto
nawet nie potrafił rozpoznać swojej nagości, potrafił właściwie
zrozumieć słowa ostrzegające przed czynem oczu pana niemiłym? Nie.
Dlatego słusznie zauważyłeś, ze nałożona kara była nieadekwatna do
czynu. No ale jakos trzeba by³o sobie wytłumaczyc gówniane dosyć życie
na naszej planecie. Naturalnie "dobrego" boga nie można było tym
niefartem obciażyć. Wprost nie uchodzi. I tak powstała bajeczka o
grzechu pierworodnym.

Bajki są umoralniające w wiekszości. I ta swój morał posiada. Za
przewinienie kara. Niestety w oparciu o ta bajeczkę, która traktowano
bardzo serio dalej budowano gmach piramidalnych g³upot. Apogeum
osiągnięto wlaśnie w tzw. "zbawczej męce Chrystusa", która musiała
nastąpić bo w piśmie mieli na tym punkcie świętojebliwego p*****lca. A
pismo przecież musiało sie wypełnić. Jest faktycznie żenujacym, gdy
gorąco wierzący wierni opowiadają o alegoriach i nie zauważaja, ze w
takim razie za alegorie ukrzyżowali swego pupilka. Ewentualnie pupilek
ogarnięty fanatyzmem, wynikającym z uwierzenia w alegorie dal sie dla
dobra wydumanej sprawy rozciągnąć na krzyżu. W sumie to jest to
jaskrawy przykład i przestroga do jakich dramatów doprowadza ślepa
wiara.

Wracajac jeszcze do grzechu pierworodnego. Można naturalnie
spekulować, ze "dobry" bóg uczynił to wszystko dla nas. Po prostu
chciał byśmy stali sie świadomi. Tylko, ze w tym wypadku ponownie
upada "teoria" o braku jego odpowiedzialności za ukrzyżowanie swego
potomka. To on celowo sprowokował przyczynę, która nadała bieg
wypadkom. A potem kazał sie za nią synowi przebłagiwać.
cd.
Zresztą dla mnie cały ten cyrk z koniecznością ukrzyżowania jest tak
absurdalny, ze faktycznie potrzeba mocnego zorania zwojów by przy tym
trwać i jeszcze gloryfikować. Sam pomysł wywodzi sie z tradycji
składania ofiar, w tym ludzkich i jest kontynuacja barbarzyńskich
zwyczajów. Chrześcijaństwo wpisuje sie tym w krąg kultur sięgających w
swej mentalności do bestialstwa i prymitywnych praktyk.
Stad od dawna twierdze, ze doszukiwanie sie współcześnie w tym
archaizmie jakiś walorów jest wstecznictwem, nieodpowiedzialnością i
zamiłowaniem, byc może nieuświadomionym, do sadyzmu.
Pozdrawiam.
P .S.
Sprawa samego węża jest marginalna, równie dobrze mogł być to wredny
wilk, co pożarł Czerwonego Kapturka. Naturalnie węże obdarzone jadem
siały nie tylko postrach, ale i niechęć wśród ludzi stad tego akurat
przedstawiciela fauny umieścił autor scenariusza jako zły charakter.

Naturalnie, ze czytając bajeczki wychodzi jasno, iz jak najbardziej
pochodzimy z kazirodczych związków.
16-08-2010 21:31 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)
>
Jest faktycznie żenujacym, gdy
>gorąco wierzący wierni opowiadają o alegoriach i nie zauważaja, ze w
>takim razie za alegorie ukrzyżowali swego pupilka. Ewentualnie pupilek
>ogarnięty fanatyzmem, wynikającym z uwierzenia w alegorie dal sie dla
>dobra wydumanej sprawy rozciągnąć na krzyżu.

Mi tu jeszcze podpada Trójca Święta. O co tu w ogóle chodzi bo z tym przyznam mam niemały kłopot. Jak się czyta, że przebłagiwał ojca to nie brzmi to tak zupełnie nonsensownie no ale jak się doda całą tą koncepcje to już przyznam na tej stacji wysiadam. Prawda wiary na polski to wychodzi(co już powyżej wrzuciłem), że Jezus przebłagiwał sam siebie za alegorię. To przecież jest jakiś piramidalny absurd.
No ale przynajmniej pośmiać się można.

>Stad od dawna twierdze, ze doszukiwanie sie współcześnie w tym
>archaizmie jakiś walorów jest wstecznictwem, nieodpowiedzialnością i
>zamiłowaniem, byc może nieuświadomionym, do sadyzmu.

Osobiście uważam, że to skutek indoktrynacji od maleńkości i kompletnego lenistwa umysłowego. Ale przyznam fascynują mnie ŚJ i Ci wszyscy co te bzdety interpretują dosłownie.

>Pozdrawiam.
>P .S.
>Sprawa samego węża jest marginalna, równie dobrze mogł być to wredny
>wilk, co pożarł Czerwonego Kapturka.
Mnie raczej chodziło skąd on się tam w ogóle wziął. Ja bym to nazwał burdelem nie rajem.

>Naturalnie, ze czytając bajeczki wychodzi jasno, iz jak najbardziej
>pochodzimy z kazirodczych związków.

Pozdrawiam siostrzyczkę.
16-08-2010 21:12 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)
> Ignorancja ma jakiś kłopot z zamieszczeniem odpowiedzi. Prosiła by zamieścić jej wypowiedź w tym miejscu
> Witaj Marcinie.
>Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby
>uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dal człowiekowi taki
>rozkaz: Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według
>upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo
>gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz.
(Rdz. 2:15-17)
>Z pogrubionego fragmentu wynika jednoznacznie, ze dopiero zjedzenie
>owocu skutkowało rozpoznawaniem zła i dobra.

Ciekawym jest wielce gdzie się podąża jak się umrze w raju? Wynikało by z tego, że mamy wiele "podrajów" gdzie ilość węży dąży do nieskończoności, a ilość jabłek do przecieru. Z drugiej zaś strony powinniśmy mieć też "nadraje" gdzie trafiają Ci którzy złego owocu nie spożyli. Można by się co prawda zapytać za co można umrzeć w raju żeby trafić do "nadraju" ale zdaje się z tą pozorną zapewne niedorzecznością upora się nawet pośledni teolog.

Innymi słowy Tamaro strzeliłaś sobie w stopę gdyż jasnym skąd Hawking wziął koncepcje multiversum więc w pełni uprawniona jest powyższa teza Teresy.

Co za tym idzie wszystkie
>czyny uprzednie popełniane były w nieświadomości, bo takowej jeszcze
>prarodzice nie posiedli. W takim wypadku nieświadome istoty również
>nie były w stanie rozumieć bożego nakazu, za złamanie którego zostały
>potem tak bezlitośnie ukarane. Równie dobrze mógł sobie Jahwe-ciołek
>gadać do krewetki.

Czepiasz się Tamaro. To dobry bóg. Mógł zabić, a wypędził.

Ps. Dzięki wielkie za odpowiedź. Mam nadzieje na więcej kawałków z twórczości pasterzy.
Teresa (2693 punktów)
>takim wypadku po cholere dodatkowa kaznia Jezusa, jesli nie z zamilowania okrutnego Jahwe do krwawej lazni?

Ta interpretacja, która podałaś jest samowywrotna, bo nie ma w niej miejsca na wolna wolę ludzi, a jeśli nie ma wolne woli to i nie ma grzechu... ani pierworodnego ani żadnego innego ,itd... no chyba, że Bog "na chwile" zawiesił ich wolną wolę, ale jeśli tak to po co Jezus miałby mówić, np. "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią"(Łk 23,34) -tak dla zmyłki czy może Jezus tez był zaprogramowany, a jeśli Syn to może i Ojciec...?

Otóż, wg Katechizmu KK te fragmenty wcale nie świadczą o tym co Ty tu sugerujesz. To nie jest tak, że ci którzy "wydali" Jezusa byli biernymi narzędziami, wykonawcami scenariusza zamierzonego przez Boga. Bóg jest poza czasem (każda chwila jest dla niego teraźniejsza) i ustalił swój zamysł włączając w to wolną odpowiedź każdego człowieka. Bóg dopuścił czyny ludzi by wypełnić swój zbawczy plan.

>Och. One sa bardzo jasne i logiczne. Logiczniejsze i jasniejsze, a przez to poprawniejsze od tego steku bzdur jakimi ciebie nakarmiono i jaki probujesz sprzedawac dalej. Zabraklo ci straganu w kosciele, ze tu przytargalas swoj kram?
>Nie licz, ze kupi sie tu nic nie warte, naznaczone niewolnictwem umyslu, pozbawione elementarnej logiki interpretacje.

Ale piękne ad personam.Wracając jednak to tematu.
Owszem, sprzeczne jest karanie niewinnych, ale nie jest wcale sprzeczna myśl, ze ktoś dobrowolnie bierze cierpienie na siebie, aby oszczędzić go innym.
25-08-2010 19:45 
 Ocena 4 na 4
Pan Tau (1237 punktów)
Teresa:
[...] Otóż, wg Katechizmu KK te fragmenty wcale nie świadczą o tym co Ty tu sugerujesz. To nie jest tak, że ci którzy "wydali" Jezusa byli biernymi narzędziami, wykonawcami scenariusza zamierzonego przez Boga.
Bóg jest poza czasem (każda chwila jest dla niego teraźniejsza) i ustalił swój zamysł włączając w to wolną odpowiedź każdego człowieka. Bóg dopuścił czyny ludzi by wypełnić swój zbawczy plan. [...]

Słusznie sugeruje, bo - wałkowano ten temat tutaj niejeden raz - pozaczasowy Bóg i wolna wola człowieka to pojęcia ze sobą sprzeczne.

Nasuwa tu przy okazji całkiem ciekawe pytanie: co to znaczy istnieć poza czasem? Czy w ogóle można mówić o istnieniu w oderwaniu od czasu? Czy ktoś (w szczególności ci, którzy sugerują, że coś takiego może mieć miejsce) jest w stanie to wyjaśnić?
 
25-08-2010 20:48 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>Nasuwa tu przy okazji całkiem ciekawe pytanie: co to znaczy istnieć poza czasem?

To zapewne podobny stan do istnienia w nicości.
18-08-2010 20:31 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witam.
Moja wypowiedź jest być może nieco spóźniona, ale też dość obszerna, a to, jak mi się wydaje, tłumaczy niewielkie opóźnienie.
Mam jednak nadzieję, że przebrniesz przez nią. Przeczytaj to, co napisałem, a doznasz olśnienia, "poznasz prawdę, a prawda Cię wyzwoli".
Wypowiedź dotyczy tylko pierwszego spośród Twoich czterech postów. Postaram się - o ile czas mi na to pozwoli - za kilka dni odpowiedzieć na pozostałe.

>>>>Wszechmogący a skazujący na ukrzyżowanie syna, który jest nim by siebie/jego przebłagał za grzechy ludzi ( sprzeczność do potęgi n)
>>>Nie dostrzegam w tym bezpośredniej sprzeczności.
>>Widocznie źle patrzysz, skoro jej nie dostrzegasz!
>Z moim patrzeniem jest wszystko ok. Sprzeczność zachodzi między zdaniem a jego zaprzeczeniem - na przykład miedzy "deszcz pada" i "deszcz nie pada"; wtórnie mówimy o sprzeczności miedzy nazwą a tą samą nazwą poprzedzoną przez negację, na przykład między "biały" a "nie-biały"
>>[...] Ale - co najważniejsze - to przede wszystkim czyn okrutny. Ojciec skazujący Jezusa, własnego syna jednorodzonego na przeraźliwą śmierć tylko dlatego, że tak sobie wymyślił.
>Jak to Ojciec skazujący Jezusa na śmierć?

Z Twoim patrzeniem jest tylko troszeczkę ok. Przytaczasz tylko część definicji pojęcia "sprzeczność", unikasz podania całej definicji, choćby takiej, jaką podaje internetowy słownik języka polskiego (sjp.pwn.pl/szukaj/sprzeczność).
Oczywiście robisz to celowo, by udowodnić mi, iż nie ma sprzeczności w tym, że "Bóg, jako istota wszechmogąca, skazał na ukrzyżowanie własnego syna, który jest nim, aby siebie, czyli jego, przebłagał za grzechy ludzi".
Niewątpliwie masz rację - a powołujesz się tu na wyjaśnienia prof. Bocheńskiego - że między zdaniem, a jego zaprzeczeniem zachodzi sprzeczność. Pełna zgoda, ja tego nie kwestionuję.
Sięgnąłem jednak do internetowego słownika języka polskiego. Zawarta tam definicja tego pojęcia jest już dalece bardziej rozbudowana o tej, którą podał Bocheński. Oto definicja pojęcia "sprzeczność" z sjp:
Cytat:
sprzeczność
1. "stosunek zachodzący między zjawiskami, myślami, poglądami, interesami sprzecznymi względem siebie"
2. "rzecz sprzeczna z czymś"
3. log. "stosunek między dwoma zdaniami lub nazwami, z których jedno jest negacją drugiego"

Jak zapewne widzisz, definicja, na którą się powołujesz, znajduje się w trzecim punkcie tej, którą ja przytoczyłem. Dostrzegasz zapewne jeszcze punkty 2. i 3. Jestem przekonany, że nie negujesz ich zasadności.

Proponuję Ci przyjrzeć się dokładnie punktowi 2. definicji: "rzecz sprzeczna z czymś". Przykładowo: jeśli ktoś deklaruje, że jest dobrym ojcem (albo za takiego uchodzi w zgodnej opinii wielu ludzi), a następnie tłucze swojego syna tylko dlatego, że koledzy tego syna wybili sąsiadowi szyby w oknach, a ten nie był nawet przy tym obecny, a niektórzy spośród rodziców tych kolegów byli i są nadal łobuzami i złodziejami (tak samo zresztą jak rodzice tych rodziców itd.), to ojciec ten ponad wszelką wątpliwość nie jest dobrym ojcem, a my mamy tu do czynienia - jak to napisała Alicja - już nie tylko ze sprzecznością, ale ze "sprzecznością do potęgi n" między jego czynem, a deklaracją (lub z panującą o nim opinią), jakoby był dobrym ojcem.
Mam nadzieję, że tu się zgadzamy, chyba że jesteś zwolenniczką surowego i bezzasadnego karania dzieci przez rodziców.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-08-2010 23:23 
 Ocena-1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Proponuję Ci przyjrzeć się dokładnie punktowi 2. definicji: "rzecz sprzeczna z czymś". (...) Mam nadzieję, że tu się zgadzamy, chyba że jesteś zwolenniczką surowego i bezzasadnego karania dzieci przez rodziców.

Andrzej pisze o rzeczach oczywistych nie wiadomo po co i mysli, ze odkrywa Amerykę.
Wyrywasz zdania z kontekstu z mojej wypowiedzi. Ja w odpowiedzi dla Ali przecież w pierwszym zdaniu napisałam, ze nie widzę w tym "bezpośredniej sprzeczności" , po czym jednak dalej wyjaśniłam dlaczego nie ma sprzeczności (w szerszym sensie).
sable (465 punktów)
>>to przede wszystkim czyn okrutny.

To nie był czyn (chodzi o śmierć Jezusa) okrutny ale niezbędny. Zostało to postanowione przez Jahwe zaraz po zawirusowaniu przez Szatana programu operacyjnego pierwszej pary gatunku ludzkiego - biblijni Adam i Ewa.
Gatunek ludzki został stworzony we właściwym miejscu (planeta Ziemia) do życia i wyposażony w system przetrwania czyli ciągłej, bez ingerencji Jahwe, prokreacji. Celem stworzenia gatunku ludzkiego była, nadal jest i wciąż będzie, potrzeba ciągłej dostawy energii boskiej, która zasiana została w każdym człowieku przy jego narodzeniu i odebrana przy jego śmierci. Temat ten został szczegółowo przeze mnie wytłumaczony w wątku "Prawdziwy cel stworzenia gatunku ludzkiego" - link:
www.racjonalista.pl/forum.php/p,150/s,351065

>>Ojciec skazujący Jezusa, własnego syna jednorodzonego na przeraźliwą śmierć tylko dlatego, że tak sobie wymyślił.

To nie Jahwe wymyślił taką śmierć lecz Rzymianie. A śmierć Jezusa była konieczna aby jego duch oderwał się od ciała i przetestował nowy program autorstwa Jahwe & Spółka, mający zapewnić odzyskanie boskiej energii dusz ludzkich, która po tzw. grzechu pierworodnym była uwięziona w krainie śmierci Szatana.
Ukrzyżowanie było najbardziej popularną śmiercią za wszelkie przewinienia w tamtym czasach, na terytorium Imperium Rzymskiego. Gdyby Jezus pojawił się w późniejszych epokach to umarł by przez powieszenie, zgilotynowanie, po wstrzyknięciu trucizny lub na krześle elektrycznym. W śmierci krzyżowej Rzymianie połączyli element kary za przewinienie oraz krwawego widowiska, które bardzo lubili. Ukrzyżowanie miało odstraszyć innych od przekroczenia praw rzymskich. Był to też rodzaj widowiska dla tłumów gapiów.
18-08-2010 20:35 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
Wróćmy zatem do kwestii ukrzyżowania Jezusa.

Otóż środek, do którego sięga Bóg dla realizacji zbawczego celu jest okrutny. Śmierć na krzyżu - o czym już pisałem, a i Ty zapewne zdajesz sobie z tego sprawę - należy do najokrutniejszych sposobów pozbawiania kogoś życia, czy też, co na jedno wychodzi, śmierć ta jest jednym z najstraszliwszych sposobów umierania.
Cel został zatem przez Boga jasno określony, a jest nim zdjęcie z ludzkości zmazy grzechu pierworodnego, grzechu przez nich niezawinionego, gdyż popełnionego przez prarodziców.
Sposób do realizacji tego celu, wybrany oczywiście autorytarnie przez Boga jest straszliwy. Bóg bowiem syna swego jednorodzonego sobie samemu składa jako "ofiarę przebłagalną" za grzechy ludzkości.

Ponieważ środek, do którego Bóg się ucieka, jest straszliwy, to z oczywistych względów należałoby uznać, że był to jedyny sposób, jakim mógł się posłużyć, aby cel ten osiągnąć. W przeciwnym bowiem przypadku wydanie Jezusa na śmierć przez ukrzyżowanie wydaje się co najmniej wysoce niezrozumiałe. To moje odczucie jest ponadto szczególnie uzasadnione tym, że nigdzie w NT nie dostrzegam jakiegokolwiek logicznego uzasadnienia, że dla osiągnięcia zamierzonego przez Boga celu śmierć Jezusa była niezbędna, a wybór rodzaju śmierci - tj. ukrzyżowania - był w odczuciu Boga jedyny i niezbędny. Co więcej - wobec braku uzasadnienia, o którym piszę, męka i śmierć Jezusa na krzyżu są dla mnie moralnie bulwersujące.

Dla osiągnięcia celu Bóg zdecydował się na czyn tak okrutny, iż konieczne wydaje się postawienie kilku pytań. Po pierwsze - czy wydanie Jezusa na śmierć przez ukrzyżowanie było jedynym znanym Bogu środkiem do osiągnięci tego celu? Po drugie - czy Bóg znał inne jeszcze środki osiągnięcia zamierzonego celu (oczywiście niezwiązane z pozbawieniem życia Jezusa, czy też jakichkolwiek innych osób), a jeśli tak, to dlaczego z żadnego z nich nie skorzystał?

Niezależnie od tego, jaką odpowiedź na tak postawione pytania uznamy za właściwą, to i tak zawsze będziemy mieć do czynienia z ograniczeniem wszechmocy Boga, a pewnych przypadkach również z ograniczeniem jego miłości do własnego syna.
Ale zdecydowanie ważniejsze jest następujące pytanie: kto narzucił Bogu, że osiągnięcie celu jest możliwe wyłącznie po spełnieniu jakichś warunków (w tym przypadku warunkiem tym było ukrzyżowanie Jezusa)? Spróbuj sobie jakoś odpowiedzieć na to pytanie. A może nikt? A może Wszechmocny ot po prostu tak chciał? A może "koszty" nie grały tu żadnej roli? Nie wiem.

Niech za mnie odpowiedzi tej udzieli Ci znany francuski liberalny pisarz katolicki - powtarzam: katolicki - niejaki Jacques Duquesne, autor książki zatytułowanej Jezus (wyd. Marabut, Gdańsk, 1996, przytaczam fragment ze stron 61-62 - wytłuszczenie w tekście moje):
Cytat:
Czy naprawdę można sobie wyobrazić Boga miłości - choćby ze słynnej przypowieści o synu marnotrawnym - który godzi się wybaczyć ludziom głupotę pierwszych rodziców tylko pod warunkiem, że Jego Syn złoży mu samego siebie za ofiarę? Bóg jako łaknący krwi barbarzyńca tak opętany żądzą zemsty, że sam sobie składa w ofierze własnego syna. Ten obraz nie ma nic wspólnego z Jezusem, który nigdy nie mówi o grzechu pierworodnym. Jedynie o ludzkim złu - a to zasadnicza różnica.

Zakładam, że nie zgadzasz się z tym, co powyżej napisałem. Zakładam również, że aby udowodnić mi, iż nie mam racji, powołasz się na definicję pojęcia "sprzeczność" według, dajmy na to, prof. Józefa Tischnera. Ale czy to jest w stanie cokolwiek jeszcze zmienić?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-08-2010 23:33 
 0 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Cel został zatem przez Boga jasno określony, a jest nim zdjęcie z ludzkości zmazy grzechu pierworodnego, grzechu przez nich niezawinionego, gdyż popełnionego przez prarodziców.

Celem było zgładzenie grzechów popełnionych po grzechu pierworodnym.

>To moje odczucie jest ponadto szczególnie uzasadnione tym, że nigdzie w NT nie dostrzegam jakiegokolwiek logicznego uzasadnienia, że dla osiągnięcia zamierzonego przez Boga celu śmierć Jezusa była niezbędna, a wybór rodzaju śmierci - tj. ukrzyżowania - był w odczuciu Boga jedyny i niezbędny. Co więcej - wobec braku uzasadnienia, o którym piszę, męka i śmierć Jezusa na krzyżu są dla mnie moralnie bulwersujące.

Ja widzę takie uzasadnienie. Po pierwsze chodzi o zasadę, że nie ma absolutnej niekaralności i że każde zło moralne musi być odkupione odpowiednią sumą cierpienia. I wolno wierzyc, ze poniewaz Syn Boży wział na siebie to brzemie to lancuch zla został przerwany.
Po drugie chodzi o to, ze ludzie przyznają , ze są zbyt słabi aby przerwac łańcuch zła i , że zbawienie nie moze byc wyłącznie ich własnym dziełem przez co Bog musiał przyjsc na swiat.

>Zakładam, że nie zgadzasz się z tym, co powyżej napisałem. Zakładam również, że aby udowodnić mi, iż nie mam racji, powołasz się na definicję pojęcia "sprzeczność" według, dajmy na to, prof. Józefa Tischnera. Ale czy to jest w stanie cokolwiek jeszcze zmienić?

No właśnie, autor powyższej przytoczonego cytatu pisze o tym, ze "Ten obraz nie ma nic wspólnego z Jezusem, który nigdy nie mówi o grzechu pierworodnym. Jedynie o ludzkim złu - a to zasadnicza różnica". A wiec autor ów tak samo jak ja traktuje wydanie na śmierć Jezusa jako zło ludzi.
16-09-2010 21:52 
 Ocena 5 na 5
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witam ponownie.
Czy takie dyskusje jak nasza mają sens? Chyba nie. Jesteśmy na dwóch przeciwstawnych i na dodatek mocno odpychających się biegunach. Jestem przekonany, że tak już zostanie, niezależnie od tego, jak długo będziemy dyskutować i co każde z nas w tej dyskusji napisze.
Odpowiedź, którą zaraz opublikuję, zakończyłem pisać już kilkanaście dni temu. Napisałem ją by natychmiast stwierdzić, że jednak nie ogłoszę jej na forum. Bo i po co? Ale nagle od kilku dni zaczęły mnie prześladować jakieś koszmarne myśli. Oczyma wyobraźni widziałem Cię triumfującą z powodu braku mojej odpowiedzi! Już nic gorszego nie mogłem sobie wyobrazić.
Dlatego też odpiszę Ci. Opublikuję przygotowaną już dawno wypowiedź. Ustosunkuję się jednak tylko do niektórych wątków naszej dyskusji, w mojej subiektywnej ocenie tych ciekawszych. Pewne fragmenty Twojej wypowiedzi pominę, bo one bądź to nic ważnego do dyskusji nie wnoszą, bądź też moja odpowiedź byłaby jedynie powtarzaniem tego, co już wcześniej napisałem.

Przypadkowo przed chwilą przyznałem plus Twojej wypowiedzi. Chciałem kliknąć na "odpowiedz", a kliknąłem na "+". Tego się zapewne po mnie nie spodziewałaś. I nie dziwię Ci się. Ale już się stało. Masz u mnie plus.

>>Cel został zatem przez Boga jasno określony, a jest nim zdjęcie z ludzkości zmazy grzechu pierworodnego, grzechu przez nich niezawinionego, gdyż popełnionego przez prarodziców.
>Celem było zgładzenie grzechów popełnionych po grzechu pierworodnym.

Zgadza się. Celem było - jak to napisałaś - "zgładzenie grzechów popełnionych po grzechu pierworodnym", czyli tzw. grzechów osobistych, a także starcie z ludzkości skazy grzechu pierworodnego popełnionego przez Adama i Ewę. Pełna zgoda. Kolejność oczywiście dowolna.

Grzech jest złamaniem obowiązującego prawa, tego moralnego też. Adam i Ewa zgrzeszyli, bo nie przestrzegali prawa. Złamali jedyny istniejący podówczas zakaz i spożyli owoc z "drzewa poznania dobra i zła". Ponieważ jednak zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6, 23), zatem prarodzice swój grzech przypłacili śmiercią.
Adam i Ewa mogli grobu uniknąć. Jak należy sądzić z pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju zamysłem Boga był świat bez śmierci. Grzech nieposłuszeństwa prarodziców spowodował jednak, że w świecie zaczęła panować śmierć.
Czynem swym prarodzice zaszkodzili jednak nie tylko sobie, ale - co najgorsze - całemu rodzajowi ludzkiemu. Wszystkie pokolenia dziedziczą bowiem po prarodzicach ów grzech pierworodny, który niejako przekazywany jest ludziom w chwili rodzenia się, a tym samym dziedziczą śmierć.

Przez około dwa tysiące lat - tj. od Adama do Mojżesza i nadania ludzkości Prawa przez samego Boga - potomkowie Adama i Ewy żadnych grzechów nie popełniali. Nie mogli ich bowiem popełnić, gdyż nie było prawa, do którego musieliby się stosować. Skoro nie łamali prawa - bo tego prawa nie było - to nie grzeszyli (Rz 4, 15 oraz 5, 13). A jednak umierali, ponosili zatem karę taką, jaka za grzech pierworodny spadła na prarodziców. Dlaczego?
To jest okrutne. Jak bowiem można być winnym grzechu, którego się nie popełniło, nie akceptowało i na jego popełnienie nie miało żadnego wpływu (tzn. nie mogło mu zapobiec). A jednak była kara, najgorsza z możliwych - śmierć. Te słowa dotyczą nie tylko tych ludzi, którzy w okresie wspomnianych dwóch tysięcy lat zostali ukarani za grzech, którego nie popełnili. Te słowa odnoszą się również do Jezusa, który skonał na krzyżu m.in. dlatego, by wybawić ludzkość ze zmazy grzechu pierworodnego.

Paweł pisał na ten temat w autentycznym Liście do Rzymian:
Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli [...] przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego [...] przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający [...] przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami [...] (Rz 5, 12.17.18.19).
Zobacz jeszcze słowa Dawida z Psalmu 51 (Ps 51, 7).

I od razu jasne się staje, dlaczego tak wielu teologów katolickich twierdzi - a Ty jak widać idziesz ich śladem - że celem śmierci Jezusa na krzyżu było jedynie zgładzenie grzechów osobistych popełnianych przez ludzi, i że ofiara Jezusa nie miała nic wspólnego z grzechem pierworodnym.
W tym aspekcie zrozumiały też jest - ale absolutnie nie do zaakceptowania - następujący zapis w Katechizmie Kościoła katolickiego:
W jaki sposób grzech Adama stał się grzechem wszystkich jego potomków? [...] Przekazywanie grzechu pierworodnego jest jednak tajemnicą, której nie możemy w pełni zrozumieć (KKk 404).
Jakie to wszystko proste. Po cóż wierni mają cokolwiek rozumieć? A nuż zadaliby jeszcze ważniejsze pytania. Choćby np. takie: "dlaczego grzech pierworodny prarodziców przechodzi na cały rodzaj ludzki? dlaczego kochający nas, dobry Bóg, wpisał ten grzech w nasz kod genetyczny? dlaczego mamy rodzić się i żyć naznaczeni jego piętnem?"
Chrześcijanie takich pytań zadawać jednak nie mogą! Autorzy KKk zadbali o to i wydali im polecenie wyrzeczenia się myślenia i rozumienia.

Wydaje mi się, że teraz już rozumiesz, dlaczego ja akcentuję przede wszystkim związek między grzechem pierworodnym a ofiarą Jezusa.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Teresa (2693 punktów)
>Witam ponownie.

Witam równiez

>Przez około dwa tysiące lat - tj. od Adama do Mojżesza i nadania ludzkości Prawa przez samego Boga - potomkowie Adama i Ewy żadnych grzechów nie popełniali. (...)
>Paweł pisał na ten temat w autentycznym Liście do Rzymian:
>Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli [...] przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego [...] przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający [...] przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami [...] (Rz 5, 12.17.18.19).

O tym, ze przez jednego(Adama) przyszła śmierć na wszystkich to piszesz, ale o tym, że przez śmierc Jednego (Chrystusa) wszyscy mogą pojsc do nieba nie wspominasz. Dlaczego to mnie nie dziwi?
Szkoda ze więc nie dokończyłeś całości Rz 5,18:
"18 A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. 19 Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi*."
Oczywiście można próbować interpretować Pismo św. na rózne sposoby, ale już takie wyrywkowe wyjmowanie fragmentów zdań z kontekstu to jest manipulacja. Ja szukam najbardziej wiarygodnej interpretacji, natomiast nie jestem przekonana czy Ty takiej aby poszukujesz.

Nie zaryzykowałam również stwierdzenia, że ludzie "od Adama do Mojżesza i nadania ludzkości Prawa" nie popełniali żadnych grzechów. Przynajmniej autor/autorzy 4 rozdziału Księgi Rodzaju tak nie myśleli: "Pan zapytał Kaina: «Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? 7 Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować»."
Ponadto, czy to nie u św. Paweł jest mowa o tym, ze poganie, którzy nie mają prawa, maja prawo zapisane w swoich sercach? A potop? Czy nie był zesłany z powodu grzechów (tzn. nieprawości ludzi)?

>I od razu jasne się staje, dlaczego tak wielu teologów katolickich twierdzi - a Ty jak widać idziesz ich śladem - że celem śmierci Jezusa na krzyżu było jedynie zgładzenie grzechów osobistych popełnianych przez ludzi, i że ofiara Jezusa nie miała nic wspólnego z grzechem pierworodnym.

Nie, muszę to sprostować. Śmierć Chrystusa oczyszcza z wszystkich grzechów (w tym z grzechu pierworodnego).

>Jakie to wszystko proste. Po cóż wierni mają cokolwiek rozumieć? A nuż zadaliby jeszcze ważniejsze pytania. Choćby np. takie: "dlaczego grzech pierworodny prarodziców przechodzi na cały rodzaj ludzki? dlaczego kochający nas, dobry Bóg, wpisał ten grzech w nasz kod genetyczny? dlaczego mamy rodzić się i żyć naznaczeni jego piętnem?"
Chrześcijanie takich pytań zadawać jednak nie mogą! Autorzy KKk zadbali o to i wydali im polecenie wyrzeczenia się myślenia i rozumienia.

To absurdalne, czyli najpierw chrześcijanie mieliby wymyślic sobie grzech pierworodny a później sami sobie zabronic myslenia o nim
Poza tym z w/w przytoczonego fragmentu KKK nic takiego nie wynika co sugerujesz.

Nie, nie tylko, ze chrz. mogą zadawać sobie takie pytania, ale nawet sobie je zadają (Ojcowie Kosciola, Tomasz z Akwinu). Przekazywanie grzechu pierworodnego próbuje tez wyjaśnić np. C .S. Lewis w książce "Problem Cierpienia". Wg Lewisa przed Upadkiem w Raju człowiek miał pełną kontrole nad swoim organizmem, ale kiedy poprzez swój bunt odciął się od źródła mocy tj, od Boga jego organizm znalazł się pod kontrolą zwykłych biochemicznych praw (stąd ból, śmierć).

>Wydaje mi się, że teraz już rozumiesz, dlaczego ja akcentuję przede wszystkim związek między grzechem pierworodnym a ofiarą Jezusa.

Tak, juz rozumiem, ale coraz bardziej sie pograzasz.
16-09-2010 21:54 
 Ocena 6 na 6
Andrzej.51 (15814 punktów)
Czas najwyższy na dowody potwierdzające słuszność tego, co w tym i poprzednich postach napisałem:

(1) Wyznanie wiary autorstwa papieża Pawła VI (voxdomini.com.pl/vox_art/wyznanie.html)
"Wierzymy, że Pan nasz Jezus Chrystus odkupił nas przez Ofiarę Krzyża od grzechu pierworodnego i od wszystkich grzechów osobistych, przez każdego z nas popełnionych [...]"

(2) Stanowisko Jana Pawła II wyrażone w jego katechezach na temat grzechu (www.spowiedz.pl/sin07.htm)
Jan Paweł II przytacza cytowane powyżej słowa Pawła VI i dodaje:
"Jak widać, również tekst Pawła VI potwierdza, że cała objawiona nauka o grzechu, a w szczególności o grzechu pierworodnym, pozostaje w ścisłym odniesieniu do tajemnicy Odkupienia".

Nie muszę zapewne dodawać, że w obu przypadkach mamy do czynienia z oświadczeniami ex cathedra. Autorzy tych słów stwierdzają, że efektem ukrzyżowania Jezusa było jednak wykupienie ludzkości od zmazy grzechu pierworodnego. Ty z tym dyskutować nie możesz.

(3) Podam jeszcze fragment z katechezy 17 z dn. 1 sierpnia 2010 r. w pewnej parafii w Stawiskach (parafia.stawiski.pl/katecheza-sierpien-2010):
"Od nieszczęścia grzechu pierworodnego i grzechów uczynkowych uwalnia nas Jezus Chrystus przez swoją ofiarę złożoną na drzewie krzyża, śmierć i zmartwychwstanie".

Mam nadzieję, że dokładnie te kilka zdań przeczytałaś? Czy nadal jeszcze twierdzisz, że śmierć Jezusa na krzyżu była jedynie ofiarą za tzw. grzechy osobiste popełnione przez ludzi po grzechu pierworodnym?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Teresa (2693 punktów)

>Czas najwyższy na dowody potwierdzające słuszność tego, co w tym i poprzednich postach napisałem:

To pieknie, ale polemizujesz sam ze sobą

>(...) Mam nadzieję, że dokładnie te kilka zdań przeczytałaś? Czy nadal jeszcze twierdzisz, że śmierć Jezusa na krzyżu była jedynie ofiarą za tzw. grzechy osobiste popełnione przez ludzi po grzechu pierworodnym?

A czy Ty nadal bijesz swoją zonę? Przepraszam, ale takie chwyty to nie ze mną .
16-09-2010 21:57 
 Ocena 7 na 7
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>To moje odczucie jest ponadto szczególnie uzasadnione tym, że nigdzie w NT nie dostrzegam jakiegokolwiek logicznego uzasadnienia, że dla osiągnięcia zamierzonego przez Boga celu śmierć Jezusa była niezbędna, a wybór rodzaju śmierci - tj. ukrzyżowania - był w odczuciu Boga jedyny i niezbędny. Co więcej - wobec braku uzasadnienia, o którym piszę, męka i śmierć Jezusa na krzyżu są dla mnie moralnie bulwersujące.
>Ja widzę takie uzasadnienie. Po pierwsze chodzi o zasadę, że nie ma absolutnej niekaralności i że każde zło moralne musi być odkupione odpowiednią sumą cierpienia.

Teresa. Wstydź się swojej odpowiedzi!

Po pierwsze. Pomijasz milczeniem tę część mojego pytania, w którym podaję w wątpliwość, czy "dla osiągnięcia zamierzonego przez Boga celu śmierć Jezusa była niezbędna, a wybór rodzaju śmierci - tj. ukrzyżowania - był w odczuciu Boga jedyny i niezbędny". Szkoda, że do tak postawionego pytania nie chcesz, czy też nie potrafisz się ustosunkować.

Po drugie. Zgadzam się tylko z tą częścią Twojej odpowiedzi, w której twierdzisz, że każde zło moralne powinno być jakoś odkupione. Ale czy aby na pewno tym odkupieniem, czy też zadośćuczynieniem, winno być cierpienie jakiejś osoby (nie określasz tu, czy chodzi o cierpienie osoby, która tego zła się dopuściła, czy też jakiejś innej osoby). Tu mam bardzo poważne wątpliwości.

Po trzecie. Jest dla mnie oczywiste, że karać należy sprawcę złego czynu, a nie osobę nie mającą z tym czynem nic wspólnego. Odpowiedzialność zbiorowa jest złem. Jednak, jak widzę, Tobie się ona podoba. Jesteś zwolenniczką karania w myśl zasady: "Kowal zawinił, a cygana powiesili". Innymi słowy - na zło chcesz odpowiadasz złem! Czy taką samą ocenę powinno się również odnieść do Boga, który Jezusa na "ofiarę przebłagalną" wyznaczył? Ja na to pytanie Ci nie odpowiem. Zostawiam je Tobie.

Po czwarte. Pisałem Ci w poprzednich postach, że wprawdzie Jezus wydał się na śmierć, ale trudno w tym przypadku mówić o pełnej dobrowolności. Wykonał jedynie plan swojego niebiańskiego ojca. Jezus nie dążył jednak do spełnienia tej ojcowskiej woli, on się do tej woli jedynie naginał. A Ty uparcie podkreślasz jedynie rolę Jezusa, a przy okazji przedstawiasz ją w złym świetle. Natomiast rolę Boga z premedytacją pomijasz. Zobacz jeszcze raz moje wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,350334#w354037, www.racjonalista.pl/forum.php/s,350334#w354040 oraz www.racjonalista.pl/forum.php/s,350334#w354041.
Tam wyraźnie jest opisana rola syna i jego ojca w całym akcie przebłagalnym. Podane tam cytaty z NT jednoznacznie określają wolę Boga Ojca.

Po piąte. Katolicy twierdzą, że za sprawą Boga Maria urodziła się bez zmazy grzechu pierworodnego. Ponieważ ani Biblia, ani też tradycja nie dostarczają w tej kwestii żadnych dowodów, więc w 1854 roku papież Pius IX ogłosił dogmatem, że Maria była wolna od wszelkiej zmazy pierworodnej winy. Dlaczego zatem pewnego dnia Bóg nie sprawił, że wszyscy ludzie po wsze czasy będą się już rodzić bez obciążenia grzechem prarodziców? Przecież pokazał, że potrafi. Czy coś stało mu na przeszkodzie?
Gdyby to uczynił, wówczas nie musiałby swego syna wydawać na pewną śmierć. Zastanawiałaś się kiedyś nad tym?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Teresa (2693 punktów)
>Po pierwsze. Pomijasz milczeniem tę część mojego pytania, w którym podaję w wątpliwość, czy "dla osiągnięcia zamierzonego przez Boga celu śmierć Jezusa była niezbędna, a wybór rodzaju śmierci - tj. ukrzyżowania - był w odczuciu Boga jedyny i niezbędny". Szkoda, że do tak postawionego pytania nie chcesz, czy też nie potrafisz się ustosunkować.

Skoro tak nalegasz to odpowiem. Skoro grzechy ludzi były (i są) okrutne i potworne to i śmierć, która mogła odkupić te grzechy musiała być okrutna i potworna.

>Po drugie. Zgadzam się tylko z tą częścią Twojej odpowiedzi, w której twierdzisz, że każde zło moralne powinno być jakoś odkupione. Ale czy aby na pewno tym odkupieniem, czy też zadośćuczynieniem, winno być cierpienie jakiejś osoby (nie określasz tu, czy chodzi o cierpienie osoby, która tego zła się dopuściła, czy też jakiejś innej osoby). Tu mam bardzo poważne wątpliwości.

Ludzie są w stosunku do siebie (i Boga) winni. Wina prowokuje do rewanżu i w ten sposób tworzy się łańcuch przewinień, łańcuch zła. Jezus pokazał, ze wine można usunąć nie poprzez rewanż ale przez przebaczenie. A przebaczenie zaś człowieka kosztuje, gdyż musi "wycierpieć" zło którego zaznał. Syn Boży zapłacił za przebaczenie i uzdrowienie serca człowieka.

>Po trzecie. Jest dla mnie oczywiste, że karać należy sprawcę złego czynu, a nie osobę nie mającą z tym czynem nic wspólnego. Odpowiedzialność zbiorowa jest złem. Jednak, jak widzę, Tobie się ona podoba. Jesteś zwolenniczką karania w myśl zasady: "Kowal zawinił, a cygana powiesili". Innymi słowy - na zło chcesz odpowiadasz złem! Czy taką samą ocenę powinno się również odnieść do Boga, który Jezusa na "ofiarę przebłagalną" wyznaczył? Ja na to pytanie Ci nie odpowiem. Zostawiam je Tobie.

Ale ja mowię o innej możliwości, ze ktoś może dobrowolnie wziąć karę na siebie dla dobra innych? Rozumiem, ze taka możliwość nie mieści się to w wąskich ramach Twojego światopoglądu?

>Po czwarte. Pisałem Ci w poprzednich postach, że wprawdzie Jezus wydał się na śmierć, ale trudno w tym przypadku mówić o pełnej dobrowolności. Wykonał jedynie plan swojego niebiańskiego ojca. Jezus nie dążył jednak do spełnienia tej ojcowskiej woli, on się do tej woli jedynie naginał.

Skoro Syn sam "się nagiął" tzn. że jednak dążył do wypełnienia woli Ojca.. nie ważne jak pejoratywnego określenia użyjesz. Tak więc to Twoja interpretacja jest naciągana.

>Dlaczego zatem pewnego dnia Bóg nie sprawił, że wszyscy ludzie po wsze czasy będą się już rodzić bez obciążenia grzechem prarodziców? Przecież pokazał, że potrafi. Czy coś stało mu na przeszkodzie?
>Gdyby to uczynił, wówczas nie musiałby swego syna wydawać na pewną śmierć. Zastanawiałaś się kiedyś nad tym?

Ej, brak grzechu pierworodnego nie gwarantuje bezgrzeszności. Adam i Ewa też nie byli obciążeni grzechem pierworodnym (jak Maryja) a mimo to zgrzeszyli.
Po drugie Maryja jest wyjątkowa, bo była świątynią Ducha św. (w nieco innym sensie niż inni wierzący). Po drugie mozna dostrzec pewna symetrię Adam i Ewa oraz Jezus i Maryja.
16-09-2010 21:59 
 Ocena 7 na 7
Andrzej.51 (15814 punktów)
>I wolno wierzyc, ze poniewaz Syn Boży wział na siebie to brzemie to lancuch zla został przerwany.

A jakiż to łańcuch zła został przerwany? O czym Ty piszesz?
Jezus oddał swoje życie na krzyżu. Tym czynem wyzwolił ponoć ludzkość ze zmazy grzechu pierworodnego i zgładził grzechy osobiste ludzi. Taki był boski zamiar i tak to zdefiniował Paweł VI w katolickim wyznaniu wiary, a te jego słowa potwierdził Jan Paweł II.

W "definicji" Pawła VI mowa jest o "odkupieniu" grzechów przez Jezusa. Odkupuje się zawsze coś od kogoś. W tym konkretnym przypadku Jezus swoją śmiercią odkupił nasze grzechy i grzech pierworodny od (u) Boga. Bóg bowiem był zagniewany na nas o to, że grzeszymy. Postawił tedy Bóg warunek, ukuty jeszcze przed stworzeniem świata: jest oto gotów wybaczyć nam nasze grzechy, ale jego syn jednorodzony, czyli istota którą najbardziej ze wszystkich kochał, która mimo swego ontologicznego statusu była jednak zdolna do odczuwania bólu i męki konania, złoży mu swe życie w ofierze na krzyżu i w ten sposób uczyni mu zadość swą "ofiarą przebłagalną" złożoną za ludzkość.
Czy dobrze to rozumiem? Chyba tak. Bo w końcu podobnie napisali to - znacznie przede mną - autorzy KKk:
[...] Przez swoje posłuszeństwo aż do śmierci Jezus stał się cierpiącym Sługą, który w sposób zastępczy "siebie na śmierć ofiarował", "poniósł grzechy wielu", aby "usprawiedliwić wielu i dźwigać ich nieprawości". Wynagrodził On za nasze winy i zadośćuczynił Ojcu za nasze grzechy (KKk 615).

Piszę to wszystko po to, by zapytać Cię o skuteczność "ofiary przebłagalnej" złożonej przez Jezusa, by zapytać Cie o skuteczność boskiego zamysłu.
Jakiż był efekt ofiary Jezusa?
Jak ludzkość grzeszyła, tak nadal grzeszy. To po Jezusie na świecie "grzeszyli" tacy zbrodniarze, jak Hitler, Mengele, Stalin, czy im podobni.
A co z grzechem pierworodnym? Też nic. Bo skutki grzechu pierworodnego nadal pozostały: choroby, śmierć, trudy życia, bolesny poród, czy też w końcu pożądliwość płciowa (w oczywisty sposób powiązana przecież z grzechem pierworodnym).
Po co w takim razie śmierć Jezusa na krzyżu? Czyżby była daremna, skoro zło pozostało?
Jak pogodzić istnienie zła, wyrządzanego przecież nie tylko przez ludzi, z nieograniczoną miłością Boga?

A poza tym zastanów się, czy grzech pierworodny w ogóle istnieje. Raczej nie. Jak bowiem pogodzić rzekome dziedziczenie grzechu pierworodnego przez wszystkich ludzi z takim oto fragmentem z Księgi Ezechiela:
Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna. Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego (Ez 18, 20 - podobnie w Pwt 24, 16).
A zatem nie ma dziedziczenia grzechu pierworodnego! Pojęcie "grzech pierworodny" traci zatem swoje znaczenie!
Jeśli przyjmiemy ponadto: (1) nieograniczoną wszechwiedzę i nieomylność Boga - obejmującą również wiedzę o tym, co ma się zdarzyć w przyszłości, a także (2) jego nieograniczoną wszechmoc, która musi mu umożliwiać ingerencję w bieg wydarzeń, wówczas musimy stwierdzić, iż trudno w ogóle mówić o odpowiedzialności człowieka za tzw. grzechy osobiste, gdyż to, co Bóg wszechwiedzący i nieomylny przewidział, musiało się wydarzyć, a człowiek musiał to wykonać.
Wobec powyższego oczywistym jest pytanie: Czy ofiara i śmierć Jezusa na krzyżu były konieczne i do czegokolwiek potrzebne?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Teresa (2693 punktów)
>A jakiż to łańcuch zła został przerwany? O czym Ty piszesz?

O tym napisałam powyżej

>Piszę to wszystko po to, by zapytać Cię o skuteczność "ofiary przebłagalnej" złożonej przez Jezusa, by zapytać Cie o skuteczność boskiego zamysłu.
>Jak ludzkość grzeszyła, tak nadal grzeszy. To po Jezusie na świecie "grzeszyli" tacy zbrodniarze, jak Hitler, Mengele, Stalin, czy im podobni.

Nieprawda, bo żyli też tacy święci jak np. misjonarze żyjący wśród trędowatych, Franciszek z Asyżu czy matka Teresa.
Jest tak jak jest, bo świat nie funkcjonuje jak automat. Poza tym nikt nie obiecywal, ze będzie łatwo.

>A co z grzechem pierworodnym? Też nic. Bo skutki grzechu pierworodnego nadal pozostały: choroby, śmierć, trudy życia, bolesny poród, czy też w końcu pożądliwość płciowa (w oczywisty sposób powiązana przecież z grzechem pierworodnym).

To prawda, chrzest nie usunął magicznie z naszego wnętrza różnych grzesznych pożądliwości. Ale jak uczy Sobór Trydencki "ta pożądliwość jest nam zostawiona dla walki, nie może ona szkodzić tym, którzy jej nie dają przyzwolenia i mężnie opierają się jej z pomocą łaski Jezusa Chrystusa" (Sesja V, kan. 5).

>A poza tym zastanów się, czy grzech pierworodny w ogóle istnieje. Raczej nie. Jak bowiem pogodzić rzekome dziedziczenie grzechu pierworodnego przez wszystkich ludzi z takim oto fragmentem z Księgi Ezechiela:
Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna. Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego (Ez 18, 20 - podobnie w Pwt 24, 16).
A zatem nie ma dziedziczenia grzechu pierworodnego! Pojęcie "grzech pierworodny" traci zatem swoje znaczenie!

To nie tak , bo grzech pierworodny nie jest grzechem osobistym osoby, która się w nim rodzi. Grzech pierworodny to jest stan oddalenia od Boga. A zatem odpowiedz na pytanie "Dlaczego my musimy cierpieć za to, że pierwsi rodzice zgrzeszyli?" brzmi nie "za to", tylko "dlatego ".

>Jeśli przyjmiemy ponadto: (1) nieograniczoną wszechwiedzę i nieomylność Boga - obejmującą również wiedzę o tym, co ma się zdarzyć w przyszłości, a także (2) jego nieograniczoną wszechmoc, która musi mu umożliwiać ingerencję w bieg wydarzeń, wówczas musimy stwierdzić, iż trudno w ogóle mówić o odpowiedzialności człowieka za tzw. grzechy osobiste, gdyż to, co Bóg wszechwiedzący i nieomylny przewidział, musiało się wydarzyć, a człowiek musiał to wykonać.
>Wobec powyższego oczywistym jest pytanie: Czy ofiara i śmierć Jezusa na krzyżu były konieczne i do czegokolwiek potrzebne?

Jeśli człowiek musial to wykonac to znaczy, ze nie ma wolnej woli, a wtedy pojecie grzechu traci sens (bo jest to dobrowolne przekroczenie przykazan), a zatem nie ma tez sensu pytanie czy "ofiara i śmierć Jezusa na krzyżu za grzechy były konieczne".
16-09-2010 22:01 
 Ocena 6 na 6
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Po drugie chodzi o to, ze ludzie przyznają , ze są zbyt słabi aby przerwac łańcuch zła i , że zbawienie nie moze byc wyłącznie ich własnym dziełem przez co Bog musiał przyjsc na swiat.

Bo widocznie judeochrześcijański Bóg stworzył taki świat, w którym nasze życie i zło są ze sobą nierozerwalnie złączone. Mógł stworzyć inny, ale albo nie chciał, albo nie potrafił, albo też czymś był uwarunkowany i stworzył właśnie taki. Pisałem już o tym.
Bóg, a właściwie jego Syn, który też ponoć jest Bogiem, przyszedł na świat i ofiarę ze swego życia na krzyżu za grzechy ludzkości złożył. I co? Jaki efekt?
Powiesz zapewne, że przecież otrzymaliśmy życie wieczne po śmierci. No cóż, chcesz w to wierzyć, więc wierzysz. Ale przydałyby się jakieś dowody! A poza tym, dlaczego skutki błędu prarodziców pozostały? Czyżby ofiara Jezusa była nie w pełni skuteczna?

>No właśnie, autor powyższej przytoczonego cytatu pisze o tym, ze "Ten obraz nie ma nic wspólnego z Jezusem, który nigdy nie mówi o grzechu pierworodnym. Jedynie o ludzkim złu - a to zasadnicza różnica". A wiec autor ów tak samo jak ja traktuje wydanie na śmierć Jezusa jako zło ludzi.

Piszesz o podanym przeze mnie fragmencie z książki Jacquesa Duquesne pt. Jezus (www.racjonalista.pl/forum.php/s,350334#w354035). Nie wiem jednak na jakiej podstawie twierdzisz, że "autor ów tak samo jak ja traktuje wydanie na śmierć Jezusa jako zło ludzi"? Duquesne napisał wprawdzie, że Jezus "nigdy nie mówi o grzechu pierworodnym, jedynie o ludzkim złu", ale to bynajmniej nie upoważnia Cię do wniosku, że traktuje on "wydanie na śmierć Jezusa jako zło ludzi". Cóż ma jedno z drugim wspólnego. Przecież Duquesne wyraźnie napisał, że to bóg sam sobie złożył w ofierze własnego syna. Nie przeczytałaś uważnie, przytoczę Ci zatem te słowa jeszcze raz:
Czy naprawdę można sobie wyobrazić Boga miłości [...] który godzi się wybaczyć ludziom głupotę pierwszych rodziców tylko pod warunkiem, że Jego Syn złoży mu samego siebie za ofiarę? Bóg jako łaknący krwi barbarzyńca tak opętany żądzą zemsty, że sam sobie składa w ofierze własnego syna."

Faktem jest oczywiście, że Jezus nigdy kazania o grzechu pierworodnym nie wygłosił. Spotkałem się z tłumaczeniem, iż nie zrobił tego, gdyż zdawał sobie sprawę z tego, że jego słuchacze nie byli odpowiednio przygotowani do zrozumienia sensu takiego kazania. Ten, który tak stwierdził, zapewne miał na myśli apostołów Jezusa. I tu miał rację. Ci rzeczywiście niewiele rozumieli z tego, co mówił do nich Jezus.

Także Paweł nigdzie w sposób jednoznaczny na temat grzechu pierworodnego się nie wypowiadał. W każdym bądź razie zwrot "grzech pierworodny" z ust Pawła nigdy nie padł. Mimo to jego słowa z Listu do Rzymian (Rz 5, 12; a szerzej Rz 5, 12-19) posłużyły na Soborze trydenckim do zdogmatyzowania istnienia grzechu pierworodnego.
Prarodzice zgrzeszyli, bo jabłko zjedli, a negatywne skutki tego ich błędu zostały w Rdz 3 jasno określone. Trudno sobie wyobrazić, by Bóg w swej wszechwiedzy planując jeszcze przed stworzeniem świata ofiarę Jezusa przewidział, że wybawi ona ludzkość wyłącznie z tzw. grzechów osobistych. A co z grzechem pierworodnym? Czyżby jego zmaza miała pozostać, czyżby ofiara Jezusa miała być niepełna, nie całkiem w odniesieniu do grzechów skuteczna?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Teresa (2693 punktów)

>Bo widocznie judeochrześcijański Bóg stworzył taki świat, w którym nasze życie i zło są ze sobą nierozerwalnie złączone. Mógł stworzyć inny, ale albo nie chciał, albo nie potrafił, albo też czymś był uwarunkowany i stworzył właśnie taki. Pisałem już o tym.

Czy ateista nie moze pomyślec o tym, ze Bog moze byc dobry, bo stałby sie wierzącym?

>Faktem jest oczywiście, że Jezus nigdy kazania o grzechu pierworodnym nie wygłosił. Spotkałem się z tłumaczeniem, iż nie zrobił tego, gdyż zdawał sobie sprawę z tego, że jego słuchacze nie byli odpowiednio przygotowani do zrozumienia sensu takiego kazania. Ten, który tak stwierdził, zapewne miał na myśli apostołów Jezusa. I tu miał rację. Ci rzeczywiście niewiele rozumieli z tego, co mówił do nich Jezus.

Gołosłowie. Jest bardzo mało prawdopodobne aby ktokolwiek był w stanie zrozumieć Go lepiej niż Apostołowie, którzy Go znali zwłaszcza, ze właściwie wszystko co wiemy o Nim wiemy dzięki pismom napisanym przez Apostołow i ich uczniów.
18-08-2010 20:36 
 Ocena 9 na 9
Andrzej.51 (15814 punktów)
>To przecież ludzie Go ukrzyżowali.

Tak, masz rację, to ludzie ukrzyżowali Jezusa. To ludzie go pojmali w Ogrodzie Oliwnym, to ludzie go osądzili w nieco dziwnym dwuetapowym procesie, to ludzie wydali wyrok, i ludzie w końcu do krzyża go przybili.
Ale oni byli tylko wykonawcami planu, boskiego planu, polegającego na poświęceniu życia Jezusa dla uzyskania zbawienia ludzkości, zdjęcia zmazy, czy też, jak mówią niektórzy, odium grzechu pierworodnego i obdarzeniu niesprawdzalnym na tym świecie "życiem wiecznym".
Twórcą był Bóg, który kierując się ponoć wielką do nas miłością, postanowił cel ten zrealizować.
Plan ten musiał się udać, bo sam Bóg tak postanowił, więc nikt, ani też nic, nie mogło tego planu unicestwić. Dlatego też wszystko zostało dobrze zaplanowane, a role rozpisane, jak w scenariuszu. Bóg nie mógł sobie przecież pozwolić na to, by jego plan nie powiódł się. W tym scenariuszu był zatem przewidziany Judasz, który Jezusa wydał wskazując miejsce jego pobytu, byli i ci, którzy Jezusa pojmali, byli też apostołowie, którzy i tak w najważniejszej chwili stchórzyli i Jezusa opuścili, byli i Annasz, i Kajfasz, był Poncjusz Piłat, który wyrok wydał, byli Ci, którzy Jezusa do krzyża przybili, i wiele, wiele innych osób.
Przecież jednym z atrybutów Boga - obok wspomnianej już wszechmocy - jest też jego wszechwiedza, a to oznacza, że Bóg wie wszystko, co się wydarzyło w przeszłości, co wydarza się w teraźniejszości, i co w końcu wydarzy się w przyszłości. A przecież Boga charakteryzuje również nieomylność, zatem to, co przewidział musiało się wydarzyć.

Czy zatem wolno winić tych, którzy byli tylko ogniwami w potężnym łańcuchu wydarzeń prowadzących do znanego końca? Nie, ponieważ to co zrobili, zrobić musieli. Bo wszystko wydarzyć się musiało. W przeciwnym bowiem przypadku zmaza grzechu pierworodnego nie zostałaby starta z ludzi, nie zostaliby ludzie wykupieni z "niewoli grzechu".

Zobaczmy co na ten temat można znaleźć w Nowym Testamencie (wytłuszczenia moje):

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony" (J 3, 16-17 - BT).
W Biblii Poznańskiej zamiast "dał" jest "wydał", zaś w przekładzie z języka greckiego jest "poświęcił".

Jego to [Jezusa - A.51] ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi" [...] (Rz 3, 25 - BT).
On to [Jezus - A.51] został wydany za nasze grzechy [...] (Rz 4, 25 - BT).
On [Bóg - A.51], który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, (Rz 8, 32 - BT).

W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (1 J 4, 9-10 - BT).

Mam nadzieję, że to wystarczy. Że dostrzegasz wreszcie, kto "ustanowił Jezusa "narzędziem przebłagania". Jeśli te cytaty z NT to jeszcze za mało, to uzupełnij je o następujące wersety (nie będę ich tu już przytaczał): Rz 5, 8 oraz 1 J 2, 2.
Ale przecież Ty to wiesz już od dawna. Przecież czytałaś Biblię. Ty tylko chcesz wbrew wszelkim faktom zdjąć z Boga odpowiedzialność za to, co się stało pewnego dnia w piątek, najprawdopodobniej w 30 roku n.e. Bo Tobie nawet nie wolno myśleć, że to Bóg wydał swego syna na śmierć. Bo Ty się boisz tak myśleć. Ty odrzucasz od siebie takie myśli.
Czy nadal uważasz, że Jezus sam z własnej woli, niczym nie przymuszonej, wydał się na śmierć na krzyżu? Ja Twojej pewności bynajmniej nie podzielam. Mało tego - jestem przekonany, że nie masz racji.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Teresa (2693 punktów)
>Czy zatem wolno winić tych, którzy byli tylko ogniwami w potężnym łańcuchu wydarzeń prowadzących do znanego końca? Nie, ponieważ to co zrobili, zrobić musieli. Bo wszystko wydarzyć się musiało. W przeciwnym bowiem przypadku zmaza grzechu pierworodnego nie zostałaby starta z ludzi, nie zostaliby ludzie wykupieni z "niewoli grzechu".

Problem w tym, że nikt w to nie wierzy, ze "ludzie byli tylko wykonawcami". To, co podajesz Jest to wersja sparodiowana (nie jedyna zresztą). Wg wersji w Katechizmie KK wcale tak nie jest że ludzie sa tylko biernymi wykonawcami Boskiego scenariusza, ponieważ Bóg w swoim odwiecznym zamyśle uwzględnił wolną wolę ludzi. Bóg jest poza czasem i każda chwila jest dla niego teraźniejsza.

>Zobaczmy co na ten temat można znaleźć w Nowym Testamencie (wytłuszczenia moje):

Nie potrzebnie , bo te same fragmenty (ale nie tylko te) są tez w Katechizmie w rozdziale dot. Zamysłu zbawienia - także to żadna rewelacja.

>Bo Tobie nawet nie wolno myśleć, że to Bóg wydał swego syna na śmierć. Bo Ty się boisz tak myśleć. Ty odrzucasz od siebie takie myśli.

Bóg wydal Jezusa w tym sensie, ze przewidział zachowanie ludzi i dopuścił aby ludzie Go zabili.

>Czy nadal uważasz, że Jezus sam z własnej woli, niczym nie przymuszonej, wydał się na śmierć na krzyżu? Ja Twojej pewności bynajmniej nie podzielam. Mało tego - jestem przekonany, że nie masz racji.

No popatrz a jednak miliony ludzi wierzą w wersję z Katechizmu a nie taką jak Ty podałes, w Twoja wersje nie da się wierzyc, gdyz jest ona samowywrotna.
16-09-2010 22:03 
 Ocena 7 na 7
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Czy zatem wolno winić tych, którzy byli tylko ogniwami w potężnym łańcuchu wydarzeń prowadzących do znanego końca? Nie, ponieważ to co zrobili, zrobić musieli. Bo wszystko wydarzyć się musiało. W przeciwnym bowiem przypadku zmaza grzechu pierworodnego nie zostałaby starta z ludzi, nie zostaliby ludzie wykupieni z "niewoli grzechu".
>Problem w tym, że nikt w to nie wierzy, ze "ludzie byli tylko wykonawcami". To, co podajesz Jest to wersja sparodiowana (nie jedyna zresztą). Wg wersji w Katechizmie KK wcale tak nie jest że ludzie sa tylko biernymi wykonawcami Boskiego scenariusza, ponieważ Bóg w swoim odwiecznym zamyśle uwzględnił wolną wolę ludzi. Bóg jest poza czasem i każda chwila jest dla niego teraźniejsza.

Ależ ja nie mam zamiaru nikogo zmuszać do tego, by przyjął ten sposób rozumowania. Ja już napisałem to, co na ten temat sądzę. Ty również. I na tym koniec.
Znam oczywiście stanowisko autorów KKk w kwestii odpowiedzialności za śmierć Jezusa. Twoja w tej kwestii wypowiedź jest wiernym odzwierciedleniem stanowiska przedstawionego w KKk. Oto niezbędny fragment:
Bolesna śmierć Chrystusa nie była owocem przypadku w zbiegu nieszczęśliwych okoliczności. Należy ona do tajemnicy zamysłu Bożego, jak wyjaśnia Żydom w Jerozolimie św. Piotr w swojej pierwszej mowie w dniu Pięćdziesiątnicy: Jezus został wydany "z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego". Ten biblijny język nie oznacza, że ci, którzy "wydali Jezusa", byli jedynie biernymi wykonawcami scenariusza przewidzianego wcześniej przez Boga. [...] Bóg dopuścił ich czyny wypływające z zaślepienia, by wypełnić swój zbawczy zamysł. (KKk 599-600).

Nieporadność i jaskrawa wewnętrzna sprzeczność tego zapisu jest dla mnie oczywista.
Z treści KKk 599-600 wynika niezbicie, że Bóg w swej wszechwiedzy przewidział i znał czyny ludzi, którzy wzięli udział w łańcuchu wydarzeń związanych ze śmiercią Jezusa. "Dopuścił ich czyny [...] by wypełnić swój zbawczy zamysł". Ci, którzy wydali i ukrzyżowali Jezusa byli w tym "zbawczym zamyśle" niezbędni, bez nich ten zamysł nie zostałby zrealizowany. Co więcej - Bóg akceptował ich udział i ich czyny w "zbawczym zamyśle". W przeciwnym bowiem wypadku mógł przecież z ich udziału w tym łańcuchu wydarzeń zrezygnować, zmienić scenariusz, wprowadzić korekty. Jego wszechmoc była przecież jego sprzymierzeńcem. A jednak nie uczynił tego. "Zbawczy zamysł" został zrealizowany. Nie można zatem winić bezpośrednich wykonawców za to, że wykonali bezwiednie zamysł boży. Przecież oni działali jak bezmyślne zaprogramowane automaty. Program został opracowany przez samego Boga, od tego programu odwołania nie było, bo to Bóg wcisnął klawisz "enter". Przeczytaj wersety Dz 4, 27-28, z których jasno wynika, że Herod, Poncjusz Piłat i inni uczynili wszystko to, co z wyroku Boga stać się musiało. Przecież chyba umiesz czytać!

Jak się okazuje ukrzyżowania Jezusa pożądają również niektórzy chrześcijanie. Wydaje im się, że bez jego śmierci nie zostaliby zbawieni! To straszne. Życie bez zbawienia. Koszmar. Po co żyć! Ty pewnie też się do nich zaliczasz.
Oto dowody.
Papież Leon I Wielki (V w. n.e.) zapytany: "Dlaczego Bóg nie powstrzymał pierwszego człowieka od grzechu?", odpowiedział: "Niewypowiedziana łaska Chrystusa dała nam większe dobra niż te, których nas pozbawiła zawiść demona".
Źródło tego, co powyżej napisałem, jest Ci znane. Jest nim bowiem KKk 412.
W tymże KKk 412 można przeczytać również takie oto słowa Tomasza z Akwinu: "Nic nie sprzeciwia się temu, żeby natura ludzka po grzechu została przeznaczona do jeszcze wyższego celu. Bóg bowiem dopuszcza zło, aby wyprowadzić z niego jeszcze większe dobro". Nie pomyślał Akwinata, że Bóg mógłby przecież wprowadzać coraz większe dobro nie poprzedzone złem. A może Bóg też nie wpadł na taki pomysł?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
20-09-2010 04:22 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Andrzeju. Chrześcijanom nie chodzi o logikę, ani miłość do boga. Wmówili sobie, że przeżyją własną śmierć. Aby pozostać przy tym, zadawali przez setki lat wielu ludziom cierpienia gorsze, niż śmierć na krzyżu (tortury inkwizycji). Aby mieć pewność trwania ponad stan, chętnie ukrzyżowaliby wszystko, tylko nie siebie. Dla mnie chrześcijaństwo ze swoim absurdalnym i makabrycznym bogiem ukrzyżowanym nie jest nawet teizmem. To wiara w otrzymanie zaświatów. Bóg służy tutaj za pretekst.
21-09-2010 22:09 
 Ocena 5 na 5
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witam Cię!

>Chrześcijanom nie chodzi o logikę,

Ależ ja sobie z tego doskonale zdaję sprawę, czemu daję wyraz w moich licznych na temat chrześcijaństwa wypowiedziach.
O logice nie ma w ogóle mowy. Chrześcijaństwo pełne jest dogmatów, czyli twierdzeń sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem, które - co ważne - nie mają nawet wsparcia w Nowym Testamencie. Niektóre z tych dogmatów nie wynikają nawet z tradycji. Ogłaszane są przez sobory lub ex cathedra przez papieży, bez jakichkolwiek dowodów, w związku z czym nie mogą podlegać żadnej dyskusji, a przez wiernych muszą być przyjmowane bezwarunkowo. Tak niestety być musi. Gdyby bowiem owe "prawdy wiary" wynikały bezpośrednio z treści NT, wówczas nie byłoby potrzeby przyjmowania ich w taki właśnie sposób.

>Wmówili sobie, że przeżyją własną śmierć. [...] Aby mieć pewność trwania ponad stan, chętnie ukrzyżowaliby wszystko, tylko nie siebie.

Napisałem o tym w mojej dość obszernej wypowiedzi.
W śmierć Jezusa na krzyżu uwikłany został nawet judeochrześcijański Bóg, który - tak przecież chrześcijanie twierdzą - jest "Bogiem miłości", ukochał ludzkość ponad wszystko, a największą miłością obdarzył swego syna, którym ponoć był Jezus. I ten kochający swego syna Bóg skazał go na śmierć przez ukrzyżowanie jeszcze przed stworzeniem świata. O jakiej wobec tego miłości może tu w ogóle być mowa?
Ale może śmierć Jezusa na krzyżu z woli samego Boga ma większe znaczenie i gwarantuje pewną nieśmiertelność i życie wieczne? Może bez tej boskiej pieczęci ta śmierć nie miałaby już dla chrześcijan takiego znaczenia?

Dla wielu chrześcijan życie doczesne tu, na ziemi, bez zbawienia i życia wiecznego jawi się zapewne jak jakiś koszmar. Po cóż żyć bez zbawienia? Ale to domniemane zbawienie i życie wieczne uzyskane zostało - oczywiście według NT - przez śmierć człowieka. Zbawienie kosztem stracenia, kosztem ofiary największej z możliwych - kosztem życia ludzkiego. Dlatego też (a może: mimo to) śmierć Jezusa na krzyżu jest przez niektórych chrześcijan "ofiarą" pożądaną, bo tylko ona - w ich przekonaniu - gwarantuje im życie wieczne. Zapewne też dlatego, aby samych siebie usprawiedliwić z tego "pożądania śmierci Jezusa", ci właśnie chrześcijanie sami sobie wmawiają, że nawet Maria, matka Jezusa, śmierci swojego syna pożądała, a nawet - to brzmi ohydnie - sama była gotowa Jezusa do krzyża przybić. Zobacz na ten temat moją wypowiedź sprzed kilku dni (www.racjonalista.pl/forum.php/s,350334#w359856).
Teresa, z którą właśnie dyskutuję, uważa, że śmierć jej syna na krzyżu prawdopodobnie nie była dla Marii "zupełnie niepożądanym zakończeniem życia przez Jezusa" (www.racjonalista.pl/forum.php/s,350334#w355132). I z kim ja dyskutuję?!

> Dla mnie chrześcijaństwo ze swoim absurdalnym i makabrycznym bogiem ukrzyżowanym nie jest nawet teizmem.

To jest ciekawy problem.
O teizmie możemy bowiem mówić nie tylko wtedy, gdy bóg-stwórca jest bogiem żywym i osobowym, ale również wtedy, gdy jest bogiem jedynym. I tu jak wiadomo tkwi problem, bo Bóg chrześcijan występuje w trzech osobach. Co ciekawe Jezus - który według chrześcijan jest jedną z trzech boskich osób - nigdy za boga się nie uważał. Oczywiście chrześcijanie twierdzą inaczej.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
22-09-2010 01:24 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jezus w Nowym Testamencie stwierdza, iż jest drogą prawdą i życiem, co można zrozumieć jako deklarację własnej boskości. Moim zdaniem dość ohydna postać, tak nawiasem mówiąc.

"Nie ma zbawienia i życia wiecznego. Zbawienie to życie wieczne. Śmierć jest karą za grzech pierworodny, z nadejściem Jezusa pojawia się życie wieczne" - tak wierzą chrześcijanie. Czystej wody chuć wiecznego istnienia. Dla porównania w islamie Mahomet nie zmienia praw żądzących światem, tylko przypomina o religii. Arabowie są ostatnim ludem do którego przyszedł któryś z proroków. Osoby żyjące przed Mahometem też mogły liczyć na raj i hurysy. Natomiast osoby żyjące przed Jezusem umierały raz i na zawsze, bo żyły przed Jezusem. Proste? Chutliwe?

"Męka na krzyżu ma pokazywać ćpaczom narkotyku "CHrystus" iż na przykład ich agonia podczas zgonu jest święta, albo choroby zakaźne. Cierpienie jest drogą do zbawienia. Cierpienie oczyszcza. Aby pomóc heretykowi, należy go oczyścić spalając żywcem, a przedtem torturując. Bo to oczyszcza. Dobry bóg tak chce" - proste?

Przykładem świętej agonii był JPII show. Gdy papież umierał, robił z tego widowisko. On, albo jego doradcy... To miało pokazać przykładowemu dziadowi, który kiedyś był mądry, ale zaczął chorować i "wrócił na łono kościoła", iż jego rozkład, paniczny egotyczny lęk przed śmiercią etc., to oczyszczające narzędzia tortur boga.

Jak mówią chrześcijanie, każdy niesie swój krzyż. O co im chodzi? Zagadka na wieczór.
sable (465 punktów)
>>>Czy zatem wolno winić tych, którzy byli tylko ogniwami w potężnym łańcuchu wydarzeń prowadzących do znanego końca? Nie, ponieważ to co zrobili, zrobić musieli. Bo wszystko wydarzyć się musiało. W przeciwnym bowiem przypadku zmaza grzechu pierworodnego nie zostałaby starta z ludzi, nie zostaliby ludzie wykupieni z "niewoli grzechu".

Tak właśnie było. Jahwe sprytnie ukrył przed ludźmi prawdziwy cel śmierci Jezusa, czyli potrzebę, pod słowem miłość. Krk nadal utrzymuje wersję miłości a nie potrzeby i jest to największa tajemnica. Aby lepiej zrozumieć tą podmianę słowną: miłość=potrzeba, wystarczy posłużyć się przykładem określenia przez ludzi czegoś, czego się bardzo potrzebuje, słowem - kocham. Słyszymy: kocham jeść, tzn. potrzebuję co chwilę coś zjeść, lub: kocham cyrk, kino, czytać książki, tzn. czuję potrzebę rozrywki. KrK i Watykan zawsze bardzo silnie akcentowali rzekomą miłość Stwórcy do gatunku ludzkiego, gdyż w momencie poznania tej sprytnej podmiany słownej, instytucja KrK rozpadła by się w mgnieniu oka, a zawiedzeni takim obrotem sprawy wierni odeszli by z KrK.

>>Problem w tym, że nikt w to nie wierzy, ze "ludzie byli tylko wykonawcami".

Tak - wszystko musiało iść według planu Jahwe, a poszczególni ludzie-ogniwa tego łańcucha musieli ślepo wykonać swoje zadania, bez względu na ich wartość moralną, np. postępek Judasza. Takie było prawo Jahwe-Stwórcy, który decydował o wszystkim zgodnie ze swoim interesem.
Teresa (2693 punktów)
>>>Czy zatem wolno winić tych, którzy byli tylko ogniwami w potężnym łańcuchu wydarzeń prowadzących do znanego końca? Nie, ponieważ to co zrobili, zrobić musieli. Bo wszystko wydarzyć się musiało. W przeciwnym bowiem przypadku zmaza grzechu pierworodnego nie zostałaby starta z ludzi, nie zostaliby ludzie wykupieni z "niewoli grzechu".
>>Problem w tym, że nikt w to nie wierzy, ze "ludzie byli tylko wykonawcami". To, co podajesz Jest to wersja sparodiowana (nie jedyna zresztą). Wg wersji w Katechizmie KK wcale tak nie jest że ludzie sa tylko biernymi wykonawcami Boskiego scenariusza, ponieważ Bóg w swoim odwiecznym zamyśle uwzględnił wolną wolę ludzi. Bóg jest poza czasem i każda chwila jest dla niego teraźniejsza.
>Ależ ja nie mam zamiaru nikogo zmuszać do tego, by przyjął ten sposób rozumowania. Ja już napisałem to, co na ten temat sądzę. Ty również. I na tym koniec.
>Znam oczywiście stanowisko autorów KKk w kwestii odpowiedzialności za śmierć Jezusa. Twoja w tej kwestii wypowiedź jest wiernym odzwierciedleniem stanowiska przedstawionego w KKk. Oto niezbędny fragment:
>Bolesna śmierć Chrystusa nie była owocem przypadku w zbiegu nieszczęśliwych okoliczności. Należy ona do tajemnicy zamysłu Bożego, jak wyjaśnia Żydom w Jerozolimie św. Piotr w swojej pierwszej mowie w dniu Pięćdziesiątnicy: Jezus został wydany "z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego". Ten biblijny język nie oznacza, że ci, którzy "wydali Jezusa", byli jedynie biernymi wykonawcami scenariusza przewidzianego wcześniej przez Boga. [...] Bóg dopuścił ich czyny wypływające z zaślepienia, by wypełnić swój zbawczy zamysł. (KKk 599-600).
>Nieporadność i jaskrawa wewnętrzna sprzeczność tego zapisu jest dla mnie oczywista.

Byc moze nie kazdy potrafi to pojąc.

>Jak się okazuje ukrzyżowania Jezusa pożądają również niektórzy chrześcijanie. Wydaje im się, że bez jego śmierci nie zostaliby zbawieni! To straszne. Życie bez zbawienia. Koszmar. Po co żyć! Ty pewnie też się do nich zaliczasz.

Odnoszę wrażenie, ze masz bardzo krótka i wybiorczą pamięć - to ja pisałam o tym, ze Jezus nie musiał umrzeć na krzyżu, ze była inna możliwość, to dla Ciebie jego śmierć była konieczne aby wykazać, ze Bóg jest zly. A zatem nie jesteś bynajmniej lepszy od cytowanych przez siebie Papieża Leon I Wielkiego.

>W tymże KKk 412 można przeczytać również takie oto słowa Tomasza z Akwinu: "Nic nie sprzeciwia się temu, żeby natura ludzka po grzechu została przeznaczona do jeszcze wyższego celu. Bóg bowiem dopuszcza zło, aby wyprowadzić z niego jeszcze większe dobro". Nie pomyślał Akwinata, że Bóg mógłby przecież wprowadzać coraz większe dobro nie poprzedzone złem. A może Bóg też nie wpadł na taki pomysł?

Nie, z tego nie wynika, ze Bóg musiał dopuszczać zło aby moc wyprowadzić większe dobro, tylko, ze gdyby nie potrafił wyprowadzić dobra ze zla to nigdy nie dopuściłby to zła.
Akwinata przynajmniej umiał pogodzić wszechwiedze z wolna wolą.
16-09-2010 22:05 
 Ocena 6 na 6
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Zobaczmy co na ten temat można znaleźć w Nowym Testamencie (wytłuszczenia moje):
>Nie potrzebnie , bo te same fragmenty (ale nie tylko te) są tez w Katechizmie w rozdziale dot. Zamysłu zbawienia - także to żadna rewelacja.

Według mnie potrzebnie! Podstawą jest bowiem Biblia, a nie KKk.
Te "inne" też znam, ale przytoczyłem tylko te fragmenty z NT, które jednoznacznie określają, że to Bóg własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał [...] jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (Rz 8, 32 oraz 1 J 4, 10).

Piszesz, że to żadna rewelacja. I masz rację. Jakaż to w końcu rewelacja - Bóg Starego i Nowego Testamentu skazujący swego syna jednorodzonego na okrutną śmierć przez ukrzyżowanie, gdyż tylko w taki sposób - nie wiedzieć czemu - postanowił wybawić (?) ludzkość od grzechów. Jakaż to w końcu rewelacja dla papieża Leona I czy też Tomasza z Akwinu. Jakaż rewelacja dla Ciebie.

>No popatrz a jednak miliony ludzi wierzą w wersję z Katechizmu a nie taką jak Ty podałes, w Twoja wersje nie da się wierzyc, gdyz jest ona samowywrotna.

Doskonale wiem o tym, że te miliony ludzi wierzą w jakąś wersję, która niewiele ma wspólnego z prawdą o historycznym Jezusie. Wiem o tym, że ta wersja w wielu miejscach rozmija się nawet z Biblią. Wiem też o tym, że jest to wersja katechizmu.
Ale, co ważniejsze, jestem głęboko przekonany, że gdyby Jezus dowiedział się, że uczyniono go bóstwem równym Bogu i cierpiącym z woli Boga męki na krzyżu, przeżyłby szok i zażenowanie. Historyczny Jezus nigdy bowiem nie myślał o sobie w taki sposób.
A Ty wierz sobie w to, w co tylko chcesz.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
07-10-2010 23:41 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>>Zobaczmy co na ten temat można znaleźć w Nowym Testamencie (wytłuszczenia moje):>Nie potrzebnie , bo te same fragmenty (ale nie tylko te) są tez w Katechizmie w rozdziale dot. Zamysłu zbawienia - także to żadna rewelacja.
>Według mnie potrzebnie! Podstawą jest bowiem Biblia, a nie KKk.
>Te "inne" też znam, ale przytoczyłem tylko te fragmenty z NT, które jednoznacznie określają, że to Bóg własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał [...] jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (Rz 8, 32 oraz 1 J 4, 10).
>Piszesz, że to żadna rewelacja. I masz rację. Jakaż to w końcu rewelacja - Bóg Starego i Nowego Testamentu skazujący swego syna jednorodzonego na okrutną śmierć przez ukrzyżowanie, gdyż tylko w taki sposób - nie wiedzieć czemu - postanowił wybawić (?) ludzkość od grzechów. Jakaż to w końcu rewelacja dla papieża Leona I czy też Tomasza z Akwinu. Jakaż rewelacja dla Ciebie.

To jest zawsze wielka rewelacja, ale piszesz nie na temat. Chodziło o przytaczanie fragmentów z Pisma sw. (tych samych), ktore przytaczane są w KKK, bo przecież gdyby nie Kościół to nie byłoby Biblii - nie sądzisz, ze Kościół moglby odrzucić te fragmenty, gdyby rzeczywiście były niezgodne z jego własną doktryna ?

>Ale, co ważniejsze, jestem głęboko przekonany, że gdyby Jezus dowiedział się, że uczyniono go bóstwem równym Bogu i cierpiącym z woli Boga męki na krzyżu, przeżyłby szok i zażenowanie. Historyczny Jezus nigdy bowiem nie myślał o sobie w taki sposób.

Szkoda tylko, ze Twoje głębokie przekonanie jest niczym nie poparte, (jest bardziej prawdopodobne że Apostołowie i uczniowie apostołów naprawdę lepiej od nas wiedzieli co Jezus miał na myśli, dlatego KK zachowuje tzw. Tradycje).
18-08-2010 20:38 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Jest nawet taka przypowieść o właścicielu winnicy i rolnikach, w ktorej jest mowa o tym, ze byla możliwośc aby Syn nie zostal zabity... "6 Miał jeszcze jednego - umiłowanego syna. Wysłał go do nich na końcu mówiąc: "Mojego syna uszanują."(Mt 12,6).

Muszę poprawić Twój błąd. Przypowieść, o której piszesz znajduje się w trzech ewangeliach synoptycznych, a konkretnie w: Mk 12, 1-9 = Mt 21, 33-40 = Łk 20, 9-16 (a także w EwTm 65). Zacytowany zaś przez Ciebie werset z tej przypowieści to: Mk 12, 6 (a nie, jak podałaś Mt 12, 6) = Mt 21, 37 = Łk 20, 13.
A poza tym muszę Cię zmartwić. Otóż przypowieść ta uznawana jest za nieautentyczną, co oznacza, że Jezus nigdy jej nie opowiedział, że "została mu włożona w usta". Po cóż się więc na nią powoływać?

>>Bo jak wytłumaczyć czyn polegający na tym, że Bóg sam określa cel czy też konieczność zaistnienia aktu przebłagalnego, sam wyznacza ofiarę, sam sobie ją składa, aby samego siebie przebłagać za grzechy popełnione przez ludzi, których sam stworzył i obdarzył cechami raczej dalekimi od doskonałości, a ci - obdarzeni tymi właśnie cechami - co nieco nagrzeszyli.
>Jak to "co nieco" nagrzeszyli? Przecież to, co zrobili to zgroza, "jeden z najstraszliwszych sposobów zabijania" -bo tak pisaleś o ukrzyżowaniu kiedy mylnie przypisywaleś zabicie Syna Bogu.

Wygląda na to, że wszystko Ci się pomieszało!
Ja napisałem, że następstwem m.in. ludzkich grzechów było uczynienie z Jezusa "ofiary przebłagalnej".
Ty zaś - mylnie interpretując to, co ja napisałem - stwierdziłaś, że użyty przeze mnie zwrot "co nieco nagrzeszyli" dotyczy aktu ukrzyżowania Jezusa.
Przeczytaj jeszcze raz moje zdanie, to zapewne stwierdzisz, że źle odczytałaś to, co ja napisałem.

No ale Ty przecież tak bardzo lubisz interpretować Biblię. W tym wątku napisałaś do lotreka (www.racjonalista.pl/forum.php/s,350334#w351720):
>Wszystkie (cale Pismo) należy interpretować dosłownie, ale nie zbyt dosłownie w sensie fundamentalistycznie (literalistycznie) w sposob uniemozliwiajacy zastosowanie metod naukowych do badania Biblii.
A potem - pisząc nadal o interpretowaniu Biblii - jeszcze dodałaś:
> ale nie wszystko jest takie proste ....

No i sprawa się wyjaśniła. Skoro nawet mojej wypowiedzi nie potrafisz poprawnie zinterpretować i wkładasz mi w usta słowa, których ja nigdy nie wypowiedziałem, to ja już się nie dziwię, dlaczego popełniasz błędy i gafy przy interpretowaniu Biblii. Sama przecież napisałaś: że "nie wszystko jest takie proste". Zgadzam się z tym (popatrz, ja też potrafię się z Tobą zgodzić) - dla Ciebie rzeczywiście nie wszystko jest takie proste. Lepiej przestań zatem interpretować to, co objawił Bóg w Starym i Nowym Testamencie. Nie poprawiaj słów Boga, bo on Ci takiego prawa nie dał, a Ty poprawiasz błędnie.

>Wybacz, ale nie mam zbytnio ochoty dac się wciągnąć w analizowanie ateistycznych interpretacji Biblii ,które same mogą być -jak widać - błędne i niejasne ... Wyznawcy nie interpretują w taki sposób.

To już jest z Twojej strony niezbyt eleganckie.
To Ty jesteś zwolenniczką interpretacji Biblii. Powyżej przypomniałem Twoje słowa z dyskusji z lotrekiem, które te Twoje interpretacyjne zapędy potwierdzają.
Ja staram się odczytywać Biblię literalnie, słowo po słowie tak, jak jest napisane. W mojej poprzedniej, skierowanej do Ciebie wypowiedzi napisałem: "Jakie zatem masz prawo dokonywać dowolnej - bo dla Ciebie właściwej - interpretacji tego, co Bóg napisał. Jakie masz prawo decydować, które opowieści biblijne należy traktować dosłownie, a które są tylko pewnymi alegoriami czy też przypowieściami o umownym jedynie znaczeniu".
A teraz nagle, nie wiedzieć czemu, stwierdzasz, że to ja interpretuję źle Biblię, zaś "wyznawcy" interpretują ją inaczej, w domyśle poprawnie. Mnie się jednak wydaje - sądząc po tym, co Ty piszesz - że "wyznawcy" nie interpretują Biblii poprawnie.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-08-2010 23:52 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)

>A poza tym muszę Cię zmartwić. Otóż przypowieść ta uznawana jest za nieautentyczną, co oznacza, że Jezus nigdy jej nie opowiedział, że "została mu włożona w usta". Po cóż się więc na nią powoływać?

Chyba raczej jak mogłabym się na nią nie powołać?
Czy to nie Ty zwracałeś mi uwagę (wg mnie bezpodstawnie ale często), ze jakoby ośmielam się zmieniać Słowo Boże? Przeciez cale Pismo św. Jest natchnione (każda jego częśc) a więc i nieomylne w sprawach wiary.
Coś bardzo selektywna masz pamięć....

>Ja napisałem, że następstwem m.in. ludzkich grzechów było uczynienie z Jezusa "ofiary przebłagalnej".
>Ty zaś - mylnie interpretując to, co ja napisałem - stwierdziłaś, że użyty przeze mnie zwrot "co nieco nagrzeszyli" dotyczy aktu ukrzyżowania Jezusa.
>Przeczytaj jeszcze raz moje zdanie, to zapewne stwierdzisz, że źle odczytałaś to, co ja napisałem.

Nie, to Ty nie rozumiesz - przecież wydanie i zabicie Jezusa też zalicza się do grzechów ludzi...(zarazem wiec twierdzisz , że "co nieco nagrzeszyli" wydając Jezusa na "jeden z najstraszliwszych sposobów zabijania", który zreszta sami wymyślili)

>A teraz nagle, nie wiedzieć czemu, stwierdzasz, że to ja interpretuję źle Biblię, zaś "wyznawcy" interpretują ją inaczej, w domyśle poprawnie. Mnie się jednak wydaje - sądząc po tym, co Ty piszesz - że "wyznawcy" nie interpretują Biblii poprawnie.

O, to nic nowego, czy znasz kogoś kto uważa, ze jego interpretacja nie jest poprawna?
18-08-2010 20:40 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Co więcej - do nikogo o zgodę czy choćby tylko akceptację Bóg się nie zwrócił, pomimo że przynajmniej z jedną osobą - mam nadzieję, że wiesz o kim myślę - tę kwestię powinien omówić i zgodę uzyskać. Nie wiadomo jednak czemu Bóg tego nie uczynił.
>Bóg jest nader potężny i ma do dyspozycji środki komunikacji bezpośredniej (i problem "omawiania" znika).
>Nie wiem wiec skad masz wiedze, ze takiej "akceptacji" nie uzyskał?

Pominę dyskretnym milczeniem Twoje słowa o "komunikacji bezpośredniej", dzięki której - wbrew Twoim domysłom - problem "omówienia" bynajmniej nie znika.
Skupię się nad wyjaśnieniem Ci z kim - nie tylko w mojej opinii - Bóg powinien omówić kwestię uczynienia z Jezusa ofiary przebłagalnej. Otóż tą osobą powinna być Maria, matka Jezusa. Dziwię się, że nie wiedziałaś tak oczywistej rzeczy. W takim razie wyjaśnię Ci.
Nie rozumiem dlaczego Bóg nie poinformował Marii, że jej syn, którego przyjście na świat zwiastował jej jego wysłannik, został jeszcze przed urodzeniem przeznaczony na mękę i śmierć na krzyżu jako tzw. "ofiara przebłagalna. Z moralnego punktu widzenia jest dla mnie oczywiste, że powinien jeśli już nie tyle spytać Marię o zgodę, to przynajmniej powiadomić ją - przez swojego wysłannika oczywiście - o tragicznym i zapewne przez nią zupełnie niepożądanym zakończeniu życia przez Jezusa. A jednak nic takiego się nie stało. Czy potrafisz to wyjaśnić?

>Poza tym niżej (w kolejnych postach) piszesz o tym, ze nie widzisz powodu, dla którego Bog nie mogłby uchylać praw moralnych . Nie rozumiem wiec dlaczego na jakiej podstawie zarazem twierdzisz, ze cokolwiek "powinien"?? Twoja argumentacja jest sprzeczna.

Nie mam pewności, czy dobrze rozumiem to, co wyżej napisałaś. Niemniej domyślam się - przypuszczam, że właściwie - iż chciałaś napisać, że skoro Bóg może uczynić wszystko, to może np. chcieć coś zrobić, ale może też nie chcieć czegoś zrobić. Takie Twoje rozumowanie - o ile dobrze je zrozumiałem - jest jednak niewłaściwe. Wszechmoc Boga nie polega na tym, czy on chce, czy też nie chce czegoś zrobić, ale na tym, czy potrafi to zrobić. Aby chcieć, lub nie chcieć czegoś zrobić, wszechmoc nie jest potrzebna.
Wbrew twoim życzeniom, moja argumentacja nie jest sprzeczna, za to Twoja jest jakby nieco niewłaściwa.

>>Pytasz, czy lepiej byłoby wypaczyć ludzkie zbrodnie i uznać je za niebyłe?
>>Moja odpowiedź jest następująca. Bez wątpienia byłoby to lepsze rozwiązanie, niż skazanie Jezusa na okrutną śmierć przez ukrzyżowanie. Dobry ojciec nie skazuje własnych dzieci na śmierć. [...]
>J.w. To nie Ojciec skazał Jezusa na śmierć tylko ludzie .

Najpierw pozwolę sobie poprawić własny błąd. W poprzedniej wypowiedzi (jak to widać powyżej) napisałem: "czy lepiej byłoby wypaczyć ludzkie zbrodnie". Błąd jest oczywisty: miało być "wybaczyć", a nie "wypaczyć". Z rozpędu pomyliłem czcionki. Zdarza się.

Wracam do wypowiedzi. Nie masz racji Tereso. Ja się nie mylę! Z tego, co napisałem powyżej, niezbicie wynika, że rozmijasz się z prawdą.
Napisałem o tym powyżej przytaczając kilka wersetów z NT, które tego dobitnie dowodzą. Czyżbyś tych wersetów nie znała? Czyżbyś nie czytała Biblii?
Mam nadzieję, że znasz kolejne wersety, które poniżej przytoczę. Po cóż zresztą pytam, czy znasz? Oczywiście, że doskonale je znasz. Ale Ty je interpretujesz. A że Twoja interpretacja nie ma nic wspólnego z tym, co zostało napisane w NT, to już inna sprawa.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-08-2010 23:44 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Nie rozumiem dlaczego Bóg nie poinformował Marii, że jej syn, którego przyjście na świat zwiastował jej jego wysłannik, został jeszcze przed urodzeniem przeznaczony na mękę i śmierć na krzyżu jako tzw. "ofiara przebłagalna. Z moralnego punktu widzenia jest dla mnie oczywiste, że powinien jeśli już nie tyle spytać Marię o zgodę, to przynajmniej powiadomić ją - przez swojego wysłannika oczywiście - o tragicznym i zapewne przez nią zupełnie niepożądanym zakończeniu życia przez Jezusa. A jednak nic takiego się nie stało. Czy potrafisz to wyjaśnić?

Ale Maryja wiedziała ze wszystko się dobrze skończy (łk 1 , 32-33)). Po drugie sadząc po postawie Maryi -w końcu to z jej inicjatywy Jezus dokonał pierwszego cudu w Kanie Galilejskiej ("Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie " - to sa jedyne słowa które Maryja wypowiada do ludu! ) możnma przypuszczać, ze nie jest prawdą że takie zakończenie życia Jezusa było "przez nią zupełnie niepożądanym zakończeniu życia przez Jezusa", gdyż znala Go b. dobrze.

>Wbrew twoim życzeniom, moja argumentacja nie jest sprzeczna, za to Twoja jest jakby nieco niewłaściwa.

Raz domagasz się aby Bog stosował się do ludzkich praw moralnych a raz twierdzisz, ze On nie jest ograniczony żadnymi prawami czyli jest poza "dobrem i złem"- a skoro tak to może wszystko (może tez zechcieć wszystkiego), a my nie możemy (ani nie mamy prawa) Go "oceniać".

>Oczywiście, że doskonale je znasz. Ale Ty je interpretujesz. A że Twoja interpretacja nie ma nic wspólnego z tym, co zostało napisane w NT, to już inna sprawa.

No, nie jest to tylko "moja" interpretacja.
16-09-2010 22:08 
 Ocena 7 na 7
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Nie rozumiem dlaczego Bóg nie poinformował Marii, że jej syn, którego przyjście na świat zwiastował jej jego wysłannik, został jeszcze przed urodzeniem przeznaczony na mękę i śmierć na krzyżu jako tzw. "ofiara przebłagalna. Z moralnego punktu widzenia jest dla mnie oczywiste, że powinien jeśli już nie tyle spytać Marię o zgodę, to przynajmniej powiadomić ją - przez swojego wysłannika oczywiście - o tragicznym i zapewne przez nią zupełnie niepożądanym zakończeniu życia przez Jezusa. A jednak nic takiego się nie stało. Czy potrafisz to wyjaśnić?
>Ale Maryja wiedziała ze wszystko się dobrze skończy (łk 1 , 32-33)).

Nie masz racji. Mylisz się, bardzo się mylisz.
Ja napisałem, że Maria, matka Jezusa, nie została poinformowana, że jej pierworodny syn jeszcze przed przyjściem na świat został z woli Boga przeznaczony - jako tzw. "ofiara przebłagalna" - na męczarnie na krzyżu i w konsekwencji na śmierć, by w ten sposób zetrzeć z ludzkości zmazę grzechu pierworodnego oraz wykupić od tzw. grzechów osobistych. Ty natomiast stwierdziłaś, że Maria wiedziała "że wszystko się dobrze skończy". Powołałaś się przy tym na słowa, które Maria usłyszała od anioła Gabriela w czasie zwiastowania. Oto te słowa:
Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca (Łk 1, 32-33).

Napisz, czy z tych słów wynika, że anioł poinformował Marię, że jej syn został przewidziany przez Boga na męki i śmierć jako tzw. "ofiara przebłagalna" złożona za ludzkość. Przecież doskonale widzisz, że takie słowa z ust anioła nie padły.
Anioł oznajmił Marii jedynie, że "znalazła łaskę u Boga" (Łk 1, 30), który "będzie nazwany Synem Najwyższego" (Łk: 1, 32; również Łk 1, 35) i "będzie panował nad domem Jakuba na wieki". Tyle i tylko tyle. Nic więcej anioł Marii nie powiedział.
Zatem anioł nie wyznał Marii całej prawdy. Można przyjąć, że przyniósł jej tylko dobrą wiadomość, zaś złą przed nią zataił. Ładnie to tak?

Przy okazji omawiania sceny zwiastowania chciałbym zwrócić Ci uwagę na dwa związane z nią zagadnienia.
Po pierwsze.
Zwróciłaś zapewne uwagę, że wedle słów anioła Jezus będzie jedynie nazwany Synem Najwyższego (Synem Boga), nie zaś, że nim rzeczywiście będzie. To zdecydowana różnica i rzecz o istotnym znaczeniu, tym bardziej, że anioł powiedział o tym aż dwukrotnie.
Po drugie.
Zastanawiam się, skąd Maria wiedziała, że "istota", która niespodziewanie pojawiła się w jej domu i zapowiedziała jej poczęcie syna, była aniołem. Przecież ewangelista nie opisał nam wyglądu anioła, a on, ten anioł, Marii się nie przedstawił, nie powiedział jej kim jest i z czyjego polecenia przychodzi. Nie wiemy zatem, czy Maria zdawała sobie sprawę z tego, kto zaszczycił ją swoją wizytą. Przebieg jej rozmowy z aniołem pozwala być może uznać, iż Maria zdawała sobie sprawę, że rozmawia z jakąś "ważną" osobą, nie wydaje się jednak, by uważała ją za wysłannika samego Boga, bo też na jakiej właściwie podstawie miałaby tak uznać i po czym odróżnić swego gościa od zwykłych śmiertelników.
Łukasz wyraźnie zapomniał udzielić odpowiedzi na te nasuwające się w oczywisty sposób pytania.
A może Ty znasz na nie odpowiedź?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
07-10-2010 23:51 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Zatem anioł nie wyznał Marii całej prawdy. Można przyjąć, że przyniósł jej tylko dobrą wiadomość, zaś złą przed nią zataił. Ładnie to tak?

No dobrze, takie słowa: "A Twoje duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu" (Łk 2,34)" padły później z ust Symeona.
Przyjmijmy,m ze Maryja powiedziala "Tak" nie wiedzac co ja czeka, ale to jest to tak samo jak np. się bierze ślub. Nikt nie wie jak i czym to się skończy mimo zapewnień . To, że Maryja zgodziła się być służebnica Boga "na dobre i na złe" nie wiedząc co ją spotka tylko podnosi wartość jej decyzji. To Ty w fałszywej trosce o Maryje chcesz ją pozbawić możliwości dokonania czegoś wielkiego.

>Nie wiemy zatem, czy Maria zdawała sobie sprawę z tego, kto zaszczycił ją swoją wizytą. Wprawdzie przebieg jej rozmowy z aniołem pozwala uznać, iż Maria wiedziała, że rozmawia z jakimś wysłannikiem Boga, nie wiemy jednak, po czym go odróżniła od zwykłych śmiertelników.
>Łukasz wyraźnie zapomniał udzielić odpowiedzi na te nasuwające się w oczywisty sposób pytania.
>A może Ty znasz na nie odpowiedź?

Anioł jest istotą duchową. Może przemówić do kogoś nie wizualizując sie. Nie ma więc sensu dywagowanie jak wyglądał lub czym się odróżnia od zwykłych śmiertelników.
16-09-2010 22:10 
 Ocena 7 na 7
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Po drugie sadząc po postawie Maryi -w końcu to z jej inicjatywy Jezus dokonał pierwszego cudu w Kanie Galilejskiej ("Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie " - to sa jedyne słowa które Maryja wypowiada do ludu! ) możnma przypuszczać, ze nie jest prawdą że takie zakończenie życia Jezusa było "przez nią zupełnie niepożądanym zakończeniu życia przez Jezusa", gdyż znala Go b. dobrze.

Zupełnie nie rozumiem, jaki jest związek między słowami: "Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie" (J 2, 5), które na weselu w Kanie Maria skierowała do gości weselnych, a ukrzyżowaniem Jezusa. To rozumiesz chyba tylko Ty.
Piszesz, iż powyższe słowa Marii są jedynymi, które wypowiedziała do ludzi. Nie wierzę w to. Czyżby Maria z ludźmi nie rozmawiała?

Twierdzisz dalej, że słowa te przypuszczalnie oznaczają, że tragiczna śmierć Jezusa na krzyżu "nie była zupełnie niepożądanym przez Marię zakończeniem życia jej syna".
Odpowiem krótko - to co napisałaś jest wstrętne. Nie wyobrażam sobie matki, kochającej swojego syna, dla której jego śmierć na krzyżu "nie była przez nią zupełnie niepożądana". Co Ty tu wypisujesz?! To jest ohydztwo! Od tego, co napisałaś jest już bardzo blisko do stwierdzenia, że "Maria pożądała śmierci swojego syna na krzyżu". Nie wierzę, byś tak sądziła!
Ale jeśli rzeczywiście tak sądzisz, to nie jesteś osamotniona, bo podobnie uważało i nadal uważa wielu chrześcijan.
Focjusz, patriarcha Konstantynopola z IX w. napisał kiedyś: "Maria posiadała męskie cnoty, była kobietą odważną. Nawet nie poirytowała się podczas męki swojego Syna, której była świadkiem; zupełnie inaczej niż inne matki, kiedy są obecne w czasie egzekucji swych dzieci".
Z kolei arcybiskup Antoniusz z Florencji (XV w.) twierdził: "Gdyby nikt nie był gotów tego uczynić, Maria sama przybiłaby swego Syna do krzyża, sama dokonałaby ukrzyżowania, dzięki czemu świat zostałby zbawiony. Nie wolno nawet przypuszczać, że byłaby pod względem doskonałości i posłuszeństwa Bogu gorsza od Abrahama, który swego własnego syna przyniósł Bogu w ofierze".
Papież Benedykt XIV (XVIII w.) ganił tych malarzy, którzy przedstawiali Marię pod krzyżem jako pogrążoną w boleści. Według papieża Piusa X (XIX-XX w.) Maria "nie stała w tej strasznej chwili przepełniona bólem, lecz stała radosna" pod krzyżem swego syna.
Jeden z ostatnich papieży stwierdził natomiast, że Maria "w matczynym duchu... złożeniu ofiary, którą urodziła, przytaknęła z miłością".
Oto źródło tych cytatów: Nie i amen (s. 271 i 272) autorstwa Uty Ranke-Heinemann. To ponoć - obok Deschnera - Twoja ulubiona autorka.

Nie potrafię spokojnie skwitować tych słów.
Jestem głęboko przekonany, że Maria, która według Jana stała pod krzyżem swego syna, nie pożądała jego śmierci - żadnej śmierci, tym bardziej tej najgorszej przez ukrzyżowanie. Jestem głęboko przekonany, że nie przybiłaby swego syna gwoździami do krzyża, prędzej dałaby się sama ukrzyżować. Jestem także głęboko przekonany, że nie stała pod krzyżem radosna, lecz wyła z bólu. Czy Ty w ogóle potrafisz sobie wyobrazić rozpacz kobiety, która przyglądała się śmierci swojego syna na krzyżu? Stać Cię na to?

Wskaż mi miejsce w NT, w którym jednoznacznie stwierdza się, że "takie zakończenie życia Jezusa nie było przez Marię zupełnie niepożądanym zakończeniu życia przez Jezusa" (to Twoje słowa). Ile jeszcze bzdur i dyrdymałów jesteś w stanie napisać?

Ale nie koniec na tym. Uważam bowiem, że Twój Bóg także nie chciał śmierci swojego syna. I wcale tej jego śmierci nie planował, a tym bardziej przed stworzeniem świata. Bo gdyby rzeczywiście chciał wybawić ludzkość od grzechów, to pewno zrobił by to w zupełnie inny sposób.
I gdy Twój Bóg patrzył z góry, jak jacyś rzymscy oprawcy przybijają Jezusa do krzyża (i nie tylko jego zresztą), to na pewno było mu bardzo przykro. A gdy pewnego dnia przeczytał, co na temat jego rzekomych planów ukrzyżowania własnego syna napisano w pewnym szacownym dziele, to już tylko bezradnie wzruszył ramionami. Ale Ty tego też nie rozumiesz.

I to tyle, bo nie mam już ochoty więcej pisać.
Pomijam Twoje zdanie, że Maria znała (w sensie "rozumiała") Jezusa bardzo dobrze. Biblia dostarcza dowodów do głoszenia tezy raczej przeciwnej do Twojej.
Pozdrawiam.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
17-09-2010 00:56 
 Ocena 4 na 4
czes (4083 punktów)
>I to tyle, bo nie mam już ochoty więcej pisać.

Drogi Andrzeju, jestem Ci niezmiernie wdzięczny za wszystkie piękne wykłady.
Jestem zachwycony nie tylko twą olbrzymią wiedzą w temacie ale i niezwykłą, wspaniałą analizą przedstawianych materiałów.
Piszesz tak przekonująco, twe wywody sa tak nieskazitelnie logiczne ...

Wielkie dzięki.
Serdecznie Cie pozdrawiam.
Czesiek


Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
17-09-2010 05:57 
 Ocena 4 na 4
lotrek (14275 punktów)

>Piszesz tak przekonująco, twe wywody sa tak nieskazitelnie logiczne ...
Niestety...jest to "rzucanie pereł przed wieprze". Oni nie potrzebują wiedzy, po co im ona...skoro mają wiarę.
PS. Nieraz zastanawiałem się, jak to jest możliwe...wierzyć w coś bezkrytycznie, co jest sprzeczne z logiką a nawet zdrowym rozsądkiem. I wychodzi mi, że wierzący muszą mieć jakiś feler w mózgu, dziwi mnie tylko że w takim olbrzymim zasięgu. Najbardziej trafia mi do przekonania jedna z teorii, która mówi że taka wiara, to uboczny produkt ewolucji...który być może kiedyś był potrzebny do przetrwania ludzkiego gatunku.
Jeżeli więc wiara jest takim standardem, to my ateiści jesteśmy "wyrodkami".
I bardzo dobrze...


"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
07-10-2010 23:56 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Zupełnie nie rozumiem, jaki jest związek między słowami: "Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie" (J 2, 5), które na weselu w Kanie Maria skierowała do gości weselnych, a ukrzyżowaniem Jezusa. To rozumiesz chyba tylko Ty.

Nie tylko ja, Jezus też widział związek gdyż odpowiedział " Jezus Jej odpowiedział: "Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?" (Jj 2,4)"

>Piszesz, iż powyższe słowa Marii są jedynymi, które wypowiedziała do ludzi. Nie wierzę w to. Czyżby Maria z ludźmi nie rozmawiała?
Och, to był skrót myślowy - są to jedyne w Piśmie świetym słowa jakie Maryja wypowiada do ludu.

>Wskaż mi miejsce w NT, w którym jednoznacznie stwierdza się, że "takie zakończenie życia Jezusa nie było przez Marię zupełnie niepożądanym zakończeniu życia przez Jezusa" (to Twoje słowa). Ile jeszcze bzdur i dyrdymałów jesteś w stanie napisać?

Ad personam. Nie, nie chodziło mi o to, ze Maryja nie cierpiała z powodu ukrzyżowania Jej Syna albo ze tego pragnęła tylko o to, ze jej Syn byl dziwny, nie byl zwykłym synem - potrafiła zamienic wodę wino, rozmnożyć jedzenie, chodzić po wodzie itp., Jeśli taki niezwykle Syn dał się ukrzyżować (mimo, ze mógł spuścić na ludzi ogień i siarkę) to znaczy, ze widział w tym sens. A Jeśli On widział w tym sens, to mogła tez widzieć go Jego Matka.
18-08-2010 20:41 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Po drugie Jezus dobrowolnie wydal się na śmierć, dla dobra ludzi (przybranych) dzieci (!) Boga.

I znowu nie masz racji. Jezus nie wydał się dobrowolnie na śmierć, Jezus posłusznie wykonał plan swojego niebiańskiego ojca. A to wielka różnica!!!
Ale po kolei. Będą i na to dowody. Dużo, dużo dowodów.

Faktem jest, że w Nowym Testamencie jest kilka fragmentów, w których mowa jest o tym, że to Jezus wydał siebie na ukrzyżowanie. Przykładowo w Liście do Galatów jest:
[...] który [Jezus - A.51] wydał samego siebie za nasze grzechy [...] (Ga 1, 4 - BT).
Podobnie jest w: Ga 2, 20 oraz 1 Tm 2, 6 i Tt 2, 14.
Ale faktem też jest, że dwa spośród tych trzech listów uznawane są w dość zgodnej opinii badaczy za listy nieautentyczne, które bynajmniej nie wyszły spod ręki Pawła, lecz są mu jedynie przypisywane. Chodzi tu o Pierwszy List do Tymoteusza oraz List do Tytusa, powstałe w początkach II wieku n.e., a znane chrześcijaństwu dopiero od drugiej połowy II w. n.e., podczas gdy Paweł odszedł z tego świata w latach sześćdziesiątych I w. n.e. Oba te listy zatem są chrześcijańskimi fałszerstwami.

Pozostają zatem tylko dwa zdania, oba z autentycznego tym razem Listu Pawła do Galatów. To trochę za mało, gdyż szereg wersetów z NT jednoznacznie potwierdza, że Jezus jedynie wykonywał plan Boga, a jego wola bynajmniej nie była tożsama z wolą Boga o wydaniu Syna na ukrzyżowanie. Wersety te dowodzą bowiem niezbicie (w tym również słowa Jezusa uznawane zgodnie za autentyczne), że Jezus wcale nie dążył do spełnienia tej woli, lecz jedynie, jako posłuszny syn, naginał swoją wolę do woli swego ojca.

Na początek trzy fragmenty z ewangelii synoptycznych zawierające autentyczne wypowiedzi Jezusa. Zacznę od modlitwy Jezusa w Getsemani (tuż przed pojmaniem):
Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]! (Mk 14, 36 = Mt 26, 39 = Łk 22, 42).
Jak zapewne wiesz, "kielich" jest symbolem przeznaczenia.
Ze słów Jezusa wynika (pierwsze zdanie), że bał się tego, co go czeka, bał się przyszłości, ta przyszłość go przerażała. Prosił Boga o zwolnienie go z poruczonej mu misji ("zabierz ten kielich ode mnie"). Należy również zakładać, że zaczął wątpić w pomyślność powierzonego mu posłannictwa, zaczął się obawiać, czy uda mu się pokonać okowy śmierci.
Z drugiej jednak strony jego słowa (drugie zdanie) ukazują jego posłuszeństwo ojcu ("to, co Ty [niech się stanie]!"). W moim odczuciu słowa te oznaczają pełne zaufanie Jezusa do Boga, są też jednak w pewnej mierze wyrazem bezsilności, pogodzenia się z losem, ale też i gotowości do spełnienia woli Boga.

A teraz słowa Jezusa konającego na krzyżu:
Eloi, Eloi, lama sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? (Mk15, 34 = Mt 27, 46 - BT).
Te słowa wypowiedział Jezus na chwilę przed śmiercią, wyraźnie zaskoczony rozwojem sytuacji, gdyż uświadomił sobie wreszcie, że nie będzie żadnej niebiańskiej interwencji na jego korzyść. Te słowa wypowiedział Jezus, który wyraźnie poczuł się odtrącony przez Boga.

I na koniec słowa Jezusa w chwili pojmania go w Getsemani:
Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? (Mt 26, 53 - BT).

W tych trzech przykładach mamy dwie osoby: Boga Ojca i Jezusa. Wyraźnie widać, że to Bóg jest "twórcą" planu o poświęceniu Jezusa jako "ofiary przebłagalnej", a Jezus jest tylko narzędziem w jego rękach.
(a) Nie może przecież Jezus modlić się do samego siebie, nie może sam siebie błagać o zwolnienie z misji, czy też podporządkować swoją własną wolę swojej własnej woli (ww. Mk 14, 36 = Mt 26, 39 = Łk 22, 42). Nie może tego wszystkiego czynić z nadzieją, że sam przychyli się do swojej własnej prośby.
(b) Nie może przecież Jezus do siebie samego mieć pretensji, nie może czuć się przez siebie samego odtrąconym (ww. Mk15, 34 = Mt 27, 46).
(c) Nie może w końcu uważać, że gdy sam siebie poprosi, to sam sobie przyśle na pomoc zastępy aniołów (ww. Mt 26, 53).

Domyślam się, że wytoczysz teraz przeciwko mnie argument, że źle interpretuję powyższe wersety, ponieważ nie uwzględniam i nie rozumiem "tajemnicy", czy też dogmatu o Trójcy Świętej.
Niewątpliwie strona kościelna stara się nierozerwalnie łączyć mit tzw. "samopoświęcenia Bóstwa" - mając tu na myśli Jezusa, rzekomego Syna Bożego - z mitem (dogmatem) o Trójcy Świętej mówiącym - w największym skrócie - że trzy osoby, tj. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty są sobie tożsame, czyli współistotne. W Nowym Testamencie brak jest jednak jakichkolwiek podstaw dla dogmatu o TŚ, dlatego też nie biorę go pod uwagę.

Zwracam Ci jeszcze uwagę na bardzo ważny fakt. Otóż powyższe trzy cytaty to słowa Jezusa uważane przez badaczy za autentyczne. One mają większą wagę, niż te pochodzące z Listu Pawła do Galatów, nie mówiąc o tych z lisów pastoralnych. Chyba Jezus wiedział lepiej od Pawła, co mówi.

>Po trzecie gdyby to rzeczywiście było lepsze rozwiązanie to Bóg by je wybrał.

Przecież to oczywiste, że lepszym rozwiązaniem byłoby wybaczenie ludzkich zbrodni i uznanie ich za niebyłe, niż poświęcanie życia Jezusa. Czy masz co do tego wątpliwości?
A poza tym, skąd masz pewność, że Bóg wybrał najlepsze z możliwych rozwiązań? Masz jakieś informacje na ten temat?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-08-2010 23:56 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>Po drugie Jezus dobrowolnie wydal się na śmierć, dla dobra ludzi (przybranych) dzieci (!) Boga.

>I znowu nie masz racji. Jezus nie wydał się dobrowolnie na śmierć, Jezus posłusznie wykonał plan swojego niebiańskiego ojca. A to wielka różnica!!!
Ale po kolei. Będą i na to dowody. Dużo, dużo dowodów.

To groteskowe. Dlaczego uważasz, ze wydając się posłusznie na śmierć nie uczynił tego dobrowolnie? To jak miał to zrobic nieposlusznie? Od kiedy to posłuszeństwo wyklucza dobrowolność? Nie, no w ten sposób to można "udowodnic" wszystko.
18-08-2010 20:43 
 Ocena 10 na 10
Andrzej.51 (15814 punktów)
Nie wydaje mi się, żeby to, co napisałem powyżej, było trudne do zrozumienia.
Jeśli jednak nadal twierdzisz, że to Jezus dobrowolnie sam siebie poświęcił, sam z siebie uczynił "ofiarę przebłagalną", by złożyć ją z własnej nieprzymuszonej woli Bogu w celu przebłagania go za grzechy ludzkości, to przytaczam Ci kolejne wersety dowodzące, że nie masz racji:

Słowa Jezusa z Ewangelii Jana poświadczające, że Jezus został posłany przez Boga i czynił jego wolę, a nie swoją:
Zstąpiłem bowiem z nieba, nie aby wypełnić wolę swoją, lecz wolę tego, który mnie posłał (J 6, 38 - BT).
Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy, nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli tego, który mnie posłał (J 5, 30 - BT).
Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło (J 4, 34 - BT).
Możesz tu dodać jeszcze kilka kolejnych wersetów, takich jak np.: J7, 28-29; J 8, 28; J 17, 18; J 17, 2-4; J 8, 42 i wiele innych. Czy to mało?

Werset mówiący o tym, że Bóg poświęcił Jezusa (to również słowa Jezusa):
[...] Do mnie, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, wy mówicie [...] (J 10, 36 - NP).

I jeszcze słowa Jezusa poświadczające, że to Bóg polecił mu oddać swoje życie, a on zobowiązuje się wykonać wolę Boga:
Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca (J 10, 17-18 - BT).

Z Pierwszego Listu Piotra dowiadujemy się natomiast, że Jezus został przeznaczony na ukrzyżowanie "jeszcze przed założeniem świata" (tzn. przed stworzeniem świata). Skoro chrześcijanie twierdzą, że Bóg zawsze istniał, nigdy nie był stworzony, bo jego istnienie nie wymaga żadnej przyczyny, tzn. istniał również zanim stworzył świat, to któż przed tym stworzeniem świata decydował o krzyżu.
Oto ten fragment:
[...] zostaliście wykupieni [...] krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego. On był na to przeznaczony już przed założeniem świata [...] (1P 1, 19-20 - NP.).
Te słowa mają porażające znaczenie. Wynika z nich bowiem, że jeszcze przed stworzeniem świata przewidziany był grzech pierworodny i upadek ludzkości oraz tragiczne tego konsekwencje! Czy można to w ogóle pogodzić z nieograniczoną miłością Boga do ludzi? Tereso - odpowiedz na to pytanie.

A na koniec słowa ap. Piotra z Dziejów Apostolskich:
A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał (Dz 3, 18).

To już powinno wystarczyć! Mam nadzieję, że udowodniłem Ci, że to z woli Boga Jezus zmarł na krzyżu. To Bóg o wszystkim zadecydował, Jezus zaś jego polecenie posłusznie wykonał.

Powiesz, że w końcu jednak Bóg zlitował się nad Jezusem, po jego śmierci wskrzesił go i dał mu życie wieczne i miejsce po swej prawicy. Wy, chrześcijanie w to wierzycie, cały jednak szkopuł w tym, że dowodów jakoś brak.
Ale w takim razie po co było ukrzyżowanie, po co śmierć na krzyżu?!
Przecież Jezus pomimo swego ontologicznego statusu był istotą ludzką, a zatem odczuwał - tak jak wszyscy ludzie - ból i cierpienie! Z tego Jezus zdawał sobie doskonale sprawę, prosił Boga o "zabranie kielicha". Czy Bóg słyszał tę prośbę Jezusa?

Jakże trudno Ci będzie uwierzyć, że wśród znanych hierarchów Kościoła katolickiego - i to tych z najwyższej półki - są również tacy, którzy twierdzą, że krew i śmierć Jezusa na krzyżu nie były konieczne. Wśród nich byli m.in. były papież Jan XXIII i polski ksiądz, prof. Józef Tischner.
Papież JXXIII w liście z lipca 1960 r. (opublikowanym w L'Osservatore Romano ) stwierdził m.in., że śmierć Jezusa nie była konieczna do zbawienia ludzkości, albowiem wystarczyła krew przelana przez niego na krzyżu.

Jeszcze dalej posunął się ks. prof. Tischner, który stwierdził (cytuję m.in. według: Jacek Sieradzan, Jezus Magus. Pierwotne chrześcijaństwo w kręgu magii, ZW "Nomos", Kraków 2005):
Cytat:
Do zbawienia krzyż nie był konieczny. Samo wcielenie Boga zupełnie wystarczało.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
25-08-2010 00:05 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Jeśli jednak nadal twierdzisz, że to Jezus dobrowolnie sam siebie poświęcił, sam z siebie uczynił "ofiarę przebłagalną", by złożyć ją z własnej nieprzymuszonej woli Bogu w celu przebłagania go za grzechy ludzkości, to przytaczam Ci kolejne wersety dowodzące, że nie masz racji
>Słowa Jezusa z Ewangelii Jana poświadczające, że Jezus został posłany przez Boga i czynił jego wolę, a nie swoją:
>Zstąpiłem bowiem z nieba, nie aby wypełnić wolę swoją, lecz wolę tego, który mnie posłał (J 6, 38 - BT).
>Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy, nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli tego, który mnie posłał (J 5, 30 - BT).
Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło (J 4, 34 - BT).

I co? Z tego ma niby wynikać, ze Jezus nie czynił woli Ojca dobrowolnie? A co znaczą słową "moim pokarmem"??? Albo "nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli tego, który mnie posłał" - jeśli właśne, nie to, że wolą Jezusa jest pełnienie woli Jego Ojca?

Wiesz co te "dowody", ktore tu przedstawiasz, są tego samego sortu i mocy co "dowody" Pana Ericha Von Danikena, tylko ze on dowodzil istnienie kosmitów. Jest to jakaś pseudonauka.
25-08-2010 08:20 
 Ocena 1 na 1
nomilk (1013 punktów)
I co? Z tego ma niby wynikać, ze Jezus nie czynił woli Ojca dobrowolnie?

Co do interpretacji... przychodzi mi na myśl krótki wierszyk Lema:

Ten, kto kogo ma lub nie ma,
sam zawiśnie pod obiema.


Nie pasuje trochę do Jezusa?

three of a perfect pair
sable (465 punktów)
>Ale w takim razie po co było ukrzyżowanie, po co śmierć na krzyżu?!
Ukrzyżowanie było wtedy najczęściej stosowaną karą śmierci, tak jak w czasach nam bliższych było zgilotynowanie, powieszenie lub krzesło elektryczne więc nie ma się czemu dziwić. Była to jedyna forma śmierci/kary za działalność Jezusa, jaką przewidywali Rzymianie w swoim kodeksie karnym. Oczywiście taka śmierć dla dzisiejszego człowieka to bestialstwo ale dla ówczesnego człowieka było to też widowisko dla tłumów i zarazem przestroga przed naruszeniem prawa rzymskiego, bo śmierć na krzyżu była często bardzo długa i przerażająca. Można dyskutować dlaczego Jezus nie umarł inną śmiercią, np. wskutek wypadku, choroby lub zabójstwa. Myślę, że chodziło tutaj o pozostawienie w psychice ludzi faktu ogromnej miłości Jezusa/Boga do ludzi, za których oddał on swoje życie w ofierze za ich grzechy. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje: dlaczego Jezus swoją śmiercią miał przebłagać ojca za nasze grzechy ? Zadem katolik nie chce starać się odpowiedzieć na to pytanie. Odpowiedź jest tylko jedna: Jezus musiał umrzeć jak człowiek, wyzwolić swoją duszę z ciała, przejść do krainy zmarłych (Szeol) gdzie przebywały uwięzione przez Szatana dusze zmarłych ludzi od początku ludzkości, wrócić na Ziemię i zmartwychwstać w ciele chwalebnym, czyli gotowym do wejścia do Nieba. Taki był program Boga dla ratowania utraconych dusz ludzkich poprzez zawirusowanie ich programu operacyjnego w Raju, przez Szatana.

>Czy Bóg słyszał tę prośbę Jezusa?
Słyszał ale nic nie mógł zmienić bo stawką było być albo nie być całego królestwa bożego.

>Papież J XXIII w liście z lipca 1960 r. śmierć Jezusa nie była konieczna do zbawienia ludzkości, albowiem wystarczyła krew przelana przez niego na krzyżu.
Ciężko to zrozumieć. Skoro Jezus przelał krew to musiał jednocześnie umrzeć. Chyba, że papieżowi chodziło o transfuzję.

>Jeszcze dalej posunął się ks. prof. Tischner,
Do zbawienia krzyż nie był konieczny. Samo wcielenie Boga zupełnie wystarczało.
Hmmm.... Wcielenie Boga w człowieka miało podwójny cel:
1. trzyletnia nauka Jezusa jako podwalina chrześcijaństwa, nie katolicyzmu ustanowionego przez cesarza Konstantyna wielkiego,
2. przetestowanie programu uratowania energii dusz ludzkich, która została utracona na rzecz Szatana wskutek jego hakerskiego czynu w Raju. Tak jak budowniczy mostu pierwszy przechadza się po nim, tak Jezus został wytypowany jako pierwszy do przetestowania tego programu, którego był współautorem jako syn Boga. Aby go przetestować należało umrzeć jak człowiek, aby wyzwolić duszę z ciała i pchnąć ją do wędrówki. Tak więc samo wcielenie Boga nie wystarczało. Temu panu coś się pomieszało. Chciał poprawiać samego Boga.
06-09-2010 18:34 
 Ocena 2 na 2
Myflowers (2721 punktów)
>> Zadem katolik nie chce starać się odpowiedzieć na to pytanie.
>

Zadem to nawet najbardziej ortodoksyjny katolik odpowiedzieć nie jest w stanie


(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
18-08-2010 20:46 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Lepiej też byłoby, gdyby Bóg zawsze dawał ludzkości własnymi czynami przykłady warte naśladowania. A z tym - jak dowodzi tego Biblia - różnie niestety bywało. A skoro nauczyciel nie był - delikatnie mówiąc - zbyt doskonały, to czegoż wymagać od jego uczniów?
>Sama Biblia niczego nie dowodzi (bo nie jest osobą). Problem w tym, ze na podstawie BBiblii można też dowieść cos zupełnie przeciwnego - a mianowicie , ze Bog jest doskonały (np. przykazanie miłości nieprzyjaciół).

Tereso, bądź poważna!
Jeśli zwrot: "Biblia dowodzi" bardzo Ci się nie podoba, to przyjmij, że ja napisałem, iż "na podstawie Biblii można dowieść". Czy teraz lepiej, czy to coś zmieniło?

A zatem stwierdzam, że na podstawie Biblii można dowieść, iż nie zawsze Bóg własnymi czynami dawał ludzkości przykłady warte naśladowania. Dość często czyny Boga były tego jaskrawym zaprzeczeniem.

>>Jeśli bowiem - jak twierdza chrześcijanie - Bóg jest istotą wszechwiedzącą, a do tego jeszcze wszechdobrą i wszechwiedzącą - to stworzenie takiego świata i zamieszkujących go ludzi nie powinno mu przysporzyć większych trudności.
>Nie jest to wcale przesadzone, ze móglby stworzyc taki swiat (i chyba nikt poza Bogiem nie jest w stanie tego przesądzic) -jesli weźmiemy pod uwagę problem wolnej woli (argumenty Plantingi), problem praw, oraz nie jest przesądzone, ze nie jest dobry biorac pod uwagę zadoścuczynienie krzywd zaznanych w życiu doczesnym w zyciu pozagrobowym .

Taka dyskusja do niczego nie prowadzi, gdyż nie jesteśmy w stanie cokolwiek sobie w tej kwestii udowodnić.
Faktem jest dla mnie niezbitym, że żyjemy na świecie pełnym zła, nieszczęść i tragedii, pełnym ludzkiej krwi przelanej w niezliczonej ilości wojen, ale także w katastrofach przyrodniczych, itd., itp. Ty twierdzisz, że świat został stworzony przez Boga, ja tego wprawdzie nie podzielam, ale twierdzę też, że Twój Bóg albo lepiej nie potrafił, albo też taki właśnie świat chciał stworzyć.
Wybierz sobie jedną z tych opcji.
I daj sobie spokój z "wolna wolą", bo na podstawie Biblii niczego w tym zakresie dowieść nie potrafisz, a przecież ona powinna być dla Ciebie najważniejszym "drogowskazem".

Nie wiem, co na temat "wolnej woli" napisał pan Alvin Plantinga, być może kiedyś z jego wywodami się zapoznam. Wiem jednak, że jest to amerykański filozof, apologeta chrześcijaństwa oraz zwolennik i gorący propagator tzw. "teorii inteligentnego projektu". Przypuszczam zatem, że jest on w stanie, na gruncie teodycei, dokonać wszelkich myślowych wygibasów i ekwilibrystycznych piruetów, którymi sobie samemu udowodni, że Bóg nie jest odpowiedzialny za wszelkie zło panoszące się na tym świecie, gdyż stworzył świat co najmniej doskonały, lecz obdarzył ludzi wolną wolą, a ci, tą wolną wolą obdarzeni, wszystko dokumentnie spaprali.
Problem jednak w tym, że trudno jest znaleźć w Biblii solidne wsparcie dla głoszenia, iż Bóg obdarzył ludzi wolną wolą. Zapewne łatwiej znaleźć wersety dowodzące, iż człowiek nie ma jednak wolnej woli (np. Ef 1, 11).
Po cóż zresztą dyskusja o wolnej woli, lub jej braku, to przecież klasyczna antynomia, której zapewne nigdy nie da się rozstrzygnąć.
Wydaje mi się natomiast, że dla teisty, który jest zwolennikiem niczym nieograniczonej wszechwiedzy Boga, pojęcie wolnej woli człowieka nie może mieć żadnego uzasadnienia.

>Za to Twoja argumentacja jest sprzeczna, bo nakładasz na Boga ograniczenia ("najlepiej byłoby") podczas gdy poniżej twierdzisz, ze nie widzisz żadnego powodu aby je nakładać.

Jestem głęboko przekonany, że jeśli uważnie przeczytałaś to, co powyżej napisałem, to zrozumiesz, co i dlaczego piszę.
I to na razie tyle. Pozdrawiam Cię.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
18-08-2010 22:02 
 Ocena 1 na 1
Alicja Duda (25557 punktów)
Andrzeju jesteś wielki!!!
19-08-2010 07:12 
 Ocena 5 na 5
czes (4083 punktów)
>Andrzeju jesteś wielki!!!
Myślę, że mogę Cię już przyjąć do wirtualnego Fan Clubu Andrzeja 51.
Czynię to niezwłocznie i z wielką przyjemnością.
Gratuluję.
Podpisano; prezes Czes

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
19-08-2010 09:01 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>Myślę, że mogę Cię już przyjąć do wirtualnego Fan Clubu Andrzeja 51.
A cóż stoi na przeszkodzie założyć takowy na fejsie...prezesie ?
Pozdrawiam...wiceprezes lotrek.

"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
24-08-2010 23:58 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>A zatem stwierdzam, że na podstawie Biblii można dowieść, iż nie zawsze Bóg własnymi czynami dawał ludzkości przykłady warte naśladowania. Dość często czyny Boga były tego jaskrawym zaprzeczeniem.

Nie, "Biblia tego bynajmniej nie dowodzi" ponieważ przy interpretacji Bbili należy uwzględnić proces jej rozwoju!!! Jest to podstawowa zasada (patrz Kazanie na Górze).

>I daj sobie spokój z "wolna wolą", bo na podstawie Biblii niczego w tym zakresie dowieść nie potrafisz, a przecież ona powinna być dla Ciebie najważniejszym "drogowskazem".

Gdyby nie było wolnej woli to nie byłoby grzechu (ani pierworodnego ani żadnego innego)...

>Wydaje mi się natomiast, że dla teisty, który jest zwolennikiem niczym nieograniczonej wszechwiedzy Boga, pojęcie wolnej woli człowieka nie może mieć żadnego uzasadnienia.

Masz racje to Ci się tylko tak wydaje - (patrz np. Tomasz z Akwinu).
05-08-2010 20:33 
 Ocena 12 na 12
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Wszechmogący to też nie znaczy całkowicie swobodny i arbitralnie postępujący. Chociaż Bóg jest wszechmogący to nie może uczynić niektórych rzeczy (tego co jest logicznie niemożliwe).

Ale to Ty tak twierdzisz, co wcale nie oznacza, że trzeba się z tym zgadzać. Powielasz wprawdzie to, co kiedyś głosił Leibniz (i chyba Tomasz z Akwinu), ale to Twojej wypowiedzi nie czyni jedynie słuszną.

Usprawiedliwiasz swojego Boga (z oczywistych powodów) nakładając ograniczenia na jego "wszechmoc", a jednocześnie twierdzisz, że jest wszechmocny. Wydaje się oczywiste, że jeśli - bo tak sama zakładasz - boska moc nie jest mocą nieograniczoną, to znaczy nie umożliwia mu czynienia absolutnie wszystkiego, to tej mocy nie można nazwać wszechmocą.
Innymi słowy - jest absolutnie nielogiczne, by zdejmować z Boga odpowiedzialność za pewne czyny (lub brak tych czynów) tłumacząc to niemożnością wykonania absolutnie wszystkiego, a jednocześnie twierdzić, że jest wszechmocny.

Skoro zatem Bóg jest wszechmocny, a jego wszechmoc nie ma żadnych ograniczeń - bo wszechmoc ograniczeń mieć nie może - to powinien móc czynić wszystko. Nawet to, co ludziom wydaje się nielogiczne i niemożliwe do wykonania. W przeciwnym wypadku można w odniesieniu do Boga mówić wyłącznie o "wszechmocy ograniczonej".

>Np. Bóg nie może chcieć zła, gdyż jest samym dobrem.

Ta Twoja teza nie ma zbyt mocnego uzasadnienia w Biblii.
Niewątpliwym faktem jest, iż można zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie znaleźć szereg scen z naszym Stworzycielem w roli głównej, które dowodzą tezy akurat odwrotnej do Twojej. Opisane w wielu z nich boskie czyny nie mieszczą się bowiem nawet w dość obszernie rozumianych granicach czynów moralnie dobrych, czy choćby akceptowalnych i to nawet przy założeniu bardzo dużej wyrozumiałości oceniającego. Przykłady, o których piszę - i których dość dużą ilość mogę Ci bez większego problemu dostarczyć - są dla krytycznego czytelnika bulwersujące i budzą jego zdecydowany sprzeciw.

Oczywistym dla mnie jest, iż wszelkie oceny, czy choćby analizy boskiej działalności powinny być dokonywane z perspektywy znanych nam i dość powszechnie akceptowanych praw moralnych, które - w moim odczuciu - nie tylko ludzi winny obowiązywać.

>Bóg nie może tez uchylać praw moralnych.

A dlaczego niby nie może. Zapewne jest to dla nas trudne to wyobrażenia, czy też zrozumienia, ale osobiście nie widzę przeszkód, by Bóg mógł uchylić pewne prawa moralne, a w ich miejsce - mocą swej niepodważalnej decyzji - wprowadzić inne, będące choćby nawet jaskrawym przeciwieństwem tych uchylonych, czy też pozostające w sprzeczności z istniejącymi. Z faktu, że dla nas takie "absurdy" są trudne do zrozumienia nie wynika bynajmniej, by i dla Boga takimi być musiały.
Nie widzę zatem powodu usilnego ograniczania boskiej wszechmocy. Czyżbyś twierdziła, że Bóg sam sobie własną decyzją narzucił granice własnych możliwości? Bo przecież nikt inny mu tych ograniczeń nie mógł narzucić.

>Ale branie na siebie cierpienia z własnej woli i dla dobra innych (w celu przywrócenia równowagi, którą zniszczyło zło) jest to akt akceptowany w każdym kodeksie moralnym.

Przecież Bóg w swej wszechmocy mógł nie dopuścić "do zakłócenia równowagi, którą zniszczyło zło". Dlaczego zatem tego nie zrobił? Dlaczego nie ingerował wcześniej? Na co czekał? Nie chciał? Podobało mu się to, co jest? A może nie zrozumiał odpowiednio wcześnie, że dzieje się źle? A może po prostu nie potrafił, bo to przerastało jego możliwości? Czy w takim razie jest wszechmocny?
I - co być może najważniejsze - dlaczego właśnie w taki sposób?

A poza tym - wyjaśnij, kto według Ciebie wziął na siebie cierpienie i na czym ono polegało? Wbrew pozorom to moje pytanie nie jest bezzasadne. Dopiero gdy wypowiesz się w tej kwestii - o ile oczywiście zechcesz mi odpowiedzieć - będę mógł ustosunkować się do tego fragmentu Twojej wypowiedzi.
11-08-2010 20:44 
 0 na 2
Teresa (2693 punktów)
>>Wszechmogący to też nie znaczy całkowicie swobodny i arbitralnie postępujący. Chociaż Bóg jest wszechmogący to nie może uczynić niektórych rzeczy (tego co jest logicznie niemożliwe).
>Ale to Ty tak twierdzisz, co wcale nie oznacza, że trzeba się z tym zgadzać. Powielasz wprawdzie to, co kiedyś głosił Leibniz (i chyba Tomasz z Akwinu), ale to Twojej wypowiedzi nie czyni jedynie słuszną.

Przytaczam te właśnie poglądy ale nie przypadkowo (patrz dalej).

>Skoro zatem Bóg jest wszechmocny, a jego wszechmoc nie ma żadnych ograniczeń - bo wszechmoc ograniczeń mieć nie może - to powinien móc czynić wszystko. Nawet to, co ludziom wydaje się nielogiczne i niemożliwe do wykonania. W przeciwnym wypadku można w odniesieniu do Boga mówić wyłącznie o "wszechmocy ograniczonej".

Nie, nielogiczne byłoby twierdzenie, ze jako wszechmocny może przestać być wszechmocny (skoro może wszystko to wszystko), bo przecież "ograniczaniem" wszechmocy jest właśnie jej unicestwienie. Ponadto tylko akceptując zasadę niesprzeczności można robić zarzut z pojawienia się sprzeczności; a przecież zarzut ten jest przyczyną podjęcia niniejszych rozważań
Bóg nie może stwarzać ani wymyślać absurdów nie nakłada żadnych ograniczeń na jego wszechmoc, gdyż to ze nie może np. wypisać dokładnie liczby pi jest to niemożliwość, ktora wynika z samej natury obiektu matematycznego (Leibniz i Tomasz z Akwinu ) .

>>Np. Bóg nie może chcieć zła, gdyż jest samym dobrem.
>Oczywistym dla mnie jest, iż wszelkie oceny, czy choćby analizy boskiej działalności powinny być dokonywane z perspektywy znanych nam i dość powszechnie akceptowanych praw moralnych, które - w moim odczuciu - nie tylko ludzi winny obowiązywać.

Wg interpretacji katolickiej Bóg jest prawami moralnymi i samym dobrem. Tak wiec nie ma tego problemu. Ale problem masz Ty, bo dalej piszesz, ze : "nie widzę przeszkód, by Bóg mógł uchylić pewne prawa moralne, a w ich miejsce - mocą swej niepodważalnej decyzji - wprowadzić inne". To w końcu widzisz przeszkody czy ich nie widzisz?

>>Bóg nie może tez uchylać praw moralnych.

>A dlaczego niby nie może. Zapewne jest to dla nas trudne to wyobrażenia, czy też zrozumienia, ale osobiście nie widzę przeszkód, by Bóg mógł uchylić pewne prawa moralne, a w ich miejsce - mocą swej niepodważalnej decyzji - wprowadzić inne, będące choćby nawet jaskrawym przeciwieństwem tych uchylonych, czy też pozostające w sprzeczności z istniejącymi. Z faktu, że dla nas takie "absurdy" są trudne do zrozumienia nie wynika bynajmniej, by i dla Boga takimi być musiały.(...)

Bog jest ograniczony przez swe własne reguły, tj. przez Jego dobroć, mądrość i sprawiedliwość, które są identyczne z Nim (Tomasza z Akwinu ). Oczywiście ani nikt mu ich nie narzucal ani sam sobie ich nie narzuca, bo On jest nimi. Gdyby Bóg odwołał prawa moralne, które są identyczne z nim to popełniłby samobójstwo (co jest niemożliwe gdyz jest to byt absolutny, konieczny).

>Przecież Bóg w swej wszechmocy mógł nie dopuścić "do zakłócenia równowagi, którą zniszczyło zło". Dlaczego zatem tego nie zrobił? Dlaczego nie ingerował wcześniej? Na co czekał? Nie chciał? Podobało mu się to, co jest? A może nie zrozumiał odpowiednio wcześnie, że dzieje się źle? A może po prostu nie potrafił, bo to przerastało jego możliwości? Czy w takim razie jest wszechmocny?
>I - co być może najważniejsze - dlaczego właśnie w taki sposób?

Nie wiem, ale Bóg to nie człowiek, jest na tyle silny, wszechmocny aby to wszystko znieść i wyprowadzić większe dobro...
05-08-2010 20:35 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>wszechwiedzący a niewiedzący, że ludzie których stworzył skosztują zakazanego owocu sprzeczność)....
>Jak to niewiedzący? Czy ktoś z wyznawców (i oczywiście oprócz racjonalistów) tak uważa?

Przecież oczywiste jest, że jakaś część "wyznawców" tak nie uważa? Według wielu "wyznawców" Bóg jest oczywiście wszechdobry i wszechwiedzący, kocha ludzi nieograniczoną miłością, czyni tylko dobrze i brzydzi się złem. To nic, że Biblia tego nie potwierdza, bo ci akurat "wyznawcy" mają swoje prawdy, które niekoniecznie wynikają ze świętych ksiąg.
Po co zatem zadajesz Alicji takie pytanie?

To Ty powinnaś odpowiedzieć, czy Bóg wiedział, że Adam i Ewa - których dopiero co stworzył - skosztują zakazanego im owocu, czy też nie wiedział? Przewidział to, czy nie? Jest wszechwiedzący, czy też nie? Potrafisz odpowiedzieć na te pytania?
Te pytania są skierowane do Ciebie, a nie do Alicji. To nie jest jej problem, lecz Twój.

>Rozumiem, ze to Ty tak uważasz, że Bóg zarazem wiedział i nie wiedział -

Nie wiem dlaczego starasz się kpić z wypowiedzi Alicji? Nie chcę być jej obrońcą, ale ja w jej wypowiedzi nie dostrzegam stwierdzenia, "że Bóg zarazem wiedział i nie wiedział". Ona tego nie napisała. Przeczytaj dokładnie jej zdanie i zastanów się nad tym, co piszesz.

>ale to nie musi być sprzeczność,

Jeśli dobrze rozumiem intencje Alicji polegające na wyraźnym podkreśleniu wzajemnego przeciwieństwa słów "wszechwiedzący a niewiedzący" - a wydaje mi się, że dobrze rozumiem - to jest to oczywista sprzeczność.

>bo może np. zbyt dosłownie interpretujesz opowiadanie o wypadkach w rajskim ogrodzie?

A Ty osobiście jak interpretujesz to opowiadanie? Dosłownie, czy też niedosłownie?
A jak interpretujesz inne opowiadania ze Starego i Nowego Testamentu? Dosłownie, czy niedosłownie?
Które opowiadania interpretujesz dosłownie, a które niedosłownie?
Jakimi kryteriami się kierujesz?
Czy są jakieś wytyczne w tym zakresie?
Czy ktoś je określił i na jakiej zasadzie?
Czy miał do tego prawo i z czego ono wynika?
Czy interpretacja dosłowna polega na tym, iż przyjmuje się prawdziwość biblijnego opowiadania, a interpretacja niedosłowna wynika z faktu, że jakieś opowiadanie nie jest prawdziwe (w całości lub części)?

Chrześcijanie twierdzą - a Ty o tym zapewne wiesz - że Biblia jest rzekomo dziełem natchnionym przez Boga, czy też Ducha Świętego, co ponoć na jedno wychodzi. Wprawdzie ludzie ją napisali, ale to Bóg ich wybrał i niejako dyktował im, co mają pisać. On zatem, a nie skrybowie, jest autorem Biblii.
Jakie zatem masz prawo dokonywać dowolnej - bo dla Ciebie właściwej - interpretacji tego, co Bóg napisał. Jakie masz prawo decydować, które opowieści biblijne należy traktować dosłownie, a które są tylko pewnymi alegoriami czy też przypowieściami o umownym jedynie znaczeniu.
11-08-2010 20:46 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Chrześcijanie twierdzą - a Ty o tym zapewne wiesz - że Biblia jest rzekomo dziełem natchnionym przez Boga, czy też Ducha Świętego, co ponoć na jedno wychodzi. Wprawdzie ludzie ją napisali, ale to Bóg ich wybrał i niejako dyktował im, co mają pisać. On zatem, a nie skrybowie, jest autorem Biblii.

I tu się mylisz. Wg nauki katolickiej tekst biblijny ma dwóch autorów: Boga i człowieka, człowiek nie jest wszakże tu biernym narzędziem:
W Konstytucji o Objawieniu Soboru Watykańskiego II czytamy, ze do sporządzenia:
"Ksiąg świętych wybrał Bóg ludzi w taki sposób, ze pracując dla Niego, posługiwali się swoimi możliwościami i zdolnościami, byli zatem w pełni prawdziwymi autorami. Bóg bowiem przemawia do ludzi na sposób ludzki"

W związku z tym, ze jeśli chcemy dobrze Go zrozumieć, przede wszystkim ,musimy starać się zrozumieć co chcieli powiedzieć swoim współczesnym ludzcy autorzy.

>Jakie zatem masz prawo dokonywać dowolnej - bo dla Ciebie właściwej - interpretacji tego, co Bóg napisał. Jakie masz prawo decydować, które opowieści biblijne należy traktować dosłownie, a które są tylko pewnymi alegoriami czy też przypowieściami o umownym jedynie znaczeniu.

A tutaj są wytyczne:
biblia.wia(*)ACJA-PISMA-SWIETEGO-W-KOSCIELE
16-08-2010 11:54 
 Ocena 6 na 6
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>W związku z tym, ze jeśli chcemy dobrze Go zrozumieć, przede wszystkim ,musimy starać się zrozumieć co chcieli powiedzieć swoim współczesnym ludzcy autorzy.

   Bzdura, Tereniu. Bzdura i odwracanie kota ogonem (jak zwykle w tej Twojej religii). Jeśli ja mam Ci coś ważnego do powiedzenia, to moją jest sprawą i moim interesem wyrażać się jasno, poprawnie i w sposób właściwy Twoim możliwościom percepcji. Ty masz wysłuchać i ew. dopytać mnie tam, gdzie wyraziłem się niezbyt jasno.
   Jeśli więc ten Twój Bóg miał mi coś do powiedzenia, to nie jest moją rzeczą główkować co też chciał mi powiedzieć. Powinien zrobić to jasno i jednoznacznie. No, chyba, że przekracza to jego zdolności i możliwości intelektualne.
   Pomijam już fakt, że mógł te bajeczki podyktować bardziej światłym umysłom - Grecy i Rzymianie byli ludźmi dość dobrze wykształconymi i biegłymi w sztuce retoryki - niż niepiśmiennym żydowskim pastuchom.

   Dlatego jest tylko jedno logiczne wytłumaczenie takiej sytuacji jaką mamy: od samego początku chodziło o mistyfikację, o wielkie oszustwo, o takie zagmatwanie sprawy, żeby dokładnie nic z tego nie wynikało czyli, żeby wynikało wszystko co tylko w danej chwili jest wygodne oszustom (czytaj: kapłanom).

Prawdziwa młodość - to przymiot, który zdobywa się z wiekiem.
24-08-2010 23:19 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>   Jeśli więc ten Twój Bóg miał mi coś do powiedzenia, to nie jest moją rzeczą główkować co też chciał mi powiedzieć. Powinien zrobić to jasno i jednoznacznie. No, chyba, że przekracza to jego zdolności i możliwości intelektualne.
To powiedz Mu to.

>   Pomijam już fakt, że mógł te bajeczki podyktować bardziej światłym umysłom - Grecy i Rzymianie byli ludźmi dość dobrze wykształconymi i biegłymi w sztuce retoryki - niż niepiśmiennym żydowskim pastuchom.

Jak Bóg mógł cokolwiek podyktować "niepiśmiennym żydowskim pastuchom"?
Ani oni nie byli niepiśmienni, ani nie byli pastuchami ... należeli do elity kapłanów (przynajmniej jeśli chodzi o ST), którzy owszem mogli się utrzymywać (kiedy nie służyli ) z innych zajęć (przynajmniej tak czytałam).

>   Dlatego jest tylko jedno logiczne wytłumaczenie takiej sytuacji jaką mamy: od samego początku chodziło o mistyfikację, o wielkie oszustwo, o takie zagmatwanie sprawy, żeby dokładnie nic z tego nie wynikało czyli, żeby wynikało wszystko co tylko w danej chwili jest wygodne oszustom (czytaj: kapłanom).

Nie wiem o jakiej religii piszesz. Gdyby tak było to raz Kościół głosiłby ze jest jeden Bóg, a innym razem ze Go nie ma albo że są tysiące bogów a przecież wcale nie jest.
Poza tym słyszałam o takim ruchu, który głosi, ze różnice miedzy uczniami a nauczycielami są oszustwem i dlatego chcą zniszczyć szkoły Albo feministki ktore chcą głosić , ze różnice miedzy kobieta a mężczyzną są oszustwem . Podobno takie zachowania są charakterystyczne dla naszych czasów - a mianowicie nienawiść do jakichkolwiek różnic, bo to sugeruje hierarchię.
05-08-2010 20:36 
 Ocena 11 na 11
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>Jednym słowem pudło, bo np. w teologii chrześcijańskiej (jak i filozofii) Bóg jako duch nie ma koloru ani kształtu, itp.(czyli cech bytów materialnych).

A czy to, co zostało określone w "teologii chrześcijańskiej" można w ogóle rozpatrywać w kategoriach "prawda - fałsz"? Bo w takim aspekcie odbieram użycie przez Ciebie słowa "pudło".
Czy da się jakoś zweryfikować (np. doświadczalnie) to, co "zostało określone w teologii chrześcijańskiej? Czy można jakoś udowodnić, że "Bóg jest duchem i jako taki nie ma koloru ani kształtu"?

>>Ale stworzył ludzi na obraz i podobieństwo..
>Pismo mówi tez: "Boże któż będzie podobny do Ciebie?" [Psaml 35,10] albo "Do kogóż przyrównacie Boga lub jaki obraz zastosujecie do Niego? (Izajasz 40). Czyli ludzie trochę są a trochę nie są podobni do Boga

Alicja ma rację. Przecież w ST pisze:
Potem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas [...] I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich" (Rdz 1, 26-27).
Przy okazji zwracam uwagę na liczbę mnogą w pierwszym zdaniu cytatu.
Wyraźnie napisano, że Bóg stworzył Adama i Ewę, czyli mężczyznę i kobietę, na swój obraz.
Po co tu kombinować i przytaczać jakieś nic nie znaczące wersety?

>Po drugie to ludzie mają być podobni do Boga, a nie Bóg do ludzi.

Tego Twojego zdania nie rozumiem. Wyjaśnij, o ile zechcesz, o co w tym zdaniu chodzi i jaki ma ono związek z wypowiedzią Alicji.

>Czy aby ludzie byli podobni do Boga naprawdę nie wystarczy, że mają dusze nieśmiertelną (niewidzialną)?

A skąd Ty wiesz, że autorowi zacytowanych przeze mnie zdań chodziło wyłącznie o duszę? Czy ten autor Ci to powiedział? Czy masz może jakieś w tej kwestii wiadomości?

Ponownie zatem pytam: dlaczego nie oceniasz literalnie fragmentu o stworzeniu przez Boga pierwszych ludzi? Dlaczego stosujesz jakieś własne kryteria. Dlaczego podważasz prawdziwość słowa bożego.
Przecież w tej opowieści nie pisze, że podobieństwo między Bogiem a człowiekiem polega wyłącznie na podobieństwie dusz.
Czy sama to sobie wymyśliłaś?

>No, i już po sprzeczności

Raczej nie po sprzeczności. Nie tak szybko!
Za wcześnie i zdecydowanie bezpodstawnie sama odtrąbiłaś swój wydumany sukces.

Pozdrawiam Cię.
05-08-2010 20:55 
 Ocena 3 na 3
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Dzięki!! To była uczta. Mam nadzieję , że Teresa nie zrejteruje i będzie dokładka.
Pozdrawiam Cię serdecznie Alicja
11-08-2010 20:56 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)

>Czy da się jakoś zweryfikować (np. doświadczalnie) to, co "zostało określone w teologii chrześcijańskiej? Czy można jakoś udowodnić, że "Bóg jest duchem i jako taki nie ma koloru ani kształtu"?

Tak, można zweryfikowac, bo jest niewidzialny

>Tego Twojego zdania nie rozumiem. Wyjaśnij, o ile zechcesz, o co w tym zdaniu chodzi i jaki ma ono związek z wypowiedzią Alicji.

Rzeczywiście nie zrozumiałeś kontekstu naszej rozmowy, bo przyznałeś mi racje (nie wiedząc o tym). Alicji chodziło najprawdopodobniej o to, że jest sprzeczność między tym, ze Bog stworzył ludzi na obraz i podobieństwo swoje gdy tymczasem ludzie mają ciala a Bog jest duchem. Ale wg mnie nie ma chyba potrzeby, aby dalej to rozstrząsac (jesli bedziemy sie długo rozstrzasac nad takimi rzeczami to daleko nie zajdziemy).
25-09-2010 14:52 
 Ocena 3 na 3
Jarosław Ziółkowski (972 punktów)
(zablokowany)
>>>Chocby na takiej podstawie, że byt niewidzialny nie może byc jednoczesnie różowy. To jest sprzeczność.
>Wszechmogący to też nie znaczy całkowicie swobodny i arbitralnie postępujący. Chociaż Bóg jest wszechmogący to nie może uczynić niektórych rzeczy
   Nosorożka jest różowa, tylko tego nie widzisz. Sama nosorożka widzi siebie i wie, że jest różowa.

>Bóg nie może chcieć zła, gdyż jest samym dobrem.
   W starym testamencie mógł. I był bogiem zazdrosnym (grzech główny), złośliwym (Abraham & Izaak) i miał jeszcze kilka cech, które z dobrem nie mają niczego wspólnego.

>Bóg nie może tez uchylać praw moralnych.
   A kiedy kazał swojemu narodowi wybranemu wyrzynać w pień miasta wraz z kobietami i dziećmi to co to było.

>Ale branie na siebie cierpienia z własnej woli i dla dobra innych (w celu przywrócenia równowagi, którą zniszczyło zło) jest to akt akceptowany w każdym kodeksie moralnym.
   Czyli pokazał ludziom, że aby pokonać zło, trzeba znaleźć kozła ofiarnego wśród swoich zamiast zabijać prawdziwego kozła, i zarżnąć by pozbyć się własnych grzechów. Hm... jak Stalin.

>Bóg zarazem wiedział i nie wiedział - ale to nie musi być sprzeczność
   Nie w tym wszechświecie.

Żadna religia nie jest ważniejsza niż ludzkie szczęście
— Budda
07-10-2010 22:50 
 0 na 2
Teresa (2693 punktów)
>>>>Chocby na takiej podstawie, że byt niewidzialny nie może byc jednoczesnie różowy. To jest sprzeczność.
>>Wszechmogący to też nie znaczy całkowicie swobodny i arbitralnie postępujący. Chociaż Bóg jest wszechmogący to nie może uczynić niektórych rzeczy
>   Nosorożka jest różowa, tylko tego nie widzisz. Sama nosorożka widzi siebie i wie, że jest różowa.

To jest nadal sprzeczność - mówiąc "Nosorożka jest różowa, lecz tylko nosorożka to wie" mówisz "Nosorożka jest różowa, lecz nie mogę tego widzieć". Treści tego zdania zaprzecza sposób użycia tego zdania. To tak samo jakby ktoś powiedział "jestem niemowa".
Także pozostaje Ci jedynie kontakt mistyczny z nosorożką. Z Bogiem chrz. jest inaczej, ma cechy do których można dojść rozumowo.

>>Bóg nie może chcieć zła, gdyż jest samym dobrem.
>   W starym testamencie mógł. I był bogiem zazdrosnym (grzech główny), złośliwym (Abraham & Izaak) i miał jeszcze kilka cech, które z dobrem nie mają niczego wspólnego.

Czy matka, która nie pozwala aby jej dziecko wbiegało na ulicę tylko wymaga, aby jej słuchało jest zazdrosna albo zła? W czym upatrujesz złośliwość? Gdybym była racjonalistka to bym raczej mówiła o absurdalnej dobroci Boga skoro po zabiciu Syna pozwala ludziom isc do nieba.

>>Bóg nie może tez uchylać praw moralnych.
>   A kiedy kazał swojemu narodowi wybranemu wyrzynać w pień miasta wraz z kobietami i dziećmi to co to było.

Ale kiedy to było? Bo wg interpretacji katolickiej wszystko co jest przed Abrahamem nie dotyczy rzeczywistych postaci tylko jest to inny gatunek literacki. Poza tym wg autora/autorów tych fragmentów mieszkańcy owych miast przeprowadzali swoje dzieci przez ogień i uprawiali prostytucję sakralną. Jeśli jesteś taki mądry to napisz jak Ty byś postąpił? Bo ST jest mowa też mowa o tym - z kolei w Księdze Jonasza - że to Bóg posyła proroka do miasta w celu nawoływania do nawrócenia (ów prorok ucieka i nie chce tego zrobić).

>>Ale branie na siebie cierpienia z własnej woli i dla dobra innych (w celu przywrócenia równowagi, którą zniszczyło zło) jest to akt akceptowany w każdym kodeksie moralnym.
>   Czyli pokazał ludziom, że aby pokonać zło, trzeba znaleźć kozła ofiarnego wśród swoich zamiast zabijać prawdziwego kozła, i zarżnąć by pozbyć się własnych grzechów. Hm... jak Stalin.

Nie, Stalin nie dal się sam dobrowolnie ukrzyżować za ludzi, żeby odkupić ich z grzechu i żeby mogli pójść do nieba.

>>Bóg zarazem wiedział i nie wiedział - ale to nie musi być sprzeczność

Dziwi mnie, ze nie napisałeś, ze Bóg wie wszystko, lecz tylko Bóg o tym wie ;D

>
Żadna religia nie jest ważniejsza niż ludzkie szczęście
— Budda


Lepiej nie cytuj Buddy bo malo plusow dostaniesz
08-10-2010 00:53 
 Ocena 1 na 1
Jarosław Ziółkowski (972 punktów)
(zablokowany)
   Oj, Teresko... już nie mam do Ciebie zdrowia. Coraz gorzej z Tobą.
>>   Nosorożka jest różowa, tylko tego nie widzisz. Sama nosorożka widzi siebie i wie, że jest różowa.
>To jest nadal sprzeczność - mówiąc "Nosorożka jest różowa, lecz tylko nosorożka to wie" mówisz "Nosorożka jest różowa, lecz nie mogę tego widzieć".
   To tak jak z bogiem wszechmogącym: może, ale nie chce. Ta sama kategoria bredni.

>ma cechy do których można dojść rozumowo.
   Zdefiniuj boga, potem mów o cechach i daj mi spokój z rozumieniem boga, bo różne "szkoły" różnie mówią. Zresztą ta sama szkoła potrafi wiele razy zmieniać zdanie.

>Czy matka, która nie pozwala aby jej dziecko [...]
   Aaaaa! Daj mi spokój! To taki oklepany pseudoargument, że już rzygać mi się chce. Bóg sam mówił, że jest zazdrosny i niesprawiedliwy.

>wg interpretacji katolickiej
   Pierdu, pierdu...

>nie dotyczy rzeczywistych postaci tylko jest to inny gatunek literacki.
   Brawo za sensowność wypowiedzi...

>Stalin nie dal się sam dobrowolnie ukrzyżować za ludzi, żeby odkupić ich z grzechu i żeby mogli pójść do nieba.
   Ale czystki robił, kozłów ofiarnych kazał zabijać. A "niebo" nie istnieje.

>Lepiej nie cytuj Buddy bo malo plusow dostaniesz
   O.

Żadna religia nie jest ważniejsza niż ludzkie szczęście
— Budda
08-10-2010 01:04 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Czy matka, która nie pozwala aby jej dziecko [...]
Aaaaa! Daj mi spokój! To taki oklepany pseudoargument, że już rzygać mi się chce. Bóg sam mówił, że jest zazdrosny i niesprawiedliwy.




Swoją drogą jaka matka skazuje na śmierć za wyjedzenie lodów z lodówki . Choć zdarzyła się conajmniej jedna pani (tu już się nie będę śmiał, bo nic w tym wesołego) która zainspirowana Biblią obcięła swojej "niegrzecznej" córce ręce. Być może takie matki ma na myśli Teresa o ile zadała sobie kiedyś trud przeczytania Biblii (choć wiadomo, wiara tego nie wymaga, wręcz przeciwnie...).
26-10-2010 00:19 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>To jest nadal sprzeczność - mówiąc "Nosorożka jest różowa, lecz tylko nosorożka to wie" mówisz "Nosorożka jest różowa, lecz nie mogę tego widzieć".
>   To tak jak z bogiem wszechmogącym: może, ale nie chce. Ta sama kategoria bredni.

Nie, Bóg jest wszechmocny bo może odpuścić każdy grzech.
To jest taka sama kategoria związku między naszymi wypowiedziami.

>>ma cechy do których można dojść rozumowo.
   Zdefiniuj boga, potem mów o cechach i daj mi spokój z rozumieniem boga, bo różne "szkoły" różnie mówią. >Zresztą ta sama szkoła potrafi wiele razy zmieniać zdanie.

Jednak w głównych prądach myslin chrzescijanskiej i neoplatońskiej pojęcie Absolutu tak się nie zmienialo...

>   Aaaaa! Daj mi spokój! To taki oklepany pseudoargument, że już rzygać mi się chce. Bóg sam mówił, że jest zazdrosny i niesprawiedliwy.

Kiedy mówił, ze jest niesprawiedliwy?

>wg interpretacji katolickiej
   Pierdu, pierdu...
>nie dotyczy rzeczywistych postaci tylko jest to inny gatunek literacki.
   Brawo za sensowność wypowiedzi...

Dobrze to uargumentowałeś, Jacku

>A "niebo" nie istnieje.

A czy jest jakis sposób abyśmy się mogli o tym naukowo przekonac?
26-10-2010 00:56 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)
>>>"Nosorożka jest różowa,

COOOO ????!!!!

Różowa jest tylko Niewidzialny Różowy Jednorożec!
Niech będą błogosławone Jej Kopytka!
31-07-2010 12:26 
 Ocena 10 na 10
Autografka (10638 punktów)
>Chocby na takiej podstawie, że byt niewidzialny nie może byc jednoczesnie różowy. To jest sprzecznośc.
>Nie moze tez byc jednorozcem (bo coś co jest niewidzialne nie moze miec takich cech jakie musi miec cos aby to nazwac jednorozcem).

To jest tajemnica wiary, Tereso. Kim jesteś, żeby to negować? My, ludzie nie jesteśmy w stanie pojąć swoimi niedoskonałymi umysłami fenomenu Jednorożca. Podobnie, jak nie jesteśmy w stanie zrozumieć jak Bóg dobry i wszechmocny zarazem mógł stworzyć świat, w którym jeden organizm musi zadawać cierpienie drugiemu, żeby żyć. Nie naśmiewaj się więc z Jednorożca i jego wyznawców, bo nie jest rzeczą wiary bycie logiczną. Rzeczą wiary jest, żeby działała. A działa, jeżeli realnie istnieje (owa wiara). Przedmiot wiary nie jest najbardziej istotny.


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
01-08-2010 22:26 
 Ocena 3 na 3
Teresa (2693 punktów)
>To jest tajemnica wiary, Tereso. Kim jesteś, żeby to negować?

"Tajemniczy" w religii oznacza stan rzeczy, którego nie jesteśmy w stanie w pełni uchwycić, gdy nie ma pełnego zrozumienia. A tu nie mamy do czynienia z takim przypadkiem.

> My, ludzie nie jesteśmy w stanie pojąć swoimi niedoskonałymi umysłami fenomenu Jednorożca. Podobnie, jak nie jesteśmy w stanie zrozumieć jak Bóg dobry i wszechmocny zarazem mógł stworzyć świat, w którym jeden organizm musi zadawać cierpienie drugiemu, żeby żyć.

To nie jest (nie musi być) od razu sprzeczność. Było paru myślicieli, który zajmowali się np. rozwiązaniem problemu cierpienia zwierząt. Wg jednej z tych teorii to szatan podburzył zwierzęta, aby pożerały się nawzajem przez co świat zwierząt uległ zepsuciu.

>Nie naśmiewaj się więc z Jednorożca i jego wyznawców,.
To on ma jakichś wyznawców?

>bo nie jest rzeczą wiary bycie logiczną

Skąd takie przekonanie? Na temat logiki w religii powstały prace naukowe.
I okazuje się, że z historii religii wynika, ze w ramach wspólnot religijnych występowały dwie skrajne tendencje: antylogiczna i logiczna.
Przyczyna tendencji antylogicznej było to ze wielu przeciwników religii korzystało z logiki do walki z nią jak i to, że postawa logika (jako takiego) jest różna od postawy wierzącego.

Natomiast przyczyna tendencji logicznej jest panujące powszechnie wśród wierzących przekonanie, że świat jest posłuszny prawom logicznym - ze Bóg działa zgodnie z prawami geometrii, (np. Newton) itp.. A im silniejsza wiara tym silniejsze przekonanie, ze nie ma sprzeczności między credo a wynikami operacjami myślowymi.

I okazuje się, że wybitnych logików można znaleźć zarówno ze wśród świątobliwych mistyków buddyzmu jak i chrz. kaznodziejów.

>Rzeczą wiary jest, żeby działała. A działa, jeżeli realnie istnieje (owa wiara). Przedmiot wiary nie jest najbardziej istotny.

Nie odwracaj kota ogonem. Nie rozumiem dlaczego uważasz, że na gruncie religii jej wyznawcy (dorośli ludzie) mieliby akceptować sprzeczności skoro w innych dziedzinach życia ( w tym w nauce) tak się nie postępuje i nie jest to naturalne?
01-08-2010 22:58 
 Ocena 8 na 8
Autografka (10638 punktów)

> "Tajemniczy" w religii oznacza stan rzeczy, którego nie jesteśmy w stanie w pełni uchwycić, gdy nie ma pełnego zrozumienia. A tu nie mamy do czynienia z takim przypadkiem.

Dlaczego tak uważasz? IPU to nie jest po prostu święte zwierzę, to bogini, która przyjmuje postać niewidzialnego jednorożca. Paradoks zwierzęcej postaci i jednoczesnej niemożności dostrzeżenia jej, ma podkreślić jej wyjątkowość.
Coś jak Trójca Święta.

>To nie jest (nie musi być) od razu sprzeczność. Było paru myślicieli, który zajmowali się np. rozwiązaniem problemu cierpienia zwierząt. Wg jednej z tych teorii to szatan podburzył zwierzęta, aby pożerały się nawzajem przez co świat zwierząt uległ zepsuciu.

Jesteś jedyna, która w odpowiedzi na to pytanie, nie zaczęła mi opowiadać o winie ludzi. I przyznam, że się tego nie spodziewałam. Plus za to. Ale wróćmy do meritum. Dlaczego wszechmogący Bóg nie powstrzyma szatana? Przecież w tym przypadku mógłby. Nie ogranicza go chyba wolna wola zwierząt?

edit: Czy ta teoria znajduje potwierdzenie w Biblii?

>>Nie naśmiewaj się więc z Jednorożca i jego wyznawców,.
>To on ma jakichś wyznawców?

Załóż, że ma.

>>bo nie jest rzeczą wiary bycie logiczną
>Skąd takie przekonanie? Na temat logiki w religii powstały prace naukowe.
>I okazuje się, że z historii religii wynika, ze w ramach wspólnot religijnych występowały dwie skrajne tendencje: antylogiczna i logiczna.
>Przyczyna tendencji antylogicznej było to ze wielu przeciwników religii korzystało z logiki do walki z nią jak i to, że postawa logika (jako takiego) jest różna od postawy wierzącego.
>Natomiast przyczyna tendencji logicznej jest panujące powszechnie wśród wierzących przekonanie, że świat jest posłuszny prawom logicznym - ze Bóg działa zgodnie z prawami geometrii, (np. Newton) itp.. A im silniejsza wiara tym silniejsze przekonanie, ze nie ma sprzeczności między credo a wynikami operacjami myślowymi.
>I okazuje się, że wybitnych logików można znaleźć zarówno ze wśród świątobliwych mistyków buddyzmu jak i chrz. kaznodziejów.

Ależ jestem przekonana o tym, że znaleziono wiele logik dla różnych religii (na przykład takich, jak z kuszeniem zwierząt przez szatana ). Tylko jak takie ulogicznianie nielogiczności ma się do rzeczywistości?

>>Rzeczą wiary jest, żeby działała. A działa, jeżeli realnie istnieje (owa wiara). Przedmiot wiary nie jest najbardziej istotny.
>Nie odwracaj kota ogonem.

Niczego nie odwracam. Uważam, że wiara góry przenosi.

>Nie rozumiem dlaczego uważasz, że na gruncie religii jej wyznawcy (dorośli ludzie) mieliby akceptować sprzeczności skoro w innych dziedzinach życia ( w tym w nauce) tak się nie postępuje i nie jest to naturalne?

Dlaczego? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

W kontekście podejścia do nauki i innych dziedzin życia, takich rad się raczej nie udziela. Widać, ziarno padło na urodzajną glebę.
05-08-2010 22:11 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>> "Tajemniczy" w religii oznacza stan rzeczy, którego nie jesteśmy w stanie w pełni uchwycić, gdy nie ma pełnego zrozumienia. A tu nie mamy do czynienia z takim przypadkiem.
>Dlaczego tak uważasz? IPU to nie jest po prostu święte zwierzę, to bogini, która przyjmuje postać niewidzialnego jednorożca. Paradoks zwierzęcej postaci i jednoczesnej niemożności dostrzeżenia jej, ma podkreślić jej wyjątkowość.
>Coś jak Trójca Święta.

Nie, nawet bogini nie może taka być. No chyba, ze uważasz, ze Bóg może być "ponad" logika i gdyby chciał to mógłby nawet sprawić ze 4+7=2. Jeśli tak uważasz to chyba nikt i nic Cie nie przekona. Jednak żyjemy w świecie, w którym to jest niemożliwe i innego nie znamy, ani nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Przypomniał mi się film "Predator" (pl.wikipedia.org/wiki/Predator) . Widziałas kiedys? O niewidzialnym mordercy który poluje na amerykańskich żołnierzy w dżungli. Na końcu jednak stał się widzialny (i kolorowy). On chyba jednak działał jak doskonały kameleon, czyli tak naprawdę nie był niewidzialny (tylko nieodróżnialny), czyli odpada.

>>To nie jest (nie musi być) od razu sprzeczność. Było paru myślicieli, który zajmowali się np. rozwiązaniem problemu cierpienia zwierząt. Wg jednej z tych teorii to szatan podburzył zwierzęta, aby pożerały się nawzajem przez co świat zwierząt uległ zepsuciu.
>Jesteś jedyna, która w odpowiedzi na to pytanie, nie zaczęła mi opowiadać o winie ludzi. I przyznam, że się tego nie spodziewałam. Plus za to.

Dziękuję. Możesz mi dawać mi wiecej plusów - nie krepuj się

>Ale wróćmy do meritum. Dlaczego wszechmogący Bóg nie powstrzyma szatana? Przecież w tym przypadku mógłby. Nie ogranicza go chyba wolna wola zwierząt?

Są dwie możliwości wolna wola (i zwierząt i szatana) jak i prawa (logika).
Im bardziej dany organizm jest rozwinięty (stoi wyżej w procesie ewolucji) tym ma więcej wolności.
Prostszy ma mniej wolności, ale ma też zarazem prostszy układ nerwowy przez co mniej odczuwa a więc i cierpi (rośliny chyba nie cierpią?) ale prosty jest też bardziej zdeterminowany (przez prawa).

>>Ależ jestem przekonana o tym, że znaleziono wiele logik dla różnych religii (na przykład takich, jak z kuszeniem zwierząt przez szatana ). Tylko jak takie ulogicznianie nielogiczności ma się do rzeczywistości?

Nie ma wielu logik tylko jest wiele systemów logicznych, a nawet "cale rodziny" logik, ale są to podsystemy tej samej logiki. Logika jest jedna. Ale logika (czy też jej podsystemy) jest niezależna od filozofii czy religii. To raczej odwrotnie, do wyjaśniania wiary stosuje się (powinno się stosować ) najlepszą logikę jaka istnienie, np. do Trójcy św. (owszem pewnie tez rozwijano logike na potrzeby religii).

>>>Rzeczą wiary jest, żeby działała. A działa, jeżeli realnie istnieje (owa wiara). Przedmiot wiary nie jest najbardziej istotny.
>>Nie odwracaj kota ogonem.
>Niczego nie odwracam. Uważam, że wiara góry przenosi.>

Ja też, ale to zdanie jest logiczne, a gdyby ktoś powiedział w sposób sprzeczny (alogiczny): wiara zarazem przenosi góry jak i gór nie przenosi. to takie zdanie byłoby znaczeniowo puste i niczego by nie komunikowało. A wiara, która głosiłaby same takie zdania nie potrafiłaby niczego zakomunikować . To tylko praktyka wiary, np. uwielbienie, śpiewanie Psalmów, itp. nie potrzebuje logiki, gdyz sa to czynnosci ktore (podobnie jak np. praktyka miłości ) nie wymagają żadnego dowodzenia. Ale jeśli chodzi o twierdzenia religijne, "credo", itp to stosuje się do nich logike .
06-08-2010 23:18 
 Ocena 4 na 4
Autografka (10638 punktów)

>Nie, nawet bogini nie może taka być. No chyba, ze uważasz, ze Bóg może być "ponad" logika i gdyby chciał to mógłby nawet sprawić ze 4+7=2. Jeśli tak uważasz to chyba nikt i nic Cie nie przekona. Jednak żyjemy w świecie, w którym to jest niemożliwe i innego nie znamy, ani nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Udowodnij, że bogowie mogą tylko to, co my potrafimy sobie wyobrazić. Czy mi się wydaje, czy tutaj kłania się Twój stosunek do wszechmocy Twojego Boga?

>Przypomniał mi się film "Predator" (pl.wikipedia.org/wiki/Predator) . Widziałas kiedys? O niewidzialnym mordercy który poluje na amerykańskich żołnierzy w dżungli. Na końcu jednak stał się widzialny (i kolorowy). On chyba jednak działał jak doskonały kameleon, czyli tak naprawdę nie był niewidzialny (tylko nieodróżnialny), czyli odpada.

Predator nie był jednak bogiem. Boginią też raczej nie. Co to w ogóle za porównanie?

>>Ale wróćmy do meritum. Dlaczego wszechmogący Bóg nie powstrzyma szatana? Przecież w tym przypadku mógłby. Nie ogranicza go chyba wolna wola zwierząt?
>Są dwie możliwości wolna wola (i zwierząt i szatana) jak i prawa (logika).
>Im bardziej dany organizm jest rozwinięty (stoi wyżej w procesie ewolucji) tym ma więcej wolności.
>Prostszy ma mniej wolności, ale ma też zarazem prostszy układ nerwowy przez co mniej odczuwa a więc i cierpi (rośliny chyba nie cierpią?) ale prosty jest też bardziej zdeterminowany (przez prawa).

Czy według Biblii lub katolickiej teologii zwierzęta są obdarzone wolną wolą, czy też są to Twoje (lub kogoś innego) luźne rozważania?

>Nie ma wielu logik tylko jest wiele systemów logicznych, a nawet "cale rodziny" logik, ale są to podsystemy tej samej logiki. Logika jest jedna. Ale logika (czy też jej podsystemy) jest niezależna od filozofii czy religii. To raczej odwrotnie, do wyjaśniania wiary stosuje się (powinno się stosować ) najlepszą logikę jaka istnienie, np. do Trójcy św. (owszem pewnie tez rozwijano logike na potrzeby religii).

Ależ teoria może być jak najbardziej wewnętrznie spójna logicznie, a zarazem nie mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości. Czytałaś może kiedyś jakąś powieść nieopartą na faktach?

>>Niczego nie odwracam. Uważam, że wiara góry przenosi.>Ja też, ale to zdanie jest logiczne, a gdyby ktoś powiedział w sposób sprzeczny (alogiczny): wiara zarazem przenosi góry jak i gór nie przenosi. to takie zdanie byłoby znaczeniowo puste i niczego by nie komunikowało. A wiara, która głosiłaby same takie zdania nie potrafiłaby niczego zakomunikować . To tylko praktyka wiary, np. uwielbienie, śpiewanie Psalmów, itp. nie potrzebuje logiki, gdyz sa to czynnosci ktore (podobnie jak np. praktyka miłości ) nie wymagają żadnego dowodzenia. Ale jeśli chodzi o twierdzenia religijne, "credo", itp to stosuje się do nich logike .

I też nie stwierdziłam, że zarazem przenosi i nie przenosi. Stwierdziłam tylko, że nieistotny jest przedmiot wiary. To znaczy, że nie jest szczególnie ważne czym on jest, jeśli tylko uda się wierzyć w jego wpływ bardzo mocno. Nie musi nawet istnieć (choć może).
>
07-08-2010 12:06 
 Ocena 2 na 2
Gosia (9452 punktów)

>Predator nie był jednak bogiem. Boginią też raczej nie. Co to w ogóle za porównanie?
Strzeliła sobie w stopę.
Według mnie porównanie bardzo adekwatne. Oba "byty" są wymysłem człowieka i są jednakowo realne.


Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
07-08-2010 14:30 
 Ocena 4 na 4
Autografka (10638 punktów)
>>Predator nie był jednak bogiem. Boginią też raczej nie. Co to w ogóle za porównanie?
>Strzeliła sobie w stopę.



>Według mnie porównanie bardzo adekwatne. Oba "byty" są wymysłem człowieka i są jednakowo realne.

Ale mają inne parametry. Nie chodzi tu o to, czy są wymysłem, ale jakiego rodzaju.
Na tej samej zasadzie, kije samobije też są ludzkim wymysłem. Tylko co z tego?
11-08-2010 21:38 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Udowodnij, że bogowie mogą tylko to, co my potrafimy sobie wyobrazić. Czy mi się wydaje, czy tutaj kłania się Twój stosunek do wszechmocy Twojego Boga?

Nie zrozumiałyśmy się, ja nie twierdzę, ze Bóg może tylko to, co możemy sobie wyobrazić tylko, że nie może czynic rzeczy logicznie niemożliwych.
Zgodnie z takim tokiem rozumowania, że może czynic rzeczy logicznie niemożliwe - wszechmocna bogini mogłaby jednocześnie przestać być wszechmocna. A to już sensu żadnego nie ma.
Wydaje się, że jest odwrotnie. Właśnie to, ze "nie może" przestać być wszechmocna (czyli popełnic samobójstwa) potwierdza jej wszechmoc.

Chodziło mi to, ze poniewaz NRJ to ma sprzeczne cechy, to jest to cos czego nikt nie moze zrozumiec, cos, co nie ma sensu lub nic nie znaczy. Trudno więc nazwac to tajemniczym.

>Predator nie był jednak bogiem. Boginią też raczej nie. Co to w ogóle za porównanie?

To nieważne, przepraszam.

>Czy według Biblii lub katolickiej teologii zwierzęta są obdarzone wolną wolą, czy też są to Twoje (lub kogoś innego) luźne rozważania?

Obawiam się, że ten problem nie przyciągał uwagi i nie doczekał się jednoznacznego rozwiązania. O tym podżeganiu zwierząt przez szatana pisal C. S. Lewis (znany myśliciel chrz.) w The problem of Pain, Problem cierpienia.

>Ależ teoria może być jak najbardziej wewnętrznie spójna logicznie, a zarazem nie mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości. Czytałaś może kiedyś jakąś powieść nieopartą na faktach?

Tak, niejedną, ale jaki ma to związek ?

>I też nie stwierdziłam, że zarazem przenosi i nie przenosi. Stwierdziłam tylko, że nieistotny jest przedmiot wiary. To znaczy, że nie jest szczególnie ważne czym on jest, jeśli tylko uda się wierzyć w jego wpływ bardzo mocno. Nie m
usi nawet istnieć (choć może).

No, ale wiara jednak musi mieć jakieś podstawy, trudno byłoby uwierzyć we wpływ czegos o czym wiadomo, że ma np. znikomy albo żaden wpływ, czyli przedmiot wiary powinien być nader potężny a zatem nie można powiedzieć, ze nie jest szczególnie ważny.
Autografka (10638 punktów)

>Nie zrozumiałyśmy się, ja nie twierdzę, ze Bóg może tylko to, co możemy sobie wyobrazić tylko, że nie może czynic rzeczy logicznie niemożliwych.
>Zgodnie z takim tokiem rozumowania, że może czynic rzeczy logicznie niemożliwe - wszechmocna bogini mogłaby jednocześnie przestać być wszechmocna. A to już sensu żadnego nie ma.
>Wydaje się, że jest odwrotnie. Właśnie to, ze "nie może" przestać być wszechmocna (czyli popełnic samobójstwa) potwierdza jej wszechmoc.
>Chodziło mi to, ze poniewaz NRJ to ma sprzeczne cechy, to jest to cos czego nikt nie moze zrozumiec, cos, co nie ma sensu lub nic nie znaczy. Trudno więc nazwac to tajemniczym.

Czyli zaprzeczasz wszechmocy Boga? To jak, to jest z Twoją wiarą, Tereso? Wszechmocny Bóg to ten, który (wiem, że oklepany to przykład) potrafi stworzyć kamień, którego nie będzie umiał podnieść. Uważasz, że wiara we wszechmoc Boga, daje się pogodzić z zaprzeczeniem tej umiejętności? To jest właśnie prawdziwa tajemnica wiary. Nawet ja to rozumiem. To coś, jak ten kot w pudełku. Uważaj, wiara, to krucha rzecz.

>Obawiam się, że ten problem nie przyciągał uwagi i nie doczekał się jednoznacznego rozwiązania. O tym podżeganiu zwierząt przez szatana pisal C. S. Lewis (znany myśliciel chrz.) w The problem of Pain, Problem cierpienia.

Nie doczekał się. Tak myślałam. Pamiętasz, że pisałam o Bogu wszechmocnym i dobrym zarazem? Tu któraś z tych cech nie zadziałała. Coś nie pasuje.

>>Ależ teoria może być jak najbardziej wewnętrznie spójna logicznie, a zarazem nie mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości. Czytałaś może kiedyś jakąś powieść nieopartą na faktach?
>Tak, niejedną, ale jaki ma to związek ?

Taki, że całkowita literacka fikcja, może się charakteryzować wewnętrzną logiką.

>No, ale wiara jednak musi mieć jakieś podstawy, trudno byłoby uwierzyć we wpływ czegos o czym wiadomo, że ma np. znikomy albo żaden wpływ, czyli przedmiot wiary powinien być nader potężny a zatem nie można powiedzieć, ze nie jest szczególnie ważny.

No tak, tu Ci przyznam rację. Rzeczywiście jest istotne, czym ów przedmiot jest. Choć może nie do końca chodzi o to czym jest, ale co ludzie są w stanie przyjąć za prawdziwe. Generalnie, im bardziej rzecz jest tajemnicza i nieodgadniona, im trudniej jest zaprzeczyć jej istnieniu, tym lepiej zadziała. Zapewne skuteczniej się straszy (bądź nęci) czymś potężnym (dużo potężniejszym od człowieka), czego tak do końca nie jesteśmy w stanie zdefiniować (i w związku z tym opanować). Skądinąd, ludzka potrzeba wiary w magię jest na swój sposób fascynująca.
24-08-2010 22:39 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>Czyli zaprzeczasz wszechmocy Boga? To jak, to jest z Twoją wiarą, Tereso? Wszechmocny Bóg to ten, który (wiem, że oklepany to przykład) potrafi stworzyć kamień, którego nie będzie umiał podnieść.
>Uważasz, że wiara we wszechmoc Boga, daje się pogodzić z zaprzeczeniem tej umiejętności?
To jest właśnie prawdziwa tajemnica wiary. Nawet ja to rozumiem. To coś, jak ten kot w pudełku. Uważaj, wiara, to krucha rzecz.

No, ale nie tak aż krucha. Nie, nie sądze, ze zaprzeczam wszechmocy Boga. Rzeczywistość nie jest sprzeczna. Sprzeczności dotyczą tylko naszego języka tj. w opisów rzeczywistości. A gdy ktoś wypowiada coś sprzecznego ten niczego nie mówi, jego wypowiedź nie ma znaczenia.
W przykładzie z kamieniem: gdyby stworzył taki kamień, bo byłby wszechmocny bo jest Bogiem i zarazem nie byłby wszechmocy, bo nie mógłby podnieść tego kamienia. To jaki ma byc wszechmocny czy nie wszechmocny?

Czym innym jest chyba to, że Bóg może działać w sposób nieopisywalny za pomoca naszej logiki, ale to i tak nie da się nic o tym powiedzieć.

>>Obawiam się, że ten problem nie przyciągał uwagi i nie doczekał się jednoznacznego rozwiązania. O tym podżeganiu zwierząt przez szatana pisal C. S. Lewis (znany myśliciel chrz.) w The problem of Pain, Problem cierpienia.
>Nie doczekał się. Tak myślałam. Pamiętasz, że pisałam o Bogu wszechmocnym i dobrym zarazem? Tu któraś z tych cech nie zadziałała. Coś nie pasuje.

Dlaczego? Jeśli założymy, ze zwierzęta mają wolność (może nie taką jak człowiek czyli do wyboru dobra i zła, ale jakąś mają - chociaż z drugiej strony skąd możemy wiedzieć, może niektóre zwierzęta też wybierają miedzy dobrem i złem) i ze szatan podburzył zwierzęta (tak, ze się zbuntowały) to jest to jakieś rozwiązanie.
Ale nawet nie musimy tego zakładać, bo rozwiązaniem problemu zła może być to, że Bóg wynagrodzi zaznane krzywdy w życiu pozagrobowym.
Uriel_ (360 punktów)
Jakby to czasem kogoś obchodziło to powiem:

>Dlaczego? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

Dlatego, że proces uwierzenia wiąże się z wysiłkiem wewnętrznym jednostki nad zrozumieniem przekazu, w którym mowa jest o niej samej.

Istota szczęścia to "rozumienie przekazu" i wiara weń (błogosławieństwo) ( = myślenie na sposób Boży itp ) możliwe poprzez widzenie obiektu swojej wiary, który nie jest materialny w tym samym rozumieniu, w którym Słowo nie jest materią i jego szczególny rodzaj Słowo Boże.

Obiektem wiary nie jest ani postać Jezusa, ani Piotra, ani innej lalki z tego teatrzyku. Parcie na nie jest owocem, po którym poznajemy ludzi niewierzących w najgorszej wersji czyli "wierzących, że uwierzyli". Jest to ta z wersji człowieka, którą najtrudniej wyleczyć z Bożego punktu widzenia, a są to zarówno przeciętny katolik czy żyd jak i wyuzdany intelektualnie w rodzaju Teresy.

>W kontekście podejścia do nauki i innych dziedzin życia, takich rad się raczej nie udziela.
>Widać, ziarno padło na urodzajną glebę.

Dlatego ważny jest kontekst utworu, w którym pada to sformułowanie a nie czyjeś widzimisię nawet jeśli ma ono rozmiary globalnej ideowej patologii i szatańską wręcz zaraźliwość. (taki nowotwór skrajnie złośliwy tyle, że w metafizyce)

he, he
06-08-2010 13:41 
 Ocena 10 na 10
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>"Tajemniczy" w religii oznacza stan rzeczy, którego nie jesteśmy w stanie w pełni uchwycić, gdy nie ma pełnego zrozumienia.

   Czyli, mówiąc krótko, "tajemniczy" w języku religii znaczy tyle co "absurdalny" w języku potocznym.

>Wg jednej z tych teorii to szatan podburzył zwierzęta, aby pożerały się nawzajem przez co świat zwierząt uległ zepsuciu.

   To teoria tego wybitnego myśliciela katolickiego, któremu psychiatria nie była już w stanie pomóc?
   A swoją drogą, to jedynymi znanymi mi zwierzętami odprawiającymi egzorcyzmy są te chodzące w czarnych sukienkach.
   Z tego niezbicie wynika, że roślinożercy (w tym i wegetarianie) - do nieba, a mięsożercy - do piekła. Padlinożercy do czyśćca, bo dali się wprawdzie zwieść szatanowi (lubią mięsko), ale ze strachu przed Bogiem żrą tylko mięsko już martwe (nie zabijają sami).

>Skąd takie przekonanie? Na temat logiki w religii powstały prace naukowe.

   I co, znaleźli? Znaleźć w religii logikę to więcej niż cud, to dewiacja.

>I okazuje się, że wybitnych logików można znaleźć zarówno ze wśród świątobliwych mistyków buddyzmu jak i chrz. kaznodziejów.

   Tyle tylko, że rzecz cała polega na ordynarnym oszustwie, na mistyfikacji z której tzw. wierni nie zdają sobie sprawy. Otóż: największe idiotyzmy religijne, takie, które nie oparłyby się żadnej krytyce, choćby zdroworozsądkowej, jak np. wniebowstąpienie czy wniebowzięcie, kanibalizm (eucharystia) itp. są podawane jako dogmaty wiary, a więc coś, co nie podlega ani dyskusji, ani tym bardziej analizie. I dopiero na bazie tak skonstruowanych dogmatów drogą logicznych spekulacji dochodzi się do kolejnych absurdów, które wydają się już o wiele bardziej prawdopodobne.

>Nie odwracaj kota ogonem. Nie rozumiem dlaczego uważasz, że na gruncie religii jej wyznawcy (dorośli ludzie) mieliby akceptować sprzeczności skoro w innych dziedzinach życia ( w tym w nauce) tak się nie postępuje i nie jest to naturalne?

   To masz problem, Teresko. Postaram się Ci to wytłumaczyć.
    Po pierwsze: wyznawcami religii nie są dorośli ludzie (jak usiłujesz nam tu wmówić). Religia jest wtłaczana do głów malutkim dzieciom i w tych głowach pozostaje aż do śmierci. Dziecku nie przyjdzie do główki kwestionowanie bajeczek, którymi jest karmione przez ludzi uznawanych przez siebie za autorytety. Jeśli babcia, mamusia, ciocia Kasia, pani Jola (ta z przedszkola) opowiadają o Jezusku i mówią mniej więcej to samo, opowiadają o aniołkach, niebie, piekle i wielu innych rzeczach, to jeśli nawet znajdzie się wujek Michał, który powie dziecku, że to bajki są jedynie - dziecko mu nie uwierzy. A później? Później większość ludzi z umysłowego lenistwa nie chce zastanawiać się nad ewidentnymi absurdami wiary. Tylko niektórzy odchodzą. Żeby nie być gołosłownym: kiedy pokazywałem mojej Babci te wszystkie biblijne brednie, Babcia bardzo się denerwowała, a rozmowa kończyła się zawsze tak samo: "Nie za nas to powstało i nie za nas się skończy". Po śmierci Babci moje rozmowy z Matką na ten temat wyglądały identycznie. Z tym, że Matka dodawała jeszcze: "To są rzeczy, których my nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć". Bo tak jej ksiądz powiedział.
    Po drugie: w innych dziedzinach życia napotykając na sprzeczność, nielogiczność czy absurd następuje natychmiastowa weryfikacja faktów. Dlatego nie akceptujesz sprzeczności. Inne dziedziny życia nie stanowią też tabu co znacznie ułatwia krytycyzm. Masz też natychmiastową reakcję innych, którzy uzmysławiają ci błąd w rozumowaniu.
   Religia jest jedyną sferą życia, gdzie cała para oszustów, szamanów i zawodowych sprzedawców iluzji idzie w gwizdek niedopuszczenia do demistyfikacji. Ot i cała tajemnica wiary (religii).
    Po trzecie wreszcie: bądź uczciwa, Tereniu, i to Ty nie odwracaj kota ogonem.

Prawdziwa młodość - to przymiot, który zdobywa się z wiekiem.
11-08-2010 19:35 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>"Tajemniczy" w religii oznacza stan rzeczy, którego nie jesteśmy w stanie w pełni uchwycić, gdy nie ma pełnego zrozumienia.
>Czyli, mówiąc krótko, "tajemniczy" w języku religii znaczy tyle co "absurdalny" w języku potocznym.

Nie. Zgodnie z takim tokiem rozumowania - teoria względności byłaby "absurdalna" bo zapewne dla większości ludzi jest niezrozumiała. Absurdalnych byłoby też wiele zjawisk, które dla nauki są niewyjaśnione.
Tajemnica w religii wiąże się tym, że np. nie potrafimy (o własnych siłach) przesądzic o prawdziwości jakiegoś zdania albo nie rozumiemy jego powiązań z innymi zdaniami (np. cierpienie zwierząt), albo jakiś termin jest tylko częściowo zrozumiany (np. wszechmoc w odniesieniu do Boga).

> Z tego niezbicie wynika, że roślinożercy (w tym i wegetarianie) - do nieba, a mięsożercy - do piekła. Padlinożercy do czyśćca, bo dali się wprawdzie zwieść szatanowi (lubią mięsko), ale ze strachu przed Bogiem żrą tylko mięsko już martwe (nie zabijają sami).

Zabawne to, ale raczej nie, bo w konsekwencji natura uległa zepsuciu, że większość mięsożerców nie może już przestać nimi być ( chyba ze popełniłaby samobójstwo). Ciekawe jak teoria ewolucji wyjaśnia ten problem (w końcu na początku były same rośliny, tak więc pierwsze zwierzęta były raczej roślinożerne). Dotarłam do takiej informacji, ze mięsożerność i drapieżnictwo pojawiło się podczas eksplozji kambryjskiej, czyli takiego "Big Bangu" ewolucji zwierząt. Może też warunki życia są (były) tak złe, ze inaczej nie szło żyć i konieczne były ofiary.

>>Skąd takie przekonanie? Na temat logiki w religii powstały prace naukowe.
>I co, znaleźli? Znaleźć w religii logikę to więcej niż cud, to dewiacja.

Dlaczego? Przeciwnie wykazano, ze logika w religi jest możliwa. Tak samo mówi się, że miłość jest nielogiczna, a jednak również miłość można badać, analizować (rodzaje hormonów, itp.), ale to nie znaczy, ze wyniku owej analizy kochający przestanie kochać (choć owszem może tak się zdarzyć ).

>Tyle tylko, że rzecz cała polega na ordynarnym oszustwie, na mistyfikacji z której tzw. wierni nie zdają sobie sprawy. Otóż: największe idiotyzmy religijne, takie, które nie oparłyby się żadnej krytyce, choćby zdroworozsądkowej, jak np. wniebowstąpienie czy wniebowzięcie, kanibalizm (eucharystia) itp. są podawane jako dogmaty wiary, a więc coś, co nie podlega ani dyskusji, ani tym bardziej analizie.

Jakoś nie widzę tu nic sprzecznego ze zdrowym rozsądkiem: Jeśli Jezus był Bogiem to mógł wniebowstąpić. Analizie jednak podlegają. Natomiast jako dogmat było coś ogłaszane wtedy gdy było właśnie mocno podważane, wówczas dzięki dogmatom Kościół "odcinał się" od nieprawdziwych (jego zdaniem) poglądów. Gdyby nie było dyskusji (o których piszesz ze ich nie było) to nie byłoby dogmatów.

>kanibalizm (eucharystia)

Pod postacią chleba i wina jest spożywana inna krew i inne ciało niż te które mamy normalnie dlatego to nie jest kanibalizm. Chyba nie myślisz, ze podczas przeistoczenia zachodzi jakaś reakcja chemiczna?

>A później? Później większość ludzi z umysłowego lenistwa nie chce zastanawiać się nad ewidentnymi absurdami wiary. Tylko niektórzy odchodzą.

To nie wyczerpuje wszystkich przypadków, bo co z tymi którzy po zastanowieniu doszli do wniosku, że to nie są absurdy i pozostali wiernymi? Człowiek, który pozostaje wiernym, po kryzysie religijnym, po odrzuceniu wszelkich autorytetów ludzkich, zdobywa inne uzasadnienie swej wiary (bardziej racjonalne niż autorytet ludzki).

>Żeby nie być gołosłownym: kiedy pokazywałem mojej Babci te wszystkie biblijne brednie, Babcia bardzo się denerwowała, a rozmowa kończyła się zawsze tak samo: "Nie za nas to powstało i nie za nas się skończy". Po śmierci Babci moje rozmowy z Matką na ten temat wyglądały identycznie. Z tym, że Matka dodawała jeszcze: "To są rzeczy, których my nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć". Bo tak jej ksiądz powiedział.

Wyobraź sobie, ze do takiego samego wniosku jak Twoja Babcia i Matka (tudzież ksiądz który jej to powiedział)) dochodzili filozofowie, wśród nich prof. Leszek Kołakowski (np. w "Jeśli Boga nie ma...")

>Po drugie: w innych dziedzinach życia napotykając na sprzeczność, nielogiczność czy absurd następuje natychmiastowa weryfikacja faktów. Dlatego nie akceptujesz sprzeczności. Inne dziedziny życia nie stanowią też tabu co znacznie ułatwia krytycyzm. Masz też natychmiastową reakcję innych, którzy uzmysławiają ci błąd w rozumowaniu.

Kto Ci takich bajek naopowiadał? Np. od lat uczeni w pogoni za "teorią wszystkiego" (pozwalającą w spójny sposób opisać wszystkie zjawiska fizyczne)nie potrafią pogodzić mechaniki kwantowej i ogólnej teorii¡ względności. A więc należałoby jedna z tych teorii odrzucić, tymczasem bynajmniej nikt tak nie postępuje. Nie wspominając już o tym, ze w nauce sprzeczność jest motorem postępu. Odkrycie sprzeczności prowadzi zazwyczaj do nowych zmian w systemie.

>Religia jest jedyną sferą życia, gdzie cała para oszustów, szamanów i zawodowych sprzedawców iluzji idzie w gwizdek niedopuszczenia do demistyfikacji. Ot i cała tajemnica wiary (religii).

Jak niby mogłoby dojśc do owej demistyfikacji?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Gdyby jednorożec obiecywał zaświatowy hotelik byłby pewnie dla ciebie dostatecznie tajemniczy... A tak - lipa
02-08-2010 21:10 
 Ocena 7 na 7
i.czaplicka (5782 punktów)

>Chocby na takiej podstawie, że byt niewidzialny nie może byc jednoczesnie różowy. To jest sprzecznośc.
Dokładnie tak samo, jak jeden nie może być trzema.
05-08-2010 23:14 
 0 na 2
Teresa (2693 punktów)
>>Chocby na takiej podstawie, że byt niewidzialny nie może byc jednoczesnie różowy. To jest sprzecznośc.
>Dokładnie tak samo, jak jeden nie może być trzema.

3 x nieskończoność = nieskończoność.
06-08-2010 10:02 
 Ocena 6 na 6
i.czaplicka (5782 punktów)

>3 x nieskończoność = nieskończoność.
3 porcje makaronu= jedna duża. Ale co z pulpetami?
Na serio- pastafarianizn jest jedyną religią, której przyjęcie wyszło by na dobre ludzkości.
Ich przykazania są naprawdę niegłupie.
08-10-2010 01:07 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
3 razy zmyślone cokolwiek = zmyślone cokolwiek.
Jarosław Ziółkowski (972 punktów)
(zablokowany)
>3 x nieskończoność = nieskończoność.
   3*0 = 0

   03 = 0

Żadna religia nie jest ważniejsza niż ludzkie szczęście
— Budda
06-08-2010 14:01 
 Ocena 6 na 6
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Chocby na takiej podstawie, że byt niewidzialny nie może byc jednoczesnie różowy.

   Ale może być płci męskiej i mieć syna, a nawet i ducha, który zapładnia dziewice nie przerywając... snu - i to już sprzecznością nie jest.
   No nie jest, jest kompletnym idiotyzmem!

Prawdziwa młodość - to przymiot, który zdobywa się z wiekiem.
11-08-2010 19:36 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>    Ale może być płci męskiej i mieć syna, a nawet i ducha, który zapładnia dziewice nie przerywając... snu - i to już sprzecznością nie jest.
Błąd już na samym początku - biorąc pod uwagę logikę Bóg nie może być ani kobietą ani mężczyzną. Jest najwyższym bytem, istotą doskonałą.
nomilk (1013 punktów)
Bóg nie może być ani kobietą ani mężczyzną. Jest najwyższym bytem, istotą doskonałą.

Oj, przecież jak byk w dogmatach jest napisane, że nie jest. Skądinąd dowiedziałabyś się o 3, 4, 5... płci?


three of a perfect pair
30-07-2010 22:21 
 Ocena 5 na 5
diogenes (42753 punktów)
>Należy umysł mieć otwarty.

Metafora umysłu jako wnętrza, pokoju, domu. Czegoś nieruchomego jak dogmat.
Umysł jest raczej jak łódź na morzu bredni. Powinien być szczelny.

Pomyśl i o tych, którym zostały tylko drzwi:




Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Możliwe jest, że jesteśmy elementem gry komputerowej jakichś istot Umba ze 100 wymiarowego wszechświata Crwth. Zatem "należymy" do:
1. Programistów, którzy napisali grę pdt. wszechświat.
2. Sprzedawcy Umba z jednego ze sklepów z grami.
3. Dzieciaka Umba (o ile można być dzieckiem przy pięciu wymiarach czasowych) który kupił grę wszechświat.

Nie sądzę, aby tak było, ale owszem, jest to niewykluczone na 100% (tylko trochę mniej). Równie dobrze możemy być wydzieliną jaszczurki ze świata PiskuPisku. Ale kogo tu nazywać bogiem?
31-07-2010 00:29 
 Ocena 1 na 1
Madman (7811 punktów)
>Rzeczywistość skrzeczy.
W "Weselu" skrzeczy pospolitość. Chyba, że to parafraza, świadoma bądź nie.
30-07-2010 19:06
 Ocena 13 na 13
Fizyk (17637 punktów)

> [...] skali pojmowania neutralną.Uważam tagrze,że nawet [...]

Ponieważ jesteś tu początkujący, więc wyjaśniam: poprawna forma służy zrozumieniu treści. Napisz to jeszcze raz trzymając się zasad ortografii, interpunkcji i typografii. Dłuższą wypowiedź podziel na akapity odnoszące się do różnych aspektów zagadnienia. Użyj funkcji "Pogląd" i przed opublikowaniem przeczytaj co napisałeś starając się wczuć w czytelnika.

Liczę na konstruktywną dyskusję.
30-07-2010 19:17 
 Ocena-3 na 5
wsx666 (1067 punktów)
>> [...] skali pojmowania neutralną.Uważam tagrze,że nawet [...]
>Ponieważ jesteś tu początkujący, więc wyjaśniam: poprawna forma służy zrozumieniu treści. Napisz to jeszcze raz trzymając się zasad ortografii, interpunkcji i typografii. Dłuższą wypowiedź podziel na akapity odnoszące się do różnych aspektów zagadnienia. Użyj funkcji "Pogląd" i przed opublikowaniem przeczytaj co napisałeś starając się wczuć w czytelnika.
>Liczę na konstruktywną dyskusję.
>

Nie potrafię inaczej pisać.przepraszam za to.wiem że tekst jest mało czytelny.to myśli przelane na ekran.
dyskusja ze mną zawsze jest konstruktywna (tak mi się wydaje)ponieważ mam wiele konkretnych przemyśleń jak i zarazem potrafię zrozumieć innych tak więc mam również nadzieję że będzie konstruktywna.pozdrawiam
30-07-2010 21:34 
 Ocena 9 na 9
Thorvoy (6588 punktów)
Owszem, potrafisz. Po prostu Ci się nie chce. Na tym forum, czy to się komuś podoba, czy nie, dba się zarówno o treść, jak i formę.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jest funkcja podgląd. Bardzo łatwo poprawić. Ja osobiście nie jestem zwolennikiem prześladowania userów na forum Racjonalista za błędy ortograficzne. Ale "tagże"? Ryzykujesz, że twój zapis stanie się nieczytelny, choć trudno bazgrać klawiaturą
Smoke08 (61 punktów)
A w krasnoludki wierzysz? Przecież nikt nie stwierdził, że ich nie ma. Ale śmie twierdzić, że takowe nie istnieją opierając się zdroworozsądkowym myśleniu.
Jeszcze nie dawno też przez to przechodziłem. Pierwsze zauważenie kłamstw kościoła, później mocne powątpiewanie w Boga, następnie agnostycyzm i prosta droga do celu- ateizmu. Polecam Ci książkę Richard Dawkins ,,Bóg Urojony".
30-07-2010 19:20 
 Ocena 1 na 1
wsx666 (1067 punktów)
>A w krasnoludki wierzysz? Przecież nikt nie stwierdził, że ich nie ma. Ale śmie twierdzić, że takowe nie istnieją opierając się zdroworozsądkowym myśleniu.
>Jeszcze nie dawno też przez to przechodziłem. Pierwsze zauważenie kłamstw kościoła, później mocne powątpiewanie w Boga, następnie agnostycyzm i prosta droga do celu- ateizmu. Polecam Ci książkę Richard Dawkins ,,Bóg Urojony".
>
czy nie wystarczy że ogród jest piękny?muszą jeszcze mieszkać w nim wróżki?Tak czytałem tą książkę oraz wiele wiele innych książek.mimo to nie rozumiem dlaczego ateiści odrzucają możliwość istnienia innych bytów przecież sami są bytem???nie wiemy wszystkiego o wszystkim póki co no nie?
30-07-2010 19:41 
 Ocena 5 na 5
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>nie wiemy wszystkiego o wszystkim póki co no nie?
No tak, nie?
30-07-2010 21:26 
 Ocena 6 na 6
nomilk (1013 punktów)
dlaczego ateiści odrzucają możliwość istnienia innych bytów przecież sami są bytem???

Kolejny idiotyzm, wsx666. A-teizm dotyczy bytów metafizycznych. Jesteś pewny, żeś się do dyskusji przygotował?

three of a perfect pair
wsx666 (1067 punktów)
> dlaczego ateiści odrzucają możliwość istnienia innych bytów przecież sami są bytem???
>Kolejny idiotyzm, wsx666. A-teizm dotyczy bytów metafizycznych. Jesteś pewny, żeś się do dyskusji przygotował?
>
three of a perfect pair


Chodzi mi o to,że jeżeli ludzie doświadczają istnienia to logiczniej jest zakładać,że może istnieć coś czego istnienia nie potrafimy narazie dowieść,udowodnić.tym bardziej,że to czego doświadczamy składa się z materii która nie koniecznie musiała by zachowywać się tak jak to się dzieje.atomy same formują się w planety i ludzi?po co skąd wiedzą jak?przecież atom wodoru na słońcu jest takim samym atomem jak w twoim ciele to po co on sie uformował w twój kształt no pomyśl po co?w tobie jest żywy a na słońcu martwy?przecież to ten sam atom.martwy atom.dziwne.owszem dziwne jeżeli nie rozpatrzysz tego z punktu widzenia DNA wszechświata . DNA wszechswiata to mój BÓG.to moja teoria.na początku mówiono że teorii względności nie rozumiał nawet Einstein.no cóż może mojej nawet ja sam nie rozumiem.pozdrawiam
30-07-2010 22:12 
 Ocena 7 na 7
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>atomy same formują się w planety i ludzi?po co skąd wiedzą jak?
Skąd cenna porcelanowa waza wie w którą stronę ma spadać, skoro nie wie gdzie jest dół?
Otóż ściągają je pewne siły. Nie niewidzialny sznurek boga Mambola, tylko grawitacja. Takie oraz inne siły działają na wszechświat i dlatego powstają takie, a nie inne rzeczy. Skoro do tego niepotrzebny jest żaden bóg to po co ci on?

>przecież atom wodoru na słońcu jest takim samym atomem jak w twoim ciele to po co on sie uformował w twój kształt no pomyśl po co?
Mam rozumieć że uważać się za atom wodoru? To może zakończę już tą dyskusję... O_o

>w tobie jest żywy a na słońcu martwy?
Każdy atom wodory jest martwy. Tak samo jak każdy tlen, każdy węgiel, każdy azot, wszystko, co znajduje się na tablicy pierwiastków jest martwe. Jedynie materia organiczna, która składa się z MILIONÓW cząsteczek jest żywa.
30-07-2010 22:15 
 Ocena 4 na 4
Rigoletto (3891 punktów)
>>w tobie jest żywy a na słońcu martwy?
>Każdy atom wodory jest martwy. Tak samo jak każdy tlen, każdy węgiel, każdy azot, wszystko, co znajduje się na tablicy pierwiastków jest martwe. Jedynie materia organiczna, która składa się z MILIONÓW cząsteczek jest żywa.

Zależy jak na to spojrzeć. Ten kawałek sera, który zjadłem przed chwilą, był w sumie martwy, choć również był trochę żywy.
30-07-2010 22:46 
 Ocena 2 na 2
nomilk (1013 punktów)
Ten kawałek sera, który zjadłem przed chwilą, był w sumie martwy, choć również był trochę żywy.

Ożywiony, acz strawiony, ser byłby trochę... smutny.

three of a perfect pair
31-07-2010 01:48 
 Ocena 5 na 5
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Bardziej chodziło mi o to, że rozmówcy wydaje się, że atomy wodoru w ciele i słońcu różnią się od siebie, co jest brednią, bo gdyby się różniły, to nie byłyby już wodorem/innym pierwiastkiem. Pomijam tutaj te... no... deuter i te sprawy, gdyż one również nie zyskują na żywotności poprzez bycie innym niż taka zwykła woda
31-07-2010 12:27 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Zależy jak na to spojrzeć. Ten kawałek sera, który zjadłem przed chwilą, był w sumie martwy, choć również był trochę żywy.
Błękitny lancrański? Skąd wziąłeś?
02-08-2010 09:00 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>>Zależy jak na to spojrzeć. Ten kawałek sera, który zjadłem przed chwilą, był w sumie martwy, choć również był trochę żywy.
>Błękitny lancrański? Skąd wziąłeś?

Nie, zwykły edamski, tylko się trochę przeleżał .
02-08-2010 13:49 
 Ocena 1 na 1
ooman (90 punktów)
>> [...] DNA wszechswiata to mój BÓG [...]

Zapoznaj się proszę z książką Dawkinsa "Samolubny gen" tam znajdziesz coś niecoś o DNA, genach itp...
01-08-2010 22:48 
 Ocena 2 na 2
marek milczewski (2335 punktów)
> dlaczego ateiści odrzucają możliwość istnienia innych bytów przecież sami są bytem???
>Kolejny idiotyzm, wsx666. A-teizm dotyczy bytów metafizycznych. Jesteś pewny, żeś się do dyskusji przygotował?



dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
30-07-2010 21:40 
 Ocena 3 na 3
Smoke08 (61 punktów)
>nie wiemy wszystkiego o wszystkim póki co no nie?
Oczywiście, że nie wiemy. Ale łatanie dziur bzdetami nic nie pomoże, a nawet zaszkodzi.
>Tak czytałem tą książkę
Może czytałeś bez zrozumienia..
>mimo to nie rozumiem dlaczego ateiści odrzucają możliwość istnienia innych bytów przecież sami są bytem??
Dopuszczam istnienie innych bytów np. puszki pepsi, która stoi prze mną.
>Ateista to człowiek który szukał Boga takiego jakim opisuje go religia nie znalazł takiego i uwierzył że go nie ma.To moim zdaniem błąd,to zamykanie umysłu takie samo jak religia.Ja uważam że nie ma Boga jako takiego opisywanego przez religie tego świata,nie ma również Boga w formie jaką w ogóle człowiek mógł by opisać.Pamiętaj jednak że proces ewolucji którego sam jesteś efektem nie jest procesem zakończonym a człowiek to nie jego finalny produkt więc być może za miliard lat pojawia się na naszej planecie twory które będą w stanie zgłębić tajemnicę istnienia i być może dowiodą tego iż jakaś forma bytu nadała wyglad naszemu wszechświatowi.pozdrawiam
Szukasz dziury w całym. Po co szukać Boga gdzie go nie ma? Nie możesz pogodzić się z myślą, że przecież ktoś musiał nas stworzyć, tak jak człowiek tworzy krzesło, tak Bóg stworzył człowieka. Takie myślenie jest.. "nie myśleniem", najprostsza odpowiedź nie poparta dowodami. Początek wszechświata i ludzi jest trochę bardziej skomplikowany.
wsx666 (1067 punktów)
Początek wszechświata i ludzi jest trochę bardziej skomplikowany.

Początek wszechświata nie jest jak to napisałeś : "trochę bardziej skomplikowany" on jest poprostu nieznany! nie można stwierdzić co działo się przed tak zwanym czasem Plancka czyli minimalnym zmierzalnym czsem zawodzi nauka to tak zwane indywiduum.i stąd miejsce na całe te domysły na temat Boga.a czas Planck to naprawdę MAŁO czasu...Jest to najmniejsza jednostka czasu mająca sens fizyczny.
Zella (1321 punktów)
   > .mimo to nie rozumiem dlaczego ateiści odrzucają możliwość istnienia innych bytów >przecież sami są bytem???nie wiemy wszystkiego o wszystkim póki co no nie?

    "Na litość boską" postaraj się pisać poprawnie, według zasad np.zaczynaj zdanie od dużej litery, wstawiaj przecinki , spacje itd. itp.!
-    Masz analityczny umysł, sporo wiedzy, specyficzne poglądy i osądy. Jesteś inteligentny. Nie psuj swoich zapisów tym, co razi wzrokowo, czytającego!
    To życzliwe uwagi wobec mądrego człowieka i Forumowicza.
Pozdrawiam.!
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Inny byt a bóg to są dwie różne sprawy. Czy hodowca jest bogiem krowy? A żaba boginią muchy?
ooman (90 punktów)
>Jeszcze nie dawno też przez to przechodziłem. Pierwsze zauważenie kłamstw kościoła, później mocne powątpiewanie w Boga, następnie agnostycyzm i prosta droga do celu- ateizmu. Polecam Ci książkę Richard Dawkins ,,Bóg Urojony".
>
"Bóg urojony" to książka, która potrafi łatwo znudzić swojego czytelnika (w tym ateistów, mnie znudziła, doszedłem do połowy i odłożyłem na półkę). Za to polecam "Samolubny gen" tego samego autora (zwłaszcza wyd. 3 z rozdziałem o memach) - książka z konkretną treścią, trochę o ewolucji, biologii, genetyce, zoologii...
Dzięki niej łatwo dostrzec gdzie jest bOGA miejsce, a i sam Dawkins bardziej stonowany
17-09-2010 07:17 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A czemu Dawkins miałby być stonowany w "Bogu Urojonym"? Oczywiście, są gusta i guściki... Ja uważam, że "Bóg Urojony" to znakomita książka, co nie zmienia faktu, iż "Samolubny gen" jest jeszcze lepszy. Obydwie pozycje to arcydzieła w swoich gatunkach i obydwie są potrzebne i owocne.
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Moim zdaniem obraz Boga jest wypaczany w bitwach nauka kontra religia.Mało tego uważam że wszystkie
>religie jak i ateizm wypaczają obraz Boga (ateizm w sposób zaprzeczający jego istnieniu).
1. Ateizm zakłada, że boga nie ma. Tym samym jak można stworzyć (z pozycji ateizmu) obraz czegoś/kogoś, czego/kogo nie ma, a tym bardziej go wypaczyć?
2. Nie można założyć hierarchii bogów, ponieważ każdy z owych jest jakimś tam absolutem (czymś/kimś najdoskonalszym). A jak można sobie wyobrazić hierarchię absolutów?
3.Czym/kim jest Bóg w Twoim pojmowaniu świata?
Takie tam pytania.
Pozdrawiam serdecznie.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
wsx666 (1067 punktów)
Ateista to człowiek który szukał Boga takiego jakim opisuje go religia nie znalazł takiego i uwierzył że go nie ma.To moim zdaniem błąd,to zamykanie umysłu takie samo jak religia.Ja uważam że nie ma Boga jako takiego opisywanego przez religie tego świata,nie ma również Boga w formie jaką w ogóle człowiek mógł by opisać.Pamiętaj jednak że proces ewolucji którego sam jesteś efektem nie jest procesem zakończonym a człowiek to nie jego finalny produkt więc być może za miliard lat pojawia się na naszej planecie twory które będą w stanie zgłębić tajemnicę istnienia i być może dowiodą tego iż jakaś forma bytu nadała wyglad naszemu wszechświatowi.pozdrawiam
30-07-2010 22:14 
 Ocena 6 na 6
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Ateista to człowiek który szukał Boga takiego jakim opisuje go religia

Błąd. Ateista nie szuka żadnego boga. Wie , że czegoś takiego jak "bóg" nie ma.
Racjonalista powie, że "prawdopodobnie go nie ma" ale tylko dlatego, że nie można udowodnić nieistnienia.
30-07-2010 22:41 
 0 na 2
wsx666 (1067 punktów)
>>Ateista to człowiek który szukał Boga takiego jakim opisuje go religia
>Błąd. Ateista nie szuka żadnego boga. Wie , że czegoś takiego jak "bóg" nie ma.
>Racjonalista powie, że "prawdopodobnie go nie ma" ale tylko dlatego, że nie można udowodnić nieistnienia.
>

Błąd...ateizm to koncepcja wszeczświata bez Boga.Nikt nie rodzi się ateistą,niestety ateizm to pogląd wyrobiony tak samo jak religia.dlatego wierzę w trzecią drogę jaką jest DNA wszechświata.rozwinę to z czasem....
30-07-2010 22:51 
 Ocena 3 na 3
nomilk (1013 punktów)
Nikt nie rodzi się ateistą

Ateista nie rodzi, ateista REPLIKUJE

three of a perfect pair
30-07-2010 23:11 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>dlatego wierzę w trzecią drogę jaką jest DNA wszechświata.rozwinę to z czasem....

No i mamy kolejnego proroka...

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
31-07-2010 00:57 
 Ocena 17 na 17
Autografka (10638 punktów)

>Błąd...ateizm to koncepcja wszeczświata bez Boga.Nikt nie rodzi się ateistą,niestety ateizm to pogląd wyrobiony tak samo jak religia.dlatego wierzę w trzecią drogę jaką jest DNA wszechświata.rozwinę to z czasem....

Błąd? Lepiej od ateistów wiesz, co oni myślą? Owszem, ateizm to taka koncepcja, o jakiej piszesz - bez boga. Ale nie jest ona oparta na wierze w jego nieistnienie. Jest oparta na braku założenia o jego istnieniu. A ten wynika z kolei z braku przesłanek o istnieniu rzeczonego. Historie o bogach mają takie samo umocowanie w rzeczywistości (której potrafimy dowieść) jak na przykład opowieść o duchu w supermarkecie. Oczywiście, teoretycznie ten duch może pomieszkiwać w sklepie, ale ponieważ nie ma na to żadnych dowodów, nie będę sobie tym zawracała głowy - w uproszczeniu, dla mnie ducha tam nie ma. Rozumiesz różnicę?


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
Zella (1321 punktów)

>Błąd...ateizm to koncepcja wszeczświata bez Boga.Nikt nie rodzi się ateistą,niestety >ateizm to pogląd wyrobiony tak samo jak religia.dlatego wierzę w trzecią drogę jaką >jest DNA wszechświata.rozwinę to z czasem....

    CIEKAWE!! Kiedy napiszesz przynajmniej tezy! Piszę serio!R.Dawkinsowi może wyrośnie
współmyśliciel! (nowotwór słownikowy!)
wsx666 (1067 punktów)
>>Błąd...ateizm to koncepcja wszeczświata bez Boga.Nikt nie rodzi się ateistą,niestety >ateizm to pogląd wyrobiony tak samo jak religia.dlatego wierzę w trzecią drogę jaką >jest DNA wszechświata.rozwinę to z czasem....
>    CIEKAWE!! Kiedy napiszesz przynajmniej tezy! Piszę serio!R.Dawkinsowi może wyrośnie
> współmyśliciel! (nowotwór słownikowy!)

Myślę,wgłębiając się w tematy związane z kosmologią i budową wszechświata jako (całości),że najprostszym rozwiązaniem a takie jak wiadomo są najlepsze,należało by zacząć wszechświat traktować jako żywy organizm,który rodzi się rośnie trwa,żyje i umiera myślę że wtedy nie potrzebne było by mówienie o Bogu czy jego braku wszelkie stałe fizyczne i oddziaływania wynikały by niejako właśnie z DNA takiego kosmicznego tworu (wszechświata).Zakładając oczywiście,że taki organizm jest tworem pierwotnym nie poprzedzonym aktem żadnego tworzenia przez istotę (wyższą).Myślenie takie daje niejako odpowiedź na ciekawą i godną uwagi zasadę antropiczną mówiącą o dostosowaniu stałych fizycznych do możliwości pojawienia się obserwatorów.Stałe takie jak by nie patrząc faktycznie sprawiają takie wrażenie.Chcąc wyeliminować siłę wyższą z działania w dostosowaniu warunków sprzyjających życiu mozemy założyć,iż to poprostu DNA wszechświata czyli instrukcja zapisana już w pierwotnej energii jeszcze przed powstaniem materii (zmusza) niejako wszeczhświat do bycia właśnie takim jaki jest.
31-07-2010 21:29 
 Ocena 6 na 6
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Nikt nie rodzi się ateistą,
Brednie do kwadratu. Równie dobrze można powiedzieć, że nikt nie rodzi się bez wiedzy informatycznej, albo nikt nie rodzi się bez znania na pamięć całego Pana Tadeusza. Każdy rodzi się bez boga, tak samo jak rodzi się bez znajomości schematu obwodu elektrycznego i przepisu na surówkę. Te i inne rzeczy (przepis, schemat, religia) poznaje dopiero z czasem. Co nie znaczy, że poznając religię sprawia, że przedmiot jej kultu zaczyna istnieć
01-08-2010 14:12 
 Ocena 1 na 1
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Błąd...ateizm to koncepcja wszechświata bez Boga.Nikt nie rodzi się ateistą,niestety ateizm to pogląd wyrobiony tak samo jak religia.dlatego wierzę w trzecią drogę jaką jest DNA wszechświata.rozwinę to z czasem....
1.Nikt też nie rodzi się fideistą czy racjonalistą. Nie rodzi się teistą. To proces wychowania. Do ateizmu dochodzi się drogą doświadczeń i przemyśleń. polecam biografię i wypowiedzi Marka Edelmana. Tak samo jak pozostaje się teistą w wyniku braku sceptycyzmu wobec tego co nam wdrukowuje się od dziecka (wyłączam środowiska stricte laickie);
2. A ten błąd to niby gdzie?
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
DNA raczej nie jest bogiem. Wszechświatowi dość trudno byłoby je mieć, gdyż ma trochę nietaką temperaturę i skład chemiczny. Wydaje się też być za duży aby grać rolę małej rybki, lub i nawet pantofelka... Pewne koncepcje na pograniczu genetyki i kosmologii snuje Smolin, ale niczego w nich nie nazywa "bogiem".
30-07-2010 22:16 
 Ocena 5 na 5
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>być może za miliard lat pojawia się na naszej planecie twory które będą w stanie zgłębić tajemnicę istnienia i być może dowiodą tego iż jakaś forma bytu nadała wyglad naszemu wszechświatowi

I będą mieli nazwę gatunkową Bzicus creationisticus.
30-07-2010 23:29 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Ateista to człowiek który szukał Boga takiego jakim opisuje go religia nie znalazł takiego i uwierzył że go nie ma.To moim zdaniem błąd,to zamykanie umysłu takie samo jak religia.Ja uważam że nie ma Boga jako takiego opisywanego przez religie tego świata,nie ma również Boga w formie jaką w ogóle człowiek mógł by opisać.Pamiętaj jednak że proces ewolucji którego sam jesteś efektem nie jest procesem zakończonym a człowiek to nie jego finalny produkt więc być może za miliard lat pojawia się na naszej planecie twory które będą w stanie zgłębić tajemnicę istnienia i być może dowiodą tego iż jakaś forma bytu nadała wyglad naszemu wszechświatowi.

Powiedz, czemu właściwie ma służyć uwierzenie w koncepcję bytu boskiego? Co to daje w sensie intelektualnym?
Wymyśliłeś przykład z żarówką w którą nikt nie wierzył w 1410 roku. No i słusznie - bo jej wtedy nie było.

Się jakiś bóg zamanifestuje, to pierwszy w niego uwierzę. Póki co, żaden prawdopodobny kandydat na boga się nie pojawił (dajmy spokój postaciom literackim takim jak Jezus, Jahwe, Allach, Kryszna, Helios, Ra, Jowisz, Zeus itd.).

Rozsądnym podejściem jest wybierać do "wierzenia, że są prawdziwe" koncepcje bardziej prawdopodobne, a nie zaledwie "nie całkiem niemożliwe". A ponieważ w totolotka jednak też czasem ktoś wygrywa, to można zostawić furteczkę na ewentualny byt boski - do wciągnięcia na listę jak się pojawi na horyzoncie.

Koncepcja boskiego bytu, co wszechświat stworzył, została skompromitowana w tak wielu religiach, ich dogmatach, mitach i świętych księgach, że wylądowała w koszyku z etykietką "baśnie, bzdurki, bajeczki".


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
31-07-2010 06:52 
 Ocena 5 na 5
lotrek (14275 punktów)
>Ateista to człowiek który szukał Boga takiego jakim opisuje go religia nie znalazł takiego i uwierzył że go nie ma.
Pewnie że szukał...upewnić się trzeba, ale szybko dał sobie spokój. A ty tworzysz jakieś nowe zjawisko, które koniecznie chcesz nazwać Bogiem. Widocznie się nieswojo czujesz bez takiego nieistniejącego bytu i koniecznie chcesz go stworzyć na własny użytek, według własnej wyimaginowanej koncepcji.

>Pamiętaj jednak że proces ewolucji którego sam jesteś efektem nie jest procesem zakończonym a człowiek to nie jego finalny produkt więc być może za miliard lat pojawia się na naszej planecie twory które będą w stanie zgłębić tajemnicę istnienia
To będę się nad tym zastanawiał, jak dożyje.....


"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
wsx666 (1067 punktów)
Pewnie że szukał...upewnić się trzeba, ale szybko dał sobie spokój. A ty tworzysz jakieś nowe zjawisko, które koniecznie chcesz nazwać Bogiem. Widocznie się nieswojo czujesz bez takiego nieistniejącego bytu i koniecznie chcesz go stworzyć na własny użytek, według własnej wyimaginowanej koncepcji.


Nie chozi mi o szukanie nowego zjawiska czy tworzenie go na siłę.Bardzo ciekawa natomiast wydaje mi się nie nowa już wcale Zasada Antropiczna.Jeżeli ktoś nie miał możliwości się z nią zapoznać to podaję tu wycinek z wikipedii:

Zasada antropiczna - koncepcja filozoficzna odnosząca się do kosmologii, zgodnie z którą fundamentalne stałe fizyczne (stała Plancka, prędkość światła, stała grawitacji itp.) mają dokładnie takie wartości, aby umożliwić powstanie życia, a w szczególności umożliwić pojawienie się istoty myślącej, człowieka na Ziemi. Zasada ta jest próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego prawa fizyki są takie, jakie są. Sugeruje ona odpowiedź, że gdyby prawa fizyki były inne, nikt nie mógłby ich poznać, ponieważ pojawienie się inteligentnego obserwatora nie byłoby możliwe. Zwolennicy zasady antropicznej przedstawiają dowody, że minimalne zmiany stałych fizycznych, np. stałej Plancka uniemożliwiłyby istnienie wszechświata w obecnej formie.

No właśnie.czyli jest tak,że albo wszeczświat jest jaki jest i koniec,nie ma się czego doszukiwać bo taki porostu musi być,druga wersja to taka że mógł by być inny a jest taki przez przypadek,a trzecia to taka ,że prawa fizyki,stałe,itp..zostały dograne tak a nie inaczej przez (kogoś).nie ma innycch opcji.jest jescze hipoteza multi wszechświatów mówiąca że w każdym innym mogą istnieć inne prawa fizyki.
31-07-2010 11:40 
 Ocena 6 na 6
lotrek (14275 punktów)

>Zasada antropiczna - koncepcja filozoficzna odnosząca się do kosmologii, zgodnie z którą fundamentalne stałe fizyczne (stała Plancka, prędkość światła, stała grawitacji itp.)
To wszystko jest znane i niejednokrotnie było już omawiane na tym forum.
Jest dziesiątki różnorakich hipotez i każdy może tworzyć własne....na zasadzie: co się komu śni. Jednak szukanie na siłę jakiś "bytów", których można by określić mianem Boga...jest zwykłą manipulacją a właściwie "gdybaniem" niczym nie uprawnionym.
Z racjonalizmem to bywa różnie, ale realistami to w większości jesteśmy. Zresztą po diabła nam jakiś Bóg?
Dopóki nie będzie jakiś konkretów a nie sztucznych i wydumanych hipotez...przynajmniej mnie to nie zajmuję. Po co mi Bóg...mam komputer .

"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
31-07-2010 12:31 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>...Zasada Antropiczna.Jeżeli ktoś nie miał możliwości się z nią zapoznać
Człowieku, jesteś na forum Racjonalista.pl, a nie na Onecie czy forum Przyjaciółki...
31-07-2010 10:43 
 Ocena 7 na 7
Arita (459 punktów)
>Ateista to człowiek który szukał Boga takiego jakim opisuje go religia nie znalazł takiego i uwierzył że go nie ma.

Niekoniecznie. Znam dwóch ateistów, dla których ateizm jest stanem naturalnym, a nie wynikiem nieudanego procesu poszukiwania bóstw. Są to ludzie urodzeni i wychowani w rodzinach ateistycznych, którzy nie byli poddawani indoktrynacji. Dla nich ateizm jest oczywisty i nie odczuwają "pędu" (jak indoktrynowani) do poszukiwania bytów nadprzyrodzonych. Zakładam więc, że poszukiwanie bóstw i rzekoma potrzeba posiadania zwierzchników metafizycznych - są efektami bezczelnej indoktrynacji w dzieciństwie, co na szczęście, po niektórych, później gładko spływa, a pozostali niestety muszą się potem długo męczyć i kopać w literaturze, zanim odnajdą ścieżkę do stanu naturalnego człowieka - jakim jest ateizm



Polską rządzi stara baba, kołtun i kler /Maciej Maleńczuk
03-08-2010 03:21 
 Ocena 10 na 10
czes (4083 punktów)

>... Znam dwóch ateistów, dla których ateizm jest stanem naturalnym, a nie wynikiem nieudanego procesu poszukiwania bóstw. Są to ludzie urodzeni i wychowani w rodzinach ateistycznych, którzy nie byli poddawani indoktrynacji. ...

Od dzisiaj, możesz mówić o trzech. Miło mi Cię poznać.
Z całą stanowczością potwierdzam prawdziwość twego wywodu.
Urodziłem się i wychowałem w rodzinie ateistycznej i ateizm jest dla mnie stanem naturalnym.

Jako dzieciak słuchałem bajek o krasnoludkach, ale chyba w nie nie wierzyłem (może troszkę?).
Jako młody chłopak, zauroczony byłem mitami greckimi i ich bogami i chciałem w nie wierzyć ale ... nie wychodziło.
Jako młody mężczyzna uwierzyłem w miłość i ... też nie wyszło.

Teraz stronię od słowa "wiara", albo coś jest/widzę to albo nie, albo coś mam/mogę dotknąć albo nie.

Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
może za miliard lat pojawia się na naszej planecie twory które będą w stanie zgłębić tajemnicę istnienia i być może dowiodą tego iż jakaś forma bytu nadała wyglad naszemu wszechświatowi.pozdrawiam


Być może to wredne, ale istnieniu pozostało już niewiele tajemnic. Znamy z grubsza drogę od komórki po nas samych, jak także pierwsze chwile wszechświata. Na co zatem ten miliard lat? Na grę w szachy w między czasie?
Jacholek (5699 punktów)
>Bogów,świata Bogów,społeczeństwa Bogów.Być może to właśnie taki byt (ponad nami) stworzył
>wszechświat nadał mu takie a nie inne wartości fizyczne i chemiczne
Hmm, wyglada mi to na deizm, ktory sam jakis czas temu uprawialem. A co bys powiedzial na koncepcje Matrix'a - jestesmy elementami symulacji "komputerowej" zaprogramowanej przez jakiegos bozka zartownisia. Nie jest to tylko dowcip, taka mozliwosc jest dyskutowana zupelnie na powaznie w kontekscie mozliwosci wykrycia tego. Kazdy kto napisal w zyciu jakikolwiek program komputerowy wie ze "bug'i" sa do nieunikniecia. Wiec wytropienie takiego "bug'a" mogloby byc cenna wskazowka. Jesli chodzi o mozliwosc istnienia wyzszego swiata bogow czy pol-bogow to taki pomysl zostal wyeksploatowany przez pisarza francuskiego w powiesci typu "fantasy" - Martina Weber'a (o ile sie nie myle). No a czy Olimp nie byl (czy jest) czyms podobnym ? Pozdrowienia.
wsx666 (1067 punktów)
A co bys powiedzial na koncepcje Matrix'a -


Powiedział bym że jest to koncepcja jak najbardziej możliwa.oczywiście nie dokładnie tak jak w filmie bo to przeciez tylko koncepcja jak sam to określiłeś,ale tak uwazam,że jak najbardziej jest to możliwe.i co więcej nie da się temu w żaden logiczny sposób zaprzeczyć!no bo weż na przykład sen....ale to już inny temat....pozdro.
30-07-2010 23:08 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> A co bys powiedzial na koncepcje Matrix'a
> Powiedział bym że jest to koncepcja jak najbardziej możliwa.

A nad tym Matriksem kolejny Matrix, bo przecież to też jest jak najbardziej możliwe.

> i co więcej nie da się temu w żaden logiczny sposób zaprzeczyć!

Szkatułkowemu Matriksowi ad infinitum, gdzie każdy następny jest bardziej zaawansowany od poprzedniego, da się logicznie zaprzeczyć bez trudu. A pojedynczemu można postawić (bardzo poważny) zarzut niefalsyfikowalności - bo wewnętrzna spójność to jeszcze troszkę za mało, żeby uznać teorię za godną uwagi.
wsx666 (1067 punktów)

>Szkatułkowemu Matriksowi ad infinitum, gdzie każdy następny jest bardziej zaawansowany od poprzedniego, da się logicznie zaprzeczyć bez trudu. A pojedynczemu można postawić (bardzo poważny) zarzut niefalsyfikowalności - bo wewnętrzna spójność to jeszcze troszkę za mało, żeby uznać teorię za godną uwagi.

(to z wikipedii)
Falsyfikacjonizm jest to zbiór procedur metodologicznych, które, w opinii autorów tego stanowiska, chcący się przyczynić do rozwoju wiedzy naukowej badacz musi stosować. Osią tego ujęcia jest przekonanie, że dla teorii naukowych nie należy szukać potwierdzenia (weryfikacji), lecz kontrprzypadków, mogących badanej teorii zaprzeczyć.

To nie moja dziedzina więc przytoczyłem cytat.a w zasadzie definicje.Zmartwię Cię.niestety hipotezy,że świat to matrix nie da się niestety na tą chwilkę nijak obalić jak i potwierdzić oczywiście zarazem.Prostym przykładem na to może być nawet ludzki sen swiadomy.zapoznaj się z tym zjawiskiem.pozdrawiam
30-07-2010 23:50 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Zmartwię Cię.niestety hipotezy,że świat to matrix nie da się niestety na tą chwilkę nijak obalić jak i potwierdzić oczywiście zarazem.

Nie jest to zmartwienie dla mnie - tylko dla kogoś, kto taką hipotezę stawia.

> Prostym przykładem na to może być nawet ludzki sen swiadomy

Nie neguję faktu, że możemy żyć w symulacji.
Wskazuję jedynie, że nic z takiej możliwości dla nas w praktyce nie wynika.
wsx666 (1067 punktów)
>> Zmartwię Cię.niestety hipotezy,że świat to matrix nie da się niestety na tą chwilkę nijak obalić jak i potwierdzić oczywiście zarazem.
>Nie jest to zmartwienie dla mnie - tylko dla kogoś, kto taką hipotezę stawia.
>> Prostym przykładem na to może być nawet ludzki sen swiadomy
>Nie neguję faktu, że możemy żyć w symulacji.
>Wskazuję jedynie, że nic z takiej możliwości dla nas w praktyce nie wynika.
>

Polubiłem Cię.Jesteś człowiekiem z którym jest sens prowadzić dyskusję.to rzadkość.pozdrawiam.tak w praktyce nic z tego nie wynika.to fakt.
Jacholek (5699 punktów)
Pardon, pamiec zawodzi. Autorem trylogii o bogach jest Bernard Werber: L'empire des Anges (imperium Aniolow),
Nous les Dieux (My Bogowie), Le souffle des Dieux (Oddech Bogow). Poniewaz nie mieszkam w Polsce to nie wiem czy cos z tego autora bylo przetlumaczone na jez. polski. Ale chyba nie, bo Rydzyk and Co by ostro zaprotestowali jako ze to ksiazki "obrazoburcze". Podejrzewam ze by Ciebie te historie wciagnely... Ciao.
wsx666 (1067 punktów)
>Pardon, pamiec zawodzi. Autorem trylogii o bogach jest Bernard Werber: L'empire des Anges (imperium Aniolow),
>Nous les Dieux (My Bogowie), Le souffle des Dieux (Oddech Bogow). Poniewaz nie mieszkam w Polsce to nie wiem czy cos z tego autora bylo przetlumaczone na jez. polski. Ale chyba nie, bo Rydzyk and Co by ostro zaprotestowali jako ze to ksiazki "obrazoburcze". Podejrzewam ze by Ciebie te historie wciagnely... Ciao.
>
Dziękuję.napewno się zapoznam.ciao
31-07-2010 00:34 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>Pardon, pamiec zawodzi. Autorem trylogii o bogach jest Bernard Werber: L'empire des Anges (imperium Aniolow),
>Nous les Dieux (My Bogowie), Le souffle des Dieux (Oddech Bogow). Poniewaz nie mieszkam w Polsce to nie wiem czy cos z tego autora bylo przetlumaczone na jez. polski. Ale chyba nie, bo Rydzyk and Co by ostro zaprotestowali jako ze to ksiazki "obrazoburcze".

Ależ są przetłumaczone Dostępne chociażby na Allegro w cenach nawet niekoniecznie skandalicznych. W empiku też zresztą dostępne.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
I niech tam zostaną...
liliac (147340 punktów)
>I niech tam zostaną...

Kiepskie, mówisz? Jeszcze nie przeczytałam, ale szkoda by było, bo kupiłam.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Może inne są lepsze, czego nam wszystkim łącznie z autorem życzę
Humanożerca (481 punktów)
Po polsku jest "Szkoła bogów".

forum.histmag.org/
31-07-2010 02:36 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Poniewaz nie mieszkam w Polsce to nie wiem czy cos z tego autora bylo przetlumaczone na jez. polski. Ale chyba nie, bo Rydzyk and Co by ostro zaprotestowali jako ze to ksiazki "obrazoburcze".

Bez przesady. "Bóg urojony" został przetłumaczony dla przykładu.
Przy okazji, dla rozrywki polecam twórczość polskiej autorki Kossakowskiej


Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
31-07-2010 11:55 
 Ocena 5 na 5
lotrek (14275 punktów)

>Przy okazji, dla rozrywki polecam twórczość polskiej autorki Kossakowskiej
Plus za "rozrywkę" ....bardzo atrakcyjna .




"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
31-07-2010 19:04 
 Ocena 1 na 1
Zella (1321 punktów)
>Przy okazji, dla rozrywki polecam twórczość polskiej autorki Kossakowskiej
>Plus za "rozrywkę" ....bardzo atrakcyjna .
>
"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś s


    Lotrek zawsze dostrzega męskim okiem,to co jest godne uwagi: :"bardzo atrakcyjna"- patrz: zdjęcie!
    Dodam :przeglądnęłam i poczytałam ciut,ciut z jej twórczości! "Bardzo atrakcyjna"
   Oto linki do stron, które polecam:

polcon.fandom.art.pl/aktualnosci.shtml

polcon.fandom.art.pl/historia.shtml
31-07-2010 20:45 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>    Dodam :przeglądnęłam i poczytałam ciut,ciut z jej twórczości! "Bardzo atrakcyjna"
Przecież wiem....



"Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam"
01-08-2010 19:19 
 Ocena 1 na 1
Zella (1321 punktów)
> Dodam :przeglądnęłam i poczytałam ciut,ciut z jej twórczości! "Bardzo atrakcyjna"
>Przecież wiem....

   Nie wierzysz w boga, nie jesteś sam!Dlatego wiesz!
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Przetłumaczono jego książkę "Ścisła tajemnica" w której ukazuje ładnie i słusznie, iż mózg składa się z mięska, a nie duszy unoszonej oparami modlitwy. Niestety, daje wytrych dla parareligijnego humanizmu ( ), gdyż w pewnym momencie zauważa, iż ośrodek przyjemności w mózgu, będący św. Graalem książeczki, "rezonuje wraz z całym wszechświatem". Czyli mięsko jednak jakoś tam się mgli, lepsze jest od kamienia i choć różańców nie klepie, to nie daleko mu do chrześcijańskich mistyków. Szkoda, trudno być mądrym. Gdyby jednak Werber napisał, iż mózg to po prostu mięsko, jego książka sprzedawałaby się znacznie gożej. Czasem mam wrażenie, że wielu twórców to k...wy. Przepraszam za sugestię brzydkiego słowa, ale irytuje mnie to. Zawsze trzeba rozpalić kadzidło aby pieniążki leciały, to ohydne. Przypuszczam iż inne książki tego autora również mają się podobać uduchowionym choć nie praktukującym czytelnikom.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W śnie nie ma nic tajemniczego. Nie stanowi żadnej furtki do Matrixów.
01-08-2010 20:49 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)
Stanisław Lem "Profesor Corcoran" potem w innych utworach. pisze z pamięci, ale to Ijon Tichy,
01-08-2010 23:38 
 Ocena 1 na 1
nomilk (1013 punktów)
Stanisław Lem "Profesor Corcoran" potem w innych utworach. pisze z pamięci, ale to Ijon Tichy

Im jestem mądrzejszy, tym gwałtowniej drżą mi dłonie, gdy Mistrza czytam. Literatura obowiązkowa co jakiś czas!

three of a perfect pair
Skowron (9 punktów)
Również uważam, że ateizm jest nieracjonalny, ponieważ jest to ideologia zakładająca nieistnienie czegoś.

Co z tego że koncepcja istnienia istoty, która stworzyła ludzkość jest mało prawdopodobna? Zamykanie się na taką koncepcje tylko dla tego, że są ludzie, którzy chcą by tak było, że wierzą w Boga bez podstaw naukowych i chcą nawrócić wszystkich dookoła według mnie podobnym zjawiskiem jaki zachodzi teraz w polityce (obserwuję to u znajomych)- jeśli jesteś przeciwko PIS, to stajesz się zwolennikiem PO. Jeśli jesteś zwolennikiem PO, to w politycznych gierkach jesteś za PO, nie rozpatrujesz każdej sprawy oddzielnie,bo opowiedziałeś się już wcześniej po konkretnej stronie.

>Boga który wcale nie musi być jakimś bytem niesamowitym ale na przykład zakładam istnienie całej populacji Bogów,świata Bogów,społeczeństwa Bogów.Być może to właśnie taki byt (ponad nami) stworzył wszechświat nadał mu takie a nie inne wartości fizyczne i chemiczne materii,zaprogramował(stworzył)wszystko po swojemu.

Muszę Cię zmartwić, ostatnie badania amerykańskich naukowców dowodzą, że na Olimpie jednak nikt nie mieszka
31-07-2010 01:54 
 Ocena 5 na 5
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Również uważam, że ateizm jest nieracjonalny, ponieważ jest to ideologia zakładająca nieistnienie czegoś.
Ajednorożczyzm też jest nieracjonalny - zakłada nieistnienie niewidzialnych i niewyczuwalnych różowych jednorożców kierujących wszechświatem. Uważasz, że nie istnieją? W takim razie twoja ideologia jest N I E R A C J O N A L N A ! xD
Skowron (9 punktów)
>Ajednorożczyzm też jest nieracjonalny - zakłada nieistnienie niewidzialnych i niewyczuwalnych różowych jednorożców kierujących wszechświatem. Uważasz, że nie istnieją? W takim razie twoja ideologia jest N I E R A C J O N A L N A ! xD

Twój komentarz dotyczył tylko pierwszej części mojej wypowiedzi, a wyjaśniłem o co mi chodzi w drugiej.

Sam widzisz jak to idiotycznie brzmi, można stworzyć milion takich ideologii. Dlaczego jesteś (jak zakładam) ateistą a nie ajednorożcą? Nie lepiej być ponad tym i nie utwardzać się w konkretnym twierdzeniu?
01-08-2010 13:03 
 Ocena 2 na 2
Jacholek (5699 punktów)
>Również uważam, że ateizm jest nieracjonalny, ponieważ jest to ideologia zakładająca nieistnienie czegoś.
"Ritornello" - ten sam powarzajacy sie blad logiczny. Odrzucanie zbednej (brzytwa Occama) hipotezy nie jest wiara. TO tak jakbys powiedzial ze czlowiek zyjacy bez narkotykow jest nalogowcem ich niebrania a wiec nalezy go traktowac na tej samej plaszczyznie co narkomana.
Skowron (9 punktów)
> "Ritornello" - ten sam powarzajacy sie blad logiczny. Odrzucanie zbednej (brzytwa Occama) hipotezy nie jest wiara. TO tak jakbys powiedzial ze czlowiek zyjacy bez narkotykow jest nalogowcem ich niebrania a wiec nalezy go traktowac na tej samej plaszczyznie co narkomana.

Masz rację, ale przecież ja nie napisałem, że ateizm to wiara. Napisałem, że ateizm zakłada nieistnienie bogów. Mi chodzi właśnie o zasadność zamknięcia się na np. ewentualność o jakiej pisze autor wątku.
01-08-2010 15:14 
 Ocena 2 na 2
Jacholek (5699 punktów)
>Masz rację, ale przecież ja nie napisałem, że ateizm to wiara. Napisałem, że ateizm zakłada nieistnienie bogów. Mi chodzi właśnie o zasadność zamknięcia się na np. ewentualność o jakiej pisze autor wątku.
>
Subtelna roznica miedzy "zakladaniem nieistnienia czegos" a "odrzucaniem hipotezy istnienia" ze wzgledu na brak przeslanek za tym przemawiajacych. Nawet Dawkins nie odrzuca kategorycznie, tzn w 100% mozliwosci istnienia czynnika wyzsszego (na skali ateizmu nie umieszcza sie na jej koncu). Jesli prawdopodobienstwo istnienia czegos jest znikome, po prostu to cos ignorujemy spokojnie i przechodzimy nad tym do porzadku dziennego. Zwykla ekonomia dzialania. W przeciwnym razie moznaby skonczyc w domu wariatow biorac powaznie wszystkie przesady i zabobony jakie ludzkosc wymyslila od swojego zarania.
Skowron (9 punktów)
>Jesli prawdopodobienstwo istnienia czegos jest znikome, po prostu to cos ignorujemy spokojnie i przechodzimy nad tym do porzadku dziennego. Zwykla ekonomia dzialania. W przeciwnym razie moznaby skonczyc w domu wariatow biorac powaznie wszystkie przesady i zabobony jakie ludzkosc wymyslila od swojego zarania.

Tak, ale jeśli coś rozpatrzymy i dojdziemy do takiego wniosku, a określenie siebie jako ateista to włożenie się do szufladki. Można dojść do wniosku, że ludzie lubią wymyślać fantastyczne historie i wierzyć w gusła, oraz można zauważyć, że najprawdopodobniej Boga nie ma, ale dlaczego trzeba od razu nazywać siebie z tego powodu ateistą?

Ludzie mają skłonność do ustawiania się po konkretnej stronie barykady dyskusji i wymyślaniu argumentów przemawiających za ich twierdzeniem. To jest ten błąd o który mi chodzi i którego chcę unikać. Powinno być tak, że widzimy całość "w obie strony".

I najgorsze: jeżeli wejdziesz do jakiejś grupy światopoglądowej, istnieje ryzyko, że przestaniesz dochodzić do wszystkiego sam. Wyobraź sobie, że ktoś doszedł do wniosku, że Bóg istnieje i dołącza do KK. Jest szereg stanowisk KK, o którym on nie słyszał, a i tak będzie ich bronił. Mózg ateisty też lubi chodzić na łatwiznę, co często można zaobserwować też na forum.

Zauważ, że piszę praktycznie drugi czy trzeci raz to samo, tylko innymi słowami.
01-08-2010 21:16 
 Ocena 1 na 1
Jacholek (5699 punktów)
>Ludzie mają skłonność do ustawiania się po konkretnej stronie barykady dyskusji i wymyślaniu argumentów przemawiających za ich twierdzeniem. To jest ten błąd o który mi chodzi i którego chcę unikać. Powinno być tak, że widzimy całość "w obie strony".

DOmyslam sie ze chcesz byc otwartym na wszystko i nie dajacym sie sklasyfikowac. Ale tu pojawia sie niebezpieczenstwo eklektyzmu. Jest takie powiedzenie angielskie "A friend to all is a friend to none" ktore mozna by sparafrazowac "jesli sie chce byc wszystkim to jest sie w rezultacie nikim". Poza tym trudno uniknac praw socjologicznych, ludzie nie sa "samotnymi wyspami" jak to gdzies w Racjonaliscie czytalem niedawno. Wiec z koniecznosci tworza sie spontanicznie osrodki kondensacji ludzi dzielacych mniej lub bardziej zblizone poglady. Wydaje mi sie ze nie najwazniesza jest etykietka jaka mi przykleja, lecz pewna koherencja pomiedzy pogladami, przekonaniami i konkretnymi dzialaniami. Dlatego czasami zabieram tu glos. A jak wspomnialem ateizm ma caly szereg odcieni, tak jak racjonalizm wiec nie nalezy sie przerazac tymi sklonnosciami ludzi do szufladkowania.
NO ale jesli Ci sie powiedzie to moze zostaniesz "Guru" jakies nowej sekty ? A co myslisz o Scjentologii ?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Autor wątku myli pojęcia. Nie pisze o bogach, lecz o stworzeniach, których nie znamy. Przypuszczam, iż nawet na naszej skromnej planetce istnieją niezbadane gatunki zwierząt i to wcale nie jednokomórkowców.
Smoke08 (61 punktów)
>Sama idea życia wiecznego po śmierci jest ideą chorą nierealną i kompletnie pozbawioną jakiegokolwiek sensu.
No chyba, że istnieją wszechświaty równoległe. Wtedy umierając w jedynym, żył byś w drugim nawet nie wiedząc, że przed chwilą umarłeś.
>Ożywiony, acz strawiony, ser byłby trochę... smutny.
i brzydko pachnący
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Kamień by spadł nie spadając, słońce zaświeciło, nie świecąc. Całkiem możliwe, iż istnieją równoległe wszechświaty, ale nie po to, by robić za nowy raj. Przypomnę jeszcze o bliźniakach jednojajowych, które nie mają wspólnej świadomości. Gdy jeden umrze, to on umiera, zaś żywy pozostaje.
ooman (90 punktów)
>Moim zdaniem....

A jaki sens ma poszukiwanie takich czy innych bogów? Chcesz powiedzieć sobie w duszy "nie jestem sam, bo ktoś zadbał o moje istnienie"? Rozejrzyj się dookoła, jest tam masa ludzi, nie jesteś sam.
Poszukiwanie boga nie ma żadnego związku z chęcią poznania, ciekawością. Jest to podążanie za ideami wymyślonymi przez ludzi nie posiadających żadnych podstaw do nadawania im (tym ideom) kształtu. Chęć poznania wszechświata, jego mechanizmów może odbywać się tylko poprzez naukę, obiektywną i nie skażoną żadnymi przekonaniami.
Ty natomiast wymyśliłeś sobie DNA wszechświata. Co Cię uprawnia do stawiania takiej hipotezy, do tworzenia takiej idei??

Ale ale...

Załóżmy hipotetycznie, stricte hipotetycznie (aż się sobie dziwię, że sobie na coś takiego pozwalam), że jakimś psim swędem masz rację. Co z tego wynika?? Jakie ma to przełożenie na Twoje życie?

Pamiętaj, że ateista, to nie jest człowiek, który odrzucił istnienie boga, bo mu nie pasił do ogólnego (czytaj z jego otoczenia) wyobrażenia. Ateista stwierdza, że nie ma sensu zajmować się czymś, co praktycznie na pewno (dla mnie bez "praktycznie") nie istnieje. Dzięki temu ateista ma czas (i pieniądze, bo ich nie daje "kapłanom") na skupienie się nad swoim życiem, domem, rodziną, zarabianiem i wydawaniem pieniędzy, realizacją hobby, zarywaniem panienek, grą w gry czy przeglądaniem racjonalisty....

Dla ateisty świat (znaczy wszechświat)jest jaki jest, po prostu. Chęci poznania towarzyszy poznawanie jego struktury, praw nim rządzących. Doszukiwanie się cech celowości w tym wszystkim jest szaleństwem.

<jak>
wsx666 (1067 punktów)
Doszukiwanie się cech celowości w tym wszystkim jest szaleństwem.


Dla mnie nie doszukiwanie się celowości jest szaleństwem.
02-08-2010 18:55 
 Ocena 3 na 3
ooman (90 punktów)
>Dla mnie nie doszukiwanie się celowości jest szaleństwem.

Nie jest szaleństwem, bo nie obciążam swojego procesora, mam więcej wolnych zasobów, ergo mniejszą tendencję do zawieszania się.

boga nie ma, pod taką czy inną postacią
get over it
28-09-2010 10:47 
 Ocena 1 na 1
Andrzej z Wroclawia (22 punktów)
Poszukiwanie Boga to jak dla agrofobika poszukiwanie zamkniętej przestrzeni. Można przypuszczać że poszukiwanie Boga jest wynikiem strachu przed nieskończonością poznania. Bóg nie ważne jaki zamyka przestrzeń poznawczą i jest miło.
Uriel_ (360 punktów)
(...)

>Kończąc powiem tak mogę uwierzyć w
>(jakiś) byt (ponad nami) ale nie w bajeczki na jego temat.

Taka wiara nie jest Ci do niczego potrzebna. Ona nic nie wnosi do Twojego życia.
Nic z niej nie wynika, równie dobrze mogłoby jej nie być, bo po co kalać nią aktywność umysłową?

   
12-08-2010 00:51 
 Ocena 1 na 1
kogut59 (3090 punktów)
>(...)
>>Kończąc powiem tak mogę uwierzyć w
>>(jakiś) byt (ponad nami) ale nie w bajeczki na jego temat.
>Taka wiara nie jest Ci do niczego potrzebna. Ona nic nie wnosi do Twojego życia.
>Nic z niej nie wynika, równie dobrze mogłoby jej nie być, bo po co kalać nią aktywność umysłową?
AMEN "Tak jest"
Andrzej z Wroclawia (22 punktów)
A po co Ci Bóg?
Czyżby brak pokory wobec naszej nicości i niewiedzy.
Może jest może nie ma.
spray (5875 punktów)


Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365